Fed w kontrofensywie

Dochodzi do zmiany tonu pośród mówców z Fed w stronę wyrażania większego niezadowolenia z wysokich rentowności. Oprocentowanie 10-latek USA cofnęło się do 1,40 proc., a USD ponownie słabnie względem ryzykownych walut. Nie liczmy na całkowite zatrzymanie stromienia krzywej dochodowości, ale zjawisko to powinno coraz mniej blokować rajd ryzyka.

Lael Brainard z zarządu Fed powiedziała wczoraj, że „zwraca szczególną uwagę” na rentowności obligacji i „byłaby zaniepokojona, gdyby zobaczyła zacieśnianie [warunków finansowych], które mogłoby spowolnić nasz postęp”. To istotna zmiana, choć jak sugerowałem na początku tygodnia, w tą stronę powinien pójść przekaz z Fed. Dotychczas decydenci komentowali wzrost rentowności jako oznakę rosnącego optymizmu w odniesieniu do siły gospodarki. W ten sposób Fed chciał odwieść inwestorów od spekulacji, że wyższe rentowności nie oznaczają wcześniejszej normalizacji polityki pieniężnej. Teraz widać, że Fed zamierza być bardziej konkretny w odniesieniach do zmian na rynku długu, choć komentarze Brainard nie wskazują, jaki może być kolejny krok Fed. Można jednak oczekiwać wzmożonej werbalnej interwencji mającej na celu uspokoić rynek obligacji. Spodziewam się dodatkowych informacji od prezesa Powella podczas jutrzejszego przemówienia.

Jakkolwiek werbalna interwencja Fed nie oznacza od razu odwrotu w trendach rentowności obligacji skarbowych i ich wzrost prawdopodobnie zostanie podtrzymany (w oparciu o poprawę perspektyw ożywienia), to powinno to w coraz mniejszym stopniu zaburzać trendy reflacyjne wśród ryzykownych aktywów. Spokój powrócił na rynek akcji, a na FX USD i JPY tracą na rzecz walut ryzykownych, jak AUD czy NZD. Mentalność „kupowania dołków” wraca na EUR/USD, który odbija do 1,21.

W Polsce Rada Polityki Pieniężnej powinna pozostawić stopy procentowe bez zmian. W krajowych danych makro jest sporo szumu związanego z covidowymi restrykcjami, ale najprawdopodobniej gospodarka najgorsze ma już za sobą i z optymizmem należy patrzeć na perspektywy ożywienia. Wśród członków Rady pojawiają się zarówno głosy otwartości wobec obniżek, jak i podwyżek stóp procentowych w najbliższych miesiącach, ale scenariuszem bazowym dalej pozostaje brak zmian co najmniej do połowy 2022 r. Dziś otrzymamy suchy komunikat, a na ciekawsze komentarze przyjdzie poczekać do piątku, kiedy podczas wideokonferencji prezes NBP Adam Glapiński będzie odpowiadał na pytania od dziennikarzy. Na razie złoty podąża za nastrojami na rynkach zewnętrznych i ma trudności z powrotem do wcześniejszego pasma konsolidacji 4,47-4,51, ale każdy dzień wygaszania nerwowości związanej z wahaniami rentowności będzie przemawiał na korzyść złotego i innych walut rynków wschodzących.

W Wielkiej Brytanii na pierwszym panie będzie prezentacja budżetu (około południa czasu brytyjskiego). Druga fala wirusa i związane z nią restrykcje oznaczają, że kanclerz nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko zwiększyć wydatki w nadchodzącym roku podatkowym. Ale konieczność równoważenia finansów publicznych wymusza poprawę strony przychodowej, co prawdopodobnie objawi się w podwyżkach podatków od przedsiębiorstw. Oznaki restrykcyjności fiskalnej w dobie pandemii mogą zostać negatywnie odebrane przez rynek, co stanowi ryzyko dla GBP. W średnim terminie nie zdusi to jednak czynników stojących za ostatnią siłą GBP: przewodnictwa w procesie szczepień, oczekiwań odbicia gospodarczego i jastrzębiego tonu BoE.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Powstaje projekt wspólnej europejskiej chmury. Ma przyspieszyć wdrażanie takich rozwiązań w polskich firmach

Ze względu na pandemię koronawirusa masowa migracja polskich przedsiębiorstw do chmury jest już nieunikniona. Firmy wciąż mają jednak obawy dotyczące tego procesu. Przykładowo 44 proc. z nich wymaga, aby ich centra danych podlegały unijnej legislacji. Odpowiedzią ma być GAIA-X, czyli koncepcja europejskiej infrastruktury chmurowej, w ramach której usługi będą świadczone przez lokalnych dostawców z Europy. Projekt może być motorem napędowym do szybszego wdrażania rozwiązań chmurowych w polskich firmach, chociaż jak pokazują najnowsze dane GUS, obecnie już prawie 40 proc. średnich oraz 60 proc. dużych firm w Polsce korzysta z płatnych rozwiązań cloud computingu.

– Jeszcze na początku ubiegłego roku wiele firm w Polsce było ostrożnie nastawionych do rozwiązań w chmurze. Pandemia całkowicie zmieniła to nastawienie, ponieważ firmy zostały zmuszone do tego, żeby przejść przyspieszony proces cyfrowej transformacji swoich usług i narzędzi, z których korzystają. Przyczyniła się do tego także konieczność mobilnej pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Zmaczyński, dyrektor marketingu i sprzedaży w Aruba Cloud.

Jak wynika z badania Aruba Cloud („Wykorzystanie usług chmurowych w biznesie. Analiza rynku polskiego, czeskiego i węgierskiego”), jeszcze przed wybuchem pandemii COVID-19 wykorzystanie cloud computingu – przynajmniej w zakresie przechowywania swoich danych w chmurze publicznej – deklarowało 33 proc. średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce. Był to najniższy wynik w porównaniu do pozostałych badanych państw (dla porównania w Czechach z chmury korzystało 49 proc. firm).

Pandemia mocno przyspieszyła jednak wdrażanie rozwiązań chmurowych. Według danych GUS („Społeczeństwo informacyjne w Polsce 2020”) z płatnych rozwiązań chmurowych korzysta w Polsce już prawie 40 proc. średnich oraz 60 proc. dużych firm. Są też branże, w których wykorzystanie cloud computingu w ubiegłym roku wzrosło o co najmniej 50 proc. W sektorze obsługi rynku nieruchomości ten wzrost wyniósł aż 65 proc., w przedsiębiorstwach zajmujących się dostawą wody, gospodarowaniem ściekami i odpadami – 58 proc., a w budownictwie – 56,5 proc. Z kolei w segmencie małych przedsiębiorstw (do 49 osób) wykorzystanie rozwiązań chmurowych w minionym roku wzrosło o niemal połowę (46 proc.) w porównaniu do 2019 roku. Średnie firmy (50–249 osób) odnotowały wzrost o 35 proc.

– To właśnie dzięki chmurze wiele firm mogło po raz pierwszy się przekonać, jak to jest pracować w pełni cyfrowo. Większość aplikacji, które zaczęły wykorzystywać polskie firmy, jest osadzona w środowisku chmury. Dla wielu przedsiębiorstw w Polsce – szczególnie mikro-, małych i średnich – pierwsze zetknięcie ze środowiskiem chmurowym odbyło się poprzez narzędzia do wideokonferencji, pracy zdalnej, zarządzania projektami zdalnymi, trzymania swoich projektów na tzw. dysku wirtualnym, tworzenia systemu backupowego i wielu innych rozwiązań, które zostały niejako wymuszone przez konieczność pracy zdalnej w okresie pandemii – mówi Marcin Zmaczyński.

Jak wynika z badania Aruba Cloud, polskie firmy najczęściej rezygnują lub odkładają migrację zasobów do chmury obliczeniowej ze względu na obawy dotyczące bezpieczeństwa swoich danych. Może to być związane z faktem, że rodzime przedsiębiorstwa są najbardziej skłonne do inwestowania w rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa (¼ z nich planuje zakup dodatkowych rozwiązań i udoskonalenie swojej infrastruktury w tym obszarze do końca tego roku, a 20 proc. chce realizować programy szkoleń z zakresu bezpieczeństwa informacji dla swoich pracowników).

Średnio co trzecia firma w Polsce ocenia też, że na transfer do środowiska chmurowego nie pozwalają jej wewnętrzne procedury odnośnie do przechowywania i przetwarzania danych. To najczęściej zgłaszana bariera dla projektów migracji do chmury. Problemem są także regulacje prawne czy niechęć do korzystania z rozwiązań producentów spoza własnego kraju. Na te wyzwania ma odpowiedzieć projekt GAIA-X, czyli koncepcja wspólnej, europejskiej infrastruktury chmurowej, w ramach której usługi będą świadczone przez lokalnych dostawców z Europy, podlegających unijnej legislacji. Ma to m.in. pomóc w utrzymaniu równowagi rynkowej między największymi dostawcami chmury z USA, Chin i Europy (w tej chwili czterech gigantów cloud computingu z USA odpowiada za ponad 50 proc. europejskiego rynku chmury).

– Europa potrzebuje swojej chmury i rozwiązań, które będą w pełni zgodne z naszą legislacją i europejskimi zasadami. GAIA-X to nie tylko kwestia infrastruktury, lecz przede wszystkim połączenie najlepszych umiejętności. To projekt, do którego zostali zaproszeni europejscy dostawcy chmury tacy jak Aruba Cloud, OVH, T-Systems czy Orange, a jednocześnie potężne firmy software’owe, które tworzą narzędzia już działające w chmurze tego typu, takie jak SAP czy Atos. Z połączenia tych sił mogą powstać bardzo uniwersalne i konkurencyjne usługi w porównaniu z tym, co oferują duzi gracze tacy jak Amazon, Microsoft czy Google – mówi ekspert Aruba Cloud.

GAIA-X ma też odpowiedzieć na potrzeby europejskich firm i instytucji w zakresie bezpieczeństwa ich danych i gwarancji pozostania na terenie UE. Dotyczą one też polskich przedsiębiorstw. Jak wynika z badania Aruba Cloud, aż 59 proc. firm z Polski uważa, że kraj pochodzenia dostawcy ma znaczenie przy wyborze usługi. Z kolei 44 proc. chce, aby centra danych podlegały unijnej legislacji.

– W Polsce firmy przykładają ogromną wagę do tego, gdzie trzymane są ich dane. O wiele większą niż np. w Czechach czy na Węgrzech. Jesteśmy bardzo mocno sfokusowani na tym, aby nasze dane były trzymane w centrach danych zlokalizowanych na terytorium Polski, a już na pewno na terytorium Unii Europejskiej – wskazuje Marcin Zmaczyński.

OFE do całkowitej likwidacji. Każda decyzja w sprawie zgromadzonych tam oszczędności będzie oznaczać utratę części środków

1 czerwca ma zacząć obowiązywać nowa ustawa, która ostatecznie zlikwiduje otwarte fundusze emerytalne. Nastąpi to 28 stycznia 2022 roku, a zgromadzone na nich pieniądze zostaną przetransferowane domyślnie na Indywidualne Konta Emerytalne lub na wniosek posiadacza rachunku w OFE do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wybór przyszłego emeryta w każdym z tych przypadków będzie oznaczał utratę części środków. Przeniesienie środków do IKE wiąże się z pobraniem 15-proc. opłaty przekształceniowej, z kolei do ZUS – z podatkiem od emerytur i niemożnością dziedziczenia środków. – Te zmiany nastąpią bez konsultacji społecznych – mówi ekonomistka WSB w Poznaniu, dr Edyta Wojtyla.

22 lutego 2021 roku Rada Ministrów podjęła odkładaną od miesięcy decyzję o likwidacji otwartych funduszy emerytalnych.

– Już dzisiaj wiemy, że te zmiany nastąpią bez konsultacji społecznych i w czerwcu ustawa wejdzie w życie, a w styczniu w przyszłym roku już będą pierwsze transfery naszych pieniędzy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Edyta Wojtyla, ekonomistka z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Dla przeciętnego Kowalskiego zmiany oznaczają utratę części zaoszczędzonych w funduszach środków.

Od kwietnia 2011 roku, decyzją ówczesnego ministra finansów, składka odprowadzana do OFE zmniejszyła się z 7,3 proc. pensji do 2,3 proc. Reszta trafiała na subkonto w ZUS-ie. Teraz opóźniona przez pandemię likwidacja OFE ma dobiec końca. Przyszli emeryci zdecydują, czy chcą, by środki zgromadzone w OFE trafiły na indywidualne konta emerytalne, czy na specjalne konto w ZUS-ie.

– Pierwsza opcja będzie domyślna, czyli jeśli przyszły emeryt nie zrobi nic, cała pula środków zgromadzona w OFE zostanie przetransferowana na IKE. Ta opcja oznacza jednak utratę 15 proc. oszczędności, które będą pobrane w styczniu jako tzw. opłata przekształceniowa – ­wyjaśnia ekonomistka WSB w Poznaniu.

Przekierowanie środków na IKE będzie oznaczać natomiast, że będą mogły być w przyszłości dziedziczone. Po osiągnięciu wieku emerytalnego będzie można je wypłacić w całości lub w ratach.

– W drugiej opcji należy podjąć jakieś kroki i zadeklarować chęć, aby środki zostały przetransferowane na konto ZUS-u. To trochę inne rozwiązanie, bo w tym momencie nie będzie pobrana żadna opłata, ale w przyszłości przy wypłacie świadczeń emerytalnych będą one opodatkowane podatkiem od emerytur. Nie mamy wtedy możliwości wybrania całości środków po osiągnięciu wieku emerytalnego i nie mamy też możliwości zostawienia tej kwoty w spadku swoim bliskim – tłumaczy ekonomistka.

Wybór jest więc trudny, ponieważ w każdym ze scenariuszy fiskus pobiera daninę – albo w wysokości 15-proc. opłaty przekształceniowej, albo w formie podatku od emerytur.

– Aby przygotować się na zmiany, powinniśmy dokładnie przemyśleć, po pierwsze, ile lat nam zostało do emerytury, po drugie, powinniśmy sprawdzić, ile środków mamy do rozdysponowania, i skalkulować, ile nas wyniesie dzisiaj opłata przekształceniowa i ewentualnie przyszłe świadczenie emerytalne z dodatkiem, który będzie obliczony przez podzielenie na kolejne miesiące przyszłej emerytury – tłumaczy dr Edyta Wojtyla.

Dodatkowo nie ma gwarancji, czy cały system emerytalny nie będzie musiał przejść gruntownej reformy ze względu na dramatyczną sytuację demograficzną. Jak podał GUS, w 2020 roku liczba ludności Polski spadła o ok. 115 tys. rok do roku. Złożyły się na to m.in. największa liczba zgonów od drugiej wojny światowej (486 tys.) i najmniej urodzeń od 17 lat (355 tys.).

– Dotychczasowe rozwiązania emerytalne nie dawały nam żadnej gwarancji na to, że w przyszłości będziemy mieli wyższe emerytury. Chociaż każde rozwiązanie jest wprowadzane z myślą o tym, że tak będzie. Zresztą inwestowanie naszych odłożonych pieniędzy na wolnym rynku zależy właśnie od niego. Nie ma więc w tym momencie stuprocentowej gwarancji, że my te środki odzyskamy, nawet pomniejszone o opłatę przekształceniową, a tym bardziej nie ma gwarancji, że będziemy mieli ich więcej ­– podkreśla ekonomistka WSB w Poznaniu.

Allegro chce przejąć część wartego 340 mld zł rynku zakupów firmowych. Na nowej platformie zniżki hurtowe i odroczone płatności cieszą się największym zainteresowaniem

W czasie pandemii duża część wydatków zakupowych Polaków przeniosła się do e-handlu. Do internetowych zakupów przekonały się również firmy. Według szacunków przytaczanych przez Allegro wartość zakupów firmowych w kanale online przekroczyła 340 mld zł w 2020 roku. Znacząca część tego rynku jest do zagospodarowania przez ofertę giganta polskiego e-commerce, w czym ma pomóc uruchomiona na początku lutego nowa platforma Allegro Biznes. Korzyści dla kupujących to m.in. odroczona płatność do 60 dni i rabaty przy dużych zamówieniach oraz cenniki hurtowe. W ofercie są nie tylko produkty odpowiadające na podstawowe, ale jednocześnie szerokie potrzeby wszystkich przedsiębiorców, np. artykuły papiernicze, produkty do sprzątania czy sprzęt IT. Oferta jest również dostosowana do bardzo specyficznych branż, takich jak warsztaty samochodowe, firmy budowlane czy gabinety kosmetyczne.

– Coraz więcej firm, nie tylko tych największych, zaczęło robić zakupy online. Według raportu ekspertów za 2020 rok handel online w kategorii zakupów firmowych wyniósł prawie 340 mld zł – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dagmara Brzezińska, Commercial Category Management Director w Allegro.

W ubiegłym roku niemal połowa polskich firm dokonała przynajmniej jednego zakupu na Allegro. Z myślą o zakupach firmowych platforma uruchomiła w lutym nową ofertę Allegro Biznes, dostępną dla posiadaczy konta Firma.

– Ten segment rynku ma ogromny potencjał. Nasze dane za 2020 rok pokazują, że co miesiąc co czwarta polska firma dokonała zakupów na naszej platformie, wydając średnio 900 zł. To oczywiście średnia. Mamy na Allegro firmy, które kupują u nas profesjonalne, bardzo drogie urządzenia, takie jak np. hafciarka za ponad 20 tys. zł, przycinarki do metalu czy urządzenia do badania gęstości mineralnej kości. W ciągu ostatniego roku jeden z klientów kupił na naszej platformie ponad 23 tys. akcesoriów i urządzeń do salonów urody, z kolei inny kupił ponad 15 tys. akcesoriów basenowych – wymienia Dagmara Brzezińska.

Jak podkreśla, Allegro Biznes powstało na bazie dobrze znanej Polakom platformy konsumenckiej, zachowując wszystkie dotychczasowe funkcjonalności i zyskując nowe narzędzia przydatne zarówno tym firmom, które potrzebują różnych produktów do prowadzenia własnej działalności, jak i tym, które je dostarczają. Platforma – ze 120 mln ofert z cennikami netto od około 100 tys. sprzedawców – to największa oferta business-to-business na polskim rynku. W części ofert kupujący mogą liczyć na zniżki przy zakupach hurtowych lub dużych zamówieniach. Klienci robiący zakupy „na firmę” mogą tak ustawić wyniki wyszukiwania, że zobaczą oferty (jest ich ponad 170 mln) tylko od sprzedawców wystawiających faktury oraz cenniki netto.

– Fakt istnienia cenników hurtowych nie oznacza, że musimy hurtowo dokonywać zakupów. Allegro Biznes jest skierowane również do małych i średnich firm, których mamy zdecydowaną większość na naszej platformie – podkreśla Commercial Category Management Director w Allegro. – Oferujemy np. artykuły papiernicze, sprzęt IT czy produkty do sprzątania. W ofercie mamy jednak również produkty dla bardziej specjalistycznych firm, takich jak warsztaty samochodowe, gabinety urody czy firmy budowlane. Zanim uruchomiliśmy Allegro Biznes, bardzo dokładnie przeanalizowaliśmy już istniejące zakupy na naszej platformie i wiemy, że korzystali z nich przedstawiciele właściwie wszystkich branż.

Jedną z funkcjonalności na platformie są odroczone płatności, które dla większości firm mogą się okazać istotnym elementem. W ponad 30 mln ofert kupujący mają na zapłatę nawet do 60 dni. To dwa razy dłużej niż standardowa oferta rynkowa wynosząca 30 dni.

– Ponadto przez dwa miesiące od uruchomienia platformy Allegro Biznes pierwsze 21 dni odroczonej płatności nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi kosztami dla kupującego. Z kolei sprzedającym gwarantujemy brak ryzyka utraty płynności finansowej – dostają oni pieniądze od razu w momencie zawarcia transakcji i nie ponoszą również kosztów ubezpieczenia. Warto dodać, że koszt takiego faktoringu na Allegro to 0,5 proc. versus rynkowe 3 proc. – wyjaśnia Dagmara Brzezińska. – Po dwóch tygodniach od uruchomienia Allegro Biznes zauważyliśmy już, że kupujący bardzo chętnie korzystają z tego rozwiązania. Co więcej, średnia wartość zamówień w takim systemie jest 12-krotnie wyższa od standardowych zakupów na firmę.

Kategorie, w których firmy najchętniej dokonują zakupów z odroczoną płatnością, to elektronika (głównie komputery i telefony), sprzęt/wyposażenie budowlane oraz – co ciekawe – zabawki.

– Cały czas dbamy o to, żeby zwiększać liczbę nowych rozwiązań, funkcjonalności i narzędzi, które możemy przedstawić kupującym i sprzedającym. Bardzo ważne są dla nas ich opinie i potrzeby. Na ich podstawie przygotowujemy najlepsze rozwiązania. Natomiast z naszego doświadczenia już teraz wiemy, że są trzy obszary, na których kupującym zależy najbardziej. To przede wszystkim dostęp do bardzo szerokiej oferty, atrakcyjne ceny oraz szybka i wygodna dostawa. I właśnie na tych trzech obszarach będziemy się skupiać – zapowiada Commercial Category Management Director w Allegro.

W planach jest wprowadzenie m.in. usługi Allegro Smart! dla biznesu w obszarze dostaw ciężkich i wielkogabarytowych, programu zwrotów dopasowanych do potrzeb zakupów firmowych czy nowych metod płatności, np. leasingu.

Kraje globalnego Południa potrzebują lepszego dostępu do szczepionek na COVID-19. Pandemia jest tam nie tylko problemem zdrowotnym, ale także przyczyną głodu

Najbardziej dokuczliwym skutkiem rozprzestrzeniania się koronawirusa w krajach globalnego Południa jest nie tyle sam COVID-19, co klęska głodu. W wielu krajach pandemia spowodowała zamknięcie lokalnych gospodarek, masowe bezrobocie, przerwanie łańcuchów dostaw i wzrost cen – wymienia Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej. Dlatego biedne kraje Afryki, Azji czy Ameryki Południowej pilnie potrzebują szczepień przeciwko COVID-19. W ramach programu COVAX do końca tego roku do najbiedniejszych państw ma trafić co najmniej 1,3 mld dawek. To jednak kropla w morzu potrzeb. Pierwsze szczepionki trafiły w ubiegłym tygodniu do Ghany i Wybrzeża Kości Słoniowej.

W takich krajach jak Somalia, Sudan Południowy czy Jemen pandemia oznacza coś zupełnie innego niż w Polsce. W polskiej rzeczywistości zastanawiamy się, czy wystarczy respiratorów, specjalistycznych łóżek albo kiedy dotrą szczepionki dla pracowników akademickich. W krajach globalnego Południa bardzo często nie ma wystarczającej liczby respiratorów. Nie ma też mowy o odpowiednim przygotowaniu szpitali, przeszkoleniu dla osób, które pracują w ochronie zdrowia, brakuje też sprzętu ochrony osobistej dla pracowników służby zdrowia. Ponadto globalne Południe obawia się, że zostanie na końcu wyścigu po szczepionki – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Helena Krajewska.

Pandemia nasiliła szereg problemów, z którym te kraje borykały się jeszcze przed jej wybuchem, np. głód. Rok 2020 nie oszczędzał biednych państw również pod kątem katastrof naturalnych i konfliktów zbrojnych. W Jemenie z powodu trwającego od sześciu lat konfliktu i kryzysu gospodarczego sytuacja w służbie zdrowia jest krytyczna. W Al Dhale, położonym 20 km od linii frontu, działa tylko 80 na 200 szpitali, klinik i przychodni, ale kraj walczy z trzema epidemiami – koronawirusa, cholery i malarii.

W 2021 roku w Sudanie Południowym 7,7 mln ludzi może cierpieć z powodu głodu lub niedożywienia. To 60 proc. mieszkańców tego najmłodszego państwa Afryki. Do największego kryzysu żywnościowego w historii kraju przyczyniają się nie tylko skutki pandemii, które przerwały łańcuchy dostaw i zwiększyły bezrobocie i biedę, lecz również trwający od 2013 roku konflikt zbrojny oraz nawiedzające ten kraj w ubiegłym roku powodzie. Przez ten żywioł ucierpiał ponad milion ludzi, fala zatopiła pola i zabiła zwierzęta gospodarskie. W związku z silnymi opadami i powodziami szerzą się choroby, które biorą się ze spożywania zanieczyszczonej wody, czyli czerwonka czy różnego rodzaju biegunki, oraz denga i malaria w związku z namnażaniem się komarów.

– Problemem jest także wyszczepialność dzieci. W związku z tym, że cała służba zdrowia angażuje się w walkę z koronawirusem, to nie ma już czasu, infrastruktury ani pieniędzy na to, aby zaszczepić dzieci na odrę, polio i inne choroby śmiertelne, którym jednak można zapobiec – dodaje ekspertka PAH.

Jak podkreśla, już na początku lutego organizacje międzynarodowe alarmowały, że 75 proc. wyprodukowanych szczepionek na COVID-19 trafiło do 10 najbogatszych krajów świata, a prawie 130 państw nie otrzymało żadnej dawki szczepionki. Problem ten ma rozwiązać program COVAX Światowej Organizacji Zdrowia i sojuszu szczepionkowego GAVI. Jest to największy globalny program szczepień przeciwko koronawirusowi. Jego celem jest dostarczenie 2 mld szczepionek do 145 krajów, z czego co najmniej 1,3 mln trafi do 92 gospodarek o niskich lub średnich dochodach.

To o wiele za mało, bo w samej Afryce jest ponad miliard ludzi, którzy czekają na tę szczepionkę. Dlatego kraje oprócz czekania na te obiecane szczepionki decydują się na to, aby nawiązywać umowy bilateralne także z innymi, bogatszymi krajami, np. porozumiewają się z Rosją lub Chinami – mówi Helena Krajewska.

Przykładem jest Peru, które czeka na szczepionki z Chin, albo kraje afrykańskie, które liczą na szczepionki z Rosji. Swoje rozmowy z producentami prowadzi też Unia Afrykańska.

Pierwsze dostawy w ramach COVAX dotarły już do Ghany i Wybrzeża Kości Słoniowej, które rozpoczęły proces szczepień. W sumie to ponad 1,1 tys. dawek szczepionki Astra Zeneca. Jak poinformował UNICEF, w kolejnych dniach planowane są kolejne dostawy – łącznie 11 mln dawek. WHO zaapelowała do bogatych krajów o sprawiedliwą dystrybucję szczepionek do wszystkich państw. Wśród beneficjentów COVAX są m.in. Korea Północna, Algieria, palestyńska Strefa Gazy, Indie, Pakistan czy Bangladesz, ale na liście znalazły się także bogate państwa, jak Kanada, Monako czy Korea Południowa. Do mechanizmu zgłosiły się także Brazylia, Nowa Zelandia, Katar i Arabia Saudyjska. Dyrektor generalny WHO wezwał także do zawieszenia praw własności intelektualnej szczepionek na koronawirusa po to, by inne kraje mogły zacząć ich szybką produkcję na podstawie patentów globalnych firm farmaceutycznych.

Ekspert: Misja na Księżyc przyspieszy kolonizację Marsa. Już w 2035 roku na Czerwonej Planecie mogą wylądować pierwsi astronauci

Dzięki programowi Artemis NASA do 2024 roku na Księżycu wyląduje pierwsza kobieta i kolejny mężczyzna. Dzięki wykorzystaniu innowacyjnych technologii możliwa ma być eksploracja większej powierzchni Księżyca niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedza zdobyta podczas misji na Księżyc zostanie wykorzystana, aby wykonać kolejny gigantyczny skok – wysłanie astronautów na Marsa.  – Po misji na Księżyc będzie taki zakres technologii związanych z lotami w kosmos, zamieszkaniem czy możliwościami produkcyjnymi w kosmosie, że już w 2035–3036 roku spodziewam się pierwszych lotów na Marsa – ocenia Leszek Orzechowski, architekt Space is More.

– Szczęśliwie wszystkie światowe agencje kosmiczne skupiają się na Księżycu. To słuszny krok, bo nie dość, że Księżyc jest tylko trzy dni drogi stąd przy obecnej technologii, to trzeba zbudować taką infrastrukturę, która na pewno by się potem przydała przy chęci załogowych lotów na Marsa, ale przede wszystkim na Księżycu można też przetestować technologię habitatów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Leszek Orzechowski,].

NASA, największe agencje kosmiczne i firmy prywatne wskazują Księżyc jako kolejną granicę eksploracji kosmosu. Zgodnie z programem Artemis już w 2024 roku na satelicie Ziemi ma wylądować pierwsza kobieta i kolejny astronauta. W związku z tym liczne firmy i instytucje, od Japońskiej Agencji Badań Kosmicznych po prywatną firmę Moon Express, dyskutują, jak budować osiedla i maszyny lądowe tak, aby zbudować nową gospodarkę księżycową. Ostatecznym celem NASA jest wykorzystanie doświadczeń zdobytych na Księżycu do rozpoczęcia misji z ludźmi na Marsa.

– To dość bezpośrednio pokazuje połączenie ekonomiczne. Firmy prywatne są Księżycem zainteresowane, przywożeniem dostaw czy tradycyjnymi usługami, np. wydobywczymi czy hotelarskimi, turystycznymi. Właśnie Księżyc może nam pokazać zasadność wielu naszych przekonań i myśli o tym, jak mogłaby działać kolonizacja Marsa – tłumaczy architekt Space is More.

Misja na Księżyc pozwoli też zbadać, jak na ekstremalne warunki reaguje organizm człowieka. Takie testy już trwają w polskim habitacie badawczym Lunares. Warunki, jakie w nim panują, do złudzenia przypominają te, które będą panować w przyszłej bazie na Księżycu czy Marsie. Naukowcy prowadzili już np. badania z wykorzystaniem iluzji czasu. Stworzono też fizjologiczną lampę, która dzięki emitowaniu na odpowiedniej częstotliwości fal UV działa na organizm człowieka podobnie jak Słońce. W bazie testuje się też wpływ diety liofilizowanej podczas misji kosmicznych. W habitacie znalazło się też miejsce do hydroponicznej hodowli roślin z wirówkami do badania wpływu mikrograwitacji na procesy biologiczne.

Takie testy mogą mieć kluczowe znaczenie dla misji kosmicznych. Jeśli sprawdzą się na Księżycu, mogą również okazać się przydatne podczas misji na Marsa.

– Dobrze, że powstają rakiety, załogowe statki kosmiczne, ale jeszcze za bardzo nie wiadomo, czy i w jaki sposób na Marsie wylądować takimi wielotonowymi statkami, ale przede wszystkim, co się stanie z człowiekiem po 250 dniach podróży. Wiemy, ile pomocy lekarzy potrzebują astronauci, którzy wracają po pół roku ze stacji kosmicznej i jak muszą wracać do zdrowia. Wyobraźmy sobie, że po takiej samej wycieczce jeszcze ktoś ląduje na Marsie, musi zrobić całą misję, bazę i jeszcze wrócić. To nie są tematy nie do przeskoczenia – wskazuje ekspert.

Jak przekonuje, to na Księżycu będzie można przetestować różne metody hodowli roślin, systemy oczyszczania wody, produkcji żywności czy wytwarzania tlenu.

– Misja na Księżyc da nam taki zakres technologii w zakresie lotów w kosmos, ale też związanych z zamieszkaniem w kosmosie i w ogóle możliwości produkcyjne, że misja na Marsa jednak się wydarzy szybciej niż wcześniej. W 20352036 roku można się spodziewać, że mógłby ktoś tam wylądować – analizuje architekt Space is More.

Wyścig kosmiczny przyspiesza także w zakresie misji załogowych czy komercyjnych. Elon Musk, Jeff Bezos, Richard Branson mają już na koncie pierwsze sukcesy. Kwestią nawet nie lat, ale miesięcy mogą być pierwsze loty komercyjne.

– Przemysł komercyjny może spowodować pewną gorączkę kosmosu. Jak najbardziej jest możliwość, że za naszego życia będą się pojawiały pewne próby skolonizowania Marsa, może nie miasto na tysiące osób, ale już małe osady po kilkadziesiąt osób jestem sobie w stanie wyobrazić – mówi Leszek Orzechowski.

Blisko 330 warszawskich skrzyżowań automatycznie wykrywa pieszych. Radary i inteligentne czujniki zwiększają bezpieczeństwo i płynność ruchu

W stolicy jest już ponad 330 skrzyżowań wyposażonych w detekcję ruchu pieszych, a każdego roku przybywa ich kilkadziesiąt. Przejścia wyposażone w czujniki ruchu, systemy termowizyjne oraz radary sygnalizują gotowość wejścia pieszych na pasy. Dzięki temu nie muszą czekać na zielone światło, pojawia się ono w momencie, kiedy podchodzą do przejścia. System działa też z korzyścią dla kierowców, ponieważ sygnalizacja dostosowuje się do ruchu w trybie wahadłowym, przez co nie trzeba czekać na zielone światło dla kierujących, kiedy przejście dla pieszych jest puste.

– Przede wszystkim skupiamy się na tym, żeby przejścia dla pieszych były bezpieczne i większość naszych działań jest skierowanych na poprawę bezpieczeństwa. Właśnie skończyliśmy trwający prawie pięć lat audyt wszystkich przejść dla pieszych w Warszawie, który nam mówi o tym, które przejścia są niebezpieczne, dlaczego są niebezpieczne i jak poprawić na nich bezpieczeństwo – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Dybalski, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie.

W stolicy działa już 338 skrzyżowań, gdzie testowana jest automatyczna detekcja pieszych. Konieczność wprowadzenia tego rozwiązania wymusiło stosowanie tzw. skrzyżowań z sygnalizacją adaptacyjną, czyli uzależnioną od natężenia ruchu drogowego. Nowoczesne, automatyczne rozwiązania okazały się nader przydatne zwłaszcza w czasie pandemii, gdy trzeba było czasowo wyłączyć z użytkowania przyciski do sygnalizowania chęci przejścia przez jezdnię.

– Na skrzyżowaniach i przejściach dla pieszych musimy wykrywać zarówno pieszych, jak i rowerzystów. Możemy to robić na dwa sposoby. Albo ręcznie, tzn. piesi po prostu przyciskają żółte guziki, które wszyscy znamy, albo automatycznie, tzn. na takim skrzyżowaniu, przy takim przejściu dla pieszych jest czujnik czy radar, które sprawdzają, że pieszy podchodzi do przejścia dla pieszych, i w tym momencie najszybciej jak to możliwe zapalają dla niego zielone światło. Za kilka lat już właściwie wszystkie osygnalizowane skrzyżowania, gdzie jest automatyczna detekcja ruchu, będą już samodzielnie wykrywały pieszego – prognozuje Jakub Dybalski.

Technologia wykrywania pieszych kojarzy się przede wszystkim z samochodami autonomicznymi lub samochodami wykorzystującymi pewnego rodzaju rozwiązania do detekcji. Układy automatycznego hamowania awaryjnego AEB wykorzystujące kamery i czujniki znajdują się w wielu modelach aut. Automatyczna detekcja ruchu pieszych i wykrywanie zagrożenia wykorzystywane są choćby w trybie autonomicznym Tesli. Podobne inteligentne czujniki działają także w Warszawie.

– Podchodząc czy podjeżdżając rowerem do takiego skrzyżowania, nie musimy nic robić. Zwykle jak się rozejrzymy, to na słupie, na jakimś pałąku, na którym są światła sygnalizacji, jest też małe urządzenie, czy to radar, czy kamera, które sprawdza, że ktoś do takiego przejścia dla pieszych podchodzi, i w miarę możliwości, najszybciej jak to możliwe, przełącza światło na zielone dla pieszego albo rowerzysty – tłumaczy rzecznik ZDM.

Warszawa już od kilku lat zajmuje wysokie miejsca w rankingach dotyczących rozwoju technologicznego, inteligentnych miast czy inteligentnych systemów transportowych. Według uznanego Indeksu CIMI (City in Motion) stolica Polski zajęła w 2020 roku 54. miejsce na ponad 170 sklasyfikowanych w rankingu miast. Kilkanaście miesięcy temu Zarząd Dróg Miejskich uruchomił m.in. automatyczne e-kontrole, które przy wykorzystaniu samochodów wyposażonych w kamery i lidary miały zwiększyć ściągalność opłat za parkowanie w płatnej strefie. Wykorzystanie innowacyjnych rozwiązań do detekcji pieszych jest kolejnym etapem cyfryzacji systemu transportu w stolicy.

Firma w pandemii: 3 bezpieczne sposoby na zdalne zawieranie umów

Dotychczas najczęściej spotykanym sposobem zawierania umów było złożenie własnoręcznych podpisów na dokumencie z treścią ustaleń obu stron. Dziś, kiedy pracujemy zdalnie, przedsiębiorcy stają przed dylematem w jaki sposób skutecznie podpisać umowę na odległość. Przedstawiamy najważniejsze wskazówki dotyczące zdalnego zawierania umów.

  1. Wymiana podpisanych dokumentów

Podpisanie umowy w zwykłej formie pisemnej nie musi wiązać się z jednoczesnym złożeniem podpisów przez strony pod umową – mogą być one złożone w różnym czasie i miejscach. Oznacza to, że jedna strona może np. podpisać umowę wcześniej w dwóch egzemplarzach i podpisane egzemplarze przesłać drugiej stronie, a druga strona może podpisać umowę później – na tym samym dokumencie i odesłać kontrahentowi jeden egzemplarz. Każda ze stron może również podpisać swój egzemplarz umowy, a następnie strony wymieniają się podpisanymi dokumentami i komplet podpisanych dokumentów będzie dowodem zawarcia umowy określonej treści.

Jeśli podpisy nie są składane jednocześnie, celem uniknięcia wątpliwości przy każdym podpisie powinna pojawić się data, umowa będzie zawarta z datą złożenia ostatniego podpisu. W takim przypadku można też wprost w umowie wskazać datę, od której zaczyna ona obowiązywać.

Jeśli kontrahent naniesie zmiany w treści umowy, to akceptując je warto sporządzić listę zmian do umowy, pod którą obie strony złożą podpisy – wtedy umowa obowiązuje w wersji ze zmianami. Bez jednoznacznego potwierdzenia, w przypadku sporu będziemy dysponować dwoma różnymi wersjami umowy, bez rozstrzygnięcia, która wersja jest wiążąca. Jeśli zmian nie akceptujemy niezwłocznie sprzeciwiamy się włączeniu ich do umowy. Sprzeciw musi być złożony przez osobę uprawnioną do reprezentacji strony umowy, a adresatem musi być osoba uprawniona do reprezentacji drugiej strony. Sprzeciw powinien być złożony przynajmniej w treści wiadomości mailowej. Celem zawarcia umowy należy ustalić jej ostateczną treść akceptowaną przez obie strony.

  1. Podpisanie umowy elektronicznym podpisem kwalifikowanym

Przepisy prawa przewidują możliwość podpisania umowy kwalifikowanym podpisem elektronicznym, który został zrównany z podpisem własnoręcznym.

Odbywa się to w ten sposób, że treść umowy, w postaci elektronicznej, jest podpisywana przez strony przy użyciu kwalifikowanych podpisów elektronicznych (tj. podpisu elektronicznego weryfikowanego za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu, zgodnie z art. 131 ustawy z 5 września 2016 r. o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej). Należy pamiętać, że opatrzona podpisem musi zostać cała umowa znajdująca się w jednym pliku (np. pdf). Ponadto zasadne jest wskazanie w umowie z imienia i nazwiska osoby uprawnione lub upoważnione do jej podpisania, tak aby można było łatwo porównać te dane z danymi podpisu elektronicznego.

Weryfikacja podpisu elektronicznego, którym dokument został już opatrzony jest możliwa dzięki aplikacjom udostępnianym przez podmioty dostarczające podpisy elektroniczne albo przez innych dostawców usług zaufania wpisanych na listę prowadzoną przez NBP albo instytucję prowadzącą taki rejestr w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej. W aplikacji można sprawdzić m.in. dane osoby, która złożyła podpis, rodzaj podpisu (certyfikowany, niecertyfikowany), ważność podpisu oraz to czy dokument nie został zmodyfikowany po podpisaniu.

Rejestr kwalifikowanych dostawców usług zaufania znajduje się na stronie internetowej Narodowego Centrum Certyfikacji (https://www.nccert.pl/uslugi.htm).

Jeśli strony lub przepisy prawa zastrzegają dla zawarcia umowy formę pisemną, pod rygorem nieważności, umowa będzie ważnie zawarta, zarówno jeśli strony złożą własnoręczne podpisy pod umową, jak i w przypadku kiedy opatrzą umowę podpisami kwalifikowanymi.

Nie każdy jednak dysponuje kwalifikowanym podpisem elektronicznym, jednocześnie osoby upoważnione do zawierania umów często pracują w trybie home office, oddalone o wiele kilometrów od siedziby firmy czy też siedziby kontrahenta.  Co zrobić, jeśli nie wszystkie osoby, które powinny podpisać umowę dysponują kwalifikowanym podpisem elektronicznym? Najprostszym rozwiązaniem jest złożenie na umowie podpisów własnoręcznych – przez osoby, które nie posiadają kwalifikowanego podpisu elektronicznego oraz podpisów elektronicznych – przez osoby, które takie podpisy posiadają.

W tym przypadku zawarcie umowy potwierdzają łącznie dwa jej egzemplarze – jeden w formie pisemnej, z własnoręcznymi podpisami osób, które takie podpisy składają oraz drugi egzemplarz w formie elektronicznej (np. pdf) opatrzony kwalifikowanymi podpisami elektronicznymi. Dla zawarcia umowy strony wymieniają się egzemplarzami umów tak aby każda ze stron posiadała egzemplarz opatrzony wszystkimi podpisami, które miały być złożone własnoręcznie i egzemplarz opatrzony wszystkimi podpisami, które miały być złożone elektronicznie. Dopiero komplet wymienionych dokumentów potwierdza zawarcie umowy określonej treści.

Należy pamiętać, że podpisanie egzemplarza umowy podpisem ePUAP nie wywołuje tych samych skutków co złożenie podpisu za pomocą kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Podpis ePUAP nie jest zrównany w skutkach ze złożeniem własnoręcznego podpisu, tak jak to jest w przypadku kwalifikowanego podpisu elektronicznego.

  1. Wymiana maili – forma dokumentowa

Skuteczne zawarcie umowy może być dokonane również w wyniku wymiany wiadomości e-mail lub za pośrednictwem komunikatora internetowego, pod warunkiem, że  na podstawie wymienionych wiadomości będzie możliwe ustalenie kto zawarł umowę (dane stron) oraz jakie są istotne postanowienia tej umowy. Mamy wtedy do czynienia z zawarciem umowy w formie dokumentowej.

Dla uniknięcia wątpliwości, po ustaleniu warunków umowy najlepiej załączyć do wiadomości plik, np. w formacie pdf, zawierający treść umowy i poprosić o potwierdzenie od drugiej strony, że wyraża zgodę na zawarcie umowy o treści zgodnej z załącznikiem. Następnie wiadomości mailowe wymieniane w ramach negocjacji oraz dotyczące zawarcia umowy należy zapisać i zachować (lub nawet wydrukować), aby na wypadek sporu posiadać dowód na zawarcie umowy określonej treści. Opisanego sposobu bezwzględnie nie można stosować do zawarcia umowy, dla której przepisy prawa zastrzegają formę pisemną lub inną formę pod rygorem nieważności, a więc do:

  1. a) umowy zawierającej postanowienia dotyczące przeniesienia praw autorskich (spotykane np. w umowach z architektem na wykonanie projektu);
  2. b) umowy o ustanowienie zastawu rejestrowego,
  3. c) umowy leasingu,
  4. d) umowy o przejęcie długu,
  5. e) umowy o zakaz konkurencji w umowie agencyjnej,
  6. a) umowy dotyczącej zbycia lub wydzierżawienia przedsiębiorstwa lub ustanowienia na nim użytkowania wieczystego,
  7. b) umowy o dział spadku w skład, którego wchodzi przedsiębiorstwo,
  8. a) umowy przeniesienia własności nieruchomości,
  9. b) umowy o przedłużenie wieczystego użytkowania,
  10. d) umowy o dział spadku w skład którego wchodzi nieruchomość.

Małgorzata Cieśla, aplikant adwokacki w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci (http://bnadwokaci.pl/). Specjalizuje się w obsłudze korporacyjnej, rozwiązywaniu sporów w procesie budowlanym oraz w windykacji należności i postępowaniu egzekucyjnym.

Komu opłaca się pozostanie w spółce komandytowej?

Objęcie spółki komandytowej opodatkowaniem CIT spowodowało ożywiony ruch „na rynku restrukturyzacji spółek komandytowych”. Wielu wspólników z obawy przed podwójnym opodatkowaniem zysków wypracowanych przez spółkę stara się zrestrukturyzować swoją działalność. Są jednak podatnicy, dla których zmiana przepisów oznacza efektywne obniżenie podatków.

Co się zmienia

Przypomnijmy, że w 2021 r. (można przyjąć, że efektywnie od 1 maja 2021 r.) zmienią się zasady opodatkowania zysków wypracowanych przez spółki komandytowe. Dotychczas najpopularniejszy schemat prowadzenia działalności przez spółkę komandytową zakładał, że komplementariuszem spółki była spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Gwarantowało to, że komandytariusze (zwykle osoby fizyczne), nie ponosili odpowiedzialności za zobowiązania spółki komandytowej. Dodatkowo zysk spółki przypadający na komandytariuszy (zwykle około 99% zysku), podlegał jednokrotnemu opodatkowaniu. Po wejściu w życie nowelizacji, zysk przypadający na komandytariuszy zostanie opodatkowany dwukrotnie: raz na poziomie spółki (9% lub 19% podatkiem CIT), a następnie na poziomie wypłaty dywidendy (19% podatkiem PIT) – z iluzorycznym prawem do obniżenia podatku dla części komandytariuszy.

Jakie alternatywy dla spółki komandytowej?

Wprowadzenie opodatkowania CIT na poziomie samej spółki komandytowej spowodowało duży niepokój wśród wspólników (zwykle rodzimych, średnich przedsiębiorców). Dotychczas prowadzili oni swoje przedsiębiorstwa właśnie w formie transparentnej podatkowo spółki komandytowej, płacąc przeważnie 19% liniowego PIT jako komandytariusze. Wielu przedsiębiorców zdecydowało się na przekształcenie działalności w prostszą w zarządzaniu spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością (również podwójnie opodatkowaną), bądź w spółkę jawną, zapewniającą jednokrotne opodatkowanie, ale obarczone osobistą odpowiedzialnością za zobowiązania spółki. Wreszcie część przedsiębiorców zdecydowała się na zlikwidowanie spółki komandytowej i przeniesienie biznesu do innego podmiotu.

Niższe podatki dla komplementariusza

Należy podkreślić, że zmiany w zakresie opodatkowania działalności prowadzonej przez spółki komandytowe spowodowały zasadnicze pogorszenie sytuacji komandytariuszy, którzy zostali objęci „podwójnym” opodatkowaniem (z iluzorycznym odliczeniem). Z drugiej jednak strony nowelizacja pozornie nie zmieniła sytuacji podatkowej komplementariusza. Dzięki systemowi odliczenia części podatku CIT zapłaconego przez spółkę komandytową – pomimo formalnego podwójnego opodatkowania – co do zasady zapłaci on efektywnie dokładnie taki sam podatek (19%), jak przed wejściem w życie nowelizacji. Co więcej, efektywna stopa 19% PIT będzie odnosić się jedynie do komplementariuszy większych spółek, które nie są uprawnione do zastosowania 9% stawki CIT. W przypadku spółek komandytowych, które będą uprawnione do zastosowania stawki 9% CIT, dzięki systemowi odliczeń, komplementariusz zapłaci efektywnie około 17,3% podatku dochodowego.

Dodatkowo, po objęciu spółek komandytowych CIT, zysk transferowany do osób fizycznych będzie kwalifikowany jako zysk z dywidendy, nie zaś – jak dotychczas – jako zysk z tytułu działalności gospodarczej. Rozróżnienie to jest nie bez znaczenia dla komplementariuszy osiągających rocznie dochody przekraczające 1 mln PLN. Zyski z tytułu działalności gospodarczej doliczane są do podstawy opodatkowania tzw. daniną solidarnościową w wysokości 4% (opodatkowaniu podlega nadwyżka dochodu ponad kwotę 1 mln PLN). Jednocześnie tzw. przychody dywidendowe nie podlegają opodatkowaniu daniną solidarnościową. Oznacza to, że po zmianach przepisów efektywna stopa opodatkowania zysku przypadającego na komplementariusza wyniesie 17,3% lub 19%, zamiast 19% lub 23% (jeśli komplementariusz płacił także daninę solidarnościową). Oczywiście zmiana obciążeń podatkowych zależeć będzie od specyfiki biznesu, a w szczególności poziomu przychodów i marży wypracowanej przez spółkę komandytową. Dla części komplementariuszy nic się nie zmieni i nadal będą płacić efektywnie 19% podatku, natomiast dla niektórych komplementariuszy obciążenia podatkowe mogą zostać zmniejszone nawet o 5,7%.

Z uwagi na przysługujące komplementariuszowi prawo do odliczenia części podatku zapłaconego przez spółkę komandytową znowelizowane przepisy nie tylko nie pogarszają sytuacji podatkowej tej grupie wspólników, lecz wręcz pozwalają na obniżenie obciążeń podatkowych. W konsekwencji, także wielu komandytariuszy zdecydowało się na zmianę swojego statusu i „wejście w buty” komplementariusza. Należy jednak pamiętać, że komplementariusz ponosi pełną odpowiedzialność za zobowiązania spółki komandytowej – także te powstałe przed dniem, gdy stał się komplementariuszem. Zmiana statusu powinna więc być starannie przemyślana.

Benedykt Rubak, radca prawny, doradca podatkowy, Manager w Enodo Advisors. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z restrukturyzacją obciążeń podatkiem dochodowym, ze szczególnym uwzględnieniem podatkowo optymalnych transformacji oraz sprzedaży przedsiębiorstw.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – luty 2021 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 52,3% rdr do 26,4 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 148,0% do 903,2 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 7,4% rdr do poziomu 792,0 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 120,1% rdr do 37,0 mld zł
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 14,1% rdr do 266,9 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 14,5% rdr do 52,8 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 27,1% do poziomu 16,9 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 16,3% rdr do 11,7 TWh

W lutym 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 28,0 mld zł, czyli o 60,4% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 52,3% rdr do poziomu 26,4 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 317,6 mln zł, o 52,3% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec lutego wyniosła 56 970,30 pkt i była o 15,6% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w lutym odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 149,6% rdr do poziomu 917,2 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 148,0% rdr i wyniosła 903,2 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w lutym wyniósł 792,0 tys. szt., czyli o 7,4% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 11,8% rdr do poziomu 453,4 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 8,1% rdr do 200,2 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty spadł o 1,9% rdr do 112,7 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 18,8% rdr do 25,7 tys. szt.

W lutym zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 14,1% rdr do poziomu 266,9 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 14,5% rdr do 52,8 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec lutego 100,2 mld zł wobec 94,8 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 35,1% rdr do poziomu 235,3 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 37,0 mld zł wobec 16,8 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 120,1% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł 16,9 TWh, co oznacza spadek o 27,1% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 14,1% rdr do poziomu 3,2 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 32,8% rdr do poziomu 13,7 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 16,3% rdr do 11,7 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 50,9% do poziomu 3,4 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 29,3% rdr do poziomu 8,3 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,7 TWh, co oznacza wzrost o 13,4% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 48,5% rdr do poziomu 8,6 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 21,9% rdr, do wolumenu 2,0 TWh.

Kapitalizacja 383 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w lutym wyniosła 553,8 mld zł (122,6 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 434 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 099,6 mld zł (243,4 mld EUR).

Na Głównym Rynku GPW w lutym zadebiutowały akcje spółki HUUUGE, INC. (wartość oferty: 1,67 mld zł).

Na rynku NewConnect w lutym br. zadebiutowały akcje spółek: Atomic Jelly (wartość oferty: 4,45 mln zł), Simteract (wartość oferty: 4,4 mln zł) oraz Kool2Play (wartość oferty: 2,5 mln zł).

W lutym 2021 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe