Europa jest w dużych tarapatach gospodarczych. Wyniki polskiej gospodarki nie są na tyle lepsze, aby tegoroczny wzrost gospodarczy okazał się taki, jak chce rząd.
Sytuacja europejskiej gospodarki nie jest dobra w porównaniu z amerykańską. W USA w IV kw. odnotowano 1 proc. wzrost w porównaniu z okresem poprzednich trzech miesięcy. Dobre dane napłynęły z Azji, szczególnie z Chin.
– To skutek tego, że w największych gospodarkach Europy poziom restrykcji antycovidowych jest wysoki – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Z tego samego powodu początek 2020 r. nie będzie dobry dla Europy.
Wśród krajów UE polska gospodarka ucierpiała względnie mało, jesteśmy wśród trzech państw, gdzie spadek PKB był najmniejszy. Zależnie od porównywanych okresów byliśmy nawet liderem. W 2020 r. polska gospodarka skurczyła się o 2,8 proc. Podobny był wynik za ostatni kwartał. Według szybkiego szacunku GUS produkt krajowy brutto niewyrównany sezonowo w IV kw. zmniejszył się realnie o 2,8% rok do roku, wobec wzrostu o 3,6% w analogicznym okresie 2019 r.
– Dla takich porównań istotne jest z jakiego poziomu w przeliczeniu na mieszkańca spada PKB, a akurat pod tym względem Polska należy do najbiedniejszych krajów UE – komentuje ekspert XTB. – Dlatego nie powinniśmy patrzeć na Włochy czy Hiszpanię, gdzie lockdowny były ostrzejsze i większe spadki PKB, dla nas powinno być istotniejsze przyglądanie się gospodarkom krajów azjatyckich, abyśmy wiedzieli dlaczego pomimo pandemii w niektórych krajach jest już wzrost gospodarczy.
Nie powinniśmy też wpadać w przesadny optymizm z powodu danych o grudniowej produkcji sprzedanej przedsiębiorstw, która była wyższa o ponad 11 proc. r/r. Takie wzrosty odbywają się kosztem usług, które ucierpiały z powodu lockdownów.
– Cały rok 2021 zakończy się prawdopodobnie mniejszym wzrostem niż widział rząd w projekcie budżetu państwa, nie będzie wzrostu PKB o 4 proc. – dodaje P.Kwiecień.
Niemal siedmiu na dziesięciu Polaków nie popiera nałożenia na media dodatkowego podatku. Patrząc na wiek respondentów, widać, że najwięcej oponentów jest w grupie mającej od 18 do 22 lat. Przedstawiona koncepcja nie podoba się głównie osobom, które żyją w miastach liczących 100-199 tys. i ponad 500 tys. mieszkańców. Zdaniem prawie 65% badanych, koncerny medialne dobrze zrobiły, że w proteście wyłączyły swoje programy i strony internetowe.
Jak wynika z ogólnopolskiego badania opinii społecznej UCE RESEARCH i SYNO Poland, 69,6% Polaków nie popiera inicjatywy nałożenia dodatkowego podatku na media. 20% ankietowanych jest przeciwnego zdania, a 10,4% nie ma opinii w tej kwestii.
– Moim zdaniem, kluczowy dla wyników był fakt, że protest dotarł właściwie do całego społeczeństwa. Ludzie zdali sobie sprawę z tego, że media mówią jednym głosem, choć na co dzień się różnią. I w pewnym stopniu zrozumieli, że sytuacja jest niezwykła. Gdyby była neutralna lub o małym znaczeniu, to prawdopodobnie nie doszłoby do takiego porozumienia – komentuje Tadeusz Kowalski, prof. UW z Wydziału Dziennikarstwa Informacji i Bibliologii.
Społeczeństwu nie podoba się nakładanie dodatkowych podatków na media, co podkreśla Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH. Według eksperta, Polacy co do zasady nie są zbyt dobrze nastawieni do płacenia jakichkolwiek danin. Ponadto jakaś część z nich może się obawiać tego, że jeśli zostanie wdrożona taka inicjatywa, wówczas reklamodawcy zaczną płacić więcej za promocję swoich towarów i usług. A to już najprostsza droga do podwyżek.
– Zapewne duża część społeczeństwa nie analizuje tego, że to jest podatek, który kiedyś przełoży się na ceny towarów i usług. Ktoś mógłby powiedzieć, że to go nie obchodzi i niech bogate media płacą. Raczej ludzie uświadomili sobie, że pewne codzienne zwyczaje mogą ulec zakłóceniu na skutek proponowanego rozwiązania, zwłaszcza że współczesny człowiek jest dość aktywny medialnie – dodaje prof. Kowalski.
Badanie pokazuje, że najwięcej przeciwników jest w grupie 18-22 lata – 81,6%. Tu zwolennicy stanowią zaledwie 5,2%, a niezdecydowani – 13,2%. Uwzględniając miejsce zamieszkania, widać, że najwięcej oponentów tej inicjatywy jest w miastach liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców – 73,9%, a także w aglomeracjach mających powyżej 500 tys. ludności – 72,8%. Z kolei najliczniejsze grupy zwolenników nowej daniny mieszkają w miejscowościach, w których żyje od 50 tys. do 99 tys. i od 5 tys. do 19 tys. mieszkańców – odpowiednio 24,6% i 23%.
– Ludzie w większych miejscowościach szerzej patrzą na wszelkiego rodzaju zagrożenia i częściej je dostrzegają, a także mocniej obawiają się ich. Są też bardziej przyzwyczajeni do śledzenia bieżących wydarzeń politycznych niż osoby z mniejszych ośrodków. Dlatego też prezentują dużo bardziej stanowczą postawę w tego typu kwestiach, jak wolność słowa czy podatki – analizuje Krzysztof Zych.
Według 63,3% Polaków, media dobrze zrobiły, że w proteście wyłączyły swoje programy i strony internetowe. Z kolei 25,4% jest przeciwnego zdania, a 11,3% nie zajmuje stanowiska w tej sprawie. Jak podkreśla prof. Kowalski, osób, które nie poparły akcji, było mniej niż Polaków opowiadających się za obecnie rządzącą ekipą. W ostatnich sondażach, nie najlepszych dla niej, uzyskała wynik ok. 30%. Można więc przypuszczać, że część zwolenników obozu władzy opowiedziała się za akcją mediów.
– Wyniki badania także pokazują, że media dobrze wyczuły nastroje społeczne. Stanęły w obronie swoich interesów w sposób szybki oraz zdecydowany. Wyłączonych serwisów, braku programów telewizyjnych czy też audycji radiowych zwyczajnie nie dało się nie zauważyć. Polacy uznali to za zasadne działanie i adekwatne do zaistniałej sytuacji – podkreśla ekspert z UCE RESEARCH.
Podsumowując, prof. Kowalski zwraca uwagę na element zaskoczenia. Gdyby media zapowiedziały protest, to mógłby on się nie udać. Zdaniem eksperta, zorganizowanie akcji w krótkim czasie, z hasłem i ostrym listem protestacyjnym, nie było łatwe. Ale ludzie zostali postawieni wobec nowej sytuacji w sposób nieprzewidywalny. I to wpłynęło na sukces, w sensie odbioru społecznego. Jednak tego, jaki będzie skutek działania, jeszcze nie wiemy.
Badanie zostało zrealizowane w dniach 12-14 lutego br. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Gazety Wyborczej. Wzięło w nim udział 1026 dorosłych Polaków. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.
Dzisiejszy poranek przyniósł kolejne informacje, że kraje naszego regionu mniej tracą na pandemii, niż wcześniej sądzono. Jest to dobry sygnał, biorąc pod uwagę dotychczasowe pesymistyczne prognozy.
Europa Środkowo-Wschodnia powyżej oczekiwań
Dzisiaj od rana poznaliśmy dane na temat zmian PKB w Rumunii i na Słowacji. W obydwu przypadkach były to dane wyraźnie lepsze od oczekiwań. Słowacka gospodarka kurczy się o 2,7%, podczas gdy analitycy zakładali 1,6% spadku więcej. Rumunia z kolei ma spadek o 1,5%, ale też oczekiwania wynosiły aż -5,9%. Ze względu jednak na powiązanie kursu rumuńskiego rona z euro ciężko wskazać realny wpływ tych danych na tamtejszą walutę.
Dane z Europy
Produkcja przemysłowa w strefie euro w ciągu roku spadła o 0,8%. Jest to wynik słabszy od oczekiwań, mówiących o symbolicznym 0,1% wzroście. Rynki przyjęły to w miarę ostrożnie, gdyż większość danych cząstkowych była już znana wcześniej, odczyt dla całej strefy euro nie jest zatem szczególnym zaskoczeniem. Nie przeszkodziło to jednak zamknąć wyniku zmiany PKB po 4 kwartale odczytem -5%. Analitycy spodziewali się, że redukcja będzie nawet większa, stąd dzisiaj kolejne umocnienie euro względem dolara na rynku.
Kiedy bitcoin za 50 000 dolarów?
Dzisiaj nad ranem najpopularniejsza kryptowaluta odbiła się od poziomu 50 000 dolarów za sztukę. Ciężko wskazać na powód obecnego wzrostu oprócz poprawy klimatu wokół inwestowania w kryptowaluty. Coraz więcej pierwszoplanowych instytucji finansowych umożliwia inwestowanie w kryptowalutę. Głównym powodem inwestycji jest potencjalny bardzo wysoki zysk. Bitcoin w przeciwieństwie do akcji nie ma ryzyka, że przy pewnych poziomach zacznie uchodzić za przewartościowany, gdyż nie ma żadnej wartości, do której można by go odnieść. Brak tego zdroworozsądkowego hamulca może jednak powodować, że jak zabraknie nowych inwestorów cena gwałtownie spadnie.
Dzisiaj Nowy Rok Księżycowy w Chinach, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje o szybkie udzielenie dodatkowego wsparcia dla zamkniętych firm gastronomicznych. Pomoc z poprzednich odsłon tarczy antykryzysowej była opóźniona, co pogłębiło problemy zamkniętych branż. Z tej sytuacji należy wyciągnąć odpowiednie wnioski. Konieczne jest bezzwłoczne uruchomienie instrumentów w postaci dofinansowania do wynagrodzeń pracowników, dofinansowania na pokrycie kosztów stałych, zwolnienia ze składek na ubezpieczenie społeczne na kolejne okresy oraz przyznania kolejnych świadczeń postojowych. Ponadto wprowadzenie zwolnionych z PIT i ZUS bonów o wartości 560 zł miesięcznie na posiłki dla pracowników – finansowanych dobrowolnie przez pracodawcę – uratowałoby polską gastronomię i rolnictwo w trudnym okresie pandemii koronawirusa.
Upłynęły już 3 miesiące od momentu zamknięcia działalności gastronomicznej w zakresie podawania klientom posiłków i napojów w lokalu. Sytuacja przedsiębiorców w tej branży staje się dramatycznie trudna. Firmy pozbawione są możliwości generowania przychodów, podczas gdy w dalszym ciągu zmuszone są pokrywać koszty stałe, związane m.in. z utrzymaniem lokali, zapewnieniem wynagrodzenia pracownikom oraz spłaty odsetek od kredytów inwestycyjnych
Dzięki wprowadzeniu bonów na posiłki dla pracowników zwolnionych z ZUS i PIT rnicy mogliby liczyć na 560 mln zł przychodów rocznie i 7 tys. nowych miejsc pracy, a obroty gastronomii mogłyby wzrosnąć o 4,1 mld zł ratując zatrudnienie nawet 100 tys. osób.
„Federacja Przedsiębiorców Polskich zachęca wszystkich przedsiębiorców do wspierania branży gastronomicznej przez kupowanie posiłków na wynos i w dostawie. W związku z tym, że rząd zdecydował się po raz kolejny przedłużyć okres daleko idącego zamrożenia ich działalności, tylko w ten sposób możemy pomóc firmom prowadzącym działalność w tej branży w niezwykle trudnym dla nich czasie. Ponawiamy nasz apel o sformułowanie i wdrożenie strategii odmrażania gospodarki w miarę poprawy sytuacji epidemiologicznej, która byłaby oceniana w oparciu o obiektywne kryteria. Poprzednie zobowiązania nie zostały wypełnione – mimo spadku liczby zachorowań nie poluzowano jakichkolwiek obostrzeń. W konsekwencji, zostało podważone społeczne zaufanie do realizowanych działań, bez którego nie będzie możliwa skuteczna walka z epidemią. Zwracamy się również do przedsiębiorców z apelem o solidarność z tymi, których działalność pozostaje zamrożona z powodu utrzymanych obostrzeń. Dalszy lockdown sprawia, że kolejne firmy stają przed widmem upadłości oraz utraty miejsc pracy zabezpieczających byt pracowników i ich rodzin. Zachęcamy zatem do kupowania posiłków w punktach gastronomicznych na wynos lub w dostawie. W obecnej sytuacji znaczenie ma każdy gest wsparcia dla przedsiębiorców działających w zamrożonych branżach” – podkreśla Marek Kowalski,przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).
Wprowadzenie zwolnionych z PIT i ZUS bonów o wartości 560 zł miesięcznie na posiłki dla pracowników – dobrowolnie finansowanych przez pracodawcę – to 7,6 mld zł dodatkowego PKB. Ponadto pozwoliłoby to na utworzenie ponad 100 tys. nowych miejsc pracy. Przyznanie pracownikom benefitu żywieniowego przełożyłoby się na wzrost ich siły nabywczej o ok. 9,6%, przy jednoczesnym spadku udziałów kosztów pozapłacowych w całkowitych kosztach pracy o 2,2 pkt proc.
Obecnie pracodawca może zapewnić dobrowolnie pracownikowi benefit w postaci posiłków i artykułów spożywczych, wykorzystując do tego karty lub bony żywieniowe (z pominięciem przypadków, w których jest to jego obowiązek wynikający z przepisów) – jednak zwolnienie tych świadczeń ze składek może być jedynie do kwoty 190 zł miesięcznie.. Limit ten nie był zmieniany od 2004 r. – w przeliczeniu na dzień roboczy zwolnienie wynosi zaledwie ok. 9 zł.
Z kart i bonów żywieniowych w Polsce korzysta 3% uprawnionych ze względu na nieprecyzyjność przepisów prawnych i niską wartość kwoty zwolnionej z ZUS. W krajach Unii Europejskiej, gdzie benefity te korzystają z szerszego zakresu zwolnienia ze składek oraz PIT – np. Belgii, Słowacji, Rumunii – udział pracowników korzystających z kart lub bonów żywieniowych przekracza średnio 30%.
Warszawa, 16 lutego 2021 – Analitycy REDD, niezależnej platformy dostarczającej dane o rynku biurowym w Polsce, podsumowali pierwsze sześć tygodni 2021 roku. Nowy rok zaczyna się dobrymi danymi na rynku biurowym. Do 15 lutego 2021 roku w bazie zanotowaliśmy już 817 nowych umów najmu w całym kraju. W sumie to ponad 317 tys. m kw.
– Za nami pierwsze sześć tygodni 2021 roku. Na podstawie napływających danych od właścicieli obiektów biurowych możemy jednak już stwierdzić, że nowy rok zaczyna się dobrymi danymi. Do poniedziałku 15 lutego 2021 zanotowaliśmy w Polsce już 817 nowych umów najmu – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.
Do czasu zamknięcia zbierania danych liderem rankingu jest styczeń, w którym w bazie REDD zarejestrowano 466 transakcji biurowych — jest to wynik wyższy niż w grudniu oraz wyższy niż w kilku miesiącach 2020 roku.
Pierwsze tygodnie 2021 roku są również rekordowe pod względem wolumenu wynajętej powierzchni. Do 15.02.2021 zarejestrowaliśmy transakcje dotyczące ponad 317 tys. m kw. W styczniu wynajęto ponad 230 tys. m kw., co jest wynikiem rekordowym na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy.
Wolne biura: Powierzchnia oddana vs w budowie. Luty 2021
W drugim miesiącu 2021 roku obserwowaliśmy kontynuację wzrostu wolnej powierzchni dostępnej do wynajęcia. Od początku stycznia do poniedziałku 15 lutego 2021 roku w oddanych obiektach biurowych przybyło 106 tys. m kw. powierzchni.
Spada z kolei wolna powierzchnia w obiektach w budowie. Od Nowego Roku wynajęło się 82 tys. m kw.
– Wyniki te mogą sugerować, że najemcy jeśli decydują się na powierzchnię biurową, to wybierają nowoczesne budynki. To w nich najbardziej zmienia się podejście właścicieli budynkówów. Już teraz są oni bardziej skłonni do większego pola negocjacji czynszu i długości trwania umowy – zaznacza Piotr Smagała.
Dodatkowo w ocenie eksperta właściciele dostosowują się do wymagań najemców. Co za tym idzie, już na etapie przystosowania powierzchni dbają o przestrzenie wspólne, salki konferencyjne „na godziny” dostępne dla wszystkich najemców obiektu. – To przykład trendu, o którym mówimy od kilku miesięcy, czyli „coworkizacji biur” – podsumowuje Piotr Smagała z REDD.
W sumie w całej Polsce, w budynkach oddanych i w budowie (komercjalizowanych), dostępnych jest ponad 2,5 mln m kw. wolnej powierzchni.
Victoria Dom Holding podpisała umowę, dzięki której pozyska kapitał dłużny w wysokości 7 mln euro od Funduszu Ekspansji Zagranicznej. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na wzmocnienie ekspansji deweloperskiej na rynku niemieckim. Obecnie w tym kraju Victoria Dom realizuje dziewięć projektów na terenie Berlina oraz Lipska. W przygotowywaniu jest uruchomienie kolejnych inwestycji. W planie jest również wejście z ofertą do nowych aglomeracji.
Victoria Dom Holding, będąca jedną z największych grup deweloperskich w Polsce pozyskała finansowanie na rozwój działalności prowadzonej na rynku niemieckim od Funduszu Ekspansji Zagranicznej FIZ AN, zarządzanego przez PFR TFI S.A. Fundusz, który współinwestuje z polskimi firmami kapitałowo lub udzielając finasowania dłużnego w ich zagraniczne projekty inwestycyjne, przeznaczy na ten cel 7 mln euro. Victoria Dom Holding wykorzysta środki m.in. na zakup gruntów oraz finansowanie nowych projektów deweloperskich.
„Jesteśmy dumni, że docenione zostały nasze kompetencje, możliwości oraz skala dotychczasowych osiągnięć deweloperskich. Uzyskane długoterminowe finansowanie od Funduszu Ekspansji Zagranicznej umożliwia nam dalszy dynamiczny wzrost działalności na rynku niemieckim. Jest to dla nas bardzo ważny kierunek rozwoju stanowiący doskonałe uzupełnienie naszej działalności na rynku polskim. Aktywność w Niemczech oceniamy jako bardzo perspektywiczną. Ze względu na preferencje klientów najchętniej kupowane są tam większe mieszkania zrealizowane w systemie pod klucz. Na prowadzonych tam inwestycjach możliwe jest jednocześnie osiąganie wyższych marż niż w naszym kraju” – podkreślił Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victoria Dom.
„Cieszymy się, że Fundusz Ekspansji Zagranicznej FIZ AN może wspierać kapitałowo rozwój Victoria Dom na rynku niemieckim. To kolejne przedsięwzięcie FEZ, które pozwala nam wspierać polskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Realizacja projektu z doświadczonym partnerem, daje nam możliwość partycypacji w perspektywicznym rynku budownictwa wielorodzinnego w Niemczech.” – powiedział Maciej Bałabanow, dyrektor Departamentu Zarządzania Funduszem Ekspansji Zagranicznej w PFR TFI S.A.
Victoria Dom na rynku niemieckim zarządza obecnie dziewięcioma projektami, z tego siedem powstaje w Berlinie oraz dwa w Lipsku. „W najbliższej przyszłości będziemy się koncentrowali na rozwoju na tych dwóch rynkach. W przygotowaniu mamy tam kolejne projekty, które wkrótce wprowadzimy do oferty. W przyszłości planujemy również poszerzenie naszej ekspansji także o inne duże aglomeracje” – stwierdził Waldemar Wasiluk. Dodał, że projekty niemieckie są nieco mniejsze pod względem liczby oferowanych mieszkań niż inwestycje realizowane w Polsce, ale zbliżone pod względem wartościowym.
W ramach całej grupy kapitałowej w ofercie i przygotowaniu inwestycji Victoria Dom Holding posiada bank ziemi umożliwiający wybudowanie około 10.000 mieszkań w Polsce i Niemczech.
Niesamowity wzrost wartości bitcoina, jaki możemy zaobserwować w tym roku, nie wykazuje żadnych oznak osłabienia. Najnowszy przełom pokazuje, że bitcoina należy już uznać za główny składnik aktywów inwestycyjnych.
Fakt, że największe międzynarodowe korporacje, od BNY Mellon po Mastercard, ustawiają się w kolejce, aby udzielić wsparcia bitcoinowi, pokazuje, jaką on ma teraz siłę. Jego siła nabywcza tylko wzrośnie, gdy więcej wielkich firm zdecyduje się w niego zainwestować.
Ostatecznie bitcoin burzy status quo i wykorzystuje słabnącą siłę dolara. Dzieje się tak, ponieważ inwestorzy detaliczni starają zabezpieczyć się przed inflacją, a instytucje szukają sposobów napędzania wzrostu, nie ma więc powodu, dla którego wartość 70 000 dolarów nie może wkrótce stać się nową normą. Chociaż wydaje się, że realistycznie kryptowaluta może mierzyć nawet w wyższą cenę, jeśli weźmiemy pod uwagę jej dotychczasową imponującą wydajność, jaką prezentuje w 2021 roku.
W ciągu roku home office stał się normą dla milionów Polaków. Pracownicy przenieśli się z biur do domów, ale tylko nieliczni mogą pochwalić się dogodnym, w pełni ergonomicznym miejscem pracy w swoich czterech ścianach. Biorąc pod uwagę, że aż 82% polskich pracowników zdalnych wyraża chęć utrzymania zdalnego trybu pracy także po zakończeniu pandemii, należy zadbać o to, aby home office nie wpływało negatywnie na ich zdrowie.
Jak wynika z międzynarodowego badania „Nowy system pracy”, przeprowadzonego na zlecenie Fellowes – firmy, zajmującej się dostarczaniem rozwiązań ergonomicznych – ponad połowa pracujących zdalnie Polaków (53%) twierdzi, że ich domowe stanowisko pracy powoduje więcej bólu, dolegliwości i napięcia niż przestrzenie do pracy w biurze. Jednocześnie aż 79% respondentów uważa, że lepsze środowisko pracy w domu zwiększyłoby ich motywację i wydajność.
Badanie Fellowes pokazuje, że czterem na dziesięciu pracownikom zdalnym w Polsce pracodawca w ogóle nie zapewnił żadnego dodatkowego sprzętu poprawiającego komfort pracy w domu, a wielu kolejnym nie zapewnił takiego wyposażenia w stopniu wystarczającym. W efekcie aż 76% zapytanych pracowników musiało ponieść koszty na własną rękę. Wydatki na sprzęt biurowy podnoszący komfort pracy wyniosły średnio 2,5 tys. zł, a w przypadku 35% badanych – nawet ponad 3 tys. zł.
„Rozważając wady i zalety pracy zdalnej, można by śmiało stwierdzić, że dla pracodawcy jest to zysk w postaci zniwelowania kosztów utrzymania biura (mniejsze zużycie energii elektrycznej, wykonywanie pracy przez pracownika w czasie nieograniczonym), czego niestety nie można powiedzieć o kosztach, które ponosi pracownik podczas wykonywania pracy zdalnej w domu” – zaznacza Elżbieta Bożejewicz, prezes Zarządu Głównego Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Służby Bezpieczeństwa i Higieny Pracy.
Czy pracodawca ma wpływ na warunki pracy zdalnej?
Możliwość oddelegowania pracownika do pracy zdalnej w czasie stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, a także w okresie 3 miesięcy po ich odwołaniu, jest uregulowana prawnie. Mówi o tym ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Jeżeli na jej podstawie pracodawca wyda polecenie pracy zdalnej, pracownik nie może się sprzeciwić. Przepisy nie regulują jednak formy, w jakiej polecenie to ma zostać wydane, nie mówią też dokładnie, jaki sprzęt do pracy powinien zostać przekazany pracownikowi.
„W interesie obu stron leży sporządzenie dokumentu, z którego będą wynikały prawa i obowiązki stron w czasie pracy zdalnej – podkreśla Aleksandra Kolbus-Kucharska, aplikant adwokacki w kancelarii Świostek Kupski Adwokaci sp. p. – Często ze strony pracowników pojawia się potrzeba zakupu dodatkowego wyposażenia, aby praca z domu była wygodniejsza i bardziej efektywna. Zgodnie z art. 3 ust. 4 wyżej wymienionej ustawy, to na pracodawcy ciąży obowiązek zapewnienia narzędzi i materiałów potrzebnych do wykonywania pracy zdalnej, jednak w praktyce najczęściej ogranicza się to do zapewnienia sprzętu komputerowego, telefonu służbowego i ewentualnie wsparcia technicznego. Jeżeli jednak pracodawca chciałby wyposażyć pracownika w fotel, biurko albo inny sprzęt biurowy, powinno się to odbyć na zasadach analogicznych, jak w przypadku powierzenia mienia typu służbowy samochód czy komputer. Wtedy odpowiedzialność za te elementy będzie ponoszona na zasadach określonych w art. 124-127 Kodeksu pracy, a pracodawca rozlicza koszty tak, jak zakup sprzętu biurowego” – dodaje Aleksandra Kolbus-Kucharska.
Warto podkreślić, że praca zdalna nie jest obecnie opisana w Kodeksie pracy, choć zgodnie z zapowiedziami decydentów politycznych, ma to nastąpić jeszcze w tym roku. W przepisach wprowadzonych w związku z pandemią nie ma natomiast enumeratywnie wymienionych rodzajów sprzętów, w które pracodawca musi wyposażyć pracownika zdalnego. W efekcie zakup odpowiedniego krzesła czy oświetlenia zależy obecnie wyłącznie od dobrej woli szefów. Ci powinni jednak pamiętać, że inwestycja w sprzęt ergonomiczny podwładnych przyniesie benefity całemu przedsiębiorstwu. Pracownik działający w odpowiednich warunkach jest bowiem mniej narażony na różnego rodzaju dolegliwości bólowe, a tym samym pracuje efektywniej i rzadziej korzysta ze zwolnień lekarskich.
O badaniu
Badanie ilościowe online zostało zlecone przez Fellowes Brands i przeprowadzone w dniach 10-14 listopada 2020 przez Atomik Research na próbie 7000 pracowników z 7 europejskich krajów, w tym 1000 pracowników z Polski, którzy z powodu pandemii pracowali z domu przez co najmniej 4 miesiące. Atomik Research jest niezależną, kreatywną agencją badawczą, która zatrudnia badaczy z certyfikatem MRS i stosuje się do kodu MRS.
Polscy przedsiębiorcy, którzy dokonują obrotu towarowego z zagranicą są obowiązani zgłosić towar do procedury celnej. Najczęściej są do tego przygotowani – mają wybranego pośrednika (agencję celną), który dokona za nich formalności przed organami celno-skarbowymi. Pytanie tylko, czy zawsze wiedzą jaki rodzaj współpracy podjąć i czy… nie jest im on narzucany?
Każda osoba ma prawo ustanowić osobę do reprezentowania jej interesów przed organami celnymi. Prawo celne pozwala wybrać rodzaj reprezentacji. Mamy tu dwie możliwości: reprezentację pośrednią (w swoim imieniu na cudzą rzecz) oraz bezpośrednią (w cudzym imieniu na cudzą rzecz).
To Ty przedsiębiorco decydujesz o sposobie reprezentowania Ciebie i Twoich interesów przed organami celnymi. Niestety, bardzo często zdarza się, iż podmioty które mają reprezentować przedsiębiorców przed organami celnymi narzucają im sposób reprezentacji. Wynika to z błędnie przyjętej interpretacji, iż w przedstawicielstwie bezpośrednim agencja celna (agent celny) nie ponosi odpowiedzialności. Każdy przedstawiciel ustanowiony jako reprezentant osoby, która podejmuje się wykonania zlecenia za wynagrodzeniem, podlega odpowiedzialności z kodeksu cywilnego. Po pierwsze każdy podmiot gospodarczy wykonujący czynności w zakresie swojej merytorycznej wiedzy ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą przed zleceniodawcą. Po drugie należy pamiętać o regulacjach przepisów celnych, gdzie każdą osobę, która wiedziała lub powinna była wiedzieć, można pociągnąć do odpowiedzialności dłużnika (cła). Oznacza to, że nie do końca prawidłowo interpretowane są przepisy ustanawiające reprezentację bezpośrednią.
W zakresie reprezentacji agent celny (pracujący w agencji celnej) podejmuje się wszystkich czynności, które prowadzą do dokonania prawidłowego zgłoszenia celnego. Słowo „wszystkich” jest słowem ogólnym, więc należy się przyjrzeć czynnościom jakie wchodzą w ten zakres. Zacznijmy od podstawowej informacji, że do procedury celnej należy zgłosić towar, który fizycznie znalazł się na terenie UE, więc rewizja wstępna czy pobranie próbek i zbadanie prawidłowości towaru do deklarowanej informacji na dokumentach towarzyszących przesyłce, to podstawowe elementy które eliminują błędy w zgłoszeniach celnych. Kolejne niemniej istotne są elementy, które służą ustaleniu wysokości danin publiczno-prawnych. Zaliczamy do nich pochodzenie towaru, wartość celną oraz taryfikację. Agent celny ma narzędzia do prawidłowego ustalenia tych tak ważnych elementów. Powinien mieć także wiedze, bowiem otrzymując licencję agenta celnego należy znać, np. kiedy i jak stosuje się: pochodzenie towaru i ewentualnie preferencje, ogólne reguły interpretacji nomenklatury scalonej, czy którą z metod ustalania wartości celnej należy zastosować. W końcu właśnie za tę wiedzę przedsiębiorcy płacą agencji wynagrodzenie.
Przedsiębiorco, pamiętaj: przed budżetem państwa to Ty zawsze odpowiadasz. Pamiętaj jednak także, że agencja celna wraz z Tobą będzie ponosiła tą odpowiedzialność, jak również że zawsze przed Tobą agencja celna odpowiada z przepisów kodeksu cywilnego.
Autor: dr Izabella Tymińska,ekspert celny. Zajmuje się doradztwem z zakresu przepisów prawa celnego, importem i eksportem towarów i usług, analizą finansowo-ekonomiczną kontraktów międzynarodowych. Specjalizuje się w sprawach z tzw. „górnej półki trudności”, zawiłych i nietypowych. Wieloletni pracownik Urzędu Celnego. Przez wiele lat pracowała dla firm logistycznych i spedycyjnych, gdzie piastowała m.in. funkcję członka zarządu. Jest wykładowcą na Akademii Sztuki Wojennej na Wydziale Zarządzania i Dowodzenia w Instytucie Logistyki w Warszawie. Wykładała w Szkole Wyższej w Warszawie ALMAMER, Wyższej Szkole Cła i Logistyki czy Uczelni Techniczno – Handlowej. Absolwentka Ekonomii, Logistyki, Stosunków Międzynarodowych, Zarządzania oraz Ekonomiki Obronności.
Rada Nadzorcza Selena FM S.A. powołała na stanowisko prezesa Grupy Selena Jacka Michalaka. Dotychczasowy członek zarządu ds. finansowych (CFO) obejmie nową funkcję 1 marca 2021 r. Na stanowisku zastąpi Krzysztofa Domareckiego, założyciela oraz prezesa spółki w latach 1999-2011 oraz 2019-2021.
Jacek Michalak z Grupą Selena jest związany od lipca 2019 roku. Do tej pory pełnił funkcję członka zarządu ds. finansowych, na którą został powołany decyzją Rady Nadzorczej Selena FM S.A. w czerwcu 2019 roku. Był odpowiedzialny za kontynuowanie strategii finansowej grupy i poprawę efektywności.
– Zamierzam kontynuować realizację strategii rozwoju Grupy Selena, która w ostatnich latach przynosi dobre rezultaty. Jesteśmy firmą o globalnej skali działania i umiejętnie łączymy eksport na ponad 100 rynków na całym świecie. Szukamy możliwości dalszej ekspansji. Planujemy strategicznie i nasze plany akwizycyjne obejmują kilka najbliższych lat. To długotrwały proces, jednak jeszcze w 2021 roku chcielibyśmy sfinalizować pierwsze transakcje – mówi Jacek Michalak, który obejmie stanowisko prezesa Selena FM S.A. 1 marca 2021 roku.
Na nowym stanowisku Michalak będzie odpowiedzialny za realizację strategii Grupy Selena w 35 spółkach w 18 krajach na świecie. Jako najważniejsze obszary wskazuje kontynuację systematycznej poprawy wyników rocznych oraz budowanie wartości Grupy w perspektywie długoterminowej.
– Nasza wiodąca marka – Tytan Professional – ma silną pozycję, a dzięki sprawdzonemu systemowi dystrybucji i współpracy z partnerami zyskuje coraz więcej odbiorców na nowych rynkach. Stawiamy na strategiczną budowę brandów. Cenimy sobie bliską pracę z naszymi klientami, profesjonalistami, którzy wykorzystują nasze rozwiązania na co dzień w swojej pracy. W Grupie Selena mamy szansę rozwijać produkty od insightu konsumenckiego, poprzez badania i rozwój w naszych centrach R&D, po ich wdrożenie i dystrybucję. Wprowadzanie nowych, innowacyjnych produktów na rynek to jeden z priorytetów naszej strategii biznesowej. Kreujemy ambitne i satysfakcjonujące środowisko pracy, stwarzając możliwości rozwoju. Za sukcesami Seleny stoi globalny, zaangażowany zespół – dodaje Jacek Michalak.
Nowy prezes Selena FM S.A. jest absolwentem Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego na kierunku Finanse i Bankowość. W czasie kariery zawodowej odbywał szkolenia i kursy w znanych europejskich uczelniach biznesowych m.in. INSEAD, IMD, ESADE. We wcześniejszych latach współpracował z Huhtamaki Lead Poland, PepsiCo, Wedel S.A., PepsiCo Frito Lay, Carlsberg Poland, Carlsberg UK, Petrolot i ZT „Kruszwica”, gdzie nadzorował procesy z obszaru zarządzania i finansów, pełniąc m.in. funkcję dyrektora finansowego oraz członka zarządu. Ma także doświadczenie na stanowisku Dyrektora Naczelnego (w Carlsberg SSC oraz Bunge Polska).
Jacek Michalak na stanowisku prezesa zastąpi Krzysztofa Domareckiego, założyciela i większościowego akcjonariusza Selena FM S.A., który będzie wspierał Grupę Selena w kierunkach strategicznych.
– Grupa Selena znajduje się w stabilnej sytuacji – firmie udało się osiągnąć dobre wyniki mimo trudnego roku 2020. To zasługa całego zarządu, któremu chcę serdecznie podziękować za efektywną współpracę w trakcie ostatnich dwóch lat. Wspólnie realizowaliśmy strategiczne cele, stawiając na innowacyjność, zrównoważony rozwój i współpracę z użytkownikiem. Zarząd pod przewodnictwem Jacka Michalaka będzie kontynuował założone plany – komentuje Krzysztof Domarecki, ustępujący prezes Grupy Selena.
Domarecki w 1992 roku założył Selenę, która jest obecnie globalnym producentem i dystrybutorem chemii budowlanej, z centralą we Wrocławiu. W latach 90. wprowadził na rynek markę Tytan. W tym samym czasie zbudował od podstaw dystrybucję i założył oddziały sprzedażowe w całej Polsce. Kolejno uruchomił 3 pierwsze zakłady produkcyjne: Carina, Orion i Libra – przekształcając firmę z dystrybutora w producenta. Selena stała się jednym z najważniejszych graczy na rynku chemii budowlanej w kraju.
W latach 1999-2008 rozpoczął ekspansję międzynarodową Seleny, rozszerzając sieci dystrybucji i promocję marek Tytan i Artelit poza granice kraju. W 2008 roku odbyło się pierwsze notowanie akcji spółki holdingowej Grupy – Selena FM S.A. – na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W latach 2011-2019 był członkiem Rady Nadzorczej.
Od 2009 roku Krzysztof Domarecki aktywnie inwestuje również na rynku funduszy Venture Capital. Jego fundusz Fidiasz FIZ zapewnia młodym firmom finansowanie i wsparcie merytoryczne doświadczonego zespołu w zakresie rozwoju kompetencji, marketingu, wprowadzania na rynek innowacyjnych produktów czy usług, a następnie ekspansję międzynarodową.
Obecnie zarząd spółki, na czele którego stanie Jacek Michalak, liczy cztery osoby. Obok prezesa, w jego skład wchodzą: Sławomir Majchrowski, wiceprezes zarządu ds. handlowych, Christian Dölle, wiceprezes zarządu ds. marketingu oraz Marek Tomanek, członek zarządu ds. operacyjnych.