Polacy nie dostają pieniędzy za nadgodziny. Home office może pogłębić problem

Coraz więcej Polaków przyznaje, że pracodawcy nie płacą im należnych świadczeń za przepracowane nadgodziny. Jak wynika z badania „Workforce View 2020″ firmy ADP, sytuacja ta dotyczy aż 45 proc. polskich pracowników. Pandemia i wszechobecny home office wzmagają problem i komplikują work-life balance. Rośnie jednak odsetek nauczonych doświadczeniem osób, które co miesiąc kontrolują wysokość otrzymywanej pensji.

Najnowsze badanie ADP „Workforce View 2020” dowodzi, że niemal co drugi Polak nie otrzymuje wynagrodzenia za przepracowane nadgodziny. W porównaniu do poprzedniej edycji badania jest to wzrost o 2 p.p. Problem niezapłaconych świadczeń najrzadziej dotyczy osób powyżej 55. roku życia

– aż 66 proc. z nich twierdzi, że nie zdarza im się pracować za darmo. Z drugiej strony natomiast, aż połowa pracowników (50 proc.) z pokolenia Z (w wieku 18-24 lata) przyznaje, że pracuje przynajmniej jedną godzinę w tygodniu za darmo.

– Problem niepłatnych nadgodzin dotyka w szczególności osoby znajdujące się na początku swej drogi zawodowej. Fakt występowania nadgodzin wynika najczęściej z nadmiaru obowiązków z jakimi muszą się zmierzyć, a także z presji wykonania zleconych projektów w terminie. Zazwyczaj jest to skutek nieodpowiedniego zarządzania przejawiającego się m.in. w zlecaniu zbyt dużej liczby zadań w stosunku do przewidzianego wymiaru czasu pracy. Długotrwały stres, przepracowanie i permanentne zmęczenie przekładają się bezpośrednio na obniżenie efektywności pracowników oraz pogorszenie ich stanu zdrowia – powiedziała Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Nadgodziny legalne tylko w uzasadnionych przypadkach

Zgodnie z przepisami prawa pracy, pracodawcy przysługuje możliwość polecenia pracownikowi, wykonania obowiązków poza podstawowym wymiarem czasu pracy tylko w uzasadnionych przypadkach. Nie może być to więc regularna praktyka. Pracodawca ma również obowiązek rozliczenia konkretnej liczby nadgodzin. Ustawodawca przewiduje dla niego dwie możliwości w zakresie wyboru formy – może oddać pracownikowi odpowiednią liczbę wolnych godzin lub odpowiednio wyliczoną kwotę. Sposoby rozliczania są ściśle określone w kodeksie pracy.

Często zdarza się, że pracownicy pracują dłużej, ale ten czas nie do końca spełnia definicję kodeksową nadgodzin. Chodzi o takie sytuacje, kiedy to wydłużenie czasu pracy nie zostało konkretnie i wyraźnie polecone i przewidziane. W takiej sytuacji co do zasady nie mamy uprawnienia, aby domagać się od  pracodawcy rozliczenia nadgodzin. W praktyce jednak, ze względu na obecną sytuację epidemiologiczną i przejście większości firm w tryb pracy zdalnej, problem ten narasta, ponieważ w dobie home office granica pomiędzy czasem pracy a czasem wolnym się zaciera. Aktualnie praca często przybiera faktyczną formę pracy zadaniowej w związku z czym pracodawcy bardziej niż dostępności, oczekują od pracownika efektów jego działań. Niekiedy jednak nie przewidują czy jest
on w stanie wykonać konkretne zadania w zakresie podstawowego etatu
– mówi radca prawny ADP, Tomasz Czerkies. 

Kontrola najwyższą formą zaufania

Co ciekawe, Polacy są coraz bardziej czujni w kwestii prawidłowego rozliczania wynagrodzeń. Wyniki badania ADP wskazują, że stale rośnie odsetek pracowników, którzy sprawdzają wysokość swoich wypłat. Zgodnie z wynikami raportu „Workforce View 2019”, aż 73 proc. ankietowanych pracowników przyznało, że zorientowałoby się, gdyby wysokość ich pensji nie była odpowiednia. Natomiast w tegorocznej edycji badania odsetek ten wynosi już 84 proc. Pracownicy otrzymane wynagrodzenie weryfikują z liczbą przepracowanych godzin również pod kątem nadgodzin i innych należnych im świadczeń. Z kolei jedynie 6 proc. zaznacza, że nie wykryłoby nieprawidłowości w otrzymanym wynagrodzeniu, ponieważ nie kontrolują swoich wypłat.

– Wydawać by się mogło, że pensja, która wpływa na nasze konto jest zawsze zgodna z umową. Zdarzają się jednak takie sytuacje, które powodują różnice w wynagrodzeniach pomiędzy poszczególnymi miesiącami. Takimi czynnikami mogą być m.in. zwolnienia lekarskie, delegacje, praca w nadgodzinach, bezpłatne urlopy czy premie. Powinniśmy pamiętać o skrupulatnej weryfikacji czy wynagrodzenie otrzymywane w danym miesiącu rzeczywiście zgadza się ze stanem faktycznym – mówi Anna Barbachowska.

Styczeń dziesiątym miesiącem z rzędu rekordowych wzrostów na GPW. Gwiazdą miesiąca ETF-y

  • Styczeń 2021 roku był dziesiątym z rzędu miesiącem rekordowych obrotów na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW)
  • Coraz większym zainteresowaniem cieszą się fundusze ETF
  • W poniedziałek zadebiutował Beta ETF Nasdaq-100 PLN-Hedged. To pierwszy polski fundusz inwestycyjny tego typu na zagraniczny indeks

– Styczeń 2021 roku to dziesiąty z kolei miesiąc, w którym Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie notuje rekordowe obroty – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW”. Wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku w ramach arkusza zleceń wyniosła w styczniu br. 31,6 mld złotych i była o 74,5% wyższa niż rok wcześniej.

Prezes GPW zwrócił uwagę na rosnącą popularność wśród inwestorów funduszy typu ETF. – Widać, że Polacy zaczynają kochać tę formę inwestowania – stwierdził Marek Dietl zauważając, że w poniedziałek debiutuje na warszawskim parkiecie Beta ETF Nasdaq-100. – Kupujemy jeden instrument i mamy ekspozycję na ryzyko i zwroty związane z setką najbardziej płynnych, amerykańskich spółek technologicznych – wyjaśnił prezes GPW. – Liczymy, że to poszerzenie oferty również o spółki zagraniczne przyciągnie kolejnych inwestorów indywidualnych na nasz rynek – dodał Marek Dietl. Beta ETF Nasdaq-100 to pierwszy polski fundusz inwestycyjny typu ETF na zagraniczny indeks a zarazem pierwszy ETF z zabezpieczeniem ryzyka walutowego.

Największą dynamikę obrotu w styczniu odnotowano na NewConnect. Wartość handlu w ramach arkusza zleceń wzrosła o 209,7% do 1,1 mld złotych. – Parkiet dla młodych, innowacyjnych spółek świętuje swoje najlepsze czasy od założenia – powiedział Marek Dietl. – Mam nadzieję, że rok 2021 będzie obfitował w więcej takich rekordowych miesięcy, jak styczeń – dodał prezes GPW.

Branża narciarska i snowboardowa wciąż bez koniecznej pomocy

Przyznania przewidzianej dla przedsiębiorców w Tarczy 2.0 pomocy domagają się producenci, dystrybutorzy i sprzedawcy sprzętu narciarskiego. Przez ponad 3 miesiące zakazu korzystania ze stoków, ich branża była praktycznie martwa. Sytuację pogorszyło dodatkowo zamknięcie sklepów znajdujących się w centrach handlowych, w tym tych specjalistycznych.

– PFR i rząd pomijają nas w swoich Tarczach. Wielu z nas znalazło się na progu bankructwa. Powinniśmy więc skorzystać z takiej samej pomocy jak inni przedsiębiorcy, którzy cierpią przez obecny kryzys – uzasadnia Komitet Narty Snowboard Outdoor.

Pomimo otwarcia stoków, którego branża producentów, dystrybutorów i właścicieli sklepów domagała się przez ostatnie miesiące, spowodowane lockdownem straty tych przedsiębiorców idą już w dziesiątki milionów.

– PFR i rząd pomijają nas w swoich Tarczach. Wielu z nas znalazło się na progu bankructwa. Powinniśmy więc skorzystać z takiej samej pomocy jak inni przedsiębiorcy, którzy cierpią przez obecny kryzys – mówi Arkadiusz Walus z Komitetu Narty Snowboard Outdoor. Dla niego, tak jak innych przedsiębiorców tej branży, decyzja o odblokowaniu tras zjazdowych ma miejsce stanowczo za późno. Skutek: brak możliwości odrobienia strat, jakie narosły w ciągu ponad 3 miesięcy lockdownu.

– Upłynęło już około 2/3 sezonu, który normalnie pozwoliłby nam na utrzymanie. Potrzebne są zatem środki za cały ten czas, kiedy de facto byliśmy zamknięci. Nasze apele o przyznanie nam ich, tak jak innym branżom, które ucierpiały i skorzystają z Tarczy 2.0, są  – jak na razie – ignorowane – tłumaczy Arkadiusz Walus i dodaje, że panująca wciąż niepewność, bo rządowa decyzja o otwarciu stoków ma charakter warunkowy, stanowi kolejną przeszkodę dla reprezentowanej przez niego branży.

– Spadki, jakie notują producenci, dystrybutorzy i właściciele wypożyczalni specjalistycznego sprzętu, w okresie od listopada 2020 do stycznia 2021, wynoszą od 50% aż do nawet 90% rok do roku – w ten sposób Arkadiusz Walus uzasadnia żądanie przedsiębiorców jego sektora, aby PKD należących do niego firm znalazło się na liście pomocowej w PFRowej Tarczy 2.0. Chodzi o takie kategorie PKD:

47.64.Z – sprzedaż detaliczna sprzętu sportowego prowadzona w wyspecjalizowanych sklepach (w Tarczy 2.0 są tylko wyspecjalizowane sklepy z odzieżą sportową).

To PKD większości sklepów narciarskich, snowboardowych, outdoorowych

46.42.Z – Sprzedaż hurtowa odzieży i obuwia

46.90.Z – Sprzedaż hurtowa niewyspecjalizowana

To PKD dystrybutorów sprzętu narciarskiego, snowboardowego i outdoorowego

32.30.Z – Produkcja sprzętu sportowego

To PKD polskich producentów sprzętu narciarskiego, snowboardowego i outdoorowego

Arkadiusz Walus tłumaczy też, że np. w czasie lockdownu na przełomie 2020 i 2021 roku, specjalistyczne sklepy ze sprzętem (oczywiście te poza centrami handlowymi) mogły działać, ale tylko teoretycznie. – Zamknięcie stoków narciarskich spowodowało kompletny brak zainteresowania ofertą sprzedawców nart, snowboardów i akcesoriów. Po co ludzie mieliby je wtedy kupować? Żeby stały gdzieś w kącie w domu? – pyta Arkadiusz Walus i porównuje to do sytuacji, jakby sklepy miały sprzedawać sprzęt narciarski i snowboardowy na pustyni, w 40 stopniowym upale. – Brak sprzedaży w sklepach pociąga za sobą brak możliwości zapłaty za zamówiony już w lutym 2020, czyli jeszcze przed pandemią, towar. To już dziś powoduje olbrzymie zatory płatnicze do polskich dystrybutorów oraz producentów sprzętu narciarskiego i snowboardowego – zauważa Arkadiusz Walus. Dlatego właśnie branża ta domaga się uwzględnienia jej PKD w Tarczach Antrykryzysowych i gwarancji bankowych na finansowanie, aby utrzymać stany magazynowe do przyszłego sezonu. – Z tym jest coraz gorzej. Banki traktują bowiem często sprzedawców czy właścicieli wypożyczalni sprzętu narciarskiego jako klientów ryzykownych – uzasadnia. Zwraca też uwagę, że choć w Tarczy 2.0 są sklepy z odzieżą, ale jedynie z tą zwykłą. – Całkowicie pominięto  tam sprzedawców specjalistycznej odzieży narciarskiej i sprzętu. Tak samo potraktowano polskich producentów i dystrybutorów. Wielu z nich dziś zastanawia się już nad zamknięciem swoich biznesów i zwolnieniem pracowników – podsumowuje Arkadiusz Walus.

Iran wciąż szpieguje opozycję, aktywistów i mniejszości kurdyjskie. Odpowiadają za to dwa oddziały hakerskie

Irańscy politycy wraz z siłami opozycyjnymi, mniejszość kurdyjska, zwolennicy ISIS oraz aktywiści i politycy zagraniczni – to główne cele działań cyberszpiegowskich, organizowanych i finansowanych przez rząd Iranu. Eksperci Check Pointa ujawnili nowe fakty dotyczące dwóch kampanii hakerskich przeprowadzanych przez dwie niezależne od siebie grupy cyberprzestępcze.

Firma Check Point Research (CPR) przeprowadziła dochodzenie w sprawie dwóch znanych irańskich grup cyberprzestępczych – APT-C-50 oraz Infy. Według ekspertów grupy hakerskie prowadzą szeroko zakrojone akcje szpiegowskie dla irańskich instytucji rządowych, dokonując gromadzenia nagrań rozmów telefonicznych, gromadzenia wiadomości, lokalizacji oraz innych danych wrażliwych.

Pierwsza z grup – APT-C-50, odpowiada za szpiegowanie telefonów komórkowych aktywistów i polityków, wykorzystując do swoich działań szkodliwe oprogramowanie podszywające się pod popularne aplikacje mobilne. Jak dotąd badacze potwierdzili, że kampania nazwana „Domestic Kitten” obrała za cel ponad 1200 osób, dokonując 600 udanych infekcji. Akcja była przeprowadzona w siedmiu krajach – Iranie, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Pakistanie, Afganistanie, Turcji i Uzbekistanie.

Druga z zaangażowanych organizacji (Infy) skupiała się z kolei na szpiegowaniu komputerów osobistych dysydentów, wydobywając z nich poufne dane za pomocą malware’u rozsyłanego w załącznikach e-maili. Badacze Check Pointa i SafeBreach udowodnili, że kampania trwa z pewnymi przerwami co najmniej od 2007 roku, a jej celem są dysydenci w 12 krajach. Według badaczy, możliwości technologiczne Infy są znacznie potężniejsze niż większości dotychczas wykrytych irańskich cyber-kampaniach.

Wśród ofiar działań cyberszpiegów są zarówno politycy irańscy, wraz z siłami opozycyjnymi, mniejszość kurdyjska, zwolennicy ISIS oraz aktywiści i politycy zagraniczni.

– Jednoznacznym jest, że irański rząd inwestuje znaczne środki w operacje w cyberprzestrzeni. Operatorzy kampanii szpiegostwa cybernetycznego pozostają niewzruszeni na jakiekolwiek przeciwdziałania, próby ujawnienia czy powstrzymania ich w przeszłości. Grupy po prostu wyciągają wnioski z przeszłości, modyfikują swoje taktyki i odczekują jakiś czas, aby znów ruszyć do akcji – mówi Yaniv Balmas. Szef działu badań nad cyberprzestrzenią w Check Point.

Chociaż obie badane grupy dotyczą podobnych ofiar, eksperci Check Pointa uważają, że działają niezależnie.

– Warto zwrócić uwagę również na ilość zasobów, jakie reżim irański jest gotów przeznaczyć na sprawowanie kontroli. W naszych badaniach, po raz pierwszy ujawniliśmy kilka nowych technik wykorzystywanych przez te kampanie, z których część była wcześniej nieznana – dodaje Balmas.

Cyberszpiegostwo to coraz bardziej popularna metoda pozyskiwania danych przez organizacje i rządy. Raport Narodowego Centrum Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu (NCSC) z 2018 roku określał Chiny, Rosję i Iran jako państwa z największymi zdolnościami do prowadzenia operacji szpiegowskich w cyberprzestrzeni. Zdaniem NCSC są one również najbardziej agresywnymi podmiotami w środowisku wirtualnym i kradną największą liczbę danych gospodarczych.

Korekta na koniec dobrego tygodnia

Pomimo tego, że dane w ostatnim tygodniu były bardzo korzystne dla amerykańskiej waluty tydzień zamknął się realizacją zysków inwestorów. Złoty powrócił za to poniżej 4,50 zł.

Kolejne dobre dane z USA

Seria dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy trwa. Analitycy nie reagują na nie już tak entuzjastycznie. Ciężko się temu dziwić, o ile liczba nowych miejsc pracy była zaskoczeniem w środę, o tyle stopa bezrobocia była de facto konsekwencją poprzednich danych, w związku z czym ciężko ją nazwać niespodzianką. Stopa bezrobocia wynosząca 6,3% to już jednak zupełnie przyzwoity wynik. Nie jest to, co prawda, 3,5% z przed pandemii. Z drugiej strony po kryzysie z 2008 roku ten poziom osiągnęliśmy dopiero w połowie 2014 roku.

Deficyt handlowy USA spada wolniej, niż sądzono

Pomimo słabego dolara deficyt handlowy USA nie uległ aż takiemu spadkowi, jak oczekiwali analitycy. Zmiana jest jednak korzystna, bo eksport rośnie znacznie szybciej niż import. Nie dzieje się to jednak tak szybko, jak oczekiwali analitycy. W rezultacie tych danych oraz danych z rynku pracy dolar znalazł się w odwrocie. Najprawdopodobniej inwestorzy spodziewali się wyraźnie lepszych informacji, a nie dostając ich wykorzystali okazję do realizacji zysków z umacniającego się od początku tygodnia dolara.

Dane z Niemiec

Nad ranem poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej w Niemczech. Pomimo oczekiwań 0,3% wzrostu w ujęciu miesięcznym poziom się nie zmienił. Pokazuje to, że gospodarka nie odbija się tak szybko, jak dotychczas sądzono. W rezultacie możemy być świadkami dalszych zmian na korzyść dolara, o ile utrzymają się dane niekorzystne dla Starego Kontynentu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wydatki na aplikacje rosną, ale wolniej niż oczekiwaliśmy

Blisko 40 miliardów dolarów do 2025 roku – to całkiem sporo. Oczywiście pod warunkiem, że nie mówimy o wycenie kluczowej gałęzi technologii, która zdefiniuje rozwój całej światowej gospodarki – Sztucznej Inteligencji (SI). Najnowszy raport Forrestera rzuca nowe światło na rynek oprogramowania SI. Eksperci ostrzegają: to nie jest zły wynik, ale o wiele gorszy niż się spodziewaliśmy. Jak do tego doszło?

Nie ma nic gorszego dla wiernego fana niż wydłużony czas oczekiwania. Przełożona o kilka tygodni lub miesięcy premiera gry czy filmu to wielkie rozczarowanie. Jednak w perspektywie światowej gospodarki, takie pojedyncze opóźnienie, ma na nią znikomy wpływ. Zupełnie inaczej jest, gdy mówimy o rozwoju kluczowej z punktu widzenia rozwoju świata technologii – Sztucznej Inteligencji (SI). Jak pokazują ostatnie badania firmy analitycznej Forrester, realizację marzeń o rewolucji, na której czele mogłyby stanąć inteligentne algorytmy, musimy odłożyć na nieco później.

Dużo za mało

W swoich najnowszych badaniach amerykańska firma konsultingowa z siedzibą w Cambridge w stanie Massachusetts prognozuje, że wraz z końcem 2025 roku wielkość rynku oprogramowania SI zbliży się do poziomu 37 mld USD. Zdaniem ekspertów Forrestera, aplikacje SI będą przede wszystkim nową kategorią oprogramowania pośredniego obejmującą algorytmy, zbiory danych i narzędzia, które umożliwią osadzenie funkcjonalności sztucznej inteligencji we wszystkich produktach oprogramowania.

W analizie Amerykanów nazwano ten wynik “dużą liczbą, ale wciąż o wiele mniejszą niż prognozowało do niedawna wielu inwestorów i innych analityków”. Dlaczego tak się stało? Wojtek Stramski, CEO funduszu Deep Change Ventures, wyjaśnia: – Podobnie jak w przypadku całego rynku oprogramowania, popyt na platformy, aplikacje i narzędzia Sztucznej Inteligencji zwolnił w 2020. Jednak sądzę, że w najbliższych miesiącach odzyska swój pierwotny impet. – zauważa Stramski i dodaje – Oczywiście COVID-19 wpłynął na tempo rozwoju rynku SI, ale nawet i bez niego, prognozy z początku roku, czyli sprzed pandemii, zakładały, że w ubiegłym roku rynek nieco zwolni. – zauważa ekspert.

Analitycy Forrestera zwracająca uwagę na to, że wkrótce większość aplikacji biznesowych zostanie wzbogacona o funkcje SI, to zaś zaburzy możliwość sprawnego śledzenia krzywej popytu na wspomnianą technologię. Eksperci zauważają, że Sztuczna Inteligencja będzie niemal wszechobecna, a firmy będą zarabiać nie na aplikacjach SI, a na standardowych produktach, które będą wzbogacone o inteligentne algorytmy.

Pożeracz światów

Marc Andreessen, znany amerykański twórca aplikacji, odpowiedzialny za powstanie np. przeglądarki internetowej Netscape, powiedział, że “oprogramowanie pożera świat”. Rzeczywiście, apetyt na nowy software wydaje się wciąż niezaspokojony. Forrester szacuje, że od 2020 do 2030 roku globalne wydatki firm na oprogramowanie wzrosną o blisko 45% z wartości 920 mld USD do 1,36 bln USD na koniec okresu prognozy.

1,36 bln USD to imponująca kwota, która pozwoliłaby np. na zakup całej spółki Google, a wciąż w portfelu zostałoby nam trochę wolnej gotówki. Jednak paradoksalnie wydatki na oprogramowanie spadają. Forrester szacuje, że roczny wzrost w ciągu następnej dekady wyniesie około 4%. To wolniej niż w latach 1995-2020, kiedy wydatki rok do roku rosły w 7% tempie. Skąd taka zmiana? –Oprogramowanie stało się znacznie tańsze i bardziej dostępne, niż jeszcze 10-15 lat temu – mówi Wojtek Stramski, CEO funduszu Deep Change Ventures, który wspiera startupy rozwijające technologie zgodne z celami zrównoważonego rozwoju ONZ. Ekspert wskazuje na czynniki, które jego zdaniem, mogą wpłynąć na obniżenie krzywej kosztów: – W nadchodzących latach automatyzacja będzie postępować nie tylko w tradycyjnych sektorach, ale rozprzestrzeni się na nowe obszary. Takie, które nie były postrzegane jako te do cyfryzacji. Jedną z takich zmian, bardzo spektakularnych, będzie szybko rosnąca popularność asystentów głosowych. Voiceboty w nowym wydaniu nie będą zwykłym systemem, a fizycznym przedmiotem, który stanie się doradcą dla handlowców, bankowców, czy branży HoReCa. A największy przełom nastąpi, gdy staną się osobistym doradcą każdego z nas. Zapomnijmy o teoriach, że IT zastąpi ludzi. Tak się nie stanie, ale technologia znacząco ułatwi ludziom pracę – kończy CEO Deep Change Ventures.

Globalny lockdown stał się punktem przełomowym cyfrowej rewolucji, która swoim zasięgiem wykracza daleko poza dotychczasowe wyobrażenia biznesu. Dziś powinniśmy powiedzieć sobie jasno: czeka nas nowa fala transformacyjnych technologii, które skupią się na automatyzacji procesów i nie rujnują firmowego budżetu. Sztuczna inteligencja nie jest może jak słynny Robin Hood, ale z pewnością przyczynia się do demokratyzacji nowoczesnych technologii. SI dla każdego? Czemu nie?!

Kurs złotego – aktualizacja długoterminowej prognozy kursu złotego na 2021 r.

Ebury: Polski złoty powinien odzyskać wigor pomimo interwencji NBP (aktualizacja prognozy).

Pomimo istotnej deprecjacji złotego w 2020 roku w grudniu NBP dokonał serii interwencji, mających na celu osłabienie polskiej waluty. Od tamtej pory złoty odrobił jednak część strat i wraz z napływem większej liczby pozytywnych informacji z frontu walki z pandemią powinien się umacniać także w dalszej części 2021 roku.

Rok 2020 przyniósł spadek PKB Polski o 2,8%. Niezależnie od tego, czy porównujemy samą skalę spadku między krajami UE, czy też różnice między długoterminowym trendem a spadkiem, Polska i tak wypada dobrze. Może pochwalić się jednym z najlepszych wyników w zestawieniu. Można to powiązać z szeregiem czynników, przede wszystkim sprzyjającą w kontekście takiego szoku strukturą gospodarki (m.in. niewielkim udziałem turystyki w PKB) oraz znaczną pomocą ze strony państwa.

W kontekście relatywnie dobrej sytuacji gospodarczej w Polsce uwagę zwraca kilka kwestii. Po pierwsze, wyjątkowo dobra sytuacja w handlu (dodatni eksport netto był jednym z kluczowych czynników ograniczających skalę spadku PKB). Po drugie, odporność krajowego rynku pracy (stopa bezrobocia rejestrowanego od początku pandemii do grudnia wzrosła zaledwie o 0,7 p.p., do 6,2%). Po trzecie, dość dobra sytuacja w przemyśle, w którym w grudniu odnotowano dwucyfrowy wzrost produkcji, jeden z wyższych w ostatnich latach.

Perspektywy gospodarki pozostają dobre. Łagodna polityka monetarna, wsparcie fiskalne oraz pomoc ze strony UE powinny wspierać ożywienie, którego spodziewamy się po poprawie sytuacji epidemicznej w kraju i złagodzeniu obostrzeń.

NBP nie powinien dokonywać istotnych interwencji ani obniżać stóp

Ku zaskoczeniu obserwatorów rynku w grudniu NBP kilkakrotnie interweniował na rynku walutowym, by osłabić złotego. Zintensyfikował działania pod koniec miesiąca. Były one wspierane przez komunikację banku z rynkiem, która sugerowała możliwość obniżenia stóp procentowych w I kwartale 2021 roku i dalsze interwencje walutowe.

Mimo że retoryka banku wskazuje na co innego, naszym zdaniem najważniejszym powodem przeprowadzenia tych interwencji była chęć wsparcia finansów państwa (upraszczając: zysk NBP, trafiający w większości do budżetu państwa, jest tym większy, im słabszy na koniec roku jest złoty). Sugeruje nam to timing interwencji oraz to, że polski eksport radzi sobie wyjątkowo dobrze i nie wydaje się potrzebować wsparcia.

Ze względu na powyższe i biorąc pod uwagę, że:

1) od tamtej pory nie zaobserwowaliśmy interwencji walutowych ze strony NBP,

2) polska gospodarka charakteryzuje się odpornością w kontekście drugiej fali pandemii, a jej perspektywy pozostają dobre,

3) stopy procentowe w styczniu i lutym pozostały bez zmian, a retoryka NBP nie sugeruje, żeby miały ulec obniżeniu,

naszym zdaniem w przypadku oczekiwanej przez nas stopniowej aprecjacji polskiego złotego, następującej wskutek globalnej poprawy sentymentu do ryzyka i polepszenia sytuacji gospodarczej w kraju, NBP nie będzie podejmował poważnych interwencji walutowych ani innych znaczących działań. Nie przewidujemy dalszych obniżek stóp procentowych, nie zakładamy jednak również, że w 2021 roku dojdzie do ich podniesienia.

Złoty powinien jeszcze się umocnić

Nadal uważamy, że złoty docelowo powinien wrócić do poziomów bardziej zgodnych z silnymi fundamentami gospodarki. Jednocześnie – w związku z dotychczasowymi działaniami NBP i ich wpływem na rynek – podnosimy prognozę dla kursu EUR/PLN w 2021 roku.

Prognoza kursu złotego 2021

  EUR/PLN USD/PLN GBP/PLN
Q1-2021 4,42 3,62 4,89
Q2-2021 4,35 3,54 4,81
Q3-2021 4,30 3,47 4,75
E-2021 4,30 3,44 4,75
E-2022 4,20 3,31 4,63

 Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Transformacja energetyczna oczami mieszkańców Bełchatowa

Dla mieszkańców regionu Bełchatowa transformacja energetyczna jest racjonalną i nieuniknioną, choć trudną decyzją – wynika z badania przeprowadzonego przez pracownię 4P Research Mix. 84 proc. badanych ma świadomość, że kopalnia w ich mieście zostanie zamknięta. Jednocześnie, zdecydowana większość badanych (72 proc.) widzi potencjał dla rozwoju ich regionu w kierunku odnawialnych źródeł energii.

Badanie dotyczyło postaw względem transformacji energetycznej w regionie Bełchatowa. Wyniki wskazują, że najważniejszymi argumentami, dla których należy przeprowadzić transformację energetyczną (70 proc. badanych) jest wyeksploatowanie złóż węgla w okolicy. Inne najczęściej wskazywane powody zmian w energetyce i konsekwencji dla regionu to decyzje Unii Europejskiej (38 proc.), mała ekologiczność węglowych źródeł energii (38 proc.) i niska efektywność ekonomiczna energii ze złóż węglowych (37 proc.).

89 proc. mieszkańców Bełchatowa zauważa, że zmiany klimatu są problemem dla całego kraju. Dla 74 proc. badanych decyzja o transformacji energetyki ściśle wiąże się z poprawą jakości powietrza. 59 proc. badanych wymieniło złą jakość powietrza, jako czynnik, który wyróżnia negatywnie region bełchatowski spośród innych regionów w kraju. 34 proc. badanych uważa, że ilość zanieczyszczeń w powietrzu zwiększa się.

Mieszkańcy Bełchatowa i okolic nie są przeciwni działaniom ekologicznym. 89 proc. badanych rozumie, że współczesna zmiana klimatu jest spowodowana działalnością człowieka. Badanie opinii na temat polskiej polityki klimatycznej wykazało, że 96 proc. respondentów uważa, że polski rząd powinien wspierać rozwój energetyki odnawialnej. Odnawialne źródła energii to według 72 proc. badanych przyszłość energetyki, ale także potencjał dla rozwoju regionu Bełchatowa.

Z wypowiedzi respondentów w grupie wiekowej 15 – 35 lat wynika, że młodzież nie wiąże planów życiowych i zawodowych z kompleksem energetycznym Bełchatów. Praca w elektrowni i kopalni nie jest atrakcyjna dla 46 proc. młodych ludzi. Wydaje się im mało perspektywiczna i nie wiąże się też dla dzisiejszej młodzieży z prestiżem. Ich zdaniem nie jest to praca przyszłościowa. Ponadto 54 proc. badanych w grupie wiekowej 15 – 35 lat uważa, że kopalnia ma zły wpływ na środowisko.

Młodsi pracownicy kopalni i elektrowni (przed 40 rokiem życia) nie są tak bardzo związani ze swoim miejscem pracy jak starsi – bełchatowski kompleks energetyczny ma dla nich mniejsze znaczenie tożsamościowe. Nie planują też pracy przez całe życie w jednym miejscu.

Badanie lokalnych nastrojów społecznych wokół transformacji regionu przeprowadziła na reprezentatywnej grupie 500 osób dla powiatu bełchatowskiego w listopadzie i grudniu 2020 r. pracownia badawcza 4P Research Mix na zlecenie PGE. Respondentów podzielono na cztery grupy: (1) pracowników kopalni, elektrowni i firm z nimi związanych, (2) rodziny pracowników kompleksu energetycznego, (3) mieszkańców niepowiązanych bezpośrednio z kopalnią i elektrownią oraz (4) młode pokolenie (18-25 lat).

Firmie należą się odsetki za zwłokę organu w zwrocie VAT także, gdy wynika on ze złożonej przez firmę korekty

Wydana z końcem stycznia opinia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przypomina przedsiębiorcom, że mogą oni dochodzić od organów podatkowych zapłaty odsetek za zwłokę w zwrocie VAT nie tylko, gdy organ przedłuża zwrot celem weryfikacji jego zasadności, ale także, gdy to sam przedsiębiorca skoryguje złożoną już deklarację VAT, i w wyniku tego powstanie nadwyżka w podatku od towarów i usług uprawniająca do zwrotu. Mimo złożenia tej korekty oraz jej przyjęcia organ ociąga się ze zwrotem.

Należny zwrot VAT

Zgodnie z dobrze znaną przedsiębiorcom i organom skarbowym zasadą wyrażoną w art. 87 ust. 1 ustawy o VAT w przypadku, gdy kwota podatku naliczonego jest w okresie rozliczeniowym wyższa od kwoty podatku należnego, podatnik ma prawo do obniżenia o tę różnicę kwoty podatku należnego za następne okresy lub do zwrotu różnicy na rachunek bankowy. Ustawa w kolejnych przepisach precyzuje, że zasadniczy termin zwrotu VAT wynosi 60 dni. Podatnik może jednak wystąpić o dokonanie zwrotu w krótszym, 25-dniowym terminie. Z kolei, jak stanowi art. 77 § 2 pkt 2) Ordynacji podatkowej, w przypadku skorygowania deklaracji przez podatnika nadpłata podlega zwrotowi w terminie trzech miesięcy od dnia jej skorygowania.

Powszechnie znane są również toczone przez firmy boje z fiskusem o wypłatę na konto należnego im zwrotu VAT wraz z odsetkami, gdy organy skarbowe niejednokrotnie latami przedłużają termin tego zwrotu, tłumacząc się koniecznością dalszej weryfikacji jego zasadności, czyli koniecznością sprawdzenia, czy zwrot ten rzeczywiście się firmie należy. Przedsiębiorcy powinni jednak pamiętać, że odsetki należą się im od fiskusa również wtedy, gdy nadpłata w VAT powstanie w wyniku dokonania przez nich korekty złożonej już wcześniej deklaracji podatkowej, a organ zwleka ze zwrotem wynikającej z tej korekty nadpłaty.

Odsetki od niezwróconej w terminie nadpłaty VAT

Jeden z przedsiębiorców wykazał w deklaracji VAT za 2007 r. nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym w kwocie ponad 60 tys. euro. Ale austriacki urząd skarbowy (Finanzamt) ustalił, że przedsiębiorcy należy się tylko ponad 14 tys. euro zwrotu. Wskutek wniesionego przez firmę zaskarżenia austriacki sąd w maju 2013 r. nakazał organowi wypłatę zwrotu VAT w pełnej żądanej przez przedsiębiorcę wysokości.

Tydzień później firma wystąpiła do urzędu skarbowego o zapłatę odsetek liczonych od dnia 1 stycznia 2012 r., czyli od momentu, w którym w prawie austriackim zaczął obowiązywać przepis stanowiący, że podatnikowi przysługuje prawo do odsetek od nadpłaconych podatków, jeśli następczo ustala się je (te podatki) wskutek zaskarżenia w niższej niż pierwotnie wysokości. Austriacki urząd skarbowy odmówił jednak wypłaty odsetek.

W innej sprawie niemiecka firma w latach 2003 i 2004 sprzedała na terenie Austrii maszyny i tam też dokonała opodatkowania VAT tej sprzedaży. W deklaracji za maj 2005 r. firma wykazała ponad 367 tys. euro nadpłaty VAT z uwagi na to, że za niektóre maszyny kontrahenci firmy nie uiścili zapłaty lub nie uiścili jej w pełnej wysokości. Stąd niemiecki przedsiębiorca dokonał korekty deklaracji VAT.

Austriacki Finanzamt przeprowadził trwającą dwa lata kontrolę, po zakończeniu której w marcu 2008 r. zwrócił przedsiębiorcy nadpłacony VAT, jednocześnie stwierdzając, że mimo to nie należy obniżać podstawy opodatkowania. W październiku 2013 r. przedsiębiorca wniósł o zapłatę odsetek od kwoty ponad 367 tys. euro za okres od lipca 2005 r. do maja 2013 r. Organ uznał jednak, że firmie przysługują odsetki jedynie za okres od 1 stycznia 2012 r. (wejście w życie nowych przepisów) do dnia 8 kwietnia 2013 r.

W maju 2017 r. austriacki sąd administracyjny częściowo uwzględnił wniesioną przez przedsiębiorcę skargę na takie rozstrzygnięcie organu, przyznając mu odsetki za zwłokę również za okres od 2 września 2005 r. do 9 marca 2008 r. Powyższy wyrok skargą rewizyjną zaskarżył Finanzamt.

Opinia TSUE potwierdzająca prawo do roszczeń odsetkowych unijnych przedsiębiorców

W świetle tych dwóch spraw Verwaltungsgerichtshof (austriacki trybunał administracyjny) skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE pytanie prejudycjalne, czy w takich sytuacjach, jak opisano wyżej, prawo unijne przyznaje podatnikowi roszczenie o zapłatę odsetek za zwłokę, tak aby mógł on dochodzić tego roszczenia przed organem podatkowym lub sądami administracyjnymi, mimo iż prawo krajowe nie przewiduje takiego uregulowania dotyczącego odsetek? A jeśli tak, to czy w sytuacji, gdy nadpłata w VAT powstała w wyniku następczego obniżenia należnego VAT (np. w wyniku korekty deklaracji), to dopuszczalne jest, aby odsetki naliczane były dopiero po upływie odpowiedniego terminu przysługującego organowi podatkowemu na przeprowadzenie kontroli zasadności roszczeń dochodzonych przez podatnika?

Odpowiedzi na to pytanie 21 stycznia 2021 r. udzieliła Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE Juliane Kokott, potwierdzając, że przedsiębiorcom należą się odsetki zarówno od niezwróconego im VAT w ustawowym terminie, jak i wówczas, gdy nadwyżka zapłaconego VAT powstała w wyniku skorygowania deklaracji przez samego podatnika, a organ po przyjęciu tej korekty nie dokonał zwrotu VAT w wymaganym terminie:

„Z prawa Unii – w tym przypadku art. 183 i art. 90 dyrektywy VAT w związku z zasadą neutralności – wynika, co następuje: co do zasady odsetki przysługują zarówno od nadwyżki podatku naliczonego w rozumieniu art. 183, jak i od zwrotu nadpłaty VAT wynikającej z korekty podstawy opodatkowania w rozumieniu art. 90 dyrektywy VAT, jeżeli zwrot nie następuje w odpowiednim terminie” (Sprawa C‑844/19 CS, Finanzamt Graz-Stadt z udziałem: Finanzamt Judenburg Liezen, technoRent International GmbH, ECLI:EU:C:2021:58).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wkład własny w 2021 roku. Sprawdzamy, ile trzeba przynieść do banku, by dostać kredyt

Niestety, nie ma dobrych wieści dla kredytobiorców, którzy liczyli na spadek cen mieszkań – i w związku z tym niższy, wymagany przez banki wkład własny kredytów hipotecznych. Ostatnie dane z rynku mieszkaniowego wskazują, że mimo trudnych czasów mieszkania nadal drożeją, a popyt po spadku w II kw. 2020 roku szybko się odbudował. To oznacza, że chcący kupić mieszkanie będą musieli głębiej sięgnąć do kieszeni.

Kryzysowy rok 2020 nie przyniósł spodziewanej, wyraźnej korekty na rynku

mieszkaniowym. Ceny mieszkań spadły co prawda w II kwartale, a więc wtedy, kiedy fizycznie zakup nieruchomości był po prostu bardzo utrudniony z powodu lockdownu. Warto tutaj zaznaczyć, że ceny owszem spadły, ale względem kwartału I ubiegłego roku, który był z kolei rekordowy jeśli chodzi o zwyżkę cenową. Wielu ekspertów spodziewało się, że mamy do czynienia ze szczytem wzrostów cen i nawet bez koronawirusa dalsze dynamiczne zwyżki byłyby niemożliwe.

Przyszedł marzec 2020 i wszystko się zmieniło, co rzeczywiście wyraźnie dotknęło mieszkaniówkę. W drugim kwartale minionego roku spadki sprzedaży mieszkań sięgały nawet 60 proc. Wtedy też mocniej spadły ceny. Stawki za nowe mieszkania w Warszawie spadły o 400 zł – z 9800 zł w I kw. 2020 do 9400 w II kw. (dane NBP), jednak już w III kw. ceny przekroczyły 10 tys. zł za 1 mkw. Sytuacja szybko jednak wróciła do normy. Już latem minionego roku rynek „odbił”.

– W III kwartale br. odnotowano powrót aktywności na rynku mieszkaniowym, po restrykcjach wynikających z pandemii COVID-19 obowiązujących od marca 2020 r. Liczba sprzedanych kontraktów na budowę mieszkań na największych rynkach pierwotnych była o połowę wyższa w porównaniu do historycznie niskiego poprzedniego kwartału. (…) Ceny transakcyjne na rynku pierwotnym wzrosły we wszystkich grupach miast, zwłaszcza w Warszawie wobec częstszej sprzedaży lepiej zlokalizowanych mieszkań. Na rynku wtórnym w największych miastach spadł nieco popyt na mieszkania na własność. W analizowanym okresie obserwowano stabilizację cen ofertowych w grupie 6 i 10 miast oraz ich nieznaczny wzrost w Warszawie.

Podobne informacje z rynku zawiera najnowszy raport PKO BP: Po schłodzeniu rynku mieszkaniowego w 2q20 (związanym z wiosennym lockdownem gospodarki), w 3q20 sprzedaż mieszkań na rynku deweloperskim odbiła k/k, wzrosła również k/k sprzedaż kredytów mieszkaniowych. Reakcja cenowa była różna zależnie od segmentu rynku i miasta. Na rynku pierwotnym w większości miast ceny mieszkań rosły k/k, jak i w porównaniu z 3q19; na rynku wtórnym w niektórych miastach wystąpiły niewielkie spadki k/k, w porównaniu z 3q19 wzrost cen spowolnił.

Jak więc widzimy, generalny obraz jest taki, że po pierwszym, „pandemiczym” szoku, mieszkaniówka odzyskała stabilizację, a ceny nadal rosną. Co ważne – rosną pomimo wyraźnego spadku popytu na wynajem mieszkań i rentowności takich inwestycji. Akurat rynek najmu mocniej odczuł pandemię, jednak mimo to nie przełożyło się to wyraźnie na sprzedaż mieszkań, co z kolei pokazuje, że to nie zakupy inwestycyjne z myślą o wynajmowaniu stanową najmocniejszą część popytu.

Płacz i płać

Kredytobiorcy mają umiarkowane powody do radości. Wyższe ceny, to wyższy wkład własny kredytów. Pocieszające może być natomiast to, że banki dość szybko zrezygnowały z restrykcji w tym zakresie – tzn. Przestały wymagać standardowego (bez dodatkowego ubezpieczenia) wkładu własnego na poziomie 30, a nawet 40 proc. Już od jesieni wkład wyjściowy wynosi 20 proc. wartości nieruchomości. Mniejszy wymaga wykupienia ubezpieczenia niskiego wkładu.

Co to konkretnie znaczy dla lokalnych rynków?

W Warszawie, wg NBP w III kw. 2020 średnia cena transakcyjna 1 mkw. nowego mieszkania wynosiła niecałe 10 200 zł. Zakładając, że ktoś chciałby kupić 50 mkw., musiałby się zadłużyć na kwotę 510 tysięcy złotych. 20 proc. wkład własny wyniósłby go 110 tysięcy zł. Jeszcze rok wcześniej średni koszt nowego mieszkania wynosił aż o 1000 zł mniej (9188 zł)! To oznacza, że to samo mieszkanie wtedy było o 50 tysięcy złotych tańsze, natomiast potrzebny wkład własny wyniósłby 91 880 zł, czyli był o 18 tysięcy złotych niższy.

W Krakowie w III kw. 2019 1 mkw. mieszkania kosztował średnio 7786 zł, 50 mkw. kosztowało 389300 zł, natomiast 20 procentowy wkład wynosił 77860 zł. Obecnie 1 mkw. mieszkania w Krakowie to wydatek 8838 zł, 50 mkw. – 441900 zł, a 20 proc. wkładu 88380 zł, a więc o ponad 10 tys. zł więcej.

W Gdańsku 50 mkw. mieszkania w 2019 roku kosztowało średnio 426 700 (1 mkw. – 8534 zł), rok później było to już 451.200. Aktualnie, by uzyskać kredyt bez dodatkowych kosztów, trzeba dysponować wkładem na poziomie 90240 zł.

We Wrocławiu mieszkania w ciągu roku podrożały średnio z 7661 zł/mkw. do 8109 zł. Dziś by myśleć o kredycie bez dodatkowych kosztów, potrzebny jest wkład własny na średnim poziomie 81 tysięcy złotych.

Ci, którzy nie dysponują gotówką na określonym poziomie, mogą zaciągnąć kredyt z niższym – 10 procentowym wkładem, ale finalnie będzie on droższy. Innym rozwiązaniem jest pożyczka na wkład własny, ze źródeł nie będących instytucjami finansowymi (inaczej obciąża to nasze finanse i zmniejsza zdolność kredytową), dostarczenie dodatkowych zabezpieczeń, bądź zaciągnięcie zobowiązanie wspólnie z innym kredytobiorcą – np. małżonkiem, rodzicem itp.

Autor: Marcin Moneta , ekspert portalu GetHome.pl