Technologia 5G – jakie korzyści przyniesie dla branży logistycznej?

5G wprowadzi prawdziwą rewolucję w komunikacji mobilnej i transmisji danych. Sieć piątej generacji umożliwi znaczny postęp technologiczny, na którym niewątpliwie skorzysta również branża logistyczna. Wspólnie z ekspertami GEFCO wskazujemy główne korzyści z wprowadzenia nowego standardu łączności bezprzewodowej – poprawę widoczności w łańcuchach dostaw, lepsze zarządzanie flotą i wsparcie przy podejmowaniu decyzji. 5G umożliwi również szybki rozwój Internetu Rzeczy.

Na czym polega przewaga technologii 5G?

Sieci 5G i urządzenia obsługujące 5G pozwolą uzyskać skokowy wzrost wydajności. Potencjał nowej technologii jest na tyle wysoki, aby zmienić sposób, w jaki projektujemy i korzystamy z usług informacyjnych. Jedną z najmocniejszych stron technologii 5G jest brak opóźnień w transmisji danych, czyli skrócenie do skrajnego minimum czasu jaki jest potrzebny na przesłanie żądania danych z urządzenia podłączonego do sieci, a następnie uzyskanie odpowiedzi w postaci danych.

Sieci 5G charakteryzują bardzo małe opóźnienia, co oznacza, że nowa technologia umożliwi komunikację między urządzeniami w czasie rzeczywistym. Sieci 5G są również w stanie obsłużyć jednocześnie większą liczbę urządzeń. Dla porównania, w sieci 4G może działać około 4000 urządzeń na kilometr kwadratowy, podczas gdy sieci 5G mogą obsługiwać do miliona urządzeń na tej samej powierzchni.

„5G otwiera przed nami nowe możliwości rozwoju Internetu Rzeczy (IoT), który w uproszczeniu jest systemem urządzeń elektronicznych, komunikujących się ze sobą i wymieniających dane. W przypadku branży logistycznej może przybrać on formę na przykład tysięcy czujników, działających w sieci 5G, umieszczonych w transportach i używanych do monitorowania w czasie rzeczywistym wielu zmiennych, od lokalizacji towaru przez jego temperaturę i wilgotność po kontrolę zapasów” – wyjaśnia Rafał WILK, Dyrektor IT, GEFCO Polska.

Konsekwencje z uruchomienia sieci 5G dla sektora logistycznego

Systemy danych i informacyjne są siłą napędową w łańcuchu dostaw, ponieważ umożliwiają dokładniejsze i szybsze podejmowanie decyzji, dzięki czemu rośnie wydajność pracy i zadowolenie klientów. Gdy łańcuchy dostaw są wyposażone w dużą liczbą urządzeń IoT, można na bieżąco śledzić to, co dzieje się w środowisku operacyjnym. W konsekwencji wiele łańcuchów dostaw stanie się bardziej responsywnych i elastycznych. Na przykład, urządzenia pracujące w sieciach 5G w magazynach i centrach dystrybucyjnych mogą samodzielnie powiadamiać o niskim poziomie zapasów. Sprzęt może również samodzielnie informować nas o problemach lub automatycznie planować prace serwisowe. Pozwoli to zaoszczędzić koszty, ale także czas, co przełoży się na wyższy poziom wydajności w branży logistycznej.

Urządzenia wyposażone w funkcję rzeczywistości rozszerzonej mogą wzbogacać lub uzupełniać informacje ponad to, co widzimy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której pracownik magazynu musi szybko zlokalizować towar wśród tysięcy podobnych produktów. Korzystając ze smartfona lub okularów do rzeczywistości rozszerzonej, poszukiwany przedmiot może poinformować o swoim położeniu, zmieniając kolor lub generując wirtualną animację. Sieci 5G będą w stanie przesłać duże ilości danych, niezbędnych do bezproblemowego renderowania takich obrazów w czasie rzeczywistym.

Główne korzyści jakie oferuje technologia 5G dla branży logistycznej:

  1. Lepsza widoczność przepływów. Widoczność w łańcuchu dostaw to znacznie więcej niż śledzenie przesyłek. Największą zaletą technologii 5G jest natychmiastowy i dokładny wgląd w operacje w łańcuchach dostaw – tj. widoczność zakupów, zapasów, zamówień, produkcji i wysyłek w całym środowisku operacyjnym, wspierana przez aktywne zarządzanie zdarzeniami w czasie rzeczywistym. Firmy logistyczne będą mogły monitorować i zarządzać przepływem procesów i usług, podejmując decyzje w czasie rzeczywistym, co będzie szczególnie pożądane w przypadku reagowania na zakłócenia w łańcuchu dostaw.
  1. Nowe możliwości w zarządzaniu flotami pojazdów. Każdy pojazd użytkowy jest wyposażony w czujniki, które monitorują jego pracę, pomagając zachować dostępność floty i unikać wystąpienia awarii. Ponieważ sieci 5G będą działać również poza obszarami miejskimi, floty pojazdów użytkowych staną się częścią stale dostępnej sieci transportowej. Systemy zarządzania transportem (TMS) umożliwią kontrolę wykorzystania pojazdów w czasie rzeczywistym z korzyścią dla całego łańcucha dostaw.
  1. Wsparcie decyzji predykcyjnych. Przy podejmowaniu decyzji zawsze warto posiadać jak najwięcej informacji, aby mieć pewność dokonania najlepszego wyboru. Ze względu na prawdopodobny wzrost ilości danych generowanych przez czujniki i urządzenia IoT w sieciach 5G, systemy wspomagania decyzji powinny pracować z jeszcze większą precyzją.

„Tylko komunikacja w czasie rzeczywistym, jaką oferuje technologia 5G, pozwoli w pełni wykorzystać potencjał Internetu Rzeczy w branży logistycznej. Ilość generowanych danych znacznie się zwiększy, co spowoduje, że zarządzanie łańcuchem dostaw będzie jeszcze bardziej płynne, szybsze i efektywne kosztowo. Równocześnie wzrośnie znaczenie bezpieczeństwa danych, ponieważ wraz z popularyzacją internetu rzeczy coraz więcej decyzji będzie podejmowanych w oparciu o informacje pozyskiwane z sieci” – podsumowuje specjalista GEFCO, globalnego eksperta w zakresie multimodalnych łańcuchów dostaw.

Pożyczka pozabankowa a kwestie bezpieczeństwa

Pożyczanie pieniędzy przez Internet staje się coraz popularniejsze. Za skorzystaniem z pożyczek pozabankowych przemawiają proste i przystępne procedury, szybki proces rozpatrywania wniosku oraz niemal natychmiastowy dostęp do pieniędzy, które mogą zostać wydane na dowolny cel. Pożyczka pozabankowa, czyli popularna chwilówka, posiada liczne zalety, jednak nie każda oferta dostępna w Internecie będzie warta naszej uwagi. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, aby wybrać korzystną, a przede wszystkim bezpieczną szybką pożyczkę?

Czym pożyczka pozabankowa różni się od kredytu bankowego?

Pożyczka pozabankowa, jak sama jej nazwa wskazuje, jest udzielana przez firmy spoza sektora bankowego. Jako że nie obowiązują ich przepisy prawa bankowego, tego typu podmioty mogą oferować korzystniejsze i szybsze procedury przyznawania pieniędzy obarczone w dodatku zredukowanymi do niezbędnego minimum formalnościami. Do otrzymania chwilówki potrzebny jest jedynie dowód osobisty, wypełniony online wniosek oraz posiadanie konta bankowego na własne nazwisko. Do wniosku nie musimy dołączać dokumentów potwierdzających wysokość dochodu, stabilność zatrudnienia ani wskazywać osób, które wystąpią w roli poręczycieli.

Możliwość ubiegania się o pożyczkę bez wychodzenia z domu, siedząc wygodnie przez komputerem lub ze smartfonem w dłoni sprawia, że cały proces jest łatwy, szybki i przyjemny. Co więcej, pożyczka pozabankowa jest udzielana 24h, 7 dni w tygodniu, w tym także w weekendy, święta oraz dni wolne od pracy. Pozwala to na uzyskanie wsparcia finansowego w każdej sytuacji, co zyska uznanie osób ceniących sobie elastyczność oraz pragnących mieć dostęp do dodatkowych pieniędzy w dowolnej chwili. Pieniądze wpływają na konto w przeciągu kilkunastu minut i od razu mogą zostać spożytkowane na dowolny cel, wedle preferencji klienta.Pożyczka pozabankowa a kwestie bezpieczeństwa

Jak bezpiecznie pożyczać pieniądze przez Internet?

Ogromna popularność szybkich pożyczek gotówkowych sprawiła, że na polskim rynku działa obecnie wiele firm oferujących chwilówki. Kluczem do bezpiecznego korzystania z ich oferty jest dokładne sprawdzenie kilku kwestii, zanim zdecydujemy się na wypełnienie i przesłanie wniosku o pożyczkę. Po pierwsze, należy zweryfikować, czy wybrana firma pożyczkowa jest legalnie działającym w naszym kraju podmiotem oraz sprawdzić, czy nie znajduje się na tzw. czarnej liście Komisji Nadzoru Finansowego lub Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jeśli firma wydaje się w porządku, należy dokładnie zapoznać się z zasadami udzielania pożyczek. Wszystkie najważniejsze informacje oraz koszty powinny być dostępne na stronie www firmy oraz być jasno i zrozumiale wyjaśnione. Jeśli dana oferta budzi wątpliwości, warto poszukać innej. Istotną kwestią są rzeczywiste koszty pożyczki pozabankowej – powinniśmy móc je sprawdzić za pomocą specjalnego symulatora dostępnego na stronie firmy, który pokaże kwotę do spłaty oraz termin jej uiszczenia. Najlepszym rozwiązaniem jest wybór firmy, w której pierwsza pożyczka pozabankowa zostanie udzielona za darmo, a na kolejne, już jako stali klienci, uzyskamy atrakcyjne zniżki i rabaty.

Ustawa wolnościowa może zwiększyć ilość szkodliwych treści w sieci. Przed usuwaniem wpisów administratorów odstraszy groźba 50 mln zł kary

Ustawa wolnościowa została 22 stycznia przesłana do KPRM i czeka na wpis do wykazu prac Rady Ministrów. Nowy akt prawny ma chronić prawo do wolności słowa w sieci, nad czym czuwać będzie pięcioosobowa Rada Wolności Słowa. Będzie ona rozstrzygać kwestię zasadności usunięcia przez administratorów danego wpisu czy zablokowania konta użytkownika. W razie niekorzystnych rozstrzygnięć serwis społecznościowy musi liczyć się z karą do nawet 50 mln zł. Adwokat Xawery Konarski ocenia jednak, że ustawa może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego i nie przysłuży się ani mediom internetowym, ani samym internautom.

Wstępne założenia tzw. ustawy wolnościowej zostały przedstawione przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę 15 stycznia br., krótko po tym, jak Twitter, a później także Facebook, Instagram i Snapchat zdecydowały o bezterminowym zablokowaniu kont byłego już prezydenta USA Donalda Trumpa, oskarżanego o podżeganie w mediach społecznościowych do styczniowego ataku na Kapitol.

 Wszyscy zaczęli się wtedy zastanawiać, czy prawidłowe jest rozwiązanie, w którym prywatne firmy mogą dość swobodnie blokować rozpowszechnianie różnego rodzaju wypowiedzi w internecie. To jest coś, nad czym zastanawiamy się w Polsce, nad czym zastanawiają się w Unii Europejskiej, ale i w Stanach Zjednoczonych. Nasze Ministerstwo Sprawiedliwości chciało zagwarantować użytkownikom wolność wypowiedzi w internecie i postanowiło to zrobić w formie odrębnej ustawy, powszechnie nazywanej ustawą wolnościową – mówi agencji Newseria Biznes Xawery Konarski, partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

W założeniu resortu sprawiedliwości ustawa wolnościowa ma przede wszystkim chronić konstytucyjne prawo do wolności słowa w internecie. W tej chwili serwisy społecznościowe – w przypadku uznania pewnych treści za bezprawne i naruszających czyjeś dobra osobiste – mogą zadecydować o usunięciu takiego wpisu albo zablokowaniu konta użytkownika, który to opublikował. Od takiej decyzji de facto nie ma realnej szybkiej możliwości odwołania. Według Ministerstwa Sprawiedliwości łamie to wolność wypowiedzi i pozwala na cenzurę w internecie, gdzie obecnie toczy się najwięcej politycznych dyskusji i sporów światopoglądowych.

Dlatego w projekcie ustawy zaproponowano powołanie pięcioosobowej Rady Wolności Słowa, która ma stać na straży wolności wyrażania poglądów w serwisach społecznościowych. W jej skład będą wchodzić eksperci z dziedziny prawa i nowych mediów, wybierani przez Sejm na sześcioletnią kadencję (większością kwalifikowaną 3/5 głosów, co ma zagwarantować ponadpartyjny skład rady).

– Zgodnie z założeniami projektu w Polsce ma zostać powołany regulator internetu, którego dotąd nie mieliśmy. Rada ma być powoływana i wybierana przez parlament. Moim zdaniem to rozwiązanie niedobre, które spowodowałoby upolitycznienie polskiego internetu. Po drugie, ponad 20 lat zajmuję się prawem internetu, uczestnicząc w wielu przedsięwzięciach legislacyjnych i regulacyjnych, i nie przypominam sobie debaty dotyczącej tego, w jakim kształcie, z jakimi kompetencjami i czy w ogóle takiego regulatora powinniśmy powoływać. Wydaje się, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest właściwym podmiotem do decydowania o tym. Tymczasem ten projekt tylnymi schodami wprowadza regulatora polskiego internetu, bez jakiejkolwiek debaty publicznej w tym zakresie – mówi Xawery Konarski.

Jeżeli administrator serwisu internetowego zablokuje konto albo usunie wpis, którego treść nie narusza polskiego prawa, wtedy użytkownik będzie mógł złożyć skargę do serwisu, który powinien ją rozpatrzyć w ciągu 48 godzin. Jeśli nie przywróci wpisu albo utrzyma blokadę konta, użytkownikowi będzie przysługiwać odwołanie do Rady Wolności Słowa, która rozpatrzy je w ciągu siedmiu dni.

Jeżeli rada uzna skargę za zasadną, może nakazać niezwłoczne przywrócenie zablokowanej treści lub konta (jej decyzję będzie można jeszcze zaskarżyć w sądzie). Za niezastosowanie się do rozstrzygnięć serwisowi społecznościowemu będzie grozić kara administracyjna w wysokości od 50 tys. zł do nawet 50 mln zł.

Adwokat ocenia, że tak wysoka kara finansowa może spowodować, że administratorzy serwisów społecznościowych nie będą usuwać treści, nawet tych ewidentnie szkodliwych, bojąc się wchodzić w spory dotyczące tego, czy dana treść jest bezprawna.

– To też niedobrze, bo o ile wolność wypowiedzi jest ogromną wartością, o tyle źle jest, jeżeli w internecie znajdują się wypowiedzi szkodliwe i potencjalnie bezprawne. Przykładem są chociażby fake newsy polityczne czy mowa nienawiści. Nie w każdym przypadku takie wpisy są łatwe do ocenienia jako bezprawne. Natomiast wielokrotnie są one bardzo szkodliwe. Trudno byłoby podejmować swobodne decyzje dotyczące takich treści, mając z tyłu głowy myśl o tej 50-milionowej karze. Tak więc spodziewam się, że gdyby ta ustawa weszła w życie, w polskim internecie mielibyśmy znacznie więcej szkodliwych treści, co na pewno nie było założeniem projektodawców – ocenia partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Jego zdaniem ustawa wolnościowa będzie miała wręcz istotny wpływ na funkcjonowanie mediów internetowych w Polsce. Jak podkreśla, nie jest to rozwiązanie konieczne legislacyjnie, bo kwestie swobody wypowiedzi wkrótce ureguluje prawo europejskie. W grudniu ub.r., po pięciu latach prac UE zaprezentowała bowiem projekt Digital Services Act, czyli kodeks europejskiego internetu, który rangą i znaczeniem można porównać do RODO.

– W tym kodeksie są zawarte bliźniacze do ustawy wolnościowej próby zabezpieczenia swobody wypowiedzi w internecie. Przykładowo nie będzie można zablokować konta użytkownika bez powiadomienia go o tej decyzji wraz z uzasadnieniem i daniem mu szansy na zakwestionowanie jej w ramach różnych procedur online – wyjaśnia Xawery Konarski. – To oznacza, że projekt ustawy wolnościowej dubluje coś, co i tak będzie w Polsce prawem. Digital Services Act jest rozporządzeniem UE, które po uchwaleniu będzie stosowane bezpośrednio również w naszym kraju. Dlatego – przy całym poparciu dla idei, która przyświeca temu projektowi – kontynuowanie prac nad ustawą wolnościową uważam za bezprzedmiotowe. 

22 stycznia br. projekt ustawy został ogłoszony do KPRM z wnioskiem o wpis do wykazu prac legislacyjnych. Wniosek wciąż czeka na realizację, po której będą możliwe dalsze konsultacje, a następnie – przyjęcie projektu przez rząd.

Ruszają pierwsze inwestycje magazynowe w parku logistyczno-przemysłowym przy planowanym Centralnym Porcie Komunikacyjnym

90 proc. deweloperów magazynowych ocenia perspektywy na ten rok jako pozytywne lub zdecydowanie pozytywne – wynika z badania Cushman & Wakefield. Wielu z nich – choć z niepokojem śledzi wpływ pandemii na gospodarkę – planuje nowe inwestycje, które napędza przede wszystkim zwiększony popyt ze strony e-commerce. Takie jest też przeznaczenie magazynów budowanych na terenie nowego parku przemysłowo-logistycznego oddalonego o 10 km od przyszłego Centralnego Portu Komunikacyjnego. Przy węźle komunikacyjnym w Wiskitkach operator logistyczny FM Logistic stawia platformę magazynową o docelowej powierzchni przekraczającej 100 tys. mkw. 

Jak pokazuje styczniowa analiza firmy doradczej Cushman & Wakefield, większość działających w Polsce deweloperów magazynowych dobrze ocenia ubiegły rok pod względem popytu i podaży. Zdaniem 33 proc. najemcy magazynowi byli równie aktywni jak w ciągu dwóch ostatnich, rekordowych lat. W ocenie 45 proc. potrzeby najemców nawet wzrosły. Zgodnie z wcześniejszymi prognozami największą aktywność na rynku magazynowym wykazali najemcy związani ze sprzedażą internetową.

W tym samym badaniu ponad 90 proc. deweloperów magazynowych uważa, że sytuacja rynkowa w tym roku będzie pozytywna lub zdecydowanie pozytywna. Zdaniem 88 proc. wzrost popytu na magazyny generowany przez sprzedaż internetową będzie jednym z dominujących trendów, m.in. dlatego deweloperzy nie przewidują spowolnienia i planują nowe inwestycje. W tym gronie jest również FM Logistic, którego obroty przekraczają miliard euro rocznie. Operator logistyczny stawia właśnie pierwszą inwestycję na terenie planowanego parku przemysłowo-logistycznego, który będzie w przyszłości sąsiadować z Centralnym Portem Komunikacyjnym.

– Od planowanego CPK dzieli nas zaledwie 10 km. Z tego względu miasto Wiskitki zaplanowało na tym obszarze utworzenie parku przemysłowo-logistycznego. Nasza platforma jest pierwszą inwestycją realizowaną na tym terenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Jóźwik, regional director FM Logistic Central Europe.

Lokalizacja między Warszawą a Łodzią ma być jednym z głównych atutów nowej inwestycji – magazyny budowane są przy samym węźle komunikacyjnym Wiskitki łączącym autostradę A2 z drogą krajową 50, która w perspektywie zostanie jeszcze rozbudowana o kolejną nitkę, pełniącą dziś rolę dużej obwodnicy Warszawy.

Firma tym samym chce wzmacniać swoją obecność w centralnej Polsce, a bliskość aglomeracji warszawskiej i położenie przy ważnym węźle komunikacyjnym umożliwi realizację jej strategii dla logistyki miejskiej, którą od kilku lat rozwija w ramach projektu CityLogin. Zakłada on zastąpienie obecnie używanych pojazdów samochodami napędzanymi alternatywnymi źródłami energii. Pierwsza duża realizacja w tym zakresie zaplanowana jest już na ten rok.

Nowa platforma logistyczna w Wiskitkach będzie mieć całkowitą powierzchnię przekraczającą 100 tys. mkw. W pierwszym etapie, który ma być oddany do użytku na początku 2022 roku, powstaną trzy hale magazynowe, które pomieszczą prawie 30 tys. miejsc paletowych oraz powierzchnię biurową (1,5 tys. mkw.) z salami konferencyjnymi. Operator logistyczny szacuje, że już w przyszłym roku zatrudnienie znajdzie tu ok. 100 osób.

– Inwestowanie we własne magazyny to istotna część modelu biznesowego naszej grupy, która daje nam realną przewagę konkurencyjną. Wynika ona z pełnej kontroli nad całym obiektem, którą doceniają zwłaszcza klienci o rosnących i zmiennych potrzebach biznesowych – wskazuje Daniel Franke, managing director FM Logistic Central Europe– Dodatkowo długoterminowa i dedykowana forma inwestycji umożliwia nam razem z klientami zupełnie inne spojrzenie dotyczące wysokonakładowych inwestycji związanych z automatyzacją, a także zrównoważonym rozwojem.

Magazyn w Wiskitkach będzie dostosowany do obsługi wszystkich kanałów sprzedaży, zgodnie ze strategią omnichannel. Ponadto jedna z hal będzie też przystosowana do składowania towarów w temperaturze kontrolowanej.

– Dziś nie wystarczy już zwykła usługa magazynowania. Firmy oczekują od operatorów logistycznych dodatkowych kompetencji – mówi Mariusz Jóźwik. – Dlatego w Wiskitkach chcemy być gotowi na najbardziej wymagające wyzwania naszych klientów. Proponujemy tu kompleksowy zakres usług logistycznych, w tym magazynowanie, dystrybucję, co-packing, co-manufacturing, a także tak bardzo w ostatnim czasie zyskującą na popularności obsługę kanału e-commerce. W naszej ocenie żaden inny operator do tej pory nie zapewnił tak kompleksowej oferty we własnym obiekcie, pod jednym dachem.

Cushman & Wakefield prognozuje, że bieżący rok na rynku magazynów przyniesie dalszy rozwój rozwiązań proekologicznych. Ten trend był zauważalny już w ubiegłym, ale w kolejnym mogą się pojawić nowe, ciekawe rozwiązania w tym zakresie. Wpisuje się w niego również nowa inwestycja FM Logistic.

– Zastosowane w niej zostaną innowacyjne rozwiązania wykorzystujące dobre praktyki oszczędzania wody pitnej i osiągania efektywności energetycznej obiektu. Zadbano też o zielone otoczenie inwestycji oraz infrastrukturę pozwalającą pracownikom na m.in. dojazd współdzielonymi środkami transportu bądź pojazdami elektrycznymi, które będą mogli naładować na parkingu. Wysoka dbałość o surowce budowlane oraz dobre praktyki wynikające z certyfikacji LEED zapewniają maksymalne obniżenie wpływu procesu budowlanego na środowisko naturalne – precyzuje regional director FM Logistic Central Europe.

Liczba chętnych na kredyty mieszkaniowe powróciła do poziomów sprzed pandemii. Polacy wnioskują o wyższe kwoty

Banki notują coraz wyższe zainteresowanie kredytami hipotecznymi. O odbudowie popytu informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe, który w styczniu wyniósł 18,1 proc. Z informacji BIK wynika także, że w porównaniu do stycznia ub.r. wzrosła zarówno liczba chętnych na kredyt, jak i średnie kwoty, o jakie wnioskują Polacy. – Prognozy na ten rok zależą między innymi od polityki kredytowej banków, ale spodziewamy się wzrostów – mówi Waldemar Rogowski, profesor SGH, główny analityk Biura Informacji Kredytowej. BIK prognozuje wartość akcji kredytowej na poziomie 72 mld zł, czyli o 14 proc. wyższą niż w 2020 roku.

Pierwszy w tym roku dodatni odczyt BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe oznacza, że w styczniu 2021 roku w przeliczeniu na dni robocze banki i SKOK-i przesłały do Biura Informacji Kredytowej zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 18,1 proc. w porównaniu ze styczniem ub.r. Wartość tego indeksu w porównaniu do odczytu z grudnia 2020 roku wzrosła o 11,7 pkt proc. – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Waldemar Rogowski.

Ujemne odczyty BIK Indeks notował w okresie od marca do sierpnia 2020 roku. Od września tendencja się odwróciła, nie licząc przerwy w listopadzie, kiedy ponownie wskaźnik spadł. Ostatnie dane wskazują na to, że popyt na kredyty – w ujęciu liczby wnioskujących – praktycznie odbudował się do poziomu sprzed pandemii.

W styczniu do banków i SKOK-ów wnioskowało 37 460 potencjalnych kredytobiorców. To o 0,3 proc. więcej niż przed rokiem, i to pomimo mniejszej liczby dni roboczych, oraz o 11,5 proc. więcej niż w grudniu ub.r. W stosunku do kwietnia 2020 roku, kiedy dołek był największy, liczba wnioskujących wzrosła o ponad jedną trzecią. Styczniowy wzrost zainteresowania kredytobiorców będzie widoczny w sprzedaży kredytów za jeden–dwa miesiące, bo tyle trwa procesowanie wniosków w bankach.

Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w styczniu br. wyniosła 306,46 tys. zł i była o 6,6 proc. wyższa niż w styczniu 2020 roku – mówi główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Jak podkreśla, odzwierciedla to obecną sytuację na rynku mieszkaniowym – wzrost średniej ceny powierzchni użytkowo-mieszkalnej oraz zakupy coraz większych nieruchomości.

– Trzeba również pamiętać, że banki poluzowały wymagania odnośnie do wkładu własnego przy kredycie mieszkaniowym, co bezpośrednio przekłada się na poziom akceptowania wyższej wartości wskaźnika LtV – mówi dr hab. Waldemar Rogowski. – Pozytywny wpływ będzie miał również wzrost liczby osób zaszczepionych.

Pierwsze miesiące pandemii przyniosły znaczące zaostrzenie warunków przyznawania kredytów mieszkaniowych, ale w drugim półroczu banki zaczęły je łagodzić. To spowodowało, że w całym roku liczba wniosków kredytowych była tylko minimalnie niższa niż w 2019 roku (o 0,6 proc.). Ten segment produktów – na tle całego rynku – poradził sobie z kryzysem wyjątkowo dobrze.

Prognozy BIK zakładają, że akcja kredytowa w segmencie mieszkaniowym w tym roku wyniesie 72 mld zł i będzie o 14 proc. wyższa niż w całym 2020 roku. Wysokiemu popytowi na kredyty będą sprzyjać wciąż niskie stopy procentowe oraz względnie dobra sytuacja na rynku pracy.

Zmiany w uldze abolicyjnej wprowadzają limit odliczenia do 1360 zł. Część osób pracujących za granicą zapłaci w efekcie podwójny podatek

Od stycznia 2021 roku osoby, które rozliczają dochody z zagranicy zgodnie z metodą proporcjonalnego odliczenia, skorzystają z ulgi podatkowej tylko do kwoty 1360 zł. Ministerstwo Finansów tłumaczy, że ma to zapobiec nieprawidłowościom i unikaniu opodatkowania. – Wydaje się jednak, że zmiany te służą jedynie zwiększeniu przychodów z tytułu podatków do budżetu państwa – ocenia Agnieszka Telakowska-Harasiewicz z SSW Pragmatic Solutions. Nowe zasady dotkną ponad 26 tys. osób.

– Sam mechanizm działania ulgi abolicyjnej nie został bardzo zmieniony, wprowadzono natomiast limit odliczenia do kwoty 1360 zł. Ulga abolicyjna została wprowadzona, aby wyrównać opodatkowanie między dwiema metodami unikania opodatkowania, czyli metodą proporcjonalnego odliczania oraz metody wyłączenia z progresją. Dotyczy zatem polskich podatników, którzy uzyskują dochody za granicą, w stosunku do których umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania przewiduje metodę proporcjonalnego odliczenia – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Telakowska-Harasiewicz, doradca podatkowy SSW Pragmatic Solutions.

Z ulgi abolicyjnej korzystają podatnicy, którzy osiągają za granicą dochody z tytułu umowy o pracę, z działalności wykonywanej osobiście, np. z zasiadania w radach nadzorczych spółek, w radach dyrektorów, zarządach, a także osoby uzyskujące dochody na podstawie kontraktów menedżerskich czy z tytułu działalności gospodarczej. Przysługuje ona podatnikom pracującym w krajach, z którymi Polska umówiła się na metodę proporcjonalnego odliczenia. To m.in. Australia, Holandia, Irlandia, Norwegia, USA czy Wielka Brytania.

– Od 2021 roku taka metoda jest również przewidziana w umowach z Danią i Portugalią, a to za sprawą zmian na podstawie konwencji MLI – wskazuje doradca podatkowy. – Ulga abolicyjna nie będzie miała zastosowania do dochodów uzyskiwanych na terytorium np. Francji czy Niemiec, albowiem umowy zawarte pomiędzy Polską a tymi krajami przewidują metodę wyłączenia z progresją.

Co do zasady w przypadku metody proporcjonalnego odliczenia zagraniczny dochód jest opodatkowany w naszym kraju, ale podatku nie trzeba płacić w tej części, w jakiej został uregulowany za granicą. Ulga abolicyjna pozwalała uniknąć tej zapłaty. W efekcie osoba, która musi stosować metodę proporcjonalnego odliczenia, rozlicza się tak jak ten, komu wolno stosować wyłączenie z progresją.

– Ulga abolicyjna w dotychczasowym brzmieniu pozwalała na zredukowanie podatku od dochodów uzyskanych za granicą praktycznie do zera. Innymi słowy, jeżeli polski podatnik uzyskiwał dochody np. z umowy o pracę za granicą, to rozliczając się w Polsce przy wykorzystaniu ulgi abolicyjnej, nie musiał już dopłacić podatku – tłumaczy Agnieszka Telakowska-Harasiewicz.

Zmiana wprowadza od przyszłego roku maksymalne odliczenie w ramach ulgi abolicyjnej do poziomu 1360 zł. To oznacza, że będzie można skorzystać z ulgi w przypadku zagranicznego dochodu nieprzekraczającego kwoty 8 tys. zł. Od nadwyżki trzeba będzie dopłacić w Polsce różnicę między podatkiem płaconym w kraju wykonania pracy a tym naliczonym przez polskiego fiskusa.

W uzasadnieniu projektu ustawy Ministerstwo Finansów podaje, że zmiana ma ograniczyć nieprawidłowości i unikanie opodatkowania dochodów. Twierdzi też, że likwidacja ulgi abolicyjnej dotknie relatywnie niewielką liczbę osób. W 2018 roku z ulgi abolicyjnej skorzystało 67 tys. osób, z tej grupy 26 tys. osób będzie miało podatek wykraczający poza limit. Ponad 60 proc. podatników będzie mogło skorzystać z ulgi tak jak dotychczas.

– Wydaje się, że wbrew temu, co twierdzi Ministerstwo Finansów, zmiany do ulgi abolicyjnej służą jedynie zwiększeniu przychodów z tytułu podatków do budżetu państwa – zauważa doradca podatkowy z SSW Pragmatic Solutions. – Wprowadzenie limitu odliczenia spowoduje, że w wielu przypadkach polscy podatnicy uzyskujący dochody za granicą będą musieli dopłacić podatek.

Poseł Stanisław Tyszka w interpelacji poselskiej wylicza, że np. nauczycielka pracująca w Londynie, osiągająca przychód 30 tys. funtów rocznie brutto, będzie płaciła oprócz 3,5 tys. funtów podatku brytyjskiego i 2,5 tys. funtów na składki społeczne ponad 2,1 tys. funtów podatku do polskiego fiskusa. Zdaniem ekspertów ograniczenie ulgi abolicyjnej może też naruszać równość podatkową. Osoby pracujące np. w Niemczech, Francji czy Hiszpanii nie będą musiały ponosić dodatkowych obciążeń podatkowych, bo stosują metodę wyłączenia z progresją.

Nowe przepisy zaczną mieć zastosowanie w przypadku rozliczania dochodów za 2021 rok, czyli w deklaracjach składanych w 2022 roku.

Narzędzie polskiej firmy pozwala naprawić błędy w oprogramowaniu w kilka minut. Wkrótce sztuczna inteligencja zacznie poprawiać programistów

W typowym oprogramowaniu występuje średnio 25 błędów na 1000 linii kodu – podaje National Institute of Standards and Technology. Niewykryty błąd oprogramowania może spowodować krytyczne przerwy w działaniu systemu, a naprawianie usterek zajmuje programistom nawet 60 proc. czasu. Polski start-up znalazł rozwiązanie problemu – RevDeBug umożliwia programistom łatwą identyfikację i naprawę błędów w oprogramowaniu. Rejestruje wykonywany kod i pozwala odtworzyć w ciągu kilku minut zdarzenia, które doprowadziły do wystąpienia błędu.

– RevDeBug to narzędzie, które usprawnia proces naprawy błędów w oprogramowaniu. Usuwamy przyczyny frustracji związane z tym procesem, dzięki cztemu pozwalamy zespołom odpowiedzialnym za rozwój oprogramowania na skupienie się na tworzeniu i rozwijaniu nowego. Przetwarzamy więcej danych, korzystamy z nowych technologii, przyczyny i symptomy związane z błędami nie są cały czas w tym samym miejscu. To powoduje, że osoby odpowiedzialne za naprawę oprogramowania muszą szukać, co jest prawdziwą przyczyną – mówi agencji Newseria Innowacje Piotr Biegun, członek zarządu w RevDeBug.

Według National Institute of Standards and Technology w typowym oprogramowaniu występuje średnio 25 błędów na 1000 linii kodu. Oznacza to ogromną liczbę luk w zabezpieczeniach, a większość z nich jest wynikiem prostych błędów w kodowaniu. Niewykryty błąd może spowodować krytyczne przerwy w działaniu systemu. Błędna konfiguracja platform chmurowych doprowadziła np. do naruszenia bezpieczeństwa danych w instytucji finansowej Capital One w 2019 roku, w wyniku którego ucierpiało ok. 106 mln osób.

– Wykrywanie błędów jest problematyczne. Weźmy np. zwykłą stronę internetową, z której korzysta przeciętny Polak – z jego perspektywy coś nie działa, jest to frustrujące. Natomiast z perspektywy działu IT przyczyny, dlaczego to nie działa, są pochowane w różnych miejscach. Zaczęliśmy korzystać z bardziej skomplikowanych systemów, rozwiązań chmurowych, nowych technologii, które powodują, że błędy, przyczyny i symptomy tych błędów są w różnych miejscach. Jesteśmy w stanie szybciej tworzyć oprogramowanie i je skalować, natomiast znajdowanie i naprawianie błędów stało się trudniejsze – wskazuje Piotr Biegun.

Polski start-up opracował system, który wykrywa i naprawia różnego rodzaju nieprawidłowości w systemach i aplikacjach. Narzędzie rejestruje wykonywany kod, w ten sposób umożliwiając odtworzenie zdarzenia, które doprowadziło do wystąpienia błędu. Dzięki temu nie trzeba zgadywać przyczyn awarii, a sam proces naprawy skraca się czasem z miesięcy do kilku minut.

– Wykorzystujemy do tego naszą opatentowaną technologię pozwalającą nagrać film z wykonania kodu, który doprowadził do danej awarii. Dzięki temu programista patrząc na ten kod, nie musi poszukiwać przyczyny tych błędów i potem odtwarzać sytuacji, które nie wiadomo, dlaczego się wydarzyły – wskazuje ekspert.

Opracowane przez Polaków narzędzie bazuje na sztucznej inteligencji. Dostarcza gotowe rozwiązania programistom i informatykom.

– RevDeBug pozwala stwierdzić, dlaczego dana rzecz się wydarzyła, czyli nie trzeba pytać sztucznej inteligencji, dlaczego zadziałała w ten sposób. Z drugiej strony pracujemy nad tym, żeby z wykorzystaniem nie tylko sztucznej inteligencji, ale również metod statystycznych i matematycznych dostarczać programistom informacje, które ułatwiają i skracają proces związany z analizowaniem, naprawianiem błędów, żeby dostawali od nas gotowe wiadomości i sugestie, które elementy wymagają poprawy – mówi Piotr Biegun.

Raport Consortium for Information & Software Quality (CISQ) „The Cost of Poor Software Quality in the US” szacuje, że koszty związane z oprogramowaniem słabej jakości sięgają 2,08 tryliona dol. i nie obejmuje to nawet „długu technicznego”, czyli nagromadzonych luk w oprogramowaniu w aplikacjach, sieciach i systemach, które nigdy nie zostały naprawione. Raport CISQ szacuje to zadłużenie na kolejne 1,3 tryliona dol. Zdecydowana większość (75 proc.) to awaria oprogramowania spowodowana brakiem łatania znanych luk w zabezpieczeniach, problemy ze starszym sprzętem i nieudane projekty rozwojowe.

Błędy związane z oprogramowaniem hamują działalność firm, często mogą powodować wielomilionowe straty związane z przestojem. Dzięki rozwiązaniu polskiej firmy takie sytuacje praktycznie nie mają miejsca, dlatego z systemu korzystają m.in. sektor finansowy, e-commerce czy e-usługi.

– To, nad czym pracujemy przyszłościowo, to proces „self-healing”, czyli będziemy w stanie dostarczać programistom nie tylko przyczyny, ale od razu kod, który dane problemy rozwiązuje w sposób automatyczny – zapowiada członek zarządu w RevDeBug. – Skupiamy się na tym, żeby nasze narzędzie było dostępne nie tylko dla dużych korporacji, z którymi obecnie pracujemy, ale również było dostosowane do pracy mniejszych zespołów. Dzięki temu, że będziemy dystrybuować je za pomocą chmur publicznych, takich jak Microsoft Azure, każdy będzie mógł skorzystać z naszego rozwiązania w prosty sposób i rozliczyć się w takim modelu, który jest dla niego wygodny, tzn. w zależności od tego, jakiej wielkości przetwarza dane i jakiej wielkości ma biznes.

Polka opracowała mobilną aplikację dla chorych na hashimoto. Może pomóc setkom tysięcy osób w Polsce

Hashiona to aplikacja mobilna skierowana do osób zmagających się z chorobą Hashimoto i niedoczynnością tarczycy. Ma na celu ułatwienie życia chorym i zarządzanie chorobą, a także udzielenie pomocy w wejściu w tzw. remisję. – Pacjent ma do wyboru kilka funkcjonalności w aplikacji, m.in. jest w stanie sam śledzić swoje objawy oraz szukać tzw. wyzwalaczy, czyli czynników, które powodują dany objaw, np. alergie pokarmowe – tłumaczy Ewa Galant, autorka aplikacji i założycielka firmy Hashiona.

Przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) problemy z tarczycą uznawane są już za chorobę cywilizacyjną, na którą cierpi według różnych szacunków endokrynologów nawet 4,5 procent populacji. Z kolei według danych GUS z 2018 roku w Polsce aż milion osób chorowało z powodu tarczycy. Eksperci szacują, że nawet 800 tys. przypadków to efekt choroby Hashimoto. To schorzenie autoimmunologiczne wynikające z wady układu odpornościowego. Organizm sam atakuje białka tarczycowe, powodując degradację tarczycy i zaburzenia w produkcji hormonów. Choć jest to choroba nieuleczalna, można z nią żyć, a przy wykorzystywaniu dodatkowej wiedzy i zmianie stylu życia całkiem sprawnie radzić sobie z jej objawami. Dzięki opracowanej przez Polkę aplikacji Hashiona będzie to o wiele łatwiejsze, a pacjenci otrzymają dodatkowe wsparcie.

– Pacjent ma do wyboru kilka funkcjonalności w aplikacji, m.in. jest w stanie samodzielnie śledzić swoje objawy choroby i szukać tzw. wyzwalaczy, czyli czynników, które powodują dany objaw choroby. Mogą to być np. alergie pokarmowe, ale nie tylko. Dodatkowo pracujemy właśnie nad funkcjonalnością specjalnego programu, który będzie trwał 24 tygodnie i będzie przeprowadzał użytkowników przez wszystkie etapy wejścia w remisję choroby przez zmianę nawyków żywieniowych i zmianę stylu życia. Podobnie jak np. przy cukrzycy styl życia przy hashimoto jest kluczowy – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Ewa Galant, autorka aplikacji i założycielka firmy Hashiona.

W celu dokładnych pomiarów stylu życia pacjenci będą logować się do aplikacji każdego dnia i oznaczać najpierw swoje symptomy, zarówno psychiczne, jak również fizyczne, a także opisywać swój styl życia, czyli m.in. częstotliwość i jakość snu oraz odżywiania, a także występowanie sytuacji stresogennych. Na podstawie tych informacji aplikacja będzie wspierać pacjenta w szukaniu tzw. indywidualnych wzorców zdrowotnych, aby wcielać je w życie, a jednocześnie wykluczać lub ograniczać negatywne wzorce.

– Nasz program „Step by step to remission” jest dosyć unikatowy w skali światowej, dlatego że za pomocą aplikacji prowadzimy naszego pacjenta za rękę poprzez poszczególne zmiany stylu życia do momentu, aż wejdzie on do etapu remisji choroby. Remisję rozumiemy przez stan, w którym pacjent nie odczuwa objawów, czyli czuje się dobrze, jest w stanie normalnie funkcjonować, oraz w momencie, w którym jego przeciwciała w krwi spadają do poziomu najbliższego zeru – wskazuje założycielka firmy Hashiona.

Choć aplikacja nie jest produktem medycznym i nigdy nie zastąpi kontaktu z lekarzem, oferuje wsparcie standardowej terapii osobom chorym na hashimoto lub chorobę niedoczynności tarczycy. Oznacza to, że pacjenci zawsze już będą musieli przyjmować lek na niedoczynność tarczycy, natomiast aplikacja ma na celu wsparcie stylu życia. Co ważne, Hashiona jest jednym z niewielu tego typu rozwiązań na rynku.

– Na dzisiaj, szczególnie na rynku polskim, nie istnieją rozwiązania technologiczne skierowane do tej grupy pacjentów, jesteśmy pierwsi w Polsce. Budujemy społeczność wśród pacjentów, lekarzy, ale również naukowców, którzy będą rozwijać wiedzę na temat choroby Hashimoto za pomocą danych zbieranych anonimowo z aplikacji – wskazuje Ewa Galant.

Hashiona jest już dostępna dla polskich użytkowników w sklepie Google Play na urządzenia z systemem operacyjnym Android, na razie w ograniczonej formie. Dodatkowe funkcjonalności, w tym program „Step by step to remission”, pojawią się na przełomie marca i kwietnia 2021 roku.

Spadek PKB i wzrost bezrobocia, czyli co nas czeka w szponach kryzysu?

Porównując poziom kryzysu w Polsce z innymi krajami – głównie Zachodniej Europy – można pomyśleć, że pandemia koronawirusa za bardzo nas nie dotknęła. Przewidywany spadek PKB na poziomie 5% wygląda dobrze, w porównaniu z kilkunastoprocentowymi spadkami w Hiszpanii i Francji. To prawda – pandemia dotknęła Europę Wschodnią znacznie mniej, niż inne państwa. Widać to na przykładzie Niemiec – gdzie granica między liczbą zachorowań dzieli kraj na wschodnią i zachodnią część. Czemu tak jest, nie wie nikt. Nie należy jednak zachwycać się sytuacją naszej gospodarki. Spadek PKB o 5% to wciąż ogromny kryzys, niewidziany w Polsce od 30 lat.

– Mówienie o zielonej wyspie to przesada. To nie jest normalny kryzys, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Sytuacja jest bardzo ciężka. Obniżenie wartości PKB o 5% to gigantyczny spadek, któremu towarzyszy w dodatku ogromny wzrost zadłużenia państwa – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Dzisiaj możemy powiedzieć, że radzimy sobie nie najgorzej. Ale sytuacja jest bardzo ciężka. Możemy jeszcze oczekiwać załamania się wielu wskaźników, na przykład bezrobocia. Dzięki interwencji państwa bezrobocie nie wzrosło – co obserwujemy także na rynku europejskim. Jednak kosztem tego jest ogromny wzrost długu publicznego. Cenę za to zapłacimy w przyszłości, a bezrobocie wkrótce zacznie rosnąć – przewiduje Orłowski.

Na telefon z banku lub na Sanepid, czyli nowe sposoby oszustów na kradzież naszych danych

Pandemia Covid-19 sprawiła, że funkcjonujemy głównie w kanale online. Nie chodzi tylko o możliwość pracy zdalnej. Przez Internet możemy załatwić już prawie wszystko, nawet takie sprawy, jak np. „wizytę” u lekarza specjalisty czy zaciągnięcie kredytu hipotecznego, co kiedyś było niemożliwe. Za tę wygodę płacimy czasem wysoką cenę. W sieci umieszczamy coraz więcej informacji na swój temat, co jest na rękę osobom czyhającym na nasze dane, będące w dzisiejszym świecie walutą ważniejszą niż złoto… Tylko od kwietnia do lipca w naszym kraju odnotowano aż o 42% więcej ataków przy użyciu szkodliwego oprogramowania niż w poprzednio analizowanym okresie[1]. Cyberprzestępcy w swoich działaniach są coraz bardziej przebiegli. Skutki mogą być zauważalne od razu, np. w postaci „uszczuplenia” naszego konta bankowego lub niestety bardziej długofalowe. Jeżeli nie zorientujemy się w porę, złodziej może się posługiwać się skradzionymi danymi przez dłuższy czas i np. zaciągać na nazwisko ich właściciela kolejne pożyczki czy kredyty. Jak się przed tym chronić i unikać niechcianych długów? Podpowiada ekspert Intrum!

Korona-kryzys, czyli czas „żniw” dla cyberprzestępców

Polacy są świadomi tego, że ciągłe przebywanie w kanale online przynajmniej w teorii zwiększa szanse na naruszenie prywatności, a nawet kradzież tożsamości. Obawiamy się tego zjawiska. Z badania przeprowadzonego przez KRD i serwis ChronPESEL.pl wynika, że 60 proc. respondentów obawia się utraty danych osobowych, a 54 proc. za największe zagrożenie uznaje wycieki z baz danych urzędów i firm.

– Przestępcy nie zawsze stosują wyrafinowane metody, nie zawsze chodzi o zaplanowane ataki hakerów. Niestety takie osoby częściej bazują na naszym braku wiedzy, nieostrożności, roztargnieniu, o co przecież w korona-kryzysie nietrudno. Wystarczy np. nie doczytać wszystkich zapisów umowy, którą dokonujemy na odległość (online), albo nie sprawdzić wiarygodności konsultanta jakiejś firmy, który chce nam sprzedać jakiś towar lub usługę po podejrzanie niskiej cenie. Możemy odczuć skutek takiej nieuwagi od razu w postaci zapłaty za transakcję, która nie dojdzie do skutku, ale konsekwencji może być więcej. Gdy nasze dane raz dostaną się w niepowołane ręce, oszust może posługiwać się nimi wielokrotnie. Zawieranie różnych umów w naszym imieniu, zaciąganie pożyczek i kredytów – to najpopularniejsze sposoby wykorzystania naszej tożsamości przez cyberprzestępców. W taki nieświadomy sposób stajemy się dłużnikami. Dowiadujemy się o tym najczęściej w momencie, kiedy staramy się „oficjalnie”, we własnym imieniu o kredyt czy chcemy dokonać zakupu na raty. Wtedy otrzymujemy informację, że widniejemy na jednej z tzw. czarnych list dłużników, bo oczywiste jest, że zobowiązanie zaciągnięte na nasze nazwisko, nie jest spłacane przez oszusta – komentuje ekspert Intrum, Magdalena Krakowczyk.

Nowa rzeczywistość, w której żyjemy prawie od roku, to również nowe sposoby oszustów na wyłudzanie naszych danych i pieniędzy. Te ostatnio często spotykane, to podawanie się w fałszywych wiadomościach sms czy telefonach za pracowników Sanepidu, ministerstw, Policji czy innych służb zaangażowanych w walkę z pandemią.

Czy zagrożenie i obawy Polaków są zasadne?

Dane pokazują, że niestety odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Boimy się nie tylko działania cyberprzestępców, ale nie mamy również zaufania do instytucji, które gromadzą nasze dane osobowe. Jak podaje KRD, w kwietniu do sieci trafiły poufne informacje na temat kilkuset pacjentów przebywających na kwarantannie w powiecie gnieźnieńskim. W tym samym miesiącu do podobnego incydentu doszło w sklepie internetowym Cyfrowe.pl, który gromadził dane klientów od 2007 r. Na początku jesieni cyberprzestępcy weszli w posiadanie danych klientów dwóch aptek internetowych. W listopadzie doszło z kolei do wycieku, m.in. numerów PESEL z bazy jednego z portali medycznego gromadzącego informacje o zdrowiu ponad 15 tys. pacjentów. Podobne przykłady można mnożyć.

O czym każdy internauta wiedzieć powinien, czyli zasady bezpieczeństwa w sieci

Czy w starciu z internetowym oszustem jesteśmy na straconej pozycji? – Na szczęście nie! Rozsądek, szczególna uwaga na pewne podejrzane działania, znajomość podstawowych zasad bezpiecznego korzystania z sieci, powinny skutecznie utrudnić cyberprzestępcom kradzież naszych danych, czyli w konsekwencji także naszych pieniędzy. To ważne, ponieważ jak wynika z danych Intrum, w korona-kryzie dochody aż 45 proc. konsumentów w Polsce uległy zmniejszeniu[2]. Pojawienie się niechcianych długów w takiej sytuacji oznaczałoby również powstanie poważnych problemów finansowych. Zawsze warto starać się ich unikać, a w czasach kryzysu powinien być to imperatyw – podpowiada Magdalena Krakowczyk, ekspert Intrum.

W dbaniu o bezpieczeństwo danych z pewnością pomoże Dekalog Bezpiecznego Użytkowania Internetu od Intrum:

  1. Wybieraj tylko bezpieczne i sprawdzone sklepy internetowe, czyli takie, o których wiadomo, że przestrzegają zasad bezpieczeństwa i stosują odpowiednie zabezpieczenia, dzięki którym dane osobowe ich klientów nie staną się łatwym łupem dla oszustów. Ta zasad dotyczy wszelkich instytucji, którym powierzamy swoje dane.
  2. Dokonuj płatności internetowych tylko przy udziale certyfikowanych pośredników.
  3. Nie otwieraj wiadomości e-mail i sms nieznanego pochodzenia oraz zawierających podejrzaną treść. Zwróć szczególną uwagę na wiadomości nakazujące zapłatę zaległych (w tym przypadku fikcyjnych) faktur lub podanie dostępu do konta bankowego albo danych z karty płatniczej.
  4. Zadbaj o bezpieczeństwo haseł dostępu. Hasła powinny składać się z różnych znaków (wielkie i małe litery, znaki specjalne i cyfry) oraz być odpowiednio długie (min. 8 znaków), wtedy będą trudniejsze do złamania. Co nie mniej ważne – nie posługuj się tym samym hasłem dostępu do wielu kont i pamiętaj, aby zmieniać je co jakiś czas.
  5. Nigdy nie podawaj haseł i loginów osobom trzecim. Nawet takie podmioty jak ZUS czy Policja tego nie wymagają!
  6. Sprawdzaj, czy bank lub sklep internetowy, z którego korzystasz, wykorzystuje szyfrowaną wersję protokołu http. Innymi słowy, sprawdź, czy adres strony poprzedza fraza „https” (np. https://www.abcdefghijkl.pl). Jeżeli nie, to takie połączenie nie jest szyfrowane, co znacząco obniża poziom zaufania do takiej witryny i warto rozważyć, czy istnieje potrzeba przekazywać tam swoje dane.
  7. Wykonując przelew bankowy on-line, nigdy nie kopiuj numeru rachunku bankowego z zewnętrznych źródeł, tylko za każdym razem wpisuj go ręcznie.
  8. Nie korzystaj z otwartych, niezabezpieczonych sieci Wi-Fi, czyli tzw. hotspotów, dostępnych w miejscach publicznych, takich jak restauracje, galerie handlowe czy lotniska, nawet jeżeli musisz skorzystać z aplikacji bankowej, aby wykonać szybki przelew. W celu zwiększenia ochrony naszych urządzeń, zasadne wydaje się rozważenie nabycia usługi VPN (z ang. Virtual Private Network), dzięki której przeglądanie Internetu, w tym także korzystanie z usług bankowych czy robienie zakupów, będzie odpowiednio zabezpieczone i niedostępne dla osób trzecich.
  9. Używaj sprawdzonych programów antywirusowych. Dzięki temu dodatkowemu zabezpieczeniu możesz mieć pewność, że zarówno Twoje dane, które udostępniasz w Internecie, jak i informacje, które przechowujesz lokalnie na komputerze lub w smartfonie, będą bezpieczne. Korzystaj tylko z oprogramowania pochodzącego z autoryzowanych, legalnych źródeł.
  10. Dokonuj regularnych aktualizacji oprogramowania na Twoim komputerze, smartfonie i tablecie.

[1] Dane: CERT Polska, 2020.

[2] Intrum, European Consumer Payment Report 2020, grudzień 2020.