Image Power zamierza zadebiutować na NewConnect w I kwartale 2021

Image Power S.A., producent gier wideo z grupy PlayWay, złożył dokument informacyjny na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jeszcze w pierwszym kwartale spółka zamierza zadebiutować na NewConnect. Z przeprowadzonej w listopadzie emisji akcji firma pozyskała 1,6 mln zł. W najbardziej zaawansowanej produkcji znajduje się obecnie Yacht Mechanic Simulator, którego powstanie przyspieszył hitowy Car Mechanic Simulator z portfolio PlayWay.

Z satysfakcją informujemy o wykonaniu następnego kroku, który zbliża nas do debiutu na NewConnect. Złożyliśmy Dokument Informacyjny na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i aktualnie czekamy na decyzję w sprawie dopuszczenia do obrotu akcji spółki. Liczę na to, że wszystkie czynności odbędą się zgodnie z ustalonym harmonogramem i jeszcze w pierwszym kwartale zadebiutujemy na „małym parkiecie”mówi Marcin Zaleński, przewodniczący rady nadzorczej Image Power S.A.

Image Power koncentruje się na budowaniu silnej pozycji producenta symulatorów oraz niskobudżetowych produkcji autorskich. Studio wyróżnia podejście do wyboru tematyki nowych tytułów: często oparta jest ona o pasje i hobby poszczególnych członków zespołu, które następnie bardzo pieczołowicie przenoszone są na grunt gier video, po uprzednim sprawdzeniu ich potencjału na rynku. Największym zapowiedzianym tytułem studia jest Offroad Mechanic Simulator. Obecnie prowadzone są rozmowy ze spółką z grupy PlayWay na temat współpracy przy tym tytule. W bieżącym developingu jest jeszcze Archer, z kolei Yacht Mechanic Simulator znajduje się w najbardziej zaawansowanej fazie produkcji. Pod koniec stycznia wystartuje kampania na Kickstarterze, która ma pomóc udoskonalić projekt. Premiera gry planowana jest na połowę 2021 roku.

W przygotowaniu do debiutu nie zwalniamy tempa i aktualnie pracujemy nad kilkoma dużymi projektami. Dobrze wygląda budowa wishlisty dla Ambulance Simulator, w której gracz będzie jeździł karetką po mieście, udzielając natychmiastowej pomocy medycznej chorym i rannym. Tytuł jest w zaawansowanej fazie produkcji, a w ciągu dwóch miesięcy pojawi się kolejny gameplay z nowymi fragmentami rozgrywki. Jesteśmy też mile zaskoczeni sporym zainteresowaniem nową preprodukcją Creature Lab, w której wcielamy się w genialnego, ale szalonego i zdolnego do wszystkiego naukowca – ocenia Marcin Zaleński.

Jesień ubiegłego roku obfitowała dla Image Power w wiele kluczowych wydarzeń. W listopadzie Spółka pozyskała z emisji akcji 1,6 mln zł. Cena emisyjna wyniosła 30 zł za sztukę i była o 50 proc. wyższa niż przy poprzedniej ofercie. Przy tym kursie wycena Spółki przekroczyła 46 mln zł. W tym samym miesiącu odbyła się premiera pierwszej autorskiej produkcji – gry Dieselpunk Wars. Tytuł zadebiutował 19 listopada na platformie Steam, zbierając w większości pozytywne oceny. Po podpisaniu umowy z firmą HeartBeat Interactive Entertainment Ltd. – Dieselpunk Wars trafił też do sprzedaży w Chinach. W planach jest także przygotowanie do tego tytułu trybu multiplayer.

Transgraniczne wyjazdy do pracy w 2021- jak będą wyglądać

Bezpieczeństwo i racjonalne decyzje dotyczące wyjazdów do pracy zagranicą w UE będą kluczowe, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji o ewentualnym wyjeździe do pracy zagranicą. Pracodawcy, którym będzie zależało na zdobyciu pracowników, będą starali się zabezpieczyć te aspekty, zwłaszcza że przedsiębiorcy deklarują duże potrzeby kadrowe, pomimo niepewności co do przyszłej sytuacji epidemicznej.

Wielu pracodawców stara się niejako na zapas zabezpieczyć swoje zasoby kadrowe. Chociaż mamy dopiero styczeń, mamy już liczne zamówienia na pracowników na miesiące wiosenne. To oczywiście dobra prognoza, świadczy to o optymizmie pracodawców na kolejny rok. Mamy wiele zapytań z np. Irlandii  i Niemiec, jednak z drugiej strony są też kraje, które bardzo mocno doświadczyły trudnej, pandemicznej sytuacji, chociażby Włochy, do poszukiwania pracowników na kolejny rok podchodzą z dużym dystansem.  Finalnie, na wyjazdy ogromny wpływ na wyjazdy będzie mała sytuacja epidemiczna i restrykcje w poszczególnych krajach. Na dzień dzisiejszy sytuacja zmienia się tak naprawdę z dnia na dzień, a w wielu wypadkach obostrzenia są zróżnicowane w zależności od regionów. Tak jest chociażby w Niemczech. Wyczuleni na przepisy muszą być zarówno pracownicy jak i pracodawcy. Z tego powodu w wielu przedsiębiorstwach działy prawne przez ostatni rok bardzo się rozrosły, z jednego konsultanta do kilku a nawet kilkunastu prawników analizujących i interpretujących przepisy. Decydują się na outsourcing i muszą to zabudżetować.

Nowe trendy

Dbałość o bezpieczeństwo, redukcja stresu i elastyczność to trendy które będą dominować na rynku pracy w 2021 roku. Pracodawcy dużo większą wagę przykładają do higieny, odległości pomiędzy pracownikami, w wielu przypadkach obowiązkowe jest noszenie nie tylko maseczek, ale całego ubrania ochronnego. Pojawiają się też nowe procedury bezpieczeństwa, BHP stało się dużo bardziej istotne, opracowywane są również nowe, wewnątrzfirmowe i dosyć restrykcyjne zasady. W firmach produkcyjnych już wprowadzane są zasady zmianowe, tak aby poszczególne grupy nie mały ze sobą kontaktu. Zalecamy również wykonywanie testów przed wyjazdem. Ma to wiele zalet, po pierwsze zmniejsza ryzyko konieczności odbycia kwarantanny po przekroczeniu granicy, po drugie, jest do dobrze odbierane przez pracodawców oraz lokalne sanepidy. Rekomendujemy również wykupienie dodatkowego ubezpieczenia, które zapewni środki na utrzymanie na wypadek ewentualnej choroby.

Branże, które pomimo pandemii potrzebują pracowników, to przede wszystkim te, które w których liczy się terminowość i sprawność, jak budowlanka czy produkcja. Potrzebni są też elektrycy, instalatorzy elektryczni, magazynierzy czy pielęgniarki. Branżami, które zostały wyjątkowo dotknięte przez kryzys związany z pandemią jest niewątpliwie turystyka i hotelarstwo. Praca tymczasowa opiera się między innymi na tych dwóch branżach, w tym momencie zapotrzebowanie na pracowników sezonowych jest na zerowym poziomie. Analizując raporty z rynków poszczególnych państw UE, możemy zobaczyć jednak optymistyczne dane.  Zapewne jest to efekt idących w setki miliardów euro oraz złotych pakietów pomocowych. Nie ma jednak pewności jak długo taki stan rzeczy pozostanie i czy wiosną dane będą równie optymistyczne.

Autorski komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską – Dyrektor Zarządzającą w agencji pracy HR International.

Ustawa „Lokal za grunt” – jakie szanse i ryzyka niesie ze sobą dla polskiej mieszkaniówki?

„Lokal za grunt”, czyli legislacyjny remake z „social mixem” w tle.

Szeroko nagłaśniana już od dłuższego czasu w mediach ustawa „lokal za grunt” została podpisana przez prezydenta i z początkiem kwietnia br. zapoczątkuje swoją misję. Nadzieje związane z nową regulacją, będącą rynkowym fragmentem szerokiego pakietu mieszkaniowego, wydają się przeogromne, przede wszystkim wśród rządowych gremiów odpowiedzialnych za rozwój mieszkaniówki. Pytanie jednak, na ile realne.

Skąd my to znamy, czyli do trzech razy sztuka

Sama idea ustawy „lokal za grunt”, czyli w pełnym brzmieniu „o rozliczaniu ceny lokali lub budynków w cenie nieruchomości zbywanych z gminnego zasobu nieruchomości”, przygotowanej przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, na pozór wydaje się prosta w swojej konstrukcji i możliwa do wdrożenia w życie bez większych problemów. W największym uproszczeniu chodzi o to, że w zamian za zbycie gruntu inwestorowi gmina otrzyma określoną, przyjętą w umowie z nim zawartej liczbę lokali, przede wszystkim służących zaspokajaniu lokalnych potrzeb mieszkaniowych. Ale nie tylko, bowiem poza funkcją mieszkalną dopuszczalne jest przekazywanie lokali pod działalność zdrowotną, edukacyjną czy kulturalną. Poza tym gmina będzie mogła liczyć na bezzwrotne wsparcie państwa przy realizacji infrastruktury technicznej i społecznej.

Jednak lektura treści ustawy może przywoływać odczucia w stylu „deja vu”, czyli innymi słowy „skąd my to znamy?”. Jak się bowiem okazuje, analogiczny pomysł znajdziemy już w ustawie z dnia 20 lipca 2017 r. o Krajowym Zasobie Nieruchomości. Wówczas to za możliwość nabycia gruntu z KZN na przetargu, a więc de facto po cenie rynkowej, inwestor musiał zobowiązać się do przekazania 70 proc. powierzchni użytkowej wybudowanych lokali pod wynajem „za pół darmo” w ramach programu Mieszkanie Plus. Stawki najmu regulowanego zawierały się bowiem w dość absurdalnym przedziale 10-20 zł/mkw., a w ramach opcji z dojściem do własności po 30 latach w zakresie 12-24 zł/mkw. Brak elementarnej logiki rentowności sprawił, że ustawa szybko odeszła do lamusa z etykietą legislacyjnego bubla.

Co ciekawe, pomysł udostępniania nieruchomości z KZN deweloperom w zamian za przekazanie wybudowanych nań mieszkań do programu Mieszkanie Plus, nieoczekiwanie odżył po wyborach parlamentarnych 2019 r. Nawiązana wówczas współpraca pomiędzy nowym i – jak się wydawało – wyjątkowo kreatywnym kierownictwem Ministerstwa Rozwoju a PZFD, tym razem wydawała się zaowocować zupełnie nowym otwarciem w krajowej mieszkaniówce. W mediach pojawiły się dziesiątki artykułów z hasłem „Deweloperzy w programie Mieszkanie Plus”, a obok nich liczne opinie rynkowych ekspertów, inwestorów i decydentów wychwalających na wszelkie sposoby rządową inicjatywę. Tymczasem ci ostatni po kilku tygodniach nagle zamilkli, wycofali się rakiem z szeroko nagłaśnianych deklaracji, co gorsza bez jakiegokolwiek uzasadnienia.
W ten sposób uczestnicy rynku nieruchomości doczekali kolejnej inicjatywy pod hasłem „lokal za grunt”, czyli aktywizacji wykorzystania parceli z publicznych zasobów dla rozwoju krajowego rynku mieszkaniowego. Pytanie, czy zasada „do trzech razy sztuka” znajdzie tym razem swoje potwierdzenie.

Konflikt interesów, czyli diabeł tkwi w szczegółach

Aby ocenić prawdopodobieństwo rynkowego sukcesu przedmiotowych przepisów, należy nieco dokładniej przyjrzeć się ich treści. Chodzi przede wszystkim o cenę wywoławczą zbywanej w ramach przetargu gminnej nieruchomości oraz stawkę za 1 mkw. lokalu przekazywanego gminie przez inwestora w ramach rozliczenia, która jest ustawowo ograniczona. Ograniczenie to warunkuje wartość średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych w rozumieniu ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. o pomocy państwa w ponoszeniu wydatków mieszkaniowych w pierwszych latach najmu mieszkania, z możliwością tylko nieznacznego podwyższenia.
Innymi słowy, deweloper realizujący inwestycję na nabytym od gminy gruncie, najpewniej po wyśrubowanej w przetargu rynkowej cenie, będzie zobowiązany do przekazania jej określonej w umowie liczby lokali z ceną rozliczeniową nawet poniżej kosztów własnych budowy, o marży warunkującej jakikolwiek zysk nawet nie wspominając. Aby więc go osiągnąć będzie musiał sprzedać po możliwie jak najwyższych stawkach rynkowych jak największą liczbę mieszkań z puli, której umowa z gminą nie dotyczy.

Tymczasem o podstawowych parametrach transakcji określających rentowność inwestycji z punktu widzenia inwestora, czyli m.in. warunkach przetargu (cenie wywoławczej), standardzie i liczbie przekazanych lokali, czy ich ostatecznej cenie rozliczeniowej będzie decydować rada gminy w specjalnej uchwale o zbyciu nieruchomości. Nietrudno się domyślić, że w tych okolicznościach ewidentnego konfliktu interesów do osiągnięcia porozumienia konieczna będzie wyjątkowej miary dobra wola obu stron kontraktu.

„Social mix” i inne czynniki ryzyka

Akceptacja warunków umowy pomiędzy inwestorem a gminą jako podstawowy warunek osiągniecia konsensusu nie jest jedynym czynnikiem ryzyka powodzenia misji nowej regulacji. Samorządy (jak zresztą sama nazwa wskazuje) nie są jak wiadomo wielkimi entuzjastami odgórnego narzucania im w formie regulacji prawnych standardów funkcjonowania, w tym przede wszystkim dotyczących ich majątku czy współpracy z instytucjami zewnętrznymi z inwestorami na czele. Tym sposobem istotnym problemem może tu być ograniczone zainteresowanie tematem przez same gminy.

Nie najlepiej nowym przepisom wróży też fakt, że w przedmiotowej inwestycji będą obowiązywały różne ceny lokali – pierwsza (niższa) do rozliczenia nabycia gruntu , i druga, raczej istotnie wyższa bo zawierająca pełny koszt budowy plus marżę dewelopera, dla nabywców komercyjnych.

I stąd też obawa, że tego typu inwestycje będą niosły ze sobą wysoki stopień ryzyka dla deweloperów. Wynika to z faktu konieczności upłynnienia pozostałych po rozliczeniu z gminą lokali po cenach rynkowych, gwarantujących zysk przedsiębiorcy. Tymczasem może być z tym pewien problem.

Wynika on z nadzwyczaj optymistycznego założenia autorów ustawy, a dotyczącego osiągniecia korzystnego ich zdaniem „social mixu” poprzez koncentrację na jednym osiedlu i w ramach pojedynczego budynku mieszkań o różnym statusie. Ustawa bowiem wprost prowadzi do sytuacji, w której z nabywcami mieszkań na własny użytek sąsiadować będą najemcy komercyjni, najemcy TBS-ów, najemcy komunalni, a być może i rezydenci lokali socjalnych. W ten sposób intencją ustawodawcy ma być aktywne zapobieganie szerzeniu się zjawiska gettoizacji, jakże często stanowiącej piętno budynków stricte komunalnych. Pytanie, czy idea zakładająca poprzez wspólne zamieszkiwanie zaawansowaną integrację diametralnie różnych klas społecznych z klasą średnią na czele, ma realne szanse na materializację.

Niestety tego typu eksperyment, choć z całą pewnością niezwykle interesujący z socjologicznego punktu widzenia, ma raczej wyłącznie iluzoryczne perspektywy zyskania rynkowej popularności. Sprzedaż mieszkań po stawkach rynkowych w tego typu inwestycjach tworzących osiedla o statusie, któremu trudno będzie przypisać walory wysokiego prestiżu, może okazać się mocno problematyczna, czyniąc tym samym ryzyko inwestora trudne do zaakceptowania. W tej sytuacji ustawa „lokal za grunt” ma spore szanse stać się kolejnym w ostatnich latach aktem prawnym dotyczącym mieszkaniówki o dyskusyjnym znaczeniu dla jej statystyk inwestycyjnych.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Organ odmówił firmie prawa do odliczenia VAT, bo ta podczas rozmów biznesowych nie wylegitymowała swoich kontrahentów

Firma kupiła cztery ciężarówki, po czym je odsprzedała. Następnie rozliczyła koszty ich nabycia w prowadzonej działalności. Jednak fiskus odmówił jej prawa do odliczenia VAT z faktur dokumentujących ich zakup. Organy skarbowe nie negowały, że firma faktycznie nabyła TiR-y. Co więcej, dokumenty potwierdzały nawet ich dalszą odsprzedaż. Tyle że organy uznały, że nie kupiła ich od podmiotu widniejącego na fakturze. Fiskus oskarżył więc przedsiębiorcę o niedochowanie należytej staranności w transakcjach handlowych, między innymi dlatego, że nie wylegitymował właścicieli sprzedającej firmy przed dokonaniem transakcji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie, biorąc przedsiębiorcę w obronę, wskazał organom, że przy nawiązywaniu rozmów biznesowych nie jest w zwyczaju wymiana dowodów tożsamości, a co najwyżej wizytówek, dlatego też: „…wbrew ocenie organów, nie może być uznane za wykraczające poza przyjęte standardy zachowania w relacjach biznesowych, nie żądanie od osób przedstawiających się jako właściciele – okazania dowodów osobistych lub innych dokumentów w celu potwierdzenia ich tożsamości” (wyrok z 28 października 2020 r., sygn. akt I SA/Lu 448/20).

Cztery faktury VAT nabycia zakwestionowane podmiotowo

W styczniu 2016 r. przedsiębiorca zakupił 4 samochody ciężarowe od firmy A. Z tytułu tych nabyć w ramach prowadzonej przez siebie działalności dokonał rozliczenia podatku VAT naliczonego na fakturach zakupu. Ale naczelnik urzędu skarbowego uznał, że nie ma do tego prawa, gdyż faktury te nie dokumentują transakcji pomiędzy podmiotami na nich figurującymi.

Rozpoznający odwołanie przedsiębiorcy dyrektor izby administracji skarbowej nie uwzględnił go, podnosząc, że firma A będąca wystawcą faktur i sprzedawcą ciężarówek w okresie od 1 stycznia 2015 r. do 31 grudnia 2016 r., pomimo zarejestrowanej działalności gospodarczej i posiadania statusu podatnika VAT, nie prowadziła rzeczywistej i samodzielnej działalności gospodarczej, a jedynie firmowała działalność innego podmiotu. Zatem przedsiębiorca nie mógł nabyć aut wskazanych na zakwestionowanych fakturach, a więc i dokonać ich dalszej odprzedaży, mimo że organ przyznał, m.in. na podstawie zeznań świadków, że zdarzenia ujęte na zakwestionowanych fakturach miały miejsce w rzeczywistości, tzn. przedsiębiorca kupił te ciężarówki.

Nabycie towaru od firmanta

Nawiązując do orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, organ tłumaczył, na czym polega firmowanie działalności innego podmiotu. Nabywając towar od firmanta, decydujące dla ustalenia prawa podatnika do obniżenia podatku należnego o kwotę VAT wykazaną na fakturach wystawionych przez firmanta jest ustalenie, czy nabywający od niego towar działał w dobrej wierze, z zachowaniem zasad należytej staranności, tj. nie wiedział i nie mógł się dowiedzieć, że uczestniczy w oszustwie podatkowym. Od podmiotów profesjonalnie działających w obrocie gospodarczym, a więc przedsiębiorców, wymaga się szczególnej staranności. Przedsiębiorca, który jej nie dokłada kosztem osiągnięcia za wszelką cenę zysku, nie może później powoływać się na brak świadomości co do uczestnictwa w oszukańczym procederze. A w tej sprawie organ zarzucił firmie, że jej przedstawiciel, dokonując zakwestionowanego nabycia:

  • przy wpłacie zaliczki jego podejrzeń nie wzbudziła rozbieżność pomiędzy pieczęcią na dokumencie KP wskazująca, iż jego wystawcą jest firma A, podczas gdy miejscem zawierania transakcji była siedziba firmy B;
  • przyjął dokument KP sygnowany tylko parafą, a nie imieniem i nazwiskiem osoby;
  • przeoczył nieaktualny adresu firmy A na pieczęci na dowodzie KP;
  • w chwili omawiania szczegółów transakcji nie wylegitymował osób, z udziałem których prowadził rozmowy.

Profesjonalne podejście firmy do transakcji

Analizując sprawę, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie stwierdził, że skarżącej firmie nie można przypisać niedochowania należytej staranności w weryfikacji sprzedawcy ciężarówek, a tym bardziej nie można przypisać jej potencjalnej świadomości uczestnictwa w oszustwie. W ocenie sądu dokonana przez przedsiębiorcę weryfikacja kontrahenta nie odbiegała od standardów właściwych dla branży handlu pojazdami. Obecnie w obrocie gospodarczym nawiązywanie kontaktów z kontrahentami za pośrednictwem internetu nie narusza tych standardów. Za sprawdzeniem sprzedającego przemawiają także zeznania świadków, pracowników skarżącej, którzy udali się na miejsce przechowania ciężarówek, a które to miejsce wskazywało na szeroki zakres prowadzonej tam działalności. To wzbudziło zaufanie spółki do przyszłego kontrahenta. Dokonali także szczegółowych oględzin pojazdów, które miały być przedmiotem transakcji. Wszystkie te działania świadczą zdaniem sądu o profesjonalnym podejściu skarżącej firmy do transakcji.

Kontrahent widniał w odpowiednich rejestrach

Poza tym, kontrahent był ujawniony w Centralnej Ewidencji i Informacji Gospodarczej jako prowadzący działalność gospodarczą i posiadał status czynnego podatnika VAT. Niezgodność adresów siedziby firmy sprzedającej z pieczęcią ma znaczenie marginalne, i na pewno nie jest – jak chciałby tego organ – czynnikiem, który powinien skłonić przedsiębiorcę do wzmożonej weryfikacji sprzedającego, skoro dokonał on sprawdzenia istnienia firmy w odpowiednich rejestrach.

Fiskus sam wykrył nieprawidłowości dopiero po roku od transakcji

Sąd zaznaczył, że organy całkowicie pominęły fakt, iż zakupione przez przedsiębiorcę ciężarówki istniały, a dokumentacja potwierdza, że na wcześniejszym etapie obrotu nimi ich nabywcą był kontrahent przedsiębiorcy. Do tego dalszą ich odsprzedaż przez skarżącego potwierdza system CEPiK. WSA zauważył także, że organy obu instancji oceniały dokonaną przez skarżącą firmę transakcję wyłączenie przez pryzmat jej kontrahenta, a którego to nierzetelność ustaliły po przeprowadzonych względem niego kontrolach dopiero w rok później. Fiskus obarczył więc firmę negatywnymi konsekwencjami nieprawidłowości w działaniu tego podmiotu, a które to nieprawidłowości ustalił dopiero w rok po zakwestionowanej transakcji.

Kto wchodzi do firmy i domaga się od właścicieli wylegitymowania?

Uchylając decyzję dyrektora izby administracji skarbowej, WSA odniósł się również szeroko do jego zarzutu niedochowania przez firmę należytej staranności przy dokonywaniu transakcji:

„…sprawdzanie tożsamości osób przedstawiających się jako właściciele firmy w miejscu jej siedziby poprzez ich wylegitymowanie, w cenie sądu, w świetle zasad doświadczenia życiowego nie mieszczą się w kanonie zachowań w relacjach biznesowych. W praktyce obrotu gospodarczego trudno bowiem oczekiwać nawet od bardzo skrupulatnego przedsiębiorcy, aby osoba wchodząca do siedziby firmy z zamiarem nawiązania współpracy, żądała okazania jakichkolwiek dokumentów potwierdzających tożsamość osób, które jawią się jako jej właściciele bądź przedstawiciele. Zwyczajowym akcentem pierwszych spotkań jest wymiana wizytówek, a nie dokumentów tożsamości” (wyrok WSA w Lublinie z 28 października 2020 r., sygn. akt I SA/Lu 448/20).

Jak stwierdził WSA, nawet takie sprawdzenie kontrahenta poprzez jego wylegitymowanie w okolicznościach tej sprawy nie doprowadziłoby do ujawnienia, że jest on jedynie firmantem.

Państwo policyjne

Niniejsza sprawa to kolejny absurd, z jakim przyszło się mierzyć przedsiębiorcom w relacjach z fiskusem. Bo organy podatkowe, warunkując uznanie należnego firmie prawa do odliczenia podatku z tytułu dokonanych zakupów, domagały się od niej absurdalnych zachowań. Idąc tym tokiem postępowania urzędników, przedsiębiorcy, nabywając wkrótce paliwo do swoich aut, będą na stacji benzynowej legitymować pracowników, aby sprawdzać, czy faktycznie są na tej stacji zatrudnieni. A i zgodność adresu z pieczątki na fakturze z miejscem tankowania też trzeba będzie sprawdzać. Rozmowa dwóch biznesmenów wyglądać może następująco: – Dzień dobry, miło mi pana poznać, bardzo się cieszę, że zechciał pan ze mną nawiązać współpracę. Niemniej, czy może się pan najpierw wylegitymować? A nie zapominajmy, że w tej sprawie organom podatkowym, dysponującym licznymi narzędziami i zasobami ludzkimi, sprawdzenie tego, czy kontrahent firmy jest firmantem, zajęło rok od czasu zawarcia transakcji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Cudzoziemcy w Polsce – podsumowanie 2020 r.

Ważne zezwolenia na pobyt w Polsce posiada obecnie prawie 460 tys. cudzoziemców. W ubiegłym roku liczba ta wzrosła o nieco ponad 34 tys. osób. Sytuacja epidemiologiczna i związane z nią ograniczenia w podróżowaniu zachęcały obcokrajowców do przedłużania pobytu w kraju. Dotyczyło to zwłaszcza obywateli Ukrainy i Białorusi, którzy wcześniej w większym stopniu korzystali z możliwości migracji tymczasowych.

Z 457 tys. cudzoziemców, którzy 1 stycznia 2021 r. posiadali ważne dokumenty pobytowe, największe grupy stanowili obywatele: Ukrainy – 244,2 tys. osób, Białorusi – 28,8 tys., Niemiec – 20,5 tys., Rosji – 12,7 tys., Wietnamu – 10,9 tys., Indii – 9,9 tys., Włoch – 8,5 tys., Gruzji – 7,9 tys., Chin – 7,1 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,6 tys.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że w 2020 r. największy wzrost wśród obcokrajowców osiedlających się w Polsce dotyczył natomiast obywateli: Ukrainy – o 29,4 tys. osób, Białorusi – o 3,2 tys., Gruzji – o 2,4 tys., Mołdawii – o 1,2 tys. oraz Korei Południowej – o 0,5 tys.

Najwięcej cudzoziemców posiada zezwolenia na pobyt czasowy, które mogą być wydane na maksymalnie 3 lata. Tego typu dokumentami dysponuje obecnie 272,4 tys. osób. Grupa obcokrajowców uprawnionych do stałego pobytu wynosi natomiast 102,1 tys. osób. Zarejestrowany pobyt posiada także 81,5 tys. obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej.

Większość wydawanych zezwoleń na pobyt związana jest z aktywnością zawodową – w 2020 r. dotyczyło to 76 proc. cudzoziemców. W związku z tym widoczna jest silna koncentracja cudzoziemców w województwach z największymi ośrodkami miejskimi. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 119 tys. osób, małopolskie – 52 tys., wielkopolskie – 41 tys. oraz dolnośląskie – 37 tys.

Najczęściej w Polsce osiedlają się osoby młode. Około 60 proc. cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt to osoby w przedziale wiekowym 18 – 40 lat, a ok. 4 proc. powyżej 60. roku życia.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. Nie obejmują również zezwoleń na pobyt czasowy, których okres ważności został tymczasowo wydłużony ze względu na wprowadzenie stanu epidemii.

Urząd do Spraw Cudzoziemców przypomina, że w związku z obecną sytuacją epidemiologiczną, nadal obowiązują zmiany w prawie przewidujące m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwiają legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie www.udsc.gov.pl.

KIR i PKO Bank Polski konsekwentnie rozwijają technologię blockchain

KIR i PKO Bank Polski zacieśniają współpracę w zakresie rozwoju projektów bazujących na technologii blockchain. Kolejnym wdrożeniem z wykorzystaniem rejestrów rozproszonych, po uruchomieniu trwałego nośnika, jest system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych. Nowy system został przygotowany jako wspólny projekt partnerskich instytucji, z udziałem Ministerstwa Finansów.

Według ekspertów szacowana wartość globalnego rynku rozwiązań blockchain do końca 2025 roku wyniesie 39,7 miliardów dolarów[1]. Sektor finansowy plasuje się w awangardzie beneficjentów praktycznego zastosowania tej technologii. Również w Polsce pojawia się coraz więcej projektów wykorzystujących zalety blockchain. KIR, działający jako hub technologiczny dla krajowego sektora finansowego, oraz PKO Bank Polski, uznany za sektorowego lidera innowacyjności, mają już na koncie wspólnie zrealizowane projekty w zakresie rozwoju usług na bazie blockchain Hyperledger Fabric (HLF).

– Wdrożenie przeprowadzone z Ministerstwem Finansów i KIR jest precedensem w obszarze jednostek sektora publicznego w Polsce. Jako lider sektora bankowego, dostrzegamy potrzebę ciągłego eksplorowania możliwości stwarzanych przez nowe technologie, co udowodniliśmy już wielokrotnie. Dzięki rozwiązaniom takim jak system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych, mamy możliwość zwiększania świadomości naszych partnerów z zakresu zalet, realiów implementacji oraz praktycznych zastosowań technologii blockchain – mówi Adam Marciniak, Wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego.

Nowe wdrożenie to kolejny etap współpracy KIR i PKO Banku Polskiego. Dotychczas firmy udostępniły już takie narzędzia jak trwały nośnik oraz trwały nośnik 2.0, umożliwiające bezpieczne dostarczanie i  przechowywanie dokumentów w sposób całkowicie cyfrowy. W listopadzie 2020 r., dzięki współpracy KIR, PKO Banku Polskiego, IBM, Chmury Krajowej, UKNF, Fundacji Fintech Poland oraz Fundacji Cyberium uruchomiono pierwszą w Polsce Piaskownicę Blockchain, gdzie innowatorzy mogą w  bezpiecznym środowisku nieodpłatnie testować swoje rozwiązania przed wprowadzeniem ich na rynek.

– Wierzymy, że blockchain to technologia, której rozwój warto wspierać. Widzimy korzyści jakie daje praktyczne zastosowanie blockchain, niezależnie od branży. Współpraca z PKO Bankiem Polskim pozwala wspólnie wyznaczać nowe standardy nie tylko dla sektora finansowego, ale dla całej gospodarki – mówi Piotr Alicki, Prezes Zarządu KIR.

Cykl życia transakcji zapisany w blockchainie

W ramach współpracy KIR, PKO Banku Polskiego, partnerów technologicznych IBM i Coinfirm, w  porozumieniu z Ministerstwem Finansów, opracowano system, który zapewnia bezpieczeństwo danych dotyczących transakcji na obligacjach oszczędnościowych. Sieć utworzona na bazie technologii blockchain HLF, ze względu na swoje zdecentralizowanie, gwarantuje nienaruszalność i niezmienność procesowanych danych. W oparciu o tak zbudowaną i zabezpieczoną bazę możliwe będzie, przy użyciu stworzonej w tym celu aplikacji, generowanie raportów bazujących na aktualnych danych.

Lepsze poznanie i zastosowanie technologii blockchain otwiera drogę do szerszego jej wykorzystania w procesie sprzedaży i dystrybucji obligacji skarbowych, ale nie tylko. Uruchomienie w Ministerstwie Finansów innowacyjnego rozwiązania w zakresie pozyskiwania i raportowania danych pozwoli skutecznie wesprzeć proces zarządzania segmentem detalicznych instrumentów skarbowych. To funkcjonalne, a zarazem perspektywiczne narzędzie – podkreśla Karol Czarnecki, Dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.

System raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych w technologii blockchain został uruchomiony w Ministerstwie Finansów oraz PKO Banku Polskim w grudniu 2020 roku.

[1] https://www.statista.com/topics/5122/blockchain/

Twarde dane czy subiektywna ocena? Atrakcyjność inwestycyjna miast. Raport ABSL

Najnowszy raport ABSL „Potencjał inwestycyjny polskich miast. Porównanie lokalizacji sektora nowoczesnych usług biznesowych” porównuje atrakcyjność polskich miast dla różnych kategorii centrów nowoczesnych usług biznesowych w zależności od tego jakie pełnią funkcje. Inwestorzy i władze miast otrzymują dodatkowe narzędzie wspierające procesy inwestycyjne. Jest to pierwszy raport uwzgledniający zarówno ranking obiektywny bazujący na twardych danych wskazujących na potencjalną i rzeczywistą atrakcyjność oraz ranking subiektywny opracowany na podstawie ocen menadżerów.

Sektor usług nowoczesnych w Polsce tworzy ponad 1500 centrów obsługi procesów biznesowych (BPO), usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centrów badawczo-rozwojowych (R&D). Z danych PAIH wynika, że w 2020 r.  podjęto decyzję o lokalizacji w Polsce 58 nowych inwestycji, z czego 44 dotyczyło usług dla biznesu. Ze względu na międzynarodowy charakter usług – 71 proc. podmiotów należy do firm zagranicznych, gros centrów usług biznesowych świadczy je na rzecz klientów z całego świata, tym samym branża jest ważnym eksporterem. Czynnikiem przemawiającym za lokalizacją centrów w Polsce jest korzystna lokalizacja, dogodna strefa czasowa pozwalająca obsługiwać inne regiony oraz potencjał rynku, m. in. pod względem rynku pracy i wielkości zasobów wykształconych pracowników w stosunku do innych gospodarek regionu Europy Środkowej i Wschodniej.

Różne potrzeby inwestorów

Inwestorzy odpowiedzialni za lokalizację centrów nowoczesnych usług biznesowych podejmują decyzje inwestycyjne biorąc pod uwagę szereg różnorodnych czynników w zależności od charakteru centrum usług biznesowych. W raporcie zebrano dane, z których wynika, że co do zasady centra wiedzochłonnych usług biznesowych tzw. KIBS lub centrale regionalne preferują lokalizacje miejskie, w tym duże miasta o metropolitalnym charakterze, zwłaszcza miasta stołeczne. Mniejsze ośrodki są preferowane przez podmioty krajowe bądź zagraniczne, które optymalizują koszty i realizują najprostsze procesy biznesowe. Mniejsze ośrodki lub wręcz obszary poza ośrodkami miejskimi są też wybierane przez podmioty obsługujące klientów z sektorów przemysłowych, dla których znaczenie ma bliskość klienta. Najbardziej złożona sytuacja ma miejsce w przypadku sektora B+R, gdzie wśród istotnych stymulantów napływu inwestycji są m. in. nakłady w regionie ponoszone na procesy inwestycyjne, w tym liczba pracowników naukowo-badawczych czy liczba jednostek badawczych jak i osiągane wyniki.

Biorąc pod uwagę tworzoną właśnie Nową Politykę Przemysłową warto pamiętać, że Polska jest beneficjentem trendu związanego z nearshoringiem, czyli przenoszeniem procesów biznesowych bliżej produkcji lub centrów decyzyjnych. Dodatkowo tendencja do skracania łańcuchów dostaw w światowej gospodarce może spowodować, że centra w Polsce przejmą zlecenia płynące do tej pory do Azji. Niezależnie od tego o jakim przemyśle mówimy wymaga on zaplecza w postaci zapewnienia różnego rodzaju procesów biznesowych, dlatego też powinniśmy myśleć jednocześnie o usługach biznesowych. Tym bardziej, że przemysł daje szansę mniejszym miastom na pozyskanie nowych inwestycji, a co za tym idzie nowych miejsc pracy – mówi Wojciech Popławski, wiceprezes ABSL.

Subiektywne oceny i twarde dane

Porównanie pozycji miast w rankingach subiektywnym i obiektywnym przynosi znaczące różnice i powinno być istotnym sygnałem kształtującym strategię pozyskiwania inwestycji dla lokalnych władz. Różnice te mogą świadczyć o zmianie sposobu postrzegania ośrodków przez inwestorów, a tym samym wskazywać na przyszłe trendy.

Subiektywny ranking opracowany został na podstawie wyników badania ABSL 2020 w oparciu o odpowiedzi kadry zarządzającej centrów nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Oceniano siedem miast: Warszawę, Wrocław, Kraków, Trójmiasto, Łódź, Poznań oraz Katowice i GZM. Zwycięstwo w rankingu subiektywnym przypadło Trójmiastu, a na kolejnych miejscach znalazł się Poznań i Wrocław. Ocenie podlegały takie kategorie jak: dostępność drogą, koleją i samolotem, wielkość puli talentów, koszty pracy, dostępność nowoczesnej powierzchni biurowej, jej jakość i cena najmu, ogólna ocena jakości życia, jakość lokalnych uniwersytetów, jakość współpracy między ośrodkami i lokalnymi uniwersytetami, a także korporacja z lokalnymi agencjami wsparcia inwestorów czy agencjami rozwoju.

Ranking obiektywny bazuje na analizie statystycznej. Oceniano te same kategorie co w rankingu subiektywnym. Dodatkowo uwzględniano od kilku do kilkunastu cech danej kategorii, aby prawidłowo ocenić pozycję danego ośrodka w stosunku do konkurentów. Ranking obiektywny objął 15 ośrodków miejskich. Poza miastami ocenianymi w rankingu subiektywnym analizie poddano także Lublin, Rzeszów, Bydgoszcz, Szczecin, Białystok, Kielce, Radom, Tarnów. Ranking obiektywny plasuje na pierwszych trzech pozycjach: Warszawę, Kraków oraz Katowice i GZM.

Dokładna analiza obu rankingów niesie cenną wiedzę dla władz lokalnych wskazując na rozbieżność percepcji oraz stanu faktycznego i tym samym być wskazówką dla działań informacyjno-promocyjnych. Rozbieżności mogą być też przesłanką występowania głębiej zakorzenionych problemów wymagających podjęcia działań zaradczych czy wyprzedzających. Analiza porównawcza rankingów kreuje przestrzeń dla wdrożenia zmian, zwiększających potencjał inwestycyjny lokalizacji i zwiększając atrakcyjność konkurencyjną – dodaje Wojciech Popławski.

Columbus Energy zacieśnia współpracę z Nexity Global

Columbus Energy S.A. i Nexity Global S.A. łączą siły. Spółki zawarły długoterminową umowę na wspólne działania w  zakresie elektromobilności i energetyki rozproszonej.

Spółki Columbus Energy oraz Nexity Global wypracowały model wzajemnego wsparcia. Zgodnie z podpisaną umową, spółki stworzą wspólną ofertę produktów oraz usług dla stacji ładowania. W ramach współpracy Columbus zapewni m.in. sieć sprzedaży, działania marketingowe i ekipy monterskie, natomiast Nexity udostępni system oraz platformę, służące do obsługi ładowania pojazdów elektrycznych, jak również całą infrastrukturę do zdalnego monitorowania stacji ładowania. Cały system zostanie stokenizowany i obie spółki będą inwestować w technologię blockchain.

Cieszymy się, że do grona kluczowych partnerów biznesowych Nexity dołącza odnosząca sukcesy na rynku OZE organizacja Columbus. To bardzo ważny moment w rozwoju naszej współpracy, który otwiera przed nami nowy rozdział – mówi Dawid Kmiecik, Prezes Zarządu Nexity Global S.A. – Dzięki uregulowaniu zasad współpracy z naszym największym akcjonariuszem, synergia naszych działań doprowadzi do stworzenia nowatorskich rozwiązań, o których szerzej zakomunikujemy już niebawem. Aktualne wydarzenie jest tym bardziej istotne, że Nexity rozpoczyna swoją przygodę z energetyką rozproszoną, dzięki czemu wkrótce zapewni dostęp do zdecentralizowanej platformy, opartej na technologii blockchain, służącej do efektywnego zarządzania procesami wytwarzania, dystrybucji i konsumpcji energii, w szczególności pochodzącej ze źródeł odnawialnych.

Spółki zadeklarowały współpracę w zakresie rozwoju produktów i usług Nexity tak, by pozostawały one w najwyższy możliwy sposób powiązane z ofertą Columbus. Jednocześnie Nexity stało się wyłącznym dostawcą rozwiązań technologicznych z zakresu elektromobilności, energetyki rozproszonej i systemów zarządzania energią dla Grupy Columbus.

System Nexity dostarcza swego rodzaju „blockchain użytkowy” dla konsumentów, czyli osób korzystających z samochodów elektrycznych, właścicieli infrastruktury wytwórczej czy właścicieli ładowarek w taki sposób, aby można było korzystać ze swojej energii – mówi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. – Columbus, jako dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, chce uczestniczyć w procesie obrotu tą energią. Chcemy być łącznikiem między światem wytwarzającym energię, szczególnie z OZE, a konsumentami i przedsiębiorcami.

Pandemia nie zatrzymała rynku biurowego

Pomimo swojego niepowtarzalnego charakteru 2020 rok przyniósł Warszawie dwukrotnie więcej nowych biur niż rok poprzedni. Dzięki dużej aktywności deweloperów w największych miastach w Polsce jest już łącznie ponad 12 mln mkw. powierzchni biurowych. W tym roku liderzy rynku deweloperskiego zapowiadają ukończenie kolejnych, dużych inwestycji. Plany firm, realizujących projekty biurowe w całym kraju dotyczą oddania nawet 800 tys. mkw. nowych powierzchni.   Biura Wysoka aktywność deweloperów w 2020 roku

Z analiz firmy Walter Herz wynika, że w 2020 roku na główne rynki w Polsce weszło 680 tys. mkw. biur. Wśród wiodących deweloperów wyróżniała się firma Echo Investment, dzięki której rynek zyskał 108 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, Skanska oddała w minionym roku 85 tys. mkw. biur, Ghelamco – 75 tys. mkw., HB Reavis – 65 tys. mkw., a Golub Gethouse – 48 tys. mkw. Na odnotowanie zasługuje fakt, że trzej ostatni z wymienionych deweloperów dostarczyli powierzchnie w ramach pojedynczych, wielkoskalowych projektów. Echo i Skanska natomiast oddały budynki zlokalizowane w różnych miastach w Polsce.

W skali kraju w budowie pozostaje ponad 1,2 mln mkw. biur, które będą sukcesywnie oddawane w najbliższych latach. – Intensywna działalność inwestorów świadczy o zapotrzebowaniu na nowoczesne powierzchnie biurowe we wszystkich głównych miastach w Polsce. Duża ilość obiektów w budowie zabezpiecza stabilny rozwój rynku oraz dostęp do wysokiej klasy powierzchni na zadawalającym poziomie. W największych ośrodkach w kraju wiele realizowanych projektów mieści się w pobliżu ścisłego centrum miasta, co dowodzi, że te rejony szczególnie zyskują na popularności – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

– Firmy wstrzymują się natomiast jeszcze z podejmowaniem zdecydowanych kroków związanych z wynajmem w oczekiwaniu na zakończenie blokady lockdownowej. Prawdopodobnie wiosną będziemy mogli już obserwować, jak duży realny wpływ na zapotrzebowanie na powierzchnię na rynku biurowym będzie miała praca zdalna – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Warszawa

Zasoby naszego, największego rynku biurowego zbliżają się do poziomu 6 mln mkw. powierzchni. Dane Walter Herz wskazują, że w 2020 roku w Warszawie oddanych zostało 335 tys. mkw. nowych biur, podczas gdy w 2019 roku niewiele ponad 160 tys. mkw. powierzchni. Do ukończonych projektów należał m.in. wysokościowiec Mennica Legacy Tower, dwa budynki w kompleksie Varso Place, The Warsaw HUB, Chmielna 89, budynek A w kompleksie Lixa oraz dwa biurowce w inwestycji Browary Warszawskie – Biura przy Willi i  Biura przy Warzelni. W budowie pozostaje 550 tys. mkw. biur, a rok wcześniej było ich w realizacji o 300 tys. mkw. więcej. Jeśli projekty będą oddawane w zapowiadanych terminach pozwoli to warszawskiemu rynkowi biurowemu płynnie przekroczyć w tym roku kolejny próg podażowy.

– W bieżącym roku w Warszawie planowane jest zakończenie budowy m.in. inwestycji Warsaw Unit należącej do firmy Ghelamco, Fabryki Norblina realizowanej przez Grupę Capital Park, a także biurowca Generation Park Y budowanego przez Skanska. Pozwolenie na użytkowanie właśnie otrzymał Skyliner firmy Karimpol, który przyniósł 45 tys. mkw. powierzchni. Jeśli zapowiedzi deweloperów sprawdzą się, tegoroczna nowa podaż przewyższy wynik uzyskany w Warszawie w roku ubiegłym – mówi Krzysztof Foks.

Na rynku warszawskim na najemców czeka dziś prawie 600 tys. mkw. powierzchni, to około 10 proc. wszystkich biur. Jak obliczają analitycy Walter Herz, podobną wartość osiągnął w ubiegłym roku w stolicy wolumen wynajmu. Ponad 600 tys. mkw. powierzchni, które trafiły do najemców oznacza, że 2020 roku popyt na warszawskie biura obniżył się o jedną trzecią w porównaniu z rokiem 2019, który z 880 tys. mkw. wolumenem najmu był dla Warszawy rekordowy.

Kraków

W 2020 roku zasoby biurowe rynku krakowskiego, który plasuje się na drugiej pozycji w kraju, przekroczyły 1,5 mln mkw. powierzchni. Przyczyniło się to tego zakończenie budowy między innymi kompleksu Unity Centre, High5ive 4, Fabryczna Office Park, DOT Office L1, czy Wadowicka 3 B. Ogół ukończonych budynków przyniósł miastu 129 tys. mkw. powierzchni biurowych.

– Deweloperzy wyraźnie nadal stawiają na Kraków. W budowie na krakowskim rynku znajduje się ponad 150 tys. mkw. biur. Powstaje projekt Ocean Office Park, pierwsze budynki w kompleksie The Park, czy finalny biurowiec w inwestycji High5ive. Niebawem możemy spodziewać się w stolicy Małopolski startu kolejnych, wielkoskalowych przedsięwzięć – zaznacza Krzysztof Foks.

Wrocław

We Wrocławiu w 2020 roku na rynek zostało dostarczone 61 tys. mkw. nowych powierzchni. Na terenie aglomeracji w budowie jest 100 tys. mkw. biur. Mimo pandemii popyt na wrocławskim rynku utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie. Do projektów oddanych w ubiegłym roku należały City Forum – City two, West 4 Business Hub, czy Centrum Południe. Wśród największych prowadzonych aktualnie inwestycji jest natomiast nowy, wielofunkcyjny kompleks Quorum, Brama Oławska, MidPoint 71 oraz Wielka 27.

Trójmiasto

W Trójmieście w budowie pozostaje 165 tys. mkw. powierzchni, z czego duża część nowych biur zlokalizowana jest w Gdyni. Oddanie projektów będących w końcowej fazie realizacji pozwoli trójmiejskiemu rynkowi biurowemu do końca 2021 roku przejść próg 1 mln mkw. powierzchni. W minionym roku na terenie Trójmiasta oddanych zostało 60 tys. mkw. biur, między innymi w budynkach Olivia Prime B oraz Wave A. Do realizowanych w regionie inwestycji należą 3T Office Park, K2 Kielecka, Gato, Format, czy Palio.

Poznań

2020 rok w kontekście nowych projektów biurowych w Poznaniu przebiegł spokojnie. Do użytku został oddany jeden projekt – Giant Office oferujący ponad 15 tys. mkw. powierzchni najmu.

– Wśród inwestycji będących obecnie w budowie, wyróżnia się budynek D w kompleksie Nowy Rynek realizowanym przez Skanska oraz Andersia Silver, który w 2023 roku stanie się najwyższym budynkiem w mieście. Aktualnie w Poznaniu powstaje 81 tys. mkw. powierzchni biurowych – mówi Krzysztof Foks.

Katowice

Katowice są jednym z regionalnych rynków nieruchomości, gdzie najszybciej rozwija się segment biurowy. W 2020 roku zostało w nich oddane do użytku 66 tys. mkw. powierzchni biurowych, a ponadto w budowie znajduje się aż 170 tys. mkw. powierzchni biurowych, co stanowi blisko jedną trzecią obecnych zasobów. Wśród realizowanych projektów znajdują się Global Office Park – wielofunkcyjny projekt realizowany przez Cavatinę, .KTW II – kolejny etap projektu biurowego położonego w sąsiedztwie katowickiego Spodka, Silesia for Business realizowany przez TriGranit czy Craft firmy Ghelamco.

Łódź

2020 rok zakończył się na łódzkim rynku biurowym z wysokim popytem, ale również relatywnie niską aktywnością deweloperów. W ubiegłym roku podaż powierzchni biurowych wzrosła o 37 tys. mkw. Do użytkowania oddane zostały między innymi Brama Miasta A i Hi Piotrkowska 155. Obecnie najaktywniejszym deweloperem w mieście jest Echo Investment, realizujące projekty React oraz wielofunkcyjny projekt Fuzja.

Popyt zadecyduje o kierunku transformacji rynku

– Projekty biurowe w całym kraju prowadzone są bez większych zakłóceń. Realizację następnych obiektów deweloperzy uzależniają jednak od popytu. Budowa niektórych z planowanych inwestycji może zostać przesunięta w czasie. W przypadku projektów w fazie realizacji trwają analizy dotyczące zastosowania optymalnych rozwiązań, które wpiszą się w zapotrzebowanie przyszłych użytkowników. Część przygotowywanych projektów typu mixed-use może zmienić swoje funkcje użytkowe lub zostać całkowicie przekształcona – uważa Bartłomiej Zagrodnik.

– Wywoławcze stawki czynszowe na rynku biurowym utrzymują się nadal na wysokim poziomie. Właściciele budynków, przede wszystkim tych z większym udziałem wolnej powierzchni, zaczęli już jednak walczyć o najemców, oferując rozbudowane pakiety zachęt. Na niektórych rynkach można zaobserwować spadek ilości rozpoczynanych projektów w porównaniu z latami ubiegłymi, co w dłuższej perspektywie może przyczynić się do wystąpienia niedoborów wysokiej klasy powierzchni biurowych. Szczególnie, jeśli sprawdzą się oczekiwania związane z napływem nowych inwestorów do Polski oraz okaże się, że firmy nie zechcą na szerszą skalę redukować powierzchni i utrzymają zajmowane biura jako ważny element swojej działalności – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

5 kluczowych trendów w branży fintech w 2021 roku

Pandemia koronawirusa zaburzyła działanie większości sektorów gospodarki – nawet szybko rozwijającej się branży fintech, która rośnie prawie wykładniczo[1]. W skutek COVID-19 cała branża finansowa została zmuszona do tego, by funkcjonować bardziej efektywnie, skoncentrować się na potrzebach klientów i najbardziej rentownych obszarach działalności. W odpowiedzi na lockdown oraz wiążącą się z tym koniecznością wprowadzenia pracy zdalnej, firmy musiały wdrożyć cyfrowe rozwiązania – m.in. z tego względu rola fintechów stała się jeszcze ważniejsza niż wcześniej. To one były gotowe oferować innowacyjne oprogramowanie i pomóc wykorzystywać technologiczny potencjał wielu przedsiębiorstw.

Co zatem czeka branżę fintech w 2021 roku i jakich zmian możemy się spodziewać?

  1. Ochrona przed spowolnieniem gospodarczym

W obliczu nagłego kryzysu spowodowanego koronawirusem wiele firm nie wiedziało, co robić, by pozostać na rynku. W niepewnych czasach ogromnym wyzwaniem okazało się utrzymanie płynności. Pomocą dla firm – zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw, które z reguły dysponują mniejszym kapitałem od dużych podmiotów – okazało się finansowanie oferowane przez fintechy. Pokazało to, jak istotne dla MŚP jest otrzymanie szybkiego wsparcia, niewymagającego nadmiernej biurokracji i umożliwiającego jednocześnie odbiór gotówki nawet do 24 godzin. Na polskim rynku dobrym przykładem może być Lidya (firma oferująca alternatywne formy finansowania), która umożliwia przedsiębiorstwom rozwój działalności i generowanie wyższych przychodów nawet w warunkach pandemicznych.

Obecny kryzys pokazał, jak dużym poziomem elastyczności i zwinności muszą wykazywać się przedsiębiorstwa, by utrzymać się na rynku. Dzięki innowacyjnym formom finansowania, oferowanym m.in. przez fintechy, właściciele firm nie muszą czekać, aż kontrahenci opłacą faktury, które im wystawili, by opłacić bieżące koszty czy inwestować w dalszy rozwój. Cały proces uzyskiwania finansowania od firm pokroju Lidya jest niezwykle prosty – pieniądze można uzyskać na podstawie historii przepływów na rachunku bankowym. W tym przypadku z trzech ostatnich miesięcy.

  1. Przyspieszona rezygnacja z gotówki

O płatnościach bezgotówkowych mówi się już od dawna. Pandemia COVID-19 sprawiła, że temat ten znów pojawił się na świeczniku. Wielu konsumentów w obawie przed zarażeniem się koronawirusem zrezygnowało z płatności za pomocą banknotów i monet. Ponad połowa Polaków (54 proc.) twierdzi, że w okresie pandemii wzrosła liczba miejsc, w których można zapłacić kartą, a przy tym 38 proc. znacznie ograniczyło płacenie gotówką w ostatnich miesiącach. Nadal jednak aż 60 proc. uważa, że w miejscach takich jak targi czy bazary jest problem z dokonaniem transakcji za pomocą karty[2].

Ludzie przekonali się, że płatności bezgotówkowe są po prostu wygodne. Idąc na zakupy, nie trzeba już zabierać ze sobą portfela. Wystarczy mieć ze sobą smartfon lub smartwatcha, które siłą rzeczy mamy przy sobie. Ten rodzaj płatności jest bardzo szybki, wygodny i przede wszystkim bezpieczny, ponieważ z reguły nie wymaga podawania numeru PIN. Niektóre sklepy zaczęły już całkowicie rezygnować z gotówki. Z biegiem czasu przekonanie do płatności bezgotówkowych może jedynie wzrosnąć, ponieważ fintechy coraz chętniej wkraczają na rynek płatności, przekonując klientów do formy cashless.

  1. Partnerstwa bankowe

Banki i inne instytucje finansowe coraz chętniej korzystają z rozwiązań wprowadzanych przez fintechy. Pozwala im to na dotarcie do szerszego grona klientów oraz ułatwia kontakt z tymi dotychczasowymi. Jest to możliwe dzięki wprowadzeniu nowych, bardziej innowacyjnych kanałów. Według badania firmy Deloitte, pandemia przyspieszyła transformację cyfrową w sektorze finansów. Wiele podmiotów poprawiło swoją infrastrukturę techniczną i zainwestowało w usprawnienie wykorzystywanych narzędzi cyfrowych. Proces ten będzie przebiegał szybciej i łatwiej, jeśli banki na szerszą skalę przekonają się do usług innowacyjnych fintechów[3].

  1. Rozwój w świecie Blockchain i wpływ na płatności

Rola blockchain z roku na rok rośnie. W 2019 roku wartość tego rynku szacowano na 2,01 mld dolarów, do 2027 r. ma on osiągnąć 69,04 mld dol.[4] Technologia ta może zrewolucjonizować świat płatności. Ułatwi przeprowadzanie przelewów internetowych oraz rozliczeń transgranicznych. Wdrażanie blockchain przez instytucje finansowe nie tylko przyspiesza cały proces, ale przede wszystkim podnosi bezpieczeństwo transakcji. System ten pozwala również ominąć pośredników płatności, a użytkownikom dokonywać przelewów bezpośrednio do innych podmiotów korzystających z niniejszej technologii. Ponadto blockchain może być wykorzystany do przeprowadzenia wyborów online, ponieważ ta zdecentralizowana baza danych umożliwia wyborcom bezpieczne i anonimowe oddanie głosu[5].

  1. Praca zdalna, a rozwój narzędzi cyfrowych

W wielu firmach praca w warunkach home office przeszła już do porządku dziennego. Pracodawcy, chcąc zadbać o bezpieczeństwo członków swoich zespołów, zdecydowali się na pracę zdalną. Według badania IDG, od stycznia tego roku, około 40 proc. pracowników będzie pracować hybrydowo[6]. Niniejszy model, poza wykorzystywaniem oprogramowania do telekonferencji oraz komunikatorów, wymaga wykorzystania z szeregu dodatkowych narzędzi cyfrowych. Problem stanowią m.in. papierowe dokumenty, które często wymagają przekonwertowania na format elektroniczny i kolejno udostępnienia ich właściwym podmiotom, bez narażania na wgląd w nie osób trzecich. Odpowiednie rozwiązania tego problemu starają się wprowadzić fintechy, tworząc oprogramowania służące do bezpiecznego przechowywania danych, jednocześnie umożliwiając łatwe udostępnianie plików za pomocą narzędzi API[7]. Fintechy takie jak Lidya dystansują konkurencję, ponieważ całe procesy są paperless, co oznacza, że są tworzone bez użycia papieru. Tego rodzaju firmy używają dokumentów wyłącznie w formacie cyfrowym, a cała komunikacja od początku odbywa się za pośrednictwem telefonów i poczty elektronicznej.

Powyższe pięć trendów dotyczących rozwoju fintechów to przykłady, które mogą być najpopularniejsze w 2021. Jedno jest pewne: najbliższa przyszłość i perspektywa kilku najbliższych lat powinna należeć do firm działających na granicy technologii i finansów.

[1] https://www.bobsguide.com/guide/news/2020/Dec/21/risk-rise-in-pandemic-hit-fintech-sector/

2 https://zbp.pl/Aktualnosci/Wydarzenia/Warto-Bezgotowkowo-2020%E2%80%9D-pandemia-zmienia-zwyczaje-platnicze-Polakow

3 https://www.fintechfutures.com/2020/12/fintech-projections-for-2021/

4 https://www.fortunebusinessinsights.com/industry-reports/blockchain-market-100072#:~:text=The

[5] https://www.mobilepaymentstoday.com/blogs/3-payments-trends-to-watch-in-2021/

[6] https://www.fintechfutures.com/2020/12/fintech-projections-for-2021/

[7] https://www.fintechfutures.com/2020/12/fintech-projections-for-2021/