Na starciu Amazon z Allegro najlepiej wyjdzie konsument

“Nie znamy dnia ani godziny, lecz wszyscy wiemy, że moment, w którym Amazon ruszy na podbój polskiego rynku e-commerce wkrótce nadejdzie” – tak aż do wczoraj mówiono o wejściu amerykańskiego giganta do Polski. 27 stycznia 2021 r. to historyczna data dla handlu internetowego nad Wisłą. Spełniła się bowiem przepowiednia, którą rynkowi eksperci przez kilka ostatnich lat powtarzali jak mantrę. Rodzimi przedsiębiorcy w końcu mogą rejestrować konta sprzedażowe na Amazon.pl, zasilając grono partnerów największego marketplace świata. Swoją potęgę bowiem Amazon zbudował na współpracy z zewnętrznymi sprzedawcami, którzy odpowiadają za większość obrotów na tej platformie.

Sprzedaż na Amazon wiąże się ze sporymi wyzwaniami, o czym przekonało się wiele przedsiębiorstw, które np. traciły konta z powodu niewłaściwej obsługi klientów. Wymagania, jakie marketplace stawia przed swoimi partnerami, są tak wysokie, że sporo firm omija ten kanał sprzedaży szerokim łukiem. Tymczasem Amazon nie należy się bać, trzeba go po prostu zrozumieć. Nasza współpraca z amerykańskim gigantem e-commerce trwa od ponad 5 lat. Przez ten czas pomogliśmy wielu polskim firmom osiągnąć imponujące wyniki, kompleksowo zarządzając ich sprzedażą na zagranicznych rynkach.

Cieszy nas fakt, że jako jedyna firma z Polski jesteśmy jednocześnie autoryzowanym przez Amazon dostawcą usług oraz technologii dla sprzedawców. Z opracowanego przez nas systemu do optymalizacji sprzedaży na Amazon Clipperon, który już niebawem dostępny będzie w wersji SaaS, z sukcesem korzysta rosnące grono zagranicznych sprzedawców. Wejście giganta e-commerce na polski rynek oznacza jedno – ogromny wzrost zapotrzebowania zarówno na nasze oprogramowanie, jak również usługi agencyjne.

Największym konkurentem Amazon na polskim rynku jest rzecz jasna Allegro. Na rodzimej platformie handlowej działa ponad 125 tys. sprzedawców. Należy jednak pamiętać, że ich średnie obroty wynoszą około 195 000 pln. Tymczasem, w przypadku statystycznego sprzedawcy z Amazon, kształtują się one na poziomie około 500 000 pln. To ogromna różnica, którą polscy przedsiębiorcy z pewnością wezmą pod uwagę, tworząc strategię sprzedaży na najbliższe lata. Różnica tym bardziej widoczna, jeśli porównamy wyniki statystycznego sprzedawcy na Amazon, ze średnimi obrotami klientów Nethansy na tej platformie. W 2020 r. wyniosły one blisko 2 000 000 pln, czyli 4 razy więcej.

Ekspansja Amazona to dobra wiadomość dla konsumentów. Walcząc o ich portfele, platformy handlowe bez wątpienia wytoczą najcięższe działa. O specjalnych usługach, promocjach i benefitach dowiemy się przeglądając internet czy wręcz otwierając przysłowiową… lodówkę. W cieniu prężących muskuły gigantów odbywać się będzie cichy eksodus klientów z indywidualnych sklepów internetowych. Dominacja dużych platform handlowych to kierunek, w którym nieuchronnie zmierzamy. Tego trendu nie da się odwrócić i na pewno nie można go zignorować. Sklepy, które nie zadbają o integrację z największymi kanałami sprzedaży, ulegną marginalizacji.

Sascha Stockem, CEO Nethasa

Dane z USA zaskakują

Najważniejszym odczytem dnia wczorajszego były dane na temat zamówień na dobra w USA. Dane te nie były szczególnym zaskoczeniem, ale potwierdziły problemy, z którymi boryka się tamtejsza branża motoryzacyjna.

Zamówienia w USA

Wczoraj poznaliśmy dane z USA w temacie zamówień na dobra. Lepiej od oczekiwań wypadły te bez środków transportu, a gorzej zamówienia na dobra trwałego użytku. Pokazuje to problem, który w USA ma branża motoryzacyjna ostatnio. Wszyscy skupiamy się na świetnych wynikach Tesli, ale to wyniki giełdowe, podczas gdy sprzedaż samochodów nie spełnia oczekiwań. Rynki potraktowały te dane jako korzystne dla dolara i kontynuowały umacnianie się amerykańskiej waluty.

Wskaźnik wyprzedzający koniunktury

Dzisiaj o godzinie 9:00 poznaliśmy dane, które nie często powodują dużą zmienność na rynku. Wskaźnik wyprzedzający koniunktury wg BIEC (Bureau for Investment and Economic Cycles) spowodował dzisiaj jednak sporą zmienność na parach złotowych. Od rana polska waluta traciła na wartości około 1,5 grosza względem euro, po czym tuż po publikacji zyskała porównywalną wartość. Powodem był lepszy od oczekiwań wskaźnik. W rezultacie inwestorzy chętniej patrzą na polską walutę i złoty zyskuje.

Lepsze dane z Hiszpanii

Wbrew oczekiwaniom nie doszło dzisiaj do pogorszenia sytuacji na hiszpańskim rynku pracy. Stopa bezrobocia zdaniem analityków miała wzrosnąć z 16,26% na 16,7%, a spadła na 16,13%. Wynik względem oczekiwań oczywiście powinien cieszyć. Sam jednak pułap na którym bezrobocie w Hiszpanii się znajduje nie powoduje jednak entuzjazmu. Inwestorzy wzięli te dane jako dobrą monetę i po publikacji euro zyskało względem dolara.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Komentarz ZPP ws. potencjalnych zmian w oskładkowaniu umów cywilnoprawnych

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców z uwagą i niepokojem przygląda się zapowiedziom zmian w zakresie oskładkowania umów cywilnoprawnych.

ZPP konsekwentnie zaznacza, że system składek na ubezpieczenia społeczne w Polsce jest skomplikowany. Jego konstrukcja stwarza problemy z jego prawidłowym rozliczaniem szczególnie przez mikro i małych przedsiębiorców, którzy w wielu przypadkach chcieliby zatrudniać kolejnych (lub pierwszych pracowników), jednak z uwagi na wysoki poziom oskładkowania oraz opodatkowania umów o pracę czy cywilnoprawnych, a także złożoność systemu wyliczeń składek – tego nie robią. Decydują się zatem na niepodejmowania zatrudnienia, lub w skrajnym przypadku na rozliczenie z pracownikiem w szarej strefie.

Jakiekolwiek zmiany w zakresie „uporządkowanie systemu ubezpieczeń społecznych” nie mogą się wiązać ze zwiększaniem oskładkowania zarówno umów o pracę, jak i tzw. umów cywilnoprawnych. Tego typu działanie, szczególnie w zakresie zwiększenia wymogów i poziomu oskładkowania umów zlecenia, czy też oskładkowania umów o dzieło, prowadzić będzie do zahamowania aktywizacji zawodowej Polaków, jak również zwiększania poziomu szarej strefy.

Wbrew pojawiającym się w przestrzeni opiniom, nie uważamy by zmiany polegające na zwiększeniu poziomu oskładkowania umów cywilnoprawnych stanowiły przejaw wyrównania warunków konkurencji, czy zwiększenia poziomu pewności prawa. W naszym przekonaniu rezultat realizacji tego rodzaju propozycji byłby wprost przeciwny.

Problem z systemem oskładkowania i opodatkowania pracy na podstawie umów kodeksowych jak i pozakodeksowych znajduje się zbyt wysokim klinie kosztów publiczno-prawnych, jak i skomplikowaniu systemu oskładkowania danej formy zatrudnienia. Problem nie leży w odmiennych zasadach obowiązujących dla tych form.

Nie da się jednym prostym trickiem zlikwidować „nadużywania” innych niż umowa o pracę form zatrudnienia. Jedynym sposobem jest zwiększenie konkurencyjności i atrakcyjności zatrudnienia w ramach umowy o pracę. Zwiększanie kosztów zatrudnienia tymczasem ponownie doprowadzi do wzrostu szarej strefy. Warto zwrócić również uwagę na fakt, że elastyczne formy zatrudnienia na podstawie np. umów zlecenia są najbardziej popularne w branżach które zostały najdotkliwiej dotknięte przez koronakryzys, jak branża fitness, rekreacja, HoReCa, czy usługi.

Jakiekolwiek zmiany w zakresie zwiększania wymogów i kosztów pracy nie mogą być wdrażane w tak kryzysowym roku, jak obecny. Ustawodawca powinien dążyć do upraszczania systemu, zmniejszania obciążeń, zapewnienia stabilności otoczenia prawnego i deregulacji. Tylko takie działania spotkają się z pozytywną opinią środowiska przedsiębiorców. Wszelkie działania przeciwne skutkować będą aktywnym i zdecydowanym sprzeciwem polskich firm, które mierzą się z daleko posuniętymi trudnościami i kłopotami spowodowanymi m.in. utrzymywaniem przez rząd w zamknięciu wielu sektorów gospodarki.

Problemy systemu emerytalnego nie mogą być adresowane poprzez obniżanie konkurencyjności polskiego rynku pracy. Takie podejście wtórnie wpłynęłoby na zmniejszenia zatrudnienia, zmniejszenia tempa wzrostu zarobków, produktu krajowego brutto, co będzie miało wpływ na i tak mniejsze dochody budżetu państwa i funduszu ubezpieczeń społecznych. Chcąc lecząc chorobę, wywołamy inną, pierwotną pozostawiając niezmienną.

O ile ZPP pozostaje otwarty na dyskusję dot. zmniejszenia skomplikowania systemu ubezpieczeń społecznych na podstawie umów o pracę, jak i osobno umów cywilnoprawnych, tak negatywnie oceniamy wszelkie działania, które spowodują zwiększenie oskładkowania tych drugich.

Przeciwne działania będą w bezpośredniej sprzeczności z projektem postulatów w ramach umowy społecznej, które wprost wskazują, że partnerzy społeczni oczekują “zmniejszania barier administracyjnych, poprawy otoczenia regulacyjnego dla prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie stabilności i przewidywalności prawa oraz powstawania owych firm i zwiększania zatrudnienia.”

Zgłoszenia do „małego ZUS plus” tylko do 1 lutego

Przedsiębiorcy, którzy chcieliby skorzystać z „małego ZUS plus”, wciąż mogą złożyć odpowiednią deklarację. Eksperci inFakt przypominają, że ostatni dzień zgłoszeń to 1 lutego.

„Mały ZUS plus” jest to rozwiązanie, na mocy którego składki na ubezpieczenia społeczne będą wyliczane od podstawy zależnej od wysokości dochodów osiągniętych w poprzednim roku kalendarzowym. Ulga dotyczy tylko składek na ubezpieczenie społeczne, natomiast składkę zdrowotną należy opłacać w pełnej wysokości.

Z „małego ZUS plus” mogą skorzystać przedsiębiorcy, których przychód w 2020 roku nie przekroczył 120 tysięcy złotych. Jeżeli działalność gospodarcza była prowadzona przez niepełny rok, to limit przychodu wylicza się proporcjonalnie do liczby dni prowadzenia firmy. Z ulgi może jednak skorzystać tylko taki przedsiębiorca, który w 2020 roku prowadził działalność przez przynajmniej 60 dni.

Jak dokonać zgłoszenia do ZUS? Przedsiębiorca powinien wyrejestrować się z ZUS poprzez druk ZUS ZWUA z kodem, z którym jest obecnie zarejestrowany. Następnie musi ponownie dokonać zgłoszenia poprzez złożenie dokumentu ZUS ZUA z kodem 05 90 albo 05 92.

W tym roku możliwość zgłoszenia do „małego ZUS plus” może być pomocna dla wielu przedsiębiorców, których w 2020 roku spotkały negatywne skutki pandemii COVID-19. Przedsiębiorca musi jednak pamiętać, że poza przychodem niższym niż 120 000 złotych należy też wykazać dochód niższy niż 76 991 złotych i dopiero wówczas będzie możliwość obniżenia ZUS. W tej sytuacji przedsiębiorca, który ma np. 200 000 złotych przychodu, ale tylko 50 000 złotych dochodu, nie może skorzystać z „małego ZUS plus”. Dlatego moim zdaniem to kryterium dochodowe powinno być decydujące – tłumaczy Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Należy zaznaczyć, że osoby, które korzystały do tej pory z „małego ZUS plus”, mogą kontynuować, pod zwykłymi warunkami: jeżeli w poprzednim roku ich przychód nie był wyższy niż 120 tysięcy złotych oraz prowadzili działalność gospodarczą przez co najmniej 60 dni. Z „małego ZUS plus” przedsiębiorca może korzystać maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu ostatnich 60 miesięcy, w czasie których prowadził działalność gospodarczą.

ORLEN Południe inwestuje w biogazownie rolnicze

ORLEN Południe, spółka z Grupy ORLEN, nabyła dwie działki w Głąbowie, w gminie Ryn, przejmując rozpoczętą na nich budowę biogazowni rolniczej. Spółka będzie kontynuowała inwestycję, rozbudowując instalację w kierunku biometanowni produkującej ok. 7 mln m3 biogazu rocznie. Realizacja projektu wpisuje się w strategię Grupy ORLEN do 2030 roku, zakładającą budowę  efektywnego ekonomicznie i energetycznie systemu odnawialnych źródeł energii.

– Stawiamy na nowoczesny biznes, który pozwoli Grupie ORLEN i polskiej gospodarce rozwijać się w sposób zrównoważony. Zadeklarowaliśmy osiągnięcie neutralności emisyjnej w 2050 roku jako pierwszy w Europie Środkowej koncern paliwowy. To ambitny cel, który wiemy jak zrealizować. W ciągu tej dekady zainwestujemy ponad 25 mld zł w projekty, które pozytywnie wpłyną na środowisko, a nam zapewnią pozycję lidera transformacji energetycznej w Europie Środkowej. Inwestycje biogazowe prowadzone przez ORLEN Południe są właśnie jednym z elementów strategii ORLEN2030. Realizacja tych projektów wzmocni kompetencje i pozycję rynkową spółki ORLEN Południe, a to oznacza wzmocnienie całej Grupy ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Spółka ORLEN Południe, która rozwija nową linię biznesową w obszarze produkcji biogazu, wcześniej przejęła nowoczesną biogazownię rolniczą w Konopnicy, w gminie Rawa Mazowiecka. Natomiast w Głąbowie Orlen Południe nabył dwie działki o powierzchni 1,36 ha i 0,23 ha wraz z rozpoczętą budową biogazowni o mocy nie przekraczającej 1 MWe. Spółka zamierza zrealizować tę inwestycję z założeniem jej rozbudowy do ok. 3 MWe. Rozpoczęcie prac budowlanych zaplanowano już na pierwszy kwartał tego roku. Ich wykonawcą będzie polska firma PROEKO z Witaszyc. Produkowany w instalacji biometan mógłby być tłoczony do sieci gazowej w ilości ok. 7 mln m3 rocznie. Zakończenie inwestycji planowane jest na koniec 2022 roku.

– Realizacja naszego programu biogazowego, opierającego się na produkcji biogazu oczyszczonego do parametrów biometanu i wtłaczanego do sieci dystrybucyjnej, będzie miała duże znaczenie dla spełnienia Narodowego Celu Wskaźnikowego. Wytwarzany biometan będziemy również wykorzystywać do produkcji biowodoru. ORLEN Południe w obu tych obszarach zamierza być pionierem na krajowym rynku – mówi Marcin Rej, Prezes Zarządu ORLEN Południe.

Nieruchomości w Głąbowie są dobrze zlokalizowane z punktu widzenia dostępności substratów niezbędnych do produkcji biogazu. Zakup gruntów pod budowę własnej biogazowni stanowi kolejny krok w procesie tworzenia linii biznesowej ORLEN Południe w obszarze produkcji biogazu. Zakłada on zarówno budowę nowych instalacji, jak też przejmowanie oraz modernizację istniejących obiektów. W Głąbowie powstanie pierwsza biogazownia wybudowana przez ORLEN Południe. Natomiast w grudniu ub.r. spółka nabyła już istniejącą, nowoczesną biogazownię rolniczą o mocy 1,99 MWe w Konopnicy w gminie Rawa Mazowiecka. W planach jest przekształcenie jej w wytwórnię biometanu.

UE chce mieć wgląd w nasze rozmowy. Czy to koniec prywatności komunikatorów?

Pod koniec 2020 roku Rada Unii Europejskiej opublikowała rezolucję, wzywającą do wprowadzenia nowych zasad obejmujących szyfrowanie w Europie.  Wdrożenie tych rekomendacji oznaczałaby pojawienie się „trzeciej” strony w procesie nawiązywania komunikacji, co w praktyce może oznaczać koniec prywatności komunikacji – wskazuje Adrian Ścibor z Fundacji AVLab dla Cyberbezpieczeństwa. Czy prywatność obywateli Unii Europejskiej może być zagrożona?

Wydana przez Radę Unii Europejskiej rezolucja 13084/1/20 REV 1 wskazuje na konieczność zachowania wysokich standardów bezpieczeństwa, transparentności oraz ochrony danych osobowych, jednocześnie wzywając do rozszerzenia przepisów na rzecz walki z przestępstwami seksualnymi, terroryzmem czy przestępczością zorganizowaną.  Co to oznacza?

Wspomniana rezolucja wzywa firmy technologiczne do podjęcia rozmów mających na celu opracowanie sposobów „obejścia szyfrowania”. W dokumencie podkreślono znaczenie poszanowania dla praw podstawowych oraz praworządności, jednak według wytycznych UE może wykorzystać swoje uprawnienia regulacyjne, aby zapewnić dostęp do ukrytych danych sądom czy organom ścigania. Według specjalistów bezpieczeństwa cybernetycznego treść listopadowej rezolucji wydaje się być sprzeczna i nie do zaakceptowania.

– Słowo „backdoor” nie pada jednoznacznie w rezolucji. Nie zmienia to jednak faktu, że eksperci nie godzą się z nowym pomysłem urzędników, wskazując na możliwe nadużycia – tłumaczy Adrian Ścibor z Fundacji AVLab dla Cyberbezpieczeństwa.

O podobnych planach kontrolowania szyfrowanych komunikatorów mówili niemieccy europosłowie, którzy zaproponowali wymuszenie na producentach tzw. tylnych furtek pozwalających na dostęp do danych odpowiednim służbom. Adrian Ścibor z Fundacji AVLab dla Cyberbepieczeństwa zwraca również uwagę, że od 2019 roku podobne prawo działa w Australii. „Assistance and Access Bill” nakazuje firmom, a także dostawcom świadczącym usługi na terenie Australii, „obchodzenia” szyfrowania i przekazywania dostępu do danych odpowiednim organom. Podobne regulacje chce wprowadzić sojusz wywiadów państw Pięciorga Oczu (USA, UK, Kanada, Australia i Nowa Zelandia).

Twórcy przeciwko ustawie

Choć jak na razie większość mediów milczy w temacie nowych rekomendacji, to swój głos sprzeciwu wyrazili twórcy oprogramowania do szyfrowania i bezpiecznej komunikacji: ProtonMail, Threema, Tresorit i Tuanota.

– Szyfrowanie end-to-end jest absolutne. Dane są zaszyfrowane albo nie. Użytkownicy mają prywatność lub nie. Chęć udostępnienia organom ścigania większej liczby narzędzi do walki z przestępczością jest zrozumiała. Jednak przedstawione propozycje są cyfrowym odpowiednikiem przekazania organom ścigania klucza do domu każdego obywatela i mogą dążyć w kierunku większych naruszeń prywatności – twierdzą dostawcy rozwiązań szyfrujących w liście skierowanym do Rady UE.

Ekspert Fundacji AVLab dla Cyberbezpieczeństwa uważa, że pomysł Unii Europejskiej spowoduje w ostatecznym rozrachunku nakaz umieszczania backdoorów w oprogramowaniu komunikatorów. Oznacza to, że będziemy musieli zapomnieć o bezpieczeństwie i anonimowości jakie obecnie znamy, ewentualnie zmuszeni będziemy do korzystania z usług bardziej niszowych i mniej wygodnych.

Komentarz ZPP ws. utrzymywania lockdownu

W trakcie dzisiejszej konferencji prasowej, minister zdrowia Adam Niedzielski zakomunikował, że do 14 lutego w mocy pozostaną w zasadzie wszystkie obowiązujące w tej chwili ograniczenia. Istotnym z punktu widzenia gospodarki wyjątkiem jest w zasadzie tylko handel – od 1 lutego sklepy w galeriach handlowych mają zostać ponownie otwarte, wg zasad obowiązujących w grudniu. Zniknąć mają również „godziny dla seniorów”. ZPP podkreśla jednak z pełną mocą, że otwarcie handlu nie stanowi wystarczającej odpowiedzi na narastające zagrożenie gospodarczym kryzysem.

Nasze głębokie zdziwienie budzi argumentacja wykorzystana przez pana ministra na poparcie utrzymania ograniczeń. Jak się wydaje, kluczowymi przesłankami branymi pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o restrykcjach, nie jest liczba zachorowań w Polsce, wydolność krajowego systemu opieki zdrowotnej, czy też sytuacja gospodarcza i zdolność do przetrwania firm. Po dzisiejszej konferencji prasowej odnosimy wrażenie, że naszą politykę epidemiczną kształtują de facto rządy innych państw – kontynuację lockdownu uzasadniać mają głębokie restrykcje w krajach ościennych i znacznie trudniejsza od naszej sytuacja epidemiczna w niektórych miejscach w Europie.

ZPP wskazywał już, że opieranie polskiej polityki antyepidemicznej na wzorcach zaczerpniętych z państw takich, jak Francja, czy Niemcy, wiąże się z ryzykiem zmarnowania gospodarczego wysiłku ostatnich lat. Niektóre państwa w Europie stać na utrzymywanie długotrwałego lockdownu, bez ryzykowania istotnym spadkiem poziomu życia. Inne – takie jak Polska – muszą racjonalnie kalkulować koszty podejmowanych decyzji, uwzględniając ekonomiczne i społeczne konsekwencje utrzymywania gospodarki w zamknięciu.

Jesteśmy zdumieni faktem, że przedstawioną w listopadzie mapę drogową luzowania obostrzeń zdeprecjonowano stwierdzeniem, że była ona oparta na jednym wskaźniku (średniej dziennej liczby zachorowań). Skoro przedstawiciele kluczowych ośrodków decydujących o podejmowanych w ramach walki z epidemią działaniach, uważają jesienną mapę za niedoskonałą, to w jakim celu została ona wówczas w ogóle przedsiębiorcom zakomunikowana? Nasuwa się również pytanie o to, komu dokładnie można przypisać autorstwo tego dokumentu. Dwa tygodnie temu zwróciliśmy się do Ministerstwa Zdrowia z wnioskiem o udzielenie informacji publicznej w tym zakresie. Z wiadomości zwrotnej, którą otrzymaliśmy wynika, że odpowiedzi z informacją możemy spodziewać się w połowie marca, a zatem w najdłuższym terminie dopuszczonym ustawą o dostępie do informacji publicznej.

O ile pozytywnie oceniamy fakt otwarcia handlu w galeriach handlowych oraz rezygnację z całkowicie niesprawdzającego się w rzeczywistości rozwiązania, jakim były „godziny dla seniora”, o tyle nie uważamy, by były to wystarczające powody do wyrażania zadowolenia. Rząd w dalszym ciągu nie przedstawił racjonalnej i jasnej strategii wychodzenia z lockdownu. Przedłużanie ograniczeń w dwutygodniowych cyklach zupełnie pozbawia przedsiębiorców poczucia pewności prawnej.

Mając na uwadze powyższe, ponownie apelujemy do rządu o przygotowanie i zaprezentowanie planu wycofywania restrykcji gospodarczych. Uważamy, że dobrym punktem wyjścia może być mapa drogowa z listopada – nie widzimy niczego zdrożnego w kształtowaniu polityki antyepidemicznej w oparciu o analizę sytuacji w kraju i ocenę wagi ryzyk, zagrożeń i konkretnych szkód wynikających z przedłużającego się lockdownu.

Wojna cybernetyczno-informacyjna uderza w prawa człowieka

Technologia może przynieść ogromne korzyści różnym sektorom gospodarki, przedsiębiorstwom i społecznościom. Jej potencjał jest praktycznie nieograniczony. Dezinformacja utrudnia jednak jego wykorzystanie.

We współczesnej, zglobalizowanej rzeczywistości prawie w każdej rozmowie poruszany jest temat tzw. fake newsów, które mogą skierować na fałszywe tory dyskurs publiczny dotyczący np. wyborów politycznych czy aktualnych wydarzeń na świecie.

Równocześnie w erze „nadzorowanego kapitalizmu” ciągle zmienia się definicja prywatności. W rezultacie można bez większej przesady powiedzieć, że jeśli chodzi o ochronę naszych danych, stąpamy po polu minowym.

W takich warunkach coraz większego znaczenia nabiera ochrona danych oraz technologie zabezpieczeń cybernetycznych, które chronią przysługujące nam prawa człowieka w warunkach wojny cybernetyczno-informacyjnej. Ponadto przedsiębiorstwa muszą zapewnić, że będą wykorzystywać dane w sposób etyczny, bezpieczny i zgodny z przepisami prawa.

Dzień Ochrony Danych jest okazją do zaprezentowania technologii wyznaczających nowe kierunki w walce z dezinformacją cybernetyczną oraz metod, za pomocą których firmy mogą chronić nasze prawa jako pracowników, konsumentów i obywateli.

Ochrona danych jako prawo człowieka

Być może nie wszyscy wiedzą, że ochrona danych jest jednym z praw człowieka. W Europie właśnie z tego powodu obchodzimy Dzień Ochrony Danych. W tym roku zbiega się on z 40 rocznicą podpisania Konwencji Rady Europy o ochronie osób w związku z automatycznym przetwarzaniem danych osobowych.

Konwencja ta, zwana w skrócie Konwencją 108, to traktat, na podstawie którego opracowano pierwsze przepisy o ochronie danych obowiązujące w całej Unii Europejskiej, znane dziś jako Ogólne rozporządzenie o ochronie danych (RODO).

Ogromne straty finansowe i szkody na reputacji ponoszone przez firmy, które nie zapewniły swoim danym odpowiedniej ochrony, są powszechnie znane. Mimo to media wciąż donoszą o kolejnych takich przypadkach.

Na szczęście nowe metody ochrony danych i technologie cyberbezpieczeństwa zmieniają ten stan rzeczy.

Technologia jako podstawowa broń w wojnie cybernetyczno-informatycznej

Wiele powiedziano już i napisano o roli technologii w rozprzestrzenianiu dezinformacji i zaostrzaniu wojny cybernetyczno-informacyjnej. Z drugiej jednak strony technologia jest naszą najważniejszą bronią w walce z cyberprzestępczością.

W szczególności zapewnia ona ochronę przed groźnymi działaniami cyberprzestępców. Przykładem jest ransomware – szkodliwe oprogramowanie szyfrujące pliki i pamięć masową. To często spotykane zagrożenie należy do najtrudniejszych przeciwników. Atakuje przedsiębiorstwa we wszystkich branżach i regionach geograficznych.

Hakerzy najczęściej używają oprogramowania ransomware, aby wyłudzić pieniądze. W wielu przypadkach jednak ich celem jest przejęcie dokumentów oraz plików z systemów produkcyjnych i zapasowych. Jeśli one też zostaną zaszyfrowane, zaatakowana firma nie będzie mieć wyboru i musi spełnić żądania cyberprzestępców.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Veeam na temat ataków ransomware w 2019 roku, do końca roku 2021 globalny koszt szkód wyrządzonych przez takie ataki wyniesie 20 mld USD. Jeszcze większe straty są jednak powodowane przez liczne przypadki naruszenia praw człowieka związane z tym, że sprawcy ataków ransomware coraz częściej grożą wyciekiem skradzionych informacji.

Aby stawić czoła takim atakom i nowym zagrożeniom tworzonym przez zorganizowane grupy przestępcze, producenci technologii powinni organizować własne „armie” i „przymierza”. Przykładem jest porozumienie w sprawie ochrony przed oprogramowaniem ransomware, które firma Veeam utworzyła wspólnie z kilkoma partnerami, takimi jak  Cisco, AWS, Lenovo, HP i Cloudian.

Cyberprzestępcy oczywiście ciągle szukają nowych sposobów kradzieży danych. Gdy po wybuchu pandemii COVID-19 przedsiębiorstwa przyspieszyły cyfrową transformację, bardzo nasiliły się ataki na systemy chmurowe. W 2020 roku ich liczba wzrosła o 250% w porównaniu z rokiem 2019.

W walce z takimi zagrożeniami szczególnie ważna jest współpraca z partnerami w technologicznymi, którzy nie tylko kładą duży nacisk na odpowiednie zarządzanie danymi za pomocą dostępnych obecnie środków, lecz szukają nowych rozwiązań zabezpieczających, również chmurowych, tak aby zawsze wyprzedzać cyberprzestępców o krok.

Używanie danych w sposób etyczny, bezpieczny i zgodny z prawem

Dziś, w erze cyfrowej, na przedsiębiorstwach spoczywa szczególnie duża odpowiedzialność za wykorzystywanie danych w sposób etyczny, bezpieczny i zgodny z prawem. Kwestia ta nie może być już traktowana jako opcjonalny dodatek lub punkt niepotrzebnie obciążający program działania. Ochrona danych to prawo człowieka!

Mimo to wciąż zbyt wiele firm poprzez swoje niefrasobliwe podejście nieumyślnie pomaga cyberprzestępcom. Wystarczy rzucić okiem na długą listę kar nakładanych przez krajowych regulatorów, aby stwierdzić, że przedsiębiorstwa nie podejmują wystarczających działań w celu ochrony obywateli.

Kary i szkody na reputacji oczywiście odstraszają, wciąż jednak ma miejsce zbyt wiele przypadków naruszenia ochrony danych. Przedsiębiorstwa muszą włożyć większy wysiłek w ograniczenie ich liczby. Również w tej sytuacji kluczowe znaczenie ma technologia.

Każda firma, niezależnie od wielkości, powinna znaleźć rozwiązanie zapewniające bezpieczeństwo danych oraz zgodność z przepisami i wymaganiami dotyczącymi ochrony danych i prywatności. Nie należy wierzyć dostawcom na słowo, że ich rozwiązania są bezpieczne. Warto poczytać o doświadczeniach klientów, samodzielnie poszukać informacji i zapoznać się z ocenami renomowanych firm analitycznych.

W nadchodzącym roku na czele listy priorytetów przedsiębiorstw znajdzie się utrzymanie zaufania klientów. Biorąc pod uwagę obecną sytuację na świecie, oni też mają powody, aby bać się o swoje dane.

Warto więc zaufać odpowiedniej technologii, która nie tylko pomoże nam chronić nasze prawa, lecz ułatwi walkę z cyberprzestępcami.

Autor: Edwin Weijdema, globalny specjalista ds. technologii, dział strategii produktowej w firmie Veeam

Podsumowanie 2020 r. na rynku kredytowo-pożyczkowym i perspektywy na rok 2021

Według danych BIK, wartość portfela kredytów prywatnych i pożyczek na 31 grudnia 2020 r. wyniosła 700 mld zł i była wyższa o 30,4 mld zł (4,5%) w porównaniu do wartości na koniec 2019 r. Akcja kredytowa w 2020 r. osiągnęła 140,8 mld zł i była niższa o 29 mld zł (18%) niż w 2019 r. – to bilans sprzedaży kredytów i pożyczek w dobie pandemii, która zaważyła na wynikach wszystkich produktów kredytowych i pożyczek. Obroniły się jedynie kredyty ratalne, których banki udzieliły na kwotę 14,6 mld zł, finiszując na niewielkim plusie (0,8%). Przyszłość na rynku kredytowym w 2021 r., BIK zapowiada względem trudnego 2020 r.: wzrost o 14% kredytów mieszkaniowych, o 16% kredytów gotówkowych i 5% w ratalnych.

Rok 2020 r. należy oceniać z perspektywy nowej rzeczywistości, która zaskoczyła wszystkich i gwałtownie zmieniła bieg wszelkich wcześniejszych scenariuszy i prognoz. Podejmując się oceny wyników roku ubiegłego w obszarze kredytów i pożyczek, należy wziąć pod uwagę wyjątkowość i nieprzewidywalność sytuacji pandemicznej. Jednak dokonując głębszej analizy, należy zwrócić uwagę na kilka istotnych czynników.

Spadek popytu na większość produktów kredytowych i pożyczki w 2020 r.

Pomimo spadku w sprzedaży kredytów i pożyczek w 2020 r. o 29,3 mld zł w porównaniu z 2019 r., portfel kredytów prywatnych i pożyczek wzrósł w 2020 r. o blisko 30 mld zł. Spadek wartości sprzedaży został skompensowany przez zamrożenie części spłat kredytów oraz wzrost kursu walutowego. Na wzrost portfela kredytowego wpływa fakt, że duży udział w wartości nowych umów mają kredyty mieszkaniowe, spłacane w długich okresach.

– Istotnym czynnikiem były zaproponowane z inicjatywy banków umowne moratoria kredytowe. Dla kredytobiorców dało to pozytywny efekt w postaci odroczenia spłaty rat w przypadku trudności związanych ze spłatą kredytu. Z kolei dla banków, zawieszenie spłaty rat na trzy lub sześć miesięcy, oznaczało zamrożenie części kapitału, co bezpośrednio wpływało na wartość portfela. Na wzrost wartości portfela kredytowego klientów prywatnych w największym stopniu wpłynęły kredyty mieszkaniowe, standardowo udzielane na długie okresy czasu – mówi dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu BIK.

Kredyty ratalne – lider sprzedaży 2020 r.

Rynek kredytów ratalnych w realiach pandemicznych wykazał najlepszą odporność na wirusa. Już w pierwszym półroczu zareagował wzrostem popytu, przynosząc pewne oznaki ożywienia sprzedaży kredytów. Ta forma celowego finansowania okazała się odpowiedzią na potrzeby zakupowe Polaków w zakresie nabywania dóbr trwałego użytku, jak sprzęt elektroniczny, RTV/AGD czy meble, przy ograniczonej możliwości korzystania z usług (turystyka, restauracje, hotele).

Kredyty ratalne to jedyny produkt kredytowo-pożyczkowy, który odnotował wzrost dynamiki wartości sprzedaży w 2020 r. zarówno w liczbie (+1,6%), jak i wartości (0,8%).

– To co napędza popyt na kredyty ratalne, to przede wszystkim możliwość zakupu przy rozłożeniu płatności w czasie. Zakupy ratalne idealnie wyszły naprzeciw oczekiwaniom konsumentów, którzy nie chcą pozbywać się wolnych środków nawet w obliczu niezbędnych poważniejszych wydatków. Ponadto, obecnie kredyt ratalny nie wiąże się dla konsumenta z dodatkowymi kosztami. Standardem są dzisiaj oferty „0 proc.”, co znacząco zmieniło generalne podejście klientów do zakupów na raty. Kredyty ratalne są również bezpieczne dla banków. Mają one, oprócz kredytów mieszkaniowych, najlepszy wskaźnik szkodowości, mierzony BIK Indeksem jakości 1,3%. Dla porównania Indeks ten dla kredytów gotówkowych wynosi 3,9% – wyjaśnia Prezes Zarządu BIK.

Kredyty mieszkaniowe – najniższy spadek wartości udzielonego kredytowania

Po pierwszym szoku w wyniku pandemii i gwałtownym spadku popytu na kredyty mieszkaniowe w okresie marzec – maj ub. r., przy czym najwyższy spadek 27,7% (w porównaniu z majem 2019 r.) wystąpił w maju 2020 r., popyt zaczął się stopniowo odbudowywać, a od sierpnia jest on już dodatni. W całym 2020 r. liczba wniosków kredytowych o kredyt mieszkaniowy spadła, w porównaniu z 2019 r., tylko o 0,6%. Warto podkreślić, że ten rodzaj kredytu odnotował najniższy spadek popytu w porównaniu do wszystkich produktów kredytowych.

Banki po zaostrzeniu warunków przyznawania kredytu mieszkaniowego w pierwszych miesiącach pandemii, od drugiego półrocza ub. r. zaczęły stopniowo łagodzić kryteria polityki kredytowej. Wpłynęło to na wartość udzielanych hipotek, która spadła w stosunku do 2019 r. jedynie o 2,9%.

Przyczyną takiego wyniku jest głęboki spadek liczby udzielanych kredytów na niższe kwoty. Dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych dotyczą jedynie kredytów wysokokwotowych, których w przedziale 350-500 tys. zł, udzielono o 8,1% więcej a powyżej 500 tys. zł o 11,5% więcej. Prawie połowa wartości (48%) udzielonych w 2020 r. kredytów mieszkaniowych to kredyty powyżej 350 tys. zł.

– Utrzymanie zainteresowania kredytami mieszkaniowymi w dobie pandemii spowodowane jest kilkoma czynnikami. Jednym z kluczowych jest środowisko rekordowo niskich stóp procentowych, któremu towarzyszył brak pogorszenia się kondycji finansowej dużej części gospodarstw domowych. Pomimo początkowych obaw co do sytuacji na rynku pracy w dobie pandemii, podjęte działania osłonowe zapobiegły wzrostowi bezrobocia. Ponadto, po trzymiesięcznym spadku (maj – lipiec) średniej kwoty wnioskowanego kredytu, od lipca nastąpił ponowny wzrost, a w grudniu średnia wartość wnioskowanego kredytu uzyskała wręcz historyczny rekord w wysokości 307 tys. zł. Jest to konsekwencja wzrostu cen na polskim rynku nieruchomości i liberalizacji wymagań banków, co do wysokości wkładu własnego – tłumaczy prezes BIK.

Głębokie spadki w kredytach gotówkowych i pożyczkach pozabankowych

Jeszcze przed pandemią popyt na kredyty gotówkowe zaczął spadać. W styczniu i lutym widoczny był spadek na poziomie ok. 3%. Pandemia tylko pogłębiła ten trend w okresie marzec – maj 2020 r. Przy czym w kwietniu ub. r. spadek ten wyniósł aż 44,4%. W kolejnych miesiącach spadki wyhamowały, a w grudniu powróciły do poziomu sprzed pandemii, czyli -3,6%. W całym 2020 r. popyt na ten rodzaj kredytów spadł o 14%.

Stopniowa poprawa popytu nie przełożyła się jednak na wartość udzielonego finansowania. W 2020 r. banki udzieliły kredytów gotówkowych na kwotę o 30% niższą niż w 2019 r.

– Ostrożność banków związana z udzielaniem kredytów gotówkowych, szczególnie w zakresie kredytów wysokokwotowych oraz konsolidacji, ma racjonalne podstawy. Bowiem szkodowość kredytów gotówkowych jest najwyższa ze wszystkich produktów kredytowych (nie uwzględniając pożyczek pozabankowych) mierzona przez BIK Indeksem Jakości wyniosła po grudniu 2020 3,9%. Ponadto, przy ograniczeniach co do wysokości oprocentowania oraz zapisów małego TSUE, powoduje zmniejszenie atrakcyjności tego rodzaju kredytów. Co więcej, banki próbując ograniczać ryzyko kredytowe, koncentrowały się na klientach własnych, nie poszerzały w związku z tym bazy klientów poprzez konsolidowanie kredytów udzielonych przez inne banki – dodaje prezes BIK.

Jeszcze większą zapaścią zakończył się rok ubiegły na rynku pożyczek pozabankowych. W całym 2020 r. popyt na pożyczki spadł o rekordowe 38,9% w porównaniu z 2019 r., przy czym w kwietniu 2020 r. aż o 63,8%.

Firmy pożyczkowe zakończyły rok 2020 sprzedażą na poziomie 4,8 mld zł, co oznacza spadek wartości udzielonego finansowania  r/r o 33%. Znaczące wyhamowanie na rynku pożyczek pozabankowych miało swoje źródło zarówno w wyraźnym spadku popytu na finansowanie potrzeb konsumenckich, jak i niekorzystnych zmianach legislacyjnych dla tej branży.

– Poza pandemią, na niekorzystny wynik rynku pożyczkowego w 2020 r. wpłynęły zmiany legislacyjne, które istotnie obniżyły górny pułap możliwych do osiągnięcia przychodów przez firmy pożyczkowe. Jednak na rok 2021 można patrzeć z pewną dozą optymizmu. Po pierwsze, ograniczenie limitu kosztów pozaodsetkowych ma obowiązywać do końca czerwca 2021 r. Po drugie, firmy pożyczkowe dostosowały swoje modele biznesowe i ofertę produktową do nowych warunków – mówi dr Mariusz Cholewa.


Stabilna jakość kredytów w dobie pandemii

BIK mierzy jakość kredytów na dwa sposoby. Pierwszy, klasyczny NPL, wskazuje że w 2020 r. jakość kredytów ratalnych utrzymała się na poziomie z grudnia 2019 r. a mieszkaniowych – nawet lekko poprawiła się o 0,1 p.p., wyniosły odpowiednio 9,6% oraz 2,7%. Niewielkie pogorszenie NPL o 0,3 p.p. odnotowały kredyty gotówkowe, osiągając na koniec 2020 r. wartość 13,1%. Najniższe odczyty jakości charakteryzują pożyczki pozabankowe. W ich przypadku na koniec grudnia 2020 r. wskaźnik NPL wyniósł 43,4% i był wyższy o 9,5 p.p. w porównaniu z grudniem 2019 r.

Drugi miernik, BIK Indeks Jakości, pokazuje udział nowych defaultów (kredytów przeterminowanych powyżej 90 dni) w portfelach kredytów klientów indywidualnych. Grudniowy odczyt Indeksu jakości portfela kredytów mieszkaniowych wyniósł 0,5%. Natomiast wartość Indeksu w przypadku kredytów gotówkowych wyniosła 3,9%, a ratalnych 1,3%.

W całym 2020 r. poprawiła się jakość wszystkich produktów kredytowych. Najbardziej kredytów gotówkowych (-2,09) i kredytów ratalnych (-0,86). Najmniej polepszyła się jakość kredytów mieszkaniowych (-0,29).

Wszystkie indeksy na koniec 2020 r. nadal pokazują bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym. Średnie roczne wartości odczytów Indeksów dla większości portfeli kredytowych są najniższe w okresie ostatnich pięciu lat (2016-2020). Duży wpływ na spadek wartości nowych defaultów miały wprowadzone moratoria kredytowe.

– Pomimo wcześniejszych obaw COVID 19 nie wpłynął na pogorszenie jakości kredytów dla gospodarstw domowych. Wpływ na to miały dwa działania. Po pierwsze, pomoc publiczna w ramach tarcz finansowych, która zobowiązała firmy korzystające z tarczy do nie zwalniania pracowników – co w dużej części zahibernowało rynek pracy. Po drugie, sektor bankowy z własnej inicjatywy zaproponował moratoria kredytowe zawieszające spłaty na 3 a nawet 6 miesięcy. W związku z tym ewentualne twarde defaulty mogą wystąpić dopiero po 3 miesiącach od zakończenia „wakacji kredytowych”. Z obserwacji BIK-u wynika, że 95% kredytobiorców, którym skończył się okres zawieszenia spłaty wraca do normalnej spłaty. Ponadto w ramach działań legislacyjnych uchwalono dodatkowe ustawowe moratoria dla klientów indywidualnych – mówi dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu BIK.

Prognoza BIK – szanse i zagrożenia dla rynku kredytowego

Prognoza na 2021 r. wartości udzielanych kredytów jest dużym wyzwaniem. Należy bowiem wziąć pod uwagę szereg czynników. Zmieniająca się sytuacja pandemiczna, powodującą kolejne ograniczenia lub ich znoszenie, będzie się przekładała na zróżnicowaną sytuację gospodarczą w ciągu roku (trudne pierwsze półrocze, zdecydowane odbicie w drugim półroczu, dobra końcówka roku).

Wraz z poprawą sytuacji banki będą łagodzić warunki udzielania kredytów (wzrost poziomu akceptacji, zmniejszenie wymagań odnośnie wkładu własnego).

Odroczony popyt a tym samym odroczone decyzje zakupowe w związku z brakiem możliwości ich realizacji w okresie lockdownu, powinny wywołać dynamiczny impuls wzrostowy.

Czynnikiem niepewności co do stanu rynku kredytowego jest przyszła sytuacja na rynku pracy. Z jednej strony możliwy będzie wzrost bezrobocia w wyniku wygaśnięcia ograniczeń w redukcji zatrudnienia, zapisanych w tarczach pomocowych. Z drugiej jednak strony, rynek pracy może się ożywić w przypadku ewentualnego dynamicznego wzrostu w II półroczu 2021 r.

– Perspektywy dla rynku kredytowego w 2021 r. widziałbym z umiarkowanym optymizmem. W wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych – wzrost o 13,9% w porównaniu do roku 2020 r. Daje to sprzedaż na poziomie 72 mld zł. Dla  kredytów gotówkowych – wzrost o 16,1%, czyli wartość osiągnie 60 mld zł. A w kredytach ratalnych szacujemy wzrost na poziomie 4,8% , co przekłada się na 15,3 mld zł nowej akcji kredytowej w tym segmencie – zapowiada Prezes Zarządu BIK.

Centra handlowe otwarte od 1 lutego

  • Długo wyczekiwana przez branżę centrów handlowych decyzja o zakończeniu lockdownu i odmrożeniu handlu jest dla wielu przedstawicieli z branży handlowej jedyną szansą, by rozpocząć walkę o przetrwanie i ograniczenie ryzyka bankructwa.
  • 1 lutego nastąpi pełne otwarcie sklepów w centrach handlowych, które były i są gotowe na przyjęcie klientów i funkcjonowanie w najwyższym rygorze sanitarnym.
  • PRCH apeluje o wyznaczenie nowego terminu niedzieli handlowej, która przypada na czas lockdownu, tj. 31 stycznia.

Wraz z początkiem lutego nastąpi otwarcie galerii handlowych po trzecim lockdownie trwającym 5 tygodni. W ciągu ostatnich 12 miesięcy centra handlowe i znacząca część najemców zostali zmuszeni do znaczącego ograniczenia swoich operacji przez 15 tygodni. Zgodnie z dzisiejszą decyzją rządu w centrach handlowych ponownie funkcjonować będą wszystkie sklepy i punkty usługowe niezależnie od asortymentu i powierzchni. Zamknięte pozostaną rozrywka i fitness, a gastronomia nadal będzie funkcjonować z opcją na wynos i w dostawie (konkretne regulacje znajdą się w obowiązującym od 1 lutego 2021 r. rozporządzeniu epidemicznym). Rząd podjął także decyzję o zniesieniu godzin dla seniorów.

Uwolnienie handlu w centrach może uchronić wiele podmiotów związanych z branżą galerii handlowych przed upadłością i zapobiec konieczności dalszego ograniczenia zatrudnienia. Pierwsze miesiące roku to dla handlu okres upłynniania towaru przechowywanego w magazynach.  Dzięki decyzji o pełnym otwarciu sklepy będą miały szansę rozpocząć sprzedaż tego asortymentu, który z każdym dniem traci na wartości oraz pozyskać środki na zakup kolejnego na przyszłe sezony.

Od powrotu klientów do centrów handlowych zależy utrzymanie ciągłości funkcjonowania handlu w Polsce, który w 2019 r. stanowił 15,5 proc. PKB. Galerie handlowe są głównym kanałem dystrybucji towarów większości polskich marek modowych, obuwniczych, jubilerskich i sieci z elektroniką oraz tysięcy powiązanych z nimi lokalnych biznesów. Branża handlowa zatrudnia około 400 tys. pracowników, dlatego uruchomienie galerii i umożliwienie klientom powrotu do zakupów stacjonarnych w centrach handlowych pomoże uratować miejsca pracy.

Liczymy, że wraz z końcem stycznia, zakończy się ostatni z tak wyniszczających dla sektora centrów handlowych lockdownów. Analiza danych pokazuje, że zamykanie placówek handlowych w galeriach nie ma uzasadnienia. Otwarcie galerii w grudniu ub. roku nie przełożyło się na wzrost zachorowań. Realizowany jest już narodowy program szczepień. Dodatkowo przed nami  perspektywa sezonu wiosenno-letniego, w którym jak pokazują doświadczenia z 2020 roku wirus wolniej się rozprzestrzenia. Wszystko to pozwala mieć nadzieję, że możliwe będzie prowadzenie działalności bez ograniczeń. Oczywiście w najwyższym reżimie sanitarnym, jak miało to miejsce dotychczas” – podkreśla Zarząd PRCH.

Obiekty handlowe działały, działają i będą działać z zachowaniem najwyższych standardów sanitarnych. PRCH podkreśla, że centra handlowe są jednymi z najbezpieczniejszych obiektów w przestrzeni publicznej. Środki bezpieczeństwa w galeriach handlowych są dostosowane do krajowych zaleceń Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii. W obiektach handlowych wdrożono wytyczne WHO oraz specjalistyczne wymogi Safe Shopping Centres – międzynarodowej organizacji certyfikującej bezpieczeństwo w punktach handlowych. Na każdym etapie wizyty w centrum handlowym systemy informacyjne, komunikaty głosowe i obsługa przypominają kupującym o konieczności przestrzegania zasad DDM. Prowadzony na bieżąco monitoring pozwala efektywnie kontrolować liczbę klientów przebywających w obiekcie i zapobiegać przekroczeniu bezpiecznego poziomu.

PRCH w imieniu branży centrów handlowych zaapelowała także do rządu o wyznaczenie nowego terminu, który zrekompensuje stratę jednej niedzieli handlowej przypadającej na czas lockdownu – 31 stycznia i umożliwi placówkom handlowym i usługowym przyjęcie klientów. W obecnej dramatycznej sytuacji sektora każdy dzień prowadzenia działalności i generowania obrotów ma znaczenie – szczególnie dla przedsiębiorstw, które znajdują się w ciężkiej sytuacji finansowej, a w wielu przypadkach na skraju bankructwa.

Skutki trzech lockdownów są nieodwracalne i doprowadziły do poważnego zachwiania płynności finansowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących. Właściciele i zarządcy galerii handlowych, apelują o objęcie ich programem wsparcia państwa w ramach tarcz pomocowych, w tym dofinansowania kosztów stałych przedsiębiorstw obejmujących także czynsze i uregulowania kwestii artykułu 15 ze ustawy covidowej, który w obecnym kształcie jest sprzeczny z polskim porządkiem prawnym. Dyskryminuje jedną grupę podmiotów gospodarczych – wynajmujących na rzecz innej grupy – najemców. „Oczekujemy równego traktowania wszystkich podmiotów z branży centrów handlowych oraz udzielenia przedsiębiorcom realnego i adekwatnego do ponoszonych strat wsparcia ze strony Skarbu Państwa”zaznacza Zarząd PRCH.