Zawsze znajdzie się powód do narzekania

Ostra przecena ryzykownych aktywów jest kontynuowana w czwartek, gdyż wątpliwości na wielu frontach biorą górę nad bazowym optymizmem co do perspektyw średnioterminowych. Efekt kuli śnieżnej ściąga wyceny akcji z rekordowych poziomów przed końcem miesiąca, a na FX risk-off przybiera dobrze znany schemat ucieczki w dolara. Przekaz Fed, mimo że był gołębi, nie wybił się ponad rynkowe rozterki.

Jeśli chcesz narzekać, zawsze znajdziesz powód. Środa nie przyniosła wielkiej bomby informacyjnej, która miałaby zburzyć dotychczasowy ład rynkowy i podkopać fundamenty dotychczasowych trendów. Pomimo tego grupa małych negatywnych tematów i prawdopodobne zmęczenie ocieraniem się indeksów na Wall Street (na które wszyscy patrzą) o szczyty bez siły do ruszenia wyżej spotęgowały wrażliwość rynków na ruch korekcyjny. Rewaluacja ryzyk związanych z COVID-19, niedostateczność pomocy fiskalnej/monetarnej, kwestionowanie zasada rządzących rynkiem akcji (zamieszanie wokół GameStop). Zmienność wzrasta i wczoraj wyganiała inwestorów z ryzykownych pozycji. Zmienność jednak działa w obie strony i nie wyklucza „czwartku odwrotu”. Wiele zależy od tego, co akurat dziś stanie się tematem dnia. Jednakże na dwa dni handlowe przed końcem miesiąca skłonność inwestorów do zakładania świeżych pozycji będzie relatywnie mała, co umniejsza szanse odbicia. Nawet jeśli szeroki konsensus w odniesieniu do perspektyw USD nie odmienił się (tj. dalsze osłabienie), w krótkim terminie wypadałoby zachować ostrożność i nie angażować się pochopnie w odnawianie krótkich pozycji, póki nie będzie dowodów, że bieżący rajd wytracił impet.

Umocnienie dolara i przecena na Wall Street w dniu decyzji FOMC może sugerować, że odbiór komunikatu był jastrzębi, ale to mylna interpretacja zaburzona przez zawirowania wywołane powyższymi czynnikami. Fed pozostaje gołębi, utrzymuje stopy procentowe blisko zera i nie zamierza prędko zmienić strategii skupu aktywów. Ocena sytuacji gospodarczej jest mniej optymistyczna w porównaniu z grudniowym komunikatem, choć w dłuższym horyzoncie Fed podtrzymuje nadzieję na przyspieszenie ożywienia w miarę postępów w zaszczepieniu społeczeństwa. Być może jednak część uczestników rynku liczyła, że Fed od razu będzie starał się stłumić rozwijającą się awersję do ryzyka na rynkach. Prezes Powell zaznaczył jednak, że Fed nie jest zaniepokojony zmianami na rynkach finansowych. Stanowisko Fed w dalszym ciągu popiera założenia osłabienia USD w dłuższym horyzoncie.

EUR/USD zanurkował pod 1,21 nie tylko przez domykanie krótkich pozycji w dolarze, ale też z pomocą werbalnej interwencji EBC. Wczoraj najpierw członek EBC Klass Knot powiedział, że bank centralny ma narzędzia do przeciwdziałania aprecjacji waluty, jeśli uzna to za konieczne. Później źródła zbliżone do banku informowały o niezadowoleniu decydentów z niedoszacowania przez rynek szans dalszych obniżek stóp procentowych. Innymi słowy, rynek nie wierzy, że EBC zdecyduje się na dalsze cięcia, podczas gdy EBC chciałby, aby dyskonto takiego potencjalnego ryzyka hamowało aprecjację euro. Rynek jednak wie doskonale, co robi i jak należy czytać wszystkie sygnały z EBC. W szeregach Rady Zarządzającej banku jest wielu członków niechętnych dalszym obniżkom. Skoro EBC nie zdecydował się na cięcia w kulminacyjnym momencie kryzysu 2020 r., to znaczy, że poprzeczka dla takiej decyzji jest zawieszona wysoko. Dalsza ekspansja poprzez program skupu aktywów także nie może być tak swobodna, jak w przypadku np. Fed, gdyż EBC obowiązują surowe warunki zaangażowania w emisje krajów członkowskich. EBC już posiada prawie 40 proc. niemieckich obligacji skarbowych i tą drogą trudno osłabić fundamenty EUR. Wreszcie bezpośrednie interwencje walutowe łamałyby zobowiązania złożone w ramach grupy G7. Stąd nawet jeśli EBC chciałby zatrzymać umocnienie euro, nie bardzo ma do tego narzędzia ponad werbalne interwencje, a prawdopodobieństwo bezpośrednich działań jest bardzo niskie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Body Chief wspólnie z bp tworzy sieć odbioru diet na stacjach

Body Chief i firma bp rozpoczynają pilotażową współpracę. Body Chief, jako pierwszy catering dietetyczny w Polsce wprowadza możliwość odbioru diet na stacjach paliw bp w Warszawie.

Nowa opcja jest odpowiedzią na potrzeby Klientów w zakresie rozszerzania form dostawy cateringu dietetycznego. Wpisuje się ona również w koncept convenience tworzony na stacjach bp, uwzględniający wygodę, oszczędność czasu oraz jakościową ofertę.

– Nawiązanie współpracy z Body Chief to realizacja naszej obietnicy rozwijania konceptu stacji przyszłości bp. Chcemy oferować naszym Klientom szereg dodatkowych usług, by podczas obecności na stacji mogli nie tylko zatankować paliwo, ale także zrobić zakupy i skorzystać z szerokiego wachlarza dostępnych usług. Jestem przekonana, że możliwość odbioru zamówionego cateringu dietetycznego na naszych stacjach, w sposób sprawny i wygodny, cieszyć się będzie uznaniem Klientów. Bacznie obserwujemy rynek, wsłuchujemy się w oczekiwania naszych Klientów i tworzymy ofertę dopasowaną do ich potrzeb – mówi Barbara Wiążewska, dyrektor generalna bp retail w Polsce.

– Na bieżąco analizujemy rynek i potrzeby Klientów. Mamy też świadomość, że jako lider w branży, przyzwyczailiśmy Klientów do wyznaczania trendów i innowacyjnych rozwiązań – mówi Marcin Mazurek, Prezes Body Chief Sp z o o. – Przykładem takich działań było przeniesienie idei cateringu dietetycznego za granicę i stworzenie franczyz w Londynie oraz Berlinie. Teraz przyszedł czas na dywersyfikację form dostawy i po umożliwieniu Klientom odbioru diet w urządzeniach takich jak lodówkomaty, wprowadzamy opcję odbioru na stacjach bp.

Rozwiązanie stworzone przez Body Chief i bp to nowość dla branży cateringu dietetycznego. Możliwość odbioru diet na stacjach paliw uzupełni także nowy koncept nowoczesnych stacji bp – centrów obsługi Klienta, tworzony wspólnie przez bp oraz Auchan.

– Analizując zachowania konsumenckie widzimy potrzebę Klientów do załatwiania kilku spraw jednocześnie, stąd nasza współpraca z bp, gdzie przy okazji tankowania auta można zrobić podstawowe zakupy czy odebrać dietę. Wpisuje się to również w trend eco, który w ostatnim roku dla wielu Klientów był kluczowy w codziennych wyborach zakupowych – wyjaśnia Marcin Mazurek, Prezes Body Chief Sp. z o. o. –. Wciąż naszą główną formą dostawy diet jest ta do domu lub firmy, ale nowa opcja daje większą elastyczność i możliwość wyboru. Jest to atrakcyjne udogodnienie m.in. dla osób, które każdego dnia samodzielnie chcą decydować np. o tym kiedy odbiorą dietę, a w przypadku stacji paliw mogą to zrobić w wybranym przez siebie momencie. Z takiego rozwiązania mogą również skorzystać osoby, które mieszkają poza obszarem standardowych dostaw.

Obecnie usługa obejmuje trzy lokalizacje w Warszawie: ul. Aleje Jerozolimskie 144C, ul. Patriotów 317 oraz ul. Trakt Brzeski 50. Po przeprowadzeniu pilotażowych dostaw podjęta zostanie decyzja o dalszej współpracy.

Zrównoważony rozwój priorytetem dla producentów dóbr konsumpcyjnych w Europie, ale niewielu udaje się go zrealizować

Wszyscy najwięksi producenci dóbr konsumpcyjnych w Europie traktują zrównoważoną produkcję jako priorytet i deklarują, że mimo pandemii będą poświęcać jej coraz więcej uwagi, wynika z ankiety przeprowadzonej przez firmę doradczą Bain & Company. Jednocześnie, zaledwie 5 proc. z nich twierdzi, że z sukcesem udało im się wdrożyć rozwiązania, które uwzględniałyby zrównoważony rozwój.

Posiadanie marek opartych na zasadach zrównoważonego rozwoju jest odpowiedzią na potrzeby klientów, dla których kwestie środowiskowe i społeczne stają się coraz bardziej istotne. Coraz więcej konsumentów, zwłaszcza młodszych, podejmuje decyzje zakupowe kierując się wartościami osobistymi, społecznymi i dotyczącymi środowiska. Ponad 90 proc. osób z pokolenia milenialsów deklaruje, że chętnie przestawi się na marki zrównoważone pod warunkiem, że nowe rozwiązania nie wpłyną negatywnie na jakość i cenę produktów

Podjęcie przez firmy takich działań, jak ograniczenie śladu węglowego, zmniejszenie zużycia wody czy weryfikacja łańcucha dostaw pod kątem pochodzenia surowców, ma pozytywny wpływ na sprzedaż. Jak wynika z analiz Bain & Company, nowe marki, które od początku tworzone były w sposób zrównoważony, rosną o 186 razy szybciej niż średnia dla ich kategorii produktowej.

Z naszych analiz wynika, że poprzez zmianę produkcji na bardziej zrównoważoną, firmy mogą o od 5 do 6 razy przyśpieszyć rozwój istniejących marek. To dobry sposób na odświeżenie marki i przyciągnięcie uwagi klientów – powiedział Wojciech Świercz, Młodszy Partner w Bain & Company.

Światowy lider zrównoważonego rozwoju, koncern Unilever, który ma w swoim portfelu ponad 400 marek podaje, że jego zrównoważone marki rosną o prawie 50 proc. szybciej niż reszta portfela. Wśród innych europejskich firm, których działania na rzecz zrównoważonego rozwoju zyskały uznanie ekspertów są również Ikea, Danone, czy L’Oreal.

– Na zrównoważony rozwój stawiają również polskie firmy – na przykład sieć sklepów spożywczych Żabka realizuje inicjatywy prośrodowiskowe koncentrujące się na oszczędności energii, gospodarce obiegu zamkniętego i zmniejszeniu śladu węglowego – dodał Patryk Rudnicki, Młodszy Partner Bain & Company.

Prowadzenia biznesu w sposób zrównoważony domagają się też inwestorzy. Coraz więcej funduszy inwestuje zgodnie z zasadami ESG (Environmental, Social and Governance), lokując środki w firmy, które swój rozwój projektują z poszanowaniem dla klimatu i społeczeństwa.

Choć posiadanie zrównoważonych marek przekłada się na wzrost sprzedaży i ułatwia pozyskanie kapitału, to jak dotąd niewiele firm potrafiło w pełni wpisać zrównoważoną produkcję w DNA marki. Zaledwie 5 proc. ankietowanych przez Bain & Company prezesów europejskich firm produkujących dobra konsumpcyjne stwierdziło, że z sukcesem udało im się wdrożyć rozwiązania, które uwzględniałyby zrównoważony rozwój.

Jednym z kluczowych powodów, który powstrzymuje firmy przed przejściem na zrównoważoną produkcję jest obawa o wzrost kosztów. Trzy czwarte ankietowanych firm wskazała, że konieczność poniesienia dodatkowych nakładów sprawia, że taka produkcja przestaje mieć biznesowy sens.

Koszty oczywiście rosną. Jednak liderzy nie rezygnują z transformacji, ponieważ zdają sobie sprawę z ogromnego potencjału rynku zrównoważonych marek. Dlatego szukają oszczędności w innych obszarach. Na przykład jedna z firm zmieniła nieco kształt i grubość opakowań, co pozwoliło obniżyć koszty o 11 proc. – powiedział Wojciech Świercz.

Na przeszkodzie często stoi też struktura i kultura organizacyjna firm, a zwłaszcza fakt, że wciąż wiele zarządów postrzega zrównoważoną produkcję jedynie przez pryzmat kosztów. Aby producenci dóbr konsumpcyjnych mogli w pełni wykorzystać potencjał zrównoważonej produkcji, musi być ona integralną częścią strategii rozwoju. Konieczne jest też by zyskała poparcie wśród kluczowych osób.

Firmy powinny na nowo zdefiniować markę i określić, w jakim stopniu ma być ona zrównoważona a następnie umiejętnie komunikować to klientom. Firmy spożywcze często zaczynają od usunięcia ze składu sztucznych aromatów i barwników, potem zazwyczaj pojawiają się kwestie społeczne. Docelowo chodzi o to, aby klienci wybierali markę dlatego, że jest zrównoważona – powiedział Wojciech Świercz.

Polska głównym celem operatorów hotelowych w regionie CEE / SEE

Warszawa, Kraków, Gdańsk (Trójmiasto) i Wrocław znajdują się w pierwszej dziesiątce rynków uważanych za najbardziej atrakcyjne przez operatorów hotelowych w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Daje to Polsce pozycję lidera wśród wszystkich krajów w regionie. Operatorzy są także zainteresowani innymi polskimi miastami regionalnymi, wynika z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield.

Według raportu Operator Beat, Hotel Operator Survey, H2 2020, Warszawa, Kraków, Gdańsk (Trójmiasto) i Wrocław są uważane przez operatorów hotelowych za bardziej atrakcyjne niż inne stolice regionu, takie jak Sofia, Zagrzeb czy Kijów. Warszawa plasuje się na trzecim miejscu po Pradze i Budapeszcie. W sumie blisko 90% operatorów jest chętnych do ekspansji w stolicy Polski.

Ponad 80% operatorów chętnie otworzyłoby swoje hotele także w Krakowie, który znalazł się w pierwszej piątce najbardziej atrakcyjnych rynków w regionie, a 75% we Wrocławiu i Trójmieście. Inne miasta w Polsce wymieniane przez operatorów międzynarodowych jako rynki docelowe to Poznań, Lublin i Łódź. Pojawiły się one w zestawieniu obok takich miast i kurortów, jak Braszów,, Jassy, Lwów, wybrzeże Czarnogóry, Odessa, Ostrawa, Pecz, Pilzno, Pula, Rijeka, Split, Warna i Koszyce.

Polska ma duży potencjał wzrostu obecności międzynarodowych marek hotelowych, gdyż udział „markowych pokoi” w kraju jest postrzegany jako stosunkowo niski w porównaniu z rynkami Europy Zachodniej. Obserwuje się, że poza nowymi inwestycjami operatorzy zainteresowani są także współpracą w zakresie już istniejących, niemarkowych nieruchomości. W obu przypadkach właściciele hoteli dostają szansę na poprawienie widoczności na rynku i zwiększenie przychodów w tym coraz bardziej konkurencyjnym środowisku – komentuje David Nath, Head of Hospitality CEE & SEE, Cushman & Wakefield.

Zainteresowanie operatorów poszczególnymi rynkami różni się w zależności od skali ich działalności: mniejsi gracze koncentrują się głównie na stolicach głównych krajów, podczas gdy więksi operatorzy są również zainteresowani miastami drugiego i trzeciego poziomu w regionie CEE / SEE, a także ośrodkami wypoczynkowymi.

Ponad 70% operatorów wskazuje, że większość, jeśli nie wszystkie, ich projekty, mimo pandemii COVID-19 przebiegają zgodnie z planem. Większość respondentów badania Cushman & Wakefield spodziewa się odbicia w sektorze hotelowym w stolicach w latach 2023-2024. Według operatorów nieco wcześniej ma to nastąpić w głównych miastach regionalnych, a według 70% ankietowanych mniejsze miasta regionalne, napędzane popytem krajowym, odrodzą się jeszcze szybciej niż stolice (w latach 2022-2023).

Przedstawiciele branży hotelarskiej w Polsce znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, ze względu na rządowe obostrzenia, które znacznie ograniczyły możliwość prowadzenia działalności. Zniesienie tych ograniczeń pozwoliłoby hotelom na rozpoczęcie procesu odbudowy. Długookresowe perspektywy dla krajowej branży hotelarskiej są pozytywne, co potwierdza fakt, że Polska jest najatrakcyjniejszym celem w regionie dla operatorów – mówi Łukasz Bondyra, Senior Hospitality Advisor CEE & SEE w Cushman & Wakefield. 

Ankieta została wypełniona przez kadrę kierowniczą wyższego szczebla reprezentującą 17 operatorów, którzy są obecni lub są zainteresowani wejściem do regionu CEE / SEE. Badani operatorzy reprezentują ponad 224 hotele z ponad 34 000 pokojami już działającymi w regionie CEE / SEE, a kolejne 149 proponowanych hoteli obejmujących ponad 24 000 pokoi jest w przygotowaniu.

Firmy czyszczą swoje bilanse przygotowując się na restrukturyzację

  • Nadchodzi fala upadłości i restrukturyzacji w biznesie – spodziewa się jej co czwarty przedsiębiorca, a wg ekspertów problemy firm nasilą się po wyczerpaniu tarcz rządowych.
  • Zarządzający biznesem chcą uniknąć niekontrolowanej upadłości i starają się poprawić pozycję czyszcząc swoje bilanse finansowe.
  • Zmniejszenie zobowiązań firmy zapisanych w księgach rachunkowych otwiera przed przedsiębiorcą szanse na pozyskanie tańszego kapitału inwestycyjnego lub wartościowego inwestora.

W 2020 r. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 41 875 ogłoszeń związanych z toczącymi się postępowaniami upadłościowymi, w tym 587 to ogłoszenia upadłości firm, a 800 to ogłoszenia o rozpoczęciu postępowania restrukturyzacyjnego. Eksperci spodziewają się, że w tym roku te liczby będą znacznie większe.

Przedłużające się, wielomiesięczne zamrożenie gospodarki doprowadza wiele firm do granic wytrzymałości. Niektóre biznesy ją przekroczą, co w tym roku doprowadzi do fali upadłości i restrukturyzacji. W badaniu „Perspektywy i nastroje przedsiębiorców”*, blisko ¼ ankietowanych firm i organizacji zadeklarowała, że rozważa przeprowadzenie restrukturyzacji. Wielu przedsiębiorców będzie do takich działań zmuszonych przez przedłużający się lockdown. Najważniejszy powód restrukturyzacji to chęć poprawy płynności finansowej – z tym problemem zmaga się wg tego samego badania 27% firm.

Firmy starają się poprawić swoją pozycję przed spodziewaną restrukturyzacją

Na początku nowego roku wielu przedsiębiorców mało optymistycznie lub po prostu źle ocenia swoją aktualną sytuację. Restrukturyzacja jest więc dla nich „ucieczką do przodu”, która zwiększa szansę przetrwania gospodarczych turbulencji. Właściciele firm, którzy z takim krokiem będą czekać zbyt długo, ryzykują nawarstwienie zaległości płatniczych, a w efekcie niekontrolowaną upadłość. Obawa przed takim scenariuszem motywuje przedsiębiorców do jak najszybszej poprawy swojej pozycji przed spodziewaną czy planowaną restrukturyzacją.

– W ostatnich miesiącach zgłasza się do nas coraz więcej przedsiębiorców, dla których faktoring jest nie tylko metodą na pozyskanie gotówki i przyspieszenie obiegu pieniądza, ale też narzędziem do poprawy swojej sytuacji finansowej. Faktoring daje taką możliwość. Faktury, których nie opłacił jeszcze kontrahent, przekazane do finansowania do faktora nie obciążają bilansu firmy, tak jak ma to miejsce w przypadku kredytu zaciągniętego w oczekiwaniu na przelew – mówi Damian Sapielak, Dyrektor Rozwoju Biznesu, eFaktor S.A.

Podaje przykład: przedsiębiorca wykonał usługę np. transportową (lub jakąkolwiek inną) i wystawił fakturę np. na 10 tys. zł. Na przelew musi jednak czekać dwa miesiące. Jeśli nie może sobie na to pozwolić, stara się poprawić płynność finansową i uzupełnić brak tych środków. Gdy zaciągnie w tym celu kredyt, kwota 10 tys. zł obciąży jego bilans co w konsekwencji zmniejsza jego zdolność kredytową, bo będzie widniała jako dług – zobowiązanie wobec kredytodawcy. Jeżeli dziurę (niezapłaconą przez odbiorcę usługi fakturę) zapełni kierując taką fakturę do faktora, nie obciąży to jego bilansu. Skorzystanie z faktoringu w jego firmie da większy dostęp do gotówki, ponieważ pieniądze otrzyma niemalże w momencie wystawienia faktury. Dzięki temu pod względem bilansowym polepszy się jego płynność, będzie też mógł zainwestować środki w rozwój swojego przedsiębiorstwa. Zwiększa to szanse firmy na otrzymanie kredytu inwestycyjnego. To także możliwość pozyskania wartościowego inwestora.

Biznes szuka wsparcia w kontrolowanej restrukturyzacji

Największa fala restrukturyzacji może czekać biznes w drugim kwartale tego roku, kiedy wyczerpią się fundusze z tarcz rządowych podtrzymujące przy życiu wiele branż. Już teraz firmy starają się zapobiec takiemu rozwojowi sytuacji.

– Mamy obecnie do czynienia z nową i dość nietypową sytuacją. Do tej pory o faktoring zabiegały przede wszystkim małe firmy, które przez większych partnerów bywają wręcz zmuszane do wystawiania faktur z długimi terminami płatności. Teraz to właśnie ci więksi partnerzy rekomendują swoim dostawcom skorzystanie z faktoringu po to, aby ich wzmocnić przed nadchodzącymi i spodziewanymi kłopotami. Duży podmiot jest w stanie wynegocjować dla swoich dostawców atrakcyjne warunki finansowe, takie jakich dostawca nie mógłby otrzymać samodzielnie od instytucji finansowej. W odpowiedzi na potrzeby rynku wprowadziliśmy specjalny program dla takich firm, który ułatwia skoordynowanie przejścia na faktoring na preferencyjnych warunkach – mówi Damian Sapielak z eFaktor S.A. – Trend, o którym wspomniałem jest widoczny np. w przypadku dostawców do dużych sklepów w handlu detalicznym. To logiczne działanie, bo dla dużej sieci spożywczej upadek wieloletniego i solidnego dostawcy to kłopot. To także czas i dodatkowe koszty związane z weryfikacją finansową i jakościową dostawcy, który go zastąpi.

Takie działanie większych partnerów pomaga również w budowaniu dobrych relacji z kontrahentami. W sytuacji, kiedy z powodu ryzyka przedłużania lockdownu przyszłość jest niepewna, takie wsparcie dużego partnera nie jest bez znaczenia.

* Analiza KPMG w Polsce pt. „Perspektywy i nastroje przedsiębiorców” powstała na podstawie badania przeprowadzonego w na przełomie II i III kwartału 2020 r.

Dzień ochrony danych osobowych: Co czwarty Polak nie wie, jak chronić dane osobowe w czasie pandemii

Ponad połowa z nas zauważyła, że w czasie pandemii oszuści częściej niż wcześniej próbują wyłudzić dane osobowe. Równocześnie wzrosła liczba osób, które takiej próby doświadczyły. Najbardziej boimy się wycieku z bazy firm i instytucji oraz tego, że damy się oszukać przestępcom wyłudzającym dane. Ich pomysłowym działaniom towarzyszy rosnąca niepewność i stale powiększające się grono osób, które nie potrafią się im przeciwstawić. To wyniki raportu Krajowego Rejestru Długów i serwisu ChronPESEL.pl. Eksperci radzą, jak nie dać się oszukać i zadbać o bezpieczeństwo swoich danych osobowych.

Przygotowany w grudniu 2020 r. raport „Ochrona danych osobowych w czasie pandemii” porównuje wyniki badań przeprowadzonych w trakcie I i II fali epidemii na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i serwisu ChronPESEL.pl. Obecnie prawie 2/3 Polaków (62,3 proc.) uważa, że w trakcie pandemii są bardziej narażeni na wyłudzenie danych osobowych. To więcej niż w kwietniu 2020 r., kiedy przeprowadzona została pierwsza edycja badania. Dodatkowo ponad połowa (50,9 proc.) ankietowanych jest zdania, że jesienią wzrosło natężenie prób mających na celu wyłudzenie danych.Co czwarty Polak nie wie, jak chronić dane osobowe w czasie pandemii

O tym, że temat interesuje Polaków, świadczy fakt, że blisko 85 proc. z nich śledzi informacje na temat zagrożeń i wyłudzeń w trakcie pandemii. Porównując jednak wyniki I i II fali, widać wyraźny spadek zaangażowania. O ile w kwietniu 2020 r. informacji na ten temat samodzielnie wyszukiwało ponad 60 proc. badanych, o tyle 6 miesięcy później w ten sposób postępowała połowa (51,2 proc.) obywateli.

Obecnie przestępcy najczęściej podszywają się pod różne instytucje zaangażowane w walkę z pandemią, np. Ministerstwo Zdrowia, policję, sanepid lub popularne firmy z branży e-commerce, która właśnie przeżywa rozkwit. Przeświadczenie o tym, że nie musimy śledzić kolejnych wzmianek o wyciekach, bo już znamy sposób działania przestępców, może okazać się złudne. Otworzy również pole do kolejnych działań oszustów, którzy będą chcieli wykorzystać naszą uśpioną czujność. Tym bardziej, że jak pokazują nasze badania, próby wyłudzenia danych doświadcza coraz więcej ludzi – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl partnera Krajowego Rejestru Długów SA.

Wyniki badań potwierdzają, że jesienią liczba osób, które doświadczyły próby oszustwa wzrosła. Otrzymanie podejrzanego telefonu lub wiadomości w postaci SMS-a lub e-maila zadeklarowało 18 proc. badanych. Pół roku wcześniej dotyczyło to co 8. badanej osoby. Należy zwrócić również uwagę na grupę osób, które na to pytanie odpowiedziały „Nie wiem”. W drugiej edycji badania ten odsetek wyniósł 12 proc., o 4 pp. więcej niż w kwietniu 2020 r. Świadczy to nie tylko o większej aktywności przestępców próbujących wyłudzić dane, ale również o tym, że stale rośnie liczba osób, którym trudno zorientować się, czy mają do czynienia z oszustami, czy nie. To, że to grono ciągle się powiększa potwierdzają wyniki badania przeprowadzonego w trakcie II fali epidemii, w którym co 6. ankietowany stwierdził, że nie potrafi rozpoznać wiadomości wysyłanych przez przestępców. Pół roku wcześniej problem ten dotyczył 12 proc. respondentów.

Okres pandemii jest czasem, w którym liczba cyberataków wzrosła w sposób oczywisty. Poziom przestępczości internetowej, jaki osiągnęliśmy w grudniu 2020 r., jest nieporównywalny do jakiegokolwiek innego w historii człowieczeństwa. Pandemia spowodowała, że miliony osób przeniosły się do sieci, która jest podatna na takie ataki. Dodatkowo, część z nas została niejako przymuszona do otwarcia się na cyfryzację, mimo braku świadomości cyfrowej. Większa liczba tzw. internetowych niedzielnych kierowców tylko wzmaga podatność na bycie ofiarą w sieci. Zwłaszcza że liczba okoliczności, w których możemy paść takimi ofiarami, wzrasta – mówi dr Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie, prezes Instytutu Lema.

Polacy boją się wycieku ich danych z urzędów i firm

Ponad 60 proc. Polaków boi się, że w okresie epidemii koronawirusa ich dane osobowe wpadną w niepowołane ręce. Bardziej niż hakerów, którzy włamią się do ich komputera, obawiają się jednak wycieków danych z urzędów i firm. Co prawda, w trakcie II fali pandemii, odsetek ten w porównaniu z początkiem epidemii jest niższy, wciąż jednak podobne obawy wyraża blisko połowa (46,4 proc.) Polaków. Równocześnie można zaobserwować wzrost poziomu lęku przed wyłudzeniami danych w wyniku oszustwa, których boi się już prawie 30 proc. badanych oraz atakami hakerów, które budzą strach u co czwartego obywatela. Powtarzające się w czasie pandemii wycieki pokazują, że te obawy są uzasadnione.

Na początku marca 2020 roku media informowały, że z baz jednej z firm pożyczkowych do sieci wyciekły informacje na temat ponad 200 tysięcy klientów. W kwietniu, wszystkimi wstrząsnęła wiadomość o tym, że w Internecie dostępne są imiona, nazwiska, adresy zamieszkania i numery telefonów ponad 50 tysięcy polskich sędziów i prokuratorów, które zostały skradzione z bazy Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak jeden z oszustów wykorzystując pozyskane dane przejął konto w mediach społecznościowych jednej z poszkodowanych osób. W tym samym miesiącu do sieci trafiły poufne informacje na temat kilkuset pacjentów przebywających na kwarantannie w powiecie gnieźnieńskim. Do podobnego incydentu doszło też w sklepie internetowym Cyfrowe.pl, który gromadził dane klientów od 2007 r. – wylicza Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl partnera Krajowego Rejestru Długów SA.

Z kolei w sierpniu o wycieku danych z bazy swoich pracowników poinformowała sieć McDonald’s. Jesień przyniosła informacje o tym, że cyberprzestępcy weszli w posiadanie danych klientów dwóch aptek internetowych. Na początku listopada doszło do wycieku, m.in. numerów PESEL, z bazy jednego z portali medycznego gromadzącego informacje o zdrowiu ponad 15 tys. pacjentów. W tym samym miesiącu o kradzieży danych, w tym również numerów PESEL, swoich studentów i pracowników poinformował Uniwersytet Warszawski.zagrożenie danych

Podejrzane telefony, SMS-y i wiadomości

Ryzyko wycieku to nie jedyne zagrożenie czyhające na użytkowników Internetu. Jest nim także tzw. phishing, czyli metoda polegająca na podszywaniu się przez oszustów pod inne osoby lub instytucje w celu wyłudzenia poufnych informacji. Zazwyczaj zaczyna się od maila, który w łudzący sposób przypomina wiadomość z naszego banku lub firmy kurierskiej. Internauta jest proszony o kliknięcie w zamieszczony link, żeby sprawdzić swoje dane w serwisie lub zaakceptować nowy regulamin usługi. Wejście na wskazaną stronę kończy się zazwyczaj pobraniem wirusa, dzięki któremu haker zdobywa dostęp do komputera ofiary oraz zdradzeniem danych osobowych.

Ankietowani wskazali, że wysyłane przez oszustów wiadomości najczęściej zachęcały do pobrania załącznika (66,3 proc.), kliknięcia w przesłany link (53,3 proc.) oraz uruchomienia lub instalacji nowej aplikacji (28,3 proc.). Respondenci zwrócili również uwagę na to, że w przesłanych wiadomościach często proszeni byli o przekazanie danych osobowych (20,7 proc.) lub wykonanie przelewu internetowego (20,7 proc.). We wszystkich tych przypadkach scenariusz jest łatwy do przewidzenia. W przypadku kliknięcia w umieszczony odnośnik lub pobrania załączonego pliku, na komputerze ofiary zainstalowane zostałoby szkodliwe oprogramowanie, dzięki któremu cyberprzestępcy zyskaliby dostęp do danych i haseł właściciela.zagrożenie danych 2

Porównując wyniki badania z początku pandemii z obecnymi, widać wyraźnie, że próby oszustwa poprzez instalację szkodliwego oprogramowania lub wyłudzenia danych nasiliły się podczas II fali epidemii.

Edukacja bronią w walce z oszustami

Rozwój epidemii oraz towarzysząca mu wyższa aktywność oszustów wpływa dezorientująco na Polaków. Potwierdzają to wyniki badania, które pokazują, że na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy spadła liczba osób, które deklarują, że wiedzą, jak powinny zabezpieczać swoje dane podczas pandemii. Jeszcze w trakcie I fali pewność w tym temacie wykazywało 84,5 proc. badanych. Obecnie już prawie co 4. Polak nie wie, w jaki sposób chronić swoje dane osobowe w czasie pandemii. Są jednak sposoby na to, żeby zmniejszyć ryzyko.

Dokładnie analizujmy kierowane do nas komunikaty, zawarte np. w wiadomościach e-mail, by uniknąć wyłudzenia dodatkowych danych czy uzyskania danych dostępowych do internetowych systemów bankowych. Bardzo ważne jest, aby dane nie były udostępniane osobom nieupoważnionym. Gdy dane są przechowywane na urządzeniach przenośnych (np. pamięć USB) lub zamierzamy je przesłać na pomocą dostępnych narzędzi komunikacji w Internecie, powinny być szyfrowane i chronione hasłem. Używajmy oprogramowania chroniącego komputer i urządzenia mobilne przed niepożądanymi działaniami z zewnątrz, np. złośliwego oprogramowania. Oprócz popularnych programów antywirusowych przydatne mogą być również te, które zabezpieczą przed ingerencją z zewnątrz tzw. firewall. Nie odpowiadajmy na maile od osób, których nie znamy, np. spamerów, zwłaszcza gdy domagają się podania jakichś informacji o nas, czy namawiają do kliknięcia w przesłany link lub otwarcia przesłanego załącznika, a także gdy sugerują zmianę identyfikatora i hasła – mówi Adam Sanocki, rzecznik Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Specjaliści zwracają uwagę na to, że nawet zachowanie wszystkich zasad bezpieczeństwa może nie wystarczyć do tego, żeby uchronić się przed wykorzystaniem naszych danych osobowych. Nie wiemy, w jaki sposób zabezpieczone są bazy danych sklepów internetowych lub portali społecznościowych, z których korzystamy. Dlatego Urząd Ochrony Danych Osobowych w swoim komunikacie dotyczącym reagowania w przypadku kradzieży tożsamości rekomenduje m.in. założenie konta w systemie informacji gospodarczej, celem monitorowania swojej aktywności kredytowej.

Większą świadomość mają zapewnić również liczne akcje edukacyjne, jak realizowany przez UODO program „Twoje dane – Twoja sprawa” oraz cykliczne wydarzenia, jak na przykład, ustanowiony przez Komitet Ministrów Rady Europy i obchodzony od 2007 r. 28 stycznia, Dzień Ochrony Danych Osobowych.

Ogólnopolskie badanie „Ochrona danych osobowych w czasie pandemii” zostało przeprowadzone w kwietniu i listopadzie 2020 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów BIG SA i serwisu ChronPESEL.pl na próbie 515 osób.

Elektroniczny obieg dokumentów księgowych – na czym polega, ile kosztuje i jak usprawnia działanie firmy?

Tradycyjny obieg dokumentów księgowych pochłania sporo czasu i środków, zwłaszcza w dobie rosnącego znaczenia pracy zdalnej. Wiele firm właśnie w minionym roku doceniło więc zalety elektronicznego obiegu dokumentów. Sprawdź, co daje takie rozwiązanie w obszarze księgowości oraz jak długo przechowywać dokument księgowe i jakie są ceny systemów elektronicznego obiegu dokumentów.

Czym jest elektroniczny obieg dokumentów księgowych?

Rozwiązania z zakresu elektronicznego obiegu dokumentów to z jednej strony zbiory procedur, a z drugiej systemy informatyczne. Razem umożliwiają standaryzację tworzenia, przepływu, przechowywania i pracy z dokumentami cyfrowymi oraz digitalizację tych, które trafiają do firmy w formie papierowej.

Istotnymi elementami systemów elektronicznego obiegu dokumentów księgowych mogą być narzędzia OCR do skanowania papierów i przetwarzania ich w formę elektroniczną oraz moduły do wystawiania, wysyłania oraz wczytywania i księgowania faktur elektronicznych. Nie mniej ważne są narzędzia, które umożliwiają porządkowanie i archiwizację czy szybkie tworzenie dokumentacji różnego rodzaju.

Ponieważ rozwiązania te oparte są o mechanizmy typy workflow, kluczową rolę odgrywają też powiadomienia elektroniczne. Dostarczają zainteresowanym osobom informacji na temat bieżącego statusu dokumentu w schemacie obiegu czy przypominają o konieczności podjęcia określonych działań. Niezwykle przydatnym narzędziem jest też podpis elektroniczny, dzięki któremu również dokumenty wymagające podpisania mogą istnieć tylko w formie cyfrowej.

Elektroniczny obieg dokumentów – zalety

Elektroniczny obieg dokumentów ma szereg zalet, które przekładają się na oszczędność czasu i środków. Do najważniejszych z nich należą:

  • Usprawniona komunikacja – szybkość i łatwość odnajdywania dokumentów oraz wysyłania ich innym osobom z firmy oraz jej klientom i kontrahentom bez konieczności korzystania z poczty czy kurierów.
  • Skrócenie pracy nad dokumentami – między innymi dzięki procesom automatyzacji lub standaryzacji ich tworzenia, akceptacji, importowania do systemu i podłączania do innych treści.
  • Eliminacja lub zmniejszenie ryzyka błędów ludzkich, zwłaszcza wynikających z ręcznego wprowadzania danych.
  • Elastyczne zarządzanie dostępem do dokumentów i możliwość tworzenie innych ścieżek obiegu i akceptacji dla różnych dokumentów księgowych w firmie.

Dokumenty księgowe: jak długo je przechowywać i dlaczego w cyfrowym archiwum?

Do istotnych zalet elektronicznego obiegu dokumentów księgowych należy też oszczędność miejsca. Nawet gdy papierów jest względnie niewiele, trzeba je gdzieś przechowywać. Cyfrowe archiwum rozwiązuje ten problem, a ponadto jest znacznie bezpieczniejsze.

Z jednej strony bowiem, do dokumentów mają wtedy dostęp tylko osoby upoważnione. Z drugiej zaś, praktycznie nie występuje ryzyko zniszczenia, zgubienia czy zawieruszenia się faktur, umów i innych papierów.

Bezpieczeństwo to jest bardzo istotne, bo ustawa o rachunkowości nakłada na firmę obowiązek archiwizacji dokumentów księgowych. Jak długo trzeba je przechowywać? W przypadku większości dokumentów (m.in. księgi rachunkowe, dowody księgowe przychodów i wydatków, umowy handlowe, pożyczki, dokumentacja roszczeń, zeznania podatkowe, dokumenty inwentaryzacyjne czy kartoteki wynagrodzeń) jest to 5 lat.

Bezterminowo należy natomiast przechowywać roczne sprawozdania finansowe. Z kolei dokumentację powstałą w wyniku reklamacji i rękojmi trzeba archiwizować przez 12 miesięcy od terminu ich wygaśnięcia.

Elektroniczny obieg dokumentów – ceny i przykład platformy Autenti

W zależności od konkretnych dostawców i możliwości oferowanych przez poszczególne moduły ich produktów, ceny systemów elektronicznego obiegu dokumentów księgowych mogą być bardzo różne. Koszty zaczynają się zwykle od kilkudziesięciu, a niekiedy nawet kilkunastu złotych miesięcznie netto, lecz mogą sięgać kilkuset i więcej złotych w przypadku oprogramowania dostosowanego do złożonych potrzeb dużych firm.

Z drugiej strony, na rynku można też znaleźć rozwiązania, które przy ograniczonych funkcjonalnościach są bezpłatne. Przykładem jest choćby Platforma Autenti, czyli narzędzie, które umożliwia elektroniczne podpisywanie i wysyłanie do podpisu oraz obieg i archiwizację dokumentów cyfrowych (szczegóły znajdziesz na: https://autenti.com/platforma-autenti/). Darmowe konto firmowe pozwala wysłać do 5 dokumentów na użytkownika miesięcznie, a konto Pro nie ma już limitów liczby dokumentów.

Platforma pozwala podpisywać i zatwierdzać dokumenty księgowe i inne zgodnie ze schematem obiegu obowiązującym w firmie. Autenti archiwizuje też pliki w szyfrowanej chmurze, a jednocześnie osoby uprawnione mogą mieć dostęp do dokumentów z dowolnego urządzenia połączonego z internetem.

Buble prawne utrudniają życie zwykłym ludziom i przedsiębiorcom

Redakcje Prawo.pl i LEX, serwisów wydawanych przez Wolters Kluwer Polska, przedstawiły w czwartek raport „Poprawmy prawo”. Wskazuje on przepisy wymagające pilnej zmiany. Okazuje się, że w akcie urodzenia można mieć wpisanych trzech ojców, a przerwa na karmienie piersią przysługuje także rodzicom… nastolatka.

W polskim prawie jest coraz więcej przepisów, które skutecznie komplikują życie osób prywatnych i przedsiębiorców. Pilnej poprawy wymagają wszystkie gałęzie prawa: od pracy i podatków przez wymiar sprawiedliwości, prawo gospodarcze, samorząd i administrację, czy regulacje dotyczące zdrowia i oświaty.

W ramach wspólnej akcji redakcji Prawo.pl i LEX „Poprawmy prawo” wskazano problematyczne przepisy, które na pewno należy zmienić  – zarówno takie, które wymagają poprawy, jak i te, które powinny powstać, bo w tej chwili istnieje luka w prawie. Do zgłaszania wadliwych aktów prawnych i brakujących przepisów zaproszeni zostali także czytelnicy Prawo.pl i uzytkownicy LEX.

Liczba zgłoszeń przerosła oczekiwania redakcji. Potwierdza to smutną, niestety, tezę, że z jakością polskiego prawa nie jest najlepiej. Przepisy są pełne luk i niejasności, bywają sprzeczne ze sobą, z Konstytucją RP czy z prawem UE. Buble prawne znajdziemy w niemal każdej dziedzinie prawa. Stan naszej legislacji pozostawia wiele do życzenia, a jego poprawie nie służy dodatkowo pandemiczna rzeczywistość, a w niej masowo i naprędce tworzone prawo.

W akcie urodzenia można mieć trzech ojców

Dziecko, matka i… trzech ojców – okazuje się, że obecne przepisy prowadzą do absurdu. Przez ustawowe domniemanie ojcostwa ojciec biologiczny nie może wystąpić o ustalenie, że nim jest. Kiedy w toku spraw rozwodowych przychodzą na świat dzieci ze związków pozamałżeńskich, nawet gdy jest zgoda, kto jest ojcem, trzeba to rozstrzygać przed sądem. Sprawy ciągną się miesiącami, są kosztowne i stresujące. Stare przepisy nie przewidziały zmian społecznych. A w akcie urodzenia dziecko ma wpisanych… trzech ojców.

Przerwa w pracy na karmienie piersią… nastolatka

Ewidentnym bublem są też przepisy o przerwach w pracy na karmienie dzieci. Przerwa na karmienie piersią przysługuje nawet rodzicowi… nastolatka. Okazuje się bowiem, że nie ma żadnych ograniczeń czasowych do korzystania przez pracownicę z prawa do przerw na karmienie dziecka piersią. Przepis nie uzależnia tego ani od wieku dziecka, ani od udowodnienia faktu jego karmienia w ten sposób. Zdaniem ekspertów, prawo wymaga zmiany, bo rodzi wątpliwości, a pracodawca nie ma możliwości zakwestionowania uprawnienia, nawet gdy dochodzi do nadużyć.

Problemy z fakturami i paragonami

Przedsiębiorcy mają też inny problem. Firmy nie wiedzą, jak stosować przepisy w zakresie wystawiania faktur do paragonów przy transakcjach do 450 złotych. Krajowa Informacja Skarbowa wydaje sprzeczne interpretacje, a dostępne objaśnienia niewiele pomogły. Sklepy natomiast nie wiedzą, jak dokumentować sprzedaż, a ich klienci mają problemy z odliczeniem podatku. Zmiana przepisów jest konieczna – i to szybko.

Cały czas brakuje także przepisów o  pracy zdalnej. Ten problem stał się szczególnie istotny teraz, w  okresie epidemii. Pracodawcy oczekują możliwości wykonywania pracy zdalnej. I chcą w tym zakresie działać za zgodą pracowników, a nie im ją narzucać.

Do poprawy przepisy i tryb tworzenia prawa

Raport „Poprawmy prawo” ma 56 stron. Dotyczy m.in. przepisów o spadkach, dodatku covidowym, zatorów płatniczych, alimentów, opodatkowania darowizn, doradztwa podatkowego i księgowości, raportowania umów o dzieło, studiów doktoranckich, ochrony danych osobowych czy segregowania śmieci.

Publikacja zawiera również raport dotyczący inflacji i produkcji prawa. Akty prawne tworzone są w pośpiechu, a zmiana goni zmianę. Ustawa covidowa była zmieniana aż 66 razy! Już w dacie wejścia w życie nowelizowały ją cztery ustawy. Proces legislacyjny jest coraz bardziej skracany, a projekty często nie są konsultowane.

– W raporcie przedstawiamy tylko najważniejsze przepisy wymagające pilnej zmiany – stan na koniec 2020 roku, wciąż aktualny. Nadal będziemy przyglądać się regulacjom do poprawy i procesowi tworzenia prawa, do czego zachęcamy również naszych Czytelników, Użytkowników i Ekspertów, którym serdecznie dziękujemy za wsparcie w naszej pierwszej akcji! Obiecujemy Państwu kolejny raport w  styczniu przyszłego roku. Warto dbać o lepsze prawo, bo przekłada się ono na życie każdego z nas, na stan gospodarki i państwa – mówią Ewa Usowicz i Jacek Żmuda, kierujący redakcjami Prawo.pl i LEX.

Najbliższa niedziela handlowa nie przyniesie zysku przedsiębiorcom. Północna Izba Gospodarcza proponuje rekompensatę po lockdownie

Północna Izba Gospodarcza w 2020 roku kilkukrotnie podejmowała temat zwiększenia ilości niedziel handlowych lub ogólnej likwidacji zakazu, który w ocenie zdecydowanej większości przedsiębiorców przynosi duże straty dla branży detalicznej. Handel jest jednym z sektorów najmocniej dotkniętych przez pandemię koronawirusa. W 2021 roku przewidziano tylko siedem handlowych niedziel, jedna z nich przypada na 31 stycznia, czyli na szczyt lockdownu. – W opinii Północnej Izby Gospodarczej należy zwiększyć ilość niedzieli handlowych. Pozwalają one na „odbicie się” przedsiębiorcom dotkniętym pandemią, mowa głównie o firmach handlowych zlokalizowanych np. w galeriach handlowych. Przedsiębiorcy z najbliższej niedzieli handlowej nie skorzystają, bo sklepy w galeriach są zamknięte. Jedynymi beneficjentami tej niedzieli będą dyskonty, które i tak nie mogą narzekać na brak klientów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Niedziele handlowe ratunkiem dla słabnącego handlu detalicznego. Lockdown to straty rzędu 6 miliardów złotych miesięcznie

Północna Izba Gospodarcza proponuje, by w kolejnych miesiącach zrekompensować handlowcom straconą, styczniową wolną niedzielę wskazaniem przynajmniej jednego dodatkowego terminu w kolejnych miesiącach. Rozmowy z przedsiębiorcami działającymi w branży handlowej wyraźnie wskazują, że brak niedzieli handlowych jest jednym z poważniejszych problemów handlu detalicznego. W czasie pandemii koronawirusa handel jest branżą mocno dotkniętą stratami. Uważamy, że przywrócenie handlu w niedzielę  byłoby wyjściem naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorcom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej.

– Każde działanie, które pomoże przedsiębiorcom jest warte wdrożenia. Północna Izba Gospodarcza jest orędownikiem powrotu handlu w niedzielę, a nasza opinia wynika z realnego głosu przedsiębiorców. Statystyki pokazują, że każdy miesiąc lockdownu zabiera branży centrów handlowych 6 miliardów złotych. Łącznie to już ponad 30 miliardów złotych strat. Oczywiście można powiedzieć, że w grudniu nastąpiło krótkie ożywienie, bo galerie były czynne przed Świętami Bożego Narodzenia. Nie jesteśmy przekonani czy to wystarczy, by sektor handlu detalicznego mógł wrócić po lockdownie do dobrej kondycji – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Niezmiennie postulujemy przywrócenie handlu w niedzielę po lockdownie. Jeżeli to w najbliższym czasie okaże się niemożliwe to uważamy, że przedsiębiorcom należy się rekompensata w postaci dodatkowej handlowej niedzieli za dzień, który przypada na 31 stycznia 2021 – mówi Hanna Mojsiuk.

– Uważam, że ratowanie gospodarki w 2021 r., a tym samym i dochodów nie tylko przedsiębiorców, ale także pracowników i współpracowników wymaga zawieszenia w ogóle zakazu handlu w niedzielę. Jesień 2020 r. dowiodła, że nawet czasowe otwarcie między kolejnymi zamknięciami gospodarki spowodowało istotne odrobienie dochodów. Trzeba mieć na względzie, że rezerwy przedsiębiorców są na wyczerpaniu, nie wszyscy mogą liczyć na tarcze, uwolnienie handlu m.in. także poprzez rozłożenie ruchu na całe 7 dni w tygodniu istotnie pozwoli gospodarce powrócić na swoje tory wysokich obrotów – mówi Michał Wojtas, skarbnik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Pracownicy handlu tracą pracę przez lockdown. „Zwolnienia, zmiany umów, obniżki wynagrodzeń”

W opinii Małgorzaty Marczulewskiej, Prezesa Grupy windykacyjnej AVERTO oraz Prezesa Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom pracownicy nie skarżą się już na konieczność pracy w niedzielę. Jest duże oczekiwanie, że pracy będzie więcej. Dlaczego? Bo handel detaliczny mocno traci na pandemii koronawirusa. Pracownicy wolą mieć więc więcej pracy niż nie mieć jej wcale.

– Sytuacja w handlu jest bardzo trudna. Wielu pracowników sieciowych sklepów z końcem 2020 roku straciło zatrudnienie. Niektórym obniżono pensje, a jeszcze inni otrzymali umowy cywilnoprawne z obniżonym wynagrodzeniem. Otrzymywaliśmy również sygnały o tym, że niektórzy pracownicy otrzymali nowe umowy na trzy miesiące – mówi Małgorzata Marczulewska. – Lockdown mocno dotknął przedsiębiorców. Jako organizacja pozarządowa występująca w imieniu pracowników sugerowaliśmy przyjęcie specjalnego pakietu osłonowego, który wsparłby pracowników branż sezonowych oraz firm objętych lockdownem. Widzimy, że to właśnie pracownicy handlu, gastronomii, turystyki i hotelarstwa teraz najczęściej tracą pracę – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Anna Urbańska obejmuje stanowisko CEO polskiego biura Standard Chartered

Anna Urbańska została powołana na stanowisko Dyrektora Zarządzającego (CEO) i Członka Zarządu Standard Chartered Global Business Services Sp. z o. o. To zlokalizowane w Warszawie globalne centrum usług biznesowych należy do Grupy Standard Chartered, wiodącego banku międzynarodowego. Nowa CEO będzie jednocześnie kontynuować pracę na dotychczasowym stanowisku – Dyrektora Pionu Przeciwdziałania Przestępczości Finansowej w Polsce (Head of Conduct & Financial Crime Compliance Site Lead, Poland).

Anna Urbańska ma ponad 20-letnie doświadczenie zawodowe zgromadzone w sektorze bankowym, funduszy inwestycyjnych i konsultingowym. Do grona pracowników Standard Chartered dołączyła jesienią 2018 roku. Jej zadaniem było zbudowanie od podstaw zespołu doświadczonych specjalistów odpowiedzialnych za przeciwdziałanie przestępczości finansowej, który tworzy dziś przeszło 350 ekspertów.

Zanim rozpoczęła pracę w Standard Chartered kierowała zespołem ds. przeciwdziałania przestępczości finansowej w PwC. Pełniła też funkcję dyrektora operacyjnego w randze wiceprezesa zarządu w spółce działającej w sektorze technologii finansowych (fintech), zarządzanej przez amerykański fundusz private equity, a wcześniej zbudowała od podstaw i zarządzała centrum operacyjnym RBS (obecnie NatWest). Pracowała również na kierowniczych stanowiskach w jednostkach operacyjnych takich instytucji finansowych, jak Cetelem, HSBC i GMAC. Jest absolwentką studiów magisterskich na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych z zakresu zarządzania i ekonomii w Szkole Głównej Handlowej.

Anna Urbańska zastępuje na stanowisku CEO Rowenę Everson, która odpowiadała za zarządzanie działalnością operacyjną i rozwój strategiczny spółki od momentu jej zarejestrowania w czerwcu 2018 roku. Dotychczasowa dyrektor zarządzająca została powołana w strukturach banku na stanowisko Dyrektora ds. Kanałów Cyfrowych i Analizy Danych w regionie Europy i Ameryk, z siedzibą w Londynie. Jednocześnie pozostaje ona
w zarządzie polskiej spółki, aby wspierać jej dalszy rozwój.

„Wieloletni staż menedżerski w połączeniu z doświadczeniem zdobytym w globalnych instytucjach finansowych i dogłębną znajomością lokalnego rynku sprawiają, że Anna jest
doskonale przygotowana, aby kierować dalszym rozwojem naszej działalności w Polsce.
W planach jest zarówno rozwój istniejących obszarów, jak i tworzenie nowych, związanych np. z nowoczesnymi technologiami i zrównoważonym finansowaniem. Pod jej przewodnictwem zostanie też wprowadzony m.in. elastyczny system pracy, uwzględniający różne potrzeby pracowników w zakresie czasu i lokalizacjiʺ, powiedział Matthew Norris, Globalny Dyrektor Zarządzający Globalnych Centrów Usług Biznesowych banku Standard Chartered.

Firma Standard Chartered Global Business Services Sp. z o. o. została zarejestrowana
w czerwcu 2018 roku. Zatrudnia obecnie prawie 700 pracowników, którzy świadczą specjalistyczne usługi na rzecz innych spółek z Grupy Standard Chartered, działającej na 60 rynkach. Do najważniejszych obszarów kompetencyjnych spółki należą: przeciwdziałanie przestępczości finansowej, cyberbezpieczeństwo, zarządzanie ryzykiem płynności, zarządzanie międzynarodowymi projektami z obszaru HR, rekrutacja pracowników Polsce, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych oraz negocjowanie umów na instrumenty pochodne z klientami korporacyjnymi i instytucjonalnymi.