Deloitte: Zrównoważony rozwój i cyfryzacja powinny na stałe wpisać się w strategię marek luksusowych

TOP 10 producentów dóbr luksusowych na świecie generuje ponad połowę przychodów osiąganych przez sto największych firm w branży.

Przychody ze sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym (zakończonym 31 grudnia 2019 roku) 281 mld dolarów, o ponad 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Liderem pozostaje francuski koncern LVMH. Jak wynika z raportu „Global Powers of Luxury Goods 2020. The new age of fashion and luxury”, do 2025 roku millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z odpowiedzialni będą za połowę zakupów w tym segmencie. Eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują, że to właśnie młodzi konsumenci będą wybierać marki odpowiedzialne społecznie, oraz takie, które oferują doświadczenie zakupowe na najwyższym poziomie bez względu na wybrany kanał. Za sprawą pandemii te dwa aspekty rozwinęły się znacząco wśród producentów dóbr luksusowych.

Wzrost sprzedaży w minionym roku obrotowym w branży dóbr luksusowych wyniósł 8,5 proc. To spadek w porównaniu do 10,8 proc. osiągniętych rok wcześniej. Wartość zysku netto spółek z TOP 100 wzrosła jednak o 11,2 proc. Średnia wartość przychodów przypadająca na spółkę wynosiła 2,8 mld dolarów. Aby znaleźć się w zestawieniu należało osiągnąć minimum 238 mln dolarów.

– W ostatnich latach rynek dóbr luksusowych zwiększał swoją wartość, ale równocześnie odnotowywał niższą stopę wzrostu. Wśród przyczyn, które wpłynęły na wyniki tegorocznego rankingu, można podać protekcjonizm gospodarczy i restrykcje handlowe. Głównie dotknęło to marek z Chin i Stanów Zjednoczonych. Z roku na rok wzrosty w ich wynikach finansowych kształtują się na coraz niższym poziomie – mówi Irena Pichola, Partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Liderzy nadal mocni

Pierwsze miejsce wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych ponownie zajął koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się marki, takie jak Louis Vuitton czy Marc Jacobs. Na drugim miejscu pojawiła się kolejna francuska spółka – Kering SA, właściciel marek Gucci czy Saint Laurent. Na podium, podobnie jak rok temu, znalazł się także amerykański koncern kosmetyczny Estee Lauder. Producenci z TOP 10 wygenerowali w sumie 51,2 proc. sprzedaży całej pierwszej setki. To pierwsza taka sytuacja w siedmioletniej historii raportu Deloitte.

Co ciekawe, w zestawieniu TOP 10 od roku obrotowego 2017 pozostają te same firmy i zmieniają się tylko ich pozycje. Oznacza to, że marki konsekwentnie pracują na swój sukces i umieją odpowiednio wykorzystać posiadane zasoby, by pokazać swoją wartość. W minionym roku luksusowi giganci odnotowali lepsze wyniki wartości zysku netto niż pozostałe firmy. Z kolei pięć z nich może pochwalić się dwucyfrowym wzrostem sprzedaży w ujęciu rocznym – mówi Bartek Bobczyński, Dyrektor, Deloitte Digital.

Najwięcej spółek w ogólnym zestawieniu to tradycyjnie producenci ubrań i butów (37 firm), ale największy wzrost sprzedaży zanotowały firmy oferujące różnorodny asortyment dóbr luksusowych (o 12,8 proc.). Najliczniejszą reprezentację mają przedsiębiorstwa z Włoch (22), chociaż odpowiadają tylko za 12,4 proc. przychodów ze sprzedaży dóbr luksusowych.

Pandemia zmieniła postrzeganie marek

Jak wynika z raportu Deloitte, do 2025 roku za połowę globalnej konsumpcji dóbr luksusowych będą odpowiedzialni millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z, czyli osoby świadome ekologicznych i społecznych problemów, z którymi obecnie mierzy się świat. Dla branży modowej to impuls do zmiany nastawienia do prowadzenia działalności biznesowej. Marki luksusowe powinny być świadome swojego wpływu na otoczenie i zachowywać różnorodność kulturową. Konsumenci oczekują także etycznych zachowań, przejawiających się w uczciwych praktykach biznesowych.

Z większą świadomością konsumentów wiąże się również idea zero-waste, zgodnie z którą ludzie chcą produkować jak najmniej odpadów. Tym samym, produkty luksusowe stają się bardzo pożądane na rynku wtórnym, którego wartość wzrośnie do 68,5 mld dolarów już w 2026 roku.

Eksperci Deloitte wskazują, że nie tylko klienci zdają sobie sprawę z rosnących klimatycznych zagrożeń. Ekskluzywne domy mody, które chcą osiągnąć neutralność węglową, coraz częściej inwestują w zielone technologie i projekty przyczyniające się do zmniejszenia globalnej emisji gazów cieplarnianych. Takie podejście zadeklarowały Chanel i Armani, którzy do 2050 roku staną się neutralne węglowo, również w obszarze łańcucha dostaw.

Producenci dóbr luksusowych dostrzegają, że zrównoważony rozwój powinien być stałym elementem ich strategii. To ważny sygnał, tym bardziej, że według ONZ około 10 proc. światowej emisji gazów cieplarnianych pochodzi właśnie z branży mody. Pandemia była dla marek luksusowych impulsem do poważnych zmian, często napędzanych przez presję konsumentów. Trend dbania o to, jak firma wpływa na otoczenie przerodzi się więc w konieczność – mówi Irena Pichola.

Nie ma ucieczki od technologii

Marki luksusowe muszą nieustannie śledzić zmieniające się zachowania klientów. Do analizy dużej liczby danych coraz częściej używają sztucznej inteligencji i aplikacji wykorzystujących rozszerzoną rzeczywistość (AR). Współcześni konsumenci używają większej liczby kanałów zakupowych, a grupy modowe szukają sposobów, by umocnić relacje z klientem. Jednym z nich jest zastosowanie strategii omnichannel, czyli zaplanowanie ścieżki zakupowej klienta tak, żeby bez względu na miejsce zakupu jego doświadczenie było takie samo.

W czasie pandemii media społecznościowe stały się ważnym narzędziem, dzięki któremu koncerny produkujące dobra luksusowe badają sentyment klientów względem swoich marek. Umiejętność dostrzeżenia zmian w nastawieniu konsumentów pozwala na szybkie dostosowanie oferty do ich potrzeb i stworzenie efektywnej strategii komunikacji.

Pandemia dobitnie pokazała markom luksusowym, że muszą odnaleźć się w cyfrowej rzeczywistości. Pomimo początkowej niechęci, firmy zainwestowały w nowe technologie wspomagające zakupy online. Należy jednak zaznaczyć, że unikatowe doświadczenie związane z wizytą w sklepie nadal jest pożądane przez klientów. To właśnie odpowiednio zaimplementowana strategia omnichannel pozwoli na bezpieczny powrót do sklepów przy zachowaniu zasad społecznego dystansu, nie zapominając przy tym o zapewnieniu odpowiednich wrażeń konsumenckich – podsumowuje Bartek Bobczyński.

O raporcie

Raport „Global Powers of Luxury Goods 2020. The new age of fashion and luxury” omawia kondycję branży dóbr luksusowych, skupiając się na producentach ekskluzywnej odzieży, torebek i akcesoriów, biżuterii i zegarków oraz kosmetyków i perfum. W tegorocznej edycji raportu przeanalizowano wyniki finansowe przedsiębiorstw za rok fiskalny 2019, czyli okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2019 roku.

InventionMed skorzysta z prawa poboru i weźmie udział w emisji akcji SoftBlue

InventionMed, technologiczna spółka z branży medycznej deklaruje objęcie wszystkich akcji przepadających spółce w wyniku realizacji prawa poboru w ramach publicznej emisji SoftBlue. Udział jest potwierdzeniem strategicznej współpracy obu podmiotów – ze względu na pokrewny profil działalności, firmy planują wspólną realizację projektów.

InventionMed obejmie złoży zapis podstawowy na całość przysługujących jej akcji serii F, tj. na 19 mln akcji serii F po cenie emisyjnej 0,22 zł za jedną akcję, tj. za łączną kwotę 4,18 mln zł. Środki na objęcie akcji będą pochodzić ze środków własnych Spółki oraz z pożyczki udzielonej przez Prezesa Zarządu Spółki

Podwyższenie kapitału zakładowego SoftBlue nastąpi w drodze emisji nie więcej niż 46 801 250 akcji na okaziciela serii F o wartości nominalnej 0,10 zł. Cena emisyjna nowych akcji serii F została ustalona na 0,22 zł za jedną akcję. Prawo Poboru przysługuje dotychczasowym akcjonariuszom spółki, osobom, które posiadały akcje SoftBlue w dniu 11 stycznia br. Za każdą jedną akcję spółki przysługuje jedno jednostkowe prawo poboru.

– Współpraca InventionMed z SoftBlue ma wymiar strategiczny i długofalowy. Wierzymy, że połączenie dwóch podmiotów o komplementarnych profilach działalności stanowi ogromny potencjał do rozwoju i umocnienia pozycji rynkowej obu spółek. SoftBlue dołączyło do naszego akcjonariatu, planujemy wspólne projekty, dlatego objęcie akcji w ramach trwającej emisji jest z mojej perspektywy naturalnym krokiem i jednocześnie potwierdzeniem naszych wspólnych planów biznesowych – mówi Tomasz Kierul, prezes InventionMed.

SoftBlue jest głównym akcjonariuszem InventionMed. W lipcu minionego roku spółka zakupiła łączny pakiet ponad 10 mln akcji, co stanowi blisko 30 proc. wszystkich akcji InventionMed. Decyzję o skupie akcji podjęto z uwagi na pokrewny profil działalności obu firm oraz wspólnie prowadzone projekty.

InventionMed planuje budowę „Wirtualnego szpitala”, czyli Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy będzie to miejsce wyposażone najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej.

Problematyczny PIT-11 dla pracowników delegowanych i osób pracujących zdalnie za granicą

1 lutego 2021 roku mija termin przekazania urzędom skarbowym informacji PIT-11 za 2020 rok o przychodach z innych źródeł oraz o dochodach i pobranych zaliczkach na podatek dochodowy. Problematyczne może okazać się sporządzenie informacji PIT-11 delegowanym pracownikom, osobom wykonującym pracę zdalną za granicą lub zatrudnionym w firmie obcokrajowcom.

Podobnie jak w poprzednim roku, informacja PIT-11 jest przekazywana do urzędów skarbowych wyłącznie za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Natomiast doręczenie informacji PIT-11 pracownikom odbywa się w dowolnej formie, a pracodawca ma czas na przekazanie jej podatnikom do 1 marca 2021 roku.

Najwięcej wątpliwości sporządzenie informacji PIT-11 sprawia pracodawcom, którzy delegowali swoich pracowników za granicę lub którzy zatrudniają obcokrajowców. Dochody z pracy za granicą najczęściej podlegają bowiem opodatkowaniu w państwie, w którym praca była wykonywana. Mają jednak one również wpływ na zobowiązanie podatkowe w Polsce. Problemem dla pracodawców okazuje się prawidłowe wykazanie tych dochodów w PIT-11. Sytuacji nie ułatwia fakt, że z uwagi na pandemię koronawirusa powstaje szereg wątpliwości związanych z tym, jak ta okoliczność wpływa na obowiązki podatkowe, w szczególności w związku z przymusowym pobytem pracownika za granicą i świadczenia tam pracy zdalnej.

Numer identyfikacji podatkowej w PIT-11

Płatnik podatku dochodowego od osób fizycznych wystawiając PIT-11 ma obowiązek podać w formularzu podatkowym poprawny numer PESEL lub NIP podatnika (pracownika). W przypadku podatników, którzy nie przekazali płatnikowi poprawnego numeru PESEL lub NIP, płatnicy podawali zamiast tego numeru ciąg cyfr „1111111111” czy „9999999999”, aby złożyć informację PIT-11 w terminie.

Zgodnie z informacjami Ministerstwa Finansów z końca 2020 roku, takie działanie jest uznawane jako błąd i informacje PIT-11 za 2020 rok ze wskazanym takim ciągiem cyfr miałyby być nieprzyjmowane przez system. System resortu finansów nie został jednak zmodyfikowany i nadal, tak jak w ubiegłych latach, formularze ze wskazanym ciągiem cyfr „1111111111” czy „9999999999” zamiast numeru PESEL lub NIP podatnika będą mogły zostać złożone przez system.

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku, dla wielu pracodawców zatrudniających obcokrajowców nieposiadających numeru PESEL lub NIP pojawił się duży kłopot. Zgodnie z wyjaśnieniami Ministerstwa Finansów, zatrudniający nie mógł złożyć informacji PIT-11 za cudzoziemca, jeśli ten nie posiada numeru PESEL bądź NIP. Dotyczyło to nie tylko pracodawców, ale wszystkich płatników, którzy po zakończeniu roku muszą sporządzić informacje PIT-11. Co więcej, nie będąc w stanie wypełnić swoich obowiązków w tym zakresie, płatnik narażał się w konsekwencji na odpowiedzialność karno-skarbową. Na szczęście w ostatnich dniach pojawiły się kolejne wyjaśnienia MF wskazujące, iż w tym roku nic się nie zmieni w składaniu PIT-11 za cudzoziemców, którzy nie posiadają numeru PESEL bądź NIP. Oznacza to tym samym, że tak jak w poprzednich latach będzie można w takiej wyjątkowej sytuacji wpisać ciąg cyfr, który będzie traktowany jako identyfikator podatkowy zagranicznego pracownikamówi Paweł Majewski, Menedżer w Zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Rezydencja podatkowa

Przygotowując informację PIT-11 dla pracownika, płatnik powinien dokonać weryfikacji jego statusu rezydencji. W przypadku kiedy podatnik (pracownik) nie spełnia przesłanek pozwalających uznać go za rezydenta do celów podatkowych w Polsce, informacja PIT-11 powinna zawierać inne dane.

Za osobę mającą miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej uważa się osobę fizyczną, która posiada na terytorium Polski centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodek interesów życiowych) lub przebywa na terytorium Polski dłużej niż 183 dni w roku podatkowym.

Warto podkreślić, że aby zostać rezydentem podatkowym wystarczy spełniać tylko jeden z wyżej wymienionych warunków. Jeżeli płatnik ma obowiązek przygotować informacje PIT-11 dla podatnika będącego nierezydentem podatkowym w Polsce musi pamiętać, że powinien zaznaczyć odpowiednią pozycję w informacji PIT-11 oraz uwzględnić na formularzu inne dane niż w przypadku polskiego rezydenta podatkowego (np. adres zagraniczny czy zagraniczny numer identyfikacji podatkowej). Co istotne, informacja PIT-11 wystawiona podatnikowi niebędącemu rezydentem podatkowym w Polsce, powinna zostać skierowana do dedykowanego urzędu właściwego dla nierezydentów podatkowych określonego w oparciu o siedzibę płatnika.

Praca zdalna za granicą

Jednym ze skutków pandemii COVID-19 jest rosnąca popularność pracy zdalnej, która stała się powszechną formą zatrudnienia, umożliwiającą wykonywanie pracy w domu, innym mieście, a także za granicą. Świadczenie obowiązków zawodowych w tej formie, w szczególności w sytuacji pobytu pracownika (zwłaszcza długotrwałego) w innym kraju i wykonywanie stamtąd zadań służbowych, może mieć wpływ na obowiązki rozliczeniowe zarówno pracownika, jak i spółki oraz prawidłowe sporządzenie informacji PIT-11.

OECD wydało rekomendacje, zgodnie z którymi w przypadku gdy pracownik w związku z koronawirusem zostanie zmuszony do pozostania w kraju, w którym normalnie jego pobyt nie przekroczyłby 183 dni, to ten dodatkowy okres nie powinien przekładać się na powstanie obowiązków podatkowych w tym państwie, w tym w szczególności w zakresie zmiany jego rezydencji podatkowej. Trzeba jednak pamiętać, że poza specjalnym porozumieniem zawartym pomiędzy Polską i Niemcami w tym zakresie, nie zostały wprowadzone do polskiego systemu podatkowego inne przepisy regulujące te kwestie i należy się w takich wypadkach kierować zasadami ogólnymi, w tym postanowieniami poszczególnych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania.

W zawartej przez Polskę umowie z Niemcami wprowadzono tzw. fikcję prawną polegającą na tym, że gdy pracownik wykonuje pracę z domu tj. w państwie rezydencji na rzecz pracodawcy z drugiego kraju, to taką pracę można uznać za wykonywaną w państwie, w którym pracownik wykonywałby ją gdyby nie podjęto działań antykryzysowych. Niewątpliwie należałoby oczekiwać coraz większej liczby takich porozumień, w szczególności w przypadku tych krajów w których liczba pracujących Polaków jest znaczna – jak np. Belgia, Holandia czy Wielka Brytaniamówi Grzegorz Grochowina, Deputy Director, Szef Zespołu ds. Zarządzania Wiedzą w Dziale Doradztwa Podatkowego w KPMG w Polsce.

Jak pisać, by wzbudzać emocje i zwiększać sprzedaż?

Fundamentem skutecznej sprzedaży jest komunikacja, a jej podstawowym narzędziem jest słowo. Operowanie nim tylko z pozoru jest łatwą umiejętnością. Barbara Stawarz-Garcia, Adam Dębowski, Jan Szustak, Roman Kawszyn, Adam Szaran oraz Magdalena Pawłowska – eksperci, którzy pracują słowem i za jego pomocą budują zasięgowe kampanie marketingowe dla dużych graczy rynkowych, 4 lutego br. podczas konferencji Online Summit, opowiedzą, jak tworzyć skuteczne, angażujące odbiorców treści.

Większość decyzji podejmowanych jest na podstawie emocji. Z badań przeprowadzonych w ramach projektu Buyology wynika, że 85% codziennych wyborów podejmujemy na poziomie podświadomości.1 Emocjami kierujemy się nie tylko podczas zakupów, ale także decyzji biznesowych. Emocje potrafi wzbudzić również dobrze skrojony tekst o produkcie czy usłudze. Odbiorca, spotykając się z przekazem, który zaszczepił w nim pewne odczucia względem danej osoby, produktu, firmy – chętniej dokonuje zakupu. Angażujące treści sprawiają, że sam proces sprzedaży znacznie się skraca. Właśnie dlatego copywriting to kompetencja, która jest kluczowym elementem skutecznej sprzedaży.

Nie ma innej, tak skutecznej drogi dotarcia do mózgu klienta jak słowo. Klient kupuje wtedy, gdy potrafimy uruchomić w nim emocje zakupowe. Jedną z najbardziej skutecznych, pojawiającą się w procesie podejmowania decyzji o zakupie, jest emocja pragnienia posiadania. Odpowiedni algorytm czy schemat wywołania emocji, to odpowiednio dobrane słowa, ułożone w skuteczną całość. Harmonijne, wywierające wpływ, użyte w sensownej sekwencji. Copywriting daje nam potężne możliwości stworzenia właśnie takiego komunikatu i wywołania emocji. – Roman Kawszyn i Adam Szaran, założyciele marki Al Fianco Partners.

Copywriting a marka osobista

Słowa mają moc tworzenia świata. Mają również moc tworzenia wizerunku danej osoby czy firmy. Jeśli są spójne ze stanem rzeczywistym, będą potężnym narzędziem w budowaniu marki. Spójność jest tutaj niezwykle istotna, ponieważ komunikat musi pasować do nadawcy. Ekspert posługujący się niedbałym językiem, straci zaufanie swoich odbiorców, tak samo marka młodzieżowa komunikująca się w sposób oficjalny. Dlatego tak ważne jest, by dopasować sposób komunikacji do odbiorcy, ale i do charakteru nadawcy. Ludzie są bardzo czujni – szybko zauważą, że komunikaty nie są spójne z marką.

Dla mnie sztuka pisania ma niezwykłą siłę i moc. Jedno zdanie potrafi zainspirować, przemienić, uświadomić. Precyzja słów, odpowiedni ciąg zdań mają niesamowity wpływ na odbiorców. Chcemy lepiej się komunikować, promować, inspirować? Uczmy się copywritingu, storytellingu – a tak naprawdę po prostu pisania takich zdań, które oddają to, co nam siedzi w głowie, w sercu, w duszy i które trafiają do tych, którzy mają nas usłyszeć. Nawet jeśli TikTok opanuje świat, to na koniec dnia będą wygrywać ci, którzy oprócz video będą umieli dobrze dobrać słowa, a nie tylko gadać. – Adam Dębowski, CEO Instytutu Liderów Zmian.

Czym jest copywriting?

Copywriting to w skrócie sztuka przemawiania i komunikacji przez słowa pisane. Chociaż wielu osobom kojarzy się jedynie z hasłami reklamowymi opartymi na perswazji, w rzeczywistości jest to pojęcie znacznie szersze. Copywriting to pomost pomiędzy nadawcą a odbiorcą, umożliwiający im dialog i zrozumienie. Pozwala na poznanie danej osoby czy marki, pokazuje jej podejście do klientów, przekazuje historię firmy.

Copywriting pojawia się zawsze wtedy, gdy marka chce dotrzeć do swoich odbiorców z konkretnym komunikatem i wywołać w nich reakcję. Bez dobrze napisanych tekstów nawet najlepsze reklamy video, grafiki czy najładniej zaprojektowane strony internetowe nie dadzą pożądanych rezultatów. Ludzie muszą znaleźć w komunikacie coś, co sprawi, że oderwą się od tego, co robią i zdecydują się poświęcić swój cenny czas na interakcję z marką. – Jan Szustak, copywriter i założyciel agencji Tekstopia. .

Online Summit – wirtualna konferencja o copywritingu

Najnowsza edycja konferencji Online Summit poruszy najważniejsze zagadnienia związane z copywritingiem. 6 ekspertów podzieli się swoimi najlepszymi praktykami i doświadczeniem.

To już kolejna edycja Online Summit w wersji online, bardzo się cieszę, że tym razem będziemy mieć okazję, by poruszyć temat copywritingu. To niezwykle ważna kwestia, nie tylko dla marketingowców, ale również dla właścicieli firm, sprzedawców, ekspertów i wszystkich osób, które chcą lepiej się komunikować. Podczas wydarzenia zajmiemy się między innymi takimi zagadnieniami jak: techniki pisania, treści przyciągające klientów, tworzenie stron sprzedażowychi skutecznych reklam.

Magdalena Pawłowska, ekspertka kursów online, autorka książki „Jedna kampania do wolności”, założycielka Marketing MasterClass i organizatorka Online Summit.

Online Summit odbędzie się w formie wirtualnej już 4 lutego w godz. 9:00 – 16:00. Wydarzenie jest bezpłatne, wystarczy zarejestrować się na stronie https://onlinesummit.pl.

1. https://o-m.pl/artykul/neuromarketing-czyli-jak-wykorzystac-neurobadania-do-tworzenia-skutecznych-kampanii

Co kupujemy w sieci chętniej niż rok temu?

Zmianę naszego sposobu kupowania na bardziej zdalny i cyfrowy widać gołym okiem. W niektórych grupach produktów przejście na zakupy online było niemal rewolucyjne. Ostatni raport firm Shoper i SMSAPI pokazuje, że aż co trzeci Polak w czasie pandemii przerzucił się na kupowanie odzieży, kosmetyków i książek w sieci.

Nadzwyczajny wzrost zainteresowania zakupami w sieci potwierdzają ubiegłoroczne wyniki badania opinii przeprowadzonego wspólnie z firmą SMSAPI. Na potrzeby raportu “Komunikacja sklepów internetowych” zapytano 1000 konsumentów, w jaki sposób robią zakupy, ile wydali na produkty z poszczególnych kategorii oraz jak często kupowali online w czasie pandemii koronawirusa.

Uzyskane odpowiedzi wskazują, że wiele osób całkiem niedawno odkryło zalety kupowania przez internet. Przekonało się do niego również sporo osób wcześniej tylko sporadycznie kupujących online.

Dla każdej grupy produktów liczba respondentów, deklarujących, że w ostatnich miesiącach częściej kupują online była wyższa niż tych, którzy w ten sposób kupują rzadziej, a w kilku kategoriach tych pierwszych jest nawet 3-4-krotnie więcej.

Co kupujemy w sieci chętniej niż rok temu
Źródło: Raportu “Komunikacja sklepów internetowych” , SMSAPI i Shoper

– Już wcześniej widzieliśmy, że jeden asortyment sprzedaje się w sieci lepiej niż inny, więc sam fakt, że w także pandemii każda z branż ma inna dynamikę wzrostu, specjalnie nie dziwi. Ciekawe jest jednak, że najwięcej klientów zyskały sklepy internetowe z odzieżą, drogerie online, a także z e-sklepy z książkami i multimediami czy akcesoriami hobbystycznymi, jak również dopiero raczkujące internetowe sklepy spożywcze czyli – szeroko patrząc – dotyczące codziennego życia. To pokazuje, że zakupy w sieci stał się sposobem na załatwianie zwykłych sprawunków – zauważa Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Co zmieniło się w zakupach online w 2020?

Raport pokazuje, że największym wzrostem sprzedaży za pośrednictwem internetu cieszyły się produkty z kategorii Zdrowie i uroda. Ponad 34 proc. respondentów zadeklarowało, że w czasie pandemii zaczęło je częściej kupować w sklepach internetowych. Dane firmy Shoper mówią, że liczba transakcji w branży Zdrowie i uroda wzrosła w ubiegłym roku o niemal 60 proc. względem roku 2019.

Na drugim miejscu uplasowała się odzież (34 proc.), a na trzecim książki i multimedia (31,1 proc.). Produkty z tej ostatniej kategorii były również najczęściej wskazywane jako kupowane wyłącznie online (35,4 proc.). Inne branże z dużym udziałem transakcji tylko internetowych to hobby (wzrost o ponad 28 proc.), a także komputery i elektronika (ponad 24 proc.).

Nie wszędzie wysokie wzrosty

Branża Sport i podróże oraz Motoryzacja nie odnotowały większych zmian. Przynajmniej tak wynika z deklaracji respondentów badania Shoper i SMSAPI. Można postawić tezę, że na relatywnie słabe wzrosty w tych kategoriach wpłynęły pandemiczne obostrzenia, które znacząco ograniczały mobilności jak i możliwość uprawiania turystyki i sportu.

– Warto zauważyć, że nawet branże, które nie pozyskały w ubiegłym roku wielu nowych klientów, wciąż dobrze sobie radzą w internecie. Dotychczasowi klienci nie mając często stacjonarnej alternatywy, są bardziej skłonni, by kupować online. Na naszej platformie e-sklepy motoryzacyjne odnotowały w ubiegłym roku ponad 35 proc. więcej transakcji zakupowych niż w 2019, a w przypadku kategorii Sport i podróże ten wzrost wyniósł ponad 60 proc. Spodziewamy się, że w miarę jak pandemia będzie powoli ustępować, one również podążą za falą wzrostów w e-commerce, tak jak teraz odzież czy kosmetyki – mówi Oliwia Tomalik.

Farma fotowoltaiczna jak zacząć taką inwestycję?

Farma fotowoltaiczna jak zacząć taką inwestycję? Farma fotowoltaiczna pozwala uzyskać energię elektryczną z odnawialnego źródła energii. Budowa takiej farmy nie jest wcale taka prosta ani tania, jednak możesz liczyć na dofinansowanie jej budowy.

Czym jest farma fotowoltaiczna? Jest to duża instalacja zamontowana na gruntach. Do jej założenia będziesz więc potrzebować sporej ilości wolnej przestrzeni, ale także dużego kapitału początkowego.

Oprócz tego, musisz spełnić wiele wymogów formalno-prawnych (pozwolenie na budowę, decyzje o warunkach zabudowy, koncesję na wytwarzanie energii, raport oddziaływania na środowisko). Farmę fotowoltaiczną może założyć osoba prowadząca odpowiednią działalność gospodarczą – dodaje Tomasz Wykowski z serwisu ekohub.pl.

W jaki sposób działa farma fotowoltaiczna?

W takim przedsięwzięciu panele ustawione są na specjalnych konstrukcjach i są one podłączone ze sobą szeregowo i równolegle. Każdy moduł posiada ogniwa fotowoltaiczne wyprodukowane z materiału półprzewodnikowego. W nich zachodzi tak zwane zjawisko fotoelektryczne. Fotony światła słonecznego doprowadzają do ruchu elektronów w ogniwach, przez co powstaje napięcie elektryczne. W nich wytwarzany jest prąd stały, który następnie zamieniany jest w falowniku na prąd zmienny. Taka elektrownia fotowoltaiczna ma ustaloną moc produkowania energii elektrycznej przy pełnym nasłonecznieniu. Im więcej paneli ustawionych jest na farmie fotowoltaicznej, tym większa wytwarzana moc.

Farma fotowoltaiczna – od czego jak zacząć?

Jeśli chcesz założyć farmę fotowoltaiczną, musisz pamiętać o tym, że niezbędny ci będzie spory kapitał początkowy. Jest to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Oprócz tego czeka cię wiele wymogów formalnych, jakie musisz spełnić. Cały proces można podzielić na parę kroków.

Wybranie odpowiedniej lokalizacji

Na samym początku musisz wybrać jak najlepszą lokalizację dla swojej farmy fotowoltaicznej. Istotne jest przede wszystkim odpowiednie nasłonecznienie, aby móc wytwarzać sporą ilość energii. Miejsce, gdzie ma powstać farma, musi być więc pustą przestrzenią. Nic nie powinno zakłócać przepływu promieni słonecznych. Nie może być więc to teren narażony na duże zapylenie powietrza czy zacienienie. W naszym kraju nie ma tak dużego nasłonecznienia, jak na południu Europy. Właśnie dlatego jakość gruntu jest tak istotna, dzięki dobrej lokalizacji twój zysk z generowanej energii może być jak największy. Cała inwestycja okaże się wówczas opłacalna. Do takiego przedsięwzięcia powinno się posiadać minimum 2 ha gruntu, wtedy farma fotowoltaiczna będzie generowała ok. 1 MW energii.

Przygotowanie projektu

Kolejnym krokiem jest opracowanie projektu. Będzie on zawierał dokumentację obejmującą same urządzenia (panele, falowniki) wizualizację inwestycji oraz całkowity kosztorys. Taka dokumentacja pozwoli na podłączenie do sieci energetycznej i jest niezbędnym elementem. Potem w zakładzie energetycznych musisz jeszcze złożyć wniosek dotyczący warunków przyłączenia. Musisz także mieć tytuł prawny do gruntu. Teren, na którym powstanie farma fotowoltaiczna musi również spełniać pewne ustalone wymagania.

Zobacz też: https://ekohub.pl/inwerter-solarny

Złożenie wniosku o przyznanie promesy wydania koncesji

Na sam koniec musisz jeszcze złożyć wniosek do Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki o przyznanie promesy wydania koncesji, uwzględniając potrzebne załączniki. Kiedy już wszelkie wymogi formalnie zostaną spełnione, będziesz mógł przystąpić do rozpoczęcia budowy swojej farmy fotowoltaicznej. Ten proces trochę potrwa, zanim wszystkie konstrukcje i panele zostaną zamontowane.

Dofinansowanie na farmę słoneczną

Na całe szczęście nie musisz sam ponosić wszelkich kosztów związanych z tą inwestycją, gdyż dostępne jest dofinansowanie. Istnieją różne formy wsparcia, wiele zależy od konkretnego województwa. Dofinansowanie można uzyskać między innymi z Regionalnych Programów Operacyjnych.

O czym należy pamiętać, aby farma przynosiła zyski?

Farma fotowoltaiczna powinna być przede wszystkim wydajna. Z tego względu najważniejsze jest wybranie odpowiedniego terenu, który nie będzie nawet w najmniejszym stopniu zacieniony. W Polsce nie istnieją rejony, gdzie instalacja nie byłaby w ogóle efektowna. Decydując się na taką inwestycję, wybierz jednak teren bez drzew i innych zacieniających obiektów, grunt nie powinien być również podmokły.

Farma fotowoltaiczna jest opłacalnym przedsięwzięciem, na które decyduje się coraz więcej inwestorów. Jej założenie wymaga trochę cierpliwości i załatwienia wielu spraw formalnych.

Więcej przeczytasz na stronie: https://ekohub.pl/farma-fotowoltaiczna

Już dziś premiera największej produkcji w historii Bloober Team

The Medium, największa produkcja w historii Bloober Team zadebiutuje już dziś na konsolach Xbox X|S oraz PC w cenie 49,99 EUR/USD. Ponadto gra będzie dostępna w ramach abonamentu Xbox Game Pass Ultimate. Pierwsze oceny recenzentów podkreślają, że mamy do czynienia z najlepszą grą w historii spółki.

The Medium to bez dwóch zdań nie tylko najlepsza gra polskiego studia Bloober Team, ale i jedna z lepszych w swoim gatunku – GryOnline.pl (9/10)

W ciągu ostatnich tygodni media branżowe z całego świata z zapartym tchem śledziły kolejne informacje na temat nadchodzącej produkcji polskich mistrzów horroru. Publikacje na temat The Medium były publikowane w najpopularniejszych i największych portalach gamingowych, w tym m.in. IGN, Eurogamer, czy Gamespot, natomiast trailer stworzony przez Tomasza Bagińskiego na samej platformie YouTube obejrzało ponad 2.7 miliona osób.

  • Od zawsze powtarzałem, że wolę aby nasze gry miały skrajne oceny niż po prostu dobre, ale bez emocji. Rozrzut ocen (od 3/10 do 10/10) pokazuje, że nasze gry poruszają odbiorców, że docierają do ich wnętrza. To taki rodzaj produktu kultury, który albo pokochasz albo znienawidzisz. Bez barw pośrednich.komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team

Pierwsze recenzje gry, które spływają z całego świata, sugerują, że mamy do czynienia z najlepszą dotychczas grą Bloober Team. Obecna średnia (76%) z pewnością może jeszcze wzrosnąć, ponieważ pojawia się coraz więcej opinii głoszących, iż mamy do czynienia z grą wybitną, nie tylko pod względem artystycznym, ale także technicznym.

The Medium makes better use of its hardware than any other game Ive played on my Series X, cooking up a sumptuous visual feast with no noticeable hits to performance or gameplay – The Gamer (10/10)

The Medium jest produkcją przeznaczoną na PC oraz konsolę Xbox Series X|S, która wykorzystuje pionierskie rozwiązania techniczne (historia rozgrywana na dwóch ekranach jednocześnie), połączone z filmową narracją. Tytuł Bloober Team jest porównany do największych i najpopularniejszych serii horrorów – Resident Evil oraz Silent Hill, natomiast sama spółka przyrównywana do twórców japońskich dreszczowców – Capcomu oraz Konami.

– Nasz zespół wykonał fantastyczną pracę, dzięki której The Medium będzie grą, o której będzie rozmawiało się latami.  Uczestniczyliśmy więc w niesamowitej przygodzie odkrywania nowych lądów dla branży gier. Jestem niezwykle dumny z tego jak ten pierwotny pomysł został przez nas zespół zrealizowany. Podkreślałem to już w kilku wypowiedziach ale największą siłą Bloober Team poza jasną i przemyślaną strategią stanowi prawdopodobnie najlepszy team developerski w Polsce. Mam niesamowity przywilej pracować z takimi talentami, przy których jako szef studia mogę czuć się całkowicie bezpiecznie. Żyjemy w czasach dużego niepokoju. Mam nadzieję, że jest w społeczeństwie coraz większa świadomość, że  nikt jeszcze nie zebrał ze sobą niczego na drugą stronę” i najważniejsze jest to co po sobie temu światu zostawimy. The Medium daje mi poczucie, że choć w małej części jest to również Moja Gra – mój wkład w historię elektronicznej rozrywki. Bez względu jak gra zostanie odebrana – jakie będą recenzjem jakie wyniki sprzedażowe – wiem, że dokonaliśmy tego o czym marzyliśmy. Weszliśmy na nigdy niezdobyty szczyt. I to w najbardziej niesprzyjających warunkach. Teraz trzeba tylko szczęśliwie z niego zejść i szukać dalszych niezdobytych jeszcze gór. Nigdy nie byłem tak spokojny o premierę naszej gry jak w przypadku The Medium. – mówi prezes Bloober Team

Przypominamy, że udział w tworzeniu gry ma szereg renomowanych artystów z całego świata, począwszy na znanych amerykańskich aktorach głosowych: Troyu Bakerze (m.in. z Mass Effect 3, Diablo III, The Last of Us czy Bioshock Infinite), Mary Elizabeth McGlynn (serie Silent Hill i Devil May Cry), muzykach – Akirze Yamaoce (Silent Hill), a na znakomitych aktorach – Marcinie Dorocińskim i Weronice Rosati kończąc. Tytuł przybliża historię Marianny – tytułowego Medium, dzięki czemu bohaterka widzi więcej niż zwykli śmiertelnicy.

Clue gry to różne punkty widzenia. Chcieliśmy sprowokować graczy do zadania pytania czy nie za szybko szufladkujemy? Czy nie za szybko wyrabiamy sobie opinię (albo wręcz mamy ją z góry przekazaną) zanim nie wejdziemy w głąb problemu? W czasach kiedy populizm niszczy wolność słowa, a media nie walczą o prawdę tylko  przekonanie do swej racji chcieliśmy dać asumpt do zastanowienia się nad naszą w tym rolą –  mówi Piotr Babieno

Korzystając z tej okazji chciałbym zdemontować plotki o tym, że mamy wkrótce podać więcej informacji na temat projektu Black. Te informacje będą przekazane przez naszego partnera w tym roku, ale nie spodziewałbym się ich bardzo szybko, to właśnie jedna z takich informacji tworzonych “na potrzebę”. Teraz całkowicie skupiamy się na lunchu i suporcie naszej najważniejszej gry. Gry, która – jestem przekonany – przejdzie do historii –  mówi Piotr Babieno.

OZE i atom mogą zastąpić węgiel szybciej, niż przewiduje rząd. Wyzwaniem będzie dostosowanie sieci przesyłowej i gospodarowanie odpadami

Wprowadzenie energetyki jądrowej i połączenie jej z OZE to jedyny realny sposób osiągnięcia przez Polskę neutralności klimatycznej – wskazuje Instytut Sobieskiego. Eksperci podkreślają, że odejście od węgla może nastąpić szybciej, niż przewidują to plany rządowe. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje to, w jaki sposób zbilansować energię z atomu i odnawialnych źródeł, żeby było to optymalne ekonomicznie. Wyzwaniem będzie również dostosowanie do nowych mocy sieci przesyłowych, a także zagospodarowanie odpadów z elektrowni jądrowej.

– W Polsce mamy energetykę odnawialną, która zapewnia około 20 proc. konsumowanej energii elektrycznej, i węgiel, który zapewnia ok. 70 proc. [pozostały udział mają elektrownie gazowe i wodne – red.]. Skoro odchodzimy od węgla, co jest nieuniknione i moim zdaniem nastąpi nawet szybciej, niż wskazują na to obecne plany rządu, to oznacza, że musimy go czymś zastąpić – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Robert Zajdler, ekspert ds. energetycznych Instytutu Sobieskiego.

Zaktualizowany projekt „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”, który Ministerstwo Klimatu przedstawiło we wrześniu ub.r. i który ma zostać przyjęty jeszcze w tym kwartale, zakłada, że do końca obecnej dekady udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto ma wynieść co najmniej 23 proc., z kolei udział węgla w wytwarzaniu energii elektrycznej do tego czasu ma już nie przekraczać 56 proc., a przy podwyższonych cenach uprawnień do emisji CO2 może spaść nawet do 37,5 proc. Aby zbilansować spadający udział źródeł opartych na węglu, konieczna jest budowa nowych, niskoemisyjnych mocy wytwórczych, które zagwarantują niezawodność dostaw energii.

– Ponieważ Unia Europejska i cały świat idzie w kierunku dekarbonizacji, osiągnięcie tego celu jest istotne i powoduje, że źródła oparte na węglu kamiennym, brunatnym czy gazie są traktowane jako mniej korzystne. Patrząc na różne strategie osiągnięcia tego celu, jakim jest redukcja emisji CO2 i neutralność klimatyczna, widać, że w tych analizach zawsze występuje energetyka atomowa – mówi dr hab. Robert Zajdler.

W listopadowym raporcie „Energetyka jądrowa dla Polski” Instytut Sobieskiego wskazuje, że wprowadzenie energetyki jądrowej i połączenie jej z OZE jest jedyną realną ścieżką, która umożliwi szybkie i sprawne osiągnięcie neutralności klimatycznej. Już w tej chwili połowa krajów Unii Europejskiej, w tym Polska, wykorzystuje albo ma zamiar rozwijać energetykę jądrową w ramach szybszego i efektywnego programu dekarbonizacji.

– W skali całego świata energetyka odnawialna i energetyka jądrowa w bilansie energetycznym zapewniają po około 10 proc. pokrycia konsumpcji – przypomina ekspert. – W momencie, kiedy z produkcji energii i być może też ciepła wytniemy praktycznie cały węgiel i ograniczymy ilość gazu, to te dwa źródła – czyli energetyka jądrowa i OZE – faktycznie będą mogły ze sobą funkcjonować.

Zgodnie z przyjętym w październiku ub.r. przez rząd programem polskiej energetyki jądrowej do 2043 roku w Polsce mają działać już dwie elektrownie atomowe o łącznej mocy od 6 do 9 GW. W latach 2040–2045 około 1/5 krajowej produkcji energii ma już pochodzić z atomu. Pierwsza inwestycja powstanie w Lubiatowie–Kopalinie lub Żarnowcu (lokalizacjach wskazanych już we wcześniejszym PPEJ z 2014 roku), ale pod uwagę brane są również Bełchatów i Pątnów. Uruchomienie pierwszego bloku przewidziano na 2033 rok, kolejne będą oddawane w latach 2035 i 2037. Budowa drugiej elektrowni ma wystartować w 2032 roku, a jej trzy reaktory mają być po kolei uruchamiane w latach 2039–2043.

– Teraz problem polega na tym, ile potrzebujemy tych odnawialnych źródeł energii i energetyki atomowej, żeby to wszystko zbilansować, żeby to było ekonomicznie opłacalne i żeby wyprodukowany przez nie prąd był skonsumowany. Rząd musi przyjąć taką strategię, która zapewni, że to wszystko będzie funkcjonowało ze sobą w synergii – mówi Robert Zajdler.

Do 2030 roku rząd planuje także od 8 do 11 GW w morskich farmach wiatrowych na Bałtyku. Do tego dochodzi też szybko rozwijający się segment energetyki odnawialnej na lądzie (głównie wiatr i fotowoltaika), którego moc zainstalowana już w tej chwili wynosi około 12 GW. Według danych URE moc zainstalowana w krajowym systemie elektroenergetycznym wynosi ok. 47 GW.

Ekspert Instytutu Sobieskiego podkreśla, że wyzwaniem będzie dostosowanie sieci przesyłowo-dystrybucyjnej do nowych źródeł wytwórczych.

 W tej chwili może z tym być problem, ponieważ pierwsza planowana elektrownia jądrowa w okolicach Żarnowca znajdzie się dokładnie w tym miejscu, gdzie na ląd mają wychodzić kable, którymi będzie dostarczana energia elektryczna z farm offshore. Jeżeli z dwóch źródeł w jednym miejscu będzie wychodzić duża moc, to sieć musi być tam dość mocno rozbudowana. Problem tej lokalizacji jest też taki, że nie ma tam wystarczająco przemysłu, który by tę ilość energii od razu skonsumował – ocenia ekspert ds. energetycznych.

Według przyjętego w ubiegłym roku przez URE „Planu rozwoju systemu przesyłowego”, który zakłada różne scenariusze rozwoju krajowego systemu elektroenergetycznego, do 2030 roku inwestycje w sieć mogą wynieść kilka miliardów złotych, w zależności od wariantu.

Kolejną kwestią, jaką trzeba się będzie zająć, rozwijając energetykę atomową, jest zarządzanie odpadami.

To są odpady, które mają dość wysoką promieniotwórczość, czyli ryzyko dla życia, zdrowia, jeżeli coś się stanie, jest dość istotne. Krótkoterminowo są one składowane w odpowiednich miejscach na terenie elektrowni, natomiast po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach trzeba je przenieść do długoterminowego składowiska odpadów. Takich składowisk nie ma, trzeba je stworzyć. Państwa, które próbują je tworzyć, mają z tym problemy, związane np. z transportem odpadów na duże odległości – wyjaśnia Robert Zajdler.

Jak podkreśla, w elektrowniach atomowych szczególnie groźne – dla życia ludzi i kondycji środowiska naturalnego – mogą być także konsekwencje ewentualnych ludzkich błędów czy zaniedbań. Przykładem może być awaria reaktora w Fukushimie.

To się przekłada na koszty. Jak podkreśla sama branża atomowa, o ile w ostatnich 10 latach koszty technologii odnawialnych, np. wiatraków, paneli fotowoltaicznych, spadły o 70–80 proc., koszty energetyki atomowej wzrosły o 26 proc. To jest kwestia zapewniania odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, szukania odpowiednich procedur, które wykluczą ryzyko awarii – podkreśla ekspert Instytutu Sobieskiego.

Branża turystyczna liczy na poluzowanie restrykcji. Rekordowe zainteresowanie wakacyjnymi wyjazdami pomoże odrobić część strat

Po trzech lockdownach, ograniczeniu możliwości zagranicznych podróży i zamknięciu w domach z pracą zdalną Polacy tęsknią za wyjazdami i już teraz na potęgę bukują pobyty w miejscowościach turystycznych. Z informacji portalu Noclegi.pl wynika, że o ile latem branże hotelarska i gastronomiczna nie będą objęte restrykcjami, mogą liczyć na rekordowy rok.

– To, jaki będzie 2021 rok dla branży turystycznej, zależy od tego, kiedy zostaną zniesione restrykcje. Ale gdybyśmy porównali ten rok z poprzednim, mamy już o 50 proc. więcej rezerwacji na sezon wakacyjny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Natalia Jaworska z portalu Noclegi.pl. – Polacy są spragnieni wyjazdów. W przeprowadzonej przez nas ankiecie goście wypowiadali się, dokąd chcieliby wyjechać w 2021 roku, a najczęstszą odpowiedzią, jakiej udzielali, była: dokądkolwiek.

W 2020 roku od stycznia do listopada z bazy noclegowej skorzystało 15,2 mln turystów krajowych (dane Głównego Urzędu Statystycznego). W tym samym okresie 2019 roku liczba ta sięgała przeszło 26,4 mln – to spadek o ponad 42 proc. Liczba gości zagranicznych spadła z prawie 7 mln do 2,2 mln. Nawet w wakacyjnych miesiącach, gdy poluzowano obostrzenia, urlopowicze zostali w kraju, a media pokazywały pełne plaże i kolejki na górskich szlakach, frekwencja była niższa niż rok wcześniej. Z krajowych wczasów skorzystało 5,3 mln osób wobec 6,6 mln w lipcu i sierpniu 2019 roku. Teraz konsumenci chcą sobie odbić ubiegłoroczną przymusową wstrzemięźliwość.

– Rezerwacje na wakacje w tym roku pojawiają się z dużym wyprzedzeniem, mimo tego, że w trakcie pandemii utrzymywał się raczej trend rezerwacji na ostatnią chwilę, czyli widzimy tutaj pewną zmianę. Jednakże z drugiej strony trzeba zaznaczyć, że hotelarze idą na rękę gościom i robią ukłon w ich stronę, bo dają możliwość odwołania rezerwacji do ostatniej chwili – wyjaśnia ekspertka. – Obecnie ceny są niższe, jednakże jeżeli dostępność maleje, to ceny wzrastają. Ceny wzrosną w wakacje również ze względu na to, że prawdopodobnie hotelarze będą chcieli odbić sobie czas pandemii i ponownie zgromadzić oszczędności, bo w tym czasie z pewnością dużo potracili.

Porównanie ofert z portalu Noclegi.pl wskazuje, że obecnie ceny są od jednej ósmej (Gdańsk) do nawet jednej trzeciej (Zakopane) niższe niż przed rokiem. Przy wyjeździe kilkuosobowej rodziny stanowi to dużą różnicę. Przykładowo tygodniowy pobyt czterech osób w Zakopanem kosztuje 1120 zł zamiast 1708 zł. Popyt na wypoczynek w kraju może napędzić także bon turystyczny. Eksperci serwisu rezerwacyjnego podkreślają, że w połowie stycznia płatności za noclegi bonem wzrosły o 140 proc. w porównaniu do tygodnia wcześniej.

– Branża jest uzależniona od pandemii i tempa szczepień, tak że jeżeli obostrzenia będą się przedłużały, a szczepienia będą wolno postępowały, to musimy się liczyć z tym, że niektóre przedsiębiorstwa turystyczne i obiekty hotelowe po prostu zbankrutują – przewiduje Natalia Jaworska. – Jest kilkadziesiąt tysięcy obiektów, z którymi współpracują Noclegi.pl. Obecnie niewiele z nich informuje, że zamyka swoje działalności. Jednakże to jest jak wróżenie z fusów, nie wiemy, co się wydarzy za miesiąc, dwa czy trzy, bo nie wiemy, jak długo potrwają obostrzenia.

Początek sezonu to zazwyczaj długi weekend majowy, na który też można już zarezerwować miejsce. Przed rokiem liczba Polaków, którzy wykupili noclegi poza domem w maju, była siedmiokrotnie niższa niż w maju 2019 roku. I choć pewien wpływ na ten wybór mógł mieć układ dni w tygodniu (długi weekend trwał bowiem zaledwie trzy dni zamiast pięciu przy jednym urlopowym w 2019 roku), niewątpliwie pandemia odcisnęła na tym wyniku swoje piętno.

Co roku nawet milion osób z zagranicy leczy się w Polsce. Pandemia i nowe technologie mogą przyspieszyć rozwój turystyki medycznej

Wpływ pandemii COVID-19 na przeciążenie służby zdrowia i rozwój nowych technologii sprawił, że coraz częściej zaczyna się mówić o opiece zdrowotnej przyszłości, w której cyfryzacja i sztuczna inteligencja odgrywają kluczową rolę. Przykładowo już teraz, dzięki takim rozwiązaniom jak chociażby telemedycyna czy zdalna diagnostyka, pacjent może być monitorowany na odległość, a opieka nad nim może być przeniesiona ze szpitala w inne miejsce, np. do jego domu. Trend ten powoduje także rozwój i wzrost popularności turystyki medycznej.

Pandemia przyczyniła się do szybkiego rozwoju e-zdrowia i rozwiązań telemedycznych. Z danych Mondial Assistance wynika, że w pierwszych pięciu miesiącach 2020 roku liczba zdalnych konsultacji lekarskich dla klientów ubezpieczeniowych i bankowych wzrosła aż o 172 proc. Duży wzrost odnotowała również Grupa LUX MED, której lekarze i specjaliści w lipcu 2020 roku odbywali 20 tys. porad telemedycznych dziennie.

E-usługi zdrowotne są wygodniejsze dla pacjentów, a dla systemu ochrony zdrowia oznaczają wzrost wydajności i długofalowo niższe koszty. Nowe technologie, które umożliwiają zdalne monitorowanie stanu pacjenta, w połączeniu z ich rosnącą świadomością w kwestii własnego zdrowia i chęcią współuczestniczenia w procesie leczenia, powodują też, że model opieki przechodzi transformację.

–  Pandemia COVID-19 sprawiła, że wiele rozwiązań wydających się być technologiami przyszłości już teraz stało się standardem i znajduje zastosowanie w opiece nad pacjentami. Sztuczna inteligencja oraz algorytmy uczące się bezpośrednio wspierają pracę personelu medycznego, zwiększają skalę działania, dają większą pewność postawienia poprawnej diagnozy już za pierwszym razem, pomagają także zoptymalizować koszty, które w ochronie zdrowia są olbrzymie  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Bruszewski, dyrektor generalny Philips Health Systems. – Obserwujemy stały rozwój całej gamy rozwiązań opartych na nowych technologiach. Już teraz medyczne urządzenia przenośne pomagają monitorować stan zdrowia pacjenta z każdego miejsca, w którym dany pacjent aktualnie się znajduje. Coraz więcej mówi się o tym, że w przyszłości to dom pacjenta stanowić będzie centralny punkt opieki zdrowotnej, szpital natomiast będzie pełnić funkcję nadrzędnej jednostki zarządzania zdrowiem pacjenta.

Eksperci podkreślają, że rozwój nowych technologii w medycynie może przyczynić się również do wzrostu popularności turystyki medycznej. Chodzi tu o wykorzystanie możliwości, jakie dają zdalna opieka nad pacjentem, zdalna diagnostyka czy zdalne monitorowanie takich parametrów życiowych jak chociażby praca serca czy przebieg snu.

– W ostatnich latach turystyka medyczna w Polsce rozwijała się coraz bardziej. Coraz częściej słyszeliśmy, że ludzie korzystają z turnusów, połączonych z zabiegami czy usługami medycznymi, pozwalającymi na wykonanie monitoringu organizmu za pomocą różnych mobilnych urządzeń. Takie połączenie, zwłaszcza w obecnej sytuacji pandemicznej, powodującej duże kolejki w dostępie do specjalistów, może rozwiązywać wiele problemów zdrowotnych – mówi Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego.

Foster Travel podaje, że Polska – obok Turcji, Węgier i Czech – jest jedną z najpopularniejszych destynacji turystyki medycznej w Europie, głównie z powodu konkurencyjnych cen w stosunku do takich krajów jak Niemcy czy Wielka Brytania. Szacuje się, że może do niej przyjeżdżać nawet około miliona turystów medycznych, którzy najczęściej korzystają z usług gabinetów stomatologicznych, ale także z zabiegów ortopedycznych czy rehabilitacji. Zaletą polskiego rynku są nie tylko konkurencyjne ceny, ale również wykształcona kadra medyczna i dobra infrastruktura.

Potencjał w tej dziedzinie turystyki został także dostrzeżony przez władze samorządowe Warmii i Mazur, które, by wzmocnić potencjał regionu, rozwijają w nim nową, inteligentną specjalizację, na mocy której powołany został klaster turystyki medycznej „Zdrowe Życie”.

– Klaster powstał w odpowiedzi na zapotrzebowanie władz samorządowych, branży medycznej i hotelarskiej – mówi Jarosław Klimczak, prezes Warmińsko-Mazurskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej w Olsztynie. – Liczymy, że zakres naszego działania wyjdzie poza region Warmii i Mazur i obejmie cały kraj. Już teraz do klastra przyłączyło się kilkadziesiąt podmiotów z całej Polski, są wśród nich m.in. największe na świecie firmy technologiczne, takie jak Philips czy Medtronic – podkreśla.

Klaster „Zdrowie Życie” ma się przyczynić do rozwoju turystyki medycznej w regionie Warmii i Mazur po zakończeniu pandemii, wzmocnić potencjał lokalnych placówek medycznych, ale również hoteli czy SPA oraz zachęcić uczestniczące w nim firmy i podmioty do współpracy i badań nad innowacjami, które przyczynią się do rozwoju tej branży.

– Liczymy, że do klastra dołączą również uczelnie i jednostki badawczo-rozwojowe. Chcielibyśmy, aby na Mazurach rozwijała się branża związana z usługami medycznymi, a także, aby powstał tu ośrodek badawczo-rozwojowy pomagający wdrażać nowoczesne technologie, przy jednoczesnej ocenie skuteczności ich działania – mówi Jarosław Klimczak.

Ścisła współpraca pomiędzy sektorem ochrony zdrowia, branżą turystyczną i firmami technologicznymi może przynieść wiele korzyści zarówno dla mieszkańców, jak i dla turystów Warmii i Mazur, dając im możliwość korzystania nie tylko z walorów przyrodniczych regionu, lecz także z usług medycznych oferowanych w szpitalach i innych wysokospecjalistycznych placówkach.

– Niezależnie od tego, czy mówimy o drobnych zabiegach, opiece pozabiegowej, rehabilitacji czy przygotowaniu osób do zabiegu, infrastruktura Warmii i Mazur może być  fenomenalnym miejscem, aby z niego korzystać i ładować swoje baterie zdrowotne – podkreśla Marcin Bruszewski z Philipsa.