Po co ZUS chce zbierać informacje o umowach o dzieło?

Nowy rok przynosi zmiany w funkcjonowaniu umów cywilnoprawnych. Już nie zatrudnimy pracownika na umowę o dzieło, ciesząc się z braku jakichkolwiek obowiązków składkowych i sprawozdawczych do ZUS-u. Ustawa, która weszła w życie 1 stycznia, nakłada na pracodawców obowiązek zgłoszenia takiej umowy do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w ciągu 7 dni od jej wystawienia. Co więcej, formularz wymaga podania przedmiotu dzieła, którego wykonanie rozliczamy daną umową. Jaki jest cel tej ustawy i czemu budzi ona kontrowersje wśród pracodawców i prawników? Wątpliwości budzi również powód wprowadzenia tego przepisu w tarczach antykryzysowych. Nie służy on pomocy przedsiębiorcom, ale może w przyszłości być skutecznym narzędziem podczas kontroli ZUS-u.

– Według ZUS nowe przepisy mają cel statystyczny i analityczny, a także mają ułatwić weryfikację istnienia obowiązku ubezpieczeń społecznych. Jaki jest rzeczywisty cel tych zgłoszeń? Uważa się, że kontrola. Jeżeli ZUS zbiera informacje o przedmiocie dzieła – to może weryfikować, czy umowa jest rzeczywiście umową o dzieło. Może podważać jej charakter w czasie kontroli i wskazywać, że jest to umowa zlecenie, od której musimy odprowadzić składki – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – W czasie kontroli ZUS będzie mógł także żądać okazania wszystkich umów zawartych z daną osobą. Może rozszerzyć kontrolę na umowy z lat przeszłych i kwestionować również ich charakter. Może wydać decyzję o obowiązku uiszczenia przeszłych składek i to z odsetkami. Tutaj pojawia się problem odnośnie kwalifikowania danej umowy. Czasami nawet prawnicy mają wątpliwości, jaki charakter ma dana umowa. Czy powinna być umową zlecenie, czy umową o dzieło. Niektórzy przewidują, że prawdziwą przyczyną wprowadzenia tych przepisów może być dążenie do oskładkowania umów o dzieło na równi z umowami zlecenie – ostrzega Bocianowski.

Powracający do kraju powinni sami się zgłosić do GIS. Kary za złamanie kwarantanny pozostają aktualne

Na polskiej granicy wciąż obowiązują obostrzenia związane z zapobieganiem COVID-19. Jednak od 15 stycznia zmieniły się zasady zgłaszania się na obowiązkową dziesięciodniową kwarantannę po wjeździe do Polski. Dotychczas to przewoźnicy musieli zebrać od podróżnych ich dane osobowe, kontaktowe i adres pobytu lub miejsca zamieszkania, a następnie przekazać te informacje do GIS w celu nałożenia kwarantanny. Teraz podróżni sami muszą dopełnić tego obowiązku. Co ważne, nie zwalnia ich z tego nawet przekazanie swoich danych Straży Granicznej podczas kontroli.

Od 15 stycznia br. obowiązują nowe zasady zgłaszania się na obowiązkową kwarantannę dla osób przekraczających granice Rzeczypospolitej Polskiej. Co do zasady osoba, która przekracza granice wewnętrzne krajów strefy Schengen, jest zobowiązana zgłosić poddanie się kwarantannie do Głównego Inspektora Sanitarnego za pośrednictwem infolinii, przekazując odpowiednie dane wymagane zgodnie z rozporządzeniem – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk, adwokat z Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Obowiązkowa dziesięciodniowa kwarantanna po przekroczeniu granicy Polski została wprowadzona od 28 grudnia. Dotyczy ona zarówno cudzoziemców, jak i Polaków wjeżdżających do kraju. Wprowadzono jednak kilka wyjątków – z tego obowiązku zwolnieni są m.in. przedstawiciele zawodów medycznych, którzy przekraczają granicę w celu udzielenia świadczeń zdrowotnych, kierowcy zajmujący się transportem drogowym, członkowie misji dyplomatycznych i przedstawiciele organizacji międzynarodowych oraz członkowie ich rodzin, a także studenci i doktoranci, którzy kształcą się bądź prowadzą działalność naukową w Polsce (pełna lista jest udostępniana na stronie Straży Granicznej).

Z obowiązkowej kwarantanny po przekroczeniu granicy zwolnione są również osoby już zaszczepione na COVID-19, które mają odpowiednie zaświadczenie. Natomiast od 23 stycznia nie muszą odbywać jej również ci, którzy mają negatywny wynik testu w kierunku SARS-CoV-2. Test musi być wykonany przed przekroczeniem granicy i jest ważny przez 48 godzin od momentu otrzymania wyniku.

Co istotne, od piątku 15 stycznia br. pasażerów przyjeżdżających do Polski transportem zbiorowym z zagranicy obowiązują nowe zasady zgłaszania się na kwarantannę. Do tej pory, jeszcze przed przekroczeniem granicy, musieli oni podać przewoźnikowi swoje dane osobowe, kontaktowe i adres (zamieszkania lub pobytu), pod którym będą odbywali kwarantannę po wjeździe do Polski. Następnie przewoźnik przekazywał te dane do GIS. Teraz podróżni sami muszą dopełnić tego obowiązku, dzwoniąc pod całodobową infolinię Głównego Inspektora Sanitarnego.

W przypadku przekroczenia granicy zewnętrznej, czyli spoza strefy Schengen, te informacje de facto powinny zostać przekazane funkcjonariuszowi Straży Granicznej podczas kontroli. Następnie on przekazuje je dalej, do systemu teleinformatycznego – wyjaśnia Katarzyna Wojarska-Aleksiejuk. – W rozporządzeniu nie ma jednak takiego wyłączenia, że jeśli przekraczamy granicę zewnętrzną, to jesteśmy zwolnieni ze zgłoszenia się do Głównego Inspektora Sanitarnego, aby poddać się kwarantannie. Dlatego z ostrożności – mimo przekazania swoich danych funkcjonariuszowi SG – zawsze warto jeszcze za pośrednictwem infolinii zgłosić się do GIS.

Jeśli bowiem funkcjonariusz nie wprowadzi tych danych do systemu, podróżnemu może grozić kara grzywny. Rozporządzenie Rady Ministrów nie wprowadza wprawdzie sankcji finansowych za brak zgłoszenia na infolinię GIS po przekroczeniu polskiej granicy, nadal jednak obowiązują wprowadzone wcześniej kary za złamanie nakazu kwarantanny lub izolacji.

– Kwarantanna obowiązuje niezależnie od tego, czy dana osoba zgłosi się na infolinię GIS, czy też nie. Zatem złamanie jej jest i tak zagrożone mandatem karnym lub karą administracyjną w wysokości do 30 tys. zł – podkreśla adwokat z Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Przewoźnicy kolejowi, którzy uruchamiają pociągi międzynarodowe, i organizatorzy transportu zbiorowego są zobowiązani poinformować podróżnych o tych nowych zasadach – za pomocą stron internetowych, komunikatów głosowych i wizualnych, w co najmniej dwóch językach.

Brakuje lekarzy, przybywa chorych. W rozwiązaniu problemu może pomagać sztuczna inteligencja

Algorytm stworzony przez polski start-up medyczny w zaledwie kilka sekund przeanalizuje wyniki badania mózgu tomografem komputerowym i wykryje niepokojące zmiany. Dzięki temu diagności medyczni poradzą sobie z lawinowo rosnącą ilością danych, które muszą przeanalizować. Jak wskazują eksperci, sztuczna inteligencja nie wyprze zawodu lekarza, ale zwłaszcza w dobie niedoboru ich na rynku pracy znacznie usprawni pracę m.in. radiologów.

– Nasze badania nie są ukierunkowane na powstanie inteligencji czy na tworzenie autonomicznych algorytmów, które będą w stanie same podejmować decyzje. Przede wszystkim tworzymy narzędzia, które ułatwią człowiekowi podejmowanie tych decyzji i w tym kierunku będzie szła technologia. Już pojawiają się systemy istotnie skracające czas analizy danych, na podstawie których lekarz np. będzie stawiał diagnozę i będzie podejmował leczenie. Te metody już znajdują zastosowanie m.in. w wyszukiwaniu nowych leków, w diagnostyce medycznej, a w naszym przypadku w diagnostyce radiologicznej – mówi agencji Newseria Innowacje Robert Kitłowski, prezes zarządu BrainScan.

Stworzony przez polski start-up medyczny system pozwala na automatyczne wykrywanie i klasyfikację zmian stwierdzonych w obrazach z tomografii komputerowej mózgu. Obrazy zarejestrowane przez TK są wysyłane do serwera, a następnie do chmury. Następnie wspierane przez sztuczną inteligencję algorytmy analizują wyniki pod kątem stwierdzenia nieprawidłowości. Po tej analizie dane odsyłane są z powrotem na serwer. Dzięki temu lekarze radiolodzy otrzymują przeanalizowane dane i mogą szybciej postawić diagnozę. Algorytmy z wysoką skutecznością diagnozują m.in. krwiaki oraz krwotoki podpajęczynówkowe, śródmózgowe i te, które są zlokalizowane w układzie komorowym.

– Informacje zwracamy w ciągu kilku sekund na serwer klienta. W momencie, gdy radiolog siada do tego badania, widzi określone zmiany i prawdopodobieństwo, z jakim one w danym miejscu występują, więc może szybko podjąć decyzję, czy to faktycznie w tym miejscu jest dane schorzenie i czy być może chirurg powinien się zająć tym pacjentem w pierwszej kolejności. Jest to bardzo praktyczny przykład zastosowania naszego rozwiązania, gdzie w bardzo wymierny sposób skracamy czas analizy określonego badania – wskazuje Robert Kitłowski.

Z danych udostępnionych przez Statista wynika, że w 2020 roku na całym świecie mogło być wygenerowanych nawet ponad 2,3 tys. eksabajtów danych medycznych. Dla porównania w 2013 roku były to nieco ponad 153 eksabajty danych. W związku z gigantycznym przyrostem informacji, które trzeba analizować, wsparcie lekarzy przez sztuczną inteligencję może się okazać konieczne.

– W związku ze starzeniem się społeczeństwa liczba lekarzy, którzy będą w stanie analizować te dane, będzie maleć. W związku z tym trudno oczekiwać, żeby lekarz zwiększył swoją produktywność. Kiedyś tomograf komputerowy robił jeden skan w pół godziny czy godzinę, dzisiaj jest w stanie zeskanować całe ciało w kilka minut. Żaden radiolog nie jest w stanie pracować w takim tempie, żeby przejrzeć skan pacjenta i napisać interpretację w ciągu kilku minut. To trwa zwykle 15–20 minut. Tak więc lekarze są w pewien sposób skazani na zastosowanie nowoczesnych technologii, gdyż w innym wypadku maszyny będą produkować po prostu zbyt dużo obrazów, aby oni byli w stanie je przeanalizować – podkreśla prezes BrainScan.

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej z roku na rok przybywa osób z dyplomem ukończenia studiów na kierunku lekarskim. W 2020 roku w zawodzie tym zarejestrowanych było w Polsce ponad 197 tys. osób, a rok wcześniej niespełna 195 tys. osób. Mimo to wciąż mówi się o deficycie w tej grupie zawodowej. Ta tendencja, połączona ze zwiększonym zapotrzebowaniem na usługi medyczne, również będzie stymulować rozwój zastosowania sztucznej inteligencji w medycynie.

– Jest ogromna luka pokoleniowa. Trudno oczekiwać, by lekarz przed emeryturą chciał pracować 10 lub nawet 12 godzin przed monitorem i analizować te badania. Dlatego wszelkie czynności rutynowe, które tego typu systemy są w stanie zautomatyzować, to jest obszar na którym się koncentrujemy – mówi Robert Kitłowski.

Według Grand View Research wzrost światowego rynku sztucznej inteligencji w diagnostyce w latach 2020–2027 utrzyma się na średniorocznym poziomie ponad 32 proc. Zdaniem twórców raportu głównymi czynnikami napędzającymi rozwój tego rynku będzie niedobór pracowników i wzrost popytu na rozwiązania z zakresu SI w medycynie.

Automatyzacja biznesu pomaga przetrwać w czasach pandemii. Coraz częściej wspiera, a także chroni pracowników przed zwolnieniem

Automatyzacja biznesowa zmienia sposób działania marek, pozwalając im robić więcej za mniej. Wielkość firmy przestaje mieć tak duże znaczenie, a automatyzacja może dać przewagę mniejszym przedsiębiorstwom, które często są w stanie reagować na nowe trendy szybciej niż ich więksi rywale. Przyszłością automatyzacji będzie integracja zautomatyzowanych już wcześniej procesów w jeden łatwy do zarządzania proces główny. Nowym trendem jest też takie wykorzystanie narzędzi typu sztuczna inteligencja, żeby wesprzeć pracownika, a nie go zastąpić.

– Pandemia na pewno zainicjowała powstanie nowych narzędzi związanych z automatyzacją procesów, natomiast wydaje się, że w dużo większym stopniu pokazała, jak ważna jest zwinność w biznesie. Natomiast automatyzacja procesów oznacza zwinność biznesu. Na przykładzie naszych klientów mogę powiedzieć, że praktycznie z dnia na dzień w związku z zaistniałą sytuacją musieli oni zmienić sposób dotarcia do swoich klientów, sposób komunikacji z nimi, a dzięki zautomatyzowanym procesom byli w stanie zrobić to szybko – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Wojciech Mikucki-Wituszyński, prezes Sellions.

Automatyzacja biznesowa zmienia sposób działania marek, pozwalając im robić więcej za mniej i błyskawicznie skalować działalność. W teorii oznacza to, że wielkość firmy nie ma tak dużego znaczenia, a automatyzacja może dać przewagę mniejszym markom, które często są w stanie reagować na nowe trendy szybciej niż większe przedsiębiorstwa. Pokazała to już pandemia, kiedy działalność większości firm przeniosła się do sieci. Na znaczeniu zyskały e-commerce i e-usługi. Dla firm oznaczało to konieczność przemodelowania działalności, żeby przetrwać kolejne lockdowny bez większych strat.

Automatyzacja przepływu pracy to inteligentny sposób na zwiększenie zysków firmy. Strony internetowe działają 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Można przyjmować zamówienia o każdej porze dnia i każdego dnia tygodnia. Automatyzacja kluczowych procesów sprawia, że ​​firma działa nawet wówczas, gdy nie ma pracowników. Dlatego po automatyzację procesów sięgają różne branże, nie tylko handel.

– Narzędzia do automatyzacji procesów dostarczają szereg zróżnicowanych korzyści dla różnego rodzaju biznesów. Począwszy od skrócenia czasu dotarcia do klienta, przez skrócenie łańcucha dostaw, lepsze zrozumienie potrzeb klientów i dobranie ofert dopasowanych do oczekiwań, co koniec końców przekłada się np. na podniesienie sprzedaży i podniesienie satysfakcji klientów – przekonuje Wojciech Mikucki-Wituszyński.

Głównym założeniem automatyzacji jest zidentyfikowanie powtarzalnych zadań lub dowolnego ręcznego procesu, który może być lepiej obsługiwany przez oprogramowanie, aplikacje lub technologię. Zamiast tracić cenne godziny pracy, te same zadania wykonują się automatycznie. We wszystkich działach firmy istnieją procesy, które można zautomatyzować. Automatyzacja np. handlu elektronicznego może usprawnić wszystkie procesy, od zarządzania zapasami po marketing. Jak jednak przekonuje prezes Sellions, automatyzacja nie powinna oznaczać całkowitego zastąpienia człowieka przez maszyny i inteligentne algorytmy.

–  W zakresie innowacji, których możemy się spodziewać we wsparciu sprzedaży, to, po pierwsze, zwrócenie się bardziej w stronę pracowników, którym narzędzia automatyzacyjne powinny ułatwiać pracę. Początkowa gorączka „automatyzujmy, co się da” ustępuje podejściu przez pryzmat potrzeb pracownika i odpowiedzi na pytanie, co dokładnie powinniśmy zrobić, aby w jak największym stopniu podnieść efektywność naszych pracowników i ułatwić im pracę – przekonuje.

Przyszłością są też platformy, które integrują zautomatyzowane już wcześniej procesy. Platforma Sellions Engine umożliwia zarządzanie w jednym miejscu działaniami w kanałach offline i online. Pozwala np. na automatyczne wysyłanie maili czy wiadomości SMS, zarządza przebiegiem procesu zakupowego czy wynikami sprzedaży. Jednocześnie agreguje informacje o kliencie, a dzięki mechanizmom segmentacji i scoringu personalizuje działania w każdym kanale. Analizy i raporty pokazują w czasie rzeczywistym skuteczność prowadzonych działań.

– Od dawna znane są aplikacje do automatyzacji mailingu, SMS-ów czy pracy call center. Obecnie pojawia się nowa fala narzędzi, takich jak np. rozwijana przez nas platforma, które łączą te różne kanały komunikacji z klientem w jeden mechanizm, który decyduje, kiedy do klienta wysłać maila, kiedy SMS-a, kiedy wysłać go do handlowca pracującego w terenie, a kiedy ten klient powinien zostać obsłużony przez pracownika – tłumaczy Wojciech Mikucki-Wituszyński.

Triggo zapowiada IPO w I kwartale 2021 roku i planuje pozyskać do 2,5 mln EUR

Zarząd Triggo S.A., spółki opracowującej unikatowy w globalnej skali pojazd elektryczny będący odpowiedzią na korki i brak miejsc parkingowych, planuje w najbliższych miesiącach pozyskać środki w drodze oferty publicznej. Wartość emisji wyniesie do ok. 11 mln zł, które będą dedykowane finansowaniu dalszych badań i prac nad wdrożeniem seryjnej produkcji. Spółka zakłada debiut na rynku NewConnect w 2021 roku. W obszarze operacyjnym Triggo S.A. prowadzi rozmowy nt. pilotaży z partnerami branżowymi, przygotowuje założenia produkcyjne i oczekuje w 2021 roku uzyskania homologacji.

Triggo jest polskim, unikatowym w skali światowej w pełni elektrycznym pojazdem, który dzięki swojej innowacyjnej konstrukcji jako pierwszy na świecie łączy zalety wysokiej mobilności (pokonywanie korków) i łatwości parkowania jednośladów (pozwala zaparkować na 1/5 miejsca dla auta) z bezpieczeństwem i komfortem samochodów miejskich. Kluczowa cechą Triggo jest zmienna geometria podwozia, która umożliwia poruszanie się w dwóch konfiguracjach: manewrowej oraz drogowej. Jego konstrukcja jest chroniona patentami o zasięgu międzynarodowym, obejmującymi łącznie obszar zamieszkiwany przez blisko cztery mld ludzi. Projekt jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie w zakresie przyszłościowych usług współdzielenia środków transportu oraz elektromobilności na największych metropolitarnych rynkach świata.

– Decyzja o uzyskaniu statusu spółki publicznej to ważny, a jednocześnie naturalny etap rozwoju projektu Triggo, będący konsekwencją dziesięciu lat rozwoju koncepcji, pięciu lat działalności spółki oraz gotowości produkcyjnej pojazdu. Naszą ambicją jest zostanie polskim globalnym brandem w miejskiej e-mobilności, który efektywnie rozwiązuje dwa kluczowe problemy obecne w każdym mieście – korki i dostępność miejsc parkingowych. Zmienna geometria podwozia warunkująca zalety Triggo może mieć wpływ na transport w największych aglomeracjach UE, USA, Japonii, Chin bądź Indii, czyli rynkach objętych ochroną patentową założeń pojazdu obowiązującą do 2037 roku – mówi Rafał Budweil, Prezes Zarządu i Założyciel Triggo S.A.

– Nasze najbliższe plany to budowa pilotażowej serii informacyjnej pojazdów wraz z ich dostawą do klientów „beta” oraz przeprowadzenie na szeroką skalę działań promocyjnych zmierzających do zainteresowania projektem partnerów strategicznych, w tym licencjobiorców na niezwykle perspektywicznych rynkach Azji południowej i południowo-wschodniej. Przyjęcie z jakim spotykają się informacje na temat Triggo na całym świecie pozwala ufać w realne szanse powodzenia na rynkach azjatyckich – wskazuje Rafał Budweil.

W ocenie Zarządu Triggo S.A. osiągnięcie strategicznej pozycji rynkowej Spółki przyspieszy pozyskanie zewnętrznego kapitału. Emitent planuje w I kwartale 2021 roku przeprowadzić ofertę publiczna akcji, którą zrealizuje w oparciu o memorandum informacyjne pozwalające pozyskać środki do 2,5 mln EUR. W dalszej kolejności Spółka planuje ubiegać się o wprowadzenie akcji do obrotu na NewConnect. Koordynatorem Oferty w procesie będzie Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska.

Obecnie dysponujemy w pełni funkcjonalnymi prototypami, które potwierdziły zakładane cechy użytkowe i stanowią punkt wyjścia do planowanych pilotaży z partnerami branżowymi w I połowie 2021 roku. W dalszej kolejności planujemy rozpoczęcie produkcji seryjnej – uzupełnia Rafał Budweil.

Spółka w 2020 roku rozpoczęła kolejne etapy rozwoju projektu, m.in. obejmujące rozmowy z podmiotami zainteresowanymi dystrybucją pojazdu w UE i na świecie i koncernami motoryzacyjnymi w zakresie potencjalnej współpracy. Została także podpisana umowa z renomowanym włoskim studiem projektowym ItalDesign Giugaro, które wesprze Triggo w budowie relacji z producentami OEM w Chinach.

– NewConnect dla Triggo to pierwszy krok ku obecności na rynkach kapitałowych. W dalszej perspektywie zamierzamy przejść na rynek główny GPW. Triggo jest unikatowym projektem w skali światowej. Globalne trendy na międzynarodowych rynkach kapitałowych są niezwykle sprzyjające dla spółek z branży e-mobilności, co jest odzwierciedlone w niezwykle atrakcyjnych wycenach jakie osiągają. Nie wykluczamy zatem dual listingu na wybranym rynku zagranicznym. – dodaje Rafał Budweil.

Model biznesowy Triggo skupia się na II fundamentach. Pierwszy zakłada koncentrację na dostawach pojazdów na potrzeby flot profesjonalnych odbiorców, w tym operatorów usług car sharing i służb publicznych. Projekt jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie w zakresie przyszłościowych usług współdzielenia środków transportu oraz elektromobilności na największych metropolitarnych rynkach Europy, Azjach i Ameryk. II filarem jest wdrożenie własnych platform usługowych Robo-taxi. To przyszłościowy rynek usług przewozów osób, umożliwiający połączenie wysokiej nominalnej marży brutto obserwowanej w systemach car sharingowych, ze znaczącymi przychodami jednostkowymi (Uber, Bold itd.). Kluczowym aspektem jest autonomiczne przebazowanie pojazdów, prowadzące do wzrostu średniej liczby przejazdów poszczególnych pojazdów przy ograniczeniu pracy człowieka. Triggo już dzisiaj dysponuje całkowicie cyfrowym układem sterowania drive-by-wire, tj. punktem wyjścia do instalacji systemów autonomizacji jazdy.

Jednym krokiem w nowoczesność. Czy e-sprzedaż można uefektywnić?

Od dłuższego czasu konsekwentnie przenosimy usługi do sieci. Internetowa sprzedaż zyskuje nie tylko coraz więcej zwolenników, ale też jest szansą na rozkręcenie lub uratowanie niejednego biznesu. Biznes on-line ma wiele zalet. Umożliwia m.in. zredukować koszty, przyciągnąć szersze grono klientów, skutecznie zareklamować swoje produkty lub usługi oraz w prosty sposób przeprowadzać badania rynkowe.

Podczas badania Nielsena „Wpływ Covid-19 na zachowania konsumentów” ponad 30 proc. Polaków przyznało, że zwiększyło swoją aktywność w zakresie zakupów online. Obecna sytuacja niesie korzyści nie tylko dla klientów, ale dla oferentów uczestniczących w wymianie handlowej. Rozwój technologii i poszukiwanie usług/produktów on-line stało się tak samo modne, jak korzystanie ze sklepów stacjonarnych. Bezpieczne i skalowalne rozwiązania upraszczają wejście na rynek on-line. Dzisiaj szukamy łatwych w obsłudze stron internetowych, skrzynek subskrypcyjnych i kanałów promocji, takie jak media społecznościowe oraz łatwych w integracji systemów płatności. Takie rozwiązania pozwalają na dostępność biznesu dla klientów z całego kraju a nawet zza granicy i to zaledwie w kilka kliknięć. Szacuje się, że do 2022r. Globalny rynek on-line osiągnie 200 miliardów dolarów. Takie statystyki udowadniają, że udostępnione technologiczne możliwości przełożą się na biznesowe korzyści a każdy mały biznes może zacząć zarabiać.

Wiele mikro i małych przedsiębiorców za powód wstrzymania się od decyzji przeniesienia usług w sieci wskazuje koszty, które musi ponieść w ramach integracji usług ze sklepem czy bramkami płatniczymi. Wielu klientów przedkłada zaufanie przy wyborze sprzedawcy i często dostępność metody płatności jest czynnikiem decydującym o jego wyborze. Jest to szczególnie ważne przy stronach www bez funkcji sklepu czy cieszących się coraz większym powodzeniem transakcji w mediach społecznościowych.  Dobrym wyjściem z tej sytuacji jest bramka LoanByLink oferująca m.in. prostą integrację nie tylko z kanałami e-commerce. Dużym powodzeniem cieszy się tzw. generator linku płatności. Decydując się na sprzedaż w mediach społecznościowych wystarczy, że pobierzesz link z panelu partnera i udostępnisz na twojej aukcji „kup z LoanByLink”. Możesz go (link) też wysłać dowolnym komunikatorem. Klient dostaje pożyczkę lub opłaca zamówienie szybkim przelewem, dostaje zakupiony towar, a partner środki. Status płatności widoczny jest w panelu partnera. LoanByLink nie pobiera opłat w ramach integracji i sprzedaży. Taka forma integracji uefektywni sprzedaż w sieci.

Tak naprawdę niezależnie od wybranych form udostępniania usług nadrzędne jest dotarcie do odpowiedniej grupy klientów. Rynek on-line jest pełen nowych rozwiązań i możliwości. Odrobina wiedzy praktycznej, stosowanie się do porad doświadczonych specjalistów oraz wykorzystywanie najnowszych, dopasowanych do naszych potrzeb rozwiązań, to gwarancja prężnego rozwoju internetowej sprzedaży.

Monika Krukowska, Project Manager w Provema

Nowy unijny „podatek od plastiku”. Ile wynosi i kto zapłaci?

Od 1 stycznia 2021 r. budżet UE jest zasilany nową opłatą od opakowań plastikowych wytworzonych w kraju członkowskim, których nie poddano recyklingowi. Wpływy z tego tytułu, szacowane na ok. 3 mld euro rocznie mają wesprzeć walkę z Covid-19.

Decyzję dotyczącą zmian w systemie finansowania budżetu UE (tj. systemu zasobów własnych) podjęła Rada Europejska na posiedzeniu w dniach 17–21 lipca 2020 r. Jednak zmiany zostały ostatecznie potwierdzone na posiedzeniu 10 grudnia 2020 r. W konsekwencji nowa kategoria wpłaty do budżetu UE oparta na masie odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych niepoddanych recyklingowi (tzw. wpłata od plastiku) została wprowadzona od 1 stycznia 2021 r.

Ze względu na konieczność ratyfikacji przepisów dotyczących finansowania budżetu UE (tj. decyzji nr 2020/2053 z 14 grudnia 2020 r. w sprawie systemu zasobów własnych UE) wpłaty od plastiku będą miały charakter retroaktywny. Oznacza to, że niezależnie od terminu wdrożenia unijnej regulacji przez kraje członkowskie, opłata będzie naliczana automatycznie od początku roku.

Wysokość wpłaty ponoszonej przez państwa członkowskie będzie wynosiła 0,80 EUR za każdy kilogram niezrecyklingowanych odpadów z plastiku w danym roku.

Państwa członkowskie o PKB poniżej średniej UE wynegocjowały specjalną obniżkę wpłat. W przypadku Polski oznacza to oszczędność 117 mln EUR rocznie. Każde euro powyżej tej kwoty trafi do unijnego budżetu.

Wiceminister finansów Piotr Patkowski wyjaśnił, że nowa kategoria dochodów budżetu UE nie stanowi w całości dodatkowego obciążenia dla Polski. Jak zaznaczył, w przypadku niewprowadzenia wpłaty od plastiku część tej kwoty i tak zostałaby poniesiona przez Polskę zgodnie z udziałem PL w DNB UE.

„Wpłata dokonywana będzie z budżetu państwa przez Ministerstwo Finansów, tak jak odbywa się to do tej pory w odniesieniu do pozostałych elementów składki członkowskiej” – podkreślił Patkowski w odpowiedzi na poselską interpelację w tej sprawie.

Wiceminister dodał, że utworzenie nowej kategorii dochodów budżetu UE nie oznacza wprowadzenia unijnego podatku od plastiku oraz nałożenia bezpośrednio na konsumentów lub producentów plastiku nowych obowiązków lub obciążeń fiskalnych.

Patkowski przypomniał, że nowy zasób własny ma zachęcać państwa członkowskie do zwiększania poziomu recyklingu odpadów z tworzyw sztucznych lub/i zmniejszać ilość odpadów nieprzetworzonych, celem ograniczenia negatywnych skutków wpłaty od plastiku dla budżetów państw członkowskich.

Prace nad wprowadzeniem takich rozwiązań w Polsce prowadzi Ministerstwo Klimatu i Środowiska w związku z implementacją pakietu legislacyjnego UE dotyczącego odpadów.

Zdaniem przedstawicieli polskiej branży recyklerów polski rząd przeniesie całość kosztów nowej opłaty na producentów opakowań z tworzyw sztucznych w ramach rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Branża recyklerska czeka na rozporządzenie w tej sprawie.

„Takie rozwiązanie skłoni producentów plastikowych opakowań, głównie z zagranicznym kapitałem, do sięgania po wytwarzane w Polsce recyklaty, zwiększy popyt na rodzime surowce wtórne” – ocenił Szymon Dziak – Czekan, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

Jego zdaniem przy obecnym deficycie nie można obciążać kosztami daniny od tworzyw sztucznych budżetu państwa. „Tym bardziej, że UE już przymierza się do wprowadzenia obowiązku używania 30 procent granulatu z surowców z recyklingu w produkcji opakowań” – dodał.

mp

Źródło informacji: EuroPAP News

Amazon wchodzi do Polski [komentarze ekspertów]

Dziś rano Amazon oficjalnie ogłosił plany uruchomienia strony Amazon.pl, co oznacza przede wszystkim udostępnienie swojej platformy zakupowej polskim sprzedawcom internetowym. Oto jak to wydarzenie komentują przedstawiciele czołowych polskich firm z branży e-commerce.

Artur Halik, Head of Sales Shoper:

Od ponad trzech lat, co pewien czas słyszymy elektryzujące wieści o mającym nastąpić “już za chwilę” pełnym wejściu Amazona do Polski. Pełnym, czyli także dla sprzedawców, bo dla kupujących opcja zamawiania na niemieckim Amazon.de dostępna jest już nawet dłużej. Parokrotne opóźnienie premiery serwisu na naszym rynku może jednak nie wyjść amerykańskiemu gigantowi na dobre, ponieważ w dużych marketplace’ach konkurencja odbywa się przede wszystkim na poziomie cenowym, a polski e-commerce zdążył już powoli wyrosnąć z wojen o to u kogo jest najtaniej. Coraz więcej sprzedawców dba o budowanie swoich marek zwracając uwagę nie tyle na niskie ceny, a wszystkie aspekty doświadczenia zakupowego.

Wejście Amazona z pewnością wpłynie ożywczo na rynek, co z kolei przełożyć się powinno na pozytywne doświadczenia zakupowe konsumentów. Nie spodziewałbym się jednak, iż Amazon będzie głównym rozgrywającym za dwa lata, a każdy kupujący w sieci rozpocznie od razu zakupy poprzez ten serwis. Nie zapominajmy, że na naszym rodzimym rynku istnieje już marketplace, znany od wielu lat, a jednocześnie otwierają się cały czas kolejne sklepy internetowe, cieszące się wielką popularnością i lojalnością klientów, przywiązanych do marki. Jeśli więc właścicielom zależy na budowaniu rozpoznawalnego biznesu i prezentowaniu produktów w indywidualny sposób, powinny inwestować w pierwszej kolejności we własne kanały, pozostałe traktując jako wspierające sprzedaż. Rozpoczęcie sprzedaży na Amazon to dobry krok w dywersyfikacji ryzyka – trzeba pamiętać jednak, że rozgrywającym jesteśmy tylko na swoim boisku. Jeśli właścicielom e-biznesów zależy na budowaniu rozpoznawalnej marki, prezentowaniu produktów w indywidualny sposób, eksponowaniu historii założycieli, powinny inwestować przede wszystkim we własne kanały, takie jak własny sklep internetowy, który może działać niezależnie od marketplace’ów, pozostałe traktując jako wspierające sprzedaż.

Paweł Szewczyk, Wiceprezes Zarządu merce.com:

Dla polskiego sektora e-commerce pełne wejście Amazona na nasz rynek może mieć pozytywny wpływ. Idealnie byłoby, gdyby amerykański gigant zaistniał u nas na tyle mocno, by zaznaczyć swoją pozycję i skłonić konkurencję do walki o klienta, ale nie zdobył przy tym dominującej pozycji w polskim e-handlu. Zresztą Allegro ze swoją usługą Allegro Smart, bardzo szerokim wyborem produktów i świetną aplikacja ma duże szanse odeprzeć ten atak. Jako polska firma zapłaci też podatki w kraju, działający tam sprzedawcy również, co wydaje się mieć znaczenie dla coraz szerszego grona konsumentów.

Przy takim obrocie spraw Amazon stałby się dla polskich sprzedawców internetowych przede wszystkim wygodnym sposobem do ekspansji za granicę. Już wcześniej część z nich rozpoczęła współpracę z tym serwisem, właśnie po to, by otworzyć sobie drogę na rynki europejskie – globalny marketplace zawsze był dobrym pomysłem na pilotażową sprzedaż za granicą. Teraz zaczną dołączać do nich nieprzekonani i tzw. długi ogon. Do tej pory support Amazona nie był jednak dostępny w języku polskim i rodziło to pewne ograniczenia, teraz powinno być już łatwiej. Spodziewam się zatem dużego zainteresowania i masowego testowania tego nowego kanału przez polskie sklepy internetowe.

Krzysztof Bartnik, założyciel firmy logistycznej Imker:

O oficjalnym pojawieniu się Amazon w Polsce była już mowa tyle razy w ostatnich latach, że kiedy wreszcie ten moment nastąpił to raczej nie spotykam się z olbrzymimi zachwytami, tylko z lekkim uśmiechem, że wreszcie można się tam oficjalnie dostać. Dla sklepów internetowych Amazon jest świetnym kanałem sprzedaży i nie mogę doczekać się, kiedy rozpocznie się przeciąganie liny pomiędzy firmą Jeffa Bezosa a Allegro. Oby z korzyścią dla sprzedających, a nie tylko kupujących.

Nie rekomenduję robienia biznesu wyłącznie na samym Amazonie, tak samo jak nie rekomenduję obecności tylko na Allegro. Świadome podmioty z branży e-handlu powinny traktować te miejsca jako dodatkowe – choć często naprawdę spore – źródła zamówień, a główną działalność koncentrować na swoich stronach. Wizja docierania do milionów klientów kusi, ale trzeba pamiętać, że taka sprzedaż jest obarczona wysoką prowizją. Niezależnie od tego, i tak warto przetestować Amazon, by przekonać się, jak wygląda współpraca z tym gigantem i czy w przypadku naszej działalności przełoży się to na efekty.

Robert Stolarczyk, prezes zarządu PromoTraffic:

Od dawna przepowiadano, że trzeci największy amerykański inwestor w Polsce, zatrudniający w naszym kraju 18 tysięcy pracowników w końcu wykona ważny ruch w celu oficjalnego otwarcia się na nasz rynek. Co prawda już od kilku lat polski konsument mógł relatywnie wygodnie kupować w spolszczonym Amazon.de, ale uruchomienie polskiej wersji to istotny krok w kierunku przyciągnięcia do platformy także polskich e-sprzedawców.

Allegro strategicznie i taktycznie od dawna przygotowywało się na ten moment. Wydaje się, że pozycja lokalnego lidera jest silna, a sama firma jest przygotowana na rywalizację z globalnym graczem. Co ciekawe, inwestorzy momentalnie zareagowali powodując nawet 6% spadek akcji Allegro na GPW.

Wszystkie sygnały wskazują na to, że na końcu zwycięski powinien być polski e-konsument oraz e-biznes. Sprzedaż transgraniczna z naszego kraju musi wzrosnąć, a możliwości globalnego handlu, jakie otwiera przed polskim sprzedawcą Amazon są gigantyczne. W najbliższym roku na pewno wzrośnie popyt na usługi oraz systemy związane ze skalowaniem i optymalizacją sprzedaży na Amazonie.

Próżne oczekiwanie na spadki cen mieszkań

Zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym mieszkań miniony rok upłynął pod znakiem wzrostów cen. Nie ustaje zainteresowanie zakupami inwestycyjnymi, a rynek kredytów hipotecznych mimo pandemii odnotowuje bardzo dobre rezultaty. To wnioski z najnowszego raportu za IV kw. 2020 r. przygotowanego przez Metrohouse, Gold Finance i RynekPierwotny.pl.tabelka_ceny_pierwotny tabelka_średnie_ceny

Niezbyt dobre informacje dla kupujących

Pandemia koronawirusa spotęgowała w potencjalnych nabywcach mieszkań nadzieje na to, że na rynku nieruchomości w końcu pojawią się spadki. Jednak jak pokazują dane transakcyjne Metrohouse z rynku wtórnego oraz analiza bazy serwisu RynekPierwotny.pl w największych polskich miastach ceny mieszkań nadal rosną. – Jak na razie osoby oczekujące korekt mogą czuć się mocno zawiedzione. W porównaniu do okresu sprzed 12-stu miesięcy ceny mieszkań na rynku wtórnym, w zależności od lokalizacji wzrosły średnio od 4 do 15 proc. Tymczasem deweloperzy lokale sprzedawali drożej średnio od 4 do 11 proc., mówi Marcin Jańczuk z agencji Metrohouse, współautor raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance. Jednocześnie na wysokim poziomie pozostaje wskaźnik zakupów inwestycyjnych, które w dalszym ciągu stoją u podstaw podtrzymywania dość wysokiego zapotrzebowania na nieruchomości.

– Według naszych analiz 35 proc. zakupów na rynku wtórnym można zakwalifikować jako inwestycyjne. Tak wysoki poziom utrzymuje się jeszcze sprzed czasów pandemii, a obecna sytuacja nie przełożyła się na spadek zainteresowania mieszkaniami jako lokatą kapitału, nawet mimo znacznego obniżenia rentowności z wynajmu, tłumaczy Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Wysokie ceny mieszkań sprawiają, że coraz częściej zaczynamy interesować się zakupem innych nieruchomości – działkami budowlanymi i domami. Rynek działek, który dotychczas podlegał sezonowości, w ostatnich miesiącach cieszy się nieustającym zainteresowaniem. Według danych Metrohouse w IV kw. 2020 r. zainteresowanie gruntami na stronie www biura wzrosło ponad dwukrotnie w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r.

Na rynku wtórnym kolejne rekordy cenowe

Choć właściciele mieszkań na wynajem nie zaliczą 2020 r. do udanych, to już klienci sprzedający lokale nie mają zbyt dużych powodów do narzekań. Wszystko to dzięki utrzymującym się wzrostom cen na rynku wtórnym. Trudno w obecnej sytuacji oczekiwać spektakularnych podwyżek, ale jak wskazują analizowane dane z transakcji, we wszystkich największych miastach ceny są wyższe niż w III kw. 2020 r. Według raportu Barometr Metrohouse i Gold Finance za IV kw. 2020 r. największe różnice widoczne są w przypadku Gdańska, gdzie za m kw. płaciliśmy więcej o 5,2 proc. niż w poprzednim kwartale (8238 zł).

Na drugim miejscu pod względem podwyżek plasuje się Wrocław (2,9 proc., 7867 zł), a na trzecim Warszawa (2,4 proc., 10912 zł). W Poznaniu za m kw. płaciliśmy średnio 7236 zł (wzrost o 2,1 proc.). Najmniejsze zmiany, nie przekraczające 1 proc. dotyczą Krakowa i Łodzi. W skali ostatnich 12-stu miesięcy największe wzrosty cen dotyczyły Łodzi (14,9 proc.), a we Wrocławiu, Warszawie i Poznaniu przekroczyły 9 proc. Stosunkowo najwolniej rosły ceny mieszkań w Gdańsku (5,4 proc.) i Krakowie (3,9 proc.).

W III kw. 2020 r. nabywaliśmy lokale o dość zbliżonej powierzchni, pomiędzy 51 a 56 m kw. Wyjątkiem jest Kraków, gdzie kupowaliśmy mieszkania o średniej powierzchni 61 m kw. W Warszawie i Krakowie na zakup przeznaczamy ponad pół miliona złotych. Spośród największych polskich miast jedynie w Łodzi średnia cena mieszkania w transakcjach nie przekracza jeszcze 300 tys. zł.

IV kw. 2020 r., jak można się było spodziewać, nie przyniósł wzrostu aktywności potencjalnych nabywców mieszkań. – Paradoksalnie, pod względem sprzedażowym, ostatni kwartał można zaliczyć na rynku do udanych. Choć wysokości Indeksu Popytu za IV kw. 2020 r. są daleko odbiegające od odczytów z analogicznego okresu 2019 r. obecni na rynku klienci wykazywali się większą decyzyjnością i pomimo mniejszego napływu nowych nabywców tempo sprzedaży utrzymywało się na satysfakcjonującym poziomie, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse. Przed rokiem odczyty IV kw. wynosiły od 120 do 125 pkt., w końcowym kwartale 2020 r. to tylko od 64 do 86 pkt. Być może ograniczony przyrost nowych klientów poszukujących mieszkań jest wynikiem przetoczenia się przez rynek w III kw. klientów gotówkowych, którzy poszukiwali sposobu na ulokowanie swoich nadwyżek finansowych.

Gorąco na rynku pierwotnym

Według ekspertów serwisu RynekPierwotny.pl także mieszkań z segmentu deweloperskiego nie ominęła fala wzrostów cen. Najwyższe wzrosty dotyczą rynku mieszkań w Krakowie, gdzie średnia cena za m kw. wzrosła w ciągu roku o 12,6 proc. do poziomu 9830 zł. Ponad 10-proc. roczne wzrosty odnotowano także w Łodzi (10,8 proc., 6749 zł za m kw.) i we Wrocławiu (10,6 proc., 8960 zł). – W świetle wcześniejszych analiz portalu RynekPierwotny.pl fakt, że Kraków jest liderem cenowych wzrostów nie wzbudza zaskoczenia. We wspomnianym mieście pod koniec 2020 r. już 38% nowych lokali miało cenę ofertową ponad 10 000 zł/mkw. Wyższy wynik był notowany tylko na terenie Warszawy, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert serwisu RynekPierwotny.pl.

Wraz z coraz wyższymi cenami w największych miastach, zmniejsza się odsetek lokali dostępnych w cenie poniżej 10000 zł za m kw. W IV kw. 2020 r. jedynym miastem cechującym się znaczącym spadkiem udziału lokali kosztujących ponad 10 000 zł za m kw. był Gdańsk. –Jednocześnie gdańscy deweloperzy wprowadzili do oferty sporo nowych mieszkań z przedziału cenowego 7000-9000 zł za mkw. W drugim mieście, gdzie odnotowano największą kwartalną zmianę średniej ceny 1 mkw., czyli we Wrocławiu, uwagę zwraca natomiast rozbudowa oferty najdroższych mieszkań, mówi Andrzej Prajsnar z RynekPierwotny.pl.

Mocna końcówka roku na rynku kredytów hipotecznych

Jak twierdzą eksperci finansowi ogromnym sukcesem jest fakt, że w żadnym momencie w 2020 roku, banki nie wstrzymały całkowicie możliwości udzielania przez siebie kredytów. Dodatkowo za znacznym obniżeniem poziomu stóp procentowych, nie szły za tym duże podwyżki marż na kredytach hipotecznych. – Średnia różnica marż w stosunku do 2019 roku mieści się w przedziale 0,2-0,3%. Pozytywną informacją jest to, że w IV kwartale 2020 dwa banki (BNP Parias i Santander) wyraźnie zaczęły walczyć o rynek poprawiając cenowo swoją ofertę kredytów hipotecznych. Usłyszeliśmy też od przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej, że do czerwca 2022 roku nie jest planowana podwyżka stóp procentowych a wręcz w I kwartale 2021 rozważana jest możliwość ich dalszej obniżki, mówi Andrzej Łukaszewski, ekspert Gold Finance.

Mając na uwadze wartość nowych umów kredytowych podpisanych przez ekspertów kredytowych Gold Finance i Alex T. Great można oszacować, że w ostatnim kwartale 2020 r. mieliśmy do czynienia z rekordowo wysokimi wynikami, które mogły nawet przekroczyć wolumen 18 mld zł. Może to być nie tylko najlepszy wynik sprzedażowy w 2020 r., ale także rekordowy rezultat w ostatnich latach. Jeżeli prognozy odnośnie IV kw. potwierdzą się, to wartość nowych umów kredytowych w 2020 r. pokrywa się z wynikiem z 2019 r., co w kontekście towarzyszących warunków (pandemia) należy uznać za świetny rezultat.

Cyfrowa transformacja, która dzieje się na naszych oczach. Czego koronawirus nauczył biznes?

73% pracowników[1] deklaruje, że dzięki implementacji i odpowiedniemu wykorzystaniu rozwiązań IT ich firmom udało się przetrwać kryzys spowodowany pandemią COVID-19. Jak na nowe realia zareagował polski biznes? Czego możemy spodziewać się w 2021 roku?

IT daje przewagę

Rok 2020 z pewnością zapisze się w annałach jako niezwykle trudny. Pandemia COVID-19 zmusiła wszystkich do zmiany spojrzenia na świat. Abstrahując od globalnej recesji oraz zapaści ekonomicznej, jednym z największych wyzwań biznesu w 2020 roku był przymusowy lockdown. Z dnia na dzień wiele firm musiało zamknąć swoje fizyczne oddziały i oddelegować pracowników do pracy zdalnej. Niewiele z nich było odpowiednio przygotowanych na taką sytuację.

Największym wyzwaniem dla firm spowodowanym lockdownem było zapewnienie pracownikom odpowiedniego zaplecza informatycznego i zdalnego dostępu do dokumentówmówi Sylwia Pyśkiewicz, CEO Iron Mountain PolskaBadania[2] potwierdzają, że co trzecia polska firma nie dysponowała odpowiednimi zasobami sprzętowymi, natomiast 8% z nich nie stworzyło procedur pracy zdalnej, a także nie posiadało bezpiecznego łącza VPN dla pracowników przebywających poza firmą. Jednak aż 67% firm zdecydowało się ich oddelegować do pracy zdalnej, co oczywiście było decyzją mającą na celu ochronę zdrowia. Stworzyło to jednak wiele problemów w bieżącym funkcjonowaniu biznesu. Outsourcing oraz digitalizacja dokumentów pociągnęła za sobą konieczność digitalizacji całych procesów jak chociażby zarządzanie obiegiem umów, faktur, dokumentów pracowniczych, korespondencji itd. To z kolei oznaczało konieczność implementacji platform workflow do zarządzania zdigitalizowanymi procesami.

Niektóre firmy mniej boleśnie odczuły konieczność przejścia na model pracy zdalnej. Wynikało to z faktu, iż znaczna część ich pracy realizowana już była w oparciu na rozwiązaniach cyfrowych. Najszybciej i najchętniej model home office wprowadziły przedsiębiorstwa z branży nieruchomości (92%), IT (86%), usług dla biznesu (84%) oraz SSC/BPO (80%)[3].

Dowodami tego, że szeroko rozumiana informatyzacja przedsiębiorstw jest dla biznesu niezwykle istotna, są oferty pracy. W porównaniu do 2019 o 63% wzrosła liczba rekrutacji na stanowisko specjalistów ds. ochrony danych osobowych[4].

Szybka adaptacja kluczem do sukcesu

Według badań Atman, 33% firm biorących udział w ankiecie stwierdziło, że są dobrze przygotowane na kryzys pod względem organizacyjnym, jak i technologicznym. 66% z nich oceniło, że ich organizacje dość sprawnie poradziły sobie z początkowymi problemami (najczęściej wskazywanymi były niedostatek narzędzi do pracy zdalnej i niewystarczająca przepustowość Internetu) i szybko przystosowały się do działania w warunkach pandemii. 32% firm zaczęło wykorzystywać platformy cyfrowe, 18% zdecydowało się na inwestycję w infrastrukturę IT[5].

Branża HR stawia na cyfryzację

Jedną z gałęzi biznesu, która w 2020 roku przeszła największą i najbardziej dynamiczną zmianę był HR. 94% pracowników potwierdziło, że rola działów HR była kluczowa w zarządzaniu kryzysowym[6]. Według prowadzonych badań w związku z pandemią COVID-19 niezwykle widocznym trendem była cyfryzacja (wskazana przez 70% ankietowanych) oraz automatyzacja (72%)[7]. Digitalizacja zdjęła z działów personalnych ciężar zadań administracyjnych i przyspieszyła szereg procesów, w tym m.in. rekrutację na nowe stanowiska.

Branża HR została postawiona przed trudnym wyzwaniemkomentuje Sylwia PyśkiewiczKonieczność zdalnego zarządzania zasobami ludzkimi wymusiła implementację szeregu rozwiązań informatycznych. W tym kontekście szczególną uwagę należy zwrócić na tzw. e-teczkę personalną. Na to rozwiązanie decyduje się coraz większy odsetek naszych klientów. Dzięki niej działy kadrowe mają stały dostęp do dokumentów pracowniczych z każdego miejsca z dostępem do Internetu.

Jak pokazują dane, 50% HR-owców korzysta z dedykowanego systemu ATS, czyli oprogramowania do zarządzania procesami rekrutacyjnymi, 28% z modułów oprogramowania klasy ERP, a 37% z zewnętrznych narzędzi wspierających wybrany proces HR[8]. Co więcej, aż 72% pracodawców przewiduje, że działania związane z pozyskiwaniem talentów w najbliższej dekadzie, zostaną całkowicie zautomatyzowane[9].

E-pieczęć, e-podpis, czyli nowe realia

W porównaniu do ubiegłego roku o 17% wzrosła liczba certyfikatów kwalifikowanych, co potwierdza coraz większą popularność tzw. e-pieczęci i mechanizmów identyfikacji elektronicznej (eID)[10]. Niemal 50% polskich firm chce w najbliższej przyszłości wdrożyć możliwości elektronicznej identyfikacji oraz usług zaufania[11].

Wśród naszych klientów obserwujemy coraz większą chęć wykorzystania podpisów czy pieczęci elektronicznychmówi Sylwia PyśkiewiczWynika to z faktu, iż pozwalają one na zachowanie odpowiedniego tempa realizowania działań, które dla wielu branż jest kluczowym elementem, a także z coraz większej liczby narzędzi gwarantujących odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Obserwujemy rozkwit tzw. przemysłu 4.0. Biznes zaczyna stosować technologie opierające się na koncepcjach Internetu Rzeczy, sieci 5G czy blockchainów.

Czego jeszcze możemy spodziewać się w nadchodzący roku?

Pandemia przyspieszyła wdrażanie zmian, które i tak były nieodzowne w kontekście rozwoju biznesu dodaje Sylwia PyśkiewiczZ pewnością będziemy obserwować wzrost znaczenia analityki danych w kontekście podejmowania decyzji. Sprawdził się outsourcing oraz praca zdalna, co doprowadziło do digitalizacji procesów a stąd już tylko mały krok do wykorzystania sztucznej inteligencji. Już teraz Iron Mountain oferuje Insight’a – rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji, które potrafi walidować wnioski kredytowe, wyszukiwać rozproszone dane i zbierać je formując analizy predyktywne dla naszych klientów. Potrafi analizować informacje z nośników video, audio, dokumentów papierowych oraz na nośnikach elektronicznych. Takie wsparcie jest niezwykle cenne w codziennej pracy – sztuczna inteligencja może przejąć uciążliwe obowiązki, które będą sprawnie realizowane, pozostawiając tym samym przestrzeń czasową dla pracowników na działania strategiczne biznesowo.

Przed wybuchem pandemii COVID-19 aż 73% firm nie inwestowało w nowe technologie. Jednak już teraz trend ulega zmianie. 69% przedsiębiorstw ma zamiar korzystać z nowoczesnych form komunikowania się z klientem, a 27% z systemów do zarządzania i monitorowania pracy zdalnej[12].

Jednym z niewielu pozytywnych skutków pandemii jest akceleracja rozwoju technologii w biznesie. Cyfrowy podpis oraz możliwość zawierania umów online pozwala 72-krotnie przyspieszyć procesy sygnowania dokumentów i 70% redukcję kosztów. W najbliższym czasie możemy spodziewać się także rozwoju usług z zakresu elektronicznego zarządzania dokumentami (DMS), procesami biznesowymi (BMP) oraz przepływem pracy (tzw. workflow). Coraz większą popularnością będą cieszyć się platformy takie jak M-Files, eVault czy Kofax. Przewiduje się, że synergia tych rozwiązań pozwoli zredukować liczbę błędów pracowników o 43%, natychmiastowy wzrost wydajności o 36% przy jednoczesnej redukcji kosztów administracji o 23%[13].

[1] https://www.atman.pl/blog-post/firmy-ucyfrowione-dobrze-zniosly-lockdown-i-sa-pelne-optymizmu/

[2] https://kodilla.com/pl/blog/praca-zdalna-w-czasach-pandemii

[3] https://kodilla.com/pl/blog/praca-zdalna-w-czasach-pandemii

[4] Rynek pracy w czasie koronawirusa w październiku, Grant Thornton 2020

[5] Badanie COVID-19 Business Pulse Survey – Polska, WBG, PARP, sierpień 2020

[6] HR w dobie pandemii, ICAN, listopad 2020

[7] Tamże

[8] Trendy HR 2020/21, Grow, 2020

[9] https://www.occupop.com/blog-pl/5-top-trendow-w-rekrutacji-w-2020

[10] Trusted economy w nowej rzeczywistości, Obserwatirium.biz, 2020

[11] https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1493326,cyfrowe-firmy-odporne-na-pandemie.html

[12] Nowoczesne technologie w przedsiębiorstwach przed, w trakcie i po pandemii COVID-19, PIE, 2020

[13] 15 technologicznych rozwiązań w czasach pandemii COVID-19, EY, 2020