O 1300 proc. wzrosła liczba osób pobierających emerytury głodowe

Z danych ZUS wynika, że na koniec 2020 roku tzw. emerytury głodowe pobierało 310 tys. osób. To o 286,2 tys. więcej niż w roku 2011, kiedy takie świadczenia trafiały do 23,9 tys. Polaków. W latach 2011-2020 liczba emerytów otrzymujących najniższe możliwe świadczenia pieniężne wzrosła trzynastokrotnie, a więc o 1300 proc.[1] Na pogorszenie sytuacji wpłynęło wiele czynników m.in. rosnąca liczba seniorów (w tej chwili jest ich ponad 9 mln.), coraz mniej wydolny system emerytalny oraz obniżenie wieku emerytalnego, które obecny rząd wprowadził w 2017 roku.

Od roku 2011 liczba osób pobierających „głodowe emerytury” rosła sukcesywnie o kilkanaście tysięcy rocznie. Wszystko zmieniło się w roku 2017, gdy rząd PiS wprowadził obniżenie wieku emerytalnego. Tylko od grudnia 2017 do grudnia 2018 przybyło 150 tys. osób otrzymujących takie emerytury. W kolejnych latach te wzrosty plasowały się już na podobnym, bardzo wysokim, poziomie.O 1300 proc wzrosła liczba osób pobierających emerytury głodowe

Warto przypomnieć, że tzw. „głodowa emerytura” to nie to samo co najniższa emerytura, a ta ostatnia wynosiła w grudniu 2020 roku 1200 zł brutto. Najniższe emerytury przysługują mężczyznom, którzy ukończyli 65 lat i mają okres składkowy i nie składkowy wynoszący co najmniej 25 lat oraz kobietom, które ukończyły 60 lat i mają okres składkowy i nieskładkowy wynoszący co najmniej 20 lat.

– Trzeba wyraźnie podkreślić, że głodowe emerytury pobierają osoby, które nie mają pełnego stażu ubezpieczeniowego, czyli 20 lat w przypadku kobiet i 25 lat w przypadku mężczyzn. To osoby, które udokumentowały krótszy czas pracy niż wymagany, a co za tym idzie odprowadzały składki również w krótszej perspektywie czasu. Są to seniorzy, którzy otrzymują niejednokrotnie kilkaset, kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście złotych miesięcznie. Trudno wyobrazić sobie zarządzanie tak niskim domowym budżetem – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Od lat pracujemy z seniorami i zdajemy sobie sprawę, że niskie emerytury są jednym z najważniejszych czynników, które determinują ich życie. Na przestrzeni lat rośnie liczba emerytów, którzy borykają się z zadłużeniem lub takich, którzy decydują się na ogłoszenie upadłości konsumenckiej. W badaniach opinii, które przeprowadzamy kilka razy w roku emeryci wciąż podkreślają, że decydują się na rentę dożywotnią z powodu rosnącego zadłużenia i kłopotów finansowych. To wciąż jeden z najważniejszych czynników – dodaje Robert Majkowski.

Z czego żyją seniorzy?

Średnia emerytura w Polsce wynosiła w 2020 roku niespełna 2500 zł brutto. Najniższa – 1200 zł brutto. Po odliczeniu kosztów związanych z opłatami mieszkaniowymi i lekami seniorom zostaje „na życie” kilkaset złotych. Czasem znacznie mniej, jeśli spłacają wcześniej zaciągnięte kredyty lub pomagają finansowo rodzinie. – Z badania opinii „Jak żyje się polskim seniorom”, które przeprowadzamy raz na kwartał wynika, że emerytom żyje teraz gorzej niż kiedyś. Tak deklaruje ponad 50 proc. ankietowanych. Co trzeci senior narzeka na zbyt niską emeryturę i brak dodatkowych źródeł dochodu. Dużym obciążeniem jest również pandemia i mowa tu nie tylko o przymusowej izolacji oraz mniejszej dostępności chociażby do opieki zdrowotnej, ale również o finansach – mówi Robert Majkowski. Co prawda emerytury są i będą wypłacane niezależnie od sytuacji epidemiologicznej, stanowiąc jeden z najbardziej bezpiecznych źródeł dochodu, ale trzeba pamiętać o rosnącej inflacji oraz podwyżkach, które będą postępować w 2021 roku.

Emerycki portfel jak puzzle

Eksperci podkreślają, że emerytury będą z czasem jeszcze niższe, a poleganie wyłącznie na świadczeniach pieniężnych z systemu państwowego może spowodować, że liczba seniorów żyjących w skrajnym ubóstwie będzie coraz wyższa. – Moim zdaniem każdy z nas będzie musiał zadbać indywidualnie o swoją emeryturę i postrzegać ją jak portfel, czy też może budżet składający się z puzzli. Te puzzle to różne źródła finansowania począwszy od świadczeń państwowych, poprzez świadczenia kapitałowe (takie jak PPK, czy PPE), aż po pieniądze zgromadzone dzięki IKE, czy IKZE. Coraz większą rolę będą pełnić pieniądze, które można uwolnić dzięki posiadanym nieruchomościom. Już dziś renta dożywotnia jest takim puzzlem wzmacniającym senioralny budżet, ale jej znaczenie będzie rosło, wzorem innych państw europejskich, czy Stanów Zjednoczonych – podsumowuje R. Majkowski.

Warto przypomnieć raport Eurostatu pt. „Distribution of population by tenure status”. Wynika z niego, że 84 proc. nieruchomości stanowi w Polsce własność osób je zamieszkujących. A to oznacza, że można spieniężyć dom lub mieszkanie i „dorabiać” do emerytury. Co prawda w pandemii wynajęcie mieszkania lub jego szybka sprzedaż mogą być utrudnione, ale dostęp do renty dożywotniej pozostanie niezmienny.

[1] https://ciekaweliczby.pl/najnizsze_emerytury_2020/

Zarząd firmy w obliczu działań służb mundurowych – co robić?

W dobie rosnącej aktywności służb skarbowych oraz wzmożonych działań służb policyjnych, nastawionych na wykrywanie i ściganie przestępstw białych kołnierzyków, niemal każdy menadżer musi liczyć się z możliwością prowadzenia czynności procesowych związanych z zarządzaną przez niego firmą, a w konsekwencji dotykających także menadżera osobiście.

Trzeba pamiętać, że dla prowadzenia postępowania wystarczy uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, nie jest konieczne jego pełne udowodnienie. Stąd, w coraz częściej spotykanej sytuacji przypadkowego wplątania firmy w karuzelę VAT, czy łańcuch firm, wśród których są wystawcy nierzetelnych faktur, albo choćby pomówienia o działanie na szkodę firmy czy też korupcję w biznesie, a także w sytuacji zwykłego wypadku przy pracy, służby powołane do ścigania przestępstw uruchamiają całą machinę, ukierunkowaną na gromadzenie dowodów dla prokuratora i dla sądu.

W ramach tych działań organa ścigania nie poprzestają na rutynowym wezwaniu i przesłuchaniu pracowników firmy jako świadków. Sięgają też po stosunkowo inwazyjne metody wykrywcze, jak przeszukanie w firmie, zatrzymanie rzeczy, a wreszcie – zatrzymanie osób podejrzanych.

Każda firma i każdy menadżer powinien mieć zatem wypracowany model postępowania, na wypadek sytuacji kryzysowych w firmie, a wśród nich na różnorakie kontrole oraz przeszukania jak również zatrzymania rzeczy i pracowników.

Warto znać odpowiedzi na takie pytania jak:

  • Kto i kiedy może dokonać przeszukania w firmie?
  • Czy służby mogą zabrać dokumentację papierową?
  • Co z tajemnicą przedsiębiorstwa?
  • Czy służby mogą zabrać komputery?
  • Czy firmowa korespondencja mailowa sprzed roku jest bezpieczna?
  • Kiedy służby dokonują zatrzymania osoby?
  • Co robić w sytuacji kryzysowej?

Aby zabezpieczyć interesy spółki i osób nią zarządzających warto przygotować się na sytuacje kryzysowe. W ramach takich przygotowań warto zadbać przede wszystkim o:

  • Szczegółowy podział kompetencji w umowie lub statucie spółki, a także w regulaminie zarządu;
  • Jasne określenie zakresu zadań kadry kierowniczej w umowach o pracę czy kontraktach;
  • Umowy indemnifikacyjne członków zarządu i wyższej kadry kierowniczej (wraz z zapewnieniem „opieki prawnej”);
  • Ubezpieczenie D&O;
  • Stworzenie procedury w zakresie podziału obowiązków oraz odpowiedniej organizacji zadań;
  • Korzystanie z opinii prawnych zewnętrznych doradców;
  • Przygotowanie odpowiednich procedur „na sytuacje” awaryjne oraz procedur umożliwiających wykazanie tzw. należytej staranności.

Przeszukanie można przeprowadzić w każdej sprawie. Jego przeprowadzenie nie jest uzależnione od rodzaju popełnionego przestępstwa. Przeszukania może dokonać prokurator albo na polecenie sądu lub prokuratora policja – a w wypadkach wskazanych w ustawie – także inny organ. Postanowienie sądu lub prokuratora należy okazać osobie, u której przeszukanie ma być przeprowadzone. W wypadkach niecierpiących zwłoki, jeżeli postanowienie sądu lub prokuratora nie mogło zostać wydane, organ dokonujący przeszukania okazuje nakaz kierownika swojej jednostki lub legitymację służbową, a następnie zwraca się niezwłocznie do sądu lub prokuratora o zatwierdzenie przeszukania. Postanowienie sądu lub prokuratora w przedmiocie zatwierdzenia należy doręczyć osobie, u której dokonano przeszukania, w terminie 7 dni od daty czynności na zgłoszone do protokołu żądanie tej osoby. Sformułowanie „wypadek niecierpiący zwłoki” jest nieostre, a przy braku jednoznacznego określenia przesłanek przeszukania prze policję „na legitymację”, jego interpretacja bywa bardzo różna. I chociaż przeprowadzenie przeszukania wiąże się z naruszeniem swobód obywatelskich i termin „wypadek niecierpiący zwłoki” powinien być interpretowany zawężająco, to policja często stosuje wykładnię rozszerzającą.

Osobę, u której ma nastąpić przeszukanie, należy przed rozpoczęciem czynności zawiadomić o jej celu i wezwać do wydania poszukiwanych przedmiotów. Podczas przeszukania ma prawo być obecna osoba, u której dokonuje się przeszukania, oraz osoba przybrana przez prowadzącego przeszukanie. Ponadto, może być obecna osoba wskazana przez tego, u kogo dokonuje się przeszukania, jeżeli nie uniemożliwia to przeszukania, albo nie utrudnia go w istotny sposób. Osobą tą może być przykładowo zawezwany do firmy czy domu prawnik.

Policja może zatrzymywać dokumenty w formie papierowej, ale nie tylko. Uprawnienia policji i innych organów śledczych rozciągają się także na przeszukanie komputerów i systemów informatycznych. Przechowywane w formie elektronicznej pliki, w tym korespondencja mailowa, mogą – w zależności od okoliczności i możliwości technicznych – zostać zatrzymane wraz z nośnikiem, bez nośnika, albo skopiowane.

Odpowiedzialność członków zarządu kadry menadżerskiej jest bardzo szeroka, nie wyłączając z tego także ryzyka odpowiedzialności karnej. Oto dwa bardzo istotne, potwierdzone już w orzecznictwie przykłady. Pierwszy: nawet ustanowienie służby bhp nie zwalnia członków zarządu od odpowiedzialności za wypadki przy pracy. Drugi: jeżeli nie powierzono spraw spółki jako płatnika podatku od wynagrodzeń osób fizycznych innemu z członków zarządu, kierownikowi innej komórki organizacyjnej, lub innej jeszcze osobie odpowiedzialnej, to prezes zarządu, jako kierujący pracami zarządu, jest osobą, która zajmuje się sprawami gospodarczymi firmy w powyższym zakresie.

Dla zmitygowania ryzyka odpowiedzialności trzeba przede wszystkim: podzielić kompetencje w zarządzie i zachowywać się jak dobry gospodarz, czyli zachowywać staranność i przezorność, dbać o przygotowanie teoretyczne i doświadczenie praktyczne kadry menadżerskej, działać w granicach dozwolonego ryzyka gospodarczego oraz wspierać się opiniami prawnymi i ekonomicznych uznanych specjalistów.

Jeżeli jednak już dojdzie do działań policji w firmie, to warto współpracować z funkcjonariuszami. Oczywiście podczas takiej współpracy należy pamiętać, by z jednej strony nie utrudniać postępowania, z drugiej zaś – aby nie dostarczać dowodów przeciwko sobie samym. Ponieważ sytuacje kryzysowe w firmie, przybierające postać działań policyjnych, takich jak przeszukanie czy zatrzymanie są czymś wyjątkowym i bardzo stresującym, warto nie tylko zadbać o odpowiednie procedury, ale też przećwiczyć zachowania pracowników na wypadek takich zdarzeń. Szkolenia w zakresie zachowania załogi w przypadku wkroczenia służb do firmy są w dzisiejszych czasach standardem.

Karolina Stawowska, partner w kancelarii Wolf Theiss

Arkadiusz Matusiak, były prokurator, a obecnie szef zespołu White-Collar Crime w Wolf Theiss

Coraz więcej obcokrajowców kupuje mieszkania w Polsce. Na czele Ukraińcy, Niemcy i Białorusini

Prawie 8500 mieszkań rocznie kupują cudzoziemcy. Polskie lokale cieszą się znacznie większą popularnością u naszych wschodnich, głównie obywateli Ukrainy. Obcokrajowcy chętniej wybierają na mieszkanie duże miasto, jak Warszawa, Kraków czy Wrocław.

Na podstawie danych portalu gethome.pl eksperci rankomat.pl przeanalizowali obecność cudzoziemców na krajowym rynku nieruchomości. Kryteria brane pod uwagę dotyczyły narodowości, liczby i powierzchni zakupionych mieszkań, a także miejscowości, które cudzoziemcy wybierali dla tego typu inwestycji.

Ukraińcy, Białorusini i Rosjanie kupili mieszkania równe powierzchni Stadionu Narodowego

Obywatele Ukrainy byli pod względem zakupionej powierzchni mieszkalnej w 2019 roku bezkonkurencyjni (160,7 tys. m2). Dla porównania Białorusini kupili 26,8 tys. m2 mieszkania, a Rosjanie 15,3 tys. m2. Łącznie to 202,8 tys. m2, a więc niemal tyle samo, co całkowita powierzchnia Stadionu Narodowego (203,9 tys. m2).

Niemcy znaleźli się na drugim miejscu zestawienia, ale z wynikiem znacznie bardziej odległym (52 tys. m2). Wśród pozostałych narodowości inwestujących w mieszkania nad Wisłą znaleźli się Brytyjczycy (18,9 tys. m2), Włosi i Francuzi (po 16,6 tys. m2) oraz Chińczycy (10,9 tys. m2). Poniżej 10 000 m2 zakupili w Polsce w 2019 roku obywatele Szwecji (9,8 tys. m2) oraz Izraela (6,9 tys. m2).powierzchnia-mieszka-kupionych-przez-cudzoziemc-w-w-2019-r.-w-tys.-m-v2

Coraz więcej mieszkań ze wschodnim akcentem

Z roku na rok rośnie liczba zakupionych mieszkań przez naszych wschodnich sąsiadów. Ukraińcy, Białorusini i Rosjanie (w zestawieniu za lata 2015-2019 zawsze w tej kolejności) kupili jeszcze w 2015 roku łącznie 914 mieszkań. W 2016 roku było już razem 1395 lokali, w 2017 roku 1930, następnie 2953 (2018 r.) i 3967 (2019 r.). Największy notowany skok wystąpił między rokiem 2017 i 2018, kiedy różnica wyniosła aż 1023 transakcji (roczny wzrost o 53 proc.).Liczba mieszkań kupionych przez wschodnich sąsiadów 2015-2019 r_v1 (1)

Według podziału na narodowości wśród kupujących z Ukrainy panuje boom mieszkaniowy – od 627 w 2015 r. do 3121 w 2019 r. Białorusini też kupują z roku na rok więcej lokali mieszkaniowych w Polsce, ale wzrost jest łagodny – od 145 do 534 między rokiem 2015 i 2019. Rosjanie również są bardziej wstrzemięźliwi z zakupem mieszkania w Polsce. W 2015 r. kupili 142 mieszkania, a w kolejnych 4 latach odpowiednio 156, 184, 255 i 303 takich lokali.

Prawie 8500 lokali mieszkaniowych i 2500 użytkowych

W 2019 r. obcokrajowcy kupili w Polsce niespełna 11 000 lokali. Z tego zdecydowana większość dotyczyła tych o charakterze mieszkaniowym (8487) niż użytkowym (2484).

Spośród lokali mieszkaniowych jeszcze w 2013 roku kupili oni zaledwie 3083. Gwałtowny skok nastąpił między rokiem 2017 (4822) a rokiem 2018 (7043), czyli aż o 46 proc.liczba-mieszka-kupionych-przez-cudzoziemc-w-2013-2019-r-v1

Spośród lokali użytkowych zainteresowanie wśród zagranicznych kupujących od paru lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Jeszcze w 2013 r. cudzoziemcy kupili 1203 takich nieruchomości, a w 2019 r. już 2484. Jednak lokale użytkowe nie zawsze cieszyły się rosnącym powodzeniem. Między rokiem 2016 a 2017 nastąpił nawet spadek (z 1747 do 1563), ale rok 2018 przyniósł już odbicie do 2154.

Gdzie w Polsce cudzoziemcy kupują mieszkania?

Jeśli cudzoziemcy kupują mieszkanie w Polsce, to w dużym mieście. Jednak nie każda lokalizacja jest dla nich równie atrakcyjna. Warszawa (2141 kupionych mieszkań), Kraków (1161) i Wrocław (790) to najpopularniejsze adresy w 2019 roku wśród obcokrajowców.

Inne duże miasta, jak Łódź (262 kupione mieszkania), Gdańsk (246) czy Poznań (223) są drugim wyborem. W zestawieniu znalazły się jeszcze Szczecin (116 kupionych mieszkań) i Świnoujście (74). Cudzoziemcy kupowali sporadycznie mieszkania w Gorzowie Wlkp. (47), a zupełnie rzadko w Zakopanem (8).mieszkania-kupione-przez-cudzoziemc-w-w-2015-i-2019-r.-wg-miast-v1

–  Obcokrajowcy kierują się głównie atrakcyjnością danego miasta przy wyborze lokalizacji dla mieszkania. Cena jest drugorzędna, o czym świadczy popularność  Warszawy, Krakowa i Wrocławia, które od lat należą do czołówki polskich miast pod względem stawek za metr kwadratowy. Z tego zestawienia wyłamuje się tylko równie kosztowny Gdańsk – mówi Michał Ratajczak, ekspert ubezpieczeń nieruchomości w rankomat.pl.

Obcokrajowcy chętniej decydowali się na mieszkania położone nad morzem, czyli w Świnoujściu, Gdyni i Gdańsku (łącznie 378) niż w górach, reprezentowanych w zestawieniu tylko przez Zakopane (8).

W porównaniu z rokiem 2015 kolejność miast była prawie taka sama. Wynik Łodzi (99) ustępował Gdańskowi (103) i Poznaniowi (148 mieszkań). W 5 lat największy skok liczbowy zanotowała Warszawa (o 1135 mieszkań), a największy wzrost procentowy Wrocław (o 186 proc. z 276 do 790).

Czy kraj pochodzenia właściciela wpływa na cenę polisy mieszkaniowej?

Bez względu na to, kto jest kupującym mieszkanie w Polsce, taki lokal trzeba ubezpieczyć. Przynajmniej w sytuacji, gdy zakup jest finansowany z kredytu hipotecznego. Jednak kraj pochodzenia nie wpływa na cenę polisy mieszkaniowej. Dotyczy to zarówno zagranicznego właściciela mieszkania, jak i najemcy.

–  Ostateczna cena polisy mieszkaniowej zależy od kilku zmiennych. Przede wszystkim liczy się wartość samego mieszkania. Ale nie bez znaczenia pozostaje też wybór ryzyk. Tańsza będzie ta polisa, która zawiera tylko ochronę murów od pożaru czy zalania. Gdy chcemy zagwarantować sobie ochronę także w przypadku kradzieży, przepięcia czy stłuczenia płyty indukcyjnej, trzeba dokupić parę rozszerzeń – wyjaśnia Michał Ratajczak, ekspert ubezpieczeń nieruchomości w rankomat.pl.

Podatek od sprzedaży detalicznej mają również płacić firmy, które ponoszą straty

Podatek od sprzedaży detalicznej mają również płacić firmy, które ponoszą straty, a ich podstawowa działalność została wstrzymana w wyniku wprowadzonych obostrzeń. Wielu przedsiębiorstwom grozi upadłość.

Firmy działające w branży handlu detalicznego zostały obciążone nowym podatkiem i wynikającymi z tego tytułu obowiązkami administracyjnymi i sprawozdawczymi. Muszą go płacić przedsiębiorstwa, których podstawowa działalność została wstrzymana w wyniku wprowadzonych ograniczeń, a często także te, które nie są uprawnione do skorzystania z rządowej pomocy z powodu wadliwie skonstruowanego mechanizmu wsparcia. Wiele firm nie otrzymało pomocy ponieważ jest ona uzależniona od numeru PKD prowadzonej działalności.

– Ponieważ podatek od sprzedaży detalicznej jest naliczany od przychodu zapłacą go również firmy, które ponoszą straty, tj. uzyskiwane przez nie przychody nie wystarczają na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia i utrzymania działalności. Przyczyni się to do upadłości wielu z nich, zwolnień pracowników, kłopotów finansowych ich kontrahentów oraz powstawania zatorów płatniczych. Te, które przetrwają, w celu zapłaty podatku handlowego będą zmuszone podnieść ceny, co niekorzystnie wpłynie na sytuacje materialną obywateli. Apelujemy więc o zawieszenie poboru tego podatku – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, ekspert Konfederacji Lewiatan.

1 stycznia 2021 r. wszedł w życie podatek od sprzedaży detalicznej. Zgodnie z komunikatami Ministerstwa Finansów oraz uzasadnieniem do ustawy, celem wprowadzenia nowej daniny było wyrównanie konkurencji pomiędzy firmami działającymi w branży handlu detalicznego, niwelując korzyści skali osiągane przez większe przedsiębiorstwa oraz chęć uzyskania dodatkowych wpływów budżetowych. Wysokość podatku handlowego wynosi w zależności od 0,8% albo 1,4% przychodu ze sprzedaży.

Pierwotnie podatek miał wejść w życie 1 stycznia 2017 r. jednak ze względu na liczne wątpliwości dotyczące jego zgodności z przepisami wspólnotowymi Komisja Europejska wszczęła wobec Polski postępowanie, nakazując zawieszenie jego poboru. Spór pomiędzy Polską a KE wciąż trwa, a jego rozstrzygnięcie zależy od wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

W ocenie Konfederacji Lewiatan wprowadzanie nowych podatków i opłat parapodatkowych, szkodzi gospodarce i obywatelom. Każdy nowy lub podwyższony podatek pogarsza sytuację firm i konsumentów, wiąże się z ponoszeniem wysokich kosztów związanych z obliczeniem i wpłaceniem zobowiązania. Pogarsza konkurencyjność firm, powoduje spadek ich potencjału rozwojowego, zmniejsza możliwości inwestowania, pociąga za sobą redukcję zatrudnienia i prowadzi do zubożenia społeczeństwa i pogłębienia kryzysu.

Apelujemy do rządu o wstrzymanie poboru podatku od sprzedaży detalicznej. Powinniśmy wziąć przykład z innych krajów Unii Europejskiej i zacząć obniżać podatki, a nie wprowadzać nowe, wysokie i wadliwie skonstruowane.

Przemysław Pruszyński, Konfederacja Lewiatan

Skutki ustawy „Apteka dla Aptekarza” – trwa pandemia, a placówek aptecznych coraz mniej

Według danych polskiej firmy analitycznej PEX Pharma Sequence, od wejścia w życie w 25 czerwca 2017 nowelizacji ustawy „Prawo farmaceutyczne”, popularnie zwaną „Apteką dla Aptekarza” (AdA), liczba aptek nieprzerwanie spada. Do końca roku 2020 z rynku zniknęły 1372 apteki. Dziś działają w Polsce 12202 apteki, wobec 13574 w lipcu roku 2017. Tym samym AdA cofnęła licznik na rynku aptecznym o dziesięć lat, do roku 2011.

W myśl wprowadzonych w roku 2017 przepisów nową aptekę może założyć tylko osoba, będąca farmaceutą oraz spółka jawna lub partnerska farmaceutów. Ustawa wprowadziła także restrykcyjne regulacje geograficzna – demograficzne, dotyczące powstawania nowych aptek – placówka musi przypadać na co najmniej 3 tys. mieszkańców i znajdować się co najmniej 500 metrów od już istniejącej, jeśli w gminie jest więcej niż 3 tys. mieszkańców na aptekę, lub 1 tys. metrów, jeśli przypada mniej niż 3 tys. mieszkańców na aptekę.

Deklarowanym celem wprowadzenia ustawowych ograniczeń miało być zwiększenie dostępności do leków. Cel ten nie został jednak zrealizowany. Obwarowania spowodowały natomiast, że nowych aptek nie ma kto, ani gdzie otwierać. Liczba otwarć po wejściu w życie „AdA” spadła ze średnio 100 – 110 do 15 – 20 miesięcznie. Jednocześnie liczba zamknięć pozostała na średnim poziomie sprzed nowelizacji, czyli ok. 70 placówek miesięcznie.

LICZBA APTEK W POLSCE PO AdA: 2017 – 2020

LICZBA APTEK W POLSCE
Źródło: Univers DOBA, PEX PharmaSequence

– Apteki wciąż znikają z rynku i to wtedy, gdy są najbardziej potrzebne. Polski rynek aptek skurczył się do poziomu z roku 2011 i to w czasie pandemii, w przeddzień wprowadzenia do aptek opieki farmaceutycznej i usług dla pacjentów, co spowoduje, że rola apteki i zapotrzebowanie na jej usługi będzie rosła. Jednym z deklarowanych celów wprowadzenia „Apteki dla aptekarza” miało być zwiększenie dostępności do aptek. Osiągnięto jednak cel odwrotny do zamierzonego – podkreśla Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych.

Reasumując po ponad trzech latach funkcjonowania AdA nie został zrealizowany żaden z celów prezentowanych w uzasadnieniu ustawy. Wynika to z faktu, że część z nich była od początku nieprawdziwa i była pozornym uzasadnieniem dla procesu zamknięcia rynku dla przedstawicieli korporacji zawodowej aptekarzy. „Apteka dla aptekarza” okazała się też nie mieć nic wspólnego z deklarowanym w ustawie zatrzymaniem procederu nielegalnego wywozu leków z Polski, o czym świadczy konieczność wprowadzania kolejnych nowelizacji prawa farmaceutycznego po wejściu w życie „AdA” oraz doniesienia mediów, dotyczące likwidacji mafii lekowych. Z doniesień tych wynikało zresztą, że wywozem leków trudnią się obok hurtowni farmaceutycznych m.in. aptekarze indywidualni, w tym także członkowie korporacji aptekarskiej. Również cel w postaci repolonizacji apteki wyrwania ich z rąk obcego kapitału od początku brzmiał demagogicznie. W posiadaniu podmiotów krajowych jest ponad 93 proc. ogólnej liczny aptek w Polsce. Do podmiotów z udziałem kapitału zagranicznego należy tylko 6,7 proc. ogólnej liczby aptek w Polsce. Także argument o monopolu sieci aptecznych był od początku nieprawdziwy. W Polsce działa dziś 340 sieci aptecznych – są to głównie małe i średnie polskie firmy rodzinne mające po kilkanaście – kilkadziesiąt aptek. Twierdzenie, że kilkaset przedsiębiorstw tworzy monopol na rynku jest sprzeczny z podstawową wiedzą ekonomiczną i zdrowym rozsądkiem.

– AdA wywróciła do góry nogami polski rynek apteczny. Z typowego systemu otwartego zmieniła go w jeden z najostrzejszych i najbardziej przeregulowanych w Europie systemów zamkniętych, w którym łącznie obowiązują restrykcyjne ograniczenia właścicielskie, ilościowe (w tym regulacja „1%”), geograficzne i demograficzne oraz bezwzględny zakaz reklamy aptek i punktów aptecznych – wylicza Marcin Piskorski.

Przedsiębiorcy inwestują w szczere relacje

Przedsiębiorcy inwestują w szczere relacje. Piotr Winek: Tworzenie społeczności, która się nawzajem wspiera to najlepsze możliwe wsparcie dla biznesu.

Cykliczne spotkania prezesów dużych firm urosły już do rangi branżowych mitów. Czym na tle innych klubów wyróżnia się Manager Business Hub, a przede wszystkim – czy w kontekście MBH można mówić o “klubie” jako takim?

Manager Business Hub jest organizacją biznesową, trochę klubem biznesowym, choć nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jako organizacja pomagamy skutecznie spotykać biznes z biznesem. Koncentrujemy się na przestrzeni i okolicznościach, które mogą zapewnić naszym Kolegom i Koleżankom okazję do budowania relacji często nawet półprywatnych. To, co nas wyróżnia na rynku to na pewno różnorodność wydarzeń i atmosfera tych spotkań. Najczęściej są to eventy o charakterze lifestylowym np.: koncerty, akademia golfa, akademia siatkówki, turniej strzelecki, pikniki rodzinne, kolacje, wernisaże i czasami spotkania o charakterze biznesowym – konferencyjnym.

Co sądzisz o potrzebie budowania relacji biznesowych – czy jest na to czas przy prowadzeniu biznesu ?

Problemem przy zarządzaniu jakimkolwiek biznesem może się okazać właśnie brak czasu: na angażowanie się w budowanie relacji, czy spotykanie z ludźmi. O relacjach i ich potrzebie budowania przypominamy sobie, kiedy wystąpi taka potrzeba, kiedy zdefiniujemy tzw. „pożar”. Nie myślimy o budowaniu relacji w perspektywie długofalowej i strategicznej.

Przyjmuje się założenie, że managerowie spółek oczywiście poza kompetencjami merytorycznymi posiadają wystarczające relacje biznesowe, albo dzięki własnym relacjom dotrą do właściwych osób i zbudują te, które mogą okazać się niezbędne.

W tym aspekcie warto skorzystać z narzędzi wsparcia z zewnątrz i nie liczyć tylko na siebie.

W powszechnej opinii tego typu spotkania stają się synonimem napięcia, wymuskania i sztucznego, wręcz rażącego patosu. Jaka atmosfera panuje na Waszych wydarzeniach?

Przyznam szczerze, że osobiście nie lubię spotkań bardzo formalnych, więc wydarzenia MBH takie po prostu nie są. Wystarczy sobie wyobrazić lato — dobrą słoneczną pogodę i np. Krakowskie Przedmieście w Warszawie, znany klub z dobrą muzyką na powietrzu z wydzieloną dla naszych gości specjalną strefą na około 100 osób. W niej stoliki koktajlowe, leżaki, kanapy, catering i napoje, ze świetną muzyką na żywo. Spotykamy się na luzie bez garniturów, krawatów, ludzie się znają, są otwarci na nowe osoby — czy w takiej scenerii może być sztywno? [śmiech]

Przedstawiciele jakich branż goszczą na Waszych eventach?

Nie wywołując konkretnych firm do tablicy, na naszych eventach można spotkać przedstawicieli zarówno spółek Skarbu Państwa, jak i firm prywatnych. Wśród nas są specjaliści z branży: telekomunikacyjnej, paliwowej, tytoniowej, motoryzacyjnej, zbrojeniowej, ubezpieczeniowej, finansowej, IT, przemysłu ciężkiego, medycznej, ale także przedstawiciele administracji rządowej, świata kultury, mediów, czy sportu. Nasi klienci też zapraszają swoich klientów. To ważne, aby mieć możliwość przebywania w przestrzeni neutralnej, a zarazem atrakcyjnej, w której gość nie będzie się zastanawiał, dlaczego został zaproszony i co możemy od niego “chcieć”.

Manager Business Hub nie jest jednak zarezerwowany wyłącznie dla dużych graczy. Jak w Waszym gronie odnajdują się mali i średni przedsiębiorcy?

Z obserwacji mogę powiedzieć, że na spotkaniach ludzie traktują się i rozmawiają ze sobą na równi — bez względu na wielkość firmy, czy zajmowane stanowiska. Oczywiście naszą rolą jest, aby uczestniczyły w nich osoby na podobnym poziomie kierownictwa, bez względu na wielkość biznesu. Oczywiście jest to możliwe przy spotkaniach mniejszych, do 30 osób. Na eventach na 100 i więcej osób to nie jest reguła. Dobrym przykładem były koncerty jazzowe, ubiegłoroczny cykl eventów „Graj o Swój Biznes”, czy coroczny piknik rodzinny, który w 2019 roku zgromadził około 500 gości.

Wyobraźmy sobie, że jestem przedsiębiorcą z sektora MŚP. Czego mogę się nauczyć w trakcie takiego spotkania i jak te doświadczenia wpłyną na moją działalność?

To nie jest kwestia uczenia się — od naszych spotkań ludzie oczekują różnych rzeczy. Jedni chcą poznać potencjalnych klientów — to jest myślenie bardzo bezpośrednie, jeżeli chodzi o rozwój biznesu. Inni potrzebują kontaktów wśród top managerów, ponieważ czują, że relacje w różnych miejscach na rynku przełożą się na skutecznie zarządzanie własną działalnością. Przede wszystkim jednak duża część gości chce poznać osoby podobne do siebie, z podobnymi problemami, pasjami, aby miło spędzać ze sobą czas. Często nie jest to jakkolwiek związane z rozwojem ich biznesów.

Na pierwszy rzut oka sporo ich różni — branża, skala działalności, doświadczenie. Co w takim razie łączy członków Manager Business Hub?

Myślę, że łączy ich otwartość na ludzi, chęć poznawania innych, jak również potrzeba rozwijania własnego biznesu. Każdy z nas ma jakieś relacje, zna różne osoby z różnych biznesów. Tworząc społeczność na tym poziomie, łatwiej jest się wspierać w różnych trudnościach. Jeżeli ktoś na pozór nie jest potencjalnym klientem, czy partnerem biznesowym to nie oznacza, że relacja z nim nie jest wartością, oceniając ją czysto biznesowo. Popatrzmy na to w ten sposób, że każdy z nas ma kontakty i relacje biznesowe. Jeśli darzymy kogoś sympatią, staramy się mu pomóc i też chętnie dzielimy się naszymi kontaktami — to naturalne. Tworzenie społeczności, która się nawzajem wspiera, sympatyzuje ze sobą, ma wspólne potrzeby i zainteresowania, to najlepsze możliwe wsparcie dla biznesu.

Piotr Winek – założyciel i prezes Manager Business Hub; wieloletni specjalista działający na rynku finansowym

Organ nie potrafił jednoznacznie wykazać, którego dokładnie oszustwa dopuścił się przedsiębiorca

Spółka brała udział w międzynarodowym łańcuchu dostaw. Urząd celno-skarbowy ustalił, że była to karuzela VAT, ale nie potrafił udowodnić, czy udział spółki w procederze polegał na świadomym uczestnictwie w oszustwie mającym na celu wyłudzenie VAT, czy na obrocie pustymi fakturami. Dlatego „ogólnie” uznał, że nie należy jej się odliczenie podatku.

Organ uznał, że spółka zawyżyła naliczony VAT na ponad 0,5 mln zł

Naczelnik jednego z urzędów celno-skarbowych przeprowadził wobec spółki z o.o. spółki komandytowej kontrolę celno-skarbową i postępowanie podatkowe w zakresie rzetelności deklarowanych przez nią podstaw opodatkowania oraz prawidłowości obliczania i wpłacania podatku od towarów i usług za styczeń 2017 r. Spółka trudniła się obrotem wyrobami tekstylnymi, także wewnątrzwspólnotowym. Naczelnik stwierdził, że spółka w badanym okresie zawyżyła podatek naliczony o kwotę blisko 530 tys. zł, odliczając VAT z faktur zakupu niedokumentujących rzeczywistych zdarzeń gospodarczych.

Karuzela VAT celem wyłudzenia podatku

Organ uznał, że spółka uczestniczyła w karuzeli VAT-owskiej mającej na celu wyłudzenie tego podatku. Jej mechanizm polegał na łańcuchowym obrocie towarem z udziałem znikającego podatnika, bufora oraz brokera. Naczelnik przypisał spółce rolę brokera, który deklaruje sprzedaż poza granice kraju, a następnie występuje o zwrot VAT. W łańcuchu tym nie dochodzi do rzeczywistej dostawy towarów pomiędzy obciążonymi fakturami podmiotami, a zadaniem firm występujących w tym procederze, rzekomo dostarczających tkaniny do spółki, było tylko uwiarygodnienie transakcji, ale i utrudnienie możliwości ustalenia faktycznego pochodzenia towarów.

Naczelnik ustalił, że na wstępnym etapie tzw. znikający podatnicy dokonują wprowadzenia towaru z Chin na terytorium Unii Europejskiej. Następnie dochodzi do zmiany jego pochodzenia i wprowadzany zostaje na terytorium Turcji już jako towar ze strefy UE-EFTA, bez dodatkowego cła w wysokości 28% i z około 5-krotnym zwiększeniem wartości. Zmianę pochodzenia na niemieckie sygnują tzw. znikający podatnicy.

Słup, bufory i broker

Spółka wniosła odwołanie, ale organ II instancji potwierdził ustalenia organu I instancji, że całe oszustwo karuzelowe zorganizowane było następująco: pierwsze ogniwo w łańcuchu stanowiły tzw. słupy, czyli firmy nie posiadające żadnego majątku, następne to bezpośredni i pośredni dostawcy towaru do spółki, pełniący rolę buforów uwiarygodniających transakcje, później była spółka jako broker, a na końcu kolejne bufory – jeden z siedzibą na Słowacji, drugi w Turcji. Organ zwrócił uwagę, że w łańcuchu tym firmy bufory mimo znaczących kwot nie żądały zwrotu podatku, a żaden z kontrahentów spółki nie przedstawił dowodów na to, że obracany towar był poddany obróbce na terytorium UE przed dostawą do Turcji.

Podsumowując, organ odwoławczy uznał, że ani spółka, ani jej dostawca w poddanym kontroli okresie nie prowadziły między sobą działalności gospodarczej polegającej na obrocie tkaninami, stąd też do żadnych dostaw nie doszło. W związku z tym wystawione przez tego dostawcę na rzecz spółki faktury nie stanowią podstawy do odliczenia VAT. Jedynym celem powołania do życia i prowadzenia działalności przez spółkę nie był zarobek na marży handlowej, a jedynie wyłudzanie zwrotu VAT dzięki zbywaniu towarów na Słowację z zerową stawką tego podatku w ramach transakcji WDT. Decyzją ze stycznia 2020 r. organ stwierdził zawyżenie przez spółkę wartości dokonanych WDT o kwotę ponad 2 mln 300 tys. zł w badanym okresie rozliczeniowym stycznia 2017 r. i określił jej dodatkowe zobowiązanie w VAT w wysokości blisko 530 tys. zł.

Faktura VAT i faktyczne władztwo nad towarem

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi wskazał na zawarte w art. 86 ust. 2, 10, 11 i 12 ustawy o VAT, w brzmieniu obowiązującym w czasie nabywania przez spółkę zakwestionowanych dostaw i doprecyzowane w art. 86 ust. 13, dwie zasadnicze przesłanki odliczenia podatku naliczonego w obrocie wewnątrzkrajowym: a) podatnik musi posiadać fakturę VAT oraz b) i objąć faktyczne władztwo nad towarem, a w przypadku usługi musi ona zostać rzeczywiście wykonana. Oba warunki muszą zostać spełnione. Ochrona tego prawa podatnika powinna zostać zapewniona, jeśli nie wiedział on lub przy dołożeniu należytej staranności nie mógł się dowiedzieć, że we wcześniejszych etapach obrotu system naliczeń i odliczeń VAT uległ naruszeniu. Jednakże wymagać można od niego „należytej” staranności, a nie szczególnej lub nadzwyczajnej. Wszak od podatnika nie można wymagać zachowań właściwych dla organu podatkowego.

Domniemanie prawdziwości złożonego przez podatnika zeznania podatkowego

Następnie sąd zwrócił uwagę na domniemanie prawne zawarte w art. 21 § 2 Ordynacji podatkowej oraz w art. 99 ust. 12 ustawy o VAT co do prawdziwości złożonej przez podatnika deklaracji podatkowej. Wykazany w niej podatek jest podatkiem do zapłaty, chyba że organ określi go w innej wysokości. Z regulacji tej wynika zatem, że to na organie spoczywa konieczność obalenia prawdziwości złożonego przez podatnika zeznania. A zdaniem sądu w tej sprawie do tego nie doszło.

Odpowiedzialność zbiorowa może prowadzić do upadłości wielu uczciwych firm

Samo ustalenie przez organy, że na wcześniejszych etapach łańcucha dostaw wystąpiły nieprawidłowości, nie powoduje automatycznego zakwestionowania transakcji dokonanych z udziałem spółki. Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE nie obowiązuje tutaj odpowiedzialność zbiorowa, gdyż byłoby to krzywdzące dla podmiotów, które zostały nieświadomie wciągnięte w oszukańczy proceder i mogłoby doprowadzić do upadłości wielu uczciwych przedsiębiorstw. Aby tego uniknąć, każda transakcja w łańcuchu dostaw powinna być badana indywidualnie, a charakteru poszczególnej transakcji nie mogą zmieniać wcześniejsze lub późniejsze wydarzenia. Przedsiębiorcę można więc pozbawić prawa do odliczenia VAT, jednak organy muszą wykazać, że wiedział on, lub przy dochowaniu należytej staranności powinien wiedzieć, że uczestniczy w przestępczym procederze.

Przeciwne wnioski płynące z ustaleń organów

Sąd uchylił decyzję organu podatkowego. Podkreślił, że nie jest jego rolą dokonywanie wyboru jednej z dwóch wersji zakwestionowania prawa do odliczenia podatku przez spółkę. Organy powinny się więc zdecydować, czy oskarżają ją o obrót pustymi fakturami, czy czynny udział w karuzeli VAT. Uzasadnienie decyzji organu powinno być jasne, precyzyjne i jednoznaczne. Jeśli twierdzi on, że dostawy do spółki nie miały miejsca, to powinien to udowodnić. A to trudno stwierdzić na podstawie wywodów organów. Bowiem fakt, iż na wcześniejszym etapie obrotu nie nastąpiła dostawa towaru, nie oznacza jeszcze, że dostawa do spółki nie mogła nastąpić z innego źródła. W przedmiotowej sprawie badanie tej kwestii prowadzi nawet do przeciwnych wniosków, skoro organy same potwierdziły, że towar istniał i został dostarczony do odbiorców na Słowacji i w Turcji. Co więcej, jak wynika z dokumentacji, zakwestionowany przez organy dostawca tkanin do spółki był w dacie dokonania spornych dostaw czynnie działającym na rynku podatnikiem VAT, podważone faktury odnotowano w jego dokumentacji księgowej, a podatek należny został zadeklarowany i rozliczony.

Jeśli organy zarzucają spółce pozorność działań lub podejmowanie ich w celu obejścia prawa, powinny to wykazać. Bowiem to właśnie pozorność jest cechą charakterystyczną oszustwa karuzeli VAT. A wówczas na organie ciążyć będzie obowiązek wykazania świadomego uczestnictwa spółki w tym procederze.

Organ ogólnie stwierdził, że przedsiębiorca jest oszustem

Zatem uchylając decyzję naczelnika urzędu celno-skarbowego, WSA podkreślił, że organ powinien jednoznacznie wyrazić, czy podstawą do odmowy spółce prawa do odliczenia VAT i jego zwrotu było operowanie przez nią pustymi fakturami, czy też jej uczestnictwo w karuzeli VAT.

Organ skupiając się na badaniu faz obrotu poprzedzających nabycie towaru dokonane przez Podatnika, a następnie jego wewnątrzwspólnotowe dostawy do D w sposób ogólny ocenił, iż podatnik w transakcjach tych nie działał w dobrej wierze. Stwierdził przy tym, że w jego ocenie Podatnik ten w sposób świadomy uczestniczył w omawianym procederze. Jednak stanowisko to nie zostało powiązane z kompleksową analizą dobrej wiary podatnika w odniesieniu do jego dostawców krajowych” (wyrok WSA w Łodzi z 27 października 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 162/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Obecni udziałowcy PayPo wykupują pakiet udziałów spółki od funduszu CVC Alior Banku

Fundusz CVC Alior Banku realizuje ponadprzeciętny zysk z inwestycji w PayPo. Jego pakiet wykupują obecni udziałowcy spółki.

RBL_VC, fundusz CVC należący do Alior Banku, dotychczasowy udziałowiec i strategiczny inwestor PayPo, zakończył inwestycję w spółkę, realizując znaczny zysk. To naturalna konsekwencja osiągnięcia wszystkich zakładanych celów współpracy. Cały 20-proc. pakiet udziałów w fintechu oferującym odroczone płatności został wykupiony przez jej obecnych udziałowców.

– Nowoczesne rozwiązania technologiczne to obszar, w którym Alior Bank od zawsze wyznaczał nowe standardy. Dlatego zdecydowaliśmy się na inwestycje między innymi w takie spółki, jak PayPo. Dziś poszukujemy kolejnych podmiotów, w które moglibyśmy zainwestować i których działalność jest spójna ze strategicznymi celami biznesowymi w banku. Jednocześnie życzymy naszym dotychczasowym partnerom z PayPo powodzenia i wielu kolejnych sukcesów, które niewątpliwie są przed nimipodkreśla Jacek Taraśkiewicz, Dyrektor Departamentu Usług Inwestycyjnych i RBL_VC w Alior Banku.

Fintech PayPo, lider polskiego rynku płatności odroczonych, zamknął ubiegły rok rekordem ponad 3 mln obsłużonych transakcji i ponad 20 mln zł przychodu. Na początku stycznia br. doszło do transakcji, w wyniku której swój 20-proc. pakiet udziałów w spółce sprzedał Alior Bank, który jako strategiczny inwestor wspierał jej rozwój od listopada 2018 r. Nabywcami walorów zostali obecni udziałowcy PayPo, co oznacza, że polski fintech stał się w większości własnością kadry zarządzającej spółką.

– Podejmując współpracę z Alior Bankiem ponad 2 lata temu, widzieliśmy w niej olbrzymią szansą na przyspieszenie wzrostu. Dziś mogę powiedzieć, że wykorzystaliśmy ją w 100 proc., a nawet osiągnęliśmy więcej, niż na początku zakładaliśmy. W szybkim tempie staliśmy się liderem innowacyjnej formy płatności w internecie i z każdym miesiącem umacnialiśmy się na tej pozycji. Po dwóch latach nie jesteśmy już startupem, tylko firmą, która mimo młodego wieku stała się podmiotem generującym zyski. Jednak najlepsze lata wciąż przed nami. Wykup menedżerski spółki jest naturalną konsekwencję jej dotychczasowego rozwoju, ale zarazem przygotowaniem do otwarcia kolejnego rozdziału w jej historii – tłumaczy Radosław Nawrocki, prezes i założyciel PayPo.

Alior Bank postawił na polski fintech PayPo w listopadzie 2018 r., kiedy objął w nim 20 proc. udziałów. Wcześniej obie strony nawiązały współpracę w ramach trwającego od połowy września programu akceleracyjnego RBL_Start.

– Przez ponad 2 lata towarzyszyliśmy PayPo w dynamicznym wzroście spółki i jesteśmy dumni z tej strategicznej współpracy i jednocześnie pierwszej inwestycji RBL_VC. Od tego czasu PayPo z początkującego startupu stało się ważnym graczem rynku finansowego, co pozwoliło nam zrealizować wysoką stopę zwrotu. To pokazuje, że RBL_VC poza wspieraniem innowacji jest również rentownym obszarem działalności Alior Banku, który chcemy w dalszym ciągu rozwijać – mówi Tomasz Serwan, Dyrektor RBL_VC – funduszu CVC Alior Banku.

Mobilna bramka płatności – podnieś swój e-commerce na wyższy poziom

E-commerce to jedna z najprężniej rozwijających się gałęzi gospodarczych. Jak wynika z tegorocznego raportu Izby Gospodarki Elektronicznej, blisko 72% internautów deklaruje zakupy w polskich sklepach internetowych. Duża w tym zasługa usprawnień, które ułatwiają proces kupowania w sieci. Nowe kanały sprzedaży wymagają stosowania nowoczesnych rozwiązań. Dowiedz się, jak wybrać bramkę płatności, która podniesie poziom oferowanych usług w Twoim e-commerce.

Znaczenie skutecznej bramki płatniczej

Funkcjonowanie e-commerce nie byłoby możliwe bez zastosowania szeregu rozwiązań i narzędzi. Jednym z nich jest bramka płatnicza – system umożliwiający internetowe rozliczenie pomiędzy klientem a sprzedawcą. Wybór takiej bramki jest konieczny, choćby dlatego, że bez niej pozbawiasz klientów możliwości wygodnych płatności. Co więcej, właściwie dopasowane rozwiązanie potrafi usprawnić funkcjonowanie działalności i przyspieszyć czas obsługi.

Bramki płatnicze znacząco przyspieszają procedurę rozliczania. Dawniej wysłanie towaru do klienta wiązało się z oczekiwaniem na uzyskanie płatności. Po dokonaniu tradycyjnego przelewu oba banki musiały go zaksięgować – dopiero wtedy pieniądze trafiały na konto odbiorcy. Bramka płatnicza pośredniczy w tym procesie. W chwili wysłania przelewu system otrzymuje informację i przekazuje ją sprzedawcy. Ten natomiast może wysłać towar niezwłocznie po uzyskaniu potwierdzenia płatności.

Ze własnym rozwiązaniem na rynek e-commerce postanowił wejść mBank. W 2019 roku uruchomił platformę płatności Paynow. System pozwala na wygodne akceptowanie różnych metod płatności online. Do tego, jest łatwy w obsłudze i upraszcza zarządzanie finansami firmowymi. Paynow jest połączony z systemem bankowości transakcyjnej – zarówno dla klientów małych, jak i dużych przedsiębiorstw, korzystających z wyspecjalizowanego serwisu mBank Company Net.

Dlaczego warto wybrać Paynow? Poznaj zalety

Istnieją dwa typy bramek płatniczych – pierwsze to gotowe platformy, drugie – rozwiązania przygotowywane na konkretny przypadek. Skuteczna bramka płatnicza dla e-commerce powinna być przede wszystkim usprawnieniem. W końcu angażowanie dodatkowych pracowników do przygotowania i obsługi skryptu kosztuje. Ponadto ważnym aspektem jest jej responsywność i możliwość dopasowania do potrzeb Twojego e-commerce. Przy wyborze rozwiązania należy więc zwrócić uwagę na prostotę integracji oraz duży wybór możliwości rozliczenia. Jednocześnie warto skupić się na obsłudze i wsparciu technicznym – tak ważnym w obliczu nagłych problemów.

W przypadku Paynow zyskujesz jedno i drugie. mBank oferuje dostęp do usługi zintegrowanej z systemem mBank CompanyNet oraz pełne wsparcie technologiczne z możliwością konsultacji. Wśród obsługiwanych metod transakcji są płatności pay-by-link, BLIK oraz z użyciem tradycyjnych kart płatniczych. W sumie Paynow obsługuje transakcje z blisko 20 banków. Duży wybór i wygoda przekładają się na pozytywne doświadczenie klientów. 

Paynow to pierwsza w Polsce bramka płatnicza funkcjonująca w chmurze. Oznacza to, że niezależnie od tego, czy w danym okresie Twoje przedsiębiorstwo przyjmie kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy wpłat od klientów, bramka płatnicza będzie funkcjonować dokładnie tak samo. To wszystko dzięki elastyczności modelu chmurowego i możliwości zwiększania mocy obliczeniowej bez konieczności inwestycji w rozwój infrastruktury sprzętowej.

Bramkę płatniczą Paynow możesz szybko zintegrować z popularnymi platformami sprzedażowymi:

  • WooCommerce,
  • PrestaShop,
  • Opencart,
  • Magento,
  • Sote,
  • Shoplo,
  • Redcart,
  • shopGold,
  • Sky-Shop,
  • Codarius.

Wybór bramki płatniczej to również prowizja – ta, jeśli jest odpowiednio niska, może przynieść korzyść zarówno właścicielowi e-commerce, jak i klientom. Niższe opłaty ze strony banku oznaczają bardziej konkurencyjne ceny – nawet w stosunku do innych metod płatności. To przyciąga kupujących i skłania ich do wyboru najkorzystniejszej opcji. W efekcie otrzymują wygodne i proste rozwiązanie, a przy okazji oszczędzają czas spędzony na zakupach. W przypadku Paynow prowizja wynosi 0,95% od każdej płatności – bez opłat aktywacyjnych i abonamentowych. Wszystko możesz kontrolować w wygodnym panelu bieżących rozliczeń.     

Duże znaczenie w kontekście funkcjonowania bramki płatności ma troska o bezpieczeństwo danych użytkowników. To istotny czynnik wpływający na ostateczną decyzję o zakupie w wybranym sklepie. Na płatność z użyciem szybkiego przelewu decyduje się dziś już blisko 70% nabywców[1]. Utrzymanie najwyższych standardów bezpieczeństwa to konieczność. W internetowych płatnościach wykorzystuje się m.in. szyfrowane połączenia SSL, certyfikaty SSL oraz PCI DSS. 

Bramka płatności Paynow – kto może skorzystać?

Paynow to rozwiązanie kierowane do właścicieli e-commerce i firm posiadających aktywny rachunek bankowy w mBanku. Żeby móc skorzystać z usługi, musisz być właścicielem sklepu internetowego, prowadzonego zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Co zrobić, by skorzystać z usługi? Wystarczy, że skontaktujesz się ze swoim doradcą. Wybierz firmę, dla której planujesz uruchomić usługę, a następnie wskaż kategorię produktów w swoim sklepie internetowym. Wypełnij rubrykę z informacjami kontaktowymi do jednego z pracowników – na wypadek problemów technicznych. Po uzupełnieniu wniosku prześlij go do banku. W zależności od stopnia skomplikowania, usługa może zostać aktywowana nawet w ciągu jednego dnia roboczego. 

[1] https://eizba.pl/wp-content/uploads/2020/06/Raport-e-commerce-2020.pdf

NEO Hospital wykorzysta technologie MedApp w ramach projektu badawczo-rozwojowego

MedApp S.A., zacieśnia współpracę z Grupą NEO Hospital. W ramach podpisanej umowy, należący do Grupy Szpital na Klinach, wykorzysta technologię trójwymiarowej wizualizacji obrazowych danych medycznych CarnaLife Holo przy realizacji nowego projektu badawczo-rozwojowego. Jego celem jest opracowanie nowej metody operacyjnego leczenia nowotworów trzonu macicy i szyjki macicy.

– Pandemia koronawirusa drastycznie wpłynęła na realizację programów profilaktycznych. Bardzo ucierpiała też diagnostyka. Z pandemii jako społeczeństwo wyjdziemy z zatrważającą skalą długu zdrowotnego. Musimy szukać metod i narzędzi pozwalających na poprawę skuteczności leczenia pacjentów onkologicznych i taką szansę dla kobiet chorych na raka szyki macicy i trzonu macicy tworzy nasz program badawczy oparty o małoinwazyjne metody terapeutyczne, nowoczesny sprzęt oraz innowacyjne systemy wpierające proces planowania zabiegów – Joanna Szyman Prezes Grupy NEO Hospital.

Rozwiązanie CarnaLife Holo zostanie wykorzystane przez NEO Hospital do realizacji projektu w zakresie operacyjnego leczenia nowotworów szyjki i trzonu macicy. Operacje wykonywane będą w krakowskim Szpitalu na Klinach w ramach dofinansowania ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014 – 2020. W ramach projektu Szpital zrealizuje 200 zabiegów. z wykorzystaniem robota DaVinci. Zabiegi będą dla pacjentek bezpłatne.

 – CarnaLife Holo usprawnia procesy diagnostyczne, co zwłaszcza w przypadku trudnych i skomplikowanych zabiegów może wpływać na precyzję działania lekarza i bezpieczeństwo. Cieszymy się, że nasze innowacje znajdują coraz szersze zastosowanie w codziennej praktyce lekarskiej, wspierając medyków podczas zabiegów chirurgicznych – mówi Krzysztof Mędrala, Prezes Zarządu MedApp.

CarnaLife Holo, to innowacyjny system przetwarzania i holograficznej wizualizacji danych medycznych, który umożliwia przedstawienie trójwymiarowych danych obrazowych w mieszanej rzeczywistości (ang. Mixd Reality) pochodzących z tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, USG, jak również innych modalności przechowujących dane w standardzie DICOM. Aplikacja CarnaLife Holo oferowana przez MedApp ma szerokie zastosowanie i może być wykorzystywana w celu poprawy bezpieczeństwa zabiegu poprzez jego łatwiejsze zaplanowanie, analizę przestrzennych relacji pomiędzy strukturami anatomicznymi i patologicznymi, jak również podczas samego zabiegu w celu uwidocznienia anatomii pacjentki. Lekarz może bowiem zweryfikować plan zabiegu w oparciu o trójwymiarowe wizualizacje oraz modele struktur anatomicznych lub zwykłe obrazowe dane medyczne.

System CarnaLife Holo w ramach projektu będzie wspierał planowanie zabiegów raka trzonu macicy oraz raka szyjki macicy. Wykorzystanie systemu zostało przewidziane dla  pacjentek, u których anatomia pola operacyjnego jest zaburzona. CarnaLife Holo pozwoli na przedstawienie danych w formie hologramu, z którym lekarz może wchodzić w interakcję. Hologram uwypukla skomplikowane, przestrzenne zależności pomiędzy strukturami anatomicznymi, co jest niezwykle istotne przy planowaniu zabiegów onkologicznych.

Program Neo Hospital stanowi realną szansę dla poprawy jakości leczenia onkologicznego pacjentek dotkniętych rakiem szyjki macicy i rakiem trzonu macicy. Wśród spodziewanych istotnych korzyści programu są takie wartości, jak: mniejszy ból, mniejsze krwawienie śródoperacyjne oraz mniejsza ilość powikłań śród- i postoperacyjnych.