By nie zwrócić przedsiębiorcy nadpłaty podatku, organy dochodziły od niego nieistniejących już zobowiązań

Przedsiębiorca miał zobowiązania podatkowe za poszczególne miesiące 2011 roku. Jednak fiskus nie zamierzał ich odpuścić nawet po 7 latach. Dlatego w 2018 r. wydał postanowienie o zaliczeniu powstałych w jego późniejszej działalności nadpłat na poczet tych zaległych zobowiązań. Ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie podjął Naczelny Sąd Administracyjny, pouczając organy, że skoro upłynął termin przedawnienia, to nie mogą dochodzić zobowiązań podatkowych, które nie istnieją.

Podważenie rozliczeń VAT spółki przez organ

W styczniu 2016 r. naczelnik urzędu skarbowego, odnosząc się do rozliczeń podatkowych spółki za poszczególne miesiące 2011 roku, określił jej do uregulowania zobowiązanie w podatku od towarów i usług. Był to efekt przeprowadzonej w spółce kontroli skarbowej oraz postępowania podatkowego, w wyniku których ustalono, że firma rozliczyła w korektach deklaracji VAT-7 faktury korygujące, do których nie przedstawiła potwierdzenia odbioru korekty przez nabywcę. Dodatkowo organ oskarżył przedsiębiorcę, że ten zaniżył wartość należnego VAT z tytułu importu usług.

Spółka skutecznie zaskarżyła część ustaleń organów

Miesiąc później spółka odwołała się od tej decyzji organu w zakresie dotyczącym zakwestionowania odliczenia VAT z faktur korygujących. A ponieważ dyrektor izby skarbowej utrzymał ją w mocy, wniosła skargę do sądu, który wyrokiem z 26 kwietnia 2017 r. przyznał jej rację, orzekając m.in., że za wystarczający należy uznać każdy rodzaj potwierdzenia, który pozwala stwierdzić, że faktura korygująca dotarła do nabywcy, a więc i taki, jak przedstawiła spółka w formie elektronicznej (wyrok WSA w Warszawie, sygn. akt III SA/Wa 1970/16). Niemniej w pozostałym zakresie spółka nie podważała ustaleń organów. Stąd w rozliczeniach części miesięcy 2011 r. po stronie spółki pozostały do uregulowania zobowiązania podatkowe, a w części objętych korzystnym dla niej wyrokiem sądu powstała nadpłata w VAT.

Dla organów istotna była nie data powstania zobowiązania, a powstania nadpłaty

Organy nie zamierzały jednak odpuszczać. Postanowieniem naczelnika urzędu skarbowego z 18 października 2018 r., podtrzymanym następnie postanowieniem ze stycznia 2019 r. dyrektora izby administracji skarbowej, jako organu odwoławczego, organy podatkowe zaliczyły powstałe w rozliczeniach spółki nadpłaty w latach 2011, 2012 i 2016 na pokrycie pozostałych, spornych zobowiązań podatkowych za 2011 r. Spółka podniosła, że fiskus nie może dochodzić w 2018 r. zobowiązań, które powstały w 2011 r. Organ odpowiedział, że przecież spółka sama skierowała sprawę do sądu w maju 2016 r., a odpis wydanego przez ten sąd wyroku właściwy organ otrzymał w październiku 2017 r. Stąd też zdaniem fiskusa w okresie pomiędzy majem 2016 r. a październikiem 2017 r. nastąpiło zawieszenie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego spółki za poszczególne miesiące 2011 r., ostatecznie wydłużając upływ tego terminu do 20 maja 2018 r.

W opinii dyrektora izby administracji skarbowej dla skutecznego zaliczenia nadpłaty istotne jest to, aby zaległości, na poczet których nadpłata ma zostać zaliczona, nie były przedawnione w dacie dokonania zaliczenia. A w sprawie spółki, w wyniku skutecznego zaskarżenia do WSA, nadpłaty powstały w maju, czerwcu, lipcu, wrześniu 2011 r., w styczniu 2012 r. oraz w grudniu 2016 r., i w tych samych datach zostały też zaliczone na poczet zaległości.

Organy nie mogą dochodzić od przedsiębiorcy zobowiązań, których już nie ma

Z organem podatkowym częściowo zgodził się sąd, do którego skargę wniosła spółka. W listopadzie 2019 r. przyznał, że termin przedawnienia zobowiązań spółki rzeczywiście upływał 20 maja 2018 r. Jednocześnie orzekł, że fiskus nie mógł zaliczyć spornych nadpłat na pokrycie zaległych zobowiązań spółki z 2011 r., gdyż w tym przedmiocie wydał postanowienie 18 października 2018 r., a więc po upływie terminu przedawnienia tych zobowiązań.

„[…] zarówno skarżone postanowienie, jak i poprzedzające je postanowienie NUS naruszają art. 59 § 1 pkt 9, art. 70 § 1 w zw. z art. 76 § 1 w zw. z art. 76a O.p., skoro bowiem w dacie wydawania przez NUS postanowienia o zaliczeniu z dnia […] października 2018 r. zobowiązania w podatku od towarów i usług za luty, marzec, lipiec, wrzesień, październik i listopad 2011 r. nie istniały, gdyż z dniem […] maja 2018 r. wygasły wskutek upływu terminu przedawnienia, nie było możliwe dokonanie zaliczenia nadpłaty, organy nie mogą bowiem dokonywać zaliczenia na poczet zaległości, których już nie ma” (wyrok WSA w Warszawie z 15 listopada 2019 r., sygn. akt III SA/Wa 806/19).

Organ nie miał podstaw do wydania decyzji wymiarowej

Fiskus ponownie nie dał za wygraną, i tym razem to on wniósł skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, podtrzymując swoje wcześniejsze stanowisko co do dat zaliczenia nadpłat na poczet zaległości. Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że powyższe rozważania sądu I instancji i organów podatkowych co do skuteczności postanowienia o zaliczeniu nadpłaty na zobowiązania podatkowe wydanego po dacie, w której zobowiązania te uległy przedawnieniu, nie mają dla rozstrzygnięcia sprawy najistotniejszego znaczenia. Bo konsekwencją takich rozważań byłby błędny wniosek, że postanowienia organów można by uznać za zgodne z prawem, gdyby zostały wydane przed dniem 20 maja 2018 r.

Z kolei jak wskazał NSA, istotne jest to, że przyjęta w zaskarżonych postanowieniach wysokość zobowiązań podatkowych za poszczególne miesiące 2011 r. nie wynika z deklaracji złożonych przez spółkę, a z wydanej wobec niej zmieniającej tę wysokość decyzji wymiarowej organu. W decyzji z 9 kwietnia 2018 r. naczelnik urzędu skarbowego określił od nowa wysokość zobowiązań spółki, a decyzję tę 18 maja 2018 r. podtrzymał organ II instancji. To właśnie wysokość zobowiązań podatkowych wynikająca z tych decyzji stanowiła podstawę do rozliczenia spornych nadpłat. Uchylenie przez WSA w Warszawie w kwietniu 2019 r. zaskarżonej decyzji z 18 maja 2018 r., po tym, jak wyrok ten się uprawomocnił, sprawiło, że organ nie miał już podstaw do wydania kolejnej decyzji wymiarowej (wyrok NSA z dnia 9 listopada 2020 r., sygn. akt I FSK 1010/20).

Wszystko po to, by nie zwrócić nadpłaty

Wniosek z niniejszej, trwającej przecież blisko 9 lat, sprawy jest taki, że organy podatkowe chciały wydać kolejną decyzję wymierzającą zobowiązanie podatkowe przedsiębiorcy, pomimo tego, że jego zobowiązania wskutek upływu terminu przedawnienia wygasły. Dzięki temu nie musiałyby zwracać spółce długo wyczekiwanych przez nią pieniędzy. Przedsiębiorcy w ochronie swoich firm muszą bronić się przed takim nieuprawnionym działaniem organów. Być może niektórzy powinni przejrzeć swoje rozliczenia podatkowe, bo może sami padli już ofiarą takiej kreatywnej księgowości fiskusa. Zarówno NSA, jak i wydający wyrok w I instancji WSA w Warszawie stanowczo stwierdziły, że nie można dochodzić od podatników zobowiązań, które nie istnieją.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jakie inwestycje najlepiej napędzą popyt i odnowią gospodarkę?

Podniesienie się gospodarki po zeszłorocznym spowolnieniu będzie wymagać zainwestowania dużej ilości pieniędzy. To nie ulega wątpliwości. Ważny jest jednak sposób ich wydawania. Realizacja długich, dużych inwestycji nie pomoże w zwiększeniu obrotów – gdyż po etapie planowania i organizacji pieniądze trafią do gospodarki dopiero za kilka lat. W sytuacji dużej recesji i potrzeby zwiększenia popytu realizować trzeba krótkie, mniejsze inwestycje. Do tego zaś bardzo dobrze nadają się środki z Funduszy Unijnych.

– Polska gospodarka inwestuje rocznie około 100 miliardów euro. Dodatkowe 60 miliardów z Funduszy Unijnych to ogromne zwiększenie skali inwestycji. To są jednak pieniądze, które muszą być wydane w sposób sprawny, szybki i zgodny z unijnymi kierunkami polityki gospodarczej. W naszej sytuacji nie jest to jednak zła strategia. Tak, jak zaleca Unia – te pieniądze mają sens, jeśli wyda się je w tym roku – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Nie chodzi więc o wielkie programy, takie jak przekop kolejnej mierzei. Trzeba uruchomić programy szybko działające, w których bardzo sprawnie można wydać pieniądze. Prawdopodobnie będą to programy mocno zregionalizowane, masowo wykorzystywane przez firmy i gospodarstwa domowe. Pieniądze z Funduszy Unijnych mogą mieć w tym roku kolosalne znaczenie dla naszej gospodarki. Pod warunkiem, że będziemy umieli z nich skorzystać. Brak dostępu do tych środków nie jest problemem mitycznej unijnej biurokracji. To jest problem tego, co mają w głowach nasi urzędnicy. Dlatego dobrze by było, żeby ci urzędnicy potrafili konsultować się z biznesem i samorządami, by wspólnie ustalać kształt programów – zaleca Orłowski.

Sprzątanie, gotowanie, zakupy – co tak naprawdę robimy podczas pracy zdalnej?

Praca zdalna to dla większości z nas duża oszczędność czasu oraz elastyczność godzinowa. Nie musimy wstawać tak wcześnie, nie stoimy w korkach, dojeżdżając do biura, mamy zdecydowanie więcej swobody. Ale czy podczas wykonywania obowiązków w domu zajmujemy się tylko pracą? Aż 82 proc. ankietowanych przyznaje, że zdarzyło im się wykonywać w domu inne czynności w czasie, który powinien być przeznaczony na pracę zawodową.

Zespół OLX Praca przy współpracy instytutem badawczym ARC Rynek i Opinia stworzył specjalny dodatek do raportu „Prognozy przyszłości – OLX Praca. Know How 2021”, który z kolei został opublikowany pod koniec ubiegłego roku. Najnowsze opracowanie dotyczy perspektywy pracowników oraz osób poszukujących zatrudnienia. Tematyka związana jest z sytuacją na rynku pracy podczas pandemii, pracą zdalną oraz oceną podejmowanych decyzji przez pracodawców.Sprzątanie, gotowanie, zakupy – co tak naprawdę robimy podczas pracy zdalnej

Obowiązki zawodowe podczas pracy zdalnej? Nie tylko!

W badaniu osoby pracujące zdalnie zapytano o to, czy zdarzało im się wykonywać inne, niezawodowe czynności podczas home office. Ponad 80 proc. osób odpowiedziało, że tak. Jakie dodatkowe zadania wykonujemy w trakcie pracy w domu? Aż 72 proc. zajmuje się sprzątaniem oraz praniem, podobnie jest z gotowaniem – czynności w kuchni podczas pracy wykonuje 69 proc. respondentów. Kolejne obowiązki, które znalazły się na liście chętnie wykonywanych podczas pracy zdalnej, to: zakupy (34 proc.), opieka nad dzieckiem/dziećmi (34 proc.) oraz nadzorowanie nauki zdalnej dzieci (25 proc.).

Jednocześnie podejmowanie dodatkowych czynności w trakcie wykonywania pracy wpływa na zacieranie się granic pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym – ponad połowa ankietowanych (53 proc.) pracujących zdalnie zgadza się z tą tezą. Pewną analogię do większej swobody podczas korzystania z pracy z domu możemy zaobserwować w samej organizacji firm. Wśród osób, które zarządzają pracą innych ludzi, aż 73 proc. nie korzysta z narzędzi do monitorowania czasu pracy pracowników wykonujących swoje obowiązki z domu.

Praca zdalna najważniejszym benefitem?

Pracownicy zauważają spopularyzowanie możliwości korzystania z trybu home office. Z refleksji nad różnymi aspektami pracy zdalnej wyłania się pogląd na temat jej przyszłości. Niemal 70 proc. ankietowanych (68 proc.) zgadza się ze stwierdzeniem, że po uspokojeniu się obecnej sytuacji związanej z pandemią, praca zdalna zyska na znaczeniu i pracodawcy oraz pracownicy nadal będą z niej korzystali. Coraz częściej rekruterzy dopisują do swoich ogłoszeń wzmiankę o możliwości pracy poza biurem, która już teraz jest istotnym benefitem dla kandydatów.

Zdaniem ankietowanych najważniejszymi zaletami pracy z domu są elastyczne godziny pracy (55 proc.) oraz oszczędność czasu (54 proc.). Pracownicy mogą wówczas lepiej zaplanować dzień, a jednocześnie nie muszą codziennie podróżować na trasie dom–biuro. Świadomość, że skorzystanie z pracy zdalnej w większości przypadków zostało umożliwione przez sytuację związaną z koronawirusem, sprawiła, że aż 53 proc. pracowników uważa, że home office daje gwarancję mniejszego ryzyka zarażenia się chorobami. Kolejną zaletą jest możliwość pracy z dowolnego miejsca (53 proc.) oraz indywidualne tempo i metody pracy (49 proc.).

Wśród największych wad pracy zdalnej respondenci najczęściej wskazują ograniczony kontakt ze współpracownikami, alienację (44 proc.), rozpraszanie uwagi przez domowników (41 proc.) i trudności ze skupieniem (39 proc.), co może się wiązać także z chęcią pracowania w przyszłości w systemie hybrydowym. Ciekawostką jest jednak inny wynik – jedynie 13 proc. pracowników przedstawia jako wadę brak kontaktu z przełożonym.

Zainteresowani najczęściej chcieliby mieć wybór dotyczący miejsca wykonywania obowiązków zawodowych. Z przeprowadzonych badań wynika, że tylko 11 proc. respondentów chciałoby w przyszłości pracować wyłącznie zdalnie. Zdecydowana większość (60 proc.) opowiada się za pracą częściowo w biurze, a częściowo poza nim. Na wykonywanie obowiązków wyłącznie z biura liczy 29 proc. pracowników.

Niezależnie od nastrojów, wad oraz zalet, wyniki badania pokazują, że praca zdalna wzbudziła u pracowników duże zainteresowanie. W przyszłości pracodawcy oraz rekruterzy zapewne będą zwracać większą uwagę na możliwość zaoferowania wykonywania pracy w trybie home office. Niewykluczone, że największą popularność zyska system rotacyjny.

Branża targowa z apelem do rządu: czeka nas rychła śmierć!

Poszerzenia zakwalifikowanej do pomocy sektorowej w Tarczy 6.0 listy branż o firmy projektujące i budujące stoiska targowe, a także zajmujące się logistyką targową, przedłużenia okresu „pomocowego”, przedstawienia konkretnego planu odmrażania poszczególnych branż gospodarki czy rekompensaty w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla przedsiębiorstw branży targowej – m.in. tego domagają się działający w sektorze targowym właściciele firm zrzeszeni w Komitecie Obrony Branży Targowej. – Rząd nas ominął, powinien to jak najszybciej skorygować. Inaczej niemal czeka nas rychła śmierć – mówią przedsiębiorcy targowi. 

Znane w Polsce i na świecie targowe imprezy jak Polagra czy Amberif jeszcze na początku zeszłego roku stanowiły dla przedsiębiorców doskonałą okazje do prezentacji swoich ofert czy nawiązywania biznesowych kontaktów, a dla rządzących – do chwalenia się sukcesami czołowych gałęzi polskiej gospodarki. Wszystko jednak brutalnie zakończyło się wraz z nastaniem pandemii i, mimo częściowego odblokowania targów na wiosnę 2020 roku, trwa do dziś. Działający w tym sektorze przedsiębiorcy czują się dziś zapomniani przez władze, która – oprócz ogólnej pomocy dla całej gospodarki – pominęła znaczną cześć tzw. przemysłu targowego w programach wsparcia sektorowego.

– Mimo uwzględnienia nas dopiero ostatnio w przygotowanej przez PFR Tarczy 2.0., rząd nas po prostu ominął, co powinien jak najszybciej skorygować. Inaczej niemal czeka nas rychła śmierć.  Walczymy jednak cały czas. Chcemy przede wszystkim, aby rząd objął pomocą firmy, które w związku z pandemią poniosły dotkliwe straty, a takich są w naszej branży tysiące, i zrezygnował z wyłącznego kryterium przyznawania wsparcia, jakim są określone numery PKD – mówi Krzysztof Szofer  przedsiębiorca około targowy, zasiadający w Radzie Polskiej Izby Przemysłu Targowego, a jednocześnie współzałożyciel Komitetu Obrony Branży Targowej. Przypomina, że to właśnie sprawa PKD budzi największe emocje, bowiem np. numer 73.11.Z grupujący przedsiębiorstwa projektujące i budujące stoiska targowe został w czasie letnich i jesiennych prac parlamentarnych nad Tarczą 6.0 usunięty.

Właściciele firm około targowych z takim PKD są więc rządowej pomocy sektorowej pozbawieni. Jak wskazywała w grudniu prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego – bez wsparcia pozostawać może przez to nawet 90 procent całej branży targowej. Dlatego pierwszym żądaniem Komitetu jest poszerzenie listy branż uprawnionych do pomocy z tarczy 6.0 o PKD 73.11.Z oraz rezygnacji z uzależniania przyznania pomocy od wiodącego PKD. – Będziemy postulować, żeby w ślad za rozwiązaniami PFR, zostało pomięte, czy dane PKD jest wiodące, czy też było wpisane na liście PKD związanych z działalnością danej firmy – tłumaczy Krzysztof Szofer i przypomina kolejne postulaty branży:

  • przedłużenie środków pomocowych z tarczy 6.0 dla branży targowej oraz całej spotkań przynajmniej o kolejne 3 miesiące
  • przedstawienie konkretnego planu odmrażania poszczególnych branż gospodarki, w związku z przyjętym planem szczepień, biorąc pod uwagę wzajemne powiązania gospodarcze. – Ten punkt jest szczególnie ważny dla branży targowej oraz całego przemysłu spotkań, gdyż restart naszych działalności musi zostać poprzedzony kilkumiesięcznym okresem prowadzenia prac przygotowawczych – wyjaśnia Krzysztof Szofer.
  • rozważenia przedsiębiorstw z branży targowej w jak najwcześniejszym etapie planu szczepień przeciwko COVID 19. Jako najmocniej poszkodowana przez COVID 19, branża będzie miała szansę powrotu do normalnej pracy na rynkach polskich i europejskich tylko wówczas, gdy pracownicy naszych firm będą zaszczepieni. – Już teraz słychać zapewnienia linii lotniczych oraz coraz częstsze głosy organizatorów targów, na temat przyszłych warunków współpracy. Niektóre linie lotnicze już ogłosiły, że wstęp na pokład samolotów będą miały tylko osoby zaszczepione. Prawdopodobnym jest, że podobne warunki udziału w imprezach targowych postawią na nogi niektóre ośrodki wystawiennicze w Europie. Stąd konieczność uwzględnienia naszej branży jako jednej z najbardziej potrzebującej wysokiego poziomu wyszczepialności przeciwko COVID 19 – wyjaśnia Krzysztof Szofer.
  • rekompensatę w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ubiegłorocznego ich przychodu była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą.
  • zajęcie się jak najszybciej rozwiązaniem problemu jednoosobowych działalności gospodarczych. Gros firm okołotargowych, czyli tzw. podwykonawców, z uwagi na konieczność współpracy z wieloma dużymi firmami targowymi, preferuje taką formę prowadzenia działalności gospodarczej. – Mimo dużego znaczenia i wpływu na rynek usług okołotargowych, firmy te zostały pozbawione pomocy rządowej. Będziemy apelowali do rządu o znalezienia rozwiązania pomocowego dla tych właśnie firm – zapowiada Krzysztof Szofer i nawiązuje do przeprowadzonej przez Komitet samochodowej pikiety na podpoznańskim odcinku autostrady: – Naszą zmorą okazał się numer PKD, gdyż przez niego upadają firmy około targowe. Dlatego określenie Polska Klasyfikacja Dyskryminacji jest cały czas w pełni uzasadniona, tym bardziej, że mimo ostatnich telewizyjnych zapewnień premiera o znajomości bardzo trudnej sytuacji naszych firm, rząd zdecydował dopisać do listy branż poszkodowanych i zasługujących na pomoc kolejne, a nas znowu zlekceważył – stwierdza Krzysztof Szofer.

Zdaniem jego oraz współpracujących z Komitetem ekspertów, wszystko wskazuje na to, że autorzy tworzonego na ten temat kilkanaście lat temu rozporządzenia omyłkowo przyporządkowali numer 73.11.Z firmom budującym stoiska. Teraz Komitet będzie chciał to zmienić lub przekonać rządzących, że głównymi kryteriami przyznawania pomocy przedsiębiorstwom około targowym powinny być drastyczny spadek obrotów i związanie tych podmiotów z targami w przeważającej mierze swojej działalności. Zarówno Krzysztof Szofer, jak i inni przedsiębiorcy około targowi będą wraz z branżą spotkań (MICE) także o tym rozmawiać z przedstawicielami ministerstwa rozwoju. Teraz czekają na informację o terminie takich rozmów.

Sztuczna inteligencja: trendy na 2021 rok

Analizując nadchodzące trendy w obszarze sztucznej inteligencji (AI), nie można nie zwrócić uwagi na pandemię, która zdominowała ostatni rok i wpłynęła na wszystkie aspekty życia ludzi na całym świecie. Jak wynika z badań Capgemini, ponad połowa firm oferujących usługi finansowe prowadzi prawie 40 proc. interakcji z klientem przy wsparciu AI. Z drugiej strony, aż 54 proc. kupujących każdego dnia wchodzi w interakcje z algorytmami sztucznej inteligencji m.in. za pośrednictwem wirtualnych agentów, skanerów biometrycznych, interaktywnych przymierzalni, czy hiperpersonalizowanych ofert. Żyjemy w czasach wyjątkowego postępu naukowo-technologicznego, którego dynamika stale przyspiesza. Te aspekty mają wpływ również na trendy panujące w obszarze sztucznej inteligencji w roku 2021.

Porównanie tempa wdrożeń AI

Z końcem ubiegłego roku firma O’Reilly, chcąc oszacować poziom adopcji rozwiązań AI, przebadała ok. 1500 firm z różnych sektorów. Badania miały na celu nie tylko odpowiedzieć na pytanie czy firmy są zainteresowane rozwiązaniami AI, ale podjęto próbę oszacowania poziomu dojrzałości tych rozwiązań oraz trendów w tym obszarze.

  • Głównym wnioskiem z badań było stwierdzenie, iż w chwili obecnej około 85 proc. organizacji rozpatruje lub rozpoczyna pierwsze przymiarki do produkcyjnych zastosowań AI. Co ciekawe, ponad połowa badanych firm uznała się za dojrzałych odbiorców z pierwszymi wdrożeniami, gdzie jedna trzecia to firmy na etapie rozpoznawania potencjalnych opcji i rozwiązań. Analizując podobne badania z roku wcześniejszego można zobaczyć niemalże lustrzane odbicie. Dane z roku 2019 pokazywały tylko 27 proc. badanych uznających się za dojrzałych, a ponad 54 proc. to firmy wkraczające na ścieżkę AI. Widzimy też duży wzrost samego zainteresowania i szukania biznesowych szans w oparciu o sztuczną inteligencję. W roku ubiegłym tylko 15 proc. firm nie widziało sensu w odkrywaniu potencjalnych korzyści płynących z AI, co jest znaczącym spadkiem do lat wcześniejszych (o ponad 20 proc.) – mówi Tomasz Cieślar, manager w dziale Cloud Infastructure Services w Capgemini.

Jak reagują branże?

Porównując tempo wdrożeń w zestawieniu z branżami, w których te wdrożenia występują, niewiele zmienia się w stosunku do roku ubiegłego. Nadal kluczowymi obszarami są marketing i sprzedaż, gdzie firmy w poszukiwaniu nowych możliwości i sposobów pozyskiwania klientów sięgają po rozwiązania z obszaru SI, co przekłada się bezpośrednio na wzrost przychodów. Silnym i chłonnym obszarem, gdzie AI znajduje zastosowanie, jest szeroko pojęty rozwój produktów i usług. Jeżeli z kolei popatrzymy na część kosztową i oszczędności w tych obszarach, to główny z nich stanowi obszar łańcucha dostaw.

  • Patrząc na tempo wdrożeń i przymiarek do sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach, to już przed pandemią było ono duże – około 85 proc. przedsiębiorstw testowało lub wykorzystywało AI. Co istotne, firmy, które dostrzegły potencjał w tych rozwiązaniach, zaczynały zwiększać nakłady na tego typu produkty, głównie, aby dostarczyć nową wartość – konieczną w zmieniającym się otoczeniu, albo też, aby niwelować potencjalne koszty lub ograniczenia. W wielu obszarach, tam gdzie sztuczna inteligencja dopiero raczkowała, pandemia paradoksalnie stała się akceleratorem do bardziej dynamicznego wzrostu i pewnym stymulatorem pozytywnych zmian – mówi Ruslan Korniichuk, ekspert IT i doktorant na Wydziale Nauk Ścisłych i Technicznych Uniwersytetu Śląskiego.

Nadchodzi czas hiperautomatyzacji

Analizując trendy rynkowe w obszarze IT, automatyzacja procesów i AI są integralnym elementem tych prognoz już od pewnego czasu. Nadchodzi jednak czas, kiedy oba trendy połączą się, stanowiąc hiperautomatyzację. To zastosowanie kombinacji szeregu narzędzi informatycznych, wzbogaconych wszędzie tam, gdzie jest to możliwe i zasadne o mechanizmy uczenia maszynowego (szerzej: AI), mające na celu wzmocnienie potencjału pracowników.   Wzrost i tempo zmian przekłada się na budowanie świadomości, że czeka nas nie tylko rewolucja w obszarze marketingu i sprzedaży, ale coraz częściej będziemy się stykać z AI mówiąc o zdrowiu, bezpieczeństwie, rolnictwie i innych dziedzinach i branżach otaczającego nas świata.

Co stanowi największy hamulec w rozwoju sztucznej inteligencji?

Szanse i zagrożenia, które niesie za sobą AI wymagają nie tylko odpowiedniej edukacji w tym obszarze, ale i właściwej legislacji, która zapewni regulacje i zagwarantuje bezpieczeństwo. Prawodawstwo stanie się też kamieniem węgielnym w budowaniu zaufania, które często stanowi hamulec dla tych rozwiązań. Unia Europejska pracuje nad pierwszym pakietem przepisów adresującym te szanse i zagrożenia.

  • Prace w obszarze regulacji prawnych dla rozwiązań opartych na AI to krok we właściwą stronę – ponad 22 proc. badanych uważa, że brak legislacji w tym obszarze jest główną barierą dla bardziej dynamicznego tempa wzrostu i adopcji rozwiązań – komentuje Ruslan Korniichuk.

Wśród pozostałych czynników hamujących wzrost, wymienić można niewystarczającą liczbę ekspertów ze znajomością AI oraz jakość danych, które stanowią wkład do budowania inteligentnych rozwiązań.

Profit, jaki niosą nowe rozwiązania

Mówiąc o korzyściach płynących ze sztucznej inteligencji i szansach, które daje, warto zwrócić uwagę na bezpieczeństwo, które potencjalnie może się zwiększyć, gdy rozwiązania, których używamy na co dzień wzbogacone są o elementy AI. Mowa tu także o istotnych korzyściach dla biznesu.

  • Nie chodzi o pojawienie się nowej generacji produktów i usług, ale co istotniejsze, planowany wzrost wydajności pracy o ok. 11-37 proc. Należy też pamiętać o wpływie na usługi publiczne, transport, edukację, czy energetykę i gospodarkę odpadami – mówi Tomasz Cieślar.

Ludzie mają skłonność do uczłowieczenia AI i rozwiązań bazujących na jej implementacji. Często zakłada się, że dojrzała AI to ta, która w zachowaniu przypomina reakcje człowieka. Maszyny zaczną dążyć w tym do doskonałości, a marzeniem staje się posiadanie duszy. Od kilku dostrzegalne jest jednak, co dodatkowo uświadamia obecna sytuacja, że sztuczna inteligencja rozwija się w kierunku obszarów, które nie tylko przewyższają ludzką inteligencję, ale i reprezentują jej zupełnie inne oblicze.

Autorzy:

Tomasz Cieślar

Kierownik zespołu odpowiedzialnego za wytwarzanie oprogramowania w Capgemini Polska, nauczyciel, blogger. Doświadczony menadżer, od początku swojej kariery zawodowej związany z procesem tworzenia oprogramowania, początkowo jako programista, a w tym momencie jako osoba kierująca zespołem świetnych ekspertów i pasjonatów. Na co dzień obraca się w technologiach dostarczanych przez firmę Microsfot. W wolnych chwilach coraz częściej używa Pythona, głównie w celach edukacyjnych.

Ruslan Korniichuk

Architekt rozwiązań IT w Capgemini Polska, pochodzący z Ukrainy. Główne obszary jego działań to tworzenie oprogramowania i przetwarzanie w chmurze. Szczególnie zainteresowany jest tematem sztucznej inteligencji. Ma na swoim koncie sukcesy w działaniach w wielu branżach, w tym w obszarze bankowości, opieki zdrowotnej, edukacji, startupów. Doktorant na Wydziale Nauk Ścisłych i Technicznych Uniwersytetu Śląskiego. Prowadził zajęcia z technologii server-side i projektowania systemów informatycznych. Prelegent na PyCon PL, PyCode, DataOps Polska, Silesian AI, Data Science Silesia, Kariera IT.

Branża centrów handlowych ma mocne podstawy do podjęcia kroków prawnych przeciwko Skarbowi Państwa

  • 20 stycznia br. podczas spotkania zorganizowanego przez Polską Radę Centrów Handlowych przedstawiciele właścicieli i zarządzających obiektami handlowymi analizowali różne scenariusze i możliwości podjęcia kroków prawnych przeciwko Skarbowi Państwa w związku z niekonstytucyjnymi i dyskryminującymi przepisami regulującymi zasady działalności podmiotów w czasie pandemii.
  • Zdaniem ekspertów z kancelarii Dentons sektor centrów handlowych ma mocne podstawy do wystąpienia z roszczeniami zarówno w postaci pozwów zbiorowych, jak i indywidualnych, uwzględniających sytuację poszczególnych podmiotów. Stosowane obecnie przepisy naruszają nie tylko w sposób istotny krajowy porządek prawny, ale także umowy międzynarodowe o ochronie wzajemnych inwestycji – Bilateral Investment Treaty.

Ponad stu przedstawicieli branży centrów handlowych wzięło udział w zorganizowanym przez Polską Radę Centrów Handlowych spotkaniu, podczas którego omówiono możliwości występowania z roszczeniami wobec Skarbu Państwa w związku ze znaczącym ograniczeniem działalności centrów handlowych z powodu epidemii COVID-19.

Obecnie branża centrów handlowych mierzy się z dotkliwymi konsekwencjami rozporządzeń ograniczających działalność galerii i niekonstytucyjnego zapisu 15 ze (tzw. abolicji czynszowej) ustawy covidowej. Ograniczenia w działalności galerii w czasie pandemii pozbawiły wpływów znaczącą liczbę najemców oraz właścicieli i zarządców. Dotychczasowa łączna strata w obrotach sklepów i punktów usługowych, działających centrach handlowych, wynikająca z 15 tygodni lockdownu, to około 30 mld zł. W wyniku trzech lockdownów przychody wynajmujących będą niższe o prawie 5 mld zł, a więc o około 45 proc. ich rocznej wartości.

Ogromne wątpliwości budzi niezgodny z ustawą zasadniczą artykuł 15ze ustawy covidowej, który w obecnym kształcie ustawowego wsparcia jednej grupy podmiotów – najemców, kosztem innej grupy – wynajmujących – nie powinien obowiązywać w polskim systemie prawnym. Naruszenie przez ustawodawstwo covidowe gwarantowanej przez Konstytucję równości wobec prawa, swobody działalności gospodarczej, ochrony prawa własności przy jednoczesnym braku wsparcia adekwatnego do ponoszonych strat, może skutkować skierowaniem pozwów wobec Skarbu Państwa.

Sektor centrów handlowych oczekuje traktowania podmiotów działających na polskim rynku w sposób równy i zgodny z prawem. Niezrozumiałe jest, dlaczego sklepy i punkty usługowe zlokalizowane poza centrami handlowymi mogą swobodnie działać. Dodatkowo trudno jest znaleźć uzasadnienie pod kątem epidemiologicznym dla doboru branż, które mogą prowadzić działalność bez ograniczeń. Jest to dyskryminacja podmiotów ze względu na miejsce i przedmiot prowadzonej działalności. Obecnie zarówno na gruncie krajowym, jak i w sferze prawa międzynarodowego istnieją realne przesłanki do wystąpienia z roszczeniami odszkodowawczymi.

Dodatkowym argumentem wzmacniającym istotnie roszczenia właścicieli obiektów handlowych jest arbitralność i nieprzewidywalność wprowadzanych ograniczeń, pomimo ogromnych wysiłków podejmowanych przez branżę w celu zapewnienia bezpieczeństwa osób odwiedzających centra handlowe oraz wykluczenie wynajmujących ze wsparcia w ramach tarcz antykryzysowych i finansowych.

Wartość transakcji zrealizowanych przez Savills IM w 2020 roku przekroczyła 2,5 mld EUR

  • W 2020 roku transakcje nabycia aktywów osiągnęły wartość niemal 1,7 mld EUR. Równocześnie, firma sprzedała nieruchomości o łącznej wartości 833 mln EUR.
  • Wartość aktywów zarządzanych przez Savills IM w ramach europejskiej platformy logistycznej osiągnęła ok. 4,7 mld EUR
  • W 2020 r. na polskim rynku firma nabyła nieruchomości o łącznej wartości 430 mln EUR.

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny rynku nieruchomości, zrealizował w 2020 roku na całym świecie transakcje o wartości ponad 2,5 mld EUR, w tym około 2,1 mld EUR w Europie oraz około 457 mln EUR w Azji. W skali globalnej transakcje objęły niemal 1,7 mld EUR w zakresie akwizycji i 833 mln EUR w zakresie sprzedaży, co odpowiada inwestycji netto na poziomie 842 mln EUR. Savills IM zarządza obecnie aktywami o łącznej wartości około 21,2 mld EUR (ponad 25 mld USD), co stanowi rekord w historii firmy.

W 2020 r. Savills IM zrealizował 74 transakcje w 14 krajach, z których 8 przekroczyło wartość 100 mln EUR. Najważniejsze z nich to nabycie parku logistycznego Łódź City VI w centralnej Polsce w ramach nowego strategicznego partnerstwa z Kajima Properties, zakup kompleksu logistycznego w Ansbach w Niemczech w imieniu European Logistics Fund 2 oraz przejęcie portfela 38 supermarketów w Danii.

Savills IM skoncentrował się na zwiększaniu ekspozycji na bardziej odporne sektory, wprowadzając nowe fundusze łączone (pooled funds) oraz dyskrecjonalne, które cechują się wyższą odpornością na recesję. Wśród nich należy wyróżnić dyskrecjonalny pan-europejski fundusz logistyczny VESALF I oraz European Food Retail Fund, koncentrujący się na segmencie spożywczym, w którym inwestorzy dążą do zwiększenia swojej ekspozycji zgodnie z prognozami przedstawionymi przez Savills IM w raporcie Outlook 2021.1

Rok 2020 był szczególnie pomyślny dla europejskiej platformy logistycznej Savills IM. Wartość aktywów logistycznych zarządzanych przez Savills IM osiągnęła ok. 4,7 mld EUR. Oprócz uruchomienia funduszu VESALF I, kontynuowano pozyskiwanie kapitału dla ELF 2 i ELF 3 oraz zrealizowano szereg transakcji logistycznych dla innych funduszy i klientów w ramach partnerstw strategicznych, m.in. we Włoszech i w Polsce. Fundusz ELF 2 zakończył alokację kapitału po zakupie budynku logistycznego w Venray w Holandii. Łącznie posiada on 28 nieruchomości w sześciu krajach.

Po ostatnich transakcjach w Holandii i Francji, następca ELF 2 – fundusz ELF 3, może pochwalić się portfelem siedmiu nieruchomości w trzech krajach i kapitałem własnym w wysokości ponad 375 mln EUR. Z ponad 1,9 mld EUR kapitału zgromadzonego globalnie w 2020 r., największa część przypadła właśnie na ELF 3.

Piotr Trzciński, Head of Investment – Poland w Savills IM, skomentował:

„Jesteśmy zadowoleni z wyników, jakie osiągnęliśmy w trudnym 2020 roku. Wartość transakcji, zrealizowanych przez nas w Polsce w imieniu kapitału europejskiego i azjatyckiego stanowiła ok. 25% naszej globalnej wartości transakcji, co jest bezprecedensowym wynikiem i wyrazem naszej wiary w polski sektor logistyczny. Wysoka aktywność transakcyjna idzie w parze z osiągnięciami w zarządzaniu aktywami – w 2020 roku w zarządzanym przez nas portfelu zostały podpisane umowy najmu na ponad 100,000 m kw., obejmujące aktywa biurowe, magazynowe i handlowe, co jest najlepszym wynikiem leasingowym w historii Savills IM w Polsce. Te świetne rezultaty nie byłyby możliwe bez zaangażowania naszych zespołów, partnerów i doradców w Europie i w Polsce, za które chciałbym im podziękować.”

Kiran Patel, Global CIO and Deputy Global CEO w Savills IM, podsumował:

Wpływ pandemii COVID-19 utrzyma się również w 2021 r., jednak w dalszej perspektywie ulegnie on osłabieniu. Inwestorzy, którzy  trafnie interpretują krótkoterminowe skutki pandemii, odniosą korzyści w perspektywie długofalowej. Pojawiają się okazje inwestycyjne w sektorach rynkowych wykazujących większą odporność, takich jak: logistyka, sektor mieszkaniowy czy rynek handlowy w segmencie spożywczym. Na tle długotrwale niskich stóp procentowych, stopy zwrotu z nieruchomości komercyjnych są jeszcze bardziej atrakcyjne.

Okazje inwestycyjne najszybciej i najtrafniej potrafią określić eksperci posiadający szeroką wiedzę na temat lokalnego rynku, dlatego tak dużą wagę przywiązujemy do naszej sieci 17 biur w 13 krajach”.

1: Raport Savills IM Outlook 2021: „Budowanie odporności globalnych portfeli nieruchomości” https://www.savillsim.com/research/outlook-2021.aspx

Przewoźnicy mogą „odbić” na krajowym rynku

Polski sektor TSL mocno odczuje regulacje dla transportu drogowego, wprowadzane przez Unię. Czeka nas mała rewolucja w polskiej branży transportowej. Polscy przewoźnicy mogą stracić na konkurencyjności, która dotychczas była ich motorem napędowym i będą musieli zmagać się ze zwiększonymi kosztami pracy. Dla najmniejszych przewoźników to może być koniec działalności na terenie Unii, a i ci więksi mogą zdecydować się na przesunięcie swoich usług na krajowy rynek.

Nowa dekada przyniesie być może najpoważniejsze i najdalej idące zmiany w całej historii transportu. To cały szereg nowych wyzwań, z którymi trzeba będzie się zmierzyć: wejście w życie kolejnych zapisów Pakietu Mobilności, chaos związany z Brexitem, niesłabnące zapotrzebowanie na zawodowych kierowców, nadchodząca rewolucja ekologiczna czy wreszcie – automatyzacja i cyfryzacja sektora, bez których straty spowodowane przez lockdown mogłyby być dla branży TSL o wiele bardziej dotkliwe. Miniony rok pokazał nam już, że rynek premiuje elastyczność i operatywność, a więc nagradza tych, którzy dobrze odnaleźli się w nowych, trudnych realiach i przygotowali plan „B”. Jednocześnie weryfikuje firmy, które nie potrafiły się dostosować do nowej, dynamicznej sytuacji i nie miały alternatywy. Wygrali ci, którzy, zamiast czekać na najgorsze, postawili na rozwój, bo kryzysową sytuację potraktowali jako impuls, a nie zagrożenie.

Regulacje, na których stracimy

I choć pandemia przyniosła poważne straty dla branży, to nie ona i jej skutki stanowią największe „zmartwienie” dla branży logistycznej. O wiele więcej uwagi poświęca się dziś szeroko pojętemu wzrostowi kosztów, który – choć rozkłada się na kilka lat – jest nieuchronny. Składa się na niego kilka czynników – to Brexit czy stopniowe wchodzenie w życie kolejnych zapisów Pakietu Mobilności, które zaostrzają restrykcje wobec przewoźników działających na terenie Unii. Konieczność powrotu do bazy przez kierowcę po 8 tygodniach, obligatoryjne wprowadzenie tachografów nowej generacji, podniesienie kosztów wynagrodzenia czy brak możliwości odbierania odpoczynku przez kierowcę w kabinie oznacza znaczący wzrost kosztów po stronie pracodawcy. Wielu mniejszych przewoźników, których dotychczasową siłą były konkurencyjne stawki, uzna to za ograniczenie dostępu do rynku i stwierdzi, że w nowej rzeczywistości przewozy międzynarodowe staną się mało opłacalne. Ci, którzy „pozostaną” będą musieli liczyć się z otwarciem biur w innych krajach – bo zarządzanie całą flotą z bazy w Polsce nie będzie dłużej wykonalne. Według różnych prognoz i zapowiedzi, udział pracy przewozowej polskich przewoźników w transporcie międzynarodowym może spaść o nawet 13 % wobec poziomu w ubiegłych latach. Przypomnijmy: z danych Eurostatu za 2018 rok wynika, że polskie firmy przewiozły 23 proc. całego unijnego transportu drogowego – 270 milionów ton ładunków!

Zamiast zagranicy – przewozy krajowe

Nie oznacza to oczywiście, że nastąpi załamanie na rynku, a setki przewoźników krajowych będzie musiało zmierzyć się z widmem bankructwa. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest przesunięcie usług tylko i wyłącznie na krajowy rynek. Nawet przy mocno nasyconym rynku transportu krajowego pojawienie się nowych graczy może być dodatkowym bodźcem stymulującym rozwój branży. Wszystko zależy jednak od wzrostu gospodarczego – m.in. wzrostu produkcji krajowej, a co za tym idzie, rozwoju krajowych rynków i łańcuchów dostaw. Pamiętajmy jednak, że i tutaj pojawia się poważne wyzwanie – na rynku, tak polskim, jak i europejskim, stale brakuje profesjonalnych i doświadczonych kierowców. Ich dostępność na rynku jest w interesie wszystkich – tak producentów, jak i spedytorów czy przewoźników, a skoro są dobrem deficytowym, cała branża powinna walczyć o pracownika… Nie ze sobą, a wspólnymi siłami.

Kto poradzi sobie po „migracji” z tras międzynarodowych na rynek krajowy? Wszyscy, którzy są operatywni, elastyczni i nie dynamicznie dostosowują do nowych realiów bez względu na okoliczności. Rynek nagradza taką postawę – w ubiegłym roku branża zdążyła się już o tym przekonać.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Nowe rekordy na Wall Street. Reflacja wraca jako motyw przewodni dla rynków

Rynki globalne przywitały nowego prezydenta USA pozytywnymi nastrojami i umacnianiem się ryzykownych aktywów, gdyż inwestorzy liczą na wsparcie ożywienia gospodarczego dodatkowym planem fiskalnym i wyraźny spadek ryzyka nagłych zwrotów w polityce. Reflacja wraca jako motyw przewodni dla rynków.

Nowe rekordy na Wall Street i na niektórych rynkach w Azji. Rynek FX obserwuje powrót słabości dolara z poprawą wycen walut surowcowych i rynków wschodzących. Wśród powodów powrotu risk-on wymienia się obietnice nowego prezydenta USA J. Bidena odnośnie pomocy dla gospodarki w kwocie 1,9 bln USD. Trend reflacyjny nie jest na rynkach nowy i nie dotyczy tylko USA, ale na początku stycznia został na chwilę zapomniany i przysłonięty m.in. obawami, że Fed popsuje rajd ryzykownych aktywów przedwczesnym zacieśnianiem polityki. Dziś jednak wiemy, że Fed nie spieszy się z redukcją skupu aktywów (nie wspominając nawet o podwyżkach stóp procentowych), a ambitne plany fiskalne Bidena mogą spotkać opór Republikanów w Kongresie (a kluczowe wydatki budżetowe nie przejdą bez ich poparcia). Gospodarka USA, jak i światowa, powoli wychodzi z pandemicznego dołka, zatem minie jeszcze sporo czasu, aby wolne moce wytwórcze były w pełni zaspokojone, by zaistniało zagrożenie wysoką inflacją. Inflacja w końcu przyspieszy, ale nie na tyle, by zmuszać banki centralne do zaciągania hamulca. A to najważniejsze dla podtrzymania rajdu ryzykownych aktywów i presji na dolarze.

Po dzisiejszym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego nie spodziewamy się zmian w polityce, biorąc pod uwagę, że dopiero co w grudniu bank dokonał rekalibracji swojej polityki. Można oczekiwać, że na konferencji prezes Lagarde pojawią się komentarze o stanie gospodarki w dobie zaostrzonych restrykcji i sile euro, ale raczej bez sygnałów nowych działań. Ciekawszym tematem może być jednak opinia o sile euro. W grudniowym komunikacie „zwracano uwagę, że nominalny efektywny kurs walutowy jest obecnie najwyższy w historii, a ostatnia aprecjacja może znacząco przyczynić się do osłabienia perspektyw inflacji”. W opublikowanym w ubiegłym tygodniu protokole po posiedzeniu napisano również, że „wyrażano obawy o ryzyko związane ze zmianami kursu walutowego, które mogą mieć negatywne konsekwencje dla perspektyw inflacji”. Jednak ostatnie cofnięcie się EUR/USD pod 1,21 (kurs jest mniej więcej na tych samych poziomach, co podczas grudniowego posiedzenia banku) z pewnością osłabiło zaniepokojenie EBC kursem, szczególnie że nie widać negatywnego wpływu aprecjacji na oczekiwania inflacyjne, które w ostatnich tygodniach wzrastały. W rezultacie możemy oczekiwać podtrzymania języka, że kurs jest obserwowany, ale ogólnie rzecz biorąc nie powinniśmy usłyszeć żadnego zaostrzenia języka mającego na celu zbić wartość euro.

Podtrzymanie gołębiego przekazu EBC, ale bez sygnalizacji nowych narzędzi, nie powinno być zaskakujące i stać się pretekstem do dalszej redukcji długich pozycji w EUR/USD. Możliwe, że wydarzenie przyniesie tzw. sprzedaż faktów i przywróci popyt na EUR w ramach realizacji długoterminowej strategii opartej o odbicie ożywienia gospodarczego w kolejnych kwartałach i pozytywną korelację EUR/USD z rynkiem akcji. W obliczu optymizmu rozkręcanego po zaprzysiężeniu Bidena, dziś może być łatwiej o taki rozwój wypadków.
Styczniowe posiedzenie Norges Banku jest spotkaniem odbywanym pomiędzy publikacjami nowych prognoz, przez co nie jest to moment na podejmowanie kluczowych decyzji. Nowe informacje z gospodarki wspierają oczekiwania banku do podwyżki stopy procentowej na początku 2022 r., ale na ten moment bank powtórzy w komunikacie, że wokół perspektyw ożywienia utrzymuje się duża niepewność. Dla NOK śledzenie trendu cen ropy naftowej powinno być ważniejsze.

Złoty w ograniczonym stopniu korzysta na poprawie nastrojów na rynkach zewnętrznych i generalnie EUR/PLN kontynuuje ruch boczny w przedziale 4,52-4,54. Wczoraj opublikowano wywiad z członkiem Rady Polityki Pieniężnej Cezarym Kochalskim, zdaniem którego przestrzeń do obniżek stóp procentowych istnieje, ale aktualne dane przemawiają za utrzymaniem stóp na niezmienionym poziomie. Komentarz wpisuje się w dominujący w RPP przekaz o stabilizacji stóp, ale z podkreśleniem większych szans obniżki. Dziś pozytywny odbiór decyzji EBC przez euro może pośrednio wspierać złotego i waluty regionu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co piąty restaurator szacuje wytrzymałość zaledwie do około miesiąca

Do końca stycznia w Polsce została przedłużona tzw. Narodowa Kwarantanna. Tej decyzji obawiało się wielu przedsiębiorców, jednak największy cios odczuła branża gastronomiczna. Jeżeli obowiązujące ograniczenia działalności w sektorze HoReCa zostaną utrzymane w kolejnych miesiącach, co piąta firma (20,8 proc.) szacuje, że nie przetrwa na rynku dłużej niż około miesiąca.[1]

Branża gastronomiczna nie będzie dobrze wspominać ubiegłego roku. W listopadzie i grudniu odnotowano najwyższe wskaźniki (odpowiednio 54,9 proc. i 43,2 proc.) obaw o wpływ negatywnych skutków pandemii zagrażających stabilności firm od czasu pierwszej fali.[2] Na niepewność wśród przedsiębiorców wpłynęło przede wszystkim przedłużające się od 24 października zamknięcie restauracji, barów i kawiarni. Wprowadzony wtedy z dnia na dzień zakaz miał obowiązywać teoretycznie tylko dwa tygodnie, w rzeczywistości mijają już 3 miesiące. Obecnie 7,5 proc. (średnia krajowa: 3,7 proc.) spośród 68,3 tys. wciąż funkcjonujących firm gastronomicznych na rynku posiada poważne zadłużenie. Łączna wartość zobowiązań, wg danych BIK, na koniec września 2020 r. wynosiła 695,6 mln zł.[3]

– Szacujemy, iż w grudniu minionego roku suma długów przekroczyła już 700 mln zł, a liczba zadłużonych firm gastronomicznych jest bliska 10 proc. Co jednak najbardziej nas niepokoi to ponad połowa (57,1 proc.) przedsiębiorców z sektora HoReCa, którzy oceniają, że nie przetrwają na rynku dłużej niż 3 miesiące, jeśli obostrzenia się utrzymają. Co piąta firma (20,8 proc.) szacuje wytrzymałość zaledwie do około miesiąca.[4] wylicza Jan Enno Einfeld, dyrektor generalny Finiata Group.Co piąty restaurator szacuje wytrzymałość zaledwie do około miesiąca

Nowe obowiązki, podatki i koszty

Wchodząc w 2021 rok, większość Polaków patrzyła z nadzieją, że będzie to dla nich lepszy i spokojniejszy czas. Niestety dla przedsiębiorców nowy rok przygotował podwyżki podatków i kolejne opłaty. Wśród nich m.in. podatek cukrowy (obciążający producentów napojów słodzonych, ale także ich odbiorców), podniesiony koszt energii elektrycznej oraz opłata mocowa (firmy mają płacić 80 proc. całego jej wolumenu, czyli około 4,5 mld złotych rocznie – dla wielu przedsiębiorstw oznacza to nawet podwojenie kosztów prądu), a także wyższe daniny od nieruchomości czy wywozu śmieci. Dla właścicieli firm, którzy chcieli tylko przetrwać czas ograniczonej działalności, nowe podatki to kolejny krok do zakończenia działalności.

1 stycznia minął termin zakupu kasy online przez przedsiębiorców z branży gastronomicznej i restauracyjnej. Data była już jednokrotnie przekładana przez Ministerstwo Finansów z powodu pandemii, jednak resort nie zgodził się na dalsze odroczenie obowiązku. Jedynie dla przedsiębiorców, w szczególnie trudnej sytuacji umożliwiono wydłużenie terminu o konkretnie określony przez nich  czas. Zgodę jednak na to musiał wyrazić pracownik urzędu skarbowego.

W kilkunastu przypadkach przedsiębiorcom rzeczywiście udało się oddalić termin wdrożenia kas o kilka tygodni. – komentuje Jan Enno Einfeld, Finiata Group – Poznaliśmy jednak historie przedsiębiorców, którzy otwierając firmy 2-3 lata temu chcieli zainwestować w kasy online, jednak tych nie było jeszcze na rynku. Kupili więc zwykłe kasy, mimo że wiedzieli o nadchodzącym obowiązku wymiany. W międzyczasie przyszła pandemia, ich obroty spadły nawet o 70-80 proc., byli zmuszeni zwolnić pracowników, a restrykcje ograniczyły działalność do minimum. Próby odroczenia obowiązku wdrożenia kas online niestety kończyły się odmową urzędu skarbowego, ze względu na wytyczne naczelnika.

Nie sposób pominąć dodatkowego skutku ubocznego powszechnej wymiany kas, czyli gwałtownej nadprodukcji elektrośmieci. Kasy starego typu nie nadają się do odsprzedania, nawet jeśli mają zaledwie dwa lata, ponieważ program digitalizacji dotyczy wszystkich branż prowadzących sprzedaż. Co więcej przedsiębiorca jest zobowiązany do zwrotu ulgi otrzymanej na zakup kasy fiskalnej, gdy zlikwiduje działalność w przeciągu 3 lat od momentu jej rozpoczęcia.

Nie liczy się konkurencja a przetrwanie

Od wprowadzenia wiosennego lockdownu minie niedługo rok, a dla branży gastronomicznej niezmiennie brakuje rozwiązań, które umożliwiłyby przetrwanie okresu postoju. Według danych GUS, od kwietnia do września 2020 r. z rynku zniknęło 2055 firm gastronomicznych, a ponad 4,3 tys. przedsiębiorców zawiesiło działalność.[5] Decyzja o dalszym przedłużeniu obostrzeń spowoduje, że straty będą już dla wielu nie do odrobienia.

– Zdecydowana większość firm gastronomicznych jest w sytuacji, w której osiągany obroty nie pokrywają ani kosztów stałych, ani wynagrodzenia pracowników. Co czwarty restaurator obawia się pojawienia lub nasilenia problemów z cash flow. –  mówi Jan Enno Einfeld Największą stratą dla firm gastronomicznych jest utrata czasem wieloletnich i lojalnych pracowników. Szacuje się, że pandemia kosztowała już branżę ponad 130 tys. miejsc pracy.[6] Pozostałym pracownikom zmniejszono z kolei wynagrodzenia.

Sytuacja panująca w branży gastronomicznej jest trudna dla wszystkich podmiotów, niezależnie od skali działania. Niedawno jeden z największych graczy na rynku, spółka AmRest, odnotowała spadek obrotów w III kwartale o 12,6 proc. r/r. Po trzech miesiącach funkcjonowania w zamknięciu przedsiębiorcy nie myślą już o rywalizowaniu z konkurencją, bo ta również boryka się z brakiem przychodów. Firmy walczą o przetrwanie każdego kolejnego dnia, aby nie dołączyć do grona ok. 7-8 tys. lokali gastronomicznych, które w zeszłym roku ogłosiły upadłość w wyniku pandemii.[7]

[1] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, grudzień 2020

[2] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, grudzień 2020

[3] Dane BIK, październik 2020

[4] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, grudzień 2020

[5] Dane GUS, kwiecień-wrzesień 2020

[6] Dane Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej

[7] Dane Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej