Czy w 2020 r. padnie mieszkaniowy rekord?

W bieżącym roku, warunki działania inwestorów mieszkaniowych są trudniejsze niż 12 miesięcy wcześniej. Mimo tego, nie można wykluczyć kolejnych rekordów.  

Zgodnie z wcześniejszymi prognozami, bieżący rok miał być kolejnym bardzo dobrym okresem dla krajowej „mieszkaniówki”. Epidemia koronawirusa połączona z kryzysem gospodarczym oczywiście zweryfikowała te prognozy. Tym niemniej, wyniki dotyczące liczby rozpoczętych oraz ukończonych mieszkań nie wyglądają tak źle, jak może sądzić wiele osób.

Wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego z całego 2020 r. będą dostępne dopiero pod koniec stycznia. Na razie warto zwrócić uwagę na dane, które dotyczą pierwszych dziesięciu miesięcy bieżącego oraz poprzedniego roku. W przypadku mieszkań (lokali i domów) oddanych do użytkowania, roczne porównanie wygląda następująco:

  • mieszkania oddane do użytkowania ogółem – 166 308 przez 10 miesięcy 2019 r./176 424 przez 10 miesięcy 2020 r.
  • mieszkania oddane do użytkowania przez indywidualnych inwestorów – 56 260 przez 10 miesięcy 2019 r./59 324 przez 10 miesięcy 2020 r.
  • mieszkania oddane do użytkowania przez deweloperów – 104 397 przez 10 miesięcy 2019 r./114 098 przez 10 miesięcy 2020 r.

Powyższe dane sugerują, że w 2020 r. mimo wszystko padnie rekord dotyczący łącznej liczby ukończonych mieszkań. Będzie on następstwem m.in. dużej liczby nowych inwestycji deweloperskich z lat 2018 – 2019.

Jeżeli natomiast chodzi o rozpoczęte mieszkania, to roczne porównanie przedstawia się następująco:

  • mieszkania rozpoczęte ogółem – 202 539 przez 10 miesięcy 2019 r./186 948 przez 10 miesięcy 2020 r.
  • mieszkania rozpoczęte przez indywidualnych inwestorów – 80 823 przez 10 miesięcy 2019 r./78 672 przez 10 miesięcy 2020 r.
  • mieszkania rozpoczęte przez deweloperów – 117 445 przez 10 miesięcy 2019 r./105 326 przez 10 miesięcy 2020 r.

Informacje GUS-u wskazują, że pobicie ubiegłorocznego rekordu dotyczącego liczby rozpoczętych mieszkań jest mniej prawdopodobne. W porównaniu z poprzednim rokiem, dość mocno spadła bowiem aktywność deweloperów. Na wysokim poziomie utrzymuje się natomiast liczba domów rozpoczynanych przez osoby prywatne.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

W pandemii deweloperzy hamują z budową mieszkań? Nic podobnego!

Firmy deweloperskie nie przestraszyły się koronawirusa i nadal wierzą w mocny popyt na mieszkania. Takie wnioski można wyciągnąć z informacji dotyczących skali budownictwa mieszkaniowego. Deweloperzy co prawda mocno przyhamowali z budowaniem w czasie pierwszego, wiosennego lockdownu, ale już latem nastąpiło odbicie w tym zakresie. Mimo wszystko jednak widać większą ostrożność co do planowania inwestycyjnej przyszłości. Liczba pozwoleń i zgłoszeń budowy, oraz mieszkań których budowę rozpoczęto – zmniejszyła się rok do roku.

Ostatnie dane nie obejmują jeszcze – z wiadomych względów – końcówki roku, ale z informacji, którymi już dysponuje Główny Urząd Statystyczny wynika, że w najbardziej kryzysowym roku od wielu lat – przez 10 miesięcy od stycznia do końca października –  firmy deweloperskie oddały więcej mieszkań niż rok wcześniej.

Podaż mieszkań wzrosła w analizowanym okresie o 6,1 proc. rok do roku, przy czym podaż mieszkań przeznaczonych stricte na sprzedaż lub wynajem była nawet wyższa. Jak podaje GUS: “deweloperzy przekazali do eksploatacji 114,1 tys. mieszkań – o 9,3% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r., natomiast inwestorzy indywidualni – 59,3 tys. mieszkań, tj. o 5,4% więcej”

Przeciętne mieszkanie (w budownictwie indywidualnym i przeznaczonym na sprzedaż) oddane w ciągu ostatnich 10 miesięcy miała 88,7 mkw. powierzchni użytkowej. To nieco więcej niż rok wcześniej, gdy przeciętne mieszkanie miało 88,6 mkw (133,8 mkw. w budynkach jednorodzinnych, 53,1 mkw. – w wielorodzinnych).

Strachy na lachy?

Z danych GUS wynika więc, że po trzech kwartałach roku budownictwo nadal jest mocno rozpędzone. Czy więc firmy deweloperskie faktycznie nie przestraszyły się pandemii?

Dane za pierwszą połowę roku, a więc obejmujące najbardziej kryzysowy czas jeśli chodzi o zatrzymanie gospodarki pokazują, że mocno hamowała również branża deweloperska. Co prawda w ciągu 6 mcy deweloperzy oddali do użytku o ponad 6 proc. mieszkań więcej niż przed rokiem, to jednak spadła liczba pozwoleń na budowę i bardzo mocno – liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto. Jeśli chodzi o pozwolenia i zgłoszenia budowy – tych było mniej o 6 proc. względem analogicznego okresu roku ubiegłego, natomiast liczba mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem, których budowę rozpoczęto zmniejszyła się aż o 20 procent.

Widać więc, że w początkowym okresie pandemii hamowanie z inwestycjami było mocne. Z pewnością większy spadek liczby budów, które rozpoczęto wynikał w dużej mierze bezpośrednio z zarządzonego wówczas lockdownu, który stopował inwestycje.

W porównaniu do wiosny dane obejmujące również i jesień do końca października, pokazują że nastroje się poprawiały i zakres prowadzonych inwestycji się zwiększał. W ciągu 10 miesięcy roku liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto była co prawda mniejsza niż w tym samym okresie roku ubiegłego, ale już nie o 20 a o nieco ponad 10 proc. To oczywiście ciągle wyraźny spadek dynamiki po stronie podaży, ale też widać, że w trakcie „pandemicznego” roku liczba inwestycji rosła. Jeśli chodzi o wydane pozwolenia na budowę: tu akurat mamy utrzymanie, a nawet pogłębienie tendencji z jesieni. Liczba wydanych pozwoleń w ciągu 10 mcy roku spadła o 9 proc. rok do roku.

Zachować równowagę

Ostatnie dane wskazują więc, że mimo wszystko branża deweloperska będzie starała się ograniczać front robót i podaż mieszkań. Z czego to może wynikać? Deweloperzy w ten sposób próbują uniknąć nadpodaży i zmiany cen. Zakładając, że jednak popyt będzie mniejszy, reagują ograniczeniem po stronie podaży. W ten sposób – przy zachowaniu równowagi między podażą i popytem uda się utrzymać ceny na dotychczasowych poziomie.

W kryzysowym roku 2020 ceny mieszkań w największych miastach nie tylko nie spadały, ale rosły. Z danych NBP za III kw. 2020 wynika, że na rynku pierwotnym stawki za 1 mkw. mieszkania wzrosły we wszystkich wiodących miastach.

W Warszawie 1 mkw. nowego mieszkania w III kw. 2020 kosztował średnio już 10184 zł, więcej o 700 zł w porównaniu do wcześniejszego kwartału i więcej aż o 1000 zł w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej.

W Krakowie średnia cen w III kw. 2020 wynosiła 8838 zł i była o 1050 zł wyższa niż rok wcześniej. W Gdańsku za nowe mieszkania płaciło się 9000 zł – o 500 zł więcej niż rok wcześniej. We Wrocławiu z kolei skala podwyżek rok do roku wyniosła średnio 460 zł na metrze kwadratowym. Za 1 mkw. mieszkania płaciło się tam w analizowanym okresie 8100 zł.

Podsumowanie

Jeśli więc wziąć pod uwagę same ceny jako pewne odbicie sytuacji rynkowej, można powiedzieć, że na rynku mieszkaniowym dewastującego wpływu pandemii na razie nie widać. Byłby to jednak obraz nieprawdziwy. Należy pamiętać, że rynek nieruchomości reaguje z opóźnieniem na procesy gospodarcze. Duża podaż mieszkań na pewno wynikała z faktu, że firmy zostały zaskoczone kryzysem na etapie silnej hossy na rynku, gdy popyt był bardzo mocny, ceny mocno też rosły, podobnie jak podaż. Widoczne w danych GUS ograniczenie pozwoleń na budowę pokazuje, że jednak branża przygotowuje się na spowolnienie. Ograniczenie podaży ma być reakcją na zmianę sytuacji rynkowej.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Posłowie pomyli daty. Tarcza 6.0 do znowelizowania?

15 grudnia 2020 r. w Dzienniku Ustaw została opublikowana tzw. Tarcza Antykryzysowa 6.0. Zawiera ona nie tylko nowe przepisy pomocowe, ale także nowelizuje dotychczas obowiązujących rozwiązań. Między innymi poszerza katalog przedsiębiorców, którzy mogą skorzystać ze zwolnienia z ZUS za miesiące od lipca do września 2020 roku, ale tylko teoretycznie – termin na złożenie wniosku według ustawy mija bowiem… 30 listopada bieżącego roku.

Zgodnie z intencjami ustawodawcy nowelizacja z 9 grudnia miała poszerzyć katalog firm, które mogłyby skorzystać ze zwolnienia z ZUS poprzez wpisanie dodatkowych klasyfikacji PKD w art. 31zo ust. 8. Przedsiębiorcy jednak tego nie odczują, ponieważ nowe przepisy dopuszczają możliwość skorzystania ze zwolnienia przez kolejne firmy pod warunkiem złożenia wniosku do dnia 30.11.2020 roku. Co jeszcze dziwniejsze, ustawodawca wskazał inny termin tylko dla dwóch grup PKD – do 15 stycznia 2021 roku.

Warto zwrócić uwagę, że projekt Tarczy 6.0 trafił pod obrady Sejmu już 26 października 2020 r., a do czasu ogłoszenia jej w Dzienniku Ustaw upłynęły prawie dwa miesiące. W tym czasie funkcjonowanie niektórych branż było zawieszane z dnia na dzień, a działające w nich firmy traciły płynność finansową. Co istotne, pomoc wynikająca z tarczy 6.0 nie będzie obowiązywać „tu i teraz”. Na niektóre formy wsparcia trzeba będzie jeszcze poczekać, np. wniosek o dodatkowe świadczenie postojowe, jak i zwolnienie z ZUS za listopad będzie można złożyć dopiero od 30.12.2020 r.

W celu naprawienia błędu niezbędna będzie nowelizacja ustawy z dnia 9 grudnia 2020 r. Co prawda daje ona możliwość, aby w drodze rozporządzenia np. ustalić dodatkowy okres zwolnienia z ZUS. Nie ma jednak możliwości zmiany w taki sposób zawartego w niej terminu na składanie wniosków o zwolnienie za okres lipiec – sierpień.

Tarcza 6.0 to kolejna już nowelizacja ustawy z dnia 2 kwietnia 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Tarcze Antykryzysowe wprowadzają wsparcie dla przedsiębiorców, którzy odczuli negatywne skutki biznesowe związane z pandemią.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Raport o niskoemisyjnych inwestycjach w sektorze budynków – rekomendacje dla decydentów

Warszawski think tank WiseEuropa opracował raport: „Renowacja. Panorama niskoemisyjnych inwestycji w sektorze budynków”, w którym pokazuje, że termomodernizacja budynków odgrywa kluczową rolę nie tylko w zmniejszaniu emisji gazów cieplarniach do atmosfery (budynki są obecnie jednym z największych konsumentów energii w Europie, odpowiedzialnym za ok. 36% emisji w UE), ale może być także bodźcem pobudzającym odbudowę europejskich gospodarek po kryzysie wywołanym pandemią COVID-19.

– Mając na uwadze, że obecnie projektowane są zarówno krajowe programy wsparcia termomodernizacji budynków (w tym aktualizacja programu Czyste Powietrze), jak i przygotowywane są reformy niezbędne do utworzenia Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, konieczne jest zaprojektowanie i przyjęcie takiego planu działania, w którym poszczególne instrumenty uzupełniając się, pozwalają na efektywne wydatkowanie dostępnych funduszy – piszą w najnowszym raporcie Karolina Marszał, Aleksander Śniegocki oraz Zofia Wetmańska

Duże wyzwanie inwestycyjne

– Polska w najbliższych latach będzie miała dostęp do bezprecedensowych środków na termomodernizacje budynków, jednak dotychczas ograniczony proces monitorowania przepływów finansowych w tym obszarze niesie ze sobą ryzyko niepełnego lub nieefektywnego ich wykorzystania – mówi Zofia Wetmańska, współautorka raportu.

Lata 2014-2019 w polskim sektorze budynków

Autorzy raportu uporządkowali dostępne dane na temat finansowania niskoemisyjnych inwestycji w celu lepszego zrozumienia procesów zachodzących w polskim sektorze budynków w ostatnich latach oraz poprawnego zdefiniowania przyszłych wyzwań i szans dla decydentów, sektora publicznego i prywatnego oraz instytucji finansowych.

Wyniki pokazują, że lata 2014-2019 charakteryzowały się dużym poziomem zmienności jeśli chodzi o skalę nakładów finansowych oraz zaangażowania poszczególnych grup inwestorów w realizację niskoemisyjnych inwestycji w budynkach.

Najwięcej środków, bo ok. 56% (prawie 13 mld PLN) na inwestycje w niskoemisyjne technologie w sektorze budynków w przekroju lat 2014-2019 przeznaczył sektor publiczny, w szczególności samorządy i gminy (43%, prawie 10 mld PLN).

Unia Europejska i banki komercyjne

Do 2018 r. termomodernizacja zasobów budowalnych oraz instalacja odnawialnych źródeł energii była przede wszystkim możliwa dzięki wsparciu pochodzącemu ze środków europejskich (stanowiących 75% wszystkich funduszy publicznych ok. 11 mld PLN). Charakterystyka oraz wymagania związane z wydatkowaniem tych środków przyczyniły się do nierównomiernego rozkładu aktywności inwestorów w czasie, skutkując wzrostem inwestycji w 2016 o co najmniej 50% względem każdego z analizowanych lat.

Sektor publiczny i przedsiębiorstwa realizowały niskoemisyjne inwestycje w budynkach przede wszystkim w oparciu o fundusze europejskie, podczas gdy gospodarstwa domowe w większości polegały na środkach pozyskanym od banków komercyjnych.

Czyste Powietrze w górę  – OZE w dół

Istotną zmianę przyniósł 2019 r., kiedy to środki krajowe (z budżetu centralnego, budżetów lokalnych oraz NFOŚiGW i WFOŚiGW) odpowiadały za ok. 2/3 całkowitego zaangażowania finansowania publicznego w realizację niskoemisyjnych inwestycji w budynkach. Tak znaczący wzrost udziału środków krajowych, pokazuje, że odpowiednio wprowadzone regulacje i zachęty już w bardzo krótkim czasie mogą pozwolić osiągnąć realne zmiany w procesie dekarbonizacji budynków – zaobserwowane zmiany są bezpośrednim efektem wprowadzenia ulgi termomodernizacyjnej i rozszerzenia programu Czyste Powietrze. Jednocześnie warto zauważyć, że o ile interwencja publiczna miała znaczący wpływ na wzrost skali finansowania działań umożliwiających podniesienie efektywności energetycznej w budynkach, nie przełożyła się ona jednak na inwestycje w odnawialne źródła wytwarzania energii – inwestycje w OZE systematycznie malały od 2016 r.

Najlepszy moment na inwestycje!

Znajdujemy się w historycznym momencie, w którym bezprecedensowe środki finansowe z Unii Europejskiej mogą popłynąć w kierunku termomodernizacji budynków. Niemniej jednak fragmentaryczne informacje o skali, źródłach i instrumentach finansowania, a także stopnia zaangażowania poszczególnych grup inwestorów w renowację budynków, utrudniają prowadzenie polityki publicznej w tym obszarze, a także niosą ze sobą ryzyko niepełnego lub nieefektywnego wykorzystania środków europejskich oferowanych w ramach Planu Odbudowy. Sięgnięcie po te środki wymagać będzie precyzyjnego określenia potrzeb inwestycyjnych i instrumentów finansowych dedykowanych tym działaniom.

Rekomendacje dla decydentów:

  • Uzależnienie intensywności wsparcia od głębokości przeprowadzonej termomodernizacji oraz przewidywanych efektów ekologicznych niskoemisyjnych źródeł energii w budynkach, co może pozytywnie wpłynąć nie tylko na wzrost ambicji i tym samym zmniejszenie emisyjności sektora lecz także na poprawę efektywności wydatkowania środków publicznych.
  • Projektowanie długoterminowych programów wsparcia oraz prowadzenie naborów ciągłych. Stabilne warunki i jasne zasady udzielanego finansowania mogą przyczynić się do wzrostu zaufania wszystkich grup inwestorów i w konsekwencji zwiększyć jakość przeprowadzonych przedsięwzięć.
  • Uporządkowanie systemów wsparcia w taki sposób, aby uniknąć konkurowania ze sobą programów. Obecność kilku podobnych programów wsparcia skierowanych do tego samego rodzaju inwestycji końcowej wpływa negatywnie na efektywność wydatkowanych środków. W związku z tym rekomendowane jest ujednolicenie warunków wsparcia, wymagań dotyczących efektów ekologicznych jak i rodzajów kosztów kwalifikowalnych na poziomie poszczególnych typów budynków.
  • Ujednolicenie systemu ewaluacji programów wraz z monitorowaniem przedsięwzięć i przepływów finansowych oraz gromadzenie i udostępnianie danych. Z uwagi na różnorodność dostępnych instrumentów, stworzenie spójnego systemu sprawozdawczości oraz konsekwentne gromadzenie danych związanych z przeprowadzanymi przedsięwzięciami mogłoby przyczynić się do efektywnego monitorowania postępów i obiegu informacji pomiędzy podmiotami zainteresowanymi niskoemisyjnymi inwestycjami w budynkach. Ponadto, obwarowania związane z funduszami europejskimi, którymi w najbliższej dekadzie będzie dysponować Polską, będą przekładały się na konieczność wdrożenia metodologii śledzenia przepływów finansowych skierowanych do niskoemisyjnych inwestycji, w celu umożliwienia przeprowadzenia procesu sprawozdawczości i wykazania udziału zielonych inwestycji w strukturze wydatkowania środków europejskich.
  • Zintensyfikowanie działań promujących inwestycje niskoemisyjne w sektorze budynków, w tym prowadzenie kampanii informacyjnych i szkoleń w zakresie korzyści wynikających z poprawy efektywności energetycznej budynków oraz ich przystosowania do zmian klimatycznych.
  • Poprawa komunikacji oraz usystematyzowanie dialogu między sektorem publicznym, prywatnym oraz instytucjami finansowymi w zakresie finansowania niskoemisyjnych inwestycji w sektorze budynków, w tym wzmocnienie współpracy z bankami.

Analiza uwzględnia dane dotyczące przedsięwzięć mających na celu poprawę efektywności energetycznej oraz inwestycje w niskoemisyjne źródła energii w sektorze budynków, które zostały rozpoczęte w latach 2014-2019.

BIG InfoMonitor: Idą święta, a przed nimi ogromne zakupy. Ale będzie skromniej

Pandemia pandemią, a branża handlowa robi co może, by oczarować klientów bożonarodzeniową aurą i skłonić do jak największych wydatków. Pomoże jej w tym trzecia już handlowa niedziela w grudniu, ale przeszkodzą plany Polaków – 39 proc. mówi, że te święta mają być skromniejsze niż zwykle. Bardziej wystawne niż wcześniej będą jedynie u 2 proc. osób – wynika z badań dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Warto jednak się trzymać za kieszeń, bo wyjątkowy świąteczny czas potrafi skłonić do nieprzemyślanych decyzji.

Czy w okresie pandemii branża handlowa przeżyje taką samą gorączkę przedświątecznych zakupów jak co roku? Na pewno robi co może, by tak się stało. Handlowcom zależy, bo są mocno poobijani po lockdownie wiosną i drugim trzytygodniowym w listopadzie. Przez tę ostatnią przerwę trudniej też było im budować świąteczną atmosferę. Od 27 listopada klienci weszli już jednak do sklepów z odmienionymi wystawami, w międzyczasie zmieniała się też tematyka reklam, w grudniu doszło świąteczne oświetlenie ulic i kolorowe dekoracje. – Nakręcamy się i dajemy się nakręcać – musi być ekstra, bo w końcu święta to coś wyjątkowego. A przy okazji dla handlu najgorętszy czas w roku – mówi psycholog społeczny Roman Pomianowski, prezes Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych. Sprzedaż z dwóch ostatnich miesięcy roku to często 30 proc. rocznych obrotów, które na razie nie wypadają najlepiej. Od stycznia do października Polacy kupili mniej niż w tym samym okresie 2019. W przypadku odzieży i obuwia odnotowano według GUS spadek o 14,3 proc. licząc w cenach stałych, prasy i książek oraz towarów w wyspecjalizowanych sklepach o 3,8 proc., a nawet żywności o 2 proc. oraz leków i kosmetyków o 1,4 proc. Nie wspominając o samochodach (14 proc.), na których zakup w prezencie niewielu może sobie pozwolić. W samych galeriach handlowych w pierwszych trzech kwartałach tego roku obroty były niższe o 24 proc.

Najrzadziej o oszczędzaniu na tegorocznych świętach mówią mieszkańcy wsi

Sklepom sprzyja teraz brak innych rozrywek. Zamknięte restauracje, kina i teatry pozwalają jak nigdy skoncentrować uwagę kupujących na placówkach handlowych i skorzystać z oszczędności na innych nierealizowanych z powodu ograniczeń wydatkach. Na przeszkodzie może jednak stanąć chęć oszczędzania i mniej okazji do zakupów, bo choćby o hucznych zabawach sylwestrowych w tym roku przecież nie ma mowy – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Z badania przeprowadzonego przez Maison&Partners dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że 39 proc. Polaków urządzi w tym roku skromniejsze święta Bożego Narodzenia niż wcześniej, 59 proc. ankietowanych deklaruje, że będą takie same, a naprawdę nieliczni, 2 proc., że bogatsze. Wydawałoby się, że może to być konsekwencją mniejszej w tym roku liczby gości przy wigilijnym stole, z powodu pandemicznych restrykcji, ale znaczenie mają też dochody. W przypadku gospodarstw z miesięcznymi wpływami do 5 tys. zł netto, będzie skromniej nawet w połowie domów. Tam, gdzie dochody przekraczają 10 tys. zł, mniej wyda co czwarty badany. Jednocześnie najrzadziej o oszczędzaniu na tegorocznych świętach mówią mieszkańcy wsi, a najczęściej mieszkańcy najmniejszych (do 20 tys. mieszkańców) i największych miast (pow. 500 tys. mieszkańców).

Boże Narodzenie to świetne alibi dla zakupoholików

Czy faktycznie uda się dotrzymać słowa danego swojemu domowemu budżetowi? Szczególnie, że okresy pełnego lockdownu pokazały, że po prostu lubimy samo chodzenie po sklepach i zakupy w tradycyjnym stylu. Jak zwraca uwagę Miron Mironiuk zajmujący się rozwiązaniami dla branży e-commerce, np. w Chinach spora część ruchu z tradycyjnych sklepów wcale nie przeniosła się do internetu, gdy były zamknięte. – Fascynujące jest to, że ta pandemia pozwala nam zrozumieć, dlaczego ludzie kupują. Część zakupów robią, bo uzupełniają zapasy, ale jest też taki zwykły shopping – idę do sklepu po to, żeby spędzić w ten sposób czas. I chyba nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, jakie są proporcje między tymi rodzajami zakupów. Teraz widzimy, że jeżeli ludzie nie mogą iść na shopping do sklepów fizycznych, to nie robią tego także w internecie. To, co widzimy teraz w Chinach, było zaskakujące i fascynujące zarazem, bo pokazało, że ludzie lubią się szwendać po sklepach – mówi Miron Mironiuk[1].

– Rzeczywistość pokazuje też, że przedświąteczne zakupy stanowią alibi dla tych, którzy ulegli obłędnej namiętności zakupoholizmu. Wreszcie nie muszą ukrywać lub usprawiedliwić swej kompulsywnej potrzeby kupowania. Atrakcyjne prezenty to przecież wyraz najgłębszych uczuć, ważnych relacji, szacunku, wdzięczności, pamięci, troski, ale i przyjemności obdarowywania innych – podkreśla Roman Pomianowski. – A tu w dodatku ciągłe okazje, promocje, wieczny „Black Friday”. Jak się powstrzymać, opamiętać? – dodaje i podpowiada, że warto zadać sobie trzy proste pytania, które proponuje Donald Black (2016):

  1. Czy czujesz się nadmiernie zaabsorbowany/a robieniem zakupów i wydawaniem pieniędzy?
  2. Czy kiedykolwiek miałeś/aś wrażenie, że robisz zakupy w sposób nadmierny, niewłaściwy i pozostający poza twoją kontrolą?
  3. Czy twoje potrzeby, myśli i zachowania związane z kupowaniem zajmują ci nadmiernie dużo czasu, przyczyniając się do powstawania poczucia winy i niezadowolenia, a w konsekwencji prowadząc do poważnych problemów w twoim życiu (np. osobistych lub finansowych)?

Pozytywna odpowiedź na którekolwiek z nich powinna być początkiem refleksji, bardziej szczegółowych dociekań na temat zakupów i osobistego stosunku do pieniędzy[2].

– Na szczęście świadomość zagrożeń i ryzyka przymusu kupowania staje się coraz powszechniejsza. Nie tylko na widok pełnych szaf nierozpakowanych przedmiotów czy w związku z falą zwrotów nietrafionych prezentów. Niektórym nawet uświadamia potrzebę poszukiwania fachowej pomocy terapeutycznej. I nie do końca prawdą jest, że problem dotyczy wyłącznie kobiet – mężczyźni zakupoholicy też istnieją, tylko kupują co innego – mówi Roman Pomianowski.

Ubywa niesolidnych dłużników w czasie pandemii

Do rosnącej świadomości istnienia problemu zakupoholizmu i nadmiernego konsumpcjonizmu w tym roku doszła też chęć ograniczania wydatków ze względu na niepewne finansowo czasy. I najwyraźniej to działa, bo z ostatnich danych na temat liczby osób z zaległościami z tytułu nieopłaconych w terminie rachunków i rat kredytowych, wynika, że od września do października ubyło 14,8 tys. niesolidnych płatników, a kwota zaległości obniżyła się o 0,5 mld zł. W okresie pandemii, od marca do końca października, ubyło 26,8 tys. nierzetelnych dłużników. Zaległości jednak wzrosły o 2,9 mld zł, ale jest to podobna skala do tej sprzed roku. – Obecnie według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK problemy z terminowymi rozliczeniami ma 2,806 mln osób, a wartość zaległości to 82,68 mld zł – mówi Sławomir Grzelczak i dodaje: Warto rozsądnie gospodarować pieniędzmi, by jeszcze tym nie przysparzać sobie dodatkowych powodów do zdenerwowania. Jak zauważyli psycholodzy, w zestawieniu zdarzeń powodujących stres[3] „święta z rodziną” są równie stresogenne co trzy solidne mandaty. Dokładanie sobie do tego jeszcze zmartwień, jak wyjść z finansowych tarapatów, które sami sobie zafundowaliśmy, z pewnością nie będzie miało dobrego wpływu na świąteczną atmosferę i czas po świętach.

Badanie zostało zrealizowane przez Maison&Partners, metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu badawczym Ariadna w grudniu 2020 r., na ogólnopolskiej, reprezentatywnej pod względem płci, wieku oraz wielkości miejsca zamieszkania próbie Polaków 18+. W badaniu wzięło udział N=1106 osób.

[1] https://wyborcza.pl/Jutronauci/7,165057,26381898,zakup-masla-jako-forma-doswiadczania.html pobrano 5.12.2020

[2] Grzegorzewska,I. i Cierpiałkowska,L (2018).Uzależnienia behawioralne PWN.

[3]Sobolewski,A., Strelau,J., Zawadzki,B. (1999) Kwestionariusz Zmian Życiowych (KZŻ): https://www.kul.pl/files/714/media/3.42.1999.art.2.pdf.pdf. Pobrano 5.12.2020

Arena.pl nawiązuje współpracę z genXone. Na platformie pojawią się m.in. testy Real-Time PCR w kierunku SARS-CoV-2

Arena.pl SA, notowany na NewConnect właściciel platformy zakupowej Arena.pl, nawiązał współpracę ze spółką genXone. W myśl podpisanej umowy w serwisie zakupowym pojawią się panele diagnostyczne do wykrywania infekcji układu oddechowego, pokarmowego oraz moczowo-płciowego. Wśród swoich produktów genXone ma między innymi testy na SARS-CoV-2, czyli koronawirusa. Spółka zapowiada kolejne ważne dla jej rozwoju kroki i dalszy rozwój platformy.

– Miło mi poinformować, że podpisaliśmy umowę z genXone, pionierem w zakresie innowacyjnej diagnostyki medycznej w Polsce. W asortymencie genXone znajduje się wiele badań real-time PCR wykrywających infekcje organizmu, w tym także test w kierunku  koronawirusa SARS-CoV-2 – mówi Maria Bogajewska, prezes Arena.pl. – Jest to kolejna bardzo wartościowa kooperacja w tym roku. W jej ramach planujemy stworzenie kampanii świątecznej, która obejmie specjalne pakiety diagnostyczne  oraz pozwoli na wspólne działania edukacyjne – dodaje.

genXone udostępni do sprzedaży na platformie Arena.pl swój asortyment, na który składają się panele diagnostyczne z zakresu infekcji układu oddechowego, układu pokarmowego oraz układu moczowo-płciowego. Dodatkowo, wśród testów znajduje się także ten identyfikujący koronawirusa SARS-CoV-2, który również wykonywany jest metodą multipleks Real-Time PCR. Jest to jeden z niewielu, jeśli nie jedyny, dostępny w Polsce test molekularny wykrywający aż 4 geny koronawirusa. Oznacza to najwyższą możliwą pewność wyniku. Ponieważ w ramach tego badania konieczne jest profesjonalne pobranie wymazu,  oferta ta będzie skierowana do mieszkańców Poznania i okolic, gdzie znajduje się punkt pobrań genXone.

– Czas pandemii niewątpliwie miał wpływ na wzrost zainteresowania molekularnymi metodami testów diagnostycznych, czego dowodem jest między innymi umowa współpracy z Arena.pl. Cieszymy się, że kolejne podmioty widzą potencjał w tej dziedzinie badań i pragną współtworzyć z nami sieć dystrybucji, a tym samym zwiększać świadomość Polaków w zakresie możliwości badań real-time PCR. Nowy kanał sprzedaży pozwoli nam poszerzyć pole działalności.  Cieszymy się, że Klienci portalu arena.pl będą mogli skorzystać z naszych usług. – mówi Michał Kaszuba, Prezes genXone

genXone dołącza tym samym do grona prawie 7 tys. zweryfikowanych sprzedawców Arena.pl. Podjęta współpraca jest zapowiedzią kolejnych działań Areny w ramach ‘nowego startu’ platformy.

Ze względu na panującą sytuację, zarówno w Polsce i na świecie, branża oparta o produkty medyczne jest jedną z najbardziej potrzebnych, ale jednocześnie równie mocno wymagających. Staramy się jak najszybciej reagować na potrzeby rynku, dlatego już niebawem ogłosimy kolejne ważne kroki, które planujemy podjąć na tym polu – mówi Bogajewska.

genXone to biotechnologiczna spółka specjalizująca się w dziedzinie diagnostyki molekularnej oraz usług sekwencjonowania w innowacyjnej technologii nanopore. Jest pierwszym w Polsce i jednym z pierwszych dziesięciu na świecie laboratoriów, wykorzystujących tę technologię komercyjne. Od sierpnia br.  Spółka jest także notowana na NewConnect.

Na Krajowy Rejestr Zadłużonych poczekamy do lipca 2021

W grudniu 2020 r. ruszyć miał internetowy Krajowy Rejestr Zadłużonych. Ale nie ruszy. Ten bardzo ważny dla życia gospodarczego rejestr zacznie działać prawdopodobnie dopiero w lipcu 2021 roku. Winne temu są m.in. zmiany w polskim prawie upadłościowym przewidziane do wdrożenia w tym i przyszłym roku. – Im szybciej wdrożymy ten rejestr, tym lepiej dla zwiększenia bezpieczeństwa w rodzimych relacjach biznesowych i gospodarczych. – przekonują eksperci firmy doradczej Lege Advisors.

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego, Polska i pozostałe kraje Unii zostały zobowiązane do stworzenia takiego rejestru do czerwca 2018 roku. W Polsce prace nad nim zaczęły się w 2016 roku. Na początku miał to być Centralny Rejestr Restrukturyzacji i Upadłości, ale w 2018 roku postanowiono jego formułę rozszerzyć o dłużników. Zmieniła się też nazwa na obecną – Krajowy Rejestr Zadłużonych.

– Krajowy Rejestr Zadłużonych to będzie wielki krok w kierunku poprawy przejrzystości i bezpieczeństwa w naszym życiu gospodarczym. Nie będzie można już ukryć przed bliskimi, wspólnikiem biznesowym lub kontrahentem, że mamy długi lub jesteśmy upadłymi. – mówi Przemysław Furmanek z firmy doradczej Lege Advisors.

Do Krajowego Rejestru Zadłużonych trafić mają osoby fizyczne oraz przedsiębiorcy. Rejestr ma zawierać szczegółowe dane m.in. o postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych, w których uczestniczyły firmy, o osobach pozbawionych prawa do pełnienia funkcji kierowniczych lub z zakazem prowadzenia działalności gospodarczej. Dostępne będą także dane osób fizycznych, wobec których toczyły się postępowania upadłościowe. W rejestrze znajdziemy też alimenciarzy unikających płacenia.

– Dane w Krajowym Rejestrze Zadłużonych będą jawne i ogólnodostępne. Znajdzie się jednak grupa informacji, do których dostęp dostaną tylko osoby związane z daną sprawą. Jest to m.in. forma zabezpieczenia przed nadużyciami ze strony osób „postronnych”. Taka otwarta formuła rejestru będzie świetnym narzędziem do zwalczania świadomych nadużyć w biznesie i życiu codziennym. – przekonuje Przemysław Furmanek z firmy doradczej Lege Advisors.

Jego zdaniem, Krajowy Rejestr Zadłużonych zwiększy wydajność sądów upadłościowych i restrukturyzacyjnych. Zwiększy także poziom jawności postępowań z perspektywy wierzycieli – będą mieli łatwiejszy dostęp do dużej liczby danych przez internet.

Źródło: firma doradcza Lege Advisors

Rekordowa inwestycja: 80 mln dolarów dla Brainly od Learn Capital

Brainly to największa na świecie platforma edukacyjna online, pomagająca w zdalnej nauce uczniom i rodzicom. Dotąd pozyskała fundusze w wysokości 150 milionów dolarów, co pozycjonuje ją na pierwszym miejscu wśród polskich startupów. W rundzie D firmę wsparli: dotychczasowi inwestorzy Learn Capital oraz fundusze Prosus Ventures, Runa Capital, General Catalyst Partners i należący do Sebastiana Kulczyka MantaRay. Środki z inwestycji zostaną przeznaczone na rozwój nowych produktów dla wielomilionowej społeczności Brainly na całym świecie. Na poziomie globalnym, Brainly rozszerzy swoją obecność między innymi w Brazylii i Indonezji – dwóch dynamicznie rozwijających się społecznościach platformy.

Zdaliśmy sobie sprawę, że uczniowie potrzebują platformy do nauki w trybie peer-to-peer. Rozwój tego modelu przyspieszył w wyniku globalnej pandemii, na zawsze zmieniając sposób uczenia się. Otrzymujemy pozytywne opinie od uczniów, rodziców i nauczycieli korzystających z Brainly, dlatego zależy nam na dostarczeniu kolejnych bardzo potrzebnych zasobów edukacyjnych online uczniom i rodzicom, którzy wymagają dodatkowej pomocy przy nauce w domu – dodaje Michał Borkowski, CEO i współzałożyciel Brainly.

Od kwietnia 2020 r. baza użytkowników Brainly wzrosła o ponad 75%, umacniając pozycję lidera wśród narzędzi do nauki w domu. Dziś Brainly jest potężnym zasobem dla uczniów i ich rodziców, szukających pomocy wśród szkolnej społeczności i grona ekspertów. Brainly udowodniło już, że potrafi osiągnąć sukces w pomocy z zadaniami domowymi, teraz zapowiada kolejne produkty edukacyjne dla uczniów i rodziców.

W tym roku Brainly osiągnęło rekordowe 350 milionów użytkowników miesięcznie. Pozyskane fundusze zostaną wykorzystane do dalszego rozwoju, ale przede wszystkim do dostarczenia zasobów edukacyjnych setkom milionów uczniów i rodziców na całym świecie – dodaje Borkowski.

Brainly stało się jedną z największych społeczności edukacyjnych na świecie, osiągając znaczący wzrost organiczny w ponad 35 krajach. Ten wzrost jest świadectwem siły społeczności i doświadczeń użytkownika, które umożliwiają uczniom i rodzicom odniesienie sukcesu, uwzględniając ich zróżnicowane potrzeby edukacyjne. Learn Capital jest dumne, mogąc wspierać zespół Brainly zarówno w realizacji ambitnych planów produktowych, jak i w drodze do uzyskania pozycji globalnego lidera – komentuje Vinit Sukhija, Partner w Learn Capital.

Bolesne obrzęki i ryzyko uduszenia to codzienność pacjentów z rzadką chorobą HAE. Od pierwszego ataku do diagnozy mija średnio 13 lat

HAE to dziedziczny obrzęk naczynioruchowy, który objawia się rozległymi i bolesnymi obrzękami dróg oddechowych i układu pokarmowego. Prowadzą one do deformacji twarzy i innych części ciała, ale wiążą się też z wysokim ryzykiem nagłej śmierci wskutek uduszenia w przypadku. gdy obrzęk będzie obejmował górne drogi oddechowe. Wielu chorych doświadcza nawet kilkunastu takich napadowych obrzęków w ciągu roku, a okres między nimi jest wypełniony strachem, który może prowadzić do depresji. W Polsce żyje obecnie ok. 340 pacjentów z tą chorobą, ale drugie tyle wciąż pozostaje niezdiagnozowanych. 

Na choroby rzadkie, których jest w sumie ok. 8 tys., cierpi w Polsce 2,5–3 mln osób. Zalicza się do nich również HAE. Ta choroba wynika z niedoboru aktywnego C1 inhibitora.

– Ze względu na brak jednego z białek krwi dochodzi do pojawiania się obrzęków obejmujących skórę. Mogą się pojawiać masywne obrzęki twarzy, dłoni, stóp i innych części ciała. Są one bardzo bolesne, deformujące, a przede wszystkim nieprzewidywalne – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Aleksandra Kucharczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii i Immunologii Klinicznej Centralnego Szpitala Klinicznego MON – Wojskowego Instytutu Medycznego. – Poza tym, że obrzęk naczynioworuchowy deformuje twarz i inne części ciała, to stanowi też bezpośrednie zagrożenie życia.

Szczególnie niebezpieczne są dla chorych obrzęki w obrębie dróg oddechowych, które wiążą się z bardzo wysokim ryzykiem śmierci wskutek uduszenia, ale też w obrębie układu pokarmowego, którym towarzyszą często nudności i wymioty.

– Praktycznie połowa pacjentów przynajmniej raz w życiu ma obrzęk krtani. To może doprowadzić do śmierci w wyniku uduszenia. Po prostu powietrze nie ma jak przepływać przez krtań. Z kolei obrzęki brzuszne mogą prowadzić do niedrożności przewodu pokarmowego,  co, jeżeli pomoc nie dotrze we właściwym czasie, również może doprowadzić do zgonu pacjenta – wyjaśnia dr Aleksandra Kucharczyk.

Osoby cierpiące na HAE stają się więźniami swojej choroby. Z badań wynika, że strach przed atakami i ryzyko uduszenia wpływają na prawie każdą decyzję, jaką podejmują chorzy – od wyboru pracy po miejsce zamieszkania. Część z nich, nie chcąc przekazywać choroby kolejnym pokoleniom, rezygnuje z posiadania rodziny i dzieci. Wielu chorych boi się podróżować i wyjeżdżać poza miejsce zamieszkania w obawie, że w razie ataku nie będą wiedzieli, gdzie szukać pomocy. Stały lęk przed napadami choroby i trudności w codziennym funkcjonowaniu powodują, że ogromna grupa chorych na HAE cierpi też na depresję.

– Życie osób, które chorują na HAE, jest bardzo trudne i nieprzewidywalne. Nie wiadomo, kiedy obrzęk się pojawi, pacjent nie zna dnia ani godziny. Nie wie, czy do potencjalnie śmiertelnych obrzęków nie dojdzie podczas wycieczki czy wakacji – mówi ekspertka z Centralnego Szpitala Klinicznego MON – Wojskowego Instytutu Medycznego.

Dziedziczny obrzęk naczynioruchowy jest chorobą rzadką, na którą w Polsce w świetle danych z krajowego rejestru chorych na HAE z 2016 roku cierpi 341 chorych. Eksperci szacują, że około drugie tyle nadal oczekuje na diagnozę. Wynika to z faktu, że ta choroba jest bardzo trudna do zdiagnozowania: od pierwszego ataku do postawienia diagnozy mija średnio 13 lat.

– Osoby chorujące na HAE często słyszą od lekarzy: „widocznie pan tak ma”, ponieważ nawet specjaliści nierzadko nie są w stanie prawidłowo rozpoznać tych objawów, a co dopiero zwykli ludzie, którzy nie są świadomi istnienia tej choroby. Często mylą to z uczuleniami, z użądleniem owadów itd. Kiedy usłyszałem, że pacjenci z HAE czekają średnio 13 lat na prawidłową diagnozę, nie mogłem uwierzyć – mówi aktor Bartłomiej Topa, ambasador kampanii „HAE. Walczyć o oddech. Wytrzymać ból”.

– Chory na HAE zgłosi się do lekarza pierwszego kontaktu albo na SOR wtedy, gdy pojawią się u niego obrzęki albo wystąpią silne, niewyjaśnione bóle brzucha. Przy czym trzeba pamiętać, że obrzęki to generalnie jedna z najczęstszych przyczyn zgłaszania się pacjentów na SOR. Natomiast te występujące przy HAE mają pewną charakterystykę, są inne niż te, z którymi najczęściej zgłaszają się do nas pacjenci. Obejmują różne części ciała, są asymetryczne, nie towarzyszą im inne zmiany skórne, np. zmiany pokrzywkowe. To są obrzęki, które narastają w ciągu kilku godzin i niezależnie od leczenia ustępują w ciągu trzech–pięciu dni. Lekarz powinien skierować takiego pacjenta do ośrodka, który diagnozuje te dolegliwości – wyjaśnia dr Aleksandra Kucharczyk.

Właśnie wystartowała kampania „HAE. Walczyć o oddech. Wytrzymać ból”, której organizatorem jest Polskie Stowarzyszenie Pomocy Chorym z Obrzękiem Naczynioruchowym „Pięknie Puchnę”, a partnerem Krajowe Forum na rzecz Terapii Chorób Rzadkich ORPHAN. Ma ona zwrócić uwagę na tragiczną sytuację pacjentów z HAE. W trakcie pandemii czas oczekiwania na prawidłową diagnozę dodatkowo się wydłuża, bo możliwości korzystania z opieki zdrowotnej są ograniczone. Dlatego lekarze chcą zwrócić uwagę na problem i wyczulić społeczeństwo na objawy tej rzadkiej choroby.

– Oczywista była dla mnie decyzja o zaangażowaniu się w tę kampanię, bo może dzięki niej więcej osób dowie się o chorobie, będzie mogło skojarzyć objawy u siebie, u swoich najbliższych albo znajomych – mówi Bartłomiej Topa. – Na czas realizacji spotu kampanii zostałem ucharakteryzowany. Już samo wytrzymanie przez kilka godzin w takiej charakteryzacji było dużym wyzwaniem, opuchlizna rozlewała się na oko, policzek i część szyi. Dla mnie to była uciążliwa charakteryzacja, a dla nich to jest potężny życiowy problem. Mam świadomość, że – poza tymi objawami – osoby chore na HAE zmagają się też z potwornym bólem i cierpieniem.

– Najważniejsza rzecz to doprowadzić do tego, żeby grupa niezdiagnozowanych pacjentów się zmniejszyła, dzięki czemu będzie w stanie właściwie zareagować. Kolejna kwestia to zmiana podejścia do leczenia tej choroby, co dzieje się już na świecie. Dąży się do tego, aby dzięki optymalnemu leczeniu pacjent nie miał żadnych objawów lub doświadczył ich znacząco rzadziej. Ważne jest to, abyśmy my lekarze mieli szansę tak prowadzić pacjentów, żeby zapobiegać występowaniu obrzęków – dodaje dr Aleksandra Kucharczyk.

W tej chwili w Polsce refundowane są tylko leki dedykowane pacjentom z HAE stosowane doraźnie, wyłącznie w przypadku wystąpienia ostrych napadów choroby. Jednak istnieje możliwość leczenia zapobiegawczego, które mogłoby diametralnie zmienić życie chorych poprzez całkowite lub znaczne ograniczenie napadów choroby. Dzięki temu pacjenci mogliby wrócić do normalnego funkcjonowania. Na razie leczenie zapobiegawcze nie jest jednak w Polsce refundowane.

Wzrost cen energii od stycznia przyszłego roku. Będą wyższe stawki i nowe opłaty

W listopadzie trzyosobowa rodzina płaciła za energię średnio o 11,7 proc. więcej niż przed rokiem – wynika z zestawienia przygotowanego przez HRE Investments na podstawie danych GUS. Od stycznia ceny ponownie wzrosną. Zgodnie z nowymi taryfami zatwierdzonymi przez URE sprzedawcom energii gospodarstwa domowe zapłacą rachunki wyższe o ok. 3,5 proc. miesięcznie. Nową pozycją, która pojawi się od stycznia na rachunkach za energię, będzie też opłaca mocowa, która dla przeciętnego gospodarstwa domowego wyniesie ponad 10 zł miesięcznie. Co istotne, gospodarstwa domowe nie mają też co liczyć na zapowiadane wcześniej przez rząd rekompensaty za wzrost cen energii, bo Ministerstwo Klimatu i Środowiska wycofało się z tego pomysłu.

– Jak na razie ceny energii na Towarowej Giełdzie Energii się ustabilizowały. Cały czas cena oscyluje wokół 250 zł za MWh i teraz nie wygląda na to, żeby miały nastąpić jakieś wahnięcia. Natomiast trzeba mieć na uwadze, że w 2021 roku wejdzie tzw. opłata mocowa, która podniesie rachunki nie tylko przedsiębiorcom, ale również gospodarstwom domowym. Ta podwyżka będzie i wiemy już także w jakim wymiarze – mówi agencji Newseria Biznes Jan Sakławski, radca prawny i wspólnik w Kancelarii Brysiewicz, Bokina, Sakławski i Wspólnicy.

Wiadomo, że gospodarstwa domowe czeka także podwyżka taryf. W ubiegłym tygodniu Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził nowe stawki za energię elektryczną na kolejny rok trzem spółkom – Enei, PGE Obrót i Tauronowi, a wczoraj – również spółce Energa Obrót. Taryfy obejmą gospodarstwa domowe korzystające z oferty tzw. sprzedawcy z urzędu (w Polsce korzysta z nich ok. 60 proc. gospodarstw, pozostałe – z ofert rynkowych). W efekcie od nowego roku rachunki gospodarstw o przeciętnym zużyciu energii (grupa G11) będą wyższe co najmniej o ok. 3,5 proc., czyli ok. 1,5 zł miesięcznie. W przypadku odbiorców w grupach taryfowych G12, zużywających znacznie więcej energii elektrycznej niż przeciętnie, nominalny wzrost opłat będzie odpowiednio wyższy.

Regulator uzasadnia, że główny powód zatwierdzenia podwyżek to nieznacznie wyższy – niż uznany przez URE jako uzasadniony – poziom ceny energii elektrycznej nabywanej przez sprzedawców na potrzeby odbiorców z grup G, a także wzrost kosztów zakupu świadectw pochodzenia energii zielonej i efektywności energetycznej.

– Ceny energii są wypadkową wielu czynników. Rachunek, który dostaje gospodarstwo domowe, obejmuje nie tylko cenę hurtową energii, ale chociażby także ceny certyfikatów plus usług systemowych, które musimy płacić, żeby ten rynek był płynny i żeby prąd był cały czas w naszych gniazdkach – mówi Jan Sakławski.

Na rachunek za energię elektryczną składają się dwa podstawowe elementy: koszt faktycznie zużytej energii elektrycznej oraz koszt dystrybucji, czyli dostarczenia jej do odbiorcy. URE wciąż prowadzi postępowanie dotyczące zatwierdzenia nowych taryf na 2021 rok dla dystrybutorów energii.

Do rachunków za energię trzeba będzie też doliczyć nową pozycję – opłatę mocową, która zacznie obowiązywać od stycznia 2021 roku. W założeniu jest to mechanizm, który ma zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i w ramach którego producenci energii będą opłacani za gotowość dostaw, żeby zapewnić wystarczające zasoby mocy w systemie. Minister Klimatu i Środowiska opublikował w połowie listopada rozporządzenie dotyczące pobierania nowej opłaty i wyznaczania godzin doby przypadających na szczytowe zapotrzebowanie na moc w systemie.

– W zależności od zużycia energii dla gospodarstw domowych wymiar tej podwyżki będzie wynosił od niewiele ponad 1 zł do 10 zł. Natomiast dla wszystkich pozostałych odbiorców podwyżka będzie dużo bardziej znacząca, bo wyniesie około 76 zł na MWh. To dotknie szczególnie przedsiębiorstwa, które zużywają duże wolumeny energii – wskazuje radca prawny.

Wysokość opłaty mocowej dla gospodarstw domowych została ustalona jako comiesięczna stawka, uzależniona od rocznego zużycia energii elektrycznej, płatna za punkt poboru energii. Najniższą stawkę (1,87 zł) zapłacą gospodarstwa zużywające poniżej 500 kWh, natomiast najwyższą (10,46 zł miesięcznie) – gospodarstwa zużywające rocznie powyżej 2800 kWh energii. Jak podaje URE, przeciętne gospodarstwo domowe (w grupie G11) w Polsce zużywa rocznie ok. 1800 kWh energii. Dla pozostałych grup odbiorców wysokość opłaty mocowej będzie uzależniona od ilości energii elektrycznej pobranej z sieci w wybranych godzinach w ciągu doby (w dni robocze od 7:00 do 21:59) i wyniesie 0,0762 zł/kWh.

Radca prawny wskazuje, że gospodarstwa domowe mają ograniczone możliwości przeciwdziałania podwyżkom rachunków za energię, które sprowadzają się w zasadzie tylko do zmiany sprzedawcy. Dużo szersze możliwości mają jednak przedsiębiorcy.

– Zyskującym na popularności instrumentem są chociażby tzw. Corporate Power Purchase Agreements, czyli umowy CPPA, które pozwalają na zakup energii niemal bezpośrednio od wytwórcy. Takie umowy są zawierane na około 15 lat, dzięki czemu stabilizujemy sobie cenę energii dla naszego zakładu, a jednocześnie uciekamy od odpowiedzialności za to, co się będzie działo na rynku energii w najbliższych latach. Transformację energetyczną ktoś będzie musiał sfinansować i na pewno w części będą to odbiorcy, przede wszystkim biznesowi, o charakterze przemysłowym – mówi Jan Sakławski.

Jak wskazuje, nie będzie też w tym roku obiecanych przez rząd rekompensat za wzrost cen energii. Minister aktywów państwowych Jacek Sasin zapowiedział ustawę, która miała wprowadzić rekompensaty za podwyżki w 2020 roku, ale Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdecydowało o wycofaniu projektu. W zamian ma pojawić się rozwiązanie w postaci dodatku energetycznego dla gospodarstw o najmniejszych dochodach, do wprowadzenia którego Polska – jako kraj członkowski UE – jest zobligowana w ramach wdrażania dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 2019 roku w sprawie wspólnych zasad rynku wewnętrznego energii elektrycznej.

– W kontekście planowanego uwolnienia cen energii i wyjęcia ich spod taryfowania na pewno będą musiały pojawić się jakieś mechanizmy stabilizujące cenę dla tych najbardziej zagrożonych ubóstwem energetycznym – mówi wspólnik w Kancelarii Brysiewicz, Bokina, Sakławski i Wspólnicy. – Wydaje się natomiast, że dla przedsiębiorstw nie należy teraz spodziewać się jakiegokolwiek wsparcia. Opłata mocowa została pomyślana w taki sposób, żeby to wsparcie było udzielane dużej, systemowej energetyce właśnie przez biznes, przez konsumentów energii elektrycznej, którzy potrzebują jej na potrzeby własnej działalności gospodarczej. Dlatego nie spodziewałbym się tutaj radykalnych zmian. Aczkolwiek czas pokaże, ponieważ nasza transformacja energetyczna będzie musiała niedługo bardzo mocno przyspieszyć. Być może takie mechanizmy się jednak pojawią, żeby odciążyć przedsiębiorców i żeby dać im nieco oddechu w kontekście finansowania tej transformacji.