W czasie pandemii biznes coraz chętniej sięga po szkolenia w wirtualnej rzeczywistości. Dają one niemal dwa razy lepsze wyniki niż tradycyjne zajęcia

Lockdown i pandemia przyspieszyły wdrażanie wirtualnej rzeczywistości w wielu branżach – w tym także w segmencie edukacji i szkoleń. Technavio szacuje, że w ciągu najbliższych czterech lat rynek w tym segmencie będzie rozwijać się z 60-proc. dynamiką. Na polskim rynku potencjał szkoleń w VR rozwija już Orange – do końca tego roku przeszkoli w ten sposób niemal 200 swoich pracowników, a w przyszłym – kolejny tysiąc osób. Ich efekty są dużo lepsze w porównaniu z tradycyjnymi zajęciami: szkolenia w VR zapewniają lepszą koncentrację, a wyniki testów wiedzy wśród ich uczestników wzrosły z 56 do blisko 90 proc.

 Cały czas szukamy rozwiązań, które sprawią, że te szkolenia będą jeszcze bardziej efektywne. Nawiązaliśmy współpracę z firmą VR-Learning, która brała udział w naszym programie akceleracyjnym Orange Fab. Okazało się, że szkolenie dla naszych konsultantów pierwszej linii, którzy na co dzień obsługują klientów, może zostać zrealizowane właśnie w VR – mówi agencji Newseria Biznes Ewa Krupa, dyrektor kultury i rozwoju w Orange Polska.

Pandemia COVID-19 znacznie przyspieszyła wykorzystanie rozwiązań zdalnych i nowych technologii, takich jak wirtualna rzeczywistość, w sektorze edukacji i szkoleń. Dynamiczny wzrost tego rynku był prognozowany jeszcze przed wybuchem pandemii. Z marcowego raportu Technavio wynika, że wartość rynku VR w tym segmencie w latach 2020–2024 może wzrosnąć do 6,34 mld dol. Coraz większa przystępność cenowa sprzętu VR, w połączeniu z dostępnością łatwych w obsłudze platform do tworzenia takich treści, będzie napędzać rynek, którego roczna dynamika wzrostu do 2024 roku wyniesie aż 59 proc. – wynika z „Virtual Reality Market in Education Sector by Product, Forecast and Analysis 2020–2024”.

– Czas pandemii i lockdownu pokazał, że wiele branż może skorzystać na wdrożeniu technologii VR. To m.in. właśnie nauka zdalna, co widzimy po reakcjach uczniów na lekcje fizyki, chemii czy biologii w VR, które zbudowaliśmy, oraz szkolenia, czego potencjał pokazuje Orange, przenosząc fizyczne centra szkoleniowe do świata wirtualnego. VR jest z powodzeniem stosowany w szkoleniach miękkich, a jak pokazują badania PwC, uczący są czterokrotnie bardziej skoncentrowani i uczą się cztery razy szybciej niż np. w przypadku e-learningu – mówi Tomasz Kalinowski z VR-Learning.

 Zrealizowaliśmy pilotaż z udziałem 60 pracowników i menadżerów. Okazało się, że efekty są zaskakująco pozytywne. Praktycznie wszyscy użytkownicy, niezależnie od wieku, uznali te szkolenia za bardzo efektywne. 2/3 z nich stwierdziło, że woli gogle VR od tradycyjnej, stacjonarnej formy szkoleń. Natomiast kiedy spojrzeliśmy na wyniki testów, okazało się, że uczestnicy takich szkoleń zapamiętują znacznie więcej szczegółów – dodaje Ewa Krupa.

Jak wskazuje, szkolenia w VR mają kilka przewag nad tradycyjnymi zajęciami. Po pierwsze, skutecznie odcinają użytkownika od rozpraszającego go otoczenia, zwiększając poziom koncentracji. Po drugie, osoba szkolona wciela się w rolę klienta i patrzy na urządzenie bądź usługę jego oczami: rozpakowuje paczkę, ogląda je, podłącza, konfiguruje, sprawdza różne funkcje. W ten sposób zwraca uwagę na szczegóły, których w standardowym szkoleniu może nie zauważyć. Wyniki testów wiedzy wśród uczestników takich szkoleń wzrosły z 56 do prawie 90 proc.

W Orange ze szkoleń VR skorzysta jeszcze przed końcem tego roku 180 osób. W wirtualnej rzeczywistości będą uczyć się obsługi urządzeń i konfiguracji usług, z których korzystają klienci, takich jak m.in. Smart Wi-Fi Box, FunBox, Orange TV GO czy multinagrywarka. W ten sposób będą mogli później skuteczniej wspierać klientów w ich podłączaniu, konfigurowaniu i codziennym użytkowaniu.

Obecnie szkolenia odbywają się w domach pracowników, co jest związane z czasem pandemii i powszechną pracą zdalną. Uczestnicy otrzymują gogle VR kurierem do domu, a po zakończeniu szkolenia naklejają gotową etykietę zwrotną i odsyłają sprzęt. Cały proces przypomina proces odbioru i zwrotu zakupów zamówionych w sklepie internetowym.

 Ważną kwestią jest zapewnienie bezpieczeństwa osób szkolących się. Gogle są odpowiednio zdezynfekowane, a w środku przesyłki znajduje się dodatkowy zestaw do dezynfekcji. Mają też funkcję automatycznego mapowania pomieszczenia, dzięki czemu zabezpieczają przed potencjalnymi wypadkami, np. zderzeniem z meblem czy ścianą. Gogle nie mają kabli, co minimalizuje ryzyko zaplątania się w nie – wymienia dyrektor kultury i rozwoju w Orange Polska. – Ta technologia się sprawdziła i liczymy, że w przyszłym roku – kiedy pandemia odpuści – będziemy w stanie rozwinąć takie szkolenia na większą skalę i zaprosić do nich 1 tys. pracowników. Mamy już też zapotrzebowanie na inne szkolenia, nie tylko z zakresu obsługi urządzeń w VR.

– W ramach akceleracji zbudowaliśmy program szkoleniowy dla telekomunikacji, który może być wykorzystywany na naszej platformie VR do spotkań i szkoleń zdalnych. Co ważne, szkolenie odbywa się w grupie, w trybie wieloosobowym, czyli uczący spotykają się na naszej platformie, a wyniki ich szkolenia są raportowane do systemu LMS [learning management system – red.] klienta – wyjaśnia Tomasz Kalinowski.

Łódzki rynek mieszkaniowy nie zwalnia tempa mimo niepewności i pandemii. W budowie jest coraz więcej nieruchomości o wyższym standardzie

Sprzedaż mieszkań na łódzkim rynku w ciągu czterech kwartałów, licząc od połowy 2019 roku, była tylko o 4 proc. niższa niż rok wcześniej. I to mimo zawirowań związanych z pandemią w II kwartale br. Mimo chwilowego spadku cen prognozy na kolejne miesiące mówią o ich stabilizacji, a wręcz wzroście ze względu na to, że popyt utrzymuje się na wysokim poziomie. Skala inwestycji także jest na podobnym poziomie co w ubiegłym roku – w 120 projektach w budowie jest ponad 11 tys. mieszkań. Na rynku pojawia się coraz więcej inwestycji w wyższym standardzie.

Łódzki rynek mieszkaniowy generuje ok. 5–7 proc. transakcji w skali kraju, zarówno w mieszkaniówce, jak i powierzchniach biurowych, więc jest to relatywnie mały i płytki rynek.

Rynek mieszkaniowy w Łodzi rozwija się, jak w większości miast, ze względu na głębokie i strukturalne potrzeby nowoczesnego budownictwa. Jest pod tym względem dość charakterystyczny, bo przez długi okres ceny mieszkań na rynku wtórnym były zbliżone do rynku pierwotnego. Dopiero od kilku lat widzimy, że rynek pierwotny uzyskuje dużo wyższe kwoty za metr kwadratowy. Obserwujemy również zróżnicowanie oferty nowych mieszkań, nie tylko ze względu na lokalizację, ale także z uwagi na standard budynków. Pojawiają się projekty o zdecydowanie wyższym standardzie i w ciekawszych lokalizacjach. Widać więc, że rynek dojrzewa – mówi agencji Newseria Biznes Michał Styś, prezes zarządu OPG Property Professionals.

Ma to związek z polityką władz miasta ukierunkowaną na przyciąganie inwestorów tworzących miejsca pracy, głównie w branży business process outsourcing (BPO) oraz w sektorze produkcyjnym.

Widać, że w Łodzi sukcesywnie wzrasta zatrudnienie, a to przekłada się bezpośrednio na branżę nieruchomości, zarówno w segmencie mieszkaniowym, jak i biurowym – podkreśla prezes zarządu OPG Property Professionals. – Oczywiście przy dużej podaży powierzchni biurowej na tak płytkim rynku istnieje możliwość czasowego wzrostu pustostanów. Tym bardziej że w tym roku zostało zakończonych lub jeszcze się zakończy kilka dużych projektów biurowych.

Jak wynika z raportu Walter Herz „Rynek biurowy. Polska 13 kw. 2020”, pod względem zasobów powierzchni biurowych Łódź zajmuje siódme miejsce w kraju. Od początku przybyło jej 30,5 tys. mkw., a w budowie pozostaje ponad dwa razy tyle. W pierwszych dwóch kwartałach zostały podpisane umowy najmu na 51 tys. mkw., natomiast w trzecim – na 8,6 tys. mkw. Podobnie jak w innych miastach wzrósł wskaźnik pustostanów – o 1,1 pkt proc. (do 14,3 proc.).

Są pewne wyzwania związane z wypełnieniem nowych budynków biurowych, które czekają na ukończenie na początku przyszłego roku. Nie wszystkie są zabezpieczone wystarczającą ilością powierzchni wynajętej. Najemcy nie chcą podejmować decyzji co do długotrwałych umów najmu – mówi Michał Styś. – W niższych klasach budynku (klasy B lub B+) widać wyzwania stojące przed wynajmującymi, którzy muszą stosować dodatkowe zachęty dla najemców, dając dodatkowe zachęty w formie okresów bezczynszowych, lub elastycznie podchodzić do umowy najmu, czyli skracać okresy, na które jest zawierana, lub oferując możliwości wyjścia.

Z popytem nie ma za to problemu na rynku mieszkaniowym. Wprawdzie w ciągu czterech kwartałów (od połowy 2019 roku do połowy 2020 roku) deweloperzy sprzedali 3,1 tys. mieszkań, czyli o 4,3 proc. mniej niż w poprzednim roku, ale był to wynik poważnych zawirowań związanych z pandemią, jakie wystąpiły w okresie od marca do czerwca. Wiele gospodarstw domowych odłożyło wówczas w czasie decyzję o kupnie mieszkania, a poza tym nie wszyscy inwestorzy od razu przenieśli sprzedaż do kanałów zdalnych.

– Na przestrzeni tych czterech kwartałów sprzedaż i produkcja były i tak na wysokim poziomie, zdecydowanie powyżej średniej z ostatnich 10 lat – mówi prezes OPG Property Professionals. – Nie przewidujemy głębokiego spadku sprzedaży, ale jej stabilizację albo wręcz wzrost. Wygląda na to, że przy tak niskich stopach procentowych wielu klientów podejmuje dalsze decyzje o kupowaniu mieszkań. Ceny mieszkań nie powinny więc dalej spadać.

Według danych NBP średnia cena ofertowa metra kwadratowego nowego mieszkania w Łodzi na koniec trzeciego kwartału 2020 roku wynosiła 6734 zł , a cena transakcyjna – 6406 zł. To więcej w porównaniu do trzeciego kwartału 2019 roku, ale też do pierwszego kwartału tego roku – na koniec marca wynosiły one odpowiednio 6608 zł/mkw. oraz 6249 zł/mkw.

Coraz większym zainteresowaniem kupujących cieszą się mieszkania trzypokojowe, z dwiema sypialniami. Wciąż bardzo popularne są kawalerki kupowane na wynajem. Jak pokazał raport OPG Property Professionals „Pierwotny rynek mieszkaniowy w Łodzi” – w ofercie deweloperów królują mieszkania dwu- i trzypokojowe. Ich udział w łącznej sprzedaży na rynku pierwotnym wyniósł 76 proc.

Szczepionka na koronawirusa ze zgodą na „awaryjne” wykorzystanie w USA. Może być podawana, mimo że proces certyfikacyjny wciąż jest w toku [DEPESZA]

Amerykańska Agencja Żywności i Leków dopuściła do awaryjnego wykorzystania szczepionkę na COVID-19, aby przyspieszyć walkę z pandemią. Szczepionka Pfizer–BioNTech COVID-19 będzie mogła być podawana amerykańskim pacjentom, mimo że jej proces certyfikacyjny wciąż jest w toku. Przedstawiciele agencji zezwolili na jej wcześniejsze podanie, uzasadniając swoją decyzję tym, że wstępne badania kliniczne wskazują na jej wysoką skuteczność w walce z SARS-CoV-2 i niskie ryzyko skutków ubocznych. W ramach awaryjnego zezwolenia ze szczepionki będą mogli skorzystać pacjenci w wieku co najmniej 16 lat.

– Chociaż FDA oficjalnie nie zatwierdziła szczepionki, dzisiejsze zezwolenie na awaryjne stosowanie szczepionki Pfizer–BioNTech przeciwko COVID-19 stanowi obietnicę zmiany przebiegu tej pandemii – wskazuje dr Peter Marks, dyrektor Centrum Oceny i Badań Biologicznych FDA.

Agencja Żywności i Leków podjęła swoją decyzję po zaprezentowaniu wyników badań klinicznych przeprowadzonych na próbie 36,5 tys. chorych, z których większość pochodziła ze Stanów Zjednoczonych. W procesie testowym 18 325 osobom podano placebo, a 18 198 właściwą szczepionkę. W tej drugiej grupie zanotowano 95-proc. skuteczność testowanego leku.

– Zezwolenie FDA na awaryjne zastosowanie pierwszej szczepionki COVID-19 jest kamieniem milowym w walce z tą niszczycielską pandemią, która dotknęła tak wiele rodzin w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie – dodaje komisarz FDA, lek. med. Stephen M. Hahn.

Dotychczasowe testy laboratoryjne nie pozwoliły ustalić, jak długo szczepionka Pfizer-BioNTech zabezpiecza przed infekcją koronawirusa ani czy chroni przed jego dalszą transmisją. Te parametry wymagają dalszych badań. Mimo to przedstawiciele FDA zgodzili się na awaryjne stosowanie szczepionki na podstawie badań udowadniających wysoką skuteczność leku, po uprzednim zapoznaniu się z bilansem potencjalnych zysków oraz ryzyka. Agencja liczy na to, że szczepionka pozwoli zauważalnie przyspieszyć wygaszenie pandemii po wyszczepieniu znacznej części społeczeństwa.

Firmy odpowiedzialne za stworzenie szczepionki (konsorcjum Pfizer-BioNTech) zostały także zobowiązane do monitorowania jej bezpieczeństwa. Wszystkie przypadki objawów poszczepiennych mają być raportowane, a testy kliniczne kontynuowane, aby wykluczyć jakiekolwiek ryzyko zagrożenia życia bądź zdrowia pacjentów.

– Działanie FDA przebiega zgodnie z otwartym i przejrzystym procesem recenzowania szczepionki, który obejmował opinie niezależnych ekspertów naukowych i ekspertów ds. zdrowia publicznego oraz dokładną ocenę dokonaną przez zawodowych naukowców z agencji, aby upewnić się, że szczepionka spełnia rygorystyczne, naukowe standardy bezpieczeństwa, skuteczności i jakości produkcji niezbędne do wydania uprawnienia do użycia w nagłych przypadkach – wskazuje Stephen M. Hahn.

Testy kliniczne wykazały, że wśród osób poddanych szczepieniu przy wykorzystaniu Pfizer–BioNTech COVID-19 większość objawów poszczepiennych ma łagodny przebieg. Pacjenci skarżyli się na bóle w miejscu iniekcji, zmęczenie, bóle głowy i mięśni, dreszcze, bóle stawów oraz gorączkę. U większości pacjentów powyższe objawy pojawiły się po drugiej dawce szczepionki.

Łagodne efekty uboczne nie stanowiły przeciwwskazania do wprowadzenia szczepienia do użytku w trybie awaryjnym.

– Znane i potencjalne korzyści zastosowania szczepionki wyraźnie przewyższają znane i potencjalne ryzyko – przekonuje dr Peter Marks. – Przyspieszenie procesu opracowania szczepionek nie spowodowało uszczerbku dla standardów naukowych ani integralności naszego procesu oceny szczepionek. Proces przeglądu FDA obejmował również publiczną i niezależną ocenę ze strony członków Komitetu Doradczego ds. Szczepionek i Pokrewnych Produktów Biologicznych.

Ze szczepionki na koronawirusa najbardziej cieszą się… producenci ropy

Ze szczepionki na koronawirusa najbardziej cieszą się… producenci ropy. Szósty tydzień z rzędu rosną ceny ropy naftowej. Baryłka odmiany WTI podrożała w tym okresie aż ponad 40 proc., przekraczając poziom 47 dolarów. Ostatni raz tyle płacono za ropę na początku marca br., czyli wtedy, gdy świat zamykał się w strachu przed pandemią.

Ceny ropy rosną, nie zważając na z pozoru niesprzyjające informacje. Za taką można uznać decyzję OPEC+ o częściowym zniesieniu limitów produkcyjnych. Ostatnia podwyżka miała miejsce już po tym, gdy kartel ogłosił, że od 1 stycznia 2021 roku zwiększy produkcję o 500 tys. baryłek dziennie. Cenowego rajdu nie powstrzymała także informacja ze Stanów Zjednoczonych, gdzie tygodniowy wzrost stanu zapasów surowca osiągnął drugi z najwyższych poziomów w historii – 15 mln baryłek.

Co decyduje o wzroście cen? – Głównym czynnikiem korzystnym dla wzrostu cen wydaje się perspektywa powrotu popytu na surowiec w przyszłym roku dzięki szczepieniom przeciw COVID-19 – mówi Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd., spółki, która świadczy usługę Forex dla klientów portalu Cinkciarz.pl.

O szczepionce rzeczywiście wiemy coraz więcej. Reuters poinformował, że USA mogą rozpocząć szczepienia w najbliższy weekend. Wielka Brytania już to zrobiła na początku bieżącego tygodnia. Kolejne mogą być: Kanada, Bahrajn i Arabia Saudyjska, które też już zatwierdziły swoje pierwsze szczepionki.

– Aktualna sytuacja na rynku ropy wydaje się idealna dla kartelu. Nie dość, że członkowie OPEC+ zdecydowali się zwiększyć produkcję, to optymizm na światowych rynkach doprowadził do sporych podwyżek cen – wskazuje Daniel Kostecki. – Ostatni raz z sześciotygodniowym okresem cenowej prosperity na rynku ropy mieliśmy do czynienia w kwietniu i maju br., a wcześniej wiosną 2019 r. – dodał analityk Conotoxia Ltd.

Powyższa publikacja handlowa nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani informacji rekomendującej lub sugerującej strategię inwestycyjną w rozumieniu Rozporządzenia (UE) nr 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r. Została ona sporządzona w celach informacyjnych i nie powinna stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Ani autor opracowania, ani Conotoxia Ltd. nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszej publikacji.
81 proc. rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy. Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.

Wielka technologiczna czwórka zagraża wolnemu rynkowi. Co zrobić z monopolem „bandy czworga”?

Spółki Big Tech stały się ulubieńcami inwestorów. Ich rynkowa potęga wzbudza jednak coraz większe obawy związane z niszczeniem wolnego rynku. W najbliższych miesiącach przekonamy się co dalej z Facebookiem czy Google.

Już za prezydentury D.Trumpa potęgę firm Big Tech uznawano za tak wielką, że coraz częstsze stały się postępowania antymonopolowe. Przykładem był Google. Przewidywania są takie, że J.Biden jeszcze tę politykę zaostrzy, wprowadzi zmiany w opodatkowaniu. Amerykańska Komisja do Spraw Handlu wytoczyła proces przeciwko Facebookowi, iż stosował monopolistyczne praktyki w celu wyeliminowaniu swojej konkurencji i powinien pozbyć się takich cennych nabytków jak WhatsApp czy Instagram.

Czy to początek końca Big Techów? Co zrobić z „bandą czworga”, jak to określają złośliwie ich przeciwnicy, czyli czterema spółkami BIG Tech: Facebook, Google, Amazon i Apple (do tej grupy bywa zaliczany też Microsoft)?

Przewidywania są takie, że nadciąga wielka fala regulacyjna. To wynika z październikowego raportu podkomisji senackiej w USA, która prowadziła przesłuchania prezesów spółek zaliczanych do grupy Big Tech. Raport ma 439 stron. Jego sednem jest to, aby obecna sytuacja nie przerodziła się w stan powszechnego zagrożenia dla konkurencji wolnorynkowej. W tym raporcie pojawiają się postulaty, aby te firmy po prostu podzielić.

– Trwa dyskusja czy firmy te nie uzyskały zbyt daleko idącej monopolistycznej pozycji ze szkoda dla wszystkich innych i moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest oczywista – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dużo trudniejsze jest jednak znalezienie odpowiedzi na pytanie o to, co można z tym zrobić. To w najbliższych miesiącach przekonamy się czy w USA wystarczy woli politycznej, aby kontynuować dochodzenia przeciw Big Techom.

Istnienie Big Techów przyniosło światowej gospodarce ogromne długofalowe korzyści i pchnęła rozwojów na szybszy – nomen omen – tor. Ale jednocześnie spowodowało ogromne podziały w społeczeństwie pomiędzy zagarniającymi dla siebie rynek wielkimi firmami i masami robotniczymi, funkcjonującymi na pograniczu niewolnictwa.

„Techom” zarzuca się właśnie wykorzystywanie pozycji rynkowej do miażdżenia konkurencji ze szkodą dla użytkowników, unikanie płacenia podatków, a także zbieranie i przetwarzanie danych użytkowników do przechwycenia kontroli nad ich zachowaniem, co w konsekwencji może dać im większą władzę niż tę, którą mają demokratycznie wybrane rządy (lub inaczej, poprzez tę kontrolę, będą mogły „same” wybierać władze z pozornym zachowaniem zasad demokracji).

W USA zarzuty im stawiane dotyczą jak na razie wykorzystywania pozycji monopolistycznej. W czasie prezydentury D.Trumpa Republikanie zarzucali mediom społecznościowym blokowanie treści prawicowych, można byłoby więc uznać, że obecny pozew jest „łabędzim śpiewem” odchodzącej administracji. Jednak pozew nie wygląda na polityczny – został niezależnie skierowany przez 46 stanów, co pokazuje, jak silne jest przekonanie co do tej sprawy po obydwu stronach barykady politycznej w USA.

Nawołująca od dawna do podziału Big Techów Elizabeth Warren nie została co prawda wiceprezydentem (ani nawet nie znalazła się w administracji Bidena), ale nie musi to oznaczać, że Biden będzie ich obrońcom, szczególnie, że sam na pewnym etapie kampanii proponował dla nich specjalny podatek.

Taki podatek chce wprowadzić Unia (nawet do 6% rocznych przychodów), a Francja właśnie nałożyła 100 mln euro kary na Google. Administracja Trumpa takie próby opodatkowywania techów poza granicami USA bardzo tępiła, zobaczymy czy Biden (szukający kompromisu z UE) będzie tu tak samo zdeteminowany, czy też uzna, że korporacje powinny po prostu wszędzie płacić wyższe podatki.

– Sama Unia Europejska będzie tutaj bezsilna, za prezydentury D.Trumpa interwencje amerykańskiej, aby Big Techy zostawić w spokoju okazywały się skuteczne – komentuje ekspert XTB. – Nowe regulacje są jednak bardzo potrzebne, bo za kilka lat może okazać się, że bardzo nieliczna grupa osób rządzi światem dzięki olbrzymiemu dostępowi do danych o nas samych.

Reakcja rynku na podejmowane próby jest zauważalna, ale do paniki daleko. Do tej pory inwestorzy indywidualni traktowali każdą przecenę jako okazję.

EBC ponownie poluzował politykę

W tym tygodniu głównym wydarzeniem na europejskich rynkach walutowych było czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, podczas którego nie zmieniono stóp procentowych. Doszło jednak do zmian w innych narzędziach. Program PEPP został zwiększony o 500 mld euro do 1,85 bln euro oraz przedłużony co najmniej do marca 2022 r.  Postanowiono również, że przychody z obligacji będą nadal reinwestowane, co najmniej do końca 2023 r. EBC ogłosił także kolejne korzyści dla długoterminowych kredytów (TLTRO III) i zaprezentował kolejny program pożyczkowy dla banków (PELTRO). Wszystkie zaprezentowane kroki EBC były raczej oczekiwane i są zgodne z wcześniejszymi wypowiedziami przedstawicielami banków centralnych. Prezes EBC, Ch. Lagarde skomentowała też wysoki kurs euro, wskazując, że jego poziom nie jest teraz głównym celem, ale pozostaje ważnym czynnikiem i należy go nadal uważnie obserwować.

W nowej prognozie makroekonomicznej EBC spodziewa się spadku PKB  w tym roku o 7,3% oraz wzrostu inflacji jedynie o 0,2%. Perspektywy inflacji pokazują, że EBC nie spodziewa się osiągnięcia celu inflacyjnego na poziomie 2% w ciągu najbliższych 3 lat.

Spośród innych danych ogłoszonych w tym tygodniu warto wspomnieć o wynikach produkcji przemysłowej w Niemczech za październik, która wzrosła o 3,2% m/m. Pozytywnym sygnałem są również wyniki produkcji przemysłowej za wrzesień, które były wzrostowe.

Polski złoty w tym tygodniu się umocnił i na koniec tygodnia jego kurs wynosił 4,42 PLN/EUR. Kurs eurodolara w tym czasie nie zmienił się mocno i w piątek był na poziomie 1,213 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

NCBR uruchamia nowy program INFRASTARt

Utworzony przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju program INFRASTARt ma zwiększyć efektywność wykorzystania infrastruktury B+R i przyczynić się do umiędzynarodowienia działalności jednostek naukowych. Znane są już warunki udziału w pierwszym konkursie, do którego nabór ruszy 11 stycznia.

Planowany budżet całego programu to 200 mln zł, z tym że kwota jaką NCBR przeznaczy rocznie na dofinansowanie realizacji projektów wyłonionych w konkursie to 50 mln zł. Program INFRASTARt będzie realizowany w latach 2021 – 2024.

Badania naukowe stanowią jeden z najważniejszych czynników rozwoju cywilizacji. Dzięki nim potrafimy skuteczniej odpowiadać na wyzwania współczesności. Jednak dla doskonałości tych badań kluczowe znaczenie ma, obok kapitału ludzkiego, nowoczesna infrastruktura badawcza, bez której nie jest możliwe kształcenie na odpowiednim poziomie przyszłych kadr naukowych. Resort nauki dzięki projektom takim jak Polska Mapa Infrastruktury Badawczej aktywnie wspiera strategiczne dla Polski infrastruktury badawcze. Nowy program NCBR to kolejny krok w rozwoju nowoczesnych laboratoriów stosujących najwyższe standardy badań i kształcenia. To także szansa na  realizację ważnych projektów międzynarodowych – mówi Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki.

I konkurs w programie INFRASTARt dotyczy wsparcia utrzymania infrastruktury B+R zbudowanej lub przebudowanej dzięki realizacji projektów w ramach II priorytetu POIG, których koszty kwalifikowalne  z POIG wyniosły co najmniej 25 mln zł i za pomocą której można prowadzić prace B+R oraz świadczyć usługi badawcze dla podmiotów zewnętrznych.

Bazując na doświadczeniach programu PANDA2 oraz rekomendacjach z przeprowadzonej ewaluacji, NCBR powołuje nowy program stanowiący kontynuację wcześniej podjętych działań. Wsparcie w ramach INFRASTARt dotyczy utrzymania infrastruktury B+R, której specyfika i charakter będą przekładać się na rozwój działalności naukowej danej jednostki i podniesienie stopnia wykorzystania tej infrastruktury dla celów badań komercyjnych. Chcemy pomóc w podnoszeniu rangi i znaczenia polskich badań na arenie międzynarodowej. A te z pewnością przyczynią się do wzrostu innowacyjności, przedsiębiorczości i konkurencyjności polskiej gospodarki – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Do konkursu może przystąpić Wnioskodawca zarejestrowany i prowadzący działalność na terytorium Polski, który jest jednostką naukową oraz był beneficjentem projektu realizowanego w priorytecie 2 Infrastruktura sfery B+R Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, 2007-2013.

Nabór wniosków w konkursie będzie trwał w terminie od 11 stycznia do 11 marca 2021 roku do godz. 16:00.

Kompromis osiągnięty. Złoty stabilny

Na unijnym szczycie obyło się już bez niespodzianek. Zapowiadany kompromis został osiągnięty, budżet podpisany, a wszyscy politycy okazali się zwycięzcami. Pytanie, jak czas zweryfikuje ów kompromis.

Kompromis podpisany

Zgodnie z oczekiwaniami pod naciskiem Niemców i odchodzącej w przyszłym roku Angeli Merkel udało się zawrzeć kompromis. Jest to jedno z tych rozwiązań, które daje każdemu wrażenie, że jest to wyjątkowo bezpieczne rozwiązanie dla jego interesów. Przyszłość pokaże nam, czy po okresie przejściowym faktycznie nie będzie można zastosować tego mechanizmu przeciwko Polsce bez jej zgody. Brzmi to wręcz wiarygodnie korzystnie dla nas, ale rynki wyraźnie doceniły to rozwiązanie, patrząc na siłę złotego, który stabilizuje się w okolicach 4,43 zł.

Co na posiedzeniu EBC?

Europejski Bank Centralny nie zaskoczył rynków. Pomimo umacniania się euro w ostatnim czasie nie zmienił stóp procentowych. Scenariusz ten był mało prawdopodobny, gdyż już teraz mówi się, że ujemne stopy procentowe są powodem pewnych problemów tego regionu. Z drugiej strony zgodnie z oczekiwaniami doszło do drobnych zmian w programie skupu aktywów. Nie zmieniło to sytuacji europejskiej waluty i nadal jest ona wyjątkowo silna względem dolara i innych głównych walut.

Słabe dane z USA

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy nie mogą napawać optymizmem. Jeszcze niedawno spodziewano się, że liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych będzie się stabilizować w stronę poziomów sprzed pandemii. Obecnie nie tylko nie spada, ale wręcz rośnie. Po przebiciu w dół 700 tysięcy wniosków tygodniowo nie ma już śladu, a wczorajszy wynik pokazał aż 850 tysięcy. Jest to informacja, że z amerykańskim rynkiem pracy nie jest najlepiej, co wyraźnie ciąży dolarowi.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Podatek od środków transportowych – wyzwanie dla przedsiębiorców

Podatek od środków transportowych jest podatkiem lokalnym, odprowadzanym do właściwej gminy, o którym zdarza się, że przedsiębiorcy zapominają. Z pozoru proste regulacje, w wielu przypadkach są bardzo zawiłe oraz generują problemy podatnikom.

Przedmiot opodatkowania

Pierwszym wyzwaniem dla przedsiębiorców jest ustalenie, jaki rodzaj środków transportu podlega opodatkowaniu. Zgodnie z ustawą o podatkach i opłatach lokalnych opodatkowaniu podlegają samochody ciężarowe o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony, ciągniki siodłowe i balastowe o dopuszczalnej masie całkowitej większej niż 3,5 tony, przyczepy i naczepy, które łącznie z pojazdem silnikowym posiadają dopuszczalną masę całkowitą zespołu pojazdów większą niż 7 ton.

W tym zakresie warto dodać, że informacje o pojeździe znajdują się w dowodzie rejestracyjnym. Organy podatkowe nie mają uprawnień do określania danych technicznych pojazdu, takich jak na przykład dopuszczalna masa całkowita. Dodatkowe dokumenty, na których może opierać się urząd to przede wszystkim pozwolenie czasowe, świadectwo homologacji oraz karta pojazdu. Takie wnioski wynikają z orzeczenia WSA w Poznaniu z dnia 11 kwietnia 2017 r., sygn. I SA/Po 1276/16.

Kolejna kwestia zasługująca na uwagę, to opodatkowanie ciągników siodłowych. W tym przypadku istotna jest dopuszczalna masa całkowita zespołu pojazdów, a nie samego ciągnika. Jest to inna pozycja w dowodzie rejestracyjnym, która w wielu przypadkach ma znaczący wpływ na wartość płaconego podatku.

Podatnicy podatku

Kolejne wyzwanie przedsiębiorców w zakresie podatku od środków transportu, to ustalenie, kto jest podatnikiem tego podatku. O ile w przypadku właściciela (osoby fizycznej lub prawnej) nie ma problemu, ponieważ w takim przypadku jest on podatnikiem, o tyle w przypadku współwłaścicieli czy posiadaczy mogą powstać wątpliwości. W szczególności należy zwrócić uwagę na art. 9 ust. 1 zdanie 2 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, zgodnie z którym jako właściciela uznaje się także jednostki nieposiadające osobowości prawnej, jeżeli środek transportu jest na nie zarejestrowany czy posiadaczy zarejestrowanych na terytorium Polski środków transportu powierzonych przez zagraniczną osobę fizyczną lub prawną.

W przypadku współwłaścicieli obowiązek podatkowy ciąży na nich solidarnie, co oznacza, że każdy jest zobowiązany do rozliczenia podatku, a zapłata przez jednego współwłaściciela zwalnia pozostałych z tego obowiązku. Należy jednak zaznaczyć, że nie ma tu znaczenia, który współwłaściciel faktycznie użytkuje dany pojazd.

Z kolei przy sprzedaży pojazdu na poprzednim właścicielu ciąży obowiązek podatkowy do końca miesiąca, w którym dokonano sprzedaży pojazdu. Przysługuje mu także prawo do skorygowania dotychczas zapłaconego podatku.

Data powstania i wygaśnięcia obowiązku podatkowego

Ustalenie daty powstania obowiązku podatkowego wymaga znajomości zasad podatku od środków transportowych oraz obowiązujących terminów. Prawidłowe ustalenie obowiązku podatkowego pozwala poprawnie rozpoznać podatek i ogranicza ryzyko w tym zakresie. Może być też okazją do oszczędności, ponieważ podatnik jest zobowiązany w niektórych przypadkach do zapłaty podatku w terminie 14 dni od dnia powstania obowiązku podatkowego, czyli zasadniczo od 1 dnia miesiąca następującego po miesiącu dokonania zakupu albo rejestracji (w przypadku 1 rejestracji na terytorium kraju), a nie od dnia zakupu. W przypadku wycofania pojazdu z ruchu obowiązek podatkowy powstaje dopiero od pierwszego dnia kolejnego miesiąca.

Z kolei obowiązek podatkowy wygasa z końcem miesiąca, w którym środek transportu został wyrejestrowany, lub wydana została decyzja o czasowym wycofaniu z ruchu. Podatnicy powinni mieć świadomość wygaśnięcia obowiązku podatkowego, ponieważ urzędy nie są zobowiązane same z siebie do zwrotu nadpłaconego podatku.

Termin płatności

Kolejnym zagadnieniem, które może przysporzyć wątpliwości, jest płatność podatku. Co do zasady podatek płatny jest w dwóch ratach do 15 lutego oraz do 15 września. Zasada ta nie dotyczy pojazdów nabywanych lub zbywanych w trakcie roku. W takim przypadku, jeżeli obowiązek podatkowy powstał po 1 lutego, a przed 1 września podatnik płaci podatek w dwóch ratach proporcjonalnie do czasu trwania obowiązku podatkowego, pierwszą ratę płaci w ciągu 14 dni od dnia powstania obowiązku podatkowego, a drugą do 15 września. Z kolei w przypadku powstania obowiązku podatkowego po 1 września (czyli pojazd nabyty/zarejestrowany w sierpniu), podatek należy rozliczyć jednorazowo w terminie 14 dni od daty powstania obowiązku podatkowego.

Stawki podatku są różne i zależą od uchwały rady gminy, ale nie mogą być wyższe od tych określonych w ustawie. Podatek należy uiścić do właściwego urzędu gminy zgodnie z położeniem siedziby podatnika/miejscem zamieszkania.

Zwrot podatku i zwolnienia

Ostatnia problematyczna kwestia dotyczy zwrotu podatku w przypadku tzw. transportu kombinowanego, czyli uwzględniającego trasy pokonane w ciągu roku koleją. Podatnikowi w zależności od liczby wykonanych jazd koleją z ładunkiem lub bez przysługuje zwrot podatku nawet w równowartości 100% (przy ponad 100 jazdach koleją). Podatnik powinien w tym zakresie złożyć wniosek do 31 marca kolejnego roku podatkowego oraz przedstawić odpowiednie dokumenty.

Zwolnień w podatku od środków transportu jest niedużo i dotyczą one zasady wzajemności, czyli honorowania zwolnień oficjeli z innych krajów, a także pojazdów specjalnych i zabytkowych. Ponadto Rada Gminy może ustalić własny katalog zwolnień.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Coraz więcej biur do podnajęcia

Podobnie jak podczas światowego kryzysu finansowego, również teraz rośnie liczba firm poszukających oszczędności i przeznaczających część swoich biur na podnajem.

Zmieniająca się struktura najmu, gdzie za ponad połowę podpisanych w tym roku umów odpowiadają odnowienia kontraktów, mniej powierzchni w budowie i gwałtowny wzrost liczby biur do podnajęcia – trwająca od marca pandemia diametralnie zmieniła sytuację na rynku biurowym w Polsce. Interesującym zjawiskiem jest zwłaszcza rosnąca liczba metrów kwadratowych czekających na potencjalnych podnajemców. Jak wynika z danych JLL, w listopadzie oferta podnajmów wynosiła już 240 000 mkw., z czego połowa tej powierzchni była zlokalizowana w Warszawie.

Podnajmy jak barometr

Jak zwracają uwagę eksperci JLL, wysyp podnajmów to papierek lakmusowy sytuacji w gospodarczej na świecie. Jak oszacował zespół JLL, podczas kryzysu finansowego dekadę temu firmy działające w Warszawie oferowały w ramach podnajmów 60 000 mkw. biur. Aktualnie jest to około 122 000 mkw. Należy natomiast podkreślić, że przez ostatnich dziesięć lat stołeczny rynek biurowy urósł pod względem podaży dwukrotnie, można więc powiedzieć, że ich skala jest zbliżona.

Wzrost liczby podnajmów obserwujemy mniej więcej od drugiego kwartału tego roku, kiedy to firmy wiedziały już, że pandemia nie skończy się szybko, pracownicy długo nie wrócą do w pełni obłożonych biur, a ze względu na pogarszającą się sytuację ekonomiczną na świecie konieczne będą cięcia wydatków. Dość naturalną strategią jest wtedy obniżenie kosztów stałych wynikających z użytkowania biura. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Według danych JLL, oferowane na rynku podnajmy zwiększyłyby w trzecim kwartale wskaźnik pustostanów w polskich miastach średnio o 2%.

Dodawanie podnajmów do wolnej powierzchni nie jest zgodne z metodologią zbierania danych o rynku, ponieważ powierzchnia wystawiona na podnajem pozostaje cały czas wynajęta. Zdecydowaliśmy się jednak wykonać takie ćwiczenie. I tak – na koniec września poziom niewynajętej powierzchni w Warszawie wynosił 9,6%, a kiedy dodamy do niego podnajmy – 11,6%. Dla porównania w Krakowie było to na przykład 12,4% i 14,1%, a w Trójmieście – 9,4% oraz 12,9%. Co ciekawe, w miastach regionalnych 70% powierzchni przeznaczonej na podnajem pochodzi od firm z sektora usług dla biznesu, które zazwyczaj chcą podnająć ok. 37% swojego biura. Powyższe wartości mogą robić wrażenie, należy jednak pamiętać, że tylko 5% wszystkich firm z tej branży działających w miastach regionalnych zdecydowała się na wystawienie części swojego biura na podnajem. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL

Dobra opcja, ale nie dla wszystkich

Na pierwszy rzut oka proces podnajęcia powierzchni innej firmie wydaje się dość prosty. Firma wydziela część swojego biura, podpisuje umowę i w ten sposób generuje oszczędności. Okazuje się jednak, że podnajem jest przedsięwzięciem obejmującym wiele różnych zmiennych.

Zanim dojdzie do podpisania umowy z firmą zainteresowaną naszym biurem, należy przeanalizować, czy taki podnajem nie łamie np. zasady zakazu konkurencji, która może widnieć w kontraktach innych firm, które mają podpisany najem z właścicielem budynku. Do tego dochodzą też kwestie związane z wydzieleniem drogi przeciwpożarowej, rozprowadzeniem sieci informatycznej, udostępnieniem podnajemcy kuchni, sanitariatów, czy rozliczeniem mediów. Warto też rozważyć dodatkowe zachęty, które zwiększą atrakcyjność naszej oferty, jak na przykład umożliwienie korzystania z leasingowanych serwisów do kawy, co może być traktowane jako „bonus” do umowy podnajmu. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Dobre przygotowanie się do procesu podnajęcia naszego biura, to również dopasowanie oczekiwań do rzeczywistości rynkowej.

Musimy mieć na uwadze to, że w większości przypadków podnajmujący nie zarabia na stawkach czynszowych. Podnajem jest szansą na zoptymalizowanie kosztów. Idealnie, jeśli firma jest stanie odzyskać 100% tych wydatków, ale wskazane jest określenie, jaki stopień korekty jesteśmy w stanie zaakceptować. – Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL

Z tego względu podnajem nie jest traktowany jako konkurencja dla tradycyjnego najmu biur, a dodatkowa opcja, która uzupełnia dostępny na rynku wachlarz możliwości.
Nie jest to też opcja odpowiednia dla wszystkich firm. Te z nich, które pracują na tzw. danych wrażliwych i są obwarowane procedurami bezpieczeństwa, będą raczej skłaniać się ku typowym umowom najmu. Ponadto, coraz więcej wiele przedsiębiorstw rozważa jako alternatywę biura typu flex. Mogą one być lepszym rozwiązaniem dla najemców oczekujących na oddanie docelowych budynków biurowych, wykończenie powierzchni, bądź też ustalających dopiero docelowy model środowiska pracy. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL