Firmy chętniej sięgają po kredyty w korona-kryzysie. Ciężej o środki na własne „cztery kąty”, czyli branża pośrednictwa finansowego w III kw. 2020 r.

W III kwartaleczyli okresie bezpośrednio przed druga falą pandemii, można było zaobserwować, że Polacy zaczęli patrzeć w przyszłość z większym optymizmem i chętniej sięgali po wsparcie kredytowe. Wartość kredytów firmowych udzielonych przy wsparciu ekspertów Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) wzrosła o prawie 28% w porównaniu do II kw. 2020 r. Także w obszarze kredytów gotówkowych można zauważyć zdecydowaną poprawę nastrojów konsumenckich i chętniejsze sięganie po zewnętrzne źródło finansowania. Wartość kredytów gotówkowych zaciąganych przy wsparciu ekspertów ZFPF wzrosła w omawianym okresie aż o 44%. Jedynie w przypadku kredytów hipotecznych widać nieznaczny spadek (-1,7%). Tu bowiem proces kredytowy trwa zdecydowanie dłużej. Wrześniowy optymizm przełoży się więc prawdopodobnie na poprawę wyników dopiero w IV kwartale. Warto też dodać, że mimo trudnego okresu, pośrednicy ZFPF utrzymali wysoki udział w rynku hipotek, który w III kwartale wyniósł 51%[1].

Kredyty hipoteczne

W III kwartale 2020 r. eksperci finansowi ZFPF pośredniczyli w udzieleniu kredytów mieszkaniowych o wartości 7,07 mld zł, co stanowi spadek o 1,7% w porównaniu z poprzednim kwartałem obecnego roku. Od początku roku łączna wartość kredytów przyznanych z pomocą pośredników wynosi natomiast 22,49 mld zł. To tylko o 1,4% mniej niż przed rokiem, a przypomnijmy, że ubiegły rok był pod tym względem rekordowy.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: – III kwartał przyniósł kolejny, ale nieznaczny spadek wartości kredytów hipotecznych udzielonych z pomocą ekspertów finansowych ZFPF. Pomimo trwającej pandemii i ograniczeń w przyznawaniu finansowania, wiele wskazuje jednak na to, że wartość kredytów przyznanych z w tym roku będzie tylko nieznacznie niższa niż w ubiegłym. Będzie natomiast znacznie wyższa niż 2 czy 3 lata temu. Rynek kredytów hipotecznych odczuł więc skutki pandemii w znacznie mniejszym stopniu niż ma to miejsce w przypadku kredytów gotówkowych czy tych firmowych. Wstępne dane za IV kwartał sugerują, że mimo mocnego uderzenia drugiej fali pandemii, wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych może być zdecydowanie wyższa niż w III kwartale. Według NBP w październiku banki udzieliły kredytów hipotecznych na rekordowa kwotę 5,7 mld zł, co jest oczywiście efektem poprawy nastrojów jeszcze z września, czyli sprzed drugiej fali pandemii. Efekty ponownego pogorszenia nastrojów możemy natomiast zobaczyć na początku przyszłego roku. Nic nie jest jednak przesądzone, ponieważ optymizm przynoszą informacje dotyczące zbliżających się szczepień, a wraz z nimi końca pandemii.Kredyty hipoteczne

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – W III kwartale 2020 r. co prawda nie udało się poprawić wyniku sprzedaży kredytów hipotecznych z poprzedniego okresu (7,19 mld w II kw. vs 7,07 mld w III kw. 2020 r.), ale mogliśmy zaobserwować zwiększenie liczby składanych wniosków kredytowych przez konsumentów. Stopniowe eliminowanie obostrzeń kredytowych (zwiększenie maksymalnych poziomów LTV, przywrócenie kredytowania wybranych branż czy też branie pod uwagę takich form zatrudnienia potencjalnych kredytobiorców, jak własna działalność gospodarcza, umowy zlecenia, itp.), niskie stopy procentowe, okres wakacyjny i poprawiająca się w tamtym okresie sytuacja epidemiologiczna, napędzały nową sprzedaż, co dobrze rokuje dla wyników kolejnego kwartału.

Kredyty firmowe

Wartość kredytów dla firm przyznanych przy wsparciu ekspertów finansowych ZFPF w III kwartale tego roku wyniosła 421 mln zł, czyli o prawie 28% więcej niż w poprzednio analizowanym okresie. Mimo wyraźnego odbicia, wartość tego rodzaju kredytów wciąż jest jednak o 24% niższa niż przed rokiem.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: – W III kwartale dało się zaobserwować większe zainteresowanie kredytami firmowymi. Jednak ten segment został zdecydowanie mocniej dotknięty pandemicznymi kłopotami niż kredyty hipoteczne. Pomimo wzrostu, wartość kredytów dla firm jest zdecydowanie niższa (-24%) niż przed rokiem. Wynik za cały rok również będzie prawdopodobnie znacznie odbiegał od tego z 2019 r. Wiele firm wstrzymuje bowiem swoje plany rozwojowe, opóźnia inwestycje do momentu, gdy pandemia zostanie opanowana na tyle, by warunki prowadzenia biznesu były bardziej sprzyjające niż obecnie. Na szczęście wiele wskazuje na to, że najgorsze mamy już za sobą i że przyszły rok przyniesie koniec pandemii i wyraźne ożywienie gospodarcze.Kredyty firmowe

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – Obostrzenia w kredytowaniu wprowadzone przez banki w II kwartale 2020 r. najmocniej uderzyły w firmy, szczególnie te, które funkcjonują w tzw. branżach zagrożonych, których korona-kryzys dotknął w największym stopniu. Odbiło się to w znaczący sposób również na wynikach sprzedaży firm wchodzących w skład ZFPF, które w II kwartale uruchomiły ponad 300 mln kredytów dla firm. Jednak III kwartał 2020 r., głównie dzięki złagodzeniu wcześniej wprowadzonych obostrzeń w kredytowaniu, okazał się zdecydowanie lepszy i zakończył się wynikiem o 28% wyższym. Firmy działające na rynku starają się jak najszybciej nadrobić straty z II kwartału i w związku z tym ich „apetyt” na kredytowanie utrzymuje się na wysokim poziomie. Jest to bardzo dobry prognostyk na kolejne miesiące.

Kredyty gotówkowe

Łączna wartość kredytów gotówkowych udzielonych z pomocą ekspertów ZFPF w III kwartale 2020 r. wyniosła ponad 444 mln zł, co oznacza wzrost wynoszący aż 44% w porównaniu do poprzedniego kwartału. W porównaniu do poziomu przed rokiem wciąż obserwujemy jednak zdecydowany spadek wynoszący aż 44%. Pożyczki gotówkowe są więc najmocniej dotkniętym segmentem rynku kredytowego.

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Expander Advisors: – Pandemia Covid-19 najmocniej wpłynęła na rynek pożyczek gotówkowych. W porównaniu do poziomu sprzed roku (III kw. 2019 r.), spadek sprzedaży wynosi bowiem aż 44%. Z jednej strony, to efekt zaostrzenia przez banki kryteriów przyznawania kredytów, a z drugiej, obaw klientów przed utratą pracy, czy spadkiem dochodu. Prawdopodobnie dopiero przyszłoroczne szczepienia i ożywienie gospodarcze przyniesie wyraźną poprawę nastojów i powrót popytu na tego rodzaju finansowanie.Kredyty gotówkowe

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – Po bardzo słabym wyniku sprzedaży kredytów gotówkowych w II kwartale 2020 r., kolejne miesiące zaowocowały zdecydowaną jego poprawą. Uruchomienie ponad 444 mln kredytów gotówkowych, czyli o 44% więcej niż w poprzednio analizowanym okresie, jasno wskazuje, że najgorsze jest już chyba za nami. Świadczą o tym zarówno poprawiające się nastroje konsumentów, jak i łagodzenie przez banki polityki przyznawania finansowania, dzięki czemu większa ilość konsumentów (niż kilka miesięcy temu) ma szansę na otrzymanie kredytu gotówkowego.

[1] Dane NBP: wartość wszystkich kredytów hipotecznych udzielonych w III kwartale to 13,86 mld zł.

Telekomy budują firmowe sieci kampusowe 5G. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej

0

Telekomy budują firmowe sieci kampusowe 5G. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej 1

Aktualizacja 09:06

Prace nad innowacjami z obszaru 5G przyspieszają. Służyć temu mają sieci nowej generacji budowane przez operatorów na terenie firmowego kampusu, fabryki czy portu. Pozwalają one w bezpiecznych warunkach testować i wdrażać nowe technologie bazujące na nowym standardzie łączności. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Projekt, który Orange Polska realizuje w partnerstwie z Ericssonem, to pierwsze takie wdrożenie w Polsce. Nowa sieć pozwoli inwestorom i start-upom testować innowacyjne rozwiązania m.in. w obszarze IoT, rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji.

Tradycyjna, sieć kampusowa najczęściej obejmuje kilka budynków na terenie przedsiębiorstwa, łącząc w jedną wiele sieci lokalnych. Sieć kampusowa 5G/LTE to zasoby sieci komórkowej pozostające do wyłącznej dyspozycji przedsiębiorstwa w konkretnej lokalizacji.

– Sieć, którą Orange Polska zbuduje w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, będzie gotowa w 2021 roku i zapewni zasięg nie tylko w technologii 5G, ale również LTE, w dwóch budynkach o powierzchni ponad 1 tys. mkw. 10 anten działających w paśmie 3,6 GHz oraz 2100 MHz zapewni bardzo dobry zasięg, jak również wysokie prędkości transmisji danych z przepustowością około 850 Mb/s oraz niskimi opóźnieniami – mówi agencji Newseria Biznes Artur Piecha, dyrektor marketingu klientów kluczowych i korporacyjnych  w Orange Polska.

Sieci kampusowe ułatwiają bezpieczną obsługę krytycznych procesów biznesowych i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

– Nowa sieć pozwoli Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, inwestorom oraz start-upom na testowanie najbardziej innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących technologię 5G z obszarów IoT, wirtualnej rzeczywistości, VR, AR, ale również sztucznej inteligencji i komunikacji pojazdów w modelu vehicle-to-everything – wymienia Artur Piecha. – Orange zapewnia wsparcie ekspertów związane z zastosowaniem technologii 5G w przemyśle i angażuje się w rozwój start-upów. Wybrane firmy prowadzące działalność na terenie strefy otrzymają wsparcie w ramach programu Orange Fab zajmującego się testowaniem i rozwojem innowacyjnych rozwiązań. Partnerem technologicznym, który dostarczy urządzenia do budowy sieci, jest firma Ericsson.

Jak podkreśla, bezprzewodowa i niezawodna komunikacja jest w tej chwili kluczowa dla wielu branż gospodarki. Sieci kampusowe w technologii 5G odpowiadają na główne potrzeby przedsiębiorstw w tym zakresie – zapewniają bardzo wysokie przepustowości transmisji danych, niskie opóźnienia i ogromną pojemność sieci przy jednoczesnym wysokim poziomie bezpieczeństwa.

– Taka sieć jest zarządzana przez operatora, więc jej poziom bezpieczeństwa jest dokładnie taki sam jak w przypadku sieci tradycyjnej – tłumaczy ekspert Orange Polska.

Sieci kampusowe oparte na technologiach komórkowych dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy to prywatna sieć mobilna, w której zasoby sieci komórkowej są do wyłącznej dyspozycji danej firmy. Do korzystania z niej często potrzebne są dedykowane karty SIM. Taka sieć nie jest w ogóle – lub tylko częściowo – zintegrowana z siecią operatora, a dane przesyłane za jej pośrednictwem nie wychodzą na zewnątrz przedsiębiorstwa. Ten aspekt jest ważny szczególnie w przypadku fabryk, portów, kopalni czy magazynów, gdzie wymagana jest niezawodność i bezpieczeństwo.

 Drugi rodzaj to sieci kampusowe, które zapewniają zasięg technologii komórkowej 5G lub LTE w lokalizacji klienta. W tym przypadku zasoby sieci komórkowej są głównie do dyspozycji klienta, ale będzie mógł z nich korzystać także inny abonent, który znajdzie się w jej otoczeniu – wyjaśnia ekspert Orange.

Jak zaznacza, sieci kampusowe i 5G to ważny filar strategii Orange. Operator od dwóch lat prowadzi testy 5G w laboratorium i w terenie, więc od strony technologicznej jest przygotowany do budowy sieci kampusowych opartych na nowym standardzie. Takie wdrożenia przeprowadzał już w innych krajach Europy. We wrześniu br. wdrożył wewnętrzną, prywatną sieć w fabryce koncernu energetycznego Schneider Electric w Le Vaudreuil we Francji. To pierwsza fabryka w tym kraju, która testuje technologię 5G w przemyśle. Realizowany tam projekt pozwoli m.in. przetestować wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości w pracy techników.

– Innym przykładem jest port w Antwerpii – drugi po Rotterdamie największy port przeładunkowy w Europie, w którym sieć kampusową 5G uruchomił belgijski oddział Orange. Do sieci 5G podłączone są tu holowniki, które przesyłają do centrum kontroli w czasie rzeczywistym dane z ruchomych kamer, radarów oraz sonarów. Dzięki sieci dostępnej na terenie całego portu możliwa jest komunikacja wideo w czasie rzeczywistym pomiędzy holownikami. Nagrania z kamer ułatwiają ustalenie przyczyn różnego rodzaju incydentów. Dodatkowo wdrożenie sieci 5G w porcie pozwoliło zwiększyć liczbę obsługiwanych statków i poprawić bezpieczeństwo podczas operacji holowniczych – mówi Artur Piecha.

Jakie warunki musi spełniać szafa na dokumenty w Twojej firmie?

Od dnia wejścia w życie nowego rozporządzenia o ochronie danych osobowych wcześniejsze metody archiwizacji dokumentów w wielu przypadkach okazały się nieaktualne. Dziś w celu zapewnienia naszym klientom i pracownikom odpowiedniego poziomu poufności musimy stosować dodatkowe, ustalone przez RODO środki bezpieczeństwa.

Jak prezentują się wspomniane zasady w przypadku różnego rodzaju przedsiębiorstw? Jaka szafa na dokumenty będzie odpowiednia w przypadku Twojej firmy?

Sprawdźmy to.

Zasady administracji danych osobowych – jak się zmieniły?

Zgodnie z obowiązującym przed wprowadzeniem RODO art. 36 Ustawy o ochronie danych osobowych, administrator danych miał zapewnić przetwarzanej przez siebie dokumentacji zabezpieczenie adekwatne do potencjalnych zagrożeń oraz kategorii danych objętych ochroną. Oznacza to tyle, że w większości przypadków to od nas zależało, jakie środki zabezpieczające zastosujemy do zapewnienia bezpieczeństwa przetwarzanej przez nas dokumentacji.szafy na dokumenty

Nowe reguły bezpieczeństwa

Zasady zmieniły się 25 maja 2018 roku. Od tego dnia zasady gospodarowania danymi osobowymi są wyznaczane przez restrykcyjne, Europejskie normy. Nakazują one nawet podmiotom sektora prywatnego dokonanie stosownej analizy ryzyka, pozwalającej na przedsięwzięcie najbardziej efektywnych środków ochrony danych osobowych zawartych w swojej dokumentacji. Wiąże się to z koniecznością wyposażenia firmy w odpowiednie sejfy, szafy na dokumenty i inne artykuły, zapewniające poufność administrowanych danych.

Jakie warunki powinny spełniać tego typu elementy wyposażenia naszej firmy? Na co zwrócić uwagę przy zakupie?

Co będzie koniecznie w przypadku mojej firmy?

Absolutną podstawą dla przechowywania dokumentacji zawierającej dane osobowe w sposób zgodny z prawem jest to, aby używana przez nas szafa na dokumenty była wykonana z odpowiednio trwałych materiałów oraz zamykana na klucz. Takie zabezpieczenie ma na celu uniemożliwienie dostęp udo niej niepowołanym osobom. Dodatkowo – jeśli w grę wchodzą dane szczególnie wrażliwe, konieczne będzie wyposażenie swojej firmy w sejf, zapewniający odpowiednie zabezpieczenie tego typu dokumentacji. Szczegółowe informacje na temat niezbędnych środków bezpieczeństwa uzyskamy po przeprowadzeniu stosownej analizy ryzyka.

Jak długo archiwizować dokumenty?

Jeżeli dokumentacja dotyczy pracowników naszej firmy, przechowywane w ten sposób dane powinny przebywać w archiwum przez okres 10 lat. Po upływie tego czasu mamy obowiązek ich utylizacji przy użyciu niszczarki do papieru. Żeby jednak dokumenty mogły spoczywać w naszym archiwum bezpiecznie przez tak długi okres czasu, warto zadbać o to, aby nasza szafa na dokumenty była wykonana z trwałych materiałów, zapobiegających powstawaniu wilgoci i innych niekorzystnych dla naszej dokumentacji czynników zewnętrznych.

Zabezpieczenie dokumentacji w formie elektronicznej

Ataki hakerskie to obecnie największe zagrożenie dla bezpieczeństwa danych osobowych naszych klientów i pracowników. Pamiętajmy, że to na administratorze danych spoczywa obowiązek ich odpowiedniego zabezpieczenia i to on będzie ponosił konsekwencje wszelkich uchybień w tej materii. Wobec tego warto zadbać również o wyposażenie się w akcesoria takie jak szafa na dokumenty w formie cyfrowej – w której moglibyśmy przechowywać nośniki CD w bezpiecznych warunkach. Dodatkowo koniecznie zadbajmy o zabezpieczenie naszych cyfrowych baz danych za pomocą odpowiedniego oprogramowania, takiego jak najnowsze wersje programów antywirusowych czy specjalistycznych programów, mających za zadanie ochronę tego typu informacji.

EBC przeznaczy dodatkowe 500 mld euro na wparcie gospodarki i będzie obserwował kurs euro

Dodatkowe 500 mld euro – o tyle EBC zwiększy pandemiczny program wsparcia gospodarki. Kurs euro pod obserwacją.

Podczas czwartkowego posiedzenia  Europejski Bank Centralny podjął kolejne działania w celu ochrony gospodarki strefy euro przed ryzykami, jakie generuje pandemia COVID-19.

EBC po raz kolejny zwiększył nadzwyczajny program zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP) uruchomiony w marcu br., na początku kryzysu. Zgodnie z tym czego spodziewaliśmy się zarówno my, jak i rynek, program został rozszerzony o dodatkowe 500 mld euro, w konsekwencji czego pula środków w jego ramach zwiększyła się do 1,85 bln euro. Program został też wydłużony o dodatkowe dziewięć miesięcy i będzie funkcjonował co najmniej do końca marca 2022 roku. To nieco dłużej, niż oczekiwaliśmy. Oznacza to jednocześnie, że przeciętne tempo zakupów prawdopodobnie będzie nieco niższe, niż zakładaliśmy. Bank ogłosił też m.in. wydłużenie czasu trwania wyjątkowo korzystnych warunków dla operacji TLTRO – specjalnych pożyczek dla banków – o rok.

Pierwsza reakcja pary EUR/USD na posiedzenie była bardzo ograniczona. Rozszerzenie programu PEPP na podobnych warunkach było bowiem oczekiwane przez rynek. Inwestorów bardziej zainteresowały komentarze prezes Lagarde dotyczące stanu gospodarki i zaktualizowane projekcje ekonomiczne banku. EBC obecnie oczekuje, że gospodarka krajów strefy euro skurczy się, jednak co ciekawe, prognoza na 2020 rok została podniesiona do -7,3% z -8% zakładanych we wrześniu. Zgodnie z oczekiwaniami banku centralnego, gospodarka ma wrócić na ścieżkę wzrostu w 2021 roku, jednak prognozowane tempo wzrostu ma wynieść 3,9%, a nie 5%, jak oczekiwano we wrześniu. Bardziej dynamiczny wzrost ma nadejść za to w 2022 roku (Wykres 1). Presja cenowa pozostaje „ograniczona”, a inflacja, zgodnie ze słowami Lagarde, „rozczarowująco niska”. Inflacja ma pozostać ujemna do początku 2021 roku, a następnie rosnąć.

Wykres 1: Projekcje EBC dot. PKB strefy euro [grudzień 2020]

Projekcje EBC dot. PKB strefy euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 10/12/2020

Naszym zdaniem najistotniejszą kwestią, która pojawiła się w trakcie czwartkowej konferencji prasowej, były komentarze Lagarde dotyczące kursu walutowego. Zgodnie z jej słowami, EBC będzie „nadal bardzo uważnie obserwował [kurs walutowy] w przyszłości”. Prezes EBC stwierdziła również, że aprecjacja waluty odgrywa istotną rolę w wywieraniu negatywnego wpływu na ceny. Jest to lekka zmiana tonu od czasu wrześniowego posiedzenia, w trakcie którego oficjele byli zgodni co do tego, że nie ma potrzeby przesadnej reakcji na ostatnie wzrosty euro. Od początku roku waluta umocniła się o ok. 7% w relacji do koszyka walut głównych partnerów handlowych, co ogranicza wzrost gospodarczy i negatywnie wpływa na inflację.

Chociaż nasza długoterminowa ocena perspektyw euro jest pozytywna, to sądzimy, że niechęć banku centralnego do silniejszej waluty połączona z możliwym gwałtownym spadkiem aktywności gospodarczej w czwartym kwartale br. może wywołać niewielką krótkoterminową korektę kursu EUR/USD. Inwestorzy jednak skupili się na braku silniejszego odniesienia do siły euro, a kurs głównej pary po konferencji prasowej wzrósł (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs EUR/USD (09/12/20 – 10/12/20)

Kurs EUR USD
Źródło: Refinitiv Data: 10/12/2020

Pozostajemy optymistycznie nastawieni względem perspektyw gospodarki strefy euro w 2021 roku. Uważamy, że wdrożone przez władze duże pakiety stymulacyjne – zarówno fiskalne, jak i monetarne – powinny umożliwić gospodarce silne odbicie po zniesieniu ostatniej rundy pandemicznych ograniczeń. Powrót wirusa, nadal istotne ryzyko dla globalnej gospodarki, jakie stwarza pandemia, a także gołębia retoryka Christine Lagarde podczas ostatniej konferencji prasowej pozwalają jednak sądzić, że polityka EBC w przyszłym roku pozostanie bardzo akomodacyjna.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

PHN z sukcesem zakończył emisję obligacji o łącznej wartości 325 mln

Polski Holding Nieruchomości S.A. przeprowadził kolejną emisję 4-letnich obligacji o łącznej wartości 325 mln PLN. Środki z emisji spółka przeznaczy na ambitny program inwestycyjny.

Emisja obligacji została przeprowadzona w ramach ustanowionego w ubiegłym roku siedmioletniego programu o łącznej wartości nominalnej do 1 mld PLN. W 2019 r. PHN przeprowadził pierwszą emisję 4-letnich obligacji o łącznej wartości 160 mln PLN.

Tegoroczna emisja spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów, co pozwoliło na sprzedaż całej zaplanowanej transzy obligacji i uzyskanie korzystnej marży.

Bardzo nas cieszy, że nasza kolejna emisja spotkała się z tak przychylnym przyjęciem ze strony inwestorów, co jest dla nas potwierdzeniem, że idziemy właściwą drogą, a nasza spółka oraz jej program inwestycyjny jest wysoko oceniany nawet w tak trudnych czasach pandemii – powiedział Marcin Mazurek, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Na korzystnych warunkach pozyskaliśmy finansowanie na realizację naszego ambitnego programu inwestycyjnego. Spółka ma silne fundamenty, które pozwalają na dalszy dynamiczny wzrost. Środki z emisji chcemy przeznaczyć na finansowanie naszych kluczowych inwestycji komercyjnych jak budynki biurowe SKYSAWA i Intraco Prime w Warszawie czy także szybko rosnący segment mieszkaniowy – dodał  Marcin Mazurek.

Banki obsługujące program emisji obligacji to PKO Bank Polski S.A., Bank Pekao S.A., BNP Paribas Bank Polska S.A. oraz Santander Bank Polska S.A.

Obligacje serii B, każda o wartości nominalnej wynoszącej 1.000 PLN, są obligacjami niezabezpieczonymi, z terminem wykupu przypadającym w grudniu 2024 r. Są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej równej stawce WIBOR 6M powiększonej o marżę w wysokości 2,95 proc.

Zarządzanie ryzykiem w firmie 2020 i co nas czeka w 2021 r.

  • Pandemia podkreśliła rolę zarządzania ryzykiem w biznesie i znaczenie ubezpieczeń, które powinny być traktowane jako produkt pierwszej potrzeby.
  • Uwaga przedsiębiorców skupiła się na zabezpieczeniu od skutków przerw w działalności, OC kadry zarządzającej oraz ochronie zdrowia i życia pracowników.
  • W przyszłym roku należy spodziewać się usztywnienia zasad oferowania ubezpieczeń i wzrostu cen polis majątkowych.

Pandemia i wynikające z niej ograniczenia w funkcjonowaniu przedsiębiorstw, jak żadne inne zdarzenie z ostatnich lat dały się we znaki przedsiębiorcom. Ponadto dobitnie pokazała przedstawicielom kadry zarządzającej firm, jak istotnym elementem biznesu jest zarządzanie ryzykiem. Kto był odpowiednio przygotowany, ten ucierpiał mniej. Jak wyglądał 2020 r. z perspektywy ekspertów od zarządzania ryzykiem, czyli brokerów ubezpieczeniowych i co nas czeka w przyszłym?

To czy i w jaki sposób firma analizuje zachodzące wokół niej zdarzenia oraz reaguje na nie, było i jest podstawą przetrwania trudnych sytuacji. Ważnym elementem są także ubezpieczenia, które często wręcz decydują o przezwyciężeniu i przetrwaniu kryzysu. W związku z tym w 2020 r. wzrosło przede wszystkim zainteresowanie ubezpieczeniami od przerw w działalności, OC menedżerów, cyberpolisami, a także ochroną zdrowia i życia pracowników. Ten rok pokazał też jasno, że ubezpieczenia są produktem pierwszej potrzeby i nie wolno ich rozpatrywać wyłącznie w kategorii kosztów. Uwypuklił również rolę brokerów jako opiekunów ubezpieczeniowych firm. Najczęściej byliśmy pierwszymi doradcami, z którymi kontaktowali się przedsiębiorcy, szukając wsparcia w tych trudnych chwilach – wskazuje Łukasz Zoń, Prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

Oto jak przedsiębiorcy podchodzili do poszczególnych ryzyk i które ubezpieczenia cieszyły się największym zainteresowaniem.

Ryzyka materialne: all risks i przerwy w działalności

Mimo że pandemia przez większość roku była na pierwszym miejscu na liście zmartwień firm, to inne zagrożenia nie zniknęły. Warto pamiętać, że z powodu zawieszenia czy ograniczania działalności ryzyko szkód fizycznych wcale nie maleje. Czasem wręcz rośnie. Pandemia nie miała też wpływu na zmniejszenie liczby gwałtownych zjawisk atmosferycznych. Przedsiębiorcy zdają sobie z tego sprawę, a wzrost świadomości co do ochrony obrazuje sukcesywnie wzrastająca liczba zawieranych ubezpieczeń mienia. Na koniec tylko I półrocza, według danych KNF, liczba aktywnych polis majątkowych była o 6% większa niż rok wcześniej. Warto też zauważyć, że podchodzą do ich wyboru z większą niż wcześniej rozwagą. Z obserwacji Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, wynika, że rośnie zainteresowanie tzw. ubezpieczeniami od wszystkich ryzyk (all risks), które gwarantują ochronę przed szerszym zakresem zdarzeń niż „klasyczne” polisy od ryzyk nazwanych. Wielu przedsiębiorców zdaje sobie też sprawę, że ubezpieczenie może okazać się podstawą odbudowy potencjału firmy. Interesują się więc innym ważnym ubezpieczeniem – od przerw w działalności.

Od strat wynikających z ograniczeń w życiu społeczno-gospodarczym dziś praktycznie nie można się ubezpieczyć. Jednak od awarii wynikających z „zastania” sprzętów z powodu zawieszania działalności i skutków finansowych spowodowanego przez nie kolejnego przestoju już tak. Takie podejście przedsiębiorców świadczy, że coraz bardziej świadomie korzystają z ubezpieczeń w zarządzaniu ryzykiem – dodaje Łukasz Zoń.

Zagrożenie niematerialne: D&O i cyberpolisy

W 2020 r. uwaga przedsiębiorców skupiła się również na zabezpieczeniu się od skutków błędnych decyzji zarządczych oraz zagrożeń cybernetycznych. Efektem tego był wzrost zainteresowania ubezpieczeniami OC kadry zarządzającej (D&O) oraz cyberpolisami. W pierwszym przypadku było to bezpośrednio związane z pandemią – niepewność sytuacji gospodarczej, dynamicznie zmieniające się ograniczenia, a także nowe przepisy zwiększyły ryzyko popełnienia błędu, który może wpłynąć na sytuację finansową firmy. Z kolei wzrost zainteresowania cyberochroną wynika przede wszystkim z systematycznie rosnącej częstotliwości ataków i faktu, że praktycznie nie ma już firmy, która by nie była nigdy zaatakowana. Masowa praca zdalna z powodu pandemii tylko wzmocniła ten trend i dała hakerom nowy „pretekst” do ataku, który chętnie wykorzystali z uwagi na słabsze zabezpieczenia sieci domowych.

Dbałość o pracowników: ochrona zdrowia i życia

Zagrożenie koronawirusem SARS-CoV-2 spowodowało, że pracodawcy, a także pracownicy zaczęli więcej uwagi poświęcać zabezpieczeniu życia i zdrowia. W związku z tym grupowe ubezpieczenia na zdrowie i życie wysunęły się na czoło najbardziej pożądanych benefitów pracowniczych. Część towarzystw ubezpieczeniowych zaczęła też oferować dodatkowe zakresy ochrony, tworzone specjalnie z myślą o skutkach pandemii.

Czego się spodziewać w 2021 r.?

Wszystkie obserwowane w tym roku trendy powinny dalej rozwijać się w przyszłym roku. Utrzymania zainteresowania ochroną można się spodziewać więc w kwestii cyberochrony, błędnych decyzji zarządczych i przerw w działalności. W odniesieniu do tych ostatnich największym wyzwaniem stojącym przed rynkiem ubezpieczeń będzie wypracowanie rozwiązań umożliwiających zakup ochrony przed niematerialnymi skutkami takich zjawisk jak obecna pandemia. Tegoroczne zdarzenia odbiją się także na przyszłorocznych cenach poszczególnych ubezpieczeń.

Praktycznie w każdym z wymienionych obszarów możemy spodziewać się wzrostu cen. Ubezpieczenia majątkowe podrożeją przede wszystkim dla tych branż, w których pandemia spowodowała wzrost odszkodowań. Z podobnych przyczyn wzrosną też składki ubezpieczeń D&O. Już teraz w USA i na Zachodzie podrożały one o kilkadziesiąt procent w porównaniu z początkiem roku. Ta fala nie ominie polskich ubezpieczycieli. Trzeba też się spodziewać usztywnienia ubezpieczycieli w kwestii oferowania ochrony – prognozuje Łukasz Zoń.

Efektem większej ostrożności towarzystw ubezpieczeń w ocenie ryzyka może być przetasowanie listy firm, które mają ograniczony dostęp do ubezpieczeń. Do ich grona mogą dołączyć takie sektory jak szeroko pojęta branża turystyczna czy eventowa. W ich przypadku najbardziej ograniczona zostanie zapewne ochrona od ryzyk niematerialnych.

Źródło: Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych

Możliwości szybkiego przemieszczania się mocno przyspieszyły roznoszenie koronawirusa. Pandemia wymusi zmiany organizacyjne w lotnictwie

Pandemia COVID-19 pokazała, że lotnictwo może przyspieszyć roznoszenie się różnych chorób, bo podróże między kontynentami są możliwe w ciągu kilku godzin. – To wymusi duże zmiany organizacyjne w pracy lotnisk i przewoźników dotyczące zarządzania bezpieczeństwem – ocenia prof. Cezary Galiński z Politechniki Warszawskiej. Kwestie bezpieczeństwa będą też kluczowe przy wprowadzaniu nowych technologii do lotnictwa, takich jak loty autonomiczne.

– Lotnictwo „zmniejszyło” Ziemię i spowodowało, że podróże, które dawniej trwały wiele miesięcy, w tej chwili realizuje się w ciągu kilku godzin. W związku z tym roznoszenie się chorób jest zdecydowanie prostsze niż kilkaset lat temu. Dlatego wydaje się, że potrzebne są duże zmiany w organizacji lotnisk i instytucji zajmujących się transportem ludzi. Prawdopodobnie dojdzie do zmian przepisów, zmian organizacyjnych, które będą utrudniały roznoszenie się chorób – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. inż. Cezary Galiński, kierownik Zakładu Samolotów i Śmigłowców na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa na Politechnice Warszawskiej.

To z tego powodu jedną z pierwszych decyzji po wybuchu pandemii były właśnie ograniczenia w podróżach. Do dziś – zgodnie z obowiązującym od 9 grudnia do 31 grudnia rozporządzeniem – z Polski zakazane są loty do Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Gruzji, Jordanii, Armenii, Kosowa, Macedonii Północnej, Serbii i USA (z wyjątkiem kilku lotnisk). Ograniczenia w podróżach lotniczych dotknęły przewoźników i lotniska na całym świecie, powodując ich gigantyczne straty.

Dlatego już na początku roku podjęto starania, by uczynić przemieszczanie się bardziej bezpiecznym. W końcowej fazie produkcji znajduje się aplikacja IATA Travel Pass, która ma zapewnić bezpieczny przepływ informacji na temat stanu zdrowia podróżnych, wyników ich testów, choroby czy szczepienia przeciwko SARS-CoV-2. Inną inicjatywą jest cyfrowy projekt paszportu epidemiologicznego Common Trust Network, który ma umożliwić bezpieczne podróże międzynarodowe i zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa.

– Zmiany, które muszą wprowadzić firmy lotnicze, będą przede wszystkim dotyczyły systemu zarządzania bezpieczeństwem, który jest podstawą działalności przemysłu lotniczego. Może nie będą to zmiany czysto w technologii, natomiast na pewno będą zmiany w organizacji transportu – przekonuje ekspert z Politechniki Warszawskiej.

Kwestia bezpieczeństwa pozostaje także podstawą przy pracach nad innowacjami w lotnictwie. Obecnie jest ono najbezpieczniejszą formą transportu. Dane Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) wskazują, że łącznie w latach 2015–2019 na terytorium UE odnotowano 198 ofiar śmiertelnych w wypadkach w zarobkowym transporcie lotniczym i 777 ofiar śmiertelnych w wypadkach z udziałem statków powietrznych zarejestrowanych w Unii.

– Ruch lotniczy dynamicznie rośnie. Gdyby poziom bezpieczeństwa był stały, to mielibyśmy wypadek lotniczy co tydzień. Zmiana w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa to podstawa tego, co się dzieje w lotnictwie. To samo dotyczy systemów bezzałogowych. Jeżeli uda się osiągnąć większy poziom niezawodności niż obecnie, będą dopuszczane przez nadzory lotnicze do eksploatacji. Jeżeli się nie da tego bezpieczeństwa podwyższyć, to nie będzie takiej zgody. Trochę to potrwa, ale idziemy w dobrym kierunku – podkreśla prof. Cezary Galiński.

Taki sam warunek stawiany jest w rozwoju autonomicznych lotów załogowych. Zaawansowana technologia i uczenie maszynowe umożliwiają szybki postęp w rozwoju technologii autonomicznych w samolotach. W nadchodzących latach może to pomóc branży lotniczej złagodzić niedobory pilotów i sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu pasażerów. Według szacunków Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) sprzed pandemii ruch lotniczy do 2037 roku ma się podwoić. Będzie to wymagało ok. 37 tys. nowych samolotów oraz ponad pół miliona nowych pilotów. Teoretycznie technologia pozwala już na loty zarządzane z ziemi, zdaniem eksperta problemem jest jednak brak pełnego do nich zaufania.

– Nawet nie dlatego, że te systemy są zawodne, ale programiści jeszcze nie są w stanie wyobrazić sobie wszystkich możliwych sytuacji. Skrajny przypadek był taki, że jeden z samolotów pasażerskich rozbił się dlatego, że w czujniku prędkości osa zrobiła sobie gniazdo. To wystarczyło, żeby cały system sterowania samolotem zaczął działać w sposób nieprawidłowy. A wyobrażenie sobie wszystkich możliwych scenariuszy, które mogą się zdarzyć, jest po prostu bardzo trudne. Stąd wymaganie, żeby na pokładzie tego samolotu byli piloci, którzy myślą w sposób niezależny i w trudnych sytuacjach są w stanie uratować samolot i pasażerów – tłumaczy ekspert z Politechniki Warszawskiej. – Raczej to będą loty automatyczne, czyli ktoś będzie programował taki samolot na wykonanie odpowiedniej usługi transportowej i będzie go cały czas nadzorował.

Niedawno głośno było o powrocie naddźwiękowych samolotów. Amerykański start-up Boom Supersonic zaprezentował XB-1, pierwszy od czasów Concorde’a prototyp pasażerskiego samolotu naddźwiękowego. Overture, bo tak ma się nazywać, pojawi się na niebie, jeśli zaplanowane na 2021 rok loty testowe wypadną pomyślnie. Według zapowiedzi na pokład będzie mógł zabrać do 100 pasażerów i latać trzykrotnie szybciej od zwykłych samolotów pasażerskich, z prędkością ok. 2,7 tys. km/h. Tym samym podróż z Londynu do Nowego Jorku trwałaby zaledwie trzy godziny zamiast ośmiu.

 To niemalże podróż w czasie. Startujemy wieczorem, lądujemy rano tego samego dnia, ale jest to dosyć trudne do zniesienia dla organizmu człowieka ze względu na zjawisko jetlagu. Dla biznesmenów, którzy muszą bardzo szybko przemieszczać się pomiędzy np. ośrodkami finansowymi, byłoby to dobre rozwiązanie. Z tego względu podejrzewam, że bardziej prawdopodobne jest w tej chwili pojawienie się naddźwiękowych samolotów dyspozycyjnych, a nie dużych pasażerskich – ocenia prof. Cezary Galiński. – Niektórzy myślą nawet o takich obiektach, które byłyby w stanie przelecieć z Londynu do Sydney w ciągu trzech godzin. To już nie byłby samolot naddźwiękowy, tylko hiperdźwiękowy, który pokonywałby tę trasę częściowo poza atmosferą. Ale myślę, że ta perspektywa jest jeszcze bardzo odległa.

Coraz więcej osób sięga po ustawowe wakacje kredytowe. Zawieszonych jest ponad 8 tys. zobowiązań

Konsumenci wciąż mogą skorzystać z ustawowych wakacji kredytowych. Na koniec listopada zawieszonych było 8,3 tys. zobowiązań klientów indywidualnych na kwotę ponad 900 mln zł. To duży skok w porównaniu do końca października, jednak to rozwiązanie ustawowe, mimo że nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi opłatami dla kredytobiorców, jest znacznie mniej popularne niż oferowane od wiosny do końca września bankowe wakacje kredytowe.

Obecnie wakacje kredytowe są zdecydowanie mniej popularne niż w pierwszym okresie pandemii. Wiosną bardzo wielu kredytobiorców z nich skorzystało, natomiast na dzisiaj jest to liczba nieporównywalnie mniejsza w porównaniu z okresem pierwszej fali pandemii – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kinga Burcan, doradca kredytowy Trinity Finance.

Możliwość zawieszenia rat kapitałowych lub kapitałowo-odsetkowych banki wprowadziły jeszcze wiosną, zaraz po wybuchu pandemii. W maju Biuro Informacji Kredytowej informowało, że z ich oferty korzystały na masową skalę zarówno osoby prywatne, jak i przedsiębiorcy. Na 25 maja kwota odroczonych lub zawieszonych zobowiązań klientów indywidualnych w bazie BIK wynosiła 57,3 mld zł (8,3 proc. wartości całego portfela kredytów i pożyczek stanowiącego 688,5 mld zł) oraz 18,7 mld zł w przypadku mikroprzedsiębiorców (26 proc. wartości portfela równego 71,8 mld zł). Do końca września, kiedy kończyła się możliwość skorzystania z tej oferty, banki zaraportowały do BIK ponad milion zawieszeń spłat kredytów.

Pod koniec czerwca br. w regulacjach antycovidowych zostały wprowadzone tzw. ustawowe wakacje kredytowe. Zgodnie z informacjami Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w ramach ustawowych wakacji kredytowych można zawiesić wykonywanie umowy jednego kredytu konsumenckiego (w tym pożyczki), jednego hipotecznego i jednego kredytu w rozumieniu art. 69 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Prawo bankowe. Warunkiem jest zawarcie umowy kredytowej przed 13 marca 2020 roku, jeśli termin zakończenia okresu kredytowania przypada po upływie sześciu miesięcy. Kredyt można zawiesić maksymalnie na trzy miesiące, ale wybór okresu wakacji kredytowych należy do kredytobiorcy. W okresie ustawowych wakacji kredytowych bank nie może naliczać odsetek ani pobierać żadnych innych opłat, z wyjątkiem składek za umowy ubezpieczenia powiązane z kredytem. To różni tę ofertę od możliwości, którą wprowadziły banki.

Z ustawowych wakacji kredytowych zazwyczaj korzystają klienci, którzy posiadają zobowiązania hipoteczne. Oczywiście zdarzają się również konsumpcyjne. W takim przypadku klient musi uargumentować, z jakiego powodu chciałby uzyskać takie wakacje. O ustawowe wakacje kredytowe mogą ubiegać się zarówno klienci indywidualni, jak i firmy bez dodatkowej weryfikacji dokumentacji finansowej przez banki – uściśla Kinga Burcan.

To rozwiązanie nie jest jednak tak popularne jak oferta bankowa. Do połowy października skorzystało z niego nieco ponad 3,2 tys. podmiotów, a jego łączna wartość przekroczyła 350 mln zł. Teraz zawieszeń jest znacznie więcej – jak podaje Bankier.pl na podstawie danych BIK, na koniec listopada było ich 8,3 tys. na kwotę 902 mln zł. UOKiK podkreśla, że nawet jeśli bank wcześniej udzielił zawieszenia spłaty kredytu na warunkach komercyjnych, kredytobiorca ma prawo zwrócić się o udzielenie ustawowych wakacji kredytowych. Kiedy taki wniosek wpłynie od klienta, bank ma obowiązek przerwać trwające wakacje komercyjne. Warunkiem jest utrata po 13 marca 2020 roku pracy lub innego głównego źródła dochodu i poinformowanie o tym banku we wniosku.

Zazwyczaj zawieszenie spłaty dotyczy tylko raty kapitałowej kredytu. Oczywiście wiadomo, że kredytobiorca będzie musiał uregulować wszystkie zobowiązania, zarówno kapitał, jak i zaległe odsetki, których nie zapłacił. Natomiast jeżeli nie mamy innego wyboru, to lepiej zawiesić spłatę zobowiązania, niż mieć zaległości wobec banku – dodaje doradca kredytowy Trinity Finance.

Telekomy budują prywatne 5G w firmach. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej

Prace nad innowacjami z obszaru 5G przyspieszają. Służyć temu mają prywatne sieci nowej generacji budowane przez operatorów na terenie firmowego kampusu, fabryki czy portu. Pozwalają one w bezpiecznych warunkach testować i wdrażać nowe technologie bazujące na nowym standardzie łączności. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Projekt, który Orange Polska realizuje w partnerstwie z Ericssonem, to jedno z pierwszych takich wdrożeń w Polsce. Nowa sieć pozwoli inwestorom i start-upom testować innowacyjne rozwiązania m.in. w obszarze IoT, rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji.

Tradycyjna, prywatna sieć kampusowa najczęściej obejmuje kilka budynków na terenie przedsiębiorstwa, łącząc w jedną wiele sieci lokalnych. Sieć kampusowa 5G/LTE to zasoby sieci komórkowej pozostające do wyłącznej dyspozycji przedsiębiorstwa w konkretnej lokalizacji.

– Sieć, którą Orange Polska zbuduje w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, będzie gotowa w 2021 roku i zapewni zasięg nie tylko w technologii 5G, ale również LTE, w dwóch budynkach o powierzchni ponad 1 tys. mkw. 10 anten działających w paśmie 3,6 GHz oraz 2100 MHz zapewni bardzo dobry zasięg, jak również wysokie prędkości transmisji danych z przepustowością około 850 Mb/s oraz niskimi opóźnieniami – mówi agencji Newseria Biznes Artur Piecha, dyrektor marketingu klientów korporacyjnych i kluczowych w Orange Polska.

Sieci kampusowe ułatwiają bezpieczną obsługę krytycznych procesów biznesowych i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

Nowa sieć pozwoli Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, inwestorom oraz start-upom na testowanie najbardziej innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących technologię 5G z obszarów IoT, wirtualnej rzeczywistości, VR, AR, ale również sztucznej inteligencji i komunikacji pojazdów w modelu vehicle-to-everything – wymienia Artur Piecha. – Orange zapewnia wsparcie ekspertów związane z zastosowaniem technologii 5G w przemyśle i angażuje się w rozwój start-upów. Wybrane firmy prowadzące działalność na terenie strefy otrzymają wsparcie w ramach programu Orange Fab zajmującego się testowaniem i rozwojem innowacyjnych rozwiązań. Partnerem, który wspiera tę budowę i sieć, jest firma Ericsson.

Jak podkreśla, bezprzewodowa i niezawodna komunikacja jest w tej chwili kluczowa dla wielu branż gospodarki. Sieci kampusowe w technologii 5G odpowiadają na główne potrzeby przedsiębiorstw w tym zakresie – zapewniają bardzo wysokie przepustowości transmisji danych, niskie opóźnienia i ogromną pojemność sieci przy jednoczesnym wysokim poziomie bezpieczeństwa.

– Taka sieć jest zarządzana przez operatora, więc jej poziom bezpieczeństwa jest dokładnie taki sam jak w przypadku sieci tradycyjnej. Natomiast dodatkowo w przypadku sieci kampusowych cały ruch jest zamknięty u klienta. To oznacza, że dane, które są przesyłane z różnego rodzaju czujników, urządzeń czy kamer, nie opuszczają terenu fabryki lub przedsiębiorstwa. Pozostają u klienta i to on nimi dysponuje, a nie firmy trzecie – tłumaczy ekspert Orange Polska.

Sieci kampusowe oparte na technologiach komórkowych dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy to prywatna sieć mobilna, w której zasoby sieci komórkowej są do wyłącznej dyspozycji danej firmy. Do korzystania z niej często potrzebne są dedykowane karty SIM. Taka sieć nie jest w ogóle – lub tylko częściowo – zintegrowana z siecią operatora, a dane przesyłane za jej pośrednictwem nie wychodzą na zewnątrz przedsiębiorstwa. Ten aspekt jest ważny szczególnie w przypadku fabryk, portów, kopalni czy magazynów, gdzie wymagana jest niezawodność i bezpieczeństwo.

– Drugi rodzaj to prywatne sieci kampusowe, które zapewniają zasięg technologii komórkowej 5G lub LTE w lokalizacji klienta. W tym przypadku zasoby sieci komórkowej są głównie do dyspozycji klienta, ale będzie mógł z nich korzystać także inny abonent, który znajdzie się w jej otoczeniu – wyjaśnia ekspert Orange.

Jak zaznacza, sieci kampusowe i 5G to ważny filar strategii Orange. Operator od dwóch lat prowadzi testy 5G w laboratorium i w terenie, więc od strony technologicznej jest przygotowany do budowy sieci kampusowych opartych na nowym standardzie. Takie wdrożenia przeprowadzał już w innych krajach Europy. We wrześniu br. wdrożył wewnętrzną, prywatną sieć w fabryce koncernu energetycznego Schneider Electric w Le Vaudreuil we Francji. To pierwsza fabryka w tym kraju, która testuje technologię 5G w przemyśle. Realizowany tam projekt pozwoli m.in. przetestować wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości w pracy techników.

– Innym przykładem jest port w Antwerpii – drugi po Rotterdamie największy port przeładunkowy w Europie, w którym sieć kampusową 5G uruchomił belgijski oddział Orange. Do sieci 5G podłączone są tu holowniki, które przesyłają do centrum kontroli w czasie rzeczywistym dane z ruchomych kamer, radarów oraz sonarów. Dzięki sieci dostępnej na terenie całego portu możliwa jest komunikacja wideo w czasie rzeczywistym pomiędzy holownikami. Nagrania z kamer ułatwiają ustalenie przyczyn różnego rodzaju incydentów. Dodatkowo wdrożenie sieci 5G w porcie pozwoliło zwiększyć liczbę obsługiwanych statków i poprawić bezpieczeństwo podczas operacji holowniczych – mówi Artur Piecha.

Firmy IT intensywnie poszukują wykwalifikowanych pracowników. Ofert pracy jest o 50 proc. więcej niż rok temu

W dobie pandemii COVID-19 przybyło przedsiębiorstw, które potrzebują usług programistycznych związanych np. z wejściem do segmentu e-commerce. W efekcie firmy IT mają znacznie więcej zleceń niż w ubiegłym roku, a co za tym idzie – większe zapotrzebowanie na pracowników. – Polskie firmy z segmentu IT jak nigdy dotąd potrzebują doświadczonych programistów. Zdecydowanie więcej firm oferuje dziś możliwość pracy zdalnej, a około 40 proc. pracodawców z branży jest otwartych na pracowników ze Wschodu – mówi Piotr Nowosielski z Just Join IT.

– Pandemia koronawirusa zweryfikowała umiejętności polskich przedsiębiorców funkcjonujących w branży IT w dostosowaniu się do nowej sytuacji na rynku. Jest to wciąż wielki test dla polskich software house’ów, które bardzo często musiały wykazać się umiejętnością przetrwania. Szczególnie w przypadku realizacji projektów dla  klientów, którzy dosyć mocno odczuli negatywne skutki pandemii. Pierwsza fala COVID-19 była też dla polskich firm okazją do popisania się swoją kreatywnością. Wiele z nich z sukcesem dostosowało się do nowej rzeczywistości i w dalszym ciągu rekrutuje pracowników – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Nowosielski, prezes zarządu Just Join IT, portalu, który gromadzi oferty pracy dla programistów.

Sytuacja w branży IT w IV kwartale wciąż znacznie różni się od warunków, w jakich firmy funkcjonowały w tym samym okresie rok temu. Zdaniem eksperta bardzo dobrze poradziły sobie one z nową rzeczywistością, która nastąpiła po pierwszej fali pandemii. Jak wynika z Barometru ITX, tworzonego systematycznie przez Just Join IT, od maja nastąpił zdecydowany wzrost pozytywnych nastrojów na rynku. Poziom zamówień stale rośnie, a to pociąga za sobą zapotrzebowanie na pracowników.

Po tym, jak zostały odblokowane budżety na projekty wstrzymane w II i III kwartale, polskie firmy IT odczuwają napływ zleceniodawców. Są wśród nich klienci zupełnie nowi, którzy weszli w działalność online, np. do segmentu e-commerce – dodaje prezes Just Join IT. – To spowodowało, że znacznie wzrosło zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników, którzy są potrzebni „na wczoraj”. Obecnie w naszym serwisie jest aż o 50 proc. więcej ofert pracy niż w IV kwartale 2019 roku.

Jak podkreśla, w serwisie jest dziś kilkukrotnie więcej ofert dotyczących pracy zdalnej.

– Dotyczy to zarówno osób pracujących w Polsce, które mają coraz więcej możliwości, żeby pracować na Zachodzie, ale także sytuacji, w których polskie firmy poszukują pracowników na Wschodzie, np. Ukraińców czy Białorusinów. Jak wynika z naszego badania, około 40 proc. polskich firm IT jest otwarta na pracowników właśnie ze Wschodu, czy to w formie zdalnej, czy stacjonarnej – podkreśla.

Polskie firmy szukają przede wszystkim doświadczonych programistów (na poziomie co najmniej middle’a, a przede wszystkim seniorów), bo z uwagi na wiele projektów przyjętych do realizacji trudno byłoby im wdrażać do pracy nowe osoby.

Listopadowy odczyt Barometru ITX okazał się lepszy od prognoz i wyniósł 62,4. Z badań wynika, że połowa firm w ubiegłym miesiącu odnotowała wzrost nowych zamówień na produkty i usługi IT. W związku z tym 51 proc. przedsiębiorstw zwiększyło zatrudnienie w porównaniu z październikiem, a tylko 11 proc. dokonało redukcji. 44 proc. badanych deklaruje, że w grudniu także chce rekrutować.

Tylko nieco ponad 7 proc. firm odnotowało w listopadzie spadek przychodów w stosunku do października, podczas gdy wzrosty dotyczyły 56 proc. Prognozy na grudzień także zakładają podobny odsetek notujących wzrosty, aczkolwiek spadków spodziewa się prawie 30 proc. managerów IT.

Jeżeli chodzi o wynagrodzenia, to polscy pracodawcy bardzo mocno je weryfikowali w okresie kwiecień–maj. Wtedy też doszło do pewnych redukcji, zmniejszenia pensji w firmach technologicznych. Natomiast teraz presja na zwiększenie płac jest taka sama jak przed pandemią – tłumaczy Piotr Nowosielski. – Obecnie polska branża IT funkcjonuje w zasadzie tak, jakby pandemii już nie było. Właśnie dzięki temu, że bardzo dobrze odrobiła lekcję związaną z przygotowaniem swojej oferty do nowej sytuacji, którą mamy na rynku.

Udogodnienia związane z pracą zdalną wpływają na to, że firmy działają globalnie i szukają partnerów biznesowych poza granicami własnego kraju.

– To otwiera drzwi dla polskiego biznesu IT do nowych zleceń. Dlatego stabilność zatrudnienia z pewnością jest tym, co towarzyszy działalności w tej branży – zauważa prezes Just Join IT.