Telekomy budują prywatne 5G w firmach. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej

Prace nad innowacjami z obszaru 5G przyspieszają. Służyć temu mają prywatne sieci nowej generacji budowane przez operatorów na terenie firmowego kampusu, fabryki czy portu. Pozwalają one w bezpiecznych warunkach testować i wdrażać nowe technologie bazujące na nowym standardzie łączności. Taka sieć na początku 2021 roku zacznie działać w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Projekt, który Orange Polska realizuje w partnerstwie z Ericssonem, to jedno z pierwszych takich wdrożeń w Polsce. Nowa sieć pozwoli inwestorom i start-upom testować innowacyjne rozwiązania m.in. w obszarze IoT, rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości czy sztucznej inteligencji.

Tradycyjna, prywatna sieć kampusowa najczęściej obejmuje kilka budynków na terenie przedsiębiorstwa, łącząc w jedną wiele sieci lokalnych. Sieć kampusowa 5G/LTE to zasoby sieci komórkowej pozostające do wyłącznej dyspozycji przedsiębiorstwa w konkretnej lokalizacji.

– Sieć, którą Orange Polska zbuduje w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, będzie gotowa w 2021 roku i zapewni zasięg nie tylko w technologii 5G, ale również LTE, w dwóch budynkach o powierzchni ponad 1 tys. mkw. 10 anten działających w paśmie 3,6 GHz oraz 2100 MHz zapewni bardzo dobry zasięg, jak również wysokie prędkości transmisji danych z przepustowością około 850 Mb/s oraz niskimi opóźnieniami – mówi agencji Newseria Biznes Artur Piecha, dyrektor marketingu klientów korporacyjnych i kluczowych w Orange Polska.

Sieci kampusowe ułatwiają bezpieczną obsługę krytycznych procesów biznesowych i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

Nowa sieć pozwoli Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, inwestorom oraz start-upom na testowanie najbardziej innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących technologię 5G z obszarów IoT, wirtualnej rzeczywistości, VR, AR, ale również sztucznej inteligencji i komunikacji pojazdów w modelu vehicle-to-everything – wymienia Artur Piecha. – Orange zapewnia wsparcie ekspertów związane z zastosowaniem technologii 5G w przemyśle i angażuje się w rozwój start-upów. Wybrane firmy prowadzące działalność na terenie strefy otrzymają wsparcie w ramach programu Orange Fab zajmującego się testowaniem i rozwojem innowacyjnych rozwiązań. Partnerem, który wspiera tę budowę i sieć, jest firma Ericsson.

Jak podkreśla, bezprzewodowa i niezawodna komunikacja jest w tej chwili kluczowa dla wielu branż gospodarki. Sieci kampusowe w technologii 5G odpowiadają na główne potrzeby przedsiębiorstw w tym zakresie – zapewniają bardzo wysokie przepustowości transmisji danych, niskie opóźnienia i ogromną pojemność sieci przy jednoczesnym wysokim poziomie bezpieczeństwa.

– Taka sieć jest zarządzana przez operatora, więc jej poziom bezpieczeństwa jest dokładnie taki sam jak w przypadku sieci tradycyjnej. Natomiast dodatkowo w przypadku sieci kampusowych cały ruch jest zamknięty u klienta. To oznacza, że dane, które są przesyłane z różnego rodzaju czujników, urządzeń czy kamer, nie opuszczają terenu fabryki lub przedsiębiorstwa. Pozostają u klienta i to on nimi dysponuje, a nie firmy trzecie – tłumaczy ekspert Orange Polska.

Sieci kampusowe oparte na technologiach komórkowych dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszy to prywatna sieć mobilna, w której zasoby sieci komórkowej są do wyłącznej dyspozycji danej firmy. Do korzystania z niej często potrzebne są dedykowane karty SIM. Taka sieć nie jest w ogóle – lub tylko częściowo – zintegrowana z siecią operatora, a dane przesyłane za jej pośrednictwem nie wychodzą na zewnątrz przedsiębiorstwa. Ten aspekt jest ważny szczególnie w przypadku fabryk, portów, kopalni czy magazynów, gdzie wymagana jest niezawodność i bezpieczeństwo.

– Drugi rodzaj to prywatne sieci kampusowe, które zapewniają zasięg technologii komórkowej 5G lub LTE w lokalizacji klienta. W tym przypadku zasoby sieci komórkowej są głównie do dyspozycji klienta, ale będzie mógł z nich korzystać także inny abonent, który znajdzie się w jej otoczeniu – wyjaśnia ekspert Orange.

Jak zaznacza, sieci kampusowe i 5G to ważny filar strategii Orange. Operator od dwóch lat prowadzi testy 5G w laboratorium i w terenie, więc od strony technologicznej jest przygotowany do budowy sieci kampusowych opartych na nowym standardzie. Takie wdrożenia przeprowadzał już w innych krajach Europy. We wrześniu br. wdrożył wewnętrzną, prywatną sieć w fabryce koncernu energetycznego Schneider Electric w Le Vaudreuil we Francji. To pierwsza fabryka w tym kraju, która testuje technologię 5G w przemyśle. Realizowany tam projekt pozwoli m.in. przetestować wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości w pracy techników.

– Innym przykładem jest port w Antwerpii – drugi po Rotterdamie największy port przeładunkowy w Europie, w którym sieć kampusową 5G uruchomił belgijski oddział Orange. Do sieci 5G podłączone są tu holowniki, które przesyłają do centrum kontroli w czasie rzeczywistym dane z ruchomych kamer, radarów oraz sonarów. Dzięki sieci dostępnej na terenie całego portu możliwa jest komunikacja wideo w czasie rzeczywistym pomiędzy holownikami. Nagrania z kamer ułatwiają ustalenie przyczyn różnego rodzaju incydentów. Dodatkowo wdrożenie sieci 5G w porcie pozwoliło zwiększyć liczbę obsługiwanych statków i poprawić bezpieczeństwo podczas operacji holowniczych – mówi Artur Piecha.

Firmy IT intensywnie poszukują wykwalifikowanych pracowników. Ofert pracy jest o 50 proc. więcej niż rok temu

W dobie pandemii COVID-19 przybyło przedsiębiorstw, które potrzebują usług programistycznych związanych np. z wejściem do segmentu e-commerce. W efekcie firmy IT mają znacznie więcej zleceń niż w ubiegłym roku, a co za tym idzie – większe zapotrzebowanie na pracowników. – Polskie firmy z segmentu IT jak nigdy dotąd potrzebują doświadczonych programistów. Zdecydowanie więcej firm oferuje dziś możliwość pracy zdalnej, a około 40 proc. pracodawców z branży jest otwartych na pracowników ze Wschodu – mówi Piotr Nowosielski z Just Join IT.

– Pandemia koronawirusa zweryfikowała umiejętności polskich przedsiębiorców funkcjonujących w branży IT w dostosowaniu się do nowej sytuacji na rynku. Jest to wciąż wielki test dla polskich software house’ów, które bardzo często musiały wykazać się umiejętnością przetrwania. Szczególnie w przypadku realizacji projektów dla  klientów, którzy dosyć mocno odczuli negatywne skutki pandemii. Pierwsza fala COVID-19 była też dla polskich firm okazją do popisania się swoją kreatywnością. Wiele z nich z sukcesem dostosowało się do nowej rzeczywistości i w dalszym ciągu rekrutuje pracowników – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Nowosielski, prezes zarządu Just Join IT, portalu, który gromadzi oferty pracy dla programistów.

Sytuacja w branży IT w IV kwartale wciąż znacznie różni się od warunków, w jakich firmy funkcjonowały w tym samym okresie rok temu. Zdaniem eksperta bardzo dobrze poradziły sobie one z nową rzeczywistością, która nastąpiła po pierwszej fali pandemii. Jak wynika z Barometru ITX, tworzonego systematycznie przez Just Join IT, od maja nastąpił zdecydowany wzrost pozytywnych nastrojów na rynku. Poziom zamówień stale rośnie, a to pociąga za sobą zapotrzebowanie na pracowników.

Po tym, jak zostały odblokowane budżety na projekty wstrzymane w II i III kwartale, polskie firmy IT odczuwają napływ zleceniodawców. Są wśród nich klienci zupełnie nowi, którzy weszli w działalność online, np. do segmentu e-commerce – dodaje prezes Just Join IT. – To spowodowało, że znacznie wzrosło zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników, którzy są potrzebni „na wczoraj”. Obecnie w naszym serwisie jest aż o 50 proc. więcej ofert pracy niż w IV kwartale 2019 roku.

Jak podkreśla, w serwisie jest dziś kilkukrotnie więcej ofert dotyczących pracy zdalnej.

– Dotyczy to zarówno osób pracujących w Polsce, które mają coraz więcej możliwości, żeby pracować na Zachodzie, ale także sytuacji, w których polskie firmy poszukują pracowników na Wschodzie, np. Ukraińców czy Białorusinów. Jak wynika z naszego badania, około 40 proc. polskich firm IT jest otwarta na pracowników właśnie ze Wschodu, czy to w formie zdalnej, czy stacjonarnej – podkreśla.

Polskie firmy szukają przede wszystkim doświadczonych programistów (na poziomie co najmniej middle’a, a przede wszystkim seniorów), bo z uwagi na wiele projektów przyjętych do realizacji trudno byłoby im wdrażać do pracy nowe osoby.

Listopadowy odczyt Barometru ITX okazał się lepszy od prognoz i wyniósł 62,4. Z badań wynika, że połowa firm w ubiegłym miesiącu odnotowała wzrost nowych zamówień na produkty i usługi IT. W związku z tym 51 proc. przedsiębiorstw zwiększyło zatrudnienie w porównaniu z październikiem, a tylko 11 proc. dokonało redukcji. 44 proc. badanych deklaruje, że w grudniu także chce rekrutować.

Tylko nieco ponad 7 proc. firm odnotowało w listopadzie spadek przychodów w stosunku do października, podczas gdy wzrosty dotyczyły 56 proc. Prognozy na grudzień także zakładają podobny odsetek notujących wzrosty, aczkolwiek spadków spodziewa się prawie 30 proc. managerów IT.

Jeżeli chodzi o wynagrodzenia, to polscy pracodawcy bardzo mocno je weryfikowali w okresie kwiecień–maj. Wtedy też doszło do pewnych redukcji, zmniejszenia pensji w firmach technologicznych. Natomiast teraz presja na zwiększenie płac jest taka sama jak przed pandemią – tłumaczy Piotr Nowosielski. – Obecnie polska branża IT funkcjonuje w zasadzie tak, jakby pandemii już nie było. Właśnie dzięki temu, że bardzo dobrze odrobiła lekcję związaną z przygotowaniem swojej oferty do nowej sytuacji, którą mamy na rynku.

Udogodnienia związane z pracą zdalną wpływają na to, że firmy działają globalnie i szukają partnerów biznesowych poza granicami własnego kraju.

– To otwiera drzwi dla polskiego biznesu IT do nowych zleceń. Dlatego stabilność zatrudnienia z pewnością jest tym, co towarzyszy działalności w tej branży – zauważa prezes Just Join IT.

Pandemia zmniejszy zużycie energii elektrycznej w 2020 roku, jednak w dłuższej perspektywie będzie ono rosnąć. Ceny mogą obniżyć OZE i ogniwa paliwowe

Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia, że w wyniku pandemii koronawirusa globalne zapotrzebowanie na energię w całym 2020 roku spadnie o ok. 5 proc. Emisje CO2 związane z nią będą o ok. 7 proc. mniejsze. Spadek o 2,4 gigaton przywraca roczną emisję dwutlenku węgla do stanu sprzed dekady. Zapotrzebowanie na energię będzie jednak coraz większe. Przyszłością źródeł energii są nie tylko OZE, lecz także technologie przyszłości. Zdaniem części ekspertów wkrótce do wytwarzania prądu dla wszelkiego rodzaju obiektów będzie można wykorzystywać ogniwa paliwowe. 

– Energia gotowa na przyszłość to te technologie energetyczne, które już dzisiaj spełniają standardy emisyjne nie tylko obowiązujące obecnie, ale też te prognozowane i z którymi musimy się liczyć w horyzoncie najbliższych dekad. To są te technologie, które możemy powiedzieć, że będą spełniały wszystkie wymogi środowiskowe za 2030 lat – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. inż. Jakub Kupecki, kierownik Centrum Technologii Wodorowych w Instytucie Energetyki (CTH2).

Według oceny Międzynarodowej Agencji Energetycznej w wyniku COVID-19 globalne zapotrzebowanie na energię spadnie w 2020 roku o 5 proc. Emisje CO2 związane z energią będą o 7 proc. mniejsze, a inwestycje energetyczne – o 18 proc. Szacowany spadek zapotrzebowania na ropę naftową o 8 proc. i zużycia węgla o 7 proc. kontrastuje ze wzrostem udziału odnawialnych źródeł energii.  Spadek o 2,4 gigaton (Gt) przywraca roczną emisję CO2 do stanu sprzed 10 lat.

Jednocześnie rośnie znaczenie energii odnawialnych, zwłaszcza energii słonecznej. Przy znacznych obniżkach kosztów w ciągu ostatniej dekady fotowoltaika jest tańsza niż nowe elektrownie węglowe czy gazowe w większości krajów, a projekty solarne oferują obecnie jedne z najniższych kosztów energii elektrycznej. Nie oznacza to jednak, że odnawialne źródła energii to jedyna możliwa przyszłość energetyki.

– OZE będą niewątpliwie głównym graczem w przyszłości energetyki, ale także w przyszłości przemysłu i tych gałęzi gospodarki, które wykorzystują dużo energii w swoich procesach technologicznych. Czy będzie to wyłącznie OZE? Takie są trendy, niemniej jednak technologie konwencjonalne są cały czas udoskonalane, są prowadzone prace w kierunku zagospodarowania i wykorzystania dwutlenku węgla, obniżenia śladu węglowego – mówi Jakub Kupecki.

Zdaniem części ekspertów wkrótce może się okazać, że do wytwarzania energii elektrycznej dla wszelkiego rodzaju urządzeń będziemy wykorzystywać ogniwa paliwowe. To jedna z najbardziej obiecujących technologii nowej generacji energii. Polega na bezpośredniej zamianie energii wiązań chemicznych paliwa w energię elektryczną na drodze reakcji chemicznych, głównie utleniania. Jest to technologia naturalnie czysta, a głównym składnikiem emisji jest para wodna. Instytut Energetyki wskazuje, że sprawność ogniw paliwowych przewyższa inne rodzaje konwersji energii – w zależności od rodzaju paliwa sprawność elektryczna typowego ogniwa mieści się w granicach 40–60 proc., a całkowita sprawność może osiągać 80–90 proc.

W Instytucie Energetyki rozwijana jest technologia stałotlenkowych ogniw paliwowych (SOFC – Solid Oxide Fuel Cells). To wysokotemperaturowe ogniwa paliwowe, a ich zaletą jest możliwość stosowania jako paliwa nie tylko czystego wodoru, ale również innych paliw, m.in. gazu ziemnego, metanolu, gazu syntezowego czy biogazu.

– Technologie stają się coraz bardziej zaawansowane, ale głównym kryterium ich masowego wdrażania jest to, czy przede wszystkim umożliwiają one osiągnięcie wskazanych standardów emisyjnych, ale także, czy są interesujące od strony ekonomicznej – wskazuje ekspert. – Nowe technologie energetyczne, które pojawiać się będą na rynku za 5–10 lat, to będą technologie, które będą uzasadnione od strony ekonomicznej.

Nowe technologie energetyczne są konieczne, zwłaszcza że pomijając chwilowe niższe zużycie przez pandemię, zapotrzebowanie na energię stale rośnie. Ogniwa paliwowe mogą stanowić rozwiązanie, podobnie jak np. energetyczne wykorzystanie biomasy czy czyste technologie węglowe.

– Zużycie energii będzie wzrastało. Nie mamy nawet świadomości tego, że coraz więcej urządzeń w naszym codziennym życiu jest odbiornikiem energii elektrycznej, np. zegarki cyfrowe czy smartwatche to też odbiorniki energii. Zaczynamy już od najmłodszych lat wykorzystywać energię i musimy mieć świadomość, że jej zużycie w takiej skali per capita zaczyna rosnąć w każdym społeczeństwie – przypomina dr hab. inż. Jakub Kupecki.

Rakiety z satelitami na orbitę okołoziemską będą wystrzeliwane z drona nawet co 3 godziny. To może być przełom w kosmicznym wyścigu zbrojeń

To rewolucja w lotach kosmicznych. Firma Aevum zaprezentowała futurystyczny projekt bezzałogowego samolotu Ravn z podczepioną rakietą, który może odbywać loty nawet co 3 godziny, a w przyszłości nawet co kilka minut. O ile dotychczas samoloty zrzucały rakietę, w której silniki uruchamiały się dopiero po chwili, w tym przypadku silniki rakiety zostaną uruchomione, kiedy będzie jeszcze połączona z dronem. – Aevum skróci czas realizacji startów z lat do miesięcy, a nawet minut – przekonuje Jay Skylus, założyciel i dyrektor generalny firmy.

Kosmos i orbity okołoziemskie mogą już wkrótce stać się areną wojny. Największe mocarstwa rywalizują nie tylko w wyścigu kosmicznym, lecz także np. w wynoszeniu na orbitę kolejnych satelitów, które mogą być wyposażone w różnego rodzaju broń. W wypadku wojny szybkie wyniesienie kolejnych obiektów na orbitę może mieć kluczowe znaczenie.

W tym wyścigu USA wysunęły się właśnie na pozycję lidera. Wszystko dzięki firmie Aevum, która opracowała zupełnie futurystyczny system mający szybko wystrzeliwać satelity – nawet w ciągu kilku godzin.

– Aevum całkowicie na nowo definiuje dostęp do przestrzeni kosmicznej – podkreśla Jay Skylus, założyciel i dyrektor generalny Aevum. – Nasz projekt przenosi kosmiczną logistykę na wyższy poziom dzięki oprogramowaniu i technologiom automatyzacji. 

Aevum opracowało Autonomous Launch, czyli w pełni autonomiczny, inteligentny system, który pozwala wystrzeliwać satelity z dowolnego miejsca na ziemi. System składa się z dużego bezzałogowego samolotu Ravn, do którego jest podczepiona niewielka rakieta. Dotychczas samolot zrzucał rakietę, a dopiero później następowało uruchomienie w niej silników. W systemie Aevum silnik odpalany jest jeszcze wówczas, gdy rakieta jest połączona z bezzałogowym samolotem. Ravn jest też zdolny do odbywania lotów w kosmos nawet co 3 godziny.

Inteligentny system może okazać się rewolucją w branży kosmicznej. Ułatwia starty, w przyszłości może umożliwić częstsze starty pojazdów kosmicznych, a w wypadku konfliktu – pozwoli zdobyć przewagę nad wrogiem, wynosząc rakietę na orbitę w rekordowo krótkim czasie.

– Dla Stanów Zjednoczonych niezwykle szybki dostęp do niskiej orbity okołoziemskiej jest bardzo istotny. My jesteśmy szybsi niż ktokolwiek inny – przekonuje Jay Skylus. – Przestrzeń kosmiczna jest jedynie punktem widokowym, z którego następne pokolenie może dokonać globalnego postępu. Dzięki naszym autonomicznym technologiom Aevum skróci czas realizacji startów z lat do miesięcy, a dla konkretnych klientów do nawet minut. Jest to konieczne, aby poprawić życie na Ziemi, a nawet je ratować.

Aevum ma już dwa kontrakty na wyniesienie satelitów, przy czym jeden na zlecenie od USAF, czyli wojskowego lotnictwa USA, jest zaplanowany pod koniec 2021 roku. To jedna z ośmiu firm, które Siły Kosmiczne USA wybrały do ​​rywalizacji o kontrakty startowe w ramach Programu Usług Orbitalnych-4 – zamówienia na usługi startowe o wartości 986 mln dol. w ciągu dziewięciu lat. Ponadto firma otrzymała od Sił Powietrznych USA kontrakt na badania nad innowacjami dla małych firm oraz tajny kontrakt z Pentagonem.

Będą odszkodowania dla przedsiębiorców za szkody związane z lockdownem?

Restrykcje wprowadzone przez rząd można uznać za nielegalne. Przedsiębiorcom należy się odszkodowanie za wadliwe ich wprowadzenie.

– Koncepcja odpowiedzialności państwa za wprowadzone akty prawne jest częścią szerszego poglądu, że państwo nie może przerzucać na obywateli odpowiedzialności za swoje błędy – mówi w rozmowie z MarketNews24 adwokat Michał Skrzypek, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Państwo zobowiązane jest do ochrony praw, które samo nam przyznało w Konstytucji. Konstytucja pozwala ograniczać prawa, które są w niej przyznawane, ale stawia w tym zakresie dość wyśrubowane wymagania, takie ograniczenia muszą być wprowadzane poprzez ustawy.

Zakazy wprowadzone przez rząd uderzyły w istotę wolności prowadzenia działalności gospodarczej, dotyczy to zarówno jej podejmowania, jak i wyboru formy oraz sposobu jej prowadzenia.

Zwalczanie epidemii jest ważnym działaniem uzasadnionym interesem społecznym, ale braku formy ustawowej restrykcji nie można usprawiedliwić.

– To jak to zostało przeprowadzone w języku prawniczym nazywane jest bezprawnością legislacyjną, ponieważ ograniczenia wprowadzano drogą ogłaszania rozporządzeń, podczas gdy Konstytucja wymaga ustawy – komentuje M.Skrzypek.

– Rząd dostrzegł zagrożenia związane z sądowym postępowaniem dotyczącym powództw o odszkodowania, dlatego w sierpniu złożono do Trybunału Konstytucyjnego wniosek, w którym premier domaga się stwierdzenia, że tylko TK może orzekać przez sądy o odszkodowaniu – wyjaśnia prawnik z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Moim zdaniem ten pogląd jest nieprawidłowy, ma służyć tylko temu, aby rząd oddalił od siebie zasadne żądania przedsiębiorców. To postępowanie potwierdza, że rząd ma świadomość bezprawności swoich działań. Jednak sądy nie muszą czekać na decyzje Trybunału Konstytucyjnego.

Przedsiębiorcy mogą domagać się odszkodowań wykorzystując także argument dotyczący zaniechań legislacyjnych.

Prawdopodobnie takich spraw przed polskimi sądami będzie wiele, a przedsiębiorcom pozostaje też możliwość obrony ich praw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasbourgu.

JPK_V7 – czy czynny żal jest konieczny przy korekcie błędów?

Termin na złożenie nowego JPK minął 25 listopada 2020 roku. Jeśli podatnicy popełnili w nim błąd, powinni teraz złożyć korektę. W świetle obowiązujących przepisów może pojawić się interpretacja, że w przypadku pomyłki w części ewidencyjnej JPK, powinien mieć zastosowanie czynny żal. Polega on na powiadomieniu instytucji skarbowej o popełnionym wykroczeniu lub przestępstwie skarbowym, zanim urząd sam je odkryje. Jednak regulacje w tym zakresie są niejednoznaczne i jak najszybciej powinny zostać poprawione.

JPK od 1 października stał się nie tylko deklaracją VAT, ale również ewidencją, w której przedsiębiorca informuje organ podatkowy o dokonanych transakcjach i ich rodzajach, oznacza grupy towarów i usług (za pomocą kodu GTU), czy też przedstawia różnego rodzaju dokumenty. W związku z tym nowy JPK podzielony jest na część deklaracyjną i na część ewidencyjną.

W praktyce może się okazać, że podatnik nie wykazał np. faktury sprzedażowej. W tej sytuacji powinien złożyć korektę, dzięki której poprawiona będzie zarówno część deklaracyjna, jak i ewidencyjna. Zgodnie z art. 16a kodeksu karnego skarbowego (kks): „nie podlega karze za przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, kto złożył prawnie skuteczną […] korektę deklaracji podatkowej i w całości uiścił, niezwłocznie lub w terminie wyznaczonym przez uprawniony organ, należność publicznoprawną uszczuploną lub narażoną na uszczuplenie”. Wynika stąd, że w przypadku błędu popełnionego w tej części JPK_V7, podatnik z pewnością nie musi składać czynnego żalu pod warunkiem dokonania korekty i uregulowania należności.

Powstaje jednak pytanie, co zrobić z częścią ewidencyjną i czy należy kwalifikować ją jako księgę, czy jako deklarację, do której odnosiłyby się powyższe przepisy? W przypadku ewidencji znajdują zastosowanie przepisy art. 61 kks o jej nierzetelnym prowadzeniu, a w związku z tym także przepisy art. 16 kks, mówiące o konieczności wyrażenia czynnego żalu – które dałyby możliwość uniknięcia kary za czyn zabroniony w postaci nierzetelnego prowadzenia ksiąg. Przy takim brzmieniu przepisów złożenie czynnego żalu może się okazać niezbędne.

Należy wskazać, że błędy popełnione przez przedsiębiorcę mogą mieć różny ciężar. Jeśli nie dochodzi do uszczuplenia należności publicznoprawnych, np. w postaci błędnego oznaczenia GTU, to społeczna szkodliwość takiego czynu jest znikoma. W mojej ocenie błędne oznaczenie, np. GTU, nie jest przestępstwem i nie należy składać czynnego żalu. Błędy znalezione w JPK_V7 z reguły nie będą spowodowane nierzetelnym prowadzeniem ksiąg. Przyczyny mogą być różne, np. błąd co do odpowiedniej klasyfikacji typu transakcji. Jednak w celu wyeliminowania tych niejasności należy jak najszybciej zmienić przepisy. Niewątpliwie byłoby to absurdalne, jeśli podatnicy musieliby składać czynny żal tyko na wszelki wypadek, ponieważ nie wiadomo, jakie w przyszłości będzie podejście do tego tematu organów skarbowych.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Zasady szczególne powstania obowiązku podatkowego w podatku VAT

Zasadą ogólną w podatku od towarów i usług jest to, że obowiązek podatkowy powstaje w dacie dostawy towarów lub wykonania usługi. Przepisy o podatku od towarów i usług przewidują wyjątki od zasady ogólnej, wskazując szczególne zasady powstawania obowiązku podatkowego. Moment powstania obowiązku podatkowego jest jednym z elementów konstrukcyjnych ustawy o VAT i jest to element niezbędny do prawidłowego rozliczenia podatku za dany okres. Sytuację komplikuje dodatkowo szereg wyjątków od zasady ogólnej, a w wielu wypadkach może być przyczyną sporów z fiskusem.

Otrzymanie całości lub części zapłaty

Obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania całości lub części zapłaty w przypadku wydania towarów na podstawie umowy komisu, przeniesienia własności towaru z nakazu organu władzy publicznej, dostaw dokonywanych w trybie egzekucji, świadczeń na zlecenia sądów i prokuratury na podstawie odrębnych przepisów oraz świadczenia usług finansowych i ubezpieczeniowych zwolnionych z VAT.

Ta sama zasada dotyczy dotacji, subwencji i innych świadczeń o podobnym charakterze, gdzie obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania całości lub części.

Wystawienie faktury

Kolejna szczególna zasada powstawania obowiązku podatkowego dotyczy świadczenia usług budowlanych i budowlano-montażowych, dostawy książek drukowanych oraz czynności polegających na drukowaniu książek. Związana jest z datą wystawienia faktury. W takich sytuacjach obowiązek podatkowy powstaje w dacie wystawienia faktury. Terminy na wystawienie faktur zostały określone w art. 106i ustawy o VAT. Zgodnie z ust. 3 tego artykułu fakturę wystawia się nie później niż 30 dni od wykonania usługi w przypadku usług budowlanych lub budowlano-montażowych, 60 dni od dokonania dostawy książek oraz 90 dni w przypadku drukowania książek.

Obowiązek podatkowy w dacie wystawienia faktury powstaje także w sytuacji dostawy energii elektrycznej, cieplnej lub chłodniczej oraz gazu przewodowego, a także świadczenia usług telekomunikacyjnych, najmu, dzierżawy, leasingu i innych umów o podobnym charakterze, ochrony osób i dozoru i ochrony mienia, usług stałej obsługi prawnej i biurowej, dystrybucji energii. Obowiązek wystawienia faktury powstaje w tym przypadku do końca upływu terminu płatności.

W przypadku, gdy faktura została wystawiona z opóźnieniem lub nie została wystawiona wcale, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą upływu terminów wystawienia faktur, a gdy takich terminów nie ma – z chwilą upływu terminu płatności.

Przedpłaty, zaliczki

Kolejna szczególna zasada powstawania obowiązku podatkowego dotyczy zapłaty zaliczki, przedpłaty, zadatku, raty w całości lub w części przed dokonaniem dostawy towarów czy świadczeniem usługi. W takich przypadkach obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania całości lub części środków finansowych.

W przypadku powyższego katalogu płatności istotne jest precyzyjne określenie w umowie, czego dotyczy dokonywana płatność. W przypadku płatności dokonywanych w ramach depozytu czy kaucji, tzn. płatności o charakterze zabezpieczającym, niezwiązanych z konkretną dostawą albo świadczeniem, obowiązek podatkowy w VAT nie powstaje z uwagi na konieczność zwrotu w określonych okolicznościach tych środków. Problematyczne od strony podatkowej są konstrukcje, gdzie klient wpłaca depozyt, który następnie może być w określonych sytuacjach wykorzystany w związku z dostawą towarów czy świadczeniem usługi tzn. sprzedawca nie ma obowiązku zwrotu pobranego wcześniej depozytu. Możliwość połączenia wpłaty z określoną czynnością (dostawą/świadczeniem) powoduje konieczność jej rozliczenia na potrzeby VAT w dacie dokonania płatności. Innymi słowy, podatnicy zmieniający charakter wpłaconego depozytu/kaucji na zaliczkę, przedpłatę zobowiązani będą do odpowiedniego wykazania tego faktu w dacie wpłaty.

Import towarów

W przypadku importu towarów obowiązek podatkowy powstaje w dacie powstania długu celnego. W sytuacji, gdy towary objęte są procedurą uszlachetniania czynnego, obowiązek podatkowy powstaje z datą zamknięcia tej procedury. W przypadku pobierania opłat wyrównawczych dotyczących procedur celnych obowiązek podatkowy powstaje w dacie wymagalności tych opłat.

Wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów

W przypadku wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów obowiązek podatkowy powstaje z chwilą wystawienia faktury, nie później niż 15 dnia miesiąca następującego po miesiącu dostawy.

Mały podatnik

Jeszcze inne zasady dotyczą ustalania momentu powstania obowiązku podatkowego u tzw. małych podatników rozliczających się metodą kasową. W takim przypadku obowiązek podatkowy powstaje z dniem otrzymania całości lub części zapłaty w przypadku dostawy/świadczenia na rzecz czynnego podatnika VAT albo w pozostałych przypadkach w terminie zapłaty nie później niż 180 dnia od daty dostawy/świadczenia po uprzednim zawiadomieniu naczelnika urzędu skarbowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Korzystny wyrok dla przedsiębiorców w sprawie ulgi za złe długi

Korzystny wyrok dla przedsiębiorców w sprawie ulgi za złe długi został opublikowany w Dzienniku Urzędowym UE. Tym samym rozpoczęły bieg terminy, w których przedsiębiorcy mogą wnioskować o zwrot nadpłaconego podatku lub wznowienie postępowania podatkowego. Minister Finansów, po wniosku Rzecznika MŚP, zapowiada również jak najszybsze zmiany legislacyjne w ustawie VAT w tym zakresie

W dniu 7 grudnia 2020 r. został opublikowany w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 15 października 2020 r. w sprawie C-335/19 E. sp. z o.o. sp.k. przeciwko Ministrowi Finansów. W terminie 30 dni od jego publikacji tj. do 6 stycznia 2020 r. przedsiębiorcy mogą wnioskować o zwrot nadpłaconego podatku, natomiast w terminie miesiąca tj. do 7 stycznia 2020 r. przedsiębiorcy mogą wnioskować o wznowienie niekorzystnego postępowania podatkowego.

Rzecznik MŚP już wcześniej otrzymywał sygnały o barierach i utrudnieniach związanych z wątpliwościami w zakresie prawidłowego fakturowania i rozliczania należności w podatku dochodowym i podatku od towarów i usług w kontekście ulgi na złe długi uregulowanej w polskiej ustawie VAT. W celu ich wyjaśnienia, pismem z dnia 6 lipca 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Finansów, przekazując jednocześnie pytania przedsiębiorców w tym przedmiocie. W piśmie z dnia 6 października 2020 r. Minister Finansów wyjaśnił szereg problemów związanych ze stosowaniem ulgi na złe długi i udzielił odpowiedzi na powyższe pytania.

Jednocześnie, w związku z wydaniem w dniu 15 października 2020 r. przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyroku w sprawie C-335/19 E., zgodnie z którym przepisy polskiej ustawy VAT uzależniające obniżenie podstawy opodatkowania podatkiem VAT od warunku, by w dniu dostawy towaru lub świadczenia usług, a także w dniu poprzedzającym dzień złożenia korekty deklaracji podatkowej mającej na celu skorzystanie z tego obniżenia dłużnik był zarejestrowany jako podatnik VAT i nie był w trakcie postępowania upadłościowego lub w trakcie likwidacji, zaś wierzyciel był w dniu poprzedzającym dzień złożenia korekty deklaracji podatkowej nadal zarejestrowany jako podatnik VAT – naruszają prawo unii, pismem z dnia 3 listopada 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Finansów z pytaniem o aktualność stanowiska z dnia 6 października 2020 r. oraz czy planowane są zmiany legislacyjne w przedmiotowym zakresie.

W odpowiedzi, pismem z dnia 25 listopada 2020 r. Minister Finansów potwierdził, że w związku z wydanym ww. wyrokiem jego stanowisko częściowo straciło na aktualności, a także poinformował, że podjęte zostały prace nad jak najszybszym wprowadzeniem odpowiednich zmian w przepisach art. 89a i 89b ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2020 r. poz. 106, ze zm.) regulujące instytucję ulgi na złe długi, zgodnych z tym wyrokiem.

Co z budżetem Unii? Kompromis zamiast weta?

Dzisiaj ważny szczyt unijny, a z wypowiedzi Niemców i ich determinacji wyraźnie wynika, że bardzo wierzą oni w to, że kompromis zostanie osiągnięty. Aż strach pomyśleć, co stałoby się ze złotówką, gdyby do tego nie doszło.

Kompromisowy szczyt Unii?

Dzisiaj zobaczymy, na czym w praktyce ma polegać kompromis w sprawie reguły praworządności i czy zostanie on przyjęty przez Polskę i Węgry. Rynki bardzo dobrze reagowały w ostatnich dniach na propozycję kompromisu, jako alternatywę dla weta. Zarówno złotówka, jak i forint węgierski mocno zyskały na wartości po tych pogłoskach. Dzisiaj dowiemy się, czy kompromis faktycznie się pojawi i w jakiej formie. Jak powinny reagować rynki? Gdyby jednak miało pojawić się weto, do którego wszakże wciąż nawołuje część polityków i dziennikarzy, można spodziewać się nagłego osłabiania się złotego.

Nie tylko szczyt unijny

Dzisiaj uwaga rynków skupiona jest na Europie. To wina nie tylko ważnego szczytu unijnego ale również posiedzenie EBC w sprawie sóp procentowych. Raczej nie należy się spodziewać zmian poziomów stóp, ale można oczekiwać, że dojdzie do reakcji chociaż werbalnej na przesadnie umacniające się ostatnie euro względem dolara. Możliwe jest zwiększenie chociażby programów pomocowych, co mogłoby z powodu zalania rynku pieniądzem pomóc w tej sytuacji.

Kanada nie zmienia stóp

Wczorajsza decyzja Banku Kanady zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła stóp procentowych. Pozostały one na niezmienionym poziomie 0,25%. Warto zwrócić uwagę, że jest to wyższy poziom niż w Polsce, ale głównym punktem odniesienia dla polityki monetarnej Kanady jest USA, które zachowały stopy procentowe na wyższym poziomie niż strefa euro. Sama publikacja nie miała większego wpływu na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:45 – strefa euro – posiedzenie EBC,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – inflacja.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cudzoziemcy śrubują rekord w zakupie mieszkań

W 2019 r. w ręce cudzoziemców trafiło blisko 8,5 tys. mieszkań oraz prawie 2,5 tys. lokali użytkowych. Najwięcej – podobnie jak w ostatnich 5 latach – kupili ich obywatele Ukrainy – podaje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA).

W tym roku Sejm dużo później niż zwykle zajmie się corocznym raportem ministra spraw wewnętrznych i administracji w kwestii nabywania nieruchomości przez cudzoziemców. Interesujące są zwłaszcza informacje dotyczące liczby transakcji mieszkaniowych zawartych przez osoby z obcym paszportem. Od przeszło 20 lat nasz rynek mieszkaniowy jest dla nich niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. Trójmiasto, Szczecin, Świnoujście oraz Zakopane. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE, których część polityków obawiała się najbardziej, kiedy otwieraliśmy nasz rynek mieszkaniowy.

Okres spekulacji mamy za sobą

Przed przystąpieniem Polski do UE chętnych na mieszkania w naszym kraju nie było wielu. Z prowadzonego przez resort rejestru transakcji wynika, że 20 lat temu cudzoziemcy kupili łącznie (z zezwoleniem i bez) ok. 500 lokali. Przy czym kupującymi byli głównie obywatele Niemiec, w tym Polacy z niemieckim paszportem.

Po roku naszego członkostwa w UE MSWiA odnotowało już 1368 transakcji mieszkaniowych.

Wśród kupujących wciąż przeważali Niemcy, na których przypadło blisko 20% powierzchni wszystkich kupionych przez cudzoziemców mieszkań. Na drugim miejscu byli obywatele Wielkiej Brytanii, a na trzecim – Irlandii. Mieszkania chętnie kupowali też Włosi i Hiszpanie, ale nie po to, żeby zamieszkać w naszym kraju. To byli inwestorzy liczący na zarobek będący efektem szybko rosnących cen mieszkań. Niektórzy kupowali od deweloperów całe pakiety. Najczęściej nie trafiały one do rejestru MSWiA, bo były odsprzedawana z zyskiem jeszcze przed zakończeniem budowy. Jednak światowy kryzys finansowy, który wybuchł w 2008 r., wymiótł w Polski inwestorów spekulacyjnych.

Ukraińcy wyprzedzili Niemców

Wprawdzie MSWiA wciąż rejestrowało wzrost liczby transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców, ale np. w 2012 r. na drugie miejsce – po kupujących z Niemiec – wysunęli się obywatele Ukrainy. W kolejnych latach coraz więcej Ukraińców zaczęło przyjeżdżać do Polski za pracą i – co powinno cieszyć w sytuacji kryzysu demograficznego – coraz częściej decydowali się na pozostanie w naszym kraju. Według MSWiA w 2015 r. – po raz pierwszy – to właśnie Ukraińcy kupili w Polsce najwięcej mieszkań.

Każdy kolejny rok przynosił nowy rekord w liczbie transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców, a największą grupę kupujących z obcym paszportem stanowią w dalszym ciągu obywatele Ukrainy.

Kateryna i Oleksandr podjęli decyzję, że zostaną w Polsce na stałe. Sprzedali już swoje mieszkanie w Kijowie oraz daczę pod miastem. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczą na zakup mieszkania w Warszawie. Mają ok. 70% ceny. Czekają już tylko na decyzję w sprawie stałego pobytu dla Oleksandra, aby móc zaciągnąć w banku kredyt hipoteczny.Graf 1 – Ile mieszkań kupili w Polsce cudzoziemcy

Podobnych historii są tysiące. Jeszcze trzy lata temu tylko 13% pracujących w Polsce Ukraińców deklarowało w badaniach, że zostanie u nas na dłużej niż 3 lata. W tym roku podobną deklarację złożyła ponad połowa badanych.

Dyrektor zarządzający warszawską agencją Alfa Home Nieruchomości Jan Czajkowski zaobserwował ciekawe zjawisko. Polacy, którzy przenoszą się do stolicy zwykle przez kilka lat najmują mieszkanie zanim zdecydują się na zakup własnego. Natomiast obywatele Ukrainy podejmują decyzję o zakupie dużo szybciej, najczęściej niedługo po uzyskaniu karty stałego pobytu, czyli średnio po kilkunastu miesiącach.

Ukraińcy kupują oni nie tylko mieszkania, ale także grunty, na co wciąż muszą mieć zezwolenie MSWiA. Resort podał, że w 2019 r. wydał im 270 takich zezwoleń na zakup 53,3 hektarów. Jako główny cel nabycia nieruchomości wnioskodawcy wskazywali zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych.Graf 2 – Obywatele, których krajów kupili najwięcej mieszkań w Posce

Ponadto w 2019 r. Ukraińcy kupili w naszym kraju przeszło 3,2 tys. mieszkań. Wśród cudzoziemców kupujących u nas mieszkania jest też coraz więcej Białorusinów i Rosjan.

Łącznie nasi wschodni sąsiedzi kupili w ubiegłym roku – głównie w największych miastach – blisko 4 tys. mieszkań o łącznej powierzchni przeszło 204 tys. kw. Gdyby przyjąć, że średnia cena metra kwadratowego wynosi 9 tys. zł, to oznaczałoby, że w ubiegłym roku wydali oni na mieszkania w naszym kraju łącznie ponad 1,8 mld zł.

W 2019 r. wszyscy cudzoziemcy kupili w Polsce 8,5 tys. mieszkań. To mniej więcej tyle, ile deweloperzy wybudowali ich w Łodzi i Poznaniu razem wziętych. Co ciekawe przeciętne powierzchnia tych mieszkań wynosiła 57,5 m kw.Graf 3 – Ile mieszkań i lokali uzytkowych kupili cudzoziemcy

Warszawa ulubionym miastem cudzoziemców

Widać też wyraźnie, że cudzoziemcy najchętniej kupują mieszkania tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku.

– W naszej firmie średnio w co szóstej transakcji brali udział cudzoziemcy – mówi warszawski pośrednik.

Z kolei właściciel gdańskiego biura Estate Polska Paweł Koronkiewicz zauważa, że kupujący, którzy nie są obywatelami krajów UE, najczęściej decydują się na mieszkanie spółdzielcze z własnościowym prawem do lokalu. Takie transakcje nie wymagają bowiem zezwolenia MSWiA.

Paweł Koronkiewicz potwierdza, że ok. 95% nabywców zza wschodniej granicy kupuje mieszkania na własne potrzeby. Inaczej jest w przypadku obywateli Niemiec oraz krajów skandynawskich – większość nabywców traktuje mieszkania jako lokatę kapitału. – Zdarza się, że przez prawie cały rok mieszkanie stoi puste, a właściciel przyjeżdża jedynie na krótki urlop dwa lub trzy razy w roku – opowiada gdański pośrednik. Przyznaje, że mniej więcej jedna czwarta nabywców z Niemiec lub Skandynawii kupuje mieszkania typowo inwestycyjnie, czyli pod wynajem.

– Także w Warszawie zdecydowana większość obcokrajowców zaspokaja własne potrzeby mieszkaniowe. Jednak coraz częściej kupują oni mieszkania, aby czerpać dochód z najmu – potwierdza Jan Czajkowski.Graf 4 – Zakup mieszkań przez cudzoziemców – miasta

Dane MSWiA nie w pełni odzwierciedlały skalę transakcji, bo niektórzy notariusze przesyłają informacje o nich z dużym opóźnieniem, albo zapominają o tym obowiązku. W 2019 r. (MSWiA wystąpiło z wnioskami dyscyplinarnymi wobec sześciu notariuszy).

Jedno wydaje się raczej pewne – tendencja wzrostowa transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców utrzyma się także w najbliższych latach, choć 2020 r. może przynieść spadek spowodowany pandemią koronawirusa. Z danych Eurostatu wynika, że nasz kraj jest europejskim liderem pod względem liczby pierwszych zezwoleń na pobyt dla cudzoziemców spoza UE. W 2019 r. uzyskali oni u nas 724,4 tys. tego typu zezwoleń (jedna czwarta wszystkich w całej UE). Dla porównania Niemcy wydały ich 460 tys.
Eurostat zwraca przy tym uwagę, że 551 tys. zezwoleń na pobyt w Polsce wydano obywatelom Ukrainy. Widać też, że dla nich Polska jest wciąż krajem pierwszego wyboru. We wszystkich pozostałych krajach UE Ukraińcy uzyskali bowiem „tylko” 206 tys. zezwoleń na pobyt.