Cyfrowe podstawy zdalnej edukacji

Pandemia COVID-19 odcisnęła piętno nie tylko w sferze zdrowotnej, ale również w edukacji. Według szacunków organizacji UNICEF, 1,6 mld dzieci i ludzi młodych było dotkniętych restrykcjami związanymi z zamknięciem szkół podczas pandemii [4], a przynajmniej 460 mln uczniów i uczennic na całym świecie mogło nie być w tym czasie objętych programami zdalnego nauczania [5]. Jedną z podstawowych przyczyn był brak odpowiedniej infrastruktury w domu ucznia, w tym m.in. brak dostępu do Internetu o odpowiedniej jakości.

Według innych szacunków UNICEF, tylko 33 proc. dzieci w wieku szkolnym (3-17 lat) na świecie ma w domu dostęp do stałego łącza internetowego (fixed internet access). Poziom ten jest jednak różny w zależności od kraju. Największy odsetek dzieci w wieku szkolnym ma dostęp do stałego łącza w grupie państw o wysokich (86 proc.) i wyższych-średnich do-chodach (60 proc.). Najmniejszy – w grupach państw o niskich (6 proc.) i niższych-średnich dochodach (14 proc.).

Według danych Eurostatu, w 2019 r. w UE (bez Wielkiej Brytanii) 88 proc. gospodarstw domowych miało dostęp do szerokopasmowego Internetu (broadband). Jeśli jednak weźmie-my pod uwagę tylko gospodarstwa domowe, w których na utrzymaniu są dzieci, wskaźnik ten wzrasta do 96 proc. (i pod tym względem nie ma większych różnic między krajami. Naj-niższy poziom notuje się w Bułgarii – 91 proc.). Istotne są jednak różnice w dostępie do Internetu między gospodarstwami domowymi bez dzieci na utrzymaniu a tymi z dziećmi. Okazuje się, że największe różnice między tymi typa-mi gospodarstw (powyżej 20 pkt. proc.) wy-stępują na Litwie (23 pkt. proc.), w Portugalii (22 pkt. proc.), Chorwacji (22 pkt. proc.), Grecji (21 pkt. proc.) oraz Bułgarii (21 pkt. proc.). Najmniejsze notowane są w krajach północnej i centralnej Europy – Holandii (1 pkt. proc.), Danii (3 pkt. proc.), Luksemburgu (4 pkt. proc.) oraz w Szwecji (4 pkt. proc.). W Polsce ta różnica wynosi 19 pkt. proc., a poziom dostępu do Internetu wśród gospodarstw domowych z dziećmi wynosi 96 proc.

Procent dzieci w wieku szkolnym 3-17 lat z dostępem do Internetu

Dostęp do Internetu nie wydaje się być głównym problemem dla edukacji w UE, nie mniej jednak dostępność łącza jest pierwszym z wielu warunków umożliwiających efektywną naukę zdalną. W raporcie pt. Edukacja zdalna w trakcie pandemii. Edycja II [6], przedstawiają-cym wyniki badań dotyczące zdalnej edukacji w trakcie pandemii COVID-19 w Polsce, ba-dani nauczyciele(ki) wskazywali, że dla wielu uczniów i uczennic głównym medium, za po-mocą którego realizowali edukację zdalną był smartfon, a więc narzędzie mające wiele ograniczeń m.in. jeśli chodzi o wielkość ekranu czy pisanie dłuższych form.

Mimo że dostęp do Internetu w UE, szczególnie w gospodarstwach domowych, w których na utrzymaniu są dzieci, jest na wysokim poziomie, problematyczne w edukacji zdalnej mogą być przepustowość łącza oraz dostęp do odpowiedniej jakości urządzeń na wy-łączność (a nie jedynie przypadające na całe gospodarstwo domowe, w którym uczących się dzieci może być więcej) dostępnych dla uczniów. Szacunki UNICEF wskazują na bardzo duże różnice między poszczególnymi grupami krajów w dostępie uczniów do stałego łącza. W celu zapewnienia najwyższej jakości edukacji zdalnej oraz przy potencjalnej edukacji hybrydowej (łączącej elementy edukacji tradycyjnej i edukacji zdalnej) w przyszłości podstawowym elementem powinno być zagwarantowanie przez jednostki odpowiedzialne za oświatę każdemu uczniowi i uczennicy dostępu do stabilnego łącza o wystarczająco wysokiej przepustowości oraz odpowiednich urządzeń, które umożliwią równy i jakościowo wysoki poziom edukacji.

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[4] https://data.unicef.org/resources/children-and-young -people-internet-access-at-home-during-covid19/ [dostęp : 09.12.2020].
[5] https://data.unicef.org/resources/remote-learning-reachability-factsheet/ [dostęp : 09.12.2020].
[6] https://centrumcyfrowe.pl/wp-content/uploads/ sites/16/2020/11/Raport_Edukacja-zdalna-w-czasie -pandemii.-Edycja-II.pdf [dostęp : 09.12.2020].

Skąd się bierze drobna nieuczciwość?

Powszechność nieuczciwych zachowań o niewielkiej jednostkowej szkodliwości społecznej sprawia, że drobne nadużycia pojedynczych osób w skali całej gospodarki są bardzo kosztowne. Zawyżanie roszczeń odszkodowawczych, zaniżanie zobowiązań podatkowych i przypadki drobnej korupcji w sumie stanowią istotne straty dla budżetów wielu krajów. Teoria racjonalnego wyboru częściowo tłumaczy nieuczciwość zakładając, że ludzie wyżej ce-nią własny interes niż dobro innych czy dobro wspólne i dokonują wyborów maksymalizujących ich użyteczność. W swoich decyzjach kierują się przy tym wyłącznie kalkulacją korzyści i kosztów zewnętrznych, czyli spodziewanego zysku vs. spodziewanej kary w przypadku zidentyfikowania nadużycia.

Zagadkowym w świetle tych założeń jest fenomen, na który zwrócili uwagę badacze, a mianowicie przekraczanie granic etycznych przez zasadniczo uczciwe osoby, które dopuszczając się drobnych nadużyć podnoszą swoją użyteczność w bardzo minimalnym stopniu, tzn. nie wykorzystują nadarzającej się „okazji” w pełni. Z punktu widzenia teorii ekonomii, jest to zachowanie nieoptymalne, wymagające po-głębionego uzasadnienia. Badania pokazują, że do tego rodzaju „drobnych nadużyć” dochodzi często w sytuacjach, w których granice między uczciwością i nadużyciem są nieoczywiste. Winowajca liczy wówczas na to, że jego zachowanie nie zostanie dostrzeżone, a w najgorszym wypadku uzasadni je nieintencjonalnym błędem, o który nietrudno w niejasnym kontekście. Ważnym czynnikiem decyzyjnym w takich sytuacjach jest także chęć utrzymania pozytywnego autowizerunku osoby uczciwej, która nie dopuszcza się rażących nadużyć.

Coraz więcej badań wskazuje jednak, że poza zachętami zewnętrznymi, bardzo istotna dla podejmowanych decyzji jest motywacja wewnętrzna. Pokazano to już w słynnym badaniu o znalezionym portfelu, którego wyniki opublikowano w ubiegłorocznym “Science” [11]. W 355 miastach 40 krajów znalazcy zgubionego portfela w zdecydowanej większości zwracali go, a portfele z zawartością banknotów były zwracane częściej niż puste. Co więcej, wbrew prze-widywaniom ekonomistów, portfele z większą zawartością były zwracane jeszcze chętniej niż te z mniejszymi kwotami. Warto przypomnieć, że w rankingu uczciwości badanych 40 krajów Polska uplasowała się na wysokim 6. miejscu, i na chlubnej pierwszej pozycji przed UK i USA w badaniu uczciwości mieszkańców tych trzech krajów w odniesieniu do reakcji na znalezienie portfela z większą zawartością.

Na decyzje o nadużyciach wpływają jednak jeszcze inne czynniki, tj. obowiązujące normy społeczne i subiektywne przekonania o tym, co należy uznać za uczciwe, a co nie. Okazuje się, że częstsze komunikowanie norm wskazujących na to, jak należy postępować, a jakich zachowań unikać, zmniejsza nieuczciwości drobnej skali. W przypadku walki z poważniejszymi nadużyciami, większe zastosowanie mają informacje o etycznych zachowaniach uczciwej większości [12].

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[11] Cohn, A., Maréchal, M.A., Tannenbaum, D., Zünd, C.L. (2019), Civic honesty around the globe, “Science”, No. 365(6448), https://science.sciencemag.org/content/365/6448/70.full [dostęp: 08.12.2020].

[12] Lois, G., Wessa, M. (2020), Honest mistake or perhaps not: The role of descriptive and injunctive norms on the magnitude of dishonesty, “Journal of Behavioural Decision Making”, https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/bdm.2196 [dostęp: 08.12.2020].

Polacy chcą robić zakupy świąteczne w sklepach stacjonarnych

Wyniki ostatniego badania zrealizowanego przez Ipsos Mori, na zlecenie Elavon, wskazują na wzrost zainteresowania zakupami w sklepach stacjonarnych w okresie świątecznym wśród Polaków. Dziewięciu na dziesięć (95%) spośród 1092 uczestników badania w Polsce deklaruje, że planuje robić zakupy w sklepie stacjonarnym, z czego 24% twierdzi, że duży wpływ na ich decyzję ma chęć wspierania lokalnej gospodarki.

W tym trudnym dla handlu detalicznego okresie, konsumenci wymieniali wyraźne korzyści płynące ze wspierania sklepów stacjonarnych:

  • Niemal połowa (49%) respondentów twierdzi, że pójście do stacjonarnego sklepu sprawia, że zakupy są szybsze i łatwiejsze, ponieważ mogą oni zobaczyć produkty na żywo
  • 45% ankietowanych wskazało na korzyści płynące z oceny jakości produktów na miejscu, co również wpływa na brak ewentualnej konieczności zwrotu towaru w przypadku jego niezgodności z opisem lub uszkodzenia
  • Jedna trzecia konsumentów (33%) zamierza skorzystać z ofert i promocji dostępnych w sklepach
  • 24% badanych chce wspierać lokalną gospodarkę
  • Podobna liczba respondentów (24%) chce wybrać się na jarmarki świąteczne i lokalne targowiska

Lokalne punkty handlowe mogą cieszyć się większym powodzeniem i zainteresowaniem niż w poprzednich latach. Jednak warto zwrócić uwagę na to, że 41% konsumentów planuje w tym roku ograniczyć swoje świąteczne wydatki. Dobra wiadomość to taka, że nieco większy odsetek respondentów (43%) przewiduje, że ich budżet na zakupy nie zmieni się, a 12% zakłada nawet jego zwiększenie.

Najbardziej skłonni do zwiększenia świątecznych wydatków w tym roku są najmłodsi badani – w wieku 16-29 lat (23%). Może być to spowodowane mniejszą liczbą wydatków (przeznaczanych np. na socjalizację) w okresie „lockdownu” wśród młodych respondentów. Dla porównania, jedynie 10% ankietowanych w wieku 30-39 lat oraz zaledwie 7% spośród 40-60 latków planuje w tym roku wydać więcej na święta.

Powody, dla których ograniczamy świąteczny budżet są różne. Blisko 32% uczestników badania przewidziało, że w tym roku uroczystości będą odbywać się w mniejszym gronie. 7% respondentów potwierdziło, że pandemia koronawirusa wpłynęła na spadek ich dochodów, co bezpośrednio przekłada się na ograniczenie wydatków na zakupy.

Przedsiębiorcy, którzy chcą zwiększyć swoją konkurencyjność i sprzedaż powinni podążać za preferencjami klientów. Zgodnie z wynikami badania Elavon:

  • 45% badanych twierdzi, że wydłużenie godzin otwarcia sklepów sprawi, że zakupy będą bardziej komfortowe i wygodne
  • 44% konsumentów docenia możliwości płatności bezdotykowych oraz bezkontaktowych zakupów
  • 36% respondentów uważa, że sklepy powinny wzmocnić działania w zakresie bezpieczeństwa i higieny robienia zakupów

E-handel nadal jest w okresie świątecznym istotną częścią rynku. Badani zostali zapytania również o czynniki, które skłoniłyby ich do częstszych zakupów internetowych. Klientom najbardziej zależy na efektywnym i sprawnym systemie dostaw i zwrotów. Do zakupów online 37% respondentów zachęca niezawodny system dostarczania produktów. 32% docenia bezpłatne etykiety zwrotne, a 30% darmowe opakowania do zwrotu towarów.

Rafał Gołębiewski, Head of SME & Bank Aliance Europe: “Sklepy w Polsce zostały niedawno ponownie otwarte. Trudna sytuacja przedsiębiorców spowodowana pandemią sprawiła, że konsumenci chętnie wspierają lokalne biznesy. Przed detalistami pojawia się nowe wyzwanie w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa i komfortu zakupów w sklepach stacjonarnych. E-handel zyskał na znaczeniu podczas lockdownu, natomiast nasze najnowsze badanie Elavon pokazuje, że osobiste zakupy nadal mają wielu zwolenników i nie zostały wyparte przez sklepy online.”

Polski pracownik wciąż pewny swoich umiejętności

Z roku na rok w Polsce zwiększa się odsetek pracowników przekonanych o swoich wysokich kwalifikacjach zawodowych – tak wynika z badania ADP „Workforce view 2020”. W tegorocznym raporcie, aż 86 proc. pytanych przyznało, że posiada umiejętności, które ułatwią im uzyskanie awansu. Rok wcześniej tego samego zdania było 80 proc. badanych.

Co ciekawe, to mężczyźni wyrażają większą pewność w kwestii swoich kwalifikacji – przyznaje to aż 89 proc. ankietowanych. Dla porównania, tego samego zdania jest 84 proc. kobiet. Największą pewnością siebie odznaczają się młodzi pracownicy. Ponad 90 proc. osób z grupy wiekowej 18-24 deklaruje, że ich umiejętności zapewnią im sukces zawodowy. Z kolei najmniej o swoich kompetencjach są przekonani pracownicy w wieku 55+. Jedynie 68 proc. tzw. silversów uważa, że posiadane przez nich umiejętności pomogą w odniesieniu sukcesu.

Wyniki badania bardzo wyraźnie pokazały różnice pokoleniowe. Dla młodych pracowników, z pokolenia Z czy millenialsów, bardzo istotny jest nieustanny rozwój i podnoszenie swoich kompetencji. To osoby, które są pewne siebie, a ze względu na dużą konkurencję na rynku pracy inwestują w rozwój umiejętności. Natomiast pracownicy w wieku 55+ przywykli do innego trybu pracy i ścieżki kariery, gdzie istotnym czynnikiem była wysługa lat. Choć trend zaczyna się zmieniać, to znaczna część tego pokolenia nadal głównie upatruje swoich przewag w konkurencji z młodszymi kolegami w swoim kilkudziesięcioletnim doświadczeniu zawodowym – komentuje Anna Barbachowska, HR business partner w firmie ADP Polska.

Pewny siebie jak… Hiszpan!

Choć coraz więcej Polaków wierzy w swoje umiejętności, to wciąż nie dorównujemy pod tym względem reszcie świata. Spośród państw biorących udział w badaniu, nasz wynik jest jednym z niższych (za nami jest tylko Singapur). Wśród narodów europejskich największą pewnością siebie cechują się Hiszpanie (96 proc.). Z kolei globalnie najbardziej przekonani o swoich kwalifikacjach są Hindusi (97 proc.).

Choć daleko nam do światowych liderów to warto zauważyć, że wiara polskich pracowników we własne umiejętności systematycznie rośnie. Powodem jest między innymi łatwiejszy dostęp do technologii. Dzisiaj bez trudu możemy uczestniczyć np. w międzynarodowych konferencjach czy podnosić swoje kwalifikacje poprzez udział w webinarach i kursach online na platformach szkoleniowych. Również firmy coraz częściej gwarantują pracownikom bezpłatne szkolenia. To korzyść dla obu stron – pracownicy poszerzają swoją wiedzę i zyskują nowe kompetencje, co dla pracodawców może stanowić przewagę konkurencyjną ich przedsiębiorstwa – mówi Anna Barbachowska.

Zarówno w naszym kraju, jak i globalnie wśród najbardziej pewnych swoich umiejętności są przedstawiciele branży IT, spośród których odpowiednio 91 i 97 proc. uważa, że ma odpowiednie kompetencje, aby odnieść sukces. Z kolei najmniej pewni siebie w skali globalnej są pracownicy branży HoReCa –  „jedynie” 91 proc. twierdzi, że ich umiejętności pomogą im w karierze zawodowej. W Polsce taką branżą jest sektor produkcyjny, w którym tego zdania jest tylko 83 proc. ankietowanych.

Przełom w realizacji celów porozumienia paryskiego

Ostatnie miesiące okazały się przełomowe dla realizacji porozumienia paryskiego. Równo pięć lat od wypracowania tekstu porozumienia, proces jego ratyfikacji zakończył się już w 190 spośród 197 krajów. Dwoma państwami o istotnym znaczeniu, które nie ratyfikowały porozumienia są Iran i Turcja, odpowiedzialne łącznie za prawie 3 proc. globalnych emisji. Iran uzależnia ratyfikację od zniesienia sankcji międzynarodowych, natomiast Turcja stara się o zmianę swojego statusu z kraju rozwiniętego na rozwijający się, co pozwoliłoby jej uzyskać dostęp do dodatkowych funduszy klimatycznych. Pozostałymi krajami, które nie ratyfikowały porozumienia, głównie ze względu na konflikty na swoim terenie, są: Erytrea, Irak, Libia, Sudan Południowy oraz Jemen. Od 4 listopada poza porozumieniem są również Stany Zjednoczone.

Poziomy redukcji emisji zadeklarowane przez strony porozumienia dają szanse na powstrzymanie niebezpiecznego dla Ziemi wzrostu temperatury. Według Climate Action Tracker (CAT) [1], podniesienie pierwotnie deklarowanych przez strony porozumienia celów redukcyjnych pozwoli ograniczyć wzrost temperatury do 2,1 stopnia Celsjusza [2]. Jest to o 0,9 stopnia mniej, niż wynikało z pierwotnie zadeklarowanych celów i zaledwie 0,1 stopnia więcej, niż przyjęte w traktacie minimum celu [3].
10 krajów o najwyższych emisjach CO2

Wzrost szans na osiągnięcie celów porozumienia paryskiego miały przede wszystkim ostatnie decyzje największych emitentów CO2, tj. Chin i Stanów Zjednoczonych. Kraje te są odpowiedzialne za – odpowiednio – 30 proc. i 13 proc. globalnych emisji. W przypadku Chin celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2060 r. Natomiast celem zapowiedzianym przez nowego prezydenta USA jest po-wtórne podpisanie i ratyfikacja porozumienia oraz osiągnięcie neutralności w 2050 r.

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[1] CAT monitoruje 36 krajów odpowiedzialnych łącznie za około 80 proc. globalnych emisji.
[2] https://climateactiontracker.org/press/global-update -paris-agreement-turning-point/ [dostęp: 09.12.2020].
[3] Traktat paryski ma na celu ograniczenie wzrostu tem-peratury o nie więcej niż 2 stopnie Celsjusza i zobowiązuje jednocześnie strony porozumienia do podjęcia wysiłków na rzecz powstrzymania wzrostu temperatury o nie więcej niż 1,5 stopnia Celsjusza.

Passus podpisał umowę o wartości ponad 4,6 mln zł z podmiotem należącym do Skarbu Państwa

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podpisał umowę z podmiotem należącym do Skarbu Państwa. Kontrakt zakłada kompleksową ochronę przed oprogramowaniem typu malware. Podstawową część zamówienia, o łącznej wartości blisko 2,2 mln zł, Passus dostarczy do 25 grudnia br. Płatność będzie realizowana w cyklach kwartalnych

To już nasza kolejna umowa, którą podpisujemy w ciągu ostatnich kilku tygodni. Czwarty kwartał to dla nas typowy okres wzmożonej sprzedaży, finalizacji umów  i pozyskiwania kolejnych klientów. Każda tego typu, długoterminowa umowa pozytywnie przełoży się zarówno na tegoroczne jak i przyszłe wyniki finansowe. – komentuje Tadeusz Dudek, prezes zarządu Passus.

Umowa zakłada uruchomienie i świadczenie usługi polegającej na wykonywaniu w czasie rzeczywistym, kompleksowej analizy niezaszyfrowanego oraz zaszyfrowanego ruchu sieciowego tj. Centralnej Usługi Ochrony przed oprogramowaniem typu malware.

Zmówienie zostało podzielone na część podstawową, o wartości 2,2 mln zł oraz część opcjonalną, oszacowaną na kwotę 2,4 mln zł. Zamówienie opcjonalne będzie uzależnione od natężenia ruchu sieciowego.

Tech Invest Group z nową strategią – stawia na fotowoltaikę i inwestycje

Zarząd notowanej na NewConnect Tech Invest Group przyjął nową strategię do 2022 r. w związku z dynamicznym rozwojem i przejęciem Erato Energy, zajmującej się sprzedażą oraz montażem instalacji fotowoltaicznych. Połączone spółki przekształcą się w nowy podmiot – Erato Energy S.A., który będzie działać na rynku fotowoltaiki, a dotychczasowa działalność inwestycyjna TIG będzie rozwijana przez spółkę zależną TIG ASI. Zarząd liczy, że wejście w nowe kanały dystrybucji i poszerzenie oferty produktowej przełoży się na skokowy wzrost przychodów w kolejnych latach.

Po tym jak pod koniec listopada br. Tech Invest Group przejął Erato Energy, zapowiedzieliśmy nową strategię rozwoju uwzględniającą potencjał obu spółek. Tworzymy grupę kapitałową, w której spółka dominująca pod nową nazwą Erato Energy S.A. będzie prowadzić działalność na rynku OZE, głównie w fotowoltaice, a nowo utworzona spółka zależna TIG ASI na rynku inwestycji kapitałowych będzie kontynuowała rozwój dotychczasowego biznesu TIG –mówi Krzysztof Kłysz, wiceprezes Tech Invest Group.

Nowa strategia rozwoju spółki na lata 2021-2022 opiera się na następujących założeniach:

  • Umocnienie pozycji na rynku fotowoltaiki
  • Wejście w nowe kanały dystrybucji celem pozyskania nowych klientów
  • Rozwijanie oferty dla klientów o nowe produkty i usługi
  • Rozwój działalności inwestycyjnej
  • Inwestycje zmierzające do komercjalizacji technologii dla branży OZE
  • Wzmocnienie synergii między Erato Energy i spółkami portfelowymi
  • Wykorzystanie potencjału branży OZE

– Będziemy rozwijać się dwutorowo, z jednej strony budując skalę na rynku fotowoltaiki, co będzie nam generować stabilne przepływy pieniężne, a z drugiej strony inwestując w perspektywiczne spółki, których biznesy mogą być synergiczne z naszą podstawową działalnością – mówi Łukasz Gralec, prezes Erato Energy oraz Tech Invest Group.

Erato Energy zajmuje się sprzedażą oraz montażem fotowoltaiki. W całym 2020 r. Spółka liczy na około 50 mln zł przychodów i 7 mln zł zysku netto. Spółka liczy na potrojenie przychodów i zysku netto w 2021 r. za sprawą działań optymalizacyjnych.

– Chcemy znacząco rozbudować kanały dystrybucji, aby dotrzeć z naszą ofertę do szerszego grona odbiorców. Chcemy też poszerzyć naszą ofertę o nowe usługi i produkty, jak np. pompy ciepła i magazyny energii, co mamy nadzieję przyczyni się do potrojenia przychodów i zysku netto w 2021 r. do odpowiednio 140 mln zł i ponad 20 mln zł – mówi Łukasz Gralec, prezes Erato Energy oraz Tech Invest Group i dodaje – Przed akwizycją Erato Energy specjalizowało się w instalacjach o mocy do 50 kWp dla klientów indywidualnych i mniejszych firm, co nadal będzie kontynuowane. Większy nacisk położymy na rozwój farm fotowoltaicznych o mocy minimum 1MW.

Instytut Biznesu: Przed polską koleją duże wyzwania

Instytut Biznesu (IB): O aktualnej sytuacji i wyzwaniach inwestycyjnych na polskiej kolei.

Przed polską koleją duże wyzwania – gigantyczne inwestycje w ramach tzw. sieci TEN-T, w tym projekty szynowe tj. Rail Baltica, linia kolejowa E59 czy Rail-2 Sea. Stoimy też przed historycznie największym źródłem finansowania inwestycji infrastrukturalnych ze środków unijnych na lata 2021 – 2027 – można przeczytać w raporcie Instytutu Biznesu.

„Stan i perspektywy rozwoju polskiej kolei” to najnowsze opracowanie przygotowane przez Instytut Biznesu. Publikację poprzedziła debata z udziałem ekspertów, w tym Juliusza Bolka, Przewodniczącego Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu, Dawida Piekarza, wiceprezesa Instytutu Staszica oraz publicysty Jerzego Wysockiego, zorganizowana 3 grudnia br. W trakcie debaty eksperci wyrazili zaniepokojenie dyskusją wokół problemów partycypacji przez Polskę ze środków unijnych. Uczestników dyskusji niepokoją także ostatnie doniesienia na temat przewlekłości prac przy budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego, w tym Programu Kolejowego CPK (tzw. szprych prowadzących z różnych regionów Polski do Warszawy i CPK).

Branża oraz eksperci rynkowi zgadzają się, że obecna sytuacja związana z COVID-19 oraz spowolnienie na rynku powinny być impulsem do rozwoju inwestycji infrastrukturalnych, które są w stanie pobudzić krwioobieg gospodarczy i zapobiec wzrostom bezrobocia. – „Dalszy los inwestycji infrastrukturalnych i stopień wykorzystania wsparcia zewnętrznego zależy m.in. od szybkości rozstrzyganych przetargów i tempa realizacji procedur z nimi związanych oraz wsparcia bankowego dla zapewnienia finansowania działalności. Brak nowych zleceń i przetargów w obszarze infrastruktury transportowej, w tym i kolejowej może mieć znaczny negatywny wpływ na rynek pracy w wielu sektorach, zmuszając pracodawców do redukcji zatrudnienia i obniżki wynagrodzeń” – czytamy w raporcie Instytutu Biznesu.

Projekty infrastrukturalne opierają się głównie na unijnych funduszach, wokół których ostatnio toczy się spór.  W poprzedniej perspektywie budżetowej na lata 2014-2020 Unia Europejska przeznaczyła dla Polski 82,5 mld euro. W nowej perspektywie Polska ma szansę być największym beneficjentem polityki spójności w UE, otrzymując 66,8 mld euro. – „To rekordowa wysokość wsparcia, i prawdopodobnie ostatnia taka dla naszego kraju” – podkreśla Instytut. Ponadto, do tego można doliczyć także ponad 776 mld zł z tzw. Funduszu Odbudowy, uruchomionego przez Brukselę w ramach łagodzenia skutków pandemii COVID-19. Jednak aktualna sytuacja na arenie politycznej jest mało optymistyczna. W przypadku braku porozumienia Polska może stracić w 2021 r. nawet połowę należnych jej środków z polityki spójności.

Pozyskanie tych środków jest dla wielu firm z branży infrastrukturalnej niezwykle ważne. Brak lub ograniczanie finansowania, oznacza zastopowanie inwestycji, spadek lub brak zamówień na materiały i wyroby, a w konsekwencji zahamowanie lub przerwanie produkcji przez firmy pracujące na rzecz tych inwestycji.

Pogarszające się nastroje w gospodarce potęgują także duże przesunięcia terminów ogłaszania i rozstrzygania przetargów. Co z kolei, w przypadku braku nowych zleceń i przetargów, może się wiązać z katastrofą na rynku pracy – pracodawcy, tnąc koszty będą zmuszani do redukcji zatrudnienia i obniżania pensji, zwracają uwagę eksperci.

Tymczasem, to właśnie od stanu realizacji inwestycji infrastrukturalnych zależeć będzie, jak szybko państwu polskiemu uda się wyjść z kryzysu gospodarczego. – „W dobie spowolnienia gospodarczego, państwo polskie powinno stymulować rozwój gospodarki przez inwestycje w projekty infrastrukturalne, dając impuls kolejnym sektorom i branżom. Instytucje państwowe odgrywają kluczową rolę na poziomie planowania i komunikacji o nowych inwestycjach w infrastrukturze drogowej i kolejowej” – wskazuje IB.

Krakowski Szpital na Klinach będzie realizował przełomowy projekt operacyjnego leczenia raka szyjki i trzonu macicy metodą TMMR/PMMR z wykorzystaniem robota da Vinci

Grupa NEO Hospital rozpocznie realizację projektu operacji z wykorzystaniem robota da Vinci nowotworów szyjki i trzonu macicy z dofinansowaniem ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego (RPO WM). Całkowity koszt projektu to 12 584 070,15 zł, zaś wartość dofinansowania wynosi 7 333 290,49 zł. W ramach projektu, należący do Grupy NEO Hospital krakowski Szpital na Klinach wykona 200 zabiegów, w tym 100 w grupie pacjentek z rakiem szyjki macicy oraz 100 w grupie pacjentek z rakiem trzonu macicy. Dla pacjentek zakwalifikowanych do programu zabiegi będą całkowicie bezpłatne.

W Polsce rak szyjki macicy diagnozowany jest u ok. 2,5 tys. kobiet rocznie, z czego ok. 1,6 tys. w wyniku choroby umiera. Z kolei zachorowalność na raka trzonu macicy w naszym kraju dotyczy ok. 6 tys. kobiet rocznie, z czego następnie ok. 1,7 tys. umiera. Poziomy śmiertelności w przypadku obu typów nowotworów są gorsze niż przeciętne dla krajów UE, a w przypadku raka szyjki macicy są najgorsze w UE.

Pandemia koronawirusa drastycznie wpłynęła na realizację programów profilaktycznych. Bardzo ucierpiała też diagnostyka. Utrudniony jest także dostęp pacjentów do leczenia szpitalnego. Przygotowany przez Grupę NEO Hospital program badawczy, oparty o małoinwazyjne metody terapeutyczne i nowoczesny sprzęt, w tym system robotyczny da Vinci, jest szansą na poprawę jakości leczenia onkologicznego dla kobiet w Polsce, chorujących na raka szyjki macicy i raka trzonu macicy.

Joanna Szyman, prezes zarządu Grupy NEO Hospital
Joanna Szyman, prezes zarządu Grupy NEO Hospital

Jestem niezwykle szczęśliwa, że w tym wyjątkowo trudnym czasie pandemii uruchamiamy dla pacjentek dotkniętych chorobą onkologiczną – rakiem szyjki macicy, czy rakiem trzonu macicyprogram, w którym zyskują one dostęp do małoinwazyjnej operacji z wykorzystaniem robota da Vinci mówi Joanna Szyman, prezes zarządu Grupy NEO Hospital. Uruchomienie programu będzie możliwe dzięki dofinansowaniu ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014 – 2020. Jestem też dumna z naszego wspaniałego zespołu medycznego i zespołu naukowego, który podjął trud opracowania nowej metody terapeutycznej, dając nadzieję tysiącom kobietom w Polsce na skuteczną walkę z rakiem i utrzymanie dobrej jakości życia po zabiegu – dodaje.

Szpital na Klinach jest jednym z pierwszych ośrodków w Polsce, który wykonuje zabiegi ginekologiczne z wykorzystaniem robota da Vinci. System robotyczny da Vinci poprzez innowacyjne obrazowanie 3D z wielokrotnym powiększeniem oraz precyzyjne instrumenty, eliminację naturalnego drżenia rąk chirurga, umożliwia wykonanie operacji z niedostępną dotychczas powszechnie w Polsce dokładnością.

Projekt przygotowany przez Grupę NEO Hospital to unikalne w skali Polski przedsięwzięcie. Jest to pierwsze badanie komercyjne w dziedzinie chirurgii robotycznej w kraju. Wyniki programu będą miały znaczenie na skalę międzynarodową.

Chirurgia robotyczna w ginekologii ma zastosowanie także w skomplikowanych operacjach onkologicznych. Już przed wybuchem pandemii była jedną z najszybciej rozwijających się metod  chirurgicznych  na świecie. W tym kontekście godny uwagi jest innowacyjny potencjał tkwiący w polskim środowisku naukowo-badawczym związanym z prywatnym sektorem ochrony zdrowia. Polska dzięki takim projektom badawczo-rozwojowym w ginekologii robotycznej ma szansę zająć znaczącą pozycję wśród światowych liderów tej dziedziny – podkreśla prof. dr hab. n. med. Kazimierz Pityński, specjalista w dziedzinie ginekologii onkologicznej.

Metoda TMMR/PMMR a inne metody leczeniarobot da Vinci

Metoda TMMR/PMMR (TMMR odnosi się do leczenia raka szyjki macicy, a PMMR – do leczenia raka trzonu macicy) wykonana z użyciem robota da Vinci to przełom w

zakresie małoinwazyjnego leczenia operacyjnego nowotworów szyjki i trzonu macicy. Bazuje ona na teorii rozprzestrzeniania się nowotworu w tzw. kompartmentach embrionalnych, według której w początkowych stadiach raka komórki nowotworowe mają zdolność wzrostu tylko w obrębie tkanki, która w rozwoju embrionalnym tworzy narząd, gdzie dany nowotwór powstał, np. macicę.

Odmienność metody TMMR/PMMR od innych obecnie stosowanych polega na zapobieganiu wznowie nowotworu poprzez wycięcie całości tkanek tworzących dany kompartment. Zaletą tej techniki operacyjnej jest zaoszczędzenie nerwów oraz narządów należących do sąsiadujących kompartmentów takich, jak pęcherz moczowy, co pozwala na redukcję powikłań pooperacyjnych oraz utrzymanie dobrej jakości życia pacjentek po zabiegu.

Dzięki zastosowaniu metody TMMR/PMMR istnieje także możliwość rezygnacji z leczenia uzupełniającego w postaci radioterapii, często znacznie pogarszającej jakość życia pacjentek.

Porównanie wyników operacyjnego leczenia raka szyjki macicy i raka trzonu macicy we wczesnych stadiach za pomocą metody TMMR/PMMR w zestawieniu z wynikami leczenia operacyjnego metodami standardowymi zgodnie z obowiązującym obecnie protokołem onkologicznym pozwoli na wprowadzenie nowego, innowacyjnego procesu terapii raka szyjki macicy i raka trzonu macicy.

W programie istotne jest również zastosowanie robota da Vinci. Pacjentki otrzymają zabieg minimalnie inwazyjny, a przy tym charakteryzujący się wysoką precyzją, dzięki temu możliwe jest całkowite usunięcie nowotworu i zachowanie wysokiej jakości życia pacjentki po operacji. Możliwość zastosowania robota da Vinci w operacyjnym leczeniu jest też szczególnie ważna dla pacjentek ze znacznym stopniem otyłości, która utrudnia operacje ginekologiczne mówi prof. KAAFM, dr n. med. Paweł Szymanowski, specjalista w dziedzinie położnictwa i ginekologii z krakowskiego NEO Hospital, kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwa Wydziału Lekarskiego i Nauk o Zdrowiu Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

W projekcie zostanie wykorzystana również technologia CarnaLife Holo. Jest to innowacyjny system przetwarzania danych medycznych, który pozwala na wizualizację trójwymiarowych danych obrazowych pozyskanych przy pomocy tomografii komputerowej lub USG. Wykorzystanie systemu zostało przewidziane dla pacjentek, u których anatomia pola operacyjnego jest zaburzona i niemożliwa do oceny na podstawie powszechnie stosowanych metod diagnostycznych. Do planowania wspomaganego systemem trójwymiarowej wizualizacji CarneLife Holo będą kwalifikowane pacjentki po zabiegach operacyjnych, otyłe, czy też po radioterapii.

Cele projektu

Program stanowi realną szansę dla poprawy jakości leczenia onkologicznego pacjentek dotkniętych rakiem szyjki macicy i rakiem trzonu macicy. Wśród spodziewanych istotnych korzyści programu są takie wartości, jak: mniejszy ból, mniejsze krwawienie śródoperacyjne, mniejsza ilość powikłań śród- i postoperacyjnych. Oczekuje się, że wyniki postępowania chirurgicznego TMMR w leczeniu raka szyjki macicy i PMMR w leczeniu raka trzonu macicy będą porównywalne z wynikami chirurgicznego postępowania tradycyjnego, uzupełnionego radioterapią. Spodziewana jakość życia pacjentek po tych operacjach będzie jednak znacząco wyższa w porównaniu z pacjentkami operowanymi zgodnie z obowiązującym obecnie protokołem onkologicznym i radioterapią.

Beneficjent/Lider projektu: NEO ROBOTICS ONE Sp. z o.o. Sp. k.

Partner projektu: NEO HOSPITAL Sp. z o.o. Sp. k.

Deloitte:: 73 proc. firm prowadzi w 2020 r. procesy inteligentnej automatyzacji

W ostatnich latach tempo i powszechność automatyzacji znacznie wzrosły. Wśród firm, które zdecydowały się na takie zmiany, coraz częściej nie jest to po prostu przeprojektowanie dotychczasowego podejścia i robotyzacja wykonywanych zadań, ale przyjęcie całkiem nowej perspektywy i wizji tego, jak zautomatyzowana praca powinna wyglądać. Z raportu firmy doradczej Deloitte „Automation with intelligence. Pursuing organisation-wide reimagination” wynika, że 88 proc. respondentów podejmujących się automatyzacji obecnie prowadzonej działalności, zmienia swoje procesy, aby zmaksymalizować płynące z niej korzyści.

W ostatnim czasie wyraźnie widać, że organizacje coraz częściej stosują cyfrowe sposoby pracy, a wiele z nich włączyło zrobotyzowaną automatyzację procesów (Robotic Process Automation) i sztuczną inteligencję (AI) w zakres swojej transformacji. Obserwujemy też coraz szerszy zakres wykorzystywanych narzędzi i technologii, takich jak optyczne lub inteligentne rozpoznawanie obrazów (OCR i ICR), zarządzanie procesami biznesowymi (BPM), monitorowanie procesów i ich eksplorację. Jak wynika z badania Deloitte, w 2020 r. odsetek organizacji, które rozpoczęły wprowadzanie rozwiązań bazujących na procesach inteligentnej automatyzacji, znacząco wzrósł. Działania w tym zakresie podjęło 73 proc. badanych firm, podczas gdy w ubiegłym roku było to 58 proc.

– Skalę zmian zachodzących w ostatnich latach w obszarze inteligentnej automatyzacji najlepiej pokazuje fakt, że gdy w 2015 roku Deloitte po raz pierwszy podejmował ten temat, takie plany deklarowało zaledwie 13 proc. naszych respondentów. Postęp w tym zakresie jest nie do przeoczenia. Potencjał takich transformacji leży jednak nie w implementacji pojedynczych technologii, ale w stale zwiększającym się zakresie dostępnych rozwiązań, narzędzi i technik. Ich pełne możliwości dopiero wymagają odkrycia, a właśnie wykorzystanie szerszego spektrum automatyzacji pozwala firmom na korzystne z biznesowego punktu widzenia uproszczenie procesów – mówi Paweł Zarudzki, Dyrektor w zespole Analytics & Cognitive w Deloitte.

Covid-19 i automatyzacja

Według większości ankietowanych koronawirus miał znaczący wpływ na sposób, w jaki ich organizacje postrzegają podejście do wykonywania obowiązków służbowych. Eksperci Deloitte oceniają, że w tych trudnych warunkach firmy potrzebują takich rozwiązań w zakresie automatyzacji, które oferują skalowalność i możliwość szybkiego wdrożenia.

Jak wynika z badania, Covid-19 ograniczył lub spowolnił inwestycje w robotyzację tylko w 29 proc. organizacji. W pozostałych przypadkach projekty wdrożenia automatyzacji są kontynuowane, a w przypadku co piątej instytucji nawet przyspieszyły. 9 proc. respondentów wskazało, że dopiero koronawirus spowodował rozpoczęcie inwestycji w inteligentną automatyzację.

– Niektórym firmom dopiero konieczność reagowania na kryzys wywołany pandemią pozwoliła zmienić podejście i przyjąć nową wizję tego, jak wyobrażają sobie pracę. Dla innych, automatyzacja była jedynym ratunkiem. Dzięki niej udało im się utrzymać podstawowe usługi podczas wymuszonych okresowych przerw w pracy. Jedna trzecia naszych ankietowanych w odpowiedzi na pandemię przyspieszyła inwestycje w tym zakresie – mówi Wojciech Sygnowski, Partner, lider Analytics & Cognitive w Deloitte.

Robot vs. człowiek

Jak wynika z raportu, ponad połowa badanych nie brała jeszcze pod uwagę skali i zakresu zmian związanych z robotyzacją, które będą miały wpływ na funkcje, zaangażowanie i sposób wykonywania obowiązków przez ich pracowników. Tymczasem respondenci wskazują, że już co dziesiąty zatrudniony był zmuszony przejść przeszkolenie związane z dostosowaniem swojego profilu zawodowego do procesów inteligentnej automatyzacji postępujących w jego środowisku pracy.

Zdaniem ekspertów Deloitte zwiększenie zakresu robotyzacji zaczyna wywierać coraz bardziej zauważalny wpływ na pracowników, a także sposób organizacji pracy w poszczególnych przedsiębiorstwach. Co więcej, powinniśmy się spodziewać, że zmiany w tym zakresie będą zachodziły coraz szybciej.

– Aby naprawdę uświadomić sobie rzeczywistą, wymierną wartość i skalę potencjalnych korzyści, które niesie ze sobą wdrożenie w firmie czy instytucji inteligentnej automatyzacji, należy cały czas pamiętać, że proces takiej transformacji nie ogranicza się do zastosowania nowych technologii. Ma ona też niebagatelny wpływ na całość kapitału ludzkiego danej instytucji. Pracownicy muszą sobie zdawać sprawę, w jaki sposób i jak bardzo automatyzacja zmieni ich pracę. Firmy, które już uświadomiły swoich pracowników w tym zakresie, mogą wyciągać wnioski z ich krytycznych uwag i w przyszłości lepiej przygotowywać się do kolejnych proponowanych i wprowadzanych zmian – mówi John Guziak, Partner, lider Human Capital w Deloitte.