Za garaż trzeba zapłacić fortunę. Ekspert: spadków cen nie będzie

Za garaż jak za kawalerkę. Ceny absolutnie oszalały. „150 tysięcy za murowany garaż już nikogo nie dziwi”.

Za cenę murowanego garażu w Warszawie czy w Krakowie można zapłacić nawet ponad 200 tysięcy złotych. To ceny absolutnie rekordowe, ale czy szalone? Murowany garaż poza strukturą budynku zdarza się coraz rzadziej, stąd też ceny takich obiektów są najwyższe od wielu lat. – Kiedy za cenę garażu można było kupić kawalerkę. Najwyższe ceny są w dużych miastach, w centrach i w przypadku, gdy mówimy o garażu np. na podwórku. Jedyna dobra wiadomość w tym cenowym szaleństwie jest taka, że spadły nieco ceny miejsc parkingowych w garażach podziemnych – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Garaż to „produkt premium”

W czasach, gdy na jedno mieszkanie coraz częściej przypadają dwa, a nawet trzy samochody, miejsca parkingowe w centrach metropolii urastają do rangi produktu premium. Kto by więc pomyślał, że murowane garaże na podwórkach, które jeszcze kilkanaście lat temu nie przedstawiały przesadnej wartości, dzisiaj staną się pożądanym towarem deficytowym?

Eksperci nie mają wątpliwości, że ceny garaży rosną i nadal będą rosnąć.

– Samochodów jest coraz więcej, a miejsc do parkowania coraz mniej. Dla wielu klientów garaż jest bardzo pożądanym towarem za który są w stanie dużo zapłacić – mówi Mirosław Król.

Dużo, ale oferty cenowe wydają się być gigantyczne. Na rynkach w Warszawie czy w Krakowie pojawiają się oferty na poziomie nawet… 220 tysięcy złotych za garaż murowany. W Poznaniu rekordowe oferty oscylują w okolicach 200 tysięcy. We Wrocławiu jest podobnie. Nieco taniej jest w innych miastach. Rekordowa oferta za murowany garaż w Szczecinie wynosi około 160 tysięcy złotych i mowa o garażu położonym w ścisłym centrum miasta nieopodal prestiżowego Hanza Tower.

– 150-200 tysięcy złotych za murowany garaż to dla wielu cena kosmiczna. Taki jest niestety rynek i oferty znacząco poniżej tej ceny należy traktować jako wyjątkowe okazje – mówi Mirosław Król. – Garaż murowany jest nie tylko ochroną samochodu, ale często też małym magazynem na narzędzia i domowe rzeczy, więc sprawdza się i należy podejść do tego jak do inwestycji. Tutaj spadków cen na pewno nie będzie – dodaje Król.

Ekspert przyznaje jednak, że zdarzają się klienci zupełnie nie świadomi wartości garażu.

– Jeden z klientów chciał „dodać” garaż do oferty sprzedaży mieszkania na jednym z osiedli w Szczecinie. Gdy powiedziałem mu, że mieszkanie jest warte 400 tysięcy złotych, a garaż przynajmniej 100-120 to nie chciał mi uwierzyć – dodaje ekspert.

Miejsce w garażowcu tańsze. Duże zróżnicowanie między miastami

Jak kształtują się ceny miejsc parkingowych w garażach podziemnych? Tutaj ceny też są na wysokim poziomie, ale… kilka ofert z Warszawy jest tańszych niż np. z Poznania czy Szczecina. Jak to możliwe? To kwestia podaży. W stolicy jest więcej parkingów podziemnych, więc ceny są nieco niższe.

– Miejsce w parkingowcu w Polsce może kosztować 30 tysięcy złotych, a może nawet 110-120 tysięcy. Tutaj fantazja sprzedających zależy od popytu, podaży, lokalizacji, a także faktu czy dokoła są dostępne miejsca dla aut czy ich nie ma. Moje obserwacje wskazują, że czasem w największych miastach miejsce w garażowcu jest tańsze niż w tych mniejszych miastach – przyznaje Mirosław Król.

Nic nie wskazuje na to, by ceny garaży i miejsc postojowych miały spadać. Na dodatek deweloperzy zwracają uwagę, że ich budowa jest coraz droższa, co również wpływa na to, że często mieszkania i garaże sprzedawane są osobno.

Nowe otwarcie wokół AI Act. Digital Omnibus zmienia kluczowe terminy dla HR.

Unijny AI Act znalazł się w centrum regulacyjnego zwrotu. W ramach pakietu Digital Omnibus Bruksela chce przesunąć wejście w życie najbardziej rygorystycznych obowiązków dla systemów wysokiego ryzyka – z sierpnia 2026 roku na grudzień 2027 roku. Eksperci podkreślają jednak, że dodatkowy czas na wdrożenie regulacji nie zwalnia organizacji z konieczności przygotowania procesów, procedur i zabezpieczeń związanych z wykorzystaniem AI w zatrudnieniu.

-To szczególnie istotne dla działów HR i firm wykorzystujących narzędzia sztucznej inteligencji m.in. do rekrutacji, selekcji CV czy oceny pracowników. Wszystko dlatego, że właśnie te zastosowania zostały uznane przez UE za „high-risk”. Wydłużony harmonogram wdrożenia pełnego rozporządzenia AI Act, oznacza, że branża HR zyska więcej czasu na dostosowanie się do nowych regulacji.

Choć sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera analizę aplikacji zawodowych, porządkowanie CV i komunikację z kandydatami, jej wykorzystanie w rekrutacji nie zwalnia z odpowiedzialności prawnej i organizacyjnej. Europejski AI Act porządkuje ten obszar i doprecyzowuje zasady stosowania takich narzędzi. Dokument ma formę rozporządzenia, więc jego przepisy obowiązują we wszystkich państwach Unii Europejskiej.

AI Act wszedł w życie 1 sierpnia 2024 roku, ale harmonogram poszczególnych przepisów podzielono na etapy. Od 2 lutego 2025 roku obowiązują już m.in. przepisy dotyczące zakazanych praktyk oraz wymogu odpowiedniego przygotowania osób korzystających z AI. W sierpniu tego roku miały zacząć obowiązywać przepisy dotyczące systemów wysokiego ryzyka, do których zaliczają się także wybrane rozwiązania AI używane w zatrudnieniu i zarządzaniu pracownikami. Wiadomo już jednak, że firmy zyskały dodatkowe 16 miesięcy na audyt używanych narzędzi HR Tech.  Dla firm i przedsiębiorców, to czas na renegocjacje umów z dostawcami oprogramowania, aby zapewnić szczelne systemy, zgodne z AI Act do końca 2027 roku.

Ministerstwo cyfryzacji: Teraz zajmujemy się uproszczeniami w pakiecie cyfrowym

Dobre prace nad Aktem o sztucznej inteligencji – oznaczanie treści wygenerowanych przez AI jeszcze w tym roku, piaskownice regulacyjne będą tworzone również dla całej Unii Europejskiej. Teraz zajmujemy się uproszczeniami w pakiecie cyfrowym. Krok po kroku, w drodze do spójnego i przyjaznego prawa unijnego – podkreśla wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, cytowany na stronie Ministerstwa Cyfryzacji

Dlaczego Bruksela koryguje tempo wdrażania AI Act i co to oznacza dla firm i przedsiębiorstw?

Projekt Digital Omnibus przewiduje przesunięcie części obowiązków z AI Act do czasu przygotowania odpowiednich norm i wytycznych – komentuje Zuzanna Spaltenstein-Kotas, prawniczka i ekspertka ds. ochrony danych osobowych i compliance, Gi Group Holding. I uzupełnia: – Dla firm oznacza to więcej czasu na dostosowanie systemów AI, w tym sześć miesięcy na wdrożenie wymogów transparentności dla generatywnej AI, a także uproszczenia w zakresie dokumentacji i zarządzania jakością. Nie zmienia się jednak to, że część przepisów AI Act już obowiązuje i przedsiębiorcy muszą je stosować.

Rekrutacja pod szczególną kontrolą. 68% organizacji doświadczyło wycieku danych przez AI

Według raportu Metomic z 2025 roku, cytowanego przez Security Magazine, 68 % firm zetknęło się z incydentami bezpieczeństwa, w których pracownicy udostępniali wrażliwe informacje narzędziom AI (np. ChatGPT). Z analiz przywoływanych z kolei przez hcamag.com, branżowy serwis internetowy poświęcony tematyce zarządzania zasobami ludzkimi wynika, że dane HR znaleziono w 82% sprawdzonych wycieków danych, czyniąc je idealnym celem dla ataków wspomaganych AI.

Choć korekta tempa wdrażania AI Act daje firmom dodatkowy czas na dostosowanie się do nowych przepisów, już dziś przedsiębiorstwa powinny przyjrzeć się temu, w jaki sposób korzystają z AI w procesach związanych z zatrudnieniem. Jest na to poważna przesłanka. Komisja Europejska w sekcji pytań i odpowiedzi dotyczących AI Act „Navigating the AI Act” wskazuje, że rozwiązania bazujące na AI wykorzystywane do określonych zadań w obszarze HR, takich jak zarządzanie pracownikami i dostępu do samozatrudnienia mogą być uznawane za systemy wysokiego ryzyka. Dotyczy to m.in. narzędzi służących do targetowania ogłoszeń rekrutacyjnych, analizowania i filtrowania aplikacji oraz oceny kandydatów. Organizacje korzystające z takich rozwiązań muszą spełnić obowiązki wynikające z AI Act, odnoszące się do przejrzystości, nadzoru człowieka, jakości danych, cyberbezpieczeństwa i możliwości wyjaśnienia, jak doszło do danej rekomendacji lub decyzji.

W HR zawsze decydujemy o ludziach

– HR to nie jest marketing, tylko specyficzny obszar w działaniu każdego przedsiębiorstwa, który pracuje głównie na materiale ludzkim – komentuje Grzegorz Sadziak, Cloud Solution Architect i ekspert ds. cyberbezpieczeństwa z Supremo. I tłumaczy: Sztuczna inteligencja w HR nie analizuje tylko procesów czy wyników, ale wpływa bezpośrednio na ludzi – ich karierę, dochody, poczucie własnej wartości i dalsze życie. Właśnie dlatego wymagania dotyczące cyberbezpieczeństwa i ochrony danych, muszą być tutaj wyjątkowo wysokie.

Przestrzeganie AI Act to nasza wspólna odpowiedzialność

W tym kontekście ważny jest też wymiar informacyjny. Komisja Europejska w opracowaniu „Navigating the AI Act” podkreśla, że jeżeli system wysokiego ryzyka jest wykorzystywany w miejscu pracy, organizacja musi wcześniej poinformować o tym pracowników i ich przedstawicieli. Jeżeli natomiast system ma służyć do podejmowania lub wspierania decyzji dotyczących osoby fizycznej, należy powiadomić także osobę, której taka decyzja dotyczy. AI Act przewiduje również prawo do uzyskania wyjaśnienia, gdy wynik systemu wysokiego ryzyka został wykorzystany przy decyzji wywołującej skutki prawne.

To nie jest tak, że sztuczna inteligencja należy do jednego człowieka, czy do jednego zespołu w danej firmie. Jest to wspólna odpowiedzialność organizacyjna, dlatego że jest to dosyć złożony system, jeśli chodzi o jego warstwę technologiczną – tłumaczy Grzegorz Sadziak, ekspert z Supremo.

Najlepiej odwołać się do przykładowego modelu procesu rekrutacji.  – Mamy CV, które otrzymaliśmy e-mailem. Są tam dołączone jakieś dokumenty. Często w tych załącznikach pojawiają się dane pośrednie: notatki, stopki z danymi wrażliwymi. To wszystko wpada do narzędzia typu AI. I w tym momencie pojawia się największe ryzyko, co my naprawdę powiemy sztucznej inteligencji, oczekując od niej jakiejś rekomendacji. Jakie są najczęstsze takie scenariusze ryzyka w tym procesie? – pyta Grzegorz Sadziak. –  Niebezpieczeństwo tak naprawdę zaczyna się w momencie, kiedy sztuczna inteligencja widzi więcej niż powinna, więcej niż my jej powiemy. Czyli jeżeli podamy jej imię i nazwisko, kraj pochodzenia, kolor skóry to ciągle będą to czynniki, na podstawie których zostanie podjęta jakaś decyzję. I my tak naprawdę nie wiemy, jak zachowa się model. Czy on nie uzna nagle, że być może należy pozytywnie rekomendować tylko ludzi o jasnej karnacji. To jest realne zagrożenie – podsumowuje ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

AI może rekomendować, ale nie powinna decydować

Dlatego unijny AI Act wzmacnia zasadę nadzoru człowieka nad działaniem technologii. Komisja Europejska wyjaśnia, że firma korzystająca z systemu wysokiego ryzyka musi wyznaczyć osobę lub osoby zdolne do sprawowania kontroli, monitorowania działania systemu oraz reagowania na zidentyfikowane ryzyka.

– AI Act to dla firm moment porównywalny z wejściem RODO – kończy się etap eksperymentów z AI bez jasnych zasad. Firmy będą musiały nie tylko wiedzieć, z jakich narzędzi sztucznej inteligencji korzystają pracownicy, ale też zadbać o transparentność, bezpieczeństwo danych i odpowiedzialność procesów. Dla działów HR to szczególnie istotne, bo AI coraz częściej wspiera rekrutację, ocenę kandydatów czy zarządzanie personelem. Firmy, które przygotują się odpowiednio wcześnie, zyskają przewagę nie tylko regulacyjną, ale również reputacyjną – dodaje   Kamil Jankowski, Dyrektor Marketingu i Komunikacji Gi Group Holding

Oznacza to, że sztuczna inteligencja może wspierać rekrutera w porządkowaniu informacji, analizie kompetencji czy przygotowaniu rekomendacji, ale nie powinna przejmować roli osoby odpowiedzialnej za ostateczne rozstrzygnięcie. W rekrutacji zbyt daleko posunięta automatyzacja może oznaczać nie tylko utratę kontroli nad procesem, ale również wzrost ryzyka błędu, uprzedzeń lub decyzji trudnych do uzasadnienia.

– Im większy wpływ narzędzia AI na ocenę kandydatów, tym ważniejsze staje się zachowanie proporcji między technologią a odpowiedzialnością człowieka. Dobrze zaprojektowany proces powinien wykorzystywać sztuczną inteligencję do wsparcia analizy, ale jednocześnie pozostawiać przestrzeń na ocenę kontekstu, niuansów i czynników, których system nie jest w stanie właściwie odczytać – wyjaśnia Zuzanna Spaltenstein-Kotas, ekspertka ds. ochrony danych osobowych i compliance, Gi Group Holding.

Przewagę da nie szybkość, lecz zaufanie

Wdrażanie AI do rekrutacji nie jest oceniane wyłącznie przez pryzmat oszczędności czasu czy kosztów. Coraz większego znaczenia nabierają wiarygodność procesu, bezpieczeństwo danych i zaufanie kandydatów. To one w praktyce mogą przesądzić o tym, czy technologia stanie się wsparciem dla działów HR, czy źródłem ryzyka prawnego, organizacyjnego i wizerunkowego. Zdaniem prawniczki, Europejski AI Act reguluje i tworzy ramy dla odpowiedzialnego korzystania ze sztucznej inteligencji.

 Pokazuje jednak, że w tak wrażliwym obszarze przewagę zyskają nie te podmioty, które wdrożą najwięcej automatyzacji, lecz te, które zrobią to odpowiedzialnie. To właśnie zdolność połączenia efektywności technologii z przejrzystością procesu może stać się jednym z najważniejszych wyróżników dojrzałych pracodawców – pointuje Zuzanna Spaltenstein-Kotas.

Europa szuka alternatywy dla Chin. Indie inwestują miliardy w AI, kosmos i defence-tech

Indie coraz mocniej zaznaczają swoją pozycję jako jedno z najważniejszych technologicznych mocarstw świata. Tylko w 2024 roku rząd w Delhi uruchomił program IndiaAI o wartości ok. 1,25 mld dolarów wspierający rozwój sztucznej inteligencji i rodzimych modeli językowych. Jednocześnie, według najnowszego raportu SIPRI, Indie były w 2025 roku piątym największym państwem świata pod względem wydatków na zbrojenia, ich budżet obronny wzrósł do 92,1 mld dolarów. Eksperci wskazują, że dynamiczny rozwój AI, sektora kosmicznego i defence-tech może otworzyć nowy etap współpracy technologicznej między Indiami, Europą i polskim biznesem.

Indie przestają być zapleczem IT

Jeszcze dekadę temu Indie kojarzyły się głównie z outsourcingiem usług technologicznych. Dziś kraj coraz wyraźniej przechodzi do roli państwa rozwijającego własne strategiczne technologie i konkurującego z największymi światowymi graczami.

New Delhi inwestuje równolegle w sztuczną inteligencję, cyberbezpieczeństwo, półprzewodniki, systemy autonomiczne, technologie kosmiczne oraz nowoczesny przemysł obronny. Kluczową rolę odgrywa przy tym współpraca państwa z prywatnym sektorem i dynamicznie rozwijającym się ekosystemem startupowym.

Symbolicznym krokiem stał się uruchomiony w 2024 roku program IndiaAI. Projekt o wartości ok. 1,25 mld dolarów ma finansować infrastrukturę obliczeniową, rozwój własnych modeli AI oraz strategicznych technologii cyfrowych.

– Indie bardzo świadomie budują dziś pozycję globalnego partnera technologicznego. To już nie jest wyłącznie rynek usług IT, ale państwo rozwijające własny ekosystem innowacji, przemysłu obronnego i sektora kosmicznego. Dla europejskich i polskich firm oznacza to zupełnie nowy poziom możliwości współpracy – komentuje dr Judyta Latymowicz, ekspertka ds. relacji polsko-indyjskich, partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART.

Defence-tech i AI nowym polem współpracy z Europą

Rosnące ambicje technologiczne Indii coraz mocniej koncentrują się wokół bezpieczeństwa i strategicznych technologii. Kraj intensywnie rozwija rozwiązania dual-use, sztuczną inteligencję dla wojska, systemy dronowe, cyberbezpieczeństwo i infrastrukturę satelitarną.

Skala inwestycji jest rekordowa. Z raportu SIPRI wynika, że Indie były w 2025 roku piątym największym państwem świata pod względem wydatków wojskowych. Budżet obronny wzrósł o 8,9 proc. i osiągnął poziom 92,1 mld dolarów.

Z kolei Europa coraz mocniej poszukuje nowych partnerstw technologicznych poza Chinami, szczególnie w obszarach związanych z bezpieczeństwem, elektroniką strategiczną czy odpornością łańcuchów dostaw.

– Indie są dziś postrzegane jako stabilny partner demokratyczny z ogromnym potencjałem przemysłowym i technologicznym. To otwiera przestrzeń również dla polskich firm, zarówno technologicznych, produkcyjnych, jak i tych działających w sektorze obronnym czy cyberbezpieczeństwa wskazuje dr Latymowicz.

Zdaniem ekspertki szczególnie duży potencjał mają dziś projekty związane z AI, technologiami dual-use, elektroniką strategiczną, cyberbezpieczeństwem i space-tech.

Polska może skorzystać na nowym kierunku współpracy

Nowy kierunek relacji technologicznych między Europą a Indiami coraz wyraźniej wybrzmiewa również w debacie międzynarodowej. Podczas konferencji Strategic Ark 2026 organizowanej przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) jednym z kluczowych tematów była współpraca UE-Indie w obszarze defence-tech, bezpieczeństwa technologicznego i strategicznej autonomii Europy.

Eksperci podkreślają, że dla polskich przedsiębiorców Indie mogą stać się jednym z najważniejszych kierunków międzynarodowej ekspansji w nadchodzących latach, szczególnie w kontekście umowy handlowej UE-Indie oraz rosnącego znaczenia bezpieczeństwa technologicznego w światowej gospodarce.

– Coraz częściej mówimy już nie tylko o handlu, ale o wspólnym rozwijaniu technologii strategicznych i budowaniu długoterminowych partnerstw biznesowych. To może być jeden z najważniejszych kierunków współpracy gospodarczej Europy i Indii w najbliższych latach – podsumowuje dr Judyta Latymowicz.

Mieszkania w Polsce: więcej zapytań kredytowych, wysoka podaż i stabilizacja najmu

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała najnowszą analizę rynku mieszkaniowego w Polsce, z której wynika, że pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł dalsze ożywienie popytu, silny wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi oraz utrzymanie wysokiego potencjału przyszłej podaży, widocznego przede wszystkim w liczbie wydanych pozwoleń na budowę. Pomimo stabilizacji cen na części rynków i wyraźnego zróżnicowania dynamiki pomiędzy największymi miastami, dane z początku roku potwierdzają odporność sektora mieszkaniowego na mniej sprzyjające otoczenie zewnętrzne.

Solidny wzrost gospodarczy i kredytowy powrót nabywców

Na przełomie 2025 i 2026 roku polska gospodarka utrzymała stabilne tempo wzrostu. Zgodnie z ostatnimi dostępnymi danymi kwartalnymi GUS, realny wzrost PKB w IV kwartale 2025 roku wyniósł 4,0% r/r, przy wzroście 1,0% kw/kw po odsezonowaniu. Struktura wzrostu pozostawała korzystna z perspektywy sektora mieszkaniowego – kluczową rolę odgrywał popyt krajowy, w tym konsumpcja prywatna oraz inwestycje wspierane uruchamianiem środków z KPO.

W marcu 2026 roku inflacja wyniosła 3,0% r/r, pozostając w paśmie celu inflacyjnego NBP, mimo wyraźnego wzrostu w ujęciu miesięcznym (+1,1% m/m). Presja cenowa koncentrowała się przede wszystkim w transporcie oraz usługach, których ceny wzrosły o 5,0% r/r, podczas gdy ceny towarów zwiększyły się o 2,2% r/r. W tych warunkach Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w marcu stopę referencyjną NBP o 0,25 p.p. do poziomu 3,75%.

Najmocniejszym sygnałem poprawy nastrojów po stronie kupujących był jednak rynek kredytowy. W marcu 2026 roku wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 80,5% r/r, a liczba potencjalnych kredytobiorców przekroczyła 63 tys. Średnia kwota wnioskowanego kredytu osiągnęła historyczne maksimum, przekraczając 500 tys. PLN.

Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził, że popyt mieszkaniowy pozostaje bardzo wrażliwy na sygnały płynące z rynku finansowania. Tak silny wzrost zapytań kredytowych pokazuje, że część gospodarstw domowych przyspiesza decyzje zakupowe, traktując obecne warunki kredytowe jako relatywnie korzystne. Jednocześnie na decyzje nabywców wpływają obawy dotyczące przyszłych kosztów finansowania, inflacji oraz dalszego wzrostu cen mieszkań. Widzimy więc rynek aktywny, ale ostrożniejszy i bardziej selektywny, komentuje Tadeusz Bellaby, Junior Research Analyst, Cushman & Wakefield.

Rynek pierwotny i wtórny: wysoka sprzedaż, ale różna dynamika cen

W pierwszym kwartale 2026 roku rozpoczęto budowę blisko 31 tys. mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem, co oznacza nieznaczny wzrost względem poprzedniego kwartału, ale spadek w ujęciu rocznym. Według danych Otodom, na koniec marca 2026 roku na rynku pierwotnym w siedmiu największych miastach w ofercie pozostawało ok. 58,9 tys. mieszkań. Sprzedaż wyniosła ok. 13,2 tys. lokali, a wyraźne przyspieszenie aktywności w kolejnych miesiącach kwartału zakończyło się rekordowym marcem.

W ujęciu kwartalnym najwyższe wzrosty cen ofertowych nowych mieszkań odnotowano w Warszawie i Gdańsku, po 5% kw/kw. Katowice były jedynym z analizowanych rynków ze spadkiem cen na rynku pierwotnym (-2% kw/kw), podczas gdy w pozostałych miastach dynamika była ograniczona i wynosiła 0-1% kw/kw.

W ujęciu rocznym najsilniej wzrosły ceny nowych mieszkań w Gdańsku (+20% r/r) i Warszawie (+12% r/r). W Łodzi wzrost wyniósł 8% r/r, w Poznaniu 5% r/r, we Wrocławiu 4% r/r, a w Krakowie 2% r/r. Katowice pozostały rynkiem ze spadkiem cen ofertowych nowych mieszkań (-1% r/r). Nominalnie najwyższe ceny utrzymują się w Warszawie (19 253 PLN/mkw.), Gdańsku (18 315 PLN/mkw.) oraz Krakowie (16 665 PLN/mkw.), natomiast najtańszym rynkiem pozostaje Łódź (11 388 PLN/mkw.).

Na rynku wtórnym pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł stabilizację cen ofertowych, przy niewielkich lokalnych korektach. W ujęciu kwartalnym umiarkowane wzrosty odnotowano w Gdańsku (16 942 PLN/mkw., +1% kw/kw), Katowicach (9 612 PLN/mkw., +1%), Łodzi (8 758 PLN/mkw., +1%), Poznaniu (12 237 PLN/mkw., +1%) oraz Wrocławiu (13 546 PLN/mkw., +2%). W Warszawie (18 526 PLN/mkw.) i Krakowie (16 731 PLN/mkw.) średnie ceny pozostały stabilne względem poprzedniego kwartału.

Obecna sytuacja wskazuje na utrwalenie scenariusza „miękkiego lądowania” rynku wtórnego. Ceny pozostają relatywnie odporne na korekty, ale ich dalszy wzrost ograniczają konkurencja ze strony rynku pierwotnego, wysoka oferta mieszkań deweloperskich, selektywny popyt oraz rosnąca wrażliwość nabywców na standard i lokalizację.

Podaż i mieszkania w budowie: deweloperzy utrzymują wysoką aktywność

W pierwszym kwartale 2026 roku deweloperzy oddali do użytkowania 26 tys. mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem, co oznacza spadek względem analogicznego okresu 2025 roku. Pomimo niższego wyniku kwartalnego skala ukończonych inwestycji pozostaje wysoka na tle danych historycznych, po okresie podwyższonej aktywności deweloperskiej w latach 2020-2022.

Jednocześnie w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę blisko 46 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o ok. 11% w porównaniu z pierwszym kwartałem poprzedniego roku. Łącznie od 2021 roku wydano pozwolenia na budowę ponad miliona mieszkań w kategorii na sprzedaż i wynajem.

Na koniec 2025 roku zasoby mieszkaniowe Polski przekroczyły 16,1 mln lokali. Od 2021 roku w kategorii na sprzedaż lub wynajem oddano do użytkowania ponad 700 tys. mieszkań. Średnia powierzchnia mieszkania oddanego w pierwszym kwartale 2026 roku wyniosła 63 mkw., co oznacza wzrost o 2% zarówno kwartalnie, jak i rocznie.

Dane podażowe pokazują, że deweloperzy pozostają aktywni, choć rynek wszedł w fazę większej ostrożności. Liczba wydanych pozwoleń wskazuje na utrzymywanie istotnego potencjału przyszłej podaży, natomiast decyzje o uruchamianiu nowych projektów będą zależeć od tempa sprzedaży, kosztów finansowania i ogólnej sytuacji makroekonomicznej. Wysoka liczba mieszkań w ofercie oraz większa skłonność deweloperów do stosowania rabatów, szczególnie w drugiej części kwartału, tworzą warunki do bardziej zrównoważonego rynku, w którym przewagę zyskują dobrze przygotowane projekty, odpowiadające realnym możliwościom zakupowym klientów, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Polska na mapie europejskiego najmu

Po okresie bardzo dynamicznych wzrostów czynszów rynek najmu mieszkań w Polsce wszedł w fazę stabilizacji. W ujęciu rocznym dynamika stawek wyniosła 0%, co oznacza wyraźne wyhamowanie po dużych wzrostach obserwowanych w ostatnich latach. W perspektywie pięcioletniej czynsze w Polsce wzrosły jednak aż o 60%, czyli ponad dwukrotnie mocniej niż średnia dla Unii Europejskiej, wynosząca 27%.

Najwyższy pięcioletni wzrost czynszów w Europie odnotowały Węgry (+118%), w dużej mierze pod wpływem bardzo wysokiej inflacji. Jedynym krajem ze spadkiem czynszów była Finlandia (-9%). Pomimo wysokiej procentowej dynamiki wzrostu, Europa Środkowo-Wschodnia nadal charakteryzuje się niższymi nominalnymi poziomami czynszów niż rynki Europy Zachodniej.

Londyn pozostaje najdroższym rynkiem najmu w Europie – średni czynsz za mieszkanie dwupokojowe w centrum miasta wynosi tam 2 772 EUR, czyli ok. 11 730 PLN, a poza centrum 2 019 EUR, czyli ok. 8 540 PLN. Wysokie poziomy czynszów notowane są również w Zurychu i Amsterdamie. Najtańsze mieszkania na wynajem znaleźć można w Rydze oraz Bukareszcie, gdzie czynsze za dwupokojowe mieszkanie w centrum kształtują się średnio poniżej 600 EUR, czyli ok. 2 540 PLN.

Warszawa zajmuje pozycję zbliżoną do średniej unijnej, oferując mieszkania dwupokojowe w cenie ok. 1 045 EUR, czyli ok. 4 420 PLN, w centrum oraz ok. 794 EUR, czyli ok. 3 360 PLN, poza centrum. W Polsce stolica pozostaje najdroższą lokalizacją – mediana czynszu za kawalerkę wynosi ok. 2 600 PLN, natomiast za przeciętne mieszkanie czteropokojowe trzeba zapłacić ok. 7 400 PLN miesięcznie. W Gdańsku mediana czynszu za kawalerkę wyniosła w pierwszym kwartale 2026 roku 2 300 PLN. Najtańszymi dużymi miastami pozostają Katowice i Łódź, gdzie mediana czynszu za kawalerkę wyniosła odpowiednio 1 850 PLN i 1 750 PLN.

W przypadku nowych mieszkań, wybudowanych po 2010 roku, poziomy czynszów pozostają wyraźnie wyższe. W Warszawie różnica ta wynosi przeciętnie od 100 do 400 PLN miesięcznie.

PRS: rynek przekracza 24 tys. lokali, a Vantage Rent finalizuje największą transakcję w historii sektora

W pierwszym kwartale 2026 roku liczba lokali na wynajem w sektorze PRS w Polsce przekroczyła 24 tys., przy utrzymującej się dominacji największych aglomeracji. Warszawa pozostaje liderem rynku, skupiając ok. 34% operacyjnego zasobu mieszkań na wynajem instytucjonalny.

Aktywność inwestorów pozostaje wysoka. W budowie znajduje się obecnie ponad 5,5 tys. mieszkań PRS, z czego 1,6 tys. w samym Gdańsku. W ciągu najbliższych pięciu lat projekty znajdujące się w budowie i planowane mogą dostarczyć na rynek kolejne 14 tys. lokali, choć faktyczna skala podaży będzie zależeć przede wszystkim od sytuacji makroekonomicznej, warunków finansowania oraz strategii inwestorów.

TAG Immobilien AG pozostaje najbardziej aktywnym inwestorem na polskim rynku PRS. W maju 2026 roku UOKiK wydał zgodę na przejęcie przez Vantage Rent, działający w ramach TAG Immobilien AG, portfela Resi4Rent obejmującego 5 322 lokale na wynajem w 18 projektach zlokalizowanych w największych miastach Polski. Decyzja ta otwiera drogę do finalizacji największej w historii polskiego rynku PRS transakcji o wartości ok. 565 mln EUR, czyli ok. 2,4 mld PLN, która – zgodnie z harmonogramem – ma zostać zamknięta po upływie 10 dni od decyzji UOKiK. Po sfinalizowaniu transakcji Vantage Rent będzie dysponować portfelem ponad 9 tys. lokali na wynajem, co odpowiada ok. 40% zasobów całego sektora PRS w Polsce.

Na sektor wpływają również zmiany strategii poszczególnych inwestorów. Przykładem jest Heimstaden Bostad, który zdecydował o sprzedaży ponad 1 800 mieszkań PRS nabywcom indywidualnym, co istotnie zmniejszyło zasób najmu instytucjonalnego.

Sektor PRS w Polsce pozostaje niewielki w relacji do całego rynku najmu, ale jego znaczenie stopniowo rośnie. Pierwszy kwartał 2026 roku pokazuje zarówno dalszą aktywność inwestorów, jak i wysoką wrażliwość tego segmentu na decyzje strategiczne największych graczy. Rynek jest wyraźnie skoncentrowany, a skala przyszłego wzrostu będzie zależała od dostępności finansowania, kosztów kapitału oraz tego, czy inwestorzy będą utrzymywać długoterminowe zaangażowanie w budowę portfeli mieszkań na wynajem. Planowane i realizowane projekty mogą istotnie zwiększyć zasób PRS w najbliższych latach, ale ścieżka rozwoju sektora pozostanie uzależniona od stabilności otoczenia makroekonomicznego,

podsumowuje Karolina Furmańska, Associate, Living Sector, Cushman & Wakefield.

Wózek plażowy i koc na plażę – praktyczne wyposażenie na komfortowy dzień nad wodą

Jak przygotować się na wygodny wypoczynek nad morzem i jeziorem

Planując letni wyjazd, warto pomyśleć o akcesoriach, które realnie zwiększają komfort. Dobrze dobrany wózek plażowy pozwala przewieźć wszystkie potrzebne rzeczy bez dźwigania ciężkich toreb. Dzięki temu droga z parkingu na plażę staje się znacznie prostsza i mniej męcząca. W praktyce już jeden funkcjonalny wózek na plażę może odmienić sposób organizacji całego wypoczynku. Rodzina zabiera więcej przydatnych akcesoriów, a jednocześnie oszczędza siły na relaks i zabawę.

Na wyposażeniu nie powinno zabraknąć również tekstyliów, które zapewniają wygodę na piasku. Miękki ręcznik plażowy doskonale sprawdza się po kąpieli i podczas opalania. Z kolei duży koc plażowy tworzy przestrzeń do odpoczynku, jedzenia i zabawy z dziećmi. Wiele osób wybiera także lekki koc piknikowy, który można wykorzystać nie tylko nad wodą, lecz także w ogrodzie i parku. Taki zestaw pozwala przygotować wygodne miejsce niezależnie od warunków.

Wózek na plażę jako sposób na łatwy transport wszystkich akcesoriów

Noszenie torby z ręcznikami, zabawkami, napojami i parasolem bywa uciążliwe. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na solidny wózek na plażę, który ułatwia przewożenie większej ilości rzeczy. Konstrukcja z dużymi kołami dobrze radzi sobie na piasku, a pojemna przestrzeń transportowa mieści wszystko, co potrzebne podczas całodniowego pobytu nad wodą.

Dobry wózek plażowy powinien mieć wytrzymały stelaż i składany mechanizm. Dzięki temu można go szybko schować do samochodu i wygodnie przechowywać poza sezonem. Dodatkowo wiele modeli oferuje kieszenie oraz uchwyty na napoje. To rozwiązanie, które znacząco poprawia organizację letnich wyjazdów.

Koc na plażę i koc piknikowy – wygodna baza do relaksu

Miękka i stabilna powierzchnia ma ogromne znaczenie podczas wypoczynku. Właśnie dlatego warto zabrać ze sobą praktyczny koc na plażę, który skutecznie izoluje od piasku i wilgoci. Nowoczesne modele są lekkie, odporne na zabrudzenia i łatwe do złożenia. Po spakowaniu zajmują niewiele miejsca, co zwiększa wygodę transportu.

Równie funkcjonalny jest klasyczny koc piknikowy, który sprawdza się w wielu sytuacjach. Wodoodporny spód chroni przed wilgotnym podłożem, a miękka powierzchnia podnosi komfort siedzenia. Ponadto duży koc plażowy zapewnia wystarczająco dużo miejsca dla całej rodziny. Dzięki temu każdy może wygodnie odpocząć i korzystać z letniej pogody.

Ręcznik plażowy – obowiązkowy element każdego wyjazdu

Choć wydaje się podstawowym dodatkiem, odpowiednio dobrany ręcznik plażowy ma ogromne znaczenie. Powinien dobrze chłonąć wodę i zapewniać komfort po kąpieli. Ważny pozostaje również rozmiar, ponieważ większy model pozwala wygodnie się położyć i odpocząć.

Wiele osób wybiera dziś nowoczesny ręcznik z mikrofibry, który łączy lekkość z wysoką funkcjonalnością. Materiał szybko schnie i nie zajmuje dużo miejsca. Co więcej, taki ręcznik łatwo zmieścić nawet w niewielkiej torbie. To praktyczne rozwiązanie dla osób ceniących mobilność i porządek.

Ręcznik z mikrofibry jako praktyczna alternatywa dla klasycznych modeli

Tradycyjne ręczniki bywają ciężkie, szczególnie po zamoczeniu. Tymczasem ręcznik z mikrofibry pozostaje lekki i szybko odzyskuje suchość. Dzięki temu można korzystać z niego wielokrotnie w ciągu dnia bez uczucia wilgoci.

Kolejną zaletą jest łatwość pakowania. Złożony ręcznik z mikrofibry zajmuje niewiele miejsca i nie obciąża bagażu. Dodatkowo materiał jest przyjemny w dotyku i prosty w pielęgnacji. To jeden z najbardziej praktycznych wyborów na wakacyjne wyjazdy.

Parasol przeciwsłoneczny – skuteczna osłona w upalne dni

Intensywne słońce może szybko obniżyć komfort wypoczynku. Dlatego warto zabrać ze sobą solidny parasol przeciwsłoneczny, który tworzy przyjemny cień i ogranicza nagrzewanie organizmu. Modele z filtrem UV zapewniają dodatkową ochronę przed promieniowaniem.

Nowoczesny parasol przeciwsłoneczny oferuje regulację kąta nachylenia. Dzięki temu można dostosować ustawienie do zmieniającej się pozycji słońca. Stabilna podstawa zwiększa bezpieczeństwo, a lekka konstrukcja ułatwia transport. To niezbędny element wyposażenia podczas gorących dni.

Namiot plażowy dla dzieci – bezpieczne miejsce do zabawy i odpoczynku

Najmłodsi wymagają szczególnej ochrony przed słońcem i wiatrem. Właśnie dlatego tak dużym zainteresowaniem cieszy się namiot plażowy dla dzieci. Zapewnia on osłoniętą przestrzeń, w której dziecko może bawić się, odpoczywać lub zdrzemnąć.

Praktyczny namiot plażowy dla dzieci rozkłada się bardzo szybko i nie wymaga skomplikowanego montażu. Po złożeniu zajmuje mało miejsca, dlatego łatwo przewozić go w samochodzie. To funkcjonalne rozwiązanie, które zwiększa bezpieczeństwo podczas rodzinnego wypoczynku.

Jak skompletować zestaw idealny na cały dzień nad wodą

Wygodny wyjazd warto zaplanować w przemyślany sposób. Pojemny wózek plażowy umożliwia przewiezienie wszystkich akcesoriów bez zbędnego wysiłku. Następnie duży koc piknikowy lub praktyczny koc na plażę tworzy komfortową przestrzeń do siedzenia i odpoczynku.

Po kąpieli doskonale sprawdza się chłonny ręcznik plażowy albo lekki ręcznik z mikrofibry. Cień zapewnia stabilny parasol przeciwsłoneczny, a najmłodsi korzystają z osłony, jaką daje namiot plażowy dla dzieci. Taki zestaw sprawia, że nawet wielogodzinny pobyt nad wodą pozostaje wygodny i dobrze zorganizowany.

Wózek plażowy, ręcznik plażowy i koc plażowy – sprawdzony sposób na udany wypoczynek

Komfortowy dzień nad morzem lub jeziorem zależy od odpowiednio dobranych akcesoriów. Solidny wózek na plażę ułatwia transport, a funkcjonalny koc plażowy pozwala stworzyć wygodne miejsce dla całej rodziny. Miękki ręcznik plażowy oraz praktyczny ręcznik z mikrofibry zapewniają komfort po kąpieli.

Warto także zadbać o skuteczną ochronę przed słońcem. W tym celu doskonale sprawdza się parasol przeciwsłoneczny oraz bezpieczny namiot plażowy dla dzieci. Gdy wszystkie elementy współpracują ze sobą, letni wypoczynek staje się znacznie bardziej komfortowy, spokojny i przyjemny.

FAQ

  1. Czy wózek plażowy sprawdzi się na miękkim piasku?
    Tak, jeśli posiada duże i szerokie koła. Taka konstrukcja ułatwia prowadzenie nawet na luźnym podłożu.
  2. Jakie zalety ma koc piknikowy?
    Chroni przed wilgocią i zapewnia wygodę podczas siedzenia. Można go używać również w parku i ogrodzie.
  3. Dlaczego warto wybrać ręcznik z mikrofibry?
    Jest lekki i bardzo szybko schnie. Po złożeniu zajmuje znacznie mniej miejsca niż tradycyjny model.
  4. Czy parasol przeciwsłoneczny chroni przed promieniowaniem UV?
    Tak, wiele modeli wyposażono w specjalne powłoki ochronne. Dzięki temu ograniczają działanie słońca.
  5. Kiedy przydaje się namiot plażowy dla dzieci?
    Sprawdza się podczas długiego pobytu nad wodą. Zapewnia cień oraz osłonę przed wiatrem.
  6. Czym różni się koc na plażę od zwykłego koca?
    Jest lżejszy i odporny na piasek oraz wilgoć. Ponadto łatwo go wyczyścić i szybko spakować.
  7. Czy wózek na plażę przyda się tylko rodzinom z dziećmi?
    Nie, korzystają z niego również pary i osoby podróżujące z większą ilością sprzętu. Ułatwia transport każdemu użytkownikowi.
  8. Jak skompletować wygodny zestaw plażowy?
    Warto połączyć ręcznik, koc, parasol i pojemny wózek. Taki komplet zapewnia komfort i dobrą organizację.

Presja, brak wpływu i „szklany sufit”. Co frustruje polskich menedżerów?

Menedżerowie czują się odpowiedzialni za wyniki i samopoczucie członków swoich zespołów, a obserwowanie jak się rozwijają stanowi dla nich źródło satysfakcji. Jednocześnie mierzą się jednak z dużą presją oraz koniecznością osiągania określonych rezultatów, przy często ograniczonych zasobach lub wpływie na podejmowane decyzje. Może to stanowić jeden z powodów, dla których wielu menedżerów nie chciałoby odpowiadać za pracę innych w swojej kolejnej pracy. Jak wynika z badania Hays Poland „Kondycja menedżera 2026”, tylko 57% osób pełniących funkcję liderską ocenia ścieżkę kariery związaną z zarządzaniem zespołem jako najbardziej atrakcyjną.

  • Menedżerowie angażują się w dbanie o dobrostan swoich zespołów. Jednocześnie zaledwie 31% z nich deklaruje otrzymywanie adekwatnego wsparcia od swoich przełożonych.
  • 80% osób pełniących funkcję kierowniczą twierdzi, że taka rola jest dla nich źródłem satysfakcji. Równocześnie mierzą się jednak z frustracją, która najczęściej wynika z konieczności egzekwowania decyzji i zmian, na które nie mają wpływu.
  • Satysfakcja zawodowa kadry zarządzającej opiera się na trzech filarach: ludziach, poczuciu sprawczości i atrakcyjnemu wynagrodzeniu.

Raport Hays Poland „Kondycja menedżera 2026” przedstawia jednoznaczne wnioski – dzisiejsi menedżerowie znajdują się na granicy pomiędzy zaangażowaniem i wypaleniem. Z jednej strony doceniają pracę z ludźmi i możliwość aktywnego udziału w ich rozwoju. Cenią sobie również samodzielność, odpowiedzialność i wynagrodzenie, jakie niesie za sobą pełnienie funkcji liderskiej.

Jednocześnie nieustanna presja – ze stronty zarządu i własnych podwładnych – oraz nieadekwatne wsparcie stawia ich w sytuacji dalekiej od idealnej. Często prowadzi to do narastającej frustracji oraz niechęci do pełnienia tożsamej roli w przyszłości.

Funkcja kierownicza satysfakcjonująca, lecz niepozbawiona frustracji

Zdecydowana większość (80%) osób pełniących funkcje kierownicze odczuwa satysfakcję z tej roli. Zaledwie 6% respondentów badania Hays stwierdziło, że nie odnajdują się w tym kontekście zawodowym, a kolejne 14% ankietowanych miało problem z jednoznaczną odpowiedzią na to pytanie.

Czy pełnienie funkcji kierowniczej jest dla Ciebie źródłem satysfakcji?

80% Tak
6% Nie
14% Trudno powiedzieć

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Dla menedżerów źródłem satysfakcji jest najczęściej obserwowanie rozwoju członków swojego zespołu oraz samodzielność i niezależność, jaką oferuje ta rola (po 70% odpowiedzi). Na kolejnych miejscach uplasowały się odpowiedzialność, wynagrodzenie oraz wpływ na decyzje i kierunek działań. Pełnienie funkcji kierowniczych nie jest jednak pozbawione frustracji.

Najbardziej problematycznym aspektem pracy jest dla menedżerów konieczność egzekwowania decyzji i zmian, na które nie mają wpływu lub z którymi się nie zgadzają (65%). Wyzwaniem jest też dla nich brak jasnej ścieżki dalszego rozwoju oraz odpowiedzialność za wyniki zespołu przy ograniczonych zasobach lub wpływie.

Co jest dla Ciebie źródłem frustracji w pełnieniu funkcji kierowniczej?

65% Konieczność egzekwowania decyzji i zmian, na które nie mam wpływu

i/lub z którymi się nie zgadzam

46% Brak jasnej ścieżki dalszego rozwoju lub awansu, „szklany sufit”
46% Odpowiedzialność za wyniki zespołu przy ograniczonych zasobach lub

wpływie

44% Brak wsparcia lub mentora w organizacji
35% Poczucie bycia „pomiędzy” – jednoczesna presja ze strony przełożonych i podwładnych

5 najczęściej wskazywanych odpowiedzi.

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Co istotne, co trzeci respondent badania Hays (35%) jako źródło frustracji zidentyfikował poczucie bycia „pomiędzy”, czyli jednoczesną presję ze strony przełożonych i podwładnych. Oznacza to, że aspekt pracy na stanowisku menedżerskim związany z zarządzaniem ludźmi, dla wielu liderów jest jednocześnie najlepszym i najgorszym aspektem tej roli. Jak zauważa ekspertka Hays, Agnieszka Czarnecka, te pozornie sprzeczne wyniki nabierają sensu, jeśli na tę kwestię spojrzy się w szerszym kontekście.

Jednoczesna satysfakcja i frustracja związana z zarządzaniem zespołem najmocniej dotyczy głównie menedżerów liniowych. To oni najczęściej mają ograniczone możliwości decydowania, gdyż do ich obowiązków zazwyczaj należy wdrażanie zmian zarządzonych na wyższym szczeblu organizacji. Jednocześnie są odpowiedzialni za szeregowych pracowników – ich wyniki, potrzeby i frustracje. Ponadto ich rolą jest utrzymanie zaangażowania zespołów oraz dbanie o ich dobrostan. Sami jednak nie zawsze otrzymują podobne wsparcie od swoich przełożonych. Prowadzi to do sytuacji, w której odczuwają presję z obu stron, jednocześnie nie mając poczucia wpływu – zauważa Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy CEE w Hays.

Menedżerowie wspierają, lecz nie otrzymują wsparcia

Poczucie obustronnej presji może się zaostrzać w związku z brakiem równowagi pomiędzy wsparciem, jakiego udzielają menedżerowie swoim podwładnym, a tym które otrzymują od swoich przełożonych. Wyniki badania pokazują, że liderzy proaktywnie dbają o dobrostan swoich pracowników i pomagają im, gdy ci doświadczają problemów emocjonalnych. Przykładowo, 74% menedżerów uznaje za swój obowiązek zapytanie o potrzeby podwładnych, którzy mierzą się z wyzwaniami zdrowia psychicznego.

Jednak stosunkowo niewielu menedżerów deklaruje otrzymywanie wsparcia od swoich przełożonych. Zaledwie 9% respondentów udzieliło odpowiedzi „zdecydowanie tak”, a 22% „tak”. Oznacza to, że większość może zostawać sama z wyzwaniami swoimi oraz swojego zespołu.

Czy otrzymujesz jakieś wsparcie od swojego przełożonego/ swojej przełożonej?

9% Zdecydowanie tak
22% Tak
32% Trudno powiedzieć
30% Nie
7% Zdecydowanie nie

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Odpowiedzi na pytanie o to, jakiego wsparcia oczekiwaliby od swoich przełożonych, sugerują, że dla menedżerów kluczowe są jasne określanie celów i oczekiwań wobec ich roli, a także czas i dostępność ich przełożonych. 26% respondentów od swojego przełożonego lub przełożonej oczekiwałoby mentorskiego wsparcia w zakresie zarządzania ludźmi.

Cel: brak odpowiedzialności za zespół

Wyzwania menedżerskie w połączeniu z brakiem adekwatnego wsparcia mogą stanowić powód, dla którego aż 39% liderów chciałoby zrezygnować z odpowiedzialności za zespół w kolejnej pracy. Dla 26% respondentów najbardziej atrakcyjnym wyborem byłoby pełnienie niezależnej roli eksperckiej, a dla kolejnych 13% praca projektowa lub w charakterze zewnętrznego konsultanta.

Która ścieżka kariery byłaby dla Ciebie obecnie najbardziej atrakcyjna?

57% Rola kierownicza z odpowiedzialnością za zespół
26% Rola ekspercka bez odpowiedzialności za zespół
13% Rola projektowa/ interimowa jako konsultant
4% Trudno powiedzieć

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Jak uważa Agnieszka Czarnecka z Hays, nie każdy profesjonalista odnoszący sukcesy w swoje specjalizacji, w głębi duszy marzy o byciu liderem zespołu. Argumentuje, że potrzebę pracy z ludźmi czy udziału w ich rozwoju można realizować również w roli niezależnego eksperta, project czy interim managera.

Problemem jest fakt, że struktury organizacji często nie dają ambitnym pracownikom innego wyjścia niż obranie roli liderskiej. Wzięcie odpowiedzialności za zespół często jest jedyną drogą rozwoju i szansą na zdobycie prestiżu, przywilejów i atrakcyjnego wynagrodzenia. W konsekwencji menedżerami zespołów często zostają osoby, które nigdy nie marzyły o roli liderskiej, co z czasem może skutkować frustracją – komentuje Agnieszka Czarnecka.

Brak elastyczności ścieżek karier stanowi jednak zagrożenie nie tylko dla sfrustrowanych menedżerów, ale także dla organizacji. Ryzykiem jest bowiem wątłe przywództwo i malejące zainteresowanie rolami liderskimi wśród młodszych pokoleń. W związku z tym, pracodawcy powinni podejmować działania ukierunkowane na ulepszanie procesu selekcji przyszłych menedżerów, wzmacnianie dojrzałości obecnej kadry liderskiej oraz tworzenie alternatywnych ścieżek karier.

O raporcie 

Raport Hays Poland „Kondycja menedżera 2026” powstał na bazie odpowiedzi zebranych metodą CAWI w okresie od marca do kwietnia 2026 roku. Publikacja zawiera wyniki badania, w którym udział wzięło ponad 200 osób pełniących funkcję kierowniczą.

Hossa na giełdach trwa. Inwestorzy czekają raczej na spowolnienie niż krach

Obecny sezon wyników w USA jest jednym z najmocniejszych od lat. Spółki zaskakują pozytywnie, a rynek akcji zachowuje się tak, jakby nie brał pod uwagę ryzyka, które w tle nadal są obecne. Jak więc może przebiegać załamanie?

Wszystko to, cała ta hossa dzieje się w otoczeniu, które trudno nazwać spokojnym. Konflikt w rejonie Zatoki Perskiej trwa od końca lutego, napięcia geopolityczne nie zniknęły, a mimo to sentyment inwestycyjny pozostaje wyjątkowo odporny.

– Rynek zachowuje się tak, jakby patrzył na Wall Street tylko jednym okiem, kierując swoją uwagę tylko na raporty spółek – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji w XTB. – Wyniki należą do najlepszych od wielu lat. Większość spółek, które do tej pory raportowały swoje wyniki, biło konsensus rynkowy bardzo solidnie.

Zamiast hamowania mieliśmy kontynuację trendu wzrostowego, który coraz wyraźniej rozlewa się na kolejne segmenty rynku. Nie jest to już tylko historia kilku największych spółek, ale szerszy ruch obejmujący wiele branż amerykańskiej gospodarki.

Są też sektory, które pozostają pod presją kosztów, słabszego popytu lub cyklicznych wyzwań i nie uczestniczą w tej hossie w takim stopniu jak liderzy. Jednak to nie one nadają ton całemu rynkowi.

Ton nadają przede wszystkim spółki technologiczne oraz szeroko rozumiany segment Big Tech. To one w praktyce wyznaczają kierunek całego rynku i odpowiadają za znaczną część wzrostów indeksów. Ich wyniki finansowe nie tylko same w sobie są mocne, ale również działają jak katalizator dla całego ekosystemu rynkowego. Widać to szczególnie w rosnących nakładach inwestycyjnych, czyli capexach, które napędzają kolejne ogniwa łańcucha technologicznego.

– Na bazie tych wyników Wall Street puchnie, inwestorzy wierzą w odporność amerykańskich spółek na zagrożenie recesją i nawet spowolnienie ich nie dotyczy – komentuje ekspert XTB.

W centrum uwagi znajduje się sztuczna inteligencja. Popyt na moce obliczeniowe, rozwój centrów danych, rosnące zapotrzebowanie na półprzewodniki i pamięci, wszystko to układa się w jeden spójny cykl inwestycyjny. Ten cykl sam się wzmacnia. Większe inwestycje Big Techów napędzają producentów chipów, a ich rozwój z kolei umożliwia dalszą ekspansję AI.

W efekcie rynek znajduje się w fazie, w której wzrosty mają bardzo silne uzasadnienie narracyjne i częściowo również fundamentalne. Indeksy, w tym Nasdaq, regularnie testują nowe maksima, a każda kolejna fala wyników tylko podtrzymuje przekonanie, że trend pozostaje nienaruszony.

Pojawia się jednak coraz częściej jedno pytanie, które zaczyna przebijać się przez ten optymizm. Dokąd to wszystko zmierza i jak długo indeksy mogą jeszcze bić kolejne rekordy? Bo z jednej strony mamy bardzo silne wyniki, dynamiczne inwestycje i realny technologiczny impuls związany z AI. Z drugiej strony coraz bardziej widoczna jest koncentracja wzrostów wokół kilku największych spółek, co naturalnie rodzi pytania o trwałość i szerokość tego trendu. Taka struktura rynku sprawia, że siła indeksów zależy w dużej mierze od kontynuacji bardzo konkretnej narracji inwestycyjnej.

Na razie jednak rynek nie szuka odpowiedzi na to pytanie w defensywny sposób. Przeciwnie, dominuje podejście „wyżej, wyżej, wyżej”, w którym każda kolejna fala wyników i każda kolejna inwestycja w AI staje się argumentem za dalszym wzrostem. I dopóki ten mechanizm działa, trudno znaleźć naturalny moment, w którym ta narracja miałaby się odwrócić.

Warto przy tym zauważyć, że im dłużej trwa taka faza rynkowa, tym bardziej przesuwa się punkt ciężkości z „czy fundamenty to uzasadniają” na „jak długo jeszcze mogą to uzasadniać”. Rynek zaczyna wtedy funkcjonować w logice samonapędzającego się trendu, gdzie wzrost cen sam w sobie wzmacnia przekonanie o jego trwałości. To z kolei dodatkowo przyciąga kapitał, który nie chce spóźnić się na kolejną falę wzrostów.

– Entuzjazm inwestorów ma nadal uzasadnienie w analizie fundamentalnej, a hossa jest efektem rozlewania się wiary w przyszłość sztucznej inteligencji po wszystkich sektorach – wyjaśnia M.Sobierajski z XTB. – Spoiwem dla tych wzrostów są wydatki inwestycyjne największych Big Techów. To samonapędzający się trend.

Historycznie tego typu fazy hossy często kończą się nie jednym konkretnym wydarzeniem, ale stopniową zmianą narracji. Najpierw pojawia się spowolnienie tempa zaskoczeń wynikowych, później bardziej selektywne reakcje rynku, a dopiero na końcu pełniejsze zakwestionowanie wycen.

Na razie jednak jesteśmy w zupełnie innym punkcie tego cyklu, gdzie każdy kolejny raport i każda inwestycja w AI wzmacnia przekonanie, że „tym razem jest inaczej”, a rynek wciąż znajduje nowe argumenty, by podtrzymywać ruch w górę.

– Bessy bym się nie spodziewał, raczej będziemy mieli do czynienia ze spowolnieniem i wtedy kolejne wyniki kwartalne z mniejszą dynamiką zysków i przychodów staną bardzo ważnym testem na odporność inwestorów – podsumowuje analityk XTB. – Nie będzie nagłego krachu, nie będzie nagłej korekty, ale dojdzie do ostudzenia pozytywnych emocji, jednak jeszcze nie w 2026 roku.

Kto nie zmierzy emisji w łańcuchu dostaw, może przegrać przetarg. Branża FM ma mało czasu

0

Pakiet Omnibus I ograniczył liczbę firm objętych obowiązkiem raportowania ESG, ale nie zmniejszył presji na dane emisyjne w łańcuchu dostaw. Duże organizacje nadal będą oczekiwać od partnerów informacji potrzebnych do raportowania Scope 3. Dla firm z branży facility management zdolność do dostarczania takich danych może w praktyce decydować o udziale w przetargach. Na ten paradoks zwraca uwagę ekspertka Sodexo Polska.

Globalny standard GHG Protocol dzieli emisje gazów cieplarnianych na trzy zakresy. Scope 1 to emisje bezpośrednie z działalności firmy – spalanie paliw w kotłowniach, flotach i instalacjach technologicznych. Scope 2 obejmuje emisje z zakupionej energii elektrycznej, cieplnej i chłodniczej zużywanej w budynkach i procesach. Razem dają jednak zaledwie ułamek rzeczywistego wpływu klimatycznego organizacji.

Nawet 80-90 proc. całkowitego śladu węglowego powstaje w Scope 3 – poza murami firmy: w łańcuchu dostaw, u dostawców, podwykonawców i partnerów. To najszerszy i najtrudniejszy do zmierzenia zakres emisji, obejmujący wszystko, co firma kupuje, zleca oraz pośrednio zużywa. W przypadku nieruchomości przemysłowych chodzi konkretnie o dostawców serwisu technicznego, chemię utrzymania czystości, gospodarkę odpadami, logistykę oraz energię wbudowaną w komponenty używane w całym cyklu eksploatacji obiektu. To właśnie te kategorie, dotąd niewidoczne w bilansie emisji, stają się dziś przedmiotem twardych wymogów regulacyjnych.

Dyrektywa CSRD i standardy ESRS przesuwają punkt ciężkości z raportowania własnych emisji na odpowiedzialność za dane w całym łańcuchu wartości. Dla zarządców nieruchomości, zwłaszcza tych obsługujących duże zakłady pracy, to oznacza jedno: nie wystarczy już wiedzieć, ile zużywa się energii. Trzeba również wiedzieć, skąd pochodzi każdy komponent serwisowany w obiekcie i w jakich warunkach środowiskowych był wyprodukowany – tłumaczy Renata Skowrońska, FM & CSR Expert, Sodexo Polska.

Fabryka, nie biurowiec

Duże zakłady pracy – takie jak fabryki, kampusy produkcyjne czy obiekty logistyczne – to szczególnie złożone środowisko z perspektywy Scope 3. Wolumen zużywanych materiałów eksploatacyjnych, liczba dostawców serwisu technicznego, skala gospodarki odpadami: każda z tych kategorii generuje emisje, które w świetle CSRD i ESRS muszą być kwantyfikowane i raportowane przez operatora jako część jego łańcucha wartości.

W odpowiedzi na te wymagania wdrażanie systemowych platform ESG oraz metodologii opartych na śladzie węglowym produktu (Product Carbon Footprint) zaczyna być standardem rynkowym. onPozwala to odejść od szacunków na rzecz danych pierwotnych pozyskiwanych bezpośrednio od partnerów i dostawców.

Dostawca drugiego stopnia też ma znaczenie

Złożoność regulacyjna rośnie wraz z dyrektywą CSDDD (należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju). Choć jej bezpośrednimi adresatami są największe organizacje, w praktyce wywiera ona presję na cały łańcuch wartości. Klienci firm FM objęci CSDDD będą wymagać od swoich dostawców usług weryfikacji nie tylko efektywności energetycznej urządzeń, ale również przestrzegania standardów środowiskowych i praw człowieka, także na poziomie produkcji komponentów technicznych czy preparatów chemicznych. Dla zarządców dużych obiektów przemysłowych oznacza to w praktyce konieczność aktualizacji umów serwisowych oraz wdrożenia systemów audytowania dostawców drugiego i trzeciego stopnia.

Paradoks Omnibusa polega na tym, że choć mniej firm ma dziś formalny obowiązek raportowania, presja na dane wcale nie maleje. Duże organizacje objęte CSRD – często będące klientami firm FM – będą wymagać od swoich dostawców danych emisyjnych na potrzeby raportowania Scope 3. Zdolność do ich dostarczenia może być warunkiem utrzymania się w procesach przetargowych.

Podmioty, które potrafią dostarczyć partnerom gotowe, analityczne dowody na swoją rzetelność, zdejmując z nich ciężar ryzyka regulacyjnego, uplasują się wyżej. Pełny monitoring operacyjny przestaje być wymogiem prawnym, a staje się najsilniejszą przewagą konkurencyjną  –  podsumowuje Skowrońska.

Ekspertka Sodexo podkreśla, że praktyczny punkt wyjścia dla zarządców to inwentaryzacja kategorii zakupowych pod kątem emisji: serwis techniczny, chemia, gospodarka odpadami. I weryfikacja, które z tych danych można już dziś pozyskać bezpośrednio od dostawców.

Największa farma PV w portfolio ORLENU gotowa

0

Grupa ORLEN zakończyła rozbudowę farmy fotowoltaicznej w Kleczewie. Największa instalacja PV w portfolio koncernu i jednocześnie jeden z największych tego rodzaju obiektów w Europie Środkowo-Wschodniej osiągnął 250 MW mocy. W ciągu roku farma wyprodukuje energię wystarczającą do zasilenia nawet 100 tys. gospodarstw domowych. Instalacja posiada koncesję Urzędu Regulacji Energetyki (URE) na wytwarzanie energii elektrycznej.

Największa farma fotowoltaiczna ORLEN Kleczew 250 MW

– Konsekwentnie realizujemy największy w historii program inwestycji w polską energetykę, którą zmieniliśmy w wielki plac budowy. Tak powstaje energia jutra, która oznacza niezależność i bezpieczeństwo energetyczne oraz możliwie najniższe ceny energii dla Polaków. Projekt w Kleczewie jest jednym z największych tego typu przedsięwzięć w Europie Środkowo-Wschodniej. To pokazuje skalę i tempo realizowanej przez nas transformacji. Nasze inwestycje zmieniają krajowy miks energetyczny i wyznaczają kierunek rozwoju nowoczesnej energetyki – podkreśla Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Inwestycja Kleczew Solar & Wind, zarządzana przez spółkę Energa Wytwarzanie, powstała na zrekultywowanych terenach pokopalnianych po odkrywkach węgla brunatnego w Wielkopolsce. Obejmuje 250 MW fotowoltaiki oraz 19,2 MW mocy wiatrowej, tworząc jeden z największych w regionie hybrydowych projektów OZE. Połączenie energii ze słońca i wiatru pozwala lepiej wykorzystać infrastrukturę i zwiększa stabilność produkcji energii w zmieniających się warunkach pogodowych. Instalacja została przystosowana do dalszej rozbudowy – warunki przyłączeniowe umożliwiają zwiększenie jej mocy do ok. 334 MW.

Grupa ORLEN rozwija portfel OZE zgodnie ze strategią zakładającą przekroczenie 12 GW mocy zainstalowanej do 2035 roku. Obejmuje ona projekty wiatrowe, fotowoltaiczne, a także biogazowe i biometanowe. Jeszcze w tym roku planowane jest uruchomienie morskiej farmy wiatrowej Baltic Power, następnie realizowane będą kolejne projekty offshore – Baltic East i Baltic West.

Zgodnie ze strategią do 2035 roku uzupełnieniem portfela OZE będą inwestycje w energetykę jądrową, w tym małe reaktory modułowe SMR, które zwiększą stabilność krajowego systemu energetycznego. Rozwój źródeł odnawialnych wspiera również modernizacja infrastruktury sieciowej – w ostatnim roku przyłączono 62 tys. nowych odbiorców oraz 1 GW instalacji OZE, a wydane warunki przyłączeniowe dla kolejnych 2,5 GW instalacji stanowią podstawę do dalszego rozwoju źródeł zeroemisyjnych.

AI Act i NIS2 wymuszą nowe podejście do zarządzania ryzykiem w szpitalach

Debata o ESG w ochronie zdrowia została zdominowana przez narracje o śladzie węglowym. To pomyłka. Prawdziwy driver zmian jest policzalny: w Polsce sam koszt wdrożenia NIS2 w szpitalach szacowany jest na 3,7 mld zł, średnio 4,6 mln zł na placówkę. Globalnie średni koszt naruszenia danych w zdrowiu sięgnął 39 mln zł (9,8 mln USD). W 2024 roku Polska zanotowała 1028 incydentów cyberbezpieczeństwa w sektorze zdrowia – aż 2,5 razy więcej niż rok wcześniej. Dyrektywa CSRD generuje wielomilionowe koszty compliance. A piaskownice regulacyjne AI – wymagane przez AI Act – to jedyne środowisko, w którym te koszty można oszacować i ograniczyć przed wdrożeniem na żywy system.

Według danych Centrum e-Zdrowia (CEZ), Polska zanotowała w 2024 roku 1028 incydentów cyberbezpieczeństwa w sektorze zdrowia – aż 2,5 razy więcej niż w 2023 roku. Do końca sierpnia 2025 roku było ich już 946. Polska jest w europejskiej czołówce państw atakowanych cybernetycznie, m.in. ze względów geopolitycznych.

W marcu 2025 roku celem ataku ransomware padł szpital MSWiA w Krakowie. Rok później, w marcu 2026, zaatakowany został Szpital Wojewódzki w Szczecinie – cyberprzestępcy zażądali kilku milionów dolarów okupu (szacunkowo 16–20 mln zł), prokuratura wszczęła śledztwo. Placówka przeszła na papierowy tryb pracy, ograniczyła przyjęcia i odsyała pacjentów do innych lecznic.

Tymczasem 72% polskich placówek nie dysponuje zespołami ds. cyberbezpieczeństwa, a tylko 25% zapewniło szkolenia w ciągu ostatniego roku. 60% podmiotów nie monitoruje podatności. NFZ oferuje do 900 tys. zł wsparcia – ale ustawa o KSC (NIS2) wygeneruje koszty rzędu 3,7 mld zł dla sektora szpitalnego, średnio 4,6 mln zł na placówkę w 5 lat. Państwo przeznaczyło rekordowe 4 mld zł na cyberbezpieczeństwo w 2025 roku, ale szpitale muszą znaleźć pozostałe środki same.

– Nie potrzebujemy kolejnych deklaracji o zrównoważonym rozwoju. Potrzebujemy narzędzi, które pozwolą każdemu dyrektorowi szpitala zobaczyć w złotówkach, ile kosztuje brak odporności – i ile można zaoszczędzić, testując innowację przed wdrożeniem. Tu wchodzi piaskownica regulacyjna AI (AI Act, Rozp. 2024/1689). Kontrolowane środowisko testowe z nadzorem regulatora. Jej wartość wykracza poza walidację technologiczną – pozwala oszacować trzy wymiary ESG w złotówkach. Nie ślad węglowy budzi dyrektorom szpitali bezsenność, lecz ryzyko operacyjne. W Polsce: 946 incydentów do VIII.2025. Szczecin III.2026: miliony dolarów okupu, tryb papierowy. Na świecie: +15% wizyt na SOR-ach po ransomware (JAMA). Change Healthcare: paraliż rozliczeń w USA. CrowdStrike: wyłączenie usług cyfrowych dla pacjentów. Realna treść ESG w zdrowiu nie polega na raporcie o emisjach. Polega na trzech pytaniach: ciągłość działania (E), bezpieczeństwo pacjenta w kryzysie (S), zdolność zarządzania ryzykiem systemowym (G). To ESG mierzone w złotówkach – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Europejska dyrektywa bez procesów, standardów i narzędzi pomiaru nie będzie umożliwiać transgranicznej opieki

Dyrektywa 2011/24/UE ustanowiła ramy opieki transgranicznej, ale nie rozwiązała problemu standardów bezpieczeństwa cyfrowego. WHO wskazała 6 zasad etycznego AI – każda ma wymiar kosztowy. Piaskownice regulacyjne pozwalają porównywać rozwiązania między krajami w kontrolowanych warunkach. Dla Polski – jednego z najczęściej atakowanych krajów UE – to szansa na budowanie eksportowalnych kompetencji.

ESG + AI sandbox to jedno równanie kosztowe

ESG w zdrowiu jest równaniem kosztowym. Po jednej stronie: 39 mln zł per naruszenie, 3,7 mld zł za NIS2, 72–240 mln zł za CSRD, 19 dni przestoju. Po drugiej: możliwość oszacowania i konwersji tych kosztów w wartość – w środowisku pomiaru.

Piaskownica AI jest tym środowiskiem. Bez kontrolowanego testowania nie da się oddzielić innowacji obniżającej koszty od innowacji, która je generuje. Bez tego ESG to pusty raport – kosztowny, ale bez wartości.

O sile polskiego systemu zdrowia zdecyduje zdolność do mierzalnego wdrażania innowacji. To test dojrzałości – regulatora, NFZ, federacji szpitali i każdej placówki.

KLUCZOWE FAKTY W ZŁOTYCH

  • 39 mln zł (9,8 mln USD) – średni koszt naruszenia danych w zdrowiu (2024). Prognoza 2026: >48 mln zł
  • 4,6 mln zł – średni koszt NIS2 per szpital w Polsce (5 lat). Łącznie: 3,7 mld zł
  • 028 incydentów cyber w polskim zdrowiu (2024); 946 do VIII.2025
  • 72% polskich placówek nie ma zespołu cyber. 60% nie monitoruje podatności.
  • 72–240 mln zł – koszt zgodności z CSRD dla dużych organizacji
  • 19 dni – średni przestój szpitala po ransomware na świecie
  • AI Act wymaga krajowych piaskownic regulacyjnych – środowisk pomiaru kosztów i ryzyka