W centrum uwagi dane z USA i europejskie spotkania na szczycie

W najbliższych dniach warte uwagi będą głównie informacje opisujące stan walki z pandemią w Stanach Zjednoczonych oraz dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA.

W ostatnich dniach docierały do nas dwa strumienie informacji. Pierwszy, pozytywny – z globalnej gospodarki m.in. w postaci danych o aktywności biznesowej i bezrobociu po obu stronach Atlantyku – daje nadzieję na to, że poprawa sytuacji w drugiej części roku może być szybsza, niż się spodziewano. Drugi, w postaci wzrostu liczby dziennych zakażeń koronawirusem na poziomie globalnym i w USA, zwraca uwagę, że obawy w kontekście pandemii wciąż pozostają żywe.

Te dwa główne motywy ścierały się i balansowały wzajemnie w zeszłym tygodniu. Sama zmienność na rynku walutowym w obliczu tej „równowagi” nie była zbyt duża – spora część aktywów nie wykazywała jasnego, kierunkowego trendu. Opisywane poniżej waluty (z wyjątkiem funta brytyjskiego) w parze z euro zakończyły tydzień w niewielkiej odległości od poziomu na jakim go rozpoczęły.

PLN

Para EUR/PLN w ubiegłym tygodniu nie wybiła się poza widełki 4,41-4,48, w których utrzymuje się od około miesiąca, przez większość czasu kontynuując spokojny handel.

W tym okresie poznaliśmy dwie istotne publikacje z polskiej gospodarki: odczyt inflacji CPI oraz indeksu PMI w czerwcu. Inflacja konsumencka niespodziewanie odbiła, osiągając poziom 3,3% i podążając w tym samym kierunku co inflacja w strefie euro. Indeks PMI również pokazał odbicie, podobne do tego, jakie obserwowaliśmy w niemal całej Europie, aczkolwiek wskaźnik ten cały czas pozostaje poniżej poziomu 50 punktów.

Najbliższe dni nie przyniosą istotnych publikacji ekonomicznych z Polski. Uwagę inwestorów może przykuć za to druga tura wyborów prezydenckich, która odbędzie się w niedzielę. Utrzymanie prezydentury przez Andrzeja Dudę prawdopodobnie w istotny sposób nie wpłynęłoby na rynek walutowy.

Naszym zdaniem zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego miałoby większy potencjał wywołania zmienności, niemniej trudno jednoznacznie określić kierunek tych zmian. Zmiana na fotelu prezydenta oznaczałaby zmianę status quo, czego rynki z zasady nie lubią. Jednocześnie ten kandydat wydaje się być bardziej proeuropejski, przez co jego wygrana mogłaby zostać odebrana pozytywnie przez inwestorów. Nawet w przypadku zrealizowania się tego scenariusza, nie oczekujemy jednak bardzo dużych ruchów na parze EUR/PLN.

EUR

Dane napływające z gospodarki strefy euro w dalszym ciągu wypadają lepiej od oczekiwań. Zbiorczy indeks PMI opisujący aktywność biznesową we wspólnym bloku w czerwcu (po rewizji) znalazł się na poziomie 48,5 pkt. Poziom poniżej 50 pkt w przeszłości był zbieżny z recesją, jednak jest prawdopodobne, że ogromne wahania jakie obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach sprawiły, że bezwzględne poziomy odczytów aktywności biznesowej dostarczają obecnie mniej przydatnych informacji. W naszej ocenie, aby uzyskać bardziej wiarygodny obraz sytuacji po otwarciu gospodarek, będziemy musieli zaczekać na dane o produkcji i sprzedaży w czerwcu.

Niemiecki parlament wsparł EBC w sporze z sędziami niemieckiego sądu konstytucyjnego, co sprzyjało dalszemu spadkowi spreadów obligacji peryferyjnych krajów strefy euro. Seria spotkań politycznych na wysokim szczeblu (Eurogrupa i ECOFIN) w tym tygodniu może wesprzeć optymizm, w kontekście czego widzimy możliwość umocnienia euro w relacji do głównych walut.

USD

Miesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy ponownie zaskoczył in plus. Czerwcowe dane pokazały wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych o 4,8 mln, podczas gdy odczyt za maj został zaktualizowany w górę, do 2,7 mln. Stopa bezrobocia spadła z kolei do 11,1% w czerwcu z 13,3% w poprzednim miesiącu. Optymizm w kontekście publikacji ogranicza fakt, że ankiety, na podstawie których opracowywane są dane, przeprowadzane były w okolicy połowy miesiąca, w związku z czym nie odzwierciedlały wzrostu liczby zakażeń i wyhamowania czy odwrócenia procesu otwierania gospodarki w części stanów pod koniec miesiąca.

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2017-2020)

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 06/07/20

Do tej pory nie obserwowaliśmy silnej reakcji amerykańskiej waluty na niekorzystne zmiany na froncie walki z pandemią w USA. Wzajemna zależność między podwójną rolą dolara jako waluty safe haven i wskaźnika kondycji amerykańskiej gospodarki z pewnością zdominuje handel przy wejściu w letnie miesiące.

GBP

Optymizm w kontekście stopniowego łagodzenia obostrzeń w Wielkiej Brytanii w ubiegłym tygodniu przeważał nad obawami związanymi z Brexitem, wspierając brytyjską walutę. Funt zakończył tydzień jako jedna z najlepiej radzących sobie głównych walut.

Biorąc pod uwagę, że kalendarz ekonomiczny dla Wielkiej Brytanii w tym tygodniu nie obfituje w istotne informacje, spodziewamy się, że szterling raczej nie będzie poddany większym wahaniom. Sądzimy jednak, że w średnim terminie waluta będzie radzić sobie dobrze, wraz z tym, jak gospodarka Wielkiej Brytanii będzie kontynuowała powrót do normalności, a inwestorzy nabiorą przekonania, że lokalne lockdowny nie będą miały istotnego negatywnego wpływu na ożywienie gospodarcze. Do tej pory dane z gospodarki, szczególnie indeksy PMI oraz dane dot. sprzedaży detalicznej były zachęcające. Spodziewamy się, że pozytywny trend w danych w kolejnych tygodniach zostanie utrzymany.

CHF

Frank szwajcarski zakończył ubiegły tydzień na niemal niezmienionym poziomie w parze z euro. Po początkowym wzroście para EUR/CHF oddała zyski i ustabilizowała się nieco powyżej poziomu 1,06.

Wygląda na to, że Szwajcarski Bank Narodowy kontynuuje swoje działania zmierzające do ograniczenia siły franka – dane SNB pokazały, że w ubiegłym tygodniu doszło do największego wzrostu wartości depozytów na żądanie od maja.

Ostatnie wieści ze Szwajcarii były w większości negatywne. Większość najbardziej bieżących danych z gospodarki okazała się znacznie gorsza od oczekiwań, z czego najbardziej rozczarował wskaźnik wyprzedzający KOF oraz indeks PMI dla przemysłu. Sporym zaskoczeniem był lekki spadek tego ostatniego w relacji do poziomu sprzed miesiąca. Kontrastuje to z silnym odbiciem indeksów aktywności biznesowej w innych europejskich krajach. W tym miejscu należy jednak zwrócić uwagę, że poprawa czasu dostaw działała przeciwko wzrostowi indeksu, w pewnym stopniu zaburzając obraz sytuacji. Jednocześnie indeks opisujący aktywność w usługach istotnie wzrósł, osiągając poziom 49,1 pkt, co jest pozytywną informacją biorąc pod uwagę, że sektor ma kluczowe znaczenie dla gospodarki Szwajcarii.

Kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii w tym tygodniu jest w większości pusty. W środę poznamy jedynie dane o bezrobociu w czerwcu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czy poker online ma przyszłość? Nawet po COVID-19 prognozy są ostrożnie optymistyczne

0

Oprócz relatywnie wąskiej grupy zdeklarowanych fanów z pewnością niewiele osób ekscytuje się pokerem w ogóle, a pokerem online w szczególności. Tymczasem jest to sektor, którego obroty sięgają miliardów dolarów. Branża już od kilku lat podlegała wprawdzie pewnym turbulencjom, jako że wojnę pokerowi w dotychczasowym kształcie wydały USA, a obecnie epidemia koronowirusa odcisnęła – podobnie jak na wielu branżach – swoje negatywne piętno. Jednak szeroko rozumiany przemysł iGamming, w tym gry hazardowe, odnotowują systematyczne zyski (wartość netto szacowana na 138,7 mld USD w 2018 r. i 152,1 mld USD w 2019 r.). Duża w tym zasługa Izraela, który jest uznawany za światowego lidera w dziedzinie innowacji, a jego firmy i przedsiębiorcy odgrywają ogromną rolę w sektorze gier online. To Isai Scheinberg, izraelsko-kanadyjski założyciel PokerStars, witryny pokera online, sprawił, iż zainteresowały się nim miliony ludzi na całym świecie.

Isai Scheinberg przed sądem USA, czyli koniec pewnej pokerowej epoki

Niewiele wydarzeń z pokerem w tle przykuwało uwagę opinii publicznej. Wydaje się, iż w skali globalnej można mówić o trzech takich przypadkach. Pierwszym z nich było rozpropagowane w 2003 r. zwycięstwo 27-letniego Chrisa Moneymaker`a w turnieju World Series of Poker z wygraną 2,5 mln USD. Transmisja turnieju i zwycięstwo Moneymaker`a były ekscytujące niczym wielkie wydarzenie sportowe. Wprawdzie kanały telewizyjne już w 2002 r. zaczęły popularyzować pokera online, umieszczając kamery bezpośrednio przy stołach gier, ale dopiero wygrana Moneymakera wywołała boom pokerowy w Stanach Zjednoczonych. Miliony Amerykanów rzuciły się do internetu, aby spróbować swoich sił. Poker na dobre zagościł w telewizji.

Drugim wydarzeniem, które co prawda spopularyzowało pokera, ale jednocześnie zadało mu poważny cios, był tzw. czarny piątek (Black Friday) 15 kwietnia 2011 r., kiedy to władze federalne USA zamknęły największe witryny pokerowe z PokerStars, Full Tilt i Absolute Poker, a 11 prominentnym osobom z branży postawiono zarzuty nielegalnego hazardu, prania brudnych pieniędzy i oszustw bankowych.

Wreszcie trzecie wydarzenie miało miejsce w styczniu bieżącego roku, kiedy to „guru” pokera, twórca najbardziej znanej witryny PokerStars, Isai Scheinberg dobrowolnie oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości USA, a w marcu został uznany za winnego i aktualnie oczekuje na wyrok w areszcie domowym. Jego dobrowolny przylot do Nowego Jorku uważany jest za koniec pewnej pokerowej epoki, kres pokera na wysokim poziomie z obrotami rzędu kilku miliardów dolarów. Czy tak istotnie będzie? Zanim odpowiemy na to pytanie, warto więcej uwagi poświęcić osobie Isai Scheinberga i jego PokerStars.

73-letni obecnie Scheinberg dorastał na Litwie. Uzyskał tytuł magistra matematyki na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym, a następnie uciekł z ZSRR do Izraela. Tam walczył w wojnie Jom Kippur w 1973 r. i pracował w IBM. Ostatecznie przeniósł się do Kanady, gdzie jako utalentowany programista komputerowy odegrał kluczową rolę w opracowaniu uniwersalnego standardu obliczeniowego Unicode, który pozwala komputerom na przetwarzanie różnych języków świata. Jako miłośnik pokera w 2000 r. założył firmę PYR Software w Toronto, która opracowała oprogramowanie dla internetowych firm pokerowych. W 2001 r. wraz z synem Markiem założył własną firmę PokerStars, zarejestrowaną początkowo w Kostaryce.

Oprogramowanie Scheinberga było wyjątkowe, ponieważ umożliwiało grę w turniejach online. PokerStars oferował także tradycyjne stoły do pokera online, pobierając prowizję za obsługę gier. Jednak to dzięki turniejom witryna stała się hitem wśród graczy. Firma szybko stała się drugą co do wielkości w branży, za PartyGaming z siedzibą w Gibraltarze, która zdominowała największy na świecie rynek pokera online w Stanach Zjednoczonych. W 2006 r. organizowała miliony turniejów online. Zaledwie pięć lat po uruchomieniu PokerStars było już warte około 2 mld USD.

Dążenia PokerStars do upublicznienia i wejścia na Wall Street zostały udaremnione pod koniec 2006 r., kiedy to Stany Zjednoczone przyjęły ustawę o nielegalnym egzekwowaniu zasad hazardu internetowego (UIGEA). Jej przepisy zakazywały firmom hazardowym dokonywania płatności w krajach, które nie aprobowały hazardu online. Formalnie nie zakazano pokera online, ale UIGEA znacznie utrudniło przyjmowanie depozytów przez strony. Nowe rozwiązanie stało się błogosławieństwem dla PokerStars, ponieważ jej rywal opuścił rynek amerykański. Scheinberg zdecydował się pozostać w USA i skorzystać z szeroko otwartego rynku. Firma stała się największą witryną pokerową na świecie. Kolejne lata upłynęły pod znakiem szybkiego wzrostu i rekordów popularności. Do 2010 r. firma generowała około 500 mln USD zysków rocznie przy 1,4 mld USD przychodów.

Amerykańskie problemy pokera online

Amerykański Departament Sprawiedliwości nigdy nie zalegalizował zagranicznych firm pokerowych działających w USA, przyjmując oficjalnie stanowisko, że poker online narusza ustawę Wire Act z 1961 r. Mimo tego PokerStars, PartyGaming czy Full Tilt Poker nadal serowały gry, reklamowały się w telewizji, promowały i sponsorowały najbardziej znanych pokerzystów. Wydawało się, że rząd USA przymyka oko na ten biznes.

Internetowe firmy pokerowe uspokajały, że Wire Act, odnosząc się tylko do „zakładów na dowolne wydarzenie sportowe lub zawody”, nie dotyczy pokera. Inne prawo federalne, Illegal Gambling Business Act (IGBA), nie miało zastosowania do pokera, ponieważ była to gra zręcznościowa, a nie hazardowa. Taką opinię prawną najlepszych kancelarii uzyskali przedstawiciele PokerStars. W 2005 r. firma przeniosła swoją siedzibę na Wyspę Man.

Sielanka skończyła się w 2011 r. W ów czarny piątek federalni prokuratorzy postawili Scheinberga i 10 innych osób w stan oskarżenia, zamknęli amerykańską stronę PokerStars i jej głównego rywala Full Tilt Poker. Wszyscy poza Scheinbergiem przyznali się do winy i otrzymali stosunkowo łagodne wyroki. Federalna akcja uczyniła z Scheinberga bohatera ludowego wśród entuzjastów pokera online. Kiedy upadł Full Tilt Poker i nie był w stanie zwrócić 330 mln USD depozytów graczy, prokuratorzy zawarli z Scheinbergiem umowę, w wyniku której PokerStars nabyło Full Tilt i spłaciło jego amerykańskich klientów, a on sam formalnie przestał być szefem witryny.

W istocie jednak prokuratorzy federalni nigdy nie zrezygnowali ze ścigania Scheinberga. Jego syn Mark Scheinberg sprzedał PokerStars za 4,9 mld USD w 2014 r. firmie Amaya Inc. notowanej na giełdzie. Nowy właściciel przewidywał przekształcenie PokerStars w giganta hazardu online, który oferowałby gry kasynowe i zakłady sportowe wraz z pokerem.

Ogromne sumy pieniędzy sprawiły, że przemysł pozostawał na celowniku Departamentu Sprawiedliwości, zwłaszcza prokuratorów na Manhattanie. Prawnicy rządowi celowali w słabe punkty w przepływie pokerowych pieniędzy przez system finansowy USA. Większość banków i wystawców kart kredytowych nie była skłonna przetwarzać płatności pokera online, więc PokerStars i Full Tilt musiały polegać na małych firmach, które niekiedy były podejrzane i drogie. W latach 2009-2010 władze federalne przejęły aktywa dziesiątek firm przetwarzających transakcje pokera online w USA, oskarżając je lub zakazując działalności.

Z pozoru wybór Donalda Trumpa na urząd prezydenta USA wydawał się korzystny dla hazardu online. Sam działał w branży kasyn, założył nawet spółkę joint venture z hazardem internetowym. Pozytywnie wypowiadał się na temat jego pełnej legalizacji. Jednak gdy objął urząd prezydenta, jego administracja poszła w przeciwnym kierunku. Departament Sprawiedliwości po raz kolejny zmienił opinię na temat ustawy Wire Act, utrzymując, że dotyczy ona szeroko pojętego hazardu online i pokera.

Federalni prokuratorzy mogli więc na poważnie zająć się Scheinbergiem i jego ekstradycją. Prawdziwym problemem stały się zarzuty, że naruszył ustawę o grach hazardowych. Nie dotyczyły natomiast kwestii przepływów pieniędzy. Prawo IGBA jest dziś bardziej klarowne z powodu orzeczenia Sądu Apelacyjnego na Manhattanie w 2013 r., który stwierdził, że oferowanie pokera w stanie, w którym gra jest nielegalna, narusza prawo federalne, bez względu na to, czy poker jest grą zręcznościową, czy nie.

Oddanie się Scheinberga w styczniu 2020 r. w ręce wymiaru sprawiedliwości USA oznacza koniec jednej z najdzikszych sag w historii internetu, kiedy to zagraniczne firmy o wątpliwej proweniencji zgarniały setki milionów opłat od amerykańskich graczy marzących o statusie gwiazd pokera. Winy Scheinberga mogą skutkować wyrokiem do pięciu lat więzienia, choć jest mało prawdopodobne, że trafi za kraty. Pozostaje w areszcie domowym, w rzeczywistości niewiele bardziej surowym niż kwarantanna, która dotyka obecnie milionów mieszkańców Nowego Jorku.

Jaka jest przyszłość pokera online?

To pytanie należy stawiać nie tylko w kontekście skazania Isai Scheinberga, „pokerowej polityki” USA, ale też w obliczu epidemii COVID-19, która poważnie wstrząsnęła branżą. Zacznijmy od kondycji PokerStars. Firma od lat spada w rankingach. Wprawdzie wciąż przyciąga 6 100 graczy gotówkowych na godzinę, ale zaledwie kilka lat temu przyciągała ponad 20 000 graczy i miażdżyła wszystkie inne strony www. Czy spadek będzie kontynuowany?

Internetowy przemysł pokerowy systematycznie traci od czasu czarnego piątku w 2011 r., zaś wielkie firmy uznają konieczność hazardowej dywersyfikacji. Amaya, spółka macierzysta PokerStars, przekształcona następnie w The Stars Group, miała właśnie taką wizję, wchodząc w różne gałęzie hazardu, wzmacniając swoje kasyna i zakłady sportowe.

PokerStars nadal zajmuje czołowe miejsce w branży pokera online, ale z powodu upadku całego sektora pozostanie tylko jednym z wyborów dla graczy. Będzie to dalekie od czasów, gdy był największą i najbardziej dostępną witryną pokerową.

Optymizmem powinien napawać fakt, iż – jak już wspomnieliśmy – izraelskie firmy i przedsiębiorcy przejmują przemysł iGaming. Najlepsze witryny kasyn, w krajach takich jak Kanada i Wielka Brytania, a nawet Afryka Południowa, zależą od rozwoju izraelskiego przemysłu gier. Pomimo dość ostrych restrykcji prawnych w samym Izraelu nadal pozostaje on przystanią dla najlepszych firm iGaming i zapewnia zatrudnienie projektantom, programistom oraz pokrewnym specjalistom IT. Ma wysokorozwiniętą gospodarkę zapewniającą wyższy standard życia w porównaniu z wieloma innymi krajami zachodnimi, dużą liczbę utalentowanych i wysoce zmotywowanych specjalistów. Przemysł iGaming w Izraelu działa na różnych poziomach, niezależnie od tego, czy zakłada się firmę w kraju, czy prowadzi działalność poza nim. Niektóre spółki są wspierane przez rząd, co ułatwia im inwestycje w zasoby i narzędzia iGamingu.

Specjaliści utrzymują, iż w Stanach Zjednoczonych niebawem zmieni się nastawienie do gier hazardowych. Wprawdzie po czarnym piątku wiele osób przewidywało, iż będzie to śmierć amerykańskiego pokera online, ale – jak to zwykle bywa – byli tacy, którzy podjęli nowe wyzwanie. Problemem władz amerykańskich zdaje się nie być hazard jako taki, ale rozliczenia i przepływy pieniędzy, które chcą kontrolować, co udowodniły przy wielu innych okazjach, choćby przy wprowadzaniu prawa FATCA (ang. Foreign Account Tax Compliance Act – ustawa federalna uchwalona w 2010 r., wdrożona 1 lipcu 2014 r., która wymaga od zagranicznych instytucji finansowych identyfikacji amerykańskich klientów i przekazywania informacji o ich rachunkach finansowych).

Prawdą jest, iż ekspansja iGamingu w Stanach Zjednoczonych została zastopowana. Żaden stan nie uchwalił ustawy, która legalizowała gry kasynowe lub pokera online, nie mówiąc już o uruchomieniu witryny pokerowej. Jednak dzięki wykładni Departamentu Sprawiedliwości z 2011 r. poszczególne stany otrzymały zielone światło do samodzielnego podejmowania takich decyzji, bez obawy, że pogwałcą wciąż niejasne federalne przepisy o hazardzie. Chociaż istnieje jakaś forma hazardu w 48 z 50 stanów (z wyłączeniem Utah i Hawajów), legalizacja pokera online z pewnością wydaje się logiczna i nieunikniona.

COVID-19, uderzając boleśnie w branżę hazardową, zwłaszcza kasyna, paradoksalnie wydobył jej nowe możliwości rozwojowe. Jednym z jego interesujących efektów ubocznych w pokerze jest to, że wykreował ogromny rynek ludzi, którzy chcą grać w prywatnego pokera online z przyjaciółmi. Poker online zaczyna przeżywać boom w czasach pandemii, a efektem staje się rozwój tzw. Home Games online. Wielu operatorów zaczęło oferować funkcję hostowania prywatnych gier ze znajomymi, a PokerStars ma taką funkcję od prawie dekady. Na rynku ujawniła się luka, która wprawdzie istniała, ale była ignorowana. Chodzi tu o grupy starszych graczy, stałych bywalców pubów, studentów, a także graczy domowych. Kiedy powróci normalność post-pandemiczna, pozostanie dojrzały rynek domowych gier pokerowych, do którego operatorzy winni dostosowywać swoje oferty. Zyskać mogą ci, którzy zaoferują domowe gry z kamerą internetową. Wszystko wskazuje więc na to, że świat pokera online może się znacznie poszerzyć.

Jeśli chodzi o przyszłość kasyn, to zdaniem ekspertów nastąpią tu również znaczące zmiany wymuszone doświadczeniami z czasów epidemia koronawirusa. Zapewne zostaną wprowadzone tzw. maksima stołowe. Dotychczas menadżerowie pokerowi starali się „upchnąć” jak najwięcej osób przy jednym stole, zwłaszcza w turniejach. Po COVID-19 to się jednak zmieni, niezależnie od tego, czy poker roomom się to spodoba, czy nie. Między stolikami będzie więcej miejsca, aby gracze nie pozostawali w zbyt bliskim kontakcie. Zmieni się również liczba osób przy stole. Zamiast stołów z dziewięcioma lub dziesięcioma graczami (czy to w grach gotówkowych, czy turniejach) pokoje pokerowe najprawdopodobniej uczynią normą stoły ośmioosobowe. Oczywiście więcej uwagi kasyna będą przywiązywały do czystości, bowiem w przeszłości poker roomy niekoniecznie były jej bastionem. Zapewne zmienią się godziny pracy kasyn, niezbędne będą też przerwy itp. Niektóre kasyna z powyższych względów mogą zostać zamknięte, zaś małe powierzchniowo poker roomy okażą się nieopłacalne.

Reasumując, dla pokera, zwłaszcza pokera online, nadchodzi całkowicie nowa rzeczywistość, w której nie wszystkie firmy i gracze będą w stanie się odnaleźć i wyjść z niej obronną ręką. Nie musi to bynajmniej oznaczać rzeczywistość gorszą, ale z pewnością diametralnie inną.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski

Ceny nieruchomości pod lupą

0

Od kilku miesięcy śledzę różnorodne prognozy dotyczące cen nieruchomości. Jedną z ostatnich jest szeroko publikowany w mediach raport Emmerson Evaluation, zgodnie z którym do końca 2022 roku powinniśmy spodziewać się postępujących spadków cen mieszkań. Spadków wyjątkowo dużych, rzędu aż 15-20% w porównaniu do hossy z przełomu 2019/2020. Taki scenariusz budzi nadzieje wśród części kupujących, ale nie spodziewam się jego realizacji.

ceny nieruchomosci

Kluczem do zrozumienia trendów cen nieruchomości na rynku, jest dostrzeżenie korelacji pomiędzy ich wysokością a średnimi wynagrodzeniami w kraju. Na podstawie danych NBP i GUS możemy stwierdzić, że w Polsce w ostatnich 5 latach stosunek ten wynosił blisko 95%. W ciągu najbliższych 2 lat oczekiwany jest spadek tempa wzrostu wynagrodzeń do 3-4% rocznie. Oznacza to, że na koniec 2022 roku średnia pensja brutto w polskim sektorze przedsiębiorstw wyniesie 6000 zł brutto. Tymczasem, mimo rosnących pensji, eksperci Emmerson Evaluation oczekują aż 15-20% spadku cen nieruchomości. Spełnienie takiej prognozy oznaczałoby zmianę poziomu korelacji Pearsona (określającego relację wynagrodzeń do cen) z 95% do – 98%! Jest to więc scenariusz skrajnie mało prawdopodobny.

W raporcie podnoszony jest także argument, że „liczba osób mogąca pozwolić sobie na zakupy gotówkowe jest ograniczona”. Oczywiście, jest to założenie całkowicie poprawne, bo w zasadzie wszystkie zasoby w ekonomii są ograniczone. Warto jednak dodać, że grupa osób, które stać na kupno mieszkania za gotówkę liczy aż ok. 250 tys. (jeśli koszt to 250 tys. zł) lub 100 tys. (jeśli koszt to 500 tys. zł). Oznacza to potencjalny popyt w wysokości ok. 50 mld zł, który w dobie niskich stóp procentowych na lokatach, może zostać łatwo i szybko przeniesiony na rynek nieruchomości. Dla lepszego zobrazowania – w ciągu roku buduje się w Polsce ok. 200 tys. mieszkań.

Na polskim rynku nieruchomości bardzo prawdopodobny jest za to scenariusz, który jest już od lat realizowany na Węgrzech. Niskie stopy procentowe obowiązujące obecnie w naszym kraju będą stanowiły bardzo silny bodziec wspierający popyt na rynku nieruchomości. Obniżka stóp sprawiła, że rata modelowego kredytu hipotecznego (300 tys. zł, 30 lat) spadła z ok. 1400 zł do ok. 1200 zł.

Z drugiej strony, banki w ostatnich miesiącach bardzo zaostrzyły procedury kredytowe, wymagając wyższego niż dotychczas wkładu własnego, obniżając zdolność kredytową, odmawiając udzielenia kredytów osobom pracującym w wybranych gałęziach gospodarki. W tym momencie mamy więc dwie znoszące się siły – tani kredyt i zaostrzone wymogi jego udzielania. Wiele wskazuje jednak na to, że po tej stanowczej interwencji banków, z biegiem czasu będą one łagodzić warunki kredytowania (pierwsze oznaki tego trendu pokazuje już majowy raport Związku Banków Polskich). Dzięki temu warunki finansowania w najbliższych kwartałach staną się przystępniejsze niż przed epidemią.

Prognozy dotyczące przyszłości polskiego rynku po pojawieniu się koronawirusa, dobrze konfrontować z danymi nie tylko z naszego kraju, ale też z innych państw, których gospodarki zmierzyły się z epidemią. W maju ceny nieruchomości w Chinach rosły w tempie 4,9% (liczone rok do roku). Choć to najniższy wynik od ponad dwóch lat, to o żadnych spadkach cen nie ma tam mowy. Jak donosi agencja prasowa Bloomberg, sprzedaż nieruchomości w Wielkiej Brytanii właśnie wróciła do poziomu sprzed koronawirusa.

Biorąc pod uwagę niski koszt kredytowania, brak alternatyw inwestycyjnych, analogie z innych państw, jak Chiny czy Wielka Brytania, prognozy dla zmian wynagrodzeń w Polsce oraz historyczne korelacje między cenami nieruchomości a poziomem płac, możemy zarysować dwie prognozy. Po pierwsze, w 2020 roku ceny nieruchomości najprawdopodobniej pozostaną stabilne. W grudniu za 1 m2 mieszkania w największych polskich miastach będziemy płacili mniej więcej tyle samo, co obecnie. Po drugie, w latach 2021-2022 rynek powróci do wzrostów. Spodziewam się, że nieruchomości będą drożeć w tempie ok. 6% w skali roku, a w grudniu 2022 roku cena 1 m2 w będzie o ok. 13% wyższa niż obecnie.

Wśród ekspertów często pojawiają się też prognozy zwiastujące wyprzedaże na rynku wtórnym. Powodem jest m.in. zdecydowane ograniczenie najmu krótkoterminowego w ostatnich miesiącach. Właściciele tego typu lokali mogą zmienić rodzaj działalności na najem długoterminowy lub sprzedać inwestycję. Druga opcja, jeśli nie mamy przysłowiowego „noża na gardle” jest jednak nieopłacalnym rozwiązaniem. Inwestorzy nie mają powodów, by w czasach niskich stóp procentowych na lokatach i wysokiego prawdopodobieństwa powrotu do wzrostów cen nieruchomości, wyprzedawać mieszkanie kupione w celach zarobkowych.

Zostawiając na marginesie wszystkie prognozy, możemy być natomiast pewni jednego. Koronawirus i lockdown zmieniły preferencje klientów na rynku nieruchomości, co jest już widoczne. Spada sprzedaż małych mieszkań i kawalerek, rośnie zainteresowanie dużym metrażem. Przejście do home office zmieniło podejście do organizacji pracy. Właściciele firm z segmentu SOHO (small office, home office) rozpoczęli intensywne poszukiwania mieszkań komfortowo łączących funkcje biura z codziennym życiem. Rozpędu nabiera rynek second home, co widać zwłaszcza w Trójmieście, gdzie jedną z ciekawszych inwestycji jest apartamentowiec Tarasy Bałtyku. Dla mieszkańców polskich miast posiadanie drugiego, atrakcyjnie zlokalizowanego mieszkania to nie tylko szansa na bezpieczny odpoczynek i niezależność, ale też możliwość budowania portfela inwestycyjnego. W samym Gdańsku w maju ceny nieruchomości wzrosły o 1,36% w porównaniu do kwietnia. Nadmorskie nieruchomości premium to stabilne inwestycje w niepewnych czasach pandemii.

Autor: Piotr Tarkowski

Gdzie Polacy wybierają się na wakacje? Jak zmieniły się ich preferencje w porównaniu do zeszłego roku?

0

Już od kilku dni trwają upragnione wakacje. Choć budziły one wiele wątpliwości, Polacy z wielką chęcią wybierają się zwłaszcza na tygodniowy odpoczynek. W tym roku na popularności zyskało Świnoujście czy Ustka, natomiast najchętniej wybieranym obiektem noclegowym są apartamenty oraz domki letniskowe. Za nocleg urlopowicze zapłacą średnio 70 zł za osobę.

Według prognoz długoterminowych tegoroczne lato będzie jeszcze cieplejsze niż ostatnie.  Lipiec zapowiada się słonecznie, a zatem jest to dobra wiadomość dla wszystkich planujących urlop w pierwszej połowie wakacji. Według badania CBOS – ponad 80% Polaków spędzi tegoroczne wakacje w kraju.

Na wakacje najchętniej do Świnoujścia


Podobnie jak na okres czerwcowego, długiego weekendu najpopularniejszą miejscowością na okres wakacji  jest według portalu Noclegowo.pl Świnoujście – 11%. Nie dużo mniejsze zainteresowanie odnotowano Kołobrzegiem – 9,9%. Na trzecim miejscu znaleźć można Łebę – 8,8%.

W porównaniu do zeszłego roku, możemy zobaczyć, że wzrosło zainteresowanie mniejszymi miejscowościami jak Jarosławiec, Jastarnia, Dźwirzyno czy Grzybowo. Aktualnie znajdują się one w czołówce najchętniej wybieranych miejscowości na okres wakacyjny.” – komentuje Mateusz Goliat, ekspert portalu Noclegowo.pl


Obiekty na wyłączność coraz bardziej popularne


Polacy w tym roku swój wypoczynek planują spędzić w apartamentach – 36,4% oraz domkach letniskowych – 27,2%. Choć jeszcze w zeszłym roku najczęściej rezerwowanym obiektem noclegowym były pokoje w kwaterach prywatnych, to aktualnie trend ten znacznie się odwrócił. Apartamenty oraz domki letniskowe pozwalają spędzić urlop tylko w gronie swojej rodziny bądź znajomych, dlatego też wiele Polaków postrzega właśnie te dwie opcje jako najbezpieczniejsze.

Wakacje we dwoje

W 2019 roku na wyjazd we dwoje zdecydowało się 27% turystów,  jednak w tym roku dane te zdecydowanie uległy zmianie. Aktualnie na wypoczynek we dwie osoby zdecydowało się 64,7% spośród wszystkich osób rezerwujących nocleg na okres wakacyjny. Możemy zauważyć więc, że w tym roku Polacy znacznie rzadziej decydują się na wyjazd większą grupą i wybierają wypoczynek w kameralnym gronie.

Wypoczynek dłuższy niż rok temu

W tym roku Polacy preferują 7-dniowy wypoczynek – 25,7%. Niewiele mniej turystów decyduje się na 6-dniowy wyjazd – 14%. Natomiast ponad 10% rezerwuje swoje wakacje na 10 dni. Trend ten  w porównaniu do zeszłego roku również uległ zmianie, podobnie jak ilość osób. W ubiegłym roku na najwięcej osób zdecydowało się na wyjazd 4-dniowy – 21,8%. Może być to spowodowane tym, że w przez pandemię koronawirusa Polacy nie wyjeżdżali w czasie wiosny, stąd pojawiła się ta chęć dłuższego wypoczynku w trakcie trwających wakacji.

Nad Bałtykiem ceny bez zmian, w górach lekki spadek


Nadal średnio za nocleg w Polsce trzeba zapłacić 70-80 zł, czyli cena ta nie  uległa szczególnej zmianie w stosunku do zeszłego roku. W większych miastach jak Sopot lub Gdańsk ceny te są wyższe i sięgają średnio 100 zł za nocleg za osobę. W mniejszych miejscowościach jak wspomniane wcześniej Grzybowo czy Dźwirzyno znaleźć można nocleg już za 50 zł za osobę. Pośród najpopularniejszych górskich destynacji najtaniej turyści zapłacą za nocleg w Zakopanem – średnio 67 zł za osobę, a najdrożej w Karpaczu – 78 zł.

„Z naszym obserwacji wynika, że średnia cena za nocleg nie uległa zmianie względem roku 2019. Zaobserwowaliśmy zarówno niewielkie zmiany spadkowe – jak w górach oraz wzrostowe – zwłaszcza w spokojnych regionach jak Mazury czy Bieszczady” – dodaje Mateusz Goliat. 

Udogodnienia w obiekcie ważniejsze niż lokalizacja


W poprzednich latach Polacy przy rezerwacji noclegu koncentrowali się głównie na odległości do atrakcji, restauracji czy centrum. Wypoczynek opierał się głównie na spędzaniu czasu poza obiektem. Aktualnie jednak coraz częściej poszukujący noclegu dopytują o dostępne udogodnienia w samym obiekcie takie jak grill, miejsce na ognisko, meble ogrodowe czy plac zabaw dla dzieci. Kluczowe stało się także ciekawe spędzenie czasu nie wychodząc do popularnych miejsc, a w zaciszu wynajętego noclegu.

Autor: Zuzanna Maciejewska

Grupa INC: chcemy w ciągu najbliższego roku pozyskać 100 mln zł dla swoich klientów

0

Grupa INC, specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów, podsumowuje zrealizowane projekty w minionym kwartale. Okazał się on rekordowy, gdyż spółka pozyskała w tym czasie dla swoich klientów ponad 20 mln zł. Jest to kwota przeszło 5-krotnie wyższa niż w I kw. 2020 r. Kolejny okres zapowiada się również udanie, ponieważ w samym lipcu INC planuje przeprowadzić 4 emisje akcji. W ciągu najbliższego roku Grupa INC planuje pozyskać dla swoich klientów kwotę ok. 100 mln zł.

– II kwartał, w szczególności czerwiec był dla nas bardzo udany. Emisje, które przeprowadziliśmy były skierowane do dużych inwestorów indywidualnych, ale także wykorzystaliśmy w pozyskiwaniu kapitału naszą platformę crowdinvestingową CrowdConnect.pl. Zdecydowaną większość transakcji stanowiły spółki gamingowe, na które przypada ok. 16 mln zł pozyskanego kapitału. Największe transakcje i oferty dotyczyły spółki United Label oraz Incuvo. Uważam, że duża liczba realizowanych projektów w II kw. powinna być już widoczna w wynikach półrocznych, które opublikujemy najpóźniej 7 września. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes DM INC.

Rozwój Grupy INC w zakresie pozyskania kapitału dla innowacyjnych podmiotów wynika z przyjętej w marcu br. strategia rozwoju. Zakłada ona osiągnięcie pozycji krajowego lidera w kompleksowej obsłudze małych i średnich spółek z tzw. sektora nowej ekonomii poszukujących finansowania na rozwój. Grupa INC zamierza spełnić ten cel poprzez rozwój fintechowego domu maklerskiego.

Na pozycja na rynku kapitałowym, to wynik konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju. Jednak jest to dopiero początek. Poziom zebranego kapitału, który udało nam się zrealizować w II kw., chcielibyśmy, w wersji konserwatywnej, powtórzyć w kolejnych okresach. Oczywiście mamy ambitniejsze plany i w ciągu najbliższego roku planujemy pozyskać dla swoich klientów ok. 100 mln zł. – dodaje Paweł Śliwiński.

W III kw. INC spodziewa się pierwszych debiutów spółek, które pozyskiwały kapitał na platformie CrowdConnect.pl. Najbliżej debiutu są SkinWallet oraz genXone, w którym Grupa INC jest także zaangażowana kapitałowo.

Przewodnik po najlepszych praktykach cyfrowych w czasie pandemii. Przyśpieszona digitalizacja w 4 krokach

0

Przed wstrząsem spowodowanym pandemią wiele organizacji realizowało długoterminowe plany transformacji cyfrowej. Koronawirus jednak podniósł cyfrową stawkę i potwierdził, że aplikacje są najważniejszym zasobem współczesnych organizacji.Wiele z podjętych inicjatyw cyfrowych rozstrzyga dziś o być albo nie być dla takich przedsiębiorstw jak np. restauracje, kawiarnie i przedsiębiorstwa handlowe. Funkcjonowanie umożliwia im realizacja zamówień online, które płynnie łączą się z usługami dostaw. Wiele innych inicjatyw trzeba zaś zrewidować, uwzględniając nowe warunki w zmienionym świecie. Mówimy o złożonych transakcjach sprzedaży wymagających organizacji wielu interesariuszy, wydarzeniach angażujących klientów oraz zatrudnianiu i wprowadzaniu pracowników do organizacji w bezpieczny sposób. Niektóre organizacje dobrze rozwijają się w tym środowisku, ale wiele innych toczy walkę o przetrwanie, a różnica między nimi zależy od szybkości dostosowania się z wykorzystaniem technologii. Już teraz można wskazać kilka dobrych praktyk tych firm, którym się to udało.

Przewodnik „dobrej adaptacji” przedstawia cztery fazy działania. Są one nie tylko wskazówką, jak wrócić do równowagi po zakłóceniach związanych z pandemią, lecz także dają możliwość usprawnienia cyfrowego rozwoju i procesów zwiększających elastyczność biznesu.

Krok pierwszy: przywracanie produktywności – praca zdalna

Pierwsza faza reakcji na pandemię dotyczyła ustalenia priorytetów działania. Organizacje identyfikowały, jakie obszary operacyjne są najważniejsze dla biznesu w celu złagodzenia negatywnego wpływu pandemii na działalność (np. bezpieczne miejsce pracy, świadczenia chorobowe czy opiekuńcze, kryzys ekonomiczny itd.). Ważnym zagadnieniem było wykorzystanie technologii i rozwiązań, które mogą szybko przywrócić wydajność. W przypadku większości organizacji pierwszym krokiem była ochrona pracowników i umożliwienie im pracy zdalnej. Często wiązało się to z szybką zmianą z setek zdalnych połączeń na tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy. Programy i projekty z tym związane, które zwykle trwałyby kilka miesięcy, musiały zostać wykonane w ciągu kilku dni czy godzin.Z perspektywy naszych klientów[1] widzimy, że w takich sytuacjach najistotniejsza jest elastyczność dostawców i otwartość na natychmiastowe wsparcie bieżącej potrzeby. Ponadto, gwarantem skuteczności w przyśpieszonym procesie digitalizacji są też rozwiązania programistyczne oraz SaaS i hybrydowe modele wdrożeniowe, które pozwalają na szybkie skalowanie możliwości cyfrowych bez potrzeby posiadania dedykowanych zespołów.

Krok drugi: skalowanie cyfrowej przepustowości

Zapewnienie wystarczającej przepustowości celem obsługi zwiększonego ruchu w kanałach cyfrowych otwiera drugą fazę działań. Wielu klientów F5 buduje nową infrastrukturę, żeby sprostać zalewowi cyfrowych procesów i ich uczestników, tak jak dostawca narzędzi wspierających współpracę online. Firma ta doświadczyła gwałtownego wzrostu popytu z powodu ogromnej fali pracy zdalnej. Poza rozbudową fizycznej infrastruktury, zwiększanie przepustowości cyfrowej, przybrało też inne formy. W wielu przypadkach organizacje zostały lub będą zmuszone do wdrażania rozwiązań architektonicznych służących ekspansji. Zaliczamy do nich cloud bursting (rozszerzanie możliwości chmury prywatnej na życzenie po osiągnięciu limitu) i poszerzanie wdrożeń on-premise za pomocą urządzeń wirtualnych lub definiowanych programowo w chmurze publicznej.

Krok trzeci: zabezpieczanie aplikacji

Trzecia faza dotyczy zabezpieczenia aplikacji, przez które przepływa główna wartość biznesu. Miliony ludzi migrują dziś do aplikacji internetowych w tempie dyktowanym pandemią. Proporcjonalnie do skali działań online rosną wyzwania związane z ich bezpieczeństwem.Obserwujemy wiele przypadków, w których cyberprzestępcy pracują nad wyzyskiwaniem nowych systemów oraz tych, które właśnie się zmieniają. Stan Waszyngton został niedawno zaatakowany przez grupę cyberprzestępców o nazwie Scattered Canary, która wykorzystała tysiące skradzionych numerów ubezpieczenia społecznego aby nielegalnie ubiegać się o świadczenia. Inne grupy celowały w programy pomocowe mające wzmocnić gospodarkę (jak Small Business Administration), próbując nielegalnie wykorzystać możliwość pozyskania środków pomocowych, które były dysponowane za pośrednictwem aplikacji internetowych.

Straty sektora prywatnego, także doświadczającego nowych ataków, sięgają milionów dolarów – dotyczy to szczególnie sieci, które nie wdrożyły zaawansowanych technologii zwalczania nadużyć finansowych. Gwałtowny wzrost zamówień żywności w Internecie jest wykorzystywany przez organizacje hakerskie na różnych płaszczyznach – od nielegalnego handlu kuponami zniżkowymi, do opłacania transakcji za pomocą skradzionych kart kredytowych.

Środowisko makroekonomiczne tworzy dodatkową presję na bezpieczeństwo aplikacji. W czasach spowolnienia gospodarczego organizacje stają się bardziej wrażliwe na ryzyko i chcą łatać luki ochrony, aby ich sytuacja nie uległa pogorszeniu. Analitycy branżowi wskazują na wzrost wydatków w kilku obszarach związanych z bezpieczeństwem cybernetycznym w pandemii, w tym bezpieczne dostarczanie aplikacji i bezpieczną łączność. Cyberochrona w nowym środowisku jest trudna, ponieważ atakujący wykorzystują luki, których nie naprawiono podczas standardowych procesów wdrażania. Wiele z cyberprzestępczych celów jednak uodporni się na ataki w miarę postępu prac organizacji nad ochrona aplikacji.

Krok czwarty: budowa nowych rozwiązań

W czwartej fazie organizacje zaczynają rozpoznawać nowe ścieżki działania, wprowadzać innowacje dla klientów i tworzyć wartość w nowych standardach. Takie podejście widać już w sektorze restauracyjnym, który rozszerzył ofertę o dostawy do domu czy medycznym – zmieniającym się dzięki technologiom telemedycznym – oraz naturalnie w handlu.  W wielu przypadkach pandemia wymogła kompromisy. W obszarze telemedycyny czasowo zawieszono zasady HIPAA (Health Insurance Portability and Accountability Act[2]), aby umożliwić szerszy dostęp do konsultacji medycznych osobom, które pozostają w odosobnieniu. Celem jest zwiększenie wydajności operacyjnej i umożliwienie nowych działań online lub ponowna rewizja istniejących strategii.

Rozkwit w rzeczywistości post-pandemicznej

Spodziewamy się, że transformacja biznesu w kanały cyfrowe będzie po pandemii kontynuowana, ponieważ klienci i organizacje przyzwyczajają się do sposobu działań online[3]. Zmiany w krajobrazie biznesowym mogą być poważne i nieodwracalnie wpłyną na dynamikę konkurencji rynkowej, zwiększając podziały między tymi organizacjami, które skutecznie zarządzają kapitałem aplikacyjnym, a tymi, które tego nie robią.Kiedy mówimy o transformacji cyfrowej, tak naprawdę mówimy o organizacjach budujących wartości biznesowe oraz różnicowanie poprzez używane aplikacje. Po sześciu miesiącach od wybuchu globalnej pandemii wydaje się, że jednym z jej oczywistych skutków będzie przyspieszenie i wzmocnienie inicjatyw cyfrowych.  Powyższe cztery fazy przyśpieszonej digitalizacji w okresie intensywnych zmian nie kończą procesu jednorazowym powrotem do „normalności”. Rozwój w świecie po okresie pandemii oznacza przyjęcie przez organizacje ciągłego cyklu transformacji obejmującego eksperymenty, testy, uodparnianie i skalowanie w zwinny sposób. Tempo zmian przyspiesza, a sprawność biznesowa ma kluczowe znaczenie dla przetrwania i rozwoju.

Kara Sprague, wiceprezes i dyrektor zarządzający BIG-IP w F5

[1] W marcu i kwietniu br. nasza firma pomogła kilku organizacjom osiągnąć ten cel. Wiele z nich to instytucje opieki zdrowotnej i agencje rządowe, dla których niezwykle ważne było, aby pracownicy mogli podjąć pracę zdalną natychmiastowo.

[2] Ustawa miała na celu zmodernizowanie przepływu informacji zdrowotnych, określenia, w jaki sposób dane osobowe przechowywane przez sektor opieki zdrowotnej i ubezpieczeń zdrowotnych powinny być chronione przed oszustwami i kradzieżą, a także określenia ograniczeń w zakresie ubezpieczenia zdrowotnego. (Za Wikipedią)

[3] Twitter już zadeklarował, że praca zdalna będzie standardem dla ich organizacji. Badania przeprowadzone przez IDC wskazują, że odsetek firm spodziewających się, że 1/4 zatrudnionych będzie pracować online wzrósł z 8% (przed wybuchem pandemii) do 60% w 2021 r.

Dzień Niepodległości zanudził rynki

0

Święta w USA często powodują, że na rynkach dzieje się relatywnie niewiele. Nie inaczej było tym razem. Dzisiaj od rana widać natomiast odreagowanie tego dnia bez traderów zza oceanu.

Dzień wolny w USA bez niespodzianek

Dzień Niepodległości w USA uszanowali też inni inwestorzy. Na głównych parach z dolarem wiało nudą. Przeniosło się to też na inne pary w tym polskiego złotego, który miał również spokojny piątek. Dzisiaj od rana widać specyficzną sytuację. Z jednej strony jest przepływ kapitału do Europy, co potwierdza wzrost euro względem dolara, ale z drugiej strony inwestorzy trzymają środki w euro (bo tracą względem tej waluty również waluty państw naszego regionu, które zwyczajowo zyskiwały, gdy euro drożało względem dolara i franka szwajcarskiego).

Koronawirus a ropa naftowa

Rynek ropy naftowej jest mocno zależny od przewidywanego popytu na surowiec. W związku z tym kolejne lockdowny zamykające ludzi w domach i przerywające prace przemysłu odbijają się negatywnie na jej notowaniach. Dlatego analitycy z niepokojem patrzą na nowe rekordy przypadków koronawirusa w USA. Warto zwrócić uwagę, że rekordy te padają w dużych stanach, a liczby w porównaniu chociażby z Polską wskazują na bardzo poważny problem. Inwestorzy na razie starają się jednak ignorować ten bodziec i inwestują pod dobre dane makroekonomiczne, bo ropa zyskuje na wartości.

Dane z Niemiec

Dzisiaj od rana poznaliśmy zamówienia w niemieckim przemyśle. Rosną one w ujęciu miesięcznym o 10,4%, co na pierwszy rzut oka może wydawać się dobrym wynikiem. Jest to jednak niemal 5% poniżej oczekiwań oraz co ważniejsze spadek w ujęciu rocznym przekracza wciąż 30%. Dane te nie przeszkodziły jednak euro od rana się umacniać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Skutki pandemii: reshoring produkcji przemysłowej, dywersyfikacja i zwiększanie zapasów

0

Coroczny raport „Manufacturing Risk Index” firmy Cushman & Wakefield prezentuje analizę wpływu COVID-19 na branżę produkcyjną.

Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej  Cushman & Wakefield (NYSE: CWK) wynika, że wraz z ponownym uruchamianiem zakładów produkcyjnych na całym świecie pojawiają nowe trendy w odpowiedzi na globalną pandemię COVID-19.

Eksperci Cushman & Wakefield dokonali analizy wpływu pandemii COVID-19 na globalny przemysł oraz aktualnych warunków w poszczególnych krajach świata, a także prognoz dotyczących ożywienia produkcji przemysłowej. W związku z tym, że firmy produkcyjne starają się zabezpieczyć linie produkcyjne jednocześnie opracowując strategię odbudowywania rentowności, firma Cushman & Wakefield przygotowała raport pt. „Global Manufacturing Risk Index 2020”, prezentujący najlepsze lokalizacje dla produkcji przemysłowej spośród 48 krajów w Europie, Ameryce Północnej i Południowej oraz Azji.

Ranking bazowy

W opublikowanym raporcie poszczególne kraje zostały sklasyfikowane według ich przewidywanej zdolności „odmrożenia” sektorów produkcyjnych wraz ze znoszeniem wprowadzonych obostrzeń i powracaniem firm do normalności. Ranking krajów pod względem ich zdolności do powrotu do normalności został sporządzony w oparciu o sześć kluczowych zmiennych, ważonych według ich szacowanego udziału w ożywieniu sektora produkcyjnego.

Liderem rankingu bazowego pozostały Chiny, a drugie miejsce zajęły Stany Zjednoczone.

Zarówno Chiny, jak i Stany Zjednoczone oferują duży rynek zbytu i zasoby siły roboczej, zachęty na szczeblu zarówno federalnym, jak i stanowym, a także rozbudowaną sieć infrastruktury – powiedział Jason Tolliver, globalny dyrektor działu badań newCommerce w Cushman & Wakefield. Dzięki szybkiemu wdrażaniu technologii w procesach produkcyjnych, Stany Zjednoczone, pomimo droższej siły roboczej w tym kraju, mogą zacząć efektywniej rywalizować z Chinami o miejsca pracy w przemyśle – dodaje ekspert.

Ranking bazowy

Obserwujemy poważne zakłócenia w aktywności ekonomicznej na całym świecie, a zgromadzone przez nas dane ukazują korzyści i problemy wynikające z sieci wzajemnych powiązań – powiedziała Lisa Graham, dyrektor działu badań rynku nieruchomości magazynowych i przemysłowych w regionie EMEA, Cushman & Wakefield. Reshoring na masową skalę – abstrahując od wykonalności i atrakcyjności tego rozwiązania – nie jest realistyczny i nie nastąpi w najbliższej przyszłości. W ramach zwiększania niezawodności funkcjonowania na wypadek drugiej fali pandemii lub kolejnego lockdownu, firmy produkcyjne będą raczej koncentrować się na dwóch najpilniejszych problemach: pozyskiwaniu surowców i komponentów oraz zakłóceniach łańcuchów dostaw – dodaje ekspertka.

Ranking według poziomu ryzyka

Raport zawiera także analizę czynników ryzyka politycznego i ekonomicznego. Liderem rankingu według poziomu ryzyka została w 2020 roku Kanada (w górę o jedno miejsce w porównaniu z rokiem 2019), a Stany Zjednoczone spadły na drugą pozycję. Singapur awansował z szóstego miejsca na trzecie, a Niemcy – z siódmego na czwarte. Pierwszą piątkę zamykają Chiny.

raniking wg poziomu ryzyka

Ranking według kosztów

Trzecią analizowaną kategorią były koszty, w tym koszty pracy i prowadzenia działalności. Tegoroczny ranking MRI według kosztów odzwierciedla szeroki wpływ wojny handlowej pomiędzy USA i Chinami na pozycje poszczególnych krajów regionu. Chiny nadal są liderem zestawienia, ale Wietnam i Indie awansowały odpowiednio na drugie i trzecie miejsce.

Proces przenoszenia produkcji do Azji Południowo-Wschodniej trwa już od dłuższego czasu. Wraz ze wzrostem płacy minimalnej w Chinach wzrosły zamówienia produktów wymagających dużych nakładów siły roboczej takich jak odzież, zabawki i obuwie w tańszych lokalizacjach. Jednak pomimo inicjatyw podejmowanych przez rządy krajów Azji Południowo-Wschodniej w celu przyciągnięcia firm produkcyjnych, Chiny nadal mają wyraźną przewagę infrastrukturalną oferując możliwości efektywnego transportu drogowego, kolejowego i morskiego – powiedział Jason Tolliver.

ranking wg ciecia kosztów

Z powodu trwającej pandemii wiele pytań dotyczących przyszłości globalnego sektora produkcyjnego pozostaje bez odpowiedzi. Jesteśmy pełni optymizmu co do jego przyszłości, która w ostatecznym rozrachunku będzie jednak zależała od elementów branży, które obecnie dynamicznie się rozwijają, jak i krajów i firm produkcyjnych, które nadal sprawnie funkcjonują w obliczu pojawiających się nowych wyzwań – dodaje Jason Tolliver.

Opinia eksperta

Joanna Sinkiewicz, Partner, Head of Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield:

Sytuacja ogólna związana z koronawirusem i ograniczeniem kontaktów doprowadziła do znaczących spadków  w przemyśle. W kwietniu br. produkcja przemysłowa spadła o 1/4, a produkcja samochodów nawet o 4/5 w ujęciu rocznym. Spadł też eksport takich towarów jak maszyny czy meble. Dużo  lepiej radziły sobie branże budowlana i spożywcza. Duża grupa najemców produkcyjnych ograniczyła swoją działalność, często wykorzystując tradycyjne przerwy wakacyjne (od 2 do 4 tygodni), wcześniej tj. w marcu i kwietniu br., koncentrując się na zapewnieniu bezpieczeństwa zdrowotnego oraz ciągłości operacyjnej. Powoli wracamy do normalnych zasad działania.

Czy widać negatywny wpływ tych zjawisk na rozwój rynku magazynowego w Polsce? Część  najemców produkcyjnych faktycznie sygnalizowała przejściowe problemy. Stopniowo jednak wracają do normalnej działalności operacyjnej i zgłaszają nowe zapotrzebowania. Dodatkowo, polski rynek magazynowy, opiera się na różnych gałęziach gospodarki, z dużym i rosnącym udziałem handlu internetowego. Ten ostatni wzmocnił swoją pozycję i tempo rozwoju w okresie lockdown-u. Trudno już dziś ocenić finalne skutki pandemii, wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi a na horyzoncie rysuje się ryzyko drugiej fali pandemii, także potrzeba czasu by ocenić całościowy obraz.

Wydaje się, jednak że jednym z rezultatów aktualnego kryzysu będzie dążenie firm produkcyjnych do zmniejszenia ryzyka związanego z „blokadą” jakieś lokalizacji. Tym samym, firmy produkcyjne będą zwiększały swoje zapasy w różnych lokalizacjach oraz dywersyfikowały źródła pozyskiwania surowców i komponentów, potrzebnych do produkcji wyrobów gotowych na rynki europejskie. W dłuższym terminie Polska może być beneficjentem tego trendu. W tym aspekcie, decydujące znaczenie ma nasze dogodne położenie geograficzne w centralnej części starego kontynentu, dalszy rozwój infrastruktury transportowej i wciąż relatywnie niskie koszty pracy i inwestycyjne. Pandemia przyczyni się do wzrostu bezrobocia, co może paradoksalnie korzystnie wpłynąć na rozwój rynku nieruchomości magazynowych i produkcyjnych, dla którego czynnik rosnących kosztów pracy i malejącej dostępności pracowników, był wymieniany jako główna bariera dla szybszego wzrostu.

Droga Czerwona do Portu Gdynia. Inwestycja współfinansowana z Programu Wieloletniego CPK

0

Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk oraz pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego Marcin Horała podpisali w obecności premiera RP Mateusza Morawieckiego porozumienie w sprawie poprawy dostępu do Portu Gdynia. Prace przygotowawcze do budowy tzw. Drogi Czerwonej w Gdyni zostaną sfinansowane z Programu Wieloletniego CPK w latach 2020-2023.

Droga Czerwona zapewni bezpośrednie połączenie Portu Gdynia z siecią dróg krajowych, w tym z trasą ekspresową S6. Nowy dwujezdniowy odcinek poprowadzi od Portu Gdynia do skrzyżowania ul. Morskiej z Obwodnicą Trójmiasta i ma zastąpić remontowaną Estakadę Kwiatkowskiego. Inwestycja poprawi dostępność portu od strony lądu, a tym samym zwiększy jego możliwości przeładunkowe.

Szacowana łączna wartość budowy Drogi Czerwonej, bezpośredniego łącznika z obwodnicą trójmiejską, to ponad 1,5 mld zł, a jej realizacja przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad zaplanowana jest w latach 2020-2028.

Droga Czerwona zapewni optymalne połączenie Portu Gdynia z obwodnicą trójmiejską. Znajdujemy się właśnie obok Muzeum Emigracji, które jest symbolem tego, jak kiedyś Polacy już na zawsze wypływali z kraju w świat w poszukiwaniu lepszego życia. Tymczasem zależy nam na tym, żeby to do polskich portów przypływały towary, żeby wzrastała wymiana handlowa i żeby dzięki temu nasz kraj jeszcze szybciej się rozwijał – powiedział premier RP Mateusz Morawiecki.

Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk i wiceminister Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK, zobowiązali się, że podejmą wspólne działania w celu realizacji tego przedsięwzięcia.

Finansowanie prac przygotowawczych dla Drogi Czerwonej zostało przewidziane w ramach Programu Społeczno-Gospodarczego wchodzącego w skład Programu Wieloletniego, o którym jest mowa w Ustawie z 10 maja 2018 r. o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Program Wieloletni CPK, który jest już na ostatnim etapie uzgodnień na poziomie rządowym, zapewni finansowanie w latach 2020-2023 dla prac przygotowawczych do inwestycji w nowe lotnisko przesiadkowe dla Polski, nowe linie kolejowe (tzw. szprychy) i inwestycje komplementarne.

W rozwoju portów morskich niezwykle ważne jest zapewnienie bezpiecznego dostępu do terminali zarówno od strony morza, jak też lądu. Oprócz dostępu kolejowego w Gdyni ogromne znaczenie ma budowa tzw. Drogi Czerwonej. Cieszę się, że znajduje ona swoje miejsce w strategii budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego – powiedział Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

Celem nadrzędnym tej inwestycji są ułatwienia w transporcie ludzi i towarów, co idealnie wpisuje się w sens inwestycji CPK – podkreślił Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK. – Ta inicjatywa pokazuje, jak fałszywa jest budowana przez niektórych alternatywa między inwestycjami strategicznymi a lokalnymi. Tymczasem to właśnie dzięki wielkiemu, strategicznemu programowi inwestycyjnemu CPK możemy również realizować powiązane inwestycje lokalne jak Droga Czerwona w Gdyni – dodał.

W osobnym podpisanym dziś porozumieniu o współpracy spółki Zarząd Portu Morskiego Gdynia i Centralny Port Komunikacyjny zobowiązały się do ścisłej współpracy przy realizacji istotnych projektów inwestycyjnych.

Budowa inwestycji drogowych i kolejowych znacząco przyspieszy realizację kluczowych dla gospodarki morskiej i krajowej projektów, takich jak Port Zewnętrzny. Budowa Drogi Czerwonej będzie stymulacją do rozwoju regionu, ale także wsparciem dla działań na rzecz nowych połączeń żeglugowych w basenie Morza Bałtyckiego – powiedział Adam Meller, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia.

Istotne znaczenie dla trójmiejskich portów mają też planowane inwestycje kolejowe CPK na Pomorzu, w szczególności budowa nowej linii kolejowej nr 5 CPK–Płock–Grudziądz–Gdańsk i modernizacja istniejących linii kolejowych nr 131, 201 i 202 przez Trójmiasto do Słupska. Umożliwią one np. osiągnięcie czasu przejazdu z Gdyni do Warszawy w 2 godz. 25 min. a do CPK w 2 godz. 10 min.

– Te inwestycje oznaczają rozdzielenie komunikacji pasażerskiej i towarowej, a tym samym zwiększenie przepustowości sieci kolejowej na potrzeby przewozów towarowych. Skrócenie czasu transportu do i z portów morskich będzie miało kluczowe znaczenie dla ich dalszego rozwoju – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Strategiczną inwestycją Portu Gdynia jest Port Zewnętrzny, którego budowa stała się koniecznością w obliczu rosnącej konkurencji rynkowej oraz wobec prognoz popytu na przeładunki kontenerowe, przewidujących wzrost w polskich portach morskich do poziomu ok. 9,5 mln TEU w 2050 r. 

Budowa Portu Zewnętrznego przygotowywana jest w modelu Partnerstwa Publiczno-Prywatnego (PPP). Oznacza to, że firmy będą partycypować w kosztach inwestycji, w zamian za prawo do prowadzenia działalności związanej z przeładunkiem towarów. To dlatego wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda, pełnomocnik rządu ds. PPP, podpisał dziś z prezesem Adamem Mellerem z Portu Gdynia w sprawie kontynuacji przygotowania projektu PPP.

Budowa nowej infrastruktury ma istotne znaczenie dla konkurencyjności każdego portu, a zastosowanie modelu PPP stworzy możliwość optymalizacji wydatków publicznych. Kluczową kwestią dla projektu Portu Zewnętrznego jest zapewnienie koniecznej infrastruktury dostępowej, zarówno od strony lądu jak i morza – powiedział wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda.

Dla Portu Gdynia istotną kwestią jest budowa falochronów, która umożliwi dostęp dla statków o większym tonażu, a będzie skoordynowana z powstaniem dodatkowego toru podejściowego do portu wojennego. Falochrony staną się także osłoną dla obecnie funkcjonującego wejścia do portu; ułatwią ruch statków handlowych przy Porcie Zewnętrznym, jak i promów oraz statków wycieczkowych wchodzących do Portu Gdynia.

Port Gdynia pełni funkcję punktu węzłowego międzynarodowej sieci bazowej TEN-T. Znajduje się on na wejściu korytarza Bałtyk–Adriatyk, którego przedłużeniem jest łącząca Gdynię ze Szwecją Autostrada Morska Gdynia–Karlskrona.

Jakie rozwiązania są przyszłością dla logistyki świeżych produktów?

0

Pandemia koronawirusa jest sytuacją, z jaką biznes nie zetknął się do tej pory. Dla wielu przedsiębiorców to czas pełnego przearanżowania modelu prowadzonej działalności, choćby pod względem przejścia w pełni czy w części na pracę zdalną – co nie we wszystkich sektorach jest wykonalne. Logistyka świeżych produktów, ze względu na konieczność zapewnienia konsumentom podstawowych towarów, nie mogła zwolnić tempa. Co więcej, w niektórych przypadkach można stwierdzić, że sytuacja przyspieszyła niektóre ze zmian.

Ostatnie miesiące pokazały, że przyszłością funkcjonowania biznesu w szerokim ujęciu jest praca zdalna. Jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez pracownię ARC Rynek i Opinia, niemal siedmiu na dziesięciu Polaków pracujących zdalnie ocenia ten sposób pracy, jako łatwy i efektywny. Z kolei ponad połowa przedsiębiorców deklaruje, że w przyszłości całość lub część obowiązków pracownicy będą mogli realizować zdalnie.

– W przypadku pracy zdalnej, na jej efektywność wpływa zapewnienie pracownikom dostępu do niezbędnych systemów operacyjnych. Inwestycje w cyfrową transformacje i systemy IT są dzisiaj koniecznością dla biznesu. W przypadku logistyki świeżych produktów i nie tylko, obsługa klienta czy zarządzanie transportem może być realizowane zdalnie, bez negatywnego wpływu na łańcuch dostaw. To samo dotyczy zarządzania jakością. Temperatura i poziom wilgotności w naszych magazynach jest automatycznie monitorowany, a wszystkie anomalie są sygnalizowane alertami w aplikacji mobilnej. – Piotr Pietrzykowski, prezes Green Factory Logistics.

Przyspieszająca udział cyfryzacji w gospodarce to duża szansa dla biznesu, ale zmiany nie ograniczają się wyłącznie do inwestycji w systemy IT. Dla branży logistycznej i intralogistycznej oraz innych gałęzi biznesu automatyzacja i robotyzacja nie jest już wizją przyszłości, ale staje się codziennością, dyktowaną także przez poszukiwanie rozwiązań problemu kurczących się zasobów ludzkich. Wykorzystanie zautomatyzowanych i mobilnych robotów oraz elastycznych przestrzeni i integracja systemów zarządzania może być odpowiedzią na postępujące trendy digitalizacji i indywidualizacji potrzeb konsumentów. Logistyka coraz częściej inwestuje w technologie, aplikacje i rozwiązania bazujące na Internecie Rzeczy. Jak pokazuje raport B2B Global IoT Analysis, do końca 2020 roku ich kwota sięgnie 250 mld Euro.

– Za automatyzacją i robotyzacją zawsze musi iść uzasadnienie ekonomiczne skorelowane z charakterem biznesu. W przypadku logistyki produktów spożywczych wymagających ciągłej kontroli temperatury wciąż istotnym czynnikiem pozostaje praca człowieka. Wielkość zamówień i zleceń, ze względu na obrót produktami sezonowymi, jest zmienna co utrudnia poddanie ich automatyzacji. Z kolei w przypadku systemów operacyjnych związanych z przyjęciem czy wydaniem towaru, a także systemy klientów i centrów dystrybucyjnych cyfryzacja jest bez wątpienia niezbędna. – Piotr Pietrzykowski, prezes Green Factory Logistics.

Transformacja, jakiej ulegnie branża logistyczna w najbliższych latach będzie inicjowana innowacjami wdrażanymi w innych branżach, takich jak np. motoryzacyjnej, gdzie obecnie trwają prace nad wykorzystaniem potencjału autonomicznych pojazdów, sterowanych za pomocą sieci lub dronów dostawczych w przypadku mniejszych zamówień. Wciąż rozwijająca się technologia komunikacji pomiędzy urządzeniami, jako jeden z elementów automatyzacji, może uprościć procesy logistyczne realizowane w magazynach czy wspierać transport towarów, gwarantując bardziej bezpieczne dostawy.

-Koronawirus przyspieszył nieuniknione zmiany, dając dodatkowy impuls do wprowadzenia wielu rozwiązań opartych na innowacjach. Te zmiany z pewnością wpłyną na poprawę procesów logistycznych i usprawnią wszystkie  operacje. – Piotr Pietrzykowski, prezes Green Factory Logistics