Ponad połowa polskich CFO w ciągu następnych dwunastu miesięcy planuje inwestycje w zakresie digitalizacji

0

Tempo i skala zmian regulacji podatkowych wymuszają na firmach coraz większą digitalizację zespołów finansowo-podatkowych. Jak wynika z badania CFO Survey 2020 – spring edition”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, zdaniem 47 proc. dyrektorów finansowych polskich przedsiębiorstw wdrożenie nowoczesnych rozwiązań technologicznych poprawia efektywność pracy tych działów. Niewiele mniejsza liczba osób biorących udział w badaniu wskazuje na ograniczenie w ten sposób ryzyka podatkowego. Według ponad połowy pytanych digitalizacja ma największy wpływ na tworzenie i aktualizowanie raportów oraz automatyzację procesu gromadzenia danych. 

Według dyrektorów finansowych polskich przedsiębiorstw badanych przez Deloitte największe znaczenie dla pracy zespołów finansowo-podatkowych w ich firmach ma przygotowywanie i aktualizowanie raportów (58 proc.), automatyczne gromadzenie danych (55 proc.), zarządzanie przepływem pracy i dokumentami (50 proc.) oraz stosowane narzędzia analityczne (47 proc.).

Jak zauważają eksperci Deloitte, takie wskazania nie dziwią, gdy pod uwagę zostaną wzięte z jednej strony zwiększający się poziom skomplikowania raportowania podatkowego oraz rosnąca ilość wymaganych danych podatkowych, a z drugiej strony czasochłonność tworzenia wykwalifikowanego zespołu specjalistów podatkowych. Dodatkowo, nakładając na to ograniczenia natury kosztowej oraz dążenia do ulepszania procesów związanych z zarządzaniem ryzykiem. – Coraz powszechniej w obszarze finansowo-podatkowym stosowane są dedykowane systemy informatyczne usprawniające procesy raportowania podatkowego, rozszerzenia dla ogólnie dostępnych systemów ERP, rozwiązania polegające na automatyzacji i robotyzacji procesów, a także wdrożenia narzędzi klasy BI in memory. Rozwiązania te mogą w znacznym stopniu ograniczyć czasochłonność – mówi Paweł Spławski, Partner, Lider Programu CFO w Deloitte.

Wydatki na analitykę danych – tak, ale nie zawsze

Badanie „CFO Survey 2020 – spring edition”, zostało wykonane między marcem a połową maja 2020 r., czyli już w trakcie epidemii SARS-CoV-2, na grupie 309 dyrektorów finansowych z 6 krajów Europy Środkowej. Uzyskane dane pokazują, że choć 50 proc. ankietowanych wskazało redukcję kosztów jako kluczową strategię działania ich biznesów w tym trudnym okresie, znaczna część z nich planuje w ciągu następnych dwunastu miesięcy zwiększać wydatki na narzędzia analityki danych w obszarze podatków.

Ponad połowa (56 proc. CFO) widzi taką możliwość w przypadku usprawnienia w planowaniu zasobów przedsiębiorstwa (ERP), a według 48 proc. wzrosty wydatków obejmą systemy i aplikacje podatkowe. Istotne (42 proc.) będą też koszty automatyzacji procesów, co wiąże się np. z robotami usprawniającymi proces księgowania faktur zakupowych, czy też z coraz bardziej zautomatyzowanym generowaniem i wysyłaniem faktur sprzedażowych do klientów.

– Planowanie zwiększenia wydatków przez istotną część badanych na narzędzia związane z analizą danych w obszarze podatków ma na pewno związek z nieustannymi nowelizacjami przepisów. Wprowadzenie nowych wymogów dotyczących raportowania V7M stanowi dość istotną zmianę systemową i wymusza gromadzenie nowych typów informacji – mówi Krzysztof Wilk, Partner Associate w dziale Doradztwa Podatkowego w Deloitte.

Co interesujące, bardzo wysoki odsetek badanych nie przewiduje wzrostu nakładów na rozwiązania kognitywne.  61 proc. pytanych wskazało w tym przypadku, że nie będzie inwestować w technologie kognitywne, do których zalicza się np. sztuczna inteligencja, ani w systemy bazujące na Internecie Rzeczy. Aż 71 proc. respondentów nie bierze pod uwagę blockchainu.

Korzyści digitalizacji podatków

Przepisy podatkowe w ostatnim czasie coraz częściej wymuszają na przedsiębiorcach digitalizację pracy zespołów podatkowych. Ankietowani przez Deloitte uważają, że takie rozwiązania poprawiają efektywność pracy w ich firmach (47 proc.), pozwalają ograniczyć ryzyko podatkowe (44 proc.), usprawniają procesy raportowania (35 proc.) i podejmowania decyzji (27 proc.), a także zmniejszają zaangażowanie pracowników w powtarzalne czynności (26 proc.) oraz redukują koszty i liczbę ludzkich błędów (po 24 proc.).

Zgodnie z obowiązującymi regulacjami systemy finansowo-księgowe czy ERP muszą być dostosowane do sporządzania raportów JPK i przeprowadzania ich wewnętrznej walidacji. W coraz bardziej złożonym otoczeniu prawnym opieranie się na weryfikacji manualnej danych podatkowych jest coraz bardziej ryzykowne. Dzieje się tak nie tylko ze względu na rosnące wolumeny transakcyjne. Przyczyniają się do tego także wymagania administracji podatkowej oraz zwiększone możliwości kontrolne organów wynikające z automatyzacji procesu kontroli podatkowych.

– Transakcje są weryfikowane przez organy z danymi kontrahentów poprzez porównywanie JPK VAT, a coraz częściej dane analizowane są z innymi ustrukturyzowanymi raportami takimi jak e-sprawozdania finansowe, czy pliki kontrolne JPK w zakresie faktur, wyciągów bankowych i magazynów. Z tego powodu, jak widać z odpowiedzi naszych ankietowanych, automatyzacja funkcji podatkowej, jak również zwiększanie nacisku na poprawę pewności raportowania są wyraźnie dostrzegane przez kadrę zarządczą i stają się dziś niemal koniecznością – mówi Norbert Wasilewski, Partner Associate w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte. Ekspert dodaje, że zbliża się 4. rocznica wejścia w życie przepisów dotyczących raportowania JPK i w tym czasie zarówno podatnicy jak i organy podatkowe mocno zwiększyły swoje kompetencje oraz możliwości kontrolne przygotowanych przez podatników danych.

Raportowanie podatkowe – najczęściej przez ERP

Wymóg elektronicznego raportowania podatkowego wiąże się z koniecznością wykorzystania szeregu rozwiązań, zależnych od tego o jakie deklaracje chodzi w danym przypadku. Z odpowiedzi CFO wynika, że najczęściej są to narzędzia wbudowane w systemy księgowe/ERP. W przypadku JPK VAT/ JPK VDEK tak zadeklarowało 65 proc. pytanych; 61 proc. postępuje tak z mechanizmem podzielonej płatności (Split Payment), a przy Białej Liście Podatników 45 proc. Najrzadziej systemowe narzędzia wspierające raportowanie są stosowane w zakresie obowiązków dotyczących raportowania MDR (tylko 19 proc.). W mniejszym stopniu firmy respondentów korzystały z narzędzi zewnętrznych takich jak: nakładki, interfejsy czy dashboardy oraz realizacji obowiązków w formie outsourcingu.

Nadążanie za błyskawicznie zmieniającymi się regulacjami podatkowymi to nie lada wyzwanie. Z perspektywy prowadzących biznes najlepszym rozwiązaniem jest obsługa wszelkich procesów podatkowych z jednego źródła, takiego jak system finansowo-księgowy czy ERP.

Nowe wymogi to nie tylko wyzwanie dla systemów, ale i coraz częściej ryzyko istotnych sankcji dla firm czy zarządów – np. brak możliwości zaliczenia wydatków do kosztów przy zapłacie na konto spoza tzw. Białej Listy czy sankcje związane z brakiem zachowania metody podzielonej płatności. Braki w nowym pliku JPK_V7M, który wejdzie w życie od 1 października 2020 r., mogą z kolei skutkować karą administracyjną w wysokości 500 zł za każdy błąd. Nie powinno więc dziwić, że przedsiębiorcy nierzadko posiłkują się zewnętrznymi rozwiązaniami, takimi jak samodzielne oprogramowanie, nakładki lub konwertery – mówi Norbert Wasilewski. Ekspert dodaje, że wyspecjalizowane firmy o wysokich kompetencjach technologicznych i doradczych, wiedzą, jak je prawidłowo skonfigurować, aby zapewnić zgodność z ostatnimi obowiązującymi przepisami. Są one również bardziej elastyczne i pozwalają na szybsze dostosowanie do nowych wymogów czy nawet zmieniającego się podejścia organów podatkowych.

Relatywnie niewielki udział narzędzi analitycznych wspierających raportowanie MDR pokazuje, że nawet bardzo złożone rozwiązania informatyczne i postępująca automatyzacja wielu procesów nie zawsze mogą w sposób efektywny radzić sobie z wszystkimi obszarami raportowania. Wciąż istnieją obszary, w których konieczna jest szczegółowa analiza konkretnych działań podatnika i przełożenie ich na ewentualne obowiązki sprawozdawcze, które wymykają się ramom systemów IT lub, które mogą być przez nie co najwyżej wspierane pod czujnym okiem specjalistów. 

Technologiczne kompetencje ekspertów podatkowych

We współczesnym środowisku księgowo-podatkowym eksperci obok oczywistej znajomości zagadnień finansowych czy prawnych muszą coraz częściej dysponować także odpowiednią wiedzą informatyczną, pozwalającą na współpracę z działami IT czy konsultantami zewnętrznymi przy opracowywaniu oprogramowania i odpowiednich rozwiązań automatyzujących czy analizujących dane.

Widać to również w firmach doradczych, gdzie działy podatkowo-technologiczne rozwijają się bardzo dynamicznie, łącząc znajomość przepisów podatkowych ze specjalizacją IT. Nie powinien więc dziwić fakt, że również przedsiębiorcy w dużej części w takim kierunku rozwijają swoje funkcje podatkowe. Wciąż jednak widać przestrzeń do rozwoju w tym obszarze mówi Paweł Spławski.

Ponad połowa polskich respondentów badania Deloitte pozytywnie oceniła wiedzę i umiejętności swoich pracowników w dziedzinie technologii cyfrowych w funkcji podatkowej. Jednoznacznej pozytywnej odpowiedzi w tym zakresie udzieliło 48 proc., a 6 proc. częściowo zgodziło się z tym stwierdzeniem. Tyle samo zdecydowanie mu zaprzeczyło, a aż 31 proc. odpowiedziało „raczej nie”. Zastanawiające może być, że 8 proc. CFO zadeklarowało, że nie ma żadnej wiedzy na ten temat.

Polak w świecie telekomunikacji

0

Chociaż urządzenia telekomunikacyjne towarzyszą nam już od lat, to wielu z nas doceniło je szczególnie podczas pandemii COVID-19. W jakim celu sięgamy po nie najczęściej i czy satysfakcjonują nas warunki ofert telekomunikacyjnych, z których korzystamy? PAYBACK, w swoim najnowszym badaniu Opinion Poll sprawdził, jaki stosunek do używania komórek, tabletów i komputerów mają Polacy. 

Nie da się ukryć – urządzenia telekomunikacyjne bardzo ułatwiają nam życie codzienne. Tak twierdzi aż 89% ankietowanych. Czasem jednak potrafią nas zdekoncentrować i utrudnić funkcjonowanie, co przyznał co dziesiąty respondent. Za ich największą zaletę uważamy przede wszystkim możliwość komunikacji z bliskimi, mieszkającymi nawet setki kilometrów od nas (77% wskazań) oraz zdobycia wszelakich informacji w ciągu zaledwie kilku sekund (56%). Oprócz tego zdaniem 41% ankietowanych urządzenia te pozwalają na szybkie przesyłanie danych oraz robienie zakupów bez konieczności wychodzenia z domu.

JAKA JEST WEDŁUG PANA PANI NAJWIĘKSZA ZALETA TELEKOMUNIKACJI
*Pytanie wielokrotnego wyboru

Smartfon i komunikatory internetowe

Mogłoby się wydawać, że mając tak łatwy dostęp do urządzeń telekomunikacyjnych, używanie ich będzie pochłaniać znaczną część dnia. Jednak okazuje się, że prawie 40% respondentów korzysta z nich od 3 do maksymalnie 5 godzin dziennie. Tylko co dziesiątemu Polakowi zajmuje to więcej niż 10 godzin w ciągu dnia. Po jakie treści wówczas najczęściej sięgamy? 56% chce być na bieżąco i czyta newsy, natomiast połowa z nas sprawdza portale społecznościowe.

W czasie pandemii dwa typy urządzeń telekomunikacyjnych stały się niezbędne, by komunikować się z innymi – smartfon, który ponad połowa z nas ma przy sobie praktycznie zawsze oraz laptop. Oprócz wykonywania standardowych połączeń telefonicznych przez 44% respondentów podobny odsetek, bo 42%, chętnie korzysta z komunikatorów internetowych. Ta druga forma zyskała na popularności szczególnie w ostatnim czasie i aż 47% ankietowanych zdecydowanie częściej, niż przed pandemią, po nią sięga. Dla ponad połowy z nich jest to świetny sposób na wysyłanie wiadomości tekstowych do rodziny i znajomych. Co czwarty ankietowany korzysta z komunikatorów w celach służbowych, by uczestniczyć w videokonferencjach. Podobny odsetek (23%) – by spotkać się wirtualnie z bliskimi.

DO JAKICH CELÓW UŻYWA PAN PANI OBECNIE NAJCZĘŚCIEJ KOMUNIAKTORÓW INTERNETOWYCH

Prokliencka postawa operatorów telekomunikacyjnych

Rabaty na dodatkowe usługi, darmowe gigabajty czy szybszy Internet. To tylko niektóre z propozycji, z którymi operatorzy wychodzili naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów, by ci mogli bez przeszkód komunikować się z bliskimi w czasie kwarantanny. Oferty takich dodatkowych pakietów otrzymało 49% ankietowanych, a u prawie połowy z nich spotkały się one z zainteresowaniem.

Ponad połowa respondentów korzysta z usług telekomunikacyjnych jednego dostawcy. 63% jest zadowolonych z warunków oferty, na którą się zdecydowali, a podobny odsetek nie rozważa przeniesienia numeru telefonu do innego operatora. Co ciekawe – co piąty z nas nie wie, jak wygląda ten proces i czy jest on stosunkowo prosty. Wybierając konkretną ofertę kierujemy się przede wszystkim ceną za usługi komunikacyjne (62%). Na dalszym miejscu znajduje się zasięg danej sieci (23%), a dla co dziesiątego badanego istotna jest wielkość pakietu internetowego.

Wyniki naszego badania wskazują, że do komunikacji z bliskimi i surfowania po Internecie Polacy przede wszystkich używają smartfonów. Takie potrzeby idealnie wpisują się w koncepcję niedawno uruchomionej w PAYBACK platformy Telco Market. W ramach projektu na stronie i w aplikacji mobilnej PAYBACK każdy uczestnik może znaleźć atrakcyjną ofertę m.in. na Internet, usługi telewizyjne, przeniesienie numeru komórkowego do innej sieci lub przedłużenia obecnej umowy u swojego dostawcy, a przy tym otrzymać dużą liczbę dodatkowych punktów PAYBACK – mówi Katarzyna Grzywaczewska, dyrektor marketingu w PAYBACK Polska

Gdański biurowiec Wave dopuszczony do użytkowania

0

Budynek biurowy Wave, realizowany w Gdańsku przez firmę Skanska, został w zeszłym tygodniu dopuszczony do użytkowania. Oferuje on prawie 25 tys. mkw. innowacyjnej i zrównoważonej powierzchni biurowej. Wave, jako pierwszy biurowiec w Trójmieście, będzie ubiegał się o wymagający certyfikat WELL.

Według najnowszych szacunków, do końca 2022 roku w Trójmieście przybędzie prawie 146 tys. mkw. powierzchni biurowej[1]. Jedną z inwestycji, które przyczynią się do tego wzrostu, jest realizowany przez Skanska biurowiec Wave, zlokalizowany przy głównej arterii Trójmiasta, alei Grunwaldzkiej. Budowa pierwszego budynku w ramach projektu, oferującego blisko 25 tys. mkw. nowoczesnej przestrzeni rozlokowanej na 14 kondygnacjach, zakończyła się w piątek.

– Wave usytuowany jest w szybko rozwijającym się centrum biznesowym Gdańska, którym już od kilku lat jest Oliwa. Bardzo dobre połączenie komunikacyjne, innowacyjne rozwiązania techniczne i przede wszystkim najwyższej jakości przestrzeń biurowa, która gwarantuje zdrowe środowisko pracy, to główne atuty naszego pierwszego biurowca w Trójmieście – mówi Eliza Jamrozik, negocjator ds. wynajmu w spółce biurowej Skanska.

Wave to dowód na to, że nowoczesna architektura biurowa może nawiązywać swoim wyglądem do historii miasta, w którym powstaje. Architekci z pracowni medusa group, którzy projektowali Wave, inspirowali się rytmiczną kompozycją portowych składów kontenerowych. Z kolei ogólnodostępna przestrzeń między budynkami odwołuje się do bałtyckiego, nadbrzeżnego krajobrazu, gdzie współgrają ze sobą kształty wydm oraz fal.

Wave, jako pierwszy budynek biurowy w Trójmieście, będzie ubiegać się o niezwykle wymagający certyfikat – WELL To oznacza, że biura w Wave spełniają nawet najbardziej wyśrubowane wytyczne i są zdrowym oraz zrównoważonym miejscem pracy. WELL kładzie duży nacisk na odpowiednią wentylację oraz filtrację powietrza w pomieszczeniach, utrzymywanie właściwej wilgotności i dbanie o komfort termiczny.

W ramach inwestycji Skanska położone zostaną płyty chodnikowe wykonane z zielonego betonu o właściwościach fotokatalitycznych. Dzięki promieniom słonecznym dochodzi na jego powierzchni do redukcji szkodliwych dla człowieka związków znajdujących się w miejskim powietrzu, które powstają ze spalin emitowanych przez samochody.

W biurowcu funkcjonuje również system Connected by Skanska, umożliwiający bezkontaktowe poruszanie się po budynku, co jest szczególnie ważne w kontekście obecnych i przyszłych zagrożeń epidemiologicznych.

Wave – kluczowe fakty i liczby:

  • Ukończony I z II budynków kompleksu
  • Powierzchnia najmu I etapu Wave: ok. 24 700 mkw. GLA, całej inwestycji (dwóch budynków): ok. 48 000 mkw. GLA
  • Liczba kondygnacji naziemnych/podziemnych: 14/2.
  • Budynek będzie ubiegał się o certyfikaty WELL, LEED i Obiekt bez barier
  • Dodatkowe benefity dla najemców: Connected by Skanska
  • Generalny wykonawca budynku: Skanska S.A.
  • Agent wyłączny odpowiedzialny za komercjalizację: CBRE
  • Autor projektu architektonicznego: śląska pracownia medusa group

[1] https://biuroprasowe.cbre.pl/101243-biurowcow-wciaz-przybywa-w-budowie-prawie-100-takich-obiektow

Pierwszy korona-kwartał za nami

0

Drugi kwartał 2020 roku to kwartał, na którego koniec czekało wielu. Wszystko dlatego, że jest to pierwszy okres, gdy rynek w całości funkcjonował w czasie koronawirusa. Podczas tych miesięcy doszło do wielu zmian na rynku mieszkaniowym, choć nie wszystkie wydają się zadowalające, szczególnie dla tych oczekujących mocnego spadku cen w krótkim czasie. Nie ulega jednak wątpliwości, że rynek nie jest już taki, jaki był cztery miesiące temu.

Nieuniknione zmiany

W połowie marca rynek nieruchomości, podobnie jak cały kraj, wszedł w fazę lockdown’u. Mniej więcej do końca kwietnia wyraźnie obniżyła się ilość transakcji, a te, które dochodziły do skutku były kontynuacją procesu sprzedaży rozpoczętego jeszcze w lutym, czy na początku marca. Patrząc na ceny mieszkań pierwszy sygnał wskazujący na możliwy początek zmiany trendu pojawił się w Warszawie. W marcu średnia cena metra kwadratowego lokalu mieszkalnego w stolicy wyniosła 10,9 tys. zł, co oznaczało symboliczny spadek względem lutego o 0,7%. W kwietniu za stolicą podążyły inne miasta i lekki spadek średniej ceny można było też zauważyć m.in. w Krakowie, Gdańsku czy Gdyni. Zmiany były powolne, ale tak jak wspominaliśmy już wcześniej w naszych komentarzach[1] jest to charakterystyczne dla rynku nieruchomości mieszkaniowych. Kiedy minął lockdown, czyli w maju, rynek mieszkaniowy odżył po okresie zamrożenia. Można powiedzieć, że społeczeństwo przyzwyczaiło się już do funkcjonowania w czasach koronawirusa, minął nieco strach przed spotkaniami. Można było przypuszczać, że wszystko wraca do normy. Jednak nie do końca tak to wyglądało.

W maju obserwowaliśmy zdecydowanie więcej wizyt i spotkań. Kupujący dużo chętniej umawiali się na oglądanie mieszkania, wzrost zainteresowania był wyraźny. Jednak nie możemy interpretować tego faktu jako powrót do sytuacji sprzed pandemii. Ponieważ o ile spotkań jest więcej i nie ma już barier do ich przeprowadzania, o tyle liczba spotkań niekoniecznie musi przekładać się na zawierane transakcje. Nawet jeśli kupujący nie porzucają chęci zakupu nieruchomości, to czas potrzebny na podjęcie decyzji zdecydowanie się wydłużył – mówi Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome.pl, firmie zajmującej się automatyzacją procesu kupna i sprzedaży mieszkań.

Trudno się dziwić kupującym, skoro dla wielu z nich sytuacja uległa pogorszeniu. A na decyzje o zakupie mieszkania nie mają wpływu wyłącznie konkretne zmiany, jak np. obniżka wynagrodzenia czy trudności związane z zaciągnięciem kredytu hipotecznego, ale również naturalna niepewność przyszłości. Niepokój i gorsze nastroje konsumenckie mogą być czynnikiem równie mocno hamującym podejmowanie decyzji o zakupie nieruchomości.

Co się zmieniło dla kupujących mieszkania w pigułce:

  • Banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów, wymagany jest wkład własny w wysokości co najmniej 20%
  • Najnowsze dostępne na ten moment (06.07.2020) dane BIK wskazują, że w maju liczba kredytów spadła o prawie 29% w porównaniu do maja 2019, natomiast wartość była niższa o 22,4%. Zsumowane dane z okresu od stycznia do maja dają bardziej pozytywny wynik. Spadek liczby kredytów w ujęciu liczbowym wynosi 5,6% natomiast w ujęciu wartościowym mamy wzrost na poziomie 3,8% (duży udział mają w tych statystykach mają decyzje o zakupie podjęte przed atakiem epidemii w I kw. 2020 r.)
  • Dostęp do kredytów hipotecznych został ograniczony dla osób pracujących w branżach wrażliwych na social distancing, czyli np. turystyka, gastronomia
  • Zaostrzono również kryteria udzielania kredytów dla osób zatrudnionych w formie umowy cywilnoprawnej bądź prowadzących działalność gospodarczą
  • Stopa bezrobocia rejestrowanego w maju wyniosła 6%. Możliwe, że wyraźniejszy skok będziemy mogli zaobserwować w danych z lipca (choć są to prognozy), wtedy też zakończy się trzymiesięczny okres wypowiedzenia dla osób, które otrzymały wypowiedzenie w marcu br.
  • Zgodnie z danymi GUS nastroje konsumenckie utrzymują się na zauważalnie niższym niż przed pandemią poziomie, co m.in. przekłada się na spadek skłonności do podejmowania decyzji o tzw. ważnych wydatkach
  • Obniżka stopy referencyjnej przez RPP do rekordowo niskiego poziomu 0,1% spowodowała spadek opłacalności lokat bankowych (oprocentowanie bliskie 0%). Z tego powodu inwestorzy z gotówką, nie korzystający z innych instrumentów rynku kapitałowego wciąż są zainteresowani nieruchomościami. Jednak chętniej wybierają rynek wtórny niż pierwotny.

W maju dynamicznie, w czerwcu statycznie

Po nieznacznych zmianach cen w marcu i kwietniu w maju można było zauważyć większy niż dotychczas spadek średnich cen ofertowych dotyczących rynku wtórnego. Skala tego spadku miesiąc do miesiąca wynosiła od 0,73% w Gdyni do 3% w Gdańsku. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu ceny spadły o około 2% natomiast w Łodzi o ponad 1,5%.

Czerwiec nie obfitował już w wyraźne zmiany cen za jakie sprzedający chcieli sprzedać swoje mieszkania. Różnica względem poprzedniego miesiąca w największych miastach Polski wyniosła uśredniając 0,5%. Zatem dla wielu miast można użyć określenia, że ceny względem maja nie zmieniły się. Tak było np. w Warszawie, Gdańsku, Gdyni, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. Jedyną mocniejszą zmianą w cenach ofertowych był wzrost o 2% w Krakowie.

Być może sprzedający widząc większą liczbę wizyt w celu prezentacji mieszkania nabrali pewności siebie, jednak same wizyty nie wystarczą jeszcze do zakupu mieszkania, musiałyby się przekładać na transakcje, a z tym jak wiemy jest trudniej. Wydłuża się czas potrzebny do podjęcia decyzji o zakupie, tzn. średni czas trwania mieszkania w ofercie. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk rynku nieruchomości w SonarHome.pl, firmie oferującej darmowe narzędzie do wyceny mieszkania online.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w czerwcu 2020 r.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w czerwcu 2020 r.
źródło: SonarHome.pl

[1] https://sonarhome.pl/raporty

Akcyza przeniesiona o kwartał – co to oznacza dla branży?

0

Nie od początku lipca, lecz od początku października obowiązywać będzie pobór podatku akcyzowego na wyroby w postaci płynów do elektronicznych papierosów – tak zdecydowało Ministerstwo Finansów. Co to oznacza dla polskich firm produkujących i dystrybuujących e-papierosy i liquidy? Branża, zrzeszona w stowarzyszeniu walczy o przetrwanie i przedstawia swoje racje. 

Wraz z początkiem lipca wprowadzona miała zostać akcyza na e-papierosy oraz tzw. wyroby nowatorskie, która zdaniem przedstawicieli branży ze względu na procentowo bardzo wysoką stawkę mocno uderzy w już osłabiony przez pandemię biznes. Dosłownie tuż przed datą graniczną Ministerstwo Finansów na podstawie rozporządzenia zdecydowało o trzymiesięcznym zaniechaniu poboru akcyzy. Czy uratuje to branżę?

Akcyza – co to oznacza dla branży?

Wprowadzenie poboru podatku akcyzowego, bez względu na datę stanie się czynnikiem, który negatywnie wpłynie nie tylko na branżę, lecz też na użytkowników końcowych.

– Liczbę osób korzystających z e-papierosów w Polsce szacuje się na około 1,5 miliona. Wprowadzenie tak wysokiej akcyzy wiązać się będzie z koniecznością podniesienia cen produktów o minimum 100 %, gdyż tylko w ten sposób możemy spróbować zniwelować straty wynikające z pandemii oraz dodatkowego podatku. Przeniesienie początku akcyzy w czasie to również odroczenie problemu, a nie jego rozwiązanie, jakim by była stopniowo wprowadzana tzw. krocząca stawka podatku – mówi Jacek Golenia, Dyrektor Handlowy VAPE RIDE, firmy produkującej płyny.

Według danych Komisji Europejskich 10 proc. Polaków spróbowało  w przeszłości e-papierosa, co jest siódmym wynikiem w Europie. Wprowadzenie akcyzy oznacza również dla użytkowników niepewną przyszłość. Zdaniem przedstawicieli branży nowy podatek w obecnym brzmieniu to prosta droga do powstania i powiększania się szarej strefy, w której krążyć będą produkty. – Zjawisko to będzie niekorzystne zarówno dla branży, jak i dla rządu, który utraci wpływy z podatków od towarów i usług oraz podatku dochodowego. W efekcie branża e-papierosów zatrudniająca w kraju kilka tysięcy ludzi znajdzie się na skraju bankructwa, co będzie oznaczać wzrost bezrobocia i potrzebę wypłaty ewentualnych zasiłków czy zapomóg. A nieuczciwe podmioty będą kontynuować produkcję w szarej strefie. W efekcie budżet państwa więcej straci, niż może zyskać wprowadzając nowy podatek nieadekwatny do obecnej sytuacji gospodarczej – dodaje Justyna Lipowicz ze Stowarzyszenia „NIE dla tytoniu!”, zrzeszającego członków działających w branży elektronicznych inhalatorów nikotyny propagujących mniej szkodliwy styl życia dla uzależnionych nałogowych palaczy tradycyjnego tytoniu.

Apel do premiera

Biorąc pod uwagę negatywne skutki pandemii i wprowadzenie nowego podatku, branża zrzeszona w Stowarzyszeniu „NIE dla Tytoniu!” jeszcze przed decyzją Ministerstwa Finansów zaznaczyła, w jak trudnym znalazła się położeniu. W tym celu napisano list do Premiera Mateusza Morawieckiego.

„(…) Branża e-papierosów za sprawą realnej stawki akcyzy na poziomie nigdy niespotykanym na rynku tradycyjnych wyrobów tytoniowych, tj. podwyższającym wielokrotnie o 100% ceny jej produktów, stanie lada dzień na skraju bankructwa (…)” – czytamy w apelu wystosowanym przez  branżowe Stowarzyszenie „NIE dla Tytoniu!”. Według najnowszych zmian z 30 czerwca 2020 roku, jak twierdzi sam minister Tadeusz Kościński: „Podpisane przeze mnie rozporządzenie stanowi reakcję na aktualną sytuację związaną ze stanem epidemii i jest odpowiedzią na sygnały rynku.” Można więc uznać, iż głos stowarzyszeń branżowych przyniósł tymczasowy efekt w postaci rozporządzenia przesuwającego początek akcyzy o trzy miesiące, chociaż patrząc długofalowo jest to niewystarczające dla utrzymania kilku tysięcy firm i miejsc pracy.

Jakie zatem rozwiązanie proponuje branża?

– Jesteśmy za rozważnie wprowadzonym podatkiem akcyzowym, więc koniecznie równo z banderolowaniem, czyli na dzień dzisiejszy od stycznia 2021 roku. A przede wszystkim za optymalną stawką akcyzy zaczynającą się od 0,10 zł za 1 ml płynu w pierwszym roku poboru podatku i jego sukcesywnym wzroście w przyszłych latach. Takie podejście pozwoliło by na dalszym utrzymaniu kilku tysięcy miejsc pracy i przede wszystkim zachowaniu zasady równej konkurencyjności względem silniejszych gospodarczo od polskich MŚP koncernów zagranicznych tradycyjnych wyrobów tytoniowych oferujących ostatnim czasem także płyny nikotynowe i tzw. wyroby nowatorskie. A na sile polskiej gospodarki zapewne nam wszystkim zależy. – podsumowuje Justyna Lipowicz.

Źródło:

Dane własne

https://www.bbc.com/news/business-44295336

https://ec.europa.eu/commfrontoffice/publicopinion/archives/ebs/ebs_429_en.pdf

Bisnode i Euler Hermes Polska zawarły strategiczną umowę o współpracy

0

Bisnode 1 lipca. 2020 r. podpisał z Euler Hermes umowę na dostawę krajowych i międzynarodowych danych wspierających obsługę ubezpieczeń należności świadczonych przez Euler Hermes w Polsce. Jednocześnie Bisnode na mocy porozumienia nabył od Euler Hermes w Polsce obszar usług związanych z raportami handlowymi i zaoferuje klientom Euler Hermes dedykowane rozwiązania Grupy Bisnode.

Jest nam niezmiernie miło ogłosić fakt podpisania umowy o współpracy z Euler Hermes. Stanowi to dowód kompetencji i wiary w umiejętności Bisnode, których celem jest zaspokojenie rosnących wymagań sektora finansowego. Wzmacnia również postrzeganie Bisnode jako najbardziej godnego zaufania źródła danych biznesowych na polskim rynku. Jesteśmy bardzo podekscytowani dalszą współpracą z Euler Hermes i gorąco witamy nową grupę klientów, którzy na mocy porozumienia będą teraz mieli dostęp do najlepszych oferowanych na rynku rozwiązań w zakresie analityki Smart Data i raportów kredytowych – mówi Andrzej Osiński, Prezes Zarządu Bisnode Polska.

Nawiązanie współpracy z Euler Hermes w Polsce w zakresie segmentu usług związanego z obszarem raportów handlowych pozwoli Bisnode – europejskiemu liderowi w dostarczaniu danych i analityki biznesowej – na wzmocnienie własnych zasobów bazodanowych i efektywne dopasowanie portfela produktowego Bisnode pod kątem oczekiwań klientów we wszystkich segmentach oferowanych usług. Ponadto, długofalowa współpraca z Euler Hermes wpłynie pozytywnie na tempo wzrostu przychodów Bisnode i jego znaczenia na rynku w segmencie instytucji finansowych. Euler Hermes, jako globalny lider rynku ubezpieczeń należności, będąc częścią międzynarodowej grupy ubezpieczeniowo-finansowej Allianz, na bieżąco analizuje potrzeby polskiego rynku i działających na nim firm. Zapewniając kompleksowy zakres usług i serwis związany z zarządzaniem ryzykiem handlowym, Euler Hermes, korzysta z najlepszych rozwiązań w zakresie analizy danych, pozyskując je z wielu źródeł, w tym od kluczowych na rynku parterów wyspecjalizowanych w ich gromadzeniu.

Jako lider rynku ubezpieczeń należności i gwarancji intensywnie inwestujemy w rozwiązania i usługi wzmacniające zdolności oceny ryzyka handlowego. Dzięki umowie z Bisnode Klienci Euler Hermes zyskują możliwość dostępu do największych baz danych wraz z kompleksową aktualizacją i dostępem w czasie rzeczywistym. Współpraca z Bisnode to dla Euler Hermes także dostęp do informacji i danych istotnie wspierających nasze działanie na rynku ubezpieczeń należności, dzięki czemu będziemy świadczyć usługi spełniające potrzeby i oczekiwania Klientów w realiach rosnącego znaczenia digitalizacji i cyfryzacji – stwierdza Paul Flanagan Prezes Zarządu Euler Hermes Polska.

All in! Games na GPW pod nową nazwą

0

Ostatni krok po połączeniu All in! Games z firmą Setanta został wykonany. Od 6 lipca spółka już oficjalnie jest notowana na Głównym Parkiecie GPW jako AIGAMES (oznaczenie ALG), zastępując dotychczasową nazwę SETANTA.

Jest to co prawda tylko kosmetyczna zmiana, ale ważna z punktu widzenia naszych obecnych i potencjalnych inwestorów. Dotychczasowy stan mógł powodować zdziwienie u niektórych osób zainteresowanych inwestycją w nasze wydawnictwo gier komputerowych, ale teraz ich wątpliwości powinny zostać w pełni rozwiane. All in! Games oficjalnie zaczyna nowy, giełdowy rozdział w swojej historii i liczymy, że będzie on dla nas bardzo udany
-Piotr Żygadło, CEO All in! Games

W styczniu 2020 roku doszło do połączenia All in! Games sp. z o.o. z Setanta i zgodnie z podjętymi przez obie spółki uchwałami majątek tej pierwszej został przeniesiony do powstałej spółki All in! Games S.A., w zamian za akcje wydane przez Setantę. Ta koncentrowała się wcześniej na projektach globalnych, lokalnych i nieruchomościach. Na Głównym Rynku GPW debiutowała w 2017 roku, przechodząc z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 roku.

W połowie czerwca, podczas spotkania Rady Nadzorczej doszło do powołania nowego Zarządu, co było ostatnim krokiem w procesie fuzji. Zasiedli w nim Piotr Żygadło (Prezes Zarządu), Maciej Łaś (Wiceprezes Zarządu) oraz Łukasz Górski (Wiceprezes Zarządu).

2020 (k)rokiem milowym dla All in! Games

Finalizacja fuzji oraz wejście na giełdę to nie jedyne kroki milowe, jakie All in! Games stawia w 2020. W drugiej połowie roku planowana jest premiera najgłośniejszego tytułu wydawnictwa, cyberpunkowej gry akcji Ghostrunner (studio deweloperskie One More Level). Przy jej wydaniu krakowska firma współpracuje z jednym z czołowych wydawnictw na świecie (1. miejsce w rankingu Metacritic za 2019 rok), 505 Games i liczy na to, że tytuł ten stanie się globalną, rozpoznawalną marką.

Mamy spore oczekiwania wobec tej gry i liczymy, że będzie to druga, po Cyberpunk 2077 największa polska premiera w 2020 roku. Ghostrunner otrzymał bardzo dobre recenzje, demo spotkało się z ciepłym przyjęciem przez graczy, a liczba osób, które dodały już tę pozycję do swojej Wish Listy na platformie Steam również bardzo nas satysfkacjonuje. Wierzymy, że będzie to dla nas przełomowy sukces, który otworzy drzwi do kolejnych, niezwykle ciekawych projektów

-Piotr Żygadło, CEO All in! Games

eSky przeprowadza cyfrową transformację z Google Cloud

0

Warszawa, 6 lipca 2020 eSky.pl, lider rynku internetowych biur podróży w krajach CEE, wybrał Google jako partnera we wdrażaniu cyfrowej transformacji. Dzięki produktom Google Cloud firma będzie jeszcze szybciej wprowadzać innowacje oraz skalować swoją działalność, oferując klientom najlepsze jakościowo usługi w najkorzystniejszych cenach.  

Dzięki współpracy z Google Cloud, firma eSky.pl będzie mogła sprawniej i łatwiej zarządzać swoimi zbiorami danych. Wykorzystanie chmury obliczeniowej umożliwi zautomatyzowanie raportowania, co przyspieszy i ułatwi podejmowanie strategicznych dla biznesu decyzji w dynamicznie zmieniającym się świecie. W pakiecie wykorzystywanych usług znajdują się również narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję, które eSky.pl będzie wykorzystywać do upsellingu produktów, mapowania obiektów hotelowych czy też odpowiedniego targetowania kampanii marketingowych.

Poziom wykorzystania danych i technologii cyfrowych do celów analitycznych i marketingowych przez polskie przedsiębiorstwa turystyczne należy do jednego z najniższych w Europie. Tymczasem turystyka jak nigdy wcześniej potrzebuje dziś cyfrowych narzędzi, by efektywniej i skuteczniej docierać do klientów. Preferencje dotyczące podróży uległy w ostatnim czasie znaczącym zmianom, które mogą pozostać z nami na dłużej albo powracać cyklicznie. Branża turystyczna musi być gotowa na elastyczność i bieżące dostosowywanie się do potrzeb klientów. Wdrożenie rozwiązań chmury obliczeniowej jest idealnym rozwiązaniem do osiągnięcia tych celów – mówi Łukasz Neska, Wiceprezes eSky.pl.

eSky.pl, wprowadzając cyfrową transformację z Google Cloud, zdecydowało się na gruntowną modernizację swojej infrastruktury IT poprzez wykorzystanie architektury mikroserwisów. Dzięki podzieleniu oprogramowania na mniejsze aplikacje, firma może równolegle pracować nad kilkoma funkcjonalnościami, szybciej wprowadzając aktualizacje i udogodnienia, bez ryzyka związanego z brakiem stabilności lub przerwami w działaniu usług. eSky.pl jako jedna z pierwszych firm w Polsce, zintegrowała swoje usługi również z Asystentem Google, dostarczając klientom kolejną, wygodną ścieżkę umożliwiającą wyszukiwanie kierunków podróży czy rezerwację pobytów.

eSky.pl wykorzystuje Google Cloud po to, by móc osiągnąć maksymalną skalowalność. Z uwagi na sezonowość, jaką charakteryzuje się branża turystyczna, to bardzo efektywne rozwiązanie. Na podstawie zdefiniowanych wcześniej parametrów, infrastruktura chmurowa umożliwia automatyczne dopasowywanie do panującego w serwisie ruchu, gwarantując obsłużenie najwyższych szczytów ruchu, bez ryzyka i niepotrzebnych kosztów stałych, takich jak utrzymanie dużych serwerów – mówi Magdalena Zwierzyńska z zespołu Google Cloud.

Rozwiązania Google Cloud zostały wdrożone również w obszarach działań Big Data, Data Analysis oraz Data Science. eSky.pl wykorzystuje oprogramowanie BigQuery, by łączyć ze sobą ogromne i bardzo złożone zbiory danych do przeprowadzania operacji obliczeniowych i wyciągania wniosków w czasie rzeczywistym dla różnych działów w firmie, takich jak logistyka czy marketing. Firma wykorzystuje również modele scoringowe, które pomagają w automatyzacji działań marketingowych, dostarczając trafne rekomendacje na stronie oraz cross- i upselling produktów.

Zespół eSky.pl przy wsparciu Google zdecydował się również na wdrożenie zestawu praktyk Site Reliability Engineering, co pozwalają budować i usprawniać różne funkcjonalności bez ryzyka dla stabilności platformy. Szczegółowe monitorowanie parametrów usług określone jako Service Level Objective oraz analizowanie tzw. budżetu błędów w danym okresie pozwala firmie na podejmowanie racjonalnych decyzji projektowych, zwiększając efektywność.

Innowacje wprowadzone w eSky.pl bezpośrednio przełożą się na doświadczenia klientów, którzy będa otrzymywali trafniejsze rekomendacje dotyczące destynacji, lotów, czy hoteli. Baza obiektów w nowych krajach będzie też stale powiększana. Skróceniu ulegnie także czas załatwiania spraw przez obsługę klienta, a eSky będzie mógł oferować jeszcze atrakcyjniejsze oferty w najkorzystniejszych cenach – dodaje Łukasz Neska, Wiceprezes eSky.pl

Szybka adaptacja technologii chmurowych to bardzo dobry sposób na budowanie przewag konkurencyjnych. Warto pamiętać, że chmura to nie tylko optymalizacja kosztów utrzymania infrastruktury. Google Cloud daje bardzo dużo możliwości pracy z danymi w celu optymalizowania swoich działań marketingowych, eSky.pl wykorzystuje tę szansę na bardzo wysokim poziomie –komentuje Dawid Papież, Industry Head w Google Polska.

ABM przekaże 100 mln na leczenie nowotworów przełomową terapią CAR-T cells

0

Agencja Badań Medycznych rozpoczyna realizację programu mającego na celu opracowanie i wprowadzenie do Polski na szeroką skalę przełomowej terapii leczenia nowotworów, przy użyciu modyfikowanych genetycznie limfocytów CAR-T cells (terapia adoptywna komórkami CART). Tego rodzaju terapia ma szczególne znaczenie w przypadku leczenia białaczek najmłodszych pacjentów.

Technologia CAR-T cell zmienia perspektywę leczenia onkologicznego. Grant w kwocie 100 mln złotych wprowadzi nasz kraj do czołówki światowej w zakresie immunoterapii takich jak USA czy Izrael, co jednocześnie pozwoli nam uniezależnić się od oligopolu wielkich firm. Dzięki temu, dostarczymy polskim pacjentom innowacyjne leczenie w wielokrotnie niższej cenie – podkreśla Prezes Agencji Badań Medycznych, dr n. med. Radosław Sierpiński.

Przełom w leczeniu nowotworów krwi

Terapia komórkami CAR-T jest najbardziej zaawansowaną i spersonalizowaną technologią stosowaną w leczeniu hematoonkologicznym, która polega na wytworzeniu dla każdego pacjenta leku na bazie jego własnych limfocytów. Wykorzystanie układu odpornościowego do walki z nowotworem polega na pobraniu od pacjenta limfocytów T, które są następnie modyfikowane genetycznie w laboratorium. Gen ten koduje wytwarzanie przez limfocyt T receptora rozpoznającego specyficzne antygeny komórek nowotworowych.

Dla przykładu dzięki terapii komórkami CAR-T Z można uzyskać całkowitą remisję u ok. 90 proc. chorych z ostrą białaczką limfoblastyczną, przy czym remisja u ok. 50 proc. pacjentów ma ona charakter trwały. W przypadku innych terapii szansa wyleczenia takich pacjentów jest bliska zera.

Nowa era leczenia dla dzieci z białaczkami i chłoniakami

Wprowadzenie do Polski terapii CAR-T cells jest ważne nie tylko z punku widzenia badań naukowych, ale przede wszystkim z punktu widzenia szans dla pacjentów. Nowotwory wywodzące się z limfocytów B i ich prekursorów stanowią w Europie około 80% wszystkich przypadków zachorowań na białaczkę wśród dzieci. Rokowania pacjentów z nawrotem choroby po standardowej terapii są bardzo złe.

Wskazaniem do terapii CAR-T są złośliwe chłoniaki i ostre białaczki  u dzieci oraz młodych dorosłych, u których brak jest opcji terapeutycznej, czyli chorych opornych na leczenie lub z nawrotem po dwóch liniach leczenia.

U części pacjentów hematoonkologicznych żadna ze znanych nam dziś metod nie jest skuteczna, nie mówiąc o trwałym wyleczeniu nowotworu. W związku z tym, technologia CAR-T budzi ogromne nadzieję w środowisku medycznym.

Komórki CAR-T to najbardziej zaawansowana, spersonalizowana forma immunoterapii nowotworów – technologia przyszłości, która w perspektywie najbliższej dekady może stać się podstawową metodą leczniczą w onkologii. Konkurs Agencji Badań Medycznych stwarza szansę opracowania w Polsce i wdrożenia terapii opartej na komórkach CAR-T; przyczyni się do zwiększenia jej dostępności, a polskie laboratoria badawcze i produkcyjne ulokuje wśród liderów biotechnologii na świecie – komentuje prof. Sebastian Giebel – Zastępca Dyrektora ds. Klinicznych Kierownik Katedry Transplantacji Szpiku Kostnego i Onkohematologii w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Curie Skłodowskiej w Gliwicach.

Miliony dolarów na leczenie

Immunoterapia komórkami CAR-T jest bardzo skuteczna, ale też niezwykle kosztowna
i skomplikowana do przeprowadzenia. Obecnie leczenie jednego pacjenta oferowane przez firmy to koszt rzędu nawet pół miliona dolarów, co zwykle pozostawia terapię poza zasięgiem chorych. Jeśli CAR-T cells są stworzone we własnych laboratoriach koszty te są nawet dziesięć razy niższe.

Dofinansowanie przekazane przez Agencję Badań Medycznych ma umożliwić prowadzenie badań przez polskie konsorcjum i doprowadzić do powszechnego stosowania tej terapii
w polskim systemie ochrony zdrowia. Dzięki wspólnej deklaracji Prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa, bazując na amerykańskiej technologii wywodzącej się z MD Anderson Medical Center możemy już teraz realnie rozwijać sektor biotechnologii i leczyć Polaków najnowszymi terapiami – podsumowuje Prezes Sierpiński.

Prof. Adam Witkowski: Czas na mocną dyskusję o realnie lepszym dofinansowaniu systemu

0

Epidemia COVID-19 pozwoliła zweryfikować założenia dotyczące systemu opieki zdrowotnej. Zdefiniowaliśmy świadczenia i projekty, będące ważną szansą na poprawę efektywności i oszczędności w systemie. Do sukcesu niezbędne jest jednak optymalne finansowanie – uważa prof. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Cenne wnioski

Zdaniem Prof. Adama Witkowskiego, kierownika Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie, prezesa Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, epidemia COVID-19 pokazała, że wiele świadczeń opieki zdrowotnej może być z powodzeniem realizowanych zdalnie.

Za pomocą teleporad możemy realizować przede wszystkim konsultacje lekarskie i wypisywanie recept. Jestem przekonany, że te formy telemedycyny zostaną z nami na stałe, szczególnie jako ważna forma opieki nad pacjentami ze schorzeniami przewlekłymi. Biorąc pod uwagę, że znaczący odsetek tradycyjnych wizyt lekarskich sprowadzał się wcześniej do konsultacji z lekarzem i wypisania recepty na stale przyjmowane leki, telekonsultacje okazały się istotną formą optymalizacji efektywności świadczeń opieki zdrowotnej w tym kontekście – mówi prof. Adam Witkowski.

Eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przyznają, że z dużym powodzeniem można zdalnie prowadzić zajęcia rehabilitacyjne dla chorych po zawale serca lub z niewydolnością serca. Podobnie, dzięki telemonitoringowi urządzeń wszczepialnych, na odległość można z sukcesem kontrolować stan pacjentów z rozrusznikami serca, kardiowerterami-defibrylatorami czy urządzeniami do terapii resynchronizującej. W dobie epidemii pozwala to uniknąć gromadzenia pacjentów w ośrodku, a tym samym ograniczać ryzyko potencjalnego wzajemnego zakażania się pacjentów i personelu medycznego. Na co dzień telemonitoring pozwala ograniczyć liczbę wizyt specjalistycznych, co jest korzystne zarówno dla pacjentów, którzy nie muszą odbywać niejednokrotnie długich podróży do ośrodka kontrolującego, jak i dla systemu opieki zdrowotnej, który na ograniczeniu liczby wizyt specjalistycznych oszczędza.

Choć telekonsultacje to zdaniem ekspertów ważna szansa na optymalizację opieki zdrowotnej, to ta forma świadczenia nie może być zastosowana w każdym przypadku. Przykładem są pacjenci pierwszorazowi, wymagający szczegółowej diagnostyki w ośrodkach.

Strategiczne finansowanie

Według ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego epidemia COVID-19 pokazała, jak istotnym aspektem jest kwestia stabilnego i optymalnego finansowania ochrony zdrowia.

Chociaż wiemy o tym od lat, w obliczu wyzwań epidemicznych szczególnie wyraźnie zobaczyliśmy skalę niedofinansowania sektora ochrony zdrowia. Od lat kolejne rządy obiecują poprawę i zwiększenie nakładów w tym obszarze, na razie jednak nie można mówić o widocznej poprawie – mówi prof. Adam Witkowski.

W przypadku kardiologii i kardiochirurgii zdaniem ekspertów wyzwaniem pozostaje niedoszacowanie procedur i zbyt nisko określone ryczałty, które prowadzą do zadłużania się szpitali. Zwłaszcza w przypadkach, kiedy płatnik publiczny nie płaci lub nie pokrywa wszystkich kosztów zrealizowanych przez szpital świadczeń.

O tym, że pieniędzy w systemie nie jest więcej, świadczy przykład rozliczania procedur w obecnych realiach epidemii. Otóż leczenie chorych, podejmowane z powodu zakażenia COVID-19, powoduje ubytek w ramach szpitalnego ryczałtu. To z kolei prowadzi do sytuacji, że świadczeń w ramach puli ryczałtowej nie wystarcza dla pacjentów z innymi niż COVID-19 schorzeniami. Nie ma wątpliwości, że przyszedł najwyższy czas na mocną dyskusję o tym, by system ochrony zdrowia był realnie lepiej dofinansowany – uważa prof. Adam Witkowski.

Nowe regulacje

Przepisy przyjęte w ustawie „6 proc. PKB na zdrowie” zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego to krok w dobrym kierunku. Środowisko kardiologów jednocześnie przypomina, że w obliczu znaczących i stale rosnących potrzeb w zakresie opieki zdrowotnej w Polsce to rozwiązanie może jednak okazać się nie w pełni wystarczające. Zwłaszcza, jeśli wartość PKB w Polsce odniesie się do średniej wartości PKB w krajach Unii Europejskiej.

Zdaniem prof. Adama Witkowskiego, gdyby ogłoszony w  czerwcu 2020 roku prezydencki projekt ustawy o Funduszu Medycznym przewidywał dodatkowe środki dedykowane sektorowi ochrony zdrowia, idea byłaby bez wątpienia bardzo słuszna. – 2 dodatkowe miliardy złotych przeznaczone na obszar opieki zdrowotnej w sytuacji, gdy Narodowy Fundusz Zdrowia zmuszony był finansować świadczenia związane z terapią zakażonych koronawirusem, byłyby bardzo potrzebnym i znaczącym wsparciem dla systemu – mówi prof. Adam Witkowski.

Istotne potrzeby

W obszarze kardiologii przykładowe obszary wymagające uwagi i finansowania to zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego:

  • w zakresie farmakoterapii: leczenie przeciwpłytkowe u chorych z ostrymi zespołami wieńcowymi, zapobieganie zgonom i kolejnym zawałom serca u pacjentów bardzo wysokiego ryzyka po już przebytym zawale serca przy pomocy nowoczesnych leków obniżających poziom cholesterolu, profilaktyka udarów mózgu u chorych z niezastawkowym migotaniem przedsionków, nowoczesne leczenie niewydolności serca;
  • w zakresie wyrobów medycznych: terapie u chorych z wadami zastawkowymi i niewydolnością serca, stymulacja przy użyciu rozruszników bezelektrodowych, zdalne monitorowanie urządzeń wszczepialnych w niewydolności serca i profilaktyce nagłego zgonu sercowego, diagnostyka arytmii u chorych po udarze mózgu oraz u pacjentów z omdleniami przy użyciu wszczepialnych rejestratorów arytmii.

Epidemia COVID-19 pozwoliła zweryfikować realną wartość świadczeń opieki zdrowotnej. Nie ma wątpliwości, że warto inwestować w nowoczesne formy opieki medycznej. Inwestycje te wymagają przede wszystkim uwagi i środków finansowych, a w kolejnym kroku ich uważnej lokacji. Wtedy szansa, że przyniosą realne korzyści, znacząco rośnie – uważa prof. Adam Witkowski.