Wirtualne rozgrywki sportowe przyciągają tylu widzów, ile największe imprezy. Tylko w Polsce e-sport śledzi 3 mln osób

Wirtualne rozgrywki sportowe przyciągają tylu widzów, ile największe imprezy. Tylko w Polsce e-sport śledzi 3 mln osób 1

E-sport to już bardzo lukratywny biznes. W 2019 roku wartość tego rynku sięgnie 1,1 mld dol. Tylko w 2018 roku na świecie odbyło się 737 dużych wydarzeń e-sportowych, a wpływy z biletów wygenerowały 55 mln dol. Rozgrywki dzięki platformom internetowym śledziły setki milionów widzów. W tym roku widownia może wzrosnąć do nawet 450 mln osób. Także w Polsce wirtualny sport szybko rośnie w siłę. W 2018 roku był wart ok. 50 mln zł, a rozgrywki ogląda ok. 3 mln entuzjastów. Takie wydarzenia jak Intel Extreme Masters w Katowicach w sieci śledzi nawet 230 mln osób na całym świecie.

– Potencjał e-sportu dla gospodarki jest duży i co ciekawe, ciągle rośnie. Trudno o segment rynku, który notowałby tak duży wzrost jak e-sport. Jest to zjawisko, którego wartość globalnie w tym roku przekroczyła 1 mld dol. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksander Szlachetko, dyrektor zarządzający ESL Polska.

Z raportu opublikowanego przez Newzoo wynika, że rynek wirtualnego sportu w 2019 roku będzie wart rekordowe 1,1 mld dol. Dla porównania w ubiegłym roku było to niewiele ponad 905 mln dol. W kolejnych latach tempo nie osłabnie. Według ekspertów Newzoo rynek do 2022 roku będzie wart 1,8 mld dol., ale optymistyczny scenariusz zakłada, że może to być nawet 3,2 mld dol.

– Krajem, który otwiera listę państw o największej gęstości fanów e-sportowych, czyli stosunku widowni e-sportowej do populacji internautów, jest Korea, bo to jest dla nich sport narodowy. Koreańczycy od dawna w te gry grają, oglądają, dużo czasu spędzają na tej rozrywce. Rynek e-sportu w Polsce jest zaskakująco dobrze rozwinięty i bardzo dojrzały. Polska jest w pierwszej piątce tej globalnej klasyfikacji – ocenia Aleksander Szlachetko.

Newzoo podaje, że w 2019 roku największym rynkiem e-sportu jest Ameryka Północna (ponad 409 mln dol. i 24 mln widzów). Rynek w Chinach jest z kolei wart 210,3 mln dol. i jest już drugim największym rynkiem wirtualnego sportu (wyprzedziły Europę Zachodnią). Polska na tym tle, z wynikiem ok. 50 mln zł, wygląda skromnie, ale w regionie jesteśmy liderem, także pod względem liczby widzów.

– Zainteresowanie e-sportem jest bardzo duże i z roku na rok rośnie. Widzimy to zarówno w liczbie widzów, jak i graczy. W Polsce prawie 3 mln osób interesuje się tą rozrywką, którą można oglądać tak jak każdy inny sport. Na świecie są setki milionów fanów. Najbardziej wierna widownia zbliża się do liczby ćwierć miliarda osób – wskazuje dyrektor zarządzający ESL.

Na świecie – według ekspertów Newzoo – w tym roku liczba widzów sięgnie blisko 454 mln, z czego 201,2 miliona to fani stale śledzący e-sport. W 2018 roku na żywo, za pośrednictwem platform online, mecze „League of Legends” oglądało ponad 347 mln osób, kolejne „CS:GO” i „Dota 2” zgromadziły odpowiednio 275 i 250 mln widzów. Czołową piątkę zamykają „Overwatch” (101,3 mln) i „Hearthstone” (54,1 mln).

Także polskie imprezy to już światowa marka – w Katowicach od kilku lat rozgrywane są finały jednego z najważniejszych e-sportowych turniejów na świecie – Intel Extreme Masters.

– Tegoroczna edycja „Intel Extreme Masters” we wszystkich kategoriach była największa. Do Spodka w ciągu 10 dni przyszło ponad 174 tys. osób. Jeżeli zliczyć unikalnych widzów oglądających nasze transmisje każdego dnia tego turnieju, to było to ponad 230 mln osób na całym świecie. Nadawaliśmy w 21 językach, zrealizowaliśmy ponad 500 godzin transmisji na żywo, we wszystkich turniejach grało ponad 600 graczy z 60 krajów, czyli nie mówimy już o wydarzeniu lokalnym, ale globalnym, i to o bardzo dużym zasięgu – podkreśla Aleksander Szlachetko.

E-sport to także coraz bardziej dochodowy rynek, a najlepsi gracze zgarniają duże sumy, nie tylko z samych rozgrywek, lecz także np. z wpływów od sponsorów. W 2017 roku nagrody na świecie miały wartość ok. 112,1 mln dol., rok później już 151 mln dol.

– Jeszcze 10 lat temu mówiliśmy o turniejach, w których się wygrywało klawiaturę, myszkę, czy drobne zaskórniaki. Na Intel Extreme Masters w tym roku pula nagród wynosiła łącznie prawie 10 mln zł – wskazuje dyrektor zarządzający ESL.

Coraz częściej mówi się, że e-sport może się stać dyscypliną olimpijską. Powoli już jest traktowany jako pełnowartościowa dyscyplina sportowa z rzeszą fanów i profesjonalnych graczy.

– E-sport jest zbliżony do tradycyjnego sportu, bo wyczerpuje wszystkie znamiona rywalizacji sportowej. Mamy profesjonalnych zawodników, drużyny, organizacje, które mają psychologów, trenerów i dietetyków, są poważne turnieje, ligi z dużymi nagrodami, a co więcej, jest duża entuzjastyczna publiczność – wymienia Aleksander Szlachetko.

Paliwa ciekłe mogą przyspieszyć eksplorację kosmosu. Są bezpieczniejsze, bardziej elastyczne i zasilają już coraz więcej komercyjnych rakiet

Paliwa ciekłe mogą przyspieszyć eksplorację kosmosu. Są bezpieczniejsze, bardziej elastyczne i zasilają już coraz więcej komercyjnych rakiet 2

Paliwa ciekłe mogą zrewolucjonizować transport kosmiczny. Choć obecnie to paliwa stałe są stosowane najczęściej, to silniki na ciekły materiał pędny uzyskują najwyższą efektywność spośród silników rakietowych. Wraz ze wzrostem ilości paliwa i utleniacza, większe są tylko zbiorniki, silnik pozostaje taki sam, inaczej niż w przypadku napędów na paliwa stale czy hybrydowe. Do tego silniki na paliwa ciekłe są bezpieczne i elastyczne pod względem warunków pracy. Napędy na paliwa ciekłe umożliwią rozwój satelitarnych systemów startowych, zapewniając dostęp do orbity po znacznie niższych kosztach niż istniejąca technologia rakietowa.

– Wykorzystanie paliw ciekłych pozwala na bardziej ekonomiczne loty. Gdybyśmy chcieli np. używać tych samych paliw i utleniaczy w formie gazowej, musielibyśmy mieć dużo większe zbiorniki. Jednak największym plusem są zdecydowanie jak najlepsze osiągi oraz bezpieczeństwo i możliwość sterowania takimi rakietami – ocenia w rozmowie z agencją innowacyjną Newseria Innowacje Agata Zwolak, lider projektu rakiety hybrydowej z AGH Space Systems.

Silniki na ciekłe paliwo uzyskują najwyższą efektywność spośród silników rakietowych. Z tradycyjnymi napędami wygrywają też kwestią przechowywania materiałów pędnych w rakiecie. Wraz ze wzrostem ilości paliwa i utleniacza zwiększa się tylko zbiornik, sam silnik pozostaje taki sam. W przypadku pozostałych silników, wraz z ilością paliwa rośnie komora spalania. Dodatkowo silniki na paliwa ciekłe są bezpieczne i stosunkowo elastyczne pod względem warunków pracy, są już niemal powszechnie używane w rakietach orbitalnych.

– Chemiczne napędy rakietowe można podzielić na ciekłe, stałe i hybrydowe. W przypadku paliw stałych używamy stałego utleniacza i stałego paliwa, w przypadku rakiet hybrydowych – ciekłego lub gazowego utleniacza oraz stałego paliwa. Natomiast w przypadku napędów ciekłych używamy zarówno ciekłego utleniacza, jak i ciekłego paliwa. Użycie silników napędzanych paliwem ciekłym pozwala nam na osiąganie lepszych osiągów, a także zwiększenie bezpieczeństwa i daje nam możliwość lepszego sterowania ciągiem silnika – przekonuje Agata Zwolak.

Silniki na paliwo stałe i hybrydowe sprawdzają się przede wszystkim w rakietach suborbitalnych i sondujących, czyli stosunkowo małych. Są dość proste i tanie, a dodatkowo próg masy potrzebnej do umieszczenia działającego napędu w rakiecie jest mniejszy niż w innych napędach. Paliwa ciekłe mają inne zalety, a ze względu na bezpieczeństwo i efektywność stopniowo zmieniają rynek rakiet.

– Przykładami takich paliw ciekłych może być np. kerozyna – nafta, jaka jest wykorzystywana w rakietach SpaceX, albo np. alkohol izopropylowy, którego my używamy w naszym projekcie „Turbulencja”. Natomiast jako utleniacza można użyć m.in. ciekłego tlenu lub ciekłego podtlenku azotu – wymienia ekspertka.

„Turbulencja”, czyli projekt rakiety sondującej napędzanej silnikiem rakietowym na ciekły materiał pędny, skonstruowana przez Polaków z AGH Space Systems, to pierwsza na świecie rakieta na paliwo ciekłe wykorzystująca podtlenek azotu. Pozwoliło to na uproszczenie całego systemu przy zachowaniu efektywności właściwej silnikom na paliwo ciekłe. Dzięki temu jesteśmy w stanie zbudować rakietę sondującą lub suborbitalną wyposażoną w silnik na paliwo ciekłe, który osiąga lepszą efektywność niż rakiety na paliwo stałe czy te hybrydowe.

– Większe komercyjne rakiety są już w dużej mierze zasilane właśnie ciekłym materiałem pędnym, jednak napędy hybrydowe i stałe dalej są wykorzystywane na świecie. Przede wszystkim napędy stałe w różnych projektach militarnych, a napędy hybrydowe do mniejszych projektów, do sterowania w kosmosie. Każdy z rodzajów silników niesie jakąś przyszłość dla rozwoju technologii kosmicznych – tłumaczy Zwolak.

Silniki z napędem na paliwa stałe wciąż jeszcze cieszą się największą popularnością, jednak już od lat największe firmy świata pracują nad silnikami o alternatywnych napędach, które mogłyby znacznie ułatwić i przyspieszyć eksplorację kosmosu. Niedawno opracowany silnik rakietowy SABRE (Synergetic Air-Breathing Rocket Engine) może być kolejnym krokiem naprzód w napędzie lotniczym. Łączy elementy technologiczne silników odrzutowych i rakietowych, tworząc oszczędny i skalowalny układ napędowy wielokrotnego użytku. Od startu w atmosferze silnik zasysa powietrze jak konwencjonalny silnik odrzutowy, aby wspomóc spalanie paliwa wodorowego. Po przekroczeniu atmosfery przełącza się na konwencjonalny tryb rakietowy i wykorzystuje ciekły tlen.

Tego typu silniki umożliwią wprowadzenie szeregu hipersonicznych pojazdów powietrznych i rozwój satelitarnych systemów startowych, tym samym zapewnią też dostęp do orbity po znacznie niższych kosztach niż obecnie.

Rewolucyjna technologia opracowana przez Polaków może z kolei sprawdzić się np. w rakietach wojskowych. Zastosowanie podtlenku azotu mogłoby być znacznie tańsze w przypadku rakiet wojskowych, które przez dłuższy czas mają być w pełnej gotowości do startu. Takie rakiety mogłyby się też sprawdzić przy wynoszeniu ładunków na trajektorie suborbitalne i orbitalne.

– W przypadku paliw, jakie my wykorzystujemy, czyli podtlenek azotu i alkohol izopropylowy, są to tanie i łatwo dostępne materiały, ponieważ naszym celem jest wykorzystywanie łatwych i tanich środków, żeby zbudować projekt przystępny cenowo – wskazuje Agata Zwolak.

Paliwa ciekłe to jednak nie koniec w napędach rakietowych. Niedawno naukowcom z Uniwersytetu Harvarda udało się otrzymać wodór metaliczny w stanie stałym. Może to oznaczać prawdziwą rewolucję. Wodór w tym stanie będzie kilkukrotnie mocniejszym paliwem rakietowym niż stosowany do tej pory w rakietach wodór ciekły.

Trwają również prace nad silnikami plazmowymi, gdzie wykorzystywane jest elektromagnetyczne przyspieszanie plazmy. Dzięki uzyskiwaniu prędkości kilkuset tysięcy km/h, lot na Marsa może trwać zaledwie 39 dni zamiast co najmniej pół roku w przypadku rakiet konwencjonalnych. Podobny efekt mogłoby dać zastosowanie silników fuzyjnych, gdzie – jak wyliczają eksperci – ilość paliwa o wielkości ziarnka piasku dałaby taką samą siłę, co cztery litry chemicznego paliwa.

Bursztyn bałtycki może wyleczyć trądzik i lekooporne szczepy gronkowca. Polacy pracują nad uzyskaniem z niego bakteriobójczej substancji czynnej

Bursztyn bałtycki może wyleczyć trądzik i lekooporne szczepy gronkowca. Polacy pracują nad uzyskaniem z niego bakteriobójczej substancji czynnej 3

Polska dysponuje jednymi z największych na świecie złóż bursztynu. Polski start-up potwierdził i chce wykorzystać bakteriobójcze działanie tego surowca do wyprodukowania zupełnie nowej substancji kosmetycznej i farmaceutycznej. Sam bursztyn od lat wykorzystywany jest w medycynie naturalnej i ludowej. Dotychczas nie wzbudził jednak poważnego zainteresowania ze strony koncernów. Tymczasem bursztyn może się okazać świetnym środkiem konserwującym, może leczyć trądzik czy wyleczyć gronkowca.

– Staramy się pozyskać substancje o charakterze bakteriobójczym z bursztynu bałtyckiego. Dzieje się to na drodze wieloetapowej ekstrakcji i oczyszczania. Naszym głównym celem na tym etapie jest wprowadzenie pozyskanych substancji i kompleksów substancji do produktów kosmetycznych jako substancje aktywne bądź konserwanty. Właściwości bakteriobójcze bursztynu nie są obecnie wykorzystywane w żadnym produkcie kosmetycznym, a nam udało się je potwierdzić i uzyskać ekstrakt, który takie właściwości wykazuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Igor Kaczmarczyk, prezes zarządu spółki Amber Laboratories.

Projekt Amber Care dedykowany jest branży kosmetycznej i farmaceutycznej. Polacy opracowali innowacyjną metodę pozyskiwania substancji bakteriobójczych z bursztynu bałtyckiego. Według start-upu, opracowane substancje wykazują skuteczne działanie np. wobec lekoopornych szczepów gronkowca złocistego. Mogą jednak także służyć do konserwacji różnego rodzaju produktów i produkcji kosmetyków naturalnych.

– Innowacyjność projektu polega na tym, że powszechnie znaną żywicę kopalną, jaką jest bursztyn, wykorzystujemy w nowatorski sposób. Staramy się wyekstrahować za pomocą współczesnych zdobyczy nauki substancje o działaniu bakteriobójczym po to, żeby one zabijały nam bakterie jako konserwant w produkcie. Mogą też być składnikiem aktywnym, np. w produktach wspomagających leczenie trądziku – mówi Igor Kaczmarczyk.

Wykorzystanie bursztynu w masowej produkcji farmaceutyków i substancji kosmetycznych mogłoby potencjalnie być dużą szansą ekonomiczną dla Polski, która po Rosji dysponuje jednymi z największych złóż na świecie. Według danych Państwowego Instytutu Geologicznego złoża są szacowane łącznie na ponad tysiąc ton. Oficjalne i zgodne z prawem wydobycie bursztynu jest w naszym kraju niewielkie, zdecydowana większość wydobycia następuje nielegalnie.

Naukowcy z Uniwersytetu Rochester skupili się z kolei na problemie dostępu do masy perłowej. Substancja ta, naturalnie występująca w wewnętrznej części skorupy małż, jest szeroko wykorzystywana w kosmetologii i farmacji. Jej cechą charakterystyczną jest duża wytrzymałość mechaniczna połączona z niewielką masą. Jest także biokompatybilna, co sprawia, że doskonale nadaje się m.in. do wytwarzania implantów ortopedycznych czy nawet sztucznych kości. Problemem jest jednak jej wysoka cena.

Amerykanie opracowali metodę wytwarzania masy perłowej w warunkach laboratoryjnych bez zaawansowanej aparatury, tylko w wyniku naturalnych procesów zachodzących przy udziale bakterii. Medycyna nie jest jedynym potencjalnym zastosowaniem masy perłowej. Z uwagi na właściwości fizyczne, ogromne nadzieje wiązane są z nią również w inżynierii lądowej czy nawet przemyśle kosmicznym. Także polscy badacze nie skupiają się wyłącznie na naturalnych złożach bursztynu.

– Złoża bursztynu są ograniczone, więc na tym etapie koncentrujemy się na tym, aby opisać substancję aktywną, którą pozyskaliśmy z bursztynu, jak ona wygląda chemicznie, bo być może produkowana może być też przez współczesne rośliny bądź syntetyzowana sztucznie. Obecnie projekt jest na etapie prototypu, czyli ekstraktu o określonych właściwościach bakteriobójczych, które możemy udostępniać zainteresowanym firmom do testów – mówi przedstawiciel Amber Laboratories.

Twórcy projektu Amber Care poszukują aktualnie źródeł finansowania, by móc wprowadzić go w dalsze fazy. Według Orbis Research, światowy rynek produktów kosmetycznych będzie w 2023 roku wyceniany na ponad 805 mld dol. Dla porównania w 2017 roku było to nieco ponad 532 mld dol.

Debiut Plantwear S.A. na NewConnect coraz bliżej. Spółka przedłuża okres przyjmowania zapisów

Plantwear S.A., producent lifestylowych akcesoriów drewnianych w Polsce, jest w trakcie przeprowadzania publicznej oferty poprzedzającej debiut na rynku NewConnect. Dotychczas Spółka pozyskała ponad 0,7 mln zł od ponad 160 inwestorów indywidualnych. Maksymalny pułap emisji nie został jeszcze osiągnięty, w związku z czym Zarząd Spółki wraz z oferującym akcje podjęli decyzję o wydłużeniu terminu przyjmowania zapisów do 10 czerwca 2019 r. Nie zmienia to planów debiutu Spółki na rynku NewConnect.

Oferta publiczna akcji serii C obejmuje 363 636 zwykłych akcji na okaziciela.

29 kwietnia Spółka opublikowała szacunkowe wyniki finansowe za I kwartał tego roku. Są one rekordowe i istotnie wpływają na poprawę atrakcyjności parametrów wyceny Spółki dla inwestorów. W I kwartale 2019 r. przychody Plantwear wzrosły o 181% względem analogicznego okresu zeszłego roku. Tylko przez te 3 miesiące wykonano 30% prognozy w odniesieniu do przychodów oraz 25% w odniesieniu do zysku netto, i to w historycznie najgorszym okresie, który dotychczas odpowiadał za 9-15% przychodów rocznych.

Są to wartościowe dane ukazujące potencjał Spółki, które mogą stanowić istotne przesłanki decyzji inwestycyjnej. Zgodnie z sygnałami ze strony inwestorów, chcemy dać im możliwość dokładnej analizy nowych danych oraz czas na podjęcie decyzji – mówi Wiktor Pyrzyk, Prezes Zarządu Plantwear S.A.

Zaktualizowana wartość wskaźnika P/E pre money wynosi 8,12x, natomiast post money 10,55x. Jest to istotny spadek względem danych za rok 2018, kiedy to wskaźniki wynosiły kolejno 13,85x oraz 18,55x.

Kapitał pozyskany z emisji umożliwia przyspieszenie działań w ramach strategii rozwoju. Realizujemy ją na bieżąco, jednak środki z zewnątrz pozwolą zwiększyć tempo działań i podjąć wszystkie z założonych celów emisyjnych. Większe wpływy to szybsza realizacja przyjętej strategii, co przełoży się korzystnie na potencjał wzrostu wartości Plantwear, na czym skorzystają też akcjonariusze – komentuje Wiktor Pyrzyk, Prezes Zarządu Plantwear S.A. Widzimy realne możliwości pozyskania większego kapitału, stąd decyzja o wydłużeniu terminu zapisów, co jak sądzimy będzie z korzyścią dla inwestorów – dodaje.

Wydłużenie terminu przyjmowania zapisów nie wpływa na plany debiutu Spółki na rynku NewConnect. Zaraz po przeprowadzeniu oferty publicznej ruszają działania w zakresie wprowadzenia do obrotu koordynowane przez autoryzowanego doradcę INC S.A.
Plantwear wprowadzi akcje do obrotu do końca 2019 r., celując w debiut we wrześniu.

Pierwotnie zapisy miały trwać do 10 maja. Zgodnie z przepisami KSH oferta publiczna może trwać maksymalnie 3 miesiące, dlatego Emitent nie będzie już ponownie wydłużał terminu zapisów i oferta publiczna definitywnie zakończy się 10 czerwca 2019 r.

Parametry oferty publicznej prezentowane są na platformie CrowdConnect.pl/plantwear, natomiast zapisy na akcje można składać pod adresem emisja.plantwear.pl

Po wyborach czeka nas podwyżka podatków?

Niedługo w budżecie może zabraknąć kilku miliardów złotych na sfinansowanie nowych pomysłów polityków. Państwo będzie musiało się zadłużać, co może skutkować problemami, które dotknęły np. Grecję. Inną drogą jest podnoszenie obecnych i nakładanie nowych podatków. Jednak, według ekspertów, wyższych danin nie będzie w tym roku. Jesienią odbędą się wybory i żadna z partii nie zechce w ten sposób zaryzykować utraty poparcia. Należy więc oczekiwać dalszego uszczelniania systemu podatkowego. Tego typu działania mają też dotyczyć NFZ i FUS. Ponadto rząd zamierza opodatkować tzw. cyfrowych gigantów. W założeniach może to wzbogacić kasę państwa o ok. miliard złotych. To byłaby tylko niewielka część potrzebna na sfinansowanie obietnic. A co z resztą kwoty?

Gra o miliardy

Jak wskazuje ekonomista Marek Zuber, koszt wprowadzenia ostatnich propozycji polityków, nie tylko PiS-u, wynosi ponad 70 mld zł. Z roku na rok kwota ta będzie się zwiększać, m.in. ze względu na obniżenie wieku emerytalnego. Zdaniem eksperta, w tej sytuacji możliwe są dwie drogi. Jedna to sukcesywne zadłużanie się, żeby sfinansować nowe pomysły. Wówczas mamy scenariusz grecki, ale nie w ciągu roku czy dwóch lat. Drugą opcją jest poszukiwanie środków, m.in. poprzez podnoszenie podatków i nakładanie nowych parapodatków. To już się dzieje, a przykładem tego jest 10 groszy w paliwie.

– Jesteśmy na początku drogi greckiej. Wszystkie partie zobaczyły, że wybory wygrywa się, dając szybko pieniądze do ręki. Ale to w prostej linii prowadzi do katastrofy, choć trochę trwa. Zadłużenie Grecji w momencie wejścia do UE wynosiło 25% PKB. Ono narastało, aby w dniu przystąpienia do strefy euro osiągnąć 100% PKB. Później, w okresie kryzysu lat 2007-2008 wzrosło do 110%. W konstytucji mamy limit zadłużenia 60%. Gdybyśmy się do niego zbliżyli, to zaczęłyby się poważne problemy – mówi ekonomista Piotr Kuczyński.

Natomiast, jak zaznacza Maciej Zdrolik z Departamentu Analiz i Relacji Inwestorskich w mBanku, realizacja rządowego pakietu fiskalnego powinna zmieścić się w planowanym budżecie na ten rok. Proponowane zmiany mogą skutkować wzrostem deficytu sektora finansów publicznych w przyszłym roku do poziomu 2,3% PKB. To wciąż byłoby znacząco poniżej granicy procedury nadmiernego deficytu, tj. 3%. Dopiero przekroczenie tego poziomu mogłoby wiązać się z okrojeniem proponowanych zmian lub rekompensowaniem wyższych wydatków większymi wpływami budżetowymi z podatków.

– Masa pieniędzy, która trafi do ludzi, podtrzyma nieco wzrost gospodarczy. Chociaż nie wierzę, żeby to było 0,6%, jak niektórzy moi koledzy po fachu mówią. Skłaniam się raczej do tego, że będzie to bliżej wartości 0,3%. Poza tym, to niestety są pieniądze, które szybko się spalają w przestrzeni publicznej, niczym snopek siana. Nie ma trwałego ciepła z tego, a w tym przypadku nie będzie też stabilnego rozwoju gospodarczego – dodaje Piotr Kuczyński.

Spokojny rok?

Polacy zapłacą wyższe lub nowe daniny, o czym jest przekonany Marek Zuber. Według niego, politycy będą musieli wybrać pomiędzy rozwiązaniem powszechnym lub wymierzonym w konkretne grupy społeczne. Może to być podatek katastralny, ale od sumowanej wartości nieruchomości, np. powyżej 1 mln zł. Wtedy objęci nim zostaną zamożniejsi obywatele, lecz nie w sensie dochodów miesięcznych, a stanu posiadania. W ten sposób można zebrać dodatkowe miliardy złotych.

– Stawiam, że w roku wyborczym nie będzie wprost zwiększonych podatków, bo to byłoby samobójstwo polityczne. Nowy parlament, który zbierze się jesienią, raczej nie zdąży wprowadzić zmian w ustawie podatkowej, np. poprzez zwiększenie stawek czy ograniczenie odpisywania kosztów. Takie modyfikacje, pomijając VAT, muszą być uchwalone i ogłoszone do końca listopada, aby obowiązywały w kolejnym roku. Dlatego uważam, że tego typu projekty mogą pojawić się później – twierdzi dr nauk ekonomicznych Radosław Piekarz, doradca podatkowy.

Według Piotra Kuczyńskiego, w tym roku nie nastąpi podwyżka stawek podatków. Ekspert podkreśla, że do końca grudnia potrzeba 18-19 mld zł na realizację rządowych pomysłów, a w kolejnych latach – ok. 45 mld zł. Z NBP, który zanotował zysk, bo złoty w zeszłym roku osłabł, wpłynie 7 mld zł. Pozostałą część można uzyskać metodą zadłużania się, poprzez podniesienie deficytu i znowelizowanie budżetu. Alternatywą jest to, że Fundusz Ubezpieczeń Społecznych zaciągnie kredyt zamiast dopłat rządowych na wypłatę emerytur. Takie rozwiązanie już było stosowane w przeszłości.

– Tzw. trzynastą emeryturę może wziąć na siebie FUS. Ponadto, program rządowy będzie finansowany z dalszego uszczelnienia systemu podatkowego. Zgodnie z zapowiedziami rządu większy nacisk ma być położony na płatności z CIT. Można też oczekiwać malejącego, ale wciąż dodatniego, przyrostu ściągalności z VAT-u. Kolejnym źródłem finansowania zapowiedzianych wydatków będą uszczelnienia w FUS czy NFZ – przewiduje ekspert mBanku.

Dr Piekarz zauważa, że wpływy VAT z B2B są dobrze chronione, istnieją odpowiednie rozwiązania i narzędzia do kontroli. Zdaniem eksperta, jednak wiele do poprawienia jest w B2C. Można mnożyć przykłady, w których klient nie otrzymuje paragonu. Tak się dzieje m.in. w warsztatach samochodowych, zakładach fryzjerskich czy lokalach gastronomicznych. Trudniej będzie o to po wprowadzeniu kas fiskalnych online. Uszczelnienie systemu nie oznaczałoby jednak podniesienia stawek VAT.

Z kieszeni gigantów

– Premier Morawiecki mówił, że zwiększenie ściągalności podatków to jest góra 20 mld zł rocznie. Resztę finansujemy dzisiaj tylko dlatego, że mamy najlepszą koniunkturę w okresie ostatnich trzydziestu lat. I dotyczy to nie tylko Polski, ale Europy Środkowo-Wschodniej. W większości krajów jest minimalny historyczny poziom bezrobocia, wzrastają realne wynagrodzenia. Jeśli się to skończy, a kiedyś to na pewno nastąpi, to nie będziemy w stanie sfinansować obietnic bez podwyższenia podatków – przekonuje Marek Zuber.

Z kolei, według Macieja Zdrolika, ryzykiem, które mogłoby spowodować wzrost podatków, byłoby pogłębienie spowolnienia w światowej gospodarce. W Polsce przyniosłoby to mniejsze wpływy podatkowe, a co za tym idzie – bardziej napiętą sytuację budżetową. Specjaliści w mBanku tak negatywnego scenariusza w chwili obecnej nie zakładają. Ekspert zaznacza, że rząd zapowiada wprowadzenie podatku od tzw. cyfrowych gigantów. On ma sfinansować ok.1 mld zł, a tzw. „piątka” to około 45,5 mld zł rocznie.

– Nałożenie podatków na Google’a i podobne firmy na razie jest życzeniowe. Pół świata próbuje to zrobić i nie do końca to wychodzi. Takie propozycje dzisiaj padają, ponieważ one są najmniej dotkliwe dla społeczeństwa. W przestrzeni publicznej pojawiają się liczby, miliardy złotych. Do Kowalskiego dociera przekaz, że to nie on zapłaci podatek, tylko źli ludzie, złodzieje, oszuści, przedsiębiorcy międzynarodowi. Już pomijam fakt, że ta danina i tak finalnie zostanie przeniesiona na klienta. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Tak samo było z podatkiem bankowym – podkreśla Marek Zuber.

Tymczasem, dr Piekarz przypomina, że podatek od cyfrowych gigantów nie jest nowym i polskim pomysłem. Nie ma w ogóle pewności, czy to rozwiązanie uda się wprowadzić w naszym kraju. Wątpliwe też pozostaje, ile z tego tytułu zyska budżet, bo szacunki są naprawdę bardzo różne. Według eksperta, dosyć ryzykowne jest poleganie na wpłatach z danin, które jeszcze nie obowiązują. Kiedyś prognozowano spore wpływy z podatków bankowego i od hipermarketów. Ten pierwszy zapewnia mniejsze dochody niż planowano, a drugi w ogóle.

– Być może Polacy dojdą do wniosku, że są gotowi płacić 30-50 groszy więcej za litr paliwa, żeby sfinansować program 500+ lub trzynastą emeryturę. Zgadzam się na wyższy podatek, ale tylko pod warunkiem, że pieniądze trafią do rzeczywiście potrzebujących. Z pewnością nie są nimi osoby, które pobierają 500+ przy bardzo wysokich dochodach miesięcznych – podsumowuje Marek Zuber.

Prawo geologiczne i górnicze wymaga zmian

W projekcie nowego prawa geologicznego i górniczego należy przyjąć elastyczne podejście do składanych wniosków koncesyjnych i umożliwienia wskazywania prawa do nieruchomości o które w przyszłości będzie zamierzał się ubiegać wnioskodawca.

Z praktyki przedsiębiorców wynika, że częstym problemem blokującym prowadzenie prac lub zmuszającym do ich przeprojektowania jest brak uregulowania stanu prawnego nieruchomości gruntowych, w tym kwestii spadkowych.

Ponieważ wymogiem wniosku koncesyjnego jest określenie właścicieli (użytkowników wieczystych) nieruchomości, w granicach których ma być wykonywana zamierzona działalność, przedsiębiorca nie jest w stanie spełnić tych wymogów.

Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan
Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Rozwiązaniem stosowanym w wielu innych ustawach jest wprowadzenie regulacji, zgodnie z którymi brak uregulowania stanu prawnego nieruchomości nie stanowi przeszkody dla procedowania postępowania. Takie przepisy powinny mieć również zastosowanie w procedurze udzielania koncesji. Nie naruszają one bowiem praw właścicieli nieruchomości – mówi Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Nie zawsze jest możliwe i racjonalne pozyskiwanie tytułów prawnych do nieruchomości gruntowych, na których jest planowane wykonanie wierceń w dniu składania wniosku o koncesję. Wynika to ze specyfiki prowadzenia działalności poszukiwawczo – rozpoznawczej, która polega na projektowaniu robót geologicznych zmierzających do rozpoznania złoża w okresie kilku lat. Dlatego wieloletnią praktyką w projektowaniu robót geologicznych, pozwalającą na elastyczność w podejmowaniu decyzji, co do wyboru konkretnej lokalizacji prac geologicznych, w tym wierceń, było określanie tych robót jako obligatoryjnych, opcjonalnych oraz wskazywanie dla takich wierceń kilku lokalizacji alternatywnych.

Wszystkie strony tak zaplanowanych prac, w szczególności właściciele (użytkownicy wieczyści) nieruchomości gdzie zaplanowano wykonywanie wierceń, były stronami postępowania o udzielenie/zmianę koncesji. Natomiast dla prac przyszłych wystarczającym było oświadczenie osób uprawnionych do reprezentacji spółki, że zamierzają uzyskać stosowny tytuł prawny do wybranej lokalizacji w przyszłości.

Digital Future 2019: Należy edukować i rozwiewać obawy w sprawie 5G

Do tego, aby sieć 5G funkcjonowała prawidłowo konieczne jest uregulowanie kwestii poziomu limitów pól elektromagnetycznych (PEM). Ministerstwo Cyfryzacji podczas konferencji Digital Future  zorganizowanej przez Związek Cyfrowa Polska zapowiedziało, że taki krok wykona do końca roku. I będzie rozwiewać obawy Polaków wobec sieci 5G i pól elektromagnetycznych.

5g1– Uregulowanie kwestii PEM to dzisiaj najważniejsze zadanie tak, aby inwestycje, które będą tworzyć operatorzy i producenci w sieć 5G nie spotykały się z blokowaniem i protestami. I wiem, że to będzie trudne zadanie, bo obawa w sprawie pól elektromagnetycznych jest często oparta na hasłach populistycznych – mówił podczas konferencji prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.

Uczestnicząca w debacie wiceminister cyfryzacji Wanda Buk przyznawała, że harmonizacja limitów PEM jest na liście Ministerstwa Cyfryzacji na ten rok. Jednocześnie resort chce „uspokoić nastroje społeczne” w sprawie poziomów promieniowania. – Zaplanowaliśmy kampanię informacyjną, która ruszy lada dzień. Stworzyliśmy też mechanizm kontroli społecznej, który pozwala sprawdzać i kontrolować natężenie pól elektromagnetycznych. Chcemy ostudzić emocje społeczne w tym temacie – stwierdziła Wanda Buk.

Prezes Cyfrowej Polski zauważał ponadto, że budowa sieci 5G musi mieć jasne uzasadnienie. – Sieć  piątej generacji pozwoli tworzyć nowe usługi i rozwiązania. Samorządy już dzisiaj powinny zastanawiać się, jak ją wykorzystać w tworzeniu tzw. smartcity, żeby mieszkańcy wiedzieli, że będą mieli z tej sieci konkretne korzyści i nie muszą się jej obawiać – dowodził Michał Kanownik. Jego zdaniem potrzebne jest także zaangażowanie biznesu, który także powinien tworzyć i myśleć już o rozwiązaniach i usługach opartych na sieci 5G.

Zdaniem prezesa Federacji Konsumentów Kamila Pluskwy-Dąbrowskiego sami konsumenci już dzisiaj są gotowi na benefity, jakie przyniesie sieć 5G. – Mam jednak wątpliwości, czy konsumenci są gotowi jednak na świadome korzystanie z tej sieci – zauważył. Pluskwa-Dąbrowski poparł również pomysł przeprowadzenia akcji edukacyjno-informacyjnej w sprawie 5G, a szczególnie w aspekcie podwyższenia limitów PEM. – W dobie „fake newsów” jest to niezbędne – dodawał.

Konferencja Digital Future 2019 – Let’s talk about technology, która odbyła się w piątek, 10 maja, została zorganizowana przez Związek Cyfrowa Polska, największą organizację branży cyfrowej w Polsce. Patronat honorowy nad wydarzeniem sprawowały Ministerstwo Cyfryzacji, Ministerstwo Przedsiębiorczości i  Technologii, UKE oraz NASK.

Rada Polityki Pieniężnej zmienia nastawienie

W Radzie Polityki Pieniężnej zaczyna pojawiać się coraz więcej głosów wątpiących w to, że do końca kadencji uda się utrzymać stopy na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. Szanse na podwyżkę rosną z kilku powodów. Na pierwszy plan wysuwają się wciąż szybko rosnące tempo podwyżek płac czy szanse na dalszy wzrost inflacji bazowej – pisze Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd.

Poziom cen w polskiej gospodarce systematycznie wzrasta od końca stycznia 2016 r., kiedy to według oficjalnych danych Głównego Urzędu Statystycznego gospodarka wyszła z deflacji, czyli spadku cen, i pojawiła się inflacja, czyli ich wzrost.

Od tamtego czasu inflacja cen konsumpcyjnych badana na podstawie koszyka dóbr i usług oszacowanego przez GUS najczęściej nie przekraczała poziomu 2 proc. Jedynie w 2017 r. podskoczyła do 2,5 proc., znajdując się w celu Narodowego Banku Polskiego, który wynosi właśnie 2,5 proc. z odchyleniem o 1 pkt proc. Można powiedzieć, że w tym okresie wszystko było pod kontrolą. Niewykluczone jednak, że już wkrótce nastąpią zmiany.

Rynek stopy procentowej, na którym jego uczestnicy próbują oszacować i zabezpieczyć się przed ewentualnym wzrostem stóp procentowych, wskazuje na największe szanse na podwyżkę stóp procentowych w Polsce przez Radę Polityki Pieniężnej od grudnia ub.r. Wyznaczają to tzw. stawki FRA 9×12 (określają one oczekiwany poziom 3-miesięcznego WIBOR-u w terminie do jednego roku), których wartość zwiększyła się do poziomu 1,76 proc., choć jeszcze w marcu znajdowały się pod poziomem 1,7 proc. Dlaczego zatem przełom kwietnia i maja przynosi zwyżkę szans na podwyżki stóp procentowych?

Czynników jest kilka, ale przede wszystkim nie trudno zauważyć, że mamy do czynienia ze stałym i silnym wzrostem wynagrodzeń, który może powodować wzrost presji inflacyjnej ze strony jeszcze większej konsumpcji. Wzrost wydatków gospodarstw domowych może przyczynić się do wzrostu cen. Co więcej, takie założenie jest również podparte badaniami NBP. Według nich coraz więcej firm planuje podwyżki cen towarów i usług, co także może być konsekwencją wzrostu wynagrodzeń. „Odsetek przedsiębiorstw planujących podniesienie cen oferowanych produktów wśród firm oczekujących wzrostu cen materiałów i surowców wykorzystywanych do produkcji wyniósł 71 proc., wobec średnio 69 proc. w ubiegłym roku. Oznacza to, że kształtowanie się cen zaopatrzenia będzie nadal kluczowe dla zmian cen producentów” – czytamy w Szybkim Monitoringu NBP z kwietnia br.

Firmy w rezultacie wzrostu kosztów mogą przerzucać je na odbiorcę końcowego. W konsekwencji może przełożyć się to na wzrost inflacji bazowej, w skład której nie wchodzą ceny żywności i energii. Oprócz tych czynników można również zwrócić uwagę na czynniki jednorazowe. Co prawda Rada niekoniecznie bierze je pod uwagę w ustalaniu polityki pieniężnej, jednak za wzrost inflacji w Polsce odpowiada także wzrost cen paliw i żywności. Ropa na światowych rynkach podrożała od początku roku o ponad 36 proc., a złoty do dolara był w pewnym momencie najsłabszy od dwóch lat. To wpływa na wyższe ceny ropy wyrażane w złotych i finalnie na drogą benzynę i olej napędowy na stacjach paliw w Polsce oraz na wzrost inflacji. Dodatkowo drożeje żywność. Jest to konsekwencja susz i chorób roślin, co obniża podaż żywności – warzyw, owoców oraz mięsa, zwłaszcza wieprzowego. Finalnie przekłada się to na wyższe ceny, czyli na inflację. Według wstępnych szacunków GUS-u żywność podrożała w kwietniu o 3,3 proc. w relacji do kwietnia ubiegłego roku i o 1 proc. w relacji do marca br.

Stąd też w 10-osobowej Radzie Polityki Pieniężnej zaczyna pojawiać się coraz więcej głosów wątpiących w to, że do końca kadencji RPP, czyli 2022 r., uda się utrzymać stopy na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc. Eugeniusz Gatnar, członek NBP i RPP, w wywiadzie dla ISB News powiedział: „Jeśli inflacja będzie blisko celu i na ścieżce wzrostowej, to dla mnie byłby to czynnik, który by mnie skłonił do rozważenia wniosku o podwyżkę stóp o 0,25 pkt proc. jako ruch wyprzedzający”. Z kolei Jerzy Osiatyński, także członek RPP, w wywiadzie dla PAP nie wykluczył podwyżki już w połowie 2019 r.: „Obecnie nie ma warunków do tego, by podwyższać stopy procentowe. Jednak nie umiem powiedzieć, jak długo takie warunki będą się utrzymywać. Trudno jest stwierdzić, jakie jest obecnie prawdopodobieństwo, że stopy procentowe w 2019 r. pozostaną bez zmian. Nie wykluczałbym, że podwyżka będzie konieczna już w połowie 2019 r., nie czekając do ostatniego kwartału, ani nie zaryzykowałbym hipotezy, że stopy procentowe do końca 2022 r. pozostaną bez zmian”. Jerzy Kropiwnicki, b. minister i kolejny z członków RPP, z kolei zauważa, że inflacja w Polsce w połowie 2020 r. może wzrosnąć powyżej 3,5 proc., co byłoby argumentem za ewentualnym poparciem wniosku o podwyżkę stóp procentowych.

Najbliższa decyzja RPP już w środę 15 maja. Może być ona oczekiwana również z racji tego, że ostatnia publikacja inflacji wskazała na największe podwyżki cen od końca 2017 r., wynosząc 2,2 proc. Teoretycznie, im bardziej prawdopodobną byłaby podwyżka stóp w Polsce, tym lepiej mógłby zachowywać się złoty, który ma co odrabiać względem dolara, franka czy funta brytyjskiego.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Spór handlowy USA-Chiny pozostanie tematem przewodnim dla rynków, a przy utrzymującej się niepewności nie trzeba wiele, by wzniecić zmienność. Dane powinny pozostać na drugim planie, choć słabsze wskaźniki aktywności będą podsycać wątpliwości wokół perspektyw globalnego ożywienia. Sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa z USA i Chin będą godne uwagi. W Europie mamy wysyp odczytów PKB za I kw. W Polsce posiedzenie RPP będzie interesujące po ostatnim zaskakujących skoku inflacji.

Przyszły tydzień: sprzedaż/produkcja z USA/Chin, PKB/ZEW z Niemiec, rynek pracy z Wlk. Brytanii/Australii, PKB/RPP z Polski, CPI z Kanady

USA

W USA kwietniowa sprzedaż detaliczna (śr) ma za punkt odniesienia dużo lepszy od oczekiwań wynik za marzec, który teraz podnosi ryzyko odreagowania. Z drugiej strony silne mierniki nastrojów konsumentów dają nadzieje na podtrzymanie wzrostu sprzedaży. Raport będzie ważnym testem tego, gdzie stoi gospodarka USA na tle odbijającego od dołka globalnego ożywienia i czy kontrast nie będzie teraz przemawiał na niekorzyść USD. Produkcja przemysłowa (wt) nieoczekiwanie skurczyła się w marcu i dane kwietniowe będą analizowane pod kątem wpływu niepewności o kierunek polityki handlowej. Nastroje pomogą zbadać regionalne wskaźniki koniunktury (śr, czw). Z rezerwą podchodzimy do potencjału wzrostowego USD w krótkim okresie.

Strefa euro

W strefie euro PKB za I kw. (śr) już miało swoją pierwszą odsłonę dwa tygodnie temu wraz z wynikami dla Hiszpanii, Francji i Włoch. Świeży będzie szacunek dla Niemiec, gdzie także powinniśmy uzyskać solidny odczyt (prog. 0,4 proc k/k). Będą to jednak dane historyczne, podczas gdy inwestorzy są bardziej skupieni na wskaźnikach przyszłościowych. Pod tym kątem punktem zaczepienia może być indeks ZEW (wt) i kolejny wzrost komponentu przyszłych oczekiwań może osłabić obawy o kierunek dla największej gospodarki bloku. Z perspektywy EUR wydaje się, że rynek szuka argumentów za rozwinięciem popytu i każdy raport lepszy od oczekiwań będzie się do tego nadawał.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy jedynie raport z rynku pracy (wt), który w ostatnim czasie był głównie źródłem pozytywnych informacji. Niewykluczone jednak, że kwiecień przyniesie pewne schłodzenie silnych trendów z pierwszego kwartału, szczególnie po stronie dynamiki wynagrodzeń. Ponieważ ostatnio Bank Anglii nie dał wskazówek, że zamierza spieszyć się z podwyżką stopy procentowej, słabsze dane nie będą dużym zagrożeniem dla i tak słabego funta.

Polska

Wielki tydzień w Polsce z publikacjami PKB za I kw., finalnym szacunkiem CPI i decyzja RPP (wszystko w środę). Oczekujemy spowolnienia wzrostu PKB do 4,1 proc. r/r z 4,9 proc. w IV kw., choć ryzyka przeważają po pozytywnej stronie. To pomogłoby w odreagowaniu ostatniej słabości złotego, o ile globalne rynki nie popadną w spiralę awersji do ryzyka. W stanowisku RPP interesujące będzie, jak bank centralny odniesie się do zaskakującego skoku inflacji (2,2 proc. r/r w kwietniu). Wątpimy, aby Rada miała gorączkowo zaostrzać swoje nastawienie i prędzej zaznaczy konieczność uzyskania większej puli danych.

Chiny

Dane z Chin pozostają w centrum uwagi, gdyż perspektywy globalnego ożywienia są oceniane w oparciu o trwałość odbicia wzrostu w Państwie Środka. W przyszłym tygodniu kwietniowe dane o produkcji, sprzedaży i inwestycjach (śr) mogą dostarczyć paliwa do nerwowej dyskusji wokół skutków sporu handlowego USA-Chiny. Prawdopodobne jest, że JPY będzie bardziej wrażliwy na dane z Chin niż na jakiekolwiek raporty z Japonii.

Nowa Zelandia

W mijającym tygodniu RBA powstrzymał się od cięcia stopy procentowej, zasłaniając się solidną postawą rynku pracy, który w jego ocenie w końcu da wsparcie trendom inflacyjnym. W tym kontekście dane z rynku pracy (czw) zyskują szczególnie na znaczeniu, gdyż potknięcie w dynamice wynagrodzeń lub wzrost stopy bezrobocia będą przemawiać za przyspieszeniem luzowania. Poza tym indeks zaufania konsumentów (śr) przyciągnie uwagę. W Nowej Zelandii RBNZ jest po jastrzębiej podwyżce bez oznak gotowości do dalszych cięć. Brak kluczowych danych w najbliższych dniach skazuje NZD na podleganie pod sentyment zewnętrzny.

Kanada

W Kanadzie po rekordowych danych z rynku pracy (najwyższy przyrost zatrudnienia w historii w kwietniu) CAD zyskał bufor bezpieczeństwa przed presją z tytułu pogorszenia sentymentu zewnętrznego. Wyższe szanse na powrót BoC do podwyżek daje CAD relatywną przewagę nad m.in. AUD i NZD. W przyszłym tygodniu dane o inflacji CPI (śr) mogą dodać przekonania, że stanowisko banku centralnego wkrótce będzie odbiegać od generalnej gołębiości.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eksperci na Digital Future 2019: prawo musi wspierać rozwój technologii w Polsce

Cyfryzacja gospodarki jest w interesie państwa, społeczeństwa i biznesu. A polscy inżynierowie mają ogromny potencjał w tym procesie. Teraz trzeba tworzyć takie prawo, by zaawansowane technologie mogły się rozwijać i budować nowoczesne państwo – mówili zgodnie eksperci i politycy w piątek, 10  maja na konferencji Digital Future 2019 odbywającej się podczas targów Electronics Show w podwarszawskim Nadarzynie.

Michał KanownikJak zauważył były minister cyfryzacji Michał Boni, trwająca rewolucja cyfrowa jest gigantyczną szansą zarówno dla biznesu, społeczeństwa, jak i całego państwa. — Nie wolno jej blokować. Konieczne jest partnerstwo i zaufanie biznesu, regulatorów i użytkowników. Bo naprawdę mamy bardzo duży potencjał. Ale musimy jeszcze dopracować implementację prawa cyfrowego, zadbać o nowoczesną infrastrukturę przygotować się mentalnie i kulturowo na rewolucję w związku z rozwojem sztucznej inteligencji — podkreślił Boni. I dodał: — Musimy dostosować edukację do cyfrowej przyszłości. Nie chodzi tylko o naukę kodowania, ale żeby zacząć uczyć zupełnie nowych kompetencji i umiejętności.

Potrzeba nowych umiejętności sprzyja z kolei powstawaniu nowych zawodów i miejsc pracy.  — Maszyny zwiększają efektywność pracy. I z jednej strony ograniczają liczbę osób wykonujących jedną pracę, ale tworzą też zupełnie nowe miejsca pracy, nowe zawody. Dziś fabryki mają problem ze znalezieniem pracowników. Dlatego musimy się przygotować, by odpowiedzieć na przyszłe zapotrzebowania — mówił z kolei prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. — Musimy nauczyć się stałego podnoszenia naszych umiejętności w nowych dziedzinach technologicznych tak, abyśmy dawali sobie radę przez kolejne 40 lat. Musimy dostosować edukację do cyfrowej przyszłości — wtórował były minister cyfryzacji.

Eksperci uczestniczący w debacie zwracali również uwagę na potrzebę podnoszenia świadomości konsumentów, jak bezpiecznie korzystać ze wszelkich nowinek technologicznych. — Cyfrowy świat ułatwia nam życie. Dzięki nowym technologiom oszczędzamy czas. Musimy przygotować się, że za jakiś czas maszyny w jeszcze większym stopniu będą rządziły naszym światem — podkreślił Michał Kanownik.

Konferencja Digital Future 2019 – Let’s talk about technology została zorganizowana przez największą organizację branży cyfrowej w Polsce – Związek Cyfrowa Polska oraz związek branży AGD – APPLiA. Patronat honorowy nad wydarzeniem sprawowały Ministerstwo Cyfryzacji, Ministerstwo Przedsiębiorczości i  Technologii, UKE oraz NASK.