Mniejsze bezrobocie i cudzoziemcy na legalnych umowach – nowa analiza rynku pracy według PIE.

Rynek pracy na początku tegorocznej wiosny wyraźnie kwitnie. Według analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego w kwietniu 2019 roku bezrobocie spadło do rekordowych 9%. Jest to mniej niż milion osób, pozostających bez zatrudnienia. Mimo słabszej koniunktury gospodarczej niż w zeszłych latach, firmy wciąż się rozwijają i zatrudniają nowych pracowników. Wysoki popyt na pracę widać jednak najbardziej w uprzemysłowionych regionach Polski. W takich regionach jak Mazowsze, Śląsk, Wielkopolska i Pomorskie widzimy rosnące statystyki zatrudnienia – jednak w tyle zostają mniejsze województwa, szczególnie te, w których przemysł nie jest bardzo rozwinięty.

– Słabsza sytuacja na rynku pracy występuje w małych województwach, bądź tych, które są mało uprzemysłowione. Tam zaczynamy dostrzegać osłabienie w zatrudnieniu, szczególnie po stronie usługowej – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, kierownik zespołu komunikacji Polskiego Instytutu Ekonomicznego i ekspert do sprawy rynku pracy. – Jednak mimo tego koniunktura na rynku pracy utrzymuje się na dobrym poziomie. Także, jeżeli chodzi o zatrudnienie cudzoziemców. Niedawne dane ZUSu pokazały, że już ponad 600 tysięcy cudzoziemców w Polsce jest zarejestrowanych w systemach ubezpieczeń społecznych. To znaczy, że świadczą pracę legalnie. To bardzo wyraźny wzrost w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w poprzednich latach – podsumowuje analizę Kubisiak.

Rynek pracy: poszukiwani specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa

Zgodnie z danymi KPMG, 68 proc. ankietowanych przedsiębiorstw w Polsce odczuło skutki związane z cyberprzestępczością, a 25 proc. z nich zanotowało wzrost liczby ataków hakerskich. Robert Bedrij, manager Information Technology w firmie rekrutacyjnej Michael Page, wyjaśnia z jakimi wyzwaniami w kwestii bezpieczeństwa IT muszą mierzyć się firmy w Polsce, aby ustrzec się przed cyberatakami oraz jakie wiążą się z tym koszty.

„Praca szuka człowieka”

Z danych zawartych w raporcie KPMG wynika także, że dla 63 proc. firm najważniejszym problemem, który uniemożliwia budowę systemów cyberbezpieczeństwa jest brak wykwalifikowanych pracowników. Wg szacunków Cisco w polskich firmach na obecną chwilę brakuje 5 tys. specjalistów ds. cyberbepieczeństwa. Za rok będzie to już do 10 tys. osób.

Organizacje zatrudniające do 300 pracowników zwykle posiłkują się w tym obszarze jednoosobowym wsparciem w postaci oficera bezpieczeństwa IT. Wynagrodzenie na tym stanowisku oscyluje między 16 a 20 tys. zł brutto. Osoba pełniąca tę funkcję w firmie powinna posiadać co najmniej 5-letnie doświadczenie w obszarze związanym z bezpieczeństwem informatycznym. Warto jednak zauważyć, że wykształcenie techniczne nie jest konieczne. Niemniej taki specjalista powinien wiedzieć, jak łączyć potrzeby biznesowe i cyberbezpieczeństwa w firmie oraz odpowiednio outsourcować i nadzorować poszczególne procesy wewnątrz jak i na zewnątrz.

Większe przedsiębiorstwa decydują się zazwyczaj na tworzenie 2-3 osobowego, a niekiedy jeszcze większego zespołu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo cybernetyczne, nad którym pieczę sprawuje manager, pełniący też rolę lidera technicznego. Oznacza to, że kandydat do tej funkcji musi posiadać odpowiednio szerokie doświadczenie oraz umiejętności i wiedzę techniczną, aby mógł służyć wsparciem mniej doświadczonym członkom zespołu. Na rynku cenieni są managerowie, którzy nie boją się pracy u podstaw i potrafią zaprogramować czy skonfigurować jakieś rozwiązanie, a niekoniecznie tylko zajmować się wdrażaniem nowych projektów. Wynagrodzenie na tym stanowisku to przedział rzędu 20 a 25 tys. zł brutto.

Kandydat do pracy w takim zespole posiadający roczne doświadczenie stricte w cyberbezpieczeństwie może liczyć na wynagrodzenie rzędu 10-12 tys. zł brutto. Osoba z trzyletnią praktyką może spodziewać się zarobków na poziomie 12-15 tys. zł brutto. Natomiast w przypadku osób z ponad trzyletnim doświadczeniem pensje mogą oscylować wokół 16-25 tys. zł brutto w zależności od specjalizacji. Kwota 25 tys. zł brutto oferowana jest zwykle analitykom podatności bądź testerom penetracyjnym. Są to zwykle kandydaci z bardzo wysokimi umiejętnościami technicznymi, mający skończone specjalistyczne studia, którzy zajmują się badaniem podatności i luk w aplikacjach bądź systemach danej organizacji. Muszą też posiadać doświadczenie w obszarze sieciowym bądź systemowym.

Osoby chcące pracować w obszarze cyberbezpieczeństwa powinny zastanowić się nad uzyskaniem certyfikatów, takich jak CISSP, CISA, CISM, CRISC i Lead Auditor ISO 27001, potwierdzających odpowiednie umiejętności. Szczególnie warto zainteresować się certyfikatami hakerskimi, m.in. CEH, GSEC, OSCP.

Odpowiednie rozwiązania

Drugi czynnik stanowiący wyzwanie dla firm w zakresie bezpieczeństwa IT to brak wystarczających budżetów do realizacji tego celu. Wskazało na to w badaniu KMPG 61 proc. respondentów. Należy jednak zaznaczyć, że firmy będąc coraz bardziej świadome zagrożeń cybernetycznych, coraz chętniej alokują dodatkowe środki na ten obszar. Potwierdzają to m.in. dane zebrane przez analityków IDC, z których wynika, że wydatki na odpowiednie rozwiązania – w tym sprzęt i oprogramowanie oraz usługi – wyniosą w 2019 roku 27,3 mld USD. Stanowi to więc wzrost o 8,3 proc. w stosunku do ub.r.

Wg danych IDC w 2019 roku ponad połowa wydatków w Europie związanych z bezpieczeństwem IT będzie dotyczyć usług (14,8 mld USD), wśród których najistotniejsze to zarządzanie usługami bezpieczeństwa (5,8 mld USD) oraz usługi integracyjne (5,4 mld USD). W dalszej kolejności wymieniano oprogramowanie (8,6 mld USD) oraz sprzęt (3,9 mld USD).

Wymagające branże

Obecnie można wyraźnie zauważyć, że najlepiej zabezpieczone przed atakami hakerskimi są banki i operatorzy. Wg analityków IDC inwestycje w cyberbezpieczeństwo w bankowości oraz produkcję przemysłową w 2019 roku wyniosą aż 9 mld USD. Po 1,5 mld na ten cel, zgodnie z badaniem firmy analitycznej, planują przeznaczyć takie sektory jak handel detaliczny oraz profesjonalne usługi, a także administracja rządowa. Wyzwanie dotyczące wdrożenia odpowiednich zabezpieczeń i procesów stoi również jeszcze przed branżą FMCG, e-commerce oraz sektorem energetycznym.

Światowej sławy programiści w Krakowie – GeeCON 2019

Ponad 1200 programistów z całego świata zawita w środę, 15 maja, do Krakowa na jedną z największych i najpopularniejszych konferencji dla branży IT w Polsce – GeeCON 2019. To znaczące wydarzenie dla branży, na którym wystąpi 75 prelegentów z całego świata, w tym światowej sławy programiści m.in. z USA.

Geecon 2018 GeeCON to konferencja IT przyciągająca najlepszych specjalistówGeeCON to forum wymiany doświadczeń na temat nowoczesnych metodologii tworzenia oprogramowania, architektury, czy rzemiosła oprogramowania. Odbywa się już od 11 lat. Ostatnie lata to nie tylko konferencje w polskich miastach (Poznań, Kraków), ale także cykliczne spotkania w Pradze. Z roku na rok przybywa uczestników, których ściąga niepowtarzalna atmosfera spotkania i prelegenci z czołowych firm softwarowych na świecie.

W tym roku na GeeCONie wystąpi m.in. Bruce Eckel – autor kultowej książki Thinking in Java, Neal Ford – światowej sławy architekt aplikacji, Fred George – prekursor architektury mikroserwisów oraz wielu innych światowych ekspertów, chociażby Ken Sipe, czy Ted Neward – wylicza Łukasz Stachowiak, jeden z organizatorów konferencji GeeCON. – To nazwiska bardzo znane i poważane w świecie IT. Cieszymy się, że wystąpią w Polsce.

Na GeeCONie pojawią się specjaliści z Polski, Włoch, Francji, Belgii, Egiptu, Brazylii, Austrii, Ukrainy i USA. Bilety nie należą do najtańszych (ponad 1000 zł), ale to nie zniechęca uczestników.

–  W naszej branży musimy trzymać rękę na pulsie i być na bieżąco z najnowszymi technologiami. GeeCON ma swoją markę i tradycję, dlatego warto tu być – mówi Damian Majsner, Front-end Developer serwisów Walutomat.pl i Internetowykantor.pl, uczestnik konferencji. – Nie bez znaczenia jest doskonała atmosfera tej konferencji i integracja środowiska IT.

Jest jeszcze druga ważna strona tego typu wydarzeń. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że do końca przyszłego roku będzie potrzebnych 600 000 programistów. Dane te mówią, że najwięcej potrzeb rekrutacyjnych w branży IT będzie w Portugalii, Francji i właśnie w Polsce. Firmy wiedzą jak trudno pozyskać dobrego programistę, testera, czy UX designera, dlatego chętnie sponsorują takie wydarzenia, by móc zaprezentować się z najlepszej strony i przekonać do pracy w danej firmie.

Rzeczywiście jest duża konkurencja wśród pracodawców, jeśli chodzi o pozyskanie specjalistów IT – przyznaje Artur Maliszewski, Chief Information Officer w Currency One SA, która jest sponsorem GeeCONu. – My staramy się ich przyciągnąć do nas nie tylko dogodnymi formami współpracy, czy ciekawymi benefitami, jak choćby masaże, owoce, czy hulajnogi w biurze. Zwracamy dużą uwagę na to, że pracujemy nad własnymi produktami i praca ta daje realny wpływ na rozwój rynku fintechów w Polsce – dodaje. A. Maliszewski.

GeeCON poświęcony będzie technologiom opartym na JVM, ale nie zabraknie też wykładów o językach dynamicznych jak javascript, tematów z architektury oprogramowania, testowania, narzędzi monitorujących czy metodyk wytwarzania oprogramowania. To jedno z najważniejszych wydarzeń w branży IT odbędzie się 15-17 maja w krakowskim Multikinie. Spodziewanych jest 1200 uczestników i ponad 75 prelegentów.

Jakich pracowników na Pomorzu brakuje najbardziej?

Deficyt kadrowy na Pomorzu sięga 8700 wolnych wakatów, które czekają na obsadzenie[i]. Jednocześnie jak wynika z raportu firmy rekrutacyjnej Antal – ponad 60% kandydatów w regionie nie szuka aktywnie pracy, ale z chęcią odpowiada na spersonalizowane oferty.

Na Pomorzu brakuje między innymi: specjalistów dla branż technicznych, pracowników transportu i logistyki oraz sektora farmaceutyczno-kosmetycznego. Deficyt występuje również w branżach tradycyjnych dla województwa pomorskiego, m.in. w budownictwie, gospodarce morskiej oraz turystyce i gastronomii, a także w zawodach z obszaru opieki zdrowotnej i pomocy społecznej.

Pomorskie wciąż przyciąga inwestorów z sektora usług wspólnych oraz IT. Szereg przedsiębiorstw regularnie zgłasza zapotrzebowanie na informatyków, m.in. programistów, inżynierów oprogramowania oraz osoby posiadające kwalifikacje w dziedzinach finansów, rachunkowości, administracji czy zasobów ludzkich.

Co ciekawe specjaliści i managerowie otrzymują rocznie średnio 8 ofert pracy. To znaczy, że co 1,5 miesiąca mogą przystąpić do procesu rekrutacyjnego.

Benefity i pakiety dla inżyniera produkcji

Branża produkcyjna w regionie pomorskim ma swoją specyfikę. Kandydaci są bardzo otwarci do rozmów, ale mniej skorzy do zmiany pracy. Jednocześnie stawki, które pracodawcy oferują pracownikom na stanowiskach inżynierskich utrzymują się na stosunkowo równym poziomie, a perspektywa ich podniesienia jest dosyć odległa. Tym samym zaczynają liczyć się wszelkiego rodzaju aspekty dodatkowe, benefity, dodatki paliwowe czy elastyczne czasy pracy.

Na przestrzeni ostatniego roku Trójmiasto odnotowało o 7 punktów procentowych więcej wskazań jako potencjalna destynacja zawodowa kadry średniego i wyższego szczebla z całej Polski. Przeszło co 3 kandydat (40% respondentów Antal) rozważający zmianę miejsca zamieszkania wybierze właśnie Pomorze. Takie wskazania siłą rzeczy prowadzą do tego, że firmy rozwijają u siebie pakiety relokacyjne, a także przychylniej patrzą w stronę kandydatów chcących zmienić miejsce życia i rozwoju zawodowego. Kandydat spoza regionu z racji mniejszej dynamiki rynku ma spore szanse na zatrudnienie u klientów.

Inżynierowie muszą liczyć się z coraz większą konkurencją, ponieważ region trójmiejski zyskuje na popularności i coraz częściej jest wskazywany jako atrakcyjna lokalizacja pod kątem relokacji przez specjalistów i menedżerów w Polsce – komentuje Miłosz Floriański, specjalista ds. rekrutacji w Antal, Engineering & Operations.

W SSC/BPO pracuje już 23 tys. osób

Intensywny rozkwit przeżywa branża SSC/BPO, czyli sektor nowoczesnych usług biznesowych. W ostatnich latach to Trójmiasto stało się jednym z najważniejszych miejsc dla potencjalnych inwestorów szukających lokalizacji nowych centrów usługowych. Pod względem liczby miejsc pracy w tym sektorze (w centrach BPO/SSC w Trójmieście pracuje ponad 23 tysiące osób), zajmuje obecnie czwarte miejsce w kraju, doganiając czołówkę, w której skład wchodzą: Kraków, Warszawa i Wrocław. W głównej mierze centra obsługują takie obszary jak: księgowość, IT i obsługa klienta. W tych dziedzinach obserwujemy największe zapotrzebowanie na pracowników.

Kto otrzyma najbardziej atrakcyjne wynagrodzenie w SSC/BPO?

Księgowy z niemieckim może liczyć na wynagrodzenie ok. 6-7000 brutto w zależności od stażu pracy. Kandydaci z doświadczeniem w zakupach z językiem angielskim otrzymają 7000 brutto, natomiast z językiem niemieckim – nawet do 9000 brutto. Warto zaznaczyć, że kandydaci z wykształceniem ekonomicznym lub finansowym, znający język angielski, mogą liczyć na angaż w wielu firmach, gdzie pracodawca przeszkoli ich i wdroży w odpowiednie stanowisko. Znajomość dodatkowych języków (np. niemiecki, francuski, szwedzki, włoski) zwiększa wynagrodzenie.

Logistyk mile widziany

W Trójmieście obserwujemy także intensywny rozkwit sektora logistyki. Spowodowane jest to przede wszystkim dużym rozwojem sieci transportowych (drogą lądową, powietrzną oraz morską), a także rozbudową przez istniejące już firmy, swoich działów logistyki w Polsce. Pracodawcy w tym sektorze są otwarci na kandydatów z wykształceniem wyższym o profilu związanym z TSL oraz znajomością języka angielskiego. Jak podkreśla Krzysztof Nadolski, odpowiedzialny za logistykę oraz sektor morski i offshore w Antal:

aktywność kandydatów na stanowiskach średniego i wyższego szczebla w logistyce jest zadowalająca. Brakuje jednak doświadczonych managerów, co z jednej strony jest spowodowane ich biernością, ale wynika też z faktu, że rynek nie wykształcił jeszcze solidnej grupy managerskiej w logistyce i spedycji.

Programista zawsze w cenie, ale niemałej

Dynamiczny rozwój technologiczny pogłębia i tak dużą już lukę kadrową w IT. Procentowo w 2018 roku zanotowaliśmy około 13-15% wzrost ofert dedykowanych dla osób z obszaru IT. Wszystko to przekłada się na coraz większą presję płacową. Przykładowo Developerzy Java w Trójmieście na pewno nie będą czekali na pracę. Pracodawcy oferują wynagrodzenie od 12 do 20 tys. zł brutto. Coraz prężniej rozwija się CyberSecurity, gdzie stawki plasują się między 15 tys. a 18 tys. zł brutto.

Zdaniem Soni Tkaczyk z Antal, rekrutującej specjalistów IT w Gdańsku: specjaliści z branży IT to głownie pasywni kandydaci, oczekujący na dobre oferty dopasowane do ich oczekiwań i kompetencji.

Procesy rekrutacyjne zamykane są często zanim pojawią się w Internecie. Firmy starają się bezpośrednio lub przez agencję dotrzeć do odpowiednich kandydatów. Ci z kolei czekają na oferty i wybierają te, które uznają dla siebie za najciekawsze. Najlepsi specjaliści potrafią dostawać nawet 20 ofert pracy w miesiącu. W środowisku IT mówi się, że programista bez pracy jest przez pół godziny.

Obserwujemy również, że firmy chętniej inwestują czas oraz finanse w rozwój młodych talentów, co często wiąże się również z umową lojalnościową wobec pracodawcy. Przykładowo obowiązek przepracowania roku czy dwóch na rzecz danej organizacji, w zamian za finansowanie kursów, szkoleń czy certyfikacji.

Warto otworzyć się na zmianę

Dopóki koniunktura gospodarcza odnotowuje najwyższe wskaźniki, to rynek kandydata w najbardziej deficytowych branżach będzie się utrzymywać. Przyczyną są ciągle powstające i rozwijające się nowe centra usług wspólnych, firmy IT oraz zakłady produkcji (rozbudowa lub greenfield). Co ciekawe ponad połowa z kandydatów biorących udział w badaniu Antal: „Aktywność Specjalistów i Menedżerów”, przyznaje, że w ciągu ostatniego roku nie otrzymało żadnej podwyżki. Dlatego to dobry moment na przemyślenie swojej obecnej sytuacji zawodowej i zaktywizowanie się na rynku pracy poprzez oferty, kontakt z rekruterami lub zrewidowanie z pracodawcą swoich obecnych warunków płacowych.

Gdzie szukać pracy?

Coraz większą rolę w poszukiwaniu pracy oraz rozwoju zawodowego pełnią media społecznościowe. Pracownicy zainteresowani zmianą pracy lub zmianą swojej ścieżki zawodowej powinni zainteresować się ogłoszeniami w sieci. Ponad 92% ankietowanych w raporcie Antal utrzymuje, że posiada aktywny profil na LinkedIn lub GoldenLine.  Choć ten drugi stara się dotrzymać kroku międzynarodowej sieci LinkedIn to jednak ten pierwszy jest zdecydowanym liderem społeczności ludzi pracy. Warto zatem zadbać o profesjonalny profil zawodowy i tam poszukać pracy, która spełni nasze oczekiwania.

ONE MORE LEVEL S.A. kończy 1 kw. 2019 r. z zyskiem

ONE MORE LEVEL S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, wypracowała w pierwszym kwartale 2019 r. ponad 114 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 1.005 tys. zł. Emitent w kwietniu br. rozpoczął sprzedaż gry „God’s Trigger” i pracuje równolegle nad drugą grą z gatunku FPP, której premiera jest zaplanowana na 2020 r.

Spółka zanotowała w 1 kw. 2019 r. 114 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły ponad 1.005 tys. zł. W analogicznym okresie 2018 r. ONE MORE LEVEL S.A. miała blisko 11 tys. zł straty netto przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie 210 tys. zł. W kwietniu 2019 r. do sprzedaży na PC, PS4 oraz Xbox trafiła wyprodukowana przez Emitenta gra „God’s Trigger” i spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem oraz odbiorem wśród recenzentów uzyskując wysokie oceny m.in. w serwisie metacritic.com. Dla Zarządu Spółki kluczowym elementem dla wyniku sprzedażowego tej produkcji pozostaje sprzedaż na konsolach.

„Premiera „God’s Trigger”, która odbyła się 18 kwietnia 2019 roku i uzyskane wysokie oceny gry produkowanej przez nasze studio, pokazały potencjał zespołu i są dobrym wyznacznikiem jakości, której oczekujemy jako Spółka od naszych kolejnych produkcji. Oczywiście nie zapominamy o dalszym wspieraniu „God’s Trigger” o kolejne dodatki i funkcjonalności takich jak m.in. nadchodzący w najbliższym czasie tryb kooperacji online.” – ocenia Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

ONE MORE LEVEL S.A. realizuje kolejny projekt, jakim jest gra z gatunku FPP, czyli przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby. Produkcja ta jest realizowana na silniku Unreal Engine 4, dzięki czemu będzie charakteryzowała się najwyższym standardem i oferowała graczom rozrywkę na najwyższym poziomie. Zmiana silnika wpłynie pozytywnie na jakościowy skok kolejnej gry w porównaniu z poprzednim projektem Spółki. Powstająca produkcja będzie przeznaczona na komputery PC oraz konsole PS4 i Xbox One. Jej premiera została zaplanowana na 2020 r., a pierwsze informacje odnośnie tego projektu zostaną opublikowane przez ONE MORE LEVEL S.A. w ciągu najbliższych tygodni.

„Kolejny tytuł mamy nadzieję zapowiedzieć w przeciągu najbliższych tygodni. Umowa podpisana w czerwcu zeszłego roku zapewnia Spółce bezpieczeństwo finansowe niezbędne do realizacji planów dotyczących kolejnego projektu, który jeszcze wyżej podniesie poprzeczkę produkcji mogących powstawać w naszej Spółce. Cały zespół intensywnie pracuje, by kolejny tytuł spełnił pokładane w nim oczekiwania Zarządu i Akcjonariuszy Spółki. Nadchodzące tygodnie powinny przynieść wiele pozytywnych informacji dotyczących naszego dalszego rozwoju.” – zakończyła Prezes Cygan-Opyt.

USA twardo negocjują z Chinami. Jest nerwowo, ale bez paniki

Spadające indeksy w Azji i dołujący futures na S&P500 jasno dają do zrozumienia, że klimat na rynkach nie jest pozytywny w obawie, że USA i Chinom nie uda się dojść do porozumienia w kwestiach handlowych. Twarde stanowisko obu storn przynosi impas, ale też wyższe cła na import z Chin, co przez inwestorów jest odczytywane jako zagrożenie dla globalnego ożywienia.

Jest nerwowo, ale bez paniki, co widać po małych wahaniach na rynku FX. Za dobrą monetę jest odbierane, że strony wciąż ze sobą rozmawiają. W rozmowach nie ma progresu, ale obie strony podtrzymują ostrożny optymizm. Wicepremier Liu stwierdził, że negocjacje poszły „dość dobrze”, a w opinii sekretarza skarbu USA Mnuchina były „konstruktywne”. Jednocześnie chłodno wybrzmiewają żądania Waszyngtonu, by Chiny zobowiązały się do konkretnych zmian w swoim prawie, na co Pekin odpowiedział, że nie ma zamiaru połknąć „gorzkiego owocu” i zaszkodzić swoim interesom. Ponownie, upór stron oznacza brak kroku naprzód. Wyższe cła na towary z Chin są już w mocy, a rynek zastanawia się, jak Chiny zamierzają odpowiedzieć. Jeśli riposta będzie bolesna np. dla rolników z USA, to z pewnością rozsierdzi prezydenta Trumpa i otrzymamy soczystego tweeta z groźbami, które ponownie zachwieją rynkami finansowymi. Niezależnie jak bardzo rozsądek podpowiada, że strony w końcu dojdą do porozumienia, z perspektywy rynków finansowych ważniejsze jest, co będzie w międzyczasie. Sporo wskazuje, że najpierw musi być gorzej, by było lepiej i inwestorzy sami będą musieli przełknąć gorzki owoc rosnącej awersji do ryzyka.

Pozostajemy w klimacie, który preferuje redukcje pozycji w akcjach i ucieczkę kapitału w JPY i CHF. USD pozostaje między młotem a kowadłem. Z jednej strony jest „bezpieczną przystanią”, ale obawy o globalne ożywienie oznaczają utrzymanie gołębiego nastawienia banków centralnych i Fed ma najwięcej do oddania z poprzedniego cyklu zaostrzania polityki. Jako że EBC ma niemal pusty arsenał, paradoksalnie jest łatwiej dla EUR utrzymać (a nawet poprawić) swoją pozycję. Ale potencjalnym zagrożeniem na przyszłość jest to, że jeśli USA twardo negocjują z Chinami, tak samo twardo mogą prowadzić rozmowy z UE, co dla EUR nie będzie dobre. Na krajowym rynku złoty odczuwa presję z rynków zewnętrznych i pierwszy raz od marca EUR/PLN jest powyżej 4,3050. W ujęciu względnym złoty jest wciąż stabilny (+0,8 proc. od dołka EUR/PLN z kwietnia) i praktycznie nie ma ryzyka gwałtownej przeceny. Ale póki na rynkach zewnętrznych jest gorzej niż lepiej, dla EUR/PLN łatwiej jest ponad niż poniżej 4,30.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Orange wprowadza na rynek nowy model korzystania z usług. Zapowiada rewolucję na miarę tej, która wyparła telefony stacjonarne

Orange wprowadza na rynek nowy model korzystania z usług. Zapowiada rewolucję na miarę tej, która wyparła telefony stacjonarne 1

Orange zapowiada, że nową ofertą Flex zrewolucjonizuje rynek usług telekomunikacyjnych. Zamiast tradycyjnego modelu, w którym trzeba podpisać umowę w salonie albo pamiętać o doładowywaniu konta, klient będzie mógł włączać i wyłączać dowolne usługi i plany taryfowe w aplikacji, dopasowując je do swoich aktualnych potrzeb. Operator pracuje już też nad dostosowaniem oferty dla klientów biznesowych.

Do zbudowania aplikacji i oferty firma zaprosiła samych zainteresowanych, czyli obecnych i byłych klientów. W pierwszym etapie przeprowadzono badania, podczas których 4 tys. ankietowanych zapytano o to, co im przeszkadza w usługach telekomunikacyjnych i czego po nich oczekują. Następnie 400 osób zaproszono do konsultowania powstającego rozwiązania.

 Z naszych badań wynika, że klienci oczekują czterech istotnych elementów. Po pierwsze, chcą mieć poczucie wolności – nie chcą się wiązać żadnymi kontraktami, bo nie wiedzą, co będą robić za tydzień, miesiąc czy rok. Po drugie, chcą mieć wybór, który będzie łatwy i przyjemny. Po trzecie, chcą, żeby grać z nimi fair, aby wszystko było jasne, przejrzyste i transparentne. I po czwarte, chcą mieć poczucie bezpieczeństwa – móc kontrolować swoje rachunki i wiedzieć, ile na koniec zapłacą. Na bazie tych czterech elementów zbudowaliśmy Orange Flex – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Stankiewicz, szef marketingu rynku konsumenckiego Orange Polska.

Podkreśla, że wprowadzenie nowej oferty jest dla rynku rewolucją, ponieważ zupełnie zmienia model korzystania z usług telekomunikacyjnych.

– Tak będzie niedługo wyglądał świat telekomunikacji: nie podpisuje się żadnych umów, włącza i wyłącza usługi kiedy, gdzie i jak się chce. Operator jest po prostu przez cały czas z klientem w jego smartfonie – mówi Artur Stankiewicz. – Jakaś część klientów pewnie zostanie w tradycyjnych ofertach. To tak jak z telefonią stacjonarną – już dawno lata świetności ma za sobą, a nadal są klienci, którzy z niej korzystają, mimo że komunikacja mobilna zdobyła rynek. Jesteśmy przekonani, że Orange Flex zmieni go jeszcze bardziej.

Według danych IPSOS aż 3/4 Polaków jest zadowolona z rosnącej cyfryzacji. 59 proc. uważa, że ma ona dobry wpływ na społeczeństwo, a cyfrowe usługi będą dostępne dla coraz większej ilości osób. Dziś korzysta z nich 15 proc. badanych. 34 proc. ankietowanych określa siebie jako zaawansowanych użytkowników cyfrowych gadżetów.

Orange Flex to w pełni elastyczna oferta komórkowa, bez sztywnej umowy – nie wymaga zbędnych formalności ani wizyt w salonie. Umożliwia klientowi dopasowanie wygodnego dla siebie planu komórkowego z poziomu smartfona, a potem łatwą zmianę, w zależności od jego potrzeb. Obejmuje szeroką gamę dodatkowych opcji, które można dowolnie włączać i wyłączać w każdej chwili, z poziomu aplikacji.

– Klient ma poczucie kontroli, bo z góry wie, ile za to wszystko zapłaci. Jeśli będzie chciał więcej gigabajtów, może zmienić plan taryfowy w każdej chwili i bez żadnych kosztów – mówi Artur Stankiewicz.

Oferta będzie na razie dostępna dla klientów indywidualnych, ale operator pracuje już nad dostosowaniem jej do potrzeb klientów biznesowych.

GDDKiA: Budowa A1 na wysokości Częstochowy powinna się zakończyć do końca roku, mimo odstąpienia od umowy z wykonawcą. Trasa może zostać oddana szybciej niż przewidywano

GDDKiA: Budowa A1 na wysokości Częstochowy powinna się zakończyć do końca roku, mimo odstąpienia od umowy z wykonawcą. Trasa może zostać oddana szybciej niż przewidywano 2

Jeszcze w tym roku do użytku ma zostać oddane blisko 60 km autostrady A1. Tym samym uda się uniknąć czarnego scenariusza, że po rozwiązaniu umowy z firmą Salini Polska opóźnienie może sięgnąć nawet kilkunastu miesięcy. – Wszystko wskazuje na to, że będziemy mogli z końcem roku ominąć Częstochowę i do granicy z Czechami przejechać autostradą – zapowiada Jan Krynicki, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Opóźniona jest budowa trzech odcinków drogi ekspresowej S5, jednak ich realizacja nie jest zagrożona.

– W przypadku dwóch inwestycji firmy Salini Polska – ostatniego, nieoddanego w zeszłym roku odcinka S3 na Dolnym Śląsku i autostrady A1, obwodnicy Częstochowy – odstąpiliśmy od umowy, ponieważ wezwanie do poprawy, czyli szczegółowo określony plan prac, jakie miały być wykonane w ciągu poprzedniego miesiąca, nie został zrealizowany. Zgodnie z kontraktem i zapisami umowy mieliśmy prawo odstąpić od umowy z winy wykonawcy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Krynicki, rzecznik prasowy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Po przerwie zimowej, która zakończyła się 15 marca, wykonawcy mieli wrócić do pracy na placach budowy – łącznie to 113 zadań o łącznej długości blisko 1 426 km. Na części odcinków były znaczne opóźnienia, stąd wysłane wezwania do natychmiastowego podjęcia działań naprawczych do konsorcjum na czele z Salini budującego drogę ekspresową S3 koło Polkowic na Dolnym Śląsku i A1 – obwodnicę Częstochowy (pomiędzy węzłami Rząsawa i Blachownia). Pod koniec kwietnia GDDKiA zdecydowała się rozwiązać umowę z Salini, która nie zrealizowała prac pomimo wezwań.

Roboty na A1 pomiędzy węzłami Rząsawa a Blachownia były wówczas zaawansowane na poziomie ok. 53 proc., choć upłynęło już ponad 94 proc. zakontraktowanego terminu. Dlatego, aby uniknąć większych opóźnień, GDDKiA już rozpoczęła wyłanianie nowego wykonawcy w trybie negocjacji bez ogłoszenia.

– Zaprosiliśmy wykonawców generalnych i podwykonawców trasy A1 do negocjacji, w jaki sposób mogą zabezpieczyć już wykonane prace i zrealizować to zabezpieczenie, m.in. wykonanie nawierzchni, wykonanie pełnego odwodnienia. To oraz inne nasze działania powinny spowodować, że z końcem tego roku udostępnimy kierowcom ciąg główny trasy A1. Na południe od Częstochowy pozostałe trzy kolejne odcinki autostrady A1 mają być w ciągu wakacji przekazane do dyspozycji kierowców, więc z końcem roku będziemy mogli ominąć Częstochowę i do granicy z Czechami przejechać autostradą – zapowiada Jan Krynicki.

Salini budowała też drogę ekspresową S3 koło Polkowic na Dolnym Śląsku. Za przekroczenie czasu budowy odcinka od węzła Kaźmierzów do węzła Lubin Północ zostały na nią nałożone kary umowne w wysokości 84,4 mln zł.

– Odcinek trasy S3, gdzie również odstąpiliśmy od umowy z winy wykonawcy, powinien być udostępniony jeszcze w 2018 roku. Jest to jedyny odcinek nieoddany w 2018 roku do dyspozycji kierowców, więc już dziś mówimy o tym paromiesięcznym opóźnieniu. Opóźnienie będzie na pewno minimum kilku-, jeżeli nie kilkunastomiesięczne – ocenia rzecznik GDDKiA.

Salini domagała się dopłat do kontraktów i uzależniała od tego rozliczenie się z podwykonawcami. Na odcinku A1 firma ma zaległości wobec 30 podwykonawców w łącznej wysokości ok. 5 mln zł. Na odcinku S3 doszło do powstania zaległości wobec 71 firm w wysokości ponad 41 mln zł.

– Roszczenie firmy Salini Polska opiewało na ok. 800 mln zł, ale mówiło o ogólnych roszczeniach waloryzacyjnych, a nie miało związku z konkretnymi klauzulami zawartymi w umowach. I to też pokazuje, że nie miało ono odniesienia do konkretnych wartości – przekonuje Krynicki.

Duże opóźnienia mogą też dotyczyć trzech odcinków drogi ekspresowej S5. Firma Impresa Pizzarotti, do której GDDKiA także wystosowała wezwanie, realizuje cztery kontrakty. To trzy odcinki S5 w województwie kujawsko-pomorskim: Nowe Marzy – Dworzysko, Dworzysko – Aleksandrowo i Białe Błota – Szubin, oraz S61 od końca obwodnicy Suwałk do Budziska. Sama trasa S5 jest jedną z ważniejszych w skali kraju – ma połączyć A1 z A2. Odcinki budowane przez włoskiego wykonawcę miały zostać oddane pod koniec 2019 roku. Zaawansowanie prac na nich jest jednak mniejsze od pozostałych wykonywanych przez rodzime konsorcja.

– Oczekujemy na dokumenty od inżyniera kontraktu, czy wezwanie do poprawy zostało wykonane, czy będziemy mieli prawo odstąpić od umowy i czy z tego prawa skorzystamy, czy będą jakieś rokowania na to, że firma będzie realizowała zadanie. Jesteśmy też przygotowani na realizację chociażby płatności bezpośrednich dla podwykonawców i usługodawców, co też może spowodować, że zrealizujemy wspólnie tę inwestycję do końca – mówi Krynicki.

Bez dokumentacji inżyniera kontraktu GDDKiA nie może podjąć decyzji, czy inwestycja będzie kontynuowana przez tego samego wykonawcę. Zwłaszcza że firma Impresa Pizzarotti w lutym wystąpiła z roszczeniami finansowymi – 766 mln zł ponad to, co zostało zapisane w kontraktach.

– Już na etapie postępowania przetargowego zadawaliśmy pytania, czy na pewno wykonawca jest w stanie zrealizować złożoną ofertę. Obecnie ma problemy, wyciągamy rękę w postaci możliwości płatności bezpośrednio do tych, którzy realizują prace i usługi, ale tutaj też nie ma jeszcze takich możliwości ze strony wykonawcy. On złożył ogólne roszczenie, a my opieramy się na obopólnie podpisanych umowach z każdym wykonawcą na tych samych zasadach – podkreśla Jan Krynicki.

Oszczędność energii w firmie nie wymaga gigantycznych inwestycji. Sama zmiana nawyków pracowników pozwala ograniczyć zużycie prądu o 5 proc.

Oszczędność energii w firmie nie wymaga gigantycznych inwestycji. Sama zmiana nawyków pracowników pozwala ograniczyć zużycie prądu o 5 proc. 3

Polskie firmy kładą coraz większy nacisk na ograniczanie zużycia energii. Wpływają na to rosnące ceny prądu, presja na biznes, by działał w sposób bardziej ekologiczny, ale też coraz większa dostępność programów wsparcia. Poza inwestycjami wymagającymi dużych nakładów ważne są także drobne inicjatywy. Według KAPE już zmiana nawyków pracowników na bardziej energooszczędne pomoże zmniejszyć zużycie energii o 5 proc. Małe i średnie firmy oraz start-upy, które potrzebują wsparcia w działaniach proefektywnościowych, mogą skorzystać z pomocy i doradztwa w ramach projektu Start2Act.

– Polskie firmy radykalnie poprawiły się w zakresie efektywności energetycznej. Lata temu, kiedy następowała w Polsce transformacja, mówiliśmy, że energia zawarta w słoiku dżemu jest siedmiokrotnie większa niż w tym samym produkcie wytworzonym w Europie Zachodniej. Dziś jest to już 1,5–2 razy więcej energii zużytej do produkcji słoika dżemu czy pary butów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Roman Babut, doradca ds. międzynarodowych prezesa zarządu Krajowej Agencji Poszanowania Energii.

Według danych GUS przemysł odpowiada za 83 proc. całkowitego zużycia energii elektrycznej w Polsce. Z kolei raport „Koszty energii. Wyzwania i szanse dla przedsiębiorstw” Kantar Millward Brown na zlecenie Ayming Polska pokazuje, że Polska wciąż musi nadrabiać dystans dzielący ją od najbardziej energooszczędnych krajów europejskich, a dla 93 proc. przedsiębiorstw energochłonnych wydatki na energię elektryczną odgrywają istotną rolę w kosztach produkcji.

To z tego powodu wiele firm podejmuje się optymalizacji tego obszaru. Poprawa efektywności energetycznej zwyczajnie się im opłaca – pozwala m.in. ograniczyć koszty działalności i zapewnić środki na nowe inwestycje. Firmy planujące przedsięwzięcia, które mają zwiększyć ich efektywność energetyczną, mogą skorzystać z całego szeregu instrumentów wsparcia, np. dotacji NFOŚiGW i PARP, funduszy unijnych albo systemu białych certyfikatów, pozwalają zrekompensować część poniesionych kosztów. Z informacji Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że osiągnięta w ten sposób oszczędność energii finalnej w 2017 roku wyniosła 364 991 toe.

Korzyści z wdrażania efektywności energetycznej są nie tylko finansowe, lecz także ekologiczne. W Polsce 60 proc. ciepła jest wytwarzane z węgla kamiennego, niestety nie najlepszej jakości. W związku z tym każde działanie, które prowadzi do ograniczenia spożycia energii, prowadzi również – pośrednio lub bezpośrednio – do ograniczenia spożycia surowca, które emituje znaczne ilości dwutlenku węgla – mówi Roman Babut.

Przedsiębiorstwa kładą nacisk na efektywność energetyczną, bo przyczynia się do tego również polska i unijna polityka klimatyczna. Presja, żeby działały w sposób bardziej zrównoważony i ograniczały swój wpływ na środowisko, jest coraz większa. Duże firmy, zatrudniające powyżej 250 pracowników, mają ustawowy obowiązek co cztery lata przeprowadzać audyt energetyczny (szczegółowy przegląd m.in. zużycia energii w budynkach i instalacjach przemysłowych) i składać z niego raport do URE.

Jest cała gama możliwości poprawy efektywności energetycznej w firmie. Przedsięwzięcia, które wymagają inwestycji w technologie czy proces produkcji, zwykle kosztują więcej i okresy zwrotu są dłuższe. Natomiast mogą to być także działania miękkie, które zależą wyłącznie od organizacji i wymagają niedużych nakładów finansowych, ale szybko przynoszą zyski. Przykładem może być wymiana oświetlenia – mówi Roman Babut.

Sprzęt biurowy zużywa 15 proc. całkowitej energii wykorzystywanej w firmach, a jeśli obecne tempo się utrzyma, w 2020 roku ten odsetek będzie wynosić 30 proc. Wiele zależy też od samych pracowników. Z danych KAPE wynika, że zmiana ich nawyków na bardziej energooszczędne może zmniejszyć zużycie energii w firmie o 5 proc.

Od zachowania pracowników zależy bardzo wiele, zarówno w firmach o profilu produkcyjnym, jak i konsultingowym. Przykładowo, w KAPE wdrażamy wiele programów, w które włączają się pracownicy, jednak zwykle wymaga to wcześniejszego przeszkolenia. Jest szeroka oferta projektów krajowych i międzynarodowych finansowanych z różnych źródeł i zachęcamy firmy do skorzystania z ich doświadczeń, do szkolenia pracowników i wdrażania procesów proenergooszczędnych – mówi Roman Babut.

Firmy, które potrzebują wsparcia w działaniach proefektywnościowych, mogą skorzystać z pomocy KAPE. W ramach unijnego programu Horyzont 2020 KAPE prowadzi projekt Start2Act, którego celem jest pomoc MŚP i start-upom w zmniejszeniu zużycia energii oraz obniżeniu kosztów. Projekt obejmuje bezpłatne doradztwo oraz działania szkoleniowe i jest prowadzony w dziewięciu krajach europejskich, m.in. Bułgarii, Chorwacji, Polsce, Rumunii, Słowacji czy Wielkiej Brytanii.

Start2Act polega na wdrażaniu prostych rozwiązań. W ramach tego projektu przekazujemy firmom doświadczenia międzynarodowe z 9 krajów europejskich. Głównym elementem jest platforma szkoleniowa i e-learning oraz baza wiedzy, podbudowana solidnymi eksperckimi opracowaniami – mówi Roman Babut.

Możliwe jest również indywidualne spotkanie z ekspertem Krajowej Agencji Poszanowania Energii, który przyjedzie do firmy i doradzi, jak zwiększyć efektywność energetyczną.

Na zakończenie projektu Start2Act firma uzyskuje certyfikat ukończenia programu szkoleniowego, który może posłużyć np. do jej promocji. Z pewnością znajdą się partnerzy, którzy poszukują właśnie takich firm, działających w kierunku poszanowania energii i poprawy efektywności energetycznej – mówi doradca ds. międzynarodowych prezesa zarządu KAPE.

Jak podkreśla, korzyści są nie tylko finansowe, bo działania proefektywnościowe budują też pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa na rynku i zadowolenie pracowników, którzy doceniają fakt, że ich firma dba o zrównoważony rozwój. Z biznesowego punktu widzenia efektywność energetyczna daje z kolei lepsze możliwości marketingowe i chroni firmę przed skutkami przyszłych zmian cen energii.

Z podzielonej płatności VAT korzystają tylko największe firmy. Większość przedsiębiorstw obawia się zachwiania płynności finansowej

Z podzielonej płatności VAT korzystają tylko największe firmy. Większość przedsiębiorstw obawia się zachwiania płynności finansowej 4

Ze split paymentu, czyli mechanizmu podzielonej płatności VAT, korzystają głównie spółki Skarbu Państwa i inne duże firmy. Wśród podmiotów z sektora małych i średnich przedsiębiorstw tylko co czwarta firma jest zainteresowana jego stosowaniem, co trzecia dostrzega jego zalety – wynika z ubiegłorocznego badania BIG InfoMonitor. Choć podzielona płatność wiąże się z pewnymi korzyściami, to ma duży wpływ na płynność finansową firm. Część pieniędzy zostaje unieruchomiona na rachunku VAT-owskim, to zaś może zmuszać je do korzystania z dodatkowego kredytowania.

– Split payment, czyli podzielona płatność, związana jest z formułą płatności za fakturę, którą otrzymuje nabywca będący podatnikiem VAT. Formuła ta zakłada, że kwota netto wpływa na rachunek naszego kontrahenta, tzw. rozliczeniowy, natomiast kwota VAT-u wpływa na rachunek VAT-owski, do którego dostęp jest ograniczony – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Szafarowska, doradca podatkowy i partner w Gekko Taxens Doradztwo Podatkowe.

Od 1 lipca 2018 roku przedsiębiorca może podzielić płatność na dwie części. Z części, która trafia na osobny rachunek VAT, można korzystać wyłącznie do rozliczeń płatności VAT z urzędem skarbowym. Przedsiębiorca nie może z tego konta uregulować np. całości faktury zakupowej, podatku dochodowego czy składek na ubezpieczenia społeczne.

– Split payment jest fakultatywny. Środki z tego rachunku mogą być przeniesione na rachunek rozliczeniowy przedsiębiorcy, ale organ podatkowy musi na to wyrazić zgodę. Poprzez to, że jest to zamknięty obieg, uznaje się, że organ podatkowy ma cały czas kontrolę nad środkami w zakresie podatku VAT – podkreśla Marta Szafarowska.

Mechanizm podzielonej płatności wiąże się z określonymi korzyściami – umożliwia obniżenie zobowiązania VAT (im szybciej zostanie zapłacony podatek, tym większą zniżkę otrzyma podatnik) i otrzymanie zwrotu VAT w przyspieszonym terminie 25 dni, a także zabezpiecza przed dodatkowymi sankcjami w razie zakwestionowania przez organy podatkowe prawa do odliczenia VAT naliczonego z faktur zakupowych opłaconych z jego użyciem.

– Jeżeli mamy do czynienia z fakturą, wobec której organ podatkowy zakwestionuje prawo podatnika do odliczenia VAT-u, to tak długo, jak podatnik nie miał świadomości, że taka faktura jest kompletnie pusta, tak długo z brakiem odliczenia VAT-u nie będą się wiązały dodatkowe sankcje, jeżeli zapłaciliśmy za taką fakturę w formule podzielonej płatności – mówi doradca podatkowy Gekko Taxens.

Obecnie ze split payment korzystają głównie największe firmy w Polsce, choć wciąż skala jest niewielka – aktywnie korzysta z takiej możliwości ok. 10 proc. firm. Z danych Krajowej Administracji Skarbowej wynika, że w ciągu pierwszych sześciu miesięcy od wprowadzenia formuły podzielonej płatności skorzystało z niej ok. 400 tys. podmiotów.

– Split payment stosują przede wszystkim podmioty, które same otrzymują duże kwoty podatku VAT na rachunek VAT-owski, przy czym przodują tutaj spółki Skarbu Państwa, które od razu przyjęły zapłatę w formule podzielonej płatności na rzecz swoich kontrahentów. Stosują ją również inne duże spółki, które w ten sposób starają się wyrazić swoją należytą staranność – wymienia ekspertka.

Większość firm podchodzi jednak do tego rozwiązania z rezerwą. Z ubiegłorocznego badania przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że tylko co czwarte przedsiębiorstwo z sektora MŚP jest zainteresowane stosowaniem split paymentu. Zalety ze stosowania tego rozwiązania dostrzega tylko co trzecia firma. Większość obawia się zachwiania płynności  finansowej, gdy część pieniędzy jest zablokowana na rachunku VAT-owskim. W sytuacji, gdy wielu przedsiębiorców ma problem z terminowym uzyskiwaniem płatności od kontrahentów, split payment może się okazać trudny do wprowadzenia.

 Im więcej kontrahentów płaci nam w formule podzielonej płatności, tym większe problemy możemy mieć z przepływami pieniężnymi. W wielu relacjach między kontrahentami można zaobserwować działania, które celowo są ukierunkowane na to, żeby nie psuć kontrahentowi przepływów pieniężnych – mówi Marta Szafarowska.

Nowelizacja ustawy o VAT, wdrażająca obowiązkowy split payment, prawdopodobnie wejdzie w życie na początku 2020 roku.