HoReCa szykuje się na rekordowy sezon letni

Rozpoczynający się sezon urlopowo-wakacyjny, Polska jako destynacja urlopowa oraz świadczenia rządowe takie jak Rodzina 500+ i 13. emerytura to najważniejsze czynniki, które wpływają na bardzo optymistyczne prognozy przedstawicieli HoReCa na najbliższe miesiące. Wartość subindeksu „Barometru EFL” dla branży gastronomicznej w II kwartale 2019 roku wzrosła aż o 11,1 pkt. w porównaniu do wskaźnika z początku roku i wyniosła 63 pkt. Jest to drugi (rekordowy był II kwartał 2018 – 65,1 pkt.) najwyższy odczyt od początku realizacja badania (od stycznia 2015 roku).

Po najgorszym od początku realizacji pomiaru „Barometr EFL” IV kwartale ubiegłego roku i słabym początku 2019 roku widać wiosenne przebudzenie wśród przedstawicieli HoReCa. Subindeks dla tego sektora w II kwartale br. wyniósł 63 pkt., co oznacza dynamikę +11,1 pkt. kwartał do kwartału. Był to najwyższy wzrost kw./kw. spośród 6 badanych sektorów w badaniu (budownictwo, handel, HoReCa, produkcja, transport, usługi). Jest to również wynik dużo lepszy niż główny wskaźnik Barometr EFL dla całego rynku MŚP w Polsce, który wyniósł 54,5 pkt. Warto zwrócić uwagę, że w ciągu pół roku wartość subindeksu HoReCa wzrosła aż o 14,7 pkt. Jeszcze w IV kwartale 2018 roku wynosił on zaledwie 48,3 pkt. i znajdował się poniżej progu OR[1], czyli branża znajdowała się w stagnacji i nie przewidywała szans na rozwój. Obecnie przedstawiciele rynku gastronomicznego są w optymistycznych nastrojach i liczą na „gorący” sezon.

Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL
Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL

– Kondycja branży HoReCa, czyli rynku usług hotelarskich i gastronomicznych, zależy od wielu czynników, ale w tym roku na szczególną uwagę zasługują dwa. Pierwszy związany jest z rokiem kalendarzowym – hotele i restauracje zaczynają „żyć” w w czasie sezonu urlopowo-wakacyjnego, który w tym roku rozpoczęły już Święta Wielkanocne. A zgodnie z prognozami ekspertów i doświadczeniami z ubiegłych lat, coraz więcej Polaków zamiast wyjeżdżać do popularnych ciepłych krajów takich jak Egipt, Grecja czy Turcja, decyduje się na wakacje w kraju. Po drugie, HoReCa jest bardzo podatna na zmiany legislacyjne i regulacje powodujące spadek lub wzrost realnego dochodu gospodarstw domowych. Dzięki programowi Rodzina 500+ konsumpcja prywatna w Polsce wyraźnie wzrosła i ten trend powinna podtrzymać tegoroczna zmiana w projekcie, dzięki której dodatkowe świadczenie będzie przysługiwało na każde dziecko. Do tego należy dodać „trzynastkę” dla 10 mln emerytów. Z pewnością część tych środków trafi do kieszeni przedsiębiorców z branży gastronomicznej – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

HoReCa szykuje się na najwyższe obroty

Na zdecydowanie lepsze nastroje restauratorów i hotelarzy największy wpływ mają prognozy dotyczące sprzedaży. Aż 60 proc. zapytanych liczy na wzrost zamówień na swoje usługi i produkty w II kwartale br. To ponad dwa razy więcej niż na początku roku (28,8 proc.). Za planowanym wzrostem sprzedaży idzie prognozowana poprawa płynności finansowej firm działających w branży gastronomiczno-hotelarskiej. 35% przedsiębiorców spodziewa się poprawy w tym obszarze Jest to związane ze specyfiką tej branży, w której obowiązują krótkie terminy płatności za usługi. Wzrost sprzedaży sprawi, że przedsiębiorcy w krótkim okresie odczują poprawę płynności.

Wyższa wartość subindeksu dla HoReCa wynika również z faktu, że więcej przedstawicieli tej branży spodziewa się więcej inwestować niż zrezygnować z inwestycji (28 proc. vs. 12 proc.).

Sezonowy wzrost liczby klientów i brak pracowników

Na poprawę kondycji hoteli, restauracji i firm cateringowych najbardziej, w opinii 74 proc. respondentów badania, największy wpływ powinien mieć sezonowy wzrost zainteresowania usługami i produktami. 45 proc. przedstawicieli HoReCa liczy na uzyskanie dotacji ze środków publicznych lub unijnych, a 38 proc. planuje wprowadzenie do swojej oferty nowego produktu lub usługi, które mają przyciągnąć więcej klientów.

Warto jednak zwrócić uwagę, że nadchodzący sezon będzie mieć również swoją słabszą stronę. Jest nią brak pracowników. Zdają sobie z tego restauratorzy i hotelarze, wśród których aż 3 na 4 sygnalizuje problemy ze skompletowaniem kadry, a ponda połowa (58 proc.) zwraca uwagę na rosnące oczekiwania płacowe pracowników i kandydatów do pracy.

Wyścig w budowie 5G trwa, jak wykorzystać pełny potencjal technologii

Wyścig kto pierwszy udostępni powszechnie infrastrukturę 5G trwa. Wizja zawrotnych prędkości stosowanych w tej technologii tym bardziej jest ciekawa, że wszystko ma być bezprzewodowe i masowe. Według standardu ogłoszonego przez ITU w sieciach 5G będzie można podłączyć nawet do 1.000.000 urządzeń na kilometr kwadratowy. Oznacza to, że w Warszawie zajmującej powierzchnię 517 km2 będzie można podłączyć 517 milionów urządzeń. Daje to średnio 300 urządzeń na jednego mieszkańca. I to wszystko bez kabli. Jednak aby zbudowana infrastruktura 5G była wydajna musi być oparta na światłowodach. Tylko takie rozwiązanie zapewni najwyższą jakość w zakresie świadczenia usług i najwyższe prędkości.

Dzięki nowej technologii, każdy użytkownik, a nawet każdy wskazany przez niego przedmiot będzie mógł przesyłać dane z prędkością 20Gbps, czyli z prędkością niedostępną nawet dla wybrańców, którzy obecnie dysponują łączem światłowodowym. Kabel zdecydowanie jest ograniczeniem i dzięki technologii 5G to ograniczenie przestanie istnieć. Kable idą w niepamięć. Przyszłość to mobilność i przesyłanie danych bezprzewodowo. Zaletą radia jest również to, że wykorzystuje medium, które już istnieje. Nie trzeba go budować. Fale elektromagnetyczne rozprzestrzeniają się nawet w próżni. Tylko od nas zależy jak zagospodarujemy dostępne częstotliwości radiowe.

Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM
Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM

W temacie 5G wiele jeszcze może się zmienić. Paradoksalnie jedyną pewną rzeczą jest zastosowanie kabla światłowodowego do połączenia nadajników stacji bazowych sieci 5G. Co więcej, zawrotne możliwości sieci 5G wymagają podłączenia jeszcze większej niż dotychczas liczby stacji bazowych, właśnie z wykorzystaniem sieci światłowodowej. Powoduje to, że operatorzy, którzy realnie planują komercyjne wdrożenie sieci 5G rozpoczynają przygotowania od budowy coraz gęstszej sieci światłowodowej. O ile trwające prace nad standaryzacją 5G są przeszkodą w rozpoczęciu inwestycji w część radiowej sieci, to prace budowlane w części światłowodowej trwają w najlepsze.”-komentuje  Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM

Na terenie Polski za podział częstotliwości radiowych odpowiada Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE). Póki co UKE do wykorzystania na potrzeby 5G wstępnie mówi o zarezerwowaniu pasma 700MHz oraz w późniejszym terminie prawdopodobnie również 2,3-2,4GHz, a jeszcze później być może 6GHz i 10 GHz.  Prace nad rezerwacją częstotliwości i regulacjami dotyczącymi 5G cały czas trwają. Podobnie nie została jeszcze zamknięta sprawa standaryzacji 5G. Trwają testy i pilotażowe wdrożenia różnych producentów, ale póki co nie można powiedzieć, że nadajnik dowolnego producenta sprzętu 5G będzie kompatybilny z odbiornikiem 5G dowolnego innego producenta.

„W tym miejscu pojawia się pytanie: skoro w sieci 5G bez kabla można osiągać tak duże przepływności to po co kabel światłowodowy. Przecież w sieci 5G każdy odbiorca będzie miał zagwarantowaną większą prędkość, niż obecnie klienci podłączeni „na światłowodzie”. Odpowiedź jest prosta. Radio zastąpi kabel tylko na odcinku „ostatniej mili”. Jednak w „szkielecie” sieci nadal będzie królował światłowód.” – dodaje Piotr Pomin, Kierownik Działu Systemów IP w Centrum Zarządzania Siecią w HAWE TELEKOM

Dzięki nowym technologiom prędkości osiągane w kablu światłowodowym będą jeszcze wyższe niż zapowiadane osiągi sieci 5G. Aby wysłać dane do użytkowników mobilnych z tak ogromna prędkością każda ze stacji bazowych będzie musiała być zasilona światłowodem, który możliwościami przesyłu danych będzie przewyższał możliwości części radiowej sieci 5G.

Ponadto warto pamiętać, że każdą częstotliwość radiową można na danym obszarze wykorzystać tylko raz, podczas gdy ułożenie pojedynczego kabla, który będzie składał się ze 100 i więcej równoległych włókien światłowodowych nie jest problemem. W sieciach telekomunikacyjnych, światłowód jest wykorzystywany od wielu lat i wszystko wskazuje na to, że sieci 6G, 7G … nadal będą potrzebowały światłowodu, aby zapewnić przesył danych miedzy stacjami bazowymi oraz do centrów przetwarzaniach danych oraz dostawców i odbiorców hurtowych.

Operatorzy telekomunikacyjni czekają na 5G. Trwa wyścig kto pierwszy wdroży 5G. Jednak póki co w oczekiwaniu o finalne decyzje trwa inny być może jeszcze ważniejszy wyścig na kilometry wybudowanej sieci światłowodowej, która będzie niezbędna aby w pełni wykorzystać potencjał 5G.

Klęska urodzaju, czyli ciąg dalszy kłopotów firm budowlanych

Z jednej strony branża budowlana wciąż może się cieszyć z bardzo dobrej koniunktury, która wynika z wysokiej produkcji budowlanej na rynku infrastruktury, budownictwa mieszkaniowego, nieruchomości komercyjnych i przemysłowych. Z drugiej jednak strony rosnące ceny materiałów budowlanych i narastające braki pracowników skutkują poważnymi problemami finansowymi wielu przedsiębiorstw z tego sektora. W efekcie przybywa firm, które mają trudności ze spłatą swoich zobowiązań. Łącznie niespłacone zadłużenie branży budowlanej wyniosło na koniec 2018 roku 4,75 mld zł – wynika z trzeciej edycji raportu „Sytuacja finansowa przedsiębiorstw budowlanych. Boom trwa, ryzyko nie maleje”, przygotowanego przez BIG InfoMonitor oraz BIK, we współpracy z Polskim Związkiem Pracodawców Budownictwa. Problemy te coraz częściej dotykają mniejszych firm.

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Problem z terminowym regulowaniem zobowiązań ma w sumie blisko 43 tys. przedsiębiorstw budowlanych, czyli 5,9 proc. z puli firm działających, zawieszonych oraz zamkniętych i znajdujących się w KRS oraz CEiDG. Dłużników jest aż o ponad 20 proc. więcej niż na koniec 2017 r. Udział niesolidnych dłużników wśród ogółu przedsiębiorstw z sektora budownictwa wzrósł przez ostatni rok z 5,1 proc. do 5,9 proc. – Budownictwo nie wypada jednak źle na tle innych branż. W całej gospodarce widoczne w naszych bazach kłopoty z obsługą zobowiązań ma powyżej 6 proc. przedsiębiorstw. Zdecydowanie większe ryzyko dla dostawców towarów czy usług rodzi obecnie kontrakt z firmą transportową czy też zajmującą się gospodarowaniem odpadami. Nie można jednak zapominać o znaczącej liczebności przedsiębiorstw budowlanych. Co siódma firma z KRS i CEiDG, wliczając w to działające, zawieszone oraz zamknięte, to firma budowlana. Więcej jest jedynie firm handlowych – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.zaległości firm budowlanych

Zadłużenie firm z branży budowlanej, przeterminowane powyżej 30 dni, w ciągu roku wzrosło aż o 270 mln zł. Przy sumie zaległości dochodzącej do 4,75 mld zł oznacza to zmianę o około 6 proc. Co ważne, przyczyniły się do tego wyłącznie mniejsze podmioty. Zaległości firm prowadzonych przez osoby fizyczne oraz spółek cywilnych zwiększyło się bowiem w ciągu roku o 280 mln zł (o 21 proc.) do 1,61 mld zł, zaś większych firm – spółek handlowych – zmalało o 10 mln zł do 3,13 mld zł (o 0,3 proc.).

Największy odsetek niesolidnych płatników znajduje się wśród firm zajmujących się robotami inżynieryjnymi (8,5 proc.). Wśród przedsiębiorstw zajmujących się wznoszeniem budynków jest ich 7,2 proc. Najkorzystniej sytuacja przedstawia się w grupie przedsiębiorstw budownictwa specjalistycznego (5,1 proc.).

Kłopotów przybywa wraz z liczbą budów

Skutkiem nagromadzenia prac budowlanych we wszystkich segmentach rynku było rekordowe tempo wzrostu cen materiałów, usług i robocizny oraz poważne ograniczenia w dostępie do siły roboczej. – Wszystko to doprowadziło do pogorszenia kondycji finansowej firm budowlanych, głównie tych zaangażowanych w realizację kontraktów infrastrukturalnych pozyskanych w warunkach stagnacji na rynku zamówień publicznych w latach 2015-2017, co było efektem wyhamowania inwestycji współfinansowanych przez fundusze unijne – mówi dr Damian Kaźmierczak, Główny Ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Ze względu na wyczerpujący się potencjał wykonawczy krajowych firm budowlanych, poważne ograniczenia w dostępie do siły roboczej oraz brak wystarczających środków finansowych na ukończenie zaplanowanych inwestycji przy bieżących cenach, nasilają się obawy przed fiaskiem realizacji ambitnego programu rozbudowy i modernizacji polskiej infrastruktury drogowej i kolejowej w pierwotnym kształcie – dodaje.

Liczba nieobsadzonych stanowisk w sektorze budownictwa jest wyższa niż w innych sektorach gospodarki. Według szacunków na budowach brakuje co najmniej 150 tys. pracowników fizycznych i wykwalifikowanych, co znacznie ogranicza potencjał wykonawczy firm i powoduje trudności z ukończeniem projektów budowalnych w planowanym terminie. – Wielu naszych pracowników coraz częściej wyjeżdża z kraju, a cudzoziemcy wolą pracować na Zachodzie niż na polskich budowach. Dostępność wykwalifikowanej kadry bez wątpienia będzie kluczowym wyzwaniem dla branży w najbliższych latach – mówi Leszek Gołąbiecki, Prezes Unibep. – Presja płacowa w branży budowlanej jest dość duża – w 2018 r. wzrost wynagrodzeń był większy niż w całym sektorze przedsiębiorstw i wyniósł 8 proc., natomiast w przypadku wykwalifikowanych robotników drogowych był to wzrost dwucyfrowy. Presja płacowa istnieje w branży budowlanej również w 2019 r., ale myślę, że ta sytuacja będzie trochę inna niż w roku ubiegłym, ponieważ pracownicy będą bardziej selektywnie podchodzić do wyboru pracodawcy – dodaje Wojciech Trojanowski, Członek Zarządu Strabag.

Czy pomoże waloryzacja kontraktów?

Od lutego 2019 r. w nowych kontraktach infrastrukturalnych na drogach i kolei obowiązują nowe zasady waloryzacji oparte na tzw. „koszykach waloryzacyjnych”. Są one efektem dialogu organizacji branżowych z administracją publiczną, w której apelowano o wprowadzenie zrównoważonego modelu podziału ryzyka realizacji kontraktu budowlanego między inwestorami publicznymi, a firmami wykonawczymi. Nowe mechanizmy indeksacji cen zastępują dotychczasowe klauzule waloryzacyjne i są wykorzystywane we wszystkich przetargach drogowych i kolejowych od lutego 2019 r., jak również w postępowaniach przetargowych będących w toku, w których nie zostały jeszcze otworzone oferty wykonawców. W opinii przedstawicieli branży z oceną skuteczności nowych zasad należy jednak wstrzymać się przez najbliższe 2-3 lata.

Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

– Zależy nam na takich mechanizmach, które zagwarantują bezpieczną realizację kontraktów publicznych dla wykonawców i zamawiających. Będzie to miało szczególne znaczenie, jeśli jako kraj chcemy skutecznie wykorzystać wszystkie fundusze unijne do 2023 r. przeznaczone na budowę dróg i modernizację kolei. Cały czas w sposób systemowy nie rozwiązano kwestii nierentownych umów z ostatnich czterech lat, zarówno tych będących jeszcze w realizacji, jak i kontraktów już zakończonych – mówi Dariusz Blocher, Prezes Budimexu.

Analiza sprawozdań finansowych i komunikatów spółek wskazuje, że wiele przedsiębiorstw generuje straty, część z nich balansuje na krawędzi rentowości i tnie prognozy względem osiąganych zysków, inne borykają się ze spadkiem wskaźników płynności finansowej i odczuwają negatywne konsekwencje zatorów płatniczych. Powyższe zjawiska są wyjątkowo niebezpieczne z punktu widzenia specyfiki całego sektora funkcjonującego w oparciu o sieć połączonych ze sobą ogniw.

Należy jednak podkreślić, że sytuacja na rynku jest daleka od kryzysowych lat 2012-2013 zakończonych bankructwem kilkuset podmiotów budowalnych. Wymaga ona jednak stałego monitoringu ze strony interesariuszy rynku, ale także wyjątkowej troski ze strony administracji publicznej. Z drugiej strony obecne tendencje na rynku budowlanym nie dają podstaw, by w najbliższych miesiącach spodziewać się diametralnej poprawy sytuacji firm budowlanych.

Najwięcej firm i niesolidnych dłużników na Mazowszu

Najwięcej działających firm budowlanych znajduje się na Mazowszu, w Małopolsce oraz w Wielkopolsce. Mazowsze dominuje też pod względem liczby niesolidnych dłużników i kwoty przeterminowanego zadłużenia. Niemal 6,3 tys. firm budowlanych z województwa mazowieckiego zadłużonych jest w sumie na 995,4 mln zł. Ich średnia zaległości (158,2 tys. zł) jest niemal o jedną trzecią wyższa od średniego przeterminowanego zadłużenia firm budowlanych w Polsce, które wynosi 112,5 tys. zł. Drugi pod tym względem jest Dolny Śląsk. Pochodzące stad przedsiębiorstwa nie zapłaciły na czas swoim dostawcom i bankom 562,6 mln zł, a średnie zadłużenie wynosi tu 121,8 tys. zł. Trzecie miejsce należy do województwa małopolskiego z kwotą 463,9 mln zł. Najwyższe przeterminowane zadłużenie firmy na polskim rynku sięga 142,5 mln zł i dotyczy przedsiębiorstwa z województwa wielkopolskiego zajmującego się wznoszeniem obiektów inżynierii lądowej i wodnej.zaległości firm budowlanych w Polsce

Surfland Systemy Komputerowe S.A. publikuje wyniki finansowe za 2018 r.

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, wypracowała w 2018 r. ponad 102 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 3.320 tys. zł. Miniony rok był dla Emitenta dynamicznym okresem, w którym zmianie uległa siedziba na bardziej nowoczesną oraz podjęto decyzję o rozwoju nowego segmentu biznesowego związanego z usługami ochrony danych.

Spółka zakończyła 2018 r. stratą ze sprzedaży w wysokości 362 tys. zł oraz stratą netto w kwocie blisko 382 tys. zł. Głównym czynnikiem mającym wpływ na stratę netto miała wysoka amortyzacja sięgająca blisko 400 tys. zł. Zysk EBITDA Emitenta wyniósł w minionym roku ponad 102 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 3.320 tys. zł. W 2017 r. SSK S.A. miała ponad 646 tys. zł straty netto przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 3.255 tys. zł. Istotna poprawa wyników finansowych Spółki jest rezultatem podjętych działań restrukturyzacyjnych i optymalizacyjnych obejmujących wiele obszarów funkcjonowania przedsiębiorstwa. Zarząd SSK S.A. uważa, że dzięki mocnej pozycji rynkowej, bardzo dobrej rozpoznawalności marki i szerokiej bazie klientów, Spółka będzie w stanie generować coraz lepsze wyniki nie tylko w dotychczasowych segmentach działalności, ale również w obszarze security.

„Osiągnięte wyniki są rezultatem zakończonych działań restrukturyzacyjnych i skupieniem aktywności rynkowej na ekonomicznie racjonalnych projektach sprzedażowych. Istotny wpływ na poprawę wyników w 2018 roku miało również wyjście na rynek z zupełnie nowymi usługami, chociażby takimi jak audyty zgodności z wymogami Rozporządzeniem RODO oraz audyty bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych.” – wyjaśnia Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

W połowie 2018 r. Emitent zmienił siedzibę i przeniósł swoje zasoby do budynku Data Techno Parku we Wrocławiu, który dysponuje jednym z największych centrów przetwarzania danych w Europie Środkowo-Wschodniej. Dzięki nowoczesnej infrastrukturze technicznej dostępnej w nowej lokalizacji Spółka zwiększyła niezawodność i jakość świadczonych usług, co w pełni zaspokaja jej obecne i przyszłe potrzeby biznesowe.

W minionym roku Zarząd Spółki zatwierdził również plany wdrożenia nowej strategii rozwoju opartej o produkty i usługi związane z cyberbezpieczeństwem. Decyzja ta była związana z przeprowadzoną analizą trendów technologicznych i przewidywanych obszarów zwiększonego popytu w najbliższych latach. Rozwiązania wspierające bezpieczeństwo danych należą aktualnie do najbardziej rosnących segmentów rynku IT. Po zakończeniu kilkumiesięcznych przygotowań do uruchomienia nowego segmentu biznesowego obejmujących m.in. rozwój kompetencji pracowników, pod koniec stycznia 2019 r. SSK S.A. rozpoczęła działania handlowe w nowym obszarze oferując klientom rozwiązania do ochrony danych na każdym etapie ich przetwarzania w systemach informatycznych.

„W ostatnich miesiącach intensywnie pracowaliśmy wyciągając wnioski z informacji płynących z rynku – przede wszystkim o rosnącej liczbie ataków na dane i systemy IT. Codziennie mamy bowiem do czynienia z wyłudzeniami, kradzieżami danych, przywłaszczeniami tożsamości i innymi naruszeniami bezpieczeństwa. W dzisiejszej rzeczywistości ochrona danych to konieczność i obowiązek. Obserwując skalę i szybkość pojawiania się nowych zagrożeń wobec danych, przygotowaliśmy propozycję produktów i usług, które pomagają naszym klientom w lepszym ich zabezpieczeniu na różnych etapach przetwarzania. Pierwsze tygodnie lokowania nowej oferty najszybciej dały efekty u naszych stałych klientów. Za nami już kilka wdrożeń m.in. systemów kopii zapasowych i rozwiązań kryptograficznych. Jednocześnie aktywnie pracujemy nad nowymi projektami.” – zakończył Prezes Bartoń.

Wśród kompetencji SSK S.A. można znaleźć m.in. wdrażanie systemów kontroli dostępu do danych, przygotowywanie rozwiązań i procedur archiwizacji, tworzenie kopii zapasowych oraz dostarczanie wiedzy i usługi na temat trwałego kasowania i bezpiecznej utylizacji nośników. Emitent realizuje także audyty bezpieczeństwa przetwarzania danych w systemach informatycznych oraz świadczy usługi doradcze w procesie wdrażania polityk bezpieczeństwa i szkoleniowe w zakresie ochrony firmowych danych.

Spółka w obszarze security posiada też własny produkt o nazwie ODO Backup Cloud, będący zaawansowanym rozwiązaniem do backupu online, które pozwala na nielimitowane zabezpieczenie komputerów, baz danych, serwerów fizycznych i wirtualnych oraz urządzeń mobilnych. Narzędzie to oferuje maksymalne zabezpieczenie danych, bowiem jeszcze przed wysyłką do data center są one szyfrowane za pomocą algorytmu AES256. Wszystkie dane są przechowywane w bezpiecznym centrum danych, a ODO Backup jest elastycznym i prostym do zabudżetowania modelem subskrypcji.

Sprzedaż pożyczek pozabankowych w Polsce w marcu 2019 r.

W marcu 2019 r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły 219,3 tys. pożyczek na łączną kwotę 564 mln zł. Stanowi to spadek, w porównaniu do marca 2018 r., zarówno w ujęciu liczbowym o (8,7%), jak i w ujęciu wartościowym o (9,8%).

  • W okresie styczeń – marzec 2019 r. sprzedaż pożyczek w ujęciu wartościowym odnotowała spadek, który wyniósł (-1,4%).
  • Łącznie w okresie styczeń – marzec 2019 r. firmy pożyczkowe udzieliły 661,6 tys. pożyczek na łączną kwotę 1,709 mld zł.
  • Średnia wartość udzielonej w marcu pożyczki pozabankowej wyniosła 2 582 zł i była wyższa od średniej wartości udzielonej pożyczki w marcu 2018 r. o 1,2%.

– Dodatnią dynamikę I kw. 2019/I kw. 2018 odnotowały jednie pożyczki niskokwotowe (do 1 tys. zł) – wzrost o 7,1% oraz wysokokwotowe (powyżej 5 tys. zł) – wzrost o 2,9%. W pozostałych czterech przedziałach kwotowych dynamika była ujemna a najwyższy spadek liczby udzielonych pożyczek dotyczył pożyczek z przedziału 1,5 – 2 tys. zł (minus 16,4%) – podsumowuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej. 

– Wedle mojej opinii, firmy pożyczkowe odczuwają pierwsze problemy z pozyskaniem finansowania w formie kredytu bankowego czy obligacji korporacyjnej. Również problem z finansowaniem zakupu portfeli od firm pożyczkowych mogą odczuwać firmy windykacyjne współpracujące z firmami pożyczkowymi. Wzrost awersji do ryzyka ze strony finansujących firmy pożyczkowe może wynikać m.in. z przewidywanych zmian legislacyjnych dotyczących rynku pożyczek pozabankowych – dodaje prof. Rogowski.

Tachograf cyfrowy będzie jeszcze bardziej inteligentny

Powstał, by usprawnić walkę inspektorów transportu drogowego z manipulacjami czasem pracy kierowców zawodowych. Ma za zadanie poprawić bezpieczeństwo na drodze. Nie ma wątpliwości, że jest potrzebny. Jednak, czy tak częste ulepszanie go ma sens? Tachograf cyfrowy, bo o nim mowa, nazywany teraz inteligentnym, od 15 czerwca ma być montowany we wszystkich nowych pojazdach o DMC powyżej 3,5 tony. To już czwarta modyfikacja cyfrowego urządzenia. Czy teraz dzięki smart tacho skończy się wreszcie era jazdy na wyłączniku?

Walka z wiatrakami?

307 tys. PLN mandatu dostał w grudniu słoweński kierowca na terenie Danii, gdzie tamtejsi funkcjonariusze wykryli wyjątkowo wyszukany system, służący zakłócaniu zapisu tachografu. W lutym  WITD z Kielc spotkała drugi w Europie, a pierwszy w Polsce przypadek manipulacji poprzez złącze diagnostyczne[1], zaś na początku marca dolnośląska ITD ujawniła podczas kontroli wyłącznik rejestratora sterowany pendrive’em[2]. Jazda na magnesie czy też korzystanie z cudzej karty[3] to najchętniej wybierane sposoby obejścia przepisów. W zaledwie 60 minut świętokrzyscy inspektorzy wychwycili aż dwa pojazdy, stosujące nielegalne praktyki.[4] Wszystkie wymienione przypadki jednoznacznie wskazują na powszechność działań, mających na celu ominięcie norm czasu jazdy. Pomysłowość kierowców nie zna granic, a systemy zakłócające tacho są coraz bardziej złożone. Władze w całej Unii Europejskiej zaostrzają kary, inspekcje kontrolne nieustannie szkolą się w możliwościach wykrywania nielegalnych praktyk, a mimo to wydaje się, że kierowców i przedsiębiorców to nie zniechęca.

Każda kolejna wersja cyfrowego tachografu zawiera szereg zabezpieczeń, które mają znacznie utrudnić możliwość ingerencji w jego zapis. Niestety, im nowsza wersja tacho, tym bardziej zaawansowany mechanizm urządzenia zakłócającego jego pracę – informuje Mateusz Włoch, ekspert marki Inelo, producenta systemów do analizy i rozliczania czasu pracy kierowców. – Często jednak zarówno kierowcy jak i przedsiębiorcy, mimo wysokich kosztów i dużego ryzyka (wysokie mandaty, utrata licencji czy nawet więzienie), wciąż decydują się na manipulacje. Jednak smart tachografy, oprócz wspomnianych zabezpieczeń, zawierają w sobie także funkcjonalność, znacznie usprawniającą możliwość wykrywania nielegalnych praktyk, czyli zdalną preselekcję – dodaje ekspert. 

Zdalne kontrole dadzą radę

Jedną z podstawowych funkcji tachografów 4.0. jest walka z plagą manipulacji. Szereg zabezpieczeń uniemożliwiających ingerencję w zapis urządzenia to jedno, ale najważniejszą funkcjonalnością, w którą wyposażono nowe rejestratory, jest możliwość zdalnej kontroli. Jak to działa?

Smart tachograf został wyposażony w antenę DSRC, dzięki czemu inspekcje mają możliwość sczytania poszczególnych informacji zdalnie. Dane o naruszeniu bezpieczeństwa tachografu można sprawdzić nie zatrzymując pojazdu – co znacznie usprawni proces kontroli.

Dzięki temu systemowi do kontroli będą zatrzymywane jedynie te samochody, w przypadku których inspektorzy będą mieli podejrzenie, że mogło dojść do ingerencji w zapis tacho. Takie rozwiązanie pozwoli wychwycić z pewnością większą ilość pojazdów, w których stosuje się nielegalne praktyki – wyjaśnia Mateusz Włoch z Inelo.

Kiedy inspektor będzie miał podstawy do zatrzymania samochodu, by przeprowadzić tradycyjną kontrolę?

Z pewnością jedną z podstaw do zatrzymania pojazdu będzie błąd zapisany w pamięci tachografu: „konflikt ruchu pojazdu”, czyli sytuacja, w której inspektor podczas zdalnej preselekcji uzyska informacje, o sprzecznej prędkości z czujnika ruchu i z systemu lokalizacji. Kierowcy jednak nie muszą się obawiać, że do konfliktu dojdzie podczas braku zasięgu, przeprawy promowej czy przejazdu kolejowego – doprecyzowuje ekspert.  

Podczas zdalnej kontroli inspekcja nie będzie miała dostępu do wszystkich informacji zarejestrowanych przez tachograf, a jedynie do 19 wybranych:

  • Numer rejestracyjny pojazdu
  • Aktualna prędkość pojazdu
  • Informacja o jeździe bez karty (ostatnie 10 dni)
  • Konflikt ruchu pojazdu
  • Pozostałe parametry wyszczególnione na przykładowej grafice

Jeśli pojazd nie zostanie zatrzymany przez służby, dane sczytane podczas preselekcji muszą zostać usunięte w ciągu maksymalnie 3 godzin. Aby system zdalnych kontroli mógł w pełni sprawnie działać, konieczne jest umieszczenie anteny DSRC (obowiązkowe wyposażenie w nowych pojazdach zarejestrowanych po 15 czerwca br.) w centralnej części przedniej szyby samochodu. Ten element będzie podlegał obowiązkowemu sprawdzeniu podczas kalibracji i przeglądów tachografów. Możliwość zdalnej kontroli wymaga także przygotowania od strony służb – będą zobligowane do zainwestowania w przenośne anteny, specjalne bramownice, czy anteny wbudowane w pojazdy kontrolne. Niezbędne do tego typu kontroli będą także inspekcyjne karty kontrolne drugiej generacji.

Po kropkach do celu

Bardzo dyskusyjną kwestią, wzbudzającą wiele obaw wśród kierowców, jest zapisywanie położenia pojazdów co 3 godziny jazdy, czego dotychczasowe wersje tacho nie robiły. Dzięki wyposażeniu rejestratora w odbiornik GNSS – urządzenie odbiera sygnał z globalnego systemu nawigacji – Galileo oraz EGNOS.

Zapis w pamięci tachografu i na kartach kierowców drugiej generacji następuje w momencie rozpoczęcia podróży, jej zakończenia oraz co 3 godziny czynności jazdy. Warto pamiętać, że zarówno start, jak i meta nie są wykrywane automatycznie, więc nadal kierowca będzie manualnie odznaczał je w tachografie zauważa Mateusz Włoch. – Częstotliwość zapisywania danych nie będzie wystarczająca do rozliczenia delegacji czy zagranicznych płac minimalnych, jednak znacząco przyczyni się do wykrywania manipulacji pracą urządzenia – dodaje. Kierowcy, przestrzegający norm czasu jazdy i uczciwie rejestrujący czas pracy, nie powinni się obawiać nowego systemu. Został on stworzony, by podnieść bezpieczeństwo na drodze i wykluczyć z rynku te przedsiębiorstwa, które dopuszczają się nielegalnych praktyk. Ani samo urządzenie, ani regulacje ustawodawcy nie kryją w sobie tajemnic, nie powinno też sprawiać trudności wdrożenie rejestratora, który ma usprawnić pracę za kółkiem i wesprzeć działania inspektorów transportu drogowego.

[1] https://witd.kielce.pl/lista-wiadomosci/wiadomosci/unikalny-w-skali-kraju-przypadek-wykrycia-niedozwolonego-urzadzenia

[2] http://dolnyslask.witd.gov.pl/dzialania-99999992-2-1-657.html

[3] http://dolnyslask.witd.gov.pl/dzialania-99999992-2-1-677.html

[4] https://witd.kielce.pl/kontakt/wiadomosci/wylaczniki-tachografow-niekonczaca-sie-opowiesc

Internet Rzeczy narzędziem w rękach sprzedawców

Często stosowane w branży handlowej hasła „personalizacja” i „sprzedaż wielokanałowa” nie są już tylko koncepcjami, nad którymi pracują detaliści. Coraz więcej z nich aktywnie wdraża innowacyjne rozwiązania technologiczne i stopniowo przechodzi na inteligentne środowisko, aby zyskać przewagę nad konkurencją w gospodarce na żądanie. Oceniając to, w jakim stopniu firmy spełniają kryteria definiujące dzisiejsze inteligentne przedsiębiorstwo, można zaobserwować kilka kluczowych czynników wskazujących na zaangażowanie sektora handlu detalicznego w proces transformacji.

Jacek Żurowski, Dyrektor Regionalny Zebra Technologies na Europę Środkową
Jacek Żurowski, Dyrektor Regionalny Zebra Technologies na Europę Środkową

Organizacje stały się bardziej otwarte i aktywne w aspekcie wdrażania i wykorzystywania rozwiązań Internetu Rzeczy (IoT) w całym przedsiębiorstwie, jak wynika z drugiego badania Intelligent Enterprise Index przeprowadzanego dorocznie przez firmę Zebra Technologies. Przekłada się to na nowe możliwości rozwoju biznesu. Z badania wynika, że blisko połowa ankietowanych detalistów (42 proc.) umożliwia pracownikom korzystanie z danych w czasie rzeczywistym. Dzięki dostępowi do aktualnych informacji na temat kupujących i zapasów, pracownicy punktów sprzedaży mogą swobodniej nawiązywać bezpośredni kontakt z klientami, a także obsługiwać ich szybciej i wydajniej. Tradycyjne sklepy po wdrożeniu rozwiązań Internetu Rzeczy mogą zapewnić wygodne i bezproblemowe zakupy. Ta implementacja pozwala organizacji pozyskać również dane niezbędne do opracowania nowych strategii zachęcających klientów internetowych do odwiedzenia sklepów fizycznych.

Detaliści zaczynają dostrzegać zalety działalności w środowiskach opartych na danych. W związku z tym liczba inwestycji w rozwiązania IoT będzie rosnąć. Aż 74 proc. respondentów spodziewa się wzrostu inwestycji w Internet Rzeczy w swojej firmie w ciągu najbliższych 12–24 miesięcy, a ponad połowa ankietowanych (58 proc.) przewiduje, że ich organizacja planuje pełne wdrożenie IoT do końca następnego roku. Jeśli chodzi o rozszerzenie zakresu i skali wdrożenia rozwiązań Internetu Rzeczy w przedsiębiorstwie, prawie 60 proc. pracowników sklepów spodziewa się ich implementacji w całej firmie, a 30 proc. przeprowadza już wdrożenie na tym poziomie.

Wygoda klienta nadal jest głównym czynnikiem zachęcającym organizacje do wdrażania rozwiązań Internetu Rzeczy w sklepach. Trzy czwarte respondentów wykorzystuje już dane wygenerowane przez te rozwiązania, by poprawiać wrażenia i doświadczenia konsumentów. Detaliści, którzy opierają decyzje biznesowe na oczekiwaniach klientów, koncentrują się na najważniejszych dla nich kwestiach. Jedną z nich jest wykorzystywanie danych osobowych. Z badania wynika, że właściciele sklepów proaktywnie podchodzą do obaw klientów związanych z bezpieczeństwem, a 54 proc. zamiast przeprowadzać rutynowe kontrole, stale monitoruje dane, by zapewnić ich prywatność.

Prowadzenie „inteligentnego przedsiębiorstwa” oznacza dla dzisiejszych sprzedawców inwestycje w nowe technologie i wykorzystywanie danych z tych rozwiązań, aby zapewnić klientom lepszą obsługę na każdym etapie ich ścieżki do zakupu. Angażując się w realizację tych założeń, organizacje tworzą solidniejsze podstawy, które ułatwią im uzyskanie przewagi konkurencyjnej na dzisiejszym rynku e-commerce.

Ukraina nowym rajem dla energii wiatrowej

Rynek energetyki wiatrowej w Europie, jeden z liderów w produkcji energii ze źródeł odnawialnych, coraz bardziej się rozwija. Po kryzysie na rynku energii odnawialnej w 2016 roku, spółki działające w tej branży zaczęły się rozglądać, gdzie mogłyby realizować opłacalne i bezpieczne inwestycje. Na prowadzenie w tym wyścigu wysuwa się Ukraina – mimo że nie jest częścią Unii Europejskiej i nie obowiązują jej wspólne cele OZE. Nasz wschodni sąsiad prowadzi politykę przyjazną inwestycjom w branży wiatrowej i oferuje stałe, wysokie taryfy. Wspólnie z inwestorami z całej Europy na rynku ukraińskim realizuje swoje projekty także polska spółka.

– Spółka ENEVI powstała właśnie po to, żeby dla polskich inwestorów szukać możliwości inwestowania w elektrownie wiatrowe na Ukrainie – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Orkisz, prezes zarządu ENEVI S.A. – Ukraina na rok 2025 założyła sobie cel na osiągnięcie energii zielonej na poziomie tego, który mamy dzisiaj w Polsce. To, do czego my dążyliśmy przez ostatnie 25 lat, Ukraina chce osiągnąć w ciągu najbliższych pięciu. To pokazuje ogromną dynamikę rynku i otwarcie na inwestorów z Zachodu. Wszystkie ceny taryf wyrażone są w jednostce euro, nie ma więc obaw o wahania lokalnej waluty – podsumowuje Orkisz.

Firmy mogą zarobić na inwestycjach w ograniczanie zużycia energii. System białych certyfikatów to szansa na obniżenie kosztów

Firmy mogą zarobić na inwestycjach w ograniczanie zużycia energii. System białych certyfikatów to szansa na obniżenie kosztów 1

Poprawa efektywności energetycznej firmom się opłaca, bo pozwala ograniczyć koszty działalności. Jednak zanim firma rozpocznie tego typu inwestycję, powinna sprawdzić, czy kwalifikuje się ona do uzyskania białych certyfikatów. Takie świadectwa są formą dofinansowania, które podnosi rentowność planowanego przedsięwzięcia. Aby je uzyskać, trzeba złożyć do Urzędu Regulacji Energetyki odpowiedni wniosek. Wcześniej niezbędne jest jednak przeprowadzenie audytu energetycznego. Efektywność energetyczna w gazownictwie była tematem przewodnim konferencji towarzyszącej targom Expo-Gas w Kielcach.

Świadectwa efektywności energetycznej, popularnie zwane białymi certyfikatami, są jednym z elementów systemu wsparcia efektywności energetycznej. Jest to instrument, który ma charakter praw majątkowych, przyznawany za realizację przedsięwzięć mających na celu poprawę efektywności energetycznej. Wielkość przydzielonych świadectw jest uzależniona od średniorocznych oszczędności energii, jakie uzyskuje się w wyniku realizacji takiego przedsięwzięcia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Czaja, kierownik Działu Efektywności Energetycznej w Departamencie Innowacji i Rozwoju Biznesu PGNiG SA.

Białe certyfikaty przyznaje na wniosek danej firmy Urząd Regulacji Energetyki. Przedsiębiorstwo może wykorzystać je do zrealizowania własnych obowiązków wynikających z ustawy o efektywności energetycznej (sprzedawcy gazu ziemnego, energii elektrycznej oraz ciepła są zobligowani do pozyskania i umorzenia określonej liczby takich świadectw, ewentualnie poprawy efektywności energetycznej u odbiorcy, warunkowo uiszczenia opłaty zastępczej) albo odsprzedać je na Towarowej Giełdzie Energii i w ten sposób częściowo zrekompensować koszty poniesione na inwestycje proefektywnościowe.

– Aktualny kurs jednego świadectwa o wartości 1 toe, czyli jednej tony oleju ekwiwalentnego, oscyluje w granicach 1,65 tys. zł – mówi Marek Czaja. – Białe certyfikaty niejednokrotnie pozwalają zbilansować projekty, które chcemy zrealizować. Dzięki przychodowi z pozyskania świadectw poprawia się ekonomika przedsięwzięcia, co często po prostu umożliwia jego realizację – dodaje.

O białe certyfikaty może starać się niemal każda firma, która planuje inwestycję mającą na celu obniżenie zużycia energii (np. modernizację i wymianę oświetlenia na energooszczędne, wymianę wyeksploatowanych pomp, izolację instalacji przemysłowych czy budowę instalacji odzysku ciepła odpadowego). Minimalne oszczędności energii uzyskane dzięki realizacji takiego przedsięwzięcia muszą sięgać 10 toe w ciągu roku. Wyjątkiem są określone w ustawie sytuacje, w których np. firma już wcześniej otrzymała wsparcie finansowe na termomodernizację albo wydanie białych certyfikatów spowodowałoby przekroczenie dopuszczalnej wysokości pomocy publicznej.

Warto, aby firma – przed rozpoczęciem inwestycji proefektywnościowej – sprawdziła, czy kwalifikuje się ona do uzyskania białych certyfikatów. Aby je uzyskać, trzeba złożyć do URE odpowiedni wniosek, jednak niezbędnym etapem procesu pozyskania świadectwa jest wcześniejsze przeprowadzenie audytu efektywności energetycznej. Dokument ten stanowi bowiem obligatoryjny załącznik do wniosku.

Co istotne, podobnego rodzaju dokument czyli audyt energetyczny przedsiębiorstwa muszą cyklicznie – co cztery lata – przeprowadzać wszystkie duże przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 250 pracowników i składać z niego raport do prezesa URE. Ten obowiązek wynika wprost z ustawy o efektywności energetycznej.

Jeżeli firma potraktuje ten obowiązek jako szansę i zatrudni wykwalifikowanych audytorów, może znaleźć takie obszary, które pozwolą jej podnieść efektywność energetyczną. Dzięki temu pozyskujemy świadectwa efektywności, zmniejszamy koszty działalności. W ten sposób działamy w dobrze pojętym interesie firmy. Dlatego z jednej strony jest to obowiązek, z drugiej – szansa na obniżenie kosztów – mówi Marek Czaja.

Efektywność energetyczna to w tej chwili jeden z kluczowych elementów polskiej i unijnej polityki klimatycznej. Co istotne, jej poprawa zwyczajnie się firmom opłaca – pozwala m.in. ograniczyć koszty działalności i zapewnić środki na nowe inwestycje. Koszty energii są istotną pozycją w budżetach m.in. firm produkcyjnych, stąd wiele z nich podejmuje się optymalizacji tego obszaru. Standardem w przedsiębiorstwach powoli stają się inteligentne systemy zarządzania energią.

Dzisiaj nie da się prowadzić poważnego, efektywnego biznesu bez uwzględnienia efektywności energetycznej – podkreśla Łukasz Kroplewski, wiceprezes ds. rozwoju PGNiG SA, prezes Izby Gospodarczej Gazownictwa. – Nie ma efektywności energetycznej bez mądrego zarządzania energią. W łańcuchu produkcji i dostaw gazu przełożyć się to może na niższe rachunki po stronie klientów. Branża gazownicza może w ten sposób podjąć walkę z efektem cieplarnianym zgodnie z polityką klimatyczną UE – dodaje.

Jak podkreśla, efektywność energetyczna w łańcuchu dostaw gazu jest kluczowa. Przynosi efekty m.in. w postaci redukcji emisji metanu, który jest gazem cieplarnianym szkodliwym nawet bardziej niż CO2.

Z drugiej strony zarządzanie systemami energii powoduje, że w czasie rzeczywistym dokładnie wiemy, jakie jest zapotrzebowanie na gaz i jakie mamy dostępne wolumeny tego surowca. Dzięki temu możemy lepiej planować, a to jest dzisiaj niezmiernie ważne ze względu na ciągły wzrost zapotrzebowania na gaz ziemny – podkreśla Łukasz Kroplewski.

PGNiG uczestniczy w rynku pozyskiwania świadectw efektywności energetycznej od początku jego funkcjonowania, czyli od 2011 roku. Wówczas system umożliwiał pozyskanie certyfikatów drogą przetargów, które były ogłaszane przez prezesa URE. W tamtym systemie PGNiG pozyskało świadectwa o wartości ponad 20 tys. ton oleju ekwiwalentnego.

To znaczna ilość energii, bo w przybliżeniu 1 toe wystarcza na pokrycie zapotrzebowania w energię elektryczną dla dwóch gospodarstw domowych w ciągu całego roku. To energia do wykorzystania przez cały rok dla miasta liczącego ponad 80 tysięcy mieszkańców – mówi Marek Czaja. – W nowym systemie – ze względów na zatory czasowe związane z rozpatrywaniem wniosków w URE – na razie nie pozyskaliśmy żadnego świadectwa, choć złożyliśmy już kilka wniosków. Wciąż czekamy na ich rozpatrzenie przez URE – dodaje.

Rynkowi eksperci podkreślają, że zatory w rozpatrywaniu przez URE wniosków o wydanie białych certyfikatów to jedna z największych bolączek nowego systemu. Zgodnie z ustawą prezes URE ma na to 45 dni, jednak w praktyce firmy czekają na zweryfikowanie dokumentów nawet po kilka miesięcy.

W Polsce z chmury korzysta tylko 11 proc. firm. Wydatki na ten cel rosną jednak o ponad 20 proc. rocznie

W Polsce z chmury korzysta tylko 11 proc. firm. Wydatki na ten cel rosną jednak o ponad 20 proc. rocznie 2

Rynek chmury rośnie w błyskawicznym tempie – w ubiegłym roku wart był już 250 mld dol. W Polsce z rozwiązań chmurowych korzysta obecnie raptem 11 proc. przedsiębiorstw, ale wydatki na ten cel rosną w tempie 20 proc. rok do roku. Największe zapotrzebowanie dotyczy usług software-as-a-service, czyli oprogramowanie jako usługa, które rosną w tempie 30 proc. rocznie. Ten model umożliwia przedsiębiorstwom m.in. zoptymalizowanie wydatków na IT i odciążenie programistów, którzy mogą skupić się na dostarczaniu firmie wartości biznesowej. Kierując się rynkowym zapotrzebowaniem, F5 rozszerzyło właśnie swoje portfolio o ofertę SaaS – F5 Cloud Services.

– Rynek rozwiązań chmurowych znacznie się rozrasta. Fenomen cloud computingu polega na tym, że każda firma IT może udostępniać swoje rozwiązania na dowolnym urządzeniu podłączonym do sieci. Dlatego dane mogą być przechowywane poza firmami. Znacznie obniża to koszty korzystania z najnowszych technologii, których oczekuje od biznesu mobilno-internetowy konsument. Dlatego gospodarka światowa stawia na rozwiązania chmurowe –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland.

Wartość rynku chmury na świecie w 2018 roku przekroczyła 250 mld dol., natomiast w Polsce 300 mln dol. Według prognoz przytaczanych przez F5 w ciągu nadchodzących 4 lat wartość rynku chmurowego ma się podwoić. W 2018 roku wydatki na ten cel w Polsce były o 21 proc. wyższe w ujęciu rocznym, natomiast globalny wzrost sięga 32 proc. Co istotne, polski rynek chmurowy ma wciąż ogromny potencjał rozwoju, ponieważ – jak wynika z danych Eurostatu za 2018 rok – jedynie około 11 proc. przedsiębiorstw w Polsce korzysta z cloud computingu.

Już w 2016 roku wielkość wydatków na usługi w tym obszarze przerosła wydatki na infrastrukturę IT. Świat biznesu przechodzi do rozwiązań wirtualnych. Z tegorocznych globalnych badań F5 Networks wynika, że w kolejnych latach będą zyskiwać takie rozwiązania w chmurze, jak infrastructure-as-a-service, platform-as-a-service i software-as-a-service, kosztem prywatnej chmury i centrów danych – mówi Ireneusz Wiśniewski.

Jak podkreśla, rynek wykazuje, że obecnie największe zapotrzebowanie jest na infrastrukturę chmury publicznej oraz SaaS – te segmenty notują wzrosty na poziomie 30 proc. rocznie. Klienci coraz częściej szukają łatwych w użytkowaniu i zaawansowanych usług aplikacyjnych do ochrony i dostarczania aplikacji bazujących właśnie na modelu SaaS. Jest to m.in. związane z gwałtowną transformacją cyfrową biznesu. Kierując się rynkowym zapotrzebowaniem, F5 rozszerzyło właśnie swoje portfolio o ofertę SaaS.

– Uruchamiając F5 Cloud Services odpowiadamy na zapotrzebowanie firm dotyczące oprogramowania w formie usług. Już niemal 90 proc. przebadanych przez nas przedsiębiorstw ma architekturę multicloud, czyli dobiera chmurę do potrzeb aplikacji. Oznacza to, że znacząco rośnie potrzeba podnoszenia wydajności programowania aplikacji. Proces tworzenia i udostępniania czy wdrażania aplikacji jest kluczowy dla przedsiębiorstw, bo stąd płyną innowacje. Zwiększa się też potrzeba ochrony aplikacji, które stanowią o być albo nie być organizacji – mówi dyrektor zarządzający F5 Poland.

Model SaaS nie tylko umożliwia korzystanie z usług najwyższej jakości przy dużo niższych kosztach, lecz także oznacza np. brak konieczności zatrudniania kolejnych specjalistów. Rozwiązanie jest dostępne w modelu „płać, gdy używasz”. Klienci otrzymują więc przewidywalną wycenę, a usługi są elastyczne i można je dopasować, gdy zmienią się wymagania firmy. Korzystając z nich, przedsiębiorstwo wspiera swoich programistów w budowaniu innowacji. Ci nie muszą sami zarządzać infrastrukturą, dzięki czemu zyskują czas i mogą się skupić na swoich zadaniach, czyli dostarczać wartości biznesowe.

Korzyści wynikające dla przedsiębiorstw z F5 Cloud Services to przede wszystkim możliwość korzystania z technologii światowego lidera w formie usługi. Firmy – zamiast wdrażać kolejny produkt i angażować kolejnych specjalistów, których na rynku brakuje – mogą się podłączyć do platformy i uruchomić nasze usługi. One mają pełne wsparcie ekspertów F5. Także przewidywalność kosztów naszego software-as-a-service jest ogromną zaletą. Model „płacisz, gdy używasz” gwarantuje celowość wydatków i znacznie je obniża – podkreśla Ireneusz Wisniewski.

Jak dodaje, kolejną korzyścią jest skalowalność. Usługi F5 Cloud Services automatycznie dostosowują się do aktualnie wymaganego przez biznes obciążenia.

Dostarczamy też nowoczesną podstawową ochronę aplikacji. Biorąc pod uwagę to, że większość przedsiębiorstw i organizacji ma niski poziom zabezpieczeń, oferujemy najwyższą jakość. Konfiguracja usług w formie SaaS oszczędza czas firm, zajmuje tylko kilka minut i nie wymaga wysokich kwalifikacji programistycznych – wymienia Ireneusz Wiśniewski.