Sprzedaż kredytów w Polsce w marcu 2019 r.

W marcu 2019 r., w porównaniu do marca 2018 r. w ujęciu wartościowym, banki i SKOK-i udzieliły kredytów na wyższą kwotę w trzech grupach produktowych. Najwyższy wzrost odnotowano w przypadku limitów przyznawanych na kartach kredytowych – wzrost o (+31,1%) oraz kredytów konsumpcyjnych (+5,7%). Kredyty mieszkaniowe w ujęciu wartościowym wzrosły o (+5,6%).

W ujęciu liczbowym, w stosunku do marca 2018 r. odnotowano wzrost sprzedaży tylko jednego produktu kredytowego – kart kredytowych (+25,7%). Spadek wyniku widać było w limitach kredytowych (-6,5%), kredytach konsumpcyjnych (-6,4%) i mieszkaniowych (-5,1%).

W trzech pierwszych miesiącach 2019 r. banki udzieliły o (-9,8%) mniej kredytów mieszkaniowych niż w analogicznym okresie zeszłego roku, natomiast w ujęciu wartościowym udzieliły ich więcej o (+3,7%).

W przypadku kredytów konsumpcyjnych spadek liczby udzielonych kredytów w okresie I kwartał 2019 do I kwartału 2018 wyniósł (-2,2%), jednak w ujęciu wartościowym zanotował wzrost (+6,9%). Analizując ten sam okres w kontekście dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, wyraźnie zaznaczył się wzrost w kartach kredytowych odpowiednio (+20,7%) oraz (+28,5%).

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W marcu 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 592,7 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,92 mld zł. Stanowi to spadek o 6,4% w ujęciu liczbowym oraz wzrost o 5,7% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2018 r.

Waldemar Rogowski
Waldemar Rogowski

– W marcu 2019 r. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły jedynie kredytów średnio i wysokokwotowych. Najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (7,2%) w ujęciu liczbowym i (9,5%) w wartościowym. Obecnie ponad 30% udzielanych przez banki kredytów konsumpcyjnych stanowią kredyty średniokwotowe (7 – 20 tys. zł) oraz wysokokwotowe (powyżej 20 tys. zł). W ujęciu wartościowym stanowią one już 86% wartości wszystkich udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Wynika to głównie z wydłużania okresu kredytowania, co przy stabilnym poziomie stóp procentowych i rosnących dochodach, powoduje wzrost średniej wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Co ciekawe, wydłużaniu umownego okresu spłaty kredytów gotówkowych nie towarzyszy wydłużanie rzeczywistego okresu, w jakim kredyty te są w całości spłacane. Rzeczywisty okres spłaty jest przeciętnie o połowę krótszy od okresu umownego. Może to wynikać z faktu spłaty kredytów z dochodów gospodarstw domowych nie uwzględnianych przy liczeniu zdolności kredytowej. Ponadto zapotrzebowanie na wysokokwotowe kredyty, szczególnie ratalne, wynika z finansowania zakupu samochodów, w tym głównie używanych – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– W dalszym ciągu nie obserwujemy jednak wzrostu poziomu ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych. Jakość portfela dla kredytów konsumpcyjnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają miesięczne odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów w tym segmencie. Jego bieżący (marcowy) odczyt wynosi 5,61%. W mojej opinii podstawowe ryzyko związane z kredytami konsumpcyjnymi determinowane jest przez wysokokwotowe kredyty, które są obarczone wyższym ryzykiem kredytowym od kredytów niskokwotowych, o czym informowaliśmy w Wykresie Dnia z 1 marca 2019 r.  – dodaje prof. Rogowski.

Kredyty mieszkaniowe

W marcu 2019 r. banki udzieliły łącznie 20,5 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 5,40 mld zł. Stanowi to spadek o 5,1% w ujęciu liczbowym i wzrost o 5,6% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2018 r.

– W marcu br. na rynku kredytów mieszkaniowych mieliśmy powrót, znanego już z poprzednich miesięcy zjawiska, ujemnej dynamiki dla liczby udzielanych kredytów i dodatniej dynamiki dla wartości kredytów. Dynamiki te w ujęciu marzec 2019 r. do marca 2018 r. wyniosły (-5,1%) dla liczby oraz (+5,6%) dla wartości, co wynika głównie ze struktury udzielanych kredytów. W marcu już ponad 66% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 250 tys. zł. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, w obu ujęciach, dotyczyły jedynie kredytów powyżej 250 tys. zł. Liczba kredytów powyżej 350 tys. zł, udzielonych w marcu br. była wyższa nawet o 29% w stosunku do marca 2018 r.

– Marzec to już kolejny miesiąc wyraźnego zróżnicowania sytuacji na rynku kredytów mieszkaniowych. Hossa w najlepsze trwa na rynku kredytów wysokokwotowych, które są domeną aglomeracji, gdzie są wyższe ceny nieruchomości oraz dominują zakupy mieszkań, na które całość finansowania musi być zgromadzona w momencie zawierania transakcji. Natomiast spadki obejmują kredyty z czterech przedziałów wartości poniżej 250 tys. zł. Ujemne dynamiki dotyczyły zarówno liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Kredytów do 100 tys. zł banki udzieliły o 28,7% mniej, a w przedziale 100 – 150 tys. zł mniej o 21,3% niż w marcu 2018 r.

– Coraz bardziej przychylam się do wniosku, że jest to negatywny efekt końca programu MdM. Będziemy oba te zjawiska z dużą uwagą obserwować w kolejnych miesiącach. Sądzę, że rok 2019 na rynku kredytów mieszkaniowych będzie o wiele ciekawszy, niż miało to miejsce w poprzednich kilku latach, zważywszy również na sytuację na rynku deweloperskim, z którego dochodzą informacje o spadku sprzedaży nowych mieszkań na rynku deweloperskim – 11% mieszkań mniej niż przed rokiem sprzedała w I kw. 2019 r. czternastka giełdowych deweloperów – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w marcu 2019 r. wyniósł (0,72%), co potwierdza wieloletnią już obserwację dotyczącą niskiego poziomu ryzyka kredytowego związanego z udzielaniem kredytów mieszkaniowych. W ostatnich 12 miesiącach (marzec 2019 do marca 2018) jakość portfela nieznacznie się pogorszyła, o czym świadczy lekki wzrost Indeksu o +0,03%.

– Na razie nie widać istotnych zagrożeń, które w krótkim horyzoncie czasowym mogłyby istotnie wpłynąć na wzrost szkodowości tych kredytów, a tym samym na wzrost poziomu ryzyka kredytowego. Zjawiskiem, które w 2019 r. musimy bacznie obserwować jest koniec dopłat do oprocentowania około 50 tys. kredytów mieszkaniowych udzielonych w ramach programu Rodzina na Swoim (poprzednika MdM), które mogą wygenerować dodatkowe ryzyko dla portfela kredytów mieszkaniowych. W perspektywie kilkuletniej głównymi czynnikami ryzyka dla portfela kredytów mieszkaniowych, w mojej opinii będzie ewentualny wzrost stóp procentowych (ryzyko stopy procentowej) zarówno dla kredytów złotowych, jak i indeksowanych i denominowanych do walut obcych oraz spowolnienie gospodarcze, któremu może towarzyszyć wyhamowanie wzrostu dochodów gospodarstw domowych lub ich obniżenie. Wystąpienie obu tych zjawisk równocześnie może w istotny sposób pogorszyć wartość wskaźnika DtI, co w konsekwencji może przełożyć się na pogorszenie jakości portfela kredytów mieszkaniowych – zaznacza prof. Rogowski.

Karty kredytowe

W marcu 2019 r. banki wydały 108,1 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 635 mln zł. Stanowi to wzrost o 25,7% w ujęciu liczbowym i wzrost o 31,1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2018 r.

– W marcu 2019 r., podobnie jak w ostatnich miesiącach 2018 r. oraz styczniu i lutym 2019 r., obserwujemy wysokie wartości sprzedaży kart kredytowych, aż 25,7% wyższą wartość przyznanych limitów niż w analogicznym okresie 2018 r. Wzrosty nie dotyczą jednak wszystkich przedziałów kwotowych. Najwyższą dodatnią dynamikę przyznawanych limitów na kartach kredytowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały karty o limitach w przedziale 1-2 tys. zł, odpowiednio 56,8% oraz 53,6%. Czyżby na rynek kart kredytowych weszły osoby o niższych dochodach, co może być konsekwencją wzrostu ich dochodów wynikających zarówno ze wzrostu wynagrodzeń, jak i transferów socjalnych? Wcześniejsze dochody uniemożliwiały im korzystanie z tego produktu kredytowego. Drugą najwyższą dynamiką w ujęciu wartościowym charakteryzowały się limity wysokokwotowe > 10 tys. zł. W ich przypadku dynamika marzec 2019 r. do marca 2018 r. wynosi 41,9%. Możemy już chyba powoli mówić o zmianie negatywnego trendu na rynku kart kredytowych – mówi prof. Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W marcu 2019 r. banki przyznały łącznie 52,3 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę 249 mln zł. Stanowi to spadek o 6,5% w ujęciu liczbowym i spadek o 6,2% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2018 r. Co ciekawe w przypadku limitów w kontach nie obserwujemy typowego zjawiska związanego z rosnącą sprzedażą w obu skrajnych przedziałach kwotowych. W przypadku limitów dodatnią dynamikę zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym odnotowaliśmy jedynie dla przedziałów środkowych tj. 1-2 tys. zł oraz 2-4 tys. zł. Odpowiednio dla ujęcia liczbowego: 16,4% i 11,7% oraz wartościowego: 12,2% i 8,1% – zauważa prof. Rogowski z BIK.  

Sondaż: Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli

Rząd postępujący odpowiedzialnie i troszczący się o rozwój kraju to taki, który tworzy skuteczny system zdrowia (57%) i edukacji (36%) oraz patrzy perspektywicznie, tworząc długoterminowe rozwiązania, pozytywne również dla przyszłych pokoleń (36%). Natomiast odpowiedzialny obywatel troszczący się o rozwój kraju to ten, który płaci podatki (57%), pracuje, by samodzielnie zapewnić sobie środki do życia (55%) oraz dba o środowisko (55%). Udział w wyborach (43%) znalazł się dopiero na piątym miejscu – tak wynika
z badania przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna.

Badani Polacy w odpowiedzi na pytanie „Jakie działania powinien podejmować każdy rząd, abyś mógł uznać, że postępuje odpowiedzialnie i troszczy się o rozwój kraju?” najczęściej zaznaczali odpowiedzi: tworzenie skutecznego systemu zdrowia (57%), tworzenie skutecznego systemu edukacji (36%)  oraz patrzenie perspektywiczne, czyli tworzenie długoterminowych rozwiązań, pozytywnych również dla przyszłych pokoleń (36%). Na kolejnych miejscach znalazło się dbanie o równość praw i swobód obywatelskich niezależnie od wyznania, orientacji czy poglądów (34%) i tworzenie dobrych warunków do rozwoju firm (29%).

Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli (56%), jak i Koalicji Europejskiej (64%). Zgodnie również umieścili na 4-tym miejscu w hierarchii ważności tworzenie skutecznego sytemu edukacji (36% vs. 37%).

W przypadku pozostałych odpowiedzi wyraźnie widać różnice między elektoratami dwóch głównych bloków politycznych i odmienne pojmowanie odpowiedzialności i troski rządów za kraj.

Elektorat PiS na kolejnych miejscach wskazał: umacnianie pozycji i bezpieczeństwa Polski na arenie międzynarodowej (41%), tworzenie długoterminowych rozwiązań, pozytywnych również dla przyszłych pokoleń (37%).

Zwolennicy Koalicji Europejskiej wskazali natomiast: dbanie o równość praw i swobód obywatelskich niezależnie od wyznania, orientacji i poglądów (51%), zapewnienie niezależności sądownictwa (48%).

Podczas gdy zapewnienie niezależności sądownictwa znalazło się na trzecim miejscu w hierarchii ważności odpowiedzialnych działań dla wyborców Koalicji Europejskiej (48% wskazań), to wyborcy PiS ulokowali je na ostatnim 9-tym miejscu (23%). Z kolei dbanie o równość praw i swobód obywatelskich niezależnie od wyznania, orientacji i poglądów uzyskało 2-gie miejsce (51% wskazań) wśród elektoratu KE, natomiast wyborcy PiS umieścili to działanie dopiero na 6-tym miejscu (26%). Wspieranie pieniędzmi publicznymi najbardziej potrzebujących znalazło się na 5-tym miejscu wśród wskazań elektoratu PiS (31%), a na 8-mym miejscu wśród wyborców KE (14%).

Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli 2
o tym, że Ty osobiście postępujesz odpowiedzialnie i troszczysz się o rozwój kraju?”, badani Polacy wskazywali najczęściej: płacenie podatków (57%), praca i samodzielne zapewnienie sobie środków do życia (55%) oraz dbanie o środowisko (55%). Na kolejnych miejscach znalazły się: tolerowanie wszystkich ludzi niezależnie od światopoglądu, wyznania czy sposobu życia (45%), branie udziału w wyborach (43%) oraz unikanie hejtu i mowy nienawiści (41%).

Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli 3Analiza odpowiedzi dotyczących osobistej odpowiedzialności i troski za kraj w podziale na wyborców partii rządzącej i głównego bloku opozycyjnego również uwidoczniła różnice, ale i podobieństwa.

Dla osób, które głosują w wyborach, czyli zarówno dla wyborców PiS, jak i KE, ten obywatelski obowiązek jest bardzo ważny (63% vs. 55%), w przeciwieństwie do ogółu społeczeństwa, którego zazwyczaj połowa na wybory nie chodzi.

„Wyniki badania pokazują smutną prawdę o Polakach, ponieważ branie udziału w wyborach znalazło się prawie na końcu hierarchii odpowiedzialnych działań, które podejmujemy w trosce o kraj. A przecież od tego, czy i na kogo zagłosujemy, zależy, kto będzie sprawował władzę, a tym samym – czy będzie realizował te działania, na których nam zależy i które są dla nas ważne” – mówi Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl.

Na podium odpowiedzialnych działań wśród elektoratu PiS znalazło się jeszcze: płacenie podatków (63%) oraz praca i samodzielne zapewnienie sobie środków do życia (57%), natomiast wśród wyborców KE: dbanie o środowisko (55%) oraz tolerowanie wszystkich ludzi niezależnie od światopoglądu, wyznania czy sposobu życia (53%).Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli 4

————————————————————————————

Nota metodologiczna: Badanie przeprowadzone dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna w dniach 19-22 kwietnia 2019 roku. Próba ogólnopolska osób od 18 lat wzwyż (N=1058). Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji dla płci, wieku, wykształcenia i wielkości miejscowości zamieszkania. Metoda: CAWI

Advantech zainteresowany współpracą z polskimi startupami

Advantech, jeden z czołowych światowych producentów automatyki przemysłowej otwiera się na współpracę z polskimi startupami. Dzięki umowie, którą firma zawarła z Fundacją Przedsiębiorczości Technologicznej – organizatorem programów akceleracyjnych MIT Enterprise Forum CEE, Bridge to MassChallenge Warsaw oraz Smartup, młode przedsiębiorstwa technologiczne będą mogły oferować swoje rozwiązania globalnym klientom Advantech.

Rozwiązania startupów będą udostępniane setkom klientów Advantech na całym świecie za pomocą platformy IoT oferowanej w modelu PaaS (ang. Platform as a Service). Obecnie firma posiada ponad 40 oddziałów, m.in. w Azji, Europie oraz Ameryce Północnej i Południowej, a jej zysk w 2018 roku przekroczył 1,6 mld dolarów.

Okno na światowe rynki

Fundacja Przedsiębiorczości Technologicznej, jako jeden z wiodących w regionie CEE organizatorów projektów akceleracyjnych, będzie pełnić rolę łącznika pomiędzy Advantech a innowacyjnymi startupami z Polski i krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

– Nawiązanie współpracy z globalnym graczem, takim jak Advantech, który chce swoimi kanałami i wśród swoich obecnych klientów dystrybuować rozwiązania tworzone przez startupy, to dla wielu młodych, innowacyjnych firm ogromna szansa na zaistnienie na rynkach międzynarodowych. Platforma WISE-PaaS umożliwia startupom dotarcie ze swoimi produktami do setek przedsiębiorstw na całym świecie, które mogą być zainteresowane ich wdrożeniem – mówi Krzysztof Jakubczak, ekspert Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej. – Jako operator programów akceleracyjnych wspieramy startupy nie tylko w ich działaniach na rynku Polskim, ale również w szeroko rozumianym procesie internacjonalizacji. Podpisanie umowy z firmą Advantech jest kolejnym strategicznym krokiem Fundacji ukierunkowanym na to, aby mogły one rozwijać się globalnie – dodaje Jakubczak.

Celem Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej jest zapewnienie startupom, które rozwijają innowacyjne rozwiązania z obszaru Internet of Things i Big Data szybkiej ścieżki pozwalającej na zweryfikowanie potencjału do współpracy i integrację z platformą Advantech, a co za tym idzie – ułatwienie im ekspansji na rynkach międzynarodowych. Obecnie dwie młode firmy technologiczne, które brały udział w programach akceleracyjnych realizowanych przez Fundację – Lerta i Ecofile, aplikują do procesu integracji z platformą WISE-PaaS. Pod koniec marca br. roku oba startupy wzięły udział w odbywającym się na Tajwanie spotkaniu akceleracyjnym, w trakcie którego miały okazję zaprezentować swoje rozwiązania przed zarządem Advantech. Lerta już podpisała list intencyjny dotyczący dalszej współpracy z liderem branży ICT.

– Jako Lerta mamy ambitny, lecz prosty cel: poprawić elastyczność i efektywność systemu energetycznego, dzięki inteligentnemu zarządzaniu obiektami przemysłowymi, budynkami biurowymi i użyteczności publicznej. Aby osiągnąć ten cel, nieustannie szukamy synergii z podmiotami, z którymi wspólnie możemy oferować naszym klientom dodatkowe wartości. Bardzo się cieszę, że udało nam się przekonać do naszej wizji zarząd Advantecha – globalnego lidera w dziedzinie komputerów przemysłowych – mówi Borys Tomala, prezes Lerty. – Podpisany list intencyjny to pierwszy krok do długofalowej i strategicznej współpracy nad rozwiązaniami efektywności energetycznej dla przemysłu i inteligentnych miast. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wsparcie zespołu MIT
Enterprise Forum CEE, z którym kontynuujemy współpracę od czasu programu akceleracyjnego, który ukończyliśmy w 2017r. –
dodaje.

Potencjał polskich startupów dostrzeżony

Obecnie jednym z kierunków rozwoju Advantech jest budowanie kompleksowej oferty dla różnych sektorów rynku w oparciu o Internet of Things. Firma tworzy wokół IoT architekturę składającą się z produktów, oprogramowania i usług, a także tzw. frameworki, czyli platformy które obejmują po kilkanaście gotowych rozwiązań, np. do zastosowań w maszynach, w aplikacjach sprzedażowych czy zarządzaniu flotą. Mogą z nich korzystać klienci i partnerzy Advantech. To właśnie we frameworkach skupionych w platformie WISE-PaaS znajdzie się przestrzeń dla rozwiązań startupowych.

Dążąc do tego, by być współautorem sukcesu powstania AIoT, Advantech globalnie zaangażował się w rozwój partnerstwa ze startupami. Wykorzystując stworzoną przez nas bardzo sprawną platformę AIoT, WISE-PaaS, obszerne portfolio hardware’owe i międzynarodowość, chcemy zaprosić startupy z Polski i krajów Europy Środkowo-Wschodniej do dołączania do naszego ekosystemu. Dzięki temu będą mogły one rozwijać się jeszcze szybciej i dynamiczniej – mówi Tony Liu, investment manager Advantecha. – W szczególności koncentrujemy się na startupach funkcjonujących w oparciu o model B2B w branży IoT (AI, Big Data, Wireless Sensing itp.) oraz Smart City (Industry 4.0, Environment & Energy, Smart Retail i Smart Hospital). Dzięki Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej i programowi MIT Enterprise Forum CEE przekonaliśmy się, że ekosystem innowacji Europy Środkowo wschodniej ma bardzo duży potencjał i liczymy na współpracę z kolejnymi startupami w regionie. Przyszłość AIoT jest w naszych wspólnych rękach – dodaje.

A potencjał, zwłaszcza Polski, jest ogromny. Jak pokazują dane zebrane w raporcie Polskie Startupy 2018 przygotowanym przez Fundację Startup Poland, Big Data oraz Internet of Things to dwie główne specjalizacje polskich startupów, które rozwija odpowiednio 15 i 14 proc. badanych firm. Dodatkowo, jak wynika z badania 83 proc. polskich startupów sprzedaje swoje rozwiązania w modelu business to business, a 1/3 ma doświadczenia we współpracy z korporacjami.

Rośnie niewypłacalność firm budowlanych

Rok 2018 był punktem zwrotnym dla rynku budowlanego, po którym zaczęła się pogarszać kondycja całego rynku i płynność finansowa firm. Tylko dwa kraje spośród 20 największych rynków budowlanych na świecie będą notować wzrost wartości pracy. Będą to Niemcy – jeden z krajów rozwiniętych, gdzie wzrost rynku budowlanego będzie utrzymywał się na poziomie około 2,8% w skali roku. Wśród krajów rozwijających się takim rynkiem będzie Brazylia – w przypadku której za dobrą monetę analitycy biorą stopniowe wyhamowywanie tempa spadku produkcji. Reszta krajów – między innymi Francja, Włochy i Wielka Brytania, boryka się z jeszcze gorszą sytuacją.

– Pomimo wzrostu obrotów całego rynku, który utrzymuje się na poziomie 3,5% w skali roku, analitycy notują coraz większy stopień niewypłacalności firm budowlanych – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Błachnio, analityk Euler Hermes – O ile w roku 2017 na świecie było 35 niewypłacalności dużych firm budowlanych – czyli o obrotach powyżej 50 milionów euro, to w ubiegłym roku w ciągu pierwszych trzech kwartałów mieliśmy już 41 takich przypadków. Nawet na rynkach takich, jak Niemcy – na których notuje się wzrost wartości pracy, analitycy zauważają spadek rentowności kontraktów i pogarszający się stan płynności finansowej firm budowlanych. To pokazuje, że terminu „kryzys” nie należy odnosić tylko do obrotów wartości całego rynku, ale także do kondycji płynności finansowej wykonawców. Prognozujemy, że ten stan będzie się z roku na rok pogarszać – zaznaczył Błachnio.

Wynalazek z UW i WUM pomoże w leczeniu poważnych schorzeń nerek

Uniwersytet Warszawski wraz z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym rozwija nową metodę diagnostyczną pozwalającą na wykrywanie białka w moczu, a także na wcześniejsze prognozowanie jego wystąpienia. Pozwoli to znacznie zredukować ilości sterydów przyjmowanych w leczeniu zespołu nerczycowego. Wynalazek współautorstwa dr. hab. prof. UW Macieja Mazura z Wydziału Chemii UW oraz dr Elżbiety Kuźmy-Mroczkowskiej i dr hab. n. med. Małgorzaty Pańczyk-Tomaszewskiej z WUM niebawem wejdzie na rynek pod szyldem nowej uniwersyteckiej spółki spin off – Nephrolab Plus.

„Na podstawie dotychczasowych badań potwierdziliśmy, że opracowany zestaw diagnostyczny wskazuje obecność białka w moczu. Po wykonaniu testów laboratoryjnych prototypu, a potrwają one kilka miesięcy, będziemy mogli wprowadzić nowy produkt na rynek” – mówi profesor Maciej Mazur (Wydział Chemii UW).

Jedną z największych zalet rozwiązania jest prostota i jednoznaczność otrzymania wyniku. Przeprowadzane w domowych warunkach testy polegają na dodaniu pastylki do zebranej w pojemniku niewielkiej próbki moczu. Po minucie można stwierdzić obecność lub brak białka w moczu. Dostępne na rynku konkurencyjne produkty przysparzają pacjentom problemów związanych z interpretacją wyników. W przypadku popularnych testów paskowych pojawiający się odcień na zanurzonym w moczu pasku trzeba porównywać ze skała barwną.

Przewidywanie nawrotów choroby – wyścig z czasem

Naukowcy chcą jednak pójść dalej i starają się wprowadzić rewolucyjne rozwiązanie, które pozwoli w domowych warunkach uchwycić moment poprzedzający pojawienie się białka w moczu. Gdyby to się udało, wielu chorych otrzymałoby sygnał o nadciągającym nawrocie choroby. Pozwoliłoby im to wcześniej zgłosić się do lekarza, co oznacza możliwość przyjęcia mniejszych dawek leków.

„Wiemy, że tuż przed nawrotem choroby, gdy jeszcze nie pojawia się białko, mocz ulega pewnym, widocznym gołym okiem zmianom. Prawdziwym przełomem w naszej pracy będzie bezsprzeczne potwierdzenie, że urządzenie wykrywa tę fazę, pozwalając pacjentom szybko działać. Oczywiście wymaga to przeprowadzenia dodatkowych badań, jednak jestem pełen optymizmu. Trudno dziś dokładnie określić, jak długo mogą one potrwać, jednak jestem pełen optymizmu” – tłumaczy Maciej Mazur.

Wynalazek będzie oferowany pacjentom w ramach utworzonej spółki spin off, Nephrolab Plus. Wkrótce rozpoczną się badania udostępnionych wybranej grupie pacjentów prototypowych domowych zestawów diagnostycznych. Testy potrwają kilka miesięcy. Ich celem jest potwierdzenie skuteczności metody i precyzji działania urządzenia. Na potwierdzenie, czy zestaw jest w stanie prognozować nawrót białkomoczu zanim on wystąpi, trzeba będzie jednak poczekać dłużej.

Nephrolab Plus powstała dzięki strategicznej kooperacji UW z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, przy wsparciu Uniwersyteckiego Ośrodka Transferu Technologii (UOTT) UW. Zespół Nephrolab Plus oprócz dr. hab. prof. UW Macieja Mazura tworzą dr hab. n. med. Małgorzata Pańczyk-Tomaszewska, Kierownik Kliniki Pediatrii i Nefrologii WUM oraz dr Elżbieta Kuźma-Mroczkowska.

Przed założeniem spółki zespół otrzymał na rozwój swojego odkrycia grant na prace przedwdrożeniowe w konkursie w ramach programu Inkubator Innowacyjności+. „Środki finansowe pozwoliły rozwinąć wynalazek i przeprowadzić kolejne eksperymenty. Dopracowano też kwestie techniczne testu, który w porównaniu do wczesnej wersji jest bardziej funkcjonalny, ergonomiczny i skuteczny. Założenie spółki spin off to kolejny krok na drodze do komercjalizacji pomysłu i metoda wprowadzenia testu do sprzedaży” – mówi dr Robert Dwiliński, dyrektor UOTT UW.

Rozwijany przez spółkę wynalazek chroniony jest patentem, co ułatwi wprowadzenie go na rynek. Przyszłość Nephrolab Plus wykracza jednak daleko poza test na białkomocz. Równolegle prowadzone są prace nad stworzeniem kolejnych nowatorskich testów diagnostycznych. Podejmowane są także działania zmierzające do rozszerzenia zastosowania testu na białkomocz. Mógłby on być używany do oznaczania białka w moczu zwierząt. Pierwsze rozmowy dowodzą, że środowiska weterynaryjne są żywo zainteresowane tym wynalazkiem.

Od domowego testu do zmiany schematów leczenia

Geneza powstania Nephrolab Plus to prowadzone przez Macieja Mazura obserwacje zmian właściwości fizykochemicznych moczu przed rzutem zespołu nerczycowego. Ich efektem było opracowanie innowacyjnej metody wcześniejszego wykrywania nawrotu białkomoczu. „Na kilka dni przed nawrotem choroby zmniejsza się napięcie powierzchniowe moczu chorego. Zmiany właściwości fizycznych są na tyle duże, że można je wykryć w domowych warunkach bez konieczności stosowania zaawansowanych i drogich metod, urządzeń czy odczynników” – tłumaczy dr hab. prof. UW Maciej Mazur, który osobiście zetknął się z zespołem nerczycowym i dlatego postanowił zająć się poszukiwaniem sposobów na poprawę losu chorych. Odkrycie daje nadzieję na zmianę schematu leczenia oraz ograniczenie ilości sterydów przyjmowanych w leczeniu zespołu nerczycowego u dzieci i dorosłych.

Prognozowanie nawrotu, zanim jeszcze nastąpi wzmożone wydalanie białka do moczu, pozwoli w przyszłości na zastosowanie mniejszych dawek sterydów. Pacjenci chorujący na zespół nerczycowy są systematycznie monitorowani pod kątem obecności białka w moczu. Istnieją różne metody pomiaru, jednak wszystkie informują chorego o pojawieniu się białkomoczu, czyli o istniejącym już nawrocie choroby. Domowy zestaw diagnostyczny Nephrolab Plus to nadzieja na radykalną poprawę sytuacji chorych.

„Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość. Proponowany przez nas zestaw diagnostyczny nie jest wystarczający, żeby zmienić schemat leczenia pacjentów z zespołem nerczycowym. Kiedy uda się potwierdzić naukowo możliwości przewidywania z wyprzedzeniem pojawienia się białkomoczu, potrzebne będzie jeszcze stworzenie metody laboratoryjnej, która potwierdzi wskazania zestawu diagnostycznego. W kolejnym etapie będzie konieczne przeprowadzenie badań klinicznych oceniających skuteczność leczenia pacjentów niższymi dawkami sterydów. Powstanie testu laboratoryjnego to niezbędny warunek na drodze wprowadzenia zmian w schematach leczenia” -tłumaczy dr Elżbieta Kuźma-Mroczkowska z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ratunek ze skutkami ubocznymi

Zespół nerczycowy to grupa objawów związanych z nieprawidłowym funkcjonowaniem kłębuszków nerkowych, prowadzącym do masywnej utraty białka z moczem. Skutkuje to obniżeniem stężenia albumin w surowicy krwi oraz rozwojem między innymi hiperlipidemii i zaburzeń w układzie krzepnięcia. U pacjentów pojawiają się obrzęki twarzy, kończyn, wodobrzusze, płyn w jamach opłucnowych. W przypadku nasilonych zaburzeń mogą pojawić się powikłania zakrzepowe, niewydolność nerek, nadciśnienie tętnicze, dolegliwości bólowe brzucha i powikłania infekcyjne.

Zespół nerczycowy może wystąpić w przebiegu kłębuszkowych zapaleń nerek, ogniskowego szkliwienia kłębuszków nerkowych, ale także wielu innych chorób ogólnoustrojowych takich jak cukrzyca, nowotwory i zakażenia wirusowe. Do jego rozwoju może dojść również w wyniku genetycznie uwarunkowanych defektów białek budujących struktury kłębuszków nerkowych (sterydooporny zespół nerczycowy), czy też kolagenu (zespół Alporta). U dzieci natomiast najczęstszą postacią jest idiopatyczny zespół nerczycowy.

Standardowym sposobem terapii jest podawanie pacjentom sterydów. Umożliwia to ustąpienie białkomoczu i towarzyszących mu objawów zespołu nerczycowego, ale nie zapewnia trwałego wyleczenia. Nawroty białkomoczu mogą wystąpić nawet kilkukrotnie w ciągu roku i są wywołane przez stany zapalne w organizmie (np. infekcje, próchnicę lub wyrzynanie się zębów, ukąszenia przez owady i inne) lub zmniejszanie dawki sterydów. Poziom białka w trakcie nawrotu choroby narasta zazwyczaj lawinowo. Obniżenie go wymaga stosowania dużych dawek sterydów. Dodatkowo, nawet jeśli poziom białka w moczu uda się szybko obniżyć do zera, dalsze zmniejszanie dawek sterydów musi być dokonywane stopniowo. Leczenie pierwszego rzutu idiopatycznego zespołu nerczycowego trwa 6 miesięcy. Ze względu na nawroty choroby leczenie u niektórych pacjentów – sterydoterapia trwa przez całe lata, a to powoduje rozwój działań niepożądanych stosowanej terapii.

Objawy zespołu nerczycowego są bardzo uciążliwe. Chorzy wymagają częstego przeprowadzania badań moczu (w okresie zaostrzeń choroby nawet codziennie), badań kontrolnych z krwi, wizyt w poradni, a w okresie nawrotów choroby hospitalizacji. Przyjmowane przewlekle sterydy prowadzą do licznych działań ubocznych takich jak otyłość, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, choroba wrzodowa, zaćma, jaskra, osteoporoza, obniżenie odporności, nawracające zakażenia oraz zahamowanie wzrostu u dzieci. Niektóre dzieci ze względu na znaczne obniżenie odporności, częste infekcje i nawroty choroby przejściowo wymagają indywidualnego nauczania w domu. Ze względu na wystąpienie powikłań po sterydach albo częstych nawrotów choroby, u niektórych pacjentów istnieje konieczność leczenia cyklosporyną, takrolimusem, mykofenolanem mofetylu czy rituximabem. Każdy z tych leków ma dodatkowe, specyficzne dla siebie spektrum działań niepożądanych.

Z uwagi na specyfikę i uciążliwość choroby ważne jest szybkie wykrywanie nawrotów białkomoczu, co umożliwi modyfikację dawek leków i pozwoli minimalizować rozwój działań ubocznych stosowanych terapii. System pozwalający na prognozowanie wystąpienia białkomoczu może okazać się pomocny w opracowaniu nowych schematów sterydoterapii, tak aby zmniejszyć dawkę sumaryczną sterydów przyjętych przez pacjenta i zmniejszyć ryzyko wystąpienia działań niepożądanych.

Coraz więcej cyberataków na sektor energetyczny

Według raportu F-Secure[1] celem atakujących sektor energetyczny są nie tylko zyski, ale też działania o charakterze szpiegowskim czy wywieranie nacisków politycznych. Punktem dostępu do zakładowej sieci są często pracownicy, którzy padają ofiarami tzw. spear phishingu[2]. Efektem może być zablokowanie kontroli nad urządzeniami, a nawet całkowity paraliż systemów.

Celem przestępców, często powiązanych z rządami państw, jest infrastruktura krytyczna (ang. Critical Network Infrastructure, CNI). W przemysłowych systemach sterowania oraz technologiach operacyjnych (OT[3]) nie zostały zaimplementowane odpowiednie protokoły bezpieczeństwa, gdyż tego typu rozwiązania powstały jeszcze przed popularyzacją internetu. Ze względu na spadki cen paliwa sektor energetyczny ogranicza wydatki i korzysta często z nieaktualnych systemów oraz technologii. Osłabia to odporność na ataki i wydłuża czas ich wykrywania. W ostatnich kilku latach szczególnie wyróżniły się cztery metody ataków cyberprzestępców na branżę energetyczną[4].

  1. Złośliwe załączniki, czyli Operacja Sharpshooter

Sharpshooter to odkryty z końcem 2018 roku atak grupy Lazarus, prowadzącej działania cyberszpiegowskie m.in. na zlecenie władz Korei Północnej[5]. Przestępcy przez Dropbox wysyłali pracownikom wiadomości z załączonymi złośliwymi dokumentami rekrutacyjnymi. Otworzenie pliku powodowało uruchomienie trojana umożliwiającego pobieranie informacji o urządzeniu i przechwytywanie plików[6]. Poza kradzieżą poufnych danych atak stanowił prawdopodobnie okazję do rekonesansu przed kolejnym incydentem. Podobne metody stosowała grupa BlackEnergy, która w 2015 roku m.in. odcięła dostawy energii z kilku regionalnych spółek na Ukrainie oraz zaatakowała przedsiębiorstwo energetyczne w Polsce[7].

Przykład maila wykorzystującego phishing.

Przykład maila wykorzystującego phishing.

  1. Metoda wodopoju grupy Dragonfly i Havexa

Grupa Dragonfly, łączona z rządem rosyjskim, od 2011 roku infekuje komputery organizacji m.in. z sektora energetycznego, jądrowego, wodnego i lotniczego. Przestępcy kierują pracownika na zainfekowaną stronę, np. dostawcy sprzętu lub usług IT. W ten sposób przechwytują dane dostępu do infrastruktury sieci i mogą prowadzić działania zarówno wywiadowcze, jak i sabotażowe. Podobnie działało oprogramowanie Havex, które umożliwiało twórcom zdalną kontrolę nad zainfekowanym urządzeniem i zakłócanie jego pracy. Przestępcy włamywali się na strony producentów, następnie podmieniali np. oryginalne sterowniki na zarażoną wersję i czekali, aż zostanie ściągnięta.

  1. Sabotaż przez naśladowanie, czyli Triton/Trisis

Triton został po raz pierwszy wykorzystany do ataku na zakłady Samara, potentata chemicznego z Arabii Saudyjskiej. Oprogramowanie było ściśle ukierunkowane na stosowany w branży system zabezpieczeń Triconex[8]. Atak nie był jednak związany z działaniami wywiadowczymi, celem było wyrządzenie materialnych szkód. Cyberprzestępcy dbali przede wszystkim o zamaskowanie swojej obecności – Triton naśladował procesy administracyjne, zmieniał nazwy plików na niewzbudzające podejrzeń, usuwał pobierane pliki i działał tylko w momentach bezczynności urządzeń[9]. W efekcie mógł pozostawać niewykryty latami.

  1. Okup na żądanie

Jedną z najbardziej udanych kampanii ransomware[10] był CryptoLocker, który w ciągu czterech miesięcy zainfekował ponad 250 tys. komputerów. W 2017 roku WannaCry przypisywany rządowi Korei Północnej obrał na cel m.in. jednego z największych na świecie producentów półprzewodników i procesorów, Taiwan Semiconductor Manufacturing Company. Kosztowało to firmę setki milionów dolarów. Ostatni przykład pochodzi sprzed zaledwie miesiąca, gdy zaszyfrowane zostały systemy norweskiego producenta aluminium Norsk Hydro.

Przestępcom wystarczy jeden udany atak. Organizacje powinny prześledzić swoją politykę cyberbezpieczeństwa, ocenić ryzyko, zmierzyć zdolność do identyfikacji hakera w swoich sieciach i przede wszystkim – być zawsze w gotowości. Monitorowanie, ostrzeganie i reagowanie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu umożliwiają m.in. rozwiązania z zakresu detekcji i reakcji na zagrożenia (ang. Endpoint Detection & Response, EDR). Zespół IT organizacji może w standardowych godzinach pracy sprawdzać podejrzane incydenty, podczas gdy resztą zajmują się specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa – tłumaczy Kamil Donarski, Analityk zagrożeń w F-Secure.

[1] Raport F-Secure The state of the station. A report on attackers in the energy industry.

[2] Metoda, w której przestępca wysyła maile, podszywając się pod inną osobę lub instytucję w celu wyłudzenia np. danych logowania. Atak poprzedza wywiad środowiskowy oparty na informacjach dostępnych w sieci, dlatego treść wiadomości jest spersonalizowana.

[3] ang. Operational Technology, OT – technologia operacyjna.

[4] Wszystkie prezentowane zagrożenia opisano w raporcie F-Secure The state of the station. A report on attackers in the energy industry.

[5] http://securityglobal24h.com/sharpshooter-attacks-linked-to-north-korea-researchers-discover/general/news/Information-Security-latest-Hacking-News-Cyber-Security-Network-Security

[6] https://securityaffairs.co/wordpress/78884/hacking/operation-sharpshooter.html

[7] https://www.welivesecurity.com/wp-content/uploads/2018/10/ESET_GreyEnergy.pdf

[8] https://www.cyber.nj.gov/threat-profiles/ics-malware-variants/blackenergy

[9] https://www.dailymail.co.uk/sciencetech/article-6913775/Experts-warn-hackers-murderous-malware-Triton-targeting-critical-infrastructure.html

[10] Złośliwe oprogramowanie blokujące dostęp do systemu i zapisanych w nim danych oraz żądające okupu za ich odszyfrowanie.

Pierwszy Elektroniczny Sąd Polubowny „Ultima Ratio” rozpoczął swoją działalność

Pierwszy Elektroniczny Sąd Polubowny „Ultima Ratio” rozpoczął swoją działalność. To arbitraż dla firm, w którym sprawy są prowadzone wyłącznie przez internet. Powstał dzięki wspólnej inicjatywie Stowarzyszenia Notariuszy Rzeczypospolitej oraz spółki Causa Finita. W zamyśle twórców Ultima Ratio Sąd ma odciążyć działalność sądownictwa tradycyjnego, które rocznie prowadzi około miliona spraw, w których stronami są firmy i przedsiębiorstwa. Wyrok zgodnie z regulaminem ma być wydany w ciągu 3 tygodni.

Ultima Ratio ma rozpatrywać sprawy gospodarcze, w których stronami są firmy i przedsiębiorstwa. Żeby złożyć pozew, obydwie strony muszą zgodzić się na rozstrzygnięcie sporu właśnie przez Ultima Ratio. Sąd rozpatruje sprawy wyłącznie przez internet – nie posiada budynku, w którym trzeba się stawić, nie organizuje rozpraw, na które trzeba dojechać. Pozew składa się w ciągu kilku minut, po zalogowaniu się do systemu informatycznego. Sąd będzie mógł korzystać z profilu zaufanego, podpisu kwalifikowanego oraz e-dowodów tożsamości. Ułatwi to identyfikacje tożsamości użytkowników, którzy będą występować przed sądem w charakterze stron. Takie rozwiązania udostępniło Ministerstwo Cyfryzacji. Wyrok zaś ma być co do zasady wydany w 3 tygodnie czyli ponad 20 razy szybciej niż w sądzie tradycyjnym. Arbitrami są notariusze przeszkoleni w Stowarzyszeniu Notariuszy RP. Stowarzyszenie Notariuszy RP sprawuje kompleksowy nadzór nad procesem orzeczniczym, jest także odpowiedzialne za proces szkolenia arbitrów oraz za zapewnienie panelu eksperckiego do rozpoznawania spraw o szczególnie zawiłym charakterze. Korporacja notarialna liczy ponad 3.500 czynnych zawodowo notariuszy.

„Od początku jesteśmy gotowi do prowadzenia dużej liczby spraw. Odpowiednia liczba arbitrów- notariuszy przeszła już szkolenia. Prowadzone były także testy symulowanych spraw. Po zapisaniu się do naszego e-arbitrażu pozew – zamiast do sądu państwowego – składa się online w systemie informatycznym Sądu. Założenie sprawy dzięki internetowym „podpowiadaczom”, które np. z różnych rejestrów zaciągają dane firm lub odpowiednie paragrafy, trwa kilka – kilkanaście minut. Wraz ze złożeniem pozwu system automatycznie doręcza go pozwanemu i wybiera arbitra, który ma 24 godzin na przyjęcie sprawy. Postępowanie z założenia trwa około trzech tygodni” – mówi Paweł Orłowski, członek Zarządu Stowarzyszenia Notariuszy Rzeczypospolitej.

System elektroniczny Ultima Ratio jest prosty i intuicyjny – czynności procesowych można dokonywać o każdej porze dnia i nocy i w każdym miejscu na świecie, posiadającym oczywiście dostęp do internetu. Niezwykle wygodne jest prezentowanie materiału dowodowego – w przypadku na przykład roszczeń z rękojmi za wady rzeczy sprzedanej, strona będzie mogła wprost z aplikacji mobilnej Ultima Ratio nakręcić telefonem komórkowym film obrazujący wady oraz jednym kliknięciem umieścić go na profilu danej sprawy. W analogiczny sposób możliwa jest prezentacja zdjęć, skanów pism, linków, nagrań audio, zrzutów ekranu i innych tego typu materiałów. Arbiter zaś ma możliwość kontaktowania się ze stronami poprzez dedykowany każdej sprawie czat.

Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio
Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio

„Liczymy się z tym, że działanie naszego e-arbitrażu może odciążyć sądy powszechne. Obecnie rozstrzygają one około miliona spraw gospodarczych rocznie, np. o zapłatę za wykonane prace podwykonawcze. Takie sprawy średnio trwają 13 miesięcy w różnych instancjach. Przesłuchanie stron, przesłuchanie świadków, pisma procesowe, doręczenia, zwrotki, dojazd na proces, delegacje- tak wygląda wtedy przebieg sprawy. W Ultima Ratio tego nie ma. Sprawa jest prowadzona w wirtualnej sali sądowej, strony mogą przesyłać dowody w formie dokumentów, plików wideo, zdjęcia etc. A arbiter może kontaktować się ze stronami poprzez dedykowany sprawie czat. Takie możliwości udostępnia nasz system informatyczny, w każdym miejscu gdzie jest dostęp do internetu” – komentuje  Robert Szczepanek, współzałożyciel Ultima Ratio.

Działanie Ultima Ratio jest monitorowane przez specjalnie powołaną Radę Sądu, złożoną między innymi ze znanych prawników i osób działających na rzecz rozwoju gospodarki cyfrowej w Polsce.

Rozpoznawanie spraw cywilnych, gospodarczych z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej jest już wykorzystywane w sądownictwie powszechnym, np. w e-sądzie dla elektronicznego postępowania upominawczego. Wydaje się jednak, że ten rodzaj komunikacji pomiędzy stronami a sądem powinien znaleźć zastosowanie w postepowaniu arbitrażowym. Arbitraż bowiem, ze swej natury, jest mniej sformalizowany, niż postepowanie przed sądami państwowymi i dlatego można w większym stopniu wykorzystywać środki komunikacji elektronicznej. Pierwszy  Elektroniczny  Sąd Polubowny Ultima ratio może realizować właśnie w pełni idee sądu polubownego, który wykorzystuje w swojej działalności atuty nowych technologii. Ten sąd różni się zatem od innych sądów polubownych w Polsce, że działa wyłącznie elektronicznie, na co strony postepowania się godzą przystępując do sprawy przed tym sądem. Szybkość, transparentność (poprzez dostęp do dokumentów w sprawie przez Internet), jest walorem, który na pewno zainteresuje kontrahentów do tej formy rozpoznawania spraw” – komentuje prof. Jacek Gołaczyński, Przewodniczący Rady Ultima Ratio.

Czynności procesowe pełnomocników i stron również zajmują co najmniej kilkanaście razy mniej czasu, nie licząc oszczędności czasu związanego z brakiem konieczności dojazdu i udziału w rozprawach przed sądami powszechnymi czy innymi sądami polubownymi. Zabezpieczenia systemu elektronicznego Ultima Ratio są analogiczne do zabezpieczeń systemów bankowości elektronicznej.

System informatyczny Ultima Ratio został zbudowany przez polską spółkę ZETO Rzeszów.

Miasta wojewódzkie – ceny OC w I kw. 2019 r.

Porównywarka Ubea.pl zbiera dane o składkach OC z miast wojewódzkich. Warto dowiedzieć się, gdzie w I kw. 2019 r. kierowcy płacili najwięcej.  

Na podstawie danych Ubea.pl można w różny sposób porównywać koszty zakupu ubezpieczeń OC na terenie poszczególnych miast wojewódzkich. Eksperci wspomnianej porównywarki stwierdzili, że dobrym pomysłem jest analizowanie średniej składki OC w „najtańszej” firmie. Poniższa tabela prezentuje przeciętny koszt zakupu obowiązkowej polisy w towarzystwie, które było najbardziej atrakcyjne cenowo. Oprócz danych ze stycznia, lutego oraz marca, pod uwagę wzięto również cały I kw. 2019 r. „Średnie wyniki dla stycznia oraz marca br. dotyczące wszystkich miast wskazują na spadek najniższej składki OC (z 654 zł do 632 zł). W ujęciu procentowym, ten spadek wyniósł 3,4%” – mówi Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Ceny OC I kw. 19 miasta Ubea 25.04 – infografika

Niezależnie od uwzględnionego okresu, uwagę zwracają też bardzo duże różnice cenowe pomiędzy poszczególnymi miastami. Jako przykład warto podać ośrodki miejskie notujące skrajnie różne wyniki. „Od początku stycznia do końca marca 2019 roku, za obowiązkową polisę OC najwięcej płacili mieszkańcy Gdańska (przeciętnie 803 zł u „najtańszego” ubezpieczyciela), Szczecina (794 zł) oraz Wrocławia (793 zł). Analogiczny wynik z Rzeszowa był około dwa razy mniejszy (397 zł)” – podaje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Bardzo wysoki poziom składek OC notowany między innymi na terenie Gdańska, Wrocławia i Szczecina prawdopodobnie ma bezpośredni związek z wysoką szkodowością. Niestety trudno jest znaleźć statystyki dotyczące zdarzeń drogowych tylko na terenie miast wojewódzkich. „Informacje na temat całych województw opublikowane niedawno przez polską Policję wskazują jednak, że w 2018 r. województwa dolnośląskie i pomorskie wyróżniały się najwyższą liczbą rannych na 100 wypadków. To ważna obserwacja, ponieważ szkody osobowe są szczególnie kosztowne dla ubezpieczycieli” – komentuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Średni poziom składek OC w „najtańszych” towarzystwach ubezpieczeniowych (I kw. 2019 r./miasta wojewódzkie)
Miasto

Średnia składka OC w „najtańszym” towarzystwie

(I kw. 2019 r.)

Średnia składka OC w „najtańszym” towarzystwie (styczeń 2019 r.) Średnia składka OC w „najtańszym” towarzystwie

(luty 2019 r.)

Średnia składka OC w „najtańszym” towarzystwie (marzec 2019 r.)
Białystok 765 zł 789 zł 726 zł 781 zł
Bydgoszcz 753 zł 895 zł 655 zł 708 zł
Gdańsk 803 zł 836 zł 857 zł 715 zł
Gorzów Wlk. 589 zł 507 zł 603 zł 658 zł
Katowice 603 zł 527 zł 744 zł 537 zł
Kielce 541 zł 609 zł 438 zł 576 zł
Kraków 573 zł 521 zł 438 zł 760 zł
Lublin 625 zł 631 zł 770 zł 473 zł
Łódź 736 zł 783 zł 755 zł 671 zł
Olsztyn 655 zł 774 zł 619 zł 573 zł
Opole 472 zł 450 zł 500 zł 467 zł
Poznań 661 zł 869 zł 563 zł 552 zł
Rzeszów 397 zł 388 zł 395 zł 409 zł
Szczecin 794 zł 813 zł 909 zł 659 zł
Toruń 602 zł 507 zł 507 zł 791 zł
Warszawa 728 zł 648 zł 717 zł 820 zł
Wrocław 793 zł 803 zł 815 zł 762 zł
Zielona Góra 514 zł 426 zł 656 zł 459 zł
Wynik dla wszystkich analizowanych miast 645 zł 654 zł 648 zł 632 zł

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Ubea.pl

Zmiany w prawie upadłościowym

Czy rząd przygotuje rewolucję dla upadających konsumentów?

Szymon Mojzesowicz, Lege Advisors
Szymon Mojzesowicz, Lege Advisors

Rada Ministrów wznowiła prace nad głośnym projektem nowelizacji w prawie upadłościowym. Postulowane zmiany dotyczą wielu aspektów postępowań prowadzonych wobec niewypłacalnych dłużników, jednak śmiało możemy powiedzieć o rewolucji w przypadku upadłości konsumenckiej.

Przepisy obowiązujące od ponad czterech lat przyniosły znaczny wzrost zainteresowania upadłością konsumencką, a co za tym idzie większą liczbą spraw trafiających do sądów upadłościowych. Brak odpowiednio licznej kadry oraz niedoskonałe procedury z czasem doprowadziły do dużego spowolnienia prowadzonych postępowań.

Z drugiej strony, o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej decydowało badanie przez sąd, czy dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności umyślnie lub przez rażące niedbalstwo, a interpretacja tych pojęć stała się bardzo różnorodna w zależności od orzekającego sądu, co wywołało zjawisko „turystyki upadłościowej”, taka opinia znalazła  się z resztą w uzasadnieniu omawianego projektu.

Procedowany obecnie projekt z jednej strony zakłada otwarcie znacznie szerszego, niż dotychczas dostępu do upadłości konsumenckiej poprzez odejście od sprawdzania wspomnianych powyżej okoliczności na etapie oceny wniosku o upadłość i przeniesienie go do czasu ustalania planu spłaty wierzycieli. Takie rozwiązanie oczywiście sprowadziłoby na i tak już przeciążone sądy lawinę nowych postępowań, jednak omawiany projekt zakłada nieznane dotąd tryby oddłużania, uproszczenie niektórych procedur, jak również przerzucenie części pracy do kancelarii syndyków. Wskazane zmiany z pewnością ograniczyłyby nakład pracy sądów, ale przecież siłą rzeczy zwiększy się liczba postępowań, co doprowadza do wniosku, że wydziały upadłościowe i tak niezmiennie będą potrzebowały wsparcia kadrowego, aby cały „system upadłościowo-restrukturyzacyjny”  działał sprawnie.

Jakie będą skutki omawianych rozwiązań? W pierwszym odruchu nasuwa się myśl o demoralizacji społeczeństwa pod względem spłacania zobowiązań, a tym samym o stratach na jakie zostają w ten sposób narażeni wierzyciele. Należy jednak pamiętać, że według ostatnich badań przynajmniej dwa miliony Polaków ma problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań, co nierzadko spycha te osoby do szarej strefy nie pozostawiając perspektyw na wyjście z zadłużenia i powrót do normalnego funkcjonowania. Zdaje się zatem, że mamy do czynienia z kompleksowym planem na masowe oddłużenie społeczeństwa, co w dalszej perspektywie może przynieść znaczne korzyści gospodarcze.

Adam Pasternak, Lege Advisors
Adam Pasternak, Lege Advisors

Niezależnie od budzących największe zainteresowanie zmian w upadłości konsumenckiej, warto wspomnieć o najciekawszych wątkach, które dotyczą nowelizacji pozostałych przepisów. Na pierwszy plan wysuwa się zrównanie sytuacji prawnej osoby fizycznej będącej przedsiębiorcą z konsumentem na gruncie prawa upadłościowego. Dalej warto pochylić się nad propozycjami co do przebiegu przygotowanej likwidacji (tzw. pre-pack) takimi jak możliwość złożenia wniosku przez każdego z uczestników, także w formie odpowiedzi dłużnika na wniosek wierzyciela, czy też dokonania sprzedaży na rzecz wielu nabywców. Nie wspomnę o rozwiązaniu, które ma zapewnić szerszą ochronę majątku byłego lub obecnego małżonka dłużnika.

Poruszone powyżej kwestie to tylko wycinek z procedowanego projektu mający na celu ukazanie jak szerokie zmiany mogą niebawem dotknąć tę dziedzinę prawa. Czy i w jakim ostatecznie kształcie wejdą pokaże czas, choć temat na pewno jeszcze nieraz wywoła wiele dyskusji.

Autorzy: Szymon Mojzesowicz i Adam Pasternak – firma doradcza Lege Advisors

Wycena nieruchomości – samodzielnie, czy ze specjalistą?

Katarzyna Młynarczyk, Lege Advisors
Katarzyna Młynarczyk, Lege Advisors

Większość z nas, przynajmniej raz w życiu, staje przed decyzją o sprzedaży/zakupie nieruchomości, prywatnej lub komercyjnej. I każdy z nas chce, aby cena takiej nieruchomości była jak najlepsza. Ze względu na ilość pozornie wiarygodnych danych dostępnych w internecie, łatwo ulec złudzeniu, że wyceny można dokonać samodzielnie, bez większego wysiłku i nakładów. Jednak w rzeczywistości próba samodzielnego szacowania nieruchomości może prowadzić do błędnych wyników i w konsekwencji przysporzyć wiele problemów.

Mówiąc o wycenie nieruchomości, nie mamy na myśli jedynie wstępnego szacowania, które faktycznie można dokonać z udziałem tabelek w internecie, czy u pośrednika. Mamy na myśli realne określenie wartości rynkowej. Korzystając z wycen np. biur pośrednictwa otrzymujemy jedynie część prawdy o rynku nieruchomości. Oferty mogą różnić się od finalnych wycen nawet o 20 procent i często odzwierciedlają życzenia właścicieli nieruchomości, a nie ich faktyczną wartość. Zdarza się, że oferty nie uwzględniają w wystarczający sposób m.in. lokalizacji, rodzaju i intensywności zabudowy w otoczeniu, stanu technicznego obiektów, ich funkcji, parametrów powierzchniowych itp. Niestety, szacunkowa wycena staje się w polskich realiach wyceną finalną, często ze względu na koszty. W pośpiechu i bez refleksji atakujemy rynek kwotą pozbawioną kontaktu z rzeczywistością i przy okazji sami psujemy obraz tej rzeczywistości. Efekt – nieruchomość wystawiana miesiącami w serwisach internetowych, co działa na niekorzyść sprzedającego. Krótko mówiąc, sami stwarzamy sobie problem. A może jednak warto oddać wycenę w ręce specjalistów?

Rzeczoznawca – kim jest i po co?

Naturalnym wyborem jest rzeczoznawca majątkowy. Nie jest to osoba przypadkowa. Dostęp do wykonywania tego zawodu regulowany jest przepisami prawa. By uzyskać uprawnienia konieczne jest m.in. ukończenie studiów podyplomowych w zakresie wyceny nieruchomości, odbycie praktyki w zakresie wyceny lub zdobycie doświadczenia zawodowego na stanowisku związanym z wyceną, a następnie pozytywne przejście postępowania kwalifikacyjnego, w tym zdanie egzaminu. Rzeczoznawcy majątkowi wpisani są do ogólnodostępnego rejestru prowadzonego przez Ministra Inwestycji i Rozwoju. Rzeczoznawca majątkowy dokonuje określenia wartości nieruchomości, a także maszyn i urządzeń trwale związanych z nieruchomością. Wyceny dokonuje się dla konkretnego celu. Skorzystanie z usług specjalisty będzie konieczne m.in. przy  transakcjach kupna – sprzedaży nieruchomości, podziałach majątkowych, darowiznach, ustalaniu wartości masy spadkowej, wniesieniu nieruchomości aportem do spółki, zabezpieczeniu wierzytelności, w postępowaniach sądowych, przy ustalaniu odszkodowań czy przy egzekucjach z nieruchomości, a także dla sprawozdań finansowych.

Rzeczoznawca wie więcej

Rzeczoznawca majątkowy szacuje wartość w oparciu o dane z rynku, w tym akty notarialne, dostępne rejestry cen transakcyjnych kupna – sprzedaży nieruchomości, które miały miejsce na rynku, co pozwala na precyzyjną analizę cen transakcyjnych nieruchomości podobnych. Przeprowadzonych szacowań i czynności rzeczoznawcy majątkowego  nie jest w stanie wykonać inna osoba, m.in. ze względu na ograniczony dostęp do danych. Nie da się też zastąpić go kalkulatorami dostępnymi  w serwisach internetowych. Ponadto, zgodnie z przepisami prawa oraz obowiązującymi standardami, rzeczoznawca majątkowy bada stan prawny (księgi wieczyste, ewidencję gruntów i budynków, pozwolenia formalno – prawne, obciążenia, umowy najmu), uwarunkowania planistyczne oraz inne dostępne dokumenty, mogące mieć wpływ na poziom wartości nieruchomości oraz na sposób jej postrzegania na rynku. Szczegółowe badanie stanu nieruchomości jest bardzo istotnym etapem procesu szacowania, wymagającym często dużego zaangażowania i dociekliwości. Zdarza się, że to właśnie od rzeczoznawcy potencjalny nabywca uzyskuje informacje o ukrytych wadach prawnych nieruchomości.

Co to jest operat szacunkowy?

W temacie profesjonalnej wyceny nieruchomości, warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden element – jej znaczenia prawnego. Standardowa wycena dokonana przez licencjonowanego rzeczoznawcę w formie operatu szacunkowego jest dokumentem istotnym. Jest ekspertyzą uznawaną w wielu sytuacjach i ma moc urzędową. Ten typ zaawansowanej wyceny zleca się, aby szacowanie nieruchomości nie było łatwe do podważenia. Aby nie stało się obiektem długotrwałych sporów sądowych. Operat szacunkowy jest idealnym rozwiązaniem w przypadku: starania się o kredyt na zakup nieruchomości, egzekucji nieruchomości lub przy skomplikowanym podziale spadku, problemów z Urzędem Skarbowym, czy aktualizacji opłat za użytkowanie wieczyste. Operat musi być sporządzony w formie pisemnej, a jego treść powinna być zgodna z przepisami prawa. Forma i treść operatu powinna być jednolita, niezależnie od regionu, czy autora opracowania.

W operacie szacunkowym przedstawia się sposób dokonania wyceny nieruchomości, w tym:
1)   określenie przedmiotu i zakresu wyceny;
2)   określenie celu wyceny nieruchomości;
3)   podstawę formalną wyceny nieruchomości oraz źródła danych o nieruchomości;
4)   ustalenie dat istotnych dla określenia wartości nieruchomości;
5)   opis stanu nieruchomości;
6)   wskazanie przeznaczenia wycenianej nieruchomości;
7)   analizę i charakterystykę rynku nieruchomości w zakresie dotyczącym celu i sposobu wyceny;
8)   wskazanie rodzaju określanej wartości, wyboru podejścia, metody i techniki szacowania;
9)   przedstawienie obliczeń wartości nieruchomości oraz wyniku wyceny wraz z uzasadnieniem.

Operat szacunkowy może być wykorzystywany do celu, dla którego został sporządzony przez okres 12 miesięcy od daty jego sporządzenia, chyba, że wystąpiły zmiany uwarunkowań prawnych lub istotne zmiany czynników. Koszty standardowej wyceny nieruchomości wykonanej przez licencjonowanego rzeczoznawcę w formie operatu szacunkowego wahają się w zakresie od 500 do 1500 złotych dla nieruchomości o funkcji mieszkaniowej oraz od 1500 do 5000 złotych dla typowych nieruchomości komercyjnych.

Dobra (profesjonalna) wycena nieruchomości to dokument oparty na faktach, procedurach i metodach, które gwarantują, że informacje są po prostu wiarygodne. Każdy z nas musi więc sobie odpowiedzieć na pytanie, czy warto błądzić i narażać się na stres, czy może jednak warto oddać (i zapłacić) szacowanie nieruchomości wiarygodnym praktykom?

Autor:  Katarzyna Młynarczyk – manager działu Analiz i Opinii, firma doradcza Lege Advisors