Polscy pracownicy najbardziej zestresowani w Europie. Negatywnie oceniają relacje w swoich firmach

Polscy pracownicy najbardziej ze<a title=stresowani w Europie. Negatywnie oceniają relacje w swoich firmach" title="Polscy pracownicy najbardziej zestresowani w Europie. Negatywnie oceniają relacje w swoich firmach" />

stresowani-w-Europie.-Negatywnie-oceniaja-relacje-w.jpg” alt=”” align=”left” hspace=”10″ />

Kontrole Państwowej Inspekcji Pracy wykazują szereg uchybień polskich firm, między innymi w zakresie terminowości wypłaty wynagrodzeń czy zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa pracy. To tylko niektóre z elementów, które składają się na relacje pracownicze, a wśród najważniejszych problemów wymienia się m.in. stres, twarde zarządzanie i mobbing. Zdaniem ekspertów dyskutujących o tym przy okrągłym stole Komitetu Dialogu Społecznego KIG prowadzi to do bierności pracowników i spadku kreatywności, szkodząc nie tylko pojedynczym firmom, lecz także krajowej gospodarce.

Relacje pracownicze w Polsce są oceniane jako złe lub bardzo złe – wynika z raportu „Między feudalizmem a personalizmem. Medialny obraz relacji pracowniczych w Polsce” przygotowanego na zlecenie Komitetu Dialogu Społecznego KIG. Najważniejsze zdefiniowane problemy w relacjach pracowniczych to stres, zarządzanie folwarczne i mobbing.

Z badania „The Workforce View in Europe 2018” wynika, że Polacy są narodem pracującym w największym stresie, a to prowadzi wprost do spadku motywacji i produktywności. 27 proc. pracowników twierdzi, że odczuwa stres każdego dnia. Wśród następnych w zestawieniu pracowników francuskich i brytyjskich ten odsetek wynosi 20 proc. Najmniej zestresowani są natomiast pracownicy w Holandii (10 proc.).

– Trzeba pamiętać, że człowiek jest kapitałem i nie należy postrzegać go tylko przez pryzmat wynagrodzenia. W pracy ważna jest także godność, dyskusja, informacja. Jeżeli człowiek identyfikuje się z zakładem pracy, to jego wydajność jest lepsza, lepiej pracuje. Wtedy relacje między poszczególnymi pracownikami, a także między pracownikami a pracodawcą, są zdecydowanie lepsze, co dobrze wpływa na atmosferę w firmie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes posłanka Izabela Katarzyna Mrzygłocka, wieloletnia przewodnicząca Rady Ochrony Pracy.

Według badań przeprowadzonych przez ADP na europejskich pracownikach („Okiem europejskich pracowników 2018”) w Polsce – zdaniem ankietowanych – pracodawcy wykazują brak zainteresowania dobrym samopoczuciem psychicznym swoich podwładnych, mimo że wielu z nich cierpi z powodu nadmiernego stresu. Dane ZUS z 2017 roku wskazują, że liczba dni zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń i dysfunkcji psychicznych wzrosła w ciągu sześciu lat o ponad 70 proc.

– Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że kwestie dotyczące jakości relacji pracowniczych będą jedynie zyskiwać na znaczeniu. Nurt zarządzania zasobami ludzkimi (HR) i społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw (CSR) coraz mocniej akcentują swoje podejście w odniesieniu do zdrowia i dobrostanu pracowników. Global Reporting Initiative (GRI), system raportowania społecznego przedsiębiorstw, w ostatniej wersji raportu rozbudował dwa obszary: zdrowie i bezpieczeństwo pracowników oraz aspekty środowiskowe. Pracodawcy wszystkich sektorów w dobie coraz ostrzejszej walki o dobrego pracownika zdają sobie sprawę z tego, że przyjazne środowisko pracy i psychofizyczna kondycja pracowników przyczyniają się do tego, że nie szuka on alternatywy – podsumowuje Konrad Ciesiołkiewicz, przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG.

Te wartości są generalnie niemierzalne. Z kolei te mierzalne, czyli to, jak człowiek funkcjonuje w firmie, oraz to, jak jest przestrzegane prawo, jak człowiek jest zabezpieczony, bada Państwowa Inspekcja Pracy – mówi Izabela Katarzyna Mrzygłocka.

Państwowa Inspekcja Pracy bada rynek pracy na dwa sposoby. Po pierwsze, przez kontrole planowane, a po drugie – kontrole nieplanowane, podejmowane na skutek zgłoszeń pracowników. Ponad 1/3 takich zgłoszeń dotyczy nieprawidłowości przy wypłacaniu wynagrodzeń.

– Blisko 23 proc. kontroli wykazuje sytuację, w której wynagrodzenie wypłacane jest w niewłaściwej wysokości. Kolejne 17 proc. wykazuje, że wynagrodzenie jest wypłacane nieregularnie, czyli w różne dni miesiąca. Efekt jest taki, że pracownik nigdy nie wie, czy otrzyma pensję w tym tygodniu, w przyszłym czy może jeszcze za dwa tygodnie. 90 proc. Polaków utrzymuje się z pracy zarobkowej, więc jeżeli pensja wpływa nieregularnie, tworzy to bardzo duże poczucie zagrożenia. Na to jesteśmy szczególnie wrażliwi – mówi Łukasz Komuda z Fundacji Inicjatywy Społeczno-Ekonomicznych, szef portalu Rynekpracy.org. – W Polsce pracujemy relatywnie dużo na tle Europy i wciąż niewiele zarabiamy. Jesteśmy 6. krajem UE o najniższym poziomie wynagrodzeń.

Terminowość w wypłacaniu wynagrodzeń czy zapewnienie pracownikom odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa to tylko dwa z długiej listy elementów, które składają się na dobre relacje pracownicze. W tym drugim obszarze pracodawcy także mają sobie wiele do zarzucenia. Blisko 1/3 kontroli Inspekcji Pracy wykazuje różnego rodzaju nieprawidłowości w zakresie technicznego bezpieczeństwa pracy, czyli tego, na ile przestrzegane są m.in. regulacje dotyczące BHP oraz bezpieczeństwa pracy maszyn i urządzeń.

 Okazuje się, że w 86 proc. przypadków niespełnione są wszystkie wymagania dotyczące bezpieczeństwa technicznego pracy. Gdy badane były rusztowania, w 83 proc. przypadków inspektorzy PIP wykazali naruszenia regulacji. W Polsce blisko 400 osób co roku traci życie w wypadkach przy pracy, kolejne kilkaset osób traci kończyny albo doznaje bardzo poważnych obrażeń ciała, w związku z tym to nie są sprawy, które można zbagatelizować – mówi Łukasz Komuda.

Sami pracownicy zwracają też uwagę na słabość otoczenia instytucjonalnego, m.in. związków zawodowych czy Państwowej Inspekcji Pracy, która pilnuje przestrzegania Kodeksu pracy i praw pracowniczych. Jak ocenia posłanka Izabela Katarzyna Mrzygłocka, PIP wymaga jednak zmian organizacyjnych i odciążenia, żeby lepiej realizować swoje zadania.

– Inspekcja ma za dużo zadań, kiedy powinna realizować tylko trzy główne, czyli sprawdzać bezpieczeństwo pracy człowieka, przestrzeganie prawa pracy oraz legalność zatrudnienia. Tutaj dostrzegam konieczność zmiany ustawy. Ta obowiązująca obecnie funkcjonuje od 2007 roku, a rynek dynamicznie się zmienia. Dlatego uważam, że tę ustawę należy zmienić i m.in. wprowadzić kadencyjność Głównego Inspektora Pracy, żeby wpływ polityków na tę instytucje był mniejszy, ponieważ polityka w Państwowej Inspekcji Pracy jest całkiem niepotrzebna – dodaje posłanka

Deweloperzy trzymają poziom. Ceny rosną, ale już nie tak gwałtownie

Deweloperzy działający w sześciu największych miastach Polski sprzedali w pierwszym kwartale br. 16,5 tysiąca nowych mieszkań i tym samym powtórzyli wynik z ostatniego kwartału 2018 r. Podobna liczba, 16,8 tysiąca lokali, trafiła w tym czasie do oferty. Opóźniony boom przeżywają Poznań i Łódź, w których odnotowano w ostatnim kwartale rekordy sprzedażowe – czytamy w najnowszym raporcie JLL Rynek mieszkaniowy w Polsce Q1 2019.

Pierwszy kwartał 2018 roku nie przyniósł zaskakujących zmian, jeśli chodzi o wyniki w sektorze mieszkaniowym. Mimo wyraźnego spadku (-12,5% k/k) liczby nowych wprowadzeń deweloperom udało się ustabilizować proces uruchamiania kolejnych inwestycji, a liczba mieszkań wprowadzonych na rynek w okresie ostatnich 12 miesięcy (67,9 tys.) wyraźnie przewyższyła liczbę mieszkań sprzedanych w tym samym czasie (62,9 tys.). Zrównoważenie popytu oraz ustabilizowanie sytuacji w sektorze budowlanym zahamowało gwałtowny wzrost cen, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnim roku. W Krakowie, Trójmieście i Poznaniu średnie ceny mieszkań pozostających w ofercie utrzymały się na poziomie z grudnia, a w Łodzi były wyższe zaledwie o 1,3%.

Mniej zakupów gotówkowych

Ani odpowiednio wysoka podaż, ani stabilizacja cen nie pozwoliła jednak deweloperom działającym na największych rynkach istotnie zwiększyć w pierwszym kwartale roku liczby transakcji, a firmy działające we Wrocławiu i Trójmieście odnotowały w porównaniu z grudniem procentowo nawet dwucyfrowe spadki.

Mniejsza liczba transakcji jest w dużej mierze związana ze spadającym popytem ze strony prywatnych inwestorów kupujących mieszkania na wynajem. Rosnące ceny zmniejszyły istotnie rentowność najmu takich mieszkań, a nabywcy, zwłaszcza ci najbardziej zamożni, kupujący mieszkania za gotówkę, decyzję o inwestycji odłożyli na później.

Boom na najmniejszych rynkach

Ciekawie natomiast przedstawia się sytuacja w Poznaniu i Łodzi, miastach o najmniejszej skali obrotów na rynku pierwotnym[1]. One właśnie teraz przeżywają swój boom. O ile w pozostałych (Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście) najwyższe wolumeny transakcji przypadały na wybrane kwartały 2017 roku, to w Poznaniu i Łodzi rekordy padły właśnie teraz. Na rynku poznańskim sprzedano 1700 mieszkań (+36% k/k), a w Łodzi 1300 (+26% k/k).

Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL
Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL

„Jeśli wziąć pod uwagę, że jeszcze w 2017 r. w Łodzi liczba sprzedanych mieszkań oscylowała w granicach 800 kwartalnie, to wynik przekraczający 1300 jednostek jest imponujący. Jest to nagroda dla deweloperów działających w tym mieście za wyjątkowo wysokie i atrakcyjne wprowadzenia w poprzednich kwartałach. Jeśli podobnie na zwiększenie oferty zareagują nabywcy z Poznania, to rekord sprzedażowy w tym mieście jeszcze przed nami”, komentuje Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL.

Szanse i zagrożenia

Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL
Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL

Zdaniem Kazimierza Kirejczyka, Wiceprezesa Zarządu JLL „Polski rynek deweloperski wciąż funkcjonuje na bardzo wysokich obrotach. Choć w większości miast sprzedaż zmalała w porównaniu z rekordami odnotowywanymi w 2017 r., to polskie metropolie pozostają na tle innych miast w regionie i Europie liderami w liczbie mieszkań budowanych na sprzedaż”.

Zdaniem autorów raportu Rynek Mieszkaniowy w Polsce Q1 2019 nie oznacza to jednak, że branża nie ma powodów do niepokoju. Kluczowa dla stabilności sektora jest równowaga pomiędzy popytem a podażą i to właśnie ona przez ostatnie lata zapewniała wzrost polskiej mieszkaniówce. Z punktu widzenia elastyczności podaży kluczowe będą planowane zmiany legislacyjne, w tym m. in. planowane przywrócenie możliwości nabywania gruntów rolnych w granicach miast i nowa ustawa o planowaniu przestrzennym. Po stronie popytu czynnikiem hamującym mogą być kolejne wzrosty cen, nieuniknione przy dalszym ograniczaniu podaży.

Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Rynku Mieszkaniowego, JLL
Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Rynku Mieszkaniowego, JLL

„Szansą pozwalającą w najbliższych latach na utrzymanie dotychczasowego wolumenu transakcji jest coraz większa liczba i aktywność funduszy inwestycyjnych zainteresowanych nabyciem całych budynków mieszkaniowych z myślą o długoterminowym wynajmie. Coraz więcej firm deweloperskich zaczyna traktować inwestorów instytucjonalnych jako równoległą ścieżkę sprzedaży mieszkań”, komentuje Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Rynku Mieszkaniowego, JLL.

[1] W grupie analizowanych w niniejszym raporcie 6 miast, w których REAS | JLL Residential Advisory realizuje kwartalny monitoring. Są to Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań i Łódź.

Co czwarty pacjent nie pracuje z powodu przewlekłej choroby. Koszty dla gospodarki są liczone w miliardach złotych

Koszty pośrednie związane z chorobami przewlekłymi kilkukrotnie przewyższają wydatki NFZ na leczenie pacjentów. Przykładowo, w przypadku cukrzycy tylko 11 proc. wydatków przeznaczana jest na refundację, pozostałe 89 proc. to leczenie powikłań, hospitalizacje i koszty pośrednie związane z rentami i przedwczesnymi zgonami. Eksperci podkreślają, że wczesna diagnostyka i szybkie wdrożenie leczenia znacznie zwiększają szansę na wyleczenie pacjenta i jego powrót do pracy. Dlatego niezbędne są m.in. zmiany w dostępie i finansowaniu nowoczesnych terapii.

Koszty pośrednie – i w ogóle koszty leczenia chorób przewlekłych – z roku na rok wzrastają, bo rośnie również liczba zachorowań na tzw. choroby cywilizacyjne. To duże wyzwanie dla zdrowia publicznego i nie jest to tylko kwestia optymalizacji i efektywności leczenia, ale też podejmowania działań, które zapobiegają powstawaniu tych chorób. Jeżeli profilaktyka, promocja zdrowia, leczenie i późniejsza rehabilitacja będą połączone, wtedy będziemy mogli mówić o zredukowaniu kosztów pośrednich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Beata Małecka-Libera, posłanka, członek sejmowej Komisji Zdrowia.

Koszty pośrednie przekładają się na kondycję całej gospodarki, w szczególności na podaż pracy, wpływy z sektora publicznego oraz wzrost PKB. Przykładem jest łuszczyca, na którą choruje w Polsce około miliona osób, a u ok. 1/3 pacjentów dochodzi do rozwoju łuszczycowego zapalenia stawów. Chorzy mają również większe ryzyko zaburzeń sercowo-naczyniowych, zespołu metabolicznego, cukrzycy typu II oraz depresji. Koszty samego tylko prezenteizmu spowodowanego łuszczycą sięgnęły w 2017 roku ok. 4,9 mld zł. Kolejne 3,1 mld zł to koszty związane z leczeniem powikłań, w tym artropatii i łuszczycowego zapalenia stawów.

Pośrednie koszty chorób przewlekłych trzeba wyliczyć i oszacować, ponieważ cały czas mamy sytuację, w której za część wydatków odpowiada resort zdrowia, a za pozostałe – resort pracy i polityki społecznej. Warto na problem spojrzeć całościowo – podkreśla Tomasz Latos, poseł i członek Sejmowej Komisji Zdrowia.

Eksperci podkreślają, że wczesna diagnostyka i szybkie wdrożenie leczenia znacznie zwiększają szansę na wyleczenie pacjenta i jego powrót do pracy zawodowej. W efekcie zmniejszają się koszty pośrednie i obciążenie dla budżetu państwa. Dlatego niezbędne są m.in. zmiany w dostępie i finansowaniu nowoczesnych terapii.

– W Polsce najpilniejszą potrzebą dla pacjentów z chorobami przewlekłymi jest dostępność do nowoczesnych terapii, ale i lekarzy, którzy mieliby takich chorych pod stałą opieką. W wielu przypadkach może to być oczywiście lekarz rodzinny, ale tutaj niezbędna jest też współpraca i stała możliwość konsultacji między lekarzem rodzinnym a specjalistą – podkreśla Latos.

Przykładem może być sytuacja chorych na cukrzycę, których – według Instytutu Ochrony Zdrowia – jest ok. 3 milionów. W 2016 roku zmarło z jej powodu ponad 30 tys. osób, z których 36 proc. było w wieku produkcyjnym. W 2017 roku koszty całkowite leczenia cukrzycy wyniosły w Polsce między 7-9 mld zł, ale tylko 11 proc. tej kwoty stanowiły wydatki refundacyjne. Pozostałe 89 proc. wydano na leczenie powikłań, hospitalizacje i koszty pośrednie związane z rentami oraz  przedwczesnymi zgonami. Przez ostatnich 20 lat nie było refundacji nowoczesnych leków na cukrzycę typu 2.

Cukrzyca jest chorobą, która wprawdzie nie boli, ale bagatelizowana i leczona wywołuje katastrofalne powikłania, np. zawały serca, udary mózgu, amputacje kończyn dolnych, utrata wzroku i dializy – mówi Anna Śliwińska z Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków. – W cukrzycy bardzo ważna jest farmakoterapia, czyli stosowane leczenie. Niestety Polska ciągnie się w ogonie Unii Europejskiej, ponieważ pacjenci nie mają dostępu do nowoczesnych terapii. Można je zakupić, ale nie są refundowane, przez co mało kto może sobie na nie pozwolić.

Z roku na rok liczba zachorowań na cukrzycę wzrasta.Podobnie jest w przypadku nowotworów, na które składa się grupa ok. 200 schorzeń. Każdego roku taką diagnozę słyszy około 160 tys. osób, z których blisko 95 tys. umiera. Szacunki pokazują, że nowotwory – obecnie druga najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce – za kilka lat awansują na pierwsze miejsce. Do 2025 roku taką diagnozę usłyszy rokrocznie już 180 tys. osób.

Według wyliczeń NIK w 2015 roku koszty ekonomiczne związane z chorobami nowotworowymi w Polsce sięgnęły 4,35 mld euro. Tylko 36 proc. tej kwoty stanowiły bezpośrednie koszty opieki zdrowotnej. Na pozostałą składają się m.in. straty produkcyjne (43 proc.) czy koszty opieki nieformalnej nad pacjentami (7 proc.).

Przykładem może być rak jelita grubego. Roczne straty dla gospodarki związane z utratą produktywności spowodowaną tym nowotworem szacowane są na ponad 2,2 do 2,4 mln zł – wynika z raportu „Możliwości poprawy opieki nad chorymi na raka jelita grubego” opracowanego przez Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. Eksperci podkreślają, że w tym kontekście wydatki na profilaktykę, efektywną diagnostykę i leczenie raka jelita grubego należy traktować nie jako wydatek, ale inwestycję w produktywność i ograniczenie kosztów społecznych związanych z czasową lub trwałą niezdolnością do pracy.

W procesie leczenia najważniejsza jest jak najlepsza terapia. Pacjent oczekuje, że będzie leczony według najnowszej wiedzy medycznej, najlepszymi lekami. Często te oczekiwania mijają się z prawdą, bo nie wszystkie leki dostępne na rynkach europejskich czy światowych są dostępne również w Polsce. Nasze stowarzyszenie od 2 lat walczy o wprowadzenie leku w zaawansowanym raku jelita grubego. Tego leczenia w Polsce brakuje i pacjenci muszą sobie te leki kupować sami, ewentualnie wyjeżdżać za granicę, żeby się leczyć – mówi Dorota Kaniewska z Polskiego Towarzystwa Stomijnego Pol-ilko.

Branża leasingowa coraz bardziej się cyfryzuje. Rynek musi się nastawić na usługi w internecie

Branża leasingowa coraz bardziej się cyfryzuje. Rynek musi się nastawić na usługi w internecie 1

Leasing to jedna z najszybciej rozwijających się form finansowania inwestycji polskich firm. Teraz stoi przed wyzwaniem związanym z cyfryzacją swoich usług i kanałów kontaktu z klientem. Dostępny na rynku od niedawna leasing online szybko zdobywa popularność, a w tym kierunku powoli zmierzają wszyscy gracze na rynku.

Tradycyjne firmy leasingowe dostrzegają potrzebę zmiany w kierunku rozwoju technologicznego, procesowego i customer experience swoich usług. Natomiast uważam, że są jeszcze na wstępnym etapie tej drogi. W branży leasingu jest jeszcze dużo do zrobienia w tym obszarze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Kazimierski, prezes LeaseLink.

Zarówno indywidualni, jak i biznesowi klienci coraz częściej przenoszą się do internetu. Według Gemiusa w ubiegłym roku 56 proc. Polaków kupowało w sieci, a ten odsetek rośnie z każdym rokiem. W internecie zapada coraz więcej decyzji zakupowych. Stąd firmy leasingowe, jak i każda inna branża, muszą wdrażać nowe technologie, cyfryzować swoje usługi i kanały kontaktu z klientem. Przykładem jest dostępny od niedawna na rynku leasing online.

– Przyszłość leasingu online jest świetlana – tak samo jak każdego innego segmentu, który przenosi swoje usługi do internetu. W tym obszarze jest duży potencjał i dużo do zrobienia. Nie ulega wątpliwości, że zmieniają się klienci, ich potrzeby, sposób kupowania – nie tylko ubrań czy samochodów, lecz także usług finansowych. Dlatego w tym segmencie online’owym też będzie się dużo działo. Klienci będą oczekiwać od każdej firmy leasingowej możliwości wykupienia usługi w modelu samoobsługowym – mówi Wojciech Kazimierski.

Jak podkreśla, fundamentalną różnicą pomiędzy tradycyjnym a online’owym leasingiem jest to, że klient jest w stanie zaspokoić swoją potrzebę w czasie rzeczywistym.

– Żeby to zobrazować, posłużę się przykładem przelewów, które kiedyś wypisywaliśmy odręcznie i nosiliśmy do okienka w banku, staliśmy w kolejce i musieliśmy się dostosować do godzin otwarcia. Teraz wykonujemy je przez telefon albo internet, o dowolnej porze i w dowolnym miejscu. W leasingu online cały proces odbywa się w sieci. Nie polega to tylko na wypełnieniu landing page&HASH39;a i oczekiwaniu na kontakt z handlowcem. Mowa o takiej usłudze, w której klient załatwia wszystko w internecie, z poziomu swojego komputera: przechodzi weryfikację kredytową, zapoznaje się z umową i od razu ją akceptuje – mówi Wojciech Kazimierski.

Usługi leasingu online do tej pory ograniczały się w zasadzie do wypełnienia formularza internetowego z prośbą o kontakt z agentem, przy czym i tak konieczne było podpisanie papierowej umowy w obecności kuriera i odesłanie dokumentów do weryfikacji leasingodawcy. Obecnie klient może przejść całą procedurę – od złożenia wniosku, weryfikacji kredytowej, po podpisanie umowy i sfinalizowanie transakcji – w 100 proc. przez internet. Weryfikacja kredytowa trwa kilka minut, procedury są maksymalnie uproszczone i klient może wszystko zrobić sam, bez potrzeby kontaktu z agentem.

Przedsiębiorca, który potrzebuje jakiegoś środka trwałego do prowadzenia czy rozwijania swojej firmy, spotyka się z naszą usługą w sklepach internetowych bądź stacjonarnych, które sprzedają tego typu urządzenia, i w prosty sposób może sfinansować swój zakup leasingiem – mówi prezes LeaseLink. – Nasza oferta skierowana jest do dwóch typów odbiorców – do wszelkiego rodzaju sprzedawców środków trwałych, nastawionych na przedsiębiorców, oraz do mikro-, małych i średnich firm, które tych zakupów dokonują.

LeaseLink to modelowy przykład fintechu, czyli wykorzystania technologii w usługach finansowych. Platforma oferuje leasing jako metodę płatności w e-commerce. Przedsiębiorca może wybrać potrzebne mu narzędzia lub sprzęt, np. komputer czy meble biurowe (platforma nie finansuje zakupu pojazdów), w internecie, a następnie wybrać leasing jako metodę płatności i sfinalizować cały proces w ciągu kilku minut.

Model biznesowy LeaseLink jest całkowicie inny niż tradycyjnych firm leasingowych. Usługa jest w zasadzie samoobsługowa, dostępna 24/7, a weryfikacja kredytowa klientów odbywa się na podstawie informacji BIG, BIK i wewnętrznych algorytmów. Jako forma płatności jest już dostępna u ponad 2,5 tys. agentów, głównie w sklepach internetowych, ale i stacjonarnych. Udostępniają ją e-commerce’owi giganci, jak Allegro, Saturn, MediaMarkt czy OleOle!, ale wprowadziły ją też niektóre banki. W lutym br. z usług LeaseLink korzystało już przeszło 20 tys. klientów.

Sektor fintech rozwija się w Polsce bardzo dobrze, w dynamicznym tempie. Jest to zapewne pokłosie tego, że cały polski sektor bankowy jest jednym z najnowocześniejszych na świecie. Ze względu na większy dostęp do kapitału za granicą rozwija się kilka firm, które są liderami w tym obszarze, szczególnie w consumer bankingu i otwartej bankowości – mówi Wojciech Kazimierski. – W segmencie fintechowym bardzo wiele firm koncentruje się na zaspokajaniu potrzeb klientów biznesowych, mikro- i małych przedsiębiorstw. Usługi takie jak leasing, factoring czy różne raty dla firm są bardzo popularne i oczekiwane przez klientów biznesowych.

Branża leasingowa ma blisko 30-proc. udział w finansowaniu inwestycji firm. Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że w ubiegłym roku branża sfinansowała inwestycje o łącznej wartości 82,6 mld zł. Wzrost na poziomie 21,8 proc. roku do roku był najwyższy od 11 lat. Łączna wartość aktywnych umów obsługiwanych przez sektor leasingowy na koniec ubiegłego roku wyniosła 146,6 mld zł, co z kolei oznacza ponad 22-proc. wzrost. Niezmiennie najwyższy udział w rynku (48,4 proc.) ma finansowanie pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5 tony, ale wyniki nakręca też dobra koniunktura w gospodarce i rosnące zainteresowanie firm finansowaniem maszyn i urządzeń (w zeszłym roku wzrost w tym segmencie był bliski 18 proc. rok do roku).

Turyści wypoczywający w popularnych miastach i kurortach narażeni na kradzieże. Ich ryzyko można zminimalizować

Turyści wypoczywający w popularnych miastach i kurortach narażeni na kradzieże. Ich ryzyko można zminimalizować 2

Zbliżająca się majówka to czas wyjazdów do popularnych kurortów, gdzie turyści są szczególnie narażeni na kradzieże. Mogą być one okazjonalne albo dokładnie zaplanowane przez złodziei – mówi Arkadiusz Majewski z Pacsafe Polska. Przed takimi incydentami nie da się całkowicie ustrzec, ale ryzyko można zminimalizować, jeżeli turyści będą przestrzegać kilku elementarnych zasad bezpieczeństwa.

Kradzież – zwłaszcza za granicą – to źródło dużego stresu i mnóstwa problemów. Utrata portfela, telefonu czy dokumentów oznacza m.in. konieczność wizyty w lokalnej jednostce policji i konsulacie. Nie dość, że turysta może zostać bez pieniędzy i kart kredytowych, to na dodatek może mieć trudności z powrotem do kraju, jeżeli skradziony został paszport i dowód osobisty. Równie dużym problemem będzie utrata bagażu, w którym znajdują się np. niezbędne leki albo cenne przedmioty. W takim scenariuszu turysta – zamiast zwiedzać – będzie zmuszony szukać najbliższego lekarza, który wystawi recepty, a na dodatek szanse na odzyskanie dobytku są minimalne.

– Kradzieże można podzielić na kilka grup. Pierwsze to takie, w których ingerencja złodzieja w nasz bagaż jest znikoma. Wynikają z tego, że nie zamykamy plecaka czy torebki albo kieszenie w bagażu są rozsunięte i zachęcamy tym złodziei. Wystarczy sięgnąć i wyjąć cenne rzeczy. Druga grupa to kradzieże, które wymagają od złodzieja nieco umiejętności i manipulacji. Złodzieje znieczulają turystów np. poszturchiwaniami, sztucznym tłumem gdzieś w metrze czy w komunikacji, rozsuwają zamki bagażu i wyciągają z niego cenne przedmioty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Majewski z firmy Pacsafe Polska, która produkuje m.in. antykradzieżowe plecaki i torby.

Na południu Europy – w krajach takich jak Włochy, Portugalia czy Hiszpania – często zdarzają się też tzw. kradzieże „na wyrwę”. Złodziej podjeżdża do turysty znienacka na skuterze, wyrywa mu torebkę lub plecak i szybko odjeżdża.

– To jest dość brutalny rodzaj kradzieży, czasami nawet bardzo – mówi Arkadiusz Majewski.

Na kieszonkowców i kradzieże „na wyrwę” turyści są najbardziej narażeni w zatłoczonych miejscach publicznych – w metrze i środkach komunikacji, na bazarkach albo w galerii handlowej. Nie da się całkiem ustrzec przed takimi incydentami – zwłaszcza jeżeli złodziej obrał sobie nas za cel. Ryzyko można jednak zminimalizować, a turyści za granicą powinni przestrzegać kilku elementarnych zasad bezpieczeństwa.

– Im mniej zabieramy ze sobą, tym lepiej. Schowajmy portfel i telefon do kieszeni, byle nie do tylnej. Przydatne są np. specjalne, sekretne portfele, do których można schować dokumenty i karty kredytowe. Nie epatujmy tym, co ze sobą mamy. Jeżeli chcemy być modni i pokazać swoją najnowszą torebkę, to właśnie takimi elementami przyciągamy uwagę złodziei – mówi Arkadiusz Majewski.

Jak podkreśla, dokumentów ani cennych rzeczy nie powinno się zostawiać w hotelowym pokoju. Po pierwsze, nie zawsze są one wyposażone w skrytki i sejfy, w których można je bezpieczne przechować. Po drugie, nawet jeżeli w hotelu jest sejf, to otworzenie go i tak nie jest dla złodzieja większym problemem.

– Nawet na YouTube można przejść dokładne szkolenie z otwierania hotelowego sejfu. Poza tym sejfy mają tzw. master key, czyli uniwersalny kod, którym obsługa jest w stanie otworzyć każde urządzenie. Dlatego zabierajmy ze sobą cenne rzeczy, ale róbmy to z głową. Przede wszystkim nie bierzmy ze sobą zbyt wiele dobytku. Mając sześć kart kredytowych, zabierzmy tylko te, z których naprawdę potrzebujemy skorzystać – mówi ekspert Pacsafe Polska.

Przed wyjazdem za granicę warto wcześniej znaleźć na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych i zapisać sobie adres konsulatu RP. W przypadku kradzieży dokumentów konieczna będzie wizyta w placówce celem wyrobienia tymczasowego dowodu lub paszportu. Przed podróżą warto też rozważyć wykupienie polisy, która zabezpiecza na wypadek kradzieży i odpowiednio zabezpieczyć swój bagaż. Specjalne pasy czy szyfrowane kłódki skutecznie uniemożliwią złodziejom dostanie się do środka torby czy walizki.

Urządzenia 5G wkraczają na rynek. Nowa technologia transmisji danych przyspieszy wymianę informacji i usprawni działanie internetu rzeczy

Urządzenia 5G wkraczają na rynek. Nowa technologia transmisji danych przyspieszy wymianę informacji i usprawni działanie internetu rzeczy 3

W tym roku pierwsi operatorzy komórkowi uruchomią komercyjne nadajniki pracujące w technologii 5G. Dzięki nim znacząco zwiększy się szybkość przesyłania danych na urządzenia mobilne. Technologia ta sprawdzi się jednak nie tylko w smartfonach czy tabletach, jej potencjał wykorzysta także branża internetu rzeczy. Przyspieszenie transmisji danych pozwoli m.in. zautomatyzować rolnictwo, nad czym pracują już także polskie firmy. Jedną z grup, która może najbardziej odczuć różnicę pomiędzy nową a poprzednią generacją łączności, będą gracze.

– Pierwszą falę urządzeń wyposażonych w technologię 5G, które będą dostępne jeszcze w tym roku, tworzą przede wszystkim smartfony. Ogłosiliśmy natomiast niedawno opracowanie drugiej generacji modemu 5G, pod nazwą Snapdragon X55, który umożliwi zastosowanie technologii 5G nie tylko w telefonach, lecz także w laptopach, urządzeniach ze stałym, bezprzewodowym dostępem do internetu, tabletach, samochodach i wielu innych urządzeniach – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Ignacio Contreras z firmy Qualcomm Technologies.

Zapewnienie masowego dostępu do sieci 5G jest koniecznością, z którą kraje wysokorozwinięte muszą się zmierzyć w ciągu najbliższych kilku lat. Obecna architektura telekomunikacyjna jest zbyt obciążona, aby wytrzymać napływ nowych urządzeń. Popularyzacja systemów internetu rzeczy oraz serwisów streamingowych, zwłaszcza tych oferujących filmy w rozdzielczości 4K jak np. Netflix, sprawia, że wydolność sieci 4G wkrótce stanie się niewystarczająca do zaspokojenia bieżących potrzeb użytkowników.

Wdrożenie 5G ma zapobiec przeciążeniom sieci starej generacji, które za kilka lat mogłyby sparaliżować systemy łączności. Aby temu zapobiec, kraje z całego świata pracują nad wdrożeniem tej technologii w życie. Korea Południowa dysponuje już rozwiniętą architekturą 5G, w Stanach Zjednoczonych prowadzone są pilotażowe testy tej technologii, a Komisja Europejska ustaliła, że wszystkie kraje członkowskie do 2020 roku powinny wdrożyć 5G w co najmniej jednym mieście. Według wstępnych ustaleń do 2025 roku sieć 5G ma upowszechnić się na terenie całej Unii Europejskiej.

– Użytkownicy będą mogli cieszyć się znacznie szybszym dostępem do internetu oraz urządzeniami o większej responsywności, czyli małych opóźnieniach. Jest to istotne np. dla fanów gier wieloosobowych. Dla osób grających w strzelaniny FPS w trybie multi-player minimalne opóźnienia mogą się skończyć zastrzeleniem przez przeciwnika – mówi Ignacio Contreras.

W tym roku pojawią się pierwsze konsumenckie urządzenia wyposażone w moduły 5G. Samsung Galaxy S10 5G dostępny jest już teraz w sprzedaży na terenie Korei Południowej, Lenovo zaplanowało premierę modelu Z6 Pro na 11 listopada, a wkrótce zadebiutują także telefony 5G od Xiaomi, LG czy Oppo. Jednak nie tylko branża mobilna skorzysta na wprowadzeniu nowego standardu.

– Nasz nowy chip został zaprojektowany po to, by wspierać wdrażanie technologii 5G na całym świecie, począwszy od bieżącego roku. Do końca 2019 r. ujrzymy zatem w sprzedaży urządzenia wyposażone nie tylko w stworzony przez nas modem 5G pierwszej generacji, lecz także drugiej generacji. Mówimy tu o rozwiązaniu, którego opracowanie zostało już ogłoszone – naszej pierwszej platformie mobilnej Snapdragon system-on-a-chip ze zintegrowanym modemem 5G. Testy prowadzone będą w II kw. 2019 r., zaś urządzenia wykorzystujące tę technologię trafią do sprzedaży w 2020 r. – zapowiada ekspert Qualcomma.

W rozwój technologii 5G angażują się także polskie firmy. Comarch podjął współpracę z południowokoreańską firmą LG Uplus w ramach budowy infrastruktury sieciowej. Polska firma odpowiada m.in. za stworzenie narzędzi do zarządzania siecią wirtualną. Comarch podjął także współpracę z brytyjskim rządem w ramach Centrum Innowacji Inżynierii Rolniczej w Shepton Mallet. Firma postanowiła sprawdzić, jak technologia 5G przysłuży się w procesie automatyzacji rolnictwa.

W ramach programu pilotażowego wyposażyła w inteligentne obroże 50 krów spośród stada składającego się ze 180 sztuk bydła. Sprzęt w czasie rzeczywistym kontroluje parametry zdrowotne zwierząt oraz ich położenie, i przesyła te informacje do centrum zarządzania. Obroże pomogą usprawnić także proces dojenia – kiedy krowa podejdzie do dojarki, system rozpozna ją i automatycznie rozpocznie odciąganie mleka.

Inteligentne okulary ThirdEye zaprojektowane zostały z kolei z myślą o branży szkoleniowej. Dzięki wykorzystaniu rzeczywistości rozszerzonej oraz mieszanej instruktor może zdalnie udzielać porad dotyczących rozwiązania danego problemu, na bieżąco analizując to, co widzi osoba zgłaszająca dany problem. Wykorzystanie do komunikacji systemu 5G usprawni ten rodzaj komunikacji.

– Kolejną zaletą technologii 5G jest szybszy dostęp do usług w chmurze, a tym samym praktycznie nieograniczone możliwości przetwarzania i przechowywania danych. Do tego dochodzą jeszcze lepsze wrażenia z użytkowania technologii wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Podsumowując, w bieżącym roku 2019 konsumenci na całym świecie będą mogli po raz pierwszy doświadczyć zalet technologii 5G, cieszyć się szybszym dostępem do internetu oraz urządzeniami o większej responsywności – twierdzi ekspert.

Według firmy badawczej Analysys Mason liczba urządzeń z zakresu internetu rzeczy do 2027 roku wzrośnie do 5,4 mld. Jak informują analitycy ReportBuyer, do tego czasu wartość globalnego rynku układów 5G wzrośnie do ponad 24 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 39 proc.

Ustawa o biokomponentach i biopaliwach ciekłych trafiła do konsultacji społecznych.

  • Ministerstwo Energii proponuje, aby obowiązkowe dodawanie biokomponentów do tradycyjnych paliw, wynosiło od 2023 r. dla oleju napędowego 6,2%. Przedsiębiorcy akceptują ten cel, ale postulują inną ścieżkę dojścia. Wskazują również na konieczność zmian w sposobie rozliczania Narodowego Celu Wskaźnikowego (określa minimalny udział biokomponentów w paliwach).
  • Dynamicznie rosnąca konsumpcja paliw powoduje, że firmy muszą dodawać coraz więcej biokomponentów. Może to doprowadzić do kryzysu paliwowego – ostrzega Konfederacja Lewiatan.
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan

– Resort energii chce, aby obowiązkowy udział biokomponentów w paliwach wynosił dla oleju napędowego 4,8%, dla lat 2020-2022 i był podwyższony do 6,2% od 2023 r. My proponujemy inną ścieżkę dojścia do tego celu: 4,8% w 2020 r., 5,2% w 2021 r., 5,6% w 2022 r. i 6,2% w 2023 r. Chcemy uniknąć sytuacji, w której wymagany poziom obowiązkowego blendingu (dodawanie biokomponentów do tradycyjnych paliw) zmienia się skokowo. Ewentualne problemy w dojściu do 6,2% zostaną zauważone wcześniej – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

W ustawie proponuje się również zmianę trybu rozliczenia NCW z kwartalnego na roczny, który jest korzystny dla przedsiębiorców. Zdaniem pracodawców nie stworzono jednak żadnych narzędzi kontroli śródokresowej, mających na celu wyeliminowanie sytuacji, w której podmiot zobowiązany do realizacji NCW uniknie obowiązku w końcówce roku, np. poprzez zawieszenie działalności. Takie zachowania miały już miejsce w przeszłości i spowodowały rozwój „szarej strefy”.

– Proponujemy pozostawienie obowiązku blendowania również w kwartałach, przyjmując jako kwartalny poziom minimum 3% dla ON – dodaje Daria Kulczycka.

Konfederacja Lewiatan zwraca też uwagę, że nowe przepisy stwarzają ryzyko dla tzw. co-processingu dokonywanego poza granicami Polski (na terytorium Unii Europejskiej). Istnieje ryzyko, że nie będzie możliwości zaliczenia takich paliw do NCW, jeżeli jedynie laboratoria określone w ustawie i jej aktach wykonawczych będą mogły badać stopień przereagowania biomasy. Konieczne jest zatem takie doprecyzowanie przepisów, które jasno wskaże, że będą uwzględniane wyniki badań przeprowadzonych w zagranicznych laboratoriach.

NCW obowiązuje od stycznia 2017 r. i określa minimalny udział biokomponentów w ogólnej ilości paliw ciekłych, zużywanych w ciągu roku w polskim transporcie. Poprzez tzw. blending realizują go producenci i importerzy paliw, czyli m.in. Lotos, Orlen, PERN i firmy prywatne. Firmy mają jednak trudności z osiągnięciem NCW. Powodem jest dynamicznie rosnąca konsumpcja paliw, przez którą muszą dodawać coraz więcej biokomponentów.

Czy łatwo o kredyt w 2019 roku?

Przymierzasz się do zaciągnięcia kredytu gotówkowego? Zastanawiasz się, jakie masz szanse na uzyskanie pozytywnej decyzji kredytowej? Sprawdź, czy w 2019 roku banki równie chętnie udzielają wsparcia finansowego.

Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK), ponad 15 mln Polaków ma czynny kredyt lub pożyczkę zaciągnięte w banku, SKOK-u lub firmie pożyczkowej. Chociaż część kredytobiorców nie spłaca zobowiązania w terminie, nie zniechęca to banków do udzielania kredytów. Tego rodzaju wsparcie finansowe nadal jest łatwo dostępne – można się o tym przekonać, wchodząc na stronę https://finanse.rankomat.pl/kredyty/gotowkowe/.

Kto może otrzymać kredyt gotówkowy?

O kredyt gotówkowy z możliwością przeznaczenia pieniędzy na dowolny cel może ubiegać się każdy. Nie wszyscy jednak otrzymają pozytywną decyzję wydaną przez bank. Trzeba bowiem spełnić kilka kryteriów, m.in. związanych z:

  • osiąganiem stałego dochodu,
  • zatrudnieniem na jedną z form umów akceptowalnych przez instytucję,
  • wykazywaniem odpowiedniej zdolności kredytowej
  • dobrą historią kredytową w BIK oraz innych bazach.

Istotną rolę spełnia także kryterium wiekowe – kredytobiorca musi być pełnoletni, aczkolwiek czasami wsparcie finansowe udzielane jest osobom, które ukończyły 21 rok życia.

Warto przy tym podkreślić, że nie wszystkie banki wymagają dostarczenia zaświadczenia o zatrudnieniu. Upraszcza to znacząco procedury i sprawia, że ubieganie się o kredyt gotówkowy jest znacznie łatwiejsze.

Jak ubiegać się o kredyt gotówkowy?

Procedura przyznawania kredytu gotówkowego nie jest skomplikowana. Opiera się o uproszczone formalności, co znacznie skraca ścieżkę kredytową. Wystarczy złożyć stosowny wniosek, a następnie przedstawić wymagane dokumenty – często wystarczy tylko oświadczenie o wysokości osiąganych dochodów albo wyciąg z konta bankowego z ostatnich trzech miesięcy. Potem nie pozostaje nic innego, jak czekać na decyzję kredytową i wypłatę środków.

Potrzebujesz gotówki? Porównaj dostępne oferty

Kredyt kredytowi nierówny, dlatego wybór przypadkowej oferty może sporo kosztować. Jeśli zatem liczyć na atrakcyjne warunki finansowe, porównaj dostępne możliwości. Z pomocą przychodzi internetowy kalkulator dostępny np. pod adresem https://finanse.rankomat.pl/kredyty/kalkulator-gotowkowy/.

Zestawiając oferty, weź pod uwagę nie tylko oprocentowanie. Istotną rolę odgrywają m.in. takie parametry jak: RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania), całkowita kwota do spłaty, maksymalna kwota kredytu, możliwy okres kredytowania, warunki przyznawania zobowiązania.

V jubileuszowa konferencja Ucząca się Organizacja – Kraków 28 maja 2019 r.

Patronat Medialny - V jubileuszowa konferencja Ucząca się OrganizacjaJak uzyskiwać wpływ i budować autorytet w organizacji? Zapraszamy do udziału w V Konferencji Ucząca się Organizacja. Wspólnie z ekspertami i praktykami pokarzemy:

  • Jak mądrze korzystać z władzy i autorytetu?
  • Kiedy i jak dzielić się władzą z zespołem?
  • Jak być szefem, którego chcą słuchać?
  • Jak budować autorytet w roli zawodowej?
  • Jak wzmacniać pozycję firmy w otoczeniu biznesowym?

Termin: 28 maja 2019 – konferencja, 27/29-31 maja 2019 – warsztaty towarzyszące.

Miejsce: Kraków, Vienna House Andel’s Cracow

Cena specjalna: 600 zł (+23% VAT) na konferencję przy podaniu hasła: CEO.com.pl.

http://www.wszechnica.uj.pl/konferencja

Wideokonferencje w chmurze – czym są i jak działają?

biurko

Wideokonferencje w chmurze – czym są i jak działają?

Żyjemy w czasach otwartego świata. Teraz możesz w jednej chwili skontaktować się z osobą na innym końcu planety. Tak dużo możliwości otwierają przed nami technologie, nie tylko w życiu prywatnym, ale także w biznesie. Współczesne technologie są siłą, która z niewiarygodną prędkością rozwija biznes.

Pracownicy nie muszą znajdować się w jednym pomieszczeniu, a nawet kraju, aby uczestniczyć w spotkaniu, co znacznie sprzyja pracy. Tele- i wideokonferencje są jednym z kluczowych elementów biznesu w naszych czasach i trudno wyobrazić prowadzenie firmy, niezależnie od jej branży, bez użycia tej technologii.

Czym jest chmura?

Od momentu, kiedy w naszym życiu pojawiły się smartfony oraz inne urządzenia mobilne, pojawiło się także pojęcie przechowywania danych w chmurze. Choć jest to technologia używana przez większość z nas na co dzień, nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, czym tak naprawdę jest cloud.

Cloud, czy tak zwana chmura, to technologia, która pozwala nam przechowywać dane na zdalnym serwerze, zamiast na własnym, fizycznym urządzeniu. Zaletą danej technologii jest wygoda i bezpieczeństwo. Nie stracisz danych w  razie utraty telefonu czy innego urządzenia, dlatego masz pewność, że Twoje dane są bezpieczne, a także masz dostęp do danych przechowywanych w chmurze z każdego miejsca na ziemi (gdzie jest dostęp do internetu). W ciągu dnia używamy skrzynek pocztowych w chmurze, przechowujemy pliki, zdjęcia, a nawet hasła i całe bazy danych.

Dla kogo są wideokonferencje w chmurze?

Gdy myślimy o wideokonferencji, to do głowy przychodzi nam duża sala z pokaźną ilością osprzętu, takiego jak na przykład kamery, ekrany i inne elementy, ale pytanie – czy to wszystko jest niezbędne? Wideokonferencja w chmurze, to następny krok w kierunku wygodnej i dostępnej technologii, która znacznie upraszcza naszą codzienną pracę.

Wideokonferencje w chmurze są rozwiązaniem dla osób wymagających, które chcą w szybki i prosty sposób mieć dostęp do wszystkich funkcjonalności tele- i wideokonferencyjnych, bez długiej instalacji i bez pomocy osób trzecich.

Przeczytaj więcej o wideokonferencjach w chmurze: https://www.visioncube.pl/offer-item/cloud/

Wideokonferencje w chmurze – pełny pakiet możliwości

Sprzęt do tradycyjnych wideokonferencji często wymaga wiedzy technicznej potrzebnej do jego instalacji oraz zarządzania, co znacznie utrudnia korzystanie z tego typu technologii. Dobrym rozwiązaniem jest wideokonferencja w chmurze. Potrafi być ona równie funkcjonalna co tradycyjne formy, przy czym jej instalacja oraz obsługa jest dla “laika” mniej problematyczna. Używając tej technologii każdy, nawet bez wiedzy technicznej o sprzęcie wideokonferencyjnym, może w prosty sposób skonfigurować system i przygotować, prawdopodobnie, każde pomieszczenie zamieniając je w salę do wideokonferencji.

Podsumowując, wideokonferencje i cloud, to niezwykłe połączenie dwóch technologii, których zastosowanie pomaga w rozwoju biznesu na całym świecie i jest dostępne na wyciągnięcie ręki.