Na rynku pracy są już cztery różne pokolenia. To ogromne wyzwanie dla pracodawców

Na rynku pracy są już cztery różne pokolenia. To ogromne wyzwanie dla pracodawców 1

Obecnie na polskim rynku pracy są cztery pokolenia: najstarsi baby boomersi, pokolenie X, pokolenie Y oraz najmłodsze – pokolenie Z. Każde z nich ma odmienne oczekiwania i podejście do pracy. Charakterystyka poszczególnych pokoleń to dla firm narzędzie, które umożliwia im wprowadzanie odpowiednich instrumentów i konstruowanie skutecznych systemów motywacyjnych. Budowanie zaangażowania i lojalności wśród pracowników – zwłaszcza w generacji Z – to obecnie największe wyzwanie dla pracodawców.

Obecny rynek pracy w Polsce jest rynkiem pracownika. Oznacza to, że ofert pracy jest więcej niż osób jej poszukujących. Według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności stopa bezrobocia wynosi obecnie 3,5 proc. Taki wynik umiejscawia Polskę na 5. miejscu wśród wszystkich krajach Unii Europejskiej – wyżej znalazły się tylko Czechy, Węgry, Holandia i Niemcy.

Stopa bezrobocia jest zróżnicowana na obszarach wiejskich i miejskich. Niewątpliwie trudniej znaleźć pracę w małych aglomeracjach albo na obszarach wiejskich. Sytuacja jest trudniejsza również z punktu widzenia młodych osób. Najwyższa stopa bezrobocia kształtuje się wśród ludzi pomiędzy 24. a 35. rokiem życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Joanna Nieżurawska-Zając, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu, ekspert w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi.

Jak podkreśla, obecnie na polskim rynku pracy są cztery pokolenia. Zgodnie definicją organizacji Center for Generational Kinetics, która na co dzień zajmuje się badaniem generacji na rynku pracy, do pokolenia Z zaliczają się osoby pomiędzy 15. a 23. rokiem życia. Igreki mają od 24 do 42 lat, natomiast generacja X to osoby pomiędzy 43. a 54. rokiem życia. Do najstarszego pokolenia baby boomersów należą natomiast pracownicy w wieku 55–73 lata. Oni stanowią ok. 17 proc. rynku pracy. Każde z tych pokoleń ma odmienne oczekiwania i podejście do pracy.

Baby boomersi cenią sobie stabilność i bezpieczeństwo zatrudnienia. Niewątpliwie ich największym problemem jest strach przed nowoczesną technologią, oni potrzebują więcej czasu na zdobycie takich umiejętności – mówi dr Joanna Nieżurawska-Zając. – Pokolenie Y, czyli milenialsi, to tzw. pokolenie sieci, wychowane w permanentnym dostępie do internetu. Cechuje je mobilność, elastyczność, a także chęć życia. Dla nich najważniejszy jest tzw. work-life balance. Chcą równoważyć pracę i życie zawodowe, dlatego też pracodawcy powinni to uwzględniać przy budowaniu systemów motywacyjnych.

Obecna na rynku pracy generacja X jest z kolei określana mianem „niebieskich kołnierzyków”. Najważniejszy jest dla nich prestiż, pełniona funkcja, praca jako wartość sama w sobie. Bardzo istotnym aspektem dla pokolenia X są finanse, które stanowią jeden z ważniejszych motywatorów. Przedstawiciele tego pokolenia są też zwolennikami bezpośredniej komunikacji, otwartymi na nowe technologie.

O ile te trzy pokolenia są na rynku pracy już od dawna i są znane socjologom i HR-owcom, o tyle Zetki, najmłodsza z generacji, są wciąż niedokładnie zbadane.

– Pracodawcy mówią, że jest to pokolenie bardzo roszczeniowe, które nie chce – czy wręcz boi się – ciężko pracować. Chciałabym jednak tę tezę obalić i zwrócić uwagę na to, że nie do końca powinniśmy w ten sposób ich postrzegać. Są to ludzie bardzo otwarci, elastyczni, mobilni, szybko odnajdują się w internecie. Mają wiele atutów, które mogą spowodować, że staną się kluczowymi pracownikami. Problem jest jednak z ich lojalnością – mówi dr Joanna Nieżurawska-Zając.

Jak podkreśla, największym wyzwaniem, przed którym stoją obecnie pracodawcy, jest budowanie zaangażowania i lojalności pracowników. Charakterystyka poszczególnych pokoleń to dla firm narzędzie, które umożliwia im wprowadzanie odpowiednich instrumentów i konstruowanie skutecznych systemów motywacyjnych.

Badania wskazują, że aby zwiększyć zaangażowanie i lojalność młodej generacji, należy stosować nową koncepcję motywowania, jaką jest hygge – skandynawska koncepcja szczęścia w pracy. To właśnie dzięki niej młodzi pracownicy mogą stać się bardziej lojalni i bardziej zaangażowani – mówi dr Joanna Nieżurawska-Zając.

Hygge to skandynawska koncepcja, która zakłada że kluczowa jest dobra atmosfera pracy, przyjazne stosunki z przełożonym i płaska struktura organizacyjna. Opiera się na egalitaryzmie, tzn. równym traktowaniu wszystkich pracowników. Zgodnie z tą koncepcją pracodawca może np. wprowadzać takie instrumenty motywowania jak elastyczny czas pracy czy możliwość pracy zdalnej, które przyczynią się do zwiększenia lojalności i zaangażowania najmłodszej generacji.

Nowe prawo budowlane ma uprościć i przyspieszyć proces inwestycji. Urzędnicy będą sojusznikami inwestorów

Nowe prawo budowlane ma uprościć i przyspieszyć proces inwestycji. Urzędnicy będą sojusznikami inwestorów 2

Prostsze i szybsze procedury, większa pewność wydawanych decyzji oraz większe bezpieczeństwo pożarowe – to najważniejsze założenia nowego prawa budowlanego proponowanego przez resort inwestycji i rozwoju. Nowe przepisy mają ułatwić i przyspieszyć uzyskiwanie pozwolenia na budowę. Do wniosku inwestor będzie musiał składać znacznie mniej dokumentów projektowych niż do tej pory. Pojawią się też terminy, w jakich urzędy muszą wydać określone zgody i decyzje, oraz sankcje za ich przekroczenie. Chcemy, żeby inwestor wiedział, że ma w urzędnikach sojuszników – podkreśla Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju.

Zależy nam na tym, żeby – jeśli ktoś decyduje się na inwestowanie – mógł to zrobić najłatwiej i najszybciej, jak to możliwe, a urzędnik, który wydaje zgody, był przyjazny. Żeby na koniec dnia obywatel, który bierze na siebie ciężar realizacji inwestycji, wiedział, że w dziale budownictwa w nadzorze ma sojuszników, a nie przeciwników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju.

Przygotowywana nowelizacja prawa budowlanego ma na celu przede wszystkim uproszczenie, przyspieszenie i zmniejszenie uciążliwości procesu inwestycyjno-budowlanego. Poważne ułatwienie dotyczy już procesu uzyskiwania pozwoleń na budowę. Projekt budowlany – zgodnie z nowymi propozycjami – ma być podzielony na dwie części. Pierwsza z nich – w wersji uproszczonej – będzie zatwierdzania przez administrację na etapie udzielania decyzji o pozwoleniu na budowę. Pozostała dokumentacja projektowa będzie składana na późniejszym etapie inwestycji. Wtedy też będzie weryfikowana zgodność budowy z dokumentacją techniczną.

– Zmniejszamy zakres projektu budowlanego. Na dobrą sprawę, żeby uzyskać pozwolenie na budowę, będzie potrzeba tylko projektu zagospodarowania działki i samego projektu architektonicznego – mówi Artur Soboń.

Z danych resortu wynika, że obecnie przygotowanie dokumentacji dla domu jednorodzinnego to często nawet ok. 100 stron, a projekt należy złożyć do właściwego urząd w czterech egzemplarzach. Biorąc pod uwagę to, że przeciętnie urzędy dostają w ciągu pół roku niemal 50 tys. takich aplikacji, muszą przejrzeć około 18 mln stron. Po zmianach liczba wymaganych dokumentów zmniejszy się o około połowę.

Po zmianach znacznie skróci się też czas oczekiwania na pozwolenie, przede wszystkim dzięki zniwelowaniu obszarów, które wydłużają całą procedurę w procesie inwestycyjnym.

– Jednym z takich obszarów jest uzyskanie warunków przyłączenia do sieci: wodno-kanalizacyjnej, sieci sanitarnej czy energetycznej. Dzisiaj na te warunki można czekać naprawdę bardzo długo. Nie ma obowiązujących terminów w przypadku sieci wodno-kanalizacyjnej, a w przypadku sieci energetycznej, gdzie terminy są określone, nie ma z kolei sankcji za ich nieprzestrzeganie. Wprowadzamy więc i terminy, i sankcje, i bezpłatne warunki przy przyłączach od poszczególnych gestorów sieci tak, aby jeszcze szybciej można było to pozwolenie na budowę uzyskać – przekonuje Artur Soboń.

Resort chce także zwiększyć pewność dla inwestorów. Obecnie właściwie w każdym momencie można cofnąć pozwolenie na budowę, nawet jeśli budynek jest już użytkowany i zamieszkany. Nowe przepisy wprowadzają graniczny, 5-letni termin na stwierdzenie nieważności decyzji pozwolenia na budowę czy użytkowanie.

Nowelizacja reguluje też sytuację samowoli budowlanych. Według inspektorów powiatowych nadzoru może być w Polsce nawet pół miliona takich budynków.

To budynki, w których często mieszkają ludzie i nie są w stanie uzyskać pozwolenia na rozbudowę czy remont. Często nie płacą podatków, nie robią przeglądów, żyją w zawieszeniu, bo nie mogą zalegalizować tych budynków. Przyjmujemy zasadę, że tam, gdzie są ponad 20-letnie budynki, co do których nie toczy się żadne postępowanie, nie ma wątpliwości sąsiadów czy samorządów, wprowadzamy szybką, prostą ścieżkę legalizacji – mówi wiceminister inwestycji i rozwoju.

Nowe przepisy kładą też duży nacisk na kwestie bezpieczeństwa pożarowego. W przypadku zmiany przeznaczenia lokalu, np. mieszkania na przedszkole czy piwnicy na escape room, konieczne będzie porządzenie ekspertyzy przeciwpożarowej.

– Jeśli był wielorodzinny budynek mieszkalny, a jest aparthotel, zmienia to sytuację użytkowników tego budynku. To są często drobne zmiany związane z drogami ewakuacyjnymi, systemem zabezpieczeń czy gaśnicami, ale to wszystko powinno być prawidłowo przygotowane w sytuacji, w której doszłoby do zagrożenia zdrowia bądź życia. To musi być budynek, który jest dostosowany do aktualnego sposobu użytkowania – podkreśla Artur Soboń.

Zgodnie z zapowiedziami resortu projekt nowego prawa w czerwcu może trafić do Sejmu.

S. Kluza: jest coraz więcej obszarów, w których państwo powinno być aktywne. Potrzebne wsparcie przy aktywizacji zawodowej młodych

S. Kluza: jest coraz więcej obszarów, w których państwo powinno być aktywne. Potrzebne wsparcie przy aktywizacji zawodowej młodych 3

Trend ingerencji państwa w  gospodarkę jest w Polsce coraz wyraźniejszy, ale wciąż jesteśmy bardziej liberalni niż np. Niemcy. Z badań CBOS wynika, że w Polsce ponad połowa osób opowiada się za aktywną rolą państwa w gospodarce, przede wszystkim w zakresie wspierania przedsiębiorczości. Poprzez program 500+ państwo wspiera redystrybucję, a zwolnienie z podatku osób przed 26 rokiem życia motywuje do wcześniejszej aktywności zawodowej – ocenia Stanisław Kluza, były minister finansów.

– Istnieje bardzo wiele obszarów, w których państwo powinno być aktywne. To szeroki obszar związany z redystrybucją, kwestia obecności jako regulatora – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Stanisław Kluza, były minister finansów i przewodniczący KNF, prezes Instytutu Debaty Eksperckiej i Analiz Quant Tank. – Państwo optymalizuje wartość dóbr publicznych w gospodarce. To nie tylko edukacja, opieka zdrowotna, obronność, infrastruktura, lecz także np. ład przestrzenny. Przykładowo, dla miasta działka w środku miasta może być bardzo atrakcyjna, jeżeli będzie tam skwer. Gdybyśmy mieli wyłącznie optymalizować efektywność ekonomiczną, to postawienie tam kamienicy pewnie przyniosłoby więcej dochodu.

Jak wynika z badań przeprowadzanych przez CBOS „Rola państwa w gospodarce”, Polacy w większości uważają, że państwo powinno zapewniać obywatelom wysoki poziom świadczeń społecznych, spełniać funkcje redystrybucyjne oraz odgrywać aktywną rolę w gospodarce. Z raportu DNB i PwC „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu” wynika, że w sferze regulacyjnej najsilniej w działalność sfery finansowej ingerują rządy Francji, Niemiec i właśnie Polski.

Zdaniem badanych (CBOS) do priorytetowych zadań państwa w sferze gospodarki należy przeciwdziałanie bezrobociu oraz dbanie o rozwój gospodarczy, dobry stan finansów publicznych, niski deficyt, stwarzanie dobrych ram dla funkcjonowania gospodarki.

Przeregulowanie może oznaczać wzrost kosztów funkcjonowania instytucji finansowych, a to z kolei przekłada się na dostępność i koszt usług dla klienta. Nadmiernie regulowany sektor rozwija się wolniej, ale z drugiej strony zaufanie do niewidzialnej ręki rynku może oznaczać mniejszą odpowiedzialność za konsekwencje złego zarządzania. To równowaga regulacyjna jest podstawą stabilnego rozwoju w nowoczesnej społecznej gospodarce rynkowej.

– Państwo, tworząc pewne programy społeczne, realizuje swoją rolę redystrybucyjną. Identyfikuje te obszary, w których wydając, de facto inwestuje albo w stabilność, albo bezpieczeństwo, albo rozwój. Jednym z nich jest 500+, innym – ulgi podatkowe do 26 roku życia. W tym wypadku jest pytanie, czy państwo może zwiększyć szansę szybszego znalezienia zatrudnienia przez młode osoby albo zmobilizować ich do większej aktywności – zaznacza były minister finansów.

Obecnie długie mieszkanie z rodzicami to tradycyjny wzór życia rodzinnego m.in. krajach południa Europy: Grecji, Portugalii czy Hiszpanii. Także wielu Polaków mimo osiągnięcia pełnoletności wybiera domy rodzinne lub po pewnym czasie wraca na łono rodziny. Zwiększanie aktywności takich osób, np. poprzez program ulg na pracowników do 26 roku życia, może znacznie zwiększyć wskaźnik samodzielności.

– Poszukiwanie możliwości szybkiego wejścia młodych pokoleń na rynek pracy, usamodzielnienia się zawodowo i życiowo pozwoli tym ludziom dużo lepiej dokonywać samodzielnych wyborów. Jeżeli ktoś będzie chciał założyć rodzinę, będzie miał ku temu środki. Jeżeli ktoś będzie chciał piąć się po szczeblach kariery na wyższe stanowiska, to wcześniejsze zdobycie kompetencji, bardzo podnosi jego szanse – analizuje Stanisław Kluza.

Wprowadzenie dla osób poniżej 26 roku życia zerowej stawki podatku PIT to część „Nowej piątki PiS”. Szacunkowy koszt tego zwolnienia wyniesie 2–3 mld zł rocznie.

– Pytanie, czy nie korzystniejsze byłoby zmniejszenie obciążeń podatkowych dla pracodawców w przypadku zatrudnienia takich osób. To po ich stronie leży decyzja, czy wezmą taką osobę. Jeżeli byłby dodatkowy bodziec ekonomiczny, finansowy dla pracodawcy, na pewno dużo chętniej sięgaliby po praktykantów i osoby młodsze – ocenia Stanisław Kluza.

Propozycja zwolnienia z podatku młodych osób nie musi oznaczać, że będą oni rezygnować ze studiowania.

– Czasami dobrą rzeczą jest zdecydowanie szybciej pójść do pracy. Są też osoby, które być może więcej skorzystałyby na studiach, gdyby wcześniej zdobyły jakieś doświadczenie zawodowe. Osoby studiujące będą miały więcej bodźców do równoległego zdobywania doświadczenia zawodowego. Będą miały większą motywację, żeby szybciej skończyć studia. A zatem motywatory do wcześniejszej aktywności zawodowej, by zdobywać doświadczenie, usamodzielnić się i lepiej się rozwijać, są bardzo istotnym elementem – podkreśla ekspert. – Czy ten mechanizm jest najlepszy? Nie wiem, ale działanie w tym obszarze jest bardzo potrzebne społecznie.

Polacy najbardziej boją się chorób układu sercowo-naczyniowego. 8 na 10 stara się przed nimi zabezpieczyć

Polacy najbardziej boją się chorób układu sercowo-naczyniowego. 8 na 10 stara się przed nimi zabezpieczyć 4

80 proc. Polaków obawia się najbardziej schorzeń układu krążenia, w tym zawałów serca, udarów mózgu czy miażdżycy, a 60 proc. – nowotworów – wynika z raportu Pharmeny pt. „Kondycja zdrowotna Polaków”. Większość badanych wie, jak można przeciwdziałać tym chorobom, ale z wdrażaniem tego w życie idzie już znacznie gorzej. Eksperci podkreślają, że ważny jest ruch i odpowiednie odżywianie. Produkty z diety japońskiej – uważanej za jedną z najzdrowszych na świecie – cieszą się znikomą popularnością, chociaż to one są źródłem cennej cząsteczki 1-MNA, wspierającej układ sercowo-naczyniowy.

Większość, bo aż 74 proc. Polaków, dobrze ocenia swoją kondycję zdrowotną. Mimo to 95 proc. chciałoby być zdrowszym lub mieć więcej energii i witalności – wynika z najnowszego raportu Pharmeny „Kondycja zdrowotna Polaków”.

– Polacy uważają, że czują się świetnie, są zdrowi, długowieczni, radośni i pogodni. Mówię to trochę z przekąsem, bo wiele osób tak sądzi, ale pytani, czy chcieliby coś zmienić, w większości odpowiadają twierdząco. Obiektywnie rzecz ujmując, jako lekarze wiemy, że wcale nie jest tak dobrze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Artur Mamcarz, kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii II Wydziału Lekarskiego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

W badaniach 8 na 10 Polaków zadeklarowało, że podejmuje działania mające poprawić ich stan zdrowia lub dodać energii. W tym celu najczęściej dbają o regularny odpoczynek (66 proc.), wysypiają się (61 proc.) lub podejmują aktywność fizyczną (59 proc.). Ponad połowa wymienia też walkę ze stresem i suplementację diety.

– Ludzie umieją identyfikować zagrożenia. Wiedzą, że lepiej nie mieć nadciśnienia albo je leczyć, że warto się dobrze odżywiać, ale sami odpoczywają biernie. Badani wstydzili się przyznać, że palą dalej, mimo że wiedzą o tym, że palenie szkodzi. Polacy wiedzą też, że źle się odżywiają, mają w diecie za dużo przetworzonego mięsa, tłuszczu, soli, a za mało warzyw, ziaren, błonnika i ryb. Jednak przekładanie teorii na praktykę wychodzi słabiej, nie umieją wybierać dobrego tłuszczu. Niewiele osób mówi też, co mnie zaskoczyło negatywnie, że w diecie jest za dużo kalorii, co jest głównym powodem otyłości, która będzie zbierać największe żniwo w nadchodzącym stuleciu – mówi prof. Artur Mamcarz.

Z badań Pharmeny wynika też, że Polacy najbardziej obawiają się schorzeń układu krążenia (80 proc.), w tym zawałów serca, udarów mózgu czy miażdżycy, oraz chorób nowotworowych (60 proc.). Stąd coraz częściej podejmują jakieś działania, które mają tym chorobom zapobiec.

– Trzy podstawowe zasady: nie palić, właściwie się odżywiać i dużo ruszać. Trzeba poprawić aktywność fizyczną, ruszać się przez około godzinę dziennie. Można to robić na różne sposoby: biegać, grać w tenisa, siatkówkę, pływać, jeździć na rowerze, chodzić z kijami albo po prostu wysiąść dwa przystanki przed domem i pójść pieszo szybkim krokiem. Od małych kroków do większych, trzeba zbudować takie przeświadczenie, że warto coś zmienić, żeby o siebie dbać – mówi prof. Artur Mamcarz.

Ponad połowa Polaków, wybierając produkty spożywcze, stara się kierować ich właściwościami zdrowotnymi, a 40 proc. deklaruje, że stosuje odpowiednią dietę, żeby zachować młodość. Według Polaków najbardziej ich zdrowiu służy dieta niskotłuszczowa (46 proc.) i śródziemnomorska (40 proc.), bogata w witaminy.

Uważana za jedną z najzdrowszych na świecie dieta japońska jest w najmniejszym stopniu kojarzona przez Polaków. Jej prozdrowotne właściwości docenia tylko 14 proc. z nich. O ile zieloną herbatę – główny składnik tej diety – kojarzy ze zdrowiem połowa, a co piąty badany spożywa ją regularnie, o tyle algi i wodorosty są przez Polaków spożywane bardzo sporadycznie. Prawie połowa w ogóle nie jada takich produktów. Są one istotne, ponieważ stanowią naturalne źródło cennej cząsteczki 1-MNA, czyli 1-metylonikotynamidu (metabolitu witaminy B3).

– Ta cząsteczka wykazuje działanie śródbłonkowe. Śródbłonek to „dyrygent” układu krążenia. W przypadku wystąpienia czynników ryzyka rozwoju chorób układu sercowo-naczyniowego, takich jak stres czy otyłość, ten śródbłonek niestety nie funkcjonuje najlepiej. Stąd też pomysł na zastosowanie 1-MNA, cząsteczki naturalnej – mówi dr Marzena Wieczorkowska, wiceprezes zarządu oraz dyrektor ds. badań i rozwoju Pharmena. – Przy naszym trybie życia często nie jesteśmy w stanie zadbać o właściwą kondycję układu sercowo-naczyniowego, a jest to niezwykle istotne dla naszego zdrowia i długości życia. 1-MNA jest wskazane w suplementacji u wszystkich osób, które chcą zadbać o ochronę układu sercowo-naczyniowego.

Badania polskich naukowców prowadzone od kilkunastu lat nad cząsteczką 1-MNA potwierdziły, że korzystnie wpływa na funkcjonowanie układu sercowo-naczyniowego i stymuluje do produkcji prostacykliny, która przeciwdziała zakrzepom i miażdżycy.

– Odkrywanie cząsteczki 1-MNA to proces, który trwał kilkanaście lat. To prace chemików z Politechniki Łódzkiej oraz farmakologów z Krakowa, a później włączyły się w nie również inne zespoły badawcze. W efekcie mamy niezwykle interesujące wyniki badań wskazujące na duży potencjał cząsteczki. Zainteresowały się nią także zespoły międzynarodowe z wiodących ośrodków badawczych – wyjaśnia dr Marzena Wieczorkowska.

Pharmena, notowana na GWP, w ubiegłym roku otrzymała zgodę na wprowadzenie na rynek cząsteczki 1-MNA jako składnika nowej żywności.

– To naukowcy byli siłą sprawczą powstania naszej firmy. Jesteśmy typowym przykładem spółki spin-off, która utworzona została po to, aby komercjalizować odkrycia naukowe i wprowadzić na rynek produkty zawierające 1-MNA – mówi wiceprezes Pharmeny.

Nastolatki coraz chętniej oszczędzają. Najczęściej na realizację marzeń

0

Nastolatki coraz chętniej oszczędzają. Najczęściej na realizację marzeń 5

Blisko połowa nastolatków odkłada pieniądze na realizację swoich marzeń – wynika z obserwacji aplikacji Cashap. Zdecydowanie rzadziej oszczędzają na prezenty urodzinowe czy gwiazdkowe albo na podróże. U młodych ludzi wpływy do skarbonki są raczej okazjonalne i uzależnione od decyzji rodziców, więc motywacja do oszczędzania jest duża.

Nastolatki nie różnią się bardzo od dorosłych w chęci oszczędzania. Nawet 17-latkowie, którzy z praktyk dostają jakieś minimalne wynagrodzenie, potrafią zbierać pieniądze do tradycyjnej świnki skarbonki. Młodzi rzeczywiście chcą to robić, natomiast mają mniej możliwości odkładania niż dorośli – mówi agencji Newseria Biznes Marta Kaleńska-Jaśkiewicz, założyciel i prezes firmy GenZet, która stworzyła aplikację Cashap, łączącą w sobie wirtualną skarbonkę z e-sklepem.

Nastolatki własne środki zaczynają gromadzić stosunkowo wcześnie. Z raportu CBOS wynika, że blisko 60 proc. pracuje dorywczo w wakacje, 38 proc. w ciągu roku szkolnego, a 13 proc. ma stałą pracę. Większość jest jednak uzależniona od decyzji rodziców i wpływu z kieszonkowego. To oznacza, że trudno im planować swój budżet.

Z badań zrobionych na potrzeby BGŻ Optima [z 2016 roku – red.] wynika, że ponad 90 proc. rodziców uważa, że należy dzieci uczyć oszczędności. Z drugiej strony tylko 42 proc. daje dzieciom kieszonkowe, głównie mniej zamożni. Może to wynikać z faktu, że osoby w rodzinach bardziej zamożnych nie potrzebują zbierać, bo generalnie czują, że mają wszystko – zaznacza Marta Kaleńska-Jaśkiewicz.

Jak wynika z obserwacji Cashap, celem oszczędzania często są marzenia, aspiracje i spełnianie siebie.

– Prawie połowa dzieciaków zbiera przede wszystkim na marzenie, przy czym jest to dosyć szerokie pojęcie. Z drugiej strony są to także takie okazje jak urodziny, ale też prezenty dla innych. Dzieciaki chcą, co nam się potwierdziło w badaniach, żebyśmy im przypominali w aplikacji o różnych okazjach, że powinni zebrać na prezent dla babci czy mamy – mówi prezes GenZet.

Z danych Cashap wynika, że na marzenia zbiera 44 proc. nastolatków. Popularne są też okazjonalne zakupy związane ze świętowaniem urodzin (12 proc.) i Dnia Dziecka (10 proc). Mniej niż co dziesiąty zbiera na rzeczy potrzebne do szkoły, podobny odsetek – na prezent dla innych. Po 2 proc. oszczędza na podróże i hobby. Większość zbiera na stosunkowo niewielkie i mało kosztowne rzeczy, choć zdarzają się też zbiórki na np. elektryczną hulajnogę.

Przez aplikację mobilną Cashap nastolatki mogą założyć zbiórkę i zbierać pieniądze od rodziny i znajomych na prezent. Po zalogowaniu się do aplikacji wysyłają wybranym kontaktom w telefonie prośbę o pieniądze, czekają na akceptację zbiórki i listy zaproszonych osób przez opiekuna, a po zebraniu środków kupują prezent. Aplikacja daje swobodę decydowania, na co przeznaczyć zebrane oszczędności. To z kolei pozwala zniwelować problem nietrafionych prezentów.

Najdroższe są prezenty po kilka tysięcy złotych i wtedy to są już długie zbiórki, np. na rowery elektryczne. Natomiast średnio taka prośba o wpłatę na zbiórkę to jest od 10 do 100–200 zł maksymalnie – wyjaśnia Marta Kaleńska-Jaśkiewicz.

Polski „silnik na wodę” może zrewolucjonizować elektromobilność. Rozwiązanie pozwoli wydłużyć zasięg auta i żywotność baterii

Polski „silnik na wodę” może zrewolucjonizować elektromobilność. Rozwiązanie pozwoli wydłużyć zasięg auta i żywotność baterii 6

Elektromobilność jest coraz powszechniejsza, jednak wciąż na rynku istnieją pewne bariery, takie jak zbyt małe zasięgi pojazdów elektrycznych, czy żywotność baterii. Twórcy innowacyjnego modułu napędowego wykorzystującego silnik elektryczny i pompę wysokociśnieniową. Urządzenie w uproszczeniu nazywane „silnikiem na wodę” generuje obecnie moc 860 W. Stojący za projektem Polacy mają jednak nadzieję, że technologia trafi wkrótce do samochodów osobowych.

– Innowacyjny moduł napędowy to przekładnia hydrauliczna do silnika elektrycznego. Stworzyliśmy go głównie po to, żeby ulepszyć już istniejące silniki elektryczne. Celem projektu jest sprawienie, aby silniki elektryczne zużywały mniej energii, co pozwoli przejechać danemu pojazdowi dłuższy dystans na jednym ładowaniu, a sam silnik elektryczny i ogniwa będą się wolniej zużywały – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dorian Żarna, współtwórca Innowacyjnego Modułu Napędowego.

Opracowywany przez Polaków silnik to hybryda – połączenie energii elektrycznej oraz wody. Pompa wysokociśnieniowa z silnikiem elektrycznym napędza wodę, która wprawia w ruch wirnik znajdujący się w komorze. Woda jest wtłaczana do komory przez rurkę o grubości 1 mm pod ciśnieniem dochodzącym do nawet 120 barów. Obecnie jednostka napędowa osiąga moc rzędu 860 W, przy 3500 obrotów na minutę.

– Strumień wody po okręgu wprawia wirnik pięcioramienny w ruch obrotowy i potem przechodzi do drugiej komory, gdzie drugi mniejszy wirnik wykorzystuje ten sam pęd wody, który nam już jest niepotrzebny, ponieważ swoją pracę już wykonał. Wykorzystujemy go albo jako alternator napędzający drugi niezależny wirnik podłączony do silnika elektrycznego, albo jako zwiększoną powierzchnię pierwszego silnika, co pozwala na uzyskanie jeszcze lepszych wyników – tłumaczy Dorian Żarna.

W praktyce oznacza to kolejną możliwość odzysku energii w samochodzie napędzanym takim modułem. Przekłada się to na mniejsze zużycie energii i większą wydajność, co w efekcie przełoży się na wydłużenie żywotności baterii, zwiększenie zasięgu na jednym ładowaniu, a także ograniczenie kosztów eksploatacyjnych.

– Przy wykorzystaniu naszego silnika samochód będzie mógł przejechać większy dystans z taką samą liczbą ogniw, aniżeli ten sam samochód napędzany zwykłym silnikiem elektrycznym. Dodatkowo nasze ogniwa byłyby w stanie przetrwać dłużej. Zamiast 10 lat, być może 12, albo nawet więcej – twierdzi współtwórca projektu.

Rozwiązanie jest innowacyjne w skali światowej. Jak zapewniają twórcy, żaden koncern nie korzysta z takiego typu napędu. Tymczasem w samochodach Tesli, inżynierowie podnoszą wydajność dzięki stosowaniu silników reluktancyjnych z magnesami trwałymi „Raven”. Magnesy są odpowiedzialne za wzbudzanie wstępne. Takie rozwiązanie zostało zastosowane w Tesli model 3. Pozwala to zarejestrować wydajność na poziomie 97 proc. Dla porównania, silniki stosowane w modelach S i X cechują się wydajnością sięgającą 93 proc.

Innowacyjny Moduł Napędowy opracowywany przez Polaków  na razie testowany jest na rowerze. Aspiracje twórców są jednak znacznie większe.

– Przeprowadziliśmy szereg testów m.in. w terenie z zamontowanym silnikiem na rowerze. Docelową grupą będą pojazdy osobowe oraz inne środki transportu – mówi Dorian Żarna.

Według analityków z Allied Market Research, światowy rynek pojazdów elektrycznych wyceniany był w 2017 r. na niemal 119 mld dol. W najbliższych latach ma rosnąć w tempie ponad 22 proc. rocznie, by w 2025 r. osiągnąć wartość ponad 567 mld dol.

Smartfony z grafenu mają trafić na rynek w 2023 roku. Będą się charakteryzować pełną elastycznością, błyskawicznym przesyłaniem danych oraz pełnym naładowaniem baterii w 10 sekund

Smartfony z grafenu mają trafić na rynek w 2023 roku. Będą się charakteryzować pełną elastycznością, błyskawicznym przesyłaniem danych oraz pełnym naładowaniem baterii w 10 sekund 7

Inżynierowie i naukowcy zaczynają wdrażać rozwiązania grafenowe do branży mobilnej. Ten dwuwymiarowy materiał złożony z płaskich atomów węgla umożliwia zaprojektowanie urządzeń, które nie mogłyby powstać przy wykorzystaniu technologii krzemowej. Grafen pozwoli zaprojektować w pełni elastyczne smartfony, superszybkie układy łączności bezprzewodowej czy baterie o wydajności dalece wykraczającej poza możliwości klasycznych ogniw litowo-jonowych. Według prognoz przeprowadzonych przez analityków Graphene Flagship pierwsze grafenowe technologie mobilne mogą zadebiutować na rynku konsumenckim w 2023 roku.

– Grafen ma ogromny potencjał w telefonach przyszłości. Można go wykorzystać na wiele różnych sposobów, począwszy od grafenowych baterii, które są naprawdę elastyczne i umożliwiają szybsze ładowanie i odłączanie urządzenia od ładowania, a skończywszy na zastosowaniu grafenu w komunikacji, tj. w tworzeniu sieci 5G czy 6G – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sian Fogden z Graphene Flagship.

Po grafen sięgają już producenci urządzeń oraz akcesoriów mobilnych, którzy widzą w nim narzędzie do zrewolucjonizowania rynku smartfonów, tabletów oraz gadżetów do noszenia. Mimo że powstały już elastyczne telefony takie jak Royole FlexPai, Samsung Galaxy Fold czy Huawei Mate X, zginają się one wyłącznie w ściśle określonych miejscach, ponieważ elastycznym elementem jest wyłącznie wyświetlacz. Zastosowanie grafenu pozwoliłoby uelastycznić niemal całą powierzchnię obudowy.

Opracowano już kilka prostych prototypowych urządzeń grafenowych o elastycznej konstrukcji. Zespołowi z Instytutu Fotoniki ICFO udało się nanieść cienką warstwę grafenu na powierzchnię bandaża. W ten sposób stworzyli protoplastę opatrunku, który mógłby mierzyć ciśnienie bądź natlenienie krwi. Naukowcom udało się także skonstruować m.in. elastyczny czujnik promieniowania UV w formie przezroczystego tatuażu nanoszonego na skórę, który komunikuje się z telefonem bezprzewodowo. Tę samą technologię wykorzystano do zaprojektowania elastycznej opaski sportowej. Następnym krokiem są elastyczne smartfony.

– Grafen umożliwi produkcję w pełni elastycznych telefonów, ponieważ jest to bardzo giętki materiał. Kolejną generacją telefonów będą więc urządzenia całkowicie elastyczne. Grafen może również znaleźć zastosowanie w produkcji elastycznych ekranów, baterii oraz elastycznych obwodów. Rozwiązania, które dzisiaj prezentujemy, będą stopniowo wdrażane przez branżę telekomunikacyjną. Zgodnie z naszymi przewidywaniami pierwsze rozwiązania, które mogą trafić do masowej produkcji, pojawią się na rynku w 2023 r. – zapowiada ekspertka Graphene Flagship.

Prace and akumulatorami wykorzystującymi ten innowacyjny materiał prowadzi m.in. Samsung. Choć firma nie opracowała jeszcze w pełni grafenowej baterii, opatentowała ogniwo wzbogacone grafenem. Zastosowanie dodatkowej warstwy węglowej umożliwi pięciokrotne przyspieszenie procesu ładowania. Nowe ogniwa mają się także charakteryzować większą pojemnością oraz mniejszą podatnością na przegrzanie.

Eksperymenty z grafenem prowadzi także start-up Elecjet, który zaprojektował powerbank Apollo Traveler. Sprzęt ten doładuje urządzenia mobilne znacznie sprawniej niż jakiekolwiek baterie przenośne bazujące na ogniwach litowo-jonowych. Hybrydowe ogniwo o pojemności 5000 mAh ma się ładować w 18 minut, a dzięki wysokiej efektywności rzędu 96 proc. zapewni o 10 proc. mniejsze straty energii niż konkurencyjne rozwiązania. Powerbank cechuje się także znacznie większą żywotnością, przetrwa do 1000 cykli ładowania, a konkurencyjne rozwiązania zapewniają żywotność rzędu 500 cykli ładowania.

Powyższe technologie nie wykorzystują w pełni potencjału grafenu, materiał ten usprawnia jedynie działanie akumulatorów o współczesnej konstrukcji. Stworzenie w pełni grafenowych telefonów drastyczne odmieniłoby sposób funkcjonowania tych urządzeń, gdyż przepływ energii przez układy węglowe byłby znacznie szybszy i wydajniejszy. Grafenowe smartfony ładowałyby się w niespełna dziesięć sekund i pozwalałyby przesyłać dane ze znacznie większą prędkością niż systemy sieci 5G.

Nad wykorzystaniem grafenu w łączności pracuje m.in. zespół z Uniwersytetu w Delaware. Naukowcy eksperymentują z urządzeniami fotonowymi skonstruowanymi w oparciu o układy silikonowo-grafenowe. Takie podzespoły są w stanie transmitować fale radiowe w mniej niż pikosekundę przy blisko terahercowej częstotliwości. Dzięki takim układom producenci smartfonów mogliby projektować jeszcze mniejsze urządzenia, które komunikują się bezprzewodowo znacznie sprawniej niż jakiekolwiek podzespoły mobilne zbudowane w oparciu o technologię krzemową.

Większość z tych technologii ma charakter prototypowy, ale już w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy na rynku mogą się pojawić pierwsze urządzenia wykorzystujące potencjał grafenu. Konsorcjum Graphene Flagship zaprezentowało m.in. słuchawki z membraną węglową, która wywarza dźwięk o wysokiej klarowności czy fotodetektory wysokiej czułości.

– Fotodetektory z grafenu zapewniają dużo dokładniejszą widoczność podczerwieni i spektrum widzialnego. Dzięki temu za pomocą aparatu w telefonie będzie można zrobić znacznie więcej, używając go w ciemności czy we mgle. Można sobie wyobrazić zastosowanie spektrometru w telefonie – jeśli pójdziemy do supermarketu i zrobimy zdjęcie stosu jabłek, telefon wskaże, które z nich jest najlepsze do zjedzenia – twierdzi Sian Fogden.

Komisja Europejska powołała do życia inicjatywę badawczą Graphene Flagship w odpowiedzi na rosnące zainteresowanie wykorzystaniem grafenu w branży technologicznej. W skład konsorcjum weszło przeszło 150 jednostek akademickich oraz przedstawicieli biznesu z 23 krajów, którzy pracują nad wykorzystaniem tego przyszłościowego materiału na masową skalę.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku grafenowego do 2025 roku wzrośnie do 550 mln dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 38 proc. w skali roku.

Kanibalizacja treści zagrożeniem dla Twojego SEO?

Kanibalizacja słów kluczowych wewnątrz serwisu powoduje fluktuacje i spadki w pozycjach oraz mniejszą widoczność w Google, co w rezultacie prowadzi do tego, że ruch na stronie maleje. Ale czym właściwie jest kanibalizacja i jak ją wykryć?

Czym jest kanibalizacja?

Pod pojęciem kanibalizacji słów kluczowych rozumie się sytuację, w której po wpisaniu do wyszukiwarki konkretnej frazy, w Google wyświetlają się różne adresy URL w ramach jednej witryny. Przyczyna problemu jest prosta – kanibalizacja to wynik optymalizacji różnych podstron w serwisie pod te same słowa kluczowe.

Dlaczego kanibalizacja w SEO to problem?

Głównym skutkiem kanibalizacji fraz jest mniejszy ruch w serwisie. Dlaczego się tak dzieje, skoro na to samo zapytanie wyświetlamy się podwójnie? Przyczyna jest prosta – mając do wyboru różne adresy URL odpowiadające konkretnemu zapytaniu użytkownika, Google gubi się i nie wie, który wybrać. W rezultacie bywa, że wyżej w wynikach wyszukiwania pojawi się podstrona, która wcale nie konwertuje lub ma przestarzałe treści.

Z jednej strony kanibalizacja prowadzi więc do niższych pozycji w Google (a tym samym mniejszego ruchu na stronie), z drugiej zaś, nawet jeśli użytkownik trafi do naszego serwisu, to prawdopodobnie zostanie odesłany na nieodpowiednią podstronę, w rezultacie czego szybko ją opuści.

Kanibalizacja treści nie zawsze oznacza jednak stratę dla serwisu. Sprawdź przykłady serwisów, które straciły i zyskały na kanibalizacji treści: https://hubs.ly/H0hztPl0

Jak wykryć problem kanibalizacji treści w serwisie?

Aby móc walczyć z kanibalizacją, musimy najpierw zlokalizować problem. Można wykorzystać do tego nowy raport w Senuto, który wskaże:

– frazy, na które Twój serwis jest widoczny podwójnie (skanibalizowane frazy)

– adresy URL, których dotyczy kanibalizacja

– pozycje poszczególnych podstron oraz ich zmiany w czasie.

Luka w płaceniu podatku CIT nadweręża budżet państwa. To aż 24 miliardy złotych rocznie

Luki w opłacalności podatków przekładają się bezpośrednio na straty w budżecie państwa. Tak, jak w przypadku zmniejszania luki w płaceniu podatku VAT organy kontroli i instytucje publiczne osiągnęły sukces, tak braki w płaceniu podatku od dochodów spółek wciąż nadwerężają wspólną kasę. Nieopłacony CIT, według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego, kosztował Polskę w ostatnim roku do 24 miliardów złotych. Może stanowić aż 1,08% produktu krajowego brutto. W większości przypadków nie jest to wynik nielegalnego działania, lecz rozliczania podatku niezgodnie z intencją ustawodawcy.

– Luka w opłacaniu podatku CIT bierze się z kilku źródeł. Przedsiębiorstwa ukrywają część przychodów, które otrzymują, lub zawyżają swoje koszty. Mogą także transferować swoje przychody do zagranicznych podmiotów, zmniejszając w ten sposób swoje opodatkowanie w naszym kraju – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Arak, prezes Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Po sukcesach związanych z redukcją luki w podatku VAT przyszedł czas, żeby zając się luką w podatku CIT. Działalność polskich przedsiębiorców dążąca do redukcji płaconego podatku korporacyjnego w latach 2015-2017 kosztowała polski fiskus od 58 do 90 miliardów złotych – szacuje Arak.

Ceny paliw wystrzeliły w górę. Taniej ma być w wakacje

Ceny ropy naftowej na świecie mocno wystrzeliły w górę w okresie świątecznym. W Polsce powinny rosnąć przez kilka tygodni, ale w wakacje możemy spodziewać się wyjątkowej zmiany cen.

Ceny poszybowały, gdy Stany Zjednoczone ogłosiły swoje sankcje wobec Iranu, które doprowadzą do spadku podaży. To Iran zwiększał wydobycie, gdy kraje OPEC i Rosja ograniczały produkcję. Był to wzrost z 600 tys. do 1,3 mln baryłek dziennie. Teraz podaż irańskiej ropy spadnie do ok. 500 tys. Baryłek.

– W średnim terminie ceny powinny jednak spadać, bo Arabia Saudyjska zapowiedziała, że swoim wydobyciem nadrobi ten spadek podaży – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

To powinno doprowadzić do nietypowej sytuacji, jeżeli chodzi o sezonową zmienność cen na stacjach paliw, bo zwykle w wakacje płaciliśmy więcej.

– W najbliższych tygodniach ceny mogą jeszcze rosnąć, ale sezonie letnim powinny spadać – komentuje M.Stajniak.