8 najważniejszych trendów sportowych 2019 roku według Deloitte

Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość, zakłady sportowe czy esport – między innymi te trendy będą miały największy wpływ na przemysł sportowym w nadchodzących miesiącach. Jak zauważają w raporcie „Deloitte’s sports industry starting lineup – Trends expected to disrupt and dominate 2019” eksperci firmy doradczej Deloitte, branża sportowa dynamicznie się zmienia za sprawą osiągnięć technologicznych, przemian społecznych i kulturowych. W najbliższym czasie tematy takie jak psychika sportowców czy kompleksowe podejście do fanów będą dominować na forum, a piłka nożna zyska na popularności w Stanach Zjednoczonych.

Rok 2018 obfitował w wydarzenia na arenie sportowej. W emocjonującym finale Mistrzostw Świata francuscy piłkarze pokonali Chorwatów, a era Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego w wyścigu o miano najlepszego piłkarza roku zakończyła się wraz z odebraniem tytułu przez Lukę Modrića. Również nad Wisłą nie zabrakło emocjonujących chwil. Kamil Stoch po raz trzeci odebrał złoto olimpijskie, polscy siatkarze obronili tytuł Mistrzów Świata, a Justyna Kowalczyk i Agnieszka Radwańska ogłosiły przejście na sportową emeryturę.

Branżę sportową charakteryzuje wyjątkowo duża dynamika zmian. Graniczy więc prawie z niemożliwym przewidywanie konkretnych wydarzeń, które nas czekają. Biorąc jednak pod lupę ubiegły rok jesteśmy w stanie wskazać obszary o zwiększonej aktywności i na ich podstawie wyznaczyć ogólne trendy, które będą miały wpływ na świat sportu w nadchodzących miesiącach, – mówi Przemysław Zawadzki, Partner Associate, Lider Grupy Sportowej w Deloitte.

W 2018 roku uwagę ekspertów Deloitte zwróciły m.in. kwestia bezpieczeństwa podczas wydarzeń sportowych, znaczna poprawa jakości i oferty serwisów streamingowych, a także wzrost aktywności sportowców w sferze działań społecznych i politycznych.

Sportowcy nie tylko od sportu

Minęły już czasy, w których, aby dowiedzieć się czegoś na temat ulubionych graczy, trzeba było czekać na oficjalne materiały od dziennikarzy. Sportowcy stają się coraz aktywniejsi w mediach społecznościowych i za pośrednictwem platform takich jak Twitter czy Instagram sami tworzą treści, dzieląc się z fanami informacjami z życia zawodowego i prywatnego. Chociaż znaczenie takich portali wciąż stanowi jedynie dodatek do mediów tradycyjnych, trend ten, wspierany przez gwiazdy, które wychowały się już w sferze cyfrowej, może w nadchodzących latach zyskać na znaczeniu. Lekkoatleta Derek Jeter dostrzegł potrzebę wymiany poglądów i spostrzeżeń wśród sportowców i w tym celu założył platformę The Players’ Tribune. Za jej pośrednictwem gwiazdy sportu dzielą się informacjami o nawiązywanych współpracach, punktach zwrotnych w karierze oraz dyskutują na wrażliwe tematy. Taka forma interakcji z fanami może pomóc sportowcom w budowaniu i umacnianiu marek osobistych.

W stronę wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości

Rozwój nowoczesnych technologii daje liczne możliwości, ale również stawia wyzwania. Coraz trudniej utrzymać zainteresowanie widzów, którzy przyzwyczajeni do natłoku informacji, przy najmniejszym zastoju w grze przekierowują uwagę na telefon komórkowy lub inne urządzenia. Twórcy treści sportowych rozwiązanie tego problemu również dostrzegają w technologii – proponują odbiorcom nowoczesny sposób oglądania rozgrywek, pozwalający fanom „zbliżyć się” do sportowców. Znaczące kroki ku wdrożeniu wirtualnej (VR) i rozszerzonej rzeczywistości (AR) w sporcie w 2018 roku podjęły m.in. NBA czy Major League Baseball. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom kibice na stadionie mogą za pośrednictwem aparatu w telefonie uzyskiwać dodatkowe informacje na temat sytuacji na boisku, a w domu cieszyć się z oglądania gry ze wszystkich miejsc murawy, które nie zawsze pokazują telewizyjne kamery.

Rewolucja w ofensywie

Powszechnie uznaje się, że atrakcyjna, ofensywna gra sprzedaje bilety, ale to obrona wygrywa mecze.

Ofensywa się sprzedaje. Widać to choćby na przykładzie amerykańskiej NFL – z dwudziestki najlepiej opłacanych zawodników, tylko dwóch gra na pozycjach defensywnych. Zawodnicy zdobywają więcej punktów, a oglądalność meczów rośnie. Trend ten jest jeszcze wyraźniejszy w koszykówce. Liga odnotowuje jeden z najwyższych rokrocznych wzrostów w ciągu ostatnich 50 lat, ponieważ tempo gry w NBA rośnie. Każdy zespół jest w posiadaniu piłki średnio ponad 100 razy w ciągu meczu, mówi Przemysław Zawadzki.

Drużyny stają zatem przed trudnym wyborem – nadal inwestować w atak, licząc, że to wystarczy na utrzymanie konkurencyjnej pozycji, czy może wziąć pod uwagę strategiczne inwestowanie w obronę, które pozwoliłoby na konkurowanie zarówno na boisku, jak i na rynku.

Zakłady sportowe

Oglądanie meczów już dawno przestało być traktowane jako czysta rozrywka. Obstawianie wyników sportowych starć jest dla niektórych sposobem na biznes, dla którego prognozy są bardzo obiecujące. Szacuje się, że do 2021 roku wielkość zakładów osiągnie 287 mld dolarów (przy obecnych 4,9 mld dolarów), a całkowite przychody bukmacherów mogą wynieść 4,6 mld dolarów (obecnie 800 mln dolarów).

Zakłady sportowe będą miały wpływ nie tylko na relacje pomiędzy ligami, instytucjami bukmacherskimi, dostawcami danych czy rządem, ale również zmienią sposób zaangażowania widzów, co już można dostrzec. NBA wprowadziło niedawno ofertę, która pozwala na transmisję jedynie ostatniej kwarty gry za 1,99 dolara. Z założenia wygodne rozwiązanie dla zapracowanych kibiców okazało się być szczególnie atrakcyjne dla osób stawiających zakłady w czasie rzeczywistym, mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego w Deloitte.

O zdrowiu psychicznym bez wstydu

Elitarni sportowcy są często postrzegani przez swoich fanów jako bohaterowie zdolni do osiągania niemożliwego. Definiowani przez statystyki i wartości transferowe, w oczach kibiców przestają być zwykłymi ludźmi. Tymczasem w ostatnich latach wiele gwiazd ujawniło, że po zejściu z mistrzowskiego podium zmaga się z depresją, lękami i innymi tego typu problemami. Na zaburzenia psychiczne lub neurologiczne cierpi prawie jedna czwarta społeczeństwa. Fakt, że znani sportowcy głośno mówią o swoich problemach sprawia, że świat sportu inwestuje w zdrowie psychiczne zawodników, a przysłowiowy Kowalski przestaje się wstydzić swoich ewentualnych kłopotów ze zdrowiem.

Piłka nożna w europejskim wydaniu podbija Amerykę

Co cztery lata popularność piłki nożnej w Stanach Zjednoczonych gwałtownie wzrasta w okresie zmagań o Mistrzostwo Świata. Jednak ostatnie badanie opinii publicznej wykonane przez stacje telewizyjną ESPN wykazało także trwały wzrost jej popularności. Trend ten nie uszedł uwadze Europejczyków. Angielska Premier League podpisała w 2015 roku umowę z amerykańską siecią telewizyjną NBC Sports, dzięki której stacja może transmitować mecze ligi. Inwestycje obejmują także kapitał ludzki – europejskie kluby coraz częściej szukają nowych zawodników wśród młodych, utalentowanych Amerykanów.

Rynek amerykański jest ogromną szansą dla europejskiej piłki nożnej. To nowe możliwości marketingu, finansowania i pozyskiwania talentów zarówno dla piłkarskich potęg, jak i zespołów niższej rangi, które chciałyby wzmocnić swoją pozycję, mówi Daniel Martyniuk.

E-sport tuż obok sportu tradycyjnego

Na przestrzeni ostatnich lat obserwowaliśmy jak rynek e-sportu rósł, aby dzisiaj być multimiliardowym biznesem. Przyciąga on ogromną publiczność i jest coraz częściej związany z profesjonalnymi ligami sportowymi, odgrywając ważną rolę w integracji drużyny poza boiskiem. Ligi stawiają na budowanie i poszerzanie swoich baz fanów, a interakcja z nimi ma się odbywać w dużym stopniu za pośrednictwem e-sportu. Eksperci Deloitte spodziewają się, że w nadchodzącym roku zespoły nadal będą wykorzystywać elementy e-sportu, integrując jego możliwości z dotychczasowymi doświadczeniami sportowymi. Przykładem może być amerykańska sieć Topgolf, która otwiera salony do e-sportu w swoich obiektach, a także specjalna e-arena, która powstanie na nowym stadionie Real Madrytu, Santiago Bernabéu. Krajobraz branży stabilizuje się wraz z osiąganiem dojrzałości przez drużyny i ligi e-sportowe oraz rosnącym zaangażowaniem sponsorów.

Spersonalizowane podejście do fanów

Organizacje sportowe od lat gromadzą dane na temat posiadaczy biletów, członków programów lojalnościowych i innych źródeł zaangażowania fanów. Te informacje mogą teraz znaleźć zastosowanie przy zarządzaniu relacjami z klientami. Coraz częściej mówi się o holistycznym podejściu do fanów, które wymaga zebrania danych i ich analizy oraz stworzenia konkretnych profili. Drużyny sportowe, wykorzystując osiągnięcia rewolucji e-commerce mogą adresować bardziej spersonalizowane treści, tym samym pogłębiając zaangażowanie fanów, zarówno na stadionie, jak i poza nim. Eksperci Deloitte przewidują, że w przyszłym roku organizacje będą kontynuowały prace nad ulepszeniem rozwiązań marketingowych, tak aby wykorzystywać dane fanów w jeszcze sprawniejszy i bardziej zautomatyzowany sposób.

Disney+ a rynki finansowe: plus dla Disneya, ale nie End Game dla konkurencji

Disney chce namieszać na rynku płatnych platform streamingowych i na listopad zapowiedział start Disney+ – swój własny projekt, gdzie zgromadzi, zabierając z innych platform, wszystkie materiały stworzone pod logiem Disneya, Pixara, Gwiezdnych Wojen i Uniwersum Marvela. O sile marki przypomniały ostatnie zapowiedzi Krainy Lodu 2, Toy Story 4, dziewiątej części Gwiezdnych Wojen, a obecnie w kinach rządzi Avengers: End Game. Inwestorzy na giełdzie w Nowym Jorku odebrali zapowiedź jako przełomowy skok do przodu dla firmy i jednocześnie cios w innych graczy, głównie w Netflixa. Jednak w końcowym rozrachunku możliwe, że każdy zyska, w tym widzowie.

Po konferencji przedstawiającej szczegóły Disney+ akcje spółki na giełdzie w Nowym Jorku skoczyły 12 proc. Wspomniany Netflix został przeceniony o 5 proc., gdyż powstanie nowej, silnej konkurencji zostało wstępnie uznane jako drenaż subskrybentów innych platform.

Rynek zna mocne strony Disneya i ich nierozerwalność z popkulturą, na której generowane są miliony. Wymieniając największe i najbardziej kasowe hity ostatnich lat nie sposób nie wymienić dzieł ze stajni Disneya. Mało kto nie kojarzy Rycerzy Jedi, Iron Mana, Krainy Lodu czy serii Auta. Do tego dochodzą jeszcze materiały National Geographic. Disney planuje zebrać to wszystko w jednym miejscu, oferować w najwyższej jakości, ale też tworzyć nowe historie dziejące się w znanych widzom „światach”.

Na pierwszy rzut oka na tej decyzji traci cała konkurencja, która dotychczas oferowała filmy i seriale należące do Disneya lub tworzyła własne materiały w oparciu o wykupione licencje (np. netflixowy Daredevil). Jeśli wśród nas jest ktoś, kto lubi walki na miecze świetlne, komiksowych superbohaterów lub po prostu ma dzieci, nie będzie mógł odrzucić pomysłu wykupienia abonamentu w Disney+. I nie mówimy tutaj tylko o ponownym obejrzeniu starych tytułów. Disney już zapowiedział przedstawienie w pierwszym roku funkcjonowania co najmniej 25 nowych seriali i 10 nowych, ekskluzywnych dla swojego serwisu filmów. Dodatkową zachętą ma być informacja, że np. wydarzenia seriali umieszonych w Uniwersum Marvela będą miały wpływ na fabułę kinowych produkcji. Dla prawdziwych fanów subskrypcja w Disney+ będzie obowiązkowa.

Czy baśniowy sen Disneya jest koszmarem Netflixa, Amazon Prime Video, czy HBO:GO? Nie. Disney+ nie będzie oferował wszystkiego i nie może być substytutem dla innych serwisów. Zaleta Disneya jest jednocześnie jego wadą w kontekście szerokiego pozyskiwania widzów – nie każdy szuka treści przyjaznych do oglądania w rodzinnym gronie. Disney+ będzie serwisem dodatkowym, a jedocześnie niezbędnym dla każdego, kto chce być aktywnym konsumentem popkultury. Disney ma ambitne, ale realne plany pozyskania 60-90 milionów abonentów w ciągu pięciu lat. Nie oznacza to jednak takiego samego ubytku dla subskrypcji innych serwisów. Dla koneserów kina i fanów seriali staje się normą posiadanie dostępu do więcej niż jednego serwisu. Nowa platforma może zmusić klientów do przeanalizowania, czy rzeczywiście aktywnie korzystają ze wszystkich swoich subskrypcji i czy nie rozsądnym byłoby z którejś nie zrezygnować albo zastąpić inną. Jednak ten proces dzieje się niezależnie, czy na rynek wchodzi nowy gracz, czy nie. Refleksja ta dobitnie została zobrazowana na giełdzie w Nowym Jorku: w dwa tygodnie po prezentacji Disney+ cena akcji Netflixa spadki o 5 proc. zamieniła we wzrost o 4 proc.

Ale czy w takim razie przegranymi musimy być my, widzowie, bo za oglądanie tego samego przyjdzie nam płacić o jeden abonament więcej? Niekoniecznie. Walka serwisów o klienta oznacza pójście w ekskluzywność i treści powiązane z własnymi tytułami. To więcej filmów i seriali oraz zaangażowanie większych pieniędzy w produkcję oryginalną, zamiast wykup obcych licencji. Przy ryczałtowym źródle dochodu właściciele serwisów mogą podjąć się większego ryzyka w wyborze projektów do zrealizowania. Jako widzowie nie będziemy skazani tylko na bezpieczne decyzje wytwórni – pochłaniające setki milionów produkcje z jednego uniwersum. Może powstać więcej ciekawych, kontrowersyjnych filmów i seriali, które w starym porządku nie miały szans na zaistnienie. Z punktu widzenia widza za koszt jednej dodatkowej subskrypcji zyskujemy wielokrotnie więcej.

Przyszły sukces Disney+ nie może być mierzony tylko tym, że zamykając swoje treści na dedykowanej platformie streamingowej uzależnia chętnych widzów do płacenia kolejnego abonamentu. Współczesny widz wiążąc się z serwisem zawiera układ, w którym oczekuje równie dobrego, jeśli nie lepszego materiału w przyszłości, w trybie ciągłym. Serwisy musza się z tego układu wywiązywać. Tworzenie świeżych, oryginalnych treści medialnych przestało być poboczną funkcją serwisu, a jest jego nieoderwalną częścią, często stanowiącą o sile platformy. Wystarczy wspomnieć o sukcesie Romy Netflixa na ostatnich Oscarach, czy szał związany z Grą o Tron od HBO. Platformy streamingowe są gałęzią przemysłu medialnego, który kusi największe spółki giełdowe szukające kierunków dla nowych inwestycji. W USA Amazon ma swój serwis Prime Video, a Apple szykuje Apple TV+. Ten kierunek rozwoju ma ogromny potencjał, o czym wiedzą największe spółki na Wall Street, a na czym coraz częściej mogą korzystać inwestorzy kupujący akcje tych spółek.

Konrad Białas, Główny Ekonomista w Domu Maklerskim TMS Brokers

Faktoring w Polsce po I kw. 2019 r.

Początek 2019 roku przyniósł kolejny wzrost rynku faktoringu w naszym kraju. Polski Związek Faktorów odnotował w I kwartale ponad 18-procentowe zwiększenie obrotów branży, w porównaniu do wyników osiągniętych rok wcześniej. Firmy członkowskie PZF objęły wierzytelności o wartości 62,6 mld zł. Z tej formy finansowania korzysta w Polsce obecnie blisko 16 tys. przedsiębiorstw. Zarówno w obrocie krajowym, jak i międzynarodowym najszybszy wzrost zanotował faktoring pełny.

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie przeważającą część podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Zrzesza 30 członków: 5 banków komercyjnych, 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, 3 podmioty o statusie partnera oraz 2 członków honorowych.

Podmioty należące do PZF sfinansowały w I kwartale 2019 r. działalność krajowych przedsiębiorstw na łączną kwotę 62,6 mld zł. Dzięki temu rynek zanotował wzrost o 18,4 proc.

Wykres 1. Obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów w I kwartale 2019 r. (w mld zł)

faktoring w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój

faktoring w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój 2

Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF
Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF

– Wzrost rynku notowany w ostatnich latach jest przez faktorów kontynuowany. Sprzyja temu dobra i stabilna koniunktura gospodarcza w Polsce. Zwłaszcza pod koniec roku oceny sytuacji makroekonomicznej wśród przedsiębiorców były wysokie, toteż zapotrzebowanie na gotówkę i płynność przełożyły się na korzystanie z finansowania w formie faktoringu –

– mówi Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Najpopularniejszą formą faktoringu. podobnie jak na innych rozwiniętych rynkach europejskich, trwale stał się faktoring pełny. Zainteresowanie nim szczególnie dynamicznie rośnie w obrocie krajowym. Umożliwia szybki dostęp do środków na bieżącą działalność, połączony z ochroną przed brakiem zapłaty za dostarczone towary lub usługi ze strony kontrahentów. Podmioty zrzeszone w PZF objęły w I kwartale 2019 r. w jego ramach blisko 31,7 mld zł wierzytelności, co stanowi 51 proc. obrotów. Kolejne 33 proc., generuje faktoring niepełny. Pozostałe 16 proc. przypada natomiast na faktoring importowy, odwrócony oraz wymagalnościowy.

– Przewaga faktoringu pełnego zarówno w obrocie krajowym, jak i międzynarodowym, wskazuje na rosnącą wśród przedsiębiorców świadomość wagi, jaką w biznesie mają bezpieczeństwo i pewność. Nie sięgają po faktoring tylko po to, aby skorzystać z prostej formy finansowania. Oczekują także ochrony przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów za dostarczone towary bądź usługi, a tę oferuje tylko faktoring pełny. W przypadku nieprzewidzianych trudności handlowych zabezpiecza on przedsiębiorców przed utratą płynności oraz wpadnięciem w pułapkę zatorów płatniczych

– wyjaśnia Sebastian Grabek.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 15,9 tys. przedsiębiorców. Wystawili oni blisko 2,8 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.

– Szybki i prosty dostęp do gotówki sprawia, że faktoring pozostaje najszybciej rozwijającą się usługą finansową w Polsce. Rozwiązuje kluczowy problem, z jakim borykają się krajowe firmy: przeciwdziała skutkom opóźnień w płatnościach.

Dzięki faktoringowi przedsiębiorcy mogą zaspokoić swoje najpilniejsze potrzeby i zobowiązania, takie jak wypłaty wynagrodzeń, pokrywanie ubezpieczenia społecznego czy wypełnianie obowiązków podatkowych. W odróżnieniu od innych form finansowania, faktorzy nie wymagają przedstawienia zabezpieczeń. Przejmują zobowiązania jedynie na podstawie faktur wystawionych przez przedsiębiorców

– mówi Sebastian Grabek.

Wykres 2. Liczba klientów firm zrzeszonych w PZF w I kwartale w latach 2017 – 2019 (w tys.)

faktoring w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój 3

 

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa: produkcyjne i dystrybucyjne. Utrzymanie płynności finansowej w ich przypadku decyduje o przetrwaniu lub rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.

Wykres 3. Struktura obrotów firm zrzeszonych w PZF w I kwartale 2019 r. w ujęciu sektorowymfaktoring w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój 4

Firmom kończy się czas na unowocześnienie swoich przedsiębiorstw

Według najnowszego badania Siemens Financial Services w najbliższym czasie ponad połowa producentów na świecie przejdzie na model Przemysłu 4.0. Duże przedsiębiorstwa mają na to 5-7 lat, natomiast w sektorze MŚP zostało 9-11 lat. Jeśli nie zrobią tego w tym czasie, dogonienie konkurentów może stać się niemal niemożliwe.

Siemens Financial Services zapytał przedsiębiorców i ekspertów z całego świata, kiedy ich zdaniem nastąpi „punkt krytyczny” adaptacji nowych technologii, czyli moment, w którym ponad 50 proc. wszystkich producentów przejdzie na model Przemysłu 4.0, tym samym wyprzedzając konkurentów. Z przeprowadzonego badania wynika, że czas na wprowadzenie koniecznych zmian zależy od wielkości przedsiębiorstwa. W przypadku dużych firm okres ten wynosi od 5 do 7 lat. Nieco więcej czasu mają producenci z sektora MŚP – od 9 do 11 lat.

– Z naszego raportu wynika, że minął już okres, gdy producenci zastanawiali się nad wdrożeniem zmian w ramach koncepcji Przemysłu 4.0. Zdają sobie sprawę z przewagi jaką daje i starają się wprowadzić nowe technologie jak najszybciej, ponieważ po upływie tego umownego „punktu krytycznego”, będzie to już tylko doganianie rynkowych standardów – mówi Grzegorz Jarzębski, szef linii biznesowej Asset Finance w Siemens Financial Services.

Wydłużony czas wdrożenia dla MŚP wynika głównie z dużych kosztów z jakimi wiąże się transformacja cyfrowa, jednakże firmy z tego sektora mogą przeprowadzić zmiany o wiele szybciej – korzystając ze specjalistycznego Finansowania 4.0, czyli zupełnie nowego modelu inwestowania w rozwój.

Większość firm myśli o Przemyśle 4.0, jednak nie wszystkie w Polsce

Najnowszy raport Siemens Financial Services pokazuje również na jakim etapie transformacji cyfrowej znajdują się obecnie producenci. W przypadku dużych przedsiębiorstw aż dwie trzecie podmiotów już wdrożyło projekt pilotażowy o głębokim zasięgu dla rozwiązań produkcyjnych z zakresu modelu Przemysłu 4.0. Natomiast w sektorze MŚP jest to już niemal co druga firma. Zdaniem części polskich przedsiębiorców, nie wszystkie branże w wystarczającym stopniu dołączają do rywalizacji z pozostałymi producentami na świecie.

– Jeśli chodzi o wdrożenie koncepcji Przemysł 4.0, w mojej opinii, polski przemysł metalowy znajduje się dopiero na początku drogi. Dotychczasowy postęp jest powolny, ze względu na duże nakłady finansowe z tym związane. Obszarem najbardziej widocznych zmian jest robotyzacja procesów produkcyjnych, które wymagają najwyższego poziomu precyzji i jakości – mówi Ireneusz Ciepielewski, Członek Zarządu firmy Metaltech.

Finansowanie największym wyzwaniem

Według badań przeprowadzonych przez Siemens Financial Services, jednym z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoją przedsiębiorstwa, jest pozyskanie kapitału na inwestycje. Coraz częściej przedsiębiorcy wykorzystują w tym celu nowoczesne metody oparte na Finansowaniu 4.0. Dzięki temu rozwiązaniu firmy nie potrzebują dużych nakładów własnych, zaś producenci maszyn, urządzeń i technologii mogą zwiększyć sprzedaż oferując kompleksową ofertę.

– Dostawcy technologii produkcyjnych, którzy będą w stanie zaoferować klientom kompleksowe finansowanie dopasowane do potrzeb nabywcy, będą mieli znacznie większe szanse na sprzedaż swoich produktów – mówi Ireneusz Ciepielewski z Metaltech. – Dobrze dobrane rozwiązania finansowe są kluczowym elementem transformacji cyfrowej – dodaje.

Finansowanie 4.0 to pojęcie, którym określa się specjalistyczne techniki finansowania, takie jak opłaty za korzystanie, finansowanie zakupu oprogramowania i opłaty za osiągnięte rezultaty. To zestaw praktycznych narzędzi, które umożliwiają firmom inwestowanie w program Przemysł 4.0 i uzyskanie przewagi konkurencyjnej na wczesnym etapie.

Odpowiedni sposób finansowania, oparty na Finansowaniu 4.0, umożliwia przejście do modelu Przemysłu 4.0 niemal każdej firmie, niezależnie od wielkości. Indywidualna oferta przygotowana przez doświadczonego partnera pozwala zbilansować koszty związane z wdrożeniem nowych technologii z korzyściami wynikającymi z inwestycji. Sięgając po tego typu narzędzia przedsiębiorcy mogą sfinansować zakup zarówno pojedynczego sprzętu, jak i całej fabryki. Jest to również sposób na adaptację modelu Przemysłu 4.0 przed osiągnięciem „punktu krytycznego”, gdy obecne, innowacyjne rozwiązania będą już rynkową normą.

Biura z prestiżową lokalizacją wynajmują się szybko

W stołecznych historycznych murach niewiele biur świeci dziś pustkami – przyciągają one jak magnes renomowane firmy, preferujące budynki z ciekawą historią zamiast przeszklonych drapaczy chmur.

Plac Bankowy 1 Warszawa
Plac Bankowy 1

W Warszawie najemcy coraz częściej stawiają na biura w standardzie 5-gwiazdkowego hotelu – to już w ubiegłym roku ponad wszelką wątpliwość stwierdzili eksperci CBRE, w raporcie „Premier Properties”. Wysoka jakość, niezwykła architektura, nowoczesne technologie plus świetny adres – oczywiście w samym sercu miasta – to crème de la crème na rynku stołecznych biur, zarówno w przypadku drapaczy chmur jak i pieczołowicie odnowionych historycznych nieruchomości. Stawki za najem takich powierzchni nie spadają poniżej 20 euro za mkw. miesięcznie, nie mówiąc o opłatach eksploatacyjnych czy miejscach parkingowych. – Przestrzenie w rewitalizowanej tkance, traktowane jako dobro luksusowe, zawsze znajdują swoich zwolenników, gotowych podpisać z miejsca kontrakty najmu, niezależnie od tego, że stawki są wyższe od średniej rynkowej – zapewnia Anna Olszewska, zarządca nieruchomości Plac Bankowy 1.

Niszowy charakter

Według danych CBRE, w stolicy znajduje się ponad 40 prestiżowych adresów. Stanowi to ok. 14 proc. ogólnej podaży biur i jednocześnie aż 37 proc. obiektów stojących w centrum. Co istotne, te wskaźniki szybko rosną. Eksperci wskazują bowiem, że dwie trzecie wszystkich biurowców będących w budowie lub planach w latach 2018-2020 powstaje właśnie prestiżowych lokalizacjach.

Z kolei w samych historycznych budynkach w Warszawie znajdziemy obecnie ok. 240 tys. mkw. biur a w ciągu najbliższych dwóch lat podaż ta wzrośnie o ok. 42 proc.

– Mimo to oferta powierzchni w rewitalizowanych murach nie przekracza nawet 5 proc. całkowitych zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej na stołecznym rynku. I nie ma szans drastycznie się zwiększyć, bo w Warszawie po prostu nie znajdziemy dużej liczby historycznych obiektów w dobrych „biurowych” punktach, w których można aranżować siedziby dla firm. Istniejące już biurowce w rewitalizowanych murach, przy aktualnym dynamicznym rozwoju szklanych drapaczy chmur, będą więc nabierać niszowego charakteru – oceniaAnna Olszewska – Popyt na tego typu oferty na pewno nie osłabnie, a czynsze utrzymają się na wysokim poziomie –dodaje.

Wskaźnik pustostanów w tym sektorze wynosi aktualnie ok. 10 proc. czyli niewiele, biorąc od uwagę wysokie stawki najmu. Co więcej, na fali boomu na powierzchnie biurową, czynsze nominalne za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie w ubiegłym roku nieco wzrosły.  Wyższe mogą być również koszty eksploatacyjne. Przełożyć się na nie mogą rosnące koszty pracy wpływające na cenę usług sprzątania i ochrony nieruchomości oraz niepewność związana z cenami energii i wywozu odpadów – zauważają przedstawiciele Savills, globalnej firmy świadcząca usługi w branży obrotu nieruchomościami.

Adres z historią

Jak wskazują eksperci CBRE, atrakcyjne biuro to karta przetargowa dla wielu firm, które muszą walczyć o kandydatów i pracowników na konkurencyjnym rynku pracy. I nie wystarczy już tylko dobra lokalizacja. – Prestiż to też zielone rozwiązania, zaawansowane technologie oraz odpowiednia aranżacja powierzchni biur – wylicza Sebastian Biedrzycki, szef Zespołu ds. Zarządzania Nieruchomościami Biurowymi i Logistycznymi w CBRE.

Mocnym wyznacznikiem prestiżowego adresu jest też rozbudowane zaplecze handlowo-usługowe, a nawet i rozrywkowe. Wszak pracownicy najemców lubią mieć dziś wszystko na wyciągnięcie ręki. Oprócz coraz popularniejszych rozwiązań typu mixed-use czyli łączenia powierzchni biurowej z ofertą handlową czy restauracyjną, nadal mile widziana jest bliskość kultowych na mapie Warszawy miejsc rozrywkowo-zakupowych. W zestawie top najlepszych ulic handlowych, pełnych restauracji, sklepów i nietuzinkowych butików, brylują niezmiennie takie ulice jak:Nowy Świat dopełniony turystycznym Krakowskim Przedmieściem, Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie czy Chmielna. Ich sąsiedztwo stanowi dodatkową kartę przetargową dla każdego biurowca.

To nie wszystko. Dla konkretnych branż duże znaczenie ma również fakt umiejscowienia siedziby pod adresem z historią.Kancelarie prawne, firmy finansowe, domy maklerskie, fundusze inwestycyjne, podmioty doradcze a także spółki z sektora energetycznego chętnie wybiorą biuro właśnie w rewitalizowanej nieruchomości, by tym samym podkreślić swoją pozycję na rynku.

– Ulokowanie siedziby w obiekcie o unikalnej architekturze i ciekawej historii, w centralnym miejscu Warszawy może pomóc też firmie, np. w negocjacjach z klientami. Bo prestiżowy adres wzbudza zaufanie. Eleganckie biura o podwyższonym standardzie są też dowodem stabilności i wiarygodności firmy – zapewnia Anna Olszewska.

Jednym z takich biurowców jest Plac Bankowy 1, któryoferuje technologicznie zaawansowane, nowoczesne biura w murach z historią i duszą. Najemcy mogą tu liczyć nawet na takie udogodnienia jak usługi konsjerża. W bliskim sąsiedztwie znajdują się modne warszawskie restauracje i knajpki a skrzyżowanie dwóch ważnych arterii miasta – ul. Marszałkowskiej i al. Solidarności oraz stacja metra Ratusz, stanowią również ogromny atut. – Przy wyborze siedziby duże znaczenie ma także wygoda klientów, a więc dobra komunikacja przy głównych ulicach a nie w jakiś ciasnych, niewygodnych do parkowania, a czasem nawet i niebezpiecznych, zaułkach – podkreśla Anna Olszewska.

Biura w zrewitalizowanych obiektach kojarzą się z reguły właśnie z utrudnieniami w parkowaniu samochodu, ale przykład Placu Bankowego 1 zdecydowanie przeczy tej obiegowej opinii – biurowiec dysponuje dwupoziomowym parkingiem podziemnym, którego budowa wydłużyła realizację projektu o prawie dwa lata. Mimo to, opłaciło się – Najemcy i użytkownicy biurowca mają do dyspozycji 50 miejsc, w tym zwykle kilka z nich jest wolnych – mówi Anna Olszewska.

PKO Leasing ogłosił kolejne wezwanie na akcje Prime Car Management

  • · Cena jaką oferuje PKO Leasing za każdą akcję PCM wynosi 23,75 zł. To o 0,5 zł i jednocześnie 2,1 proc. więcej, niż cena oferowana w konkurencyjnym wezwaniu, oceniona przez zarząd Prime Car Management jako odzwierciedlająca wartość godziwą spółki.
  • · Cena w wezwaniu PKO Leasing jest o 6,5 proc. wyższa w stosunku do ceny akcji PCM na zamknięciu sesji w dniu poprzedzającym ogłoszenie wezwania oraz o blisko 20 proc. wyższa od średniej ceny z trzech miesięcy poprzedzających wezwanie.
  • · Jedynym warunkiem wezwania jest objęcie zapisami co najmniej 66 proc. ogólnej liczby akcji.

PKO Leasing, lider rynku leasingu w Polsce, ogłosił kolejne wezwanie na 100 proc. akcji Prime Car Management. Cena jaką oferuje PKO Leasing za każdą akcję PCM wynosi 23,75 zł. To o 0,5 zł więcej, niż cena oferowana w konkurencyjnym wezwaniu, która została oceniona przez zarząd Prime Car Management jako odzwierciedlająca wartość godziwą spółki. Zapisy na akcje PCM będą odbywały się w dwóch etapach. Pierwszy potrwa od 13 maja do 22 maja 2019 r., a drugi od 23 maja do 11 czerwca 2019 roku. Jedynym warunkiem wezwania jest objęcie zapisami co najmniej 66 proc. ogólnej liczby akcji.

Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.
Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.

– PKO Leasing chce dalej umacniać swoją pozycję rynkową i dlatego w listopadzie ubiegłego roku podjęliśmy decyzję o ogłoszeniu warunkowego wezwania na 100% akcji spółki Prime Car Management. W pierwszym wezwaniu nie udało się uzyskać odpowiedniej liczby zapisów, ale sytuacja od czasu jego zakończenia zmieniła się i dlatego zdecydowaliśmy się na ogłoszenie kolejnego wezwania, które w naszej ocenie ma duże szanse zakończyć się sukcesem. Cena za każdą akcję PCM jaką oferuje PKO Leasing wynosi 23,75 zł. Jest więc o 0,5 zł większa niż oferowana w konkurencyjnym wezwaniu, ocenionym przez zarząd Prime Car Management jako odzwierciedlające wartość godziwą spółki. Jedynym warunkiem wezwania jest objęcie zapisami co najmniej 66 proc. ogólnej liczby akcji – powiedział Paweł Pach, prezes zarządu PKO Leasing

Wezwanie na 100 proc. akcji

Wezwanie obejmuje 100 proc. akcji spółki Prime Car Management, czyli 11 908 840 walorów. W odróżnieniu od kończącego się niedługo konkurencyjnego wezwania na akcje PCM, jedynym warunkiem wezwania PKO Leasing jest objęcie zapisami co najmniej 66 proc. ogólnej liczby akcji. Cena jaką oferuje PKO Leasing za każdą akcję PCM wynosi 23,75 zł. To o 0,5 zł więcej, niż cena oferowana w konkurencyjnym wezwaniu, która została oceniona przez zarząd Prime Car Management jako odzwierciedlająca wartość godziwą spółki. Cena w wezwaniu PKO Leasing jest o 6,5 proc. wyższa w stosunku do ceny akcji PCM na zamknięciu sesji w dniu poprzedzającym ogłoszenie wezwania oraz o blisko 20 proc. wyższa od średniej ceny z trzech miesięcy poprzedzających wezwanie.

Zapisy na akcje PCM będą odbywały się w dwóch etapach. Pierwszy potrwa od 13 maja do 22 maja 2019 r., a drugi od 23 maja do 11 czerwca 2019 roku. Taka konstrukcja ma na celu umożliwienie inwestorom szybszego wyjścia z inwestycji. W przypadku bowiem spełnienia warunków wezwania już w pierwszym etapie, po jego zakończeniu nastąpi rozliczenie transakcji, a jednocześnie kontynuowane będzie przyjmowanie kolejnych zapisów w ramach drugiego etapu wezwania. Przewidywany dzień nabycia akcji w pierwszym etapie to 24 maja, a w drugim etapie to 13 czerwca. Rozliczenie transakcji mogłoby wtedy nastąpić odpowiednio 27 maja i 14 czerwca 2019 r. Jeśli w wyniku wezwania PKO Leasing uzyska nie mniej niż 90 proc. akcji PCM to zamierza wycofać akcje nabywanej spółki z obrotu na rynku regulowanym GPW.

Wzmocnienie usług CFM w PKO Leasing

PKO Leasing należy do Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego i jest liderem krajowego rynku leasingu. Spółka 2018 rok zakończył rekordowym wynikiem sprzedaży na poziomie 9,2 mld zł oraz z ponad 11 proc. udziałem w rynku i blisko 14 proc. dynamiką wzrostu mierzoną r/r. PCM to jedna z wiodących firm w segmencie wynajmu samochodów i zarządzania flotą. W wyniku ewentualnego nabycia akcji PCM udział PKO Leasing w rynku CFM (ang. car fleet management) wzrósłby z 4,5 proc. do 17,5 proc. wg danych za pierwszą połowę 2018 r. Oferta produktowa PCM istotnie wzmocniłaby pozycję PKO Leasing w segmencie finansowania samochodów o ładowności do 3,5t.

Progressive Web Application – game changer dla handlu mobilnego?

Dzięki niej Tinder zredukował czas ładowania aplikacji o ponad połowę, a Pinterest zwiększył przychody z reklam o 44 proc. Mowa o technologii PWA (Progressive Web App). Coraz częściej to właśnie ona wybierana jest do budowy rozwiązań mobilnych. Klient końcowy uzyskuje dostęp do zasobów danego usługodawcy przez swój telefon, jednym tąpnięciem, bez konieczności pobierania „ciężkiej” aplikacji czy otwierania przeglądarki. Progressive Web App (PWA) szturmem zdobywa kolejne sektory rynku. Jak wskazuje ekspert ITMAGINATION, jej wykorzystanie może zwiększyć zyski z reklam i zmniejszyć wskaźnik porzuceń koszyków zakupowych w e-sklepach.

W skrócie „PWA” kluczowe są słowa „web” i „app”. W przypadku tradycyjnych aplikacji tzw. natywnych, które użytkownicy pobierają przykładowo z Google Play lub AppStore, problemem może być pojemność telefonu. Im więcej aplikacji, tym więcej zajmują pamięci. Poszczególne aplikacje wolniej się ładują i działają. Co więcej właściciel smartfona może stanąć przed koniecznością wyboru aplikacji, które chce zachować, a które musi usunąć, aby zwolnić miejsce. Dla właściciela aplikacji taki dylemat to być albo nie być. Lekka aplikacja PWA rozwiązuje ten problem.

Marcin Dąbrowski, Chief Innovation Officer w ITMAGINATION
Marcin Dąbrowski, Chief Innovation Officer w ITMAGINATION

– Warto przyjrzeć się możliwościom PWA, szczególnie, jeśli zysk naszej firmy zależy od tego, ile osób odwiedza daną stronę internetową i jak są one na niej zaangażowane – mówi Marcin Dąbrowski, Chief Innovation Officer w ITMAGINATION. Tym bardziej, że jak podkreśla Dąbrowski, technologia PWA daje możliwość zbudowania aplikacji webowej przy wykorzystaniu narzędzi, które potrzebne są do zbudowania każdej nowoczesnej strony internetowej: HTML5, CSS i przede wszystkim JavaScript.

Zgodnie z manifestem PWA, to zaawansowane rozwiązanie pozwala osiągnąć trzy cele:

  1. Zwiększenie zaangażowania użytkownika. Serwis zbudowany w oparciu o PWA bardziej angażuje użytkownika niż standardowa mobilna strona. Właściciel smartfona umieszcza ikonkę aplikacji na ekranie głównym, wśród innych pobieranych ze sklepu dedykowanego danemu systemowi (np. AppStore, Google Play). Mimo, że to jest nadal strona internetowa, ikona dostępna jednym tąpnięciem na ekranie smartfona potęguje wrażenie, że użytkownik ma do czynienia z prawdziwą aplikacją. Znika pasek adresu znany ze zwykłej przeglądarki. Przy ładowaniu aplikacji pojawia się tzw. splash screen (ekran powitalny). Na dodatek, spływające powiadomienia push zapraszają do częstszego odwiedzania aplikacji.
  2. Działanie nawet przy niskiej jakości łącza lub zupełnie offline. Zaawansowane funkcje przeglądarki, takie jak Service Worker, cache czy lokalne bazy danych pozwalają twórcy aplikacji PWA przygotować ją do działania również w trybie bez dostępu do sieci. Dla użytkownika oznacza to, że dane i ekrany, które udało się załadować będąc online (np. informacje o hotelu z aplikacji do rezerwacji noclegów), będą dostępne także po wylądowaniu w obcym kraju, gdzie dostęp do internetu jest niemożliwy lub bardzo drogi. W przypadku tradycyjnego otwarcia strony WWW w przeglądarce telefonu taki scenariusz nie byłby możliwy.
  3. Szybkość. Dzięki mechanizmom PWA aplikacja ładuje się momentalnie. Podobnie jak w przypadku aplikacji natywnej, która zapisuje na urządzeniu większość swoich danych, również PWA może zapisać w systemie sporą część swoich plików (CSS, JavaScript, dane w formacie JSON) i aktualizować je tylko, gdy jest to niezbędne. Dzięki temu ładowanie strony PWA jest krótsze nawet o połowę niż zwykłe otwarcie strony WWW w przeglądarce.

– Przykłady wdrożeń PWA u takich gigantów, jak chociażby Tinder pokazują, jak spektakularne efekty można dzięki temu osiągnąć. Udostępnienie aplikacji Tinder w wersji PWA pozwoliło zredukować czas ładowania o ponad połowę, w porównaniu z jej wersją natywną na system Android. I to w sytuacji, kiedy „paczka dystrybucyjna” natywna waży 30 MB a PWA jedynie 2,8 MB – zaznacza Marcin Dąbrowski z ITMAGINATION.

Również zachowania użytkowników pokazują, że pokochali oni szybkość i możliwości, jakie daje PWA. Badanie przeprowadzone na nowej stronie Pinterest po wprowadzeniu PWA pokazało 40-proc. wzrost liczby sesji użytkowników trwających ponad 5 minut i wzrost o 44 proc. przychodów z reklam. W porównaniu z aplikacjami natywnymi, licząc liczbą sesji trwających ponad 5 minut, PWA wygrywa o 5 proc.

– Z tych statystyk wynika, że PWA szczególnie dobrze sprawdzi się w takich obszarach, jak e-commerce. Więcej użytkowników i dłuższe sesje przełożą się na większą liczbę konwersji, mniejszy wskaźnik porzuceń koszyków zakupowych oraz większy zysk. Również media nowych technologii (portale, gazety, blogi) czerpiące zyski z reklam i walczące o każdą sekundę uwagi swoich czytelników powinny pomyśleć o PWA. Dodatkowe funkcje offline lub online będą doskonałe dla firm oferujących różnorakie bilety, podróże, rezerwacje itp. – dodaje Marcin Dąbrowski.

PWA a sklepy z aplikacjami

Twórcy aplikacji PWA mogą dodawać je do sklepów, takich jak Google Play czy Microsoft Store. W systemie Android aplikacja PWA, raz dodana do ekranu głównego, będzie widoczna w panelu ustawień w sekcji Aplikacje, jak każda inna aplikacja natywna. Co ciekawe, również sam Microsoft automatycznie przegląda zasoby internetu w poszukiwaniu aplikacji PWA i dodaje je do swojego sklepu bez żadnej ingerencji twórcy.

W przypadku iOS i AppStore, ze względu na wyższe wymagania (m.in. dodatkowe „opakowanie” aplikacji w paczkę dystrybucyjną), wystawienie aplikacji PWA dla użytkowników oznacza więcej pracy, ale wciąż jest jak najbardziej możliwe.

Przeobrażenie WWW w PWA

Jeśli strona WWW powstała nie tak dawno temu (do 2 lat), jest całkiem możliwe, że przeobrażenie jej w aplikację PWA wcale nie oznacza dużo pracy. Szczególnie jeśli spełnia ona następujące wymagania wstępne:

  1. Komunikuje się z serwerem przez protokół HTTPS;
  2. Jest responsywna zgodnie z RWD (Responsive Web Design), tzn. dobrze dostosowuje się do wielkości ekranu urządzenia, na którym jest wyświetlana;
  3. Jest oparta o rozwiązanie typu SPA (Single Page Application), np. z wykorzystaniem jednego z popularnych frameworków JavaScript, Angular lub React.

– Nawet jeśli strona nie spełnia tych kryteriów, nie jest dzisiaj trudne ich osiągniecie. Framework JavaScript pozwala na tworzenie aplikacji szybko, wydajnie i o wysokiej jakości. Zaprojektowanie nowej strony WWW, gdy z góry wiemy, że powinna być również dostępna jako PWA, nie podnosi znacząco kosztów. Realizacja Proof of Concept aplikacji PWA dla większości typowych projektów powinno zamknąć się w maksymalnie trzech miesiącach – podsumowuje Marcin Dąbrowski.

Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła

  • Niepewność wymiany handlowej wpłynęła w znacznie większym stopniu na globalną wymianę handlową niż same taryfy – poprzez trzy kanały: inwestycje (opóźnienia w planach inwestycyjnych), konsumpcję (stopy oszczędności zwiększyły się globalnie) i zapasy oraz ceny. Szacujemy, że podczas gdy amerykańskie cła zmniejszyły wzrost światowej wymiany handlowej w 2018 r. o -0.3 punktu procentowego, to zapoczątkowana przez USA niepewność w wymianie handlowej kosztowała -0.5 punktu procentowego
  • Obecnie zmiana zapasów w USA w stosunku do ich zmiany w Chinach, dobry złożony wskaźnik pogorszenia koniunktury w handlu światowym, osiągnął historycznie wysoki poziom 4.5 zgodnie z jego naszym autorskim wzorem. Jeżeli Chiny i USA nie dojdą w II kwartale br. roku do porozumienia, niepewność utrzyma się i w efekcie globalna wymiana handlowa i światowy wzrost gospodarczy mogą jeszcze bardziej zwolnić. Oceniamy, że każde dwa miesiące niepewności wymiany handlowej będą kosztować -0.1 punktu procentowego wzrostu globalnej wymiany handlowej, a każde cztery miesiące odpowiednio -0.1 punktu procentowego światowego wzrostu gospodarczego
  • Jeżeli w II kwartale 2019 r. USA i Chiny zawrą porozumienie, spodziewamy się, że tempo wzrostu światowej wymiany handlowej spowolni do +3% w 2019 r. i +2.7% w 2020 r., ponieważ globalny wzrost gospodarczy i tak spowalnia, a przedsiębiorstwa mają obecnie niewielki już margines kształtowania cen

Koszt niepewności jest większy od kosztu taryf

„Największym problemem jest tu niepewność. Niepewność powoduje problemy z planowaniem” – Sanjeev Gandhi, członek rady dyrektorów wykonawczych w niemieckiej firmie chemicznej BASF

Po miesiącach napięć Chiny i USA zawarły pod koniec 2018r. rozejm dotyczący ich wymiany handlowej. Chociaż te dwa kraje pracują nad sposobem rozwiązania sporów a pewne cła zostały zredukowane (np. na samochody importowane przez Chiny z USA), wzrost światowej wymiany handlowej nadal spowalnia. W 2018 r. zwolnił do poziomu +3.8% (po +5.2% w 2017 r.), zaś zaawansowane wskaźniki za I kwartał sugerują nadejście dalszego spowolnienia.

Jest to spowodowane tym, że pozostałe cła nadal wpływają na wzrost. Po drugie, koszt niepewności wymiany handlowej akumuluje się. Szacujemy, że podczas gdy taryfy amerykańskie zahamowały globalny wzrost wymiany handlowej o -0.3 punktu procentowego, to niepewność wymiany handlowej wprowadzona przez USA kosztowała -0.5 punktu procentowego w ubiegłym roku.

Niepewność wpływa negatywnie na wzrost poprzez trzy kanały:

  • Inwestycje – Przedsiębiorstwa opóźniają swoje inwestycje i decyzje o zatrudnieniu, czekając na wyklarowanie się wyniku rozmów USA-Chiny w sprawie wymiany handlowej.
  • Konsumpcję – Konsumenci zwiększają zapobiegawczo oszczędności i opóźniają decyzje zakupowe.
  • Zapasy i ceny – W wyniku spadku popytu i wzrostu barier w wymianie handlowej w największych gospodarkach najmniej konkurencyjne przedsiębiorstwa zmagają się ze sprzedażą swoich towarów. Prowadzi to do wzrostu zapasów i spadku produkcji, ale także do błędnego koła, gdy przedsiębiorstwa zaczynają obniżać ceny, aby sprzedać swoje towary.

Wykresy 1 i 2 przedstawiają obraz wpływu tych trzech sekwencji. Wykres nr 1 pokazuje, że wzrost inwestycji na rynkach eksportowych o ustabilizowanej pozycji (Japonia, Niemcy i Korea Płd.) zahamował błyskawicznie, kiedy to niepewność w zakresie prowadzonej przez Stany Zjednoczone polityki handlowej wzrosła. Wzrost wydatków konsumpcyjnych również uległ spowolnieniu, ponieważ gospodarstwa domowe spodziewały się gorszej przyszłości w obliczu rosnących napięć handlowych.Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła

Wykres nr. 2 przedstawia, w jaki sposób wzrost zróżnicowania zapasów wpływa na globalny cykl koniunkturalny. W celu uzyskania źródła informacji o tej nierównowadze opracowaliśmy wskaźnik oparty na różnicy pomiędzy zapasami zgromadzonymi w USA (mniej konkurencyjny rynek dla eksportu towarów) i tymi zgromadzonymi w Chinach (bardziej konkurencyjny rynek). Ta zmienna jest dobrym znacznikiem zaburzeń globalnej wymiany handlowej, szczególnie czułym na rosnącą niepewność polityki gospodarczej.

W kontekście słabszego wzrostu globalnego popytu i rosnących barier wymiany handlowej mniej konkurencyjne przedsiębiorstwa (tu USA) gromadziły zapasy, ponieważ nie mogły sprzedać swoich produktów, podczas gdy najbardziej konkurencyjne przedsiębiorstwa (w Chinach) swoje zapasy redukowały. Wykres nr 2 pokazuje, że różnica pomiędzy zapasami amerykańskimi i zapasami chińskimi w styczniu 2019 r. osiągnęła najwyższy poziom od 2005 r.Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła 2

Ten „nawis (nadmiar) zapasów” ma istotne znaczenie dla perspektywy globalnej wymiany handlowej. Po pierwsze, oznacza to, że przedsiębiorstwa będą zmniejszać produkcję w najbliższym czasie i koncentrować się na sprzedaży zapasów. To także oznacza, że ceny globalnej wymiany handlowej zostaną zaniżone, ponieważ przedsiębiorstwa prawdopodobnie użyją ich jako narzędzia do zdobycia przewagi konkurencyjnej. Chiny już otworzyły sobie pole w tym względzie. Ceny producenta spadły błyskawicznie od zeszłego roku, a inne rynki azjatyckie podążają w ślad za tym.

Wielkość nadwyżki zapasów przypomina o potrzebie jak najszybszego zawarcia porozumienia USA-Chiny już w II kwartale 2019 r.

Jeżeli Chiny i USA nie osiągną porozumienia w II kwartale, utrzyma się niepewność a zarówno światowy handel jak i globalny wzrost gospodarczy mogą jeszcze bardziej spowolnić. Oceniamy, że każde dwa miesiące niepewności w wymianie handlowej pociągną za sobą spadek o -0.1 punktu procentowego wzrostu światowego handlu, a każde cztery miesiące dodatkowo spadek o -0.1 punktu procentowego w tempie globalnego wzrostu gospodarczego.

Oprócz kwestii związanych z wymianą handlową trzy czynniki mogą dodatkowo wpływać na przedłużenie negocjacji:

  1. Wpływy gospodarcze i polityczne: Oba rynki poszukują i cha wywierać wpływ politycznych i gospodarczy, nawet jeśli nie są na tym samym etapie. I podczas gdy USA stopniowo wycofuje się ze swojej roli dostarczyciela dóbr publicznych, to Chiny stopniowo starają się wypełnić pustkę nowymi propozycjami multilateralizmu (inicjatywa „Belt and Road Initiative – Pasa i szlaku” czyli tzw. Nowego Szlaku Jedwabnego) i nowym modelem wzrostu.
  2. Nieuleganie przez Chiny wobec żądań USA: Chiny prawdopodobnie uczynią ustępstwa (i) w zakresie wymiany handlowej poprzez propozycję zakupu większej ilości amerykańskich towarów i (ii) w sprawie przepływów inwestycyjnych, poprzez dalsze otwarcie swojego rynku. Jednak jest mało prawdopodobne, aby ustępstwa te w zdecydowany sposób zniwelowały nierównowagę, która istnieje pomiędzy tymi dwoma krajami, i rozwiązało kwestie o dużym strategicznie znaczeniu (produkcja w horyzoncie 2025, prawa własności intelektualnej, sprawiedliwe traktowanie).
  3. Zmęczenie negocjacjami: Minął rok, odkąd napięcia między Chinami a USA zaczęły się nasilać. W trakcie negocjacji odnotowano kilka wzlotów i upadków, które doprowadziły do silnej niestabilności nastrojów na świecie. Różnica w podejściu (nieustępliwe stanowisko USA, bardziej pojednawczy ton Chinach) utrudnia negocjacje. Na przykład propozycja prezydenta Trumpa, aby utrzymać taryfy nawet po zawarciu porozumienia pokazuje, jak skomplikowane negocjacje mogą mieć miejsce w najbliższym czasie. Trudno też uwierzyć w to, że Chiny pójdą na ustępstwa bez uzyskania czegoś w zamian.

Spowolnienie tempa wzrostu handlu światowego do +3% w 2019r. i +2,7% w 2020r.

Analitycy Euler Hermes spodziewają się spowolnienia tempa wzrostu handlu światowego do +3% i +2,7% odpowiednio w 2019 i 2020 roku. Jeżeli rozłożymy te liczby na półrocza, to zaobserwujemy wyraźne spowolnienie w I półroczu (<2% wzrost), odzwierciedlające ciągłą niepewność i efekt obowiązujących taryf celnych; normalizację w II półroczu 2019 r., w przedziale 2-4%, gdy zmniejszy się niepewność wymiany handlowej a Chiny otrzymają odczuwalny gospodarczo impuls, oraz kolejne spowolnienie w I półroczu 2020 r. (<3%) wraz z wyhamowaniem wzrostu w Chinach i USA – obecnie przewidujemy wystąpienie recesji technicznej w USA w I kwartale 2020 r.

Rynki krajów rozwijających się prawdopodobnie w największym stopniu przyczynią się do wzrostu światowego importu zarówno w roku 2019 jak i 2020. Odpowiadać będą za 55% globalnej wymiany handlowej, w porównaniu do 45% w latach 2017-18. Pierwszy z powodów wzrostu ich znaczenia jest elastyczność i odporność wschodzących gospodarek azjatyckich (dzięki impulsowi z Chin) oraz stopniowym ożywieniem w Ameryce Łacińskiej (w miarę jak nowi przywódcy budzą nadzieję i silniejszy popyt prywatny).

Wykres nr 3: Wielkość globalnego wzrostu importu (%) z udziałem jego uczestników (pp)Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła 3

Drugi powód takiego rozwoju sytuacji opiera się na stabilizacji (lub aprecjacji) kursów walutowych, ponieważ Fed sygnalizuje bardziej stopniowe podejście do swojego cyklu zacieśniania. Ten sam gołębi Fed może przyczynić się do poluzowania polityk monetarnych na rynkach wschodzących wraz z ograniczeniem presji cenowej i walutowej. Indie obniżyły w lutym swoje stopy procentowe o 25 punktów bazowych dzięki niższej inflacji. Prawdopodobieństwo obniżenia w przyszłości stóp procentowych zwiększyło się także na rynkach takich jak Indonezja i Malezja.

Należy zauważyć, że zakładamy, iż Chiny i USA osiągną porozumienie w II kwartale 2019 r. Zapewniłoby to większą jasność co do przyszłości i pomogłoby przedsiębiorstwom w ponownym rozpoczęciu inwestycji. Uznajemy też za oczywiste, że impuls z Chin częściowo zrekompensuje koszt niepewności. Rzeczywiście, równowartość 5% PKB w dodatkowych wydatkach fiskalnych, związana z hojnymi warunkami monetarnymi pomoże rozpocząć minicykl koniunktury w Chinach i tym samym pobudzi wzrost globalnej wymiany handlowej o około +3%.

Chociaż trwające rozmowy dotyczące wymiany handlowej mogą tymczasowo położyć kres obawom związanym z wojną handlową, ważne jest, aby mieć na uwadze fakt, iż relacje Chiny-USA przeszły już od etapu zaangażowania do etapu rywalizacji. Dlatego też należy zwracać uwagę zarówno na protekcjonizm w ogóle (np. poza taryfami handlowymi mogą to być np. wstrząsy regulacyjne) jak i na bardzo rozdrobnione (i nadal poszerzane) łańcuchy dostaw obejmujące obydwa regiony. Przykładem może być przemysł samochodowy, w którym kumulują się obydwa te zagrożenia.

Wreszcie, co ciekawe, efekt wzrostu cen w wymianie handlowej będzie ograniczony: rzeczywiście prognozujemy jej wzrost w 2019 r. o +4.2% pod względem wartości oraz o +2.9% w 2020 r. Stabilizacja cen towarów i nieco słabszy dolar amerykański wyjaśniają brak efektu cenowego w globalnej wymianie handlowej. W ujęciu mikroekonomicznym możemy zaobserwować stagnację wzrostu obrotów eksportowych przedsiębiorstw, a także brak pola manewru w kształtowaniu cen ze względu na rozpaczliwe poszukiwanie sposobu na zmniejszenie nadwyżki zapasów nagromadzonych przez ostatnie 12 miesięcy i wznowienie normalnego cyklu produkcyjnego.

Wykres nr 4: Wzrost światowej wymiany handlowej (wielkość i wartość)

Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła 4Autorzy analizy:

Alexis Garatti, Szef Badań Makroekonomicznych w Euler Hermes

Mahamoud Islam, Starszy Ekonomista ds. Azji w Euler Hermes

Na rynek głównych walut wraca bałagan

Zaskoczenie w zmianie stanowiska Banku Kanady, skromne modyfikacje w komunikacie Banku Japonii i złagodzenie tonu Riksbanku – te decyzje świadczą o tym, że bankierzy centralni boją się wyróżniać spośród głównego nurtu łagodzenia nastawienia. CAD i SEK tracą, bierność JPY podkreśla bezsensowność deklaracji BoJ. Zyskuje USD, ale nie dlatego, że Fed jest mniej gołębi, ale w całym tym chaosie dolar ponownie wydaje się najbezpieczniejszy.

W tych niepewnych czasach żaden bank centralny nie chce się wyróżniać relatywnie jastrzębim nastawieniem i w ten sposób ryzykować niepotrzebną aprecjację waluty. Niezależnie od tego, co bankierzy myślą o perspektywach gospodarczych i co zamierzają zrobić w kolejnych miesiącach, nie ma obecnie sensu przesadnie dzielić się swoim optymizmem, kiedy całe otoczenie przyjmuje zwrot w gołębią stronę. To jest najbardziej logiczne wyjaśnienie wczorajszej decyzji Banku Kanady. Pomimo generalnej poprawy w danych z gospodarki od czasu poprzedniego posiedzenia, bank zaskakująco porzucił restrykcyjne nastawienie – dotychczas zakładał, że stopa procentowa powinna dalej być podnoszona do poziomu neutralnego. Wczoraj zostało to zamienione na zasadność utrzymania akomodacyjnej polityki, na co CAD zareagował przeceną. Czy to oznacza, że Bank Kanady już więcej nie podniesie stopy procentowej, albo zaraz zacznie obniżki? Nie. Równie dobrze za kilka miesięcy komunikat ponownie się zmieni, a bank powróci na starą ścieżkę. Ale na razie nie ma żadnego pożytku z uporczywego trzymania się swoich przewidywań i na wszelki wypadek bezpieczniej jest trzymać się blisko grupy.

Dzisiejsze informacje po posiedzeniach Banku Japonii i szwedzkiego Riksbanku idealnie wpisują się w trend. BoJ dodał do komunikatu, że zamierza utrzymywać rekordowo niskie stopy (główna stopa wynosi -0,1 proc.) co najmniej do wiosny przyszłego roku. Nikt racjonalnie nie zakładał, że bank może podnosić stopy procentowe wcześniej, więc to zdanie nic nie zmienia w percepcji rynku, a jednak BoJ najwyraźniej uznał, że trzeba podkreślić ultra-gołębie nastawienie. Riksbank wyraźnie stonował swoje dotychczas jastrzębie nastawienie i odsunął prognozę kolejnej podwyżki na koniec roku lub na początek 2020 r., a dalsze podwyżki będą postępować w wolniejszym tempie. W tym przypadku zaskoczenie jest silne i korona traci rano ponad 1 proc.

Na rynek głównych walut wraca bałagan. Niemal za każdą walutą stoi gołębi bank centralny. Bardzo niewygodne do tradingu jest rozgrywanie różnicy w relatywnej wartości walut przez porównywanie, co jest bardziej, a co mniej słabe. Jest to trudne, gdyż nawet jeśli któraś waluta może wydawać się „mniej brzydka”, pozostaje wrażliwa na negatywne zaskoczenia (w danych, w stanowisku banku centralnego). Wszyscy są przegranymi, a każdego dnia jedna waluta może być większym. Wczoraj był to CAD, dziś jest SEK. Z całego bałaganu obronną ręką wychodzi USD, ale nie dlatego, że ma za sobą wspierający bank. Jeśli już, to Fed pierwszy wykonał ostrego zwrotu i zrezygnował z ambitnej ścieżki podwyżek. Inne banki centralne równają do Fed. Teraz dolara ratuje tylko to, że wciąż jest ostoją stabilności i podstawowym kierunkiem do ucieczki, gdy na rynkach panuje bałagan. Bezpieczna przystań w pełnej krasie. I nie ma co z tym na razie walczyć, a przynajmniej do czasu, aż nie dostaniemy dowodu w danych, że gołębi nurt w polityce monetarnej nie jest konieczny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zmiany w podatku u źródła w 2019 r

Od 1 stycznia 2019 r. obowiązują nowe przepisy regulujące kwestię podatku u źródła, które utrudniają płatnikom możliwość skorzystania ze zwolnień oraz preferencyjnych stawek opodatkowania. Do tej pory polscy przedsiębiorcy mogli uwzględniać ulgi już w momencie wpłacania należności do urzędu skarbowego. Czy zmieniło się to w 2019 r.?

Czym jest podatek u źródła?

Podatek u źródła to instytucja wprowadzona w art. 26 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, która nakłada na osoby prawne, jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej oraz osoby fizyczne będące przedsiębiorcami obowiązek pobierania zryczałtowanego podatku dochodowego od należności wypłacanych na rzecz tego samego podatnika i tylko od tych należności, które nie przekraczają wartości 2 000 000 złotych. Jednak obowiązek ten nie powstaje, jeśli pomiędzy Polską a krajem rezydencji odbiorcy wypłacanej należności funkcjonuje umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania, a polski przedsiębiorca posiada ważny certyfikat rezydencji podatkowej podmiotu zagranicznego.

Stawka zryczałtowanego podatku u źródła w zależności od rodzaju transakcji wynosi 10% lub 20% kwoty należności. Jeśli pomiędzy Polską a krajem rezydencji odbiorcy istnieje stosowna umowa międzynarodowa wprowadzająca inny przelicznik, można dostosować do niej stawkę krajową. Jednak także wówczas płatnik (czyli polski przedsiębiorca, który jest zobowiązany do odprowadzenia podatku od kwoty należności) musi posiadać ważny certyfikat rezydencji podatkowej swojego kontrahenta.

Kto jest opodatkowany, a kto pobiera podatek?

Podatek u źródła jest pobierany od przychodów podatnika, którego obowiązuje ograniczony obowiązek podatkowy (czyli od podmiotu zagranicznego) i tylko wówczas, gdy osiąga ten przychód na terytorium Polski. Jednak podmiot ten nie oblicza, nie odprowadza i nie wpłaca kwoty podatku do urzędu skarbowego samodzielnie. To zadanie należy do płatnika, czyli polskiego przedsiębiorcy, który wypłaca opodatkowaną należność podmiotowi zagranicznemu.

Jednak podatek u źródła nie jest pobierany od wszystkich uzyskanych dochodów, ale jedynie od tych wskazanych w art. 29 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz art. 21 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, w tym m.in. od:

  • odsetek,
  • praw autorskich i pokrewnych oraz praw własności przemysłowej, w tym także od sprzedaży tych praw,
  • usług doradczych, księgowych, prawnych, reklamowych, rekrutacji pracowników, przetwarzania danych.

Ponadto, art. 30a ust. 1 pkt 4 i ust. 6 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz art. 22 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych rozszerza katalog opodatkowanych przychodów na środki uzyskane z dywidend oraz udziałów w dochodach osób prawnych.

Nowy model poboru podatku u źródła

Z nowym rokiem nadeszły także zupełnie nowe reguły odprowadzania podatku u źródła, które komplikują sytuację płatników. Podstawowa nowość polega na zmianie systemu korzystania z preferencyjnych stawek oraz zwolnień. Od 1 stycznia nie jest możliwe bezpośrednie stosowanie zwolnień lub preferencyjnych stawek przez płatnika. Teraz musi on najpierw odprowadzić obliczoną należność do urzędu skarbowego, a dopiero po tym fakcie ubiegać się o zwrot. Odstępstwo od tej zasady dotyczy tylko należności, które w skali roku nie przekroczyły wartości 2 000 000 złotych.

Ustawodawca ujednolicił stawki podatku do dwóch wartości – 19% i 20%. Jeśli płatnik będzie chciał skorzystać ze stawek traktatowych lub zwolnień przewidzianych na mocy ustawy już w momencie wpłaty należności do organu podatkowego, będzie się to wiązało z:

  • koniecznością złożenia przez niego stosownego oświadczenia, które potwierdzi zasadność zastosowania wnoszonych ulg lub preferencyjnych stawek lub
  • koniecznością uzyskania opinii od organu podatkowego o stosowaniu zwolnienia z poboru zryczałtowanego podatku dochodowego od wypłacanych na rzecz podatnika należności.

O opinię organu podatkowego o stosowaniu zwolnienia może wystąpić także podatnik, składając odpowiedni wniosek elektroniczny poprzez Biuletyn Informacji Publicznej uzupełniony o dokumentację potwierdzającą zasadność jego złożenia.

Zgodnie z treścią art. 26 ust. 1 ustawy o CIT płatnik jest zobowiązany zachować należytą staranność przy weryfikacji warunków skorzystania ze zwolnienia albo niepobrania podatku. Samo dochowanie należytej staranności również podlega ocenie uwzględniającej charakter oraz skalę działalności prowadzonej przez płatnika.

Negatywne zmiany dla podmiotów osiągających duże przychody

Nowe zasady stają się problematyczne dla podmiotów generujących duże przychody oraz dla tych, które dokonywały wypłat dla nierezydentów. Od początku roku płatnicy nie mogą swobodnie korzystać z obniżonych stawek lub zwolnień z poboru podatku na mocy umów międzynarodowych albo przepisów z art. 21 ust. 3 i art. 22 ust. 4 ustawy o CIT. Ponadto wielu płatników osiągnęło roczny limit w postaci 2 000 000 złotych już w pierwszych miesiącach nowego roku, co zamknęło im drogę do ubiegania się o zwolnienie.

Ponadto do ustawy o CIT wprowadzono nieznane wcześniej temu aktowi normatywnemu pojęcie „należytej staranności”. Ustawodawca zrezygnował jednak z jego precyzyjnego wyjaśnienia, co może generować kolejne kłopoty w dowodzeniu, że taką staranność zachowało się przy weryfikowaniu przesłanek do skorzystania ze zwolnień.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.