Rynki „budzą się” po okresie świątecznym

Czas poprzedzający Wielkanoc oznacza zazwyczaj jedne z najmniej aktywnych sesji na rynku walutowym. Pod tym względem ubiegły tydzień nie stanowił wyjątku. Większość walut G10 utrzymało się w stabilnym korytarzu wahań plus minus 0,5%.

W minionym tygodniu wśród walut G10 wyraźnie wyłamał się dolar nowozelandzki. Uległ on deprecjacji ze względu na niższe od oczekiwanych kwartalne wskaźniki inflacji, jak i z powodu rosnących oczekiwań rynku, że bank centralny Nowej Zelandii może być skłonny do obniżenia stóp procentowych. Waluty gospodarek wschodzących mają za sobą nieco gorszy tydzień, aczkolwiek raczej nie należy doszukiwać się tutaj istotnych zmian w sentymencie rynku.

W najbliższym tygodniu rynki będą „budziły się” po okresie świątecznym, w związku z tym w kalendarzu ekonomicznym znajdziemy zaledwie kilka kluczowych publikacji. Dla rynku walutowego najważniejszy będzie odczyt danych o dynamice PKB w Stanach Zjednoczonych w pierwszym kwartale, który poznamy w najbliższy piątek. Rynek walutowy może również reagować na jakiekolwiek informacje związane z Brexitem – w tym tygodniu do pracy wraca również brytyjski parlament.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w relacji do dwóch głównych walut. Złoty przez większość tygodnia radził sobie dobrze, jednak doświadczył istotnej wyprzedaży w końcówce tygodnia, w następstwie publikacji rozczarowujących danych PMI ze strefy euro.

W kontekście informacji z Polski z minionego tygodnia warto zwrócić uwagę szczególnie na informacje o dynamice cen. Inflacja bazowa w marcu wzrosła powyżej oczekiwań i znalazła się na najwyższym poziomie od 2013 r. W kolejnych miesiącach istotne będzie to jak na rosnącą presję cenową będzie zapatrywać się Rada Polityki Pieniężnej. Pozostałe dane z Polski w minionym tygodniu składały się na dobry obraz sytuacji w polskiej gospodarce w końcówce pierwszego kwartału br. Agencja Moody’s z kolei zgodnie z oczekiwaniami konsensusu utrzymała ocenę wiarygodności kredytowej i rating Polski na niezmienionym poziomie.

Obecny tydzień przyniesie kilka odczytów makroekonomicznych z Polski. We wtorek poznamy dane o sprzedaży detalicznej w marcu, w środę z kolei stopę bezrobocia w tym samym okresie. Dane powinny pokazać istotną poprawę w stosunku do poprzednich odczytów.

GBP

Odłożenie kwestii Brexitu w przyszłość pozwala nam ponownie skupić się na fundamentach makroekonomicznych Wielkiej Brytanii. Dane z zeszłego tygodnia potwierdziły, że sytuacja gospodarcza Zjednoczonego Królestwa nie odbiega znacząco od pozostałych krajów rozwiniętych. Brytyjski rynek pracy cechuje się wysokim wskaźnikiem kreacji nowych stanowisk oraz dobrym tempem wzrostu wynagrodzeń. Dobra sytuacja nie zdążyła jednak dotychczas przełożyć się na znaczący wzrost presji inflacyjnej. Bazowe wskaźniki dynamiki cen w Wielkiej Brytanii pozostają na poziomie zbliżonym albo niższym niż cel inflacyjny banku centralnego. Ograniczona inflacja w połączeniu z utrzymującą się niepewnością związaną z Brexitem powinny skłonić Bank Anglii do utrzymania dotychczasowej polityki monetarnej w ciągu najbliższych kilku miesięcy, w celu „przeczekania” okresu podwyższonej niepewności. Zgodnie z większością wskazań, funt pozostaje jednak dość tani. Nadal uważamy, że najbliższe kwartały powinny rysować się optymistycznie dla brytyjskiej waluty.

EUR

Wskaźniki aktywności biznesowej PMI w strefie euro z zeszłego tygodnia były nieco rozczarowujące. Zbiorczy indeks PMI co prawda pozostał na poziomach, oznaczających ekspansję, niemniej część wybranych wskaźników dla poszczególnych krajów odnotowała spadek. Ożywienie aktywności w chińskich fabrykach nie przełożyło się na poprawę sentymentu w europejskim przemyśle. Wspólna europejska waluta zniosła jednak ten cios i na koniec przedświątecznego tygodnia kurs euro w relacji do ważonego koszyka walut znalazło się na poziomie zbliżonym do tego z jego początku.

USD

Publikacje makroekonomiczne z zeszłego tygodnia w Stanach Zjednoczonych słały mieszane sygnały. Dane dotyczące sprzedaży detalicznej w marcu przekroczyły oczekiwania konsensusu, z kolei dane z rynku nieruchomości rozczarowały. Niemniej, niedawne wycofanie się rynku z oczekiwania podwyżek stóp procentowych po tym, jak Fed ogłosił wstrzymanie podwyżek stóp procentowych powinno wspierać rynek nieruchomości w średnim terminie; sytuacja obecnie nie budzi u nas większych obaw. Piątkowy, szczegółowy raport o sytuacji gospodarczej w USA w pierwszym kwartale będzie testem dla naszej umiarkowanie optymistycznej oceny.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Ukraina wybrała zmianę. Sankcje na Iran

Wołodymyr Zełenski został nowym prezydentem Ukrainy. Polska sprzedaż detaliczna z niższym wzrostem niż przewidywano, w tle efekt Świąt Wielkanocnych. Ropa naftowa idzie w górę po potwierdzeniu sankcji nałożonych na Iran.

Ukraina wybrała zmianę

Dotychczasowy prezydent Petro Poroszenko wyraźnie przegrał drugą turę wyborów u naszych wschodnich sąsiadów. Nowym prezydentem będzie Wołodymyr Zełenski. Kim jest ten człowiek? Media akcentują głównie jego przeszłość w zawodzie komika. Warto jednak zwrócić uwagę, że jest także profesorem cybernetyki. Ma za sobą również prawo na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Ekonomicznym, ale nigdy nie pracował jako prawnik. Oprócz omawianego wszędzie programu satyrycznego (w którym grał postać prezydenta) był też członkiem zarządu telewizji Inter. Jest to stacja osiągająca na Ukrainie wyniki oglądalności w okolicach 20%. Rynki przyjęły wynik wyborów w miarę neutralnie. Poglądy prezydenta wcale nie różnią się znacząco od poprzedników. Główna różnica to powiew świeżości spowodowany zarówno relatywnie młodym wiekiem (41 lat), jak i również brakiem wcześniejszych powiązań z polityką. Najbliższe miesiące pokażą, czy faktycznie będziemy mieć dużą zmianę stylu władzy, czy może kolejny prezydent zawiedzie nadzieje narodu.

Wzrost sprzedaży detalicznej

Wielkanoc powoduje, że pewne dane interpretuje się trudniej. Jedną z nich jest właśnie sprzedaż detaliczna. Zanim realnie będziemy mogli ocenić, co się dzieje w gospodarce, najprawdopodobniej przyjdzie nam poczekać na dane za maj. Marzec w zeszłym roku był znacznie lepszy ze względu na ułożenie świąt. W tym roku zakupy świąteczne odbywała się już w kwietniu, gdyż Wielkanoc wypadła późno. Nie zmienia to faktu, że odczyty i tak okazały się słabsze o 0,8% od oczekiwań analityków. Niewykluczone jednak, iż uwzględnili oni zbyt słabą korektę związaną ze świętami. Rynki walutowe przyjęły tę informację stosunkowo neutralnie.

Sankcje na Iran przestają być farsą

W zeszłym roku Amerykanie nałożyli sankcje na import ropy z Iranu. Miały one jedną ważną lukę: 8 dużych importerów dostało półroczne zwolnienie. To między innymi ten dodatkowy surowiec na rynku spowodował, że ceny czarnego złota załamały się pod koniec zeszłego roku. W cenach był już uwzględniony brak eksportu, a na rynek wciąż trafiał towar. Wielu specjalistów oczekiwało dalszej taryfy ulgowej. Amerykanie jednak stawiają sprawę jasno – nie będzie wyłączeń spod sankcji. W rezultacie ropa naftowa wyraźnie zyskuje na wartości. Od dołka z grudnia podrożała już niemal o 50%. W górę idą również waluty państw producenckich. Dobrym przykładem jest rubel, który od grudnia podskoczył z 5,4 grosza powyżej 5,9 grosza.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przejściowe załamanie wzrostu sprzedaży detalicznej

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut oka wydają się mocno rozczarowujące. Choć faktycznie mocne nie są, nie powinny jednak stanowić powodu do niepokoju, bowiem w dużej mierze wynikają z czynników sezonowych.

Według najnowszych danych GUS, w marcu sprzedaż detaliczna była o zaledwie 3,1 proc. wyższa niż rok wcześniej, a licząc w cenach stałych, czyli po wyeliminowaniu wpływu inflacji, wzrost wyniósł jedynie 1,8 proc. Ekonomiści spodziewali się mniejszej dynamiki, ale ich zdaniem powinna ona wynieść 3,9 proc. Jeśli spojrzeć na „suche” liczby, to dane najgorsze od marca 2016 r., czyli od trzech lat. Marcowe dane nie powinny być jednak traktowane jako w pełni miarodajny sygnał ostrzegający przed pogorszeniem się sytuacji. Należy patrzeć na nie z perspektywy wahań sezonowych, związanych głównie z ruchomą datą Wielkiej Nocy. To święto tradycyjnie pobudza Polaków do zdecydowanie zwiększonych wydatków. W ubiegłym roku przypadało ono 1 kwietnia, a więc zakupy koncentrowały się w marcu i wrosły one wówczas aż o 7,9 proc., a licząc w cenach stałych o 8,8 proc. Statystyczna baza odniesienia do tegorocznych danych marcowych była więc bardzo mocno wyśrubowana. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że marcowe wydatki konsumentów były aż o 13,5 proc. wyższe niż w lutym. Te obserwacje sugerują, że dane za kwiecień pokażą ponownie spory wzrost sprzedaży detalicznej i uspokoją obawy przed większą wstrzemięźliwością polskich konsumentów.

W związku ze wspomnianym przesunięciem świątecznych zakupów, w marcu obniżyła się aż o 10,4 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem sprzedaż żywności i napojów. O 11,3 proc. wzrosła liczona w cenach stałych sprzedaż samochodów i motocykli oraz części do nich, a aż o 20,5 proc. więcej konsumenci wydali na artykuły z kategorii meble oraz sprzęt RTV, AGD. Tendencja silnego wzrostu zakupów towarów trwałego użytku utrzymuje się już od kilku miesięcy, a w marcu uległa wyraźnemu przyspieszeniu.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Nierzetelny i nieterminowy? Obraz polskiego handlowca

Klienci nie mają wątpliwości – najważniejszą cechą dostawcy produktów i usług jest rzetelność oraz dotrzymywanie terminów. Niestety zdaniem aż 61% nabywców obszar ten wymaga poprawy. Co ważne problem z rzetelnością dostrzega zaledwie co piąta firma, przypisując mu znacznie niższy priorytet, niż robią to klienci – wynika z raportu „Co się naprawdę liczy w sprzedaży B2B”. Jak podkreślają eksperci ta rozbieżność jest efektem opierania swoich działań na intuicji zamiast na obiektywnych danych. Aby firma mogła w pełni wykorzystać swój potencjał, niezbędne jest odważne postawienie na cyfryzację procesów sprzedażowych. Tymczasem z CRM korzysta zaledwie 54% przedsiębiorstw w Polsce.

W prawie każdej firmie dział sprzedaży jest tym najbardziej newralgicznym, ponieważ to tutaj pomysł na biznes styka się z rzeczywistością – klientem i jego potrzebami. A te są proste i do bólu konkretne – 100% nabywców oczekuje rzetelności i dotrzymywania terminów. Problem pojawia się, gdy przedstawiciel firmy okazuje się niesłowny.

Nierzetelny jak handlowiec

Z naszego badania wynika, że nierzetelny handlowiec to taki, który niezależnie od klienta, z którym się spotyka, pracuje na jednej wersji oferty, a poza tym nie sprawdza, czy konsument na pewno kupuje to, co chce. Sprzedawcy niestety często pracują schematycznie – nie robią researchu przed spotkaniem z kolejnym klientem, więc nie wiedzą, jakie są jego dokładne potrzeby, wynikające np. ze specyfiki danej branży. Idą na spotkanie ze standardową prezentacją i umową, nie wyjaśniają nabywcy, co dane pojęcie oznacza lub jak w praktyce dany produkt czy usługa będzie działać. Stąd biorą się rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami a stanem faktycznym, co prowadzi do niezadowolenia konsumentów – mówi Anna Przybył, redaktor naczelna czasopisma „Szef Sprzedaży” (Wydawnictwo Explanator).

Wśród umiejętności i kompetencji handlowców znajduje się wiele obszarów wymagających zmiany na lepsze. Jeśli dostawcy naprawdę chcą się wyróżnić poprzez podejście do sprzedaży, to muszą położyć większy nacisk na 4 kluczowe aspekty: poprawę rzetelności i dotrzymywanie obietnic (61% nabywców tak uważa), dbałość o lepszą znajomość potrzeb (56%) i biznesu klienta (52%), spójność w tym, co się obiecuje (25%). Również w samej ofercie prezentowanej potencjalnemu nabywcy mają co poprawiać. Mowa tu zwłaszcza o liczbowym przedstawieniu korzyści (zdaniem 52% klientów), przejrzystym opisie rozwiązania i ceny (51%) oraz ograniczeniu treści ogólnych (49%).

Sprzedaży nie da się nauczyć?

Proces sprzedaży jest zdefiniowany i opisany w zaledwie 54% firm działających w Polsce. Według 61% dostawców brak systemu CRM powoduje bałagan w informacjach o klientach, a sprzedawcom umykają niektóre terminy (24% wskazań). Dodatkowo brak obiektywnych informacji do analizy utrudnia wyciąganie konstruktywnych wniosków i uniemożliwia indywidualne doszkalanie handlowców, ponieważ nie wiadomo, jakie błędy popełniają. Przez nieświadomość tylko 19% firm dostrzega potrzebę poprawy swojej rzetelności i terminowości.

Pokutuje przeświadczenie, że sprzedaży nie da się nauczyć, bo to talent, z którym trzeba się urodzić. Przy zatrudnianiu handlowców bazujemy na stereotypach, sądząc, że musi to być osoba bardzo komunikatywna z już wyrobionymi kontaktami i to wystarczy. Dodatkowo nadal w wielu przedsiębiorstwach procesy sprzedaży nie są usystematyzowane i mierzalne. Wówczas każdy działa po swojemu, a my nie wiemy, które działania w danym przypadku są skuteczne, a które nie. Opieramy się na intuicji i wierze we własne umiejętności, lecz takie podejście nie zdaje egzaminu. Do pełnego rozwoju biznesu i optymalizacji sprzedaży potrzeba systematycznego zbierania i analizy danych. Transformacja cyfrowa jest przyszłością sprzedaży. Bez korzystania z rozwiązań technologicznych handlowcy po prostu nie będą w stanie w pełni sprostać oczekiwaniom klientów – podsumowuje Michał Skurowski, Prezes Zarządu Livespace.

***

Metodologia – badanie „Co się naprawdę liczy w sprzedaży B2B”,  zostało przeprowadzone na grupie 308 firm, z czego 184 stanowiły firmy dostawców, a 124 – nabywców. W grupie dostawców dominowali mężczyźni (67%). Przedstawiciele tej płci przeważali także wśród nabywców (55%). Wiek badanych wyniósł od 25 do 55 lat. W badaniu uczestniczyły firmy różnej wielkości – od 50 do ponad 1000 osób, zarówno po stronie nabywców, jak i dostawców. Badanie zleciła grupa firm sprzedażowych – Infoteam Sales Process Consulting AG, we współpracy z Livespace, Wydawnictwem Explanator oraz Grupą IQS.

Musimy uczyć się wyrzucać śmieci

Codzienne wyrzucanie śmieci wydaje się być rzeczą dziecinnie prosta, jednak to złudne wrażenie. Od kilku miesięcy obwiązują nowy wytyczne co do zasad segregacji śmieci, warto ich przestrzegać nie tylko ze względu na możliwe kary finansowe.

Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.
Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.

W ostatnim czasie duże zmiany nastąpiły w zakresie zarządzania odpadami i wytycznych dotyczących ich segregowania. Najbardziej zauważalną zmianą jest zwiększona liczba kontenerów. Od 1 stycznia przed każdym domem i na każdym osiedlu powinno pojawić się pięć kolorowych pojemników (niebieskie na papier, żółte na metale i tworzywo sztuczne, zielone na szkło, brązowe na biodpady, czarne na odpady zmieszane). Dodatkowo, zgodnie z o utrzymaniu czystości i porządku wielkogabarytowe odpady należy składować w specjalnie przeznaczonych do tego punktach., podobnie jak tzw. odpady zielone, czyli zaschłe kwiaty czy świąteczne choinki.

W kwestii nowych zasad dotyczących zarządzania odpadami bardzo ważna role odgrywa edukacja. My jako zarządca nieruchomości staramy się w przystępny sposób przedstawiać nowe wytyczne. Pozornie brak segregacji wydaje się rzeczą mało istotną a nawet zbędną. To jednak złudne wrażenie. Za brak segregacji śmieci przewidziane są wysokie kary finansowe. Jest to znaczny problemem zwłaszcza na dużych osiedlach, gdzie panuje poczucie anonimowości i bezkarności. Niestety, w praktyce często wygląda to tak, że za złe zachowacie jednej osoby konsekwencje w postaci wyższych opłat ponosi cała wspólnota. Coraz częściej spotykam się z sytuacją, gdzie przy altankach w których są kontenery montowane są kamery. Wszystko po to, aby zidentyfikować osobę, która nie przestrzega zasad segregacji. Problem nadal pozostaje nierozwiązany w przypadku budynków z sypami, tam kontrola jest dużo trudniejsza, więc edukacja i promowanie właściwych postaw jest niezwykle istotne. Na szczęście budynków ze wspólnymi zsypami wewnątrz budynków jest coraz mniej i zauważamy, że mieszkańcy coraz rzadziej z nich korzystają. Z jednej strony jest to rozwiązanie wygodne, do nie musimy wychodzić z budynku, jednak wiąże się z wyższymi opłatami, ponieważ do jednego kontenera wpadają wszystkie odpady.

Jestem przekonany, że w kwestii segregacji śmieci, czy szerzej, promowania postaw proekologicznych kluczową role odgrywa edukacja. Na osiedlach którymi się opiekujemy bardzo dbamy o to, aby wszyscy mieszkańcy po pierwsze wiedzieli jak odpowiedzialnie wyrzucać śmieci, a po drugie, aby mieli łatwy dostęp do wszystkich kontenerów. Z doświadczenia wiem, że mieszkańcy często wybierają ten kontener, który jest najbliżej, nawet jeśli jest przeznaczony dla innej grupy odpadów niż chcą wyrzucić. Aby zapobiegać takim sytuacjom staramy się, aby kontenery były w łatwo dostępnych miejscach i było ich wystarczająco dużo.

Odpowiedzialne wyrzucanie śmieci ich segregacja to mała rzecz, jednak to właśnie małe kroki i symboliczne zachowania wpływaj na to jak teraz i w przyszłości będzie wyglądała okolica, w której mieszkamy.

Przedbiegi przed emocjami końca miesiąca

Wtorkowa sesja daje szansę by inwestorzy bez szoku weszli w normalne rynkowe tryby: najważniejsze wydarzenia będą miały miejsce dopiero w kolejnych dniach. W skróconym tygodniu kluczowe będzie, czy bez danych pierwszego kalibru uda się podtrzymać przyzwoite nastroje inwestycyjne. O krótkoterminowym sentymencie decydować mogą Ifo z Niemiec i zamówienia na dobra trwałe oraz PKB z USA. Lokalnie znaczenie będą miały CPI z Australii oraz decyzje banków centralnych Kanady, Japonii i Szwecji.

USA

W USA najważniejszy będzie pierwszy szacunek PKB za I kw. (pt). Pomimo wcześniejszych oznak spowolnienia, silny rynek pracy i imponujące odbicie sprzedaży detalicznej w marcu przemawiają za przyzwoitymi figurami ponad 2 proc. Niższy deficyt handlowy i wzrost zapasów przedsiębiorstw także sugerują, że wzrost PKB nie powinien wyraźnie odbiegać od 2,2 proc. z IV kw. Mocne dane powinny być selektywnie wspierające dla USD, tj. aprecjacja będzie mniej widoczna w relacji do ryzykownych walut. Przy oczekiwaniach gołębiej postawy Fed lepsze dane będą wspierać oczekiwania odbicia globalnego i premiować rajd ryzyka. Z innych danych zamówienia na dobra trwałe za marzec (czw). Dla członków Fed od wtorku zaczyna się okres ciszy medialnej przed posiedzeniem FOMC w następnym tygodniu. W Eurolandzie główna uwaga skupi się na niemieckim indeksie Ifo (śr). Spodziewamy się mieszanki wniosków z odczytów ZEW i PMI – słabość sytuacji bieżącej, ale poprawa w subindeksie oczekiwań. Nie zanosi się, aby EUR szybko znalazło wsparcie w danych.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii nie dostaniemy żadnych interesujących danych makro, ale do pracy wraca parlament, więc rynek GBP nie musi być całkowicie pozbawiony bodźców. Wciąż trwają międzypartyjne rozmowy premier May z liderem Partii Pracy Corbynem i choć osoby zbliżone do rozmów mówią o progresie, nic nie wiadomo, czy ten postęp to duże skoki, czy też drobne kroczki. Nowe rewelacje będą podchwytywane przez kapitał spekulacyjny, a bez tego widać, że inwestorzy trzymają się z boku.

Szwecja

W Szwecji Riksbank (czw) może zatrząść notowaniami korony. Stop procentowa repo powinna pozostać bez zmian na -0,25 proc., ale uwaga będzie na projekcji ścieżki dalszych podwyżek. Inflacja pozostaje poniżej prognoz banku, a otoczenie zewnętrzne (strefa euro) stanowi ryzyko. Słaba korona daje wsparcie dla presji cenowej, ale przyspieszanie normalizacji zabierze ten czynnik. Niewykluczone, że nowa projekcja wskaże mniej stromą ścieżkę normalizacji polityki, choć wciąż sugerującą kolejną podwyżkę w drugiej połowie roku. Jednak dla SEK może to być impuls do osłabienia.

Polska

Mijający tydzień pokazał, jak złoty potrafi być niewrażliwy na (mocne) dane z polskiej gospodarki, ale przy pierwszych sygnałach słabości danych z Eurolandu (PMI) uwidacznia się presja na waluty regionu Europy Środkowo-Wschodniej (tracił też HUF). Stąd nie oczekujemy wiele w okolicach publikacji sprzedaży detalicznej (wt), podaży pieniądza (wt) i stopy bezrobocia (czw). Sprzedaż detaliczna powinna wyhamować zdaniem konsensusu z 6,5 proc. do 3,9 proc. rok do roku. Nasza prognoza zakłada jeszcze niższy odczyt (2,9 proc. rok do roku). Z kolei podaż pieniądza M3 powinna mieć nadal dynamikę bliską dwucyfrowej. W tym przypadku nasza prognoza jedynie minimalnie odbiega w dół od mediany oczekiwań (9,5 proc. rok do roku TMS vs. 9,6 proc. w ankiecie Bloomberg oraz 9,8 proc. poprzednio). Zakładamy skromne odbicie EUR/PLN po ostatniej fali umocnienia i stabilizację bliżej 4,28.

Japonia

W Japonii bank centralny (śr-czw) prawdopodobnie podtrzyma dotychczasowe założenia polityki monetarnej. Ostatnio osłabły obawy o globalne spowolnienie, a apetyt na ryzyko przyniósł powrót deprecjacji JPY, co powinno pozwolić BoJ utrzymać umiarkowanie optymistyczny pogląd na gospodarkę. Nowe prognozy na rok fiskalny 2021 prawdopodobnie wskażą oczekiwania przyspieszenia wzrostu i powrotu inflacji do celu. Sądzimy, że wydźwięk decyzji, komunikatu i prognoz powinien pozostać neutralny dla JPY. Pomimo poprawy apetytu na ryzyko USD/JPY nie może wybić się ponad 112. Wiążemy to z presją sprzedażową japońskich firm, które gromadzą płynność w jenie przed 10-dniową przerwą świąteczną od 27 kwietnia do 6 maja w związku z uroczystościami koronacji nowego cesarza.

Australia

W Australii CPI za I kw. (śr) będzie ostatnim elementem układanki przed posiedzeniem RBA w następnym tygodniu. Spowolnienie do 1,5 proc. r/r (konsensus) może jeszcze nie być wystarczającym warunkiem dla obniżki stóp procentowych, o ile będzie wynikiem sezonowych zmian cen paliw i inflacja bazowa pozostanie wyżej. AUD jest rozdarty przez oczekiwania luzowania polityki RBA a reakcją na poprawę perspektyw gospodarczych Chin. Jeśli element lokalny zaskoczy pozytywnie, Aussie ma spoty potencjał do nadgonienia rajdu ryzyka.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii bilans handlowy (pt) jest drugorzędną pozycją i nie odmieni istotnie sytuacji kiwi. Po rozczarowującym odczycie CPI rynek zaczął mocniej wycenią obniżkę stopy procentowej na posiedzeniu RBNZ w maju i jest to obecnie główna siła ściągająca NZD niżej. Dywergencja z danymi z Australii może podsycać presję wzrostową na AUD/NZD.
Środa przynosi decyzję Banku Kanady, w przypadku której utrzymanie stopy overnight na 1,75 proc. jest niemal pewne. Odbicie lutowej sprzedaż detalicznej i powrót miar inflacji bazowej do celu 2 proc. w marcu daje pole manewru decydentom w BoC. Spodziewamy się w większości neutralnego tonu komunikatu i uznania ostatniej słabości za przemijającą. Z drugiej strony jest jeszcze za wcześnie, by sygnalizować gotowość do powrotu do podwyżek stóp procentowych, więc wątpimy, aby w decyzji BoC CAD znalazł istotny impuls do trwałej aprecjacji. Możliwe jest jednak nadgonienie rynku ropy, który po zdjęciu wyjątków od sankcji na Iran ustanawia nowe szczyty.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy w obliczu nowej pracy

Jak wynika z badania Confidence Index, przeprowadzonego w I kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page, aż 6 na 10 Polaków jest przekonanych, że nową pracę znajdzie w czasie krótszym niż 3 miesiące. Ponadto, możliwość zdobycia nowych umiejętności, perspektywa zarabiania większych pieniędzy i chęć rozwoju zawodowego, to z kolei najczęstsze powody, dla których Polacy decydują się na zmianę pracodawcy.

Dlaczego szukamy nowej pracy?

Większość Polaków (60,1 proc.) zmienia miejsce zatrudnienia, ponieważ chce zdobyć nowe umiejętności. Możliwość pozyskania dodatkowych kompetencji jest szczególnie ważna dla kandydatów wkraczających na rynek pracy oraz z mniejszym doświadczeniem – wśród respondentów między 18 a 29 r.ż. na ten aspekt wskazało aż 72 proc. ankietowanych.

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

– Młodszym kandydatom zdecydowanie bardziej zależy na tym, aby zebrać jak największe doświadczenie zawodowe, które pozwoli im zbudować silną pozycję na rynku. W grupie wiekowej 30-49 lat skłonność do zmiany pracy ze względu na potrzebę zdobycia nowych umiejętności wynosi 61 proc., a wśród 50-latków i starszych pracowników spada do 40 proc. – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR.

Co ciekawe, tylko 43 proc. respondentów przyznało, że szukanie nowego pracodawcy podyktowane jest chęcią zarabiania większych pieniędzy. Przy czym, aspekt finansowy jest ważniejszy również dla młodszych kandydatów (57 proc. wskazań wśród respondentów w wieku 18-29 lat) niż ich bardziej doświadczonych kolegów (35 proc. wśród 50-latków i starszych).

Dodatkowo, brak możliwości do rozwoju może być potencjalną przyczyną zmiany miejsca zatrudnienia wśród 36 proc. badanych. Niewiele mniej, bo 34 proc. jako powód takiej decyzji podaje chęć pracy w bardziej etycznej firmie, a co 10. respondent wskazuje również na perspektywę zachowania work-life balance.

Atrakcyjne miejsce pracy wg Polaków

Należy zaznaczyć, że wg badanych najważniejszymi aspektami w miejscu pracy są relacje z przełożonym i współpracownikami (97,5 proc.) oraz dostęp do szkoleń (93,5 proc.). Z kolei, na potrzebę zachowania równowagi pomiędzy życiem prywatnym i obowiązkami zawodowymi wskazuje 89 proc. respondentów.

– Niemniejsze znaczenie w organizacji odgrywa również CSR. Jak wynika z naszego badania, już ponad 73 proc. respondentów zależy, aby pracować w firmie, która przestrzega zasad społecznej odpowiedzialności biznesu. Podejmowanie przez pracodawców działań z tego obszaru mogłoby więc zaspokoić potrzebę pracy w etycznej firmie, na którą wskazuje już co trzeci badany (34 proc.) – dodaje Piotr Dziedzic.

Ile czasu zajmie nam szukanie pracy?

Badanie Michael Page pokazuje również, że przeszło 60 proc. respondentów jest przekonanych, że nową pracę znajdzie w czasie krótszym niż 3 miesiące. Niemal co czwarty ankietowany (26 proc.) szacuje natomiast, że szukanie kolejnego pracodawcy zajmie mu od 4 do 6 miesięcy.

Tylko nieco ponad 13 proc. ankietowanych jest zdania, że poszukiwanie pracy będzie trwało więcej niż pół roku. To potwierdza, że polscy pracownicy czują się dość pewni swojej pozycji na rynku. Wpływ na to ma m.in. rekordowo niska stopa bezrobocia, która wg danych GUS na koniec stycznia wynosiła 6,1 proc. Jeśli przypuszczenia ekspertów się sprawdzą względem wskaźników gospodarczych dla Polski, to możemy spodziewać się, że sytuacja kandydatów na rynku pracy jeszcze się umocni – podkreśla Piotr Dziedzic.

Toyota, DENSO i SoftBank Vision Fund inwestują miliard dolarów w technologie autonomicznej jazdy Ubera

Toyota, DENSO i SoftBank Vision Fund (SVF) ogłosiły, że zainwestują miliard dolarów w spółkę Uber Advanced Technologies Group (Uber ATG) należącą do Uber Technologies Inc. W tym celu Uber ATG powołał nową jednostkę, która skupi się na rozwoju i komercjalizacji usług zautomatyzowanych przewozów osobowych.

Toyota i należąca do Toyota Group firma technologiczna DENSO przeznaczą na ten cel 667 milionów dolarów, zaś SVF 333 miliony dolarów. Wówczas nowy oddział Uber ATG będzie miał wartość 7,25 miliarda dolarów. Transakcja zostanie sfinalizowana w trzecim kwartale 2019 roku.

Toyota zainwestowała w firmę Uber 500 milionów dolarów już w sierpniu 2018 roku. Wówczas oba koncerny ogłosiły, że pracują nad pilotażowym programem opracowania samochodów do zautomatyzowanego przewozu osób na bazie Toyoty Sienny, wykorzystując dotychczasowe technologie zautomatyzowanej jazdy Ubera oraz system zaawansowanego wsparcia kierowcy Toyota Guardian™. Samochody te zostaną wprowadzone do sieci Ubera w 2021 roku.

Nowa inwestycja opiera się na dotychczasowych postępach wypracowanych w ramach współpracy Toyoty i Ubera i pozwoli rozszerzyć zakres wspólnych działań w zakresie rozwoju nowej generacji zautomatyzowanych samochodów. Pozwoli także obu firmom przygotować się do masowej produkcji takich pojazdów i wprowadzenia na rynek nowego rodzaju usług. Toyota przeznaczy także dodatkowo do 300 milionów dolarów w ciągu 3 lat na pokrycie kosztów tych zadań.

„Toyota w pełni angażuje się w tworzenie bezpiecznego transportu przyszłości. Połączenie naszych atutów w postaci najnowszych technologii zautomatyzowanej jazdy oraz aplikacji sieciowych Ubera, a także technologii bezpieczeństwa czynnego nowej generacji Toyota Guardian™, naszych możliwości masowej produkcji oraz kontroli jakości, będziemy mogli wspólnie wprowadzić na rynek bardziej bezpieczne i ekonomiczne samochody do zautomatyzowanej jazdy w usługach ride-sharingu. Dzięki współpracy Toyoty, DENSO i Uber ATG nowa generacja zautomatyzowanych samochodów i opartych na nich usług szybciej stanie się rzeczywistością” – powiedział Shigeki Tomoyama, wiceprezydent Toyoty i prezydent firmy technologicznej Toyota Connected Company.

„Ta inwestycja i nasza ścisła współpraca z Toyota Group to potwierdzenie, że nasz zespół w Uber ATG wykonuje świetną pracę i że mamy przed sobą wspaniałą przyszłość, także dzięki naszym partnerom. Rozwój technologii zautomatyzowanego prowadzenia zmieni motoryzację, sprawiając, że nasze ulice będą bezpieczniejsze, a nasze miasta przyjemniejsze do życia. Współpraca z Toyotą Denso i SVF pozwoli nam utrzymać naszą pozycję lidera tej transformacji” – skomentował Dara Khosrowshahi, CEO firmy Uber.

Nad strefą euro zbierają się czarne chmury. Polska gospodarka radzi sobie dobrze

Niebezpieczeństwa zbierające się nad strefą euro nie mają dużego wpływu na naszą gospodarkę. Eksperci przewidują pozytywny scenariusz na przyszłe lata, w którym wzrost gospodarczy będzie łagodnie spadać – po uzyskaniu w zeszłym roku wysokiego, pięcioprocentowego wyniku. Zrównoważony wzrost wynika między innymi ze stałego poziomu popytu krajowego, z wysokiej konsumpcji i dużej ilości inwestycji realizowanych na polskim rynku. To dobrze wróży polskiej gospodarce, szczególnie, że kłopoty mają nawet nasi zachodni sąsiedzi.

– Nad strefą euro zbierają się czarne chmury. Są związane z Brexitem i z silnym wyhamowaniem światowego handlu, który bardzo mocno uderzył przede wszystkim w gospodarkę niemiecką – powiedział serwisowi eNewsroom Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. – W porównaniu z przetwórstwem przemysłowym w Niemczech, polskie przetwórstwo wykazuje się dużą odpornością na zahamowania europejskiej gospodarki. Dzieje się tak dzięki dużej ilości wcześniejszych zamówień, które muszą zostać zrealizowane. To one pochłaniają dużą część polskiej produkcji. Dane, które mamy w tej chwili wskazują na to, że polskie przetwórstwo dobrze sobie radzi – diagnozuje Borowski.

Przybywa bezpłatnych leków dla seniorów. NIK o Programie Leki 75+

Program Leki 75+ poprawił dostęp seniorów do produktów leczniczych. W budżetach domowych osób starszych zauważalny był spadek wydatków na leki. NIK ma jednak wątpliwości co do tworzenia wykazu darmowych produktów. Nie wiadomo, czy w sposób optymalny odpowiada on potrzebom seniorów. W Ministerstwie Zdrowia nie wypracowano bowiem systemowego podejścia, które gwarantowałoby jednolity i przejrzysty sposób doboru produktów przysługujących bezpłatnie osobom, które ukończyły 75. rok życia.

W Polsce pogłębia się proces starzenia społeczeństwa, o czym świadczy wzrost udziału osób w wieku powyżej 75. roku życia w ogóle ludności. Odsetek tych osób w latach 2007 – 2011 wynosił 6 proc. ogółu ludności, a w latach 2012 – 2017 wzrósł do poziomu 7 proc.Przybywa bezpłatnych leków dla seniorówCelem wprowadzonego 1 września 2016 r. Programu Leki 75+ miała być poprawa dostępu osób starszych do farmakoterapii. Program zakładał zapewnienie osobom, które ukończyły 75. rok życia bezpłatnego dostępu do leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych. Minister Zdrowia zobowiązany został do ogłaszania listy bezpłatnych produktów dla seniorów co dwa miesiące.

Aktualnie limit wydatków na Program z budżetu państwa na lata 2016 – 2025 określono na poziomie ok. 8,3 mld zł, przy założeniu wzrostu środków na ten cel w każdym kolejnym roku.

program leki 75W wykazach bezpłatnych leków dla seniorów są tylko te objęte refundacją na zasadach ogólnych. Seniorzy mogą odbierać bezpłatne leki tylko na podstawie recept oznaczonych kodem „S”, do których wystawienia uprawnieni są przede wszystkim lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Na wykluczenie z tego grona lekarzy specjalistów zwracały uwagę zarówno podmioty lecznicze jak i część środowiska medycznego, wskazując, że zawężenie kręgu osób uprawnionych do wystawiania bezpłatnych recept, może powodować problemy seniorów z dostępem do darmowych produktów. Ministerstwo Zdrowia, jeszcze na etapie konsultacji publicznych ustawy, tłumaczyło, że jest świadome tego, iż to ograniczenie niesie za sobą konieczność dodatkowej wizyty u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Przyjęte rozwiązanie miało przeciwdziałać zjawisku polipragmazji, czyli przyjmowania przez pacjenta jednocześnie zbyt wielu leków, między którymi mogą zachodzić niepożądane interakcje.

W wykazie produktów przysługujących seniorom, od czasu uruchomienia Programu, stopniowo pojawiały się nowe produkty, poszerzając jednocześnie katalog schorzeń, do leczenia których były one dedykowane. Na listę leków w kolejnych miesiącach funkcjonowania Programu wprowadzono leki najczęściej stosowane w chorobach przewlekłych, charakterystycznych dla osób w podeszłym wieku.

leki 75 plusNIK ocenia, że wprowadzenie Programu Leki 75+ poprawiło dostęp seniorów do produktów leczniczych. W ich budżetach domowych spadły wydatki na leki. W 2017 r. seniorzy wydali na leki refundowane mniej niż w 2015 r., gdy program jeszcze nie działał.

nik-leki-75-4-spadek-wydatkow-na-lekiW trakcie kontroli wśród seniorów korzystających z Programu przeprowadzono badanie ankietowe. 61 proc. z nich deklarowało spadek miesięcznych wydatków na realizację recept. Skala miesięcznych oszczędności u ponad połowy respondentów nie przekraczała 50 zł, a ponad jedna czwarta ankietowanych seniorów wskazała na spadek wydatków oscylujący w granicach od 50 do 100 zł.

nik-leki-75-5-deklarowane-oszczendnosci-pacjentowJednak pomimo korzyści, jakie przeniosło osobom w podeszłym wieku wprowadzenie Programu Leki 75 +, to zdaniem NIK, nie można jednoznacznie stwierdzić, czy potrzeby seniorów, poprzez odpowiedni dobór produktów na listę leków bezpłatnych, uwzględniono w sposób optymalny. W Ministerstwie Zdrowia nie wypracowano systemowego podejścia gwarantującego jednolity i przejrzysty, a także zgodny z powszechnie obowiązującymi przepisami, sposób doboru produktów przysługujących bezpłatnie seniorom. Na podstawie dokumentacji Ministerstwa nie można było odtworzyć według jakich zasad tworzono wykaz leków darmowych, dla osób powyżej 75. roku życia.

Zanim lek znajdzie się w wykazie darmowych produktów przysługujących seniorom podlega ocenie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Tymczasem w Ministerstwie Zdrowia nie został określony transparentny sposób kwalifikowania produktów do oceny dokonywanej przez Agencję. Nie wiadomo dokładnie, na podstawie jakich analiz i algorytmów wybierano te leki.

Ponadto Minister Zdrowia tworzył wykazy leków przysługujących bezpłatnie seniorom, z pominięciem jednego z czterech ustawowych kryteriów, tj. stosunku kosztów do uzyskiwanych efektów zdrowotnych w populacji powyżej 75. roku życia. Nie prowadzono bowiem wymaganych analiz w zakresie kosztów do uzyskiwanych efektów zdrowotnych leków dla populacji 75+.

nik-leki-75-6-tworzenie-listy-lekowNie zapewniono także właściwej organizacji tworzenia listy leków. Typowaniem leków do ujęcia w wykazie produktów bezpłatnych dla seniorów zajmował się ograniczony krąg osób. Wskutek wielokrotnych zmian kadrowych w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji oraz braku przepływu informacji pomiędzy osobami realizującymi zadania związane z Programem Leki 75+, pracownicy aktualnie odpowiedzialni za przygotowywanie wykazu bezpłatnych leków nie znali mechanizmu doboru tych produktów oraz metodyki ich tworzenia. Takie działanie zagrażało sprawnej i efektywnej realizacji założeń Programu.

Dodatkowo NIK zauważa, że Ministerstwo Zdrowia nie wypracowało systemowych zasad prowadzenia konsultacji i opiniowania produktów, które mają zostać ujęte na darmowej liście. Ministerstwo występowało o opinie konsultantów krajowych w odniesieniu tylko do części produktów. Poza tym zarówno stanowiska przedkładane przez Agencję, jak również wskazania konsultantów krajowych w odpowiednich dziedzinach medycyny nie były wiążące dla Ministerstwa. Dlatego w ramach Programu dostępne były leki, w stosunku do których Agencja informowała Ministerstwo o istnieniu przeciwwskazań do ich stosowania u osób w podeszłym wieku.

Jednocześnie terminy publikacji projektów obwieszczeń refundacyjnych ograniczały możliwość zgłaszania uwag do ich treści. Wiele razy obwieszczenie z listą bezpłatnych leków dla seniorów publikowano zaledwie po kilku dniach od ogłoszenia jego projektu. Świadczy to o niepodejmowaniu przez Ministerstwo działań w celu zdobycia opinii i ekspertyz, które mogłyby pomóc w określeniu potrzeb zdrowotnych populacji 75+.nik-leki-75-7-publikacja-obwieszczenNIK zwraca uwagę, że brak w ustawie obowiązku określenia zasad typowania produktów do ujęcia w darmowym wykazie nie może być usprawiedliwieniem niezapewnienia przejrzystego i jednolitego trybu jego tworzenia. Konstruowanie katalogu leków dostępnych dla seniorów powinno, w ocenie NIK, uwzględniać systemowo aspekt rozpoznawania potrzeb zdrowotnych osób starszych oraz wykorzystywanie opinii środowisk eksperckich.

W krajach europejskich stosowane są różne systemy refundacji leków dla seniorów. Najczęściej leki podstawowe lub niezbędne w terapii chorób przewlekłych są refundowane w 100 proc. W Niemczech wdrożono progi dopłat pacjentów do zakupu produktów leczniczych, po przekroczeniu których wszystkie leki kupowane przez osoby w wieku podeszłym w następnym roku kalendarzowym są wydawane bezpłatnie, a seniorzy inni niż cierpiący na choroby przewlekłe płacą proporcjonalnie do ceny leku, ale nie więcej niż 10 proc.

Wyłącznie w Polsce w wykazach bezpłatnych leków dla seniorów znajduje się tylko część leków objętych refundacją na zasadach ogólnych.

nik-leki-75-8-refundacja-lekow-w-europieWnioski
NIK wnioskuje do Ministra Zdrowia o konieczność wypracowania trybu gwarantującego przejrzystość doboru produktów przysługujących bezpłatnie seniorom oraz uwzględniającego stosowanie wszystkich ustawowych kryteriów.