Ponad połowa Polaków woli jednorazową podwyżkę niż wsparcie pracodawcy w oszczędzaniu na emeryturę

Wdrożenie PPK będzie dużym wyzwaniem komunikacyjnym dla firm prowadzących działalność w Polsce. Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie On Board Think Kong pokazują, że 53% pracujących Polaków wolałoby otrzymać jednorazową podwyżkę niż opłacanie przez pracodawcę składki emerytalnej. 11% respondentów nie ma zdania na ten temat. Wyzwaniem będzie nie tylko wdrożenie PPK i komunikacja wewnętrzna w firmach, ale również przekonanie pracowników, że warto gromadzić długoterminowe oszczędności, a pracodawca może być w tym procesie ważnym partnerem.

Za nieco ponad 2 miesiące zaczną obowiązywać Pracownicze Plany Kapitałowe – powszechny, dobrowolny program oszczędzania na emeryturę. Pracodawcy we współpracy z wybraną instytucją finansową otworzą dla każdego pracownika indywidualny rachunek PPK. Będzie on zasilany przez comiesięczne wpłaty pracownika, pracodawcy oraz Państwa.

Wyniki badania zrealizowanego na zlecenie On Board Think Kong, agencji specjalizującej się w komunikacji wewnętrznej, wskazują, że ponad połowa Polaków wolałaby otrzymać jednorazową podwyżkę niż opłacanie przez pracodawcę części składki na emeryturę. Te wyniki pokazują, że pracodawca postrzegany jest przede wszystkim jako podmiot, który wypłaca pensję za wykonaną pracę, a nie potencjalny partner w gromadzeniu zabezpieczenia na przyszłość.

– Planując kampanię informacyjną do pracowników czy włączając PPK w działania employer brandingowe, kluczowy będzie przekaz, iż pracodawca nie tylko wypłaca pensję, ale także wspiera oszczędzanie i do niego dokłada. Szczególnie, że wielu Polaków nadal nie potrafi oszczędzać, a jeśli już oszczędzamy to raczej na krótkoterminowy cel niż długofalowe bezpieczeństwo – komentuje Katarzyna Reck, lider praktyki, komunikacja wewnętrzna w On Board Think Kong.

– Patrząc na doświadczenia krajów Europy Zachodniej, widać, że składki opłacane przez firmę na emeryturę pracowników stały się ważnym elementem oceny atrakcyjności pracodawcy. Kandydaci porównują wysokość wpłat na fundusz emerytalny oferowanych przez poszczególne firmy i chętniej wybierają te, które oferują lepsze warunki. To naturalny kierunek, przed którym nie uciekniemy,  niezależnie od tego, jak oceniamy różne aspekty związane z wdrożeniem PPK – mówi Katarzyna Reck, lider praktyki, komunikacja wewnętrzna w On Board Think Kong. Firmy, które dobrze wykorzystają to w komunikacji do obecnych i potencjalnych pracowników, mogą wiele zyskać w kontekście employer brandingu i postrzegania, jako atrakcyjnego miejsca pracy. Szczególnie, że 1/3 respondentów wskazała, że zamiast jednorazowej podwyżki wybrałaby właśnie składkę emerytalną – dodaje Katarzyna Reck.

Z założenia w ramach PPK pracownik będzie odkładał 2 proc. pensji, przy czym jest możliwość odkładania do 4 proc. wynagrodzenia. Do tego dochodzi 1,5 proc. wynagrodzenia, które dokładać będzie pracodawca. Pracodawca także może zwiększyć stawkę do 4 proc. Państwo wpłaca jednorazowo 250 zł dopłaty powitalnej i kolejne 240 zł co roku. Zarówno pracownik, jak i pracodawca mogą w każdym czasie podjąć decyzję o zwiększeniu lub zmniejszeniu wysokości wpłat dodatkowych do PPK.

Wielkanocne promocje 2018 vs 2019

Badacze porównali ze sobą ceny 20 popularnych produktów, promowanych w gazetkach sieci handlowych przed Wielkanocą 2019 r.. I stwierdzili, że 11 z nich zdrożało, a 9 potaniało. Najmocniej podrożała kiełbasa biała – o blisko 17%. Najbardziej obniżył się koszt zakupu margaryny – o przeszło 27%. Ten ostatni artykuł odnotował też największą rozbieżność cenową w tym roku. Jego maksymalna cena jest 4-krotnie większa od minimalnej. W ub. roku różnica pomiędzy najdroższą i najtańszą margaryną była aż ponad 10-krotna. Inne wykazane odchylenia też były bardziej wyraźne w 2018 roku niż w br. W przypadku mąki rozpiętość była lekko ponad 7-krotna. Piwo i wódka miały tę samą różnicę, tj. ponad 5-krotną. Tak wykazała analiza Hiper-Com Poland i Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Promocje 2018 vs 2019

Jak wyjaśnia dr Paweł Jurowczyk, ekspert Instytutu Badawczego ABR SESTA, różnice w cenach promocyjnych przed Wielkanocą 2018 i 2019 zależą m.in. od tego, czy oferowane w gazetkach artykuły są marek narodowych bądź własnych. Te drugie są z reguły o kilka procent tańsze niż tzw. markowe. Wybór promowanego w gazetkach asortymentu jest powiązany ze strategią sieci. Niektóre sklepy przyciągają klientów najniższymi cenami, a inne – np. kultowymi artykułami.

– W stosunku do zeszłego roku spośród 20 wybranych produktów promowanych w gazetkach średnio najbardziej potaniała margaryna – o ponad 27%. Jest to typowy artykuł świąteczny, potrzebny do pieczenia ciasta, którego sprzedaż rośnie przed samymi świętami. Ale każdego roku jego popularność spada z powodu mody na zdrowy styl życia. Dlatego na przestrzeni lat może stawać się coraz tańszy – zwraca uwagę Karina Gręda, Country Manager z Hiper-Com Poland.

Natomiast dr Jurowczyk informuje, że ceny promocyjne margaryny (200-250g) w 2018 roku były w przedziale już od niespełna złotówki do 8,99 złotych za sztukę. Przed Wielkanocą 2019 najwyższa wartość widoczna w gazetkach to 3,99 złotych (do 15. tygodnia). Z analizy cenowej można również wnioskować, że w tym roku sieci postawiły bardziej na marki własne niż narodowe w tej kategorii produktowej. Tym samym walczą o klientów kierujących się niską ceną przy wyborze sklepu i samego zakupu.

– Z zestawienia wynika, że po margarynie jest sok jabłkowy. Różnica średniej ceny promocyjnej z ub. roku i br. wynosi blisko 23%. Pomimo dużego zainteresowania surowcem, jabłka są obecnie relatywnie tanie. Sporo owoców z ostatnich, bogatych zbiorów nadal zalega w chłodniach w całej Polsce. I to mogło wpłynąć na niższą cenę popularnego soku – tłumaczy Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Zdaniem eksperta z Instytutu Badawczego ABR SESTA, klienci, kupujący margarynę do pieczenia ciast czy sok jabłkowy do postawienia w dzbanku na stole świątecznym, częściej kierują się ponoszonym kosztem niż marką. Dlatego właśnie sieci bardziej akcentują ceny w tych kategoriach. Marki tych artykułów schodzą na dalszy plan w procesie zakupowym.

– W przypadku pomidorów różnica wyniosła nieco ponad 12%. Wcześniejsze wysokie ceny tych warzyw miały znaczący wpływ na aktywność konsumentów. Przez to dostawcy byli zmuszeni do obniżek. Ten trend prawdopodobnie się utrzyma, aby zachęcić klientów do większych zakupów – przewiduje ekspert z Hiper-Com Poland.

Z kolei w stosunku do zeszłego roku w gazetkach reklamowych sieci handlowych średnio najbardziej podrożała kiełbasa biała – o blisko 17%. A ten produkt przecież nieodzownie kojarzy się z Wielkanocą. Jak wyjaśnia dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, powodem ww. wzrostu są sanitarne obostrzenia hodowlane i logistyczne w związku z ASF. Eksport, korzystny dla producentów i handlu, wspiera proces utrzymywania się wysokich cen, szczególnie w okresach spiętrzenia sprzedaży.

– Należy też dodać, że średnia promocyjna cena cukru wzrosła o niecałe 13%. I to akurat nie jest żadnym zaskoczeniem. Zgonie z wcześniejszymi przewidywaniami analityków, wpływ na to miała sytuacja na światowych rynkach, czyli rosnące od października ubiegłego roku ceny cukru, osłabienie złotówki w stosunku do dolara i susza w Europie w zeszłym sezonie letnim – tłumaczy dr Paweł Jurowczyk.

Mandarynki odnotowały ponad 10% różnicy. Karina Gręda uważa, że wyższe ceny owoców cytrusowych w pierwszej połowie roku spowodowane są niższą podażą tych produktów w Europie. Przyczyną tego był nieurodzaj. Z kolei wzrost średnich promocyjnych cen wódki o ponad 9% ekspert łączy z podwyżkami na rynkach zagranicznych.

Ceny maksymalne i minimalne

– W tym roku największe rozbieżności pomiędzy maksymalnymi i minimalnymi cenami widać na takich produktach, jak – margaryna – ponad 4-krotna różnica, a także chipsy – przeszło 3-krotna. Oba artykuły mają wspólny mianownik jakościowy, wynikający z rodzaju zastosowanego tłuszczu. Niektóre składniki znalazły się na cenzurowanym, a inne są uważane za zdrowe. Ich wybór przekłada się na koszt konkretnego zakupu, gdyż wątpliwe produkty naturalnie potaniały, pozostałe zaś musiały podrożeć – zaznacza dr Faliński.

W br. kiełbasa biała odnotowała 3-krotną różnicę, podobnie jak wódka – prawie 3-krotną. Zdaniem Marcina Lenkiewicza, w przypadku tych produktów aspekt jakościowy ma szczególne znaczenie. Zwłaszcza w święta Polacy chcą spożywać dobre gatunkowo mięso czy wędliny i alkohol z wyższej półki. Spełnienie tych potrzeb ułatwiają liczne promocje. W opinii eksperta, marki własne tego typu wyrobów raczej powinny mieć mniejszą siłę przebicia.

– Od czasu wprowadzenia zakazu handlu rynek stał się jeszcze bardziej konkurencyjny niż wcześniej. Techniki wsparcia sprzedaży są rozpostarte pomiędzy cenami maksymalnymi a minimalnymi, by wszystkie instrumenty cenowe, perswazyjne, estetyczne, emocjonalne i prestiżowe mogły zadziałać na klientów. Moim zdaniem, będą one coraz bardziej widoczne, wobec zróżnicowania preferencji konsumentów – przewiduje dr Faliński, były dyrektor generalny POHID-u.

Wykazane w 2018 roku różnice były sporo większe. Największa rozbieżność w cenie promowanej była aż ponad 10-krotna. I dotyczyła margaryny. W br. to tylko 4-krotność. Według eksperta z Instytutu Badawczego ABR SETA, wyjaśnieniem może być zmiana strategii promocji sieci handlowych. W tym roku sklepy bardziej akcentują cenę niż markę produktów. Oferta w gazetkach też może być węższa niż w ubiegłym roku. Niemniej nie można tego stwierdzić na pewno, bo w badanym okresie wszystkie świąteczne promocje nie były jeszcze dostępne w większości sieci.

– W ub. roku w przypadku mąki różnica była lekko ponad 7-krotna. Miało to związek z nieurodzajem zbóż. Tańsze gatunki pojawiły się miejscu droższych i stąd głównie wynikały rozbieżności w cenach. Dodatkowo import dyktował niższe lub wyższe wartości cenowe. Warto też wskazać, że w zeszłym roku maksymalne i minimalne ceny piwa i wódki odnotowały różnice na poziomie ponad 5-krotnym. To z kolei wynikało z tego, że na rynku pojawiły się nowe produkty obu kategorii, zarówno te najtańsze, m.in. w marce własnej, jak i te z najwyższej półki jakościowo-cenowej – przypomina dr Faliński.

Analiza danych objęła produkty z gazetek promocyjnych z hipermarketów, dyskontów, supermarketów i convenience w okresie przed Wielkanocą 2018 (tygodnie 11-13) oraz 2019 roku (odpowiednio tygodnie 14-15, ze względu na późniejszy okres świąteczny). Łącznie przeanalizowano publikacje 22 sieci handlowych.

Trendy w marketingu wystawienniczym

Architektura stoiska, digitalizacja, doświadczanie marki i kreatywność rozwiązań promocyjnych to cztery obszary, których dotyczą trendy w marketingu wystawienniczym. Podczas projektowania stoiska ważne jest wybranie wiodących rozwiązań z zakresu architektury i aranżacji stoiska, ale także zastosowanie odpowiedniego Koloru. Obecnie prym wiodą najmodniejsze odcienie 2019 roku: barwy ziemi, pastele, color blocking, monokolor.

Postaw na design

Aż 70 proc. osób, które postanawiają zatrzymać się przy konkretnym wystawcy, podejmuje decyzję na podstawie wyróżniającego się designu stoiska. Jego planowanie powinno być oparte o cztery filary marketingu wystawienniczego, wokół których skupiają się najważniejsze trendy i praktyki w branży.

  • Architektura stoiska – to nie tylko konstrukcja, ale przede wszystkim trendy dotyczące oświetlenia i koloru. Gra masywności z lekkością, pozorna niedostępność i tajemniczość albo maksymalna przestronność stoiska zdecydowanie wpływają na percepcję odwiedzających. Podobnie jak kolor, który pobudza emocje, energetyzuje i potrafi nadać charakteru całej aranżacji.
  • Kreatywność rozwiązań marketingowych – tu rozpoczyna się proces projektowania stoiska. Storytelling czyli pomysł na dobrą historię i przełożenie silnych stron marki na stoisko targowe, przez ubiór personelu i detale związane z jego prezencją to podstawa.
  • Digitalizacja – jeden z najbardziej widocznych trendów w branży. Użycie mediów i technologii na stoisku to nie tylko zabieg kosmetyczny, ale przede wszystkim narzędzie do mierzenia nawiązywanych relacji, jak m.in. liczba odwiedzin, oględzin produktu, zbieranie leadów. Topowe rozwiązania digital na targach to obecnie: content video, aktywności sensoryczne, VR, duże ekrany diodowe, mapingi, projekcje.
  • Doświadczanie marki – dobry design zabudowy to wstęp do wejścia odwiedzającego w świat (na stoisko) marki. W tym momencie czas na głębsze poznanie, które – zgodnie z globalnymi trendami – powinno być sensualne, np. poprzez zapach kwiatów czy drewna, nastrojowe oświetlenie, muzykę. Wszystko to, co klient może dotknąć, poczuć czy przeżyć zdecydowanie bardziej zapadnie w jego pamięć, wznosząc markę na wyższy poziom.

Kolor to trend nr 1, na którego analizę postawili autorzy TREND.expo – publikacji dla branży wystawienniczej. – Kolorystyka i oświetlenie stoiska to pierwszy krok do oceny wystawcy przez odwiedzającego. Elementy te nie tylko błyskawicznie wywołują konkretne skojarzenia co do marki, ale pozwalają ocenić ją w oczach klienta – mamy przed sobą stoisko luksusowe albo uniwersalne, a więc mało interesujące mówi Katarzyna Rzadkiewicz, Sales & Marketing Director w Smart Design Expo, projektującej i realizującej stoiska targowe.

“Kolor” to temat pierwszego numeru TREND.expo, jednego z czterech zaplanowanych na 2019 rok. Dzielimy się w nim efektem wielomiesięcznych analiz, obserwacji i rozmów z wystawcami oraz partnerami branżowymi z całego świata. Publikację kierujemy do wszystkich osób, które planują stoiska targowe w swoich firmach, ale też i do tych, którzy śledzą lub wyznaczają kierunki w wystawiennictwie targowym – dodaje Łukasz Jerzmanowski, owner Smart Design Expo

Do współtworzenia TREND.expo, jego autorzy zaprosili ekspertów z dziedziny designu, architektury, marketingu wystawienniczego. Na łamach publikacji wypowiadają się dr hab. Maciej Przybylski – prof. nadzw. Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu, studio Pawlak & Stawarski oraz Jerzy Osika – prezes Promedia, organizator targów, kongresów i konferencji.

Trendy w kolorze 2019

Kolory, które wiodą prym w marketingu wystawienniczym w 2019 roku to:

  • Pastele – doskonałe gdy chcemy uzyskać wysublimowany efekt, podkreślić delikatność i eteryczność. Potrafią nadać stoisku targowemu lekkości, wyrafinowania i świetlistości.
  • Color blocking – zestawienia mocnych, wyrazistych kolorów czyli zupełne przeciwieństwo dla pasteli. W połączeniu z geometrycznymi formami tworzy odważne, soczyste i energetyczne wnętrza.
  • Monokolor – stawia na jeden kolor bądź dopełnia go jego różnymi tonacjami. Daje intrygujący efekt i zaskakuje. Jeśli na pierwszy rzut oka go nie widać, to znaczy że „działa”.
  • Kolory ziemi – sprawdzą się zarówno do aranżacji przestrzeni w stylu klasycznym, jak i nowoczesnym. Neutralne barwy dają poczucie ciepła i bezpieczeństwa, stwarzają atmosferę komfortu.

Frankowicze poczują ulgę?

Raty kredytów we frankach szwajcarskich są dużo wyższe niż w złotych. Siedemset tysięcy rodzin nadal jest w ciężkiej sytuacji. Czy mogą oni liczyć na ulgi i czy rządzący pomogą im w spłatach kredytów?

– Ostatnio dużo się mówi o frankowiczach przede wszystkim w związku z ustawą, która miała im pomóc. Jak na razie takiej ustawy nie ma, jest natomiast wcześniejsza, która ma być znowelizowana i nieść pomoc osobom, które popadły w tarapaty – mówi Jarosław Sadowski, Expander.

Expander przeprowadził badania dot. sytuacji osób, które zaciągnęły kredyty we frankach od 2007 roku i porównał je z kredytami w złotówkach. Okazało się, że prawie pół na pół dzielą się osoby, które na tych kredytach skorzystały, i które na nich straciły. Największe straty wynoszą ponad 30 tys. zł, największe korzyści ponad 20 tys. zł. We wszystkich badanych przypadkach obecna rata kredytu frankowego jest wyższa. Dodatkowo ciągle przybywa osób, które na tym kredycie straciły.

– Cały czas rodzą się kolejne pomysły przewalutowania kredytów we frankach, ale musimy pamiętać, że ktoś będzie musiał za to zapłacić, jeżeli zostanie to przerzucone na banki to wszyscy za to zapłacimy – wyjaśnia Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny.

– Nie martwmy się o banki, martwmy się o młodych ludzi, którzy chcą normalnie żyć w Polsce – podsumowuje Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

W debacie wzięli udział: Jarosław Sadowski, Expander; Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny i prowadzący Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

Jak długo będą rosnąć ceny nieruchomości?

Ceny mieszkań nieustannie rosną od 2013 roku. Tylko w ubiegłym roku nieruchomości zdrożały o 10 proc. Jak długo potrwają wzrosty i czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się spadków?  

Klaudia Sapała, General Manager Rent like home
Klaudia Sapała, General Manager Rent like home

Dane Głównego Urzędu Statystycznego za okres styczeń-luty 2019 pokazują, że deweloperzy przekazali do użytkowania 19,9 tys. mieszkań. To aż o 16,7 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W tym samym czasie deweloperzy rozpoczęli budowę 20,2 tys. mieszkań, czyli o 5,4 proc. więcej niż w 2018. Od kilku lat systematycznie rosła sprzedaż nieruchomości. Zyski deweloperów również. Jednak gospodarka to system naczyń połączonych i w odpowiedzi na taką sytuację – wzrosły ceny gruntów. Należy pamiętać, że  jest to jeden z podstawowych kosztów w procesie realizacji każdej inwestycji. Przy okazji pojawiło się wyzwanie związane z pracownikami. Presja na podnoszenie pensji czy kłopot z wykwalifikowaną siłą roboczą zaczęły dość mocno odbijać się na rentowności. Ponadto,  wzrosły ceny materiałów budowlanych. Szereg wspomnianych czynników powoduje, że od dłuższego czasu ceny mieszkań stale wzrastają. Gdy weźmiemy pod uwagę utrzymujące się niskie stopy procentowe, które sprawiają, że klientów stać na kredyt hipoteczny, można pokusić się o prognozę, że zainteresowanie mieszkaniami wciąż będzie spore.

Przyczyny wzrostu cen

Na rynku widać jednak zachodzące zmiany. Deweloperzy obecni na GPW zanotowali niższą sprzedaż. Spada też liczba udzielanych kredytów. Warto jednak zauważyć, że znacznie więcej jest kredytów, których wartość przekracza 250 tys. złotych. Według danych BIK, wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych wzrosła rok do roku o prawie 12 proc. Pokazuje to wyraźnie, że mieszkań kupujemy mniej, ale są one znacznie droższe. Dlaczego mieszkania są takie drogie? Oprócz czynników wspominanych na początku, warto zdać sobie sprawę, że cały czas nieruchomości są bardzo dobrym sposobem inwestycji. Niskie stopy procentowe, niezbyt duży ruch na rynku akcji powodują, że Polacy, którzy mają nadwyżki finansowe, kupują nieruchomości. Chętnych nie brakuje, co w konsekwencji przekłada się na wzrost cen. Mieszkania z rynku wtórnego wciąż w dużej mierze są kupowane za gotówkę. Na rynku pierwotnym zdecydowanie więcej jest tych, którzy kupują mieszkania na kredyt. W efekcie na ceny nieruchomości spory wpływ może mieć również polityka banków. Jeśli te będą ograniczać dostępność kredytów, ceny nieruchomości będą musiały spaść. Na razie jednak –  przynajmniej jeśli chodzi o Radę Polityki Pieniężnej – możemy być spokojni. Jak zapowiadają jej członkowie, podwyżki stóp w najbliższym czasie nie wchodzą w grę.

Obserwując rynek nieruchomości, warto też śledzić informacje o planach wprowadzenia podatku katastralnego, czyli od wartości nieruchomości. Mimo że mówi się o nim od kilku lat, na razie brakuje konkretów, kiedy mógłby zostać wprowadzony. Rosnące ceny nieruchomości dla inwestujących na tym rynku mogą być dobrym prognostykiem. Może to bowiem zwiększać atrakcyjność wynajmu mieszkań. Osoby, których nie stać na zakup, będą mieszkania wynajmować. Jest to z kolei potencjał dla wyższych zysków dla tych, którzy już są właścicielami apartamentów.

Czy mamy szansę na spadki cen nieruchomości? Patrząc na rynek pierwotny, na razie nic nie wskazuje na to, żeby zmalały ceny materiałów budowlanych czy koszty pracy. Ceny mogą się  stabilizować, jednak na duże spadki w najbliższym czasie nie ma co liczyć.

Klaudia Sapała, General Manager Rent like home Zachodniopomorskie Lloyd Group

Sfinks ponowi emisję akcji serii P

Sfinks Polska planuje rozpoczęcie nowego procesu emisji akcji serii P. Uchwałę w tej sprawie zarząd podejmie 29 kwietnia br., zaś zakończenie subskrypcji ma nastąpić 30 czerwca br. Wcześniejsza emisja musiała zostać uznana za zakończoną z powodów formalnych.

Zamierzamy dokapitalizować Sfinksa ze względu na zapisy umowy kredytowej i – co równie ważne – potrzeby wynikające z realizowanej strategii rozwoju. Dlatego po ogłoszeniu wyników okresowych ponownie rozpoczniemy proces związany z emisją akcji serii P. Chcemy tak zaplanować harmonogram, by w ramach tej emisji była możliwość objęcia akcji także poza okresami zamkniętymi i by mógł wziąć w niej udział pan Sylwester Cacek, który podtrzymuje gotowość objęcia akcji serii P – komentuje Dariusz Strojewski, wiceprezes zarządu Sfinks Polska SA.

Zmiany w zarządzie PMPG Polskie Media S.A.

Rada Nadzorcza PMPG Polskie Media S.A. na posiedzeniu 23 kwietnia 2019 roku powołała do zarządu spółki troje kluczowych menedżerów spółki o długoletnim stażu: Ewę Rykaczewską, Piotra Piaszczyka i Roberta Pstrokońskiego.  Objęcie funkcji przez nowych członków zarządu nastąpi 1 maja 2019r.  Jednocześnie Rada Nadzorcza przyjęła rezygnację Michała M. Lisieckiego z funkcji Prezesa Zarządu z dniem 30 kwietnia. Wcześniej, 18 kwietnia Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy powołało Michała Lisieckiego do Rady Nadzorczej PMPG.

„Kierując się dobrem spółki oraz chęcią utrzymania pełnej przejrzystości działań wobec akcjonariuszy, postanowiłem odsunąć się od działań operacyjnych. Będąc w radzie nadzorczej, pozostaję blisko spółki, ale więcej czasu będę mógł poświęcić na wyjaśnienie pomówień, które mnie spotkały.  Będę również kontynuował działania na rzecz długofalowego rozwoju spółki i jej dokapitalizowania.”– wyjaśnia Michał Lisiecki.  „Nowy, kilkuosobowy zarząd  złożony z kompetentnych, o długim stażu pracowników spółki zapewni jej sprawne kierownictwo i stabilny rozwój.  Myślę, że to dobre i zdrowe dla spółki, żeby ludzie, którzy znają firmę „od podszewki” i poświęcają jej dużo czasu przejęli stery”– dodaje.

Nowy zarząd spółki przedstawił Radzie Nadzorczej priorytety na najbliższy okres.  Do głównych zadań zaliczył zdynamizowanie działań związanych z wdrażaną strategią transformacji wydawnictwa, przede wszystkim rozwojem produktów cyfrowych oraz ich monetyzacją, reorganizację struktur i zwiększenie efektywności procesów związanych z wytwarzaniem i dystrybucją treści premium oraz podniesienie przychodów i zyskowności spółki.

Ewa Rykaczewska – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.
Ewa Rykaczewska – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.

Ewa Rykaczewska – Członek Zarządu, odpowiedzialna za piony sprzedaży i administracji. Absolwentka Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych na wydziale Ekonomii, Zarządzania i Finansów.  Związana ze Spółką od 2009r. Swoją karierę w spółce rozpoczęła w dziale personalnym. Obecnie odpowiada za obszar HR oraz administracji (od 2010 r.). Od roku pełni funkcję Dyrektora Wykonawczego. Odpowiedzialna również za pozyskiwanie finansowania projektów ze środków publicznych oraz ich koordynację i rozliczenie.  Swoją karierę zawodową rozpoczęła w firmach doradztwa personalnego.

Piotr Piaszczyk – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.
Piotr Piaszczyk – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.

Piotr Piaszczyk –  Członek Zarządu, odpowiedzialny za piony prawny i finansowy.  Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Radca prawny.  W działalności prawniczej specjalizuje się w prawie spółek, prawie rynku kapitałowego oraz prawie gospodarczym.  Posiada wieloletnie doświadczenie w pełnieniu funkcji członka zarządu, likwidatora oraz członka rady nadzorczej spółek.  Ze spółką PMPG Polskie Media S.A. jest związany od roku 2008. Zajmował stanowiska Prawnika (do roku 2014), Radcy Prawnego (od roku 2014 do dziś) oraz Dyrektora do spraw korporacyjnych i relacji z inwestorami (od 2018 roku do dziś).

Robert Pstrokoński – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.
Robert Pstrokoński – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.

Robert Pstrokoński – Członek Zarządu, odpowiedzialny za pion wydawniczy mediów tradycyjnych (prasowych) i mediów cyfrowych (portale internetowe) oraz ich rozwój, strategię kontentową oraz  produkcję i dystrybucję. Członek Rady Nadzorczej AWR WPROST Sp. z o.o.  W latach 2013 – 2017 Prezes Zarządu spółki Orle Pióro, wydawcy tygodnika „Do Rzeczy”.  Absolwent  Wydziału Zarządzania Biznesem Wyższej Szkoły Zarządzania w Warszawie (Thames Valley University).

Robert Pstrokoński z rynkiem mediów jest związany od 1995 roku. Od 2002 roku pracuje w PMPG, początkowo jako Dyrektor ds. Dystrybucji, potem Dyrektor Zarządzający ds. Wydawnictw i Dystrybucji. Wcześniej pracował m.in. w firmach: INTERNEWS, Wydawnictwie Naukowym PWN oraz EGMONT POLSKA.

Potrącenie wierzytelności dłużnika i wierzyciela

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystkich jego wierzycieli. Jeśli jednak któryś z wierzycieli sam był dłużnikiem upadłego przed jej ogłoszeniem, może pod pewnymi warunkami dokonać tzw. potrącenia, które zmniejszy lub całkowicie zdejmie z niego brzemię dłużnika. W lutym 2018 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia orzekł, że skorzystanie z tego uprawnienia przez bank nie jest możliwe w odniesieniu do środków upadłego zgromadzonych na rachunku bankowym. Rok później sąd odwoławczy uchylił to orzeczenie, stanowiąc, że zanim doszło do ogłoszenia upadłości, upadłemu przysługiwała względem banku wierzytelność o wypłatę środków zgromadzonych na koncie, dlatego też potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego nie sprzeciwia się istocie postępowania upadłościowego (wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi, XIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy z 6 lutego 2019 r., sygn. akt XIII Ga 709/18).

Kodeks cywilny w art. 498 §1 stwierdza, że „Gdy dwie osoby są jednocześnie względem siebie dłużnikami i wierzycielami, każda z nich może potrącić swoją wierzytelność z wierzytelności drugiej strony, jeżeli przedmiotem obu wierzytelności są pieniądze lub rzeczy tej samej jakości oznaczone tylko co do gatunku, a obie wierzytelności są wymagalne i mogą być dochodzone przed sądem lub przed innym organem państwowym” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Z kolei zgodnie z art. 93 ust. 1 ustawy – Prawo upadłościowe (dalej: u.p.u.): „Potrącenie wierzytelności upadłego z wierzytelnością wierzyciela jest dopuszczalne, jeżeli obie wierzytelności istniały w dniu ogłoszenia upadłości, chociażby termin wymagalności jednej z nich jeszcze nie nastąpił” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Potrącenie należności z rachunku upadłej spółki

W 2010 r. jedna ze spółek z o.o. zawarła z bankiem umowę o prowadzenie rachunku, a dwa lata później zaciągnęła w tym banku kredyt odnawialny na kwotę ponad 8,5 mln zł. W kwietniu 2016 r. bank wypowiedział spółce umowę, wzywając do spłaty przekraczającego 6 mln zł zadłużenia. W sierpniu tego samego roku Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi XIV Wydział Gospodarczy dla spraw Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych ogłosił upadłość spółki. Bank powiadomił syndyka, powołując się na art. 93 u.p.u., o potrąceniu kwoty blisko 58 tys. zł znajdujących się na rachunku spółki, celem zaspokojenia należnego mu roszczenia z tytułu udzielonego spółce kredytu. Bank zgłosił również swoją wierzytelność do sędziego-komisarza.

Syndyk to nie upadły

31 października 2016 r. syndyk masy upadłości spółki wezwał bank do zwrotu 58 tys. zł, jako świadczenia nienależnego, pobranego wbrew przepisom prawa upadłościowego. Sąd rejonowy przychylił się do powództwa syndyka. Jego zdaniem środki pieniężne zgromadzone na rachunku bankowym są wierzytelnością jego posiadacza względem banku o wypłatę zgromadzonych tam środków. Z treści art. 112 u.p.u. sąd wywiódł, że umowa rachunku bankowego zawarta przez upadłego wiąże strony także po ogłoszeniu upadłości, stąd wierzytelność upadłego o wypłatę środków z tego rachunku stanowi masę upadłościową służącą zgodnie z art. 61 u.p.u. zaspokojeniu wszystkich wierzycieli upadłego. Jak wskazał sąd: „Możliwość potrącenia w upadłości dotyczy tylko sytuacji gdy nie następuje uszczuplenie masy upadłości o faktyczny majątek jaki przejął syndyk od upadłego (…) potrącenie z art. 93 prawa upadłościowego nie ma zastosowania do każdej wierzytelności po dniu ogłoszenia upadłości, ale tylko takiej która nie spowoduje zmniejszenia masy upadłości w zakresie czynnego majątku dłużnika, a który posłuży zaspokajaniu wszystkich wierzycieli upadłego według zasad prawa upadłościowego” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd rejonowy odrzucił również całkowicie możliwość powołania się przez bank na instytucję potrącenia i zastosowania przepisu art. 93 u.p.u. Zdaniem sądu bank stał się dłużnikiem masy upadłości, a więc syndyka, który przejął posiadanie nad rachunkiem, dopiero po ogłoszeniu upadłości. A zgodnie z art. 95 u.p.u.: „Potrącenie nie jest dopuszczalne, jeżeli wierzyciel stał się dłużnikiem upadłego po dniu ogłoszenia upadłości” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Trzecią z najważniejszych podstaw uznania przez sąd dokonanego przez bank potrącenia za świadczenie nienależne stanowił art. 13 ust. 1 u.p.u.: „Sąd oddali wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania lub wystarcza jedynie na zaspokojenie tych kosztów” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.). Jak stwierdził sąd orzekający w tej sprawie, dopuszczenie do potrącenia przez bank swojej wierzytelności z masy upadłościowej po ogłoszeniu upadłości mogłoby pociągnąć za sobą konieczność umorzenia postępowania upadłościowego. To z kolei uniemożliwiłoby zaspokojenie się w tym postępowaniu pozostałych wierzycieli upadłego. To z kolei stałoby w sprzeczności z zasadą prawa upadłościowego, jaką jest zaspokojenie wszystkich wierzycieli.

Ustawodawca dał wierzycielowi instytucję potrącenia, więc ma prawo z niej skorzystać

Bank wniósł od tego wyroku apelację, do której przychylił się Sąd Okręgowy w Łodzi. Uznał za słuszne stanowisko banku, który nie zgodził się z możliwością zastosowania regulacji art. 95 u.p.u. Zgodnie bowiem z art. 725 Kodeksu cywilnego: „Przez umowę rachunku bankowego bank zobowiązuje się względem posiadacza rachunku (…) do przechowywania jego środków pieniężnych oraz (…) do przeprowadzania na jego zlecenie rozliczeń pieniężnych” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Przechowanie to zdaniem sądu odwoławczego przejawia się stanem, w którym posiadaczowi rachunku, choć nie realizuje on w danej chwili swojej wierzytelności, to przysługuje mu ona już z chwilą zdeponowania tych środków na koncie. Wierzytelność o wypłatę wszystkich zgromadzonych na rachunku środków przysługiwała więc spółce, zanim doszło do ogłoszenia upadłości.

Sąd Okręgowy w Łodzi nie zgodził się również, by potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego sprzeciwiało się istocie postępowania upadłościowego. Nie istnieje bowiem poza masą upadłościową żaden inny majątek upadłego, wobec którego wierzyciel mógłby zrealizować przysługujące mu prawo potrącenia, przewidziane w art. 93-96 u.p.u. Z prawa tego mogą też korzystać wszyscy pozostali wierzyciele.

„Sam ustawodawca uznał, że nie jest zasadne oczekiwanie, by wierzyciel musiał zapłacić w całości swój dług i jednocześnie zaspokajać własną wierzytelność ze środków uzyskanych w wyniku podziału funduszów masy upadłości w sytuacji, gdy swoją wierzytelność przed ogłoszeniem upadłości mógł potrącić (…) Zakładałoby to bowiem całkowitą nieracjonalność ustawodawcy, który wprowadziłby do ustawy przepis nie mogący znaleźć zastosowania z uwagi na sprzeczność z założonymi jej celami” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd odwoławczy obalił także trzecie z podniesionych przez sąd rejonowy ustaleń co do uzależnienia ogłoszenia upadłości od minimalnego stanu majątku potencjalnego upadłego. Jak stwierdził, nie może to stanowić przeszkody dla realizacji przez wierzyciela przysługującego mu prawa do dokonania potrącenia. Jeśli w wyniku potrącenia okaże się, że pozostały majątek nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego, to stworzy to wówczas podstawę do jego umorzenia.

Gdy syndyk zabierze rękę, odda ci paznokieć

W sytuacji, gdy pojawiają się problemy z płynnością finansową kontrahenta, nie wolno zwlekać. Jak pokazuje przykład niniejszej sprawy, szybka reakcja – nawet mimo ogłoszenia upadłości dłużnika – może „uratować” przynajmniej część należnych od niego środków. To z kolei może decydować o być albo nie być dla będących jego wierzycielami spółek, firm i samych przedsiębiorców. Zbyt długa zwłoka, powodująca choćby uchybienie zakreślonemu w art. 96 ustawy – Prawo upadłościowe terminowi do złożenia oświadczenia o chęci skorzystania z prawa potrącenia, sprawi, że wierzyciel ewentualnego zaspokojenia swoich roszczeń dozna tylko w takiej wysokości, w jakiej przydzieli mu syndyk, i dopiero po uwzględnieniu roszczeń innych wierzycieli.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Innowacje w polskim eksporcie: nowe technologie, stare bariery

Choć autobusy elektryczne, druk 3D i biotechnologia to nowe polskie specjalności eksportowe, liderzy rewolucji technologicznej wskazują te same problemy, co wszyscy eksporterzy od lat – wynika z raportuLiderzy rewolucji technologicznej w polskim eksporcie”. Ponad ¾ z nich wskazało własne działania za główne źródło sukcesu. Jak wynika z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego, hamuje nas przede wszystkim biurokracja i brak świadomości, że istnieje możliwości wsparcia.

Polska odgrywa coraz większe znaczenie na arenie europejskiej jako producent autobusów elektrycznych. Co drugi pojazd tego typu produkcji unijnej sprzedany na rynku wewnętrznym UE i co trzeci wyeksportowany poza UE pochodzi z Polski. Polskie firmy opanowały też już ok. 10 proc. światowego rynku drukarek 3D, a polski eksport biotechnologiczny jest wart prawie miliard zł rocznie. Potencjał do rozwoju jest wciąż duży.

Polska poprawiła ocenę o 12,5% w Europejskim Rankingu Innowacyjności między rokiem 2014 a 2017. Zajęła też 41. miejsce na 140 krajów przebadanych przez Światowe Forum Ekonomiczne pod względem innowacyjności. Co prawda nie czyni to z nas jeszcze czołówki światowych innowatorów, ale też nie lądujemy w grupie outsiderów – komentuje Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. W badaniach Światowego Forum Ekonomicznego polski sektor badań i rozwoju uzyskał 17 pkt. powyżej średniej dla świata, a komercjalizacja oraz wymogi administracyjne, odpowiednio, o 10 i 9 pkt.

Jak wykazały badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego, ogólna ocena potencjału eksportowego firm – liderów rewolucji technologicznej w Polsce wypada bardzo korzystnie. We wszystkich grupach syntetyczny wskaźnik potencjału okazuje się wyższy niż w przypadku eksporterów ogółem. Szczególnie wyróżniają się firmy wdrażające nowe technologie, ale wysokim wskaźnikiem mogą się pochwalić także firmy kwalifikacjochłonne, innowacyjne i zaawansowane technologicznie.nowe technologie, stare bariery

Do atutów Polski najczęściej zaliczane są zadowalający stopień zaspokojenia potrzeb inwestycyjnych w zakresie środków trwałych i relatywnie wysoki odsetek inwestujących za granicą. Naszą piętą achillesową pozostaje zbyt niski udział firm dużych oraz zbyt rzadkie stosowanie konkurencji pozacenowej jako podstawowego sposobu konkurowania na rynkach zagranicznych – dodaje Janusz Chojna, Kierownik Zespołu Handlu Zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Przepis na sukces polskiego eksportu

Pośród przebadanych eksporterów, którzy w 2017 r. odnotowali wzrost eksportu, aż 78 proc. wskazało własne działania za główne źródło sukcesu. Ważnym narzędziem rozwoju stały się też fundusze europejskie: w latach 2007-2017 korzystało z nich 35,2 proc. badanych przedsiębiorstw eksportujących z sekcji przetwórstwa przemysłowego. Prawie połowa eksporterów korzysta ze wsparcia eksportu, m.in. o charakterze finansowym i promocyjnym.

Główną barierą korzystania przez przedsiębiorstwa z instrumentów wspierania eksportu jest rozmijanie się oferty w tym zakresie z ich potrzebami, a także brak informacji – przyznaje Janusz Chojna. Z naszych analiz wynika, że publiczne instrumenty wspierania eksportu mogłyby być znacznie popularniejsze, gdyby szerzej o nich informowano i podejmowano walkę z barierą biurokratyczną.

Silver tsunami szansą dla rynku pracy

Zmiany na rynku pracy spowodowane starzeniem się społeczeństwa i rozwojem technologii będą widoczne już w ciągu najbliższej dekady. Wzrośnie poziom zatrudnienia osób starszych, a pracodawcy będą musieli dostosować warunki pracy do ich potrzeb. Według autorów raportu firmy doradczej Deloitte „Voice of the Workforce in Europe” czynnikami motywującymi Europejczyków do pracy są wyższe wynagrodzenie, elastyczne i alternatywne formy zatrudnienia, a także jasno określone cele rozwojowe i zaufanie współpracowników. Najbardziej cenią oni bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia. Z kolei dla pracowników w Polsce ważniejsze są czynniki finansowe.

Starsi pracownicy szansą dla rynku pracySytuacja na polskim rynku pracy jest najlepsza od początku transformacji ustrojowej. Według Eurostatu stopa bezrobocia w lutym tego roku wyniosła jedynie 3,5 proc. Dla porównania średnia w Unii Europejskiej jest prawie dwa razy wyższa (6,5 proc.). – Skutki zmian demograficznych i technologicznych prędzej czy później ujawnią się w Polsce z całą mocą. Warto wykorzystać dobrą koniunkturę do przeprowadzenia koniecznych reform w modelach biznesowych oraz politykach publicznych. Do głównych wyzwań będą należały: wzrost aktywności zawodowej osób w wieku 50+ i innych grup dziś nieaktywnych zawodowo, efektywniejsze wykorzystywanie elastycznych form zatrudnienia oraz wspieranie kształcenia przez całe życie – mówi Damian Olko, Ekspert w zespole analiz ekonomicznych Deloitte.

Zatrudnienie osób po 50 roku życia będzie rosło

W Unii Europejskiej od 2017 roku liczba osób aktywnych zawodowo powyżej 50 roku życia jest wyższa niż osób aktywnych poniżej 35 roku życia. W Polsce osoby starsze wciąż stanowią istotny, ale niewykorzystany zasób siły roboczej. Z badania Deloitte wynika, że 77 proc. pracowników w wieku do 50 lat planuje aktywność zawodową przynajmniej do 65 roku życia, czyli średnio o 11 p.p. więcej niż w dziesięciu analizowanych krajach Europy. Wiele osób, które co prawda osiągnęły już wiek emerytalny, ale cieszą się dobrym zdrowiem i samopoczuciem, odczuwa potrzebę pozostania w pracy ze względów finansowych, społecznych czy emocjonalnych.

Wydłużenie kariery zawodowej będzie wiązało się z koniecznością dostosowania warunków pracy do potrzeb osób starszych. Choć firmy coraz częściej prowadzą włączającą kulturę organizacyjną, to jednak regulacje ze strony państwa wydają się być niezbędne. Wciąż bowiem pracownicy zbliżający się do wieku emerytalnego otrzymują z otoczenia sygnały sugerujące im zakończenie aktywności zawodowej. Potencjał doświadczonych pracowników nie jest odpowiednio wykorzystywany, mimo, iż wyróżniają się oni wysokim poziomem kompetencji oraz motywacji, a ich oczekiwania dotyczące wynagrodzenia i czasu pracy są bardziej elastyczne niż młodszych osób.

W stronę większej elastyczności pracy

Aktywizacji zawodowej osób starszych mogą sprzyjać elastyczne i alternatywne modele zatrudnienia. W Polsce praca na pełen etat pozostaje najpopularniejszą formą współpracy – preferuje ją 72 proc. ankietowanych pracowników, czyli średnio o 11 p.p. więcej niż w analizowanych krajach europejskich. Pracę w niepełnym wymiarze godzin deklaruje średnio 16 proc. ankietowanych w Europie i jedynie 4 proc. w Polsce.

Alternatywne formy zatrudnienia, takie jak na przykład praca bez etatu, w większym stopniu dotyczą osób starszych niż młodych. W Polsce pracownicy poniżej 35 roku życia są w podobnym stopniu zainteresowani pracą na etacie, jak ich rówieśnicy w innych badanych krajach. W pozostałych grupach wiekowych preferencje odnośnie elastycznego zatrudnienia są niższe średnio o 15 p.p. w Polsce w niż we wszystkich analizowanych krajach. – Aby polscy pracodawcy i pracownicy mogli czerpać większe korzyści z elastycznych i alternatywnych form zatrudnienia, warto rozważyć zmiany związane z ograniczeniem nierówności w ich opodatkowaniu. Reforma w tym zakresie powinna być całościowa i dotyczyć zarówno kwestii niezbędnego poziomu elastyczności na rynku pracy jak i dobrze dopasowanych zabezpieczeń społecznych, zgodnie z tzw. skandynawskim modelem flexicurity – mówi Peter Szewczyk, Konsultant w zespole analiz ekonomicznych Deloitte.

Well-being w miejscu pracy

Wśród czynników zachęcających pracowników do kontynuowania aktywności zawodowej są coraz częściej niefinansowe warunki pracy. Co prawda w Polsce największym motywatorem do pracy jest wciąż wynagrodzenie (89 proc. ankietowanych), jednak w Europie na pierwszy plan wysuwa się bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia (87 proc.) Dla pracowników zarówno w Polsce, jak i w Europie, ważne są również dobrze określone cele rozwojowe, zaufanie współpracowników oraz wyraźnie określony zakres odpowiedzialności. Firmy, które opierają kulturę organizacyjną na zaufaniu i szacunku, kompetentnym przywództwie oraz zróżnicowanym zakresie zadań, zwiększają swoje szanse na lojalność pracowników, a w przyszłości na szybsze zapełnienie wolnych miejsc pracy.

Badanie Deloitte „Voice of the Workforce in Europe” zostało przeprowadzone na próbie 15 tys. pracowników z 10 krajów Europy: Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Rumunii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii oraz Polski. Struktura demograficzna próby odzwierciedlała strukturę siły roboczej w danym kraju.