5G to nie tylko kolejne „G”, czyli co nowa generacja sieci oznacza dla biznesu

Internet działający jak nigdy wcześniej, leczenie na odległość, szeroka adaptacja Internetu Rzeczy i oczywiście SI – to wszystko wydarzy się już niebawem. Zawsze jednak, gdzieś w tle, majaczy technologia 5G. Przyszłość trudno wyobrazić sobie bez nadchodzącej sieciowej rewolucji, a rok 2019 z pewnością jest momentem przełomowym dla technologii 5G.

Dla firm z branży telekomunikacyjnej czy dostawców usług komunikacyjnych nadszedł idealny moment, by rozwinąć zdolność dostarczania nowych usług od ręki, w sposób niemożliwy jeszcze jakiś czas temu. Wykorzystanie technologii 5G to okazja, by w walce o serca i zadowolenie klientów wykorzystać Internet Rzeczy, chmury obliczeniowe i edge computinig. Choć o 5G na razie więcej się mówi niż realnie wykorzystuje, biznes musi zacząć planować działania już teraz.

Jean Pierre Brulard, wiceprezes i dyrektor generalny VMware w regionie EMEA
Jean Pierre Brulard, wiceprezes i dyrektor generalny VMware w regionie EMEA

Wpływ tych zawczasu podjętych decyzji na finansowe i operacyjne ramy działania firm z branży telco będzie ogromny. Firmy muszą być gotowe do walki z konkurencją. Bronią jest swoboda tworzenia nowych usług oraz stopniowo zwiększana wydajność i przepustowość sieci operatorskich – komentuje Jean Pierre Brulard, wiceprezes i dyrektor generalny VMware w regionie EMEA. Ograniczanie 5G jednak do rozwoju branży telco to jednak poważny błąd. Każda organizacja, która w swojej działalności wykorzystuje sieć, powinna poważnie pomyśleć, jak technologia 5G może pomóc jej w osiągnięciu celów biznesowych. Nie ma znaczenia czy dana organizacja działa w sektorze handlowym, logistycznym, publicznym czy prywatnym. 5G to okazja, by całkowicie przemodelować biznes i sposób komunikacji z konsumentami – dodaje.

Zdaniem Åsy Tamsons, szefowej działu rozwoju biznesu w Ericssonie, wiele firm oraz instytucji na całym świecie uważa nadal, że technologia 5G to tylko kolejna „sieć. Takie podejście jest poważnym hamulcem inwestycyjnym. Osoby odpowiedzialne za rozwój biznesu muszą więc wiele sie natrudzić, by przekonać zarządy firm oraz akcjonariuszy, że wydatki na wdrożenia 5G są jak najbardziej potrzebne w czasach, które nadchodzą.

Jedna sieć, bogactwo możliwości

Jeśli biznes pyta – po co nam kolejna sieć, o co chodzi z tym cały oznakowaniem „coś tam G” należy odpowiedzieć wprost – 5G to większa szybkość, niższe opóźnienia i znacznie wyższa gęstość sieci niż w przypadku technologii 4G, inaczej LTE. Jeśli organizacja chce choćby marzyć o usługach opartych na potencjale IoT, o sprzedaży autonomicznych pojazdów, o telemedycynie czy o stworzeniu smart city, każdy z tych elementów musi być w grze.

Szybkość to sprawa nader oczywista. 5G umożliwi konsumentowi ściągnięcie całego filmu w wysokiej jakości w ciągu nawet 10 sekund. Dzisiaj trwać to może nawet godzinę. Przepustowość determinuje z kolei w jakim czasie dane pokonują odległość miedzy dwoma punktami. Obecne sieci sprawiają, że transfer danych zawsze jest obarczony opóźnieniem, choćby liczonym w milisekundach. W przypadku operacji chirurgicznej to czas mający nie lada znaczenie – wyjaśnia Jean Pierre Brulard z VMware. Gęstość sieci decyduje z kolei o jej wydajności pod kątem ilości urządzeń zalogowanych do niej w tym samym czasie. Już teraz na świecie działa ponad 23 mld urządzeń sieciowych. A liczba ta będzie rosnąć. Każdy z nas doświadczył sytuacji, że szybkość połączenia drastycznie spadała, wraz z kolejnymi logowaniami nowych urządzeń. To wyraźnie pokazuje, że potrzebujemy technologii, która obsłuży znacznie więcej narzędzi na raz – dodaje.

W każdym tym aspekcie technologia 5G może spisać się lepiej i efektywniej niż obecne sieci 4G, umożliwiając organizacjom podjęcie działań, która definiują nowy, cyfrowy świat. Dzięki niezawodnej i szybkiej sieci 5G chirurg będzie np. w stanie przeprowadzić operacje na odległość, dzięki podłączonemu do sieci robotowi. Jak to jest możliwe, co czyni 5G lepszym od 4G?

Obecna sieć składa się z różnorodnych urządzeń, która działając w ramach jednej sieci to łączą się z nią w jeden sposób. W przypadku 5G sieć podzielona będzie na swego rodzaju plastry. Każdy z nich będzie odpowiadał za inne funkcje sieci. Przy tym podejściu, jeden taki plaster będz ie np. odpowiedzialny za komunikację bez opóźnień, inny za przesyłanie obrazu i dźwięku wysokiej jakości, a jeszcze inny za dostępność usługi na czas wykorzystania danego rozwiązania. Dzięki temu chirurg będzie mógł przeprowadzić operację, bez ryzyka, że inni użytkownicy sieci wpłyną na jego działania – tłumaczy Jean Pierre Brulard z VMware.

Handel na miarę cyfrowych czasów

Według Gartnera do 2020 r. 100 mln konsumentów będzie robiło zakupy z wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości lub wirtualnej rzeczywistości. Zastosowanie tych, niszowych do tej pory, technologii stanie się możliwe na szerszą skalę właśnie dzięki technologii 5G. Branża detaliczna do sieci nowej generacji coraz bardziej przekonuje się nie tylko jednak ze względu na możliwości rozwiązań VR/AR.

Wielokrotnie już słyszeliśmy, że wielkie firmy detaliczne planują dostarczać paczki z pomocą dronów. Jak na razie nie widać na niebie rojów maszyn z pakunkami w mechanicznych łapkach. Ale ta wizja dzięki 5G może stać się czymś więcej niż tylko projekcją biznesowych marzeń – przekonuje Jean Pierre Brulard z VMware.

Dzięki znacznie większej gęstości sieci przyszłości będą w stanie „obsłużyć” ogromną ilość latających urządzeń, umożliwiając ich operatorom koordynować ich trasy, tak by nie doszło do żadnych kolizji. Taka technologia umożliwi dostawy do obszarów, do tej pory niedostępnych ze względu na brak odpowiedniej infrastruktury drogowej.

Bez inwestycji nie ma zysku

Osiągniecie efektów jakie daje technologia 5G wymagać będzie oczywiście od firm dużych nakładów finansowych w rozwój infrastruktury sieciowej. Dla dostawców usług komunikacyjnych inwestycja taka to swoiste rynkowe być albo nie być. Najprawdopodobniej w najbliższych latach firmy te nie wdrożą jednak czystej oferty opartej tylko na 5G. Konsumenci raczej otrzymają mieszane podejście. Sieci LTE dla podstawowych usług i 5G dla tych dodatkowych, bardziej innowacyjnych.

W najbliższym czasie więc popularnością będą się cieszyć chmury telekomunikacyjne. Bazująca na oprogramowaniu infrastruktura pozwala łatwo łączyć rozwiązania 4G z fundamentem pod przyszłe wdrożenia sieci 5G. Takie podejście testuje obecnie m.in. firma Vodafone. Jej dyrektor generalny ds. technologii, Johan Wibergh tłumaczy, że w procesie automatyzacji operacji sieciowych i zarządzania nimi wymagana jest znaczna elastyczność działania, która umożliwia jedynie infrastruktura programowa. Dzięki inwestycjom w chmurą telekomunikacyjna i technologię NFV osiągnęliśmy znacznie korzyści finansowe i jednocześnie przyspieszyliśmy nasze działania rynkowe.

Bez wątpienia dzięki technologii 5G wdrażanie najnowszych osiągnieć technologicznych np. Internetu Rzeczy, sztucznej inteligencji, edge computing stanie się szybsze i sprawniejsze. W oparciu o programowo-definiowaną infrastrukturę sieć nowej generacji będzie miała potencjał całkowicie przeobrazić krajobraz biznesowy.

Dzisiaj trudno sobie wyobrazić nawet skalę tych przeobrażeń. Jeszcze wiele musi się wydarzyć zanim 5G całkowicie wyprze poprzednie sieci. O zmianach musimy jednak myśleć tu i teraz. Przedsiębiorstwa muszą opracować plan działania, jak mogą wykorzystać moc tej nowej sieci dla własnych potrzeb biznesowych. Myśląc że 5G to tylko kolejne „jakieś tam G”, firma ryzykuje, że prześpi okazję do wyprzedzenia konkurencji.  Każda organizacja, która nie wykorzysta tej możliwości, już wkrótce będzie walczyć o przetrwanie w cyfrowym świecie – puentuje Pierre Brulard z VMware.

Inflacja rośnie zgodnie z planem – ceny żywności oraz paliw w górę

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, zakładające wzrost inflacji w marcu do 1,7 proc. Mocniej w górę poszły ceny żywności oraz paliw.

W marcu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych był wyższy niż przed rokiem o 1,7 proc. Oznacza to przyspieszenie inflacji w skali zgodnej zarówno z wcześniejszymi szacunkami, jak i z oczekiwaniami ekonomistów. Jest ona najwyższa od października ubiegłego roku. Jednocześnie w marcu ubiegłego roku ceny wzrosły jedynie o 1,3 proc. W minionym miesiącu mocniej w górę poszły ceny żywności i były wyższe niż przed rokiem o 2,6 proc. (w lutym wzrost wyniósł 2,1 proc.). Ceny związane z transportem przyspieszyły zwyżkę z 2,5 proc. w lutym do 3,5 proc. Złożył się na to sięgający 7,3 proc. wzrost cen paliw, w tym olej napędowy zdrożał aż o 13,2 proc. a benzyna o 4,4 proc. W lutym wzrost był wyraźnie niższy i wynosił odpowiednio 10,8 i 3,1 proc.

Spośród pozostałych głównych kategorii wydatków nadal silniej zwyżkowały koszty związane ze zdrowiem, które poszły w górę o 2,9 proc. (w lutym wzrosły o 2,6 proc.). Koszty dotyczące edukacji zwiększyły się o 3,1 proc. w porównaniu do marca 2018 r., a wysokie tempo wzrostu w tym przypadku utrzymuje się już od kilku miesięcy. O 3,6 proc. więcej trzeba było płacić w hotelach i restauracjach. Tradycyjnie już taniała odzież i obuwie, tym razem o 2,4 proc. oraz wydatki związane z łącznością, których ceny spadły o 2,5 proc. (ceny sprzętu telekomunikacyjnego obniżyły się aż o 11 proc.). Z 2,3 proc. w lutym do 2,7 proc. w marcu przyspieszył wzrost cen usług, co ma związek z rosnącymi płacami i dużym udziałem kosztów wynagrodzeń w tym sektorze. Ponownie nieco zwiększyły się koszty związane z użytkowaniem mieszkania, z 0,6 proc. w lutym do 1 proc. w marcu. Najmocniej, bo aż o 10,6 proc. zwiększyły się koszty wywozu śmieci. Ceny energii elektrycznej były niższe niż przed rokiem aż o 7 proc., ale o 5,2 proc. zdrożał gaz.

Wśród najbardziej popularnych artykułów żywnościowych nadal silnie drożeje pieczywo, za które w marcu trzeba było płacić o 9,6 proc. więcej niż przed rokiem (w lutym zwyżka sięgała 9,3 proc.). O 2,4 proc. w górę poszły ceny mięsa drobiowego, ale za to o 2,7 proc. mniej trzeba było płacić za wieprzowinę. Niewiele, bo o 0,7 proc. staniały mleko, sery i jaja, w tym mleko o 2,5 proc., a jaj aż o 10,6 proc. Producenci sygnalizują dużą nadpodaż jaj i zbliżające się święta niewiele im pomogą, zaś konsumenci za ten składnik tradycyjnego koszyczka będą płacić mniej. Z kolei o 1,3 proc. zdrożały wędliny. Nadal silnie rosną ceny warzyw, przyspieszając z 15,8 proc. w lutym do 16,6 proc. w marcu. Dość niespodziewanie, aż o 11,2 proc. podrożał cukier. Z 1,8 do 2,1 proc. wzrosła dynamika cen napojów alkoholowych.

Dość powszechne, zarówno ze strony ekonomistów, jak i konsumentów, jest oczekiwanie umiarkowanego wzrostu inflacji w kolejnych miesiącach. Proinflacyjnie powinien oddziaływać utrzymujący się dynamiczny wzrost średnich płac i zapowiadane transfery socjalne oraz wciąż bardzo dobra z punktu widzenia pracowników sytuacja na rynku pracy. Z kolei na inflację hamująco może działać perspektywa spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego. Zagadką pozostają natomiast notowania ropy naftowej oraz sytuacja na rynku produktów rolno-spożywczych. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się wzrost wskaźnika cen o około 2 proc. na koniec roku, jednak możliwe są odchylenia zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Warto zwrócić uwagę, że najnowsza prognoza Banku Światowego zakłada na ten rok inflację w wysokości aż 3 proc., Międzynarodowy Fundusz Walutowy spodziewa się wzrostu o 2 proc. Z kolei agencja ratingowa Fitch obniżyła niedawno swoją prognozę inflacji na ten rok z 2,7 do 1,7 proc.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

MFW zwiększył swój szacunek dla wzrostu polskiego PKB w tym roku

W minionym tygodniu nie poznaliśmy zbyt wielu nowych danych dla polskiej gospodarki. Warta uwagi jest jednak nowa prognoza Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), wg której w tym roku polska gospodarka wzrośnie o 3,8%, a więc o 0,3 p.p. więcej w porównaniu z poprzednią prognozą. Polska jest jednym z nielicznych krajów, dla których MFW podniósł szacunki wzrostu PKB w tym roku. Dla porównania dla największych gospodarek światowych, jak USA, Niemcy czy Japonia, MFW znacznie je obniżył. Przyczyną podwyższenia prognoz dla rozwoju PKB w Polsce jest głównie ekspansywna polityka fiskalna polskiego rządu. Jednakże, podczas gdy ekspansja fiskalna wspiera szybszy wzrost PKB, to negatywnie odbija się na polskich finansach publicznych. Wg MFW deficyt budżetu państwa wzrośnie w tym roku do 2,2%, z szacowanych wcześniej 0,5%.

W bieżącym tygodniu zostaną opublikowane interesujące

statystyki z polskiego rynku pracy oraz wyniki marcowej produkcji przemysłowej. Dane te nie powinny zmienić fundamentów złotego. Rynki zdążyły się już przyzwyczaić do dobrej sytuacji i wyników polskiej gospodarki. Paradoksalnie, większy potencjał wpływu na złotego ma rozwój w strefie euro. Tutaj nie oczekuje się jednak znaczących zmian. Po odroczeniu Brexitu sytuacja na pewien czas się uspokoi, a na zasadnicze zmiany rozwoju gospodarczego w Niemczech jest jeszcze wcześnie.

Złoty w ubiegłym tygodniu umocnił się i tydzień zakończył na poziomie 4,28 EUR/PLN. Kurs eurodolara w piątek wynosił 0,03 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Bezpieczeństwo firmowej chmury

Rozwiązania chmurowe stale zyskują na popularności. Według firmy badawczej Forrester całkowity rynek chmury publicznej osiągnął w 2018 roku wartość 178 miliardów dolarów – to ponad o 32 miliardy więcej niż rok wcześniej. Z kolei analitycy IDC przewidują, że 90% przedsiębiorstw będzie korzystać z co najmniej kilku usług i platform w chmurze do 2020 roku.

Zalety przetwarzania danych w chmurze są widoczne dla wielu firm i organizacji. Równocześnie wyraźne stają się zagrożenia i poważne wyzwania związane z chmurą publiczną, prywatną i hybrydową.  Monitorowanie tych wszystkich środowisk jest coraz trudniejsze, dlatego warto przyjrzeć się trzem aspektom zapewnienia bezpieczeństwa chmury opracowanym przez ekspertów Fortinet.

1) Środowisko wielochmurowe pojawia się spontanicznie

Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce
Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce

Zazwyczaj systemy wielochmurowe powstają w firmach spontanicznie, korzystanie z nich nie jest dokładnie zaplanowane, a ich jakiekolwiek zabezpieczenia są wdrażane po fakcie. – Wystarczy, że pracownicy zaczną korzystać z Dropboxa, Google Drive czy Office 365 i nagle firma staje się użytkownikiem wielu różnych dostawców usług w chmurze – zauważa Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. – Takie sytuacje ograniczają kontrolę nad danymi, które wpływają do firmy i ją opuszczają. Każda z wykorzystywanych usług ma odrębną, często niezbyt jasną politykę zabezpieczeń, co w efekcie zwiększa ryzyko naruszenia poufności danych.

Należy pamiętać, że zabezpieczenia są tak silne, jak ich najsłabsze ogniwa. Wystarczy, że pracownicy zaczną korzystać z tych samych haseł do różnych aplikacji w chmurze, a ryzyko automatycznie rozszerzy się o obszary niekontrolowane przez zespół IT firmy. Brak informacji o tym, jakie dane są przechowywane oraz gdzie i komu są udostępniane sprawi, że poziom zagrożeń będzie trudny do określenia, ale niemal na pewno się zwiększy. Nie pomaga też fakt, że każda platforma jest podatna na inne rodzaje ataków.

2) Praktyczne rozwiązania lepsze niż ograniczenia

Zatrudnieni w firmie specjaliści od bezpieczeństwa powinni skupić się na promowaniu wśród pracowników dobrych praktyk, zaczynając np. od założenia przeznaczonych do użytku służbowego kont Dropbox i aplikacji Google. Nie rozwiąże to wszystkich problemów, ale w dalszej perspektywie ułatwi centralne zarządzanie tymi usługami i zmniejszy ryzyko.

Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet
Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet

Odpowiedzialność za bezpieczeństwo danych w chmurze ostatecznie leży po stronie użytkownika. Dostawcy usług wielochmurowych zazwyczaj zapewniają szczegółową dokumentację informującą o warunkach i zagrożeniach związanych z ich wykorzystywaniem – mówi Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet w Polsce. – Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa muszą więc ustalić granicę, gdzie zaczyna się ich odpowiedzialność, a kończą obowiązki dostawcy. Dopiero wtedy można zacząć opracowywać strategię zabezpieczeń, włączając w to szyfrowanie danych i ustalanie odpowiednich wymagań poufności.

3) Bezpieczeństwo w chmurze

Przedsiębiorstwa oraz ich zespoły IT muszą przygotować się na to, że pracownicy będą korzystać z wielu środowisk w chmurze. Aby zapewnić odpowiednią ochronę i widoczność, konieczna będzie integracja zabezpieczeń i stworzenie odpowiedniej polityki reagowania na zagrożenia. Takie podejście pozwoli na bezpieczną komunikację w chmurze pomiędzy aplikacjami a urządzeniami końcowymi (komputerami, smartfonami), zaś firma będzie mogła czerpać korzyści z zalet przetwarzania danych w chmurze, jednocześnie unikając potencjalnych niebezpieczeństw.

Trójmiasto z najniższym od dekady poziomem pustostanów

W 2018 r. łączne zasoby biurowe Gdańska, Gdyni i Sopotu sięgnęły 775 tys. mkw., co plasuje je na trzecim miejscu wśród rynków regionalnych. Na koniec 2018 roku w Trójmieście było w sumie 145 tys. mkw. biur w budowie. Jednocześnie odnotowano najniższy od blisko dekady poziom pustostanów na poziomie 6,1%.

W minionym roku w trójmiejskiej aglomeracji oddano do użytku 77 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach trzech projektów: Olivia Star (43,7 tys. mkw.) i Olivia Prime A (29,4 tys. mkw.) w Gdańsku oraz Centrum Sportowa C w Gdyni (3,8 tys. mkw.).

Wśród największych budynków w fazie realizacji są m.in. IV etap kompleksu biurowego Alchemia – Neon (niemal 34 tys. mkw.), kolejny budynek w kompleksie Olivia Business Centre (26 tys. mkw.), budynek A w kompleksie biurowym WAVE (22,6 tys. mkw.), Heweliusza 18 (10 tys. mkw.) czy biurowiec GATO – w ramach projektu Garnizon (10 tys. mkw.).

2018 rok pod znakiem nowych umów i relokacji

Popyt brutto na powierzchnię biurową w Trójmieście zmniejszył się w 2018 roku o 25% w porównaniu do 2017 roku i wyniósł 84 tys. mkw. Dominującą częścią wszystkich transakcji były nowe umowy i relokacje, których udział wyniósł 60%, co świadczy o nieustającej, wysokiej dynamice lokalnego rynku. Ekspansje dotychczasowych najemców stanowiły 20%, a renegocjacje i przedłużenia 19% całkowitego wolumenu. Poziom transakcji pre-let odnotowany w 2018 roku stanowił 28% łącznego popytu.

Sektor IT i telekomunikacji z przewagą na rynku

Ze względu na wysoką jakość życia, wyjątkowe położenie, jak również dostępność wykwalifikowanej kadry ze szczególnymi umiejętnościami, jak np. znajomość języków skandynawskich, Trójmiasto niezmiennie pozostaje atrakcyjną lokalizacją zarówno dla nowych firm, jak również dotychczasowych najemców, którzy z sukcesem rozwijają tu swoją działalność.

Błażej Kucharski, dyrektor regionalny Colliers International w Gdańsku
Błażej Kucharski, dyrektor regionalny Colliers International w Gdańsku

— Pod względem aktywności najemców z poszczególnych branż w 2018 r. dominowały firmy z sektora IT i Telekomunikacji (39%), w tym największy na rynku trójmiejskim – bank Nordea, należący do grona naszych klientów. W ostatnim czasie doradzaliśmy spółce przy umowach najmu blisko 25 tys. mkw. w Gdańsku i Gdyni. Wśród firm, z którymi mieliśmy okazję w ubiegłym roku współpracować znalazły się też polskie i międzynarodowe korporacje reprezentujące branżę usług profesjonalnych, medyczną, jak również startupy — mówi Błażej Kucharski, dyrektor regionalny Colliers International w Gdańsku.

Na drugim miejscu, tuż za sektorem IT i telekomunikacji, znalazł się sektor handlowy, a na trzecim branża finansowa (odpowiednio 14% i 12%). Wśród największych transakcji na rynku należy wymienić m.in. nową umowę Sii w Olivia Prime A w kompleksie Olivia Business Centre (10,1 tys. mkw.), renegocjację i ekspansję firmy Bayer w budynkach Olivia Point i Olivia Tower w tym samym kompleksie (niecałe 6 tys. mkw.) oraz renegocjację i ekspansję LPP w Waterside (5,2 tys. mkw.).

Popyt i czynsze

Zdaniem ekspertów Colliers International w Trójmieście mamy aktualnie do czynienia z rynkiem neutralnym. Popyt oraz aktywność deweloperów znajdują się na wysokim poziomie, jednak utrzymujący się niski wskaźnik pustostanów może odmienić tę sytuację na korzyść właścicieli – w 2018 roku utrzymywał się on na poziomie 6,1%. W najbliższych kwartałach wskaźnik może stopniowo wzrastać, w miarę oddawania do użytku kolejnych projektów.

W najlepszych budynkach klasy A czynsze za powierzchnię biurową wynoszą od 12 do 15,5 euro za mkw. miesięcznie. W starszych budynkach klasy B/B+ stawki miesięczne są niższe i wynoszą 10-12 euro za mkw.

Dominujący Gdańsk

Najwięcej istniejącej powierzchni biurowej w Trójmieście jest w Gdańsku – 75%, pozostałe 21% w Gdyni i 4% w Sopocie. Ich koncentracja występuje wzdłuż trasy Szybkiej Kolei Miejskiej, Drogi Gdyńskiej oraz alei Grunwaldzkiej. Projekty biurowe występują też w okolicach gdańskiego lotniska oraz w centrum Gdańska.

— Według naszych szacunków aktywność deweloperów i popyt na nowe biura będą się utrzymywały w kolejnych latach na wysokim poziomie. W budowie znajduje się rekordowa ilość powierzchni biurowej, a oprócz lokalnych deweloperów, niezmiennie stanowiących największy udział w trójmiejskim rynku biurowym (Allcon, Olivia Business Centre, Torus), realizację inwestycji w najbliższym czasie deklarują również międzynarodowi gracze jak Skanska, Vastinst czy Cavatina — podsumowuje Błażej Kucharski

Tomasz Owczarek nowym dyrektorem sprzedaży w Mastercard

15 kwietnia 2019 r. rolę dyrektora sprzedaży w polskim oddziale Mastercard Europe obejmuje Tomasz Owczarek. W swojej nowej roli będzie odpowiadał za współpracę z bankami w Polsce oraz strategię i koordynację projektów.

Tomasz Owczarek - nowy dyrektor sprzedaży w Mastercard
Tomasz Owczarek – nowy dyrektor sprzedaży w Mastercard

Tomasz Owczarek dotychczas w polskim oddziale Mastercard Europe odpowiadał za rozwój strategii i koordynację projektów kluczowych, prowadząc m.in. inicjatywy związane z open banking.

Wcześniej Tomasz pracował w banku Citi Handlowy i firmie konsultingowej McKinsey. Posiada 15-letnie doświadczenie w bankowości detalicznej i branży płatniczej. Obejmuje ono bezpośrednie doświadczenie operacyjne w zakresie zarządzania produktami płatniczymi oraz zarządzania sprzedażą w bankowości detalicznej. Ponadto był konsultantem strategicznym zaangażowanym w rozwój strategii oraz przy okazji przekształceń dla kluczowych graczy branży finansowej. Jest absolwentem wydziału międzynarodowych stosunków gospodarczych Akademii Ekonomicznej w Katowicach.

Tomasz Owczarek objął stanowisko po Piotrze Domaszewskim, który awansował w międzynarodowych strukturach Mastercard i od kwietnia tego roku jest odpowiedzialny za strategię firmy w zakresie kart kredytowych dla klientów indywidualnych na rynku amerykańskim.

System kaucyjny jedynym rozwiązaniem dla rynku butelek plastikowych

Już wkrótce Rada Unii Europejskiej zatwierdzi dyrektywę w sprawie ograniczenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko. Zdaniem ekspertów Deloitte zawarte w tym dokumencie ambitne cele ograniczające stosowanie plastiku nie będą możliwe bez wprowadzenia systemu kaucyjnego. Z 5 mln 565 tys. ton opakowań wprowadzonych na rynek w Polsce w 2017 roku, około 2,5 mln ton (45 proc.) trafiło do gospodarstw domowych. System depozytowy dotyczyłby jedynie około jednej trzeciej tych opakowań, a więc około 740 tys. ton rocznie. Kraje, w których został on wdrożony, odnotowują korzyści w postaci wzrostu poziomu recyklingu odpadów opakowaniowych, poprawy jakości surowca czy większej świadomości środowiskowej społeczeństwa. Z drugiej strony, wprowadzenie dobrze funkcjonującego systemu wymaga odpowiedzi na wiele pytań, by jego finalny kształt uwzględniał aspekty funkcjonowania wszystkich podmiotów.

Dyrektywa „Single-Use Plastics” od 2021 roku przewiduje różne rodzaje działań mających na celu ograniczenie negatywnego wpływu odpadów z tworzyw sztucznych na środowisko. Zakaz wprowadzenia do obrotu części produktów jednorazowego użytku będzie dotyczył patyczków higienicznych, sztućców, talerzy, słomek, mieszadeł do napojów oraz patyczków do balonów. Produkty te będą musiały zostać zastąpione przez biodegradowalne alternatywy. Inne artykuły, takie jak opakowania na żywność, paczki i owijki na butelki, pojemniki na napoje, kubki na napoje, wyroby tytoniowe z filtrami, chusteczki nawilżane, balony i lekkie torby plastikowe nadal będą mogły być wprowadzane do obrotu, ale w stosunku do nich zostaną wzmocnione mechanizmy rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Poza tym od 2025 roku nakrętki i wieczka plastikowe będzie można wprowadzić do obrotu tylko pod warunkiem, że będą one przymocowane na stałe do butelek i pojemników. Od tego samego roku wszystkie butelki PET muszą być wykonane co najmniej w 25 proc. z surowca wtórnego, a od 2030 wszystkie butelki plastikowe (niezależnie od rodzaju tworzywa) – w 30 proc. Co więcej, do końca 2025 roku poziom zbiórki i recyklingu opakowań plastikowych po napojach ma wynieść 77 proc., a do 2029 r. – 90 proc. – Osiągnięcie tych celów nie będzie możliwe bez efektywnego systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta, którego uzupełnieniem może być system kaucyjny. Pewne jest, że depozytu nie należy traktować jako rozwiązania problemu zbiórki i zagospodarowania wszystkich odpadów komunalnych, ale jako sposób na wzrost poziomu recyklingu wybranych frakcji – mówi Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych w Deloitte.

System kaucyjny w Europie

Obecnie z depozytu korzysta 133,1 mln ludzi w Europie, czyli nieco ponad jedna czwarta populacji. System funkcjonuje w dziesięciu europejskich krajach: Chorwacji, Danii, Estonii, Finlandii, Niemczech, Holandii, Norwegii, Szwecji, Islandii i na Litwie. Z uwagi na restrykcyjne wymogi prawne w zakresie odpadów opakowaniowych jego wprowadzenie rozważa coraz więcej państw, m.in. Austria, Belgia, Francja, Łotwa czy Wielka Brytania.

Efektywność systemów działających w poszczególnych państwach jest zbliżona, a średni poziom zbiórki odpadów włączonych w system kształtuje się na poziomie 91 proc. – Co do zasady system kaucyjny przyczynia się do podniesienia ogólnych poziomów recyklingu odpadów opakowaniowych. Trend ten zaobserwować można na przykładzie Danii, Holandii i Niemiec.  Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że Belgia, Czechy czy Hiszpania osiągają zbliżone wyniki w zakresie poziomów recyklingu, choć nie wprowadziły systemu depozytowego. Bardzo efektywnie natomiast działa w tych krajach zasada rozszerzonej odpowiedzialności producenta, za pośrednictwem której producenci wprowadzający opakowania na rynek w całości lub części pokrywają koszty gospodarki odpadami opakowaniowymi– mówi Julia Patorska.

To nie jest kwestia „czy” ale „jak” wprowadzić system kaucyjny

Do gospodarstw domowych trafia 45 proc. wszystkich opakowań – w przybliżeniu 2,5 mln ton rocznie.  Butelki PET i szklane, puszki aluminiowe oraz opakowania wielomateriałowe do płynnej żywności to około 30 proc. wszystkich opakowań wprowadzonych do gospodarstw domowych.  Przy założeniu zbiórki na poziomie 91 proc. odpady te stanowiłyby zaledwie ok. 6 proc. wszystkich zebranych odpadów komunalnych. To pokazuje, że system kaucyjny jest rozwiązaniem fragmentarycznym i nie rozwiązuje całościowo problemu zagospodarowania odpadów, w szczególności tych problematycznych, takich jak opakowania wielomateriałowe, tacki, owijki na butelki, kubeczki na jogurty czy folie.

Jak wskazują eksperci Deloitte, system ROP jest rozwiązaniem, które może przynieść korzyści w odniesieniu do poziomów zbierania i recyklingu wszystkich typów odpadów opakowaniowych i powinien stanowić podstawę działań w tym zakresie. Tym bardziej, że system kaucyjny może stanowić jego skuteczne uzupełnienie, jak dzieje się to m.in. w Holandii i Niemczech, które są wśród pięciu krajów z najwyższymi poziomami recyklingu.

Wdrożenie sprawnie funkcjonującego systemu kaucyjnego jest zawiłym i skomplikowanym procesem. Na drodze do jego wprowadzenia pojawia się szereg pytań odnośnie kształtu, kosztów, zasad funkcjonowania i wpływu na obecnie istniejące zależności. Pytania te odnoszą się do niemal każdego z potencjalnych interesariuszy systemu – od wprowadzających produkty w opakowaniach na rynek, poprzez handel, konsumentów, aż po firmy zaangażowane w transport i recykling opakowań, a także pośrednich uczestników systemu – gminy i organizacje odzysku.

Julia Patorska
Julia Patorska, Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte

Jednym z najistotniejszych czynników do rozważenia, decydującym o kosztach systemu kaucyjnego i jego funkcjonalności, jest to, czy będzie on automatyczny czy manualny. Różnica dotyczy przede wszystkim liczby czynności związanych z odbiorem i segregacją opakowań, które musi wykonać pracownik sklepu lub automat, a tym samym czasu jaki cały proces zajmuje. Gdy małe sklepy, nie chcąc angażować dodatkowego pracownika, zdecydują się na zbiórkę automatyczną, podniesie to koszty inwestycyjne całego systemu. – Jego automatyzacja i objęcie nim wszystkich sklepów jest wariantem bardzo kosztownym. Jak wynika z naszych obliczeń, nawet przy założeniu, że automaty trafią tylko do dużych sklepów, kwota potrzeba na sfinansowanie przedsięwzięcia to ponad miliard zł. Koszty inwestycyjne związane z wprowadzeniem systemu kaucyjnego będą w znaczny sposób wpływać na jego funkcjonalność i wygodę dla poszczególnych uczestników. To z kolei będzie decydującym czynnikiem kształtującym jego efektywność – mówi Julia Patorska.

Choć dyskusja na temat słuszności wprowadzania systemu kaucyjnego trwa od lat, żaden kraj dotąd nie opracował rozwiązania idealnego, na którym inne państwa mogłyby się wzorować. Przed ewentualnym przystąpieniem do systemu depozytowego warto przeprowadzić szeroką akcję informacyjno-edukacyjną w zakresie selektywnego zbierania odpadów, w szczególności tych, których właściwe posortowanie stanowi problem dla gospodarstw domowych.

Ile uda się wykrzesać przed Świętami Wielkanocnymi?

Na mierniku rynkowego sentymentu wskaźnik wychylił się w piątek w stronę risk-on, przez co bezpieczne USD, CHF i JPY traciły, a siła była po stronie walut surowcowych i rynków wschodzących. Trudno wskazać jednoznaczny powód i nawet ja osobiście spodziewałem się kontynuacji marazmu z czwartku. Jednak niezdecydowanie inwestorów ma to do siebie, że czasami potrzeba niewiele, by skierować wszystkich w jednym kierunku.

Jako jeden z powodów optymizmu wskazywano lepsze dane z Chin, ale tutaj każdy może zobaczyć to, co chce. Bez wątpienia przyspieszenie dynamiki nowych kredytów do wieloletniego szczytu (1,3,7 proc. r/r) jest pozytywną informacją wskazującą, że ekspansja monetarna przynosi rezultaty, ale już dane z handlu nie są już tak proste w interpretacji. W marcu eksport wyraźnie przyspieszył (14,2 proc. r/r, prog. 6,5 proc.) i odwrócił spadek o 20,8 proc. z lutego, ale już import silnie się obniżył o 7,6 proc. (prog. 0,2 proc.). Słaby popyt wewnętrzny może być oznaką słabości gospodarki i jeszcze nie daje pewności, że dołek został minięty. Z drugiej strony ożywienie eksportu pomaga ukoić obawy o globalna wymianę handlową – coś, co jest kluczowym czynnikiem ryzyka do miesięcy. Zatem pesymiści i optymiści mogą czytać dane na swój sposób, ale zachowanie rynków w piątek wskazuje, że więcej jest tych, którzy chcą widzieć szklankę do połowy pełną. Na papierze mamy osłabioną (ale nierecesyjną) globalną gospodarkę przy bankach centralnych skręcających w gołębią stronę. Z tego można rozbudzić rajd ryzyka, potrzebne jest tylko lekkie pchnięcie. Być może z takim mieliśmy do czynienia w piątek.

Ile z tego uda się wykrzesać w tygodniu przed Świętami Wielkanocnymi? Kalendarz publikacji jest w zasadzie spakowany do czterech dni, ale też i dziś nie ma zbyt wiele do obserwowania (CPI z Polski, NY Empire State). W kolejnych dniach obniżoną zmienność mogą przebudzić PKB z Chin (środa) i indeksy PMI z Eurolandu (czwartek) – będą najistotniejsze pod kątem oceny siły globalnej gospodarki. Poza tym z czołowych gospodarek nie będzie brakować standardowych odczytów produkcji, sprzedaży detalicznej i danych z rynku pracy.

W piątek Polska otrzymała laurkę od agencji S&P. Rating i perspektywa zostały bez zmian (A-, stabilna), ale ocena sytuacji gospodarczej była pozytywna. Agencja przewiduje, że w długim terminie wzrost PKB będzie zmierzał do 2,8 proc., ale obecnie przejściowo pozostaje wyższy, w czym pomaga zdywersyfikowana gospodarka, wykształcona siła robocza, członkostwo w UE, możliwe do obsłużenia poziomy długu publicznego i prywatnego, solidne wskaźniki dotyczące pozycji zewnętrznej gospodarki oraz relatywnie głęboki krajowy rynek kapitałowy. Co istotne, impuls fiskalny (szacowany na 1,6 pkt proc. w 2019 i 2020 r.) nie doprowadzi do przekroczenia 3 proc. deficytu/PKB. To ważna wskazówka dla inwestorów zagranicznych, którzy analizują politykę fiskalną. Jednocześnie jest mało prawdopodobne, aby opinia S&P (czy każdej innej agencji) miała teraz dużą siłę oddziaływania – wysokie zadłużenie i ryzyko bankructwa nie są już głównymi czynnikami ryzyka. EUR/PLN zaczyna tydzień pod 4,28, ale więcej tutaj wpływu generalnej poprawy sentymentu na rynkach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Programy lojalnościowe w erze cyfrowej

Według badania przeprowadzonego przez Comarch i Kantar TNS ponad 70% polskich konsumentów należy przynajmniej do jednego programu lojalnościowego. Coraz częściej klienci oczekują jednak natychmiastowej gratyfikacji i jeszcze więcej cyfrowych rozwiązań. W jaki sposób zwiększyć ich entuzjazm, który przełoży się na realizację celów sprzedażowych?

Coraz więcej osób korzysta z programów lojalnościowych dostępnych z poziomu aplikacji mobilnych. Dlaczego? – Zapewniają one łatwą i szybką rejestrację, często nawet w czasie zakupów. Ich główną zaletą jest brak konieczności posiadania przy sobie plastikowej karty – stwierdza Izabela Kaczmarska, Strategic Planner w agencji reklamowej PA. – Kolejnym atutem takiego rozwiązania jest także to, że telefon komórkowy praktycznie zawsze mamy przy sobie, a co za tym idzie, możemy na bieżąco sprawdzać stan transakcji. Wirtualne karty lojalnościowe to także podstawowe źródło wiedzy o zachowaniach konsumentów. Na podstawie takich danych marketerzy mogą z łatwością wysyłać do zarejestrowanych użytkowników spersonalizowane treści, które są obecnie integralną częścią strategii oferty i produktu – dodaje Kaczmarska.

Karty lojalnościowe, ale w aplikacji mobilnej

Standardowe funkcjonalności programów lojalnościowych zmieniają swoją funkcję i rolę. Plastikowa karta powoli ustępuje miejsca aplikacjom mobilnym, które dzięki ogólnej  dostępności Internetu, pozwalają szybciej nawiązać interakcję z klientem. Za pomocą powiadomień push można na bieżąco informować o promocjach i dodatkowych rabatach, tworząc do tego jednocześnie spersonalizowany przekaz reklamowy. Z kolei aktywność użytkowników w aplikacji stanowi niezwykle przydatne narzędzie dla marketerów. Zbierają oni w ten sposób bazę kontaktów, pozwalającą na późniejszą automatyzację i optymalizację działań marketingowych. Stale aktualizowany i wygodny dostęp do konta to tylko jeden z czynników, który wpływa na budowanie zaufania wśród konsumentów.

Klasyczne mechanizmy programów lojalnościowych ewoluują i nie ograniczają się już jedynie do zbierania punktów i ich wymiany na nagrody. Klienci poszukują bodźca, który dodatkowo pobudzi ich do działania, dlatego coraz częściej w nowoczesnych strategiach partnerskich programów, stosowana jest grywalizacja i storytelling. Zastosowanie tych działań okazuje się znacznie skuteczniejszym sposobem na zaangażowanie użytkowników – dodaje Kaczmarska z PA.

Stworzenie aplikacji mobilnej ma także pewne ograniczenia. Najczęściej związane są one z kosztami, przekraczającymi często budżety marketingowe małych firm, które nie mają wystarczającego zaplecza finansowego, aby stworzyć dwie platformy opierające się na systemach operacyjnych iOS i Android. Istnieją jednak alternatywne sposoby, np. Progressive Web Application (PWA), czyli strony internetowe dające wrażenie działania jak aplikacje natywne. Czas potrzebny do ich realizacji i wdrożenia jest zdecydowanie krótszy i znacznie tańszy w produkcji.

Influencer marketing w programach lojalnościowych

Pozytywna rekomendacja w mediach społecznościowych jest w dzisiejszych czasach bardziej wartościowa od wysokobudżetowych kampanii reklamowych. Zaangażowanie influencerów staje się więc nieocenione w procesie tworzenia i promocji programów lojalnościowych. Marka Diesel stworzyła program i zachęca wszystkich swoich followersów do założenia cyfrowego sklepu. W ramach platformy SIDE: BIZ, każdy może zostać ambasadorem i zdobywać nagrody. Za utworzenie konta na stronie tego producenta można otrzymać rabat na pierwsze zakupy, jak również dostać personalizowany kod. Im więcej osób skorzysta z unikalnego linku, tym jego właściciel będzie mógł skorzystać z większej zniżki.

Programy lojalnościowe są inwestycją, która z pewnością zaprocentuje w przyszłości. Odpowiednio dopasowane narzędzia i niestandardowe funkcjonalności wpłyną na odmienne doświadczenia konsumenckie i przewagę konkurencyjną. Świadomość społeczeństwa i ich oczekiwania wychodzą poza ofertę produktową, oczekują oni nie tylko rzetelności i wiarygodności marki, ale także natychmiastowej gratyfikacji, która wywoła w nich pozytywne uczucia.

Ayming Polska: Firmy tracą na zawyżonej składce wypadkowej

Z analiz Ayming wynika, że jedynie 2 proc. przedsiębiorstw ma ustaloną stopę procentową składki wypadkowej na minimalnym poziomie dopuszczonym przez ustawodawcę. Choć składka wypadkowa jest w stu procentach finansowana przez pracodawcę, temat kosztów z nią związanych nie jest tak ściśle monitorowany przez działy finansowe jak inne koszty operacyjne. Tymczasem weryfikacja składki może przynieść znaczące oszczędności. Za 65 proc. z nich odpowiada prawidłowe zidentyfikowanie czynników zagrożenia i ograniczenie ryzyk z nimi związanych – czytamy w raporcie Ayming „Składka wypadkowa. Nieoczywisty koszt, ukryte oszczędności”.

Pod koniec marca pracodawcy otrzymali od ZUS-u zawiadomienie o wysokości stopy procentowej składki wypadkowej w 2019 r. Nowe stawki obowiązują od kwietnia. To dobry moment, aby przyjrzeć się wysokości swoich zobowiązań oraz zweryfikować poprawność naliczenia stopy procentowej. Z analiz Ayming wynika, że 75 proc. przedsiębiorstw płaci składkę wyliczoną w oparciu o wyższą stopę procentową niż to wynika z ich kodu PKD.

Składka wypadkowa to jedyna składka w polskim systemie ubezpieczeń społecznych, która jest zależna od wielu czynników i ruchoma. Oznacza to, że ustawodawca nie narzuca z góry jednakowej stawki dla wszystkich płatników, jak ma to miejsce w przypadku składki emerytalnej czy rentowej. Składka wypadkowa jest ustalana indywidualnie z uwzględnieniem ryzyk występujących u danego pracodawcy. Jeśli dochodzi do wielu wypadków i zidentyfikowano liczne warunki zagrożenia, jej wysokość automatycznie rośnie. Ale jeśli pracodawca dba o bezpieczeństwo pracowników, płaci mniejszą składkę wypadkową.

Składka poza kontrolą

Wielu przedsiębiorców nie ma świadomości, że wysokością składki wypadkowej można zarządzać w takim samym stopniu, jak innymi kosztami operacyjnymi i zgodnie z prawem obniżać jej wysokość. Tymczasem firmy mogą zweryfikować obciążenia z tytułu składki wypadkowej i odzyskać nadpłacone środki nawet za 5 lat wstecz. Uzyskana kwota może być na tyle znacząca, że wpłynie na poprawę wyniku finansowego firmy. Należy podkreślić, że nie wystarczy raz ustalić wysokość składki – trzeba ją weryfikować co roku.

Zazwyczaj składka wypadkowa znajduje się w obszarze kompetencji wielu działów, począwszy od działu BHP i HR, poprzez finanse i księgowość, a na dziale prawnym kończąc. Każdy z tych działów ma inne podejście do kwestii ubezpieczenia wypadkowego. Dla przykładu, działy kadr patrzą na składkę wypadkową zazwyczaj pod kątem liczby ubezpieczonych, zaś inspektorzy BHP mają na względzie przede wszystkim bezpieczeństwo pracowników. Do ustalenia prawidłowej wysokości składki wypadkowej niezbędne jest uwzględnienie wszystkich perspektyw i ścisła współpraca wymienionych działów.

Ukryte oszczędności

Na dużą rozpiętość stopy procentowej składki wypadkowej (od 0,67 do 5,00 proc.) mają wpływ m.in. liczba zatrudnionych w warunkach zagrożenia i poszkodowanych w wypadkach przy pracy oraz charakter działalności przedsiębiorstwa i związana z nią kategoria ryzyka. Weryfikacja wszystkich czynników, które wpływają na części zmienne w wyliczaniu indywidualnej dla każdego płatnika wysokości składki, może wskazać zawyżanie opłat z tego tytułu. Przyczyny nadpłat zależą od specyfiki danej branży, a ich zniwelowanie wymaga indywidualnego podejścia. Uzyskane środki mogą stanowić nawet 3 proc. rocznej masy wynagrodzeń.

Obecnie przedsiębiorcy zmagają się z wyższymi kosztami zatrudnienia i muszą stawić czoło rosnącym kosztom operacyjnym. Nowe obciążenia finansowe mogą zostać częściowo zrekompensowane poprzez weryfikację wysokości składki na ubezpieczenie wypadkowe. Przykładowo, sprawdzenie poprawności rozliczenia składki w przedsiębiorstwie budowlanym zatrudniającym 1500 osób może przynieść oszczędności w wysokości ponad 2 mln zł. Odzyskane nadpłaty mogą więc realnie wpłynąć na wynik finansowy przedsiębiorstwa – tłumaczy Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzająca Ayming Polska.

Bezpieczeństwo się opłaca

Wnioski płynące z systematycznych kontroli składki wypadkowej mogą przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa pracowników, a w konsekwencji do obniżenia jej wysokości. Z analiz Ayming wynika, że działania podejmowane w kierunku identyfikacji i ograniczania czynników zagrożenia oraz liczby wypadków odpowiadają za 91 proc. oszczędności uzyskiwanych przez firmy w ramach składki wypadkowej. Przy czym szczególnie należy zwrócić uwagę na kategorię „warunki zagrożenia”, która średnio odpowiada za 65 proc. nadpłat. W przypadku branży górniczej jest to aż 72 proc., metalurgicznej – 70 proc., a przetwórstwa przemysłowego – 68 proc.

Z kolei 26 proc. oszczędności z tytułu weryfikacji składki wypadkowej wynika z wypadkowości. Według danych GUS w pierwszych trzech kwartałach 2018 r. główną przyczyną wypadków w Polsce było nieprawidłowe zachowanie się pracownika. Inwestując w poprawę bezpieczeństwa pracowników, przedsiębiorcy
w długofalowej perspektywie mogą uzyskać oszczędności z tytułu zmniejszonej wysokości składki wypadkowej.

Działania w kierunku zmniejszenia liczby wypadków i minimalizacji czynników zagrożenia nie muszą wymagać ogromnych nakładów finansowych. Czasem wystarczą proste akcje informacyjne czy cykliczne szkolenia BHP, aby wykluczyć najczęściej występujące ryzyka. Gdy konieczne jest poniesienie większych nakładów, np. związanych z przeprowadzeniem specjalistycznych pomiarów lub zakupem dodatkowego sprzętu, koszt ten prędzej czy później zwróci się w postaci obniżonej stopy procentowej składki wypadkowej – wyjaśnia Piotr Radko, Dyrektor Obszaru Kosztów Pracy w Ayming Polska.

Udział poszczególnych obszarów w oszczędnościach

Udział poszczególnych obszarów w oszczędnościachŹródło: raport Ayming „Składka wypadkowa. Nieoczywisty koszt, ukryte oszczędności”