Włodzimierz Ehrenhalt: Jak będzie wyglądała przyszłość energetyki?

Energetyka rozproszona jest przyszłością energetyki światowej. Powoli kończy się czas koncernów energetycznych w postaci gigantycznych elektrowni węglowych czy atomowych. W zastępstwie pojawia się generowanie energii w systemie rozproszonym. Rozwiązaniem tym są przede wszystkim odnawialne źródła energii. Jednym z nich jest wiatr – szczególnie ten na lądzie, jako najtańsze źródło – chociaż ceny wiatru na morzu również maleją. To także fotowoltaika, która daje ogromne możliwości w rejonach o dużym nasłonecznieniu, które również znajdują się w Polsce. Oprócz tego stosowane są także bloki biomasowe wykorzystujące odpady leśne i rolnicze. Energetyka rozproszona to także energetyka zakładowa. Wielkie fabryki mają swoje elektrownie i mogą sprzedawać nadwyżki prądu i ciepła. Na świecie sektor ten odnotowuje ogromny rozwój. Stopień inwestycji to ponad 300 miliardów dolarów rocznie. Głównie środki te są przeznaczane na odnawialne źródła energii. Oznacza to szansę dla przemysłu, który w przyszłości będzie odczuwał zmniejszone zapotrzebowanie na wytwarzanie części i serwis dla energetyki węglowej. Jej rolę zajmie branża OZE.

– Choć dla Polski oznaczałoby to dużą szansę, na razie nasz kraj zmierza w odwrotnym kierunku. Nad ekonomią i rozsądkiem górę wzięła polityka – powiedział serwisowi eNewsroom Włodzimierz Ehrenhalt, wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Energetyki Odnawialnej (SEO) – Rozwój odnawialnych źródeł został zahamowany na 3 lata. Obecnie poziom pochodzącej z nich energii wynosi 11, a nie 15 proc. jak zakładano. Jeżeli wymagany wynik nie zostanie osiągnięty – Polska zapłaci kary. Tym samym szanse i zagrożenia dla naszego przemysłu są ogromne. Dziś większość światowych producentów mebli, samochodów, czy części chwali się swoją ekologiczną działalnością, która oparta jest na zielonej energii. Europa przygotowuje się do wprowadzenia obowiązkowego znakowania produktów tzw. śladem węglowym. Czarny znak na polskim produkcie sprawi, że zagranicą – w Niemczech czy Szwecji, spadnie zainteresowanie konsumentów, a w konsekwencji sprzedaż. Polska musi zwiększać ilość zielonej energii, aby nasz przemysł i gospodarka były konkurencyjne w Europie. Musimy wprowadzać inny niż dotychczas podział pracy w ramach koncepcji Przemysłu 4.0. W tej chwili należy skupić się na tym, aby wykorzystać szansę i wypełnić lukę w tym zakresie. W przyszłości zostaniemy zmuszeni do inwestowania w energetykę rozproszoną, nie tylko zieloną. Specyficzna sytuacja energetyczna Polski wymaga jednak ochrony posiadanego węgla, jednocześnie nie wykraczając poza ekonomiczną logikę. Należy wydobywać tylko tyle własnego surowca, aby było to opłacalne. Polskie elektrownie węglowe będą musiały pracować jeszcze przez wiele lat. Nastąpi jednak odwrócenie ról. Głównym źródłem prądu staną się źródła rozproszone. Energetyka zawodowa – konwencjonalna, węglowa będzie włączana w razie potrzeby. Kończą się czasy produkowania energii bez względu na zapotrzebowanie. Staje się ona towarem, który musi być dostarczany tam, gdzie jest potrzebny – po cenie rynkowej – wskazał Ehrenhalt.

SYNERGA.fund S.A. pracuje nad połączeniem z ALL IN! GAMES

SYNERGA.fund S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., kontynuuje proces połączenia ze spółką ALL IN! GAMES Sp. z o.o. zajmującą się działalnością wydawniczą na rynku gier komputerowych. W marcu br. Sąd zarejestrował scalenie akcji Emitenta w stosunku 100:1.

W marcu 2019 r. SYNERGA.fund S.A. (Spółka przejmująca) oraz ALL IN! GAMES Sp. z o.o. (Spółka przejmowana) podpisały Term Sheet, zgodnie z którym obie spółki będą dążyły do przeprowadzenia procesu połączenia. Ma ono nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku Spółki przejmowanej na Spółkę przejmującą za akcje, które Spółka przejmująca wyda Udziałowcom Spółki przejmowanej. Po połączeniu Spółka będzie działała pod nazwą ALL IN! GAMES S.A. lub inną wskazaną przez Spółkę przejmowaną, co zostanie określone w Planie Połączenia. Podstawę do określenia parytetu wartości obu spółek będzie stanowiła ich wartość określona przez niezależnego, wybranego przez oba podmioty, biegłego rewidenta. Spółka po połączeniu będzie prowadziła działalność w branży gier komputerowych jako wydawnictwo różnorodnych projektów przeznaczonych na konsole i komputery osobiste.

„Zgodnie z podpisanym przez obie spółki porozumieniem o podstawowych warunkach transakcji (Term Sheet) pracujemy obecnie nad realizacją kolejnych etapów całego procesu połączenia. Będziemy na bieżąco informowali rynek o postępach w przeprowadzanej fuzji. Zależy nam na jak najlepszym przygotowaniu transakcji od strony formalno-prawnej, aby móc płynnie realizować kolejne etapy. Jestem przekonany, że dzięki zmianie profilu działalności na prowadzenie wydawnictwa gier komputerowych i wykorzystaniu obecności na rynku NewConnect, Spółka będzie w stanie dynamicznie zwiększać swoje przychody i osiągać coraz lepsze wyniki finansowe, budując w ten sposób wartość dla swoich Akcjonariuszy.” wyjaśnia Tomasz Wykurz, Prezes Zarządu Spółki SYNERGA.fund S.A.

ALL IN! GAMES Sp. z o.o. jest wydawnictwem różnorodnych gier przeznaczonych na konsole oraz komputery osobiste i pozyskało dotychczas aż 16 tytułów tworzonych przez znanych polskich oraz zagranicznych deweloperów, m.in. Destructive Creations, PolyAmorous, w tym także zagraniczne produkcje, takie jak „Fort Triumph” tworzony przez zespół deweloperski z Izraela. W tym roku podmiot ten zamierza wydać przynajmniej 6 gier, a w 2020 r. minimum 10 produkcji. Gra „Fort Triumph” znajdująca się w fazie Early Access będzie pierwszą produkcją ALL IN! GAMES, która pojawi się w sprzedaży poprzez przypisanie jej oficjalnie do Wydawnictwa, co powinno nastąpić na początku drugiej połowy kwietnia br. Przedstawiciele ALL IN! GAMES uczestniczyli w największej na świecie konferencji Game Developers Conference (GDC) w San Francisco, a trzy wydawane gry zostały zaprezentowane podczas targów PAX East w Bostonie. Wydawnictwo przystąpiło również do programu partnerskiego z Epic Games uzyskując w ten sposób dostęp do wsparcia merytorycznego oraz możliwość prezentowania przez ten podmiot wydawanych gier na wielu targach i konferencjach oraz wydarzeniach branżowych. ALL IN! GAMES prowadzi też działania biznesowe mające na celu pozyskanie kolejnych trzech tytułów do portfela wydawanych gier.

„Wydawnictwo ALL IN! GAMES posiada już imponujące i zróżnicowane portfolio gier, które będą przez nie wydawane. W dalszym ciągu pracuje jednak nad jego rozbudową i prowadzi negocjacje z kolejnymi studiami. Spółka nawiązała również współpracę z Epic Games, która bardzo dobrze rokuje i otwiera przed Wydawnictwem nowe możliwości. ALL IN! GAMES uczestniczy w wydarzeniach branżowych, co pozwala zarówno na pozyskiwanie kolejnych gier do portfela wydawniczego, jak i wymianę doświadczeń z innymi uczestnikami rynku.” – zakończył Prezes Wykurz.

W marcu 2019 r. SYNERGA.fund S.A. poinformowała o zarejestrowaniu przez Sąd scalenia akcji w stosunku 100:1. Obecnie kapitał zakładowy Spółki wynosi 27.310.000,00 zł i dzieli się na 2.731.000 akcji o wartości nominalnej 10,00 zł każda. Emitent podejmie działania mające na celu dokonanie scalenia akcji w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych.

KUKE: Ubezpieczyciele objęli ochroną rekordową wartość światowego handlu i inwestycji

Transakcje handlowe i inwestycje o rekordowej kwocie 2,5 biliona dolarów zostały w 2018 roku wsparte przez instytucje skupione w Unii Berneńskiej1, do której należy KUKE. Oznacza to wzrost o 7 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. W KUKE pokryty ubezpieczeniem i gwarancjami biznes zwiększył się w 2018 roku o 20 proc. do wartości 49 mld zł.

Unia Berneńska poinformowała, że agencje ubezpieczeń kredytów eksportowych w niej zrzeszone w 2018 roku ubezpieczyły transakcje handlowe i inwestycje na kwotę 2,48 bln dolarów. To aż 13 proc. światowych obrotów handlowych. Z tej kwoty 2,37 bln dolarów przypada na ubezpieczenie kredytu kupieckiego; 193 mld dolarów na ubezpieczenie średnio- i długoterminowych kredytów eksportowych, a 46 mld dolarów na ubezpieczenie inwestycji zagranicznych przed ryzykiem politycznym związanym m.in. z konfliktami zbrojnymi, wywłaszczeniem czy ograniczeniem wymienialności waluty.

W KUKE łączna wartość ubezpieczonego obrotu i udzielonych gwarancji ubezpieczeniowych wyniosła w 2018 roku rekordowe 48,9 mld zł i była o 19,9 proc. wyższa niż rok wcześniej. Wolumen objętych ochroną krótkoterminowych należności eksportowych i krajowych wyniósł 45,8 mld zł (wzrost o 19 proc. w skali roku), a wartość ubezpieczeń średnio- i długoterminowych sięgnęła 2,1 mld zł (wzrost o 58 proc.).

Janusz Władyczak, prezes KUKE
Janusz Władyczak, prezes KUKE

„Z zebranych przez Unię Berneńską danych wynika, że z roku na rok zwiększa się rola ubezpieczeń w międzynarodowym handlu i inwestycjach zagranicznych. To – jak w przypadku Polski – gdzie biznes KUKE rośnie dużo szybciej niż średnio na świecie, efekt większej świadomości przedsiębiorców co do konieczności stosowania różnych instrumentów zabezpieczających obrót handlowy. Ale niestety to również konsekwencja stanu globalnej gospodarki, większej niepewności politycznej, zmienności na rynkach, obserwowanego spowolnienia wzrostu. Polskie firmy są w przeważającej mierze uzależnione od koniunktury w krajach Unii Europejskiej, gdzie trafia 80 proc. naszego eksportu, a jednocześnie perspektywy pozostają mocno zamglone. Zadaniem KUKE jest przeprowadzić polskie przedsiębiorstwa przez ten okres niepewności u naszych głównych partnerów, a jednocześnie podpowiadać i wspierać w ekspansji na te rynki, gdzie szanse wzrostu są bardziej obiecujące i marże cały czas wysokie” – powiedział Janusz Władyczak, prezes KUKE.

Najszybszy wzrost ubezpieczanego handlu i inwestycji zanotowano w Afryce, co również może być wskazówką dla polskich firm co do kierunku ekspansji. Europa Środkowa i Południowa oraz Azja Południowowschodnia odpowiadały w 2018 roku za 20 proc. nowego biznesu pokrytego ubezpieczeniem i gwarancjami, Europa Zachodnia to 27 proc., Stany Zjednoczone 11 proc., a Azja Wschodnia 10 proc.

Wypłacone przez instytucje skupione w Unii Berneńskiej odszkodowania wyniosły w ubiegłym roku 6,4 mld dolarów, rosnąc o 3 proc. w porównaniu z 2017 rokiem. To aż o 17 proc. więcej niż kwota odszkodowań z 2009 roku, gdy globalna gospodarka przeżywała najtrudniejsze chwile wywołane załamaniem systemu finansowego rok wcześniej. Unia Berneńska zwraca uwagę, że ponownie zaczyna rosnąć udział odszkodowań wywołanych czynnikami politycznymi, stanowiąc już 32 proc. całości, po podwojeniu się ich kwoty wobec 2017 roku. Jeszcze w 2016 roku ich odsetek wynosił zaledwie 9 proc.

Badania SAP: Czy Polacy potrzebują „fizycznych” sklepów?

50 mld złotych – tyle według raportu Interaktywnie.com wydamy na zakupy online w 2019 roku. Jak podają Ecommerce Europe i SAP, już 49% Polaków robi regularnie zakupy online. Inne badania SAP pokazują, że tyle samo Polaków wciąż chce testować produkty „na żywo”. Priorytetem staje się więc budowa spójnych doświadczeń klientów – niezależnie od wybranej formy kontaktu z marką. Z pomocą w tym procesie przychodzą rozwiązania IT dla branży retail.

Polscy konsumenci poszukują spójnych, zintegrowanych doświadczeń zakupowych – przekonywali eksperci SAP podczas najnowszej, kwietniowej edycji wydarzenia SAP Intelligent Enterprise Truck w Warszawie. Prezentacja rozwiązań z pakietu C/4 HANA pokazała, jak ważne jest wdrożenie wielokanałowej strategii kontaktu z klientem. Szczególnie w Polsce, gdzie konsumenci charakteryzują się specyficznymi oczekiwaniami wobec firm.

Tomasz Niebylski, dyrektor ds. wsparcia sprzedaży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w SAP
Tomasz Niebylski, dyrektor ds. wsparcia sprzedaży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w SAP

Infografika_SAP_1Nad Wisłą obserwujemy rosnącą popularność modelu e-commerce, połączoną jednak z wyróżniającą się na tle innych krajów chęcią dostępu do fizycznych placówek. Wskazuje to na potrzebę rozwijania przez firmy w Polsce wielokanałowych strategii i narzędzi budowy relacji z klientami. Niezależnie od tego, czy wchodzą oni w interakcje z marką poprzez sklep internetowy, punkt w centrum handlowym czy rozmowę z konsultantem, Polacy chcą, aby oferta była dopasowana do ich potrzeb i gwarantowała szybki proces zakupowy
— przekonuje Tomasz Niebylski, Dyrektor Rozwoju Sprzedaży w SAP Polska.

Polacy: z miłością do sieci i …sklepów

Opinie ekspertów potwierdzają wyniki Consumer Propensity Report przygotowanego ostatnio przez SAP – największego globalnego dostawcę oprogramowania dla biznesu. Firma przebadała 20 000 osób w 24 krajach. Zgodnie z raportem, Polska znajduje się wśród państw, w których możliwość przetestowania produktów w „fizycznym” sklepie jest szczególnie ważna – zależy na niej 49% Polaków. Wyprzedzają nas tylko Rosjanie (56%). Dla porównania, podobną potrzebę wyraża np. tylko 29% Niemców, 34% Brytyjczyków czy 38% Francuzów.

Na co jeszcze zwracają uwagę Polscy konsumenci przebadani przez SAP? W ramach relacji z markami szukają spójności i szybkiego wsparcia. Jak pokazały wcześniejsze badania SAP (SAP Consumer Insights 2017), 4 na 10 Polaków zrezygnuje z usług firmy, jeśli dostrzeże różnice w cenach między sklepem internetowym, a fizyczną placówką. Z kolei we wspomnianym wcześniej, najnowszym raporcie najczęściej oczekiwaną przez Polaków zaletą kontaktu z marką jest prosta ścieżka wymiany lub zwrotu towaru – zwraca na nią uwagę 62% badanych. Blisko połowa konsumentów (47%) za ważny uważa dostęp do porównywarek produktów.

Przy tym wszystkim Polska należy jednocześnie do krajów, w których konsumenci są najbardziej konsekwentni, kupując online. Zakup produktów wrzuconych do wirtualnego koszyka zdarzyło się porzucić przed zapłatą 64% badanych Polaków – dla porównania, taką deklarację składa aż 8 na 10 Brytyjczyków czy 79% Włochów, Francuzów i Niemców.

Inteligentnie w sklepie

Badania SAP pokazują, że Polacy szukają wielokanałowych relacji z markami, na które składają się zarówno narzędzia cyfrowe, jak i dostęp do doświadczeń offline – w fizycznych sklepach. W jaki sposób integrować te dwa kanały? Za przykład mogą służyć wdrożenia zrealizowane przez SAP w Polsce i zagranicą. Firma w 2018 roku ogłosiła stworzenie pakietu C/4 HANA – przełomową integrację swoich rozwiązań wspierających budowę relacji zarówno w kanale B2B, jak i B2C.

Przykładem wykorzystania potencjału tego pakietu jest wdrożenie platformy SAP Marketing Cloud w SPAR Switzerland – sieci 160 sklepów spożywczych. Jej program lojalnościowy SPAR Friends w ciągu tygodnia od uruchomienia przyciągnął 20 000 klientów, a w kolejnych kilku miesiącach – łącznie ponad 100 000.

Jak tego dokonano? Każdy z uczestników programu ma okazję na pełną refundację zakupów – dotyczy ona co tysięcznej transakcji. O zwycięstwie klient dowiaduje się już przy kasie, dzięki analizie danych w czasie rzeczywistym. Do skorzystania z programu wystarczy konsumentowi aplikacja na smartfon. Sieć zbudowała w ten sposób szybko bazę danych o klientach, dostosowaną już do przepisów GDPR. Co więcej, stworzyła fundamenty pod rozszerzenie funkcji platformy o mechanizmy machine learning, umożliwiające tworzenie jeszcze bardziej spersonalizowanych ofert. Połączyła w ten sposób „fizyczne” doświadczenia konsumentów z analizą cyfrowych danych
-– tłumaczy Tomasz Niebylski.

W nieco inny sposób tradycyjne placówki z narzędziami e-commerce łączy Vision Express. Wykorzystując narzędzia SAP Commerce Cloud, sieć umożliwiła klientom umawianie badań wzroku oraz wizyt bez fizycznej obecności w sklepie, a także łatwą lokalizację najbliższych salonów. System umożliwia także rezerwację wymarzonych oprawek okularów online – co jest szczególnie ważne w wypadku bardziej popularnych czy limitowanych modeli.

Jeden kontakt, wiele kart

Czasem jeden kanał kontaktu w zupełności wystarczy. Dowodzi tego projekt zrealizowany przez sieć komórkową Play przy wsparciu firmy enginiety. Wykorzystując platformę SAP Hybris (obecnie stanowi część pakietu C/4 HANA) Play wdrożył do swojego systemu e-commerce możliwość sprzedaży end-to-end ofert multiSIM – czyli umów na wiele kart SIM. W momencie rozpoczęcia wdrożenia (początek 2017 roku) tego typu możliwości oferowali tylko operatorzy poza Polską, np. w Stanach Zjednoczonych.

W innych polskich sieciach proces sprzedaży multiSIM musiał być finalizowany przez call center lub w fizycznej placówce. Dzięki wykorzystaniu rozwiązań SAP, cały proces mógł być przeprowadzony online. Konsultanci pomagali nabywcom m.in. w ramach funkcji Assisted Service, mając dostęp do ekranu klienta w e-sklepie. Dzięki zastosowaniu tego rozwiązania, czas potrzebny do konfiguracji umowy grupowej został skrócony z 40 do 3 minut. O 10% wzrosła także średnia wartość zamówień realizowanych online.

End-to-end: but mówi pas

Wielokanałowe, spersonalizowane kontakty coraz częściej mogą być budowane przez… urządzenia podłączone do sieci. Na przykład buty do biegania, wyposażone w sensory zintegrowane z odpowiednim systemem. Takie obuwie poinformuje nas, gdy przekroczymy standardową liczbę kilometrów, po których powinniśmy rozważyć ich zmianę na nowe, jeśli nie chcemy złapać kontuzji.

System SAP działający na platformie S/4 HANA i wspierany przez narzędzia z pakietu C/4 HANA przeanalizuje nasze zwyczaje zakupowe, bieżące zasoby magazynowe i trendy, odsyłając spersonalizowaną ofertę nowych butów. Konsument otrzyma do wyboru różne ścieżki zakupu – np. możliwość 5% zniżki przy odbiorze osobistym w sklepie. Klient płaci mniej, a firma uzyskuje szansę zaoferowania dodatkowych usług. Na miejscu nowe obuwie zostanie wpisane do systemu, który zacznie mierzyć przebyte przez klienta kilometry. Po takie rozwiązanie sięgnęła np. firma Under Armour – jeden z liderów rynku odzieży sportowej.

Klient jest wszędzie

O czym świadczą przedstawione case studies? Zadaniem marek jest budowanie trwałych relacji z konsumentami. Niezależnie od czasu i sposobu kontaktu z nimi firmy powinny udowadniać, że rozumieją ich potrzeby. Wszystkie interakcje – np. w fizycznym sklepie, na platformie online, za pośrednictwem botów czy innych narzędzi – są źródłami informacji o klientach. Jeśli są one dobrze wykorzystane – potrafią przyciągnąć klientów wiernych na lata. Technologie wspierające wielokanałowe relacje paradoksalnie mogą pomagać firmom wspierać klientów w bardziej ludzki, spersonalizowany sposób.

Grupa Mex Polska ponownie oceniona przez Dom Analiz SII

Dom Analiz SII dokonał aktualizacji rekomendacji dla akcji Mex Polska, podtrzymując wcześniejsze zalecenie „kupuj”. Nowa 12-miesięczna cena docelowa dla tych walorów została ustalona na poziomie 7,07 zł.

Grupa Mex Polska rozwija na terenie Polski sieć lokali gastronomicznych pod szyldami m.in.: „The Mexican”, „Pijalnia Wódki i Piwa” oraz „PanKejk”.

Jak przewidzieliśmy w poprzednim naszym raporcie, plany Zarządu Spółki co do liczby otwarć nowych lokali oraz idącej za tym znaczącej poprawy wyników okazały się zbyt ambitne. W 2018 roku powstały 2 kolejne restauracje „PanKejk” (spośród średnio 3 planowanych rocznie), jeden lokal „Klubokawiarnia”, a także 3 bistra „Pijalnia Wódki i Piwa” (spośród średnio 5 planowanych rocznie). Jednocześnie wszystkie wspomniane wyżej placówki „Pijalnia Wódki i Piwa” otwarte zostały nie jako lokale własne, ale w modelu franczyzowym, a dodatkowo w I półroczu zamknięta została jedna z restauracji „The Mexican”. W konsekwencji przychody ze sprzedaży Grupy zwiększyły się w 2018 roku tylko o 3,3% rdr do poziomu 66,5 mln zł. Wynik EBITDA w tym samym okresie wzrósł o 2,7% rdr do 6,1 mln zł, a wynik netto spadł o 14,2% rdr do 3,2 mln zł, przy czym zwrócić należy uwagę na zdarzenia jednorazowe, m.in. w postaci rozwiązania części aktywa na podatek odroczony w związku z ustawowym obniżeniem stawki podatku CIT z 15% na 9% (negatywny wpływ na wynik netto równy 0,72 mln zł) – podsumowano w raporcie.

Zgodnie z prognozami Domu Analiz SII w 2019 roku przychody ze sprzedaży Grupy Mex Polska przekroczą poziom 70 mln zł wobec 66,5 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie, nie uwzględniając wpływu implementacji nowego standardu MSSF 16, skonsolidowany wynik operacyjny wzrośnie o 3,4% rdr do 4,8 mln zł, a wynik netto o 22,8% rdr do 3,9 mln zł.

Jak przewiduje Dom Analiz SII, do poprawy wyników restauracyjnej Spółki w kolejnych latach może przyczynić się dynamiczny rozwój sieci franczyzowej lokali „Pijalnia Wódki i Piwa”, a także ustawowe obniżenie stawki podatku CIT dla małych podatników.

Naszym zdaniem motorem napędowym wyników Grupy może stać się dynamiczny rozwój sieci franczyzowej, który mocno przyspieszył w ostatnich miesiącach – w konsekwencji zakładamy, że liczba placówek franczyzowych zwiększy się z obecnych 8 do 24 w 2023 roku. Zwracamy przy tym uwagę, że model ten charakteryzuje się co do zasady niższym ryzykiem (choć potencjalne zyski są ograniczone do otrzymywanych opłat franczyzowych). Jednocześnie założyliśmy, że pozytywny wpływ na wyniki Grupy Mex Polska od 2019 roku będzie miało obniżenie stawki podatku CIT z 15% do 9% – dodano.

W prognozach założono także dalsze stopniowe zwiększanie placówek własnych, choć konserwatywnie przyjęto, że rozwój ten będzie przebiegał nieco wolniej niż przewiduje Zarząd Spółki.

W naszych prognozach pozostajemy ostrożni co do szacowanego tempa rozwoju lokali własnych Grupy. Do końca 2023 roku założyliśmy zwiększenie liczby restauracji „PanKejk” z obecnych 4 do 8 placówek oraz nowego konceptu „Prosty Temat” z 1 do 3 placówek. Jednocześnie konserwatywnie przyjęliśmy tylko jedno otwarcie lokalu własnego „Pijalnia Wódki i Piwa” w okresie prognozy – wskazano w raporcie.

Rekomendacja została wydana 15 kwietnia 2019 roku o godz. 7:50. Moment pierwszego rozpowszechnienia rekomendacji to 15 kwietnia 2019 roku, godz. 8:00. Autorem raportu jest Paweł Juszczak. Dom Analiz SII zawarł ze Spółką Mex Polska umowę o przygotowanie niezależnej rekomendacji inwestycyjnej.

Rekordowo wysoka liczba niewypłacalności w I kw. 2019 r.

  • W I kwartale 2019 opublikowano informację o 285 niewypłacalnych przedsiębiorstwach wobec 260 w I kwartale 2018 roku – wzrost o 10% w porównaniu r/r, dynamika z ub. roku nie zmniejsza się.
  • Jest to aktualnie czwarty rok z rzędu wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm, a tym samym kwartał z najwyższa liczbą niewypłacalności w ciągu dekady.
  • W marcu opublikowano informację o niewypłacalności 100 firm wobec 102 w marcu 2018 roku.
  • Na czele sektorów o największej liczbie/wkładzie w tempo wzrostu niewypłacalności były budownictwo, sektor produkcyjny, handel i usługi, ponownie sektor produkcyjny. Potwierdza to wspólną przyczynę kłopotów polskich firm (obok specyficznych trendów koniunkturalnych) – trwałą słabość finansową, niezwiększanie bazy kapitałowej współmiernie do skali sprzedaży.
  • Największa liczba niewypłacalności miała miejsce w sektorze produkcyjnym (69 firm w I kwartale 2019 r.), usług (67 firm) i w dystrybucji hurtowej (57 niewypłacalności)
  • Branżowa mapa ryzyka nie jest jednolita – nie wszędzie dominowały w I kwartale w tym samym stopniu kłopoty firm handlowych, produkcyjnych i usługowych

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W I kwartale 2019 roku w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 285 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 260 w I kwartale 2018 roku.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Zmienność branż przeżywających kłopoty na największa skalę …

W poszczególnych miesiącach I kwartału zmianie ulegały branże, w których wzrost niewypłacalności r/r przyczyniał się do utrzymania a nawet wzrostu ich liczby r/r. W styczniu były to sektory produkcyjny i budowlany, w lutym handel i usługi a w marcu ponownie handel, ale tym razem obok sektora produkcyjnego. Transport doświadczył wzrostu liczby niewypłacalności o 67% r/r, przed handlem (+46%). Wysoka ich liczba w skali kwartału była także w sektorze usług czy w budownictwie, gdzie nawet jeśli już nie rosła r/r, to oznaczała powrót do skali ryzyka z 2017r. , gdy liczba niewypłacalności w ewidentny sposób już rosła (+59% r/r w stosunku do 2016r).

Efekt jest jeden – najwyższa liczba niewypłacalności nie tylko w I kwartale czy w ogóle w ostatnim dziesięcioleciu, ale zapewne także od czasu przemian ustrojowych.

… i jedna ich wspólna przyczyna

Jest wiele specyficznych dla poszczególnych branż trendów, stojących za kłopotami firm do nich zaliczanych, ale zmiany sektorów przodujących w zestawieniu niewypłacalności świadczą o szerszych, wspólnych dla całej gospodarki ich przyczynach. Wzrost wynagrodzeń najmocniej dotyka budownictwa i sektora usług mających najwyższy procentowy ich udział strukturze kosztów, wyższe ceny nośników energii z kolei najboleśniej odczuwa przemysł i transport, zakaz handlu… We wszystkie branże uderza zaś wzrost obciążeń podatkowych – czy to wskutek nowych przepisów (jak np. odwrócony VAT czy PPK), czy nawet bardziej jako efekt zmian w ich interpretacji i egzekucji, ale jednak w różnym stopniu i niejednocześnie.

Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.
Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.

Wymienione czynniki nie wyczerpują całej listy przyczyn negatywnie odbijających się na finansach polskich przedsiębiorstw, które same w sobie są po prostu… słabe – ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.  To dlatego wzrost zamówień i obrotów jest nie tylko szansą, ale i jednocześnie zagrożeniem – wymaga bowiem większego wysiłku kapitałowego (np. nakładów na materiały i wspomniane koszty pracy w budownictwie). Każde zachwianie i tak niskiej rentowności w tej sytuacji burzy misternie budowany przez dyrektorów finansowych polskich firm domek z kart.

Jak dodaje:Niski poziom finansowania zewnętrznego, przede wszystkim kredytem bankowym niekoniecznie jest więc powodem do zadowolenia z zaradności czy organicznego wzrostu sektora MSP, ale w tej sytuacji jawi się raczej jako świadectwo ich niskiej wiarygodności w oczach banków – gotowych udzielać kredytów, ale nie tym firmom, które by ich potrzebowały. To dlatego niski koszt pieniądza nie pobudza akcji kredytowej i w efekcie polskiej gospodarki w takim stopniu, jak w wysoko rozwiniętych gospodarkach zachodnioeuropejskich czy w Stanach Zjednoczonych. Wzrost zapotrzebowania na kapitał jest realizowany zaś kosztem dostawców – są oni z reguły mniej wymagający i gorzej zabezpieczeni niż instytucje finansowe, ale niestety w efekcie opóźnienia płatności i niewypłacalności wywołują efekt domina całych łańcuchów firm.

Spektakularna skala / liczba niewypłacalności firm wytwórczych i dystrybucyjnych

I kwartał to swoiste „sprawdzam” w handlu, gdy okazuje się komu udało się zarobić na najgorętszym okresie roku – sezonie świątecznym. Widoczne jest, iż wzrost dochodów (skutek czy to transferów socjalnych, czy wyższych zarobków), wysoki optymizm konsumencki i w efekcie wzrost konsumpcji nie zatrzymuje, a nawet potęguje skalę wzrostu liczby niewypłacalności w handlu hurtowym.

Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 2

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

W tym samym czasie przemysł zakończył zapełniać magazyny, wzrost ich stanów po spadku zamówień nie będzie zwiększał dynamiki PKB. Ciekawe, iż wspomniane spadki zamówień w eksporcie nie wiążą się (przynajmniej wprost) z niewypłacalnościami – profil i skala produkcji dotkniętych nimi firm wskazuje w zdecydowanej większości przypadków na krajowy profil ich sprzedaży (art. budowlane, odzież i obuwie czy żywność, w tym mięso). Kolejny argument za tym, iż koniunktura nie decyduje o wszystkim, bo tej akurat w tych sektorach na rynku krajowym nie zabrakło.

Branżowa mapa ryzyka nie jest jednolita

Nie wszędzie dominowały w I kwartale w tym samym stopniu kłopoty firm handlowych, produkcyjnych i usługowych. W samym marcu w Małopolsce 4 z 7 niewypłacalności to firmy handlowe, nie było za to wśród nich firm produkcyjnych (pomimo panoramy gospodarczej regionu, w której przemysł, m.in. ma niepoślednie miejsce). Śląsk – również w tym województwie najliczniejsze w ubiegłym miesiącu były niewypłacalności firm handlowych (w marcu – 6 z 16), ale ponadto ewidentne były też problemy budownictwa i firm produkcyjnych. Usługi – niewypłacalności w tej branży aktualnie stosunkowo liczne były w woj. łódzkim, mazowieckim, dolnośląskim i małopolskim.Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 3 Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 4 Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 5 Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 6

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Tylko co dziesiąta polska firma korzysta z chmury. Orange i Google chcą to zmienić

Tylko co dziesiąta polska firma korzysta z chmury. Orange i Google chcą to zmienić 1

Migracja do chmury zapewnia elastyczność, usprawnia pracę i optymalizuje koszty, dlatego na taki krok decyduje się coraz więcej firm. Polski rynek wciąż ma jednak ogromne możliwości rozwoju, bo – jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego – z usług chmurowych korzysta na razie tylko 11,5 proc. rodzimych firm, z czego 1/3 stanowią wciąż te duże. Ten potencjał chce zagospodarować Orange – już teraz własne usługi chmurowe świadczone prze Orange Polska rosną w tempie ok. 30 proc. rocznie. Operator liczy, że ten trend jeszcze przyspieszy dzięki rozszerzonej właśnie współpracy z Google.

– Chmura staje się jednym z najważniejszych elementów transformacji biznesu. Transformacja, którą przechodzi w tej chwili większość firm, sprowadza się do tego, żeby oferować swoim klientom rozwiązania bardziej elastyczne, dostosowane do zmieniających się potrzeb. Zatem firmy, przenosząc swój biznes, swoje dane i przetwarzając je w chmurze, uzyskują przewagę konkurencyjną, nowe możliwości reagowania na bardzo szybko zmieniające się potrzeby klientów w świecie cyfrowym. Ponieważ taka jest potrzeba naszych czasów, spodziewamy się eksplozji chmury i przechodzenia przedsiębiorstw na rozwiązania chmurowe. Dane Instytutu IDC pokazują, że ten wzrost będzie dwukrotny w ciągu nadchodzących 3 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu Orange Polska.

Migracja do chmury jest jednym z kluczowych elementów rozwoju i cyfrowej transformacji przedsiębiorstw. To także jeden z najgorętszych trendów w IT. Według prognoz Gartnera za kilka lat firmy niewykorzystujące rozwiązań chmurowych będą tak rzadkie jak te, które dziś nie wykorzystują w swojej działalności internetu. W globalnej skali prognozy Gartnera zakładają, że w 2019 roku rynek usług chmury publicznej wzrośnie o 17,3 proc., osiągając wartość 206,2 mld dol. (w porównaniu z 175,8 mld dol. i 21-proc. wzrostem w 2018 roku).

Natomiast w Polsce – jak wynika z raportu PMR „Rynek przetwarzania danych w chmurze w Polsce 2018. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2018–2023” – rośnie on w tempie 5–6-krotnie wyższym niż cały rynek IT. Według prognoz przytaczanych przez Orange do 2022 roku rynek chmury w Polsce podwoi swoją wartość w stosunku do roku 2018 i osiągnie wartość 593,5 mln dol.

– Rozwiązania chmurowe dają biznesowi przede wszystkim elastyczność, pozwalają przenosić swoje dane. Przetwarzanie tych danych odbywa się poza firmą, co pozwala obniżać koszty IT, optymalizować koszty infrastruktury. W przypadku skorzystania z usług jako serwis (model IaaS, Infrastructure as a Service) płaci się tylko za faktycznie wykorzystywaną przestrzeń dyskową – mówi Bożena Leśniewska.

Chmura oznacza dla firm przede wszystkim wygodę, oszczędności i bezpieczeństwo. Usługi Infrastructure as a Service i Platform as a Service oznaczają, że klient otrzymuje własną przestrzeń na serwerze, gdzie instaluje swoje oprogramowanie i nie musi się troszczyć o utrzymanie serwerowni, połączenia sieciowe, bezpieczeństwo fizyczne. Cechą chmury jest rozliczanie kosztów tylko za te zasoby i platformy, z których klient faktycznie korzysta, co z kolei przekłada się na efektywne wykorzystanie budżetów. Firmy korzystają z rozwiązań cloudowych również po to, żeby umożliwić pracownikom zdalny dostęp do poczty czy zasobów plikowych, co z kolei przekłada się na elastyczność i wydajność pracy.

– Jeżeli firmy chcą oferować swoim klientom jakieś usługi w czasie rzeczywistym, to posiadanie i przetwarzanie danych w chmurze daje dużo większe możliwości w tym zakresie. Pozwala reagować w czasie rzeczywistym, tworzyć spersonalizowane oferty i produkty. Biznes szuka obecnie tego rodzaju rozwiązań dla swoich klientów. Chmura stwarza takie możliwości. Nie mówiąc już o takich jej zaletach, jak usprawnianie całego środowiska pracy, uczynienie go lżejszym, bardziej mobilnym – mówi Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu Orange Polska.

Chmura obliczeniowa to technologia obok której biznes nie może przejść obojętnie. Dzisiaj każda firma, która planuje rozwijać się na rynku, potrzebuje nowoczesnych technologii, te z kolei w większości budowane są na platformach cloudowych. Model chmury obliczeniowej otwiera drogę do optymalizacji procesów, a w przypadku wielu daje także możliwość wprowadzenia na rynek nowych rodzajów usług. Właściwie rozwiązania software’owe nie powstają już w takiej tradycyjnej wersji on-premise – wszystko tworzone jest już w oparciu o technologie chmurowe. Umożliwiają one uniezależnienie się od posiadania własnej infrastruktury i co ważne, są w pełni skalowalne. Dlatego każde przedsiębiorstwo, które chce odnieść sukces na rynku, musi dzisiaj podłączyć się do tego wielkiego silnika zarządzającego danymi, i to jest właśnie taka metafora chmury publicznej – dodaje Magdalena Dziewguć, Territory Manager Central Europe, Google Cloud.

Jak wynika z ubiegłorocznych danych GUS, w Polsce rozwiązania chmurowe wykorzystuje 11,5 proc. przedsiębiorstw, z czego jedną trzecią (ok. 37 proc.) stanowią wciąż duże firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników. Większość firm korzysta z usług w chmurze za pomocą serwerów współdzielonych (77,1 proc. firm korzystających z chmury) lub serwerów dedykowanych do ich potrzeb (44,1 proc.). Polskie przedsiębiorstwa decydują się też głównie na podstawowe funkcjonalności, spośród usług oferowanych w chmurze w ubiegłym roku najczęściej kupowane były te związane z udostępnianiem poczty e-mail.

Dla porównania według danych Eurostatu z ubiegłego roku z usług chmurowych korzysta ponad połowa przedsiębiorstw w Finlandii (65 proc.), Szwecji (57 proc.) i Danii (56 proc.), co oznacza, że polski rynek wciąż ma ogromny potencjał rozwoju.

– W Orange oferujemy rozwiązania chmurowe oparte na własnej infrastrukturze, czyli jest to chmura prywatna, i w ostatnich latach obserwujemy dynamiczne, ponad 30-procentowe wzrosty. To potwierdza, że klienci zdecydowanie przeformatowują, zmieniają swoje modele biznesowe, zmieniają sposób korzystania z infrastruktury. Czynią swoje IT „lżejszym”, dzięki czemu uzyskują oszczędności i większą elastyczność w korzystaniu z rozwiązań, które następnie oferują również swoim klientom – mówi Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu Orange Polska.

Usługi oparte na technologiach chmurowych świadczy Integrated Solutions, integrator należący do Orange. W ramach pakietu udostępniania i zarządzania infrastrukturą IT zapewnia podstawowe, klasyczne funkcjonalności infrastruktury. W rozwiązaniach chmury publicznej oferuje ponad sto funkcjonalności, w tym zaawansowane rozwiązania big data, z których mogą korzystać klienci o specjalistycznych potrzebach. Już teraz własne usługi chmurowe świadczone prze Orange Polska rosną w tempie ok. 30 proc. rocznie. Operator liczy, że ten trend jeszcze przyspieszy dzięki nawiązanej właśnie współpracy z Google.

– Partnerstwo Google Cloud i Orange to szansa dla polskich firm. Dzisiaj największym ograniczeniem szybkiej adopcji nowych usług opartych o chmurę jest ich dostępność. Migracja do chmury jest dzisiaj jednym z kluczowych elementów rozwoju i cyfrowej transformacji przedsiębiorstw. Dlatego będziemy wspierać konsultantów i wdrożeniowców w ich działaniach. Będziemy dzielić się wiedzą i know-how tak, żeby wdrażania usług chmurowych następowały szybciej – mówi Magdalena Dziewguć, Territory Manager Central Europe, Google Cloud.

Partnerstwo z globalnym gigantem technologicznym pozwoli Orange i Integrated Solutions zaoferować firmom rozwiązania, które mogą sprawnie adaptować do swoich potrzeb we wszystkich modelach chmury publicznej, hybrydowej lub prywatnej. Google wesprze też szczególnie ważne dla Orange Polska obszary, jak big data i analiza danych, uczenie maszynowe, sztuczna inteligencja, internet rzeczy, IoT, M2M, robotyzacja i automatyzacja procesów czy szeroko rozumiany obszar aplikacji internetowych i mobilnych.

Operator zapowiada, że będzie dalej rozwijać segment chmurowy, wprowadzając kompleksowe pakiety end-to-end i dostarczając klientom kompletne rozwiązania, składające się z optymalnego modelu chmury, oprogramowania biznesowego, dopasowanych opcji sieciowych oraz usług związanych z bezpieczeństwem danych i sieci. Przykładem takiego rozwiązania mogą być kompleksowe platformy internetu rzeczy, przygotowywane np. dla logistyki czy samorządów w ramach smart city.

Umowa o strategicznym partnerstwie Orange Polska i Google ogłoszona została podczas Innovation Gardens Summit 2019 w Warszawie. To konferencja technologiczna inspirowana Mobile World Congress w Barcelonie. Do dyskusji o trendach i wyzwaniach w świecie cyfrowej transformacji Orange Polska zaprosił 19 swoich partnerów – kluczowe firmy na rynku technologii. Oprócz Google uczestniczą w nim m.in. Integrated Solutions, Comarch, Ericsson, Nokia, Cisco, ZTE, Huawei, Samsung, Xiaomi, Linux Polska, Arbor, Motorola, Salesforce, Corning, FancyFon. Partnerzy Orange zaprezentowali nowości technologiczne i rozwiązania, które właśnie wkraczają na polski rynek lub wkrótce się na nim pojawią.

Citi rozszerza działalność w Polsce. W nowym centrum bankowości transakcyjnej pracę znajdzie 100 osób

Citi rozszerza działalność w Polsce. W nowym centrum bankowości transakcyjnej pracę znajdzie 100 osób 2

W centrum usług wspólnych Citi Service Center Poland pracuje już przeszło 4 tys. specjalistów. Bank zdecydował właśnie o rozszerzeniu jego zakresu działalności, dodając nowy obszar: TTS Hub, czyli centrum transakcyjno-rozliczeniowe na region Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. W ciągu dwóch lat planuje stworzyć około 100-osobowy zespół, składający się m.in. ze specjalistów w zakresie zarządzania projektami i rozwoju produktów oraz fachowców od nowych technologii, w tym SAP i API. Jak podkreśla szef implementacji bankowości transakcyjnej Citi na region EMEA Mark McAteer – dotychczasowe dobre doświadczenia w Polsce i dostęp do wykwalifikowanej kadry naturalnie przesądziły o wyborze lokalizacji.

– Citi wybrało Warszawę na siedzibę swojego centrum obsługi klienta dla bankowości transakcyjnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mark McAteer, szef implementacji bankowości transakcyjnej Citi na region EMEA.

W Polsce działa już Citi Service Center Poland – centrum usług wspólnych, które rozpoczęło pracę w 2005 roku, zatrudniając na początek 57 pracowników. Teraz w CSC pracuje już ponad 4 tys. pracowników i jest to największy z tego typu zespołów Citi w regionie EMEA. W lokalizacjach w Warszawie i Olsztynie realizowane są wyspecjalizowane usługi dla klientów Citi w 94 krajach Europy, Azji, Afryki, Australii oraz obydwu Ameryk.

Bank postanowił właśnie rozszerzyć swoją obecność Polsce i rozbudować Citi Service Center Poland o nowy obszar: TTS Hub – czyli centrum transakcyjno-rozliczeniowe na region EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka). Będzie to zarazem pierwsze w Polsce centrum z tą specjalizacją. W ramach TTS Citi prowadzi operacje bankowości transakcyjnej i jest liderem tego sektora. Ma oddziały w ponad 100 krajach i każdego dnia obsługuje transakcje o wartości ponad 4 bln dol.

– Citi już od dawna prowadzi działalność na terenie Polski. Nasze centrum usług wspólnych, które znajduje się tu już od ponad 10 lat, zatrudnia ponad 4 tys. pracowników. Zatem rozszerzenie go o centrum obsługi klienta wydało się dla nas czymś zupełnie naturalnym – mówi Mark McAteer – Mamy bardzo pozytywne doświadczenia związane z prowadzeniem działalności w Polsce, mamy tu dostęp do dużej liczby dobrze wykształconych pracowników, którzy są nastawieni na wykonywanie swojej pracy na wysokim poziomie.

W związku z rozszerzeniem zakresu działalności swojego centrum Citi prowadzi już rekrutację pracowników. W TTS Hub powstaną nowe stanowiska m.in. w zakresie zarządzania projektami, prowadzenia rachunków i opracowywania produktów. W tym momencie w TTS Hub pracuje już 30-osobowy zespół, ale w ciągu dwóch lat liczba zatrudnionych ma już wzrosnąć do setki.

– Część z tych stanowisk zostanie obsadzona pracownikami przeniesionymi z naszego centrum obsługi w Londynie. Pozostałe obejmą nowi pracownicy. Będziemy poszerzać naszą pulę fachowców, zatrudniając specjalistów od nowych technologii, takich jak API – mówi Mark McAteer.

Do TTS Hub Citi poszukuje także w większości pracowników działu obsługi klienta, w tym specjalistów z zakresu zarządzania projektami, opieki nad klientem i rozwoju produktów.

– Pod kątem wymaganych przez nas umiejętności nie szukamy tutaj stricte osób z wykształceniem bankowym. Chcemy jednak przyjąć doświadczonych specjalistów dysponujących, zależnie od pozycji, na którą aplikują, różnymi umiejętnościami, w tym m.in. z zakresu zarządzania projektami, obsługi klienta oraz komunikacji. Na bardziej techniczne stanowiska szukamy znajomości SAP, XML oraz API – mówi Mark McAteer.

Jak podkreśla, Citi to duża, zróżnicowana i globalna organizacja o ugruntowanej pozycji w przeszło 100 krajach, co czyni z niej perspektywiczne miejsce pracy.

– Inwestujemy znaczne środki w technologię i infrastrukturę, a co jeszcze bardziej istotne – także w nasz personel i nowych pracowników. W obszarze bankowości transakcyjnej jest bardzo duża konkurencja. TTS to zdecydowany lider rynku, ale żeby utrzymać naszą przewagę – musimy wdrażać prawdziwe innowacje i ciągle inwestować w prowadzoną działalność. Myślę, że kultura innowacji, którą obserwujemy w Warszawie, przyciąga nową generację pracowników do sekcji obsługi klienta – mówi Mark McAteer, szef implementacji bankowości transakcyjnej Citi na region EMEA.

Citi stawia mocny akcent na politykę różnorodności i wspieranie rozwoju zawodowego kobiet. Wśród 7,8 tys. pracowników Citi w Polsce, dokładnie 51,75 proc., stanowią kobiety. W warszawskim centrum usług biznesowych Citi obsadzają 16 proc. z 1,2 tys. pracowników działów IT, ale organizacja prowadzi działania, które mają podwoić ten odsetek w ciągu najbliższych 2–3 lat. Ponadto w CSC co dziesiąty z ponad 4 tys. pracowników jest obcokrajowcem, a specyfika pracy świadczonej w 27 językach, dla klientów w ponad 90 krajach świata tworzy międzynarodowy klimat. Citi wspiera go m.in. dzięki szerokiej ofercie grup networkingowych i wewnętrznym inicjatywom ukierunkowanym na różnorodność.

Rynek centrów biznesowych w Polsce jest jednym z najszybciej rosnących w całej Europie. Cechuje go zarówno szybki rozwój, jak i regularny wzrost zatrudnienia. Z danych ABSL wynika, że w I kwartale 2018 roku na polskim rynku działało ponad 1,2 tys. centrów usług dla biznesu, zatrudniających 279 tys. osób (ponad 80 proc. pracuje w centrach zagranicznych). Licząc od 2016 roku, całkowity przyrost nowych miejsc sięgnął aż 30 proc. To oznacza, że w ciągu dwóch lat w branży przybyło 65 tys. nowych miejsc pracy. ABSL szacuje, że w optymalnym scenariuszu już na początku przyszłego roku zatrudnienie w centrach usług biznesowych sięgnie 340 tys. osób. W Radzie Strategicznej ABSL – które jest prestiżowym, największym branżowym stowarzyszeniem skupiających inwestorów z tego sektora – od 2017 roku zasiada Iwona Dudzińska, kierująca Citi Service Center Poland.

Działania społeczne przestają być domeną dużych koncernów. Inwestuje w nie coraz więcej małych i średnich polskich firm

Działania społeczne przestają być domeną dużych koncernów. Inwestuje w nie coraz więcej małych i średnich polskich firm 3

Do społecznej odpowiedzialności (CSR) przykłada wagę coraz więcej polskich firm, w tym małych i średnich. Działania takie przekładają się na zaufanie i lojalność klientów, większe zaangażowanie pracowników i lepsze relacje z inwestorami czy dostawcami. Na takie działania postawił ubezpieczyciel Vienna Life. Są one nakierowane przede wszystkim na wsparcie lokalnych społeczności. Firma startuje właśnie z kampanią, która ma zwrócić uwagę na problemy, z jakimi borykają się dzieci oraz opiekunowie świetlic i poradni środowiskowych. 

– Rozwój CSR-u w Polsce od wielu lat postępuje bardzo dynamicznie, powstaje coraz więcej programów z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Dotyczą one już nie tylko ludzi, lecz także całego otoczenia, środowiska, w którym żyjemy. Bardzo wiele mówi się obecnie m.in. o ekologii. Myślę, że dzięki działaniom CSR-owym jako społeczeństwo będziemy bardziej świadomi, a firmy w pewnym sensie odnajdą w tym sens funkcjonowania na rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes f, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group.

Społeczna odpowiedzialność biznesu (ang. corporate social responsibility, CSR) to filozofia prowadzenia biznesu, zgodnie z którą firma bierze odpowiedzialność za wpływ, jaki wywiera na swoich klientów, pracowników, dostawców i środowisko. Zakłada, że przedsiębiorstwo musi znaleźć równowagę pomiędzy zyskiem a pożytkiem społecznym i realizować swoje cele biznesowe z poszanowaniem środowiska i dbałością o relacje z otoczeniem i różnymi grupami społecznymi, zwłaszcza na poziomie lokalnym.

Taka strategia zarządzania ma wiele korzyści, przede wszystkim buduje pozytywny wizerunek firmy w oczach jej pracowników, klientów i potencjalnych inwestorów. Jak wynika z ubiegłorocznego raportu „CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej” – 40 proc. firm zrzeszonych w Izbie, które prowadzą działalność na polskim rynku, ma długofalową strategię CSR. Dla 75 proc. z nich motywacją do działań w tym obszarze było wzmocnienie wizerunku organizacji, ale 1/3 wskazała także na chęć pozyskania klientów i ich zaufania oraz zwiększenie zaangażowania pracowników.

– Dzięki działaniom CSR-owym pracownicy są zdecydowanie bardziej zaangażowani, świadomi funkcjonowania firmy na rynku. Tworzą pewien kolektyw, który się wspiera, któremu łatwiej jest stawiać czoła wyzwaniom i dostają background, który daje im pewność siebie, pomaga przejść przez trudne momenty – mówi Paweł Ziemba.

W Polsce CSR jest obecny od kilkunastu lat i wciąż mocno zyskuje na popularności. Początkowo był domeną dużych przedsiębiorstw, koncernów i oddziałów zagranicznych firm, które przejęły dobre praktyki z centrali. W tej chwili coraz więcej działających w Polsce firm – poza realizacją strategii biznesowej – wdraża projekty z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. W Polsce CSR jest już ideą rozpoznawalną już na tyle, że przestał być mylony z PR-em, a firmy – inaczej niż jeszcze kilkanaście lat temu – nie postrzegają już takich działań jako elementu marketingu.

Trudno o dokładne dane pokazujące skalę zaangażowania polskich firm w działania CSR-owe. Jednak ostatnie raporty Forum Odpowiedzialnego Biznesu pokazują, że z każdym rokiem jest ono coraz większe. Ubiegłoroczna edycja zgromadziła 1 190 projektów z zakresu społecznej odpowiedzialności i zrównoważonego rozwoju (o 330 więcej niż jeszcze w roku poprzednim), realizowanych przez blisko 180 firm, w tym 50 małych i średnich. To pokazuje też, że CSR przestaje być zarezerwowany tylko dla dużych graczy.

– Działalność CSR tworzy świadomość funkcjonowania spółki oraz świadomość funkcjonowania pracowników w spółce. Poza informacjami codziennymi, związanymi z działalnością firmy, zwracamy też uwagę na to, co dzieje się dookoła nas, na potrzeby, wyzwania, przed jakimi stoi dzisiejsze społeczeństwo. Myślę, że każda firma jest również instytucją, która kształtuje nas jako ludzi, bo spędzamy w pracy znacznie więcej czasu niż w domu. I ważne jest, żebyśmy potrafili przeznaczać też trochę czasu na inne sprawy – mówi Paweł Ziemba.

W ramach społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstwa najczęściej angażują się w projekty dotyczące edukacji, ochrony środowiska, wspierania lokalnych społeczności czy rozwoju swoich pracowników. Działania CSR-owe Vienna Life są nakierowane między innymi na wsparcie lokalnych społeczności.

– CSR stanowi istotną część naszego funkcjonowania na rynku. Jesteśmy towarzystwem ubezpieczeniowym, pracujemy z indywidualnymi klientami na co dzień, podnosimy świadomość. Tym bardziej istotne jest dla nas to, żeby prezentować pewne postawy, takie jak empatia, umiejętność wsłuchania się w czyjeś potrzeby, umiejętność rozumienia ludzi. I taką właśnie funkcję również przypisujemy działaniom CSR-owym – mówi Paweł Ziemba, prezes Vienna Life – Od wielu lat firma wspiera różnego rodzaju działania skierowane do środowiska społecznego. Współpracujemy m.in. z domem dziecka, wspierając zarówno dzieci, jak i wychowawców, organizując różnego rodzaju wyjazdy.

– Chcemy dać coś od siebie społecznościom, w których funkcjonujemy. Organizujemy m.in. obozy letnie dla dzieci. W ramach tej inicjatywy każdego lata zapraszamy do Austrii 500 dzieci z 25 różnych krajów, które uczestniczą w obozach, wspólnie się bawią i zbierają doświadczenia. Angażujemy je również w działania społeczne. Do przykładów należą wizyty w domach spokojnej starości, w których uczestnicy obozów dają pokazy taneczne, organizują przedstawienia lub innego rodzaju działania dla osób starszych. Dzieciaki to uwielbiają, dlatego w bieżącym roku obóz zostanie zorganizowany już po raz dziesiąty – mówi Barbara Grötschnig, kierownik ds. sponsoringu Vienna Insurance Group.

Jedną ze sztandarowych inicjatyw jest też  „Dzień Aktywności Społecznej”, w ramach którego pracownik może przeznaczyć jeden dzień roboczy na dowolną działalność realizowaną na zasadzie wolontariatu. W 2017 roku w projekcie wzięło udział w sumie ponad 5 tys. pracowników grupy.

– Wszystkie te działania są dla nas istotne, ale najważniejsze jest okazywanie szacunku naszym partnerom społecznym i promowanie społeczności opartych na zasadach uczciwości i sprawiedliwości we wszystkich krajach, w których działamy – podkreśla Barbara Grötschnig.

W Polsce od ubiegłego roku Vienna Life współpracuje z Powiślańską Fundacją Społeczną, która wspiera rodziny z trudną sytuacją materialną i życiową z warszawskiego Śródmieścia. Pracownicy firmy dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem z podopiecznymi fundacji w ramach warsztatów w świetlicach, organizowanych dla dzieci i młodzieży. W ubiegłym roku brali też udział w licznych akcjach mających na celu wsparcie fundacji i jej podopiecznych. Wolontariusze pomagają m.in. w pracach porządkowych czy działaniach promocyjno-marketingowych. W 2018 roku w działania na rzecz wsparcia Powiślańskiej Fundacji Społecznej zaangażowało się prawie 30 proc. wszystkich pracowników Vienna Life.

– Fundację wspieramy od roku i jest to przedsięwzięcie bardzo ważne, ponieważ angażuje dużą część pracowników. Nie tylko finansowo, ale przede wszystkim poprzez bezpośrednie zaangażowanie, prowadzenie warsztatów, spotkania, różnego rodzaju zbiórki czy rozmowy z dziećmi – mówi Paweł Ziemba, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie.

– Firma nagradza pracowników, którzy działają w ramach wolontariatu. W ubiegłym roku zorganizowaliśmy szereg projektów wspierających fundację i jej podopiecznych. Zamierzamy dalej planować takie inicjatywy, które jak najlepiej odpowiadają ich potrzebom, warsztaty, zajęcia integracyjne, pomoc w odrabianiu zajęć domowych czy też wsparcie finansowe albo zbiórki pieniędzy na wakacyjny wypoczynek dla dzieciaków – dodaje Agnieszka Książek, dyrektor ds. marketingu, Vienna Life TU na Życie – Razem z fundacją przygotowaliśmy także kampanię społeczną pod hasłem „Zauważaj”. Dzięki temu przesłaniu chcemy zwrócić uwagę na to, jak ważna jest każda pomoc na rzecz fundacji i jej podopiecznych, żeby dzieci miały zapewnione ciepłe posiłki, godne miejsce do zabawy, do nauki i wypoczynku. Zatrzymajmy się na chwilę i zauważmy problemy społeczności lokalnej.

Głównym celem kampanii „Zauważaj” jest zwrócenie uwagi na problemy, z jakimi borykają się dzieci oraz opiekunowie świetlic i poradni, oraz podkreślenie jak ważna jest pomoc i zaangażowanie innych. Akcja ma też zaakcentować to, że każde dziecko powinno mieć prawo do miłości, uwagi i poczucia bezpieczeństwa. Główny element kampanii to film przygotowany wspólnie z Powiślańską Fundacją Społeczną, którego premiera odbyła się na początku kwietnia. Produkcja w założeniu ma pokazać, na czym polega działalność fundacji, z jakimi wyzwaniami mierzą się pracownicy i jakiej pomocy potrzebują.

Autonomiczne mikropojazdy elektryczne to przyszłość komunikacji w miastach. Już za kilka lat w polskich miastach mogą się pojawić pierwsze takie rozwiązania

Autonomiczne mikropojazdy elektryczne to przyszłość komunikacji w miastach. Już za kilka lat w polskich miastach mogą się pojawić pierwsze takie rozwiązania 4

Już teraz średnio co tydzień do miast przeprowadza się 1,5 mln ludzi. W 2040 roku nawet 65 proc. populacji będzie mieszkało w miastach o ograniczonej przepustowości, ze zbyt małą liczbą miejsc parkingowych. Przyszłością transportu będzie mikromobilność. To nie tylko odpowiednie pojazdy, lecz także opracowanie całego systemu komunikacji opartego na lekkich pojazdach zasilanych prądem. Dlatego SEAT stawia na strategię dotyczącą miejskiej mikromobilności i elektryczności. – Chcemy zmienić sposób mobilności w miastach i być liderem tej rewolucji – zapowiada Jakub Góralczyk, PR manager SEAT i CUPRA.

– Każdego roku ludzi na świecie jest 83 mln więcej. Każdego tygodnia ponad 1,5 mln ludzi przenosi się do miast. Coraz więcej estymacji socjologicznych mówi też o tym, że w 2040 roku będziemy mieli 43 megamiasta, czyli takie megapolis o ludności powyżej 10 mln. Na razie jest to 31 takich ośrodków, czyli o 12 mniej. W 2040 roku już 65 proc. ludności całego świata będzie zamieszkiwała miasta. Dlatego też tak bardzo ważne jest odciążenie ruchu w miastach i przede wszystkim skupienie się na właśnie tym aspekcie mobilności elektrycznej, która jest bardziej przyjazna środowisku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Góralczyk, PR manager SEAT i CUPRA.

Z danych ONZ wynika, że obecnie na świecie jest ponad 30 miast, w których mieszka powyżej 10 mln osób. Już w 2030 roku miast z liczbą mieszkańców powyżej 10 mln będzie 41 i 63 miasta z liczbą mieszkańców 5–10 milionów. Miast z przedziału 1–5 mln osób będzie zaś 558. Obecnie w miastach o zaludnieniu 10 mln lub więcej mieszka ponad 500 mln osób. W 2030 r. będzie to już 730 mln. Coraz większa liczba metropolii i ich mieszkańców sprawia, że konieczne staje się poszukiwanie alternatywnych form transportu. Zwłaszcza że największe miasta już teraz mają ograniczoną przepustowość, a bolączką jest też zbyt mała liczba miejsc parkingowych.

– Bardzo ciasna zabudowa w większości przypadków uniemożliwia rozszerzanie dróg. Dlatego też miasta szukają innych sposobów na mobilność. Już niedługo, bo to już jest kwestia najbliższej przyszłości, będziemy w stanie skorzystać z aplikacji, takiego naszego personalnego doradcy transportowego, który nam podpowie, że np. jadąc z punktu A poza miastem do punktu B w mieście efektywnie jest przedostać się np. do parkingu poza miastem samochodem, tam wziąć elektryczną hulajnogę, wsiąść w metro, na odpowiedniej stacji przesiąść się na elektryczną hulajnogę czy skorzystać z mikrosamochodu na platformie carsharingowej i przedostać się do punktu B – tłumaczy Jakub Góralczyk.

Przyszłością jest nie tylko mikromobilność, lecz także pojazdy zasilane prądem. Według badań McKinsey Center for Future Mobility około 60 proc. podróży samochodami na całym świecie to przejazdy na dystansie mniejszym niż 8 kilometrów. Dlatego rozwiązaniem przy ograniczonej przepustowości może być carsharing. W połączeniu z systemem komunikacji miejskiej może nie tylko przyspieszyć przejazdy, lecz także ograniczyć szkodliwy wpływ transportu na środowisko. Już teraz dane pokazują, że carsharing i kicksharing, czyli współdzielone mikromobilne platformy, np. hulajnogi, stają się coraz popularniejsze.

– To także bardzo pozytywne aspekty bezpieczeństwa, bo jednak ta prędkość jest troszeczkę inna, ruchu jest mniej, więc też to bezpieczeństwo wzrasta w centrum miasta. E-mobilność to są bardzo ciche pojazdy, więc centra miast automatycznie stają się bardzo ciche i komfortowe, a my jesteśmy w stanie szybko i efektywnie przedostać się do odpowiedniej lokalizacji, nie stojąc w korkach, nie szukając przez długi czas miejsca do zaparkowania, ten komfort podróży jest nieporównywalnie większy – przekonuje ekspert.

SEAT rozwija strategię mikro- i elektromobilności. W 2020 roku na rynek ma trafić sześć modeli z alternatywnym napędem – hybryd i samochodów elektrycznych. Model el-Born to pierwszy w pełni elektryczny pojazd, który łączy w sobie kluczowe rozwiązania przyszłości, jak napęd elektryczny, system autonomicznej jazdy, potrzeby shared mobility oraz łączność z siecią. Hybrydowy Formentor to z kolei pierwszy autorski samochód Cupry, a Minimó to pierwszy pojazd w portfolio SEAT-a, który wpisuje się w ideę mikromobilności.

– Będziemy dla Grupy Volkswagen liderem, jeżeli chodzi o wprowadzenie w mikromobilność. Będziemy też pracować nad nową platformą, tzw. mniejszą platformą MEB, przeznaczoną dla miejskich samochodów elektrycznych – zapowiada Jakub Góralczyk. – Chcemy absolutnie zmienić oblicze mobilności w miastach, wprowadzić rewolucję i być jej liderem. Widzimy naszą sprawczość, nie tylko odpowiadamy na wyzwania przyszłości, lecz także ją kreujemy.