Przedsiębiorcy protestują przeciwko rozszerzeniu SENT na odzież i obuwie

0

13 maja 2026 roku w centrum Warszawy odbył się ogólnopolski protest przedsiębiorców z branży odzieżowej i obuwniczej. Demonstracja była reakcją na rozszerzenie systemu SENT na przewozy odzieży i obuwia. W proteście uczestniczyli przedstawiciele małych i średnich firm, kupcy targowiskowi, właściciele sklepów, hurtownicy, producenci odzieży, pracownicy branży oraz osoby prowadzące rodzinne działalności handlowe.

Manifestacja rozpoczęła się przed Ministerstwem Finansów, a następnie uczestnicy przeszli pod Sejm RP. Organizatorzy zapowiadali wcześniej przyjazd przedsiębiorców z różnych regionów Polski, w tym zorganizowane przejazdy autokarowe i indywidualne. Według relacji branżowych protest miał charakter ponadpartyjny i obywatelski, a w działania na rzecz zmiany przepisów zaangażowali się parlamentarzyści różnych ugrupowań.

Bezpośrednią przyczyną protestu było objęcie od 17 marca 2026 roku przewozów odzieży i obuwia obowiązkami wynikającymi z Systemu Elektronicznego Nadzoru Transportu. System SENT został pierwotnie stworzony do monitorowania przewozu tzw. towarów wrażliwych, takich jak paliwa czy alkohol, czyli kategorii szczególnie narażonych na nieprawidłowości podatkowe. Administracja skarbowa wskazuje, że celem systemu jest nadzór nad przewozem wybranych towarów i ograniczanie nadużyć podatkowych. ([puesc.gov.pl][1])

W przypadku odzieży i obuwia nowe obowiązki dotyczą m.in. towarów klasyfikowanych w działach CN 61, 62 i 64 oraz odzieży używanej objętej kodem CN 6309 00 00. Branża zwraca uwagę, że w praktyce przepisy obejmują codzienne operacje handlowe, które w sektorze odzieżowym mają zupełnie inny charakter niż transport paliw czy innych towarów masowych. Chodzi m.in. o przewozy między magazynami, sklepami, targowiskami, outletami, hurtowniami, punktami sprzedaży mobilnej czy miejscami wykonywania poprawek krawieckich.

Przedsiębiorcy podkreślają, że nie sprzeciwiają się walce z szarą strefą ani działaniom przeciwko nielegalnemu importowi. Ich głównym zarzutem jest sposób skonstruowania przepisów. Zdaniem protestujących system zaprojektowany dla przewozów paliw i innych towarów wrażliwych został przeniesiony na branżę, w której towar jest stale rotowany, dzielony, zwracany, przemieszczany i sprzedawany w małych partiach.

Najwięcej zastrzeżeń budzi obowiązek zgłaszania przewozów już przy stosunkowo niskich progach ilościowych. Przedstawiciele branży wskazują, że w praktyce obowiązki mogą dotyczyć przewozów od 10 kg odzieży lub 20 par obuwia. Oznacza to konieczność rejestracji transportu, podawania danych o przewożonym towarze, wskazywania jego masy, aktualizowania zgłoszeń oraz spełniania dodatkowych wymogów formalnych. Dla wielu mikro- i małych firm może to oznaczać istotny wzrost obciążeń administracyjnych.

Szczególnie problematyczne, według przedsiębiorców, jest raportowanie odzieży według kilogramów. Branża odzieżowa funkcjonuje przede wszystkim w sztukach, kompletach, parach, rozmiarach, modelach i kolekcjach, a nie w wadze. W praktyce przedsiębiorcy obawiają się konieczności częstego ważenia towaru przed transportem, także w sytuacjach, gdy część produktów została sprzedana, część wraca z targowiska, a część jest przewożona do innego punktu sprzedaży.

Protestujący wskazują również na specyfikę handlu targowiskowego i mobilnego. W wielu przypadkach ten sam samochód pełni jednocześnie funkcję środka transportu, magazynu, zaplecza sprzedażowego i prywatnego auta przedsiębiorcy. Towar w takim modelu zmienia się w ciągu dnia: część zostaje sprzedana, część wraca, dochodzą wymiany, zwroty i kolejne dostawy. Zdaniem branży system SENT nie uwzględnia w wystarczającym stopniu tej rzeczywistości.

Duże emocje budzą także sankcje. Przedsiębiorcy alarmują, że za błędy formalne lub brak zgłoszenia mogą grozić wysokie kary administracyjne. W debacie branżowej pojawia się kwota 20 tys. zł, która dla części małych firm może być bardzo poważnym obciążeniem. Organizatorzy protestu zwracają uwagę, że problem może dotyczyć także legalnie zakupionego towaru, udokumentowanego fakturami, w przypadku którego uchybienie ma charakter formalny, a nie podatkowy.

Na dzień przed protestem Ministerstwo Finansów poinformowało o zmianach w systemie SENT obowiązujących od 13 maja 2026 roku. Rozporządzenie z 12 maja wprowadziło wyłączenia z obowiązku zgłaszania przewozu odzieży i obuwia dla części mikroprzedsiębiorców wpisanych do CEIDG, w tym spółek cywilnych oraz spółek jawnych, których wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne. Wyłączenia dotyczą m.in. przedsiębiorców prowadzących sprzedaż na targowiskach. ([Gov.pl][2])

Branża uznała jednak te korekty za niewystarczające. W ocenie protestujących wyłączenia obejmują tylko część rynku i nie rozwiązują zasadniczego problemu, jakim jest objęcie sektora odzieżowo-obuwniczego systemem monitorowania przewozów. Przedsiębiorcy wskazują, że poza zakresem realnej ochrony nadal pozostają m.in. producenci odzieży, hurtownie, sklepy stacjonarne, e-commerce, część działalności mobilnej, szwalnie i firmy działające w modelu wielokanałowym.

Organizatorzy protestu podkreślają, że środowisko przedsiębiorców mobilizuje się w tej sprawie od kilku tygodni. Wcześniej odbywały się lokalne protesty i akcje informacyjne w różnych częściach Polski, a 15 kwietnia zorganizowano protest pod Sejmem. Sprawa była również przedmiotem spotkań parlamentarnych oraz rozmów z posłami i senatorami. Przedsiębiorcy informują także o zebraniu ponad 12 tys. podpisów pod petycją przeciwko rozszerzeniu SENT na odzież i obuwie.

Spór wokół nowych przepisów ma również szerszy kontekst gospodarczy. W lutym 2026 roku rząd zapowiadał inicjatywę Deregulacja 2.0, której celem miało być ograniczenie złożoności prawa oraz zwiększenie jego przewidywalności dla obywateli i przedsiębiorców. Przedstawiciele branży wskazują, że rozszerzenie SENT na odzież i obuwie odbierają jako działanie przeciwne do deklarowanego kierunku upraszczania przepisów.

Z perspektywy Ministerstwa Finansów system SENT ma służyć uszczelnieniu obrotu gospodarczego i ograniczeniu nieuczciwej konkurencji, w tym tej związanej z nielegalnym importem. Z perspektywy przedsiębiorców problemem pozostaje jednak proporcjonalność nowych obowiązków i ich wpływ na legalnie działające firmy. Branża argumentuje, że walka z szarą strefą powinna być prowadzona w sposób bardziej precyzyjny, np. poprzez analizę ryzyka, kontrolę faktur, przepływów finansowych i importu, a nie przez obejmowanie szerokiej grupy przedsiębiorców dodatkowymi obowiązkami transportowymi.

[1]: https://puesc.gov.pl/uslugi/przewoz-towarow-objety-monitorowaniem-sent „Przewóz towarów objęty monitorowaniem (SENT)”
[2]: https://www.gov.pl/web/finanse/zmiany-w-systemie-sent-od-13-maja-2026-r „Zmiany w systemie SENT od 13 maja 2026 r. – Ministerstwo Finansów”

Oana Cristea pokieruje rozwojem Radisson Hotel Group w Polsce i Czechach

Radisson Hotel Group powołała Oanę Cristeę na stanowisko Director of Business Development odpowiedzialnej za Polskę i Czechy. Nominacja obowiązuje od 1 kwietnia 2026 r. W nowej roli Oana Cristea będzie odpowiadać za strategię rozwoju Grupy w Polsce i Czechach – dwóch kluczowych i dynamicznie rozwijających się rynkach Europy Środkowej. Będzie raportować bezpośrednio do Valerie Schuermans, Chief Development Officer Western Europe.

Nominacja następuje w okresie dalszego przyspieszenia rozwoju Radisson Hotel Group w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce Grupa posiada obecnie 25 hoteli działających i w fazie rozwoju, oferujących łącznie około 5 700 pokoi w ramach siedmiu marek. To jedno z najbardziej zdywersyfikowanych portfolio międzynarodowych grup hotelowych w kraju. Do ostatnich kamieni milowych należą otwarcie Prize by Radisson, Gdańsk, podpisanie umowy na Radisson Blu Hotel, Gdynia, a także planowane otwarcia we Wrocławiu i Świeradowie-Zdroju. W Czechach Grupa jest obecna w Pradze i analizuje kolejne możliwości rozwoju na terenie całego kraju.

Oana Cristea wnosi do nowej roli niemal dekadę doświadczenia w obszarze rozwoju sieci hotelowej w Radisson Hotel Group. Do firmy dołączyła w 2017 r. jako Business Development Analyst, a następnie rozwijała swoją karierę w kolejnych funkcjach związanych z ekspansją Grupy. Jako Senior Manager Business Development odegrała istotną rolę w pozyskaniu ponad 2 000 pokoi w kluczowych europejskich miastach, w tym w kilku znaczących projektach w Polsce. Była również zaangażowana w stworzenie i wdrożenie marki soft brandowej Radisson Individuals oraz rozszerzenia oferty Grupy o segment serviced apartments.

Przed dołączeniem do Radisson Hotel Group Oana Cristea pracowała w obszarze revenue management i analiz wykonalności w Starwood Hotels & Resorts, zdobywając doświadczenie w zakresie strategii komercyjnej w Mediolanie oraz rozwoju i analiz dla hoteli w regionie EAME. Jej międzynarodowe wykształcenie w zakresie zarządzania hotelarstwem w Hotelschool The Hague oraz doświadczenie zawodowe na kilku europejskich rynkach uzupełnia znajomość języka angielskiego, francuskiego, włoskiego i rumuńskiego.

„Polska i Czechy należą dziś do najbardziej interesujących rynków rozwoju hotelowego w Europie, a Oana jest właściwą osobą, aby poprowadzić nasz kolejny etap wzrostu w tych krajach. Doskonale zna nasz biznes – od strukturyzowania transakcji po relacje z właścicielami – i już teraz była jedną z kluczowych osób stojących za niektórymi z naszych najważniejszych umów w regionie. Ta nominacja podkreśla zarówno strategiczne znaczenie Polski i Czech, jak i nasze zaangażowanie w rozwój talentów wewnątrz organizacji” – mówi Valerie Schuermans, Chief Development Officer Western Europe w Radisson Hotel Group.

Polskie firmy zwiększają skalę działalności w Ukrainie. Przychody największych podmiotów przekroczyły 123 mld UAH

Co ósma firma z polskimi beneficjentami działająca w Ukrainie przekroczyła próg 100 mln UAH przychodów. Liderem rynku pozostaje LPP Ukraine z wynikiem 16,96 mld UAH. W ścisłej czołówce znalazły się również Radekhivskyi Tsukor, Modern-Expo, Inter Cars Ukraine oraz CANPACK Ukraine. Łączne przychody największych przedsiębiorstw z polskimi beneficjentami wzrosły rok do roku o 20 procent.

Polski biznes pozostaje jednym z najbardziej aktywnych inwestorów zagranicznych w Ukrainie. Z danych ukraińskiego rejestru przedsiębiorstw oraz analiz Opendatabot wynika, że w Ukrainie działa obecnie      1 197 spółek z polskimi beneficjentami rzeczywistymi, które złożyły sprawozdania finansowe za 2025 rok. Aż 146 z nich osiągnęło roczne przychody przekraczające 100 mln UAH. Łączny obrót tej grupy firm wyniósł 123,01 mld UAH — o 20 proc. więcej niż rok wcześniej.

Handel, produkcja i motoryzacja dominują wśród największych firm

Największą firmą z polskimi beneficjentami działającą na rynku ukraińskim pozostaje LPP Ukraine — operator marek Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay. Spółka osiągnęła w 2025 roku przychody na poziomie 16,96 mld UAH wobec 11,02 mld UAH rok wcześniej.

Drugie miejsce zajęła spółka Radekhivskyi Tsukor, należąca do grupy Pfeifer & Langen poprzez polski podmiot inwestycyjny Pfeifer & Langen Inwestycje. Firma wygenerowała 10,25 mld UAH przychodów.

W ścisłej czołówce znalazły się również:

Modern-Expo — 7,78 mld UAH, • Inter Cars Ukraine — 7,62 mld UAH, • CANPACK Ukraine — 6,84 mld UAH, • Eurocar Manufacturing — 6,81 mld UAH, • KASPIT Trade — 5,36 mld UAH, • Cersanit Invest — 3,73 mld UAH, • Technologia — 2,62 mld UAH, • Barlinek Invest — 2,41 mld UAH.

Wszystkie wartości przychodów wykorzystane w materiale są zgodne z oficjalnymi danymi opublikowanymi przez Opendatabot na podstawie sprawozdań finansowych przedsiębiorstw za 2025 rok.

Polskie firmy rozwijają działalność mimo wymagającego otoczenia rynkowego

Wyniki finansowe pokazują, że część polskich firm konsekwentnie rozwija działalność operacyjną w Ukrainie i zwiększa skalę obecności na tym rynku. Dotyczy to przede wszystkim handlu, przemysłu, logistyki oraz branż związanych z produkcją i dystrybucją — komentuje Evgenij Kirichenko, CEO Gremi Personal i założyciel Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Jak podkreśla ekspert, dla wielu przedsiębiorstw Ukraina staje się dziś nie tylko kierunkiem eksportowym, ale również rynkiem budowania lokalnych struktur operacyjnych.

Coraz więcej firm działa tam już nie projektowo, ale długoterminowo. To wymaga znajomości lokalnych realiów biznesowych, rynku pracy, prawa oraz specyfiki prowadzenia działalności w poszczególnych regionach Ukrainy — dodaje Kirichenko.

Kijów i zachodnia Ukraina pozostają głównymi centrami działalności

Najwięcej firm z polskimi beneficjentami osiągających ponad 100 mln UAH przychodów zarejestrowano w Kijowie — 46 przedsiębiorstw. Kolejnych 16 działa w obwodzie kijowskim. Bardzo silną pozycję utrzymują również regiony zachodniej Ukrainy, szczególnie obwód lwowski, gdzie działa 37 takich firm. Kolejne miejsca zajmują obwód wołyński z 11 przedsiębiorstwami oraz obwód dniepropietrowski, gdzie funkcjonuje 6 firm przekraczających próg 100 mln UAH przychodów.

Według analizy największą grupę stanowią przedsiębiorstwa handlu hurtowego — 54 spółki. Istotną rolę odgrywają także firmy z sektora rolnego, gastronomii, IT oraz przemysłu metalowego.

Dynamiczny wzrost części przedsiębiorstw

Dane pokazują również bardzo dynamiczny rozwój części przedsiębiorstw. Spółka Elgard, działająca w sektorze energetycznym, zwiększyła przychody aż 38-krotnie — z 2,7 mln UAH do 104,3 mln UAH. SMP z branży mięsnej odnotowała ośmiokrotny wzrost przychodów do poziomu 103,7 mln UAH, natomiast Kliko Ukraine zwiększyła obroty 6,5-krotnie — do 222,2 mln UAH.

Ukraiński rynek pozostaje wymagającym środowiskiem operacyjnym, jednak część firm bardzo skutecznie wykorzystuje rozwój lokalnego popytu oraz rosnącą aktywność gospodarczą w wybranych sektorach. Widać to szczególnie w handlu, logistyce, produkcji i usługach wspierających biznes — ocenia Evgenij Kirichenko.

Kadry i lokalne kompetencje stają się jednym z kluczowych wyzwań dla biznesu

Eksperci zwracają uwagę, że wraz ze wzrostem aktywności polskich firm w Ukrainie coraz większego znaczenia nabiera zabezpieczenie kadrowe. Dla przedsiębiorstw, które wchodzą na rynek lub rozwijają tam działalność, wiarygodni partnerzy w obszarze zatrudnienia stają się ważnym czynnikiem stabilności operacyjnej, szczególnie w warunkach deficytu pracowników w Ukrainie.

Chodzi nie tylko o samą rekrutację personelu, ale także o znajomość lokalnego rynku pracy, uwarunkowań prawnych, specyfiki branżowej oraz różnic pomiędzy polskim i ukraińskim środowiskiem biznesowym.

Przy wejściu na rynek ukraiński polskie firmy powinny mieć obok siebie partnerów, którzy rozumieją obie strony. W warunkach deficytu kadrowego w Ukrainie wiarygodne agencje pracy z Polski mogą pomagać biznesowi szybciej budować zespoły, ograniczać ryzyka kadrowe i dostosowywać procesy operacyjne do lokalnych warunków — zaznacza Evgenij Kirichenko.

Rosnące przychody największych przedsiębiorstw pokazują, że mimo wymagającego otoczenia rynkowego część polskich firm konsekwentnie zwiększa aktywność operacyjną w Ukrainie. Dotyczy to przede wszystkim sektorów związanych z handlem, logistyką, przemysłem, produkcją, dystrybucją oraz usługami dla biznesu.

Eksperci wskazują, że w kolejnych latach szczególnego znaczenia mogą nabierać projekty związane z logistyką, infrastrukturą, energetyką, sektorem rolno-spożywczym oraz rozwojem lokalnych sieci dystrybucji. Coraz większe znaczenie będzie miała także zdolność firm do budowania lokalnych zespołów, utrzymania ciągłości operacyjnej oraz współpracy z partnerami posiadającymi doświadczenie na rynku ukraińskim.

Technologia jako zależność strategiczna. Dlaczego zarządy muszą pytać o IT inaczej

Pytanie, które jeszcze pięć lat temu brzmiało jak hipotetyczne ćwiczenie, dziś coraz częściej trafia na agendy zarządów: ile godzin średnia polska firma przetrwa bez dostępu do chmury największego amerykańskiego dostawcy? Sześć? Dwanaście? Co dzieje się po trzech dniach, kiedy nie da się wystawić faktury, zorganizować wysyłki, sprawdzić stanu magazynu?

Większość organizacji nie zna odpowiedzi. Jeszcze dekadę temu rozmowa o ciągłości działania kończyła się na backupach i serwerowniach. Dziś trzeba pytać o coś bardziej fundamentalnego: kto kontroluje warstwę, na której stoi codzienna operacja przedsiębiorstwa. To pytanie przestało być akademickie 20 października 2025 roku, gdy region AWS US-EAST-1 padł na 14 godzin i 32 minuty, paraliżując ponad 140 usług oraz aplikacje od Snapchata, przez Coinbase, po systemy bankowe. Dziewięć dni później, 29 października, awaria Azure Front Door na siedem godzin sparaliżowała Microsoft 365, Xbox, Heathrow, Vodafone, NatWest i Capital One. Półtora roku wcześniej wadliwa aktualizacja CrowdStrike unieruchomiła 8,5 mln komputerów na całym świecie – tylko firmy z Fortune 500 oszacowały straty na 5,4 mld USD. Ubezpieczenie pokryło 10–20%. Limit odpowiedzialności dostawcy w umowie? Wartość uiszczonych opłat.

Geopolityka weszła do firmowego ERP-a tylnymi drzwiami

Wojna celna USA z resztą świata, spór o eksport chipów, nacisk Brukseli na suwerenność cyfrową – to nie są już tylko tematy z portali branżowych. Decyzja regulacyjna podjęta w Waszyngtonie albo Pekinie potrafi z dnia na dzień zmienić koszt nowych licencji, dostępność usługi albo prawo do przetwarzania określonych danych. Nie musi być wojny – wystarczy decyzja administracyjna. W lutym 2025 roku konto e-mail prokuratora Międzynarodowego Trybunału Karnego Karima Khana zostało zablokowane po tym, jak administracja USA nałożyła na niego sankcje; Trybunał ostatecznie przeniósł się z Microsoft Office na niemiecki, opensource’owy OpenDesk. W czerwcu 2025 dyrektor prawny Microsoft France pod przysięgą przed francuskim Senatem przyznał, że firma „nie może zagwarantować”, że dane francuskich klientów nie zostaną przekazane administracji USA na podstawie CLOUD Act – nawet jeśli serwery stoją we Frankfurcie. W styczniu 2026 cła Trumpa na zaawansowane chipy zmieniły z dnia na dzień ekonomię każdego polskiego projektu AI.

Realia są takie, że w typowym polskim przedsiębiorstwie kluczowe procesy – sprzedaż, finanse, magazyn, komunikacja – w dużej mierze działają na infrastrukturze trzech amerykańskich gigantów. Łącznie kontrolują oni 70% rynku chmurowego w Europie. Według raportu Asterès dla francuskiego stowarzyszenia Cigref, europejskie firmy wydają rocznie 264 mld euro na amerykańskie oprogramowanie i chmurę – kwotę porównywalną z rachunkiem energetycznym całej Unii. To ryzyko, którego najczęściej nie ma w żadnym formalnym rejestrze, choć skala uzależnienia bywa porównywalna z uzależnieniem od jednego dostawcy energii czy jednego rynku zbytu.

Pytanie, którego polski biznes nie lubi

Drugą warstwę problemu widać rzadziej, bo jest mniej techniczna i bardziej niewygodna: kto faktycznie jest właścicielem dostawcy oprogramowania, na którym oparta jest firma? „Lokalny partner” bywa polskim szyldem na zagranicznym kapitale – i nie ma w tym nic złego, dopóki nie zdarza się sytuacja, w której decyzja o roadmapie produktu, cenniku albo wsparciu zapada w zupełnie innym kraju, niż wynikałoby to z logo na fakturze. W ostatnich dwunastu miesiącach 62% transakcji M&A na polskim rynku IT odbyło się z udziałem inwestora zagranicznego (raport CMT/Fordata, 2025).

Między pełną zależnością a wolnością

Żaden poważny analityk nie zarekomenduje dziś odcięcia się od AWS, Google’a czy Microsoftu. Najlepsze modele językowe wciąż powstają w Stanach Zjednoczonych i przez jakiś czas tak pozostanie – CEPA wyliczyła, że pełna replikacja amerykańskiego stosu technologicznego kosztowałaby Europę 3,6 biliona euro. Ale między „pełną zależnością” a „autarkią” jest cała przestrzeń decyzji, których się po prostu nie podejmuje, bo nikt o nie nie pyta. Rosja po 2022 roku jest tu kontrintuicyjną lekcją: nawet z bezprecedensowymi dotacjami państwa, lokalnym czempionem (1C) i pełną wolą polityczną, migracja największych firm z SAP-a zajmuje już piąty rok i wciąż nie jest zakończona. Czas budowy alternatywy mierzy się w kwartałach, czas utraty dostępu – w godzinach.

Trzy pytania warte postawienia na poziomie zarządu i dyrektora IT jeszcze w tym kwartale. Po pierwsze: które systemy muszą wstać w 24 godziny, gdyby zniknął główny dostawca chmury – i czy istnieje na to plan, czy tylko nadzieja, oraz kiedy ostatnio przeprowadzono test. Po drugie: jaka część stosu technologicznego jest oparta na rozwiązaniach open source, możliwych do uruchomienia niezależnie od polityki licencyjnej dowolnej korporacji, i kto ma fizyczny dostęp do kluczy szyfrowania. Po trzecie: w jakim kraju faktycznie zapadają decyzje o produktach, od których zależy operacja firmy, w jakiej walucie indeksowane są ceny i pod jaką jurysdykcją zawarto kontrakt.

Suwerenność cyfrowa nie jest hasłem – jest kategorią ryzyka

Europa przez najbliższe dwa lata będzie przyspieszać w trzech obszarach: open source w warstwie infrastruktury, własne LLM-y i chmura europejska. Polska ma w tej układance własne karty: Operator Chmury Krajowej obsługujący Ministerstwo Finansów, Centrum e-Zdrowia i ING, modele językowe Bielik (mecenat InPost, Beyond i EY) oraz PLLuM rozwijany w konsorcjum HIVE pod NASK. To nie są zamienniki dla GPT, ale wystarczają tam, gdzie chodzi o wrażliwe dane klienta i polski język. Od 3 kwietnia 2026 roku obowiązuje znowelizowana ustawa o KSC wdrażająca NIS2; podmioty kluczowe muszą udokumentować analizę ryzyka łańcucha dostaw ICT. Można się z tego śmiać, można ignorować, można też zacząć dobierać partnerów technologicznych tak, jakby to miało znaczenie. Bo zaczyna mieć.

Suwerenność cyfrowa przestała być technologicznym wyborem, a stała się twardą kategorią zarządzania ryzykiem. W świecie nieprzewidywalnej geopolityki i globalnych awarii bezpieczeństwo biznesu zależy od zachowania pełnej kontroli nad operacjami, zanim ktoś inny – świadomie lub przez przypadek – odetnie nam do nich dostęp.

Ostatecznie przetrwają nie te firmy, które dysponują najnowocześniejszą chmurą, lecz te, które w godzinie próby będą trzymać własne klucze do systemów, zyskując tym samym jedyną realną gwarancję ciągłości działania.

Słabe dane ze strefy euro i wzrost inflacji w Europie wpływają na nastroje rynkowe

Środowego poranka poznaliśmy dane, które zgodnie z oczekiwaniami potwierdziły wzrosty cen konsumenckich w krajach europejskich i problemy gospodarcze strefy euro. Przed nami publikacja inflacji producenckiej w USA. Czy będzie ona miała wpływ na decyzje FED i nowego szefa tej instytucji do końca 2026 roku? Dziś przedstawiciele USA lecą do Pekinu, gdzie jutro zacznie się jeden z najważniejszych szczytów tego roku. 

Delegacja do Chin

Rynek czeka na dwudniowe spotkanie Trumpa i Xi, które rozpocznie się w czwartek. Media zalewają nas artykułami o wielkich nazwiskach, które goszczą na pokładzie Air Force One, co tylko pokazuje znaczenie Państwa Środka dla amerykańskich firm i całej gospodarki. Analitycy przewidują, że w trakcie rozmów pojawi się temat ceł, Tajwanu czy Iranu. Z dwuznacznych komunikatów Trumpa wynika jedynie, że ten priorytetowo traktuje dyskusje handlowe, próbując tym samym wypchnąć newralgiczną kwestię Bliskiego Wschodu na boczny plan. Czy to mu się uda, skoro chociażby chińskie rafinerie są głównymi odbiorcami irańskiej ropy? Osobiście śmiem wątpić. Sceptycyzm w sprawie gładkich negocjacji nakazuje mi spodziewać się kolejnych mocnych słów i postów ze strony prezydenta USA w drugiej części tygodnia. Taki scenariusz pogłębi obawy o przyszłość światowej gospodarki, przekładając się na rynkowe zawirowania, co może wysysać kapitał z ryzykownych aktywów.

Obawy inflacyjne

Oprócz szczytu w Pekinie, niepewność na rynkach podbijają najnowsze dane potwierdzające wzrost cen na całym świecie. Tylko wczoraj dowiedzieliśmy się o zwyżkach inflacji konsumenckiej w Niemczech i USA. Dziś do tego grona dołączyła Francja, Rumunia i Czechy. Pierwsi z wymienionych zgodnie z oczekiwaniami odnotowali zwyżkę z 1,7% r/r do 2,2% r/r. Znacznie gorzej jest w Rumunii, gdzie dynamika cen konsumenckich po niespełna 3 latach (zabrakło dwóch miesięcy) wróciła na dwucyfrowe poziomy. Kwietniowy skok z 9,9% na 10,7% to odrobinę powyżej oczekiwanego 10,6% r/r. Znacznie stabilniej, lecz nadal zwyżkowo, jest za naszą południową granicą. Tempo wzrostu cen konsumenckich w Czechach to prognozowane 2,5% r/r (poprzednio 1,9% r/r). Publikacje były zgodne lub bliskie konsensusu, dlatego nie wpłynęły istotnie na wzajemne notowania walut lokalnych, które środowej sesji razem z euro tracą do amerykańskiego dolara pod wpływem czynników zewnętrznych. O godzinie 14:00 kurs RON/PLN to 0,8171 PLN, a CZK/PLN to 0,1746 PLN.

Co ogranicza wzrost inflacji w strefie euro?

Oprócz danych o dynamice cen w krajach europejskich, w środowym rozkładzie makroekonomicznym znalazł się także odczyt PKB ze strefy euro. Dzisiejsza publikacja w ujęciu kwartalnym okazała się jeszcze bardziej mizerna niż dwie poprzednie (0,3% za III kw. 2025 r. i 0,2% za IV kw. 2025 r.) i wyniosła 0,1% k/k za I kw. 2026 r. W ujęciu rocznym odnotowano spodziewany spadek z 1,2% do 0,8%. Nakłada się na to redukcja produkcji przemysłowej o 2,1% r/r. Zniżka była głębsza od oczekiwanego spadku z -0,8% r/r na -1,8% r/r. W ujęciu miesięcznym odnotowano delikatną zwyżkę o 0,2%. Są to kolejne dane pokazujące problemy strefy euro, które nie tylko są hamulcem gospodarczym, ale i inflacyjnym. To dlatego, mimo drogiej energii, ceny w Niemczech nie rosną tak dynamicznie jak w innych miejscach, gdzie gospodarki rozwijają się szybciej. W dalszej części dnia poznamy także inflację producencką ze Stanów. Według szacunków PPI w USA ma wzrosnąć z 4% r/r aż do 4,9% r/r!

CPK: Wykupiono ponad 80 proc. działek zabudowanych pod linię KDP Warszawa–Łódź

Kolejowy Program Dobrowolnych Nabyć został zakończony na odcinku łączącym Warszawę, Łódź i lotnisko krajowe, budowanym w ramach programu inwestycyjnego Port Polska. Obecnie trwają końcowe procedury związane z nabywaniem ostatnich nieruchomości.

Do Kolejowego Programu Dobrowolnych Nabyć zakwalifikowano 206 działek, przez które ma przebiegać nowa linia kolejowa. To pierwszy odcinek kolejowego „Y”, który powstanie między Warszawą i Łodzią (linia kolejowa nr 85). W ramach programu pozyskano 169 działek, co stanowi ponad 80 procent wszystkich, których właściciele mogli wziąć udział w programie.

Pierwszy akt notarialny został podpisany w marcu 2025 roku. Do programu zakwalifikowano przede wszystkim działki zabudowane niezbędne do budowy linii kolejowej.

Wszystkie potrzebne nieruchomości, które nie zostały nabyte w KPDN, zostaną wywłaszczone, bądź ograniczone w korzystaniu za odszkodowaniem. Wywłaszczeniami, które nastąpią na podstawie decyzji o ustaleniu lokalizacji linii kolejowej, objęty będzie tylko niezbędny obszar dla realizacji inwestycji, w wielu przypadkach proces ten dotyczyć będzie tylko części nieruchomości.

Spółka planuje uruchomienie programu dobrowolnych nabyć również dla kolejnych odcinków linii „Y”: Łódź-Wrocław oraz Sieradz-Poznań. Termin jego uruchomienia na tych odcinkach uzależniony jest od terminu uzyskania właściwych decyzji administracyjnych.

Osoby przystępujące do programu otrzymują korzystne warunki wykupu nieruchomości. W ramach pierwszej opcji mogą otrzymać ofertę według stawek odtworzeniowych nieuwzględniających stopnia zużycia nieruchomości. Natomiast druga przewiduje udzielenie 20 proc. bonusu (dla nieruchomości niezabudowanych) i 40 proc. (dla wszystkich tzw. naniesień i innych części składowych, tj. dom, budynki gospodarcze, rośliny uprawne itp.), o które może zostać powiększona wycena przygotowana przez rzeczoznawców majątkowych.

Właścicielom nieruchomości, zakwalifikowanych do KPDN znajdujących się na trasach przyszłych linii kolejowych, poza możliwością zbycia nieruchomości na preferencyjnych warunkach, oferowane są dodatkowe rodzaje wsparcia, m.in. pomoc rzeczowa przy przeprowadzce, rekompensata z tytułu utraty zdolności kredytowej czy renta z tytułu rezygnacji z działalności rolniczej.

Obecnie prace projektowe dla 140-kilometrowego odcinka linii KDP między Warszawą a Łodzią dobiegają końca. W ramach realizacji programów strategicznych Portu Polska, spółka ogłosiła w grudniu 2025 roku pierwsze w historii naszego regionu Europy postępowanie w trybie dialogu konkurencyjnego na budowę odcinka KDP. Chodzi o 13-kilometrowy fragment trasy między Kotowicami (w gminie Brwinów na Mazowszu) a węzłem lotniskowym. W kwietniu bieżącego roku ogłoszono kolejne postępowanie na budowę 14,3-kilometrowego odcinka między węzłami lotniskowym i bolimowskim. Na kolejne odcinki postępowania mają zostać ogłoszone jeszcze w tym roku.

Odcinek Warszawa – Łódź, którego projektowanie uzyskało dofinansowanie Unii Europejskiej z instrumentu „Łącząc Europę” CEF 2, ma zostać uruchomiony pod koniec 2032 r. –równocześnie z nowym lotniskiem.

Najsłabszy popyt na biura regionalne od 5 lat. Pustostany na poziomie 17,4%

0

Wysoki poziom pustostanów, ograniczona aktywność deweloperska i zmiana struktury popytu pokazują rynek, który wciąż szuka równowagi po dynamicznym wzroście poprzedniej dekady. W pierwszym kwartale 2026 roku biurowe rynki regionalne w Polsce odnotowały najsłabszy wynik popytu w pierwszym kwartale od 2021 roku. Raport firmy doradczej Savills „Office Market in Regional Cities, Q1 2026” pokazuje też, że aktywność najemców spadła o niemal jedną trzecią rok do roku.

  • 121 500 m kw. – wolumen najmu w Q1 2026, mniej o 29% r/r
  • 17,4% – średni wskaźnik pustostanów w ośmiu miastach regionalnych
  • 47 200 m kw. – nowa podaż w Q1, czyli więcej niż w całym 2025 roku
  • 178 300 m kw. – powierzchnia w budowie, o 11% mniej r/r

Łączna podaż biurowa w ośmiu największych polskich miastach regionalnych wynosi 6,76 mln m kw., czyli niemal o pół miliona m kw. więcej niż zasoby biurowe Warszawy. Rynek jest mocno skoncentrowany. Kraków (1,85 mln m kw.), Wrocław (1,36 mln m kw.) i Trójmiasto (1,07 mln m kw.) skupiają razem prawie dwie trzecie całej podaży regionalnej.

Popyt w pierwszym kwartale wyniósł 121 500 m kw., co jest najniższym wynikiem odnotowanym w pierwszym kwartale od początku 2021 roku i oznacza spadek o 29% rok do roku. Liderem aktywności najemców było Trójmiasto, gdzie wynajęto 49 500 m kw., czyli 41% całkowitego wolumenu. Kolejne miejsca zajęły Wrocław z wynikiem 25 500 m kw. oraz Kraków, gdzie popyt wyniósł 16 700 m kw. Sektory napędzające najem to produkcja, odpowiadająca za 18% transakcji, usługi dla biznesu z udziałem 17% oraz IT z udziałem 13%. Nowe umowy stanowiły 51% wolumenu, a renegocjacje 37%.

Trójmiasto w ostatnim raporcie wypada bardzo mocno, ale nie powinno się czytać tego wyłącznie przez pryzmat jednego kwartału. To rynek, który od dłuższego czasu buduje swoją pozycję dość konsekwentnie: ma zróżnicowaną bazę najemców, dobry dostęp do kadr i argument w postaci jakości życia, który w rozmowach z firmami naprawdę ma znaczenie. Dlatego przy większej ostrożności najemców Trójmiasto nadal potrafi przyciągać popyt. Nie jest rynkiem bez ryzyka, ale na tle największych regionów jest najbliżej punktu równowagi – mówi Piotr Skuza, Associate Director, Regional Manager, Office Agency, Savills.

Średni wskaźnik pustostanów dla biurowych rynków regionalnych wynosi 17,4%, co odpowiada 1,18 mln m kw. wolnej powierzchni. Najwyższe poziomy notują Katowice (22,1%) i Wrocław (22,0%). Wysoka dostępność powierzchni utrzymuje się także w Łodzi (19,6%) i Krakowie (18,4%). Na tle rynku pozytywnie wyróżniają się Trójmiasto, gdzie 10,8% biur czeka na najemców oraz Szczecin ze wskaźnikiem pustostanów na poziomie 7,9%.

Kraków i Katowice pokazują dwa różne biurowe oblicza. Kraków jest największym rynkiem poza Warszawą i nadal pozostaje naturalnym wyborem dla wielu dużych organizacji, ale jego skala oznacza też dużą konkurencję między budynkami. Katowice z kolei przeszły w ostatnich latach bardzo dużą zmianę jakościową i mają coraz lepszy produkt biurowy, ale przy najwyższym wskaźniku pustostanów wśród dużych rynków regionalnych muszą mocniej walczyć o każdą decyzję najemcy. W obu miastach widzimy, że firmy nie patrzą już tylko na metraż i adres. Pytają o efektywność powierzchni, dostępność pracowników, dojazd, koszty i to, czy biuro pomoże im ściągnąć ludzi z powrotem do pracy stacjonarnej – mówi Marcin Gawlik, Associate Director, Office Agency, Savills.

Wrocław pozostaje jednym z najważniejszych rynków biurowych w kraju, ale dziś gra toczy się tu już na innych zasadach niż kilka lat temu. Przy tak dużej dostępności powierzchni najemcy nie podejmują decyzji pod presją. Sprawdzają koszty, jakość zarządzania, elastyczność umowy i to, czy biuro rzeczywiście odpowiada na sposób pracy zespołów. Właściciele muszą więc konkurować nie tylko adresem i standardem budynku, ale umiejętnością zadbania o całe doświadczenie najemcy – mówi Dorota Kościelniak, Director, Office Agency, Savills.

Aktywność deweloperska pozostaje na historycznie niskim poziomie. W budowie znajduje się mniej niż 180 000 m kw. biur, o 11% mniej niż rok wcześniej i kilkakrotnie mniej niż w poprzednich cyklach. Dla porównania, w latach 2015–2019 w budowie znajdowało się średnio ponad 900 000 m kw. powierzchni biurowej.

Aktywność deweloperska koncentruje się przede wszystkim w Poznaniu, gdzie w budowie znajduje się 72 900 m kw., oraz w Krakowie z wynikiem 50 400 m kw. Mimo że w samym pierwszym kwartale oddano do użytku 47 200 m kw. biur, czyli więcej niż przez cały 2025 rok, łączna tegoroczna podaż pozostanie znacznie poniżej wieloletniej średniej.

Dziś w Poznaniu nikt nie wynajmuje biura „na zapas”. Decyzje są ostrożne, mocno policzone i zwykle poprzedzone długą analizą kosztów. Dlatego niski wolumen najmu w pierwszym kwartale nie jest zaskoczeniem, a duża powierzchnia w budowie będzie ważnym testem. Nowe projekty muszą trafić bardzo precyzyjnie w potrzeby firm: lokalizacja, efektywny układ, koszty eksploatacyjne i elastyczne warunki. W Poznaniu sam nowy budynek nie wystarczy. Kluczowe jest i będzie dopasowanie powierzchni, kosztów i warunków najmu do konkretnych potrzeb firm – komentuje Mateusz Jakubowicz, Associate, Regional Manager, Office Agency, Savills.

W najbliższych kwartałach kluczowe będzie tempo absorpcji istniejących pustostanów. Ograniczona nowa podaż może pomóc w stabilizacji rynku, ale tylko pod warunkiem stopniowego powrotu aktywności najemców.

Nowy CEO w Contract Administration. Paweł Lazar pokieruje spółką

Contract Administration, jeden z największych dostawców usług kadrowo-płacowych w Europie Środkowo-Wschodniej, ma nowego CEO. Stanowisko objął Paweł Lazar, menedżer z wieloletnim międzynarodowym doświadczeniem zdobytym m.in. w EY i ADP, specjalizujący się w rozwoju i transformacji organizacji usługowych.

Paweł Lazar wnosi do Contract Administration kompetencje w zakresie skalowania biznesu, zarządzania operacjami oraz wdrażania zmian w złożonych, międzynarodowych strukturach. W trakcie swojej kariery odpowiadał za rozwój organizacji w sektorze usług biznesowych, w tym outsourcingu kadr i płac, koncentrując się na efektywności operacyjnej, automatyzacji oraz poprawie doświadczeń klientów.

Contract Administration to organizacja o dużej skali i ogromnym potencjale. Moim priorytetem będzie dalszy rozwój operacyjny, wykorzystanie technologii oraz wzmacnianie wartości, jaką dostarczamy naszym klientom – mówi Paweł Lazar, CEO Contract Administration.

Zmiana na stanowisku CEO jest częścią szerszego etapu rozwoju spółki. Magdalena Aleksandrowicz, która przez lata budowała pozycję Contract Administration na rynku, obejmuje rolę Non-Executive Chairman.

Dziś jesteśmy organizacją z silnymi fundamentami, świetnym zespołem i jasno określoną strategią. To dobry moment na kolejny krok w rozwoju firmy – podkreśla Magdalena Aleksandrowicz.

Contract Administration należy do największych firm świadczących usługi kadrowo-płacowe w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Spółka działa w Polsce, Czechach i na Słowacji, zatrudnia ponad 250 specjalistów i jest częścią międzynarodowych sieci biznesowych.

Ceny srebra rosną, złoto pozostaje w konsolidacji

  • Ceny srebra wzrosły o 15% w ciągu ostatniego tygodnia, a poniedziałkowe wybicie powyżej 82–83 USD uruchomiło nową falę momentum i zakupów technicznych.
  • Srebro nadal korzysta ze swojej podwójnej roli – zarówno metalu szlachetnego, jak i przemysłowego – a rekordowy rajd miedzi wzmacnia oczekiwania dotyczące popytu.
  • Relatywnie słabsze zachowanie cen złota po apelu premiera Indii Narendry Modiego o wstrzymanie jego zakupów przyspieszyło spadek relacji złota do srebra do dwumiesięcznego minimum w okolicach 55.
  • Krótkoterminowe perspektywy zależą teraz od tego, czy srebro utrzyma się powyżej wcześniejszej strefy wybicia, unikając tym samym ponownej likwidacji długich pozycji.

Jak tłumaczy Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, ceny srebra nagle wystrzeliły w górę, ponownie rozbudzając zainteresowanie inwestorów, którzy skutecznie wykorzystali ubiegłoroczny rajd, zanim pękła bańka pod koniec stycznia i doprowadziła do niemal 50-procentowej korekty do marca. Od tego czasu metal wyraźnie odrobił straty, a w ostatnim tygodniu impet ruchu przyspieszył: „biały metal” zyskał 15%, podnosząc stopę zwrotu od początku roku do około 20%, choć nadal jest notowany ponad 150% powyżej poziomów sprzed roku.

Kurs XAGUSD wzrósł wczoraj do dwumiesięcznego maksimum w pobliżu 88 USD, kontynuując poniedziałkowy rajd o 7%, po czym oddał część zysków, gdy wyższe ceny ropy podbiły zarówno rentowności obligacji, jak i dolara. Mimo to najnowszy ruch – przynajmniej na razie – zmienił krótkoterminowy obraz techniczny. Przełamanie oporu w rejonie 82–83 USD uruchomiło ponowne zakupy ze strony funduszy hedgingowych i innych inwestorów podążających za momentum, którzy w ostatnich tygodniach w dużej mierze trzymali się z boku.

Srebro spot

Srebro spot – źródło: Saxo

Ten ruch odzwierciedla również fakt, że srebro charakteryzuje się wyższym współczynnikiem beta w porównaniu ze złotem, oraz że czerpie korzyści ze swojej podwójnej atrakcyjności – zarówno jako metal inwestycyjny, jak i przemysłowy. Tymczasem złoto nadal pozostaje w fazie konsolidacji, a jego ostatnia niezdolność do pełnego dołączenia do rajdu srebra wynika częściowo z obaw, że wyższe ceny energii mogą opóźnić obniżki stóp procentowych. Znaczenie ma również niedawny apel premiera Indii Narendry Modiego, który wezwał swoich obywateli do wstrzymania zakupów złota na co najmniej rok, aby złagodzić presję na rezerwy walutowe kraju i osłabiającą się rupię.

Ta sytuacja przyczyniła się do gwałtownego spadku stosunku ceny złota do srebra do poziomu około 55, najniższego od początku marca, co podkreśla obecne lepsze wyniki srebra. Wskaźnik ten ponownie spadł znacznie poniżej średniej wynoszącej blisko 70, obserwowanej przez prawie trzy dekady. Tymczasem złoto pozostaje w przedziale wahań, z poziomem wsparcia ustalonym poniżej 4500 USD, podczas gdy opór znajduje się na 50-dniowej średniej ruchomej w pobliżu 4757 USD, a następnie 4850 USD.

Złoto spot

Złoto spot – źródło: Saxo

Popyt przemysłowy wzmacnia wsparcie

Poza technicznym wybiciem srebro korzysta również z gwałtownego umocnienia segmentu metali przemysłowych. Kontrakty na miedź zarówno w Nowym Jorku, jak i w Londynie ustanowiły w poniedziałek nowe rekordowe poziomy zamknięcia, wspierane przez silny popyt z Chin, szybko malejące zapasy oraz rosnące obawy o dostępność podaży w przyszłości.

Jako kluczowy metal transformacji energetycznej, wykorzystywany w elektryfikacji, odnawialnych źródłach energii, elektronice, infrastrukturze AI i produkcji motoryzacyjnej, srebro nadal korzysta z wielu tych samych strukturalnych trendów, które obecnie wspierają miedź. W ostatnich tygodniach inwestorzy coraz częściej pomijali ryzyka spowolnienia gospodarczego związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie, koncentrując się zamiast tego na rosnącym wyzwaniu zapewnienia wystarczającej podaży strategicznie istotnych metali.

Trwające zakłócenia przepływów handlowych przez Cieśninę Ormuz dodały kolejną warstwę niepewności do i tak już napiętych perspektyw podażowych. Choć samo srebro nie jest bezpośrednio zależne od eksportu z regionu Zatoki Perskiej, konflikt przyczynił się do wzrostu kosztów energii, transportu i rafinacji w wielu łańcuchach dostaw surowców, wzmacniając szersze obawy dotyczące inflacji i ograniczonej dostępności zasobów.

Zasadniczo ceny srebra nadal wspiera prognozowany roczny deficyt podaży w sytuacji, gdy popyt fizyczny i inwestycyjny utrzymuje się na wysokim poziomie. Zwłaszcza w Chinach, gdzie lokalny popyt na metale szlachetne i przemysłowe pozostaje wysoki pomimo ogólnych obaw gospodarczych. Co istotne, podaż srebra z kopalń reaguje zazwyczaj z opóźnieniem na wzrost cen, ponieważ znaczna część światowej produkcji stanowi produkt uboczny wydobycia ołowiu, cynku, miedzi i złota.

Miedź HG

Miedź HG – Źródło: Saxo

Uwaga przesuwa się na poziomy wsparcia

Najnowszy rajd wiąże się jednak z krótkoterminowymi ryzykami. Po tak gwałtownym odbiciu rynek potrzebuje teraz potwierdzenia, że wybicie okaże się trwałe – zwłaszcza biorąc pod uwagę potencjalnie spekulacyjny charakter ostatniego ruchu. Utrzymanie notowań powyżej wcześniejszej strefy wybicia w okolicach 82–83 USD prawdopodobnie zachęciłoby do dalszych zakupów systematycznych i opartych na momentum. Spadek poniżej tej strefy mógłby jednak uruchomić ponowną likwidację niedawno otwartych długich pozycji.

Na razie srebro odzyskało narrację, której brakowało mu wcześniej w tym roku: rynek wspierany nie tylko przez popyt na metale szlachetne i niepewność geopolityczną, ale coraz wyraźniej także przez strukturalny popyt przemysłowy w warunkach ograniczonego wzrostu globalnej podaży.

Świat lubi Polskę, której doświadcza. Jak naprawdę mówi się o Polsce za granicą?

Blisko 900 tysięcy wzmianek, niemal 8 miliardów zasięgu i ponad 160 milionów interakcji. Tak wygląda globalna rozmowa o Polsce według raportu „Poland: A Global Impact”, przygotowanego przez Fundację Think Tank Marka Polska we współpracy z Brand24.

Analiza 893 541 publikacji w języku angielskim, francuskim i niemieckim pokazuje, że Polska najczęściej pojawia się w zagranicznym Internecie w kontekście geopolityki i bezpieczeństwa. To właśnie ten obszar generuje największą widoczność kraju. Jednocześnie najbardziej pozytywne emocje wzbudzają tematy oparte na bezpośrednim doświadczeniu: kuchnia, sport, technologia, turystyka i język polski.

Najważniejszy wniosek raportu jest prosty: świat lubi Polskę, której doświadcza. Lubi mniej Polskę, którą sobie wyobraża.

Polska opisywana przez geopolitykę osiąga 55 procent pozytywnego sentymentu, natomiast Polska doświadczana przez jedzenie, podróże, sport, technologię czy język osiąga od 74 do 87 procent pozytywnych wzmianek. Najwyższy wynik uzyskała kuchnia polska, z 87 procentami pozytywnego sentymentu. Tu symbolem numer jeden pozostają pierogi. Bardzo wysoko oceniane są także sport, technologia i turystyka.

Geopolityka pozostaje największym źródłem widoczności Polski. W tej narracji kraj najczęściej pojawia się jako ważny element wschodniej flanki NATO, państwo funkcjonujące blisko wojny w Ukrainie i stabilizujący partner w systemie bezpieczeństwa regionu. To obraz poważny i wiarygodny, ale chłodniejszy emocjonalnie niż narracje oparte na codziennym kontakcie z Polską.

Technologia pozycjonuje Polskę jako rosnący hub kompetencji. W analizowanych treściach kraj pojawia się w kontekście sztucznej inteligencji, cyfryzacji usług, silnych zespołów IT, zaplecza badawczo rozwojowego i międzynarodowych centrów technologicznych. W tym obszarze 83 procent wzmianek ma charakter pozytywny, co czyni technologię jednym z najmocniejszych elementów nowoczesnego wizerunku Polski.

Turystyka i kuchnia są najbardziej intuicyjnymi nośnikami pozytywnego obrazu kraju. Polska jest opisywana jako atrakcyjny, różnorodny i nadal niedoceniany kierunek podróży. W rozmowach najczęściej pojawiają się Kraków, Warszawa, Gdańsk, Tatry i Zakopane. W kontekście kuchni dominują konkretne potrawy: pierogi, bigos, żurek i barszcz. To właśnie te doświadczenia najłatwiej przekładają się na pozytywne skojarzenia z Polską.

Sport pozostaje jednym z najskuteczniejszych generatorów globalnej widoczności. W tej kategorii pozytywny sentyment osiąga 85 procent, a największą rolę odgrywają Robert Lewandowski i Iga Świątek. Raport wskazuje jednak, że jest to jednocześnie siła i ryzyko: globalna obecność Polski w sporcie opiera się dziś przede wszystkim na kilku nazwiskach.

Jednym z najbardziej zaskakujących wniosków raportu jest znaczenie języka polskiego. To najmniejsza kategoria pod względem liczby wzmianek, ale jedna z najbardziej angażujących. Osoby uczące się polskiego za granicą robią to najczęściej z powodów osobistych: dla rodziny, dziedzictwa, partnera, relokacji lub własnego wyzwania. Raport wskazuje, że każdy uczący się polskiego za granicą może być niedocenionym ambasadorem Polski.

Jak podkreśla dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, prof. UEW, prezeska Fundacji Marka Polska Think Tank:

Raport pokazuje, że obraz Polski w zagranicznej przestrzeni internetowej jest znacznie bardziej wielowymiarowy, niż często zakładamy. Z jednej strony dominuje narracja bezpieczeństwa i geopolityki, z drugiej bardzo silnie wybrzmiewają tematy codziennego doświadczenia: technologii, podróży, kuchni, sportu czy języka. To pokazuje, że marka narodowa budowana jest zarówno przez twarde czynniki strategiczne, jak i przez kulturę, styl życia oraz realne doświadczenia osób, które z Polską mają kontakt.

Michał Sadowski, CEO Brand24, dodaje:

Raport pokazuje wyraźnie: świat lubi Polskę, której można dotknąć. Pierogi, Lewandowski, Świątek, Kraków czy ElevenLabs budzą znacznie cieplejsze emocje niż Polska jako abstrakcyjne pojęcie. Problem nie leży więc wyłącznie w tym, jak jesteśmy postrzegani na świecie. Ten obraz jest w dużej mierze pozytywny. Wyzwaniem jest również to, jak sami o sobie myślimy i jak konsekwentnie potrafimy opowiadać o własnych sukcesach.

Raport „Poland: A Global Impact” powstał w wyniku analizy danych internetowych z inicjatywy Fundacji Marka Polska Think Tank we współpracy z Brand24. Badanie przeprowadzono z wykorzystaniem narzędzia Brand24 monitorującego globalne media społecznościowe (Facebook, X, TikTok, YouTube, Instagram, Reddit), serwisy informacyjne, blogi, podcasty, materiały wideo, fora internetowe i grupy dyskusyjne. Analiza objęła 893 541 wzmianek dotyczących Polski w językach angielskim, francuskim i niemieckim opublikowanych w terminie 20 września – 22 grudnia 2025 r.

Badanie objęło siedem obszarów: geopolityka, technologia, życie w Polsce, turystyka, kuchnia polska, sport, język polski. Każdy obszar wyodrębniono za pomocą dwutorowego algorytmu filtrowania słów kluczowych. Część kategorii (kuchnia, język, turystyka, sport) wykorzystywała strategię „silnego sygnału”, w której kwalifikatorem były np. nazwy konkretnych potraw lub nazwiska czołowych sportowców. Pozostałe wymagały kotwicy geograficznej („Polska”, „Warszawa”, „Kraków”) w połączeniu ze słownikiem tematycznym.