TSL pod gigantyczną presją kosztów. „Zdarza się coraz częściej, że przewoźnicy drogowi zawieszają działalność”

Przedsiębiorcy na „paliwowej karuzeli”. Jednego dnia spokój, innego wzrosty cen i kłopoty.

– Sytuacja przewoźników drogowych jest bardzo trudna to nie budzi żadnych wątpliwości. Stabilizacja na międzynarodowych rynkach jest dość pozorna, bo cena baryłki ropy wcale nie spadła zbyt mocno od momentu zawieszenia broni między Iranem, a Stanami Zjednoczonymi. Gospodarka Europy jest mocno uzależniona od sytuacji geopolitycznej, która zdaje się być w tym momencie najbardziej nieprzewidywalną od lat – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Szukanie alternatyw i mocny wzrost cen frachtów i paliwa w transporcie drogowym i lotniczym

Hanna Mojsiuk całą sytuację nazywa „paliwową karuzelą”, a jak wiadomo od zbyt długiej jazdy na karuzeli można nabawić się bólu głowy.

– Z jednej strony docierają do nas dobre sygnały o zmianie cen hurtowych paliwa na Orlenie, co przekłada się na poprawę sytuacji kierowców indywidualnych i pośrednio przedsiębiorców. Z drugiej jednak negocjacje między USA, a Iranem i nadal rekordowe ceny ropy nie pozwalają na poczucie, że mamy spokojną sytuację. Spokój społeczny jest poniekąd efektem tarcz rządowych, a nie tego, że sytuacja światowa się uspokoiła – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Przedsiębiorcy borykają się więc ze sporymi problemami.

– Nie ma społecznej zgody na wzrosty cen wielu produktów i usług, więc przedsiębiorcy muszą tak analizować swoją działalność, by nie generować dużych obciążeń dla klientów. Najtrudniejsza sytuacja jest obecnie w transporcie, budownictwie, usługach i handlu. Wzrosty cen transportu na szczeblu krajowym i międzynarodowym są odczuwalne – przyznaje Hanna Mojsiuk.

– Napięcia na Bliskim Wschodzie mają kluczowe znaczenie dla globalnych cen transportu, prowadząc do gwałtownych wzrostów stawek frachtowych oraz kosztów paliw. To wszystko bezpośrednio uderza w łańcuchy dostaw i gospodarkę europejską. W 2026 roku sytuacja ta zmusza przewoźników do szukania alternatywnych tras, co zwiększa czas i koszty transportu morskiego, lądowego i lotniczego. Nawet trudno ocenić, gdzie w tym momencie wahania się największe. Cieśnina Ormuz jest w tym momencie najbardziej newralgicznym punktem światowej logistyki, a tam sytuacja nadal jest daleka od bezpiecznej i kompromisowej – dodaje Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL.

Sektor TSL w wielkim kryzysie. „Wielu przewoźników zawiesiło działalności, a jeszcze inni funkcjonują ze stratami”

Jak dodaje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych ceny ropy osiągnęły już swoje maksima, a sytuacja na Bliskim Wschodzie choć jeszcze nie do końca uspokojona to nie oddziałuje na rynki międzynarodowe tak jak jeszcze w marcu czy kwietniu.

Niestety, w związku z brakiem jakiegokolwiek wsparcia, wielu przewoźników nie było wstanie przetrwać tej chwilowej bardzo trudnej sytuacji i albo zamknęło swoją działalność albo ograniczyło jej skalę. Potwierdziły się więc nasze obawy zarówno o upadłościach i redukcjach, ale także o konieczności podwyższenia cen na usługi transportowe. Początkowo szacowaliśmy, ze ceny usług transportowych dla pokrycia kosztów rosnących cen paliw powinny wzrosnąć o około 20% i takie poziomy wzrostów udało się już przewoźnikom osiągnąć, a nawet przekroczyć. Jednak pamiętajmy, że zajęło to ponad dwa miesiące. W tym czasie trzeba było sfinansować dochodzące do 50% wzrosty cen i utrzymać płynność finansową przedsiębiorstw – mówi Dariusz Matulewicz.

– Przypomnę, że branża transportowa, wiedząc, że tak wysokie wzrosty cen paliwa są tylko chwilowe, postulowała o wprowadzenie czasowych dopłat do cen paliwa dla przewoźników zawodowych co pozwoliłoby przetrwać większości firm transportowych. Co prawda krótkookresowo byłoby to rozwiązanie mniej spektakularne społecznie jednak zniwelowałoby by znaczący czynnik inflacyjny jakim są koszty transportu – dodaje ekspert.

Tanie mieszkania znikają z rynku, a ich miejsce zajmują droższe. W co grają deweloperzy?

Kwiecień pokazał, że deweloperzy prowadzą grę, która coraz wyraźniej różni się w poszczególnych metropoliach. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl jasno wynika, że w jednych zwiększają oni podaż relatywnie tańszych mieszkań, w innych – wręcz przeciwnie – wyraźnie ją ograniczają, wprowadzając na rynek głównie droższe projekty.

– Dla osób planujących zakup mieszkania nie jest to tylko ciekawostka statystyczna, ale zmiana o bardzo praktycznym znaczeniu – bo decyduje nie tylko o poziomie średnich cen, ale przede wszystkim o tym, jak duży mają oni wybór mieszkań w swoim zasięgu finansowym – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Popyt wystrzelił, ale szybko opadł

Początek 2026 r. zapowiadał bardzo silne ożywienie sprzedaży mieszkań. W Warszawie deweloperzy sprzedali w marcu 1797 lokali, a w kwietniu już 1442, co oznacza spadek o 20 proc. miesiąc do miesiąca. W Krakowie sprzedaż wyniosła 670 mieszkań wobec 714 w marcu (–6 proc.), we Wrocławiu 574 wobec 683 (–16 proc.), a w Trójmieście 544 wobec 692 (–21 proc.). Największy spadek odnotowano w Łodzi – z 548 do 402 mieszkań (–27 proc.). Jedynym rynkiem, który wyłamał się z tego trendu, były miasta Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii, gdzie sprzedaż wzrosła z 451 do 462 lokali.

Należy też jednak odnotować, że – mimo tych spadków – kwietniowe wyniki sprzedażowe firm deweloperskich w większości miast pozostawały wyższe od średniej miesięcznej z 2025 r. – w Warszawie o 15 proc., w Krakowie o 18 proc., a w Poznaniu o 14 proc. Wyjątkiem było Trójmiasto, gdzie sprzedaż była o ok. 7 proc. niższa od ubiegłorocznej średniej.

Źródło marcowego ożywienia popytu dobrze widać na rynku kredytowym. Według Biura Informacji Kredytowej, w marcu liczba osób wnioskujących o kredyt hipoteczny sięgnęła 63,3 tys., podczas gdy w kwietniu spadła do 42,3 tys., czyli aż o 33 proc.

– Dlatego sprzedaż mieszkań była w kwietniu o 15 proc. niższa niż w bardzo silnym marcu, który był miesiącem wyjątkowym. Kupujący ruszyli wówczas po mieszkania, obawiając się dalszego wzrostu kosztów kredytu i spadku zdolności kredytowej. Zakładamy, że w kolejnych miesiącach popyt będzie stopniowo słabł wraz z rozładowywaniem się marcowych rezerwacji – komentuje Jan Dziekoński, główny ekonomista portalu RynekPierwotny.pl.

Ceny mieszkań-maj 2026-sprzedaż-średnia

Podaż ostrożniejsza, ale bardzo nierówna

Jak wynika z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl deweloperzy wyraźnie ograniczyli tempo wprowadzania nowych mieszkań, ale nie wszędzie w takim samym stopniu. W Warszawie liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży spadła z 1019 w marcu do 919 w kwietniu (–10 proc.). W Poznaniu spadek był znacznie głębszy – z 480 do zaledwie 141 lokali (–71 proc.). Jeszcze bardziej rzuca się w oczy Kraków, gdzie podaż skurczyła się z 1019 do 195 mieszkań, czyli aż o 81 proc.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja na innych rynkach. We Wrocławiu liczba nowych mieszkań wzrosła z 494 w marcu do 935 w kwietniu (+89 proc.), w Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii – z 124 do 495 (+299 proc.), a w Trójmieście – z 468 do 549 (+17 proc.).

Co więcej, kwietniowe wyniki podażowe w części metropolii wypadają słabo także na tle średniej z 2025 r. W Krakowie do sprzedaży trafiło o ok. 70 proc. mniej mieszkań niż przeciętnie w ubiegłym roku, w Poznaniu – o ok. 62 proc. mniej, a w Warszawie – o ok. 24 proc. mniej. Są jednak wyjątki: we Wrocławiu deweloperzy wprowadzili o ok. 70 proc. więcej mieszkań niż wynosiła ubiegłoroczna średnia, a w Katowicach i pozostałych miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii – o ok. 9 proc. więcej.

– Te różnice nie są przypadkowe. Pokazują, że deweloperzy dostosowują swoją strategię do lokalnej sytuacji – poziomu sprzedaży, konkurencji i struktury oferty – tłumaczy Marek Wielgo.

Ceny mieszkań-maj 2026-podaż-średnia

Oferta rośnie, ale nie wszędzie

Efektem relacji popytu i podaży są zmiany w liczbie mieszkań dostępnych w ofercie. W kwietniu w większości metropolii oferta wzrosła. Najbardziej we Wrocławiu – z 10 tys. do 10,5 tys. mieszkań (+5 proc.). Niewielkie wzrosty odnotowano w Łodzi (z 11,3 tys. do 11,5 tys.), w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii (z 11 tys. do 11,2 tys.) oraz w Trójmieście (z 8,7 tys. do 8,8 tys.).

Jednocześnie w trzech największych rynkach, które najmocniej ograniczyły podaż, oferta się skurczyła. W Warszawie spadła z 16,8 tys. do 16,6 tys. mieszkań, w Krakowie z 12,3 tys. do 11,9 tys., a w Poznaniu z 8,1 tys. do 7,8 tys.

– To bardzo istotna informacja dla kupujących, bo właśnie na tych rynkach dostępność mieszkań zaczyna się pogarszać – komentuje Marek Wielgo.

Ceny mieszkań-maj 2026-oferta

Kluczowa zmiana: znikają najtańsze mieszkania

Największe znaczenie ma jednak to, co dzieje się w najtańszym segmencie rynku, obejmującym jedną czwartą lokali z najniższą ceną metra kwadratowego. W Warszawie poniżej górnej granicy cen wyznaczających ten segment w grudniu ubiegłego roku (14,4 tys. zł/mkw.) było ok. 4,2 tys. mieszkań, a w kwietniu – już tylko ok. 3,4 tys., czyli aż o 20 proc. mniej.

W Trójmieście oferta najtańszych lokali skurczyła się w tym czasie z 2,1 tys. do 1,9 tys. (–10 proc.), w Poznaniu – z ok. 2 tys. do 1,6 tys. (–19 proc.), a we Wrocławiu – z 2,4 tys. do 2,2 tys. (–7 proc.). W praktyce oznacza to, że lokale dostępne dla osób z ograniczoną zdolnością kredytową znikają szybciej, niż rynek jest w stanie je uzupełniać.

Odwrotna sytuacja ma miejsce w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii, gdzie liczba najtańszych mieszkań wzrosła z 3 tys. do 3,2 tys. (+7 proc.), oraz w Krakowie – z 2,7 tys. do 2,8 tys. (+3 proc.), przy czym w Łodzi utrzymała się ona na poziomie ok. 2,8 tys.

Ta różnica niemal idealnie pokrywa się z tym, co dzieje się z cenami: w Warszawie ceny rosną najszybciej, w Poznaniu również widać wyraźny wzrost, a w Łodzi czy Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii pozostają praktycznie bez zmian.Ceny mieszkań-maj 2026-oferta-najtańsze lokale

Ceny: wzrost tam, gdzie znika tani segment

W Warszawie średnia cena metra kwadratowego wzrosła w kwietniu do blisko 20 tys. zł, czyli o ok. 2 proc. w porównaniu z marcem. Tym samym stolica praktycznie znalazła się na poziomie psychologicznej bariery, która jeszcze niedawno wydawała się odległa. W ujęciu rocznym oznacza to już wzrost rzędu ok. 12 proc., a skala podwyżek z pierwszych miesięcy 2026 r. przewyższa tempo obserwowane wcześniej przez blisko dwa lata.

Poza Warszawą wzrost średniej ceny metra kwadratowego odnotowano tylko w Poznaniu, gdzie wyniosła ona ok. 14,3 tys. zł (+1 proc. m/m). W pozostałych metropoliach kwiecień upłynął pod znakiem stabilizacji. W Trójmieście było to ok. 17,7 tys. zł, w Krakowie – 17,1 tys. zł, we Wrocławiu – 15,3 tys. zł, a w Łodzi – 11,5 tys. zł. W miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii kwiecień przyniósł spadek średniej o 1 proc., do ok. 11,2 tys. zł za metr.

– Jeśli z rynku znika dolna część oferty, średnia cena rośnie nawet bez podwyżek w cennikach. Dlatego Warszawa i Poznań drożeją dziś szybciej niż miasta, w których nadal dostępna jest duża liczba relatywnie tanich mieszkań – zauważa Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dodaje, że coraz większy wpływ na średnie ceny metra kwadratowego – szczególnie w Warszawie – mają inwestycje z wyższej półki cenowej.Ceny mieszkań-maj 2026-cena mkw-wprowadzone i sprzedane

Marek Wielgo zwraca uwagę, że rynku mieszkaniowego nie da się już opisać jedną, uniwersalną diagnozą. Dzieje się tak dlatego, że o realnej sytuacji kupujących w coraz większym stopniu decydują lokalne uwarunkowania.

W Warszawie, Poznaniu czy Trójmieście wybór mieszkań w segmencie dostępnych finansowo systematycznie się kurczy. Nawet przy umiarkowanych zmianach średnich cen dostępność realnie się pogarsza, bo z rynku znika część najtańszych lokali.

W Łodzi, Krakowie czy miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii sytuacja wygląda inaczej. Oferta pozostaje duża lub wręcz rośnie, liczba najtańszych mieszkań nie maleje, a ceny pozostają stabilne. To oznacza większy wybór i większą przestrzeń do negocjacji.

Krzysztof Krawczyk obejmuje udziały w G2A i staje na czele Rady Doradczej

Grupa G2A, operator jednej z największych platform marketplace dla cyfrowej rozrywki, ogłosiła, że Krzysztof Krawczyk objął mniejszościowy pakiet udziałów w spółce oraz funkcję Przewodniczącego Rady Doradczej. To krok wzmacniający kompetencje strategiczne G2A w kolejnym etapie skalowania działalności i przygotowania organizacji do operowania na poziomie instytucjonalnym. G2A rozwijała się dotychczas w oparciu o model organiczny, bez udziału kapitału zewnętrznego, osiągając roczną wartość GMV na poziomie blisko 400 mln USD. Spółka utrzymuje stabilny, dwucyfrowy wzrost rok do roku oraz EBITDA przekraczającą 20 mln USD, obsługując ponad 35 mln użytkowników w 180 krajach. Wejście inwestora z doświadczeniem private equity stanowi naturalny etap dalszej profesjonalizacji i skalowania platformy.

Inwestycja Krawczyka oraz jego wsparcie strategiczne pomogą G2A zachować niezależność, a jednocześnie przyspieszyć ekspansję międzynarodową, szczególnie w regionach i kategoriach uzupełniających obecne portfolio, a także w obszarze rozwoju agentic AI.  Krzysztof Krawczyk wnosi prawie 30 lat doświadczenia inwestycyjnego w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym jako wieloletni szef biura CVC Capital Partners w Warszawie. W trakcie swojej kariery odpowiadał za inwestycje realizowane w ramach jednego z największych globalnych funduszy private equity, zarządzającego aktywami o wartości przekraczającej 180 mld USD. Jego doświadczenie obejmuje rozwój i skalowanie spółek w modelu międzynarodowym, budowę strategii M&A oraz przygotowanie organizacji do kolejnych faz wzrostu kapitałowego.Jego kompetencje wesprą kształtowanie strategii M&A G2A, które analizuje możliwości przejęć realizujących ambicje wzrostowe firmy. Grupa koncentruje się na rentownych podmiotach o wartości od 5 mln do 350 mln USD, które pozwolą rozwinąć obecność m.in. w Azji oraz na rynkach o wysokiej dynamice wzrostu, w tym w cyfrowych kategoriach poza gamingiem.

Równolegle G2A przyspiesza transformację w kierunku organizacji AI-Native. Platforma już dziś wykorzystuje sztuczną inteligencję na wielu poziomach działalności – od zaawansowanych systemów bezpieczeństwa i przeciwdziałania nadużyciom, przez marketing oparty na danych, po automatyzację obsługi klienta, tworzenie treści oraz weryfikację sprzedawców. Wdrażanie agentic AI ma umożliwić dostarczanie spersonalizowanych doświadczeń zakupowych. Partnerstwo z Krzysztofem Krawczykiem stanowi istotne przyspieszenie rozwoju kompetencji, które już są integralną częścią platformy.

Wraz z inwestycją Krawczyk objął również stanowisko Przewodniczącego Rady Doradczej i pokieruje pracami zespołu doradzającego założycielowi G2A, Bartoszowi Skwarczkowi. To kolejny krok w kierunku wzmacniania ładu korporacyjnego oraz kompetencji strategicznych spółki, w tym budowy międzynarodowej Rady Doradczej skupiającej liderów biznesu, technologii i inwestycji.

Firma posiada huby w Hongkongu i Amsterdamie oraz zaawansowane centrum R&D w Polsce.

„Obserwuję G2A od blisko ośmiu lat z dużym zainteresowaniem. To jedna z najbardziej dynamicznych platform cyfrowych, jakie powstały w Europie, z wyraźnym potencjałem globalnym” – powiedział Krzysztof Krawczyk. „Siłą spółki jest skalowalny model marketplace. Wraz z rozszerzaniem kategorii ofertowych G2A ma bardzo dobre perspektywy dalszego wzrostu, wspieranego przez skalę, technologię, globalny zasięg oraz silne przywództwo. Priorytetem jest dziś pełne wykorzystanie tego potencjału i dalsze budowanie pozycji G2A jako codziennego miejsca zakupów cyfrowych na świecie”.

„Dołączenie Krzysztofa to ważny krok w rozwoju” – powiedział Bartosz Skwarczek, założyciel G2A. „Jego doświadczenie strategiczne oraz perspektywa inwestorska będą niezwykle cenne w dalszym skalowaniu naszej platformy, m.in. poprzez kolejny etap dywersyfikacji rynków, rozwoju oferty oraz ciągłego wdrażania i rozwijania nowych technologii. Zdolność do budowania wartości organizacyjnej oraz szeroka międzynarodowa sieć kontaktów Krzysztofa również odgrywają istotną rolę dla przyspieszenia globalnego rozwoju G2A”.

G2A wykorzystuje swoją silną pozycję w segmencie gamingowym, jednocześnie dynamicznie rozbudowując cały ekosystem handlu cyfrowego, w którym oprogramowanie, karty podarunkowe, subskrypcje i e-learning stanowią już prawie połowę biznesu firmy. W 2025 roku platforma przekroczyła 200 mln wizyt użytkowników oraz osiągnęła pułap 150 mln sprzedanych ofert od początku działalności. Spółka jest na drodze do osiągnięcia poziomu 1 mld USD GMV w ciągu najbliższych kilku lat.

Jastrzębi Glapiński, słabszy dolar i raport NFP. Co porusza rynkami w piątek?

Ostatnia sesja tygodnia to przede wszystkim echa wczorajszej konferencji prasowej prezesa Glapińskiego. To także reakcje na nocne starcie Iranu z USA. No i w końcu wyczekiwanie na kluczowy odczyt z amerykańskiego rynku pracy.

Bufet otwarty

Lokalnie piątkową sesję zdominują refleksje na temat wczorajszej konferencji prasowej. Należy docenić prezesa Glapińskiego, który poprowadził ją w taki sposób, że i gołębie i jastrzębie znajdą coś dla siebie. Mieliśmy więc zwrócenie uwagi na kilka czynników, które hamują wzrost inflacji, jak choćby potencjalne problemy popytowe. Prezes zwracał też uwagę, że wyższe ceny paliw ograniczają przestrzeń do wydatków w innych segmentach konsumpcji. Analitycy PZU w komentarzu zasugerowali, że absolutnie nie ma przestrzeni do obniżek stóp procentowych w tym roku. Sam prezes Glapiński wykazał się znacznie większą wyobraźnią i zauważył, że w przypadku, gdyby „jutro” doszło do trwałego pokoju, to temat luzowania mógłby wrócić. Większość konferencji przewodniczący Rady jednak prezentował bardziej jastrzębie podejście. Wprost przyznał, że obecnie jesteśmy bliżej podwyżek niż obniżek oraz że prawdopodobieństwo podniesienia kosztu pieniądza wzrosło przez ostatni miesiąc. Podkreślił, że jeśli dynamika cen wyrwie się z przedziału odchyleń wokół celu oraz prognozy będą pokazywać, że taki stan ma się utrzymać, Rada jest gotowa do działania. Osobiście bliżej mi do stwierdzenia, że faktycznie była to bardziej jastrzębia konferencja, jednak rozumiem, że każdy w tym bufecie będzie mógł znaleźć coś dla siebie. Rynek po wczorajszym wystąpieniu nie zmienił zdania i kontrakty dalej sugerują, że czekają nas podwyżki stóp jeszcze w tym roku.

Miłosne stukanie

Niesamowicie trwałe okazuje się zawieszenie broni między USA a Iranem. Nie ruszyła go nawet regularna bitwa morska, do jakiej doszło dziś w nocy. Trzy amerykańskie okręty znalazły się pod zorganizowanym ostrzałem rakiet, dronów oraz małych łodzi szturmowych. W odpowiedzi Amerykanie ostrzelali irańskie pozycje, co również nie naruszyło monumentalnego zawieszenia broni. Patrząc na reakcje prezydenta Trumpa można mieć wrażenie, że w tych atakach nie ma złośliwości czy złych intencji. Przywódca USA określił je pieszczotliwym mianem „love tap” i uważa, że Teheran nadal pozostaje zainteresowany porozumieniem. Rynki początkowo zareagowały, mylnie biorąc ataki za eskalację konfliktu, jednak obecnie wygląda, jakby „kupiły” narrację Trumpa. Początek piątkowej sesji to delikatny odwrót od dolara, na którym korzysta też nasz złoty.

Porozmawiajmy o ekonomii

Kiedyś, w czasach, o których mało już kto pamięta, rynki oprócz bombami i postami w social mediach interesowały się także stanem gospodarki. I dziś mamy kilka figur, które rzucają trochę światła na ten aspekt. Po pierwsze Niemcy rozczarowali produkcją przemysłową, która według danych za marzec skurczyła się o blisko 3%. W ostatnim czasie mieliśmy trochę optymistycznych doniesień z największej gospodarki Unii, więc żeby nie było zbyt różowo, warto było ostudzić optymizm. Z naszego podwórka warto też zwrócić uwagę na inflację na Węgrzech, która przebiła w górę oczekiwania i wyniosła 2,1%. Bardziej może niepokoić jednak odczyt miesięcznej dynamiki – tylko w kwietniu ceny wzrosły o 0,4%. Może co nieco o stanie gospodarki powie nam także podczas swojego wystąpienia szefowa EBC. No i zdecydowanie warto śledzić doniesienia z amerykańskiego rynku pracy, dziś o 14:30 zostanie opublikowany raport NFP. Oczekiwania analityków nie są raczej wygórowane, a tegotygodniowy odczyt ADP okazał się całkiem optymistyczny, więc możliwe są tu niespodzianki, które mogą trochę rozruszać rynek.

Kurs dolara zależny od danych z rynku pracy USA. NFP może przesądzić o kierunku USD

Kluczowym wydarzeniem dnia jest publikacja raportu z amerykańskiego rynku pracy, czyli danych Nonfarm Payrolls za kwiecień. Według ankiety Reutersa ekonomiści oczekują, że gospodarka USA dodała około 62 tys. miejsc pracy, po wzroście o 178 tys. w marcu, który był najmocniejszym wynikiem od grudnia 2024 r. Taki odczyt oznaczałby wyraźne spowolnienie tempa kreacji zatrudnienia, ale jednocześnie byłby drugim z rzędu miesiącem wzrostu liczby miejsc pracy, co nie zdarzyło się od niemal roku. Rynek pracy nie wysyłałby więc sygnału gwałtownego pogorszenia koniunktury. Stopa bezrobocia ma pozostać na poziomie 4,3%, a przeciętna płaca godzinowa prawdopodobnie wzrosła w kwietniu o 0,3% miesiąc do miesiąca, po wzroście o 0,2% w marcu. W ujęciu rocznym dynamika płac mogła przyspieszyć do 3,8% z 3,5%, co sugerowałoby, że presja płacowa pozostaje obecna mimo wolniejszego przyrostu zatrudnienia.

Największym wsparciem dla rynku pracy pozostają prawdopodobnie ochrona zdrowia i pomoc społeczna, czyli sektory relatywnie odporne na pogorszenie cyklu gospodarczego. Zatrudnienie w przemyśle mogło ponownie wzrosnąć, co byłoby pozytywnym sygnałem dla sektora produkcyjnego, choć częściowo mogło wynikać z wcześniejszego gromadzenia zamówień w obawie przed zakłóceniami podażowymi. Słabiej mógł natomiast wyglądać sektor publiczny, gdzie oczekiwany jest dalszy spadek zatrudnienia. Bezpośredni wpływ konfliktu USA-Izrael vs.Iran na zatrudnienie może być jeszcze trudny do jednoznacznego uchwycenia w danych, choć jego konsekwencje dla cen surowców i paliw są już istotnym elementem otoczenia makroekonomicznego.

Oczekiwane dane powinny więc pokazać gospodarkę, która stopniowo traci impet, ale nie wchodzi w fazę gwałtownego osłabienia. Niższy przyrost zatrudnienia potwierdzałby chłodzenie aktywności, jednak stabilne bezrobocie i nadal solidny wzrost płac sugerowałyby, że sytuacja pracowników pozostaje relatywnie dobra. Dla Rezerwy Federalnej taki zestaw danych może być argumentem za ostrożnością, ponieważ rynek pracy słabnie, ale nie na tyle, aby jednoznacznie wymuszać szybkie łagodzenie polityki pieniężnej, zwłaszcza że ceny energii pozostają ważnym źródłem ryzyka inflacyjnego. Przed publikacją danych dolar osłabia się względem większości walut, indeks dolara (DXY) testuje okolice 97,90 pkt, a EUR/USD rośnie w okolicę 1,1760. Oznaki deeskalacji konfliktu mogłyby obniżać obawy o inflacyjny wpływ cen ropy i wspierać oczekiwania na powrót do luzowania polityki pieniężnej, co działałoby negatywnie na USD. Słaby odczyt NFP wzmacniałby tę argumentację, natomiast wynik wyraźnie powyżej konsensusu, zwłaszcza przy utrzymujących się wysokich cenach energii, mógłby ponownie ożywić bardziej „jastrzębią” dyskusję wewnątrz Fed, co mogłoby przełożyć się z powrotem na umacniającego się dolara amerykańskiego.

Jak opinie klientów pomagają zdobywać ruch z Google i narzędzi AI?

Poza klasycznym pozycjonowaniem pod słowa kluczowe, widoczność w wyszukiwarkach oraz w tworzonych przez AI odpowiedziach budują również doświadczenia klientów. Na podstawie dostępnych w sieci, zweryfikowanych recenzji, ChatGPT czy Gemini tworzą opinie o markach, co nie pozostaje bez wpływu na ich wizerunek.

GEO, czyli optymalizacja pod AI

GEO (Generative Engine Optimization) to nowe zjawisko. Pod tym pojęciem kryją się wszystkie działania, zmierzające do zwiększenia widoczności marki i cytowań treści w odpowiedziach generowanych przez sztuczną inteligencję. Z prognoz serwisów monitorujących ruch wynika, że w najbliższej przyszłości AI Overviews przyczyni się do ograniczenia ruchu z klasycznego wyszukiwania o 25-70 %. Oznacza to, że nie warto zwlekać z wykorzystywaniem opinii swoich klientów w przyjętej strategii marketingowej.

Sztuczna inteligencja analizuje kontekst, emocje i szczegółowość recenzji. Krótkie, ogólne komentarze nie stanowią dużej wartości dla modeli generatywnych. Regularnie dodawane, opisowe opinie uznawane są za najcenniejsze. Narzędzia oparte na AI poddają analizie język klientów i powtarzające się zalety lub problemy. Wszystko po to, by lepiej zrozumieć, czym zajmuje się firma i do kogo skierowana jest jej oferta.

Dlaczego recenzje są tak ważne dla widoczności w sieci?

Pozyskiwanie opinii od klientów w sposób ciągły to dla algorytmów Google oraz narzędzi AI sygnał, że firma działa, a przy tym dba o doświadczenia swoich odbiorców. Ocenie i analizie podlega nie tylko liczba gwiazdek i treść recenzji, ale też tempo ich pozyskiwania, czas wystawienia czy różnorodność. Opinie klientów należą obecnie do najważniejszych czynników rankingowych zarówno w lokalnych wynikach, jak i w odpowiedziach generatywnych.

Warto także wiedzieć, że recenzje zwiększają CTR (Click-Through Rate), czyli przyciągają kliknięcia. Wyższy współczynnik klikalności oznacza dla Google większą trafność wyniku, co nie pozostaje bez wpływu na pozycję firmy w wyszukiwarce.

Jak wykorzystać opinie w strategii marketingowej?

Aby w pełni wykorzystać potencjał pozyskiwanych od klientów opinii, należy zachęcać ich do wystawiania recenzji. Przydatne jest także zadawanie pytań pomocniczych, by zyskać oceny o opisowym charakterze. Warto przy tym reagować na nie, niezależnie od tego, czy są to skargi, czy pochwały. Aktywność właściciela pokazuje algorytmom, że firma dba o klientów i jest otwarta na dialog. To także dodatkowa szansa na umieszczenie fraz kluczowych w publicznej odpowiedzi. Co jeszcze? Dobrym pomysłem jest integrowanie pozyskanych recenzji z innymi treściami marki, np. cytowanie pozytywnych opinii w postach blogowych czy w newsletterach.

Systemy do zbierania opinii i ich wykorzystanie

System do zbierania opinii sprzyja usprawnieniu ich pozyskiwania. Tego typu rozwiązanie oferuje TrustMate. Integrując się z popularnymi platformami e-commerce, np. Shopify, Shoper, WooCommerce czy PrestaShop, system automatyzuje proces zbierania opinii, a jednocześnie ułatwia dbanie o ich długość i jakość. Korzystanie z systemów takich jak TrustMate jest szczególnie przydatne dla branż, w których zaufanie klienta odgrywa dużą rolę – np. w sklepach ogrodniczych czy branży home & garden. Dzięki automatycznemu zbieraniu i weryfikowaniu opinii, sklepy mogą wykorzystać je do budowania wizerunku marki i zwiększania ruchu z wyszukiwarek.

TrustMate oferuje narzędzie użyteczne nie tylko właścicielom e-commerce, ale też konsumentom. Przykładowo, mogą oni błyskawicznie odszukać najlepsze sklepy ogrodnicze online, wyświetlając ich ranking i bez trudu znaleźć te, które cieszą się największym zaufaniem w sieci.

Podsumowując, nie ulega wątpliwości, że opinie klientów stanowią obecnie cenny zasób marketingowy w e-commerce, a nowoczesne systemy, takie jak TrustMate automatyzują proces pozyskiwania i publikowania recenzji, a także dbają o ich długość i zawartość merytoryczną, dzięki czemu stają się one bardziej atrakcyjne dla algorytmów Google i użytkowników. Warto więc zintegrować zbieranie i analizę recenzji z całą strategią SEO i marketingu, bo w erze GEO to właśnie głos klientów decyduje o pozycji marki.

Farada Group wchodzi w segment dronów morskich we współpracy z Łukasiewicz – Warszawskim Instytutem Technologicznym

Farada Group, spółka portfelowa, notowanej na GPW JRH ASI S.A. informuje o podpisaniu umowy o współpracy z Łukasiewicz – Warszawskim Instytutem Technologicznym w związku z rozpoczęciem współpracy w zakresie morskich systemów bezzałogowych. Porozumienie otwiera Farada Group drogę do przygotowania i analizy modelu komercjalizacji oraz sprzedaży (lub pośrednictwa sprzedaży) morskiego drona Manta USV na rynkach zagranicznych.

Do podpisania dokumentu doszło w drugim dniu Defence24 Days, ze strony Sieć Badawcza Łukasiewicz – Warszawskiego Instytutu Technologicznego umowę podpisał Dyrektor Instytutu, dr hab. Grzegorz Gudzbeler, a ze strony Farada Group Prezes Zarządu spółki Szymon Kupaj. Zakres porozumienia obejmuje wymianę informacji niezbędnych do wypracowania modelu komercjalizacji polskiego drona Manta USV oraz oceny możliwych form jego sprzedaży i dystrybucji poza granicami Polski. Strony zakładają, że Farada Group, posiadając doświadczenie międzynarodowe oraz sieć partnerów zagranicznych w sektorze systemów bezzałogowych, może wesprzeć Instytut w przygotowaniu rozwiązania do wejścia na rynki międzynarodowe.

(Manta USV fot. Ł – WIT)
(Manta USV fot. Ł – WIT)

Manta USV to opracowywana w Sieć Badawcza Łukasiewicz – Warszawskim Instytucie Technologicznym kompaktowa platforma nawodna, projektowana z myślą o ciągłym monitoringu infrastruktury krytycznej, w tym morskich farm wiatrowych i instalacji sektora paliwowego, a także obszarów istotnych dla wojska i służb takich jak Straż Graniczna. Konstrukcja o wymiarach 180 na 70 cm wykorzystuje kompozyty szklane oraz technologię hydrofoili, czyli zanurzonych płatów nośnych unoszących kadłub nad powierzchnią wody, co istotnie ogranicza ślad torowy nawet przy prędkości dochodzącej do 30 węzłów. Platforma może działać w trybie zdalnym, półautonomicznym oraz autonomicznym i jest odporna na zakłócenia elektroniczne, a w razie utraty łączności samoczynnie osiada na hydrofoilach i oczekuje na jej przywrócenie lub kontynuuje misję autonomicznie.

– „Farada Group poza dronami latającymi obecnie jest producentem poduszkowców na bazie licencji Instytutu Lotnictwa Sieć Badawcza Łukasiewicz, a teraz dzięki zawartemu porozumieniu wchodzimy mocno w bezzałogowy segment wodny. Tym samym budujemy ofertę obejmującą systemy bezzałogowe i pojazdy specjalne pracujące w różnych środowiskach, co istotnie zwiększa nasze możliwości w odpowiadaniu na zapotrzebowanie zarówno klientów komercyjnych, jak i sektora obronnego oraz zarządzania kryzysowego. Polski dron wodny Manta USV to nowatorskie rozwiązanie polskiej myśli technicznej, a my chcemy wykorzystać nasze doświadczenie eksportowe, aby pomóc otworzyć przed nim rynki zagraniczne” – powiedział Szymon Kupaj, współzałożyciel i Prezes Zarządu Farada Group.

Współpraca z Łukasiewicz – Warszawski Instytut Technologiczny wpisuje się w model rozwoju Farada Group, w którym istotną rolę odgrywają partnerstwa z polskim zapleczem naukowo-badawczym. W marcu 2026 r. spółka podpisała umowę z Wojskowym Instytutem Techniki Uzbrojenia na opracowanie systemu WARTOWNIK, służącego do monitorowania i ochrony obszarów o znaczeniu strategicznym z wykorzystaniem dronów powietrznych. Otrzymała również zaproszenie do testów poligonowych w Ośrodku Systemów Autonomicznych Wojska Polskiego.

– „To kolejny istotny krok rozwojowy Farada Group i potwierdzenie, że strategia powstającego holdingu ORBITEO przekłada się na konkretne projekty. Farada konsekwentnie rozszerza spektrum swoich kompetencji, wykraczając obecnie poza segment systemów powietrznych. Współpraca Instytutem wokół drona Manta USV otwiera spółce drogę do nowego, perspektywicznego obszaru rynku, a polskie technologie bezzałogowe zyskują kolejną szansę na komercjalizację za granicą. Cieszymy się, że nasze spółki portfelowe systematycznie poszerzają zakres działalności i budują zdywersyfikowane źródła przychodów” – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH ASI S.A.

Farada Group jest jednym z filarów projektu ORBITEO, holdingu technologicznego organizowanego przez JRH ASI S.A., integrującego polskie spółki z sektorów space, defence, AI i deeptech. W ramach ORBITEO współpracuje między innymi z SatRev, z którym rozwija wspólne rozwiązania łączące kompetencje w zakresie systemów bezzałogowych i technologii kosmicznych. Farada Group to polska spółka technologiczna specjalizująca się w projektowaniu, produkcji i integracji zaawansowanych systemów bezzałogowych (UAS) do zastosowań cywilnych i wojskowych. Technologie spółki znajdują zastosowanie w misjach rozpoznawczych, logistycznych, inspekcyjnych oraz w ochronie infrastruktury krytycznej, a ich skuteczność została zweryfikowana również w warunkach rzeczywistych konfliktów zbrojnych.

Google Health Coach – gdy AI zostaje twoim osobistym lekarzem, trenerem i dietetykiem w jednym

Przez ostatnie lata smartwatche i opaski fitness gromadziły coraz więcej danych o użytkownikach. Tętno, liczba kroków, jakość snu, saturacja krwi, aktywność fizyczna czy poziom regeneracji stały się standardowym elementem cyfrowych usług zdrowotnych. Problem polegał jednak na tym, że dla wielu osób były to głównie wykresy i statystyki, z których trudno było wyciągnąć praktyczne wnioski.

Google chce ten model zmienić. 19 maja 2026 roku firma ma zakończyć fazę testów i udostępnić Google Health Coach – asystenta zdrowotnego opartego na modelu Gemini. Nowa usługa ma nie tylko zbierać dane, ale przede wszystkim je interpretować i przekładać na konkretne zalecenia dotyczące aktywności, odpoczynku, snu czy codziennych nawyków.

Od monitorowania danych do ich interpretacji

Dotychczasowe urządzenia ubieralne dobrze radziły sobie z pomiarem parametrów, ale znacznie gorzej z ich praktycznym wykorzystaniem. Użytkownik otrzymywał informacje o liczbie przespanych godzin, tętnie spoczynkowym czy spalonych kaloriach, ale często sam musiał ocenić, co te dane oznaczają dla jego zdrowia i trybu życia.

Google Health Coach ma działać inaczej. Usługa analizuje dane o aktywności fizycznej, jakości snu, kondycji organizmu, nawykach żywieniowych, cyklu menstruacyjnym, a także kontekst zewnętrzny, taki jak pogoda czy lokalizacja. Na tej podstawie ma podpowiadać użytkownikowi, co może zrobić danego dnia: wykonać intensywniejszy trening, postawić na regenerację, zmienić plan aktywności albo zwrócić uwagę na sen.Google Health Coach

Centralnym miejscem działania usługi ma być karta „Dzisiaj”. To tam użytkownik zobaczy najważniejsze informacje i rekomendacje. Google odchodzi więc od modelu biernego raportowania na rzecz aktywnego doradztwa.

Cyfrowy sztab specjalistów

Google przedstawia Health Coach jako rozwiązanie inspirowane pracą profesjonalnych zespołów sportowych. Zawodowi sportowcy korzystają na co dzień ze wsparcia trenerów, lekarzy, dietetyków i specjalistów od regeneracji. Każdy z nich analizuje inny obszar, ale cel jest wspólny: poprawa wydajności i ograniczenie ryzyka przeciążenia organizmu.

Health Coach ma przenieść część tego podejścia do codziennego użytku. Nie chodzi jednak o zastąpienie lekarza czy fizjoterapeuty, lecz o stworzenie narzędzia, które pomoże lepiej rozumieć własny organizm i szybciej reagować na sygnały płynące z danych.

W projekt zaangażowano zespół doradczy złożony z lekarzy klinicznych, ekspertów medycznych oraz specjalistów zajmujących się badaniami nad sportem i zdrowiem. Jedną z twarzy usługi został Stephen Curry, koszykarz NBA i doradca Google ds. wydajności. Jego udział ma podkreślać sportowy kontekst rozwiązania, choć sama usługa jest kierowana do znacznie szerszej grupy użytkowników niż zawodowi sportowcy.

Co ma oferować Google Health Coach?

Jednym z kluczowych elementów usługi mają być elastyczne plany treningowe. Zamiast sztywnego harmonogramu, który przestaje działać po pominięciu jednej aktywności, Coach ma proponować tygodniowe cele i codzienne sugestie dostosowane do aktualnej formy, postępów oraz warunków zewnętrznych.

Istotną funkcją będzie także śledzenie wielomodalne. Użytkownik ma mieć możliwość dodawania informacji głosem, zdjęciem lub dokumentem. Może to oznaczać na przykład sfotografowanie posiłku w celu oszacowania jego wartości odżywczej, zapisanie planu treningowego z siłowni albo wgranie wyników badań laboratoryjnych i zadanie pytania o ich znaczenie.

Ta ostatnia funkcja ma być początkowo dostępna wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Tam usługa będzie mogła także integrować się z osobistą dokumentacją medyczną użytkownika.

Google chce również mocniej powiązać analizę snu z pozostałymi danymi zdrowotnymi. Health Coach ma nie tylko liczyć godziny odpoczynku, ale także oceniać regularność rytmu dobowego, jakość regeneracji i jej wpływ na gotowość do wysiłku. W przypadku kobiet znaczenie mogą mieć także dane dotyczące cyklu menstruacyjnego.

Mniej formularzy, więcej rozmowy

Nowa usługa ma opierać się na bardziej naturalnej komunikacji z użytkownikiem. Zamiast wieloetapowych formularzy Google stawia na krótsze interakcje, szybkie przyciski odpowiedzi, kontekstowe powiadomienia i możliwość zadawania pytań asystentowi w dowolnym momencie.

To ważna zmiana, ponieważ skuteczność tego typu narzędzi zależy nie tylko od jakości algorytmu, ale też od tego, czy użytkownik będzie z nich regularnie korzystał. Im mniej obsługi wymaga aplikacja, tym większa szansa, że stanie się realnym elementem codziennej rutyny.

Dane zdrowotne pod szczególnym nadzorem

Największym wyzwaniem dla Google może okazać się nie sama technologia, lecz zaufanie. Dane zdrowotne należą do najbardziej wrażliwych informacji, jakie użytkownik może przekazać firmie technologicznej. Obejmują nie tylko aktywność fizyczną, ale potencjalnie także sen, cykl menstruacyjny, wyniki badań, historię zdrowotną czy informacje o stylu życia.

Google deklaruje, że dane o zdrowiu i samopoczuciu pochodzące z aplikacji Fitbit nie będą wykorzystywane do celów reklamowych. Firma wskazuje również na wewnętrzne ramy oceny SHARP, obejmujące bezpieczeństwo, przydatność, dokładność i personalizację rekomendacji.

Deklaracje te będą jednak musiały zostać potwierdzone praktyką. W przypadku usług zdrowotnych przejrzystość zasad przetwarzania danych może być równie ważna jak sama funkcjonalność produktu. Użytkownicy będą oczekiwać jasnej informacji, kto ma dostęp do danych, jak długo są one przechowywane i w jakim zakresie mogą być analizowane przez modele AI.

Dostępność i model subskrypcyjny

Google Health Coach ma być częścią subskrypcji Google Health Premium, czyli następcy Fitbit Premium. Usługa ma również trafić bez dodatkowych opłat do planów Google AI Pro oraz Google AI Ultra, co pokazuje, że firma traktuje ją jako element szerszego ekosystemu usług opartych na sztucznej inteligencji.

Wdrożenie zaplanowano na okres od 19 do 26 maja 2026 roku. W pierwszej kolejności z Health Coach mają skorzystać posiadacze urządzeń Fitbit oraz zegarków Pixel Watch. Obsługa kolejnych urządzeń ma być uruchamiana stopniowo.

Spór o cła w USA może przynieść Adidasowi setki milionów euro

Bjørn Gulden poinformował akcjonariuszy, że Adidas spodziewa się odzyskania około 300 mln euro. Zwrot miałby dotyczyć ceł, które zostały pobrane w Stanach Zjednoczonych na podstawie przepisów później zakwestionowanych przez amerykańskie sądy. Choć pieniądze nie trafiły jeszcze do spółki, wypowiedź prezesa wskazuje, że firma traktuje ten scenariusz jako bardzo realny.

Dla Adidasa to szczególnie ważne, ponieważ polityka celna USA była jednym z czynników obciążających tegoroczne prognozy finansowe. W marcu spółka ostrzegała, że połączenie ceł i niekorzystnych zmian kursowych może zmniejszyć jej zysk w 2026 roku o około 400 mln euro. Zwrot na poziomie 300 mln euro pokryłby więc znaczną część wcześniej sygnalizowanego negatywnego wpływu.

Kluczowe znaczenie ma decyzja Sądu Najwyższego USA z 20 lutego 2026 roku. Sąd uznał, że IEEPA nie daje prezydentowi prawa do nakładania ceł. W opinii napisanej przez prezesa Sądu Najwyższego Johna Robertsa wskazano, że uprawnienie do „regulowania” importu nie jest równoznaczne z prawem do jego opodatkowania.

To rozstrzygnięcie otworzyło drogę do zwrotu środków importerom, którzy wcześniej płacili należności celne na podstawie zakwestionowanych taryf. Następnie 4 marca Sąd Handlu Międzynarodowego Stanów Zjednoczonych orzekł, że importerzy będący podmiotami ewidencyjnymi mają prawo skorzystać z decyzji Sądu Najwyższego. Jednocześnie zobowiązano amerykański Urząd Ceł i Ochrony Granic do obsługi procesu zwrotów.

Potencjalny zwrot ceł może poprawić obraz finansowy Adidasa w 2026 roku. Firma opublikowała mocne wyniki za pierwszy kwartał. Przychody w ujęciu neutralnym kursowo wzrosły o 14 procent, osiągając 6,6 mld euro, a zysk operacyjny wyniósł 705 mln euro. Na tym tle możliwy zwrot 300 mln euro byłby dodatkowym, bardzo wyraźnym wsparciem dla rentowności.

Warto jednak podkreślić, że Adidas nie zaksięgował jeszcze tej kwoty. Oznacza to, że inwestorzy muszą traktować ją jako potencjalny pozytywny czynnik, a nie jako pewny element wyniku finansowego. Mimo to sama informacja może poprawiać nastroje wokół spółki, zwłaszcza po wcześniejszym spadku kursu akcji, który nastąpił po publikacji ostrożniejszej prognozy rocznego zysku operacyjnego.

Sprawa Adidasa nie jest odosobniona. Według dostępnych informacji w Sądzie Handlu Międzynarodowego złożono już ponad 2000 pozwów dotyczących zwrotu ceł pobranych na podstawie IEEPA. Amerykański urząd celny zaproponował zautomatyzowany system obsługi zwrotów za pośrednictwem platformy Automated Customs Environment, ale jednocześnie pojawiają się sygnały, że rząd dążył do opóźnienia wypłat.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie problemy zostały rozwiązane. Proces zwrotów w USA może być czasochłonny, a ostateczne terminy wypłat pozostają niepewne. Dla Adidasa kluczowe będzie więc nie tylko odzyskanie pieniędzy, ale także utrzymanie wzrostu sprzedaży, kontrola kosztów i dalsze wzmacnianie marki na najważniejszych rynkach. Potencjalny zwrot ceł jest ważnym wsparciem, lecz przyszłość spółki nadal będzie zależeć od zdolności do zarządzania globalnym ryzykiem handlowym i konsumenckim.

PKP S.A. i Japan Railway East zacieśniają współpracę

0

6 maja w Przedstawicielstwie PKP S.A. w Brukseli podpisano memorandum o współpracy pomiędzy PKP S.A. a japońskim przewoźnikiem Japan Railway East. Porozumienie zakłada rozwój partnerstwa oraz wzmocnienie strategicznej współpracy obu spółek w sektorze kolejowym.

Dokument podpisali Tomasz Lachowicz, dyrektor Przedstawicielstwa PKP w Brukseli oraz Hideaki Kuroda, dyrektor generalny Przedstawicielstwa JR-East w Paryżu. Podpisane memorandum zakłada kontynuację i rozwój współpracy pomiędzy spółkami w obszarze wymiany wiedzy i doświadczeń dotyczących organizacji oraz zarządzania systemem kolejowym. Partnerzy zamierzają współpracować m.in. w zakresie efektywności energetycznej, zrównoważonego rozwoju, odporności infrastruktury kolejowej oraz rozwoju przewozów pasażerskich, w tym zarządzania stacjami, działalności detalicznej i obsługi klienta.

W polskim sektorze kolejowym na przestrzeni ostatniej dekady zaszły daleko idące pozytywne zmiany w wielu obszarach, co jest dostrzegane również przez naszych pozaeuropejskich partnerów. Dotychczasowa współpraca z JR East w ostatnim czasie ulega stałej intensyfikacji, pozwalają na lepsze zrozumienie potencjału współpracy obu firm oraz na zapoznanie się z doświadczeniem i najlepszymi praktykami. Nasi przyjaciele z JR East należą do jednych z najbardziej wiarygodnych partnerów we współpracy bilateralnej. Cieszymy się, że ta współpraca zostanie jeszcze bardziej pogłębiona z korzyścią dla obu stron – powiedział Tomasz Lachowicz, dyrektor brukselskiego biura PKP.

Porozumienie obejmuje również współpracę w obszarze digitalizacji procesów i wdrażania nowych technologii, takich jak systemy informatyczne, automatyzacja czy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Istotnym elementem będzie także wymiana doświadczeń związanych z bezpieczeństwem, utrzymaniem i zarządzaniem majątkiem kolejowym, w tym komercyjnym zagospodarowaniem gruntów i nieruchomości. Ważnym aspektem współpracy będzie wzmocnienie dialogu eksperckiego poprzez organizację spotkań, warsztatów i wizyt studyjnych koordynowanych przez Biuro JR East w Paryżu oraz Przedstawicielstwo PKP S.A. w Brukseli.

Współpraca ta wykracza poza technologię kolejową i obejmuje kompleksowy zakres operacji kolejowych, w tym rozwój stacji i handel detaliczny. W pełni wykorzystamy know-how i doświadczenie w zakresie zarządzania koleją, rozwoju miejskiego oraz działalności komercyjnej skoncentrowanej wokół stacji, które kultywowaliśmy w Japonii. Poprzez tę inicjatywę dążymy do przyczynienia się do bezpieczeństwa, środowiska i tworzenia nowej wartości dla kolei w Polsce. Pracujemy nad połączeniem mocnych stron Polski i Japonii, aby tworzyć innowacyjne pomysły. Idąc dalej, będziemy nadal promować rozwój zrównoważonych i atrakcyjnych sieci kolejowych, dążąc do dostarczania cennych usług zarówno lokalnym społecznościom, jak i pasażerom – dodał Hideaki Kuroda, dyrektor generalny przedstawicielstwa JR East w Paryżu.

Obie strony deklarują wspólne działania na rzecz opracowywania nowych koncepcji oraz wymiany najlepszych praktyk służących podnoszeniu jakości usług kolejowych, projektów typu TOD (Transit Oriented Development) oraz projektów detalicznych, które w przyszłości mogłyby zostać zrealizowane na podstawie odrębnych porozumień. Istotnym celem partnerstwa będzie także promocja kolei jako zrównoważonego środka transportu oraz podejmowanie wspólnych inicjatyw na rzecz zwiększania atrakcyjności transportu kolejowego. Współpraca ma również wspierać wzmacnianie globalnej roli kolei, m.in. w ramach działalności prowadzonej w Międzynarodowym Związku Kolei – UIC oraz innych organizacjach sektora kolejowego.

Przedstawicielstwo PKP w Brukseli prowadzi bliską współpracę z Japan Railway East od wielu lat, zarówno na poziomie organizacji międzynarodowych, jak i we współpracy bilateralnej.  Efektem tych działań są liczne spotkania i inicjatywy realizowane wspólnie z partnerami z Japonii na rzecz rozwoju nowoczesnego transportu kolejowego.