Polskie firmy coraz chętniej wdrażają AI. Polska druga w Europie pod względem tempa wzrostu

Adopcja sztucznej inteligencji w Polsce dynamicznie rośnie. Według najnowszego raportu „Uwolnienie potencjału AI w Polsce 2026”, przygotowanego przez niezależną firmę badawczą Strand Partners na zlecenie Amazon Web Services (AWS), już 48% polskich firm korzysta z AI, w porównaniu do 34% rok wcześniej. To wzrost o 41% rok do roku i drugi najlepszy wynik w Europie. Wnioski z raportu zostały opublikowane 6 maja 2026 roku podczas AWS Summit w Warszawie.

Badanie powstało w nawiązaniu do programu Cyfrowej Dekady Komisji Europejskiej, który zakłada, że do 2030 roku co najmniej 75% przedsiębiorstw w UE powinno korzystać z technologii AI, chmury obliczeniowej lub analizy dużych zbiorów danych. Polska, utrzymując obecne tempo wzrostu, ma szansę osiągnąć ten cel, ale tegoroczna edycja raportu pokazuje, że samo wdrożenie AI to dopiero początek. Prawdziwym wyzwaniem staje się przejście od podstawowego wykorzystania sztucznej inteligencji do zaawansowanych, transformacyjnych zastosowań.

Tempo adopcji sztucznej inteligencji w Polsce jest imponujące – drugi najszybszy wzrost w Europie. Teraz kluczowe jest, żeby ta dynamika przełożyła się na realną przewagę konkurencyjną polskich firm na globalnych rynkach. Polskie firmy jasno mówią, czego potrzebują – dostępu do najlepszych narzędzi AI, możliwości szybkiego skalowania i swobody wyboru odpowiednich technologii. Dlatego inwestujemy nie tylko w infrastrukturę, ale przede wszystkim w rozwój kompetencji, bo to ludzie decydują o tym, czy AI przyniesie firmom realną wartość biznesową podkreśla Andrzej Horawa, Dyrektor Generalny Amazon Web Services w Polsce.

Kluczowe ustalenia raportu

Szybki wzrost adopcji, ale ograniczone zaawansowanie. AI wdrożyło już 48% polskich firm, jednak tylko 16% z nich wykorzystuje najbardziej zaawansowane scenariusze użycia – poniżej średniej europejskiej wynoszącej 22%. Przy obecnym tempie postępu osiągnięcie zaawansowanego poziomu wdrożenia zajęłoby połowie polskich firm około pięciu lat.

Chmura rośnie równie dynamicznie. Technologie chmurowe wdrożyło 61% przedsiębiorstw (wzrost z poziomu 44% rok wcześniej, czyli o 39% rok do roku), co tworzy fundament pod dalsze skalowanie AI.

AI jako priorytet strategiczny. 69% firm deklaruje, że wdrożenie AI jest priorytetem najwyższym lub wysokim, a 72% twierdzi, że AI odgrywa kluczową lub ważną rolę w ich ogólnej strategii biznesowej.

Startupy przodują. 72% polskich startupów wdrożyło AI, a 41% z nich jest na najbardziej zaawansowanym etapie. Jednocześnie 39% startupów deklaruje, że rozważyłoby opuszczenie Europy w celu szybszego skalowania – najczęściej wskazywanym kierunkiem są Stany Zjednoczone (49%).

Innowacje przyspieszają. 74% firm wdrażających AI zaobserwowało wzrost tempa innowacji w ciągu ostatnich dwóch lat, a AI jest głównym motorem tych zmian (44%).

Firmy cenią sobie wybór i dostęp do globalnych dostawców technologii

Polskie przedsiębiorstwa konsekwentnie podkreślają znaczenie dostępu do globalnych dostawców technologii, zwłaszcza w kontekście innowacji i ekspansji na międzynarodowych rynkach. 83% firm twierdzi, że dostęp do globalnych firm technologicznych jest ważny dla wdrażania AI, 81% uważa, że jest to ważne dla innowacyjności, a 84% – dla szybkiego skalowania.

Firmy podają, że przy wyborze narzędzi i dostawców AI priorytetem jest szybkość, skalowalność, odporność i bezpieczeństwo, a także możliwość dokonywania właściwych wyborów technologicznych na podstawie potrzeb klienta – niezależnie od lokalizacji dostawcy. 89% firm korzysta z dostawców z różnych regionów, zamiast polegać głównie na dostawcach z jednego kraju. Wśród najczęściej podawanych powodów takiego podejścia wymieniane są: szerszy zakres funkcji i oferty produktowej (56%), lepsza skalowalność, wydajność lub opcje integracji (52%) oraz wiodąca pozycja technologiczna lub bardziej zaawansowane możliwości (48%).

Dane wskazują również na ograniczone zainteresowanie strategiami, które zwiększają koszty bez wyraźnych rezultatów w zakresie konkurencyjności: tylko 9% firm poparłoby większe inwestycje publiczne w europejską infrastrukturę AI i chmurową, jeśli skutkowałoby to wyższymi kosztami dla ich działalności.

Firmy nie czują się gotowe na kolejną falę AI

Technologie AI nowej generacji – takie jak agentowa AI, czy zaawansowana robotyka – zaczynają fundamentalnie zmieniać sposób funkcjonowania przedsiębiorstw. Tymczasem tylko 21% polskich firm twierdzi, że czuje się w pełni lub bardzo gotowa na ich wdrożenie (wśród startupów – 79%).

Świadomość agentowej AI rośnie (23% firm słyszało o tej technologii), ale luka między znajomością a wdrożeniem pozostaje znacząca – tylko 3% firm zgłasza pełne wdrożenie. Wśród tych, którzy już korzystają z agentowej AI, 45% deklaruje szybsze podejmowanie decyzji, 34% odnotowuje wzrost efektywności operacyjnej, a 24% poprawę skalowalności.

Główne bariery: umiejętności, finansowanie i regulacje

Niedobór kompetencji. 46% firm wskazuje na braki w zakresie umiejętności AI i cyfrowych jako barierę, a tylko 18% deklaruje posiadanie solidnych kompetencji w tym obszarze. 82% spodziewa się, że w ciągu najbliższych pięciu lat umiejętności związane z AI będą odgrywać istotną rolę w ich branży.

Ograniczenia finansowe. 43% firm nie ma dedykowanego budżetu na AI, choć 81% przewiduje, że w ciągu trzech lat wydatki na AI wzrosną do 27% całkowitego budżetu IT.

Złożoność regulacyjna. Polskie firmy szacują, że 40% całkowitych wydatków na technologię przeznaczają na zapewnienie zgodności z przepisami. 79% uważa, że koszty compliance wzrosły w ciągu ostatnich trzech lat, a 82% spodziewa się dalszego wzrostu.

Wdrożenie AI w kluczowych branżach

Sektor usług finansowych prowadzi z 58% adopcją AI, wyprzedzając telekomunikację (52%) i energetykę (43%). W zakresie zaawansowanych zastosowań AI liderami są usługi finansowe (26%), telekomunikacja (23%) oraz technologie i usługi IT (21%).

47% polskich MŚP deklaruje wdrożenie technologii AI, przy czym 15% korzysta z zaawansowanych scenariuszy, a 32% z podstawowych narzędzi.

Cyberbezpieczeństwo – kluczowy priorytet

Ponad jedna trzecia firm (37%) postrzega cyberbezpieczeństwo i odporność cyfrową jako kluczowe obszary inwestycji publicznych. W 2025 roku wydatki na cyberbezpieczeństwo w Polsce wzrosły o około 25%, osiągając kwotę około 1 miliarda dolarów. 31% firm zwiększyło cyberbezpieczeństwo za pośrednictwem AI w ciągu ostatniego roku.

Co jest potrzebne, aby odblokować potencjał AI w Polsce

Zapytani o to, co jest najważniejsze dla wspierania rozwoju ich biznesu, polscy przedsiębiorcy wskazują na: dostęp do najnowocześniejszych narzędzi i usług AI (62%), inwestycje prywatne i kapitał wysokiego ryzyka (58%) oraz wykwalifikowaną kadrę w dziedzinie AI (55%).

59% firm twierdzi, że wsparcie rządowe – takie jak dotacje lub ulgi podatkowe – ma duże przełożenie na decyzję o wdrożeniu AI. 53% polskich firm deklaruje, że jest bardziej skłonna wdrożyć AI, gdy sektor publiczny robi to samo.

O badaniu

Raport „Uwolnienie potencjału AI w Polsce 2026” został przygotowany przez Strand Partners na zlecenie Amazon Web Services (AWS). Badanie opiera się na dwóch ogólnopolskich próbach reprezentatywnych: 1000 liderów biznesowych (reprezentatywnych pod względem wielkości firmy, sektora i regionu NUTS 1) oraz 1000 obywateli Polski (reprezentatywnych pod względem wieku, płci i regionu NUTS 1). Badanie zostało przeprowadzone zgodnie z wytycznymi UK Market Research Society i ESOMAR.

Transparentność zamiast deklaracji – co zmienia projekt przepisów o luce płacowej?

Projekt rozporządzenia z dnia 24 kwietnia 2026 r., wydany w związku z ustawą o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia kobiet i mężczyzn, stanowi istotny krok w kierunku zwiększenia realnej przejrzystości wynagrodzeń. Jego znaczenie nie polega jednak na wprowadzeniu nowej zasady równości – ta funkcjonuje w polskim porządku prawnym od lat – lecz na stworzeniu mechanizmów, które mają umożliwić jej skuteczne egzekwowanie.

Dotychczas problem luki płacowej pozostawał w dużej mierze niewidoczny lub trudny do uchwycenia w praktyce. Pracodawcy nie byli zobowiązani do przedstawiania szczegółowych danych, a brak jednolitych metod obliczania wskaźników powodował, że nawet dostępne analizy nie były w pełni porównywalne. Projektowane przepisy zmieniają ten stan rzeczy, wprowadzając obowiązek sporządzania szczegółowych sprawozdań dotyczących różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn.

Zgodnie z projektowanymi regulacjami, sprawozdanie ma obejmować szeroki zakres danych dotyczących luki płacowej, zarówno w ujęciu rocznym, jak i godzinowym, a także uwzględniać różnice w zakresie składników uzupełniających i zmiennych wynagrodzenia. Co istotne, raportowanie nie ogranicza się wyłącznie do średnich wartości wynagrodzeń. Przewidziano również obowiązek uwzględniania mediany, która pozwala lepiej oddać rzeczywisty poziom wynagrodzeń większości pracowników i eliminuje zniekształcenia wynikające z wysokich wynagrodzeń jednostkowych.

Nowe przepisy wprowadzają także jednolite wzory obliczania wskaźników luki płacowej. Wskaźniki te będą wyrażane jako procentowa różnica między wynagrodzeniem kobiet i mężczyzn, odniesiona do poziomu wynagrodzeń mężczyzn. Standaryzacja metodologii ma fundamentalne znaczenie, ponieważ eliminuje możliwość dowolnego interpretowania danych i zapewnia ich porównywalność pomiędzy podmiotami.

Istotnym elementem projektowanej regulacji jest rozszerzenie zakresu analizy na wszystkie składniki wynagrodzenia, w tym premie i inne świadczenia o charakterze zmiennym. W praktyce to właśnie w tych elementach często ujawniają się największe dysproporcje, które nie są widoczne przy analizie samego wynagrodzenia zasadniczego. Wprowadzenie obowiązku raportowania tych danych może zatem prowadzić do ujawnienia różnic, które dotychczas pozostawały poza kontrolą.

Kolejną nowością jest obowiązek przedstawiania struktury wynagrodzeń w podziale na przedziały płacowe. Pracodawcy będą zobowiązani do wskazania, jaki odsetek kobiet i mężczyzn znajduje się w poszczególnych poziomach wynagrodzeń. Takie podejście pozwala nie tylko ocenić różnice w wysokości wynagrodzeń, ale także zidentyfikować ewentualne bariery strukturalne, polegające na koncentracji kobiet w niższych przedziałach płacowych.

Projekt przewiduje również obowiązek analizy luki płacowej w podziale na kategorie pracowników, co oznacza konieczność porównywania wynagrodzeń w ramach podobnych stanowisk lub grup zaszeregowania. Rozwiązanie to ma szczególne znaczenie z punktu widzenia praktyki stosowania prawa, ponieważ eliminuje argumentację opartą na ogólnym zróżnicowaniu stanowisk i umożliwia bardziej precyzyjną ocenę, czy zasada równego wynagrodzenia jest rzeczywiście przestrzegana.

Wprowadzenie tak szerokiego obowiązku raportowego będzie miało istotne konsekwencje dla pracodawców. Po pierwsze, wymusi uporządkowanie systemów wynagrodzeń oraz metod ich dokumentowania. Po drugie, zwiększy ryzyko ujawnienia nieuzasadnionych różnic płacowych, co może prowadzić nie tylko do sporów sądowych, ale także do konsekwencji reputacyjnych. Z drugiej strony, dla pracowników nowe regulacje oznaczają istotne wzmocnienie pozycji, w szczególności poprzez zwiększenie dostępu do informacji i ułatwienie dochodzenia roszczeń.

Projektowane przepisy wpisują się w szerszy trend regulacyjny, który zakłada, że sama formalna równość nie jest wystarczająca, jeżeli nie towarzyszy jej przejrzystość. W tym sensie omawiana regulacja nie tyle wprowadza nowe obowiązki materialne, ile tworzy narzędzia umożliwiające ich egzekwowanie. W projekcie zwiększono górny limit grzywny do 60 000,00 zł oraz rozszerzono katalog wykroczeń.

W konsekwencji, największą zmianą wynikającą z projektowanych przepisów jest przejście od abstrakcyjnej zasady równego wynagrodzenia do systemu, w którym jej realizacja będzie podlegała regularnej, mierzalnej i porównywalnej ocenie.

Sygnały deeskalacji wspierają giełdy i osłabiają dolara

Rynki reagują na najnowsze sygnały z Waszyngtonu przede wszystkim przez pryzmat możliwej deeskalacji napięć wokół Iranu i Cieśniny Ormuz. Informacja o zakończeniu ofensywnej fazy amerykańskiej operacji „Epic Fury”, a następnie krótkim wstrzymaniu „Project Freedom”, została odebrana jako próba przesunięcia akcentu z presji militarnej na dyplomację. Dla inwestorów nie oznacza to jednak pełnego końca kryzysu. USA nadal utrzymują blokadę statków płynących do irańskich portów i z nich wypływających, a Teheran nie potwierdził jednoznacznego przełomu w rozmowach. W efekcie rynek wycenia nie tyle trwałe porozumienie, ile chwilowe obniżenie premii za ryzyko geopolityczne.

Najbardziej bezpośrednia reakcja widoczna jest na rynku ropy. Lipcowe kontrakty terminowe na ropę Brent spadają o 2,89%, do 106,70 USD za baryłkę, wybijając się z kanału wzrostowego w którym ostatni impuls wzrostowy się znajdował. Taka reakcja może oznaczać, że inwestorzy uznali zapowiedź rozmów z Iranem za sygnał zmniejszenia ryzyka zakłóceń w dostawach. Spadek cen surowca pokazuje, że rynek zaczął redukować prawdopodobieństwo najbardziej skrajnego scenariusza eskalacyjnego, choć nie wyklucza ponownego wzrostu cen w razie incydentów wojskowych lub fiaska rozmów. Słabnąca ropa na nowo rozbudza nadzieje na spadek inflacji, co wspiera scenariusz ewentualnego luzowania polityki pieniężnej przez Fed w najbliższych miesiącach, tym bardziej że kolejne posiedzenia odbędą się pod przewodnictwem nowego przewodniczącego, Kevina Warsha. Słabnie dziś także dolar amerykański — indeks DXY spada poniżej 98 pkt — co pozytywnie wpływa na metale szlachetne. Złoto zyskuje ponad 3%, a srebro aż 5,6%.

Dla indeksów takich jak S&P 500, Nasdaq czy Dow Jones sygnały deeskalacji są wsparciem, ponieważ niższe ceny ropy zmniejszają presję inflacyjną, ograniczają ryzyko wzrostu kosztów transportu i poprawiają nastroje wobec spółek konsumenckich oraz przemysłowych. Jednocześnie skala ewentualnego odbicia pozostaje ograniczona, ponieważ inwestorzy nadal muszą uwzględniać blokadę Iranu, obecność wojskową USA w regionie oraz brak potwierdzonego porozumienia. Rynek akcji reaguje więc ulgą, ale nie euforią.

Niemniej jednak droga do całkowitej normalizacji sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej pozostaje daleka, a ogólny obraz rynkowy jest mieszany, choć z lekkim przesunięciem w stronę scenariusza deeskalacyjnego. Kontrakty na indeksy korzystają z poprawy nastrojów, ropa reaguje spadkiem na mniejsze ryzyko zakłóceń dostaw, a dolar pozostaje pomiędzy odpływem kapitału od bezpiecznych aktywów a nadal podwyższoną niepewnością geopolityczną. Kluczowe dla dalszego kierunku notowań będzie to, czy deklarowany przez Donalda Trumpa „duży postęp” w rozmowach z Iranem zostanie potwierdzony konkretnymi ustaleniami. Dopóki blokada pozostaje w mocy, a Iran nie akceptuje warunków USA, rynek będzie wyceniał nie koniec kryzysu, lecz jedynie jego chwilowe złagodzenie.

RPP zdecyduje dziś o stopach procentowych. Rynek oczekuje pauzy

Po dwudniowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej ogłosi dzisiaj swoją decyzję dotyczącą poziomu stóp procentowych. W marcu RPP zdecydowała się na ich obniżkę. Czy tym razem również zdecyduje się na zmianę? Rynek niemal jednogłośnie zakłada, że majowe posiedzenie zakończy się brakiem zmian stóp procentowych, a więc stopa referencyjna NBP utrzyma się na poziomie 3,75% – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Opublikowany 29 kwietnia szybki szacunek GUS pokazał, że inflacja konsumencka w kwietniu wyniosła 3,2% rok do roku, przebijając oczekiwania analityków i marcowy odczyt na poziomie 3%. Co niepokojące, wzrost nastąpił mimo obowiązujących ulg akcyzowych na paliwa, a ceny paliw były w ujęciu rocznym wyższe aż o 8,4%. Wskaźnik wyraźnie oddala się od celu NBP wynoszącego 2,5%, dając Radzie solidny argument za pauzą. Jakiekolwiek złagodzenie polityki stóp byłoby w tym środowisku trudne do uzasadnienia.

Dodatkową warstwą niepewności jest geopolityka. Trwający konflikt na Bliskim Wschodzie i napięcia wokół Cieśniny Ormuz generują ryzyko dla cen energii w skali globalnej, a Polska jest tu szczególnie wrażliwa. Analitycy Allianz Trade oceniają, że potencjalny impuls inflacyjny z blokady tego szlaku byłby w naszym kraju dwukrotnie wyższy niż np. w Czechach. Sam prezes NBP wspominał o tym ryzyku podczas kwietniowej konferencji prasowej, wskazując na napięcia geopolityczne jako jeden z kluczowych czynników kształtujących perspektywy cenowe.

Zagranica wysyła zbliżone sygnały. EBC wstrzymał się ze zmianą stóp pod koniec kwietnia, utrzymując stopę depozytową na 2%, a Fed utrzymał przedział 3,50-3,75%. Wyjątkową wagę zyskuje jednak zbliżająca się zmiana na czele Rezerwy Federalnej, bowiem 15 maja Jerome Powell przekazuje ster Kevinowi Warshowi, nominatowi Donalda Trumpa. Warsh zapowiadał jednoczesne obniżki stóp i redukcję bilansu Fed, co rodzi pytania o spójność tej strategii i jej wpływ na globalny rynek obligacji. Dla RPP to dodatkowy element niepewności przemawiający za wyczekującą postawą.

Złoty pozostaje względnie stabilny, co sprzyja spokojowi na posiedzeniu. W tle warto odnotować decyzję NBP a zakupie ponad 11 ton złota w marcu, stanowiącą kontynuację akumulacji z lutego, gdy nabył ponad 20 ton. W całym pierwszym kwartale rezerwy powiększyły się o blisko 49 ton, przekraczając 582 tony łącznie. To wyraźny sygnał budowania finansowego bufora bezpieczeństwa wobec geopolitycznej i walutowej niepewności.

Majowe posiedzenie nie zaskoczy rynków, a kolejnych sygnałów o zmianie kierunku należy szukać najwcześniej przy lipcowej projekcji inflacyjnej NBP.

Sławomir Majchrowski: przewagę konkurencyjną buduje się dziś przez dywersyfikację

CEO Grupy Selena Sławomir Majchrowski: W obliczu niepewności rynkowej przewagę konkurencyjną buduje się poprzez dywersyfikację oraz wzmacnianie odporności operacyjnej.

Wstępne dane GUS wskazują, że pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł wyraźną rozbieżność pomiędzy fazą planowania a realną aktywnością inwestycyjną w budownictwie. Liczba pozwoleń lub zgłoszeń z projektem budowlanym wzrosła o 7,4% r/r, natomiast liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, spadła o ponad 11%. Te dane ilustrują klasyczny moment „zawieszenia” cyklu inwestycyjnego: faza planowania wyprzedza realne decyzje kapitałowe, ale nie przekłada się jeszcze na faktyczną aktywność budowlaną. Wzrost liczby pozwoleń przy jednoczesnym spadku rozpoczętych projektów sugeruje, że podmioty rynkowe przygotowują się na poprawę koniunktury, ale nadal dominuje ostrożność i obawa przed skutkami bardziej ryzykownych decyzji biznesowych.

W ujęciu globalnym gospodarka pozostaje pod wpływem wysokiej niepewności wynikającej z napięć geopolitycznych oraz zmiennego otoczenia regulacyjno–handlowego. Według prognoz MFW eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może obniżyć globalny wzrost z 3,4% do 3,1%, a w scenariuszach skrajnych nawet do ok. 2%, przy jednoczesnym wzroście presji inflacyjnej. Przekłada się to na większą zmienność kosztów operacyjnych oraz zakłócenia łańcuchów dostaw, co – w warunkach rosnących cen energii i surowców – dodatkowo podnosi koszty materiałów budowlanych.

Przedsiębiorstwa działające w sektorze budownictwa i nieruchomości funkcjonują zatem w sytuacji podwyższonej niepewności makroekonomicznej – zarówno globalnej (stopy procentowe, koszty finansowania, napięcia geopolityczne), jak i lokalnej (popyt mieszkaniowy, regulacje, koszty wykonawstwa). W takich warunkach opieranie modelu biznesowego na jednym rynku lub wąskim segmencie produktowym istotnie zwiększa ekspozycję na cykliczne wahania.

W przypadku Grupy Selena fundamentalnym narzędziem zarządzania ryzykiem oraz zapewnienia stabilnością i odporności operacyjnej w tych okolicznościach rynkowych stała się dywersyfikacja geograficzna oraz produktowa, rozwój elastycznego łańcucha dostaw oraz aktywne poszukiwanie przewag konkurencyjnych. Potwierdzają to dobre wyniki finansowe Grupy za 2025 rok. Rentowność sprzedaży brutto przekroczyła 35%, a zysk netto z działalności kontynuowanej wyniósł 27,3 mln euro, co oznacza wzrost o 36% r/r.

W minionym roku Grupa konsekwentnie powiększała i dywersyfikowała swoją działalność poprzez kolejne akwizycje. W Polsce nabyła 100% udziałów w spółkach Izolacja-Jarocin oraz PHP TES, wzmacniając kompetencje operacyjne i pozycję w segmencie hydroizolacyjnym. Równolegle kontynuowała ekspansję w Europie Zachodniej poprzez zakup ACDIS France oraz podpisanie warunkowej umowy nabycia 100% udziałów portugalskiego holdingu Grupo IGM, jednego z liderów w produkcji i dystrybucji płyt warstwowych.

W kolejnych latach w Grupie Selena planujemy kontynuować decentralizację produkcji i zwiększanie elastyczności operacyjnej. Priorytetami pozostają rozwój innowacyjnych, wysokomarżowych produktów oraz integracja przejętych podmiotów. Analizujemy także kolejne lokalizacje produkcyjne, które pozwolą lepiej dopasować strukturę operacyjną do wymagań rynków w zakresie kosztów, logistyki i stabilności działania.

Kondycja finansowa polskich rolników. Co trzeci rolnik ocenia sytuację finansową negatywnie

Największa grupa rolników ocenia swoją sytuację finansową na ani dobrą, ani złą, czyli neutralną – 32,9%. Pozytywnych ocen jest w sumie 36,6% – od bardzo do raczej dobrych – odpowiednio 9,1% i 27,5%. Negatywnych opinii jest łącznie 30,5% – od raczej do bardzo złych – 19,3% i 11,2%. Autorzy raportu podkreślają, że dominacja odpowiedzi neutralnych oznacza funkcjonowanie bez buforów finansowych i w bezpośredniej zależności od czynników zewnętrznych. Widać też, że co trzecie gospodarstwo ma problem z utrzymaniem płynności lub doświadcza presji zadłużeniowej. Natomiast mniej niż jedna dziesiąta rolników może tak naprawdę swobodnie inwestować.

Badanie UCE RESEARCH, przygotowane w ramach raportu pt. „Kondycja finansowa polskich rolników. 2026” i przeprowadzone na próbie blisko tysiąca rolników wykazało, że największa grupa z nich ocenia swoją sytuację finansową na ani dobrą, ani złą – 32,9%. Oznacza to, że dochody pokrywają koszty, ale nie ma nadwyżek. Autorzy raportu wyjaśniają, że brakuje tu ekonomicznego bezpieczeństwa. To raczej funkcjonowanie gospodarstw w warunkach równowagi bilansowej.

– Sektor działa na styk, czyli bez buforów finansowych. Taki stan jest typowy dla gospodarek rolnych w okresach presji kosztowej – szczególnie przy wysokich cenach środków produkcji i ograniczonej przewidywalności przychodów. W tym sensie neutralność – czyli brak pozytywnej lub negatywnej oceny – nie jest komfortem. To raczej ekonomiczny punkt zerowy, który jest względnie stabilny, ale tylko pozornie – podkreśla Adrian Parol, ekspert rynkowy w kwestii zadłużenia sektora rolnego, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, jeden z konsultantów merytorycznych badania.

Jeśli spojrzeć szerzej na wyniki, łączny obraz jest bardziej niejednoznaczny, niż mogłaby to sugerować sama dominacja kategorii neutralnej. Pozytywnych ocen jest łącznie 36,6%. Wśród nich 9,1% jest bardzo dobrych, co wiąże się z wysokimi dochodami, brakiem problemów z płynnością i możliwością inwestycji. W 27,5% przypadków sytuacja jest oceniana raczej dobrze, co mówi o stabilności i sporadycznych napięciach finansowych. Jak podkreślają analitycy z UCE RESEARCH, to wyraźnie wskazuje na to, że ponad jedna trzecia gospodarstw funkcjonuje w warunkach stabilności lub nawet realnej zdolności inwestycyjnej.

– Niski udział ocen bardzo dobrych wskazuje na to, że tylko niewielka część gospodarstw znajduje się w sytuacji komfortu finansowego, który pozwala na swobodne inwestowanie i budowanie buforów bezpieczeństwa. Sektor ma ograniczoną górną warstwę kapitałową, czyli relatywnie mało gospodarstw pełni rolę liderów inwestycyjnych i modernizacyjnych – mówi Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG, drugi z konsultantów merytorycznych badania.

Natomiast aż 30,5% ocen jest negatywnych. Wśród nich 19,3% jest raczej złych, co oznacza częste problemy z płynnością finansową lub rosnące zadłużenie. 11,2% opinii jest bardzo złych. To z kolei mówi o poważnych trudnościach i ryzyku utraty płynności. Pokazuje również, że niemal co trzecie gospodarstwo doświadcza realnych problemów finansowych. W części przypadków są one bardzo poważne.

– W sektorze tak silnie uzależnionym od czynników zewnętrznych ww. odsetek negatywnych ocen przekłada się nie tylko na problemy jednostek, ale też na większą niestabilność całego rynku rolnego. To może skutkować ograniczeniem inwestycji, wzrostem zadłużenia oraz spadkiem zdolności gospodarstw do reagowania na kryzysy – komentuje Łukasz Goszczyński.

Jednocześnie, jak zaznacza ekspert, wynik 30,5% należy czytać szerzej – w połączeniu z dominacją ocen neutralnych, które sugerują funkcjonowanie na granicy stabilności. Oznacza to, że grupa zagrożona jest w praktyce większa, bo część neutralnych gospodarstw może szybko przesunąć się do kategorii negatywnej przy pogorszeniu warunków rynkowych. Innymi słowy, sektor nie jest w stanie głębokiego kryzysu, ale działa w warunkach podwyższonej wrażliwości. To jest ostrzeżenie, że bez działań wzmacniających odporność finansową gospodarstw skala problemu może się zwiększać.

– Udział ocen raczej złych i bardzo złych należy traktować jako wyraźny sygnał strukturalnego ryzyka w sektorze. To znaczy, że co trzecie gospodarstwo ma problem z utrzymaniem płynności lub doświadcza presji zadłużeniowej, co w warunkach rolnictwa jest szczególnie istotne, ponieważ ogranicza zdolność do inwestycji i zwiększa wrażliwość na wahania cen. To nie jest jeszcze obraz kryzysu systemowego. Jednak jest to poziom, który wrażliwie reaguje na pogorszenie otoczenia makroekonomicznego – ostrzega Adrian Parol.

Z kolei zdaniem Łukasza Goszczyńskiego, neutralne odpowiedzi w badaniu pokazują, że nawet niewielkie wstrząsy mogą przesunąć ich w stronę ocen negatywnych. Dominujące nastroje w rolnictwie zależą głównie od stabilności kosztów produkcji, cen skupu oraz przewidywalności regulacyjnej. Obecnie najbardziej prawdopodobny jest scenariusz dalszej polaryzacji. Część gospodarstw będzie się rozwijać, a reszta – coraz mocniej odczuwać presję finansową.

– Grupa neutralna jest kluczowa z punktu widzenia dynamiki przyszłych zmian. To właśnie ona w największym stopniu decyduje o kierunku całego rozkładu w kolejnych okresach. W warunkach pogorszenia makroekonomicznego – takich jak wzrost kosztów produkcji, kredytów czy spadek cen skupu – ta grupa jako pierwsza może przesunąć się w stronę ocen negatywnych, co relatywnie szybko pogorszyłoby ogólny obraz sektora. Z drugiej zaś strony, poprawa warunków rynkowych mogłaby ją równie szybko przekształcić w segment pozytywny – uważa Adrian Parol.

W jego opinii, przewaga pozytywnych ocen nad negatywnymi, choć stosunkowo niewielka, jest istotna interpretacyjnie, ponieważ sugeruje, że system jako całość jeszcze utrzymuje zdolność adaptacyjną. Innymi słowy, jest więcej gospodarstw radzących sobie dobrze niż tych, które znajdują się w stanie pogorszenia sytuacji. Nie zwiastuje to jednak trendu wzrostowego. Raczej wskazuje na to, że sektor jest podparty przez grupę relatywnie stabilnych gospodarstw, które równoważą skalę pozostałych trudności.

– Sektor funkcjonuje w warunkach ograniczonej odporności finansowej. Oznacza to niższą skłonność do inwestycji, ostrożniejsze decyzje konsumpcyjne oraz dużą wrażliwość na zmiany regulacyjne i kosztowe. Dla polityki publicznej kluczowe jest więc nie tylko wspieranie najsłabszej grupy, ale też stabilizowanie warunków jej działania, bo to ona w największym stopniu determinuje przyszłą dynamikę całego sektora – podsumowuje Adrian Parol.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie w ramach projektu „Kondycja finansowa polskich rolników. 2026” zostało przeprowadzone w drugiej połowie kwietnia br. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview), polegającą na realizacji ankiet internetowych wspomaganych komputerowo. Badanie zostało zrealizowane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH na ogólnopolskiej próbie blisko tysiąca rolników w wieku 18-65 lat (badani musieli spełnić 6 podst. kryteriów modelowych). Respondenci zostali dobrani w sposób kwotowo-losowy (tj. pod względem wieku oraz regionu) z wykorzystaniem panelu badawczego, a udział w badaniu miał charakter anonimowy.

BMS nowym motorem innowacji w automotive. Akumulatory wchodzą w erę danych i AI

Popularność pojazdów elektrycznych rośnie, ale nie tak szybko, jak przewidywały prognozy branżowe. Główny hamulec popytu to sam akumulator, a konkretnie obawy klientów o jego żywotność, koszty produkcji oraz czas i wygodę ładowania. Komponent, który stanowi nawet połowę kosztów pojazdu, musi być maksymalnie wydajny, aby producenci OEM utrzymali rentowność na konkurencyjnym rynku. Ponadto zaostrzają się globalne przepisy dotyczące trwałości, identyfikowalności i zrównoważonego rozwoju – już w 2027 roku UE ma wprowadzić obowiązkowy cyfrowy paszport akumulatora, co zapewni pełną jawność danych akumulatora. Według ekspertów, jedynym sposobem na sprostanie temu wyzwaniu jest wdrożenie nowoczesnych, opartych na sztucznej inteligencji systemów zarządzania akumulatorami (BMS), które stają się nowym motorem napędowym innowacji w branży.

Producenci prześcigają się we wprowadzaniu na rynek akumulatorów o coraz większej pojemności oraz wydłużonym okresie gwarancji. Rozwijany jest również sam proces ładowania, który doczekał się takich innowacji jak bezprzewodowe stacje ładowania i wymiany baterii. Jednak szybkie ładowanie wciąż pozostaje świętym Graalem branży automotive.

Nowsze generacje modeli oraz rozwój mniejszych pojazdów miejskich częściowo rozwiązują kwestię przystępności cenowej. Na przykład nowi gracze na rynku, tacy jak BYD, oferują niedrogie modele, które powoli wchodzą na rynek europejski. Niższe koszty początkowe łagodzą również obawy dotyczące wartości odsprzedaży. Na dłuższą metę takie podejście nie rozwiąże problemów związanych z kosztami akumulatorów, ładowaniem ani ich żywotnością. Dlatego rozwijane są systemy zarządzania akumulatorami (BMS) nowej generacji, które dają producentom OEM szansę na odzyskanie przewagi konkurencyjnej oraz poprawę wydajności, bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju.

Eksperci z Capgemini wskazują, że w tym kontekście, System Zarządzania Baterią (BMS) wychodzi na pozycję lidera innowacyjności w sektorze automotive. Okazuje się, że wdrażanie nowoczesnych systemów BMS, połączonych z chmurą i wspieranych przez AI, może przynosić szereg korzyści – od lepszej wydajności baterii po większą zgodność regulacyjną i lepszą kontrolę kosztów po stronie producentów OEM.

Rządy na całym świecie domagają się bardziej ekologicznych, bezpieczniejszych i identyfikowalnych baterii. UE, USA, Indie i Chiny zbliżają się do ram prawnych, które wymagają dowodu wydajności, przejrzystości cyklu życia i gospodarki o obiegu zamkniętym. Normy bezpieczeństwa wymagają diagnostyki w czasie rzeczywistym, testów niekontrolowanego wzrostu temperatury oraz projektowania uwzględniającego cyberbezpieczeństwo. U podstaw tych wymagań leży system BMS, w którym monitorowanie stanu baterii, redundancja czujników i bezpieczne aktualizacje OTA przestają być opcjonalne, a stają się niezbędne.

– Wraz ze wzrostem jakości i precyzji danych dotyczących akumulatorów rośnie również ich znaczenie oraz rola, jaką odgrywają one w budowaniu zaufania, zapewnianiu wydajności i kształtowaniu przyszłości mobilności. Skoro nawet połowa wartości pojazdu elektrycznego wynika z wartości jego akumulatora, generowane przez niego dane są zbyt ważne, by je ignorować. Dzięki szerokiej gamie czujników system zarządzania akumulatorem zapewni dogłębny wgląd w stan akumulatora, wzorce użytkowania, a nawet historię eksploatacji pojazdu. Wprowadzenie cyfrowego paszportu akumulatora (DBP) zapewnia tym danym wsparcie prawne i regulacyjne, zwiększając przejrzystość i wiarygodność danych o akumulatorze, które mogą posłużyć wielu interesariuszom – wskazuje Krzysztof Janusz, Head of Market Unit Automotive w Capgemini Polska.

W miarę jak akumulatory stają się coraz bardziej zaawansowane, zbierają więcej danych i są połączone z siecią, cyberbezpieczeństwo nie jest już tylko opcją. To zadanie o kluczowym znaczeniu. Naruszenie bezpieczeństwa systemu zarządzania akumulatorami, może skutkować problemami operacyjnymi oraz być ryzykiem dla danych. Wraz z rozwojem zdalnego monitorowania systemy BMS stały się głównym celem cyberataków. To najlepiej pokazuje, jak ważnym komponentem współczesnego samochodu jest bateria.

Z jednej strony producenci muszą nadążać za wysokim tempem innowacji, jednocześnie radząc sobie z rzeczywistym zużyciem akumulatorów bez uszczerbku dla wydajności i bezpieczeństwa, co wymaga ciągłego dostosowywania zarówno asortymentu produktów, jak i systemów produkcyjnych.

Z drugiej strony ten „wyścig zbrojeń” i nowoczesna architektura BMS otwiera przed rynkiem elektromobilności drzwi do zupełnie nowych modeli biznesowych, takich jak „akumulator jako usługa” (Battery-as-a-Service) oraz konserwacja predykcyjna. Producenci OEM z branży motoryzacyjnej i przemysłowej mogą rozważyć inwestycję w oparte na danych, definiowane programowo platformy BMS. Rozwiązania te są modułowe, bezpieczne i skalowalne, co pozwala utrzymać konkurencyjność przez cały cykl życia akumulatora.

– Producent OEM lub producent pojazdów diagnozuje awarie, egzekwuje gwarancje oraz ulepsza konstrukcję i jakość. Umożliwia stosowanie modeli biznesowych opartych na odkupie akumulatorów. Pośrednicy, serwisy naprawcze, leasingodawcy, firmy zajmujące się recyklingiem i rzeczoznawcy opierają się na danych celem oceny stanu, wartości i potencjału ponownego wykorzystania akumulatora, często korzystając z rozwiązań opartych na chmurze. To bardzo perspektywiczny i szybko rozwijający się podsektor branży automotive – dodaje Krzysztof Janusz.

Rodzą się zatem następujące pytania:

  • · W jaki sposób producenci OEM i integratorzy akumulatorów, którzy nie produkują ogniw akumulatorowych, mogą uzyskać przewagę porównywalną z graczami w pełni zintegrowanymi?
  • · W jaki sposób mogą oni przenieść tworzenie wartości z akumulatora jako obiektu statycznego na użytkowanie sprzętu?
  • · Jak mogą oni uzyskać dostęp do danych, informacji o wydajności i cyklu życia akumulatora?

Odpowiedzi leżą w ponownym przemyśleniu akumulatora nie tylko jako komponentu, ale jako usługi, źródła danych i strategicznego zasobu. Rozwiązanie jest jasne: system zarządzania akumulatorem musi ewoluować. Musi stać się inteligentniejszy, bardziej elastyczny i zintegrowany, aby sprostać zarówno szybko pojawiającym się innowacjom, jak i niezawodności w długim terminie.

Otodom zmienia zasady rozliczeń. UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów bada, czy nowy model opłat wprowadzony przez największy portal ogłoszeń nieruchomości w Polsce narusza przepisy prawa konkurencji.

  • Nowy regulamin Otodom oparty na wartości nieruchomości w portfelu ogłoszeniodawcy budzi poważne zastrzeżenia.
  • UOKiK weryfikuje, czy platforma posiada pozycję dominującą na rynku.
  • Pośrednicy w obrocie nieruchomościami obawiają się nieprzewidywalnych i zróżnicowanych kosztów.

Fala skarg trafia do UOKiK

Do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynęły liczne sygnały dotyczące znacznych podwyżek opłat za ogłoszenia nieruchomości na platformie Otodom, należącej do grupy kapitałowej OLX. W odpowiedzi na skargi rynkowych uczestników, urząd postanowił przyjrzeć się sprawie bliżej – i wszczął postępowanie wyjaśniające.

Nowe zasady rozliczeń, które wzbudziły największe kontrowersje, zakładają odejście od dotychczasowego modelu stałych opłat za pojedyncze ogłoszenia. Zamiast tego Otodom wprowadził mechanizm, w którym podstawą naliczania należności jest łączna wartość wszystkich nieruchomości oferowanych przez danego użytkownika w określonym okresie rozliczeniowym.

Zmienny cennik zależny od rynku lokalnego

Konsekwencją nowego modelu jest silne zróżnicowanie opłat pomiędzy poszczególnymi podmiotami. Agencja działająca na drogim rynku — np. w Warszawie czy Krakowie — zapłaci znacznie więcej niż biuro operujące w mniejszych miastach, nawet jeśli liczba wystawionych ogłoszeń jest porównywalna. Co istotne, ogłoszeniodawcy nie mają żadnego wpływu na lokalne ceny nieruchomości, a tym samym — na wysokość swojego rachunku.

Skargi napływające do UOKiK dotyczą nie tylko samych podwyżek, ale również braku przejrzystości w sposobie kalkulacji opłat oraz różnicowania warunków współpracy z agencjami nieruchomości. Pośrednicy alarmują, że nowy cennik jest trudny do przewidzenia i planowania kosztów operacyjnych.

„Postanowiliśmy sprawdzić, czy nowe zasady naruszają prawo konkurencji. Weryfikujemy, czy właściciel serwisu Otodom posiada pozycję dominującą, to znaczy czy może działać w znacznym stopniu niezależnie od konkurentów, kontrahentów oraz konsumentów. Sprawdzimy, czy nowe zasady mogą skutkować ograniczeniem konkurencji na rynku, w tym pomiędzy pośrednikami.”

— Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK

Kiedy mamy do czynienia z pozycją dominującą?

Kluczowym elementem postępowania jest ustalenie, czy Otodom dominuje na właściwym rynku. Polskie prawo konkurencji przewiduje domniemanie pozycji dominującej, gdy udział przedsiębiorcy w rynku przekracza 40 proc. Jeśli platforma spełnia to kryterium, obowiązują ją dodatkowe ograniczenia — dominant nie może bowiem nadużywać swojej siły rynkowej na niekorzyść kontrahentów, konkurentów ani konsumentów.

Otodom jest jednym z największych — jeśli nie największym — serwisem ogłoszeń nieruchomości w Polsce. Dla wielu pośredników obecność na tej platformie jest praktycznie obowiązkowa, co stawia portal w szczególnej pozycji negocjacyjnej wobec swoich klientów biznesowych.

Czym jest postępowanie wyjaśniające?

Postępowanie wyjaśniające prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnemu przedsiębiorcy.
To wstępny etap działań UOKiK, którego celem jest zebranie informacji i ocena, czy mogło dojść do naruszenia prawa konkurencji.

Dopiero jeśli analiza zgromadzonych materiałów wykaże podstawy do dalszych działań, urząd może wszcząć właściwe
postępowanie antymonopolowe.

Co grozi za nadużycie pozycji dominującej?

Jeżeli postępowanie wyjaśniające wykaże, że doszło do naruszenia przepisów, sprawa może przerodzić się w pełne postępowanie antymonopolowe. Sankcja za nadużywanie pozycji dominującej jest dotkliwa — może sięgnąć do 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

Urząd podkreśla jednak ważną zasadę: sama wysokość cen nie jest powodem do interwencji. Prezes UOKiK może reagować wyłącznie wtedy, gdy podwyżka jest wynikiem niedozwolonych praktyk — porozumień ograniczających konkurencję lub właśnie nadużycia pozycji dominującej. Nawet w takim przypadku urząd nie ingeruje bezpośrednio w poziom cen, lecz oddziałuje na nie pośrednio — poprzez wyeliminowanie zakazanych prawem zachowań.

Branża czeka na rozstrzygnięcie

Środowisko pośredników nieruchomości śledzi sprawę z dużym zainteresowaniem. Nowe zasady rozliczeń Otodom mogą istotnie zmienić ekonomikę działalności małych i średnich biur, które dotychczas mogły relatywnie przewidywalnie planować wydatki na promocję ofert. Model uzależniony od wartości portfela nieruchomości premiuje tych, którzy specjalizują się w tańszym segmencie, a obciąża tych działających na drogich rynkach miejskich.

Maciej Chmielowski z Departamentu Komunikacji UOKiK potwierdził w komunikacie, że urząd traktuje sprawę priorytetowo. Termin zakończenia postępowania wyjaśniającego nie został jeszcze określony.

Deweloperzy mieszkaniowi z GPW sprzedają więcej mieszkań, ale giełda premiuje tylko wybranych

Początek 2026 roku przyniósł coś, czego rynek nieruchomości nie widział od dawna – wyraźny powrót kupujących. Pomimo napiętej sytuacji geopolitycznej i niepewności gospodarczej, popyt na nowe mieszkania nie tylko nie osłabł, ale wręcz wyraźnie przyspieszył.

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że w siedmiu największych metropoliach deweloperzy sprzedali w pierwszym kwartale około 14,8 tys. mieszkań. To o 17 proc. więcej niż kwartał wcześniej i aż o 19 proc. więcej niż rok temu.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak powrót boomu. Ale tylko na pierwszy.

Kupujący wrócili na rynek

Ożywienie sprzedaży było widoczne niemal we wszystkich największych miastach. Liderem ponownie okazała się Warszawa, gdzie deweloperzy sprzedali około 4,9 tys. mieszkań – aż o 32 proc. więcej niż rok wcześniej.

Dwucyfrowe wzrosty odnotowano także we Wrocławiu (+25 proc.), Łodzi (+24 proc.), Krakowie (+21 proc.) oraz Trójmieście (+10 proc.). Jedynie Poznań pozostaje na razie w fazie stagnacji, choć marcowe dane sugerują, że i tam popyt zaczyna się odbudowywać.

Kupujący wrócili na rynek wyraźnie bardziej zdecydowani niż jeszcze kilka miesięcy temu. Wpływ miała poprawa dostępności kredytów, ale także rosnące przekonanie, że ceny mieszkań w kolejnych kwartałach mogą znów zacząć rosnąć.

Deweloperzy ostrożniej z nową ofertą

Co ciekawe, ożywienie popytu nie przełożyło się na równie dynamiczne zwiększenie podaży.

Wręcz przeciwnie – dane wskazują, że liczba mieszkań dostępnych w ofercie w większości metropolii spadła, a struktura podaży wyraźnie przesunęła się w stronę droższych lokali.

– To efekt bardziej ostrożnej strategii deweloperów, którzy po doświadczeniach ostatnich kwartałów starają się lepiej kontrolować tempo wprowadzania nowych projektów i unikać nadpodaży – komentuje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Giełda mówi: spokojnie z tym optymizmem

Jeszcze ciekawszy obraz wyłania się z rynku kapitałowego.

Piątka największych deweloperów giełdowych – Archicom, Murapol, Develia, Dom Development i Atal – odpowiadająca za ponad 80 proc. kapitalizacji indeksu WIG-Nieruchomości, w pierwszym kwartale sprzedała łącznie 3998 mieszkań. Oznacza to wzrost o 12 proc. rok do roku i 13,6 proc. kwartał do kwartału.

To dobry wynik – ale wyraźnie słabszy niż dynamika całego rynku.

Od początku roku do końca kwietnia indeks WIG-Nieruchomości wzrósł o około 8,6 proc., wyprzedzając szeroki indeks WIG, który zyskał 6,9 proc.

Problem w tym, że wzrost indeksu nieruchomości w dużej mierze napędzają jedynie dwie spółki – Develia i Archicom. Reszta rynku zachowuje się znacznie bardziej powściągliwie. Dom Development, uznawany za niekwestionowanego lidera branży, od początku roku pozostaje na lekkim minusie, a pozostałe spółki – z wyjątkiem Develii i Archicomu – notują jedynie kosmetyczne wzrosty.

Skąd ten optymizm analityków?

Na tym tle rekomendacje analityków DM Trigon mogą wydawać się zaskakująco optymistyczne. Przewidują w przypadku notowanych na GPW głównych tuzów deweloperki mieszkaniowej bardzo silne wzrosty kursów – w przypadku Atalu, Archicomu i Murapolu o ponad jedną czwartą, Domu Development o około 14 proc., a Develii blisko 10 proc.

Na ile jest to prawdopodobne w przewidywalnej przyszłości – czas pokaże. Jednak w obecnej sytuacji makroekonomicznej wzrost sprzedaży oraz zysków analizowanych spółek adekwatny do tak silnej aprecjacji notowań może być jednak trudny do osiągnięcia.

Spółka Kurs 30.04.2026      PLN Zmiana YTD % Kurs docelowy wg rekom. TRIGON DM Zmiana vs. 30.04.2026 %
Atal 60,00 3,81 75,00 25
Archicom 52,20 10,59 65,00 24,5
Develia 10,50 22,81 11,50 9,5
Dom Development 259,00 -0,19 295,00 13,9
Murapol 41,70 2,33 52,50 25,9

Notowania największych spółek deweloperskich na koniec kwietnia 2026 r. wraz z prognozami Trigon DM

Autor: RynekPierwotny.pl

Dom Maklerski Trigon wskazuje jednak na kilka kluczowych czynników wspierających sektor. Najważniejszym z nich jest cykl obniżek stóp procentowych, który rozpoczął się na początku 2025 roku. Łącznie stopa referencyjna NBP spadła o 2,25 punktu procentowego, co wyraźnie poprawiło dostępność kredytów hipotecznych i pobudziło popyt.

Rynek zareagował na to bardzo szybko – sprzedaż mieszkań w największych miastach w drugiej połowie 2025 roku wzrosła o blisko 20 proc., a początek 2026 roku przyniósł kontynuację tego trendu.

Dodatkowo analitycy wskazują na normalizację podaży oraz stosunkowo dobrą sytuację największych graczy, którzy efektywnie zarządzają kapitałem i nie mają problemu z upłynnianiem gotowych mieszkań.

Ale to już nie jest ten sam rynek

Optymizm analityków ma jednak wyraźne ograniczenia.

Z jednej strony stopy procentowe przestały spadać – a to oznacza, że główny motor napędowy popytu zaczyna wygasać. Z drugiej strony rosną koszty działalności deweloperów, przede wszystkim ceny gruntów, co przekłada się na presję na marże.

Według prognoz Trigon DM większość największych firm może w 2026 roku odnotować spadek marż brutto. Dodatkowo zmienia się struktura sprzedaży – większy nacisk na mniejsze, bardziej dostępne mieszkania oznacza niższą wartość sprzedawanych lokali.

To oznacza, że choć sprzedaż wygląda dziś dobrze, rentowność biznesu może się pogarszać.

Rynek zaczyna wybierać zwycięzców

Jeszcze ciekawsza jest zmiana w układzie sił w branży.

Analitycy wskazują, że po dwóch latach dominacji największych graczy – takich jak Dom Development czy Develia – nadchodzi moment dla „mniejszych spośród dużych”.

Spółki takie jak Archicom, Atal czy Murapol mają dziś oferować lepsze perspektywy wzrostu, zarówno pod względem wyników, jak i wycen giełdowych.

To sygnał, że rynek przestaje rosnąć równomiernie i zaczyna premiować wybrane modele biznesowe.

Hossa czy jej końcówka?

Dzisiejsza sytuacja na rynku mieszkaniowym jest niejednoznaczna.

Z jednej strony mamy silny popyt, poprawę sprzedaży i ograniczoną podaż. Z drugiej – ostrożność deweloperów i chłodniejsze spojrzenie inwestorów giełdowych.

To klasyczny moment przejściowy, w którym rynek wciąż rośnie, ale rośnie już mniej równomiernie niż wcześniej.

Co dalej?

Kluczowe pytanie brzmi, czy obecne ożywienie jest początkiem nowego cyklu wzrostowego, czy raczej jego późną fazą.

Jeśli popyt utrzyma się na wysokim poziomie, a koszty budowy będą nadal rosnąć, zdecydowana presja na ceny mieszkań może powrócić.

Jeśli jednak czynniki makroekonomiczne się pogorszą, rynek może szybko wejść w fazę korekty.

Na razie jedno jest pewne:

Rynek mieszkań znów przyspieszył. Ale tym razem nie wszyscy jadą w tym samym tempie.

Ceny mieszkań na rynku wtórnym stabilne. Decydują lokalne warunki i oferta deweloperów

W kwietniu średnie ceny metra kwadratowego mieszkań na rynku wtórnym w większości metropolii pozostały stabilne, a tam, gdzie się zmieniały, korekty były niewielkie i silnie uzależnione od lokalnych warunków – wynika z analiz portalu GetHome.pl.

– Z jednej strony warunki kredytowe są dziś lepsze niż przed rokiem, z drugiej jednak rośnie niepewność gospodarcza związana m.in. z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie, utrzymują się obawy o koszty kredytu w dłuższym horyzoncie, a sami kupujący coraz częściej przyjmują strategię wyczekiwania i wydłużają proces decyzyjny – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Kwiecień pod znakiem sezonowego schłodzenia

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w kwietniu z serwisów ogłoszeniowych zniknęło ok. 33 tys. ofert mieszkań z rynku wtórnego. To o 7 proc. mniej niż w marcu oraz aż o 37 proc. mniej niż w kwietniu ubiegłego roku.

Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-oferta-kraj

Spadek ten nie powinien być jednak interpretowany jako sygnał pogorszenia koniunktury. Rynek wtórny cechuje się wyraźną sezonowością – po zimowym ożywieniu, które zwykle rozpoczyna się już w styczniu i lutym, w kwietniu często następuje krótkotrwałe wyhamowanie aktywności kupujących. Dopiero w kolejnych tygodniach, po zakończeniu okresu świątecznego, popyt ponownie przyspiesza. Wyjątkiem był ubiegły rok, w którym nietypowo wysoka dynamika sprzedaży utrzymała się aż do maja.

Ceny w coraz większym stopniu zależne od lokalnych warunków

Teoretycznie poprawa zdolności kredytowej części gospodarstw domowych powinna sprzyjać wyraźniejszym wzrostom cen także na rynku wtórnym. Kwiecień tego nie potwierdził. W ujęciu miesiąc do miesiąca symboliczne wzrosty średniej ceny metra kwadratowego mieszkań używanych – rzędu 1 proc. – odnotowano jedynie w Warszawie (ok. 18,2 tys. zł/mkw.), Trójmieście (ok. 17,0 tys. zł/mkw.) oraz Katowicach (ok. 11,7 tys. zł/mkw.). W Krakowie (ok. 16,9 tys. zł/mkw.), Poznaniu (ok. 12,1 tys. zł/mkw.) i Łodzi (8,7 tys. zł/mkw.) średnia cena pozostała bez zmian, natomiast we Wrocławiu spadła miesiąc do miesiąca o ok. 4 proc. (do 13,6 tys. zł/mkw.).

Równie zróżnicowany obraz widać w porównaniu rok do roku. Trójmiasto pozostaje liderem wzrostów, z podwyżką średniej ceny metra kwadratowego o ok. 8 proc. Wyraźne wzrosty odnotowano także w Poznaniu (+4 proc.). Z kolei w Wrocławiu ceny są dziś średnio o ok. 5 proc. niższe niż rok temu, w Krakowie o 1 proc., a w Łodzi o 2 proc.

Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-ceny-miasta

– Coraz wyraźniej widać, że ceny mieszkań z drugiej ręki przestały rosnąć jednym rytmem w całym kraju. O wszystkim decydują dziś czynniki lokalne: struktura podaży, konkurencja ze strony rynku pierwotnego oraz realna siła nabywcza kupujących w danym mieście – ocenia Marek Wielgo.

Oferta deweloperska studzi oczekiwania sprzedających

Istotnym czynnikiem stabilizującym ceny na rynku wtórnym pozostaje bardzo duża oferta mieszkań deweloperskich. W kwietniu we wszystkich analizowanych metropoliach liczba lokali oferowanych przez deweloperów była większa niż liczba mieszkań z drugiej ręki dostępnych w sprzedaży.

Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-oferta-pierwotny i wtórny

W samej Warszawie w ofercie rynku pierwotnego było około 16,4 tys. mieszkań, wobec 15,6 tys. na rynku wtórnym. W Krakowie deweloperzy oferowali ok. 11,8 tys. lokali, a na rynku wtórnym dostępnych było niespełna 8 tys. Podobne proporcje widać we Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Katowicach.

Kupujący coraz częściej porównują dziś oferty z obu segmentów rynku. Dostępność nowych mieszkań – często z dodatkowymi zachętami cenowymi lub elastycznymi warunkami płatności – ogranicza możliwość podnoszenia cen przez właścicieli mieszkań używanych i zwiększa znaczenie negocjacji.

– Ta relacja działa dwukierunkowo. Presja cenowa na rynku wtórnym wpływa także na ostrożność deweloperów w kształtowaniu cen oraz decyzjach o uruchamianiu nowej podaży – podkreśla Marek Wielgo.

Oferta wciąż mniejsza niż przed rokiem

W kwietniu miesięczny napływ nowych ofert był mniejszy niż w marcu, a jednocześnie łączna liczba mieszkań dostępnych w sprzedaży pozostaje niższa niż rok temu – zarówno w skali kraju, jak i w największych metropoliach.

W Warszawie liczba dostępnych ofert jest niższa rok do roku o ok. 18 proc., we Wrocławiu o 24 proc., w Krakowie o 19 proc., a w Łodzi o 16 proc. Jedynym wyjątkiem pozostaje Trójmiasto, gdzie w kwietniu odnotowano niewielki, 2-procentowy wzrost miesiąc do miesiąca, choć wciąż oferta jest mniejsza niż rok wcześniej.

– Nawet jeśli ceny przestały rosnąć, potencjał presji wzrostowej narasta, bo oferta mieszkań z drugiej ręki jest dziś mniejsza niż przed rokiem. O tym, czy przełoży się to na trwałe zmiany cen, zdecydują kolejne miesiące i relacja między tempem sprzedaży a skalą nowej podaży – zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym – podsumowuje Marek Wielgo.Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-oferta-miasta