Eksport ropy z Wenezueli najwyższy od 2018 roku

0

Eksport ropy naftowej z Wenezueli wzrósł w kwietniu do poziomu około 1,23 mln baryłek dziennie. Według danych państwowego koncernu PDVSA, na które powołuje się Reuters, jest to najwyższy miesięczny wynik od 2018 roku, oznaczający 14-procentowy wzrost w stosunku do marca. Zwiększone wolumeny sprzedaży trafiły przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych, Indii oraz Europy.

Ożywienie nastąpiło w okresie globalnego poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw. W obliczu niepewności na rynkach energii i napięć geopolitycznych, wenezuelska ropa – szczególnie jej ciężkie gatunki – ponownie zyskała na znaczeniu dla rafinerii wyspecjalizowanych w przerobie takiego surowca.

Kluczową rolę w odbudowie sprzedaży odgrywają zagraniczni partnerzy PDVSA. Znacząca część eksportu realizowana jest przez koncern Chevron w ramach wspólnych przedsięwzięć (joint ventures) z wenezuelską stroną. Równolegle Caracas zacieśnia współpracę z nowymi podmiotami z USA – firmy Hunt Overseas Oil Company oraz Crossover Energy podpisały memoranda dotyczące działalności w Pasie Orinoko, jednym z najbogatszych w ropę regionów świata.

Na wenezuelski rynek wracają także koncerny europejskie:

  • BP zawarło porozumienie w sprawie rozwoju morskich złóż gazu Cocuina-Manakin na granicy z Trynidadem i Tobago, analizując jednocześnie potencjał złoża Loran.
  • Eni oraz Repsol pracują nad zwiększeniem wydobycia gazu ze złoża Cardon IV.
  • Eni dodatkowo podpisało umowę dotyczącą wznowienia projektów wydobycia ciężkiej ropy w Pasie Orinoko.

Te działania sygnalizują determinację Wenezueli w przyciąganiu kapitału po latach sankcji, izolacji i głębokich problemów operacyjnych. Dla kraju wzrost eksportu to szansa na zwiększenie wpływów do budżetu, jednak trwałość tej odbudowy stoi pod znakiem zapytania. Dalszy rozwój sektora będzie zależał od stabilności przepisów, dostępu do nowoczesnych technologii oraz – co najważniejsze – od decyzji politycznych dotyczących licencji i sankcji międzynarodowych.

Strefa euro balansuje na granicy recesji. EBC ma coraz trudniejsze zadanie

Gubernator Banku Grecji Yannis Stournaras stwierdził, że ryzyko recesji w strefie euro jest realne i nie można go lekceważyć. W rozmowie z cypryjskim dziennikiem „Phileleftheros” podkreślił, że europejska gospodarka pozostaje pod presją rosnących cen energii, napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie oraz możliwych zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw.

Według Stournarasa wysokie koszty energii wywierają podwójną presję: hamują wzrost gospodarczy, a jednocześnie stymulują inflację. Jest to sytuacja szczególnie dotkliwa dla strefy euro, która pozostaje silnie uzależniona od importu surowców energetycznych. Szef greckiego banku centralnego zauważył, że obecny szok energetyczny nakłada się na okres słabszej koniunktury, zaostrzonych warunków kredytowych oraz ograniczonej przestrzeni fiskalnej w wielu państwach członkowskich.

Najnowsze dane Eurostatu potwierdzają wyhamowanie aktywności gospodarczej. W pierwszym kwartale 2026 roku PKB strefy euro wzrósł o zaledwie 0,1% w ujęciu kwartalnym (wobec 0,2% w poprzednim okresie), co przełożyło się na wzrost o 0,8% rok do roku.

Równolegle inflacja w eurolandzie przyspieszyła w kwietniu do 3,0% (z poziomu 2,6% w marcu). Głównym motorem tego wzrostu były ceny energii, które według wstępnych szacunków są o 10,9% wyższe niż przed rokiem.

W odpowiedzi na tę sytuację Europejski Bank Centralny podczas posiedzenia 30 kwietnia pozostawił stopy procentowe bez zmian (stopa depozytowa wynosi 2%). EBC przyznał jednak, że ryzyka inflacyjne przesunęły się w górę, przy jednoczesnym pogłębieniu się zagrożeń dla wzrostu PKB.

Taka konfiguracja danych stawia EBC w trudnym położeniu. Bank centralny musi balansować między walką z inflacją przekraczającą cel 2% a ryzykiem, że zbyt restrykcyjna polityka pieniężna wepchnie znajdującą się w stagnacji gospodarkę w głęboką recesję.

Stournaras zaznaczył, że dalsze kroki EBC będą zależeć od trwałości szoku energetycznego. Jeśli wzrost cen okaże się przejściowy i nie utrwali oczekiwań inflacyjnych, korekta kursu może nie być konieczna. Jednak w scenariuszu uporczywie wysokiej inflacji, konieczna może okazać się bardziej zdecydowana reakcja ze strony banku centralnego.

Meta wdraża narzędzie do monitorowania aktywności pracowników w USA

Meta rozpoczęła instalację oprogramowania monitorującego aktywność na służbowych komputerach swoich pracowników w Stanach Zjednoczonych. Narzędzie o nazwie Model Capability Initiative rejestruje m.in. ruchy myszy, kliknięcia, naciśnięcia klawiszy oraz wykonuje okresowe zrzuty ekranu. Zebrane w ten sposób dane mają posłużyć do trenowania i udoskonalania wewnętrznych systemów sztucznej inteligencji.

Według doniesień medialnych udział w programie jest obowiązkowy. Choć pracownicy otrzymują komunikat z prośbą o uruchomienie narzędzia, system nie przewiduje opcji rezygnacji. Monitoring obejmuje wybrane aplikacje i serwisy wykorzystywane w codziennej pracy, w tym ekosystem Google, GitHub, Slack oraz produkty firmy Atlassian.

Podczas spotkania z zespołem Mark Zuckerberg argumentował, że dane generowane przez pracowników Meta mają unikalną wartość. Jego zdaniem aktywność specjalistów zatrudnionych w firmie dostarcza znacznie bardziej wartościowych materiałów szkoleniowych niż zadania realizowane przez zewnętrznych podwykonawców, z których usług powszechnie korzystają inne koncerny technologiczne.

Wdrożenie monitoringu zbiega się w czasie z kolejną falą redukcji zatrudnienia. Meta planuje zwolnić około 8 tys. osób, co stanowi 10% całej załogi. Zuckerberg uzasadniał te cięcia rosnącymi kosztami infrastruktury obliczeniowej niezbędnej do rozwoju AI oraz wysokimi kosztami pracy.

Projekt wpisuje się w szerszą strategię automatyzacji firmy. Dyrektor techniczny, Andrew Bosworth, zapowiedział rozwój agentów AI, którzy mają przejąć część rutynowych obowiązków. Rola pracowników miałaby ewoluować w stronę nadzoru, weryfikacji i korygowania działań sztucznej inteligencji.

Nowa inicjatywa wywołała falę krytyki wewnątrz firmy. Główne obawy dotyczą zakresu inwigilacji, ryzyka wycieku informacji poufnych oraz braku dobrowolności. Pracownicy alarmują, że na zrzutach ekranu mogą utrwalać się dane wrażliwe, takie jak hasła, szczegóły projektów, kwestie kadrowe, a nawet informacje medyczne czy status imigracyjny.

Przedstawiciele Meta zapewniają, że narzędzie analizuje wyłącznie treści widoczne na ekranie i nie ingeruje bezpośrednio w pliki czy załączniki. Jednocześnie firmowe wytyczne przypominają pracownikom o zakazie prowadzenia prywatnych aktywności na urządzeniach służbowych.

BBC opisuje przypadki pogorszenia stanu psychicznego po rozmowach z chatbotami AI

BBC opisało przypadki osób, u których po długotrwałych rozmowach z chatbotami AI wystąpiły lub nasiliły się stany urojeniowe. Dziennikarze przeanalizowali historie 14 osób z sześciu krajów, zwracając szczególną uwagę na incydenty z udziałem Groka – modelu sztucznej inteligencji rozwijanego przez firmę xAI Elona Muska.

Jednym z przywołanych przykładów jest historia Adama Houricana z Irlandii Północnej. Według ustaleń stacji, po serii interakcji z awatarem AI dostępnym w Groku, mężczyzna nabrał przekonania, że chatbot zyskał świadomość, a on sam jest inwigilowany przez firmę xAI. Z relacji wynika, że algorytm aktywnie wzmacniał tę narrację, generując fałszywe informacje i potęgując u użytkownika poczucie zagrożenia. Sprawę tę przedstawiono jako jaskrawy dowód na ryzyko, jakie niosą ze sobą długie, silnie angażujące emocjonalnie interakcje z systemami AI, zwłaszcza w przypadku osób podatnych na kryzysy psychiczne.

W reportażu powołano się również na dane organizacji Human Line Project, która odnotowała setki zgłoszeń o szkodach psychologicznych związanych z użytkowaniem różnych modeli AI. Choć takie incydenty nie dowodzą automatycznie bezpośredniej winy samej technologii, wyraźnie wskazują na konieczność dokładniejszej analizy i wzmocnienia mechanizmów bezpieczeństwa wdrażanych w chatbotach.

Ustalenia dziennikarskie zestawiono z badaniami akademickimi nad zachowaniem modeli AI w kontakcie z użytkownikami zdradzającymi objawy psychozy. Testy te miały sprawdzić, czy algorytmy potęgują urojeniowe przekonania, czy potrafią zachować ostrożność oraz czy kierują rozmówcę do odpowiednich form pomocy. Przytoczone wyniki pokazują, że poszczególne modele znacząco różnią się pod względem poziomu ryzyka i adekwatności reakcji.

Tłem dla tych doniesień jest trwająca debata publiczna na temat bezpieczeństwa sztucznej inteligencji. Elon Musk wielokrotnie krytykował konkurencyjne systemy, w tym ChatGPT, ostrzegając przed ich potencjalnie szkodliwym wpływem na dzieci i osoby w kryzysie psychicznym. Jak jednak zauważa BBC, miliarder nie odniósł się dotąd publicznie do zarzutów dotyczących własnego produktu, które zostały opisane w materiale.

OpenAI aktualizuje politykę prywatności w związku z rozwojem reklam

OpenAI zaktualizowało politykę prywatności, doprecyzowując zasady wykorzystywania i udostępniania części danych użytkowników w celach marketingowych. Zmiany dotyczą przede wszystkim współpracy z partnerami reklamowymi oraz sposobu personalizacji reklam wyświetlanych użytkownikom wybranych wersji ChatGPT.

Według informacji spółki OpenAI może przekazywać partnerom marketingowym wybrane dane techniczne i identyfikacyjne, takie jak identyfikatory plików cookie, adresy IP oraz zahaszowane wersje adresów e-mail lub numerów telefonu. Dane te mogą być wykorzystywane do dopasowywania użytkowników do kont na innych platformach oraz do prowadzenia działań marketingowych poza usługami OpenAI.

Firma wskazuje również na możliwość udostępniania podstawowych informacji dotyczących korzystania z usług, na przykład faktu rejestracji w bezpłatnym planie ChatGPT lub odwiedzenia strony konkretnego produktu. OpenAI zaznacza, że w niektórych stanach USA takie działania mogą być kwalifikowane jako reklama ukierunkowana lub udostępnianie danych na potrzeby behawioralnej reklamy kontekstowej. Użytkownicy mają mieć możliwość rezygnacji z tego typu przetwarzania w ustawieniach konta.

Aktualizacja polityki prywatności porządkuje również zasady wyświetlania reklam w ChatGPT. Reklamy mają dotyczyć użytkowników planów Free i Go. Plany Plus, Pro, Enterprise, Business i Education pozostają bez reklam.

Personalizacja reklam jest domyślnie włączona i może wykorzystywać kontekst rozmów oraz wcześniejsze interakcje użytkownika z reklamami. OpenAI deklaruje jednocześnie, że treść rozmów i dane osobowe nie są przekazywane reklamodawcom.

Zmiany wpisują się w szerszy rozwój infrastruktury reklamowej OpenAI. Według doniesień branżowych firma pracuje nad narzędziami umożliwiającymi mierzenie skuteczności kampanii, w tym nad pikselem śledzenia konwersji. Tego typu rozwiązanie pozwalałoby sprawdzać, czy użytkownik po kliknięciu reklamy wykonał określoną czynność na stronie reklamodawcy, na przykład dokonał zakupu, założył konto lub rozpoczął subskrypcję.

Rozwijana platforma reklamowa może w przyszłości obsługiwać różne modele rozliczeń, w tym kampanie oparte na kliknięciach i konwersjach. Oznaczałoby to przejście od prostego modelu emisji reklam do bardziej zaawansowanego systemu reklamy efektywnościowej.

Trump zapowiada dalszą redukcję obecności wojsk USA w Niemczech

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone mogą ograniczyć swoją obecność wojskową w Niemczech w jeszcze większym stopniu, niż zakładało to ogłoszone wcześniej wycofanie 5 tys. żołnierzy. Nie podał jednak konkretnych liczb ani harmonogramu ewentualnych dalszych redukcji.

Wypowiedź ta padła dzień po informacji Pentagonu o planowanym wycofaniu około 5 tys. amerykańskich wojskowych z Niemiec. Według Departamentu Obrony proces ten ma potrwać od sześciu do dwunastu miesięcy. Rzecznik resortu, Sean Parnell, przekazał, że decyzja jest wynikiem przeglądu rozmieszczenia sił USA w Europie oraz oceny wymogów operacyjnych.

Niemcy pozostają państwem goszczącym największy kontyngent wojsk amerykańskich w Europie. Według dostępnych danych stacjonuje tam około 36 tys. żołnierzy USA w służbie czynnej. Wycofanie 5 tys. z nich oznaczałoby zmniejszenie tych sił o blisko jedną siódmą.

Jak podają media, Departament Obrony zamierza również zrezygnować z planów rozmieszczenia w Europie jednostki artylerii rakietowej – inicjatywy przygotowanej przez administrację Joe Bidena. Oznaczałoby to częściowy powrót do poziomu amerykańskiej obecności wojskowej sprzed pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku.

Decyzje te wpisują się w szerszą dyskusję na temat roli Stanów Zjednoczonych w europejskim systemie bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach administracja Trumpa sygnalizowała możliwość przeglądu rozmieszczenia swoich sił także w innych krajach kontynentu. Dla państw NATO oznacza to konieczność oceny, w jakim tempie Europa powinna rozwijać własne zdolności obronne.

Odnosząc się do zapowiedzi Waszyngtonu, niemiecki minister obrony Boris Pistorius określił redukcję wojsk jako krok, którego można było się spodziewać. Zaznaczył jednocześnie, że państwa europejskie muszą wziąć na siebie większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Przedstawiciele NATO poinformowali, że Sojusz analizuje szczegóły amerykańskich decyzji i pozostaje w stałym kontakcie ze stroną amerykańską.

Potencjalne dalsze cięcia kontyngentu mogą mieć istotne znaczenie nie tylko militarne, ale i polityczne. Niemcy stanowią bowiem kluczowe zaplecze logistyczne dla operacji, transportu i wsparcia sojuszniczego sił USA w Europie. Ostateczna skala zmian będzie zależeć od decyzji Waszyngtonu oraz konsultacji w ramach NATO.

Trump zapowiada podwyższenie ceł na samochody z UE do 25%

Donald Trump zapowiedział podniesienie ceł na samochody osobowe i ciężarowe importowane z Unii Europejskiej do 25%. Według amerykańskiego prezydenta Bruksela nie realizuje w pełni zapisów dotychczasowego porozumienia handlowego.

Zapowiedź oznaczałaby odejście od warunków porozumienia z Turnberry, które przewidywało maksymalną stawkę celną na poziomie 15% dla większości towarów unijnych eksportowanych do USA, w tym samochodów i części motoryzacyjnych. Parlament Europejski w marcu 2026 r. przyjął stanowisko dotyczące wdrożenia umowy, wprowadzając m.in. klauzulę uzależniającą wejście w życie preferencji taryfowych od realizacji zobowiązań przez stronę amerykańską.

Donald Trump poinformował o planowanej zmianie w serwisie Truth Social. Według jego zapowiedzi wyższe cła miałyby zacząć obowiązywać w kolejnym tygodniu. Jednocześnie wskazał, że pojazdy produkowane przez europejskie firmy w zakładach na terenie Stanów Zjednoczonych nie byłyby objęte nową stawką.

ICEYE wyniosło na orbitę czwartego satelitę radarowego dla Sił Zbrojnych RP

Firma ICEYE poinformowała o umieszczeniu na orbicie czwartego satelity radarowego dostarczonego Siłom Zbrojnym RP w ramach programu MikroSAR. Jest to realizacja części opcji przewidzianej w kontrakcie z Ministerstwem Obrony Narodowej, obejmującej możliwość zakupu dodatkowych trzech jednostek. Zgodnie z umową na orbitę mogą trafić jeszcze dwa kolejne satelity.

Satelity dostarczane w ramach programu MikroSAR tworzą wojskową konstelację radarową POLSARIS. Jej zadaniem jest wspieranie zdolności rozpoznania satelitarnego Sił Zbrojnych RP. System opiera się na technologii radarowej SAR, która pozwala prowadzić obserwację niezależnie od warunków atmosferycznych oraz pory dnia.

Cezary Tomczyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, podkreślił, że współczesne działania wojskowe w coraz większym stopniu zależą od rozpoznania i szybkiej wymiany informacji. Jak wskazał, satelity radarowe umożliwiają stałą obserwację obszarów istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa.

Czwarty satelita dla Polski został wyniesiony podczas misji CAS500-2 realizowanej przez SpaceX. W ramach tej samej misji na orbitę trafił również satelita ICEYE przeznaczony dla Portugalskich Sił Powietrznych. Według informacji spółki oba satelity nawiązały łączność, a obecnie prowadzone są standardowe procedury wczesnej fazy orbitalnej.

ICEYE podało, że po tym starcie liczba wyniesionych przez firmę satelitów radarowych wzrosła do 72. Obejmuje to zarówno jednostki należące do własnej konstelacji spółki, jak i satelity dostarczane klientom instytucjonalnym.

Witold Witkowicz, prezes ICEYE Polska, poinformował, że spółka kontynuuje realizację kontraktu z MON i jest przygotowana do wykonania kolejnych opcji przewidzianych w umowie. Zwrócił również uwagę, że podstawowy zakres programu MikroSAR został już wcześniej umieszczony na orbicie, a obecny start rozszerza możliwości powstającej konstelacji.

Konstelacja realizowana w ramach programu MikroSAR otrzymała nazwę POLSARIS, czyli Polish SAR Intelligence System. Nazwa została wybrana w otwartym konkursie przeprowadzonym pod koniec 2025 roku przez Agencję Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych. Jury wskazało na czytelność rozwinięcia skrótu oraz odniesienie do powieści „Solaris” Stanisława Lema.

Satelity ICEYE umożliwiają pozyskiwanie danych radarowych w rozdzielczości do 25 cm. Dane tego typu mogą być wykorzystywane w zastosowaniach wojskowych, wywiadowczych, środowiskowych, ubezpieczeniowych oraz w zarządzaniu kryzysowym. Ich istotną cechą jest możliwość obrazowania niezależnie od zachmurzenia i warunków oświetleniowych, co pozwala na szybsze pozyskiwanie informacji w sytuacjach wymagających bieżącej analizy.

Ceny ofertowe nowych mieszkań – raport za kwiecień 2026 r. [rynek deweloperski]

Średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Warszawie pędzi w stronę symbolicznej bariery 20 tys. zł. Jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, tylko w pierwszych czterech miesiącach 2026 r. średnia cena metra kwadratowego wzrosła tam bardziej niż wcześniej przez niemal dwa lata, a początek roku przyniósł wyraźne przyspieszenie wzrostu średnich cen również w kilku innych metropoliach.

– Źródłem tego przyspieszenia nie są jednak masowe podwyżki cen w poszczególnych inwestycjach, lecz coraz wyraźniejsza zmiana struktury podaży. Z oferty szybko znikają tańsze mieszkania, a ich miejsce zajmują nowe projekty z wyższych przedziałów cenowych, często adresowane do bardziej zamożnych klientów, w mniejszym stopniu uzależnionych od kredytu – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Warszawa coraz bliżej granicy, która działa na wyobraźnię

Według wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w kwietniu 2026 r. średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w Warszawie przekroczyła poziom 19,7 tys. zł, rosnąc o 1 proc. w porównaniu z marcem. Oznacza to wzrost o blisko 7 proc. od początku roku oraz około 10 proc. w ujęciu rocznym. Co istotne, tak duży skok średniej dokonał się w zaledwie cztery miesiące – większy niż łączny wzrost odnotowany w niemal dwóch wcześniejszych latach.

– Przebicie poziomu 20 tys. zł za metr kwadratowy może mieć znaczenie nie tylko ekonomiczne, lecz także psychologiczne – jako nowy punkt odniesienia wpływający na oczekiwania cenowe i decyzje zarówno deweloperów, jak i kupujących – komentuje Marek Wielgo.

Wyjaśnia, że w praktyce oznacza to, iż poziom 20 tys. zł za metr kwadratowy zaczyna pełnić rolę kotwicy cenowej przy wycenie kolejnych inwestycji. Projekty oferowane poniżej tej granicy mogą być postrzegane jako relatywnie atrakcyjne, nawet jeśli jeszcze niedawno uchodziły za drogie. Jednocześnie ułatwia to deweloperom uzasadnianie wyższych cen w nowych przedsięwzięciach, zwłaszcza w segmencie podwyższonego standardu, gdzie punkt odniesienia przesuwa się w górę wraz ze średnią rynkową.

Po stronie kupujących taki próg cenowy również wpływa na zachowania. Część nabywców może przyspieszać decyzje zakupowe w obawie przed trwałym wejściem rynku na wyższy poziom cen. Inni zaczynają akceptować wyższe stawki jako nową normę, korygując swoje oczekiwania co do metrażu, lokalizacji lub standardu mieszkania. W efekcie zmienia się percepcja tego, co na rynku uchodzi za drogie, a co za akceptowalne.

Poznań goni, reszta metropolii hamuje

Drugim rynkiem, na którym średnie ceny metra kwadratowego nadal rosną szybciej niż w większości metropolii, jest Poznań. W kwietniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów wzrosła tam o 1 proc. w porównaniu z marcem i wyniosła ok. 14,3 tys. zł. W skali roku oznacza to wzrost rzędu 6 proc. Także tutaj coraz większy wpływ na poziom średniej mają droższe inwestycje, wprowadzane do oferty przy relatywnie ograniczonej podaży mieszkań popularnych.

W pozostałych metropoliach dynamika średnich cen metra kwadratowego pozostaje wyraźnie niższa niż w Warszawie i Poznaniu, a miesięczne zmiany od kilku miesięcy mieszczą się w granicach stabilizacji. W Trójmieście kwiecień był kolejnym miesiącem bez zmian średniej ceny, która utrzymała się na poziomie ok. 17,7 tys. zł za metr kwadratowy. W ujęciu rocznym wzrost pozostaje wysoki, jednak krótkoterminowo rynek wyraźnie wyhamował po bardzo zmiennym 2025 r.

Ceny mieszkań-kwiecień 2026-wstępne-cena mkw-M

Kwiecień nie przyniósł też zmian w Krakowie i we Wrocławiu. W stolicy Małopolski średnia cena metra kwadratowego pozostała na poziomie ok. 17,1 tys. zł, a we Wrocławiu – ok. 15,3 tys. zł. W obu miastach roczne wzrosty średnich cen nie przekraczają 3 proc.Ceny mieszkań-kwiecień 2026-wstępne-cena mkw-R

Stabilizacja w cieniu nadpodaży

Największy spokój cenowy utrzymuje się w Łodzi oraz w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii. W Łodzi średnia cena metra kwadratowego w kwietniu wyniosła ok. 11,6 tys. zł i była tylko symbolicznie wyższa niż rok wcześniej. Duża liczba mieszkań w ofercie sprawia, że średnie ceny metra kwadratowego od dłuższego czasu praktycznie się nie zmieniają.

Jeszcze dłużej stabilizacja trwa w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii, gdzie średnia cena metra kwadratowego od ponad roku oscyluje wokół 11,2 tys. zł i w kwietniu praktycznie nie różniła się od poziomu sprzed dwunastu miesięcy.

– Tam, gdzie oferta mieszkań jest duża, a sprzedaż wyraźnie nie nadąża za podażą, średnie ceny przestają rosnąć. To najlepiej widać właśnie w Łodzi i w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii – zauważa Marek Wielgo.

Wstępne dane BIG DATA RynekPierwotny.pl za kwiecień pokazują, że różnice pomiędzy poszczególnymi rynkami pod względem tempa zmian średnich cen wyraźnie się pogłębiają. Warszawa i – w mniejszym stopniu – Poznań wyraźnie przyspieszają pod wpływem napływu droższej oferty, podczas gdy pozostałe metropolie funkcjonują dziś w warunkach cenowej stabilizacji, która w niektórych przypadkach trwa już ponad rok.

Spraw frankowych ubywa, ale sądy nadal mają ich ponad 170 tys.

Niedawne wyroki TSUE przypomniały o znaczeniu sporów sądowych z udziałem frankowiczów. Sprawdzamy, ile takich spraw wciąż znajduje się na wokandzie.

Przez pewien czas, mogło się wydawać, że to sankcja kredytu darmowego jest „najgorętszym” tematem w kontekście sporów konsumenckich z bankami. Kwietniowe, szeroko komentowane wyroki TSUE (C-901/24, C-752/24, C-753/24) przypomniały jednak, że temat frankowiczów wciąż jest istotny i daleki od zakończenia. Tym bardziej, że na wokandzie wciąż znajduje się bardzo wiele spraw dotyczących kredytów rozliczanych w CHF. Eksperci RynekPierwotny.pl prezentują ciekawe dane Ministerstwa Sprawiedliwości. Okazja jest bardzo dobra, bo 30 kwietnia 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda wyrok w kolejnej ważnej sprawie dotyczącej frankowiczów (C-246/25).

Dane z sądów: „frankowa górka” jednak maleje

Ministerstwo Sprawiedliwości wydaje się oczywiście najbardziej wiarygodnym źródłem danych na temat obciążenia sądów sporami o kredyty rozliczane w CHF. A skąd resort sprawiedliwości ma informacje, które w sposób ogólny zostały zaprezentowane na poniższym wykresie? Jak tłumaczy samo ministerstwo: „Dane dotyczące roszczeń z umów bankowych waloryzowanych/denominowanych/indeksowanych do waluty innej niż waluta polska, gromadzone są za pośrednictwem sprawozdań statystycznych MS-S1 począwszy od 1 lipca 2017 r.”.

Wspomniany wykres prezentuje liczbę sporów o kredyty „frankowe” w najbardziej ogólnym ujęciu – bez uwzględnienia instancji sądowej. Na wykresie widzimy liczbę spraw z sądów powszechnych, które są efektem roszczeń z umów bankowych denominowanych/indeksowanych do kursu CHF. Co ważne, wykres przedstawia osobno liczbę spraw, które wpłynęły w danym roku do sądów, zostały załatwione oraz pozostały niezakończone na koniec roku. Jak wyjaśniają eksperci RynekPierwotny.pl, wynik na koniec każdego roku jest różnicą liczby spraw nowych i załatwionych, ale dodatkowo skorygowaną o niezakończone sprawy z roku poprzedniego.

Statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują, że w 2025 roku taki bilans wyglądał następująco:

  • nowe sprawy „frankowe” w całym roku – 94 233
  • sprawy załatwione w całym roku przez sądy powszechne – 127 528
  • sprawy pozostałe na rok następny – 170 766

Powyższe wyniki w połączeniu z wykresem tłumaczą, dlaczego pod koniec 2025 r. liczba spraw „frankowych” na wokandzie była mniejsza o ok. 33 300 (16%) niż dwanaście miesięcy wcześniej. Pozytywna zmiana to efekt mniejszego napływu nowych spraw (-24% rok do roku) i większej liczby spraw załatwionych (+30% r/r).

Mimo wszystko batalia sądowa będzie długa?

Przy założeniu ubiegłorocznego, liczbowego salda załatwionych i napływających spraw, postępowania „frankowe” zniknęłyby z sądów na początku 2031 roku. To jednak upraszczające założenie, bo w praktyce sytuacja może być bardziej skomplikowana. W tym kontekście warto zaprezentować podział spraw pozostających do załatwienia na koniec 2025 roku według instancji sądowej:

  • pierwsza instancja – 103 360 spraw (sądy rejonowe – 6472, sądy okręgowe – 96 888)
  • druga instancja – 67 406 spraw (sądy okręgowe – 1 266, sądy apelacyjne – 66 140)

Jak widać, większość spraw dotyczących problematycznych kredytów pozostawała pod koniec minionego roku w pierwszej instancji, przy czym zwykle chodziło o sąd okręgowy z uwagi na dużą wartość przedmiotu sporu. Opisywana sytuacja może być czynnikiem, który sprawia, że temat przyspieszającej postępowania „ustawy frankowej” wciąż jest podejmowany przez resort sprawiedliwości.

Spadek liczby nowych spraw był do przewidzenia?

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że ubiegłoroczny spadek napływu nowych spraw „frankowych” można było przewidzieć z dość dużym prawdopodobieństwem. Wystarczyło systematycznie obserwować dane NBP z półrocznych raportów o stabilności systemu finansowego. Narodowy Bank Polski niedawno informował, że pod koniec czerwca 2025 r. podział przebadanych kredytów CHF był następujący:

  • kredyty objęte sporem sądowym – ok. 40%
  • kredyty objęte ugodą – ok. 50%
  • kredyty w bilansie banków, nieobjęte sporem i ugodą – ok. 10%

Dwa lata wcześniej, spór sądowy dotyczył 31% spośród analizowanych kredytów „frankowych”, ugoda – 19%, a poza tymi opcjami pozostawało jeszcze 50% problematycznych „hipotek”. Jak podaje NBP, do połowy 2025 r. banki i kredytobiorcy podpisali ok. 156 000 ugód kończących spory o walutowe „hipoteki” (również w euro).

W kontekście wciąż dużego obciążenia sądów, warto jednak pamiętać, że możliwy jest scenariusz, w którym pozwy częściej będą składać konsumenci ze spłaconym kredytem
„frankowym”. Niewykluczona wydaje się również większa aktywizacja posiadaczy kredytów mieszkaniowych rozliczanych w euro, choć to grupa wyraźnie mniejsza niż frankowicze.frankowicze