Dwie trzecie Polaków regularnie dba o zdrowie. Jednak niektóre zdrowe nawyki częściej deklarujemy, niż wcielamy w życie

Zdrowie jest w naszych rękach i jego stan zależy od naszych działań. Twierdzi tak aż 70 proc. Polaków, którzy coraz częściej poddają się badaniom profilaktycznym, uprawiają sport i uważniej komponują dietę. Pozostałe 30 proc. uważa, że na ich kondycję zdrowotną wpływają okoliczności zewnętrzne – wynika z badań „Barometr Bayer 2014. Lepsze życie z wyboru”, ogłoszonych w salonie popularnonaukowym BayLab.

Sojusznikiem jest nauka, która dzięki innowacjom pomaga podwyższać jakość życia, zwłaszcza w fundamentalnych obszarach zdrowia i odżywiania, czego wyrazem jest  motto Bayer: „Science for a better life”, czyli nauka dla lepszego życia – mówi Christophe Dumont, prezes Bayer, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Dostrzegliśmy pewne obszary zdrowia, w których Polacy wykazują się ogromną troską. Jednak wiele innych jest do poprawy, żeby nie było za późno, by zapobiec chorobom. Bayer udostępnia ludziom potrzebne rozwiązania, takie jak glukometr – czyli urządzenie diagnostyczne, które służy do pomiaru poziomu glukozy we krwi.

Ponad 60 proc. ankietowanych przez Millward Brown na zlecenie firmy Bayer przeprowadziło badania profilaktyczne w ciągu ostatnich trzech lat. Nieco większy odsetek badanych zdaje sobie sprawę z tego, jak ważna jest profilaktyka.

Mężczyźni częściej wykonują badania profilaktyczne dotyczące chorób układu krążenia, kobiety – badania z zakresu profilaktyki nowotworowej. W starszej grupie wiekowej intensywność wykonywania badań profilaktycznych jest większa – mówi dr Izabella Anuszewska, dyrektor Działu Badań Millward Brown.

Respondenci najczęściej deklarują, że dbają o zdrowie poprzez codzienną higienę, aktywność fizyczną i kontrolowanie wagi. Jednak między deklaracjami a praktyką istnieje pewien rozdźwięk. Znaczenie regularnej aktywności fizycznej podkreśla ponad 80 proc. badanych, ale praktykuje ją niecałe 65 proc.

Z badań wynika, że kobiety częściej niż mężczyźni dbają o zdrową dietę. Polacy deklarują, że kontrolują, co i ile jedzą, ale w praktyce mniej niż połowa zwraca uwagę na zawartość tłuszczu, soli czy cukru w potrawach. Podobnie wygląda sytuacja z wysypianiem się – blisko 80 proc. ankietowanych zdaje sobie sprawę z tego, jak ważna jest odpowiednia ilość snu, a niecałe 70 proc. – rzeczywiście się wysypia.

W pierwszej kolejności kwestie dotyczące zdrowia są przekazywane w rodzinie. Okazuje się, że rodzice z różną intensywnością przyzwyczajają dzieci do rozmaitych zachowań prozdrowotnych – mówi dr Izabella Anuszewska.

Polacy najczęściej uświadamiają swoim dzieciom, że powinny dbać o higienę osobistą (91 proc.) i czystość w domu (81 proc.). Informują ich również o szkodliwości używek oraz zbawiennym wpływie aktywności fizycznej na kondycję (po 67 proc.). Najmniejszy nacisk w edukacji prozdrowotnej pociech rodzice kładą na zdrowe odżywianie.

Zdrowie staje się dla Polaków coraz ważniejszym obowiązkiem wobec siebie i bliskich, który polega na dbaniu o swoją kondycję, by cieszyć się życiem i zaspokoić podstawowe potrzeby swojej rodziny.

Powinniśmy dbać o swoje zdrowie. Oczywiście niezależnie od naszej kondycji możemy pojechać w góry, realizować pasje, uprawiać sport wyczynowy. Jeśli jednak chcemy robić to przez większość naszego życia, chcemy aktywnie spędzać czas i osiągać dobre wyniki w sporcie, to należy wprowadzić do swojego życia dobre nawyki sportowe i żywieniowe i dbać od strony medycznej o swój stan zdrowia – przekonuje Kinga Baranowska, wybitna polska himalaistka.

Polacy stosunkowo rzadko pogłębiają swoją wiedzę na temat zdrowia – tylko co piąty śledzi informacje o nowych metodach terapii, zdobyczach medycyny. W efekcie ponad 40 proc. ankietowanych nie umie określić stanu swojego zdrowia, a ok. 30 proc. przyznaje, że mogliby zignorować objawy potencjalnych chorób. Może to się wiązać z faktem, że źródłem wiedzy o zdrowiu dla większości z nas jest internet (trzy czwarte ankietowanych), a w dalszej kolejności – lekarze i znajomi.

Firmy wciąż popełniają wiele błędów w procesie rekrutacji. Kandydaci do pracy skarżą się głównie na brak komunikacji

CEO Magazyn Polska

Pracodawcy nie przywiązują wagi do wysyłania informacji do kandydatów w procesie rekrutacji i nie interesują się ich opiniami – oceniają kandydaci do pracy przebadani przez eRecruitment Solutions. Mimo że prawie połowa pracodawców zapewnia, że dba o relację z kandydatami, to w opinii samych zainteresowanych brakuje przede wszystkim informacji zwrotnej o tym, że CV kandydata dotarło do firmy, i o postępach procesu rekrutacji. Eksperci podkreślają, że negatywna opinia kandydata może przełożyć się na postrzeganie firmy i jej produktów.

„Kandydaci wymagający, pracodawcy za mało przyjaźni” to pierwsze w Polsce badanie candidate experience, czyli opinii i wrażeń kandydatów z procesu rekrutacji.

Główny wniosek, który płynie z tego badania, jest taki, że pomimo deklaracji pracodawców, że dbają o proces aplikacyjny i kandydatów, to w opinii kandydatów tak się jednak nie dzieje. Ponad 70 proc. kandydatów twierdzi, że nie dostaje potwierdzenia, że firma otrzymała życiorys w trakcie procesu – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Sieńczyk, dyrektor zarządzający eRecruitment Solutions.

Badanym kandydatom zależy na dwóch podstawowych informacjach – czy ich dokumenty aplikacyjne dotarły do pracodawcy oraz na jakim etapie procesu rekrutacyjnego się znajduje. Co więcej, eksperci podkreślają, że powinno dotyczyć to wszystkich kandydatów, również tych, którzy z rekrutacji odpadli.

Badania pokazują, że to jednak wciąż rzadkie praktyki. Tylko 9 procent firm deklaruje, że po zakończonej rekrutacji pyta kandydatów o opinie na temat procesu, a jedynie co piąty pracodawca informuje o bieżących rekrutacjach odrzuconych wcześniej kandydatów. Normą wciąż nie jest potwierdzanie otrzymania dokumentów rekrutacyjnych i zdaniem Marcina Sieńczyka, gdy sytuacja na rynku pracy zmieni się na korzyść pracowników, brak takich działań może zemścić się na pracodawcach.

Są badania, które pokazują, że negatywna opinia kandydata z procesu rekrutacji może mieć negatywne skutki w postrzeganiu danej firmy, jej produktów czy usług. Mówiąc wprost, niezadowolony kandydat może przestać być klientem danej firmy, danego produktu czy przestać korzystać z jej usług – podkreśla dyrektor zarządzający eRecruitment Solutions.

Dodaje, że negatywne doświadczenia kandydatów do pracy skłoniły przedstawicieli rynku do powołania Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji.

Jej celem jest promowanie dobrych praktyk rekrutacyjnych w Polsce. W jej ramach pokazujemy dobre przykłady od różnych pracodawców – w jaki sposób dbają o pozytywne wrażenia, jak wygląda komunikacja z kandydatami, którzy aplikują do firmy – wyjaśnia Sieńczyk, jeden z inicjatorów Koalicji.

Do Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji dołączyło już blisko sto firm, kolejne pięćdziesiąt jest zainteresowanych uczestnictwem. Pracodawcy, którzy dołączyli do Koalicji, dbają o dobrą komunikację z kandydatami niezależnie od procesu rekrutacji. Od 2 czerwca z inicjatywy Koalicji w mediach społecznościowych ruszy Tydzień z Przyjazną Rekrutacją. Na profilu Pracuj.pl i Centrum Kariery na Facebooku użytkownicy zostaną zaproszeni do dyskusji na temat dobrych i złych praktyk rekrutacyjnych. Podczas Tygodnia z Przyjazną Rekrutacją kandydaci wymienią się doświadczeniami, pracodawcy będą mogli się dowiedzieć, czego kandydaci oczekują od firm, do których aplikują.

Polski rynek pożyczkowy atrakcyjny dla firm zagranicznych

CEO Magazyn Polska

Rosnący rynek pożyczkowy w Polsce przyciąga coraz to nowe firmy zagraniczne, które są zainteresowane uruchomieniem działalności w kraju. Eksperci oceniają, że dynamika wzrostu sprawia, że na rynku jest jeszcze miejsce dla nowych graczy, choć wielką niewiadomą są skutki regulacji, które pod koniec tego roku mogą wejść w życie. Pożyczki pozabankowe będą rozwijać się równolegle do sektora bankowego, pytaniem pozostaje tylko kwestia tempa tego rozwoju.

Rosnące zainteresowanie konsumentów krótkoterminowymi, łatwo dostępnymi pożyczkami oraz przyspieszenie w gospodarce sprawiają, że polskim rynkiem pożyczkowym interesuje się coraz więcej firm zagranicznych działających w branży. Na rynku jest już obecnych kilka znaczących podmiotów należących do międzynarodowych grup, m.in. Wonga, Vivus czy Provident.

Zainteresowanie firm zagranicznych to jest wypadkowa wielkości polskiego rynku mierzonej liczbą konsumentów, ale też rozwojem gospodarczym. Fakt, że Polska ma dobre notowania za granicą, nie tylko w Europie, przyciąga zainteresowanie i powoduje, że firmy zaczynają badać rynek, oceniają perspektywy, porównują do własnych rynków i decydują się na rozpoczęcie działalności – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Opaliński, przewodniczący rady nadzorczej Fines SA, niezależnego operatora bankowego. – Ten rynek ma tendencję rosnącą, a przy rosnącym torcie kawałek dla każdego może pozostać taki sam, albo i większy. Gorzej będzie, jeżeli pojawią się zakłócenia, które spowodują okresowe wstrzymanie wzrostu czy redukcję tego rynku.

Zakłócenia te mogą być efektem wprowadzenia regulacji rynku pożyczek pozabankowych, nad którymi trwają prace. Ministerstwo Finansów chce, by weszły one w życie pod koniec roku. Mają one za zadanie uregulować działalność firm pożyczkowych i chronić interesy konsumentów. Branża jednak argumentuje, że niektóre z nowych przepisów przyczynią się do zahamowania rozwoju rynku, a tym samym do spadku dostępności pożyczek dla konsumentów. Szczególne wątpliwości budzi wprowadzenie limitu całkowitego kosztu pożyczki i opłat z nią związanych.

Wszystkie plany wprowadzenia działań regulacyjnych są zakłóceniem, na które sektor musi zareagować. Na pewno dostosuje się do zmian, przynajmniej w części oficjalnej, na pewno nastąpi odpływ klientów do lokalnych pożyczkodawców, którzy działają nieformalnie. To zmniejszy potencjał rynku. Zwykle dostosowanie procesów wewnętrznych do regulacji trwa kilka lat i stanowi zagrożenie cyklu rozwoju – ocenia Krzysztof Opaliński.

Jednak mimo to na rynku będzie postępować profesjonalizacja działających firm. Opaliński podkreśla, że tendencja ta – obserwowana na rynku od jakiegoś czasu – to efekt kryzysu sprzed sześciu lat. W tym czasie rynek pożyczkowy podzielił się na dwa odrębne segmenty: sektor bankowy i pozabankowy (dla klientów o niskiej zdolności kredytowej, którzy potrzebują niewielkich kwot na krótkie okresy).

 – Kryzys z 2008 roku miał oczyszczający wpływ na rynek kredytów bankowych. Spowodował wycofanie się graczy, którzy przeholowali z akceptowaniem ryzykownego klienta. W całej branży lata 2009 i 2010 to były lata chude, przede wszystkim ze względu na to, że banki, które się sparzyły, leczyły rany. Z drugiej strony kryzys w sektorze bankowym uwolnił miejsce, przynajmniej w świadomości konsumentów i w popycie, dla firm pożyczkowych, które zaczęły wchodzić bardzo szeroko na ten rynek i zmieniły oblicze tego sektora – podkreśla Opaliński.

Wtedy też w Polsce obok jednego dominującego gracza na tym rynku zaczęły pojawiać się nowe podmioty, często z kapitałem zagranicznym.

Ich podejście do rynku zaczęło się upodabniać do sektora bankowego. Zarządzanie ryzykiem, proces kredytowy, utrzymywanie relacji z klientem, procent z windykacji, to wszystko zostało zorganizowane w podobny sposób jak w bankach – wyjaśnia przewodniczący rady nadzorczej Fines SA.

Mimo pewnego upodobnienia obu segmentów rynku, odmienne pozostają grupy docelowe klientów i kierowana do nich oferta. To świadczy o tym, że oba sektory będą w najbliższych latach dalej równolegle się rozwijać.

Polacy coraz częściej kupują buty przez internet. Cenią luksusowe marki i duży wybór

CEO Magazyn Polska

Zakupy butów przez internet zyskują coraz większą popularność. Z badania firmy „E-Commerce w Polsce 2014. Gemius dla e-Commerce Polska” wynika, że ponad połowa internautów choć raz kupiła w sieci obuwie. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy wydali na ten cel średnio 134 zł. Jednak coraz częściej w sieci sprzedają się marki luksusowe, które trudno dostać w tradycyjnych sklepach, a klienci są w stanie wydać na wymarzone buty nawet kilka tysięcy złotych. W e-sklepach klienci cenią również szeroki wybór.

Sprzedaż marek zależy od sezonu, obecnie popularnością cieszą się Michael Kors, Love Moschino czy Sonia Rykiel. Przedział cenowy jest bardzo szeroki, od 400 zł do 5 tys. zł. Nasze najbardziej luksusowe klientki wydają na parę butów około 2 tys. zł – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Dąbrowska, country manager Sarenza.pl & Sarenza.eu.

Sarenza powstała we Francji w 2005 roku, a siedem lat później jej strona była dostępna w Polsce.

Do klientów docieramy przede wszystkim przez internet, reklamę internetową, a także dzięki prasie, przez ambasadorki naszej marki. Klientów ciągle przybywa. Polacy lubią i kupują luksusowe marki, szukają ich, a bardzo często znajdują je tylko w internecie – mówi Katarzyna Dąbrowska.

Jak podkreśla Dąbrowska, Sarenza jest dużą międzynarodową firmą, dlatego też marki często decydują się na wystawianie swoich produktów na stronie i traktują to jako możliwość dotarcia do nowych klientów. Przewagą Sarenzy jest możliwość kupna luksusowych butów, które są trudno dostępne w tradycyjnej sprzedaży, a jeśli już są, to zwykle wyłącznie w największych miastach.

Sarenza stawia na różnorodność, dlatego w ofercie oprócz szpilek, które cieszą się dużym zainteresowaniem, można znaleźć także m.in. obuwie zimowe i sportowe. Zwłaszcza te ostatnie cieszą się dużym zainteresowaniem, a ich sprzedaż w okresie wiosennym idzie wyjątkowo dobrze. To m.in. takie marki, jak Converse czy New Balance. Bogata oferta to zaleta, którą według Dąbrowskiej klienci bardzo cenią.

Mamy w sprzedaży 650 marek i blisko 60 tysięcy modeli, więc wybór jest ogromny – podkreśla Katarzyna Dąbrowska. – Ważnym planem jest wprowadzenie naszych typowych polskich marek. Na razie mamy tylko Gino Rossi, ale trwają już negocjacje i rozmowy z innymi polskimi markami. Nasi klienci ich szukają, cenią polskie marki, dlatego jak najbardziej chcemy je im zaoferować.

Sarenza posiada certyfikat bezpieczeństwa Trusted Shops, który chroni kupujących, dlatego odsetek zadowolonych klientów jest wysoki, a ponad 90 procent z nich decyduje się na kolejne zakupy.

Zamówienia przez internet są szybkie i proste. Oferujemy dużo różnych rodzajów płatności, szybką dostawę, a zakupy są bezstresowe – możemy zamówić w domu i oddać bez żadnego ryzyka. Zwrot pieniędzy następuje szybko i myślę, że to argument, który przekonuje wielu z naszych klientów – mówi Dąbrowska.

Jak wyjaśnia Dąbrowska, Sarenza nie planuje otwarcia sklepów stacjonarnych, choć nie wyklucza tego w przypadku zainteresowania klientów taką formą sprzedaży. Rozważa natomiast wprowadzenie nowych sposobów płatności, na których zależy klientom, m.in. płatności za pobraniem.

Private Equity Managers coraz bliżej IPO

0

W związku z planami upublicznienia Private Equity Managers S.A. (PEM), spółki zarządzającej funduszami spółki MCI Management SA („MCI”), Rada Nadzorcza MCI przyjęła rezygnację Członków Zarządu. Zarząd MCI został zmniejszony z sześciu do trzech osób. W najbliższych dniach Rada Nadzorcza PEM podejmie uchwałę o reorganizacji Zarządu także w PEM. Dopasowanie struktur Zarządów obu spółek to zapowiadana uprzednio zmiana.

Proces rozdzielania działalności inwestycyjnej MCI Management od działalności zarządzania aktywami PEM wszedł w decydującą fazę. Po formalnym wydzieleniu PEM ze struktur Grupy MCI, przystąpiono do alokacji kluczowych kompetencji oraz kosztów w sposób odpowiadający profilowi działalności MCI i PEM. W dniu 30 maja br. Rada Nadzorcza MCI przyjęła rezygnację z Zarządu Norberta Biedrzyckiego, Wojciecha Marcińczyka i Sylwestra Janika. Do Grupy MCI dołączyła Ewa Ogryczak, która obejmie stanowisko Członka Zarządu i CFO w MCI Management oraz Chief Operating Officer w PEM. Zastąpi tym samym Magdalenę Pasecką, która w związku ze zmianą planów zawodowych złożyła rezygnację z pełnienia funkcji w Zarządach MCI Management i PEM. W najbliższych dniach na posiedzeniu Rady Nadzorczej PEM zostanie podjęta uchwała o powołaniu Norberta Biedrzyckiego i Wojciecha Marcińczyka na stanowiska Wiceprezesów Zarządu PEM (wymienione osoby są obecnie Członkami Zarządu Spółki). W Zarządzie PEM stanowisko Wiceprezesa zajmuje już Sylwester Janik. Do Zarządu PEM dołączył natomiast Michał Mroczkowski, który  w dniu 27 maja br. został powołany na stanowisko Członka Zarządu i CFO Spółki.

Porządkowanie struktur Zarządów to inicjatywa zapowiadana przez Cezarego Smorszczewskiego od początku objęcia przez niego stanowiska Prezesa Zarządu MCI Management w marcu tego roku. To jedno z działań mających na celu dostosowanie modeli operacyjnych obu spółek do standardów branży private equity i przygotowujących PEM do oferty publicznej na GPW. Przyniesie korzyści zarówno MCI Management jak i PEM.

– Sylwester Janik zarządzający funduszem typu growth MCI.TechVentures, Norbert Biedrzycki zarządzający największym aktywem Grupy MCI, spółką ABC Data SA, i Wojciech Marcińczyk odpowiedzialny za pozyskiwanie kapitału, to osoby, których kompetencje zostają skoncentrowane w  PEM, dlatego zdecydowaliśmy się na zmiany w składach Zarządów obu spółek. Ich obecność w Zarządzie PEM uzasadnia dodatkowo osobiste zaangażowanie kapitałowe każdego z Nich w akcje asset managera – powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management. – Dla MCI Management, który będzie koncentrował się na pozyskiwaniu źródeł finansowania działalności inwestycyjnej Grupy MCI i trzymaniu na swoim bilansie większości jej aktywów, taka zmiana to przede wszystkim dużo niższe koszty prowadzenia działalności i większa przejrzystość struktur. W mojej ocenie trzyosobowy skład Zarządu MCI Management jest wystarczający na obecnym etapie, by efektywnie realizować swoje cele. Nie wykluczam dalszych zmian – dodaje. – Korzystając z okazji chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować Sylwestrowi Janikowi, Norbertowi Biedrzyckiemu, Wojtkowi Marcińczykowi oraz Magdzie Paseckiej za Ich dotychczasowe zaangażowanie i wkład w rozwój MCI, a Magdzie Paseckiej życzyć również powodzenia w realizacji kolejnych wyzwań zawodowych.

Zmiany w Zarządach obu spółek nie zmienią zasad współpracy między obydwoma podmiotami i ich menedżerami. Gwarantuje to porozumienie o długoterminowej współpracy zawarte między PEM, MCI Management i MCI Capital TFI, które zapewnia PEM rosnącą bazę aktywów i przychodów z tytułu zarządzania aktywami.

– Reorganizacja zarządzania obiema spółkami jest warunkiem koniecznym dla dalszego pomyślnego rozwoju PEM, dlatego jako Chief Investment Officer MCI Management w pełni ją popieram – komentuje Tomasz Czechowicz, Prezes Zarządu PEM oraz Wiceprezes Zarządu MCI Management.

Ewa Ogryczak ukończyła studia w Szkole Głównej Handlowej na kierunku Finanse i Bankowość. W 2009 roku uzyskała uprawnienia Biegłego Rewidenta. Była uczestniczką wielu szkoleń oraz kursów z obszaru finansów i rachunkowości. Doświadczenie zawodowe zdobywała na stanowisku Partnera oraz Dyrektora warszawskiego oddziału Spółki PKF Consult Sp. z o.o. (wcześniej PKF Audyt Sp. z o.o.). oraz Managera w firmie audytorskiej KPMG Audyt Sp. z o.o. W ostatnim roku zajmowała się prowadzeniem własnej działalności audytorskiej.

Michał Mroczkowski zdobywał doświadczenie zawodowe w renomowanych instytucjach finansowych. Pracował m. in. w BMW Financial Services, banku Millennium oraz w PricewaterhouseCoopers (PwC). W PwC Michał prowadził badania sprawozdań finansowych oraz uczestniczył w licznych projektach doradczych, due diligence oraz IPO. Od 2012 roku jest związany z Grupą MCI, gdzie pełnił rolę Skarbnika Grupy oraz Kontrolera Finansowego. Do tej pory odpowiadał za płynność finansową grupy MCI oraz znaczącą część raportowania finansowego i wewnętrznego controllingu, w tym finansowych aspektów działalności PEM.

 

Tabela. Aktualny skład Zarządu MCI Management (stan na 30 maja br.)

MCI Management S.A.
Cezary Smorszczewski – Prezes Zarządu

Tomasz Czechowicz – Wiceprezes Zarządu

Ewa Ogryczak – Członek Zarządu, CFO

 

Przetargi: W czwartym miesiącu roku liderami wzrostów nadal były zamówienia na prace budowlano-remontowe

Według danych opracowanych przez serwis www.Przetargi.eGospodarka.pl, w kwietniu 2014 roku w Biuletynie Zamówień Publicznych opublikowano 14 tysięcy 244 ogłoszenia o wszczęciu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, o 2,87 procent więcej niż rok wcześniej, czyli w kwietniu 2013 roku. Dodatnia dynamika to zasługa mocnego wzrostu liczby postępowań w sektorze budowlano-remontowym. W kwietniu bieżącego roku ogłoszono bowiem aż o 18,36 procent więcej postępowań przetargowych na prace budowlane niż rok temu. W pozostałych dwóch kategoriach, czyli dostawie usług oraz dostawie towarów zanotowano względne spadki, przy czym najbardziej ubyło przetargów na dostawy usług – w relacji rok do roku liczba ich zmniejszyła się o niemal 21,6 procent. Spadek ten to jednak wynik efektu bazy, w kwietniu 2013 roku liczba postępowań przetargowych na dostawy usług była bowiem niestandardowo wysoka, a to za sprawą zamówień na usługi związane z gospodarką odpadami, wynikających z wchodzącej rok temu ustawy „śmieciowej”. Tegoroczny wynik w segmencie dostaw usług jest po prostu powrotem do poziomów obserwowanych w latach wcześniejszych.

Druga kategoria spadkowa, czyli dostawy towarów, zanotowała ujemną dynamikę na poziomie 16 procent. Należy jednak mieć na uwadze, że również i w tym przypadku zaobserwowano powrót do stanów przeciętnych z lat poprzednich, związany z jednorazowym oddziaływaniem ustawy „śmieciowej” – rok wcześniej liczba przetargów na dostawy towarów została mocno podbita w górę przez przetargi na specyficzny rodzaj towarów – pojemniki i kontenery na śmieci.

Za dobry wynik budownictwa odpowiada po części przychylna w tym roku aura, jednak dane statystyczne wskazują na znacznie poprawiającą się kondycję tego sektora. Jest już niemal pewne, że budownictwo powoli wychodzi już z bardzo głębokiego dołka w jakim tkwiło w latach 2012-2013.

Powrót koniunktury w budownictwie widoczny jest w porównaniu kwietniowych wyników miesięcznych za ostatnie lata. Tegoroczny wynik jest na poziomie tych z lat 2009-2010, czyli jeszcze z okresu dobrej koniunktury budowlanej.

W kwietniu 2014 roku liczba przetargów w kategoriach dostaw usług oraz dostaw towarów nie odbiegała znacząco od wyników za ostatnie lata. Różnice wynikają po części ze zmiennej lokalizacji ruchomego święta, którym jest Wielkanoc.

Gospodarka nabiera rozpędu. Wraca optymizm?

Polska gospodarka wyraźnie przyspiesza. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w pierwszym kwartale 2014 roku polski Produkt Krajowy Brutto wzrósł o 3,4 procent rok do roku, po wzroście o 2,7 proc. w IV kwartale 2013 roku. To wynik lepszy od oczekiwań analityków, którzy dynamikę PKB w I kw. 2014 szacowali na ok. 3,1 proc. rok do roku.

Poprawia się także sytuacja na rynku pracy. Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w kwietniu stopa bezrobocia wyniosła 13 proc. i w porównaniu do marca spadła o 0,5 pkt. proc. Stopa bezrobocia pod koniec kwietnia była o 1 pkt proc. niższa niż przed rokiem, od początku roku spadła również o 1 punkt procentowy.

Rośnie też zatrudnienie – w kwietniu 2014 roku w przedsiębiorstwach zatrudniających co najmniej 10 pracowników zwiększyło się ono w relacji rocznej o 0,7 procent. W relacji miesięcznej zatrudnienie nie zmieniło się, pozostając w kwietniu 2014 na takim samym poziomie jak w marcu. W kwietniu bieżącego roku spadły za to w relacji miesięcznej płace – o 1 procent, jednak w stosunku do ubiegłego roku średnie wynagrodzenia wzrosły o 3,8 procent.

Produkcja przemysłowa wzrosła w kwietniu 2014 roku o 5,4 procent. Zauważalny wzrost zanotowało budownictwo. Produkcja budowlano-montażowa była w kwietniu 2014 roku o 12,2 procent wyższa niż przed rokiem (wobec spadku o 23,1 proc. w kwietniu ubiegłego roku) i o 3,2 proc. wyższa w porównaniu z marcem 2014 roku. Wzrost odnotowano we wszystkich działach budownictwa, i to zarówno w porównaniu z kwietniem ubiegłego roku, jak i marcem tego roku.

Nadal bardzo niska jest inflacja. Według danych GUS, w kwietniu 2014 inflacja w ujęciu rocznym wyniosła zaledwie 0,3 proc., a w ujęciu miesięcznym wyniosła 0 procent, co oznacza, że względem marca 2014 ceny stanęły w miejscu.

Bardzo optymistycznym prognostykiem jest to, że prawdopodobnie rusza jeden z motorów polskiej gospodarki czyli konsumpcja. Polacy przestali obawiać się zakupów i śmielej ruszyli do sklepów. W kwietniu sprzedaż detaliczna, w ujęciu rocznym, wzrosła bowiem o 8,4 proc. Tak wysoki wzrost, nawet po uwzględnieniu wpływu Świąt Wielkanocnych jest bardzo dobrym wynikiem. Rośnie sprzedaż samochodów, odzieży i obuwia, mebli, RTV i AGD. Dzięki wysokiej dynamice sprzedaży detalicznej wzrost PKB w drugim kwartale może być wyższy niż w pierwszym, kiedy to – jak już wspomniano – wyniósł 3,3 proc.

– Gospodarka nabiera wyraźnego i trwałego rozpędu. Spada bezrobocie i rośnie zatrudnienie. Bardzo dobra wiadomość to wysoka dynamika sprzedaży detalicznej. Ponieważ dotychczas konsumpcja prywatna była jednym z czynników napędzających w Polsce wzrost gospodarczy, to jej ponowny wzrost bardzo dobrze wróży wzrostowi gospodarczemu. Dodatkowo systematycznie spada bezrobocie, co wskazuje na rosnącą koniunkturę. Pewne zagrożenia występują jednak w naszym otoczeniu. W związku z niestabilną sytuacją na Ukrainie i zaangażowaniem Polski w ten konflikt może ucierpieć nasz eksport na rynki wschodnie. Dodatkowo, jeśli sankcje wobec Rosji się rozwiną, to ucierpi nasza wymiana z największym partnerem handlowym, czyli Niemcami. Należy pamiętać, że nasz zachodni sąsiad jest dużym eksporterem do Rosji – mówi Beata Szkodzin, wydawca serwisu eGospodarka.pl. – Poprawiająca się kondycja rodzimej gospodarki odblokuje również część wstrzymywanych dotychczas inwestycji publicznych. Tym razem jednak udział w dużych budowach może nie być dla realizujących je firm pocałunkiem śmierci, bowiem posłowie chcą zmian w Prawie zamówień publicznych, ograniczających w przetargach znaczenie kryterium najniższej ceny, którego bezrefleksyjne stosowanie pośrednio przyczyniło się z jednej strony do fali upadłości przedsiębiorstw budowlanych, z drugiej zaś do poważnych opóźnień w budowaniu sieci dróg – dodaje Beata Szkodzin.

Ruch na budowach

W kwietniu 2014 największą roczną dynamikę wykazały postępowania przetargowe na prace budowlane. Najwyższy przyrost w skali rocznej zanotowały ogłoszenia na roboty w zakresie różnych nawierzchni (+46,45 procent w ciągu roku), wyposażenie placów zabaw (+45,88 proc.), roboty budowlane w zakresie budowy rurociągów, linii komunikacyjnych i elektroenergetycznych, autostrad, dróg, lotnisk i kolei; wyrównywanie terenu (+43,20 procent), roboty elewacyjne (+40 procent), roboty w zakresie instalacji elektrycznych (+33,88 procent), roboty w zakresie burzenia, roboty ziemne (+32,87 procent), roboty budowlane w zakresie wznoszenia kompletnych obiektów budowlanych lub ich części oraz roboty w zakresie inżynierii lądowej i wodnej (w kwietniu 2014 o 30,04 proc. więcej niż rok wcześniej), roboty malarskie, wykonywanie izolacji cieplnej, instalowanie centralnego ogrzewania, roboty budowlane w zakresie budynków, roboty w zakresie nawierzchni dróg, roboty w zakresie kształtowania placów zabaw, roboty wykończeniowe w zakresie obiektów budowlanych, roboty remontowe i renowacyjne czy roboty instalacyjne w budynkach.

O eGospodarka.pl
eGospodarka.pl (www.egospodarka.pl) to praktyczny poradnik Internetu dla małych i średnich przedsiębiorstw. Serwis udostępnia m.in. bezpłatną bazę przetargów publicznych, oferty pracy w Polsce i za granicą, porady z prawa pracy, podatków i rachunkowości, komentarze gospodarcze i finansowe, kursy walut, bezpłatne wzory dokumentów i formularzy, aktualności ze świata IT oraz najnowsze raporty i prognozy. Przedsiębiorcy znajdą w serwisie eGospodarka.pl narzędzia porównawcze, wyszukiwarki i kalkulatory.

Misją serwisu jest dostarczanie praktycznych informacji i narzędzi oraz pomoc w podejmowaniu decyzji dotyczących zaistnienia firmy w Internecie. Najczęściej odwiedzane przez użytkowników są działy: Firma, Podatki, Prawo, Praca i Przetargi.

Według badania Megapanel w październiku 2013 roku serwis eGospodarka.pl zanotował ponad 1 mln 557 tys. użytkowników, co stawia go w ścisłej czołówce najlepszych serwisów biznesowych. Dział www.przetargi.eGospodarka.pl w październiku 2013 odwiedziło natomiast ponad 161 tysięcy osób.

Przydatne linki:
http://www.egospodarka.pl
http://www.przetargi.egospodarka.pl
http://www.przetargi.egospodarka.pl/prawo_zamowien_publicznych

PKB rośnie szybciej niż przewidywano. Nie doceniliśmy naszej gospodarki

Gospodarka rośnie nam szybciej niż się spodziewano. W pierwszym kwartale produkt krajowy brutto Polski był o 3,4% wyższy niż rok wcześniej – poinformował Główny Urząd Statystyczny. To wynik o 0,1 pkt. proc. wyższy, niż podano w pierwszym szacunku.

PKB wyrównany sezonowo odnotował wzrost o 1,1% kdk i 3,5% rdr wobec 0,7% kdk i 2,5% rdr odnotowanych w czwartym kwartale 2013 roku. Wzrost gospodarczy w pierwszym kwartale 2014 roku był najszybszy od dwóch lat.

– Największy wkład we wzrost PKB miała konsumpcja prywatna, która zwiększyła się realnie o 2,6% rdr. Pozytywnie zaskoczyły inwestycje, których wartość wzrosła o 10,7% rdr i był to największy wzrost od sześciu lat! Za sprawą przyspieszenia dynamiki importu (+6,9% rdr wobec 4,2% kwartał wcześniej) zmalał wkład handlu zagranicznego, który w pierwszym kwartale wyniósł tylko 0,5 pkt. proc. do wzrostu PKB. To najmniej od drugiego kwartału 2011 roku – stwierdza Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Wzrost PKB w I kw. pozytywnie zaskoczył i jest wyższy od spodziewanego

– Wartość 3,4% mieliśmy osiągnąć dopiero w II kw. 2014 roku. Odczyt ten oznacza, że pomylili się praktycznie wszyscy z OECD, KE i MFW włącznie, którzy szacowali, że polska gospodarka nie będzie się „aż tak szybko” rozwijać i na takie wyniki musimy poczekać co najmniej do 2015 roku. Nie oznacza to, że jest dobrze. Największy wpływ na wzrost PKB ma konsumpcja prywatna. Polacy realnie nie mają dużo więcej pieniędzy, więc to nie uzasadnia aż takiego optymizmu zakupowego. Równocześnie nie poprawiły się znacznie statystyki dotyczące zatrudnienia – stwierdza Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Od początku roku stopa bezrobocia mocno się obniżyła (ponad 1 p. proc.), ale w największym stopniu spowodowane jest to nakładami na staże i szkolenia, a to nie są „prawdziwe miejsca pracy”. Słowem – konsumpcja rośnie, bo nie boimy się wydawać, ale brakuje nam do tego jeszcze twardych podstaw. Martwi odrobinę rachityczność sektora przedsiębiorstw, aczkolwiek w niektórych branżach widać znaczną poprawę, np. wzrost w budownictwie wyniósł ponad 8%. Niemniej, dopóki nie wzrośnie nam zatrudnienie, to cały wzrost gospodarczy będzie wisieć na włosku. Bo to, że mamy dobry wynik, musi się realnie przekładać na sytuację przeciętnych obywateli. Jeśli tak nie jest, to nie ma wzrostu, tylko jest konserwacja.

– Z praktyki wynika, że przy takich danych stopa bezrobocia powinna zacząć obniżać się nawet bez nakładów na aktywne formy walki z bezrobociem i to silniej, niż wynikałoby to z wahań sezonowych. To implikuje podwyżki, bo obniży się podaż pracy. Dodatkowo większa konkurencja ze strony przedsiębiorstw winna prowadzić do obniżenia cen na niektóre produkty. Wyniki po I kw. są bardzo dobre, ale niewykluczone, że 3 miesiące to za mało, by przeciętny obywatel to zauważył – dodaje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

E-papieros równie groźny jak tradycyjny. Elektroniczna bomba z opóźnionym zapłonem

Każdego roku 31 maja obchodzony jest Światowy Dzień bez Tytoniu, nałogu z powodu którego co roku na świecie umiera prawie 6 milionów ludzi. Próbując walczyć ze zdrowotnymi i społecznymi skutkami palenia tradycyjnych papierosów, wykorzystujemy nie zawsze dobrze nowoczesne technologie i tworzymy sami dla siebie nową, zabójczą broń: e-papierosy. Na wybuch tej bomby nie trzeba będzie długo czekać. Do naszej placówki trafia coraz więcej osób uzależnionych od e-papierosów – komentuje Pani Kinga Balter, dyrektor Kliniki Rzucania Palenia Allena Carra.

E-papieros równie groźny jak tradycyjny

Wiele osób wciąż żyje złudzeniami, że e-papieros może być „zdrowszą” alternatywą do papierosów tradycyjnych. Jak wynika jednak z badań, opublikowanych między innymi przez naukowców z New York University, e-papierosy mają równie zły, a nawet gorszy wpływ na organizm człowieka. Onkolodzy biją na alarm. Po pierwsze okazuje się, że e-palacze wdychają więcej szkodliwych substancji, gdyż częściej korzystają z e-papierosów niż gdyby palili papierosy tradycyjne. Po drugie, w e-papierosach znajduje się szkodliwa dla organizmu nikotyna, tylko w płynnej postaci. Dodatkowo po e-papierosy, które rzekomo miały pomóc ograniczyć lub rzucić palenie, sięgają osoby, które do tej pory nigdy nie paliły. Obserwując więc popularność e-papierosów na świecie, przez pryzmat rosnącego, nowego pokolenia coraz młodszych e-palaczy, środowiska medyczne i wybrane instytucje podejmują temat statusu prawnego e-papierosa oraz jego negatywnych skutków społeczno – zdrowotnych.

Jak widzę osobę z e-papierosem to jest mi strasznie smutno – mówi Kinga Balter, szefowa Kliniki Rzucania Palenia Allena Carra – trudno uwierzyć, że ludzie dają się nabrać na te same chwyty marketingowe, które były stosowane przez koncerny tytoniowe przez lata, a teraz są zabronione. E-papieros pokazywany jest w reklamach jako produkt luksusowy, przejaw wolności, nowoczesności, zdrowia, odwołuje się do aspektów seksualnych itp. A w środku jest uzależniająca nikotyna i nie wiadomo jakie i jak szkodliwe dodatkowe substancje – dodaje Pani Kinga Balter.

Fałszywe remedium na zerwanie z nałogiem

E-papierosów nie można traktować jak produktów nikotynowej terapii zastępczej, mimo to wiele osób kierując się błędną motywacją wybiera papierosy elektroniczne jako alternatywę dla tradycyjnego palenia.

E-papierosy utrzymują palacza w mitach i stereotypach o paleniu, które ma być rzekomo remedium na stres, dodatkiem do kawy czy piwa, elementem życia towarzyskiego – komentuje Anna Kabat, terapeutka pomagająca rzucić palenie metodą Allena Carra. Nie urodziliśmy się palaczami, ktoś nam tego pierwszego papierosa zaoferował. Tak wpadliśmy w nikotynową pułapkę. Celem naszej terapii jest zmiana przekonań, jakie palacz ma na temat palenia, zmiana jego postrzegania. Chodzi o to, żeby palacz nie tylko rzucił palenie, ale żeby wyrzucił je z głowy. By był wolny od absurdalnych wyobrażeń, że palenie coś daje – uzupełnia terapeutka.

Metoda Allena Carra to rodzaj psychoterapii. W odróżnieniu od innych sposobów rzucania palenia koncentruje się na psychicznym, a nie fizycznym uzależnieniu od nikotyny. Celem terapii jest zmiana nastawienia palacza do palenia i przede wszystkim do sposobu w jaki o paleniu myśli. Tak aby postrzegał zerwanie z nałogiem nie w kategoriach krzywdy, straty czy wyrzeczenia, lecz ulgi i odzyskania wolności

Nałóg tytoniowy bez względu na postać pod jaką występuje kryje w sobie nikotynową pułapkę, której ulegają palacze. Palacz sięga po papierosa, by poczuć się dobrze. Papieros daje mu relaks, odstresowanie i przyjemność – to złudzenie, które powoduje, iż miliony ludzi tkwią latami w nałogu i umierają na całym świecie na choroby odtytoniowe. W przypadku e-papierosów, po które sięga również wiele młodych ludzi, motywy są jeszcze bardziej prozaiczne, związane z modą i byciem trendy.

Trzeba również pamiętać, że e-papieros to wciąż nowy produkt na rynku, modyfikowany przez kolejne firmy chcące zarobić na „elektronicznym nałogu”, który nie został dogłębnie przebadany medycznie, więc nie można określić jednoznacznie wszystkich skutków obocznych i jego szkodliwości. Pojawiające się jednak kolejne wyniki badań naukowców z poszczególnych krajów potwierdzają, że e-papierosy nie mogą być popularyzowane jako „zdrowsza” postać palenia. Używanie papierosów niesie niebezpieczeństwo nie tylko dla samych palaczy, ale również dla ich otoczenia, bez względu czy palimy tradycyjne czy elektroniczne papierosy.

Obchodząc po raz kolejny Światowy Dzień bez Tytoniu, warto nie tylko zwrócić uwagę na szkodliwość palenia tradycyjnych papierosów, ale również ich nowoczesnego odpowiednika – elektronicznego papierosa, którego ponad połowa Polaków jak wynika z badań, mylnie postrzega jako środek zapobiegawczy przed powrotem do nałogu. Papierosy, bez względu na formę są najczęstszą przyczyną chorób i śmierci, której można by skutecznie uniknąć. Jak na ironię losu, to jedyny towar konsumpcyjny, który zabija jeśli stosuje się go zgodnie z przewidzianym przez producenta przeznaczeniem.

D. Lasek, UI TFI: Czy Polsce grozi deflacja?

O sytuacji makroekonomicznej i rynkach obligacji rozmawiamy z Dariuszem Laskiem, Dyrektorem Inwestycyjnym ds. Papierów Dłużnych Union Investment TFI

W kontekście ostatnich danych na temat inflacji rodzi się pytanie, czy Polsce grozi deflacja.

To pytanie w pełni uzasadnione. Kwietniowy wzrost inflacji o 0,3% r/r sugeruje, że w wakacje, które z reguły są okresem deflacyjnym, możemy zejść nawet do poziomów ujemnych. Potwierdza to analiza składowych inflacji. Ceny paliw, energii i żywności są stosunkowo niskie, a najbliższego ich wzrostu – przede wszystkim w odniesieniu do żywności – można się spodziewać dopiero na jesieni. Na koniec tego roku inflacja może się znajdować poniżej 1%.

Czy zasadne byłoby zatem stwierdzenie, że Polska znajduje się w bezinflacyjnej fazie wzrostu gospodarczego?

To trudne pytanie, ponieważ odpowiedź na nie poznamy dopiero post factum. Nie ulega jednak wątpliwości, że wzrost gospodarczy w Polsce ma się dobrze. Odczyt 3,5% r/r w I kwartale 2014 r. to wynik więcej niż satysfakcjonujący. Bardzo dobrze prezentuje się też porównanie I kwartału 2014 r. z IV kwartałem 2013 r. Nawet biorąc pod uwagę, że GUS dokonał pewnych korekt danych za 2013 r., to wzrost kwartał do kwartału o 1,1% jest imponujący – najwyższy od kilku kwartałów. Gdyby to tempo się utrzymało, to na koniec 2014 r. moglibyśmy liczyć nawet na więcej niż 3,5-procentowy wzrost PKB.

Wracając jeszcze do inflacji – czy gdyby spadła do niskich poziomów, byłoby to wsparcie dla rynku obligacji?

Jeśli taki scenariusz się zrealizuje, presja na Radę Polityki Pieniężnej będzie ogromna i ponownie możemy być świadkami dyskusji o obniżkach stóp procentowych. W takim środowisku rentowności polskich obligacji mogą jeszcze spadać. Jednak jak już niejednokrotnie podkreślałem, byłoby to balansowanie na granicy przegrzania rynku.

A złoty? W jakiej kondycji jest polska waluta?

Przez długi czas polski złoty był niedowartościowany w relacji do węgierskiego forinta i czeskiej korony. Obecnie efektywny kurs walutowy wyraźnie pokazuje, że przez ostatnie dwa miesiące złoty umocnił się na tle walut z koszyka. Jedynie rosyjski rubel pozostaje silniejszy od polskiej waluty.

Czy umocnienie złotego to dobry sygnał?

To zależy, z jakiego poziomu patrzymy. Dla wyjeżdżających na wakacje to dobra informacja. Jednak dla przedsiębiorstw eksportujących towary oznacza to mniejszą marżę i niższy zarobek. Ostatnio to te właśnie przedsiębiorstwa uratowały polską gospodarkę. Dlatego dla wzrostu gospodarczego w Polsce lepiej by było, aby złoty się nie umacniał.

Na koniec przejdźmy jeszcze do najważniejszych przetargów. W minionym tygodniu Bank Gospodarstwa Krajowego sprzedał obligacje na rzecz Krajowego Funduszu Drogowego. Czy te papiery cieszyły się zainteresowaniem?

Zainteresowanie ze strony kupujących było umiarkowane, mimo że BGK sprzedał 10-letnie obligacje drogowe po raz pierwszy od dwóch lat. Inwestorom sprzedano papiery
o wartości ponad 1,2 mld zł, przy czym oferta wynosiła od 1 do 2 mld zł. Relatywnie niewielki popyt był spowodowany m.in. przeciętną rentownością w relacji do stosunkowo niskiej płynności tych papierów.

W maju 83 proc. Polaków popierało członkostwo Polski w Unii Europejskiej

W stosunku do poprzedniego miesiąca odsetek zwolenników spadł o 1 punkt proc. Obecnie 31 proc. Polaków zdecydowanie popiera nasze członkostwo w UE, a raczej je popiera – 52 proc.

Przeciwników integracji jest łącznie niemal 13 proc. i w stosunku do kwietnia ich odsetek nie zmienił się. Obecnie zdecydowanych przeciwników jest 4 proc., a raczej przeciwnych integracji jest 9 proc. respondentów.

Jedynie 4 proc. badanych nie ma w tej kwestii zdania.

Jedynie w starszych grupach wiekowych, czyli wśród osób z przedziału pomiędzy 50 a 66 rokiem życia i starszych, poparcie członkostwa Polski w Unii Europejskiej jest nieznacznie niższe i waha się pomiędzy 75 a 80 proc. We wszystkich pozostałych grupach wiekowych pozostaje na wysokim poziomie i wynosi znacznie ponad 80 proc.

Wykształcenie respondentów nie różnicuje i nie wpływa znacząco na poparcie idei integracji. Najwięcej jej zwolenników występuje wśród osób z wyższym wykształceniem (ponad 91 proc.), jednak w pozostałych grupach wykształcenia idea integracji ma również licznych zwolenników – od 74 proc. wśród respondentów z podstawowym wykształceniem, 79 proc. z wykształceniem zawodowym i 87 proc. średnim.

Wysokie poparcie dla członkostwa Polski w UE występuje wśród elektoratów obydwu największych partii politycznych. W maju, w przeddzień wyborów europejskich, niemal 90 proc. wyborców Platformy Obywatelskiej oraz ponad 80 proc. wyborców Prawa i Sprawiedliwości jest zwolennikami członkostwa.

Informacje o badaniu
Majowa fala badania została przeprowadzona w dniach 8-11 maja 2014 r. na podstawie reprezentatywnej imiennej próby Polaków w wieku 15+, wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020. Wywiady zostały zrealizowane metodą wywiadów bezpośrednich w domach respondentów CAPI.