Afera Amber Gold może się powtórzyć. Klienci parabanków powinni mieć swojego rzecznika

CEO Magazyn Polska

Wspólne wysiłki Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Komisji Nadzoru Finansowego, Rzecznika Ubezpieczonych i powiatowych rzeczników konsumentów nie gwarantowały konsumentom dostatecznej ochrony przed nieuczciwymi praktykami instytucji finansowych. Do takich wniosków doszła Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie, analizując lata 2011-2013. Stworzenie urzędu rzecznika konsumentów rynku finansowego mogłoby skutecznie powstrzymać naciągaczy, których zapędy mogą doprowadzić do kolejnych afer na skalę Amber Gold. Choć nie bez winy są też sami konsumenci.

Brak odpowiednich przepisów zapewniających kontrolę instytucji finansowych przed dopuszczeniem ich do obrotu oraz nadzór nad tymi podmiotami, a także niedostateczna aktywność urzędów na rzecz ochrony konsumentów to główne przyczyny mało skutecznej ochrony praw rynku finansowego. Jednak nie bez winy są też sami konsumenci.

Niezależnie od kampanii informacyjnych, niezależnie od informacji, które słyszymy, nie czytamy umów. Umowy są skomplikowane i w takiej sytuacji wolimy je podpisać, żeby jak najszybciej otrzymać pieniądze. Nie mamy odwagi zadawać pytań, dlaczego tak jest napisane, co to dla mnie oznacza w praktyce, co w konsekwencji prowadzi do bardzo przykrych rezultatów, jak afera Amber Gold – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Paczewski, szef departamentu prawa konkurencji i antymonopolowego w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Dodaje, że mimo rosnącej świadomości klientów oraz lepszych instrumentów prawnych i coraz prężniejszej działalności organów państwowych nie ma gwarancji, że tysiące Polaków po raz kolejny nie padną ofiarami oszusta pokroju Marcina P., szefa gdańskiego Amber Gold, które okazało się piramidą finansową.

Są projektowane zmiany w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów, jest projektowana nowa ustawa o prawach konsumenta, która ma pomóc konsumentom. Natomiast nie gwarantuje to, że taka sytuacja się nie powtórzy, działalność tych instytucji nie jest regulowana – podkreśla Paczewski.

Sytuację może zmienić ulepszenie obecnie dostępnych konsumentom i przedsiębiorcom sposobów rozwiązywania sporów. Chodzi o sądy polubowne funkcjonujące przy KNF i Rzeczniku Ubezpieczonych, przed którymi konsumenci mogliby szybciej dochodzić roszczeń należnych im np. od parabanków. Teraz taka możliwość jest mocno ograniczona, bo przedsiębiorca ma prawo odmówić przystąpienia do postępowania polubownego bez podania przyczyn. Zmusza to konsumenta do występowania na drogę sądową.

Powiedzmy, że z grupy 100 konsumentów 50 proc. z nich, mając rację i słuszne roszczenia, zrezygnuje z tej drogi dochodzenia roszczeń, ponieważ wiąże się ona z długim czasem oczekiwania i z koniecznością poniesienia dosyć dużych kosztów – wyjaśnia radca prawny.

Prawdziwym wybawieniem dla konsumentów może być zaproponowane przez NIK utworzenie łatwo identyfikowalnej, wyspecjalizowanej instytucji wspierającej ochronę konsumentów wszystkich sektorów rynku finansowego. Taki rzecznik mógłby uporządkować system dochodzenia roszczeń przez konsumentów. Oferowałby im też wsparcie w postępowaniu sądowym w skomplikowanych dla większości klientów sprawach finansowych.

Obecnie konsument, który ma problem z parabankiem, pisze do Rzecznika Konsumentów, UOKiK-u, Komisji Nadzoru Finansowego i wszystkich innych możliwych organów. Natomiast odpowiednia kampania informacyjna, wprowadzenie takiego urzędu zwiększyłoby szansę konsumentów na uporządkowanie sytuacji i szybsze dochodzenie ich roszczeń – uważa prawnik.

Zaznacza jednak, że najważniejsza jest prewencja i większości problemów, w które popadają klienci rynku finansowego, można by uniknąć. Wystarczy dokładnie czytać umowy przed ich podpisaniem lub konsultować ich treść z prawnikami.

Ożywienie w gospodarce. Rosną portfele zamówień firm budowlanych

CEO Magazyn Polska

Ożywienie w polskiej gospodarce nie omija branży budowlanej. Stopniowo poprawiają się marże oraz rośnie liczba nowych inwestycji, zwłaszcza w segmencie kubaturowym, energetyce i infrastrukturze. Portfel zamówień Erbudu, jednej z czołowych firm budowlanych, sięga 1,5 mld zł i jest ponad 16 proc. większy niż rok temu. Według prezesa spółki to dopiero początek poprawy koniunktury w budownictwie, bo jeszcze nie ruszyły pieniądze z nowej perspektywy unijnej. Branża może zyskać także dzięki inwestycjom zagranicznym.

– Wartość nierozstrzygniętych ofert złożonych przez Grupę Erbud wynosi ok. 5,4 mld zł. W tej chwili trudno powiedzieć, które z nich wejdą. W dalszym ciągu głównym segmentem w naszych przychodach jest budownictwo kubaturowe w Polsce, czyli centra handlowe, biurowce, szkoły, szpitale, i z tego segmentu należy się spodziewać najwięcej kontraktów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu.

Pod koniec pierwszego kwartału 2014 r. Erbud miał podpisane umowy o wartości ponad 1,5 mld zł, z czego na bieżący rok przypada ponad 1 mld zł.

– Dla porównania: rok wcześniej o tej porze mieliśmy 820 mln zł w portfelu do realizacji na 2013 rok, więc portfel wygląda całkiem nieźle, jeśli chodzi o ten i przyszły rok. Jeśli chodzi o segmenty, to głównie kubaturówka w Polsce, ale i inne segmenty naszej działalności, są dobrze zaopatrzone w zamówienia, po ok. 15 proc. każdy – twierdzi Grzeszczak.

Wyniki budowlanej grupy w I kwartale były wyższe od rynkowych prognoz. Grupa zanotowała 37 proc. wzrost przychodów w porównaniu z I kwartałem 2013 roku, podczas gdy rynek wzrósł w tym czasie o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosła sprzedaż w segmencie kubaturowym i deweloperskim, a inżynieryjno-drogowy i energetyczny wzrosły odpowiednio o 166 proc. i 350 proc. w ujęciu rocznym. Zysk EBIT był wyższy o 165 proc. i wyniósł 6,14 mln zł.

– Liczymy zarówno na budownictwo inżynieryjne w kraju, jak i na naszego dewelopera oraz budownictwo w energetyce. Tutaj widzimy wzrosty i wydaje mi się, że w tym roku powinniśmy więcej zrobić niż rok wcześniej. Jeśli chodzi o portfel zamówień i przychody za granicą, to jest to ok. 200 mln zł w porównaniu z 1,2-1,3 mld zł w kraju, czyli niecałe 20 proc. I w tym roku taki udział się utrzyma. Za granicą rentowność jest nieco lepsza: w Polsce liczymy na 2 proc. netto, tam mamy ok. 3 proc.– uważa prezes Erbudu.

Obecnie rentowność netto kontraktów Erbudu w Polsce wynosi ok. 1 proc. Według prezesa, sytuacja finansowa jest stabilna, ponieważ spółka posiada gotówkę w wysokości 111 mln zł (tj. 28 proc. wzrostu w ujęciu rocznym) oraz dostępne linie bankowe i ubezpieczeniowe na łączną kwotę 669,2 mln zł.

– To jest przede wszystkim potrzebne do prowadzenia kontraktów, ponieważ czasami pomagamy zarówno naszym zleceniodawcom, jak i naszym podwykonawcom. To jest nasza siła, jeśli chodzi o rynek w Polsce. Widzimy, że nasza sytuacja jest komfortowa, ponieważ mamy więcej zleceń niż rok wcześniej i w tej chwili koncentrujemy się na tym, żeby te zlecenia w odpowiedniej jakości, terminowości i z odpowiednim zyskiem zrealizować – tłumaczy Dariusz Grzeszczak.

Rosnąca liczba inwestycji współfinansowanych przez UE daje możliwość poprawy marż, jakie będzie osiągał Erbud. Zdaniem Grzeszczaka drugim sprzyjającym czynnikiem są zdrowe fundamenty polskiej gospodarki, co powinno sprzyjać ożywieniu inwestycji, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Szczególnie duży potencjał ma rynek powierzchni biurowych, gdzie inwestorzy zagraniczni – zainteresowani polskim rynkiem – relatywnie silnie wpływają na ceny. Spółka buduje obecnie 2 duże biurowce w Warszawie.

– To jest Eurocentrum oraz Royal Wilanów, nasza przyszła siedziba, do której zamierzamy się wprowadzić na dwudziestopięciolecie naszej firmy w przyszłym roku, w sierpniu lub we wrześniu – mówi prezes Grzeszczak.

Akcjonariusze Erbudu czekają teraz na rozstrzygnięcie sporu z Mazowieckim Portem Lotniczym WarszawaModlin, który domaga się od spółki ponad 34 mln zł odszkodowania za utracone korzyści oraz inne koszty związane z zamknięciem lotniska. Port w Modlinie był zamknięty dla ruchu lotniczego od grudnia 2012 r. do lipca 2013 r. z powodu pękającej nawierzchni na pasie startowym. Wykonawca nie zgadza się z zarzutami i powołuje się na niezależne ekspertyzy, według których stwierdzone uszkodzenia pasa startowego powstały nie z winy Erbudu.

– Pozew wpłynął i w tej chwili go analizujemy. Będziemy zastanawiali się, co z tym dalej zrobić. W oparciu o analizę procesu realizacji inwestycji oraz wyniki niezależnych ekspertyz technicznych błędy wykonawcze zostały wykluczone. Przyczyny uszkodzeń były niezależne od spółki– mówi prezes Erbudu.

Polskie bakalie i płatki śniadaniowe podbijają świat. Perspektywy na najbliższe lata są jeszcze lepsze

CEO Magazyn Polska

Firma Bakalland, producent m.in. bakalii i produktów śniadaniowych, stawia na rozwój eksportu. Choć napięta sytuacja polityczna może negatywnie wpłynąć na sprzedaż do Rosji, bakalie trafiają nie tylko do krajów europejskich, lecz także na rynek azjatycki i afrykański, gdzie sprzedaż dynamicznie rośnie. W Polsce firmy przemysłu spożywczego narzekają na rentowność i zmieniającą się strukturę konsumpcji, plusem są za to rozwinięte linie produkcyjne i dobra baza surowcowa, np. owoców, warzyw czy produktów mlecznych.

Bakalland jest liderem na rynku bakalii w Polsce. Obecnie stawia na eksport, przede wszystkim płatków śniadaniowych oraz batonów bakaliowo-zbożowych. Sektor spożywczy jest wrażliwy na czynniki zewnętrzne, dlatego ważna jest dywersyfikacja eksportu.

Jesteśmy obecni na kilkudziesięciu rynkach eksportowych, kilka rynków rozwija się bardzo ciekawie. W jednym z krajów europejskich notujemy kilkusetprocentową dynamikę. Ale nie można zapominać o innych rynkach, na przykład Afryce, gdzie w jednym z krajów także mamy bardzo dobrą dynamikę obrotu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Moczulski, prezes Bakallandu.

Polskie bakalie można znaleźć m.in. w RPA i Nigerii, niedawno trafiły także do Chin. Jak zaznacza prezes zarządu firmy, o ile za sprzedaż odpowiada producent, to istotny wpływ przy wchodzeniu na nowe rynki ma też wsparcie od państwa.

Odpowiedzialnością administracji rządowej jest, aby w ramach swoich możliwości nie tylko nie przeszkadzać, lecz także na pewno ułatwiać taką działalność. I tu na pewno jest wsparcie, można tylko mówić o tym, na ile jest ono efektywne, czy coś można poprawić – zaznacza Marek Moczulski.

Sytuacja w eksporcie może się jeszcze poprawić, podobnie jak w całym segmencie rolnospożywczym. Eksperci szacują, że w ciągu kilkunastu lat Polska w tym segmencie może nawet podwoić eksport. Przemysł spożywczy został dofinansowany. Jak podkreśla Moczulski, nie ma już luki technologicznej i polskie firmy od dawna dorównują tym na zachodzie Europy.

– Mamy znakomitą bazę surowcową, jeśli chodzi o wiele gałęzi przemysłu, chociażby owoce, warzywa czy bazę mleczarską. Ale jednocześnie różnie bywa pod względem rentowności i konsumpcji na polskim rynku, która zmienia swoją strukturę – ocenia Moczulski.

Napięta sytuacja polityczna na wschodzie Europy może negatywnie odbić się na rynku spożywczym. Według prezesa Bakallandu trudno na razie mówić o skutkach, jakie ta sytuacja przyniesie.

– Są to czynniki ze sobą powiązane, bo jeśli mamy do czynienia z jakimikolwiek zawirowaniami, które są ryzykowne, odbija się to na gospodarce. W tym okresie nie znamy jeszcze pełnych skutków, ale na pewno będą utrudnienia – przyznaje Marek Moczulski.

Ze wschodu Bakalland importuje też dużą część surowców.

Początek budowy spalarni odpadów komunalnych w Poznaniu

Ruszyła budowa współfinansowanej przez PKO Bank Polski największej w historii inwestycji w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. 22 maja została wbita pierwsza łopata pod wartą ponad 720 milionów złotych Instalację Termicznego Przekształcania Odpadów Komunalnych w Poznaniu. Na realizację instalacji Bank przyznał kredyt w wysokości 260 milionów złotych. Inwestycja jest realizowana przez spółkę SITA Zielona Energia, której 50-procentowym udziałowcem jest Fundusz Marguerite. Bank jest także jednym z sześciu głównych inwestorów Funduszu.

Łukasz Duda, Dyrektor Biura Reklamy sieci Adkontekst dołączył do Zarządu Spółki Netsprint

Od maja 2014 Łukasz Duda, Dyrektor Biura Reklamy sieci Adkontekst dołączył do Zarządu Spółki jako Chief Revenue Officer. Na nowym stanowisku będzie odpowiedzialny za tworzenie i wdrażanie strategii Go-To-Market Netsprinta.

W ramach swoich obowiązków zajmie się koordynacją kluczowych działań generujących przychód firmy, takich jak najważniejsze partnerstwa, dalszy rozwój sieci sprzedaży, działania marketingowe, współudział w określaniu kierunków rozwoju produktów oraz rozwój kompetencji zespołów w powiązanych obszarach. Niezależnie od zmiany, Łukasz pozostanie Dyrektorem Biura Reklamy Adkontekst.

Łukasz Duda jest od ponad 10 lat związany z Netsprint, w tym czasie współtworzył produkty i usługi reklamowe. Odpowiadał m.in. za budowanie i rozwój oferty reklamowej sieci Adkontekst. Od ponad 5 lat jako Dyrektor Biura Reklamy Adkontekst, koordynuje i zarządza zespołem Agencyjnym oraz New Business w sieci Adkontekst. W tym czasie odpowiadał za strategiczne relacje z klientami, partnerami i resellerami. Wspierał budowanie mediaplanów i strategii dla kluczowych klientów sieci Adkontekst – m.in. takich firm, jak Allegro.pl, Bankier.pl, Money.pl, NBP, Wakacje.pl, Travelplanet, OMC Motors, Ebay, Expekt, Militaria.pl, Agito.pl czy ESKK. Obecnie jest również aktywnym członkiem zespołów eksperckich – grup roboczych IAB oraz projektowych w ramach struktur Netsprint. Bierze udział w pracach nad rozwojem obecnych i nowych produktów reklamowych.

Łukasz jest autorem publikacji w prasie branżowej na temat rynku reklamowego oraz szeroko pojętego performance marketingu. Prowadzi seminaria, warsztaty i szkolenia z zakresu reklamy m.in dla Forum Marketingu i Reklamy, Informedia Polska, epr.pl, na studiach podyplomowych na UW, Podyplomowych Studiach Nowoczesnej Promocji SGH, Uczelni Łazarskiego, a także na konferencjach IAB, IDG i NoNoobs.

Łukasz Duda ukończył studia na kierunku Zarządzanie i Marketing (Politechnika Warszawska) oraz jest absolwentem stacjonarnych studiów doktoranckich KNoP (SGH).

Polacy patrzą w przyszłość bez optymizmu

Jedna trzecia Polaków uważa, że sytuacja gospodarcza w Polsce pogorszy się w ciągu najbliższego kwartału. Nieco lepiej oceniany jest rynek pracy oraz sytuacja finansowa gospodarstw domowych. Prawie połowa Polaków deklaruje, że posiada oszczędności finansowe, których nie zamierza na razie wydawać – to główne wnioski z pierwszego badania nastrojów ekonomicznych, zrealizowanego przez Instytut Homo Homini na zlecenie mBanku. mBank Indeks Nastrojów Konsumenckich będzie aktualizowany co kwartał.

Subiektywna ocena sytuacji ekonomicznej w kraju jest jednym z ważniejszych czynników pozwalających prognozować, czy i w jakim tempie będzie rozwijać się nasza gospodarka. Nastroje konsumentów mają bowiem istotny wpływ na ich decyzje zakupowe oraz na to, co będą robić w tym czasie przedsiębiorstwa.

Począwszy od końca pierwszego kwartału 2014 roku mBank rozpoczyna regularne badanie nastrojów Polaków, obliczając mBank Indeks Nastrojów Konsumenckich (przygotowywany we współpracy z Instytutem Badań Rynkowych i Społecznych Homo Homini). – Zdecydowaliśmy się na cykliczne badanie nastrojów ekonomicznych, które zamierzamy prezentować regularnie co kwartał. Odpowiedzi respondentów będziemy zestawiać z analizą twardych danych płynących z gospodarki. W naszej ocenie pozwoli to dobrze prognozować rozwój sytuacji gospodarczej w kraju i podejmować wiele istotnych decyzji – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.

Ocena sytuacji gospodarczej w Polsce

Zaledwie 12 proc. Polaków przewiduje polepszenie sytuacji gospodarczej w kraju, 31 proc. uważa natomiast, że najbliższy kwartał przyniesie pogorszenie. Najbardziej pesymistyczni są mieszkańcy województwa kujawsko-pomorskiego (43 proc. ocen negatywnych), opolskiego (41 proc.) oraz wielkopolskiego (40 proc.). Największymi optymistami są natomiast mieszkańcy Dolnego Śląska (28 proc. pozytywnych wskazań) oraz województwa lubuskiego (22 proc.).

Największy pesymizm panuje wśród osób starszych, w grupie wiekowej 55-64 lata pogorszenia sytuacji gospodarczej w kraju w najbliższym kwartale spodziewa się blisko 45 proc. respondentów, wśród tych powyżej 65 roku życia odsetek negatywnych ocen spada do 32 proc. W tej grupie znalazło się jednak także najwięcej osób, które uważają, że sytuacja gospodarcza w Polsce poprawi się (21 proc. wskazań).

Z większym optymizmem patrzymy na rynek pracy

Badani pytani byli również, jak w nadchodzącym kwartale zmieniać będzie się sytuacja na rynku pracy. W tym wypadku oceny są nieco lepsze. Jedna czwarta uznaje, że ten rynek będzie w ciągu najbliższych miesięcy wyglądał lepiej niż obecnie. Dokładnie tyle samo osób uważa, że sytuacja na nim pogorszy się, a połowa, że pozostanie bez zmian. Najwięcej optymistów jest w tym zakresie w województwie pomorskim (42 proc. pozytywnych wskazań), pesymiści dominują natomiast w województwie lubuskim (42 proc. wskazań o pogorszeniu sytuacji na rynku pracy). Co zaskakujące, najlepiej rozwój sytuacji oceniają mieszkańcy wsi (27,5 proc.) oraz mniejszych miast (24,6 proc.), a najwięcej obaw związanych z pracą mają mieszkańcy miast średnich (pomiędzy 50 a 250 tys.) – blisko 26 proc. respondentów.

Liczba pozytywnych wskazań co do rozwoju sytuacji na rynku pracy w najbliższym kwartale rośnie wraz z poziomem dochodów. O ile wśród osób zarabiających najmniej (do 1 tys. zł) polepszenia spodziewa się zaledwie 11 proc., to już wśród tych o zarobkach powyżej 5 tys. zł optymistów jest już blisko połowa.

Polacy nie spodziewają się zmiany własnej sytuacji finansowej

Aż 69 proc. badanych uważa, że sytuacja finansowa ich gospodarstwa domowego nie zmieni się w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Po 15 proc. badanych sądzi, że się i polepszy, i pogorszy. Największymi optymistami w tym zakresie są mieszkańcy województwa lubuskiego (33 proc. odpowiedzi) oraz kujawsko-pomorskiego (23 proc.). Pogorszenia własnej sytuacji finansowej spodziewają się najczęściej mieszkańcy Podlasia (25 proc. ) oraz Wielkopolski (23 proc.). Lepszej sytuacji finansowej oczekują ludzie młodzi – najwięcej od 18 do 24 roku życia (blisko 33 proc.), ocena ta spada wraz z wiekiem i wśród osób powyżej 65 roku życia wynosi już zaledwie 0,6 proc.

Mamy oszczędności, ale nie zamierzamy ich ruszać. Niewielkie zainteresowanie kredytem

Według badania IBRiS dla mBanku, 47 proc. badanych deklaruje, że posiada oszczędności. Najczęściej są to osoby pomiędzy 25 a 44 rokiem życia. Najwięcej takich osób jest w województwie opolskim (49 proc.), najmniej w Małopolsce (69 proc. twierdzi, że nie posiada oszczędności) i w województwie łódzkim (61 proc. nie ma oszczędności).

Na co respondenci zamierzają przeznaczyć swoje oszczędności w najbliższych trzech miesiącach? Blisko 19 proc. twierdzi, że je po prostu wyda. Natomiast trzy czwarte będzie trzymać je w banku: odpowiednio na lokacie (26,3 proc.), na zwykłym koncie (24,8 proc.) oraz na koncie oszczędnościowym (23,9 proc.). Polacy są raczej niechętni w podejmowaniu ryzykownych inwestycji, które mogłyby przynieść znacznie wyższe zyski – zaledwie 2,6 proc. myśli o inwestycji na giełdzie, 3,6 proc. zainteresuje się zakupem jednostek funduszy inwestycyjnych, a 1,7 proc. kupi złoto i kosztowności.

Z różnego rodzaju produktów kredytowych zamierza w najbliższych trzech miesiącach skorzystać niecałe 15 proc. badanych. Najczęściej myślą oni o dokonaniu zakupów na raty (4,6 proc.), będą wykorzystywać limit na karcie kredytowej (3,7 proc.) czy wykorzystają limit kredytowy w koncie 2,3 proc. O kredycie gotówkowym i hipotecznym myśli po 1,9 proc. badanych.

mBank Indeks Nastrojów Konsumenckich na minusie

Konstrukcja wskaźnika mBanku opiera się na różnicy pomiędzy odpowiedziami pozytywnymi (połączone odpowiedzi „zdecydowanie się poprawi” i „poprawi”) oraz odpowiedziami negatywnymi („zdecydowanie się pogorszy” i „pogorszy”).Może on przyjmować wartość od -100 do 100. mIndeks powstał z połączenia trzech wskaźników oceny sytuacji gospodarczej i rynku pracy orazpodzielenia powstałej wartości przez liczbę wskaźników.Jego pierwszy odczyt na podstawie kwietniowego badania wynosi -7.

Badanie przeprowadził w kwietniu 2014 r. na zlecenie mBanku Instytut Badań Rynkowych i Społecznych Homo Homini. Badanie zrealizowano na reprezentatywnej grupie 1600 mieszkańców Polski deklarujących posiadanie konta bankowego. Metoda pomiaru – telefoniczne standaryzowane wywiady kwestionariuszowe wspomagane komputerowo (CATI).

mIndeks Nastrojów Konsumenckich to nowy wskaźnik, przez co interpretacja jego wyników jest utrudniona ze względu na brak odczytów historycznych. Z tego powodu niemożliwe jest odpowiednie wyznaczenie naturalnego dla Polaków neutralnego poziomu odpowiedzi, ich odsezonowanie itp.

Wynik na minusie wskaźnika wcale nie musi martwić, gdyż niejako polską specyfiką jest negatywne nacechowanie odpowiedzi konsumentów. Potwierdzają to historyczne wskazania alternatywnych badań konsumenckich.

Tym, na co warto zwrócić uwagę, jest bardziej pozytywna ocena przez respondentów sytuacji na rynku pracy niż sytuacji gospodarczej. Dla konsumentów, ich nastrojów i perspektyw popytu konsumpcyjnego, decydujące znaczenie ma właśnie sytuacja na rynku pracy. Nadbudowana z czasem historia badania mBanku pozwoli zapewne na bardziej precyzyjne określenie perspektyw dla konsumpcji właśnie poprzez analizę poziomu oszczędności respondentów i deklaracji co do decyzji inwestycyjnych.

Kierunek – Europa czy Rosja? Wybory prezydenckie na Ukrainie

25 maja Polacy będą wybierać swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego. W tym samym czasie obywatele Ukrainy wybiorą prezydenta swojego kraju. Do startu w wyborach zarejestrowanych zostało 23 kandydatów, jednak liczą się tylko trzy nazwiska. Od tego, kogo wybiorą Ukraińcy, będzie zależeć ich przyszłość. Czy kraj przyjmie kierunek na Unię Europejską, czy nadal zostanie pod wpływem Rosji?

Społeczna rewolucja na Ukrainie rozpoczęła się pod koniec listopada 2013 roku, kiedy to prezydent Wiktor Janukowycz nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Decyzja ta zbulwersowała Mustafę Najema, który poprzez wpis na Facebooku wezwał swoich rodaków do przyjścia na Majdan i pokazania swojego niezadowolenia. W owym czasie nie przypuszczano, że na Ukraińskim Placu Niepodległości, pozostaną znacznie dłużnej niż jedną noc oraz że dojdzie do rozlewu krwi. Nic nie działo się na darmo, wyjaśnia Bartosz Kramek z Fundacji Otwarty Dialog „[…] rewolucja doprowadziła do obalenia prezydenta Wiktora Janukowycza. Władze przejęła Rada Najwyższa Ukrainy, która zarządziła, że z uwagi na nową sytuacje polityczną, 25 maja 2014 roku odbędą się przedterminowe wybory prezydenckie”.

Ustanowione wybory są istotne nie tylko dla Ukrainy. Brak prezydenta, brak legalnej władzy oznacza, że Rosja nadal będzie mogła destabilizować sytuację w kraju. Z kolei Europa nie będzie miała legitymnego partnera do prowadzenia rozmów dotyczących przyszłości Ukrainy. W wyborach naród ukraiński pokłada wiele nadziei. Tak jak Lyudmyla Kozlovska, Prezes Fundacji Otwarty Dialog „dla każdego z nas – młodych ludzi, którzy stali na Majdanie – wybór jest oczywisty. […] Nie mamy innej drogi, nasza przyszłość jest europejska, dlatego dążymy wszystkimi siłami, by iść w tym kierunku”.

Jednak jak pokazuje historia, a także ostatnie wydarzenia, Ukraina i jej mieszkańcy są podzieleni. Mają róże przyzwyczajenia i poglądy. Mimo to są zdeterminowani do zmian, bo według wielu sondaży blisko 80% respondentów jest gotowych pójść na wybory prezydenckie, które odbędą się 25 maja. Wybór nie będzie prosty, bo o fotel prezydencki zawalczy aż 23 kandydatów. „[…] Tak naprawdę liczy się tylko kilku. Sondaże dają zdecydowaną przewagę Piotrowi Poroszenko i nie jest wykluczone, że wygra on wybory już w pierwszej turze” – podkreśla Bartosz Kramek. Ukraińskiego biznesmena i byłego szefa dyplomacji, gotowych jest poprzeć 34% wszystkich uprawnionych do głosowania. Jego największą kontrkandydatkę, Julię Tymoszenko – 6,5%. Na trzecim miejscu znalazł się były wicepremier Serhij Tihipko, na którego chce oddać swój głos 5,8%.

Nie we wszystkich okręgach odbędą się wybory, bo niektóre komisje są przejmowane przez separatystów. Według sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii ponad 20% ankietowanych Ukraińców powiedziało, że nie ma zamiaru iść do urn. Największa niechęć do wyborów jest na wschodzie kraju. Być może wynika to z tego, że kandydaci dążą do zbliżenia z Europą. Jak twierdzi Marcin Święcicki, Poseł na Sejm RP „[…] Wierzę, że Ukraińcy wybiorą mądrze. Postawią na kogoś, kto będzie przestrzegał standardów demokratycznych. Kto będzie opowiadał się za wartościami europejskimi i będzie chciał realizować umowę stowarzyszeniową, by utrzymać dobre kontakty z Europą, w tym z Polską”.

Ukraina jest ważnym partnerem handlowym dla Polski. Nic dziwnego, że wielu przedsiębiorców zadaje sobie pytanie, jak będzie wyglądać przyszłość inwestycyjna polskich firm, które nad Dniepr eksportują głównie wyroby przemysłowe, maszyny, samochody, produkty codziennego użytku i żywność. Czy sytuacja się ustabilizuje i będą lepsze warunki do handlu?

Jeżeli Ukraina chce iść w kierunku Europy musi zacząć się zmieniać. Wprowadzić wiele trudnych reform, które położą kres korupcji i nie pozwolą oligarchom przekupywać polityków. Uniemożliwią wyzysk najbiedniejszych obywateli. W zamian, poprawią system opieki zdrowotnej i edukacji, czy sieć transportową – wszystko z czego korzystają zwykli Ukraińcy. Niestety – to wymaga wyrzeczeń. Nie udało się tego wprowadzić po pomarańczowej rewolucji. Pytanie, czy uda się teraz? Odpowiedź poznamy w przyszłości.

Zachowania i preferencje wyborcze Polaków w maju

Gdyby wybory parlamentarne miały odbyć się w maju, to wzięłaby w nich udział ponad połowa dorosłych Polaków (51 proc.). Najwięcej głosów otrzymałoby Prawo i Sprawiedliwość (37 proc.) oraz Platforma Obywatelska (34 proc.) – wyniki majowej fali badania* GfK Polonia na temat preferencji partyjnych Polaków.

W porównaniu z kwietniową falą badania spadły notowania PiS o 1,33 punktu proc. do 36,93 proc., natomiast wzrosły notowania PO o 0,92 punktu proc. do 33,99 proc. Do Sejmu dostałby się jeszcze Sojusz Lewicy Demokratycznej (10,32 proc., +1,12 punktu proc.). Poza parlamentem znalazłyby się: Twój Ruch (3,9 proc.), Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikke (3,45 proc.), Polskie Stronnictwo Ludowe (3,38 proc.), Polska Razem Jarosława Gowina (1,72 proc.), Partia Kobiet (1,36 proc.), Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro (1,02 proc.), Liga Polskich Rodzin (0,38 proc.), Prawica Rzeczypospolitej (0,29 proc.), Samoobrona (0,21 proc.) , Socjaldemokracja Polska (0,17 proc.), Zieloni (0,11 proc.). Powyższy rozkład procentowy głosów uwzględnia także kategorię „inna partia”, na którą wskazało niemal 3 proc. respondentów.

Prezentowane wyniki preferencji partyjnych obliczono na podstawie połączonych dwóch kategorii respondentów, którzy zadeklarowali swój udział w wyborach – tych, którzy wskazali jakąś partię oraz tych, którzy jeszcze się wahają (wynik imputowany**).

Frekwencja
W maju nieco ponad połowa respondentów (51 proc.) deklaruje, że wzięłaby udział w wyborach (18 proc. zdecydowanie tak; 33 proc. raczej tak). W wyborach nie wzięłoby udziału 40 proc. z nich (29 proc. zdecydowanie nie; 11 proc. raczej nie). 9 proc. Polaków nie jest pewnych udziału w wyborach.

Wyborcy niezdecydowani**
Wśród respondentów, którzy deklarują chęć udziału w wyborach, 26 proc. jest niezdecydowanych na jaką partię głosować. W porównaniu z badaniem kwietniowym odsetek wyborców wahających się wzrósł w maju o 3 punkty proc.

Dodatkowe informacje o badaniu
Badanie zachowań i preferencji wyborczych jest prowadzone przez instytut GfK Polonia od 2005 roku na potrzeby partii politycznych, organizacji społecznych, administracji publicznej i rządowej.

* Majowa fala badania została przeprowadzona w dniach 8-11 maja 2014 r. na podstawie reprezentatywnej imiennej próby pełnoletnich Polaków wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020.

** Rozkład głosów oddanych na partie dla osób niezdecydowanych, rejestrowany w pytaniu o preferowaną partię, został zaimputowany (odtworzony) za pomocą wielomianowego modelu regresji logistycznej, oszacowanego w oparciu o szczegółowe cechy społeczno-demograficzne badanego respondenta.

Udział w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego zapowiada 41% ankietowanych Polaków

25 maja Polacy po raz trzeci wezmą udział w wyborach do europarlamentu. W poprzednich latach, w porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej, nasza frekwencja była bardzo niska. W 2004 roku Polska zajęła przedostatnie miejsce, a w 2009 drugie od końca.

Od kilkudziesięciu lat obecność wyborców w całej Europie spada z roku na rok. W pierwszych wyborach do Parlamentu Europejskiego w 1979 roku wyniosła ponad 60%, w następnych około 55%, a w dwóch ostatnich już tylko 45% i 43%.

Jak wynika z prognoz Centrum Badania Opinii Społecznej tegoroczną obecność Polaków w wyborach do europarlamentu deklaruje 41% ankietowanych, jednak rzeczywista frekwencja wyniesie prawdopodobnie ok. 25%. Wybranych zostanie 51 posłów, którzy będą reprezentować Polskę w Brukseli. Łącznie w 28 Państwach Członkowskich Unii Europejskiej zostanie wyłonionych 766 posłów. Przez kolejne 5 lat będą oni wspólnie decydować o losach Europy.

Aż 89% Polaków, jak pokazuje analiza CBOS, popiera członkowsko w Unii Europejskiej. Za sprawą integracji europejskiej umocniła się nasza pozycja na arenie międzynarodowej oraz odczuliśmy korzyści w dziedzinie gospodarczej, społecznej i kulturalnej. Przez kolejne lata powstały w Polsce liczne inwestycje, zwiększyła się liczba dróg, przedsiębiorcy mogą ubiegać się o pomoc w rozwoju firm, a gminy o dofinansowanie polskiej wsi. Dlaczego zatem Polacy nie chodzą na eurowybory?

Przyczyn jest kilka. Badanie CBOS pokazało, iż zainteresowanie wyborami do Parlamentu Europejskiego jest pochodną ogólnego zainteresowania sprawami polityki – im jest ono mniejsze, tym rzadziej interesujemy się tymi wyborami. Mówiono między innymi o braku odpowiednich kandydatów, na których respondent mógłby oddać głos, o negatywnej ocenie dotychczasowego dorobku, działalności i zachowania polskich europarlamentarzystów, czy wyrażano ogólny brak zaufania do klasy politycznej. W niektórych przypadkach powodem deklarowanej absencji wyborczej są również przyczyny zewnętrzne, niezależne od respondenta, takie jak obowiązki zawodowe lub rodzinne, zaawansowany wiek, choroba, niepełnosprawność albo zaplanowany wcześniej wyjazd za granicę i brak chęci lub wiedzy, jak zagłosować poza granicami kraju.

Każdy typ wyborów, niezależnie czy są to wybory prezydenckie, samorządowe czy do Parlamentu Europejskiego charakteryzuje się innym stopniem zainteresowania oraz czynnikami sprzyjającymi bądź zmniejszającymi frekwencję. Wybory prezydenckie cieszą się większą popularnością, prawdopodobnie dlatego, że walka konkretnych kandydatów skuteczniej przyciąga uwagę. Zaś w przypadku wyborów do europarlamentu media w swym przekazie skupiają na ogólnym obrazie życia politycznego.

Ponieważ na wzrost frekwencji wpływa głównie zaciekłość kampanii wyborczej i popularyzacja sceny politycznej, podejmowane są zatem licznie działania w celu odwrócenia negatywnej tendencji głosowania do europarlamentu.

Istotnym czynnikiem jest przekonanie wyborcy, że jego głos jest ważny i może realnie coś zmienić. Rozmachu nadają kampanie radiowe i telewizyjne, obecność polityków podczas spotkań z wyborcami, plakaty oraz działania w Internecie. Ostatnio również, uczestnictwo w wyborach zwiększają różnego rodzaju zakłady.

Polacy jak wynika z sondaży nie są mocno zainteresowani wynikiem eurowyborów, sytuacja ulega jednak zmianie kiedy dotyczy to zakładów bukmacherskich. – mówi Piotr Majewski z firmy Unibet. Zakłady budzą w wyborcach dużą ekscytację, chęć wygranej może zachęcić również do pójścia do głosowania – dodaje.

Według badania CBOS, 36% osób między 18 a 24 rokiem życia i 41 % studentów, poszłoby głosować, gdyby miało możliwość wybrania nowej partii i nowych kandydatów. Podobnego zdania są mieszkańcy największych miast (33 %) oraz niespełna połowa pracujących na własny rachunek (49%).

Badanie CBOS, na zlecenie koalicji „Masz Głos, Masz Wybór”, pokazało również ciekawe różnice między sposobami podejmowania decyzji podczas głosowania. Dla co trzeciego badanego (32,2%) nazwisko kandydata jest równie ważne, co nazwa partii, którą on reprezentuje. 18,7 % kieruje się głównie nazwą partii i w mniejszym stopniu nazwiskiem kandydata, a dla 13,4 % nazwiska kandydatów w ogóle nie mają znaczenia. Nieco ponad co czwarty badany uważa, że to kandydat jest ważniejszy niż jego partia.

W nowej kadencji Parlament Europejski będzie musiał zmierzyć się między innymi z tak ważnymi kwestiami jak z polityką energetyczną czy osobnym budżetem dla krajów strefy euro. Jakie przełożenie będzie to miało na Polskę i Polaków zależne jest w dużej mierze od wyboru partii nas reprezentującej. Ponieważ naszym prawem jest wolność wyboru i możliwość decydowania o tym kto będzie sprawował władzę, powinniśmy skorzystać z tego przywileju.

Energia w Europie i w Polsce – rekomendacje

Bezpieczeństwo w energetyce – zamiast bezwzględnie lansowanej doktryny. Pogodzenie polityki ochrony klimatu z odnową konkurencyjnego europejskiego przemysłu – a także otwarcie Europy na świat i skutki tego procesu. Oto główne wytyczne dot. energii z VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Unia Europejska posiada już wizję poszanowania klimatu, musi mieć także wizję poszanowania przemysłu. Niedawny kryzys był mniej odczuwalny w tych krajach, gdzie udział przemysłu był większy, niż w krajach, gdzie rola przemysłu była mniejsza – to główne konkluzje formułowane podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2014 w trakcie debat poświęconych energii, polityce klimatycznej i przemysłowej.

WYTYCZNE DLA EUROPY

Polityka klimatyczna

Polityka klimatyczna UE jest w fazie szukania nowej tożsamości. Cele klimatyczne tracą znaczenie na rzecz konkurencyjności i bezpieczeństwa energetycznego. KE zrezygnowała z celów dot. udziału OZE i efektywności energetycznej, ale postawiła cel 40 proc. redukcji CO2 do roku 2030. To cel zbyt ambitny dla wielu krajów członkowskich – bardzo trudny do osiągnięcia.

Trwają bardzo intensywne prace nad kształtem polityki energetyczno-klimatycznej UE w średnim i długim okresie. W tej dyskusji pojawiają się nowe pojęcia – koszty, konkurencyjność i bezpieczeństwo dostaw.

Na nich buduje swoje stanowisko negocjacyjne m.in. Polska. Niezmiennym argumentem Polski, który znajduje wielu sojuszników, jest połączenie wyznaczania nowych celów polityki klimatycznej UE z negocjacjami globalnymi. Ochrona klimatu jest problemem globalnym, a nie lokalnym. Jedynym skutkiem wdrożenia unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego w krótkim czasie będzie alokacja części przemysłu i obniżenie konkurencyjności unijnej gospodarki, szczególnie polskiej. Dlatego polityka klimatyczna oraz konkurencja na rynku powinny być bodźcem do poszukiwania rozwiązań, które obniżą koszty związane z kosztem produkcji energii z OZE.

Konsekwentna budowa konkurencyjnych europejskich rynków energii elektrycznej i gazu dałaby duże efekty synergii. Natomiast rozpoczęcie działań od bardzo ambitnego pakietu klimatyczno-energetycznego, bez oglądania się na skutki, a także brak jedności większości krajów świata w kolejnych szczytach klimatycznych, nakłada na Europę wyjątkowo duże koszty, które nie przyniosą spodziewanych efektów.

Bezpieczeństwo energetyczne i rynek

W dyskusji nt. celów redukcyjnych ważnym argumentem ma być rola rodzimych złóż paliw i zagwarantowanie prawa do ich eksploatacji. Argument ten jest jednym z filarów unii energetycznej, proponowanej przez premiera Donalda Tuska. Polski węgiel może i powinien pełnić rolę stabilizatora bezpieczeństwa energetycznego w Unii Europejskiej.

Kolejnym czynnikiem bezpieczeństwa w systemie energetycznym na szczeblu regionu i Europy powinien być gaz łupkowy. Polski rząd wyraźnie podkreślił, że nie dopuści, aby KE zablokowała, czy utrudniała, możliwość eksploatacji gazu łupkowego.

Dlatego Polska proponuje, żeby unia energetyczna opierała się na sześciu filarach: rozwoju infrastruktury energetycznej łączącej państwa UE i sąsiadów; mechanizmach solidarnościowych na wypadek kryzysu dostaw; wykorzystaniu siły przetargowej UE w negocjacjach z dostawcami; wykorzystywaniu rodzimych źródeł energii; dywersyfikacji dostaw (np. otwarcie na gaz z USA) oraz wzmocnieniu bezpieczeństwa energetycznego sąsiadów Unii. Komisja Europejska pracuje nad pierwszymi rekomendacjami dotyczącymi zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej.

UE powinna dbać o to, żeby unijne firmy energetyczne były traktowane na rynkach trzecich w ten sam sposób, jak firmy z zewnątrz na unijnym rynku.

Homogeniczny rynek energii elektrycznej będzie ewoluował w stronę rynku dwuproduktowego – energii elektrycznej oraz mocy. Europejski rynek energii elektrycznej będzie nadal rynkiem silnie regulowanym. Obecna sytuacja geopolityczna będzie skłaniała do wprowadzania jeszcze głębszych, aczkolwiek może odmiennych niż obecne, regulacji. O ile dotychczas na pierwszym miejscu stawiany był zrównoważony rozwój,
a w jego ramach wiodącą rolę odgrywały kwestie klimatyczne, to teraz regulacje oddadzą prymat bezpieczeństwu energetycznemu.

Powinno nastąpić przemodelowanie sposobu funkcjonowania energetyki, a bezpieczeństwo energetyczne ma być dominujące. Symptomem tej zmiany będzie tworzenie się rynków mocy. Ponieważ jednak zakres interwencjonizmu w energetyce już jest znaczny, to nie da się wprowadzać kolejnych regulacji bez konsekwencji dla obecnego kształtu rynku. Wśród decyzji politycznych, które będą w największy stopniu determinowały rozwój energetyki, na pierwszym miejscu powinny być decyzje dotyczące szeroko rozumianej pomocy publicznej, czyli tego, co jest dozwolone, a co nie, jeśli chodzi o interwencję państwa w rynek.

Najbliższe 3-4 lata będą rewolucyjne, jeśli chodzi o budowanie rynków energii w ogóle, a szczególnie rynku energii elektrycznej. W Europie obserwujemy w tej chwili dwa główne trendy. Po pierwsze – racjonalizacja systemów wsparcia OZE. To zjawisko bardzo silnie widoczne, ale różne w różnych krajach. Na przykład Niemcy raczej nie będą dążyć zbyt mocno do ograniczenia roli, ale próbują racjonalizować system wsparcia OZE i ograniczać jego koszty, a przy tym po rezygnacji z atomu inwestują w generację węglową. Hiszpania z kolei zdecydowała o pozbawieniu wsparcia wszystkich elektrowni wiatrowych zbudowanych przed 2004 rokiem. Drugi trend to budowa rynków mocy będąca odpowiedzią na głębokie skutki wprowadzenia wspieranych z publicznych środków OZE.

Inteligentna energia

Dzisiejsze trendy w Europie zmieniają się w kierunku przyjęcia podejścia, że to najpierw sieć powinna być inteligentna, dopiero po niej licznik. Nie ma przy tym wątpliwości, że instalacja inteligentnych liczników wraz z funkcjonalnością dwukierunkowej komunikacji może przynieść opisywane szeroko korzyści związane z reakcją odbiorców (większa świadomość energetyczna, możliwość zarządzania reakcją strony popytowej).

Obecny trend na rynku międzynarodowym wskazuje, że przyszłość inteligentnej energetyki nie będzie definiowana przede wszystkim przez postęp w liczbie zainstalowanych inteligentnych liczników, ale raczej poprzez całościowe spojrzenie na inteligentną sieć i szukanie korzyści dla odbiorców, dystrybutorów energii i gospodarki.

Cena energii

Mówiąc o dostępności energii, trzeba pamiętać o aspekcie finansowym – reindustrializacji UE musi towarzyszyć racjonalne podejście do czynników cenotwórczych energii elektrycznej. Jeżeli UE ma być konkurencyjna, to musi obniżyć ceny surowców i energii, bo są znacząco wyższe niż w Stanach Zjednoczonych. Firmy w Europie płacą blisko trzy razy więcej za prąd i cztery razy więcej za gaz, w porównaniu do firm w USA. Ta sytuacja jest w dużej mierze wynikiem wysokich podatków, opłat i dotacji.

W tym kontekście wyzwaniem dla UE są negocjacje o wolnym handlu z USA. Nieskrępowany handel transatlantycki to wielka szansa dla Europy na wzrost gospodarczy, ale przy wspólnie przyjętych standardach pracy i ochrony środowiska. Nie można konkurować z podmiotem, który pomija koszty środowiskowe. W niektórych branżach stanowią one 30 proc. lub więcej kosztów. Opór USA przed redukcją CO2 może być bardzo istotną przeszkodą w finalizacji rozmów nt. umowy o wolnym handlu.

W strefie wykuwającego się unijno-amerykańskiego kompromisu nie ma jednak miejsca na obniżenie standardów ochrony środowiska i konsumenta, czy pogorszenie warunków prowadzenia biznesu po obu stronach Atlantyku.

USA może wpływać na ceny energii na świecie, a więc i w Europie – jednak prawdopodobnie nie bezpośrednio poprzez (problematyczny na razie) import gazu skroplonego do Europy, lecz poprzez wywołane amerykańskim boomem łupkowym zmiany na globalnym rynku surowców energetycznych.

WYTYCZNE DLA POLSKI

Polityka klimatyczna

Polska będzie się domagać uwzględnienia dotychczasowego wysiłku redukcyjnego i wyznaczenia takiego udziału w redukcyjnym wysiłku UE, który nie będzie bolesny dla naszej gospodarki. Polska już zredukowała swoje emisje o 30 proc. w stosunku do roku bazowego. Polski rząd ma bardzo mocne zaplecze analityczne, dysponuje modelem, który wykorzystuje do liczenia kosztów i korzyści wynikających z propozycji Komisji Europejskiej (KE). Polska zastosuje to narzędzie podczas negocjacji z KE.

Redukcja emisji w Polsce w dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie efektem dywersyfikacji paliw w elektroenergetyce. Będzie ją można natomiast osiągnąć poprzez modernizację sektora wytwarzania energii elektrycznej i eliminację przestarzałych 30-40-letnich mocy wytwórczych o niskiej sprawności. To najbardziej skuteczna droga redukcji emisji CO2 w polskich warunkach.

Węgiel pozostanie jeszcze przez dziesięciolecia ważnym składnikiem miksu energetycznego Polski, zapewniając stabilność krajowego systemu i utrzymując poziom bezpieczeństwa energetycznego. Ta perspektywa zależy jednak od skuteczności działań restrukturyzacyjnych i modernizacyjnych w górnictwie ukierunkowanych na efektywność wydobycia.

Rynek energii

W przypadku Polski należy mówić o potrzebie zbudowania politycznej doktryny energetycznej. Na pewno sytuacja geopolityczna będzie temu sprzyjała. Dlatego też potrzebna jest świadoma polityka państwa, na podstawie której w rzetelny sposób będzie weryfikowane bezpieczeństwo systemu elektroenergetycznego przy zróżnicowanym udziale paliw (dywersyfikacji surowców).

Wolny rynek z racji swojej konstrukcji nie stworzył podstaw do rozwoju wytwarzania i nie będzie ich generował w przyszłości. Konstrukcja rynku energii w Polsce bardzo utrudnia rentowną pracę bloków, które są potrzebne dla bezpieczeństwa systemu, ale pracują zbyt krótko i mają zbyt duże koszty produkcji. Wychodzenie nieopłacalnych jednostek z systemu jest problemem Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i wymaga mechanizmów, które umożliwią zachowanie ekonomiki ich działalności. To będzie jednak kosztowało odbiorcę końcowego.

Jeśli chcemy mówić o odbudowie i rozbudowie potencjału wytwórczego, to wprowadzenie rynku mocy jest niezbędne. Cena hurtowa nie przenosi dzisiaj wszystkich kosztów, jakie występują w obszarze wytwarzania. W tej chwili wewnątrz branży, przy wsparciu konsultanta zewnętrznego, trwają prace nad propozycjami zasadniczo dwóch koncepcji funkcjonowania rynku mocy – mechanizmu scentralizowanego i zdecentralizowanego. Wydaje się jednak nieuchronne, że homogeniczny rynek energii elektrycznej będzie ewoluował w stronę rynku dwuproduktowego – energii elektrycznej oraz mocy.

Polscy posłowie zapewnili, że jeszcze w tym roku można spodziewać się przyjęcia odpowiednich rozwiązań prawnych w tej kwestii. Musimy dziś w kontekście rozwoju rynku mocy odpowiedzieć na trzy kluczowe pytania – jak pogodzić bezpieczeństwo dostaw energii z ekonomiką jednostek, które działają na krawędzi opłacalności, ale są ważne z punktu widzenia stabilności systemu; jak zapewnić przychody dla tych jednostek, które pracują w niepełnych mocach produkcyjnych oraz czy wspierać wszystkie jednostki wytwórcze, tylko nowe, czy też konkretne technologie.

Rynek gazu

Budowa rynku gazu to obecnie jedno z najistotniejszych wyzwań realizowanych przez branżę gazowniczą. Na razie idzie to z różnych względów dość opieszale.

Trzeba stworzyć warunki do liberalizacji rynku gazu. Powinniśmy więcej inwestować w infrastrukturę przesyłową, aby stworzyć możliwości bezpiecznych dostaw gazu do kraju. Wraz z dostępem do infrastruktury, uruchomieniem rewersu fizycznego, nowi konkurencyjni gracze będą mogli oferować gaz na rynku krajowym. Do rozwiązania pozostaje problem, czy odbiorcy gazu będą mieli w swoich kontraktach miejsce i możliwości, żeby wymienić dotychczasowego dostawcę.

Źródła odnawialne

Stabilny system zielonych certyfikatów w Polsce przyciągnął inwestorów do rynku OZE. Obecnie rynek jest już dojrzalszy i możliwa jest optymalizacja systemu wsparcia i zwiększenie jego konkurencyjności. Szacunki pokazują, że możliwe są oszczędności na systemie wsparcia, przekraczające 11 mld złotych do roku 2020. Nie należy jednak zapominać, że proponowany system aukcyjny niesie za sobą istotne ryzyka dla rozwoju rynku OZE. Trzeba stworzyć takie mechanizmy, dzięki którym będzie się opłacało nie tylko handlować energią, ale także ją produkować. Taki potencjał ma energetyka prosumencka.

Prawo

We współczesnym świecie rozwój gospodarczy państw i regionów jest w dużej mierze uzależniony od dostępu do surowców. Inwestorom chcącym w Polsce realizować nowe projekty wydobywcze w obszarze surowców energetycznych (m.in. gazu ze złóż niekonwencjonalnych) przeszkadza niestabilne, nieprecyzyjne prawo. Szczególnie problemy z pozyskiwaniem koncesji powodują, że procesy inwestycyjne nie dochodzą do skutku, bądź przeciągają się w czasie. Banki uznają niestabilny system prawny za ryzyko, co przekłada się na większe koszty.

W Polsce trzeba uprościć ramy regulacyjne i ustawodawcze, by inwestorzy nie wybierali innych lokalizacji. Widać to doskonale na przykładzie gazu łupkowego, a także inwestycji w nowe złoża węgla i miedzi. Potrzebne są w Polsce mechanizmy, na przykład w postaci ulg inwestycyjnych, które mogłyby łagodzić efekty obciążeń podatkowych oraz wysokie koszty wejścia na rynek.

Zmiany prawne idą jednak także w dobrym kierunku – m.in. w dziedzinie jakości usług związanych z energią. Od 2016 roku Urząd Regulacji Energetyki (URE) zamierza oceniać i rozliczać dystrybutorów energii elektrycznej z jakości ich usług – chodzi m.in. o czas przerw w dostawach energii oraz obsługę klientów – zarówno sprzedawców, jak i odbiorców prądu. To pierwsza w Europie taka inicjatywa i droga, którą zamierzają podążać inne kraje UE.