Pierwsza aplikacja do samodzielnego zlecenia windykacji od Pragma Inkaso

PRAGMA INKASO wprowadza na rynek pierwszą aplikację umożliwiającą elektroniczne zlecenie windykacji. Aplikacja Debtpoint pozwala zaledwie w pięciu krokach zlecić proces odzyskania należności – bez konieczności wychodzenia z biura czy rozmów z doradcą. Nowe narzędzie pozwala na szybkie rozpoczęcie realizacji usługi, co jest kluczowe dla przedsiębiorców borykających się z problemem płynności finansowej.

Proste narzędzia do samoobsługowej internetowej windykacji wprowadziło już wiele firm z branży. Wierzyciele zlecający windykacje korzystają z możliwości wglądu online w postęp swoich spraw, a specjalne strefy dłużników pozwalają kontrolować pozostałe zadłużenie. Samo jednak zlecenie windykacji wymagało dotąd kontaktu, jeżeli nie twarzą w twarz, to przynajmniej mailowego z przedstawicielami firmy windykacyjnej. PRAGMA INKASO chce ten proces uprawnić.

– Nasi klienci to głównie przedsiębiorcy, menadżerowie firm. Wielu z nich świetnie porusza się w świecie nowych technologii. Z entuzjazmem podchodzą do nowinek, a telefon traktują jak mobilne biuro. Jednocześnie są to osoby wciąż zajęte, które szanują swój czas i niechętnie poświęcają go na rozmowy z konsultantami. Przekonuje nas o tym popularność Strefy Klienta – internetowego panelu obsługi wierzytelności, który uruchomiliśmy już kilka lat temu – mówi Danuta Czapeczko, Dyrektor Marketingu i Sprzedaży PRAGMA INKASO SA.

Ideą twórców Debtpoint.pl było zaprogramowanie narzędzia szybkiego i prostego w obsłudze. Cały proces zlecenia windykacji udało się ograniczyć do pięciu kliknięć. Do minimum ograniczono też liczbę pól koniecznych do uzupełnienia. Inteligentna aplikacja na podstawie pierwszego wyboru prowadzi użytkownika prostą ścieżką do rozwiązania problemu. Na podstawie udzielonych odpowiedzi pozwala automatycznie wygenerować umowę windykacji wierzytelności. Dzięki informacjom, które użytkownik pozastawia w systemie, administrator może przekazać zlecenie do realizacji lub przesłać klientowi indywidualną ofertę, bez konieczności kontaktu osobistego czy telefonicznego. Dodatkowo, korzystając z aplikacji, klient może złożyć wniosek o dofinansowanie lub ofertę na sprzedaż długu.

– Jesteśmy pewni, że to narzędzie świetnie sprawdzi się w przypadku klientów, którzy niechętnie patrzą na tradycyjne, angażujące czas formy prezentowania oferty. Jest niezawodne w przypadku zlecania windykacji wierzytelności o niewielkim stopniu przedawnienia do 120 dni i pozostających na etapie polubownym. Tego rodzaju zadania realizujemy szybko i niedużym kosztem. Dzięki aplikacji Debtpoint sprzedaż usługi będzie równie szybka jak jej realizacja. Klient będzie też w stanie śledzić online postępy w swojej sprawie, ale jak wiemy to rozwiązanie jest już standardem od dawna – dodaje Danuta Czapeczko.

Specjaliści z Debtpoint przyznają, że prawdopodobnie wciąż część zleceń kupna portfela wierzytelności, windykacji czy finansowania będzie wymagało dodatkowych ustaleń. Dotyczy to sytuacji, gdy pakiet wierzytelności jest bardzo rozdrobniony lub charakteryzuje się różnym stopniem przedawnienia. Zespół Debtpoint zakłada też, że klienci powierzający kompleksowe zarządzanie należnościami będą życzyli sobie osobistego kontaktu.

– Wielu wierzycieli, zlecając windykację, chce mieć wpływ na scenariusz działań windykacyjnych, które podejmujmy wobec dłużnika, a to wymaga przedyskutowania szczegółów. Tutaj nic się nie zmieni. Aplikację Debtpoint.pl dedykujemy innej grupie klientów, a także innej kategorii spraw – podsumowuje Danuta Czapeczko.

Okrągły Stół Polskiego Sportu przedstawił rekomendacje dotyczące strategii, legislacji i finansowania sportu

0

Mniej biurokracji, więcej współpracy ponad podziałami, poprawa systemu finansowania i długoterminowa strategia  to w skrócie najważniejsze przekazy, które zostały szczegółowo opisane w rekomendacjach przygotowanych przez zespoły robocze Okrągłego Stołu Polskiego Sportu. Już po raz drugi ponad sto osób reprezentujących środowiska sportu, polityki, biznesu, kultury i nauki spotkało się na obradach zwołanych z inicjatywy Jana Kulczyka, przewodniczącego Rady Patronów PKOl. Rekomendacje trafią teraz do prezydenta, premiera i resortu sportu.

Mam nadzieję, że wnioski z tych prac będą drogowskazem dla polskiego sportu: działaczy, polityków, sponsorów, a także sportowców i trenerów – mówi dr Jan Kulczyk, przewodniczący Rady Patronów PKOl i pomysłodawca Okrągłego Stołu Polskiego Sportu. – Czas, abyśmy zrozumieli, że sport to nie tylko walka o medale, lecz także forma obecności w życiu codziennym. Sport to dobro narodowe, to zdrowe i szczęśliwe życie oraz część wychowania w najlepszych standardach, w duchu fair play.

Prace nad rekomendacjami trwały 14 miesięcy. Powołane w marcu 2013 roku zespoły robocze pracowały nad zagadnieniami z zakresu strategii sportu, rozwiązań legislacyjnych oraz finansowania działalności sportowej. Brali w nich udział przedstawiciele polityki, sportu i biznesu.

Intencją Okrągłego Stołu Polskiego Sportu jest zgromadzenie wokół idei rozwoju sportu wielu środowisk. Wydaje nam się, że sport nie rozwiąże swoich problemów tylko w oparciu o własne środowisko i naszą intencją jest skierowanie do najwyższych władz państwa, do prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu rekomendacji w tych trzech dziedzinach, które są w naszej ocenie najważniejsze – podkreśla Andrzej Kraśnicki, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Przewodniczący Rady Patronów PKOl Jan Kulczyk jest przekonany, że wsparcie ze strony polityków i działaczy pozwala patrzeć w przyszłość z optymizmem.

Ważne jest to, żeby dobro sportu było ponad podziałami politycznymi, regionalnymi czy biznesowymi – mówi Jan Kulczyk agencji informacyjnej Newseria Biznes. – Podobnie jak idea olimpijska, tak cały sport powinien łączyć wszystkich ludzi, a przy tym – podobnie jak kultura – powinien być ideą narodową, powodem do dumy.

Zespół ds. strategii sportu zalecił m.in. włączenie konkretnych aspektów związanych ze sportem w zakres kompetencji większej liczby resortów, profesjonalizację zarządzania, a także otwarcie się na partnerstwo publiczno-prywatne. Z kolei zespół ds. legislacji w sporcie wskazał m.in. na konieczność złagodzenia wpływu biurokracji na organizację sportu, a także złagodzenia zakazu reklam alkoholu niskoprocentowego i zakładów sportowych.

Zespół ds. finansowania poruszył kwestie dotyczące możliwości pozyskiwania środków na sport z różnych źródeł oraz stworzenia warunków, aby sponsorowanie sportu było opłacalne. Uważam, że musimy działać tak jak tego typu instytucje w innych państwach. Myślę, że warto tworzyć inicjatywy, które pomogą wesprzeć polski sport nowymi środkami, których niestety dziś jest wciąż za mało – mówi Andrzej Kraśnicki.

Jedną z rekomendacji jest wprowadzenie zmian w ustawie o grach hazardowych, które umożliwiłyby Totalizatorowi Sportowemu prowadzenie sprzedaży swych produktów poprzez internet oraz przystąpienie przez tę firmę do gier multijurysdykcyjnych.

Drugie posiedzenie Okrągłego Stołu Polskiego Sportu odbyło się 20 maja w Warszawie. Podobnie jak podczas inauguracyjnego spotkania, które odbyło się w marcu 2013 r., uczestniczyli w nim przedstawiciele nauki, władz, kultury, mediów i biznesu. Podczas spotkania Jan Kulczyk wręczył Justynie Kowalczyk 525 gramową sztabkę złota, której z powodu choroby nie mogła odebrać podczas Gali Olimpijskiej. W trakcie dyskusji, w której wziął udział prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, zadeklarowano wsparcie w realizacji planu organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w tym mieście. Z inicjatywy Jana Kulczyka i Andrzeja Kraśnickiego powołano w tym celu czwarty zespół roboczy przy Okrągłym Stole Polskiego Sportu, a jego przewodniczącym został Apoloniusz Tajner.

Kraków najbardziej zakorkowaną aglomeracją w Polsce – sprawdź ranking najbardziej zakorkowanych miast w Polsce

Miastem, które w Polsce najbardziej boryka się z problemem tzw. wąskich gardeł komunikacyjnych jest Warszawa, zarówno pod względem ich ilości jak i długości. Wśród 7 największych polskich miast, najlepiej pod tym względem wypadają Katowice gdzie wąskich gardeł nie ma i Gdańsk, gdzie zidentyfikowano tylko jedno takie miejsce. Zdaniem ekspertów Deloitte i Targeo.pl władze samorządowe polskich aglomeracji powinny skupić się na rozwiązaniu problemu wąskich gardeł, które przyczyniają się do powstawania korków. Uruchomiony dziś w Warszawie przez Targeo i Deloitte licznik kosztów korków, ma pomóc kierowcom i władzom miasta w monitorowaniu na bieżąco sytuacji na warszawskich ulicach.

Czas spędzony w korkach można byłoby przeznaczyć na pracę lub odpoczynek. Zatem z ekonomicznego punktu widzenia jest to strata, której rozmiar można oszacować jako koszt utraconych korzyści. Kierowcy pracujący w siedmiu największych miastach Polski – Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Gdańsku – stracili w korkach w 2013 r. łącznie średnio 13,1 mln zł dziennie, czyli 289 mln zł miesięcznie i 3,46 mld zł rocznie.

„Przez ostatnie lata największe postępy w rozładowywaniu korków poczyniły Gdańsk i Warszawa. Jednak we wszystkich analizowanych przez nas miastach widzimy, że nawet niewielka poprawa, liczona dziennie w minutach, nabiera makroekonomicznego znaczenia i w skali roku daje spore oszczędności” – mówi Rafał Antczak, Członek Zarządu Deloitte Business Consulting.

Jedną z przyczyn powstawania korków są właśnie wąskie gardła komunikacyjne. Wąskie gardła to odcinki drogi o długości co najmniej 500 metrów, na których łączny czas utrudnień w obu szczytach: porannym (godz. 7.30 – 9.30) i popołudniowym (godz. 15.00 – 18.00) wynosi średnio co najmniej 1,5 h dziennie.

W raporcie Deloitte i Targeo.pl dla każdego miasta wytypowano takie właśnie odcinki stałych zatorów. „Analizując wąskie gardła staramy się znaleźć źródło problemu. Zaskakująco często, pojedynczy korek, którego długość i czas zmienia się w ciągu dnia, rozładowuje się w jednym, konkretnym miejscu. I właśnie tam zwykle jest przyczyna pierwotna – sygnalizacja świetlna, zwężenie albo roboty drogowe” – mówi Rafał Mikołajczak, Prezes Zarządu Indigo, operatora serwisu Targeo.pl.

Oceniając wąskie gardła eksperci brali pod uwagę stopień ich uciążliwości dla kierowców, czyli ich długość, czas trwania utrudnień w ciągu dnia i opóźnienie generowane w godzinach szczytu. „Miasto może mieć małą ilość wąskich gardeł, ale w newralgicznych jego punktach. Ważna jest też ich lokalizacja z punktu widzenia np. rozwoju miasta, ośrodków edukacyjnych, politycznych czy turystycznych, ścisłe centrum miasta, miasteczka biznesowe, trasy tranzytowe etc. Niektóre wąskie gardła mogą być łatwo udrożnione, a inne mogą wymagać znacznych i kosztownych zmian w organizacji ruchu. Dlatego każdy ze wskazanych odcinków należy analizować i oceniać indywidualnie” – dodaje Rafał Mikołajczak.

Wąskie gardła najbardziej dotykają Warszawę. Występują one głównie na drogach prowadzących do centrum miasta z dalszych dzielnic oraz na trasach tranzytowych, jak remontowana obecnie Trasa Toruńska czy Aleja Krakowska. Występują także w lokalizacjach, w których mieści się dużo biurowców, jak ulice Marynarska i Postępu na Służewcu.

Z ośmioma wąskimi gardłami muszą borykać się mieszkańcy Krakowa, który w tej chwili jest najbardziej zakorkowaną aglomeracją w Polsce. Stojąc w korkach, krakowscy kierowcy tracą miesięcznie prawie osiem godzin. Wśród tych najtrudniejszych miejsc znajdują się m.in. ulice Prądnicka (w stronę krajowej „siódemki”), Konopnickiej, Nawojki, Czarnowiejska czy Nowohucka. W ciągu trzech ostatnich lat władzom Krakowa udało się zredukować trzy wąskie gardła.

Po pięć takich miejsc mają Łódź, Wrocław i Poznań. „Gdy spojrzymy na mapy poszczególnych miast można zauważyć, że wąskie gardła bezpośrednio sąsiadują ze sobą, wskazując skrzyżowanie lub odcinek drogi, który jest pierwotnym powodem problemu. Dalsza analiza opóźnień w ich otoczeniu pokazuje, że często możemy tam zaobserwować kumulacje kilku ponadprzeciętnych utrudnień w bezpośrednim sąsiedztwie. Takie informacje warto byłoby dokładnie analizować pod kątem możliwych usprawnień w organizacji ruchu” – mówi Rafał Antczak.

Warto zwrócić uwagę, że w miastach najmniej zakorkowanych wąskie gardła praktycznie nie występują – w Gdańsku wytypowano tylko jeden taki odcinek (fragment ulicy Wyspiańskiego), a w Katowicach – żadnego. Wszystkie miasta poprawiły komfort jazdy swoim kierowcom i przez trzy lata znacząco zredukowały liczbę i długość wąskich gardeł. Najlepiej pod tym względem poradził sobie Gdańsk, który jeszcze w 2011 roku miał ich aż dwanaście o łącznej długości nieco ponad 20 km. Natomiast o połowę zmniejszyła się liczba wąskich gardeł w Poznaniu i Wrocławiu.

W Warszawie ruszył licznik kosztów korków

Wczoraj w Warszawie zaczęła działać multimedialna tablica świetlna LED, prezentująca bieżące informacje o utrudnieniach w ruchu i aktualnych czasach dojazdu w różne miejsca Warszawy. Licznik kosztów korków znaleźć można przy Rondzie Romana Dmowskiego, na skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Inicjatywa jest wspólnym projektem Targeo.pl, firmy doradczej Deloitte oraz Hator – operatora wielkoformatowych nośników reklamy zewnętrznej.

Pomysł powstania licznika zrodził się w marcu br. przy okazji publikacji najnowszego „Raportu o korkach w 7 największych miastach Polski”. Firma Deloitte i serwis Targeo.pl już po raz trzeci podjęły się przeanalizowania wpływu korków i utrudnień drogowych na statystycznego kierowcę oraz na polską gospodarkę. „Zainteresowanie naszymi analizami było ogromne. Uznaliśmy więc, że warto kontynuować temat, który jest ważny nie tylko dla samych kierowców, ale także jest istotny z punktu widzenia ekonomii miast. Stojący w korkach Polacy tracą rocznie 3,5 mld zł, przy czym największe koszty ponoszą właśnie stołeczni kierowcy, w przypadku których jest to aż 3,5 tys. zł per capita rocznie. Mamy nadzieję, że dzięki licznikowi kosztów korków, przynajmniej w jakimś stopniu uda się poprawić te wyniki, poprzez na początku większą świadomość problemu i dyskusję wokół tematu, a kończąc na propozycjach rozwiązań” – mówi Rafał Antczak, Członek Zarządu, Deloitte Business Consulting.

Należąca do firmy Hator interaktywna tablica świetlna przekazuje kierowcom trzy rodzaje informacji:

korki wykryte na trasie kierowców przejeżdżających obok tablicy (gdzie zaczyna się i kończy utrudnienie oraz ile czasu zajmie przejechanie go),
czas dojazdu do wybranych popularnych punktów/ miejsc w zależności od kierunku jazdy,
koszt korków za ostatni dzień roboczy i ostatnie cztery tygodnie oraz zmiana procentowa dla obu tych wartości względem poprzedniego mierzonego okresu.

Targeo.pl zbiera i analizuje dane o korkach, a firma Deloitte oblicza ich skutki finansowe. „Na ekranie widoczne są informacje o sytuacji na drogach w kierunku południowo-zachodnim, czyli okolicach Ursynowa, Piaseczna, Janek, Lotniska im. Fryderyka Chopina, ulic Puławskiej, Grójeckiej, Alei Jerozolimskich oraz Żwirki i Wigury – co jest zgodne z kierunkiem jazdy większości kierowców widzących tablicę. W godzinach szczytu tablica będzie dodatkowo pokazywać licznik kosztu korków od początku danego dnia” – zapowiada Rafał Mikołajczak, Prezes Zarządu Indigo, operatora serwisu Targeo.pl. Tablica będzie wyświetlała dane w dni robocze w porannym i popołudniowym szczycie komunikacyjnym (a zatem w godz. 7.30 – 9.30 oraz 15.00 – 18.00).

Lokalizację tablicy przy Rondzie Romana Dmowskiego, na dachu budynku Cepelii, wybrano nieprzypadkowo. Jest to jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc w stolicy, charakteryzujące się maksymalnym natężeniem ruchu samochodowego oraz publicznej komunikacji miejskiej. W pobliżu znajdują się Rotunda PKO BP, Pałac Kultury i Nauki, Dworzec Centralny, biurowce, hotele oraz centra handlowe.

Raport Deloitte i Targeo.pl pokazał, że w ostatnich latach, jeżeli chodzi o utrudnienia w ruchu, Warszawa poprawiła swoją sytuację. „W 2011 roku miesięczne opóźnienie spowodowane przez korki wynosiło niemal dziewięć godzin. W ubiegłym roku było to już siedem godzin i piętnaście minut. Można więc powiedzieć, że kierowca dojeżdżający w godzinach szczytu do pracy 10 km, oszczędza obecnie niemal dwie godziny miesięcznie w stosunku do czasu, który tracił w korkach trzy lata temu” – mówi Rafał Mikołajczak.

Stolica nadal boryka się jednak z problemem tzw. wąskich gardeł komunikacyjnych, czyli odcinków, na których powstają codzienne, lokalne utrudnienia w ruchu. W najnowszej edycji raportu pokazano dziesięć największych wąskich gardeł według danych z marca 2014. Są to głównie drogi prowadzące do centrum miasta z dalszych dzielnic oraz trasy tranzytowe, jak remontowana obecnie Trasa Toruńska czy Aleja Krakowska. Do tego dochodzą także lokalizacje, w których mieści się dużo biurowców, jak chociażby ulice Marynarska i Postępu na Służewiu. Trzeba jednak przyznać, że od 2011 roku takich trudnych, korkujących się miejsc w stolicy ubyło, jak również zmniejszyła się ich łączna długość.

„Chcemy ułatwić utrzymanie tego pozytywnego dla stolicy trendu, między innymi poprzez dostarczanie na bieżąco aktualnych informacji o korkach i miejscach ich powstawania. To jeden z głównych celów, które stawiamy sobie uruchamiając licznik kosztów korków w Warszawie” – podkreśla Rafał Mikołajczak.

Od godziny 7.30, czyli początku szczytu porannego, w ciągu godziny koszt korków dla warszawskich kierowców wyniósł prawie milion złotych (993 594 PLN). To spadek o 17 proc. w stosunku do ostatniego dnia roboczego, czyli poniedziałku oraz o 15 proc. w porównaniu do ostatniego miesiąca. O godz. 8.47 kierowca, który chciał dojechać z Ronda Romana Dmowskiego przykładowo na Ursynów potrzebował 17 minut. Na dojazd do Piaseczna musiał poświęcić 30 minut.

BNP Paribas Real Estate: Nowy Dyrektor Techniczny w Dziale Property Management

Do Działu Property Management firmy BNP Paribas Real Estate dołączyła Barbara Berta, która objęła stanowisko Dyrektora Technicznego. Dział Property Management firmy BNP Paribas Real Estate dostarcza klientom kompleksowych rozwiązań z zakresu zarządzania nieruchomościami dbając o bieżącą i przyszłą wartość należących do klientów obiektow. BNP Paribas Real Estate zarządza nieruchomościami handlowymi, biurowymi i magazynowymi.

Barbara Berta posiada 15 letnie doświadczenie na rynku nieruchomości komercyjnych i przemyslowych. Przed dołączeniem do BNP Paribas Real Estate, Barbara pracowała na stanowisku Głównego Kierownika Technicznego w firmie DTZ Polska, gdzie odpowiadała za zarządzanie technicznym aspektem funkcjonowania nieruchomości komercyjnych – handlowych, biurowych i magazynowych. Przez ponad 10 lat pracowała również w grupie L’Oréal Polska, w której zajmowała się zarządzaniem portfelem 35 nieruchomości różnego typu w tym budynków wpisanych do Krajowego Rejestru Zabytków.

W BNP Paribas Real Estate, Barbara Berta zarządza zespołem technicznym i odpowiada za nadzór nad funkcjonowaniem nieruchomości z portfolio firmy. Zajmuje się między innymi optymalizacją kosztów utrzymania nieruchomości, czy też doradztwem technicznym przy rozbudowach i przebudowach obiektów, a także certyfikacją obiektów.

Celem BNP Paribas Real Estate jest dostarczanie klientom firmy najwyższej jakości usług związanych z zarządzaniem nieruchomościami. Zarządzamy każdym aspektem funkcjonowania centrów handlowych, budynków biurowych oraz nieruchomości magazynowych dbając o wzrost wartości obiektów zgodnie z celami biznesowymi wytyczonymi przez naszych Klientów. Dzięki naszym efektywnym procedurom oraz ustandaryzowanym systemom raportowania nasi klienci mogą na bieżąco monitorować stan nieruchomości i realizację założonych celów biznesowych – mówi Grzegorz Dudziak, Dyrektor Działu Property Management w Europie Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate. Nasza firma jest jednym z największych zarządców nieruchomościami w Europie. Dodatkowo oferujemy pełen zakres usług doradczych na rynku nieruchomości komercyjnych obejmujący: rynki kapitałowe, wynajem powierzchni handlowych, biurowych i magazynowych, wyceny nieruchomości, konsulting oraz badania rynkowe – dodaje Grzegorz Dudziak.

Wirtualnie po władzę realną, czyli politycy w internecie

Ile razy wpis polityka na Twitterze stał się tematem dyskusji w innych mediach? Ile razy do internetu wyciekły materiały związane z działalnością polityków, które wywołały burzę? Wkrótce wybory do Parlamentu Unii Europejskiej. Polityki w internecie jest więc jeszcze więcej niż zwykle. Jak kandydaci wykorzystują to wielowymiarowe medium? Czy jest ono w większej mierze źródłem politycznych sukcesów czy porażek?

Internet to nie chwilowa moda, która minie jak każda inna. To medium do którego przeniosła się część realnego świata. Jak powiedzą inni, może nie tyle się przeniosła, co znalazła w nim uzupełnienie, którego nie da się zagłuszyć. Nie ulega więc wątpliwości, że w internecie trzeba być, szczególnie gdy chce się zyskać popularność i sympatię. Dotyczy to także polityków. Samo „bycie” jednak nie wystarczy. Internet jest doskonałym narzędziem uzupełniającym komunikację z wyborcami, zarówno w kontekście bezpośredniego z nimi kontaktu, jak i relacji ze środkami masowego przekazu. Bez wątpienia zyskuje ten, kto korzysta z niego w ramach przemyślanej, profesjonalnie przygotowanej strategii – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant GRUPA 365 NET.

Pierwszym podstawowym sposobem obecności polityków i partii w internecie są oczywiście strony www. W tym kontekście ważna jest aktualność informacji i naprawdę profesjonalnie zrobiona strona. Politycy chętnie korzystają dziś też z serwisów społecznościowych. Szczególnie upodobali sobie oni Twittera. Jest on bowiem formą niemal błyskawicznego przekazu informacji oraz narzędziem stałego kontaktu z wyborcami. Często jednak politycy zapominają, że wszystko co napiszą na Twitterze może zostać potraktowane nie jako ich prywatny komentarz, ale komunikat o charakterze oficjalnym. Tweetowanie w wydaniu polityków wymaga więc nie tylko błyskawiczności, ale także pewnej dojrzałości i zrozumienia zasad, którymi kieruje się komunikacja w internecie. Jak pokazuje praktyka, różnie z tym bywa.

Partie polityczne upodobały sobie także YouTube. Korzystają z niego szczególnie podczas trwania kampanii wyborczych. Na swoich kanałach umieszczają spoty, które żyją znacznie dłużej niż w innych mediach. W telewizji natomiast, gdy mowa o spotach i rozmachu kampanii, często sięga się właśnie po dane dotyczącej liczby wyświetleń na YouTubie. Dzięki internetowi kampania jest zatem bardziej dynamiczna, nabiera większych rozmiarów.

O tym jaką rolę w komunikacji politycznej odgrywa internet świadczy chociażby to, ze korzystają już z niego także ci politycy, którzy wydają się być bardzo konserwatywni, tradycyjni, niejako nieprzystający do nowoczesnych technik przekazu. Internet daje politykom możliwość samodzielnego kreowania przekazu i to bezpłatnie, lub przy stosunkowo niewielkich kosztach. Dodatkowo, jest on doskonałym narzędziem kształtowania wizerunku. Polityk nieobecny na przykład na Twitterze, to dla wielu polityk nienowoczesny, odbiegający od wymogów współczesności.

Obecność polityków w internecie może przynieść korzystne rezultaty także dla samego wyborcy. Nie chodzi tu tylko o możliwość szybszej, częstszej i prowadzonej na większa skalę komunikacji, ale także o wymogi stawiane politykom właśnie przez to medium. Internet zmusza bowiem do kreatywności, bardziej przemyślanych działań i do większej odpowiedzialności za nie. Trwałość przekazu, życie własnym życiem umieszczanych tam treści powoduje, że dużo stracić może też ten, kto nieporadnie korzysta z tego narzędzia. Wniosek zatem jest dziecinnie prosty- w świecie wirtualnym należy być ale w formie szczególnie przemyślanej, uważnie i odpowiedzialnie. Władza to bowiem stawka naprawdę wysoka.

Wind Mobile nominowany do Diamentów Private Equity

Wind Mobile, dostawca innowacyjnych technologii dla sektora telekomunikacyjnego, uzyskał nominację do prestiżowej nagrody Diamenty Private Equity 2014.

Spółka okazała się jedną z najczęściej zgłaszanych do konkursu przez sektor ventures capital i private quity. W dniu 15 maja br. spośród najliczniej zgłoszonych kandydatów Kapituła Konkursowa nominowała firmy i osobowości w dziesięciu kategoriach. Wind Mobile uzyskał nominację w kategorii Spółka Portfelowa (Small Cap) wraz z LiveChatSoftware oraz PKL.

Uzyskana nominacja to dla nas wielkie wyróżnienie, szczególnie, że wyraża uznanie bardzo dla nas istotnej branży. Cieszy mnie, że sukcesy Spółki oraz jej dynamiczny rozwój, zostały docenione przez tak szacowną Kapitułę. Wierzę również, że dzięki przejęciu Software Mind, obranej strategii zagranicznej oraz nadchodzącemu przejściu na parkiet główny, będziemy jeszcze bardziej zauważalni i doceniani przez ten sektor. – mówi Rafał Styczeń, Wiceprezes Zarządu Wind Mobile SA.

Nagrody Diament Private Equity 2013 są przyznawane przez Executive Club, organizację zrzeszającą przedstawicieli top managamentu, oraz kapitułę, która składa się z wybitnych teoretyków i praktyków z obszaru ekonomii oraz gospodarki. Laureaci zostaną ogłoszeniu podczas uroczystej Gali konferencji Private Equity Forum, która odbędzie się 3 czerwca 2014 roku w Warszawie.

Więcej obowiązków dla sprzedających – większe prawa dla konsumentów

Choć tradycyjny sposób robienia zakupów jest nadal popularny, to jednak z roku na rok Polacy coraz częściej kupują przeróżne produkty przez Internet. Widocznym trendem w handlu elektronicznym jest też m-commerce, czyli sprzedaż za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Postęp tej w dziedzinie sprawia, że potrzebne są nowe rozwiązania prawne, które – nie tylko – jasno określą zasady dla właścicieli e-sklepów, ale będą też chronić konsumentów, którzy z tego typu usług korzystają.

Ogromny wybór towarów, niższe niż w sklepie ceny i wygoda – możliwość zakupów bez wychodzenia z domu. Szybko i o dowolnej porze można kupić praktycznie wszystko. To wszystko sprawia, że coraz większa liczba osób kupuje przez Internet. Niestety – nie zawsze transakcja zawierana na odległość jest z korzyścią dla konsumenta. Jak w każdej branży, również i w tej, zdarzają się nieuczciwi przedsiębiorcy. I choć klienta chroni prawo konsumenckie, jego przepisy bywają różne interpretowane. Jak wyjaśnia Marek Kutarba, redaktor naczelny Tygodnika Biznes i Prawo „Obecne prawo konsumenckie daje dość dużą ochronę. Mogłoby się wydawać, że zmiany nie są aż tak potrzebne. Natomiast często jest tak, że przepisy sobie, a życie sobie”.

Wszytko, zmieni się po wejściu w życie nowego prawa konsumenckiego, które jest w trakcie dopasowywania do tego, działającego we wszystkich krajach Unii Europejskiej. „[…] Zmiany są o tyle dobre, że wyjaśnią sytuację zarówno po stronie klienckiej, jak i po stronie przedsiębiorcy. Strony będą w stanie dużo łatwiej zrozumieć, które obowiązki, kogo obciążają. To poprawi relację między obydwoma stronami” – zaznacza Marek Kutarba.

Rewolucję przejdą sprzedawcy internetowi. Będą oni musieli wprowadzić treści dotyczące m.in. informacji o prawie do odstąpienia od umowy, czy zmienić wygląd strony z podsumowaniem zamówienia oraz nazwą przycisku „kup teraz”. Jednak nowe zapisy ustawy konsumenckiej dotyczyć będą też sprzedaży tradycyjnej.

Jak podkreśla Krzysztof Czyżewski, adwokat z kancelarii adwokackiej Czyżewscy „[…] ustawa konsumencka, będzie regulowała wiele kwestii klienta, które były dla niego niejasne, wywoływały kontrowersje, przez co konsumenci nie wiedzieli co robić. Nowe przepisy dają im sporo uprawnień. Są nimi m.in. dłuższy termin na odstąpienie od umowy, również wtedy, gdy przedsiębiorca nie poinformuje konsumenta o jego prawach”. Do tej pory na odstąpienie od umowy było 10 dni, po zmianach termin ten wydłużony zostanie do 14 dni. „[…] kolejną kwestią – do tej pory nieuregulowaną – jest kwestia zwrotu towarów” – dodaje Krzysztof Czyżewski. Obecnie reklamowane towary mogą być naprawiane wiele razy. Nabywca nie może odstąpić od umowy, jeżeli wada nie jest istotna. Dzięki nowej ustawie, jeśli nabyta rzecz okaże się wadliwa, będzie można od razu zażądać zwrotu pieniędzy lub wymiany na nową.

Nowe regulacje są odpowiedzią na rozwój różnych form sprzedaży, przede wszystkim tej w Internecie. I choć wydaje się, że proponowane rozwiązania prawne przyniosą więcej korzyści konsumentom, to przedsiębiorcom również usprawnią funkcjonowanie. Sprzedający będą wiedzieć jak dokładnie wypełniać swoje obowiązki.

Termin wejścia w życie nowej ustawy konsumenckiej – wynikający z dyrektywy unii Europejskiej – upływa 13 czerwca. Tak się jednak nie stanie. Jak zaznaczają eksperci, mimo zaawansowanych i szybkich prac nad regulacjami, to Sejm przyjął ustawę dopiero 9 maja. Musi ona jeszcze zostać przyjęta przez Senat i podpisana przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ponadto, aby nowa ustawa konsumencka weszła w życie potrzebny jest czas, dany przedsiębiorcom, żeby dostosowali swoje zasady sprzedaży towarów. Prognozuje się, że ustawa zacznie obowiązywać na przełomie roku 2014 – 2015.

Nowelizacja specustawy terminalowej w Senacie. Umożliwi powstanie 3,4 tys. km gazociągów i zmniejszy zależność energetyczną od Rosji

CEO Magazyn Polska

Dzięki nowelizacji specustawy terminalowej z 2009 r. w Polsce może powstać blisko 3,5 tys. km nowych gazociągów. Dziś zmianą prawa zajmie się Senat. W początkowym etapie gazoport będzie mógł przyjmować 5 mld metrów sześciennych gazu, czyli jedną trzecią polskiego zapotrzebowania. Pozwoli to na uniezależnienie się od Rosji i stworzy podwaliny proponowanej przez premiera Tuska europejskiej Unii Energetycznej.

Przede wszystkim uniezależniamy się od jednego, wschodniego kierunku dostaw gazu. Zużywamy około 15 mld metrów sześciennych tego surowca rocznie. Dzięki terminalowi mamy przygotowane możliwości odbioru, praktycznie z całego świata, bo i z kierunku afrykańskiego, i amerykańskiego, i azjatyckiego, gazu skroplonego w ilości 5 mld metrów sześciennych, a więc 30 proc. naszego zapotrzebowania. Kolejne 30 proc. wydobywamy z własnych źródeł – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Włodzimierz Karpiński, minister skarbu państwa. – Zaopatrzenie w gaz naszych przedsiębiorców i gospodarstw domowych będzie więc bardzo zrównoważone, co podniesie bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Dostawy gazu poprzez terminal skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Świnoujściu będą realizowane od 2015 r. W 2009 r. przyjęta została specustawa terminalowa, która ułatwiła proces inwestycyjny dotyczący nie tylko samego gazoportu, lecz także towarzyszących mu instalacji przesyłowych, czyli rurociągów. Nowelizacja, którą pod koniec kwietnia przyjął jednogłośnie Sejm, dziś trafi pod obrady Senatu.

Jak podkreśla Karpiński, dzięki nowelizacji ustawy terminalowej możliwe będzie jeszcze lepsze wykorzystanie możliwości gazoportu. Po jego rozbudowie może on przyjmować nawet 7,5 mld metrów sześciennych LNG rocznie. Nowelizacja umożliwi nie tylko skuteczniejsze rozprowadzenie gazu w kraju, lecz także włączenie się w system rurociągów europejskich.

Zmiana przepisów pozwala nam na szybkie, skuteczne przeprowadzenie procesów inwestycyjnych dla rurociągów gazowych o długości prawie 3,5 tysiąca kilometrów. Będziemy mogli skutecznie rozprowadzać na terenie kraju gaz skroplony, a także ten gaz, który będziemy mogli przyjmować z innych kierunków dzięki interkonektorom łączącym nas z sąsiadami, czyli Niemcami, Czechami czy Słowakami – mówi Włodzimierz Karpiński.

Dodaje, że rurociągi zbudowane dzięki nowelizacji ustawy terminalowej podniosą bezpieczeństwo energetyczne kraju i całej Unii Europejskiej. Nowe prawo ułatwi m.in. realizację korytarza energetycznego od Morza Bałtyckiego do Adriatyku. Karpiński podkreśla, że to praktyczne działanie, które realizuje proponowaną przez premiera Donalda Tuska ideę Unii Energetycznej.

Nowelizacja ma ułatwić budowę gazociągów m.in. poprzez nadanie nowych uprawnień administracyjnych wojewodom oraz ujednolicenie zasad związanych z decyzjami lokalizacyjnymi. Inwestorzy nie będą musieli na przykład uzyskiwać oddzielnej zgody wojewody na wycinkę drzew po uzyskaniu decyzji lokalizacyjnej. Zwiększy się też zakres inwestycji, które będą mogły być realizowane w ramach specustawy.

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju pracuje nad ustawą korytarzową, która usprawni realizacje inwestycji służących celom publicznym w sensie inwestycyjnym. Zrobiliśmy wycinkową ustawę dotyczącą terminalu i instalacji towarzyszących i poprzez usprawnienie procesu inwestycyjnego możemy odblokować potencjał spółek Skarbu Państwa, które już mają w swoim portfelu projekty inwestycyjne o wartości 18 mld złotych – zapowiada Karpiński.

Przypomina, że w latach 2004–2006 w Polsce w ramach starych przepisów zbudowano tylko ok. 90 km gazociągów. W latach 2007–2013 powstało ok. 1200 km, w tym 940 km objętych specustawą terminalową obowiązującą od 2009 r. (poza samym gazoportem w Świnoujściu). Dzięki nowelizacji ustawy otwiera się możliwość budowy kolejnych 3,4 tys. km gazociągów.

Warszawa chce stworzyć przestrzeń dla innowacyjnych firm

CEO Magazyn Polska

Stołeczny samorząd podpisał list intencyjny w sprawie utworzenia kompleksowego systemu wsparcia lokalnych start-upów. Projekt ma pomagać najmniejszym firmom w zdobywaniu kapitału na start i rozwój. Blisko 90 proc. warszawskich firm stanowią małe i mikropodmioty, dlatego prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz liczy, że projekt przyczyni się do wzrostu ich konkurencyjności, a w konsekwencji – do szybszego rozwoju miasta. Partnerami miasta w tym projekcie są Giełda Papierów Wartościowych oraz Stowarzyszenie Aula.

– Wspólnie z Giełdą Papierów Wartościowych będziemy promować i zachęcać wszystkich, którzy chcą w start-upy zainwestować, po to, żeby one mogły funkcjonować, żeby było jak najmniej nieudanych inicjatyw. Chociaż w Ameryce często się mówi, że jak ktoś chociaż raz nie zbankrutował, to znaczy, że nie ma doświadczenia. Niemniej jednak chcielibyśmy, żeby one się kończyły powodzeniem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy.

Warsaw Startup Space to wspólny projekt m.st. Warszawa, Giełdy Papierów Wartościowych oraz Stowarzyszenia Aula. Według prezesa GPW, ma on stworzyć kompleksową przestrzeń dla młodych przedsiębiorców, która będzie ułatwiała zakładanie i rozwijanie własnego biznesu.

– Będzie to polegało na zapewnieniu im przestrzeni fizycznej, dostępu do odpowiednich urządzeń teleinformatycznych, aparatury, porad finansowych, prawnych, marketingowych, finansowania i promocji – wyjaśnia Adam Maciejewski, prezes GPW.

Crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe, polega na poszukiwaniu inwestorów, którzy będą skłonni wyłożyć niewielkie sumy pieniędzy na innowacyjny projekt. Niewielkie kwoty w formie pożyczki, darowizny lub zakupu udziałów pozwalają zbierać kapitał nawet bardzo ryzykownym przedsięwzięciom, które nie mogą liczyć na sfinansowanie poprzez np. kredyt bankowy. Również regulowany rynek kapitałowy oraz rynek długu, ze względu na koszty wejścia oraz emisji, pozostają poza zasięgiem większości młodych przedsiębiorców. Crowdfunding pozwala wypełnić tę lukę i uchronić przed wykluczeniem z rynku finansowego wiele ryzykownych i śmiałych inicjatyw.

Obok braku środków finansowych, w przypadku start-upów sporą barierą rozwoju mogą być podatki oraz składki ZUS. Według organizacji zrzeszających pracodawców, problemem jest nie tylko ich wysokość, lecz również złożoność samego systemu. W przypadku bardzo ryzykownych start-upów może to zniechęcać potencjalnych innowatorów do wejścia na rynek ze swoimi pomysłami. Prezydent Warszawy zwraca jednak uwagę, że przedsiębiorcy mają pewną elastyczność, bo mogą rozliczać się liniowo według stawki 19 proc.

– Kwestia systemu podatkowego to jest oczywiście kwestia ogólnopaństwowa. Ale biorąc pod uwagę to, że start-upy mogą płacić podatek PIT 19-proc., to jest już pewien postęp w porównaniu do sytuacji przedtem – uważa prezydent Warszawy.

Według Gronkiewicz-Waltz także regulacje dotyczące zakładania działalności gospodarczej są obecnie znacznie bardziej przyjazne, niż to było w przeszłości. Niemniej jednak, Polska jako kraj członkowski UE nie może w dowolny sposób kształtować swoich regulacji, bo jest ograniczona przez prawo europejskie. Zdaniem Gronkiewicz-Waltz, niska innowacyjność polskich firm jest uwarunkowana także kulturą, która na tle tle kultury proinnowacyjnej w USA jest widoczną barierą rozwoju start-upów.

– Zakładanie działalności już jest dość szybkie, bo rejestruje się u nas w każdej dzielnicy, można nawet online założyć działalność gospodarczą. Nie ma tutaj problemu. Na pewno nie ma u nas jeszcze takiej kultury biznesowej jak w Stanach Zjednoczonych, a jesteśmy w Europie i też jesteśmy trochę ograniczani niektórymi przepisami Unii Europejskiej. Niemniej jednak będziemy się starali, żeby było jak najłatwiej – mówi prezydent Warszawy. 

Długoterminowym celem projektu Warsaw Startup Space jest wspieranie innowacyjności polskiej gospodarki oraz promowanie wizerunku Warszawy jako miasta przedsiębiorczego i dynamicznego. To z kolei ma przyciągać kolejnych inwestorów i przedsiębiorców – zarówno do miasta, jak i na rynek kapitałowy. Stołeczny samorząd podejmuje także inne inicjatywy, które mają wspierać rozwój lokalnej przedsiębiorczości i innowacyjności. 

 Z Unii Europejskiej przydzieliliśmy ponad 60 mln zł dla ponad 3 tys. przedsiębiorców i będziemy to kontynuować. Teraz mamy więcej, mamy ponad 100 mln zł środków z Unii. To jest pomoc w infrastrukturze, jest Centrum Przedsiębiorczości na Smolnej, gdzie można uzyskać wszelkie informacje, jeśli się chce założyć działalność gospodarczą, różnego typu usługi innowacyjne. I tam też przedsiębiorcy mogą się spotkać, podzielić się informacjami, mogą też początkowo wynająć, po cenach nierynkowych taką powierzchnię, jeśli jeszcze nie mają środków na biuro – wyjaśnia Hanna Gronkiewicz-Waltz.