Od miesiąca niepokój w branży mleczarskiej. Spada liczba zamówień

Od około miesiąca trwa dekoniunktura na rynku artykułów mlecznych. Ubiegły rok i początek obecnego były jednak dla branży bardzo korzystne. Polska jest w europejskiej czołówce pod względem produkcji mleka i sera, a swoje wyroby eksportuje nie tylko na rynki unijne, lecz także coraz częściej do Azji i Afryki.

O ile ubiegły rok był kapitalny pod względem eksportu, podobnie jak pierwsze miesiące tego roku, to niestety pod koniec kwietnia zaczęliśmy obserwować spadek zamówień na artykuły mleczarskie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Waldemar Broś, prezes zarządu Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich. – Chodzi tu przede wszystkim o sery, mleko w proszku i masło z rynków wewnętrznych.

Jego zdaniem sytuacja ta jest trudna do wyjaśnienia, gdyż popyt na żywność, w tym artykuły mleczarskie, na świecie stale rośnie.

Trudno dziś wytłumaczyć to, że raptem zakupy są mniejsze, a ceny na rynkach światowych spadają – mówi Broś. – Podobna sytuacja zdarzyła się po bardzo dobrym roku 20072008. Następujące po nim zahamowanie popytu było wywołane celowo przez pewien spekulacyjny kapitał handlowy. Obecna sytuacja wygląda mi na podobny scenariusz – ocenia.

Polska jest szóstym producentem mleka w Unii Europejskiej i co roku przerabia ponad 10 mld litrów mleka na artykuły mleczarskie i mleko spożywcze. Ponadto nasz kraj plasuje się na szóstym miejscu na świecie pod względem produkcji serów dojrzewających.

Polskie mleczarstwo w okresie ostatnich 10 lat w Unii zrobiło ogromny skok, bo zwiększyliśmy przerób o ponad 43 proc., a także skoncentrowaliśmy produkcję – zauważa Broś. – Dzisiaj mamy około 141 spółdzielni, a wcześniej mieliśmy ich 300. Mieliśmy prawie 400 tys. producentów mleka, a obecnie jest ich 141 tys., mimo że produkcja mleka wzrosła. Dokonaliśmy też postępu w zakresie bezpieczeństwa. Każdy niemal producent ma dziś urządzenia udojowe czy chłodnicze i jest sprawdzany przez służby weterynaryjne.

W ciągu 10 lat 4,5-krotnie wzrósł też eksport produktów mlecznych. 40 procent jego wartości stanowią sery, często polscy producenci sprzedają za granicę także mleko w proszku, serwatkę, masło czy galanterię (np. jogurty i śmietanę).

Eksport jest kołem zamachowym rozwoju polskiego mleczarstwa, gdyż ma wpływ na wiele rzeczy, między innymi dyscyplinuje rynek, powoduje pewną konkurencję, a ponadto odgrywa określoną rolę w dopływie gotówki – mówi prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich.

Poza tym produkcja przewyższa spożycie artykułów mleczarskich w kraju. Więc co najmniej 30 proc. musi trafić na eksport, żeby nie zahamować rozwoju produkcji.

O ile po wejściu do Unii eksportowano produkty głównie do innych krajów UE, to w ostatnich latach dynamicznie rozwija się eksport na rynki pozaunijne. Chodzi tu zwłaszcza o rynki afrykańskie i azjatyckie – szczególnie chiński. O ile bowiem średnie spożycie artykułów mleczarskich w UE szacuje się na ok. 350 litrów, w Polsce – na niecałe 200 litrów, to w Chinach na razie jest to jedynie 18-20 litrów.

Sądzę, że ci, którzy prześpią okres wejścia na rynek chiński, będą mieć w przyszłości kłopoty. Ma on bowiem duży potencjał rozwoju, a ceny zbytu są znacznie wyższe niż w Polsce – mówi Broś. – Problemem jest jednak brak przyzwyczajenia Chińczyków do spożywania wyrobów mlecznych.

Jak mówi, zdecydowana większość Chińczyków cierpi na nietolerancję laktozy. Oznacza to, że nie mogą oni spożywać mleka nieprzetworzonego.

Game Industry Trends: Money 2014 już 5 czerwca w Warszawie

Konferencje Game Industry Trends poruszają różnorodną tematykę związaną z szerokopojętym rynkiem interaktywnej rozrywki. Do tej pory podczas trzech dwudniowych konferencji (2011, 2012 i 2013 rok) organizowanych przez firmę NoNoobs poruszono bardzo różnorodne obszary tematyczne związane z produkcją i sprzedażą gier wideo, a także różnorodnymi trendami na rynku cyfrowej rozrywki. W roku 2014 odbyły się już dwie tematyczne edycje GIT: Kids 2014 oraz GIT: Marketing 2014. Już 5 czerwca zapraszamy na trzecią konferencje tematyczną GIT: Money 2014, której celem jest wskazanie możliwych trendów rynkowych oraz istniejących mechanizmów zarabiania na grach wideo. Naszą ambicją jest odkrycie, jakimi ścieżkami wędrują.

W świecie gier wideo pieniądze nie leżą na ulicy – są w wielu różnych, czasem wręcz zaskakujących miejscach (o czym najlepiej świadczy proponowane przez YouTube 1 mln dolarów za Twitch.tv, czyli serwis do streamowania gier) – mówi Tomasz Kreczmar, dyrektor artystyczny konferencji Game Industry Trends – Podczas konferencji Game Industry Trends: Money postaramy się wskazać miejsca, w których pieniądze były, w których są i w których mogą być. Lecz nie tylko, oczywiście. Michał Gembicki z cdp.pl porówna wyprzedaże cyfrowe z fizycznymi. Arkadiusz Cybulski opowie jak grywalizacja może wspomóc sprzedaż. Maciej Krupowies przedstawi nowatorski projekt biznesowy, który wykorzystuje potencjał gier. Będzie też co nieco o prawnym aspekcie wirtualnych walut, o klasycznych grach w epoce cyfrowego świata.

Dziś polscy deweloperzy produkcji większych i mniejszy są coraz lepiej rozpoznawalni na świecie – ale czy tak będzie też jutro? Czy czasy, gdy deweloperzy i wydawcy zarabiali na „pudełkach” i dodatkach należy do przeszłości? Czy gry typu free2play, lokowanie produktu w grze czy mikropłatności to teraźniejszość wypierająca wielkie produkcje AAA? Podobnie jak growe aplikacje mobilne na smartfony i tablety, które w wielu kręgach stały się synonimem gier wideo. Jednocześnie z roku na rok rośnie popularność gier online – raport firmy Gartner wskazuje, iż rynek gier MMO ma do 2015 roku zwiększyć wartość o ponad 230%.

„W ledwie kilka tygodni hit 2013 roku – gra Grand Theft Auto V – znalazła 29 milionów nabywców – mówi Dariusz Sokołowski, co-founder NoNoobs.pl S.A. – Tytuł ten pobił film Avangers i grę Call of Duty: Black Ops II w kategorii najszybciej zarabiającego produktu rozrywkowego, który osiągnął zysk w wysokości miliarda dolarów. Film Marvela potrzebował na to 10 dni, produkcja Activision niemal dwóch tygodni, a gra firmy Rockstar ledwie 3 dni. W interaktywnej rozrywce są zatem ogromne pieniądze. Tylko gdzie?”

Warszawski rynek nieruchomości biurowych rynkiem najemcy

Według najnowszego raportu DTZ– Property Times Warsaw, pod koniec I kw. 2014 całkowite zasoby powierzchni biurowych w Warszawie wyniosły 4,2 mln m kw. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2014 roku warszawski rynek biurowy powiększył się o 10 budynków o łącznej powierzchni 84 300 m kw. Dalsze 230 000 m kw. zostanie dostarczone do końca tego roku, co przełoży się na 310 000 m kw. nowej podaży w całym 2014 roku. Będzie to najwyższy roczny wzrost zasobów notowany na rynku warszawskim począwszy od 2000 roku.

Wolumen transakcji najmu w I kw. 2014 wyniósł ponad 86 500 m kw. (z wyłączeniem renegocjacji), co stanowi zbliżoną wartość w porównaniu do IV kw. 2013 roku i jednocześnie o 11% niższą w porównaniu z analogicznym okresem roku 2013.Podobnie jak w ostatnich pięciu latach, w I kw. 2014 renegocjacje i odnowienia umów najmu pozostają wciąż popularną praktyką rynkową.

W związku z dużym wolumenem nowej podaży stopa pustostanów wzrosła nieznacznie (o 0,5 pkt. proc.) w porównaniu do IV kw. 2013 i wyniosła 12,2% na koniec marca 2014. Jest to najwyższa wartość odnotowana od 2003 roku. DTZ jest zdania, że w wyniku wysokiego wolumenu planowanej powierzchni a także niskiego poziomu przednajmu (ok. 20%) w budynkach znajdujących się aktualnie w trakcie budowy planowanych na 2014 rok, wskaźnik pustostanów wzrośnie w tym roku.

Stawki czynszów pozostały na zbliżonym poziomie w porównaniu do poprzedniego kwartału, zarówno w centrum jak i w pozostałych lokalizacjach. Czynsze wywoławcze za najlepszą powierzchnię biurową znajdują się na poziomie 22,5-25,5 euro za m kw. za miesiąc w centrum i 13,5-15,5 euro poza centrum.

Obecnie, ze względu na rosnącą konkurencję pomiędzy deweloperami, najemcy coraz częściej decydują się na renegocjację umów najmu lub przeniesienie do nowo powstających parków biznesowych oferujących dodatkowe pakiety zachęt i udogodnienia dla pracowników. Na terenie nowych kompleksów biurowych pojawiają się przedszkola, salony prasowe, sklepy, kawiarnie, fitness cluby, gabinety masażu czy chill roomy, przeznaczone do organizacji niestandardowych spotkań w mniej formalnej atmosferze, mówi Kamila Wykrota, Dyrektor Działu Doradztwa i Analiz Rynkowych, DTZ. Obserwujemy również rosnące wymagania najemców względem samej powierzchni biurowej. Oczekują oni bardziej funkcjonalnego, inspirującego i innowacyjnego środowiska pracy. Przestrzeń biurowa ma być miejscem przyjaznym pracownikowi, które zapewni mu nie tylko komfort pracy, ale przede wszystkim stworzy najlepsze warunki do pracy zespołowej i projektowej, umocni relacje i pozwoli na odpoczynek, dodaje Kamila Wykrota.

MCI Management zwiększa zaangażowanie w Netii

0

Spółka kontrolowana przez MCI.PrivateVentures Fundusz Inwestycyjny Zamknięty, fundusz buyoutowy z Grupy MCI, nabyła kolejny pakiet akcji spółki Netia S.A. („Spółka”, „Netia”) stanowiący 2,15% jej kapitału zakładowego. Po rozliczeniu transakcji, które nastąpiło w dn. 21 maja br., fundusz z Grupy MCI będzie posiadał 7,15% kapitału zakładowego Netii. Wartość transakcji to 40,5 mln zł.

W ślad za poinformowaniem w dniu 15 maja 2014 r. o zaangażowaniu się w Netię, dziś fundusz z Grupy MCI zakomunikował kolejną transakcję zakupu akcji Netii, umacniając swoją pozycję w akcjonariacie Spółki. Podobnie jak w poprzedniej transakcji nabywającym pakiet 7.466.788 akcji Netii stanowiący 2,1462% kapitału zakładowego Netii jest Navicorp Trust Polska Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością 3 S.K.A. z siedzibą w Warszawie. Łączna wartość transakcji wyniosła ok. 40,5 mln zł. Po rozliczeniu zakupu, które miało miejsce w dniu 21 maja, Grupa MCI posiadać będzie 24.862.328 akcji Netii stanowiące 7,1462% jej kapitału zakładowego.

– Zwiększyliśmy nasze zaangażowanie w Netii, gdyż chcemy umocnić naszą pozycję w akcjonariacie i efektywniej wykonywać prawa akcjonariusza mniejszościowego. Netia potrzebuje skutecznego nadzoru właścicielskiego. Chcemy wprowadzić do Rady Nadzorczej naszego przedstawiciela i mieć realny wpływ na strategię firmy – powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management SA.

Strategia inwestycyjna MCI zakłada inwestowanie w spółki z segmentu tzw. digital ecosystem tworzące ekosystem do rozwoju Internetu. MCI zakłada również angażowanie się w projekty typu digital disruption, czyli dotyczące czystych modeli internetowych (tzw. pure players), jak również digital adaptation, czyli modele biznesowe, które po osiągnięciu wiodącej pozycji w tradycyjnej gospodarce, mają zamiar zdynamizować swój rozwój dzięki wykorzystaniu możliwości Internetu. Netia to przykład silnej spółki działającej w obszarze digital ecosystem.

Zakup ok. 7,15% akcji Netii to największa inwestycja MCI w tym roku i jedna z największych w historii funduszu. Wycena całego pakietu akcji Spółki w obecnym portfolio Grupy MCI plasuje tę inwestycję wśród największych aktywów funduszu.

– Gdy w marcu tego roku obejmowałem stanowisko Prezesa Zarządu, zapowiadałem, że jednym z celów na najbliższe lata jest większa dywersyfikacja portfela i zmniejszenie udziału jednostkowych inwestycji w naszych łącznych aktywach do poziomu niższego niż 20%, co wpłynie na zmniejszenie korelacji między cenami poszczególnych aktywów a wyceną MCI na giełdzie. Nabycie znaczącego pakietu akcji Netii jest krokiem w celu realizacji tej zapowiedzi – dodaje Cezary Smorszczewski.

W dniu 13 maja br. Grupa MCI opublikowała swoje wyniki za I kwartał 2014 r. W tym okresie wypracowała 108,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto. Jej aktywa pod zarządzaniem wyniosły w pierwszym kwartale 2014 r. ponad 1,3 mld zł w stosunku do 838 mln zł w pierwszym kwartale 2013 r. Aktywa netto wyniosły 873 mln zł, względem 582,1 mln zł na koniec pierwszego kwartału 2013, co dało wskaźnik aktywów netto na akcję na poziomie 14 zł. Ogłoszona w grudniu 2013 r. prognoza zakłada wzrost aktywów netto na akcję z 12,20 zł na koniec 2013 r. do 16,50 zł na koniec 2014 r., co oznacza, że już po pierwszym kwartale tego roku osiągnięto połowę zakładanego wzrostu. Ponadto MCI zakłada, że poziom inwestycji w całym roku wyniesie nie mniej niż 305 mln zł.

Budownictwo mieszkaniowe w kwietniu 2014 r.

Według wstępnych danych, w okresie styczeń-kwiecień 2014 r. oddano do użytkowania 46889 mieszkań, tj. o 1,8% mniej w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku (kiedy odnotowano wzrost o 0,8%) i o 1,0% mniej niż odpowiednio w 2012 r.
W okresie czterech miesięcy 2014 r. wydano pozwolenia na budowę 48806 mieszkań, tj. o 15,9% więcej niż w analogicznym okresie 2013 r. (kiedy notowano spadek o 26,8%). Wzrosła również liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto – do 45131, tj. o 27,7%, wobec spadku przed rokiem o 31,7%.

Wskaźniki cen produkcji sprzedanej przemysłu oraz produkcji budowlano-montażowej w kwietniu 2014 r.

Według wstępnych danych, ceny produkcji sprzedanej przemysłu w kwietniu 2014 r. były o 0,1% niższe niż w poprzednim miesiącu. Najbardziej spadły ceny w górnictwie i wydobywaniu (o 0,7%), w tym w wydobywaniu węgla kamiennego i węgla brunatnego (lignitu) – o 1,7%, przy wzroście cen w górnictwie rud metali – o 0,2%. Spadek cen zanotowano również w przetwórstwie przemysłowym (o 0,1%), w tym największy w produkcji urządzeń elektrycznych (o 0,8%). Spadły także ceny m.in. produkcji metali (o 0,7%), wyrobów z metali, maszyn i urządzeń, mebli, wyrobów z drewna, korka, słomy i wikliny (po 0,4%), wyrobów farmaceutycznych, skór i wyrobów skórzanych (po 0,2%), artykułów spożywczych, papieru i wyrobów z papieru, pozostałego sprzętu transportowego (po 0,1%). Ceny produkcji koksu i produktów rafinacji ropy naftowej ukształtowały się na poziomie zbliżonym do zanotowanego w poprzednim miesiącu. Wzrosły natomiast ceny m.in. produkcji chemikaliów i wyrobów chemicznych, pojazdów samochodowych, przyczep i naczep, wyrobów tekstylnych (po 0,1%), wyrobów z gumy i z tworzyw sztucznych, odzieży (po 0,2%), wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych, komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych, napojów (po 0,3%), poligrafii i reprodukcji zapisanych nośników informacji (o 0,4%). Ceny w sekcji dostawa wody; gospodarowanie ściekami i odpadami; rekultywacja podniesiono o 0,1%, a w sekcji wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę – o 0,2%.

Rośnie sprzedaż i produkcja. Dobry I kw. 2014 w motoryzacji

Tymczasowy powrót tzw. „kratek” oraz sygnały ożywienia gospodarczego napędziły polski rynek motoryzacyjny w I kw. 2014 roku. Liczba rejestracji nowych samochodów osobowych wzrosła o 28,9% r/r (rok do roku) i wyniosła 97,6 tys. sztuk. Z tego 22,1 tys. stanowiły samochody osobowe z homologacją ciężarową, czyli tzw. auta z „kratką”. Dobre wyniki odnotowano także na rynku samochodów dostawczych (wzrost rejestracji o 7,9%), pojazdów ciężarowych (wzrost o 18,1% r/r) oraz przyczep i naczep (wzrost o 40,1% r/r). Wzrost wypracowały także polskie fabryki motoryzacyjne, zarówno w segmencie pojazdów, jak i podzespołów, części i akcesoriów. Ogółem produkcja sprzedana polskiego przemysłu motoryzacyjnego w I kw. 2014 roku zwiększyła się o 6,8% r/r i wyniosła 28,3 mld zł.

Przedsiębiorcy bardzo chętnie skorzystali z dogodnych uwarunkowań podatkowych, tj. tymczasowej możliwości całkowitego odliczenia podatku VAT od zakupu i eksploatacji samochodów osobowych z homologacją ciężarową. W I kw. 2014 roku zarejestrowano 22,1 tys. tego typu pojazdów, co stanowiło 22,6% wszystkich rejestracji w grupie samochodów osobowych – komentuje Mirosław Michna, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu Doradców dla Branży Motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Z możliwości odliczenia podatku VAT od zakupu samochodu osobowego skorzystały zarówno duże, jak i małe firmy. Nabywcy instytucjonalni odpowiadali za 74% rejestracji tzw. „samochodów z kratką”, zaś przedsiębiorcy indywidualni – za 26%.

Zachowanie polskiego rynku w czasie tzw. okienka derogacyjnego pokazuje doskonale, w jakim stopniu jego potencjał jest hamowany przez regulacje podatkowe. Kwartalna sprzedaż nowych samochodów osobowych na poziomie blisko 100 tys. szt., którą udało się osiągnąć w I kw. 2014 roku, powinna być pewnym minimum, a nie ewenementem. Licząc rejestracje na jednego obywatela, nawet w tym wyjątkowym okresie ledwo zbliżyliśmy się do rynku czeskiego czy słowackiego
– komentuje Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

W I kw. 2014 roku wolumen rejestracji marek popularnych wzrósł o 27,2% r/r (do 88,4 tys. szt.), czyli minimalnie poniżej średniej dla całego rynku samochodów osobowych. Segment premium+, w którym nabywcami są głównie firmy, na powrocie „kratki” skorzystał w jeszcze większym stopniu. Rejestracje marek z wyższej półki wzrosły o 48%, do 9,2 tys. szt.

W obu segmentach dystrybutorzy w większości przygotowali bogatą ofertę samochodów osobowych z homologacją ciężarową a dealerzy intensywnie promowali powrót „kratki”. Przełożenie na wyniki w I kw. 2014 roku jest wyraźne. Pośród dziesięciu marek popularnych o największym wolumenie rejestracji, co druga zwiększyła sprzedaż o minimum jedną trzecią. Trzy największe marki (Škoda, Volkswagen i Toyota) zwiększyły sprzedaż o połowę. W segmencie premium rejestracje trzech największych marek (BMW, Volvo i Audi) zwiększyły się o odpowiednio 77%, 68% i 52% – komentuje Paweł Gawroński, Starszy Menedżer w Dziale Audytu, Członek Zespołu Doradców dla Branży Motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Największy wzrost liczby rejestracji odnotowały samochody w segmentach C, D oraz małe/średnie SUVy i crossovery, czyli auta średniej wielkości. Znacznie mniejsze wzrosty odnotowano w klasie najmniejszych oraz największych aut (z wyjątkiem dużych SUVów i crossoverów oraz MPV).

Po wzmożonych zakupach z końca roku rynek samochodów użytkowych wraca do równowagi

Po silnym impulsie zakupowym w IV kw. 2013 roku związanym z wymianą flot i zmianą normy EURO rynek samochodów dostawczych wrócił do dynamiki notowanej w połowie zeszłego roku. W I kw. 2014 roku zarejestrowano 10 450 samochodów dostawczych (wzrost 7,9% r/r) oraz 4 072 samochodów ciężarowych o DMC>3,5t (wzrost o 18,1%). Znacznie mniejszy wzrost miał miejsce na rynku autobusów – zarejestrowano ich 296 szt., o 1% więcej niż I kw. 2013 roku.

Doskonałe wyniki rynku samochodów użytkowych z IV kw. 2013 roku nie mogły być utrzymane w tym roku, ponieważ wzmożona sprzedaż była wówczas napędzana chęcią ucieczki przed wzrostem cen pojazdów po wdrożeniu normy EURO VI. Wolumen rejestracji w I kw. 2014 roku jednak nie rozczarowuje. Choć w części dotyczy on końcowej partii produkcji zgodnej z EURO V, to jednak jest on także dowodem, że oznaki ożywienia gospodarczego wpłynęły na gotowość przedsiębiorców do ponoszenia wydatków inwestycyjnych – komentuje Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Boom na rynku samochodów ciężarowych w końcu 2013 roku i dobra sprzedaż w I kw. 2014 roku przełożyły się także na bardzo dobre wyniki segmentu przyczep i naczep. Ogółem pierwsze trzy miesiące przyniosły wzrost liczby rejestracji o 40,1% r/r, do 4 510 sztuk.

Jednoślady na plusie, jednak dopiero sezon letni pokaże prawdziwy stan rynku
Ciepła zima przełożyła się na dobrą (jak na ten okres w roku) sprzedaż nowych jednośladów w I kw. 2014 roku. Liczba rejestracji motocykli była wyższa o 36,7% niż rok wcześniej i sięgnęła 1 685 sztuk. Rynek motorowerów wzrósł w podobnym stopniu (o 31,8% r/r), do 7 199 sztuk.

To pozytywne sygnały, bo rynek jednośladów od wielu lat przeżywa trudności. W segmencie motocykli związane są one m.in. z dużym importem używanych pojazdów. Trudno jednak na podstawie wyników z pierwszego kwartału roku wnioskować, czy uda się odwrócić trend spadkowy. Chociaż odpowiedź przyniesie kluczowy dla branży sezon wiosenno-letni, to wydaje się, że do poprawy przyczyniła się przede wszystkim lekka zima, dzięki czemu nabywcy zaczęli wcześniej planować zakupy. Zwiększony popyt w tym segmencie może być także sygnałem wzrostu optymizmu konsumentów; poczuciem poprawy sytuacji gospodarczej – komentuje Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

W I kw. 2014 roku produkcja sprzedana polskiego przemysłu motoryzacyjnego osiągnęła wartość 28,3 mld zł. To nominalnie o 6,8% więcej niż w I kw. 2013 roku. Za wzrost odpowiada zarówno produkcja pojazdów silnikowych, jak i podzespołów, części oraz akcesoriów motoryzacyjnych.

Produkcja samochodów użytkowych dalej rośnie, koniec spadków w segmencie osobowym

W I kw. 2014 roku wyprodukowano w Polsce 154,9 tys. pojazdów silnikowych – o 2,6% więcej niż w I kw. 2013 roku. Za wzrost odpowiadają głównie samochody dostawcze i ciężarowe (29,5 tys. szt., +9,1% r/r). Pozytywnym sygnałem jest stabilizacja produkcji samochodów osobowych (124,6 tys. szt., +1,3%), to jednak wciąż bardzo mało w porównaniu z latami 2008-2012. O 4,8% wzrosła produkcja autobusów, do 789 sztuk.

Na rynku UE widoczne są sygnały ożywienia, co bezpośrednio przekłada się na wolumen produkcji ulokowanych w Polsce fabryk. W przypadku samochodów osobowych I kw. 2014 roku przyniósł w UE wzrost o 8,4% r/r. Rośnie także liczba rejestracji samochodów użytkowych – w I kw. o 9,8%. To bardzo dobre sygnały, jednak obiektywnie wyniki te są jeszcze bardzo dalekie od tych sprzed kryzysu. Biorąc pod uwagę potencjał konsumentów UE, 3,3 mln samochodów osobowych i 443 tys. pojazdów użytkowych zarejestrowanych w ciągu kwartału to wciąż mało
– mówi Mirosław Michna, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu Doradców dla Branży Motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Segment podzespołów, części i akcesoriów coraz silniejszy

Choć europejska produkcja pojazdów znajduje się w stagnacji, dobre wyniki osiągnęli także producenci szeroko rozumianych komponentów, części i akcesoriów motoryzacyjnych, w tym silników. W 2013 roku ich eksport wzrósł o 7,1% i miał wartość 15,5 mld euro. To większa wartość niż dotąd przypuszczano, ponieważ do analizy włączono pomijane zazwyczaj części elektryczne i mechaniczne związane z silnikami spalinowymi, które w klasyfikacjach znajdują się poza motoryzacją. Wzrósł m.in. eksport opon (o 4,8% r/r), szkła do pojazdów (43%), podzespołów i części elektrycznych (15,3%), mechanicznych części silników spalinowych (9,7%), systemów hamulcowych i ich części (14,7%), układów zawieszenia i ich części (14,9%) czy poduszek powietrznych (18,6%). Wśród kluczowych odbiorców na uwagę zasługuje wzrost sprzedaży do Czech (wzrost o 9% r/r), Hiszpanii (7%), Wielkiej Brytanii (14%), Węgier (18,7%), Włoch (9,3%) oraz Słowacji (15,1%).

Choć nie są jeszcze dostępne dane za pierwszy kwartał 2014, to możemy być niemal pewni, że przyniósł on dalszy wzrost eksportu komponentów, części i akcesoriów motoryzacyjnych. Ten segment rozwija się bardzo dynamicznie dzięki strumieniowi inwestycji i reinwestycji. W 2013 roku zainwestowano w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce 4,5 mld zł (aż o 13,1% więcej niż w 2012) a znaczna część tej kwoty wiąże się właśnie z segmentem dostawców – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Globalni inwestorzy silnie zainteresowani polskim rynkiem nieruchomości

Jak wynika z raportu „KPMG Real Estate Invest Survey – An outlook for 2014”, globalni inwestorzy z optymizmem podchodzą do zwiększenia swojej ekspozycji na rynku nieruchomości. Dziewięćdziesiąt procent respondentów zgadza się, że kluczowe rynki europejskie pozostaną „gorącymi miejscami” na światowej mapie inwestycji w ciągu najbliższych pięciu lat, do czego przyczyni się dostępność finansowania zewnętrznego, pojawienie się państwowych funduszy majątkowych (ang. sovereign wealth funds) i globalne fundusze emerytalne. Powinno to w najbliższych latach doprowadzić do zwiększenia skali inwestycji na światowym rynku nieruchomości, czego polski rynek będzie jednym z istotnych beneficjentów.

Europa Środkowo-Wschodnia wśród najważniejszych kierunków inwestycyjnych

Jedynie 16% inwestorów badanych przez KPMG zakłada w swojej strategii koncentrację na inwestycjach we własnym kraju, podczas gdy 84% skupia się na inwestycjach w skali regionalnej lub globalnej. Wyniki badania pokazują, że inwestorzy dostrzegają atrakcyjność Europy Środkowo-Wschodniej – 23% z nich wskazało ten region jako jeden z najbardziej perspektywicznych pod względem możliwości inwestycyjnych.

To przemawia na korzyść Polski, szczególnie, że w 2013 roku 60%, zaś w I kw. 2014 roku aż 70% wszystkich środkowoeuropejskich transakcji na rynku nieruchomości miało miejsce właśnie w tym kraju. Spodziewamy się, że także w przyszłości inwestorzy będą chętniej wybierać inwestycje w Polsce – powiedział Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

Inwestorzy uznają Polskę za jeden z najważniejszych rynków w skali światowej

W badaniu poproszono respondentów o wskazanie czterech krajów, które obecnie oferują najlepsze możliwości inwestycyjne na rynku nieruchomości. Wśród czterech najważniejszych rynków Polskę wskazało 13% inwestorów.

Choć 13% wskazań może się wydawać małym odsetkiem w porównaniu np. z rynkiem niemieckim (71% wskazań), to biorąc pod uwagę światową skalę potencjalnych inwestycji wciąż przekłada się to na bardzo silny popyt na polskie nieruchomości – powiedział Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

Nieruchomości biurowe wciąż najbardziej atrakcyjne

Ośmiu na dziesięciu (81%) globalnych inwestorów jest zainteresowana przede wszystkim nieruchomościami biurowymi, zaś 65% – handlowymi. Hotele, nieruchomości mieszkaniowe oraz przemysłowe/logistyczne są także istotne, jednak nie przyciągają uwagi aż tak szerokiej grupy inwestorów

Inwestorzy wciąż są najbardziej zainteresowani sektorem nieruchomości biurowych oraz handlowych, co zgadza się z charakterem transakcji na polskim rynku. W zeszłym roku około 50% transakcji miało miejsce w sektorze nieruchomości handlowych, a 40% w sektorze nieruchomości biurowych. Spodziewamy się, te dwa segmenty dalej będą preferowane.

O raporcie

Raport „KPMG Real Estate Invest Survey – An outlook for 2014” powstał na podstawie odpowiedzi międzynarodowych inwestorów aktywnych na rynku nieruchomości. Przedstawiciele badanych firm odpowiedzieli na piętnaście pytań, dzieląc się swoją oceną globalnego otoczenia inwestycyjnego na rynku nieruchomości w 2014 roku. Badanie pozwala określić nastroje panujące na rynku i pozwala na strategiczne spojrzenie na światowe inwestycje nieruchomościowe.

Czy znaczenie kapitału obcego w firmach rodzinnych przechodzących sukcesję wzrośnie?

25 lat temu polska wolność gospodarcza uwolniła potencjał przedsiębiorczy i spowodowała rozkwit firm rodzinnych. Prawie 20% badanych dzieci, pochodzi właśnie z tych firm, które na chwilę obecną mają przynajmniej 21-letnią historię. Jeżeli jednak przyjąć, że proces sukcesji powinien trwać min. 7-10 lat, to do procesu sukcesyjnego powinni przygotowywać się rodzice ponad połowy badanych studentów. Tym bardziej, że dzieci z firm rodzinnych myśląc o swojej przyszłości, zdecydowanie częściej stawiają na niezależność i założenie własnej firmy niż na przejmowanie firm od rodziców. Jedynie 6,3 % badanych „dzieci” deklaruje swoje zainteresowanie sukcesją. Czy oznacza to, że znaczenie kapitału obcego w firmach wzrośnie?

Główni udziałowcy w polskiej firmie rodzinnej na tle światowym

W zestawieniu z wynikami badań międzynarodowych najbardziej widoczna jest różnica w znaczeniu kapitału obcego w firmach rodzinnych. W Polsce zdecydowana większość osób prowadzących działalność gospodarczą jest równocześnie głównym udziałowcem (97,8%), w tym w wynikach zagranicznych podobnie jak w Polsce dominuje model, w którym to ojciec rodziny jest głównym udziałowcem firmy (53,4%). Na 100 firm w zaledwie w 9 z nich głównym udziałowcem jest wyłącznie matka. Ale w tym zestawieniu polskie mamy na tle „reszty świata” wypadają dużo lepiej, bo aż 16 na 100 posiadają główne udziały. Dla porównania wyniki międzynarodowe wskazują, że tylko 57,4% osób prowadzących działalność gospodarczą jest w posiadaniu większości udziałów, prawie 40% z nich podkreśla, że część udziałów w firmie należy do udziałowców zewnętrznych.

Taki podział własności w Polsce skoncentrowany na właścicielach „rodzinnych”, wynikać może właśnie z „wieku” polskich przedsiębiorstw, które w porównaniu z zagranicznymi firmami rodzinnymi są bardzo młode i jeszcze nie weszły w fazę rozwoju wymagającą dokapitalizowania. Polskie firmy rodzinne wciąż rzadko korzystają z kapitału obcego i opierają się na własnym potencjale rozwoju.

Wejście kapitału zewnętrznego do biznesu rodzinnego to czasami kwestia zmiany mentalności dla właścicieli, którzy do tej pory sami podejmowali wszelkie decyzje. Zdają oni sobie sprawę, że nowy akcjonariusz wraz z objęciem udziałów będzie chciał mieć też wpływ na zarządzanie biznesem. Ponadto, wejście kapitału z zewnątrz wymaga większego otwarcia się firmy/rodziny, czyli większej transparentności odnośnie spraw, które często wykraczają w przypadku takich firm poza czysty biznes. Jednak chyba nie to powinno powodować różnice z krajami zachodnimi
– mówi Mirosław Grabarek, Partner w Dziale Audytu w KPMG w Polsce i dodaje:
Wydaje się, że jedną z głównych przyczyn mniejszego niż w państwach zachodnich udziału kapitału obcego w polskich firmach rodzinnych należy upatrywać w stosunkowo niedługim okresie funkcjonowania zdecydowanej większości takich firm w Polsce. Panuje u nas przekonanie, że firma rodzinna powinna finansować się z własnych środków, ewentualnie z kredytu, natomiast dopuszczanie do firmy wspólnika zewnętrznego może świadczyć o słabości bądź kłopotach finansowych firmy. Takie postrzeganie będzie się z biegiem czasu zmieniać, wraz z nieuchronnym następowaniem sukcesji w pierwszej, dużej generacji polskich firm rodzinnych.

Niski stopień gotowości do sukcesji to jednak nie tylko polska specyfika. Średni wynik w międzynarodowym badaniu GUESSS dla tej zmiennej wyniósł 6.3%. Wyniki międzynarodowe kształtują się dość podobnie w Europie, a więcej niż 1 na 10 studentów będących dziećmi z firm rodzinnych chciałaby przejąć rodzinny biznes tylko w Australii, Belgii, Francji, Kanadzie, Lichtensteinie, Meksyku i Włoszech. W żadnym badanym kraju jednak nie ma wskaźnika równego 2 na 10.

Własność po sukcesji

Prawie 54% przebadanych respondentów z firm rodzinnych uważa jednak, że ich rodzice będą chcieli zachować udziały we własności przedsiębiorstwa po przeprowadzeniu procesu sukcesji. To dość typowe dla procesów sukcesyjnych – ważne jednak, aby docelowo, wraz z przejęciem przez dzieci odpowiedzialności, nastąpił transfer części udziałów uprawniających do samodzielnej decyzyjności. Przy założeniu, że rodzice byliby w stanie sprzedać firmę zewnętrznemu inwestorowi za równowartość 100 jednostek, to młody sukcesor, aby uzyskać firmę rodzinną na własność, musiałby według ankietowanych zapłacić ok. 60% tej kwoty. Te preferencyjne warunki dla dzieci są zrozumiałe, bo w Polsce i tak rzadko w praktyce spotykany jest popularny jak np. w Stanach Zjednoczonych model wykupywania udziałów od rodziców. Wyniki międzynarodowe wskazują, że cena, jaką miałyby zapłacić dzieci za udziały, wynosiłaby 80% wartości.

Wyniki badań firm rodzinnych zarówno w Polsce jak i zagranicą pokazują, że problem sukcesji jest złożony i obarczony wieloma ryzykami. Szczególnie wymowne jest to, jak mały odsetek dzieci z firm rodzinnych widzi siebie, jako kontynuatorów przedsiębiorstw będących dziś własnością ich rodziców. W związku z tym w przypadku wielu firm pokoleniowa „zmiana warty” będzie wiązać się raczej ze sprzedażą biznesu do zewnętrznego inwestora
– mówi Piotr Grauer, Dyrektor w Dziale Corporate Finance w KPMG w Polsce i dodaje:
Znalezienie odpowiedniego inwestora dla firmy jest procesem długotrwałym i skomplikowanym, dlatego warto do niego dobrze się przygotować i zawczasu go zaplanować. Istotnymi elementami takiego planowania będzie zarówno stworzenie optymalnej struktury prawnej funkcjonowania przedsiębiorstwa, jak i odpowiednie przygotowanie kadr zarządzających firmą. Równie ważne jest takie zaplanowanie działalności i finansów firmy na najbliższe lata, aby moment sprzedaży udziałów pozwolić zmaksymalizować ich wartość. W wyniku takiego świadomego przygotowania firmy do zmiany właścicielskiej można mieć czas na znalezienie dla firmy właściciela, który będzie dbać o jej dalszą pomyślność oraz uniknąć wielu perturbacji w trakcie samego procesu sprzedaży.

International Biometric Congress

Od 2009 r. cykl konferencji, wcześniej zatytułowanych „Spring Biometric Summit” (SBS), jest największym, cyklicznym wydarzeniem w Europie Środkowo-Wschodniej poświęconym wykorzystaniu biometrii w bankowości, sektorze finansowym i administracji publicznej.

Podczas konferencji prowadzony będzie dialog pomiędzy przedstawicielami sektora bankowego i firm technologicznych, świata nauki oraz prawnikami na temat kluczowych wyzwań stojących przed polskim sektorem usług finansowych w kontekście nowych regulacji prawnych dotyczących technologii biometrycznych.

W tegorocznej edycji „International Biometric Congress” zaprezentowane zostaną:

nowe zastosowania biometrii w płatnościach gotówkowych i bezgotówkowych;
najnowsze osiągnięcia technologiczne w zakresie biometrii – w tym podpis biometryczny, biometria w call center, biometryczne oddziały samoobsługowe (VTM), płatności biometryczne oraz przykłady ich implementacji,;

studia przypadków – projekty biometryczne w polskiej bankowości: prezentacja projektów biometrycznych oddziałów i franczyz Banku BPH SA,, smoobsługowych oddziałów bankowych (VTM) Getin Point, bankomatów biometrycznych w Krakowskim Banku Spółdzielczym, doświadczenia w BS Kielce i Podkarpackim Banku Spółdzielczym, a także hosta biometrycznego IT Card oraz pierwszej na świecie niezależnej sieci bankomatów z uwierzytelnieniem biometrycznym Planet Cash;

aspekty prawne biometrii: wystąpienia Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych oraz czołowych ekspertów prawa bankowego i prawa nowych technologii;
studia przypadków – projekty biometryczne w światowej bankowości i innych sektorach: przedstawienie projektów biometrycznych w Turcji, Słowacji i Rumunii.