GPW będzie zachęcać Polaków do inwestowania na giełdzie i budować pozytywny wizerunek rynku kapitałowego

CEO Magazyn Polska

Giełda Papierów Wartościowych ruszyła z kampanią wizerunkową promującą rynek kapitałowy. Celem jest podkreślenie roli, jaką giełda odegrała w procesie budowania wolnego rynku w Polsce, powiązanie 23 lat istnienia warszawskiego parkietu z przypadającymi na ten rok obchodami 25-lecia transformacji ustrojowej oraz zachęcenie Polaków do inwestowania swoich oszczędności na GPW.

Giełda już odgrywa bardzo dużą rolę w rozwoju polskiej przedsiębiorczości, ale ciągle za małą. Dlatego powinna zdecydowanie mocniej otworzyć się na nowych inwestorów – m.in. poprzez takie kampanie, które przypominają o jej podstawowej roli, jaką jest pozyskiwanie kapitału dla polskich firm i skuteczna alokacja oszczędności Polaków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Maciejewski, prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych.

Główną ideą kampanii jest zwrócenie uwagi na rolę, jaką giełda odegrała w procesie transformacji ustrojowej w Polsce, oraz przekonanie Polaków, że inwestowanie to dobry sposób na pewne i bezpieczne lokowanie swoich oszczędności. GPW chce przypomnieć w kampanii o 23 latach sukcesów warszawskiego parkietu. Jak podkreśla Maciejewski, okazją jest m.in. 25. rocznica transformacji ustrojowej w Polsce.

Doszliśmy do wniosku, że wiosna i 25-lecie wolności polskiej jest dobrym momentem, żeby przypomnieć o sukcesach giełdy i po prostu stworzyć dobrą atmosferę wokół rynku kapitałowego. Te 23 lata to lata praktycznie samych sukcesów polskiego rynku kapitałowego i polskiej giełdy  – przypomina Maciejewski.

Na giełdzie w Warszawie jest obecnie notowanych łącznie niemal 900 spółek – 455 na głównym parkiecie GPW oraz 439 na alternatywnym rynku NewConnect. Zdecydowana większość z nich to spółki z sektora prywatnego, które dzięki środkom ze sprzedaży akcji mogły rozwijać się i inwestować w nowe produkty i usługi, a co za tym idzie – aktywnie wspierały rozwój polskiej gospodarki w ostatnim ćwierćwieczu.

Dzięki takiemu rozwojowi GPW jest dziś największą giełdą w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednak prezes Maciejewski zauważa, że rynek wciąż ma ogromny, niewykorzystany potencjał, a wielu Polaków oraz przedsiębiorstw obawia się inwestować na GPW. Ma się to zmienić m.in. dzięki rozpoczętej dziś kampanii wizerunkowej.

Musimy to zmienić różnymi metodami. Oczywiście robimy to przede wszystkim poprzez działania typowo edukacyjne. Corocznie kształcimy kilkanaście tysięcy osób, które są zainteresowane rynkiem kapitałowym, ale to jest wciąż za mało. Ważne, żeby stworzyć zarówno jasny wizerunek polskiego rynku kapitałowego i polskiej giełdy, jak i wizerunek miasta jako Warsaw Capital City – przekonuje Maciejewski.

Kampania, którą realizuje agencja kreatywna Adbirds, będzie widoczna na ulicach Warszawy, w komunikacji miejskiej, prasie, internecie i telewizji. W ramach kampanii uruchomiona została specjalna edukacyjna podstrona www.gpw.pl/inwestuj, objaśniająca podstawy inwestowania na giełdzie. Partnerem kampanii jest Miasto Stołeczne Warszawa.

Polska gospodarka może przyspieszyć dzięki gazowi łupkowemu i współpracy między Europą a USA

CEO Magazyn Polska

Tani gaz z łupków zwiększył konkurencyjność gospodarki Stanów Zjednoczonych. Może pomóc także polskiej, o ile wydobycie okaże się opłacalne – uważa Howard Chase z koncernu chemicznego Dow Europe.  Kolejnym pozytywnym bodźcem dla Polski i Unii Europejskiej może stać się umowa o wolnym handlu z USA.

Stwierdzenie, że gaz łupkowy jest rewolucją, jest całkowicie prawdziwe. Sprowadza on przemysł z powrotem do Stanów Zjednoczonych, ponieważ mamy duże zasoby taniego surowca, idealnego do wyrobu chemikaliów. Dlatego szybko rosną inwestycje branży chemicznej w USA – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Howard Chase, director of government affairs w Dow Europe.

Jednym z głównych powodów powrotu przemysłu do Stanów Zjednoczonych jest tania energia pozyskiwana właśnie z gazu łupkowego, który w Europie budzi kontrowersje, szczególnie ze względów bezpieczeństwa i jego wpływu na środowisko.

Użycie chemikaliów w wydobywaniu gazu łupkowego musi być bezpieczne. W pełni popieramy regulacje zapewniające pełną przejrzystość tego procesu. Uważamy, że szczelinowanie hydrauliczne nie powoduje problemów, ale musi być uregulowane, nadzorowane przez odpowiednie władze i spełniać standardy bezpieczeństwa – twierdzi Chase.

Podkreśla, że jeśli złoża gazu łupkowego w Polsce okażą się wystarczająco bogate i będą mogły być bezpiecznie eksploatowane, to może to pobudzić rozwój przemysłu także w Polsce.

To dobra informacja dla polskiego i europejskiego przemysłu. Ale wciąż pozostaje „jeśli”. O polskim gazie łupkowym wciąż niewiele wiadomo, jednak warto próbować, testować, rozwijać różne techniki i sprawdzać, co można w tej sprawie zrobić – tłumaczy Howard Chase.

Trzeba też wykazać się cierpliwością – badania i dobór rozwiązań technicznych, zdaniem przedstawiciela Dow Europe, mogą trwać dość długo. Potrzebny jest też program prac związanych z badaniem i wydobyciem gazu łupkowego oraz jego konsekwentna realizacja.

Kolejnym pozytywnym impulsem dla gospodarki może być porozumienie o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi – Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP).

To niejedyny warunek wzrostu konkurencyjności Europy, ale z pewnością może popchnąć europejską gospodarkę do przodu. Gospodarki europejska i amerykańska są w przybliżeniu podobnej wielkości – możemy sprawić, by zaczęły sprawniej współpracować – uważa dyrektor z Dow Europe. – Wielkie międzynarodowe firmy, jak Dow, zyskają na umowie handlowej, ale te korzyści przejdą również na naszych klientów w Europie i  Polsce. Klientów, którzy używają naszych produktów i dzięki którym ich praca jest bardziej wydajna i konkurencyjna – przekonuje.

Dow Europe, europejskie ramię koncernu Dow Chemical Company, z jednej strony jest dostawcą amerykańskich technologii wydobycia gazu łupkowego oraz wykorzystywanych przy wydobyciu specjalistycznych chemikaliów, a z drugiej – konsumentem gazu wykorzystywanego podczas produkcji chemikaliów.

Dziś akcjonariusze Energi zdecydują o wypłacie dywidendy

0

CEO Magazyn Polska

Dywidendę w wysokości złotego za akcję proponuje w tym roku zarząd Energi. Dziś o jej wypłacie zadecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. Firma zapowiada, że w przyszłym roku podzieli się zyskami z akcjonariuszami w jeszcze większym stopniu. Koncern realizuje inwestycje w obszarze dystrybucji i energii odnawialnej. Planuje kolejne projekty, ale uzależnia je od nowego prawa o energetyce odnawialnej.

Dziś ZWZA Energi zadecyduje o wypłacie dywidendy za 2013 rok. Spółka w tym czasie zarobiła na czysto prawie 764 mln złotych, co daje 1,86 zł na akcję. Z tego zarząd proponuje wypłacenie 1 złotego na akcję. Rada nadzorcza przyjęła zarekomendowaną przez zarząd wypłatę dywidendy.

O wysokości zadecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. Zakładamy, że zgodzi się z naszą rekomendacją – 1 zł na akcję. W przyszłym roku, zgodnie z obietnicą podczas debiutu giełdowego, będziemy rekomendować dywidendę wyższą – nawet o 20 proc. – informuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mirosław Bieliński, prezes koncernu Energa.

Zgodnie w Wieloletnim Planem Inwestycji Strategicznych spółka pracuje nad projektami dwóch farm wiatrowych (Parsówek i Myślino) i dwóch małych źródeł fotowoltaicznych (Czernikowo i Gdańsk).

Obecny poziom inwestycji w OZE wiąże się z naszymi przewidywaniami dotyczącymi wejścia w życie nowego prawa o energetyce odnawialnej. Uważamy, że wejdzie ono w życie na przełomie 2015 i 2016 roku, więc dziś realizujemy te inwestycje, które zostaną zakończone przed wejściem w życie nowego prawa – tłumaczy prezes.

Kolejne inwestycje w OZE zależą właśnie od tego, jaki będzie ostateczny kształt nowych regulacji. Prace nad długo oczekiwaną ustawą trwają. Na początku kwietnia projekt został przyjęty przez rząd.

Jednak kluczowe inwestycje – z punktu widzenia i firmy, i odbiorców – dotyczą dystrybucji. W I kwartale br. ze 195 mln zł nakładów inwestycyjnych Grupy wydatki w tym segmencie wyniosły 154 mln zł. Dotyczą one m.in. modernizacji sieci, w tym także wdrażania elementów sieci inteligentnej smart grid.

Jak podkreśla prezes Energi, to przedsięwzięcia bezpośrednio podnoszące bezpieczeństwo dostaw energii.

Zdecydowanie więcej środków wydajemy w segmencie dystrybucji. Mamy ambicje, by w sensie rzeczowym wykonać ten sam plan, ale przy niższych nakładach finansowych. Widzimy faktycznie zmniejszenie CAPEX [wydatki inwestycyjne – red.], porównując I kw. tego i poprzedniego roku. To efekt harmonogramów prac i wydawania środków – mówi Mirosław Bieliński.

Szacunki firmy mówią o stabilizacji cen energii elektrycznej. Ewentualne zmiany nie będą odczuwalne dla rynku.

Z naszego punktu widzenia i z punktu widzenia naszych klientów istotne jest wprowadzenie obowiązków związanych z żółtymi i czerwonymi certyfikatami. To jest czynnik kosztowy dla regulowanej przez prezesa URE ceny dla odbiorców indywidualnych. Nie wiemy, czy URE podnosząc nam z jednej strony koszty, zgodzi się też na podniesienie cen. Przewidywania branży są pesymistyczne w tym zakresie – podkreśla Mirosław Bieliński.

Jego zdaniem, w dłuższym okresie również więcej dobrych informacji jest dla konsumentów energii niż dla jej wytwórców, a więc ceny powinny utrzymywać się na poziomie uważanym przez wytwórców energii za niski.

Energa w pierwszym kwartale osiągnęła zysk netto ok. 323 mln zł. Rok wcześniej w tym samym okresie wypracowała niecałe 181 mln zł czystego zysku. Wzrosła też rentowność sprzedaży. Mimo poprawy wyników spółka zanotowała spadek przychodów ze sprzedaży o 19 proc. Przychody w wytwarzaniu i dystrybucji wzrosły w I kwartale o odpowiednio  26 proc. i 8 proc. Po 20 czerwca spółka wejdzie w skład indeksu WIG30.

La Mania coraz bardziej rozpoznawalna w Wielkiej Brytanii

CEO Magazyn Polska

Firma La Mania Joanny Przetakiewicz osiągnęła sukces nie tylko w Polsce. Ubrania zaprojektowane przez Przetakiewicz stały się na tyle popularne Wielkiej Brytanii, że projektantka otworzyła własne stoisko w luksusowym domu towarowym Harrods. Butik Przetakiewicz szybko staje się rozpoznawalny, a klienci coraz częściej o niego pytają.

Joanna Przetakiewicz przyznaje, że marka La Mania staje się coraz bardziej rozpoznawalna w Londynie. W ciągu ostatnich dwóch lat sklep znacząco zyskał na popularności.

Robię czasami test, przychodzę do Harrodsa i pytam: „Podobno jest tutaj La Mania, gdzie?”. I zastanawiam się, czy panie, które pracują w tym gigantycznym domu towarowym, gdzie pracuje kilkadziesiąt tysięcy osób, rozpoznają markę. Dwa lata temu jeszcze nikt nie wiedział, gdzie jest La Mania. Dzisiaj wszyscy wiedzą. Właśnie to jest najlepszy dowód na to, że każda publikacja czyni nas bardziej znanym – mówi Joanna Przetakiewicz agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Zainteresowanie i rozpoznawalność polskiej marki stale rosną. La Mania pojawiła się na głównej bożonarodzeniowej wystawie w Harrodsie w towarzystwie Toma Forda i Christiana Diora.

– Rośnie zainteresowanie marką i jej rozpoznawalność, a to jest najistotniejsze. Ktoś, kto odwiedza Harrodsa, Josefa lub inne miejsca, w których jesteśmy, pyta, jak trafić do naszego stoiska – mówi Przetakiewicz.

La Mania to pierwsza polska marka, która zaistniała w Harrodsie, uznawanym za najbardziej prestiżowy dom towarowy w Londynie.

Partnerstwo publiczno-prywatne dla wielu samorządów jedyną szansą na zrealizowanie drogich inwestycji infrastrukturalnych

CEO Magazyn Polska

Skomplikowana i niejasna sytuacja prawna utrudniają inwestycje w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Mimo to będzie ono coraz szerzej wykorzystywana, zwłaszcza przez polskie samorządy. Dla nich może być to jedyna szansa na przeprowadzenie kosztownych inwestycji.

Widzimy duże zaangażowanie samorządów. One wierzą w to, że będzie można rozwiązywać swoje problemy i zaspokajać potrzeby, których jest dużo, nie tylko poprzez wykorzystanie środków unijnych i ze swojego budżetu, lecz także poprzez wykorzystanie środków, które przynosi formuła partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Jestem głęboko przekonany, że liczba tych projektów będzie znacznie większa, że będziemy je widzieć – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Wieczorek, wiceprezes wykonawczy Skanska AB.

Wieczorek przyznaje, że partnerstwo publiczno-prywatne to bardzo skomplikowana formuła inwestycji. Uczestniczą w niej trzy strony: zamawiająca instytucja publiczna, prywatny wykonawca oraz finansujący przedsięwzięcie bank. By PPP było udane, wszystkie trzy strony muszą na tym zyskać. Wiceprezes Skanska AB podkreśla, że nie ma mowy o tym, by którakolwiek ze stron była stratna.

Dla strony publicznej korzyścią jest przeprowadzenie inwestycji bez uszczerbku dla budżetu. Z kolei strona prywatna zyskuje zwykle po oddaniu inwestycji, np. na opłatach za przejazd, które pobiera na mocy umowy przez wiele lat.

Choć Unia Europejska zachęca do PPP, nadal niejasne są przepisy dotyczące tej formuły. Jak przypomina Wieczorek, nie ma zgody co do tego, czy środki i gwarancje na PPP powinny być wliczane do długu publicznego, czy nie. To dodatkowo utrudnia inwestycje w tej formule, choć Wieczorek jest pewien, że będzie ich przybywać.

My jako Skanska, która ma potężną wiedzę i doświadczenie w realizacji takich projektów, czego przykładem jest chociażby autostrada A1 Toruń – Gdańsk, zbudowana w tej formule, będziemy istotnym graczem na tym rynku – zapewnia Roman Wieczorek.

Skanska była wykonawcą 150-kilometrowego odcinka A1. Spółka wykonała 80 proc. prac trwających od 2004 do 2011, które łącznie były warte 1,25 mld euro. Zgodnie z umową koncesyjną do 2039 r. autostradą będzie zarządzać spółka Gdańsk Transport Company, w której Skanska ma 30 proc. udziałów.

Szwedzki koncern ma specjalne biuro, które zajmuje się projektami PPP. Jego siedziba znajduje się w Londynie.

Polacy coraz częściej szukają pracy przez media społecznościowe. Również firmy przekonują się do tej formy rekrutacji

CEO Magazyn Polska

Bezrobocie powoli spada, ale rynek pracy należy wciąż do pracodawcy. Najbardziej poszukiwani są specjaliści, zarówno fizyczni, jak i umysłowi, informatycy i inżynierowie. Kandydaci coraz częściej szukają pracy przez media społecznościowe. Także firmy powoli wykorzystują ten sposób do rekrutacji pracowników. Jak jednak podkreślają eksperci, w porównaniu z krajami zachodniej Europy czy Stanami Zjednoczonymi wciąż niewiele pracodawców stawia na tę formę rekrutacji.

Blisko 60 proc. Polaków deklaruje, że korzysta z mediów społecznościowych. Większość to ludzie młodzi, którzy coraz częściej wykorzystują je przy poszukiwaniu pracy. Także pracodawcy przekonują się do e-rekrutacji, jednak dzieje się to powoli i dotyczy tylko części rynku.

Na pewno agencje rekrutacyjne, firmy, które zajmują się poszukiwaniem pracowników, zwróciły uwagę na ten sposób rekrutacji. Obecnie 80 proc. naszych działań rekrutacyjnych to właśnie wykorzystanie tych mediów. Jeśli chodzi o firmy docelowe, które same szukają pracowników, to statystyki mówią, że jest dość niski procent firm, które pozyskują kandydatów z tego źródła – mówi agencji Newseria Biznes Hanna Listek, dyrektor zarządzający w Polski HR Doradztwo Personalne.

W Polsce prawie co piąty pracodawca deklaruje, że przy szukaniu kandydatów korzystało z takich mediów, jak Facebook, Twitter czy LinkedIn. Z roku na rok odsetek ten jest coraz większy, ale w porównaniu z innymi krajami – wciąż niewielki (np. w USA odsetek wynosi 89 procent). Zdaniem Hanny Listek ze względu na możliwość bezpośredniego dotarcia do grupy docelowej i na związaną z tym większą skuteczność firmy coraz częściej będą jednak z tych mediów korzystały.

Powoli poprawia się sytuacja na rynku. Bezrobocie w kwietniu spadło do 13 procent (spadek o 0,5 pkt procentowego) i według szacunków ministra pracy w maju zmniejszy się o kolejne 0,5 pkt proc. PKB w I kwartale wzrosło natomiast o 3,3 procent. Zdaniem Listek mimo to rynek wciąż jeszcze będzie korzystny dla pracodawcy, choć istnieją branże, w których trudno o pracownika. 

– Na pewno poszukiwani będą wysoko wykwalifikowani specjaliści, zarówno fizyczni, jak i umysłowi. Poszukiwani także są informatycy. Branżą, która mocno się rozwija, jest zarówno logistyka, jaki i budownictwo, meblarstwo. Także firmy produkcyjne oraz branża automotive będą potrzebowały wysokiej klasy specjalistów. W cenie zawsze są inżynierowie, dlatego nie powinni oni mieć problemów ze znalezieniem dobrze płatnej pracy – wyjaśnia Hanna Listek.

Ruszyły prace sezonowe, więc pojawia się dużo ofert m.in. dla pracownicy obsługujących stanowiska handlowe.

Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji: Europa musi otworzyć się na migrację z południa globu

CEO Magazyn Polska

Europejczycy muszą otworzyć się na imigrantów, dzięki czemu skorzysta cała wspólnota – apeluje Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji. Nieracjonalna obawa przed osobami spoza UE ma podłoże ekonomiczne, tożsamościowe oraz związane z bezpieczeństwem. W Europie żyje już jednak ponad 20 milionów imigrantów spoza wspólnoty, a na całym świecie  miliard imigrantów.

Myślę, że możemy się spodziewać jeszcze większej migracji do Europy, zwłaszcza że mamy starzejące się społeczeństwa, więcej osób umiera, niż się rodzi, i zwyczajnie potrzebujemy więcej rąk do pracy. Potrzebujemy więc planu działania w dużej skali, ale także w skali średniej i na poziomie podstawowym – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes William Lacy Swing, dyrektor generalny Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji.

Zgodnie z danymi Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) na całym świecie jest już nawet miliard imigrantów. 250 milionów spośród nich wyjechało do innego kraju, a reszta przemieszcza się w obrębie jednego państwa. Jak podaje Eurostat, na terenie UE w 2013 r. żyło ponad 20 mln osób z pozaunijnym obywatelstwem. Dane nie uwzględniają migrantów nieudokumentowanych, których, według szacunków przygotowanych dla Komisji Europejskiej, może być nawet ok. 4 mln.

Swing podkreśla, że tak wielkich fal migracji jak obecnie nie notowano jeszcze w historii. To duże wyzwanie, ale i szansa, zwłaszcza dla starzejących się społeczeństw. Choć wiele osób obawia się napływu imigrantów, mogą na tym skorzystać zarówno kraje przyjmujące, jak i kraje, z których oni pochodzą, np. poprzez przesyłane z powrotem do rodziny pieniądze.

Staramy się zachęcić kraje do tego, by stworzyły ramy, które uregulują i ułatwią legalną migrację, które pozwolą zmniejszyć liczbę osób podróżujących bez odpowiednich dokumentów i dadzą pewność, że chronione są prawa człowieka – tłumaczy Swing. – Wiele obaw nie ma żadnych podstaw, a wynikają one z trzech rzeczy. Pierwsza to globalny kryzys finansowy i gospodarczy. Druga to środki bezpieczeństwa, które zostały wprowadzone po zamachach 11 września, zgodnie z którymi każdy jest potencjalnym terrorystą. Trzecia to bardzo nieracjonalny strach przed utratą tożsamości, i swojej własnej, i narodowej.

Swing przyznaje, że choć polityka antymigracyjna jest oparta na strachu i stereotypach, jest ona obecnie bardzo silna. Zarządzanie migracją to duże wyzwanie dla IOM. Swing podkreśla, że społeczeństwa w Europie muszą być uświadamiane, że napływ imigrantów, szczególnie z południa globu, może być korzystny.

Dodaje, że wyzwania związane z migracją istnieją też na poziomie regionalnym. O ile na południu Europy istnieje konieczność rozwiązania sytuacji napływu imigrantów z Afryki, to w Europie Wschodniej i Polsce w szczególności znaczenie ma sytuacja na Ukrainie. Swing nie chce jednak przewidywać, czy kryzys w tym kraju skłoni Ukraińców do wyjazdu.

Sytuacja w tej chwili jest zbyt niestabilna, by wiedzieć to na pewno. Wasze kraje mają długą historię wzajemnego sąsiedztwa, dlatego jeśli przyjedzie do was duża liczba Ukraińców, będziecie chcieli, by czuli się u was komfortowo, dopóki sytuacja w ich kraju się nie wyjaśni. Tworzenie jakichkolwiek prognoz w tej chwili jest niebezpieczne, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć rozwoju wydarzeń – podkreśla Swing.

LZMO kończy emisję obligacji na rozwój spółki. Zakłady w Lubsku produkują nowoczesne kominy na eksport

CEO Magazyn Polska

Dziś kończy się emisja 2,5-letnich obligacji spółki LZMO z Lubska. Firma liczy na pozyskanie 8 mln zł, dzięki którym będzie mogła zwiększyć produkcję systemów kominowych w przyszłościowej technologii izostatycznej. W całej Europie jest tylko trzech przedsiębiorców, którzy korzystają z tej technologii. LZMO ma już liczne kontrakty zagraniczne.

LZMO podpisało szereg umów na dostawę systemów kominowych do krajów sąsiednich, przede wszystkim do Czech, na Słowację, do Austrii, ale również do krajów bałkańskich i nadbałtyckich  bardzo dobre kontrakty, oraz do jednego z krajów pozaeuropejskich. Są to kontrakty z dużymi liczącymi się na każdym rynku graczami. One wymagają tego, żeby skutecznie zatowarować dany rynek, potrzeba po prostu większej produkcji dostarczonej w stosunkowo krótkim czasie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Janus, prezes zarządu IndygoTech Minerals, holdingu, który ma 41 proc. udziału w kapitale zakładowym LZMO.

Na początku maja firma rozpoczęła realizację zamówień na rynku litewski, łotewski i estoński. A kilka dni temu rozpoczęła współpracę z partnerem na Bliskim Wschodzie. Władze LZMO zapowiadają, że ten rok ma w dalszym ciągu upływać pod znakiem dynamicznego zwiększania eksportu.

Spółka LZMO powstała na bazie Lubuskich Zakładów Materiałów Ogniotrwałych. Od maja 2011 r. w nowym zakładzie firma specjalizuje się w budowie systemów kominowych. To właśnie na zwiększenie ich produkcji w związku z licznymi kontraktami potrzebne są dodatkowe środki.

2,5-letnie obligacje, których emisja kończy się dzisiaj, mają zapewnić do 8 mln zł, które w całości zostaną przeznaczone na kapitał obrotowy spółki. Obligacje są oprocentowane na 8,75 proc. Ich przydział zaplanowano na 22 maja.

Jak podkreśla Janus, technologia izostatyczna, w której produkuje LZMO, jest bardzo przyszłościowa. Spółka nie musi się obawiać braku zamówień, bo w całej Europie, według Janusa, jest obecnie tylko trzech producentów, którzy stosują tę technologię.

Jest to technologia przyszłości. Obecne kominy są produktem schodzącym, królowały na rynku przez około 40 lat i właśnie jesteśmy świadkami narodzin nowego rodzaju komina. Jest to komin izostatyczny. Zarówno jakość i wymagania technologiczne, jak i efektywność energetyczna tego komina są nieporównywalnie większe – przekonuje Janus.

Kominy produkowane przez LZMO są montowane przede wszystkim w domach jednorodzinnych.

Janus dodaje, że w ramach holdingu IndygoTech Minerals realizowane są też inne projekty. Holding ma 49 proc. udziałów w spółce Baltic Ceramics Investments. Zarządza ona budową pierwszej w UE fabryki proppantów ceramicznych, które są niezbędne w procesie wydobywania węglowodorów, w tym gazu łupkowego. W Lubsku powstaje za 47,3 mln zł fabryka, która ma zapewnić ok. 5 proc. światowego zapotrzebowania na ten produkt.

Holding ma też 63 proc. udziałów w spółce Industry Technologies, która ma zajmować się produkcją izolatorów dla średnich i wysokich napięć.

Helmut Langanger nowym Przewodniczącym Serinus, Sebastian Kulczyk wchodzi do Rady Dyrektorów

Podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy w Calgary, Rada Dyrektorów Serinus Energy powołała na Przewodniczącego Helmuta Langangera, dotychczasowego Dyrektora. Nowym członkiem Rady Dyrektorów został Sebastian Kulczyk.

Helmut Langanger
Helmut Langanger

Helmut Langanger zastąpił na stanowisku Przewodniczącego Rady Dyrektorów Dariusza Mioduskiego, który przestał pełnić tę funkcję wraz z Walnym Zgromadzeniem. H. Langanger posiada ponad 40 lat doświadczenia w branży energetyczno-paliwowej.. Karierę rozpoczął w 1974 roku w OMV – spółce notowanej na wiedeńskiej giełdzie papierów wartościowych, największej spółce działającej w sektorze ropy i gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. W trakcie pracy w Austrii, pan Langanger pełnił funkcje m.in. Wiceprezesa, Członka Zarządu oraz Dyrektora Zarządzającego. W latach 2002-2010, gdy był Dyrektorem Zarządzającym OMV, spółka zwiększyła wydobycie z 80.000 do 320.000 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Z Serinus Energy związany jest od 2011 roku.

Nowym Dyrektorem Spółki został Sebastian Kulczyk – kluczowa osoba w Kulczyk Investments, firmie będącej głównym akcjonariuszem Serinus. Decyzja o wejściu do Rady Dyrektorów świadczy o zaangażowaniu Kulczyk Investments w działalność Serinus Energy i roli Spółki w strategii inwestycyjnej Holdingu. Kulczyk Investments niezmiennie wspiera Serinus Energy jako większościowy akcjonariusz i nadal zamierza aktywnie uczestniczyć w zarządzaniu Spółką. Od stycznia 2014, jako Prezes Zarządu Kulczyk Investments, Sebastian Kulczyk zarządza międzynarodową grupą kapitałową prowadzącą projekty inwestycyjne w ponad 30 państwach na 4 kontynentach. Związany z Kulczyk Investments od 2010 r., gdzie początkowo nadzorował sektor zasobów naturalnych, a następnie od grudnia 2011 do grudnia 2013, jako członek Zarządu odpowiadał za rozwój  grupy. W latach 2008-2010 pracował w Lazard, londyńskiej niezależnej spółce doradztwa inwestycyjnego, a w latach 2006-2008 był Prezesem Zarządu w funduszu inwestycyjnym Phenomind Ventures, wspierającym polskie spółki z branży nowych technologii. W latach 2000-2011 był członkiem zarządu i współwłaścicielem agencji interaktywnej Goldensubmarine. Jest absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na kierunku Zarządzanie i Marketing, studiował również zarządzanie projektami inwestycyjnymi i zasobami ludzkimi na London School of Economics.

 

Wzrost przychodów Serinus o 25% w I kw. 2014 – do niemal 36 mln USD

Serinus Energy zanotował niemal 36 mln USD przychodów brutto w I kwartale 2014 roku. Pomimo niespokojnej sytuacji na Ukrainie, produkcja Spółki na tamtejszych aktywach wynosi 3,504 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie. Na nadchodzące miesiące zaplanowano intensywne prace w Tunezji oraz nowe odwierty i stymulację już istniejących na Ukrainie.

Podsumowanie

Produkcja w I kwartale wyniosła 4,849 boe/d, co oznacza wzrost o 54 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2013 roku.

Średnia produkcja netto dla Serinus na ukraińskich aktywach osiągnęła poziom 3,504 boe/d, czyli o 11 proc. więcej niż rok wcześniej.

• Kwartalne przychody brutto wzrosły o 25 proc. do 35,9 mln USD, z czego 28,8 mln USD to część przypadająca na akcjonariuszy SEN.

Wartość retroaktywna netto (netback) w Tunezji utrzymała wysoki poziom – 65,86 USD za baryłkę. Netback na Ukrainie wyniósł 5,14 USD za tysiąc m sześc. gazu (30,85 USD za baryłkę ekwiwalentu ropy naftowej). Wynik ten jest efektem obniżki cen gazu importowanego z Rosji oraz pogorszenia kursu ukraińskiej hrywny w stosunku do dolara amerykańskiego.

Przepływy środków z działalności operacyjnej wzrosły o 49 proc. w stosunku do I kwartału 2013 oraz 2 proc. w porównaniu do IV kwartału i osiągnęły poziom 14,9 mln USD. Kwota przypadająca na akcjonariuszy Serinus wynosi 11.3 mln USD.

• W I kwartale br. Serinus zanotował stratę netto w wysokości 16,2 mln USD. Czynnikiem, który w istotny sposób wpłynął na wynik jest ujęcie niezrealizowanych ujemnych różnic kursowych w wysokości 18,9 mln USD. W przypadku umocnienia kursu hrywny ta niezrealizowana strata może być częściowo lub w całości odrobiona.

Dochód netto za I kwartał br., przed ujęciem niezrealizowanych różnic kursowych, wyniósł 2,7 mln USD (1,7 mln USD dla akcjonariuszy Serinus).

• W marcu Spółka uruchomiła nową stację przetwórstwa gazu na polu Makiejewskoje. Od tamtego momentu wydobycie, do tej pory ograniczone technologiczne, stopniowo wzrasta.

• Podczas testów strefy S7 na odwiercie M-17, uzyskano przepływ gazu na poziomie ponad 25 tys. m sześc. dziennie. Wcześniej do tej formacji nie były przypisane żadne wielkości rezerw, zatem jest to całkiem nowe odkrycie na terenie pola Makiejewskoje. Nadal odbywają się testy strefy S6. Rejestry wykazały obecność w niej warstwy gazu o grubości 9 metrów, potencjalnie opłacalnego do wydobycia.

Przepływ gazu uzyskano również podczas testów odwiertu O-24. Zostanie on poddany stymulacji w tym roku.

Średnia dzienna produkcja w drugim kwartale na dzień 14 maja 2014 wynosi 4.873 baryłek ekwiwalentu ropy (boe/d).

• Pomimo zawirowań politycznych na terenie Ukrainy, praca na aktywach Serinus odbywa się bezproblemowo, a załoga jest bezpieczna.

„Pierwszy kwartał 2014 roku był dla nas okresem wytężonej pracy oraz śledzenia rozwoju sytuacji na Ukrainie. Nasze prace nie zostały dotychczas zakłócone przez zawirowania polityczne i nadal regularnie zwiększamy wydobycie. Podczas nadchodzących miesięcy zamierzamy kontynuować wzrosty na Ukrainie a także  pracować nad modernizacją istniejących i wykonaniem nowych odwiertów w Tunezji.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Perspektywy

• Spółka planuje w tym roku wykonać jeszcze cztery odwierty na ukraińskich aktywach. Trwają prace nad pierwszym z nich – O-11. Operacje Serinus na Ukrainie finansowane są ze środków pozyskanych z bieżącej działalności.

• Przed końcem roku Spółka przeprowadzi program szczelinowania hydraulicznego, który obejmować będzie m.in. odwierty NM-3, O-11, O-15 oraz prawdopodobnie strefę S7 na M-17.

• W kwietniu rozpoczęły się prace modernizacyjne nad odwiertami CS-Sil-1 i CS-Sil-10 w Tunezji. Ciśnienie i poziomy produkcji w pierwszym z nich rosną w miarę oczyszczania otworu.

• W ciągu trzeciego tygodnia maja rozpocznie się modernizacja odwiertów EC 4, ECS-1, CS-11 oraz CS-8bis na terenie pola Ech Chouech w Tunezji. Prace mają na celu zwiększenie lub ponowne uruchomienie produkcji.

• Dwa nowe odwierty zostaną wykonane na terenie pola Sabria w Tunezji. Początek prac przewidziano na pierwszy tydzień czerwca. Na prace nad każdym z tych odwiertów przeznaczone zostanie 14,4 mln USD (6,5 mln USD netto dla Serinus).

• Polska spółka Geofizyka Toruń wykona w maju i czerwcu na zlecenie Serinus badania sejsmiczne 3D na terenie koncesji Sanrhar. Obejmą one teren 203.5 km² i potrwają ok. 6-7 tygodni.

• Na terenie Rumunii, Spółka zaplanowała wykonanie dwóch nowych odwiertów oraz badań sejsmicznych 3D, które obejmą teren o powierzchni 180 km². Przewiduje się, że każdy odwiert kosztować będzie 3 mln USD, a prace nad pierwszym rozpoczną się w listopadzie. Badania sejsmiczne zaplanowano na wrzesień.

Wzrost przychodów Serinus o 25% w I kw. 2014 – do niemal 36 mln USD 1

Powered by WPeMatico