Fundusz Mieszkań na Wynajem gotowy do startu. Liczba ofert deweloperów już przewyższa liczbę mieszkań planowanych do zakupu

CEO Magazyn Polska

Na przełomie marca i kwietnia Fundusz Mieszkań na Wynajem rozpocznie swoją działalność inwestycyjną, a pierwsze inwestycje mają ruszyć w najbliższych miesiącach. Bank Gospodarstwa Krajowego planuje wybudować łącznie ok. 20 tys. mieszkań. Wiadomo, że wszystkie powstaną na zlecenie funduszu. Już dziś liczba ofert od firm budowlanych i deweloperów przewyższa zaplanowaną liczbę mieszkań.

Chcemy, by pierwsze transakcje funduszu i pierwsze inwestycje pojawiły się w najbliższych tygodniach i żeby procesy budowlane były widoczne już w najbliższych miesiącach – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Kuszewski, dyrektor Departamentu Inwestycji Kapitałowych w Banku Gospodarstwa Krajowego. – Zainteresowani będą mogli zobaczyć płoty z logo Funduszu Mieszkań na Wynajem już wiosną tego roku.

Gdy rozpocznie się proces inwestycyjny, mają ruszyć również rozmowy z deweloperami zainteresowanymi współpracą z BGK w ramach funduszu.

 – Naszym planem jest zbudowanie 20 tys. mieszkań w najbliższych latach, a już w tej chwili ofert ze strony firm deweloperskich jest znacznie więcej – mówi Piotr Kuszewski. – Dlatego będziemy wybierać tylko te najlepsze, najbardziej adekwatne i zgodne z polityką inwestycyjną funduszu.

Przede wszystkim oznacza to wybór lokali znajdujących się w dużych miastach, takich jak: Warszawa, Poznań, Kraków, Wrocław, Trójmiasto i Łódź i w lokalizacjach dobrze usytuowanych pod względem komunikacyjnym, które cieszą się największym zainteresowaniem wśród wynajmujących. Jak podkreśla Piotr Kuszewski, Fundusz Mieszkań na Wynajem jest traktowany przez Bank Gospodarstwa Krajowego jako działalność inwestycyjna, która powinna przynosić dochody.

 – Każdą propozycję dewelopera będziemy analizowali pod wieloma różnymi względami – zapowiada dyrektor w BGK. – Będziemy sprawdzać nie tylko jakość technologii, architekturę czy lokalizację, lecz także będziemy je badać pod względem komercyjnym, a więc, czy przy założonych przez nas stawkach czynszu będziemy w stanie na tych mieszkaniach zarabiać.

Fundusz Mieszkań na Wynajem jest zainteresowany tylko wynajmem całych budynków.

 – Wprawdzie w trakcie analiz prowadzonych przed rozpoczęciem procesu przygotowywania funduszu, wiedzieliśmy, że kilkadziesiąt tysięcy mieszkań w Polsce pozostaje niesprzedanych. Jednak przedmiotem inwestycji może być tylko cały budynek, a takich jest tylko kilka w całej Polsce. Dlatego inwestować będziemy tylko w nowe budynki, które powstaną na nasze zlecenie i dostosowane będą od początku do potrzeb najmu.– mówi Kuszewski. 

Celem programu Banku Gospodarstwa Krajowego jest pobudzenie rynku mieszkaniowego i zwiększenie dostępności mieszkań do wynajęcia. W Polsce ten rynek jest sześć razy mniejszy od europejskiej średniej. Ceny mieszkań wynajmowanych w ramach programu będą niższe od cen rynkowych, jednak mimo to program ma przynosić zyski.

Kontakt z urzędami i sądami będzie łatwiejszy. I to drogą elektroniczną

CEO Magazyn Polska

Za dwa miesiące wejdzie w życie część przepisów, które mają uprościć kontakt obywateli i przedsiębiorców z urzędami i sądami oraz zwiększyć liczbę e-usług. Zgodnie z przepisami, urzędy będą miały obowiązek posługiwania się e-skrzynkami podawczymi w jednolitym standardzie, co ułatwi komunikację elektroniczną, a także jednolitymi wzorami pism i formularzy. To kolejny krok ku cyfryzacji kraju – podkreśla Michał Boni, były minister administracji i cyfryzacji.

Urzędy już dziś świadczą wiele usług drogą elektroniczną,  np. e-podatki, Krajowy Rejestr Sądowy czy e-rejestracja w urzędzie pracy. Z e-administracji korzysta 90 proc. przedsiębiorców i co trzeci internauta. Znowelizowana ustawa o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne oraz niektórych innych ustaw zacznie obowiązywać od maja 2014 roku. 

 – Przy informatyzacji każdej jednej instytucji trzeba myśleć o tym, żeby te systemy były interoperacyjne, żeby ze sobą współpracowały. Ustawa wprowadza wymóg posiadania elektronicznej skrzynki podawczej, i to wystandaryzowanej. Wprowadza też obowiązek ujednolicenia dokumentów, które mają służyć usługom administracyjnym świadczonym drogą elektroniczną – wymienia Michał Boni w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Były minister administracji i cyfryzacji ma nadzieję, że nowe przepisy ułatwią kontakt obywateli z urzędami i skrócą czas potrzebny na wydanie różnego rodzaju dokumentów. 

 – Mówimy również o tym, że będziemy mogli wszystkie sprawy podatkowe załatwiać drogą internetową, że za nas będą wypełniane zeznania podatkowe w rozliczeniu podatkowym od osób fizycznych – wyjaśnia były szef MAC.

Według Michała Boniego, kolejnym bardzo istotnym krokiem powinna być informatyzacja w służbie zdrowia.

 – Martwi mnie trochę, że Ministerstwo Zdrowia chce przesunąć część projektów zdrowotnych, bo uważam, że trzeba byłoby skupić energię i starać się, jak najszybciej je zrealizować. Kiedyś się mówiło, że w 2015–2016 weszłaby w życie Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego, która jest potrzebna po to, żebyśmy mieli szybciej świadczone usługi. Problemu kolejki nie rozładuje się pokrzykiwaniem na lekarzy, tylko lepszą organizacją – podkreśla Michał Boni.

Zaznacza, że efekty takich rozwiązań nie są widoczne od razu, ale konsekwentne ich wdrażanie przynosi efekty. I choć Polska w zakresie cyfryzacji ma pewne zapóźnienia w porównaniu do innych krajów europejskich, to szybko nadrabia zaległości. Przykładem jest wprowadzenie numer alarmowego 112.

 – Rok temu 10 proc. populacji mogło korzystać z telefonu 112, bo była dostępność techniczna. Dzisiaj – 100 proc. populacji. Ale rok 2014 musi służyć temu, żeby pojawiły się elektroniczne formatki, które będą przekazywały informacje drogą elektroniczną do wszystkich tych, którzy mogą nam udzielić pomocy, czyli do straży pożarnej, policji i pogotowia ratunkowego – przekonuje były minister.

Szansę na dogonienie Europy Zachodniej daje nowa perspektywa unijna, a szczególnie Program Operacyjny Polska Cyfrowa, który – jak podkreśla Boni – jest chwalony w Komisji Europejskiej. Podstawowe trzy filary programu to: zwiększenie dostępu Polaków do szybkiego internetu, rozwój e-usług i e-treści oraz zwiększanie kompetencji użytkowników.

Sejm pracuje nad systemem wsparcia dla producentów ciepła

CEO Magazyn Polska

Dziś Sejm wysłucha sprawozdania z poprawek Senatu do propozycji dotyczących systemu wsparcia dla kogeneracji, czyli równoczesnej produkcji energii cieplnej i elektrycznej. Wsparcie zostanie przedłużone, ale w przypadku niektórych producentów może być nawet o 2/3 niższe niż to wygasłe z końcem 2012 r. Zdaniem prezesa PGNiG Termika, nie zachęci to do nowych długoterminowych inwestycji. Ponadto nie wiadomo, czy nie zakwestionuje go Komisja Europejska.

 – Dla producentów ciepła system wsparcia, którym zajmują się Senat i Sejm i który będzie obowiązywał do 2018 roku, nie jest motywacją do inwestycji. Proponowane wsparcie pozwoli tylko na przywrócenie produkcji w wyłączonych obecnie jednostkach gazowych i sfinansowanie niezbędnych modernizacji w jednostkach węglowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Gajewski, prezes PGNiG Termika.

W styczniu Sejm jednogłośnie zagłosował za przywróceniem wsparcia dla kogeneracji na dotychczasowych zasadach do końca 2018 r. Kogeneracja, czyli równoczesna produkcja ciepła i energii elektrycznej, pozwala na nawet 10-proc. oszczędność energii w porównaniu do rozdzielonej produkcji. Sprzedawcy ciepła dla odbiorców końcowych będą musieli posiadać certyfikaty pochodzenia energii z kogeneracji w odpowiedniej proporcji do ilości sprzedawanej energii. W 2012 roku system pomocy przyniósł elektrociepłowniom ponad 700 mln zł.

Gajewski ocenia, że aktualnie procedowany w Sejmie system wsparcia pozwoli jedynie na ponowne włączenie urządzeń, których dziś nie opłaca się uruchamiać, ale nie będzie stymulował do nowych inwestycji. 

 – PGNIG Termika dzięki temu, że system wsparcia zostanie uchwalony i wdrożony, uzyska środki finansowe na modernizację i dostosowanie instalacji do nowych, zaostrzonych wymogów środowiskowych. Szkoda, że jest to rozwiązanie na niespełna 4 lata. Inwestowanie w energetyce wymaga dłuższych okresów. Liczymy na  obietnice, iż docelowo w ustawodawstwie polskim zostanie wypracowany system obowiązujący w okresie kilkunastoletnim, że obecne rozwiązanie, na swój sposób doraźne, jest początkiem prac nad systemami wsparcia, które będą obowiązywały przez  10–15 lat i będą motorem nowych inwestycji – mówi Gajewski.

Prace nad przedłużeniem systemu wsparcia jeszcze się nie zakończyły. Senat wprowadził poprawki, które mogą doprowadzić do zmniejszenia kwoty pomocy nawet o dwie trzecie, bo o tyle obniżono dolny próg możliwej pomocy: z 15 do 5 proc. Komisja sejmowa zaakceptowała poprawki Senatu.

Polski system wsparcia dla kogeneracji znalazł się pod lupą Komisji Europejskiej, która ocenia, czy nie jest to czasem niedozwolona pomoc publiczna. Dotyczy to nie tylko nowych przepisów, lecz także starych. Pojawiają się obawy, że Bruksela może nakazać zwrot wsparcia. Dlatego Gajewski uważa, że polskie prawo powinno dość wiernie opierać się na sprawdzonych przykładach z innych państw europejskich, gdzie często kwoty przeznaczane na wsparcie są zdecydowanie większe niż w Polsce.

U naszych zachodnich sąsiadów podmioty wytwarzające energię w kogeneracji mają prawo ponadto domagać się pierwszeństwa w przyłączeniu i zakupie energii wobec innych źródeł, co zapewnia stabilny rynek zbytu. W niektórych krajach, jak np. Niemczech, do ceny energii doliczany jest także tzw. dodatek kogeneracyjny. 

 – Jako sektor ciepłowniczy uważamy, że powinniśmy brać przykład z krajów europejskich, zwłaszcza takich, jak Niemcy, Dania czy Holandia, a nawet Węgry. Cechą wspólną dobrych i efektywnych systemów wsparcia jest długi horyzont czasowy, nawet 15-letni i zachęty do nowych inwestycji. PGNIG Termika jest największym zespołem elektrociepłowni w Unii Europejskiej. I to my w UE powinniśmy pokazywać, jaki jest trend, i dlaczego ciepłownictwo powinno być w ten sposób wspierane – apeluje Gajewski.

W rocznicę śmierci Jana Pawła II odbędzie się w Polsce światowa premiera musicalu operowego o papieżu Polaku

W dziewiątą rocznicę śmierci papieża Jana Pawła II, 2 kwietnia 2014 roku, w Krakowie odbędzie się światowa premiera włoskiego musicalu operowego „Karol Wojtyła: historia prawdziwa”, który opowiada o życiu wielkiego Polaka. Autorami muzyki do spektaklu są izraelsko-jemeńska piosenkarka Noa oraz włoski kwartet skrzypcowy Solis String Quartet.

Scenariusz musicalu powstawał pod okiem watykanistki Palomy Gomez Borrero, która jako dziennikarka towarzyszyła papieżowi podczas ponad stu podróży po świecie. W postać Karola Wojtyły wcielą się aktorzy w różnym wieku: 9-letniego chłopca gra Alessandro Bendinelli, 20-letniego bohatera – Mike Introna oraz 50-letniego – Massimiliano Colonna.

 – Na przekór trudnym warunkom Karol Wojtyła stał się niesamowitą osobą, która zmieniła historię, zmieniła nastawienie do Kościoła katolickiego i dała milionom ludzi szansę na powrót do innego, otwartego, demokratycznego świata – mówi agencji informacyjnej Newseria Vittorio Hemsi, CEO Media5, organizatora spektaklu. – W filmie użyte zostały nowoczesne technologie: hologramy, projekcje, technologia 3D. To będzie coś ponadprzeciętnego.

Premierowe pokazy w Polsce odbędą się w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w dniach 2–4 kwietnia 2014 roku i na warszawskim Torwarze między 8–9 kwietnia 2014 roku. Następnie spektakl będzie wystawiany w Rzymie i kilkunastu włoskich miastach.

 – Papież pochodził z Krakowa, premiera odbywa się w rocznicę jego śmierci, dlatego po rozmowach z Watykanem zdecydowaliśmy, by nadać tej premierze dodatkową jakość i zorganizować ją właśnie w Krakowie – tłumaczy Vittorio Hemsi.

Twórcy przygotowują się obecnie do realizacji polskiej wersji musicalu. Vittorio Hemsi przewiduje, że spektakl z udziałem polskich gwiazd odniesie wielki sukces.

 – W musicalu kluczowa jest muzyka, a to, co usłyszałem, musi odnieść sukces. Myślimy obecnie o stworzeniu polskiej wersji musicalu, czyli o przetłumaczeniu wszystkich 32 piosenek na język polski. Rozmawiamy z największymi wokalistami w Polsce, którym bardzo podoba się ten rodzaj muzyki. Mam nadzieję, że polska wersja też odniesie duży sukces – mówi Hemsi.

Patronat honorowy nad musicalem „Karol Wojtyła: historia prawdziwa” objęli: Marek Sowa – Marszałek Województwa Małopolskiego, Jacek Majchrowski – Prezydent Miasta Krakowa, a także Ambasada Włoch.

W niektórych branżach wzrosną pensje. Jednak tylko dla najbardziej wykwalifikowanych

CEO Magazyn Polska

Wciąż najbardziej poszukiwani są wykwalifikowani pracownicy fizyczni, inżynierowie i specjaliści IT. Te osoby mają największą moc negocjacyjną i w tych właśnie branżach może w najbliższym czasie nastąpić najszybszy wzrost płac. Przedsiębiorcy poszukują również pracowników o kompetencjach technicznych i sprzedażowych.

 – Zanim przejdziemy do zwiększenia płac, to rzeczywiście musi być bardzo silny trend na rynku i musi on stać się bardziej rynkiem pracownika niż pracodawcy – dodaje Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup Polska.

Bardzo intensywnie rozwija się sektor usług BPO/SSC, czyli centra usług outsourcingowych, gdzie cały czas w Polsce przybywa inwestycji. Według raportu Manpower, Polska jest nadal krajem atrakcyjnym dla inwestorów zagranicznych z tego sektora, ale także dla koncernów motoryzacyjnych i firm badawczo-rozwojowych. 

 – Polska jest w ogóle jest jednym z czołowych krajów na świecie pod względem inwestycji w BPO, shared service w naszym kraju. I w tymże właśnie sektorze na pewno jest i będzie wiele ofert pracy w najbliższych miesiącach – ocenia Iwona Janas.

Pracodawcy w Polsce pozostają umiarkowanie optymistyczni co do planów zwiększania zatrudnienia w najbliższych trzech miesiącach. Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej wynosi +7 proc., przy czym dwa razy więcej przedsiębiorców zamierza zwiększyć zatrudnienie niż je zredukować. Najlepiej wypadają sektor produkcji przemysłowej oraz transportu i logistyki, w których firmy najbardziej są nastawione na zwiększenie zatrudnienia.

 – Na 10 sektorów gospodarki tylko 2 sektory mają prognozy zatrudnieniowe negatywne. Zdecydowana większość jest w poszczególnych sektorach pozytywnie nastawiona do zatrudnienia – dodaje dyrektor generalna ManpowerGroup Polska.

Polska nazywana w UE mamutem węglowym. Może być weto przeciw nowym celom pakietu klimatycznego

CEO Magazyn Polska

Polska może kolejny raz zawetować pakiet klimatyczny, którym Rada Europejska ma się zająć na szczycie 20-21 marca. Unia chce bowiem dalszego ograniczenia emisji CO2 i zwiększenia udziału zielonej energii. Tymczasem według prezesa Instytutu na rzecz Ekorozwoju, opór Polski szkodzi prestiżowi naszego kraju i nie pozwala mu budować przewag konkurencyjnych.

 – Uważam, że wetowanie jest najłatwiejsze. Świadczy o naszej słabości i buduje pozycję w Unii Europejskiej nie tego, który jest partnerem, lecz tego, który ciągle się boczy i staje okoniem. Złośliwi w Parlamencie Europejskim mówią, że Polska jest mamutem węglowym – mówi dr Andrzej Kassenberg, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju. – Zamiast mówić „nie, bo nie” – co już zrobiliśmy trzy razy – powinniśmy powiedzieć „tak, ale…”, tylko nie jesteśmy na to „ale” gotowi.

Jak podkreśla, polska gospodarka – dla własnego dobra – powinna zacząć odchodzić od węgla. Im wcześniej takie kroki zostaną podjęte, tym będzie to mniej kosztowne i tym większa będzie szansa na zbudowanie przewag konkurencyjnych w takich dziedzinach, jak energetyka odnawialna czy efektywność energetyczna.

Polscy politycy argumentują, że dla Polski już dotychczasowe cele, czyli redukcja emisji CO2 do 2020 r. o 14 proc. w porównaniu do roku 2005 oraz wzrost udziału energii z OZE o 15 proc., są bardzo kosztowne. Tymczasem Unia proponuje dalsze wyśrubowane limity w perspektywie kolejnej dekady. To m.in. ograniczenie emisji o 40 proc. i wzrost udziału OZE w energetyce do 27 proc. 

 – W ramach proponowanych 40 proc. mamy dwa obszary – handlu uprawnieniami do emisji, który jest obszarem ogólnounijnym oraz dotyczący transportu, budynków, budownictwa, gospodarki odpadami, rolnictwa, gdzie jest cel do osiągnięcia – 30 proc., co jest bardzo trudne – przyznaje Andrzej Kassenberg. – Natomiast te 27 proc. w energetyce odnawialnej to jest zobowiązanie dla całej Unii, nie ma celu poszczególnych krajów. Jeżeli udział we wszystkich krajach nie złoży się na te 27 proc., wtedy Komisja będzie rozważać, w jaki sposób przymusić poszczególne kraje, ażeby osiągnąć ten poziom – tłumaczy.

Wyjaśnia, że Komisja Europejska bierze pod uwagę możliwe trudności w poszczególnych państwach. Dlatego potrzebne będą rozwiązania elastyczne, które ułatwią takim krajom jak Polska – w większości opartym na węglu – dostosować się do nowych wymogów.

 – Powinien to być program w miarę ambitny, ale nie taki, żebyśmy musieli mieć z tego powodu bardzo poważne problemy, zwłaszcza w regionach, w których węgiel występuje, gdzie jest podstawą gospodarki – postuluje ekspert. – Te cele są w miarę ambitne, ale nie nadmiernie. Wydaje się, że są możliwe do osiągnięcia, ale w zależności od kraju będzie to łatwiejsze lub trudniejsze. Nie tylko punktu widzenia tego, jaka jest struktura gospodarki, jaka jest produkcja energii elektrycznej, ale z punktu widzenia zamożności krajów – uważa dr Andrzej Kassenberg.

Polska nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska w sprawie nowych celów, nieoficjalnie słychać jednak głosy ze strony rządu mówiące o możliwości ich zawetowania. Dotychczas Polska postrzegana jest jako hamulec w ograniczaniu zmian klimatycznych – już trzykrotnie blokowała wprowadzenie bardziej postępowych kroków.

Przewoźnicy tracą na konflikcie ukraińsko-rosyjskim. Mniej zamówień ze Wschodu

CEO Magazyn Polska

Przez granicę polsko-ukraińską przejeżdża dziennie ok. 700 samochodów z ładunkami towarowymi. To o około 200 pojazdów mniej niż przed eskalacją napięcia politycznego u wschodnich sąsiadów. To oznacza, że liczba transakcji handlowych jest mniejsza. Jak zapewnia zrzeszenie przewoźników, obie strony pracują nad tym, żeby innych zakłóceń w transporcie nie było.

 – Sytuacja na Ukrainie bardzo komplikuje życie nie tylko Ukraińcom, lecz także całemu biznesowi związanemu z Ukrainą, w tym całemu transportowi drogowemu, który obsługuje wszystkie procesy handlowe  – ocenia Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce.

Branża przewoźników nie odczuwa żadnych działań retorsyjnych ani po stronie polskich, ani ukraińskich służb celnych i granicznych. Również wewnątrz Ukrainy nie ma problemów z ostateczną odprawą ładunków. Ujemnym skutkiem konfliktu jest wyłącznie zmniejszenie liczby transakcji handlowych.

 – Na całej granicy celnej polsko-ukraińskiej liczba pojazdów przewożących ładunki to 900 dziennie. Taka była norma do momentu konfliktu, teraz mamy ok. 700 samochodów dziennie – podkreśla Jan Buczek. – Trudno nam oszacować, jakie to są straty. Ale jeżeli granicę przekracza ok. 200 samochodów mniej, to może świadczyć o tym, że obroty handlowe są mniejsze o kilkadziesiąt milionów dolarów czy euro w skali jednego dnia. To są poważne problemy dla samych przedsiębiorców, jak również dla państw.

Przewoźnicy ograniczają również kursy w okolice Krymu.

 – Nie wykonujemy przewozów na południe Ukrainy ze względu na bezpieczeństwo. Nasi przewoźnicy odmawiają przyjmowania takich ładunków – dodaje Jan Buczek.

Prezes Zrzeszenia deklaruje, że wspólnie z ukraińską stroną próbują przeciwdziałać negatywnym skutkom.

 – Jesteśmy w stałym kontakcie z organizacją, która zrzesza ukraińskich przewoźników i jest również elementem w łańcuchu gwarancyjnym systemu TIR, czyli Asmap Ukraina. Dzięki temu tych utrudnień, obiektywnie mówiąc, jest naprawdę niewiele – podsumowuje.

Według wstępnych danych Ministerstwa Gospodarki, w 2013 r. obroty towarowe pomiędzy Polską i Ukrainą wzrosły o 1,4 proc. i wyniosły blisko 8 mld dol., w tym polski eksport na Ukrainę zwiększył się o 8,5 proc. i osiągnął wartość 5,7 mld dol., natomiast import obniżył się o 13 proc. do poziomu 2,2 mld dol. Polska eksportuje przede wszystkim wyroby przemysłu elektromaszynowego, chemicznego, produkty mineralne oraz artykuły rolno-spożywcze.

2,5 tysięca szkół korzysta z elektronicznego dziennika. Niektóre również z jego wersji na smartfony i tablety

E-dziennik, czyli elektroniczny dziennik szkolny, jest już dostępny w wersji mobilnej. Uczniowie, ich rodzice oraz nauczyciele mogą z niego korzystać w telefonach, tabletach czy smartfonach. Dzięki mobilnej wersji rodzice są na bieżąco informowani o ocenach i frekwencji dziecka. Taka forma komunikacji szkoły z rodzicami wspiera rozwój ucznia, zwiększa jego bezpieczeństwo oraz zapobiega potencjalnym problemom w nauce oceniają psycholodzy.

Z e-dziennika korzysta obecnie ponad 2500 szkół w Polsce. System wspiera placówki oświatowe w prowadzeniu dokumentacji przebiegu nauczania oraz zarządzaniu danymi ucznia. Dla rodziców jest to źródło informacji, dzięki któremu mogą szybko reagować i pomagać dziecku, ale jest to także narzędzie do komunikacji ze szkołą. E-dziennik służy również uczniom, ponieważ dzięki niemu mogą szybko sprawdzić swoje stopnie, informacje o zapowiedzianych sprawdzianach, zmianach w planie czy odwołanych lekcjach.

 – Wszystko, co się dzieje w szkole, prawie natychmiast pojawia się w elektronicznym dzienniku. Korzystając z niego, rodzice mają także wiedzę na temat frekwencji dziecka w szkole. System zapewnia im stały wgląd w oceny dziecka i możliwość szczegółowej analizy postępów w nauce – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Wioletta Oszczypko, psycholog szkolny, konsultant poradnika dla rodziców korzystających z mobilnego e-dziennika.

Jak podkreśla psycholog, mobilny e-dziennik to szybkie źródło informacji o tym, co dzieje się z dzieckiem, jednak nie zastąpi on spotkań rodziców z nauczycielami na wywiadówkach. Zebrania szkolne nie służą wtedy przekazaniu informacji o ocenach, a częściej rozmowie o tym, jak dziecku można pomóc przezwyciężyć słabości lub w jaki sposób rozwijać jego zdolności i predyspozycje.

Choć pojawiają się opinie, że e-dziennik to forma inwigilacji dziecka przez rodziców, to jednak również sami uczniowie doceniają jego zalety.

 – Uczniowie wiedzą, jakie są wagi ocen, mogą sobie te średnie wyliczać, mogą je poprawiać, znają terminy, kiedy nauczyciel powinien rozliczyć się z klasówki. Doskonale wiedzą, kiedy będą odwołane lekcje i lepiej mogą zaplanować swój czas – mówi psycholog Wioletta Oszczypko.

Aby mobilny e-dziennik służył dziecku i rodzicom, warto trzymać się kilku zasad, które omówione są w poradniku korzystania z aplikacji. Przede wszystkim warto pamiętać, że e-dziennik ma służyć dziecku, a nie działać przeciwko niemu. Dlatego jeśli rodzic dostanie niezadowalające go informacje o ocenach lub niepokojące dane o frekwencji, nie powinien reagować na gorąco. Lepiej przemyśleć, co dana wiadomość może oznaczać i jak wyeliminować problem. E-dziennik ma wspierać aktywne uczestnictwo rodzica w edukacji dziecka poprzez wspólną naukę czy odpytanie przed ważnym testem.

Europejski przemysł chemiczny coraz mniej konkurencyjny w porównaniu z firmami z USA i Chin

W 2013 roku na rynku fuzji i przejęć w globalnym przemyśle chemicznym doszło do 537 transakcji, których wartość wyniosła 31,8 mld dolarów, o 10 mld dolarów mniej niż rok wcześniej. Zdaniem autorów raportu „2014 Global Chemical Industry Mergers and Acquisitions Outlook”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku ta aktywność powinna wzrosnąć. W orbicie zainteresowania inwestorów będzie branża agrochemiczna i wysoko wyspecjalizowane firmy. Procesy konsolidacji spodziewane są na rynku europejskim, któremu coraz trudniej walczyć z presją konkurencyjną ze strony Azji i niskimi kosztami produkcji w USA.

Raport Deloitte wskazuje, że aż 60 proc. wszystkich fuzji i przejęć w ubiegłym roku dotyczyło przedsiębiorstw zajmujących się przetwórstwem surowców chemicznych. Wzrost aktywności M&A na świecie w 2014 roku będzie kontynuowany dzięki temu, że spółki będą się koncentrować na kluczowych rynkach docelowych w branży chemicznej w obrębie sektorów, takich jak:

  • rolnicze środki chemiczne,
  • ekologiczne środki chemiczne/ tzw. „zielona chemia”,
  • zdrowie i zdrowe żywienie.

„Wzrost zaludnienia, starzejące się społeczeństwo oraz powiększająca się na całym świecie klasa średnia sprawiają, że zagadnienie bezpieczeństwa żywności dotyka także branży chemicznej, która musi zmodyfikować chociażby rynek środków ochrony roślin. Wiele firm przestawi się na bioprodukcję i to one będą cieszyć się zainteresowaniem inwestorów” – mówi Wojciech Hann, Partner w dziale Doradztwa Finansowego, Lider Środkowoeuropejskiego Zespołu Energii i Zasobów Naturalnych, Deloitte. Ten trend był już widoczny w ostatnich kilkunastu miesiącach. Jeden z największych europejskich koncernów chemicznych BASF przejął firmę Becker Underwood, lidera na rynku biologicznej ochrony roślin. Z kolei koncern DuPont przeznaczył 10 mld dolarów na badania, które pomogą do 2020 roku stworzyć 4 tys. nowych produktów wytworzonych zgodnie z zasadami zrównoważonego rolnictwa. Wiele firm wydaje ogromne środki pieniężne na projekty badawcze, umożliwiające produkcję, która pozwoli chronić środowisko naturalne.

„Odnośnie polskich graczy, jeszcze w 2013 r. Zakłady Chemiczne Police należące do Grupy Azoty dokonały przejęcia producenta fosforytów w Senegalu. Nie można wykluczyć dalszych etapów ekspansji międzynarodowej, być może we współpracy z partnerami. Kluczowy dla producentów nawozów jest i pozostanie stabilny dostęp do tanich dostaw gazu ziemnego i innych surowców, oraz do taniej energii, który może decydować o przewadze kosztowej nad konkurencją, lub jej braku” – wyjaśnia Wojciech Hann.

Wpływ na mniejszą liczbę transakcji M&A w sektorze chemicznym w 2013 roku miały Europa i Ameryka Północna, gdzie ich liczba wyraźnie spadła w porównaniu do 2012 roku (odpowiednio o 34 i 54 transakcje). Większy ruch zanotowała natomiast Azja, głównie za sprawą dynamicznie rozwijającego się rynku chińskiego. „Chińscy inwestorzy szukają interesujących transakcji dających szansę wzrostu zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicą. W orbicie ich zainteresowań są szczególnie firmy z wyspecjalizowanym portfolio produktów. Z drugiej strony globalni gracze liczą, że będą w stanie skorzystać z nowych możliwości rynkowych w Chinach, rozwijając tam nowe linie produkcyjne” – dodaje Wojciech Hann.

W nieco gorszej sytuacji znajduje się za to europejski przemysł chemiczny. Aktywność na rynku M&A europejskich przedsiębiorców z tego sektora wynika głównie z chęci poprawy swojej pozycji w konkurencji z azjatyckimi i północnoamerykańskimi firmami. Te ostatnie, opierając swoją produkcję na tańszym gazie łupkowym, osiągają lepszą pozycję wzrostową. „Dużą rolę na europejskim rynku M&A będą nadal odgrywały fundusze private equity, które inwestują w branżę chemiczną. Wśród nich są SK Capital, Black Diamond Capital Management LLC, Cinven Group czy Charterhouse. W tym roku perspektywy aktywności M&A na rynku chemicznym w UE są mniej więcej takie same jak w roku poprzednim. Według dostępnych danych sytuacja gospodarcza się poprawia, ale jest jeszcze zbyt krucha, by mówić o jakimś trwałym trendzie” – wyjaśnia Mark Jung, Partner w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Dla UE walka o przemysł chemiczny ma niewątpliwie duże znaczenie. Według danych Komisji Europejskiej w 2012 roku branża ta zapewniała pracę ponad 3,1 mln osób, które były zatrudnione w 83 tys. przedsiębiorstw. Wartość sprzedaży w unijnym sektorze chemicznym wyniosła 539 mld euro, co stanowiło ok. jedną piątą globalnej wartości sprzedaży chemikaliów. Także w Polsce przemysł chemiczny jest jednym z bardziej istotnych, dając pracę 250 tys. ludzi. Już dziś jego udział w ogólnej produkcji przemysłowej w Polsce wynosi ponad 10 proc., a prognozy mówią, że w najbliższych latach wskaźnik ten będzie się powiększał. Podobnie jak na całym świecie procesy konsolidacji są widoczne również w Polsce. Największy gracz na tym rynku Grupa Azoty w ub. roku przejęła Kopalnie i Zakłady Chemiczne Siarki „Siarkopol”. Spółka wraz Grupą Lotos zainwestuje też w budowę kompleksu petrochemicznego, którego wartość szacowana jest na 12 mld zł.

„W tym roku globalny przemysł chemiczny jest przygotowany na większą aktywność na rynku fuzji i przejęć. Należy spodziewać się dalszej konsolidacji, szczególnie na rynkach rozdrobnionych oraz inwestycji w firmy, które dają szansę dużego i stabilnego wzrostu. Poza tym ożywienia na rynku M&A można spodziewać się w Ameryce Północnej, gdzie spółki chemiczne będą w dalszym ciągu przeprowadzać transakcje mające na celu strukturalną reorganizację portfeli” – podsumowuje Mark Jung.

Sytuacja polskiego budownictwa: co zmieniają nowe Warunki Techniczne?

Wprowadzenie nowych Warunków Technicznych to moment, który rodzi wiele pytań. Najczęściej dociekają one tego, co się zmieniło, jak trzeba teraz budować oraz w jakim stanie znajduje się obecnie polska branża budowlana. O rozmowę poprosiliśmy Piotra Pawlaka, eksperta z firmy ROCKWOOL Polska.

Pytanie zasadnicze: o co chodzi z tymi Warunkami Technicznymi?

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie Warunków Technicznych to szereg wytycznych, które projekt nowego obiektu musi spełniać, aby otrzymać aprobatę Nadzoru Budowlanego. Nowe przepisy, które weszły w życie od stycznia 2014, wprowadziły bardzo istotne zmiany w kwestii budownictwa zarówno publicznego, jak i prywatnego.

Co uległo najistotniejszym zmianom?

Największą zmianą w stosunku do lat ubiegłych jest potrzeba zwiększenia efektywności energetycznej nowych budynków. Do tej pory spełnienie przez obiekt wymaganych parametrów energooszczędności można było wykazać na dwa sposoby – utrzymując na dopuszczalnym poziomie współczynnik przenikania ciepła dla przegród zewnętrznych lub wskaźnik zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną. W 2014 wymagania te zmieniły się i dziś trzeba je spełnić jednocześnie.

Co to oznacza w praktyce?

Ustawowo musimy skuteczniej izolować nasze domy. Skuteczniej znaczy grubiej oraz przy pomocy lepszej jakości materiałów, np. skalnej wełny mineralnej czy okien i drzwi o wyższych parametrach izolacyjnych. Przykładowo – w stosunku do poprzednich Warunków Technicznych, średnia grubość minimalnej warstwy ocieplenia wzrosła o 2 cm. A wartości te będą dodatkowo wzrastać w kolejnych latach.

Co nas zatem czeka w przyszłości?

Zmiany zostały tak zaplanowane, aby dać nowym inwestorom pewien okres przejściowy. Kolejne etapy wymagań zaczną nas obowiązywać w 2017 i 2021. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że prawo nie działa wstecz. Dlatego też otrzymane do 31 grudnia 2016 pozwolenie na budowę będzie ważne po aktualizacji Warunków Technicznych w roku następnym.

Czym są podyktowane tak zdecydowane zmiany?

Poprawa efektywności energetycznej budynków to również wynik zmian w ustawodawstwie unijnym, zmierzającym do jak największej oszczędności surowców i pieniędzy. I jest w tym sens – inwestycja w skuteczniejszą izolację zwraca się stosunkowo szybko w postaci niższych rachunków za ogrzewanie. To krok ku nowoczesnemu budownictwu, opłacalnemu i korzystnemu zarówno na poziomie całej gospodarki jak i prywatnego inwestora. Warto przy tym zaznaczyć, że Warunki Techniczne wyznaczają wartości minimalne, które w porównaniu z budownictwem europejskim i tak są dość łagodne. Zamiast iść po najmniejszej linii oporu, warto zatem wykraczać poza obowiązujące standardy – to się po prostu opłaca.