Wymiana oświetlenia na energooszczędne może obniżyć rachunki gmin nawet o dwie trzecie

CEO Magazyn Polska

Inwestycja w wymianę oświetlenia konwencjonalnego na LED-owe w całej Polsce pozwoliłby rocznie zaoszczędzić tyle prądu, ile produkuje duża elektrownia o mocy 2 GW. Na wymianę gminnych lamp zdecydowała się m.in. gmina Przytyk w województwie mazowieckim i jej roczne opłaty za oświetlenie spadły z 500 tys. zł do 120 tys. zł. Teraz samorządy będą mogły także skorzystać z dofinansowania unijnego przeznaczonego na ten cel.

Całe zainstalowane w Polsce oświetlenie to ok. 10 gigawatów (GW) mocy (moc wszystkich polskich elektrowni wynosi ok. 35 GW). Oświetlenie uliczne to ok. 0,5 GW. W godzinach szczytu zapotrzebowanie całego oświetlenia na moc wynosi 3 GW. Wymiana oświetlenia konwencjonalnego na LED-owe pozwala zaoszczędzić ok. 50 proc., a wraz z dodatkowo zastosowanym sterowaniem oświetlenia nawet 80 proc. energii elektrycznej.

 – Wymiana oświetlenia w całym kraju spowodowałaby, że z 3 GW zaoszczędzilibyśmy 2 GW. Prawie taką moc będą miały dwa nowe bloki energetyczne budowane w Opolu – 1,8 GW. Mamy alternatywę: inwestycja w nową elektrownię za 10-15 mld zł lub wymiana wszystkich źródeł w Polsce na LED-owe. Przy takiej skali warto o tym rozmawiać – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Huzarewicz, prezes Philips Lighting Poland SA.

Ostatnio na wymianę całego oświetlenia zdecydowała się miejscowość Przytyk. Zastąpiła oświetleniem LED-owym ponad 1000 punktów świetlnych.

 – Wydatki na energię spadły ponad czterokrotnie – z 500 tys. zł do 120 tys. Zaoszczędzone pieniądze można było więc przeznaczyć na zawsze potrzebne w gminach inwestycje, np. w szkoły czy ośrodek zdrowia – wyjaśnia prezes Philips Lighting Poland.

Nowoczesne, oszczędne oświetlenie ma być jedną z dróg do tworzenia tzw. inteligentnych miast. Jak wskazują obserwacje firmy Philips w Polsce, coraz więcej samorządów planuje wdrażać rozwiązania z zakresu smart cities.

 – Samorządy wiedzą coraz więcej o smart city, o tym się mówi, organizuje spotkania i konferencje omawiające sprawy nowoczesnego oświetlenia i prezentujące efekty ekonomiczne. Na Opolszczyźnie wraz z Tauronem mamy projekty na wymianę około 3 tys. punktów świetlnych. To nie tylko duże, efektywne projekty, które służą społeczeństwu dzięki oszczędnościom energii, lecz także nowe miejsca pracy. Philips w Polsce produkuje i projektuje nowoczesne oprawy LED-owe – informuje Marek Huzarewicz.

Prezes Philips Lighting wskazuje też na kwestie estetyki i komfortu: dzięki modernizacji oświetlenia centra miast mogą stać się efektowne i kolorowe, a to przyciąga ludzi i biznes.

Wciąż jednak wiele gmin wstrzymuje się z inwestycjami, licząc na to, że koszty technologii będą spadać. Menadżer porównuje zmiany na rynku oświetlenia LED do zmian zachodzących wcześniej na rynku sprzętu komputerowego czy telewizorów.

 – Co trzy miesiące mamy nową generację LED-ów, które dostarczają większą ilość światła przy zużyciu mniejszej liczby energii elektrycznej, dzięki czemu spadają ceny. To proces ciągły, który sprawia, że nowe instalacje będą coraz bardziej atrakcyjne, również od strony kosztowej – przekonuje prezes Philips Lighting.

Problemem dla gmin przestaje być kwestia finansowania inwestycji w wymianę oświetlenia. Mogą one skorzystać ze środków unijnych. Nowa Perspektywa Finansowa UE na lata 2014-2020 i program Horyzont 2020 mocno stawiają na innowacyjność, nowe zielone technologie i efektywność energetyczną. Jednym z fundamentów strategii Unii Europejskiej jest tworzenie inteligentnych miast i społeczności (smart cities and communities), w którą to koncepcję idealnie wpisuje się oświetlenie LED integrowane z systemami IT czy łączone z dostępem do bezprzewodowego internetu.

 – Tych mechanizmów finansowania jest wiele. Capital Phillips oferuje finansowanie inwestycji, które gminy mogą spłacać z uzyskanych dzięki modernizacji oszczędności – mówi Marek Huzarewicz.

Jednym z takich rozwiązań jest formuła ESCO, w której wykonawca wnosi własne środki na modernizację oświetlenia, a następnie otrzymuje spłatę finansowania z uzyskanych oszczędności w zużyciu energii po realizacji przedsięwzięcia. Odbiorca, np. gmina, nie ponosi żadnych kosztów związanych z inwestycją i przez pewien czas płaci rachunki takie same jak przed inwestycją lub nieco niższe, by po uregulowaniu należności czerpać realne korzyści.

Polska Izba Książki: rządowy podręcznik uderzy w jakość i dostępność edukacji

Senat pracuje nad nowelizacją ustawy o oświacie, która zakłada m.in. przygotowanie przez MEN bezpłatnych podręczników dla uczniów szkół podstawowych. Konsultowana jest też kolejna nowelizacja, która wprowadzi m.in. mechanizm dotacji do podręczników. W ocenie Polskiej Izby Książki, która pozytywnie ocenia sam pomysł wsparcia rodziców przy zakupie podręczników, przyjęcie zapisów w obecnej formie może doprowadzić do obniżenia poziomu nauczania w szkołach publicznych i nierówności w dostępie do edukacji. Przeciwko nowym przepisom buntują się również nauczyciele. 

 System, który jest zaproponowany w nowelizacji ustawy oświatowej, spowoduje, że będziemy mieć edukacyjną Polskę A i Polskę B – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Matuszewski, przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych w Polskiej Izbie Książki.

Izba krytycznie ocenia m.in. zaproponowaną przez MEN wysokość dotacji, która w praktyce uniemożliwi korzystanie z zeszytów ćwiczeń i innych materiałów jednorazowego użytku, co ograniczy nabywanie i utrwalanie praktycznych umiejętności przez uczniów. Przykładowo w gimnazjum roczna dotacja na ćwiczenia ma wynieść 25 zł na ucznia (dla 13 przedmiotów) czyli 1,92 zł na jeden przedmiot – wynika z wyliczeń PIK.

Jednocześnie projekt ministerstwa zakłada, że szkoły będą mogły wybrać podręczniki i ćwiczenia, których koszt jest wyższy niż dotacje MEN, pod warunkiem że zgodzi się na to organ prowadzący szkoły (np. gmina), który jednocześnie będzie musiał sfinansować dodatkowy koszt.

Środowisko wydawców argumentuje, że decyzja o wyborze dodatkowych materiałów edukacyjnych będzie zależała wyłącznie od zasobności organu prowadzącego. Tym samym na edukację lepszej jakości będzie stać wyłącznie bogatsze gminy i szkoły prywatne. Zdaniem przedstawiciela PIK, nowelizacja przepisów może spowodować, że rodzice zaczną przenosić swoje dzieci do szkół prywatnych i zapisywać je na kursy dokształcające.

 Po raz pierwszy w dziejach mamy taki system, który mówi nie o minimach, które państwo zapewni rodzicom, szkołom, nauczycielom, ale o maksimach. Będzie można tylko wziąć to, co daje ministerstwo, a nie będzie można do tego dokupić czegoś na przykład z pieniędzy fundacji, stowarzyszenia czy rady rodziców – tłumaczy Jarosław Matuszewski.

Plany MEN zakładają również wprowadzenie od 1 września 2014 r. bezpłatnego podręcznika dla uczniów pierwszych klas szkół podstawowych. Te same zasady będą dotyczyć szkół artystycznych, dając ministrowi kultury analogiczne prawa do opracowania i wydania podręczników. Według dotychczasowych przepisów, ministrowie dopuszczali do użytku szkolnego podręczniki przygotowane przez podmioty zewnętrzne.

Przeciwko nowym przepisom buntują się również nauczyciele. Jak wyjaśnia przedstawiciel PIK, to nie tylko kwestia wyboru podręcznika, z którego chcieliby uczyć, lecz także niepewności. Do września zostało mniej niż pół roku, a wciąż nie wiadomo, kto miałby podręcznik napisać ani jaka będzie jego zawartość. Zgodnie z dotychczasowymi zapowiedziami MEN, wiadomo, że podręcznik ma składać się z czterech części: polonistycznej, matematycznej, przyrodniczej i społecznej.

 – Nikt nie ma bladego pojęcia o tym, jak będzie wyglądać wrzesień tego roku. Nie ma książek, nie ma ćwiczeń, nie ma materiałów metodycznych dla nauczyciela, są zmiany w podstawie programowej. Wszystko jest nowe – podkreśla przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych.

Przedstawiciel PIK ocenia, że podręczniki, z których dotychczas uczono w szkołach, były bardzo dobrej jakości. Dlatego też nie widzi powodu do wprowadzania radykalnych zmian i eksperymentowania.

 – W zeszłym roku to polski podręcznik został uznany w Europie za najlepszy dla klas pierwszych. To po co robimy rządowy podręcznik? – argumentuje Matuszewski. – W tej chwili są w Europie tylko cztery kraje, w których funkcjonują rządowe podręczniki jedynie słuszne. I to nie są kraje, które miałyby być dla nas wzorem, bo one wypadają fatalnie, jeśli chodzi o wyniki edukacji, czyli Grecja, Węgry, Islandia oraz Ukraina. Poza tym dzisiaj w Europie mamy tylko dwa państwa, które zażyczyły sobie bezpłatnego podręcznika: jeden to Polska, a drugi – Rosja – dodaje.

W uzasadnieniu nowelizacji napisano, że poprawność merytoryczna, dydaktyczna i wychowawcza podręczników będzie weryfikowana na etapie ich przygotowania i odbioru. Wstępne prace nad powstaniem podręcznika prowadzi obecnie Ośrodek Rozwoju Edukacji podlegający MEN.

Nowelizacja znosi ponadto przepis, który nakłada na dyrektora szkoły obowiązek podania do 15 czerwca listy obowiązujących podręczników w nadchodzącym roku szkolnym. A to oznacza, że będzie mógł to zrobić w dowolnym terminie.

Ukraiński kryzys powoduje wzrost cen ropy. Konflikt jest więc na rękę Rosji

Niepewność na rynkach, która spowodowana jest rosyjską akcją na Krymie, wymaga od inwestorów poszukiwania nowych strategii inwestycyjnych. Z jednej strony szukają bezpiecznych produktów, a z drugiej – nadzwyczajnych okazji do zarobku. Na rynku walutowym spoglądają w kierunku franka szwajcarskiego lub japońskiego jena, a na rynku surowców – na złoto, które odbija się od dna. W centrum zainteresowania jest jednak ropa naftowa.

 – Rynek ropy jest poniekąd – przynajmniej w naszej opinii – powodem, dla którego cały ten konflikt dziś oglądamy mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Jędrzejczak, dyrektor zarządzający Saxo Banku.  Rosji bardzo zależy na wzroście cen ropy.

Dochody ze sprzedaży surowca stanowią połowę rosyjskiego budżetu każdy dolar podwyżki cen ropy to 1,5 mld dolarów więcej w moskiewskim skarbcu. W ciągu ostatnich 15 lat ceny wzrosły o 50 proc. Jednak brak perspektyw na szybki wzrost popytu na ropę na świecie, rosnąca rola energii pozyskiwanej z łupków i poszukiwanie alternatywnych źródeł energii sprawiły, że są one dużo poniżej rosyjskich oczekiwań.

W ostatni poniedziałek, podczas najgorętszego okresu ostatnich wydarzeń na Krymie, cena baryłki w Londynie sięgnęła 112 dolarów  najwięcej od wielu miesięcy.

 – W naturalny sposób gospodarka rosyjska potrzebuje wzrostu. Jak można wywołać ten wzrost przy rosnącej podaży surowca w postaci ropy naftowej na świecie? Najprostszym pomysłem – choć brzmi to bardzo cynicznie – jest konflikt  tłumaczy Jędrzejczak.

Jak dodaje, w miarę wzrostu napięcia politycznego cena ropy będzie rosła.

Według dyrektora Saxo Banku, posługiwanie się w tym konflikcie sankcjami żadnej ze stron nie przyniesie pożytku.

 – Sankcje jak najbardziej są potrzebne z punktu widzenia politycznego. Natomiast z punktu widzenia ekonomicznego nie jest to już taki czarno-biały scenariusz. Na pewno politycy i decydenci ekonomiczni będą mieli bardzo twardy orzech do zgryzienia mówi Jędrzejczak.  Wystarczy spojrzeć na samą Ukrainę i zastanowić się, kto najbardziej straci na ekonomicznym upadku Ukrainy. Na pierwszej linii są europejskie banki, czyli sytuacja uderzy przede wszystkim w Europę, która od kilku lat boryka się z problemami zadłużenia.

Hodowla norek w Polsce zagrożona. Wszystko przez propozycje resortu środowiska

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Środowiska pod wpływem protestów ekologów chce wprowadzić norkę amerykańską hodowlaną i jenota na listę gatunków obcych dla środowiska, które w przypadku uwolnienia, zagrażają innym gatunkom. Oznaczałoby to poważne obciążenia dla hodowców, a nawet upadek hodowli w Polsce. Zdaniem przedstawicieli branży, byłoby to na rękę zagranicznym producentom.

Jeśli zamierzenia Ministerstwo Środowiska zostaną zrealizowane, hodowcy zwierząt futerkowych będą musieli uzyskiwać zezwolenie za każdym razem, gdy będą chcieli hodować, kupować czy sprzedawać norki amerykańskie hodowlane lub jenoty. Resort obawia się szkód, jakie zwierzęta mogłyby poczynić w środowisku w razie ucieczki z hodowli. Zdaniem hodowców pomysł Ministerstwa Środowiska jest merytorycznie nieuzasadniony.

 – Dysponujemy szeregiem badań naukowych, które wyraźnie wskazują na różnice pomiędzy norkami hodowlanymi a wolno żyjącymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Szczepan Wójcik, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych. – Inna jest okrywa włosowa i przewód pokarmowy. Norki hodowlane są większe, zatraciły instynkt polowania, więc nie mogą zagrażać innym gatunkom. Poza tym norka amerykańska już występuje w naszym środowisku, więc nie można jej uznać za element obcy dla niego.

Jak przekonuje Wójcik, żaden kraj należący do Unii Europejskiej nie uznaje norek hodowlanych za zwierzęta inwazyjne.

 – Jako przykład podam Danię, w której jest 20 mln norek, a tylko 5 mln mieszkańców. Nie ma tam problemów ani z ochroną środowiska, ani z ucieczkami zwierząt i nikt nie próbuje wprowadzić norek na listę gatunków inwazyjnych – mówi Wójcik.

Jego zdaniem dążenia do uznania norek hodowlanych za gatunek inwazyjny są efektem działań lobby z tego kraju. Do tej pory rynek polski był dla Duńczyków przydatny, gdyż kupowali tu paszę. Jednak pod wpływem rozwoju polskich hodowli, cała polska pasza jest obecnie sprzedawana w kraju. Polska konkurencja staje się zaś coraz bardziej niewygodna dla Duńczyków. 

 – Duńczycy zdecydowali się po prostu pozbyć polskich konkurentów. Nasz rynek jest wart 400 mln euro rocznie i Duńczycy chcą, moim zdaniem, go przejąć – twierdzi Wójcik.

Polska jest drugim – po Danii właśnie – europejskim producentem skór ze zwierząt futerkowych. W Polsce hoduje się około 4 mln norek, a na fermach zatrudnionych jest bezpośrednio 10 tys. osób. Kolejne 40 tys. jest pośrednio związanych z branżą, to m.in. producenci paszy, sprzętu czy weterynarze. Większość polskich hodowli prowadzonych jest na wschodzie kraju, czyli na terenach o wysokim bezrobociu, na których brakuje przemysłu.

Owoce morza to wciąż rzadkość na polskich stołach. Polak zjada ich ćwierć kilograma rocznie

CEO Magazyn Polska

Polacy spożywają śladowe ilości owoców morza, głównie z powodu wysokiej ceny i braku tradycji kulinarnej. W przeliczeniu na jednego mieszkańca konsumpcja ryb i owoców morza w Polsce wynosi rocznie ponad 12 kg, z czego owoce morza to zaledwie 1/4 kg. Oprócz najpopularniejszych w Polsce krewetek, które są dostępne w sklepach w postaci mrożonej, pozostałe owoce morza spożywamy głównie w restauracjach i sushi barach. 

  Z owocami morza jest bardzo słabo w naszym kraju, stanowią bardzo niewielki dodatek do diety przeciętnego Polaka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Hryszko z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Eksperci podkreślają wartości odżywcze owoców morza: są one wartościowym źródłem białka, witamin z grupy B, jodu, wapnia, selenu i fluoru. Mimo to, podobnie jak ryby, nie są jeszcze doceniane przez Polaków. Choć w 2013 roku konsumpcja ryb i owoców morza wzrosła w stosunku do poprzedniego roku, nie jest to znacząca zmiana. W 2012 roku Polacy zjedli ponad 448 tys. ton ryb i owoców morza (11,7 kg na mieszkańca), czyli o ponad 5 proc. mniej niż rok wcześniej oraz o 13 proc. mniej niż w rekordowym 2008 roku. 

 – Spożycie owoców morza w ubiegłym roku wyniosło zaledwie 1/4 kilograma w stosunku do 12,6 kg spożytych wszystkich ryb, czyli około 2–3 proc. – podkreśla Krzysztof Hryszko. – Spośród owoców morza dominują krewetki, mają 90-proc. udział.

Decydujący wpływ na niewielką skalę spożycia owoców morza w Polsce mają ich wysokie ceny oraz niewielka jeszcze dostępność. 

 – Dostęp do świeżych owoców morza jest u nas bardzo ograniczony. Oprócz krewetek, które są w sklepach dostępne w postaci mrożonej, pozostałe owoce morza spożywamy głównie w restauracjach, sushi barach – wyjaśnia Krzysztof Hryszko.

Potrawy z owoców morza są najpopularniejsze w krajach, w których się je wyławia, czyli m.in. w krajach basenu Morza Śródziemnego, które od lat są najpopularniejszym kierunkiem turystycznym Polaków.

 – Polacy coraz częściej podróżują, widzą, co się dzieje na świecie, i mam nadzieję, że w kolejnych latach ten rynek będzie się w większym stopniu rozwijał. Choć nie sądzę, żeby w kolejnych pięciu latach nastąpił zdecydowany wzrost – dodaje ekspert.

Sprawozdania finansowe od 2014 r. muszą być przygotowane według nowych zasad

Obowiązująca od tego roku nowa definicja kontroli w Międzynarodowych Standardach Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) jest szersza i bardziej szczegółowa od tej obowiązującej w dotychczasowym polskim prawodawstwie. Zmiany w MSSF 10, 11 i 12, które muszą być stosowane we wszystkich krajach Unii Europejskiej w sprawozdaniach finansowych sporządzanych zgodnie z MSSF począwszy od 2014 r., dotyczą głównie konsolidacji spółek. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów opracowania „Kompletny obraz. Praktyczny przewodnik po MSSF”, z punktu widzenia przedsiębiorców najbardziej istotne są zmiany w MSSF 10, ponieważ uregulują kwestie, które dotychczas mogły być różnie interpretowane (np. możliwość sprawowania kontroli pomimo posiadania mniej niż 50 proc. praw głosu).

Wprowadzona w MSSF 10 nowa definicja „kontroli” nie wpływa na techniczną stronę sposobu sporządzania skonsolidowanego sprawozdania finansowego, może jednakże wpłynąć na ocenę, które jednostki – jako jednostki zależne – będą tym sprawozdaniem objęte. W praktyce oznacza to możliwość włączenia do konsolidacji tych jednostek, które do tej pory jej nie podlegały lub odwrotnie. „Zmiana ta dotyczy przede wszystkim udziałowców, którzy posiadają mniej niż 50 proc. prawa do głosu w danej inwestycji (posiadają np. 45 proc.), a w której pozostały akcjonariat jest mocno rozdrobniony lub udziałowców posiadających potencjalne prawa głosu w inwestycji (np.: opcje na akcje). Poza tym nowy standard może dotknąć również inwestorów posiadających jednostki specjalnego przeznaczenia oraz takich, którzy w swoim portfolio mają spółki komandytowe, komandytowo-akcyjne lub fundusze inwestycyjne” – wyjaśnia Marcin Samolik, Starszy Menedżer w dziale Audytu, Deloitte.

Poprzednia definicja kontroli zawarta w MSR 27 kładła nacisk przede wszystkim na aspekty formalne relacji między spółkami. Teraz dodatkowo należy kierować się subiektywną oceną, opartą na wytycznych zawartych w MSSF 10. Nowością jest także to, że zgodnie z MSSF 10 kontrolę nad inwestycją można sprawować w imieniu innych inwestorów i być tzw. agentem, co skutkuje nieujmowaniem takiej inwestycji we własnej konsolidacji. Obowiązujący od stycznia 2014 r. standard działa retrospektywnie, tzn. jeżeli w świetle nowej definicji kontroli zakres konsolidowanych jednostek jest szerszy, konieczna będzie zmiana danych porównawczych za 2013 r. „Działy finansowe w większości spółek zapewne dokonały już odpowiedniej analizy zmian, które wiążą się z wejściem w życie nowych przepisów, tym bardziej że przygotowywane sprawozdania za rok 2014 muszą być już zgodne z tymi wytycznymi” – mówi Monika Jakubczyk, Dyrektor w dziale Audytu, Deloitte.

Tymczasem nowy MSSF 10 jest dużo bardziej dokładny niż przepisy Ustawy o rachunkowości, która dziś obowiązuje polskich przedsiębiorców. Pomiędzy oboma dokumentami istnieją różnice, choćby w definiowaniu „jednostki dominującej”, „jednostki zależnej” czy „kontroli”. Do nowych standardów obowiązkowo muszą stosować się w skonsolidowanych sprawozdaniach finansowych spółki giełdowe oraz banki. Jak argumentują eksperci Deloitte, MSSF 10 może początkowo sprawiać przedsiębiorcom trudności w analizie funkcji kontroli, ale w efekcie jego wprowadzenie przyniesie pozytywne skutki, ponieważ dotychczas pole do interpretacji w tym obszarze było zbyt duże.

MSSF 11, który także wszedł w życie w styczniu tego roku, dotyczy tzw. wspólnych ustaleń umownych. Jego zastosowaniem powinni zainteresować się przede wszystkim ci inwestorzy, którzy wraz z innymi partnerami biznesowymi prowadzą wspólne ustalenie umowne. Nowy MSSF dopuszcza ustalenia umowne obejmujące wyłącznie: wspólne działania (zastępuje wspólnie kontrolowaną działalność oraz aktywa) oraz wspólne przedsięwzięcia (zastępuje wspólnie kontrolowane jednostki). MSSF 11 likwiduje także możliwość ujmowania udziału we wspólnym przedsięwzięciu metodą proporcjonalną – dopuszczalna pozostaje tylko metoda praw własności. Zmiany te dotkną przede wszystkim te grupy, w których stosowano dotychczas konsolidację proporcjonalną, a także te, w których spółki współkontrolowane sprzedające całą produkcję swoim inwestorom były ujmowane metodą praw własności. Takie spółki, według nowych przepisów, mogą zostać zaklasyfikowana jako wspólne działania.

Ostatni z nowych standardów MSSF 12 (o ujawnianiu zaangażowania w innych podmiotach) w całości dotyczy informacji ujmowanych w notach do sprawozdania finansowego. MSSF 12 wprowadza wymóg, aby spółka ujawniała informacje umożliwiające czytelnikom sprawozdania finansowego ocenę charakteru i ryzyka związanego z zaangażowaniem w inwestycję oraz wpływu inwestycji na sytuację finansową inwestora, jego wyniki finansowe i przepływy pieniężne. Obowiązkiem stosowania MSSF 12 są objęte wszystkie spółki posiadające spółki zależne, wspólne ustalenia umowne, jednostki stowarzyszone lub nieobjęte konsolidacją jednostki strukturyzowane.

Obecnie przygotowywanych sprawozdań za 2013 r. dotyczy natomiast MSSF 13, który definiuje wartość godziwą oraz zawiera wskazówki dotyczące wyceny w wartości godziwej i znacznie rozszerza zakres ujawnień informacji na jej temat w notach do sprawozdania finansowego m.in. w zakresie prezentacji „hierarchii” określania wartości godziwej. „Wedle obecnie obowiązujących przepisów wartość godziwa to cena, jaką można osiągnąć przy sprzedaży danego składnika aktywów lub przekazaniu zobowiązania uczestnikowi rynku w ramach zwykłej transakcji na dzień wyceny. Także ten MSSF jest dużo bardziej szczegółowy niż przepisy polskiej Ustawy o rachunkowości. Wszystkie te zmiany mają przyczynić się do większej przejrzystości sporządzanych sprawozdań finansowych” – mówi Paweł Tendera, Menedżer w dziale Audytu, Deloitte.

Grupa Goodyear Polska wyróżniona certyfikatem Top Employers

Po raz kolejny Goodyear Dunlop Tires Polska Sp. z o.o., Firma Oponiarska Dębica S.A. i Goodyear EEMEA Financial Services Center Sp. z o.o., czyli Centrum Usług Finansowych działające w Dębicy, które obsługuje ponad 27 krajów europejskich, otrzymały certyfikat Top Employers Polska, przyznawany co roku przez międzynarodowy Top Employers Institute* tym firmom, które prowadzą najlepszą politykę personalną.

Top Employers Institute poddał badaniu przedsiębiorstwa w krajach europejskich, w tym także w Polsce, pod względem polityki personalnej i stosowanych praktyk. W każdej organizacji zostały ocenione świadczenia podstawowe, świadczenia dodatkowe i warunki pracy, szkolenia i rozwój, rozwój kariery zawodowej oraz zarządzanie kulturą organizacyjną.

„Sukces ten ma kilka wymiarów. Pierwszy dowodzi, że zewnętrzne organizacje oceniające pracodawców postrzegają Grupę Goodyear Polska jako wyjątkowe miejsce do rozwoju, wyróżniające się na rynku dobrymi praktykami HR. Po drugie ten sukces wspiera wizerunek Grupy Goodyear jako atrakcyjnego pracodawcy i ułatwia budowanie dla przyszłych pracowników wiarygodnej oferty opartej na wartościach, postawach przywódczych i możliwościach rozwoju. Trzeci wymiar – najważniejszy – dotyczy obecnych pracowników. Podejmujemy konkretne działania, aby ich aktywnie angażować, rozwijać i dawać im poczucie realnego wpływu na biznes. Tytuł Top Employer może być powodem do dumy dla naszych pracowników, dzięki którym budujemy sieć naturalnych ambasadorów – ambasadorów Grupy Goodyear Polska”– powiedział Jacek Pryczek, Prezes Zarządu Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. oraz Goodyear Dunlop Tires Polska Sp. z o.o.

Swoim pracownikom Grupa Goodyear Polska (GGP) oferuje stabilność zatrudnienia, uatrakcyjniany stale pakiet świadczeń, realne możliwości rozwoju w kraju i zagranicą, dba również o harmonię pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Ważnym elementem EVP (ang. Employee Value Proposition) GGP jest kultura organizacyjna oparta na wspólnych wartościach, postawach przywódczych i innowacyjnym sposobie działania. Ta wyjątkowa atmosfera współpracy wpływa na chęć dzielenia się wiedzą, a wspólnym mianownikiem w relacjach pomiędzy pracownikami jest wzajemny szacunek.

Grupa Goodyear Polska osiąga wybitne wyniki biznesowe, będąc liderem rynkowym. W organizacji szczególną uwagę przywiązuje się nie tylko do tego, co pracownicy wypracowują, ale również, w jaki sposób osiągają wyznaczone cele. Wynik jest wypadkową stale rozwijanych kompetencji biznesowych, ale przede wszystkim pożądanych w organizacji postaw takich jak: odwaga, umiejętność budowania zespołów i talentów, efektywna komunikacja, zdolność rozwiązywania problemów i osiągania ponadprzeciętnych wyników.

Wiele działań inicjowanych przez HR ma na celu wspieranie postaw przywódczych i inspirowanie każdego pracownika do przejmowania odpowiedzialności zarówno za rozwój swój, jak i całej organizacji. Najlepszym przykładem tego jest cykl warsztatów dotyczących przywództwa. Wyjątkowe w tym projekcie jest to, że cały program powstał i został zrealizowany przez przedstawicieli działu personalnego we współpracy z Zarządem. Podczas warsztatów pracownicy GGP stworzyli „Good Rules” („Dobre Zasady”), tj. prosto sformułowane zasady efektywnie działającego zespołu oparte na wartościach i postawach przywódczych.

Dzięki konsekwentnej komunikacji i angażowaniu pracowników do dialogu o „Dobrych Zasadach”, GGP może zachować swoją przewagę konkurencyjną na rynku. Dodatkowo, za sprawą pozyskania wsparcia z EFS, GGP inwestowała w szkolenia doskonalące umiejętności i kompetencje pracowników. Przykładem tego jest projekt „Goodyear – dobre lata na rozwój”, który znalazł się na liście beneficjentów programu PARP. Objął on swoim zakresem kilkadziesiąt sesji szkoleniowych dla kadry zarządzającej, specjalistów i pracowników produkcyjnych, w tym szkolenia tradycyjne, e-learningowe, warsztaty i gry symulacyjne. Ponadto firma gwarantuje pracownikom bezpłatne kursy językowe, a także dofinansowanie nauki w szkołach wyższych. Niezależnie od szkoleń zewnętrznych, konsekwentnie rozwija kulturę dzielenia się wiedzą, doświadczeniami i dobrymi praktykami, czego przykładem może być budowana obecnie sieć ekspertów i trenerów wewnętrznych. Działania GGP są wiarygodne i inspirują pracowników do odważnego działania, poszukiwania i proponowania inowacyjnych rozwiązań, angażowania się we wszystkie sprawy organizacji tak, jakby to była ich własna firma.

„Dążymy do tego, aby każdy zatrudniony identyfikował się z celami firmy i jej misją, co w rezultacie zwiększa zaangażowanie pracownika, uwalnia jego potencjał i sprawia, że niemożliwe staje się możliwe. Zarząd wspiera przejmowanie na siebie odpowiedzialności przez pracowników, podejmowanie przez nich wyważonego ryzyka oraz kwestionowanie status quo. Takie zachowania budują przyszłych liderów, ludzi odważnych, innowacyjnych i nie poddających się, kiedy napotykają trudności w prowadzeniu biznesu” – powiedziała Angelika Ryfińska, Dyrektor ds. personalnych Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. i Goodyear Dunlop Tires Polska Sp. z o.o.

Top Employers Institute opracował metodologię Top Employers, dzięki której wyróżnia liderów w dziedzinie HRM, przywództwa i strategii. Fundacja Corporate Research Foundation (CRF) powstała w 1991 r. jako wspólna inicjatywa środowiska naukowego, dziennikarzy biznesowych, stowarzyszeń handlowych, badaczy oraz międzynarodowych wydawców, w celu pokazania najlepszych praktyk z dziedziny zarządzania HR. Siedziba główna Instytutu CRF znajduje się w Holandii.

„Optymalne warunki pracy zapewniają pracownikom możliwość rozwoju osobistego i zawodowego. Z naszego kompleksowego badania wynika, że Grupa Goodyear Polska tworzy wyjątkowe środowisko pracy i zapewnia szeroką gamę inicjatyw, obejmujących nie tylko świadczenia dodatkowe i warunki pracy, ale także dobrze przemyślany system zarządzania wynikami, spójny z kulturą organizacyjną firmy” – powiedziała Magdalena Kusik, Country Manager Top Employers Institute.

Goodyear jest jednym z największych producentów opon na świecie, z centralą w Akron, w stanie Ohio, USA. Firma wytwarza opony, wyroby gumowe oraz środki chemiczne w ponad 52 zakładach w 22 krajach. Swoją działalność prowadzi w większości krajów świata. Dwa ośrodki innowacji – w Akron w stanie Ohio i Colmar-Berg w Luksemburgu rozwijają najnowocześniejsze produkty i usługi, które wyznaczają branżowe standardy w dziedzinie technologii i parametrów. Goodyear zatrudnia ok. 69 000 pracowników. W Polsce firma oferuje opony takich marek, jak: Goodyear, Dunlop, Fulda, Sava i Dębica. Jest także głównym akcjonariuszem Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

Rosyjski imperializm odciska piętno na rynkach

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Próba zajęcia Krymu przez Rosję, świadcząca o powrocie imperialistycznych zapędów, może w skrajnym scenariuszu stać się początkiem dużo poważniejszego i szerszego terytorialnie konfliktu. Co prawda zdecydowane działania Zachodu, mające na celu powstrzymanie Władimira Putina przed agresją, powinny przynieść zażegnanie eskalacji działań wojennych, jednak rzeczywistość rynkowa nie będzie już taka, jak dawniej. Bowiem nawet w „pozytywnym” scenariuszu pokazanie światu pazura przez rosyjski rząd, wpłynie na zmianę myślenia o bezpieczeństwie światowym i o postrzeganiu Rosji jako partnera politycznego i gospodarczego.

Patrząc z punktu widzenia inwestora giełdowego, akcje spółek rosyjskich już w ostatnich latach były bardzo słabą inwestycją. Indeks giełdy w Moskwie wzrósł w 2013 r. zaledwie o 2 proc., a w 2012 r. niewiele więcej – o 5 proc. Biorąc pod uwagę zyski na innych giełdach, nie są to wyniki imponujące. Jako główne powody niechęci inwestorów portfelowych do inwestowania na moskiewskiej giełdzie wskazuje się niski poziom corporate governance oraz uzależnienie Rosji od eksportu surowców.

W ostatnim czasie nie pomagała również zawierucha na rynkach wschodzących, w wyniku której tracił m.in. rubel. Przecena rosyjskiej waluty wpłynęła negatywnie na wycenę spółek notowanych na giełdzie. Szczególnie tych, które swoje przychody osiągają w rublu i większość kosztów ponoszą w tej walucie. Notowania GDR-ów na akcje tychże spółek (certyfikatów stosowanych przy obrocie akcjami zamiast bezpośredniego zakupu walorów) są bowiem wyceniane w dolarze. Jeśli więc rubel się osłabia, to zyski spółki w przeliczeniu na dolary automatycznie są mniej warte. To zaś wpływa niekorzystnie na końcową wycenę. Problem z walutą dotyka sporej liczby rosyjskich spółek, co w zestawieniu z gorszym zachowaniem cen surowców i brakiem reform strukturalnych przekłada się na całościowy obraz rosyjskiego rynku.

Poniedziałkowa reakcja giełdy moskiewskiej oraz pogłębiająca się słabość rubla świadczyła o jednomyślnym zamykaniu pozycji na rosyjskich aktywach. W obliczu ostatnich wydarzeń nawet częściowe odreagowanie na rosyjskich indeksach RTS i MICEX obserwowane w trakcie wtorkowej sesji nie nastraja pozytywnie do tamtejszego rynku. Wydaje się, że apetyt do inwestycji w Rosji będzie w dalszym ciągu malał i nawet bardzo niskie wyceny rosyjskich spółek (np. wskaźnik cena /zysk dla Gazpromu 2.5) nie przyciągną zagranicznego kapitału.

Opieszałość banków – Decyzje UOKiK

Zbyt późne przekazywanie do Biura Informacji Kredytowej informacji o spłacie zobowiązania często oznacza, że konsument nie dostanie kolejnego kredytu. Banki, które zwlekają z korygowaniem danych w BIK, naruszają zbiorowe interesy konsumentów. Przekonały się o tym BRE Bank, Sygma Bank, BZ WBK

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) jest instytucją, do której trafiają informacje o zobowiązaniach finansowych konsumentów zaciągniętych w bankach lub skokach. Znajdują się tam także dane o tym, czy raty spłacane są w terminie, czy z opóźnieniem. Baza działa w oparciu o umowy zawierane z tymi instytucjami.

Ani konsument, ani BIK nie może korygować danych zawartych w bazie – może to zrobić tylko instytucja finansowa, u której mamy kredyt. Informacje, które znajdują się w BIK, są wykorzystywane przez banki lub skoki do analizy zdolności kredytowej, na ich podstawie często podejmuje się decyzje o udzieleniu kredytu. Dlatego tak ważne jest, aby instytucje finansowe po udzieleniu kredytu lub po jego spłacie niezwłocznie przekazywały do bazy informację o zadłużeniu klienta lub jego braku.

Do UOKiK wpływały skargi konsumentów na opieszałość banków w przekazywaniu informacji o spłacie zobowiązania do BIK. Przykładowo: klient nie uzyskał w zeszłym roku kredytu w ramach programu Rodzina na swoim, ponieważ jeden z banków nie poinformował BIK o tym, że zobowiązanie zostało spłacone. W związku z sygnałami konsumentów, Prezes UOKiK wszczęła postępowania, w których sprawdzała, jak niektóre banki wywiązują się z obowiązku niezwłocznego przekazywania do BIK informacji o spłacie kredytu.

W wyniku postępowań Urzędu okazało się, że trzy banki: BRE Bank, Sygma Bank, BZ WBK, zwlekają z przekazaniem takich danych nawet do 40 dni (Sygma Bank), 45 dni (BRE Bank), 50 dni (BZ WBK). W związku z tym, konsument, który spłacił jeden kredyt i chciał zaciągnąć następny mógł nie mieć zdolności kredytowej, ponieważ informacja o jego zadłużeniu nadal widniała w BIK. Klienci nie mieli także świadomości, że informacja o spłacie zadłużenia zostanie przekazana do BIK z takim opóźnieniem.

Za zbyt późne przekazywanie do BIK informacji o spłacie zobowiązania na BRE Bank została nałożona kara finansowa 1 550 919 zł, na Sygma Bank 102 572 zł. BZ WBK zobowiązał się do niezwłocznego korygowania danych w BIK, dlatego uniknął sankcji finansowej. Decyzje nie są prawomocne, ponieważ BRE Bank oraz Sygma Bank odwołały się do sądu.

To nie pierwszy raz, gdy Prezes UOKiK kwestionuje opieszałość banków w informowaniu BIK o braku zobowiązania. W grudniu 2012 roku za takie działanie Urząd nałożył karę 1,8 mln zł na bank Pekao SA. Decyzja nie jest prawomocna, ponieważ bank odwołał się do sądu.