Operatorzy pocztowi mogą już korzystać z infrastruktury Poczty Polskiej

CEO Magazyn Polska

Każda firma pocztowa działająca na rynku może bez kłopotu korzystać z infrastruktury Poczty Polskiej. Oferta operatora była dostępna już w ubiegłym roku, ale dopiero niedawno konkurenci Poczty zgłosili chęć korzystania z jej skrytek pocztowych – jednego z elementów tej infrastruktury.

Zgodnie z Prawem pocztowym Poczta Polska ma obowiązek zapewnić innym operatorom pocztowym dostęp do swojej infrastruktury. Operator w ubiegłym roku opracował regulaminy i cenniki dostępu, które zostały zatwierdzone przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. 

 – W tym przypadku chodzi o dostęp do naszych skrzynek oddawczych, skrytek pocztowych oraz do informacji o bazie kodów adresowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Gołębiowski, dyrektor zarządzający pionem sprzedaży Poczty Polskiej. – W ubiegłym roku nikt nie zainteresował się tą ofertą, ale od nowego roku Polska Grupa Pocztowa rozpoczęła z nami współpracę w zakresie dostępu do skrytek pocztowych, które mamy w naszej sieci.

Prawo przewiduje, że dostęp do infrastruktury nie będzie bezpłatny. Stawki reguluje przygotowany przez Pocztę Polską i zatwierdzony przez UKE cennik.

 – Dla Poczty jest to dość duże wyzwanie operacyjne i logistyczne, z którym wiążą się określone koszty – wyjaśnia Łukasz Gołębiowski. – Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej stoi na straży tego, aby te cenniki były prawidłowo sformułowane, opierały się o koszty jednostkowe w tym zakresie.

Największy operator pocztowy w Polsce, mimo że nie ma takiego obowiązku, jest gotowy na poszerzenie współpracy.

 – Jeżeli nasza konkurencja wystąpi do Poczty Polskiej z konkretnymi propozycjami w tym zakresie, zostaną one rozważone – potwierdza dyrektor zarządzający. – Głos konkurencji, który mówi, że chciałby mieć dostęp do naszej infrastruktury pocztowej, korzystać z naszych usług, jest potwierdzeniem, że Poczta Polska ma zdecydowaną przewagę konkurencyjną w zakresie bezpieczeństwa, jakości, niezawodności i terminowości, i z tego się bardzo cieszymy.

Przedstawiciel Poczty zauważa jednak, że takie firmy, jak Polska Grupa Pocztowa czy InPost, bardzo mocno podkreślają swój potencjał w zakresie liczby placówek i doręczycieli. Dlatego w takiej sytuacji chyba nie muszą się posiłkować listonoszami narodowego operatora.

 – Nasi konkurenci powinni się na coś zdecydować – albo jest tak świetnie, jak mówią, albo potrzebują pomocy listonoszy operatora wyznaczonego – podkreśla Łukasz Gołębiowski.

Prezydent z wizytą w Turcji. Polska liczy na znaczący wzrost obrotów w wymianie handlowej

CEO Magazyn Polska

Prezydent Bronisław Komorowski podczas rozpoczynającej się dziś oficjalnej wizyty w Turcji będzie rozmawiał z tamtejszymi władzami m.in. o narastającym kryzysie rosyjsko-ukraińskim na Krymie, jesiennym szczycie NATO oraz polsko-tureckiej współpracy gospodarczej. Turcja to strategiczny partner gospodarczy Polski na Bliskim Wschodzie i w Azji. Polskie firmy mogą skorzystać na dynamicznie rozwijającym się rynku tureckim, a ścisła współpraca może zaowocować wspólnymi sukcesami na rynkach trzecich, np. w Afryce.

 – To będzie bardzo interesujący rok, bo wiele na styku Polski i Turcji będzie się działo – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Bonikowska, partner zarządzający ośrodka analitycznego THINKTANK oraz prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

W ciągu ostatniej dekady Turcja znalazła się w grupie 20 największych rynków świata. Jej sukces gospodarczy jest efektem reform zapoczątkowanych w latach 80. XX wieku. Dzięki nim turecka gospodarka przekształciła się z zamkniętej i zdominowanej przez rolnictwo w gospodarkę opartą na usługach i produkcji. Od wielu lat również Polska bardzo aktywnie promuje swoją gospodarkę w Turcji. 

 – Są specjalne programy promocji polskiej gospodarki i specyficznych produktów na rynku tureckim – mówi Małgorzata Bonikowska. – Premier Erdoğan w listopadzie przywiózł ze sobą ponad 200 przedsiębiorców z Turcji do Polski. Teraz z wizytą do Turcji wybrał się prezydent Komorowski. Jest więc szansa na to, że te więzi gospodarcze i obroty handlowe będą rosły.

Turecki rynek został wybrany przez polskie Ministerstwo Gospodarki jako jeden z siedmiu najbardziej perspektywicznych na świecie dla polskich firm. W związku ze zbliżającym się 100-leciem republiki planowane są tam m.in. olbrzymie inwestycje infrastrukturalne, co otwiera wiele szans dla polskich przedsiębiorstw z różnych sektorów. Zdaniem Małgorzaty Bonikowskiej, zacieśnianie przez Polskę więzi gospodarczych z Turcją, może owocować również sukcesami na rynkach trzecich.

 – Można ją oprzeć zarówno o wspólny interes wokół Ukrainy, jak i o wspólne interesy gospodarcze na innych kontynentach, na przykład w Afryce – tłumaczy prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych. – Turcja może być bardzo sensownym partnerem dla firm polskich do wchodzenia na rynki afrykańskie, które znamy słabo, bo nigdy tam tak naprawdę aktywnie nie byliśmy obecni.

Podkreśla, że Turcja walczy dzisiaj o Afrykę z Chińczykami. Polska natomiast ma spore szanse stać się jej partnerem w tej walce.

 – Turkom zależy, żeby mieć sensownych, poukładanych partnerów europejskich, a takim partnerem może być Polska – dodaje.

Turcja jest obecnie głównym partnerem gospodarczym Polski na Bliskim Wschodzie i w Azji. W latach 2004–2011 wymiana handlowa między krajami niemal się potroiła (wzrosła z 2 mld dol. do 5,6 mld dol.) Branże i sektory tureckiej gospodarki o największym potencjale dla polskich firm to m.in.: energetyka, sektor rolno-spożywczy, komponenty przemysłu samochodowego, budownictwo, aparatura i sprzęt medyczny, kosmetyki, chemia czy przemysł obronny.

W przyszłej współpracy gospodarczej Polski z Turcją wiele będzie zależało jednak od tego, na ile i na jakich warunkach w ciągu najbliższych kilku lat kraj ten zwiąże się z Europą.

Poza tematami współpracy gospodarczej Polskę i Turcję łączy również zaniepokojenie przyszłością Ukrainy i bezpieczeństwem w regionie.

Bardzo dobrym zwornikiem polityczno-gospodarczym tych relacji może być sytuacja na Ukrainie – ocenia Małgorzata Bonikowska. – Dlatego że i Polska i Turcja zainteresowane są nie tylko niezależnością Ukrainy, lecz także przyciągnięciem Ukrainy ku Europie, w kontrze trochę do tego, czego chciałaby Rosja. Turcja stanie po stronie Polski i po stronie Ukraińców dążących do Europy. Tę sytuację polityczną można wykorzystać również, budując ściślejsze więzi gospodarcze wokół basenu Morza Czarnego – dodaje ekspertka.

Najważniejszym źródłem sukcesu gospodarczego Turcji w ostatnich latach były reformy rządowe z 2001 r. wprowadzane wspólnie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Należą do nich m.in.: zmniejszenie wydatków rządowych, opanowanie inflacji, restrukturyzacja sektora bankowego czy wzmocnienie niezależności instytucji finansowych.

Wizyta polskiego prezydenta w Turcji potrwa do czwartku, 6 marca. 

Polskie banki najzdrowsze w Europie

Wyniki polskich banków za ubiegły rok nie powinny być gorsze niż w 2012 r. Według KNF-u cały sektor zarobił tylko minimalnie mniej niż rok wcześniej, mimo że dla całej gospodarki był to trudny okres. W przyszłym tygodniu swoje zyski ujawnią dwa największe banki: Pekao SA i PKO BP. – Polskie banki są najzdrowsze w Europie – uważa Wojciech Juroszek, doradca inwestycyjny AgioFunds TFI.

 – Wyniki za IV kw. banków notowanych na warszawskim parkiecie są niezłe w relacji do tego, co działo się w gospodarce, bo sytuacja była trudna. Część banków miała wynik na plusie, jednak większość – w okolicach zera. Warto zwrócić uwagę na to, jak wygląda bilans banków: to są najzdrowsze banki w Europie, są praktycznie pozbawione ryzyka kredytowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Juroszek, doradca inwestycyjny AgioFunds TFI.

Według danych Komisji Nadzoru Finansowego zysk netto sektora bankowego wyniósł w minionym roku 15 mld 426 mln zł. To oznacza niewielki spadek wobec 2012 r., gdy banki zarobiły 15 mld 467 mln zł. Z kolei w grudniu 2013 r. zysk netto sektora bankowego wyniósł 1,31 mld zł, a w całym czwartym kwartale minionego roku 3,6 mld zł.

 – W przypadku ING czy mBanku koszty ryzyka są na skrajnie niskim poziomie: 50-60 punktów bazowych. W tym kontekście trudno będzie poprawiać wyniki bez czynników zewnętrznych. Tak że wyniki są obiecujące, bo niewiele się wydarzyło negatywnego w relacji do tego, co działo się w gospodarce. Mimo że są banki drogo wycenione, jeżeli w gospodarce będzie działo się lepiej, to można liczyć na trwałą poprawę – uważa Wojciech Juroszek.

W IV kwartale zysk ING wzrósł o 31 proc., zysk mBanku  o niemal 9 proc.

Nieco gorzej Juroszek ocenia sytuację w sektorze związanym z energetyką.

 – To nie są spółki prowzrostowe, które będą ciągnęły indeksy. Nie spodziewam się dynamiki dwucyfrowej jak w przypadku innych spółek. To jest spokojny sektor, który nie jest wrażliwy na to, co się dzieje w gospodarce – mówi Newserii Biznes doradca inwestycyjny.

Natomiast zamieszki na Ukrainie, mimo że negatywnie postrzegane przez inwestorów, nie powinny w dłuższym okresie w decydujący sposób przełożyć się na sytuację polskich spółek giełdowych. Narażone są takie firmy, jak np. Fabryka Farb i Lakierów „Śnieżka”, dla których najważniejszym rynkiem zagranicznym jest właśnie Ukraina. Niedawno na łamach „Parkietu” Piotr Mikrut, prezes spółki przyznał, że ze względu na trudną sytuację finansową Ukrainy i spadek wartości hrywny, będzie to trudny rok dla zrealizowania celów sprzedażowych.

Rośnie sprzedaż AGD. Polacy będą kupować urządzenia droższe i nowocześniejsze

CEO Magazyn Polska

W 2014 roku wartość sprzedaży AGD powinna wzrosnąć o ok. 3-5 proc. – prognozuje Związek Pracodawców AGD CECED Polska. Będzie to m.in. efekt podwyżek średnich cen sprzętów, bo Polacy coraz częściej wybierają modele z wyższej półki  nowocześniejsze i bardziej energooszczędne.  

W ubiegłym roku rynek sprzedaży detalicznej przeżył kilka zawirowań związanych z problemami dystrybutorów i upadłościami hurtowników. W Hiszpanii upadłość ogłosiła grupa Fagor, co zmusiło do postawienia w stan upadłości likwidacyjnej polskich zakładów FagorMastercook.

 – Rynek wyhamował, dynamika wzrostu była zerowa, ale ochroniliśmy się przed kryzysem czy spadkami – komentuje Wojciech Konecki, dyrektor Związku Pracodawców AGD CECED Polska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

W tym roku eksperci przewidują umiarkowany wzrost wartości sprzedaży i lekki wzrost cen.

 – Zanotujemy około 3-4 proc. wzrostu wartościowego, być może uda się nawet osiągnąć 5 proc. Wzrośnie średnia cena produktu, przede wszystkim ze względu na rosnącą sprzedaż energooszczędnych modeli z wyższej półki – komentuje dyrektor CECED Polska.

Zmienia się struktura sprzedaży: spada zainteresowanie sprzętem tradycyjnym, a rośnie – nowoczesnym i zaawansowanym technologicznie. I siłą rzeczy – droższym.

 – Te sektory rozwijają się najszybciej, przede wszystkim rośnie sprzedaż sprzętu do zabudowy meblowej. Na przykład odchodzimy powoli od na przykład kuchenek wolnostojących na rzecz piekarników i płyt ceramicznych albo indukcyjnych – komentuje Wojciech Konecki.

Obok płyt indukcyjnych – od kilku lat hitu sprzedażowego – rośnie też sprzedaż ekspresów ciśnieniowych i zaawansowanych dwudrzwiowych lodówek. Polacy są też otwarci na nowinki.

 – Cieszy nas to, że akceptację klientów znajdują zupełnie nowe produkty, jak np. suszarki do ubrań – dodaje.

Dyrektor podkreśla wzrost sprzedaży nowinek technicznych, jak chłodzone tylko powietrzem lodówki No Frost, eliminujące konieczność rozmrażania zamrażalnika. Powodzeniem cieszą się też nowoczesne żelazka ze stacją pary oraz cała paleta wyrobów dotyczących kosmetyki i pielęgnacji ciała.

Dr Irena Eris zapowiada ekspansję na rejon Zatoki Perskiej i do Azji

CEO Magazyn Polska

Producent kosmetyków, firma Dr Irena Eris zapowiada ekspansję na rynki azjatyckie i do krajów Zatoki Perskiej. Za pośrednictwem lokalnych dystrybutorów spółka chce sprzedawać tylko niektóre marki swoich kosmetyków. Członkostwo w prestiżowym Comité Colbert daje firmie szanse na nawiązanie nowych kontaktów biznesowych.

 – Dzisiaj najbardziej obiecującymi rynkami są rynki azjatyckie i Zatoki Perskiej. One są stosunkowo małe, bo kraje Zatoki nie są duże, ale za to bardzo bogate, o dużej konsumpcji, o dużej liczbie turystów. Dosyć łatwo jest tam zaistnieć z dobrymi produktami. Tak samo jak w krajach azjatyckich, jeżeli przekonamy partnera do tego, że mamy dobry produkt, to później łatwo nam jest funkcjonować – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Henryk Orfinger, prezes firmy Dr Ireny Eris.

Dodaje, że z rynków azjatyckich najtrudniejszy jest chiński ze względu na swoją specyfikę. Jednak inne kraje w regionie, takie jak Tajwan czy Korea Południowa, są bardzo obiecujące i wejście na ich rynki nie jest trudne. Henryk Orfinger dodaje, że Dr Irena Eris jako europejska spółka cieszy się dużym zaufaniem konsumentów na tych rynkach. Wyjaśnia, że firma nie wchodzi na nowe rynki z całą paletą produktów, a oferuje tylko wybrane marki w zależności od charakterystyki lokalnego rynku oraz pozyskanego dystrybutora.

 – Mamy cztery marki. Każda z nich działa w innym obszarze i rządzi się trochę innymi prawami. Rozmawiając z kontrahentami w krajach, do których chcemy wejść, mówimy o konkretnych markach, nie mówimy nigdy o całości. Szukamy zawsze dystrybutora na konkretny obszar, czy to jest farmacja, czy to jest rynek premium, czy rynek masowy – szukamy konkretnego miejsca i konkretnego dystrybutora, kogoś, kto ma wiedzę na temat tego obszaru konkretnego – mówi Orfinger.

Nawiązywanie międzynarodowych kontaktów ułatwiło przyjęcie Dr Ireny Eris do Comité Colbert. To prestiżowa francuska organizacja zrzeszająca producentów luksusowych towarów. Jej członkami są m.in. takie marki, jak: Chanel, Givenchy, Hotel Ritz w Paryżu czy Longchamp. Od 2011 r. do Comité Colbert przyjmowane są też firmy europejskie spoza Francji, a w październiku 2012 r. wyróżnienie to spotkało Dr Irenę Eris. Obecnie organizacja ma tylko sześciu międzynarodowych członków – poza polskim producentem są to: Delvaux, Herend, Leica, Montblanc oraz Moser.

Jak podkreśla prezes spółki, przyjęcie do Comité Colbert to nie tylko prestiż, lecz także możliwość łatwiejszego nawiązywania kontaktów biznesowych. Dzięki temu polska spółka zyskała dostęp do kontrahentów z najwyższej półki.

 – Dzięki członkostwu w Comité Colbert jesteśmy w stanie umawiać się na spotkania z firmami, z menadżerami czy z organizacjami, które dotychczas nie chciały z nami rozmawiać. Oczywiście o wynikach trudno mówić, bo te rozmowy często są wieloletnie, długotrwałe. Dzisiaj mówimy, że to jest dla nas prestiż, ale za chwilę, mam nadzieję, przełoży się to również na konkretne efekty biznesowe, handlowe – prognozuje Orfinger.

Na rynku pojawią się polskie smartfony i tablety biznesowe z Windowsem. Mają być konkurencją dla Apple’a i Samsunga

CEO Magazyn Polska

W tym roku rynek tabletów będzie rozwijać się w tempie 10-20 proc. – takie są oczekiwania sprzedawców przebadanych przez ABC Data. I choć to oznacza lekkie spowolnienie w stosunku do ubiegłego roku, to i tak dynamika napawa producentów optymizmem. Otwierają się także nowe szanse, choćby w segmencie biznesowym. Marka Colorovo zamierza wprowadzić na rynek tablety oparte na systemie Windows. Chce również zaistnieć w innym perspektywicznym segmencie  na rynku smartfonów.

 – Zdecydowaliśmy się produkować smartfony pod własną marką. Oczekiwany termin wprowadzenia produktu to drugi kwartał, najpóźniej koniec kwietnia, początek maja. Na początek planujemy wprowadzić trzy smartfony pod własną marką, dwa w klasie cenowej do 500 zł i jeden dla bardziej wymagających klientów. Te dwa bazowe rozwiązania są oparte na Androidzie 4.4 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dobrosław Wereszko, członek zarządu spółki ABC Data.

Marka własna ABC Data, Colorovo, szykuje również nowości na rynku tabletów. W połowie drugiego kwartału na rynku pojawi się urządzenie oparte na systemie Windows, które będzie kierowane również do użytkowników biznesowych. 

 – Wprowadziliśmy na rynek pierwszy tablet z procesorem Intela, zbieramy pierwsze doświadczenia. W przygotowaniu to był tablet oparty na systemie Android, ale wyniki badań i oczekiwania klientów pokazały, że otwiera się przestrzeń dla rozwiązań z systemem Windows – mówi Wereszko.

Polski rynek tabletów jest dość specyficzny. W odróżnieniu od tego zachodniego, w Polsce mocną pozycją nie może pochwalić się Apple. Brak wyraźnego monopolu na rynku otwiera szanse przed mniejszymi producentami i dystrybutorami. O swoje walczy Colorovo, zwłaszcza że tablety to wciąż dość dynamicznie rosnąca kategoria na rynku. 

 – Rynek tabletów się rozwija. Nasze badanie opinii resellerów wskazuje, że partnerzy handlowi oczekują dalszych wzrostów. Jeżeli chodzi o możliwość sprzedaży i rokowania na rynku tabletów, oczekiwana stopa wzrostu rynku wynosi powyżej 10 proc. Najwięcej respondentów wskazuje przedział 10-20 proc. wzrostu. Nie jest to już wzrost tak bardzo dynamiczny, ale bardzo interesujący, i dlatego staramy się naszą ofertę rozwijać, widzimy potencjał sprzedaży dla naszych produktów – twierdzi Dobrosław Wereszko.

To wszystko efekt ery Post-PC, która coraz śmielej odsyła do lamusa tradycyjne komputery stacjonarne, zastępując je już nie tylko mobilnymi pecetami, czyli notebookami, ale także smartfonami, phabletami (połączenie smartfona i tabletu) i tabletami właśnie. Jak się okazało, tablety to nie tylko chwilowa moda, lecz także zupełnie nowa kategoria sprzętu, po który chętnie sięgają klienci. Do tej pory na polskim rynku królowały wyraźnie te najtańsze urządzenia, w cenie poniżej 500 złotych. Po wyjściu z kryzysu ten trend ma jednak szansę się zmienić. 

 – Pojawią się bardziej wymagający klienci od strony użytkowników prywatnych, którzy będą akceptować tablety o bardziej zaawansowanych specyfikacjach. To daje nam szansę przedstawiać na rynku produkty w klasie cenowej między 500 a 800 zł – mówi Wereszko.

Na tym ewolucja się jednak nie kończy, bowiem przed mniejszymi producentami otwiera się segment biznesowy, który coraz częściej sięgać ma po rozwiązania niekoniecznie z najwyższej półki.

 – Użytkownicy biznesowi, którzy są przyzwyczajeni do używania urządzeń A-brandowych znanych producentów, mogą sięgać po rozwiązania tańsze. Czyli pojawia się przestrzeń dla marki własnej, żeby przedstawiać rozwiązania dla biznesu w klasie cenowej pomiędzy 800 a 1200 złotych – tłumaczy członek zarządu ABC Data.

Sprzedaż motocykli spada kolejny rok z rzędu. Rośnie jednak rynek pojazdów importowanych i luksusowych

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż motocykli spada począwszy od 2008 roku, który przyniósł 10,7 tys. rejestracji nowych pojazdów. W 2011 było to już tylko 9 tys. sztuk, a rok ubiegły zakończył się sprzedażą 7,4 tys. motocykli. Początek tego roku nie był lepszy. Branża liczy jednak na zahamowanie trendu wraz z bogaceniem się konsumentów.

 – Spadek możemy uznać za trwały trend – uważa Mirosław Michna, szef Zespołu Doradców dla Branży Motoryzacyjnej KPMG. – Wyniki sprzedaży ze stycznia tego roku go potwierdzają. Sprzedaż nowych motocykli spadła o 15 procent.

Sytuacja wygląda podobnie w przypadku motorowerów i skuterów. W 2008 roku zarejestrowano łącznie 136 tys. nowych jednośladów, w 2011 roku już tylko 96 tys., a w ostatnim roku – zaledwie 49 tys. egzemplarzy. To m.in. efekt dużej konkurencji ze strony pojazdów importowanych i używanych. Liczba pierwszych rejestracji używanych motocykli wzrosła o 2,5 proc. i sięgnęła 38,7 tysięcy

 – Niska sprzedaż nowych jednośladów wynika przede wszystkim z barier strukturalnych – tłumaczy Mirosław Michna. – W tym przypadku nie występuje czynnik stabilizujący w postaci zakupów przez klienta instytucjonalnego. Praktycznie nie notujemy zakupów inwestycyjnych, jak w przypadku samochodów osobowych czy użytkowych. Nabywcami motocykli i motorowerów są osoby indywidualne, a ich decyzje są w dużej mierze uzależnione od aktualnej sytuacji finansowej.

Potwierdzeniem tych słów jest zwiększający się udział w rynku marek topowych, które kierują ofertę do zamożniejszych klientów. Tacy nabywcy, dysponujący większymi zasobami finansowymi, są w mniejszym stopniu podatni na zawirowania gospodarcze.

 – Zakładając, że Polacy będą się w najbliższym okresie bogacić i nie nastąpi nawrót kryzysu gospodarczego, sprzedaż jednośladów powinna zacząć rosnąć – uważa Mirosław Michna. – I na to liczą zarówno producenci, jak i sprzedawcy.

Wersje cyfrowe gazet wciąż nie przynoszą wydawcom zysków

Prasa drukowana traci na popularności, ale wciąż to papierowe wydania przynoszą wydawnictwom zarobki. Przedstawiciele branży podkreślają, że negatywne sygnały o spadających nakładach nieco zniekształcają obraz rynku, ponieważ nie uwzględniają zjawiska, jakim jest rosnące zainteresowanie wydaniami online. Jednak elektroniczne wersje gazet, choć coraz popularniejsze i rozwijane przez wydawców, są dla nich na razie inwestycją.

  Są dobre prognozy dla rozwoju prasy, ale dla prasy na dwóch nośnikach – papierze i w wersji cyfrowej. Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że na razie to papier daje pieniądze, a wersja cyfrowa jest inwestycją dla prasy. I ona jeszcze będzie przez jakiś czas inwestycją – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy (IWP).

Roczne spadki nakładów czasopism rzędu 7-8 proc. i nawet 10-11 proc. w przypadku dzienników nie budzą zaskoczenia, jednak opinie o śmierci tradycyjnych mediów wydają się przedwczesne. Według raportu „Diagnoza społecznych zachowań czytelniczych w obrębie prasy papierowej i cyfrowej. Nowe platformy dostępu do treści. Transformacja prasy” czytelnictwo wzrośnie o kilka procent w ciągu kliku lat, a media cyfrowe zrekompensują spadki sprzedaży periodyków papierowych.

 – Przez długi czas nie mówiono o drugiej, elektronicznej platformie prasowej i ograniczano się do podawania informacji o zmniejszającej się sprzedaży prasy papierowej. A to nie do końca prawdziwy przekaz: czytelnictwo przenosi się do internetu – to ewolucja, czyli zjawisko zupełnie normalne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy (IWP).

Raport wskazał, że prasa dla 40 proc. respondentów jest wysoce wiarygodna, zaś internet nie jest jeszcze postrzegany jako wiarygodne źródło informacji. To z jednej strony oznacza dobre perspektywy dla rozwoju i czytelnictwa tradycyjnych gazet. Z drugiej strony, wskazuje to na istniejący problem, że czytelnicy nie odróżniają prasy profesjonalnej online od samego internetu jako zbioru różnych informacji.

 – W internecie czytelnik musi sam dokonywać selekcji materiału. W profesjonalnym tytule prasowym czy internetowym robi to za niego dziennikarz: on wskazuje, co warto przeczytać. I za ten gotowy produkt czytelnik musi zapłacić. Jednak to, co za darmo jest chętniej pozyskiwane, bo nikt nie lubi płacić – mówi Hoffman.

Takie podejście to przede wszystkim domena młodych ludzi, starsi doceniają rzetelność informacji i są gotowi za nie płacić.

Dodatkowym problemem są kwestie ochrony praw autorskich i ochrony treści redakcyjnej bez względu na to, gdzie są tworzone – czy w tytułach prasowych, czy w wersjach elektronicznych, czy np. na blogach. W przypadku treści internetowych można sprzedawać dostęp do treści lub czerpać przychody z reklam.

Z badań zaprezentowanych w raporcie wynika, że Polacy wciąż uważają koszty dostępu do internetu za zbyt wysokie. Wydawcy nie mają wpływu na strategie dostawców usług sieciowych, ale sami zabiegają – zarówno w przypadku prasy, jak i w przypadku książek, o zmianę wysokości podatku VAT.

 – Upominamy się, żeby nasze internetowe produkty były opodatkowane tak samo jak prasa i książka drukowana, czyli żeby nie były opodatkowane 23 proc. VAT-em. Różnica w VAT powoduje różnice w cenach na niekorzyść internetu – podsumowuje Maciej Hoffman.

Michał Prażyński Wiceprezesem ENEA Wytwarzanie ds. Energetyki Odnawialnej

Rada Nadzorcza ENEA Wytwarzanie S.A. powołała Michała Prażyńskiego na Członka Zarządu ds. Energetyki Odnawialnej. Nowy Wiceprezes obejmie stanowisko 21 marca br. Decyzja o rozszerzeniu w ten sposób składu zarządu odpowiedzialnej za produkcję energii spółki wynika z nowej strategii korporacyjnej Grupy. ENEA zintegrowała swój obszar wytwarzania i do 2020 roku planuje sięgające 4,5 mld zł inwestycje w OZE.

Kompania Piwowarska z nowym wiceprezesem ds. finansów

Z początkiem marca 2014 r. funkcję wiceprezesa ds. finansów w Kompanii Piwowarskiej objął Mauricio Patiño Aranda. Zastąpił na tym stanowisku Jana Faryaszewskiego.

Nowy wiceprezes KP jest Kolumbijczykiem, jednak do Polski przybył z Ekwadoru. Już od wielu lat związany jest z grupą SABMiller. Od 2009 r. pełnił funkcję wiceprezesa ds. finansów i członka zarządu w Cervecería Nacional, ekwadorskiej spółce należącej do grupy. Między innymi kierował obszarem komercyjnym i zmianą nastawienia z modelu wolumenowego, skupionego na pojedynczych SKU, do podejścia portfelowego, skoncentrowanego na zarządzaniu przychodami, oraz był odpowiedzialny za opracowanie właściwych narzędzi finansowych do poprawiania efektywności marketingowej. Udało mu się zapewnić firmie stały dwucyfrowy wzrost wskaźnika MEBITA pomimo spadku wolumenu spowodowanego warunkami sprzedażowo-rynkowymi.

Wcześniej, w latach 1987–2009, pracował w innej spółce zależnej SABMiller – Bavaria S.A. w Kolumbii – gdzie zajmował kolejno stanowiska analityka finansowego, managera ds. budżetowania, dyrektora ds. rozliczeń z odbiorcami, dyrektora ds. kontroli finansowej i wreszcie dyrektora ds. planowania finansowego i analiz.

Mauricio Patiño Aranda jest z wykształcenia finansistą (studia magisterskie na Universidad EAFIT w Bogocie); dodatkowo studiował projektowanie systemów na Politécnico Gran Colombiano oraz ukończył studia MBA Universidad de Los Andes w Bogocie. Ma żonę Gladys oraz dwoje dzieci, Carolinę i Juana Diego. Jego pasją jest golf i piłka nożna.