Finansowy GIPS, czyli prezentacja wyników inwestycyjnych na światowym poziomie

W branży finansowej „GIPS” oznacza światowe standardy prezentacji wyników inwestycyjnych. Jednym z niewielu TFI w Polsce, które stosują normy GIPS jest Union Investment. Jaką korzyść mają z tego inwestorzy?
GIPS® (ang. Global Investment Performance Standards), czyli Światowe Standardy Prezentacji Wyników Zarządzania Aktywami, to zbiór uznawanych na całym świecie norm i zasad w zakresie prezentacji wyników zarządzania aktywami. Zostały one opracowane przez CFA Institute, by zapewnić inwestorom dostęp do rzetelnie opracowanych historycznych wyników inwestycyjnych, umożliwiając im obiektywną ocenę funduszy inwestycyjnych oraz portfeli w ramach usługi asset management.

Dzięki standardom GIPS klient może „prześwietlić“ firmę zarządzającą aktywami i w pełni porównać jej wyniki z innymi firmami z branży. Nie tylko polskimi, ale również zagranicznymi. – Jawność i transparentność to fundamentalne elementy profesjonalnego podejścia do zarządzania aktywami. Dlatego zdecydowaliśmy się na wdrożenie norm GIPS – wyjaśnia Małgorzata Popielewska, członek zarządu Union Investment TFI.

– Wcześniej, jako pierwsze polskie TFI, udostępniliśmy inwestorom KIID-y, a także przygotowaliśmy graficzne opracowanie czynników znacząco wpływających na wartość inwestycji. Możliwie szybkie wprowadzanie narzędzi pomagających klientom ocenić nasze fundusze to filar naszej polityki komunikacyjnej. Staramy się być przyjaźni dla klienta – dodaje.

Pomocne w ocenie funduszy, nieodzowne dla asset management

Publikacją wyników według norm GIPS powinni być szczególnie zainteresowani zamożniejsi klienci indywidualni, a także instytucje profesjonalnie zajmujące się zarządzaniem aktywami. – W przeciwieństwie do funduszy inwestycyjnych, poza metodologią GIPS nie ma jednolitych standardów prezentacji wyników portfeli asset management. Stosowanie tych standardów przez Union Investment TFI sprawia, że nasi klienci mają dostęp do wiarygodnej i rzetelnej informacji dotyczącej wyników uzyskiwanych przez Towarzystwo za okres co najmniej 5 lat – mówi Małgorzata Popielewska.

Czym jest tajemniczy „kompozyt”

W prezentacjach wyników opartych na normach GIPS natkniemy się na tajemniczo brzmiące sformułowanie „kompozyt”. Jest to zbiór portfeli, charakteryzujących się podobną strategią inwestycyjną lub celem inwestycyjnym. Prezentacja GIPS zawiera wyniki inwestycyjne kompozytów, a nie poszczególnych funduszy inwestycyjnych czy portfeli asset management. Dzięki temu klient ma możliwość oceny wyników zarządzania w szerszym kontekście niż w przypadku pojedynczych strategii inwestycyjnych.

– To ważna informacja, ponieważ klient nie ma możliwości zainwestowania aktywów bezpośrednio w kompozyt, a jedynie w fundusze inwestycyjne lub portfele asset management tworzące kompozyt – tłumaczy Małgorzata Popielewska.
GIPS w Polsce i na świecie

Wdrożenie standardów GIPS® jest dobrowolne, a cały proces stawia wysokie wymagania przed firmą zarządzającą aktywami. Konieczne jest np. poddanie się rygorystycznej weryfikacji zewnętrznego audytora. Z tego względu w Polsce standardy GIPS nie są jeszcze rozpowszechnione. Poza Union Investment TFI stosuje je m.in. PKO TFI i Skarbiec TFI. Za granicą zgodność z GIPS deklaruje również grupa Union Investment, PIMCO, Merill Lynch, Black Rock, Schroeders czy JP Morgan.

– W dobie rosnącej konkurencji na rynku asset management, także ze strony zagranicznych instytucji, zwiększają się również oczekiwania klientów. Dlatego upowszechnienie się standardów GIPS jest moim zdaniem kwestią czasu – przewiduje Małgorzata Popielewska

Kwartalną prezentację wyników zarządzania aktywami w standardzie GIPS można pobrać bezpośrednio ze strony internetowej Union Investment TFI.

Nowe szanse na dotacje jeszcze w 2014 roku

Dodatkowe fundusze z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju będą dostępne jeszcze w tym roku, jednak na składanie wniosków w wielu przypadkach pozostały już tylko trzy miesiące.

„Dostępność nowych środków może być impulsem do zweryfikowania planów inwestycyjnych firmy – jest to szansa na zastrzyk bezzwrotnego dofinansowania, którą szkoda zmarnować. Tym bardziej, że kolejna okazja w postaci środków z nowej perspektywy pojawi się dopiero w 2015 r.”– podkreśla Beata Tylman, dyrektor w zespole pomocy publicznej PwC.

W okresie od maja do lipca 2014 r. odbędzie się drugi nabór w ramach programu Demonstrator +. W tym przypadku dotacje przewidziane są dla projektów obejmujących wszystkie etapy tworzenia technologii – zaczynając od badań naukowych aż do przygotowania innowacyjnego produktu lub technologii przetestowanych na instalacji pilotażowej lub demonstracyjnej. Co ważne, projekty mogą obejmować także samą budowę instalacji pilotażowych i demonstracyjnych, jeśli służą do testowania nowych rozwiązań technologicznych.

„Zakres najbliższych konkursów jest bardzo szeroki więc już teraz warto rozpocząć prace nad projektem spełniającym kryteria. Szanse mają wszystkie firmy, które dążą do doskonalenia swoich produktów, opracowując innowacyjne rozwiązania, bez względu na obszar działania” – kontynuuje Beata Tylman. „Przykładowo, w ostatnim naborze w ramach Demonstratora+ dotację dostały tak zróżnicowane projekty jak m.in. recyklingowa technologia ciągłego odlewania drutów miedzianych, układ termiczny pieczarkarni, innowacyjna grupa opakowań kompostowalnych do kontaktu z żywnością czy środowisko programistyczne do tworzenia układów pomiarowych dla Smart Grid”

W czerwcu – lipcu 2014 planowany jest nabór wniosków w ramach programu GEKON – jednego z najbardziej obiecujących konkursów dla przedsiębiorców – który wspiera prace badawczo-rozwojowe i komercjalizację innowacyjnych technologii prośrodowiskowych. Co istotne, w ramach programu można otrzymać również wsparcie na wdrożenie wyników prac B+R do działalności.

W pierwszej połowie 2014 r. dostępne będą także dotacje przeznaczone na projekty badawczo-rozwojowe w konkretnych branżach np. Innomed dla branży medycznej (maj-lipiec 2014), Innolot

dla sektora lotniczego (czerwiec-lipiec 2014) czy CuBR – obejmujący badania w sektorze metali nieżelaznych (czerwiec-sierpień 2014).

„Nowe nabory stwarzają ogromną szansę na dofinansowanie dla przedsiębiorców z różnych branż. Pomimo iż przygotowanie dobrego projektu badawczo-rozwojowego jest zadaniem bardzo wymagającym, należy spodziewać się bardzo dużej konkurencji. Dla przypomnienia ostatnio w ramach programu GEKON wpłynęło 365 wniosków, w Działaniu 1.4 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka w konkursie zakończonym w lutym już ponad 400, a w Programie Badań Stosowanych prawie 1700 wniosków– mówi Rafał Pulsakowski, starszy menedżer w zespole pomocy publicznej PwC. „W obliczu tak dużej konkurencji oraz złożonych zasad oceny wniosków kluczowe jest, aby zgłaszane projekty dobrze wpisywały się w cele poszczególnych konkursów i aby przemawiała za nimi dobrze przygotowana dokumentacja” – zauważa Rafał Pulsakowski.

Towar z prezentacji – masz prawo zrezygnować

0

Przedsiębiorcy sprzedający na pokazach: naczynia do gotowania oraz pościel wełnianą naruszyli prawa konsumentów. Philipiak Polska przyznawał sobie prawo do rozwiązania umowy z konsumentem zalegającym ze spłatą bez wcześniejszego wezwania. Natomiast Senlux oraz Potenza di Lana nie informowali o prawie odstąpienia od umowy

Konsument, który kupuje produkty na specjalnych pokazach organizowanych w sanatoriach, świetlicach, szkołach itp. zawiera umowy poza lokalem przedsiębiorcy. W związku z tym może skorzystać z prawa odstąpienia od zawartego kontraktu w ciągu 10 dni. Sprzedawca musi powiadomić klienta o tym prawie oraz wręczyć formularz odstąpienia. Niestety, nie zawsze przedsiębiorcy wywiązują się z tego obowiązku.

Philipiak Polska, sprzedawca naczyń do gotowania,  w umowie kupna-sprzedaży swoich produktów stosował postanowienie, które nie przewidywało obowiązku wyznaczenia kupującemu dodatkowego terminu do zapłaty, gdy zwlekał z uregulowaniem rat. Ponadto, spółka nie zwracała klientowi wpłaconych rat, gdy odstępowała od umowy z powodu niezapłacenia ceny – żądała natomiast zwrotu produktu i zastrzegała, że sprzeda go na koszt kupującego. Zgodnie z prawem, gdy konsument zwleka z zapłatą co najmniej dwóch rat, a łączna suma zaległych rat przewyższa jedną piątą umówionej ceny, przedsiębiorca powinien wyznaczyć dodatkowy termin na uregulowanie zobowiązania i dopiero po jego upływie może odstąpić od umowy. Powinien także zwrócić dotychczas wpłacone raty, gdy odstępuje od umowy. Warto podkreślić, że gdy klient nie płaci rat przedsiębiorca ma prawo, poza odstąpieniem od umowy, domagać się przed sądem odszkodowania z tytułu niewykonania umowy. Na Philipak Polska nałożono karę 62 794 zł.

Urząd wydał także decyzję dotyczącą spółki Potenza di Lana z Poznania, która m.in. sprzedaje wełnianą pościel. UOKiK ustalił, że przedsiębiorca nie wręczał konsumentom wzoru odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa. Praktyka została zaniechana. Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów nałożona kara to 11 688 zł.

Z kolei sprzedający pościel wełnianą, Senlux z Goleniowa m.in. zastrzegał, że nie zwraca zadatku. Brakowało jednak informacji w jakich sytuacjach – w związku z tym takie postanowienie mogło zniechęcić konsumentów do odstąpienia od umowy w ustawowym terminie 10 dni. Ponadto we wzorcach umownych nie informował o tym, że klient ma prawo odstąpić od umowy w ciągu 10 dni, nie wręczał także specjalnego wzoru ułatwiającego rezygnację. Senlux zobowiązał się do zmiany praktyk.

Opisane decyzje nie są ostateczne, ponieważ spółki Philipiak Polska oraz Potenza di Lana odwołały się do sądu.

Telewizyjna loteria smsowa wprowadzała w błąd: wyrok Sądu Apelacyjnego

0

Telewizyjna loteria smsowa Serialowe kody wymień na nagrody, wprowadzała konsumentów w błąd. Sąd Apelacyjny potwierdził decyzję Prezes UOKiK i utrzymał karę pieniężną nałożoną na organizatora – spółkę Mobile Formats 

Wyrok sądu dotyczy decyzji Prezes UOKiK z czerwca 2011 roku. Urząd stwierdził wówczas m.in., że reklamy loterii Serialowe kody wymień na nagrody sugerowały, że podlega ona specjalnej kontroli Ministerstwa Finansów, a przez to jest bezpieczniejsza i uczciwsza niż inne. Prezes UOKiK uznała, że organizator loterii spółka Mobile Formats wprowadzała konsumentów w błąd i nałożyła na nią kary pieniężne  w łącznej wysokości 85 058 zł.

Sąd zgodził się ze stanowiskiem Prezes UOKiK i utrzymał nałożoną na przedsiębiorcę karę. Wyrok SOKiK z 25 lutego 2014 r.  (VI ACa 913/13) jest prawomocny.

Komentarz indeksowy BossaFX 4 marca 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 4 marca 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

KGHM prognozuje wzrost cen miedzi. W ciągu 2 lat mają wrócić do poziomu 8 tys. dolarów za tonę

CEO Magazyn Polska

Ceny miedzi zarówno w krótkim, jak i długim okresie będą rosnąć – prognozuje KGHM. Koncern spodziewa się, że w ciągu dwóch lat ceny wrócą do poziomu 8 tys. dolarów za tonę, głównie za sprawą rosnącego popytu. W tym samym czasie może pojawić się trwały deficyt na rynku miedzi, bo ilość wydobywanego surowca w istniejących i powstających kopalniach nie zaspokoi coraz większego zapotrzebowania. 

 Jestem optymistą, co do kształtowania się cen miedzi w ciągu kolejnych dwóch lat. Spodziewam się, że cena będzie powyżej 8 tys. dolarów za tonę miedzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Romanowski, wiceprezes zarządu KGHM Polska Miedź. – Poziomy docelowe mogą być wyższe niż te rekordowe.

Miedź była najdroższa w 2011 roku – na giełdzie w Londynie tona surowca kosztowała blisko 10 tysięcy dolarów. Tylko w ciągu ostatniego roku ceny miedzi spadły o ok. 12 proc. Dziś wahają się w przedziale 7,0-7,2 tys. dolarów za tonę. Zdaniem wiceprezesa KGHM, zapotrzebowanie na surowiec będzie rosło, a wraz z nim również i ceny.

 – Mamy teraz na rynku bardzo duży popyt, przede wszystkim na produkty przetworzone. Widać to po sprzedaży naszego sztandarowego produktu, jakim jest walcówka miedziana. Działania podjęte przez chiński rząd centralny, czyli liberalizacja polityki jednego dziecka czy zwiększenie poziomu wskaźnika urbanizacji, powodują, że popyt na miedź utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie – wyjaśnia Jarosław Romanowski.

Chiny odpowiadają dziś za ok. 40 proc. globalnego popytu na surowiec. W 2012 roku światowa produkcja miedzi wyniosła 16,55 mln ton, a łącznie z surowcem pochodzącym z recyklingu – nieco ponad 20 mln ton. Z tego 19,85 mln ton skonsumowano.

Wiceprezes miedziowego koncernu prognozuje, że w dłuższym okresie ilości surowca pochodzące z nowych kopalń bądź z rozbudowanych istniejących nie wystarczą, by sprostać rosnącemu popytowi.

 – Już za dwa lata na rynku miedzi może wystąpić sytuacja trwałego deficytu – przewiduje Romanowski. – Także czynniki związane z presją kosztową w Chile i w innych dużych krajach-producentach miedzi będą impulsem do wzrostu cen.

Niższe ceny miedzi miały istotny wpływ na wyniki KGHM w 2013 roku. Do tego doszło załamanie na światowym rynku srebra – w ciągu roku potaniało o 30 proc. (dziś 1 uncja kosztuje nieco powyżej 20 dolarów) – oraz niższy kurs walutowy.

 – Koszty rodzajowe praktycznie nie wzrosły, wzrosło natomiast obciążenie podatkiem od niektórych kopalin, który obowiązywał przez cały rok.  Mimo wszystko spółka wypracowała zysk netto na poziomie ponad 3 mld 58 mln zł, co w sposób nieistotny odchylało się od styczniowych prognoz – uważa Jarosław Romanowski.

Przed rokiem zarząd prognozował zysk netto na poziomie 3 mld 204 mln zł. Niekorzystne warunki makroekonomiczne spółka niwelowała poprzez zwiększenie wolumenu sprzedaży czy obniżanie kosztów.

Wyniki finansowe pozwalają bez przeszkód kontynuować inwestycje KGHM. Szczegółowe plany inwestycyjne spółka przedstawi po zatwierdzeniu budżetu przez radę nadzorczą. 

 – Nasza sztandarowa inwestycja, największy realizowany w tej chwili projekt, czyli Sierra Gorda, jest prowadzony zgodnie z planem, a budowa kopalni zakończy się w I połowie 2014 roku – przekonuje Jarosław Romanowski.

KGHM kontynuuje inwestycje w Zagłębiu Miedziowym, m.in. projekt Głogów Głęboki Przemysłowy czy modernizacja hutnictwa. Nakłady inwestycyjne w roku 2013 wzrosły o jedną trzecią.

 – Modernizujemy nasze hutnictwo, w zeszłym roku zakończył się remont Huty Miedzi Głogów II, ale będziemy ją dalej modernizować. Stawiamy nie tylko na rozwój naszej produkcji górniczej, lecz także na nowoczesną i ekologiczną przeróbkę naszych koncentratów – wyjaśnia wiceprezes koncernu.

W bitcoinach ulokowanych może być już nawet 12 mld dolarów. Przyszłość waluty jednak zagrożona

CEO Magazyn Polska

Wartość krążących na całym świecie bitcoinów szacowana jest na 8 do 12 mld dolarów. Kurs jest jednak bardzo niestabilny, dlatego wiele osób traktuje tę cyfrową walutę bardziej jako inwestycję niż metodę płatności. Liczba bitcoinów do 2032 r. ma się niemal podwoić, a w 2040 r. ich produkcja ma zostać zakończona, by waluta ta nie zalała rynku. Nie wiadomo jednak, czy do tego czasu bitcoiny nie zostaną one zakazane.

 – Na ten moment przyszłość bitcoina stoi pod znakiem zapytania – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Chris Skinner, założyciel Financial Services Club. – Może mieć wspaniałą przyszłość, może stać się globalną cyfrową walutą dla pokolenia internetu. Jeśli jednak rządy inaczej spojrzą na bitcoina i stwierdzą, że to coś złego, że nie mogą tego uregulować, nie mogą opodatkować transakcji w bitcoinach, ponieważ odbywają się one w zaszyfrowanym formacie, i ostatecznie zadecydują, aby go zakazać, to wtedy jego przyszłość jest niewesoła.

Zaufanie do bitcoinów zostało w ostatnich tygodniach podkopane przez upadek jednej z największych giełd handlujących tą walutą, japońskiej Mt. Gox. Straty spowodowane atakami hakerskimi szacuje się na niemal pół miliarda dolarów.

W tej chwili na świecie krąży ok. 12 mln bitcoinów o łącznej wartości od 8 do 12 mld dolarów. W ciągu ubiegłego roku wartość waluty znacznie wzrosła, bo rok temu wynosiła jedynie ok. 200 mln dolarów. Taki przyrost wiąże się jednak z niestabilnością kursu. Obecnie jeden bitcoin jest wart ok. 670 dolarów, w ubiegły wtorek kosztował mniej niż 468 dolarów, a jeszcze w grudniu ubiegłego roku było to ok. 1200 dolarów. Przed wzrostem wartości w listopadzie 2013 r. kurs bitcoina utrzymywał się na stałym poziomie ok. 100-120 dolarów.

Bitcoiny są generowane w postaci cyfrowego kodu przez komputery użytkowników systemu. Ponieważ kody są skomplikowane, ich stworzenie wymaga dużej mocy obliczeniowej. Dlatego liczba bitcoinów nie zależy bezpośrednio od popytu na nie i nigdy nie będzie ich więcej niż 21 milionów. Szacuje się, że ich maksymalna liczba zostanie wydana ok. 2040 r.

 – Podobnie jak złoto, bitcoin jest sposobem na utrzymanie majątku. Kolejną zaletą jest możliwość utrzymania prywatności finansów, co nie zawsze miało miejsce w ostatnich 10 czy 20 latach – wylicza Jon Matonis, dyrektor wykonawczy Bitcoin Foundation, organizacji promującej rozwój kryptowaluty.

Transakcje są również niemal bezkosztowe na całym świecie. To, a także anonimowość przepływu gotówki, jest dużą zaletą nie tylko dla płacących, lecz także dla handlowców. Polacy szybko docenili te cechy, bo jak przypomina Matonis, zajmujemy 10. miejsce na świecie pod względem aktywności transakcji w bitcoinach.

Matonis zauważa, że jedna z wad bitcoinów – konieczność wykonywania operacji z dostępem do internetu – staje się coraz mniejszą przeszkodą z uwagi na rozpowszechnienie dostępu do sieci. Jednak Skinner ocenia, że większym problemem jest zróżnicowany status prawny tej waluty na świecie.

 – W Tajlandii bitcoin jest zakazany, w Chinach osoby prywatne mogą go używać, ale nie jest uznawany za walutę, którą można stosować w biznesie. Ameryka nienawidzi bitcoinów, ponieważ uważa, że są one stosowane do terroryzmu i prania brudnych pieniędzy, Niemcy natomiast mają bardziej akademickie podejście do bitcoina. Nie traktują go jako walutę, ale jako instrument finansowy, tak więc w większym rozumieniu może być traktowany jak akcje giełdowe – wylicza Skinner.

Dodaje, że na świecie istnieje zapotrzebowanie na cyfrową kryptowalutę. Dlatego nawet jeśli bitcoiny zostaną zakazane, szybko na ich miejsce pojawi się inna tego typu waluta. Na razie jednak bitcoiny zdominowały ten rynek. Według Skinnera z Financial Services Club szanse na rozwój lub delegalizację tej waluty są mniej więcej równe.

The Financial Services Club organizuje spotkania dla kadry zarządzającej z sektora bankowego z ważnymi przedstawicielami branży. Spotkania odbywają się w Londynie, Wiedniu, Dublinie, Edynburgu, Sztokholmie, Oslo i Warszawie.

Kopex chce sięgnąć po nowoczesne technologie Amerykanów

CEO Magazyn Polska

Wiele branż, w tym również górnictwo, obawia się umowy o wolnym handlu z USA i wiążącej się z tym silnej konkurencji z amerykańskimi firmami. Szczególnie zagrożone czują się przedsiębiorstwa z energochłonnych gałęzi przemysłu, bo energia w USA jest znacznie tańsza niż w Europie. Niektóre firmy widzą jednak dużą szansę w otwarciu rynku amerykańskiego. Kopex liczy, że dzięki temu będzie mieć ułatwiony dostęp do nowoczesnych technologii. 

 – Grupa Kopex jest branżą materiałochłonną z powodu zastosowania maszyn i urządzeń górniczych. Gdybyśmy mieli więc dostęp do nowoczesnych technologii materiałowych – a producenci w Stanach Zjednoczonych korzystają z technologii wojskowych – to wyeliminowany byłby szereg przewag konkurencyjnych, które mają producenci zza oceanu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Józef Wolski, prezes zarządu Grupy Kopex.

Zaznacza, że wszystko zależy od szczegółowych zapisów między UE a USA w negocjowanej umowie o wolnym handlu (Transatlantic Trade and Investment Partnership – TTIP).

Wiele branż, głównie energochłonnych, obawia się konsekwencji wynikających z uwolnienia rynków. To rodzi obawy, że przemysł przeniesie się z Europy do USA, gdzie koszty energii, a tym samym produkcji są znacznie niższe. 

 – Rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych doprowadziła do niespodziewanej jeszcze przed kilkoma laty sytuacji, czyli do pojawienia się również ropy, którą wydobywa się przy okazji realizacji programu wydobycia gazu łupkowego. Wzrost wydobycia tych dwóch surowców powoduje zmianę polityki amerykańskiej i stosunku do węgla – mówi dr Jerzy Kicki z Akademii Górniczo-Hutniczej. 

Jak podaje gazlupkowy.pl w 2009 roku USA stało się największym wydobywcą gazu ziemnego (745,3 mld m3), przy czym ponad 40 proc. tego surowca przypadało na źródła niekonwencjonalne (pozyskiwanie ze złóż węgla oraz łupków). W pierwszej dekadzie XXI w. średnie wydobycie gazu z łupków w USA wyniosło 51 mld m3 rocznie. Doprowadziło to do spadku cen gazu w USA i zagroziło pozycji Gazpromu jako dotychczasowego giganta w wydobyciu i eksporcie gazu ziemnego. Według Komisji Europejskiej w latach 2005-2012 indeks cen gazu dla przemysłu w państwach UE wzrósł o 35 proc., podczas gdy w USA spadł o 66 proc.

 – Jeszcze niedawno Amerykanie wydobywali ponad miliard ton węgla, teraz przewidują znaczne ograniczenia, nawet rzędu kilkuset milionów ton w bardzo krótkim czasie. To będzie wpływało na rynek węgla – pewnie w dużej ilości będzie trafiał też na rynki europejskie i będziemy musieli z nim konkurować – przewiduje dr Jerzy Kicki.

Jak podkreśla, poradzenie sobie z tym wyzwaniem, to nie jest kwestia odpowiednich zapisów w TTIP, ale dążenie do ograniczania koszów wydobycia węgla i zwiększania efektywności pracy kopalń w Polsce.

Do 2018 r. ruch w sieciach mobilnych wzrośnie dziesięciokrotnie. Odpowiada to 4 bln filmów na YouTube

W ciągu najbliższych 4-5 lat można spodziewać się dziesięciokrotnego wzrostu ruchu w sieciach mobilnych w Polsce i jedenastokrotnego wzrostu na świecie – wynika z raportu Cisco Mobile Visual Networking Index. Eksperci firmy podkreślają, że polska infrastruktura jest gotowa na takie technologiczne przyspieszenie.

Według prognoz, nakreślanych przez Cisco w raporcie VNI, do 2018 roku globalny ruch w sieciach mobilnych wzrośnie jedenastokrotnie i osiągnie 190 eksabajtów rocznie (eksabajt to miliard gigabajtów), co można przełożyć na około 42 biliony zdjęć na Instagramie czy 4 biliony filmów w YouTube.

To wynik przede wszystkim dynamicznego wzrostu liczby mobilnych połączeń z internetem, ale nie tylko pomiędzy użytkownikiem a urządzeniem mobilnym – także pomiędzy maszynami (machine-to-machine), bez ingerencji człowieka. Najlepszym przykładem są pojawiające się jak grzyby po deszczu inteligentne zegarki, które komunikują się ze smartfonami przy pomocy łączności mobilnej.

 – Bardzo dużo ruchu, chociaż w niewielkim wolumenie, będą stanowiły coraz popularniejsze połączenia z maszyny do maszyny, czyli machine-to-machine. To będzie ruch związany z telemetrią, z przekazywaniem sobie informacji przez różnego rodzaju sensory – tłumaczy Łukasz Bromirski, dyrektor sprzedaży w firmie Cisco Systems Poland.

Największym wyzwaniem mobilnego internetu jest błyskawicznie rosnący ruch wideo. Według raportu VNI ruch generowany przez aplikacje wideo wzrośnie aż czternastokrotnie, by w 2018 roku osiągnąć 69 proc. całego ruchu w sieciach mobilnych. To najszybciej rozwijający się segment spośród wszystkich kategorii aplikacji mobilnych.

W Polsce w ciągu najbliższych 4-5 lat ruch w mobilnym internecie ma wzrosnąć dziesięciokrotnie, co nasuwa pytanie, czy jesteśmy przygotowani na taki wzrost.

 – Wydaje się, że Polska jest tutaj dobrze usytuowana, jeśli chodzi o gotowość infrastruktury. Pracujemy – zresztą w zeszłym roku te prace już się zaczęły, w tym roku będziemy je kontynuować – nad uruchomieniem infrastruktury LTE z naszymi operatorami, co znakomicie przyspieszy adaptację tego typu rozwiązań mobilnych – zapewnia Bromirski.

Jak podkreśla, ważne będzie nie tylko ciągłe modernizowanie infrastruktury mobilnej, by zapewnić jak największej liczbie osób dostęp do superszybkiego internetu mobilnego, lecz także rozwijanie usług cloud computingu. Nad tym przez cały ubiegły rok pracowało Cisco i wcale nie zamierza zwalniać tempa.

 – Dużo mówimy o rozwoju naszej własnej oferty cloudowej, rozwiązań, które będą oferowane naszym partnerom i naszym klientom z chmury Cisco – zapowiada Łukasz Bromirski. – Mówimy dużo również o ISDN-ie. Zaczynamy pracować nad projektami, które są związane z tą siecią w różnych stopniach zaawansowania, z różnymi rodzajami klientów. Czyli będziemy mówili o programowalności w różnego rodzaju aspektach działania sieci naszego biznesu. Pracujemy cały czas nad jedną ofertą dla operatorów telekomunikacyjnych związanych z mobilnością – dodaje.

ISDN to cyfrowa sieć ze zintegrowanymi usługami, która nie wymaga analogowych pośredników. Jednym z takich świadczeń jest połączenie oczekujące, zatem możemy spodziewać się rozwoju tego typu usług w przyszłości.

PKP Energetyka w kwietniu wejdzie na rynek gazu. Liczy na pierwsze kontrakty jeszcze w tym półroczu

CEO Magazyn Polska

PKP Energetyka w przyszłym miesiącu chce zaoferować klientom dostawy gazu. To kolejny po energii elektrycznej oraz paliwach rynek, na który wejdzie spółka. Mocną stroną PKP Energetyki mają być dobre kontakty z dużymi odbiorcami, którzy kupują energię elektryczną. Ekspansja będzie wiązać się ze wzrostem zatrudnienia, zwłaszcza w dziale sprzedaży.

 – Wiążemy duże nadzieje z rynkiem gazu. Byliśmy na rynku energii, jak on się otwierał, więc te nasze doświadczenia będą procentować również teraz na rynku gazu, który jeszcze raczkuje, a właściwie jeszcze go nie ma – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Szwankowski, członek zarządu PKP Energetyka. – Podpisaliśmy umowę dystrybucyjną, mamy złożone wnioski taryfowe i jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, chcemy już rozmawiać konkretnie z pierwszymi klientami na temat konkretnej oferty w kwietniu.

PKP Energetyka już w październiku ubiegłego roku uzyskała od Urzędu Regulacji Energetyki koncesję na obrót paliwami gazowymi. Spółka ma już także umowę przesyłową z Operatorem Gazociągów Przesyłowych Gaz-System, a pod koniec lutego podpisana została umowa dystrybucyjna z Polską Spółką Gazownictwa. PKP Energetyka czeka jeszcze tylko na zatwierdzenie taryf przez URE.

Szwankowski podkreśla, że przewagą konkurencyjną PKP Energetyki są kontakty z dużymi klientami, którym w tej chwili spółka sprzedaje energię elektryczną. Wielu z nich jest także dużymi odbiorcami gazu, a dzięki liberalizacji tego rynku łatwiejsza jest zmiana dostawcy.

 – Jesteśmy po wstępnych rozmowach i zainteresowanie jest. Wydaje się, że uda nam się w pierwszym półroczu dopiąć pierwsze umowy – ocenia Szwankowski. – Myślę, że na początku będziemy badać ten rynek, uczyć się razem z nim i w miarę możliwości zaczniemy sprzedawać powoli gaz naszym kluczowym klientom, z którymi mamy długoterminowe relacje, jeżeli chodzi o sprzedaż energii elektrycznej, ale często te relacje wychodzą dalej, również w obszar usług.

Szwankowski przyznaje jednak, że trend na rynku gazu w tym roku pozostaje wielką niewiadomą. Po wejściu w życie tzw. obliga giełdowego we wrześniu ubiegłego roku dominujące na rynku PGNiG musi sprzedać co najmniej 40 proc. produkcji poprzez Towarową Giełdę Energii, co rodzi niepewność co do popytu i cen.

Optymizmem napawają Szwankowskiego także dobre wyniki za 2013 r. W segmencie TPA („third party access”, czyli na zliberalizowanym rynku) PKP Energetyka zanotowała 50-proc. wzrost wolumenu sprzedaży, do 3300 GWh. Wzrosła – o 70 proc. – także liczba klientów.

By poprawić swoją ofertę gazową, PKP Energetyka planuje zwiększyć zatrudnienie w obszarze sprzedaży. 

 – Na pewno chcemy inwestować w nasze siły sprzedażowe i to wiąże się ze wzrostem zatrudnienia. Mocno inwestujemy w budowanie kompetencji, chociażby w budowanie sił sprzedażowych, ale też w naszym obszarze usług. Zeszły rok nam upłynął pod znakiem szkoleń, jeżeli chodzi o budowę infrastrukturę wysokich napięć 110 kV i wyższych – mówi Szwankowski.

Dodaje, że PKP Energetyka wzmacnia swoją pozycję także na rynku paliw płynnych. Jest drugim co do wielkości sprzedawcą paliw dla kolei w Europie. Spółka ma 18 bezobsługowych stacji paliw, na których maszyniści za pomocą kart czipowych tankują paliwo do lokomotyw spalinowych. Sprzedaż wyniosła w ubiegłym roku 38 mln litrów.