Konsumenci i konkurencja – nowe strategie

0

Monitorowanie przetargów publicznych, nowe narzędzia usprawniające wykrywanie praktyk antykonkurencyjnych i jednocześnie ochrona najsłabszych uczestników rynku. To główne założenia dwóch strategii, po raz pierwszy prezentowanych razem. Dziś UOKiK kieruje do konsultacji  projekty rządowych polityk: ochrony konsumentów oraz konkurencji

Po raz pierwszy w historii Urzędu dwa główne dokumenty wyznaczające priorytety rządu na najbliższe 5 lat w ochronie konkurencji i konsumentów zostały przygotowane razem. – Połączenie polityki antymonopolowej oraz zagadnień konsumenckich pozwoli osiągnąć efekt synergii. W praktyce każde podejmowane działanie przez Urząd będzie uwzględniać oba aspekty, dzięki czemu możliwa będzie skuteczna ochrona najsłabszych uczestników rynku. To nowe podejście. Dokumenty zostały opracowane jednocześnie, zostaną równolegle wdrożone i będą obowiązywać w tym samym okresie — zapowiada Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, p.o. Prezesa UOKiK. Zakończenie przez Urząd prac nad nowymi strategiami oznacza, że rozpoczyna się kolejny etap — konsultacje międzyresortowe i społeczne. Ostatecznie dokumenty zostaną przyjęte przez rząd.

1165 decyzji stwierdzających naruszenie zbiorowych interesów konsumentów – to efekt prac Urzędu w czasie obowiązywania mijającej Polityki konsumenckiej. W najbliższych latach siódmy program rządowy stawia przede wszystkim na zwiększenie wiedzy o zachowaniach rynkowych konsumentów i problemach, które ich spotykają. Informacji mają dostarczyć cykliczne badania socjologiczne, mające pomóc w określeniu sektorów rynku, w których konsumenci mają trudności z dochodzeniem swoich praw. Przyspieszy to identyfikowanie zagrożeń wymagających natychmiastowych interwencji.

Do 2018 roku muszą zostać wzmocnione alternatywne metody rozstrzygania sporów między konsumentami i przedsiębiorcami, takie jak: mediacja czy sądownictwo polubowne. Przyjęta w ubiegłym roku dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady zakłada utworzenie we wszystkich państwach Unii Europejskiej jednolitego systemu pozasądowego rozstrzygania sporów (ADR). Dużym udogodnieniem dla konsumentów będzie także internetowy system rozstrzygania sporów (ODR), dzięki któremu polubowne rozstrzyganie konfliktów stanie się szybsze niż obecnie.

Strategie zakładają również wprowadzenie prawnych ułatwień w dochodzeniu roszczeń przez konsumentów poszkodowanych przez naruszenia konkurencji. Tzw. tryb  prywatnoprawny egzekwowania roszczeń jest obecnie przedmiotem prac Parlamentu Europejskiego i Rady.  Jeśli  w UE ujednolicone zostaną  zasady egzekwowania prawa konkurencji na drodze prywatnoprawnej – poszkodowani na skutek antykonkurencyjnych praktyk będą mogli dochodzić swoich praw na podobnych zasadach w całej Unii.

Działania przewidziane w obu PolitykachKonkurencji oraz Konsumenckiej w wielu miejscach poruszają różne aspekty tych samych problemów. Szczególnie jest to widoczne w realizacji celów dotyczących ochrony konkurencji na rynkach liberalizowanych, gdzie zachodzące zmiany np. pojawienie się nowych podmiotów,  czy innowacyjnych rozwiązań – zazwyczaj korzystnych dla konsumentów, może na początkowym etapie stwarzać problemy. Dlatego w najbliższych latach pod specjalnym nadzorem znajdą się sektory telekomunikacyjny i energetyczny oraz rynki: transportu kolejowego, transportu lotniczego, usług pocztowych i płatniczych.

W ciągu ostatnich trzech lat UOKiK wykrył 203 przypadki nadużywania pozycji dominującej oraz  78 nielegalnych porozumień. Przygotowana Polityka konkurencji wskazuje na najbliższe pięć lat najistotniejsze kwestie dotyczące właśnie wykrywalności praktyk antymonopolowych oraz rozwoju efektywnej konkurencji.  Eliminację niedozwolonych działań antykonkurencyjnych wspierać będzie przygotowany w ramach nowelizacji ustawy antymonopolowej szereg narzędzi. Służyć będzie temu m.in. program leniency plus, rozszerzający funkcjonujący obecnie program współpracy z urzędem przewidziany specjalnie dla skruszonych uczestników wielu niedozwolonych porozumień. Urząd dodatkowo obniży kary finansowe tym, którzy zdecydują się ujawnić informacje na temat kolejnej zmowy, której byli uczestnikami.

Priorytetem, który Urząd już realizuje, jest zwiększanie skuteczności zwalczania zmów przetargowych. UOKiK proponuje podniesienie poziomu ich wykrywania poprzez rozwijanie programu screeningowego opartego na narzędziach analitycznych, grupującego informacje o różnych przetargach – w praktyce ułatwiającego wychwytywanie sygnałów o nieprawidłowościach. Ważnym elementem działań prowadzących do zwiększenia wykrywalności zmów przetargowych jest kontynuowanie rozpoczętej w ubiegłym roku współpracy z innymi służbami państwa, m.in. ABW, CBA, Prokuraturą, Policją i NIK. 

UOKiK stawia również  na badania rynku oraz opinie przedsiębiorców, w szczególności  w przypadku nadużycia pozycji przez silnych graczy rynkowych. By decyzje nakazujące zmianę nieuczciwych praktyk przez dominantów spełniały przede wszystkim oczekiwania rynku  – przewidziano specjalne praktyczne rozwiązania. Służyć temu będzie przede wszystkim wykorzystanie testów rynkowych, czyli konsultowanie przez Urząd z uczestnikami rynku –  projektu orzeczenia – jeszcze przed wydaniem decyzji wobec dominanta.

Dbanie o rynek oraz jego uczestników nie jest możliwe bez podnoszenia wiedzy na temat obowiązującego prawa. Wychodząc na przeciw oczekiwaniom szczególnie małych i średnich przedsiębiorców, Urząd przygotuje wyjaśnienia przybliżające decyzje zobowiązaniowe, możliwości dobrowolnego poddania się karze, czy kwestie proceduralne dotyczące m.in. tajemnicy przedsiębiorstwa.

Ministerstwo Gospodarki chce stworzyć bank finansujący polski eksport

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Gospodarki chce stworzyć instytucję, która zajmowałaby się finansowaniem polskiego eksportu i polskich inwestycji za granicą. Problemem są jednak środki, które trzeba wyłożyć na jego uruchomienie, ale resort liczy na to, że uda się je znaleźć. Dzięki temu Polska miałaby szanse na pozyskanie dużych kontraktów zagranicznych i stałaby się globalnym graczem.

 Widzimy słabość po polskiej stronie związaną z zabezpieczeniem adekwatnego finansowania. Potrzebujemy polskiego Ex-Im Banku, który by wspierał polskie inicjatywy gospodarcze za granicą, polskich eksporterów, a także inwestorów za granicą. To jest potrzebne do tego, żeby być graczem na globalną skalę, przecież mamy takie aspiracje – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jerzy Pietrewicz, wiceminister gospodarki.

Podkreśla, że stworzenie takiego banku to jeden z priorytetów wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego. Instytucja ta miałaby być wzorowany na amerykańskim Export-Import Banku, który powstał już w latach 30. XX wieku, a od 1945 r. jest niezależną instytucją. Do zadań banku należy przede wszystkim finansowanie zakupu amerykańskich produktów przez zagranicznych nabywców, a w ten sposób promowanie eksportu. Gwarancja kredytowa Ex-Im Banku umożliwiła m.in. zakup pięciu Boeingów 787 Dreamliner przez PLL LOT.

Dzięki polskiemu bankowi finansującemu eksport mogliby skorzystać polscy przedsiębiorcy. Pietrewicz przyznaje jednak, że ustanowienie takiego banku byłoby bardzo kosztowne.

 – Spotykamy się ze zrozumieniem, ale trzeba na ten cel wyłożyć niemałe pieniądze i tu jest problem. Ale kropla drąży skałę, myślę, że doczekam momentu, w którym będziemy mieli nasz polski Ex-Im Bank, na który czeka polska gospodarka i polscy inwestorzy – ocenia Pietrewicz.

W tej chwili resort gospodarki pomaga eksporterom w inny sposób, m.in. poprzez promocję i kontakty na nowych rynkach. Przedsiębiorcy mogą też liczyć na współfinansowanie swoich działań, a także na pomoc w zdobywaniu niezbędnych certyfikatów czy uprawnień. Wspiera ich także Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości poprzez program „Paszport dla eksportu”.

Aktywnie działają też biura Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji resortu gospodarki. Ich silną stroną jest znajomość lokalnego rynku i kultury, co w niektórych krajach, takich jak Indie, odgrywa istotną rolę.

 – To do nich nasz biznes się zwraca, żeby lepiej zrozumieć kulturę, cały proces negocjacyjny, biznesowy. Udzielamy także częściowo wsparcia prawnego. Tyle możemy zrobić i staramy się to czynić maksymalnie profesjonalnie – podkreśla Pietrewicz.

Pod koniec 2015 r. pojawią się nowe standardy podziału ryzyka w polskich inwestycji infrastrukturalnych

CEO Magazyn Polska

Do końca 2015 r. mają zostać ogłoszone nowe zasady podziału odpowiedzialności i ryzyka podczas projektowania inwestycji infrastrukturalnych. Pracuje nad tym powołana przez byłego ministra transportu Komisja Kodyfikacyjna. Przy wykorzystywaniu środków unijnych większy nacisk będzie położony na jakość i utrzymanie dróg.

 – Kierunek jest jeden jak najbardziej uprościć stawiane wymagania, czyli narzut urzędniczy. Trzeba czekać na prace Komisji Kodyfikacyjnej, które w tym zakresie, moim zdaniem, idą we właściwym kierunku. Zależy nam na tym, żeby wszystkie kwestie, które dotyczą projektowania, były oparte na jak najlepszych wzorcach, żeby wykorzystywać w całym procesie, również jeżeli chodzi o przygotowanie inwestycji, system FIDIC – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Rynasiewicz, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju.

O wdrożenie w Polsce systemu FIDIC (Międzynarodowej Federacji Inżynierów Konsultantów) od dawna apeluje branża budowlana. To właśnie brak odpowiedniego podziału ryzyka przy planowaniu inwestycji jest często wymieniany jako powód wielu bankructw wśród wykonawców projektów infrastrukturalnych. Obecnie kontrakty zawierane na budowę lub modernizację dróg rzadko uwzględniają możliwość renegocjacji warunków w przypadku np. zmiany cen surowców.

Branża musi jednak uzbroić się jeszcze w cierpliwość, bo Komisja Kodyfikacyjna, powołana jeszcze przez ministra Sławomira Nowaka, ma zakończyć prace do końca 2015 r. Wtedy może zostać opublikowany nowy kodeks budowlany. To jeden z priorytetów Komisji, a celem jest przede wszystkim uproszczenie przepisów.

 – Takim konkretem jest przede wszystkim dostęp do całego zasobu geodezyjnego dla projektantów, wreszcie stworzenie całego zasobu map, które pozwolą projektantom na szybsze i dokładniejsze prace, i lepszą jakość całego procesu projektowego – ocenia Rynasiewicz.

Sekretarz stanu podkreśla, że Polska dysponuje już znacznie większym doświadczeniem przy inwestycjach infrastrukturalnych, co wpływa pozytywnie na proces projektowania i budowania. Nie będzie też niespodzianek związanych z finansowaniem. Już w tej chwili zostały przygotowane przetargi na ponad 60 mld zł, współfinansowane z środków unijnych.

Przy wykorzystywaniu funduszy europejskich w obecnej perspektywie budżetowej 2014-2020 większy nacisk będzie położony nie tylko na liczbę inwestycji, lecz także na ich jakość.

 – UE bardzo mocno kładzie nacisk na jakość wykonywanych dróg, budów, za jakie odpowiadamy, stąd też z naszej strony działania, które wspierają GDDKiA w projektach badawczych, w wyposażeniu, w zakupach, w budowie laboratoriów. Pod tym względem myślę, że jesteśmy wyjątkowo dobrze przygotowani. Takie są oczekiwania Unii Europejskiej, że te elementy – liczba i jakość – w nowej perspektywie będą się równoważyły – zapewnia Rynasiewicz.

Dodaje jednak, że w Polsce inwestycje infrastrukturalne są wymagające z uwagi na surowy klimat. Dlatego polskie wymagania są w dużej mierze oparte na wzorcach z Wielkiej Brytanii. MIR chce upowszechniać ten standard przy wszystkich inwestycjach drogowych. Na początku będzie on obowiązywał jedynie na drogach krajowych, ale Rynasiewicz ma nadzieję, że podobne specyfikacje i system finansowania wprowadzą również samorządy.

Branża cementowa na granicy opłacalności. Dodatkowo zagraża jej polityka klimatyczna UE

CEO Magazyn Polska

Wysokie koszty energii elektrycznej i spadek zapotrzebowania na cement powoduje spadek marż w branży cementowej. Jest ona na granicy opłacalności, a sytuację utrudniają obniżające konkurencyjność unijne wymogi klimatyczne – alarmują przedstawiciele branży. Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, zagrożonych będzie 25 tys. miejsc pracy, które daje polski przemysł cementowy.

  Branża cementowa jest w stosunkowo trudnej sytuacji, dlatego że zapotrzebowanie na cement przez ostatnie dwa lata spadło o ponad 25 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Balcerek, prezes i dyrektor generalny firmy Górażdże Cement SA. –  Kolejnym problemem jest bardzo wysoki koszt energii elektrycznej pochodzącej z węgla czy z paliw alternatywnych. W efekcie tych zjawisk spadają marże i branża cementowa jest na granicy opłacalności – dodaje.

Dodatkowo sprawę utrudniają ambitne cele polityki energetyczno-klimatycznej. Przed 2020 r. kraje członkowskie UE muszą osiągnąć 20-proc. udział energii z odnawialnych źródeł, zmniejszyć o 20 proc. emisję gazów cieplarnianych i zwiększyć o 20 proc. efektywność energetyczną. Dwa pierwsze cele są wymagane prawnie. Ponadto pod koniec stycznia Komisja Europejska zaproponowała zredukowanie emisji CO2 o 40 proc. w porównaniu do poziomu z 1990 r. oraz zwiększenie w tym okresie udziału odnawialnych źródeł energii do 27 proc. Nowe cele miałyby zostać osiągnięte do 2030 r.

 – Plany zredukowania emisji CO2 niemal o 40 proc. i osiągnięcia prawie 30-procentowego udziału energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych sprawiają, że działalność przemysłu w UE staje się niekonkurencyjna w stosunku do gospodarek krajów Wschodu czy Stanów Zjednoczonych – dodaje Balcerek.

Polityka klimatyczna UE, w jego opinii, wyklucza się z planowaną reindustrializacją Europy. A i tu cel jest ambitny, bo Komisja Europejska chce, by do 2020 roku 20 proc. unijnego PKB pochodziło z działalności przemysłowej. Dziś jest to nieco ponad 15 proc.

Szanse na to będą maleć, jeśli firmy – zmuszone wymaganiami polityki klimatycznej – będą przenosić swoją działalność przemysłową poza UE.

 – Niektórzy inwestorzy już przenoszą swoją działalność na obrzeża Unii Europejskiej, do Afryki Północnej – zauważa Balcerek. – Mamy też przykład z rynku polskiego – jeden z inwestorów wstrzymał swoją inwestycję w Polsce. Będzie wytwarzał cement na Ukrainie i stamtąd importował go do Polski.

Chodzi tu o irlandzki koncern CRH będący właścicielem Cementowni Ożarów. CRH w 2012 r. wybudował cementownię na Ukrainie, a w 2013 r. zakupił w tym kraju kolejną. Istnieją więc obawy o przenoszenie za wschodnią granicę produkcji z Ożarowa i o miejsca pracy tamtejszych robotników. Jak zauważa Balcerek, przemysł cementowy opiera się na lokalnych surowcach i lokalnej sile roboczej. Koszty transportu cementu na duże odległości są bowiem wysokie.

 – Produktem końcowym w naszej branży nie jest sam cement, lecz beton. Jego nie da się przetransportować dalej niż 20, maksimum 40 kilometrów – mówi prezes Górażdże Cement SA. – Zatrudniamy więc lokalnych pracowników. Jednak jeśli w Polsce nie będzie wsparcia dla tego przemysłu, to pojawi się kolejny sygnał do wzrostu bezrobocia – przestrzega.  

W przemyśle cementowym pracuje w Polsce 25 tysięcy osób, a biorąc pod uwagę także betoniarzy, liczba pracowników branży jest trzykrotnie wyższa. 

Polacy nie przywiązują wagi do kraju produkcji zakupionego towaru. Jednak świadomość konsumentów rośnie

CEO Magazyn Polska

Tylko 7 proc. konsumentów zwraca uwagę na kraj produkcji danego towaru – wynika z badań Grupy IQS, choć ponad połowa deklaruje, że stara się wybierać polskie produkty. Patriotyzm gospodarczy to nie tylko kwestia dużych firm, lecz przede wszystkim wyborów konsumentów – przekonuje Jacek Janiszewski, były minister rolnictwa i przewodniczący rady programowej Stowarzyszenia „Integracja i Współpraca”. I choć administracyjnie nie da się tego uregulować, to pomóc mogłaby akcja marketingowa, która zachęciłaby Polaków do wyboru produktów i usług firm, które inwestują w rozwój kraju, płacąc tu podatki.

 Z patriotyzmu dotyczącego wielkich korporacji musimy przejść do patriotyzmu nas, konsumentów, którzy – jeżeli tylko mogą wybrać – kupują w tych przedsiębiorstwach i pracują w tych firmach, które pod tym względem są etyczne – mówi Newserii Biznes Jacek Janiszewski, były minister rolnictwa i przewodniczący rady programowej Stowarzyszenia „Integracja i Współpraca”.

Etyczne, czyli takie, które lokują zyski w swój rozwój w kraju, płacą tu podatki, przyczyniając się w ten sposób do tworzenia nowych miejsc pracy i wzrostu gospodarczego Polski. 

 – Mieliśmy okazję przekonać się o tym podczas kryzysu w Europie, kiedy nadwyżki finansowe z polskiej zielonej wyspy bardzo chętnie lokowano w innych krajach, czyli transferowano zyski do spółek matek. To nie jest w porządku – podkreśla Jacek Janiszewski.

Jego zdaniem nie ma możliwości wprowadzenia takiego obowiązku administracyjnie lub prawnie, można za to zwiększać świadomość konsumentów w tym zakresie.

 – W Unii Europejskiej bylibyśmy piętnowani za wprowadzenie regulacji w tym obszarze, ale przydałaby się strategia marketingowa czy informacyjna, stworzona przez niezależne organizacje pozarządowe, która mówiłaby o tym, które firmy inwestują w rozwój wewnątrz kraju – podkreśla Jacek Janiszewski. – Patriotyzm musi być bardzo logiczny, jasny i kształtowany już w przedszkolu.

Na początku stycznia polska sieć odzieżowa LPP poinformowała, że przenosi swoje marki do spółki na Cyprze w celu optymalizacji struktury podatkowej. Przeciwnicy takich działań wzywali do bojkotu firmy przez konsumentów, co na portalach społecznościowych spotkało się z żywiołową reakcją. Wprawdzie sklepy nie odnotowały spadków sprzedaży, ale pokazało to, że temat patriotyzmu gospodarczego nie jest społeczeństwu obojętny. Wśród największych płatników podatku dochodowego CIT w Polsce znajdują się takie firmy, jak: KGHM Polska Miedź, PKN Orlen, PGNiG, PGE, a także Jeronimo Martins Polska (właściciel sieci sklepów Biedronka).

Patriotyzm gospodarczy będzie jednym z tematów poruszanych podczas XXI Forum Gospodarczego w Toruniu (3-4 marca), którego organizatorem jest Stowarzyszenie „Integracja i Współpraca”. Partnerami honorowymi są: Ministerstwo Gospodarki, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a partnerem strategicznym województwo kujawsko-pomorskie.

Sprzedaż mieszkań rośnie. Duzi deweloperzy mają szansę na kilkudziesięcioprocentowe wzrosty

CEO Magazyn Polska

Wyraźnie poprawia się sytuacja na rynku mieszkaniowym. W ubiegłym roku deweloperzy zanotowali wzrosty sprzedaży przy zachowaniu wysokiej marży. W tym roku sprzedaż może wzrosnąć o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent. Mniejsi deweloperzy przez ustawę deweloperską mają jednak problem z finansowaniem inwestycji. Dla wszystkich graczy na rynku problemem za kilka lat stanie się malejąca grupa klientów w wieku 25-35 lat.

 Zdecydowanie możemy powiedzieć, że deweloperzy mieszkaniowi najgorsze mają już za sobą. Niespodziewanie dla całego rynku, a także dla samych deweloperów sprzedaż mieszkań odbiła się z początkiem ubiegłego roku. Ceny poszły w ślad za liczbami sprzedawanych mieszkań. Deweloperzy odetchnęli z ulgą, bo niektórzy mieli problemy płynnościowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Wewiórski, analityk Domu Maklerskiego IDM.

Według niego początek tego roku zapowiada kontynuację, a nawet poprawę trendu. Sprzedaż nowych mieszkań wzrośnie w skali kraju o kilkanaście procent, a najwięksi, notowani na giełdzie deweloperzy mogą poprawić swoją sprzedaż nawet o kilkadziesiąt procent. Równocześnie ze wzrostem sprzedaży deweloperom udaje się utrzymać marżę na odpowiednim poziomie wynoszącym 20-25 proc. To według eksperta zapewnia oczekiwany zwrot z inwestycji. Niewykluczone, że w tym roku marża deweloperów nawet wzrośnie. Dla klientów może oznaczać to wzrost cen, ale branża cieszy się z dobrych wyników finansowych.

Odbicie na rynku widać w danych dotyczących przepływu gotówki deweloperów. 

 – W rachunku cash flow widzimy u dużych deweloperów wysokie marże, dobry cash flow operacyjny, czyli widzimy spokój – ocenia Wewiórski. – Wcześniej nie udawały się emisje obligacji, ale w momencie, kiedy doszło do wzrostu liczby sprzedawanych mieszkań w ujęciu rocznym, zauważyliśmy większą skłonność podmiotów finansowych do udzielania pożyczek bądź rolowania długu.

Dodaje jednak, że poprawa dotyczy przede wszystkim dużych deweloperów. Mniejsze podmioty na rynku w większym stopniu odczuwają ograniczenia nałożone przez obowiązującą od 2012 r. ustawę deweloperską. 

 – Duże spółki są w stanie finansować się z kredytów bankowych, z obligacji, ale również z wpłat klientów, którzy realizują przedpłaty na mieszkania. Niestety wprowadzenie ustawy deweloperskiej spowodowało, że mniejsi deweloperzy nie mają większych szans na podpisanie umów z bankami dotyczących otwartych rachunków powierniczych, co automatycznie wiąże się z możliwością skorzystania ze środków wpłacanych przez klientów na budowę mieszkań – tłumaczy Maciej Wewiórski.

W jego ocenie, w konsekwencji z rynku może zniknąć kilka mniejszych spółek deweloperskich. To z kolei może oznaczać zmniejszenie liczby oddawanych mieszkań. Więc z jednej strony mniejsze ryzyko dla klientów, a z drugiej mniejsza podaż na rynku mieszkaniowym. Może to nastąpić w ciągu najbliższych 2-3 lat.

Za kilka lat problemem dla deweloperów może stać się niż demograficzny, czyli malejąca liczba osób w przedziale wiekowym 25-35 lat, które najczęściej kupują mieszkania. Wewiórski ocenia, że pogorszenie sytuacji związane z demografią może nastąpić za 5-7 lat.

Polskie innowacyjne firmy mogą powtórzyć sukces Google’a czy Apple’a

CEO Magazyn Polska

To ma być przełom w finansowaniu badań i rozwoju w Polsce. Sojusz publiczno-prywatny doprowadził do powstania największego funduszu zaawansowanych technologii na naszym rynku, o kapitale 210 mln zł. Pieniądze zostaną przeznaczone na rozwój nowatorskich pomysłów, które mogą trafić na amerykański NASDAQ. 

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Pitango Venture Capital i Investin podpisały umowę w ramach programu BRIdge VC.

 – To oznacza uruchamianie wspólnego funduszu nakierowanego na wysoko technologiczne przedsięwzięcia gospodarcze, równocześnie bardzo ryzykowne, ale dające też dużą nadzieję, szansę na zysk w przypadku sukcesu komercyjnego – mówi Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

W ten sposób powstaje fundusz inwestycyjny Pitango Investin Ventures (PI Ventures) zarządzający kapitałem w wysokości 210 mln złotych. Ponad połowę tej kwoty zapewni Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Pozostała część musi zostać zgromadzona w ciągu najbliższych miesięcy.

 – Te środki prywatne w wysokości 100 mln złotych będą gromadzone na rynku polskim i zagranicznym, także i amerykańskim. Muszą być dołączone do środków publicznych, po to, żeby te przedsięwzięcia mogły ruszyć – tłumaczy Leszek Grabarczyk.

Kolejnym etapem będzie poszukiwanie rentownych rozwiązań technologicznych wśród polskich firm i innowatorów. Powstający fundusz ma być wsparciem dla komercjalizacji wyników prac badawczo-rozwojowych. Dzięki temu ma zostać pokonana luka inwestycyjna, na jaką często napotykają polskie innowacyjne projekty.

 – Po sześciu lub dziewięciu miesiącach rozpocznie się operacyjna działalność polegająca na szukaniu dobrych pomysłów technologicznych, kreowaniu przedsięwzięć gospodarczych małych spółek z etapów technologicznych, a następnie, poszukiwaniu możliwości korzystnego wyjścia z  inwestycji i sprzedaży na rynku globalnym. Nie jest dla nas żadnym ograniczeniem Polska, Unia Europejska, będziemy poszukiwać możliwości korzystnych transakcji na rynku globalnym – mówi Newserii Biznes Leszek Grabarczyk.

NCBiR liczy, że dzięki funduszowi w ciągu najbliższych czterech lat polska spółka zadebiutuje na amerykańskim parkiecie NASDAQ, gdzie notowani są tacy giganci, jak: Google, Intel Corp., Microsoft Corp., Dell czy Apple Inc.

Takie nadzieje daje przede wszystkim udział w projekcie Pitango Venture Capital, który zarządza kapitałem o wartości ponad 1,6 mld dolarów i jest największą grupą venture capital w Izraelu. Od momentu założenia w 1993 roku fundusz zainwestował w ponad 180 spółek technologicznych. Niektóre z nich upublicznione przez wprowadzenie na NASDAQ, inne stały się częścią korporacji takich, jak: Apple, Microsoft, Cisco, IBM czy Oracle.

Ukraina potrzebuje zastrzyku finansowego z zewnątrz

CEO Magazyn Polska

Rozwój politycznych wydarzeń na Ukrainie będzie miał decydujący wpływ na współpracę miedzy polskimi a ukraińskimi przedsiębiorstwami. Największym zagrożeniem są niestabilność prawa oraz zatory płatnicze. Polskie firmy mają mocną pozycję w tym kraju, jednak jego gospodarka pogrążona jest w głębokim kryzysie. Ukraina musi poradzić sobie z widmem niewypłacalności, ale do tego potrzebuje pomocy z Rosji lub Unii Europejskiej.

 Kijów musi dostać te pieniądze, bo inaczej czeka nas zapaść tego państwa. W listopadzie jeden z dziennikarzy ukraińskich powiedział mi, że za chwilę się okaże, że Ukraina jest niewypłacalna i zabraknie pieniędzy na wypłaty emerytur – mówi Michał Niewiadomski, prezes Polsko-Ukraińskiego Klubu Dziennikarzy. – Jeśli Moskwa wstrzyma swoją kroplówkę, to Unia musi zaproponować taką formę tzw. Planu Marshalla, o którym się od jakiegoś czasu mówi, dzięki której Ukraina będzie w stanie się zreformować, ale też uniknąć niewypłacalności.

W grudniu 2013 r. prezydent Rosji Władimir Putin zobowiązał się do udzielenia Ukrainie pożyczki w wysokości 15 mld dolarów. Jednak w ostatni
piątek w związku z ustąpieniem Janukowycza, Moskwa wstrzymała się z kolejną ratą pożyczki. Dalszą pomoc Rosja uzależnia od wyniku wyborów. Ukraina potrzebuje 35 mld dolarów na latach 2014-15. Tymczasowe władze zwróciły się o pomoc do partnerów zagranicznych – m.in. Stanów Zjednoczonych i Polski – o pomoc kredytową w najbliższych tygodniach.

Rozwój politycznych wydarzeń na Ukrainie z pewnością będzie miał decydujący wpływ na współpracę polskich i ukraińskich firm. Zasadniczą kwestią, według Niewiadomskiego, jest respektowanie prawa oraz przepływ kapitału.

 – Ważne jest, by przepisy prawne były respektowane, jak i żeby obowiązywała jednolita wykładnia, aby prawo było tak samo rozumiane na terenie całego kraju, i w Charkowie, i w Doniecku, i we Lwowie. W przeciwnym razie czeka nas chaos, nie tylko w życiu codziennym, lecz także w biznesie – mówi agencji i informacyjnej Newseria Biznes prezes Polsko-Ukraińskiego Klubu Dziennikarzy. – Również kwesta zatorów płatniczych jest kluczowa. W momencie, kiedy gotówka nie przepływa między przedsiębiorstwami, kiedy nie ma płynności, zaczynają się problemy.

Jego zdaniem polskie firmy mają silną pozycję na Ukrainie jako partner biznesowy. Dlatego też perspektywy dalszej współpracy są bardzo dobre.

 – Polskie firmy są dobrze kojarzone. Dają kontrakty firmom ukraińskim, zatrudnienie Ukraińcom – zauważa Niewiadomski. – Poza tym Polska dobrze kojarzy się politycznie w związku z ostatnimi przemianami i wydaje mi się, że to też może sprzyjać naszej współpracy.

Atutem Polski jest też znajomość mentalności partnerów i lokalnych uwarunkowań biznesowych.

 – Polacy wiedzą, jak robić biznes na Ukrainie, wiedzą, jak sobie tam radzić. Mam nadzieję, że nadchodzące zmiany pozwolą na zniwelowanie tego wielkiego ukraińskiego problemu, jakim jest korupcja. Bo to jest wielki problem społeczny i gospodarczy – podkreśla Michał Niewiadomski.

Polskie rolnictwo ekologiczne zagrożone

CEO Magazyn Polska

Rządowa polityka na kolejne lata może zahamować rozwój polskiego rolnictwa ekologicznego, które od wejścia Polski do UE rozwija się dynamicznie głównie dzięki funduszom unijnym. W nowej perspektywie finansowej stawka dotacji do 1 ha ma być taka sama, ale zmniejszy się o połowę dotowana powierzchnia. To może być ewenement na skalę światową – przestrzegają eksperci

  Do rolników docierają informacje, że unijne wsparcie upraw ekologicznych zostanie zmniejszone. To jest niepokojące. Zależy nam na bezpiecznej, zdrowej żywności, a ta pochodzi przede wszystkim z gospodarstw ekologicznych, które zachowują większy reżim co do systemu produkcyjnego i ilości stosowanej chemii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tadeusz Solarski, wiceprezes Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych. 

Chodzi o projekt Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020 przygotowany przez resort rolnictwa. Według ekspertyzy opracowanej przez senackie Biuro Analiz i Dokumentacji projekt ten przewiduje dalsze obostrzenia (wprowadzone już częściowo w ubiegłym roku), co może pogłębić regres polskiego rolnictwa ekologicznego. Przewidziano dopłaty o 50 proc. niższe od tych, które spożytkowano w PROW 2007-2013. Stawki dotacji do 1 ha pozostaną takie same, jak w PROW 2007-2013, za to zmniejszona zostanie o połowę dotowana powierzchnia.

W ocenie ekspertów można się spodziewać zmniejszenia liczby gospodarstw ekologicznych w Polsce, co będzie ewenementem na skalę światową. Podobne obawy formułuje Greenpeace.

 – W programie rolno-środowiskowym też jest wiele nowych regulacji, które zmieniają sposób dofinansowania. Dopóki do końca nie poznamy tych zasad, to program będzie budzić uzasadnione obawy, że będzie gorzej niż było. Musi dojść do konsensusu i pewnie w drodze konsultacji zostanie wybrany wariant korzystny zarówno dla rolników, jak i dla strony finansującej – liczy Tadeusz Solarski. 

Według danych ministerstwa rolnictwa pod koniec ubiegłego roku w Polsce kontrolą jednostek certyfikujących objętych było 26,5 tys. producentów ekologicznych, w tym 25,9 tys. gospodarstw gospodarujących na ponad 650 tys. ha. Jest to około 10-proc. wzrost powierzchni i liczby gospodarstw w stosunku do 2011 r. Jak podają senaccy eksperci, przyczyną tak gwałtownego zainteresowania rolnictwem ekologicznym były korzystne unijne dotacje, o które rolnicy mogli ubiegać się od 2004 roku.

To dawało im potężny zastrzyk finansowy, dzięki któremu tworzyli markę polskiej ekologicznej żywności. A rynek ekoproduktów systematycznie rośnie na całym świecie. Największym konsumentem żywności ekologicznej są Amerykanie, a na drugim miejscu Niemcy, jeden z najważniejszych polskich partnerów eksportowych. W 2011 roku tamtejsi konsumenci kupili żywność ekologiczną za 6,5 mld euro. Polacy w tym samym roku wydali na ten cel zaledwie 120 mln euro. Ponad 80 proc. polskiej żywności ekologicznej jest eksportowane, głównie do krajów zachodniej Europy i USA. 

Ponad połowa studentów boi się wejścia na rynek pracy. Nie czują się odpowiednio przygotowani

CEO Magazyn Polska

Ponad połowa studentów obawia się wejścia na rynek pracy, a tylko co piąty uważa, że jest do tego dobrze przygotowany – wynika z badania Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami (PSZK). Dlatego w interesie zarówno pracodawców, jak i przyszłych pracowników leży rozwijanie programów staży i praktyk. Dziś PSZK rusza z kampanią „Staż. Sprawdź zanim pójdziesz”, której celem jest podniesienie jakości staży studenckich i zachęcenie studentów do uczestnictwa w nich.

 Kampania ta jest skierowana do ludzi młodych, którym chcemy uświadomić, że jednym z elementów praktycznej edukacji jest właśnie udział w stażach i praktykach, ale w stażach i praktykach wysokiej jakości – mówi agencji informacyjnej Newseria Agnieszka Szefler, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.

Wysokie bezrobocie i trudna sytuacja na rynku pracy sprawiają, że ponad połowa studentów obawia się rozpoczęcia pierwszej pracy.

 – Tylko 20 proc. uważa, że są przygotowani pod kątem umiejętności praktycznych do podjęcia działań związanych z pierwszą pracą. Jednocześnie 80 proc. studentów chce brać udział w wysokiej jakości programach staży i praktyk, czyli widzi taką potrzebę i ma chęć zaangażowania się w staże i praktyki po to, żeby się przygotować do wejścia na rynek pracy – tłumaczy wyniki badania PSZK wiceprezes stowarzyszenia.

Studenci uważają jednak, że staże i praktyki nie zawsze są właściwą formą przygotowania do przyszłej pracy zawodowej. Potwierdzają to wyniki Eurobarometru, zgodnie z którymi co trzeci staż w UE ma niską jakość pod względem warunków pracy lub treści nauczania. Zmienić tę sytuację mają Polskie Ramy Jakości Staży i Praktyk, czyli zbiór standardów jakościowych, na podstawie którego firmy powinny przygotowywać programy dla studentów.

 – Stąd również sam pomysł kampanii, która też powstała na podstawie Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk – wyjaśnia wiceprezes stowarzyszenia. – Jest ona skierowana również do pracodawców po to, żeby zachęcić ich do organizowania programów staży i praktyk odznaczających się wysokim walorem edukacyjnym.

Pomoże im również trafić do studentów z odpowiednim komunikatem. Dziś, choć wielu pracodawców oferuje staże i praktyki na najwyższym poziomie, wielu studentów nie ma najlepszej opinii o skierowanych do nich programach.

Jednocześnie stowarzyszenie rozpoczęło audyty programów staży i praktyk oferowanych przez firmy. Pod uwagę brany jest m.in.: walor edukacyjny, umowa, wynagrodzenie czy mentoring. Istotną częścią audytu są też wywiady przeprowadzane z pracownikami działu personalnego, kadrą menedżerską oraz praktykantami i stażystami. Pierwsze procesy audytowe z powodzeniem przeszły już trzy firmy: PZU, Nestlé i Siemens.