Sprzedaż mieszkań rośnie. Duzi deweloperzy mają szansę na kilkudziesięcioprocentowe wzrosty

CEO Magazyn Polska

Wyraźnie poprawia się sytuacja na rynku mieszkaniowym. W ubiegłym roku deweloperzy zanotowali wzrosty sprzedaży przy zachowaniu wysokiej marży. W tym roku sprzedaż może wzrosnąć o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent. Mniejsi deweloperzy przez ustawę deweloperską mają jednak problem z finansowaniem inwestycji. Dla wszystkich graczy na rynku problemem za kilka lat stanie się malejąca grupa klientów w wieku 25-35 lat.

 Zdecydowanie możemy powiedzieć, że deweloperzy mieszkaniowi najgorsze mają już za sobą. Niespodziewanie dla całego rynku, a także dla samych deweloperów sprzedaż mieszkań odbiła się z początkiem ubiegłego roku. Ceny poszły w ślad za liczbami sprzedawanych mieszkań. Deweloperzy odetchnęli z ulgą, bo niektórzy mieli problemy płynnościowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Wewiórski, analityk Domu Maklerskiego IDM.

Według niego początek tego roku zapowiada kontynuację, a nawet poprawę trendu. Sprzedaż nowych mieszkań wzrośnie w skali kraju o kilkanaście procent, a najwięksi, notowani na giełdzie deweloperzy mogą poprawić swoją sprzedaż nawet o kilkadziesiąt procent. Równocześnie ze wzrostem sprzedaży deweloperom udaje się utrzymać marżę na odpowiednim poziomie wynoszącym 20-25 proc. To według eksperta zapewnia oczekiwany zwrot z inwestycji. Niewykluczone, że w tym roku marża deweloperów nawet wzrośnie. Dla klientów może oznaczać to wzrost cen, ale branża cieszy się z dobrych wyników finansowych.

Odbicie na rynku widać w danych dotyczących przepływu gotówki deweloperów. 

 – W rachunku cash flow widzimy u dużych deweloperów wysokie marże, dobry cash flow operacyjny, czyli widzimy spokój – ocenia Wewiórski. – Wcześniej nie udawały się emisje obligacji, ale w momencie, kiedy doszło do wzrostu liczby sprzedawanych mieszkań w ujęciu rocznym, zauważyliśmy większą skłonność podmiotów finansowych do udzielania pożyczek bądź rolowania długu.

Dodaje jednak, że poprawa dotyczy przede wszystkim dużych deweloperów. Mniejsze podmioty na rynku w większym stopniu odczuwają ograniczenia nałożone przez obowiązującą od 2012 r. ustawę deweloperską. 

 – Duże spółki są w stanie finansować się z kredytów bankowych, z obligacji, ale również z wpłat klientów, którzy realizują przedpłaty na mieszkania. Niestety wprowadzenie ustawy deweloperskiej spowodowało, że mniejsi deweloperzy nie mają większych szans na podpisanie umów z bankami dotyczących otwartych rachunków powierniczych, co automatycznie wiąże się z możliwością skorzystania ze środków wpłacanych przez klientów na budowę mieszkań – tłumaczy Maciej Wewiórski.

W jego ocenie, w konsekwencji z rynku może zniknąć kilka mniejszych spółek deweloperskich. To z kolei może oznaczać zmniejszenie liczby oddawanych mieszkań. Więc z jednej strony mniejsze ryzyko dla klientów, a z drugiej mniejsza podaż na rynku mieszkaniowym. Może to nastąpić w ciągu najbliższych 2-3 lat.

Za kilka lat problemem dla deweloperów może stać się niż demograficzny, czyli malejąca liczba osób w przedziale wiekowym 25-35 lat, które najczęściej kupują mieszkania. Wewiórski ocenia, że pogorszenie sytuacji związane z demografią może nastąpić za 5-7 lat.

Polskie innowacyjne firmy mogą powtórzyć sukces Google’a czy Apple’a

CEO Magazyn Polska

To ma być przełom w finansowaniu badań i rozwoju w Polsce. Sojusz publiczno-prywatny doprowadził do powstania największego funduszu zaawansowanych technologii na naszym rynku, o kapitale 210 mln zł. Pieniądze zostaną przeznaczone na rozwój nowatorskich pomysłów, które mogą trafić na amerykański NASDAQ. 

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Pitango Venture Capital i Investin podpisały umowę w ramach programu BRIdge VC.

 – To oznacza uruchamianie wspólnego funduszu nakierowanego na wysoko technologiczne przedsięwzięcia gospodarcze, równocześnie bardzo ryzykowne, ale dające też dużą nadzieję, szansę na zysk w przypadku sukcesu komercyjnego – mówi Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

W ten sposób powstaje fundusz inwestycyjny Pitango Investin Ventures (PI Ventures) zarządzający kapitałem w wysokości 210 mln złotych. Ponad połowę tej kwoty zapewni Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Pozostała część musi zostać zgromadzona w ciągu najbliższych miesięcy.

 – Te środki prywatne w wysokości 100 mln złotych będą gromadzone na rynku polskim i zagranicznym, także i amerykańskim. Muszą być dołączone do środków publicznych, po to, żeby te przedsięwzięcia mogły ruszyć – tłumaczy Leszek Grabarczyk.

Kolejnym etapem będzie poszukiwanie rentownych rozwiązań technologicznych wśród polskich firm i innowatorów. Powstający fundusz ma być wsparciem dla komercjalizacji wyników prac badawczo-rozwojowych. Dzięki temu ma zostać pokonana luka inwestycyjna, na jaką często napotykają polskie innowacyjne projekty.

 – Po sześciu lub dziewięciu miesiącach rozpocznie się operacyjna działalność polegająca na szukaniu dobrych pomysłów technologicznych, kreowaniu przedsięwzięć gospodarczych małych spółek z etapów technologicznych, a następnie, poszukiwaniu możliwości korzystnego wyjścia z  inwestycji i sprzedaży na rynku globalnym. Nie jest dla nas żadnym ograniczeniem Polska, Unia Europejska, będziemy poszukiwać możliwości korzystnych transakcji na rynku globalnym – mówi Newserii Biznes Leszek Grabarczyk.

NCBiR liczy, że dzięki funduszowi w ciągu najbliższych czterech lat polska spółka zadebiutuje na amerykańskim parkiecie NASDAQ, gdzie notowani są tacy giganci, jak: Google, Intel Corp., Microsoft Corp., Dell czy Apple Inc.

Takie nadzieje daje przede wszystkim udział w projekcie Pitango Venture Capital, który zarządza kapitałem o wartości ponad 1,6 mld dolarów i jest największą grupą venture capital w Izraelu. Od momentu założenia w 1993 roku fundusz zainwestował w ponad 180 spółek technologicznych. Niektóre z nich upublicznione przez wprowadzenie na NASDAQ, inne stały się częścią korporacji takich, jak: Apple, Microsoft, Cisco, IBM czy Oracle.

Ukraina potrzebuje zastrzyku finansowego z zewnątrz

CEO Magazyn Polska

Rozwój politycznych wydarzeń na Ukrainie będzie miał decydujący wpływ na współpracę miedzy polskimi a ukraińskimi przedsiębiorstwami. Największym zagrożeniem są niestabilność prawa oraz zatory płatnicze. Polskie firmy mają mocną pozycję w tym kraju, jednak jego gospodarka pogrążona jest w głębokim kryzysie. Ukraina musi poradzić sobie z widmem niewypłacalności, ale do tego potrzebuje pomocy z Rosji lub Unii Europejskiej.

 Kijów musi dostać te pieniądze, bo inaczej czeka nas zapaść tego państwa. W listopadzie jeden z dziennikarzy ukraińskich powiedział mi, że za chwilę się okaże, że Ukraina jest niewypłacalna i zabraknie pieniędzy na wypłaty emerytur – mówi Michał Niewiadomski, prezes Polsko-Ukraińskiego Klubu Dziennikarzy. – Jeśli Moskwa wstrzyma swoją kroplówkę, to Unia musi zaproponować taką formę tzw. Planu Marshalla, o którym się od jakiegoś czasu mówi, dzięki której Ukraina będzie w stanie się zreformować, ale też uniknąć niewypłacalności.

W grudniu 2013 r. prezydent Rosji Władimir Putin zobowiązał się do udzielenia Ukrainie pożyczki w wysokości 15 mld dolarów. Jednak w ostatni
piątek w związku z ustąpieniem Janukowycza, Moskwa wstrzymała się z kolejną ratą pożyczki. Dalszą pomoc Rosja uzależnia od wyniku wyborów. Ukraina potrzebuje 35 mld dolarów na latach 2014-15. Tymczasowe władze zwróciły się o pomoc do partnerów zagranicznych – m.in. Stanów Zjednoczonych i Polski – o pomoc kredytową w najbliższych tygodniach.

Rozwój politycznych wydarzeń na Ukrainie z pewnością będzie miał decydujący wpływ na współpracę polskich i ukraińskich firm. Zasadniczą kwestią, według Niewiadomskiego, jest respektowanie prawa oraz przepływ kapitału.

 – Ważne jest, by przepisy prawne były respektowane, jak i żeby obowiązywała jednolita wykładnia, aby prawo było tak samo rozumiane na terenie całego kraju, i w Charkowie, i w Doniecku, i we Lwowie. W przeciwnym razie czeka nas chaos, nie tylko w życiu codziennym, lecz także w biznesie – mówi agencji i informacyjnej Newseria Biznes prezes Polsko-Ukraińskiego Klubu Dziennikarzy. – Również kwesta zatorów płatniczych jest kluczowa. W momencie, kiedy gotówka nie przepływa między przedsiębiorstwami, kiedy nie ma płynności, zaczynają się problemy.

Jego zdaniem polskie firmy mają silną pozycję na Ukrainie jako partner biznesowy. Dlatego też perspektywy dalszej współpracy są bardzo dobre.

 – Polskie firmy są dobrze kojarzone. Dają kontrakty firmom ukraińskim, zatrudnienie Ukraińcom – zauważa Niewiadomski. – Poza tym Polska dobrze kojarzy się politycznie w związku z ostatnimi przemianami i wydaje mi się, że to też może sprzyjać naszej współpracy.

Atutem Polski jest też znajomość mentalności partnerów i lokalnych uwarunkowań biznesowych.

 – Polacy wiedzą, jak robić biznes na Ukrainie, wiedzą, jak sobie tam radzić. Mam nadzieję, że nadchodzące zmiany pozwolą na zniwelowanie tego wielkiego ukraińskiego problemu, jakim jest korupcja. Bo to jest wielki problem społeczny i gospodarczy – podkreśla Michał Niewiadomski.

Polskie rolnictwo ekologiczne zagrożone

CEO Magazyn Polska

Rządowa polityka na kolejne lata może zahamować rozwój polskiego rolnictwa ekologicznego, które od wejścia Polski do UE rozwija się dynamicznie głównie dzięki funduszom unijnym. W nowej perspektywie finansowej stawka dotacji do 1 ha ma być taka sama, ale zmniejszy się o połowę dotowana powierzchnia. To może być ewenement na skalę światową – przestrzegają eksperci

  Do rolników docierają informacje, że unijne wsparcie upraw ekologicznych zostanie zmniejszone. To jest niepokojące. Zależy nam na bezpiecznej, zdrowej żywności, a ta pochodzi przede wszystkim z gospodarstw ekologicznych, które zachowują większy reżim co do systemu produkcyjnego i ilości stosowanej chemii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tadeusz Solarski, wiceprezes Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych. 

Chodzi o projekt Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020 przygotowany przez resort rolnictwa. Według ekspertyzy opracowanej przez senackie Biuro Analiz i Dokumentacji projekt ten przewiduje dalsze obostrzenia (wprowadzone już częściowo w ubiegłym roku), co może pogłębić regres polskiego rolnictwa ekologicznego. Przewidziano dopłaty o 50 proc. niższe od tych, które spożytkowano w PROW 2007-2013. Stawki dotacji do 1 ha pozostaną takie same, jak w PROW 2007-2013, za to zmniejszona zostanie o połowę dotowana powierzchnia.

W ocenie ekspertów można się spodziewać zmniejszenia liczby gospodarstw ekologicznych w Polsce, co będzie ewenementem na skalę światową. Podobne obawy formułuje Greenpeace.

 – W programie rolno-środowiskowym też jest wiele nowych regulacji, które zmieniają sposób dofinansowania. Dopóki do końca nie poznamy tych zasad, to program będzie budzić uzasadnione obawy, że będzie gorzej niż było. Musi dojść do konsensusu i pewnie w drodze konsultacji zostanie wybrany wariant korzystny zarówno dla rolników, jak i dla strony finansującej – liczy Tadeusz Solarski. 

Według danych ministerstwa rolnictwa pod koniec ubiegłego roku w Polsce kontrolą jednostek certyfikujących objętych było 26,5 tys. producentów ekologicznych, w tym 25,9 tys. gospodarstw gospodarujących na ponad 650 tys. ha. Jest to około 10-proc. wzrost powierzchni i liczby gospodarstw w stosunku do 2011 r. Jak podają senaccy eksperci, przyczyną tak gwałtownego zainteresowania rolnictwem ekologicznym były korzystne unijne dotacje, o które rolnicy mogli ubiegać się od 2004 roku.

To dawało im potężny zastrzyk finansowy, dzięki któremu tworzyli markę polskiej ekologicznej żywności. A rynek ekoproduktów systematycznie rośnie na całym świecie. Największym konsumentem żywności ekologicznej są Amerykanie, a na drugim miejscu Niemcy, jeden z najważniejszych polskich partnerów eksportowych. W 2011 roku tamtejsi konsumenci kupili żywność ekologiczną za 6,5 mld euro. Polacy w tym samym roku wydali na ten cel zaledwie 120 mln euro. Ponad 80 proc. polskiej żywności ekologicznej jest eksportowane, głównie do krajów zachodniej Europy i USA. 

Ponad połowa studentów boi się wejścia na rynek pracy. Nie czują się odpowiednio przygotowani

CEO Magazyn Polska

Ponad połowa studentów obawia się wejścia na rynek pracy, a tylko co piąty uważa, że jest do tego dobrze przygotowany – wynika z badania Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami (PSZK). Dlatego w interesie zarówno pracodawców, jak i przyszłych pracowników leży rozwijanie programów staży i praktyk. Dziś PSZK rusza z kampanią „Staż. Sprawdź zanim pójdziesz”, której celem jest podniesienie jakości staży studenckich i zachęcenie studentów do uczestnictwa w nich.

 Kampania ta jest skierowana do ludzi młodych, którym chcemy uświadomić, że jednym z elementów praktycznej edukacji jest właśnie udział w stażach i praktykach, ale w stażach i praktykach wysokiej jakości – mówi agencji informacyjnej Newseria Agnieszka Szefler, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.

Wysokie bezrobocie i trudna sytuacja na rynku pracy sprawiają, że ponad połowa studentów obawia się rozpoczęcia pierwszej pracy.

 – Tylko 20 proc. uważa, że są przygotowani pod kątem umiejętności praktycznych do podjęcia działań związanych z pierwszą pracą. Jednocześnie 80 proc. studentów chce brać udział w wysokiej jakości programach staży i praktyk, czyli widzi taką potrzebę i ma chęć zaangażowania się w staże i praktyki po to, żeby się przygotować do wejścia na rynek pracy – tłumaczy wyniki badania PSZK wiceprezes stowarzyszenia.

Studenci uważają jednak, że staże i praktyki nie zawsze są właściwą formą przygotowania do przyszłej pracy zawodowej. Potwierdzają to wyniki Eurobarometru, zgodnie z którymi co trzeci staż w UE ma niską jakość pod względem warunków pracy lub treści nauczania. Zmienić tę sytuację mają Polskie Ramy Jakości Staży i Praktyk, czyli zbiór standardów jakościowych, na podstawie którego firmy powinny przygotowywać programy dla studentów.

 – Stąd również sam pomysł kampanii, która też powstała na podstawie Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk – wyjaśnia wiceprezes stowarzyszenia. – Jest ona skierowana również do pracodawców po to, żeby zachęcić ich do organizowania programów staży i praktyk odznaczających się wysokim walorem edukacyjnym.

Pomoże im również trafić do studentów z odpowiednim komunikatem. Dziś, choć wielu pracodawców oferuje staże i praktyki na najwyższym poziomie, wielu studentów nie ma najlepszej opinii o skierowanych do nich programach.

Jednocześnie stowarzyszenie rozpoczęło audyty programów staży i praktyk oferowanych przez firmy. Pod uwagę brany jest m.in.: walor edukacyjny, umowa, wynagrodzenie czy mentoring. Istotną częścią audytu są też wywiady przeprowadzane z pracownikami działu personalnego, kadrą menedżerską oraz praktykantami i stażystami. Pierwsze procesy audytowe z powodzeniem przeszły już trzy firmy: PZU, Nestlé i Siemens.

Polskie przedsiębiorstwa zwiększą efektywność w latach 2014 -2017 dzięki nowoczesnym technologiom

Branże FMCG i przemysłu ciężkiego będą kolejnymi sektorami, które w latach 2014 – 2017 sięgną po najnowocześniejsze rozwiązania z zakresu automatyki i robotyki – prognozują analitycy firmy ASTOR, branżowego lidera zaopatrującego w specjalistyczne oprogramowanie już 1/3 polskich firm przemysłowych. Eksperci przewidują, że dzięki zastosowaniu nowych technologii – w tym przemysłowych aplikacji mobilnych i systemów zdalnego monitoringu – polskie przedsiębiorstwa będą mogły redukować koszty funkcjonowania o nawet kilkanaście procent rocznie.

Analitycy wskazują, iż podnoszenie efektywności operacyjnej za pośrednictwem rozwiązań z zakresu automatyki przemysłowej, robotyki i systemów IT dla przemysłu coraz częściej staje się priorytetem przedsiębiorstw produkcyjnych w Polsce. Zdaniem przedstawicieli branży, kolejne miesiące i lata upłynąć mają pod znakiem intensywnego rozwoju tych technologii.

Ze statystyk ASTOR wynika, że wdrożenie rozwiązań z dziedziny IT dla przemysłu, automatyki i robotyki może przyczynić się do wzrostu efektywności przedsiębiorstwa o kilka, a nawet kilkadziesiąt procent, w tym m.in. do poprawienia dostępności maszyn, obniżenia kosztów energii i materiałów produkcyjnych, podniesienia wydajności oraz przyspieszenia przepływu informacji między biznesem, a produkcją. Przykłady wdrożeń pokazują, że w praktyce rozwiązania te przełożyły się np. na zwiększenie wydajności produkcji o 10 procent w zakładzie jednego z czołowych producentów zdrowej żywności, poprawienie o 20 procent wydajności produkcji w pewnej spółdzielni mleczarskiej, czy 30-procentową oszczędność energii u jednego z producentów materiałów na potrzeby przemysłu meblarskiego.

– W ciągu najbliższych trzech lat nastąpią znaczące zmiany w zakresie oczekiwań rynku wobec dostawców rozwiązań z zakresu automatyki przemysłowej. Ze względu na kryterium niezawodności systemów, producenci urządzeń będą stopniowo dostosowywać swoją ofertę do trendów – ocenia Stefan Życzkowski, prezes firmy ASTOR, która w minionym roku zanotowała 23-procentowy wzrost obrotów i zaopatruje w oprogramowanie już 1/3 działających w Polsce firm przemysłowych.

Nowe sektory, nowe wyzwania

W 2014 roku coraz więcej firm z różnych branż będzie, wg specjalistów ASTOR, sięgać po automatyzację
i informatyzację produkcji. Wzmożone zainteresowanie dużymi systemami podnoszącymi efektywność wykazują szczególnie przedsiębiorstwa działające na globalnych rynkach. Korporacje międzynarodowe coraz częściej chcą standaryzować procesy, jakie mają miejsce w zakładach na całym świecie, sięgając po rozwiązania IT usprawniające przepływ informacji. Taką rolę pełnią m.in. systemy klasy MES (umożliwiające na bieżąco zbieranie informacji
o realizacji produkcji), CMMS (zapewniające wsparcie szeroko rozumianego utrzymania ruchu), czy integrujące produkcję z systemami ERP (pozwalającymi na planowanie zasobów). Coraz więcej firm, szczególnie z sektora FMCG i przemysłu ciężkiego zamierza także inwestować w zautomatyzowane stanowiska pracy i linie produkcyjne wyposażone w roboty przemysłowe.

W kierunku rozwiązań mobilnych

Do grona podstawowych narzędzi, stosowanych przez kierowników produkcji dołączy w 2014 roku tablet. Widoczna w codziennym życiu rewolucja technologiczna, skutkująca dynamicznym rozwojem urządzeń mobilnych, znajdzie swoje odbicie na rynku automatyki przemysłowej. Eksperci zaznaczają jednak, że branża produkcyjna bywa dość konserwatywna i jeszcze kilkanaście lat temu poddawała w wątpliwość możliwości komputerowego sterowania siecią przemysłową. Dlatego przedsiębiorstwa sięgną w pierwszym rzędzie po rozwiązania hybrydowe. Takie systemy, łączące ze sobą funkcjonalności komputerów stacjonarnych i urządzeń mobilnych sprawdzać się będą szczególnie
w celach nadzoru aplikacji, serwisu i analizy danych.

Zdalny monitoring coraz powszechniejszy

Decyzje strategiczne dotyczące produkcji coraz częściej będą zapadać po zapoznaniu się zarządu z danymi z systemów odpowiedzialnych za gromadzenie, wizualizację i przetwarzanie informacji w czasie rzeczywistym. Coraz większą popularność w 2014 roku mają zyskiwać systemy zdalnego monitoringu i sterowania, oparte zarówno na hardware’owych, jak i software’owych rozwiązaniach, dedykowanych różnym branżom przemysłu i infrastruktury. Umożliwiają one bieżący dostęp do danych dotyczących obiektów, produkcji czy sieci, co przekłada się na większe możliwości kontroli, wykrywania awarii i optymalizacji zarządzania zasobami i kosztami.

Polskie przykłady, polskie rozwiązania

– W 2013 roku na rynek informatyki i automatyki przemysłowej oraz robotyki wpływ miało kilka kluczowych wydarzeń, które kształtować będą także krajobraz w branży AD 2014. Przede wszystkim były to intensywne inwestycje
w efektywność przemysłu ciężkiego, które pociągały za sobą także konsolidację spółek i konieczność dokładnej kontroli kosztów. W sektorze energetycznym kluczowe znaczenie miał nacisk na wdrażanie pakietu energetyczno-klimatycznego. Z kolei branża spożywcza i meblarska doświadczyła intensywnego rozwoju pod względem eksportu – mówi Stefan Życzkowski.

Impulsy te przyczyniły się do wzmożonego zainteresowania rozwiązaniami z zakresu automatyki przemysłowej. Widać to doskonale na przykładzie firmy ASTOR. Wśród jej klientów, aż 25 procent stanowią nowi, pozyskani w 2013 roku. Do grona, w którym już wcześniej znajdowały się firmy z branż energetyki cieplnej, zawodowej, infrastruktury komunalnej czy edukacji, dołączyły np. przedsiębiorstwa z sektora spożywczego, meblarskiego, chemii budowlanej oraz RTV-AGD. Nowi użytkownicy rozwiązań ASTOR to m.in. Dr. Oetker, Electrolux, Energa Hydro, Swedwood, Homanit Polska, NKT Cables, czy WZ Eurocopert. Z myślą o nich firma wciąż rozwija ofertę, która obejmuje m.in. systemy sterowania General Electric i Horner APG, oprogramowanie przemysłowe Wonderware, roboty przemysłowe Kawasaki i Epson, a także ekonomiczne urządzenia automatyki własnej marki Astraada.

Lutowy wzrost nastrojów konsumenckich Polaków

W lutym wartość Barometru Nastrojów Konsumenckich GfK wzrosła w stosunku do poprzedniego miesiąca o 0,5 punktu. Obecnie wynosi ona minus 20,8 punktu. Biorąc pod uwagę poszczególne wskaźniki wchodzące w skład barometru, na przestrzeni ostatniego miesiąca pogorszyły się oczekiwania co do pozytywnych zmian w sytuacji ekonomicznej kraju, natomiast wzrosły oceny możliwości oszczędzania. Oceny przyszłej sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych oraz zmian na rynku pracy nie uległy zmianie i pozostały na tym samym poziomie.

Przyszła sytuacja gospodarcza kraju
Wartość składowej barometru GfK dotyczącej ocen przyszłej sytuacji gospodarczej kraju spadła w lutym o 2 punkty i wynosi obecnie minus 15 punktów. Lutowy wynik oznacza powrót do sytuacji z grudnia ubiegłego roku.

Możliwości oszczędzania
W lutowym pomiarze wskaźnik przedstawiający skłonność gospodarstw domowych do oszczędzania wzrósł o 4 punkty i wynosi obecnie minus 33 punkty, co oznacza korektę styczniowego spadku.

Przyszła sytuacja ekonomiczna gospodarstw domowych
W lutym oceny przyszłej sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych pozostały na niezmienionym poziomie minus 7 punktów. Oznacza to powrót do sytuacji z przełomu trzeciego i czwartego kwartału 2013 roku.

Przyszła sytuacja na rynku pracy
Wskaźnik ilustrujący składową barometru GfK mówiący o prognozach rozwoju sytuacji na rynku pracy utrzymał się w lutym na tym samym poziomie i wynosi obecnie minus 28 punktów.

Bezpiecznie i szybko, czyli co liczy się dla kupujących online

Najnowsze badania przeprowadzone przez instytut opinii publicznej Infas na zlecenie Trusted Shops wskazują, że bezpieczeństwo oraz czas dostawy to kluczowe kryteria przy wyborze sklepów internetowych. Poczta Polska oraz Trusted Shops, firmy specjalizujące się w usługach dla branży e-commerce opracowały rozwiązania, które odpowiadają na główne obawy kupujących online.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Jak pokazują najnowsze badania, bezpieczeństwo jest dla Polaków najważniejszym kryterium wyboru sklepu zaraz za ceną – tak wskazało prawie 90% ankietowanych. Na drugim miejscu uplasowała się szybka dostawa. W pierwszej piątce znalazły się również aspekty związane z zaufaniem do sklepu internetowego, takie jak gwarancja zwrotu pieniędzy, wiarygodność oferty oraz ochrona danych osobowych.

Wyniki sondażu odzwierciedlają główne obawy konsumentów, które sprawiają, że chętniej wybierają te sklepy, którym uda się zbudować poczucie wiarygodności i bezpieczeństwa. Konsumenci coraz większą wagę przykładają również do ochrony danych osobowych. Zależy im bowiem, aby sklepy zarządzały danymi we właściwy sposób i nie udostępniały ich stronom trzecim. Z drugiej strony, widzimy, że zmieniają się oczekiwania wobec sklepów internetowych – kupujący wymagają szybkiej realizacji zamówienia. Jak sugerują badania, konsumenci nie postrzegają tego aspektu w kategoriach dodatkowego udogodnienia, ale standardu.

– Po raz kolejny konsumenci podkreślają jak ważne jest dla nich bezpieczeństwo transakcji i rzetelność sprzedawcy. Kupujący muszą czuć się bezpiecznie na każdym etapie zakupów, aby zdecydować na finalny krok, czyli złożenie zamówienia. Coraz częściej konsumenci wchodzą od razu na strony produktowe; to tam oraz na etapie płatności szukają potwierdzenia wiarygodności sprzedawcy. Trusted Shops bada nastroje konsumentów i zmieniające się trendy na rynku dostosowując prezentacje symboli zaufania do potrzeb zarówno kupujących, jak i sprzedawców. Na przykład dzięki gwarancji zwrotu pieniędzy w koszyku konsumenci mają poczucie bezpieczeństwa i chętniej dokonują zakupu – komentuje Anna Rak, Country Manager Trusted Shops w Polsce.

Im szybciej tym lepiej

Z roku na rok coraz większego znaczenia nabiera również czas dostawy. Kupujący wymagają bowiem, aby ich przesyłki docierały szybko i bez problemów. Tę potrzebę na rynku dostrzega Poczta Polska, która oferuje przesyłki pocztowe oraz kurierskie. Sprzedawcy internetowi mogą liczyć na elastyczne i indywidualne rozwiązania, takie jak: przesunięcie granicznej godziny wysyłania paczek priorytetowych, czy też na obsługę przesyłek w specjalnie wydzielonym pomieszczeniu. Ponadto e-sprzedawcy otrzymują dostęp do aplikacji Elektroniczny Nadawca, która jest przydatna przy wysyłaniu dużej liczby przesyłek.

– Poczta Polska dynamicznie rozwija się w segmencie eCommerce, współpracując z niemal 60% e-sklepów. To z myślą o nich opracowaliśmy nową ofertę kurierską. Jednym z rozwiązań jest usługa Paczka EKSTRA24. Główną zaletą tego rozwiązania jest szybkość doręczenia przesyłek. Paczka nadana w placówce pocztowej dotrze do odbiorcy już następnego dnia. Wysoka jakość, terminowość oraz zaufanie sprawiają, że Polacy coraz częściej wybierają dostawę za pośrednictwem Poczty Polskiej – mówi Sławomir Żurawski, Dyrektor Biura Rozwoju Usług KEP Poczty Polskiej. W sondażu na temat decyzji zakupowych oraz zaufania do sklepów internetowych wzięło udział ponad 1000 internautów z Polski oraz ponad 4000 osób reprezentujących kluczowe rynki europejskie – Niemcy, Francję, Hiszpanię i Wielką Brytanię. Respondentów pytano między innymi o kryteria, jakimi kierują się podczas wyboru sklepu internetowego i częstotliwość zakupów.

Sprawozdanie finansowe Grupy Budimex za rok 2013

Dariusz Blocher - prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

W roku 2013 Grupa Budimex osiągnęła sprzedaż na poziomie 4,75 miliarda złotych. Jest to sprzedaż niższa o 22% w stosunku do roku ubiegłego, kiedy Grupa Budimex odnotowała historyczne obroty w wysokości 6,1 miliarda złotych.

Spadki sprzedaży w roku 2013 nie są dla rynku zaskoczeniem. To rok spodziewanego spowolnienia i wyczekiwania na nowy budżet unijny na lata 2014-2020, który finalnie został zatwierdzony w listopadzie 2013 roku.

Rok 2013 to kolejny rok, w którym produkcja budowlano – montażowa odnotowuje ujemną dynamikę wzrostu (-13,6% rok do roku), spowodowaną głównie sytuacją w segmencie infrastrukturalnym, który skurczył się o 18,6%. Budownictwo infrastrukturalne stanowiło 59% sprzedaży segmentu budowlanego Grupy Budimex w roku 2013 oraz 63% w roku 2012.

W 2013 roku Grupa Budimex osiągnęła zysk z działalności operacyjnej na poziomie 333 milionów złotych z rentownością 7% w porównaniu do rentowności operacyjnej osiągniętej w roku 2012 na poziomie 3%.

Na wyniki istotny, aczkolwiek nie decydujący, wpływ miała sprzedaż spółki zależnej Budimex Danwood, lidera na rynku produkcji domów jednorodzinnych w konstrukcji szkieletowej. Sprzedaż spółki była elementem realizacji strategii koncentracji na podstawowej działalności Grupy Budimex i przygotowania jej struktury do nowej sytuacji rynkowej w nadchodzących latach.

Motorem wygenerowanego wyniku był w roku 2013 segment budowlany, który poprawił rentowność na każdym poziomie działalności. Rentowność segmentu na poziomie marży brutto to 7,3% w porównaniu do 6,4% rentowności osiągniętej w roku 2012. Rentowność operacyjna natomiast osiągnęła poziom 3,3% w porównaniu do 2,0% w roku 2012. Na sytuację tę wpływ miał głównie spadek cen materiałów budowlanych, dbałość o jakość podpisywanych kontraktów oraz fakt, iż najtrudniejsze kontrakty autostradowe zostały już zakończone.

Rok 2013 był dobrym rokiem dla działalności deweloperskiej pod względem przedsprzedaży mieszkań. Zmiany w wymaganiach kredytowych, stosunkowo niskie stopy procentowe skutkujące relatywnie tanim finansowaniem i mało atrakcyjnym oprocentowaniem lokat bankowych wpłynęły na istotny wzrost przedsprzedaży mieszkań. W roku 2013 Budimex Nieruchomości przedsprzedał 742 mieszkania w porównaniu do 515 mieszkań przedsprzedanych w roku 2012 odnotowując 44% wzrost. Poziom przedsprzedaży mieszkań odnotowany w roku 2013 to poziom bliski temu z okresu boomu na rynku mieszkaniowym.

W roku 2013 Budimex Nieruchomości sprzedał notarialnie 495 mieszkań, podczas gdy w tym samym okresie 2012 roku sprzedał 740 lokale. Należy pamiętać, że sprzedaż notarialna mieszkań zależy od terminów zakończenia projektów budowlanych oraz przekazywania gotowych mieszkań klientom, nie jest zjawiskiem sezonowym i porównywalnym rok do roku.

Spadek sprzedaży nie wpłynął na rentowność działalności deweloperskiej, która na poziomie marży brutto wynosi 20,0%, w porównaniu do 22,8% rentowności osiągniętej w roku poprzednim.

W roku 2013 dokonano w segmencie deweloperskim przeglądu aktywów, co skutkowało odpisem wartości części posiadanych gruntów w wysokości 61,8 miliona złotych. Odpis został dokonany głównie na dwóch największych działkach posiadanych przez spółkę Budimex Nieruchomości. Nie ma on wpływu na poziom gotówki. Pozwoli natomiast przygotować atrakcyjniejszą ofertę dla klientów, przyspieszając istotnie rozpoczęcie nowych projektów oraz ich przedsprzedaż.

W konsekwencji dokonanego odpisu wynik na poziomie netto segmentu deweloperskiego jest ujemny i wynosi -23,4 miliona złotych.

W roku 2013 Budimex Nieruchomości nadal koncentruje swoją działalność w trzech lokalizacjach: Warszawa, Kraków, Poznań. Obecnie posiada w swej ofercie 700 mieszkań gotowych do sprzedaży.

Grupa Budimex utrzymała bardzo wysoki poziom pozycji gotówkowej, który na koniec roku wyniósł 1,56 miliarda złotych (odnotowany wzrost rok do roku: 31%). Wpływ na pozycję gotówkową miał głównie bardzo dobry poziom gotówki w segmencie deweloperskim, spowodowany wysoką przedsprzedażą mieszkań oraz sprzedaż spółki Danwood.

W roku 2013 można było zaobserwować już wzrost średniej wartości ogłaszanych przetargów. Średnia wartość oferty złożonej przez Budimex SA na rynku infrastrukturalnym wyniosła w roku 2013 55 milionów złotych, podczas gdy w roku 2012 było to 32 miliony złotych. Jednak łączna wartość rozstrzygniętych przetargów w roku 2013 była porównywalna do wartości roku 2012.

Dzięki wysiłkowi oraz zwiększeniu skuteczności ofertowania Grupa Budimex podpisała w roku 2013 kontrakty o wartości 3,3 mld zł. To wartość wyższa od wartości kontraktów podpisanych w roku 2012 o blisko 0,5 mld złotych. Portfel zamówień Grupy na koniec roku 2013 wyniósł 4,3 mld zł.

Z nowej perspektywy unijnej ogłoszono już kontrakty drogowe o łącznej wartości ponad 40 miliardów złotych. Grupa Budimex znalazła się w prekwalifikacjach wszystkich ogłoszonych do tej pory przetargów. Obecnie naszym celem jest pozyskanie możliwie najwyższej wartości kontraktów dbając jednocześnie o ich rentowność. Chcemy również dobrze przygotować się do realizacji pozyskiwanych kontraktów stawiając w najbliższym czasie na rozwój i utrzymanie jak najlepszej kadry menadżerskiej.

W roku 2013 Budimex pozostaje najbardziej wartościową Spółką budowlaną notowaną na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. O zaufaniu jakim się cieszymy świadczą nie tylko otrzymywane wyróżnienia, ale przede wszystkim wzrost wartości akcji Budimex SA odnotowany w roku 2013 (wzrost o 89%, z 70 złotych do 132 złotych za akcję).

Wybrane dane finansowe ze skonsolidowanego sprawozdania Grupy Budimex sporządzonego zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) za rok 2013 oraz porównywalne dane za rok 2012.

Emmerson Evaluation zaliczył dobry rok i… liczy na jeszcze lepszy

Dariusz Książak, prezes zarządu Emmerson Evaluation, ocenia, że rok 2014 będzie bardzo ciekawy dla jego firmy. Duży potencjał widzi w sytuacji rynkowej, która zwiększy popyt na dane o cenach transakcyjnych nieruchomości, przede wszystkim stawia jednak na dalszą intensywną pracę nad autorską bazą wycen transakcyjnych E-VALUER. W bazie będą pojawiać się kolejne dane dla mniejszych miejscowości, zaniedbywanych przez inne systemy. Ambicje Emmerson Evaluation obejmują też stworzenie nowych funkcjonalności – nie tylko dla instytucji, które są lub będą zainteresowane bazą, ale też dla osób indywidualnych.

W 2013 r. Emmerson Evaluation prowadził finalne prace nad E-VALUER, pierwszą w Polsce bazą cen transakcyjnych rynku nieruchomości. W końcówce minionego roku system zawierający ponad 400 tys. danych zaprezentowano potencjalnym klientom. To było najważniejsze wydarzenie z punktu widzenia całej firmy i rynku. Udało nam się wypracować produkt, który zawiera tylko i wyłącznie dane transakcyjne, a więc unikalny – mówi Dariusz Książak, prezes zarządu Emmerson Evaluation. Oprócz tego został przygotowany nowy interfejs, który pozwala na łatwą, wielowymiarową analizę danych. System jest opracowany tak, aby można było z niego pozyskać wiele typów raportów. Kategorie wymagane w Rekomendacji J są oczywistością, ale poszliśmy o krok dalej. W E-VALUERZE jest kilka rzeczy wykraczających poza wymogi KNF, a bardzo użytecznych – dodaje Książak.

W 2013 r. Emmerson Evaluation zaczął zbierać dane z małych miast, których inne podmioty dotychczas nie obejmowały swoją analizą. W tym momencie mamy w bazie dane z 80 proc. miast pow. 30 tys. mieszkańców. To oznacza, że zapewniamy dużo szerszy i głębszy obraz rynku niż inni dostawcy. Tak jak w przypadku całej naszej bazy są to dane zbierane przez rzeczoznawców u źródeł, m.in. w urzędach gmin i powiatowych oraz z aktów notarialnych. Nie kupujemy i nie będziemy kupować baz danych o cenach, bo założeniem jest jakość, nie ilość – podkreśla Książak.

Plany Emmerson Evaluation na 2014 r. są ściśle powiązane z sytuacją rynkową, której spodziewają się eksperci firmy. Rzetelna, sprawdzona i jakościowa baza danych staje się podstawą dla banków. Z jednej strony chcą one zapewnić sobie wypełnienie zaleceń Rekomendacji J, ale z drugiej zależy im na łatwym operacyjnie narzędziu – mówi Książak. Według niego popyt na informację o cenach transakcyjnych będzie rósł w bankach w związku z możliwym ruchem w kredytach hipotecznych. Mamy MdM, mamy Rekomendację S, która z każdym kolejnym rokiem będzie utrudniać wzięcie kredytu poprzez wymóg wkładu własnego. Przede wszystkim mamy jednak stabilizację (w niektórych miastach nawet obniżkę) cen mieszkań. Wydaje się, że jeśli ktoś chce kupić mieszkanie, to teraz może być ten dobry moment – twierdzi Książak.

Jednocześnie jednak Książak zapowiada dalsze inwestycje w E-VALUERA. Mamy kilka ambitnych planów. Nie tylko banki widzą potencjał w naszej bazie. Coraz częściej rozmawiamy z innymi podmiotami, dla których rzetelna informacja o cenach nieruchomości jest kluczowa – mówi Dariusz Książak. Mocno stawiamy na rozpoczętą w minionym roku rozbudowę modułu nieruchomości komercyjnych, widzimy tu spory potencjał. Do końca 2014 r. roku chcemy pokazać bazę danych o czynszach za wynajem. Będziemy mieć też prezent dla osób indywidualnych, które szukają wiarygodnych informacji o realnych cenach nieruchomości – dodaje Książak.