Potrzeby rynkowe wpłyną na poziom zatrudnienia cudzoziemców

Polscy pracodawcy na przestrzeni ostatniej dekady diametralnie zmienili nastawienie do kwestii powierzania pracy obcokrajowcom, na co wpływ miały zarówno znaczne udogodnienia w przepisach, jak również odpływ polskiej siły roboczej w kierunku zachodnich rynków pracy. 2013 rok nie był przełomowy pod względem wzrostu zatrudnienia cudzoziemców – zarówno urzędy pracy, jak również urzędy wojewódzkie odnotowały wręcz pewien spadek liczby chętnych by zatrudnić obcokrajowca. W perspektywie m.in. alarmującej sytuacji politycznej na Ukranie, stanowiącej główny rynek źródłowy migracji zarobkowych, polski rynek pracy powinien być jednak przygotowany na dalsze zmiany dynamiki zatrudnienia obywateli państw trzecich – informują eksperci Agencji Pracy EWL.

O atrakcyjności polskiego rynku pracy dla cudzoziemców oraz zainteresowaniu ze strony pracodawców świadczą w dużym stopniu dane gromadzone i przetwarzane przez Powiatowe Urzędy Pracy, dotyczące liczby rejestrowanych w skali roku oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy. Oświadczenia umożliwiają obywatelom 6 państw podjęcie pracy w Polsce bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę na okres nieprzekraczający 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy. W związku rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 28 listopada 2013 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie przypadków, w których powierzenie wykonywania pracy cudzoziemcowi na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest dopuszczalne bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę (Dziennik Ustaw z 2013 r., poz. 1507) do państw objętych daną procedurą uproszczoną, w tym między innymi Ukrainy, Białorusi i Gruzji, dołączyła w styczniu bieżącego roku Armenia.

Pomimo pozytywnego sygnału ze strony instytucji państwowych, wskazującego na dalszą potrzebę rozszerzania grupy państw objętych procedurą uproszczoną, oficjalne dane wykazują niewielki spadek poziomu zapotrzebowania na pracę cudzoziemców. W porównaniu z rokiem 2012, polscy pracodawcy zdecydowali się powierzyć wykonywanie pracy w ramach procedury oświadczeń 235 tys. obywateli państw trzecich (235 616 zarejestrowanych dokumentów), co stanowi spadek o ponad 8 tysięcy. Tradycyjnie największą grupę cudzoziemców stanowili obywatele Ukrainy (217 571 oświadczeń), drugą co do liczebności grupą byli obywateli Republiki Mołdowy (9 248), na trzecim miejscu znaleźli się zaś obywatele Białorusi (5 194).

Na podobnym poziomie co w 2012 roku utrzymała się natomiast liczba wydanych zezwoleń na pracę, umożliwiających podjęcie pracy również obywatelom innych państw niż wspomniana szóstka. W 2013 roku urzędy wojewódzkie wydały 39 078 dokumentów zezwoleń, podczas gdy w 2012 roku zezwolenia na pracę otrzymało 39144 cudzoziemców. Po raz kolejny dominującą narodowością okazali się obywatele Ukrainy, dla których w ubiegłym roku zostało wydanych 20 416 zezwoleń (wzrost o 121 w porównaniu do roku poprzedniego).

Branże które najbardziej potrzebują cudzoziemców

Struktura zatrudnienia cudzoziemców w poszczególnych sektorach polskiej gospodarki uległa znacznym zmianom w stosunku do poprzednich lat. Uwagę natomiast warto zwrócić na znaczący, prawie dwukrotny spadek zatrudnienia obywateli państw trzecich w branży budowlanej. 2013 rok przyniósł sektorowi budowlanemu znaczne spowolnienie, co przyczyniło się do złożenia przez pracodawców w PUP zaledwie 29 734 oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy (o ponad 24 tys. mniej niż w 2012 roku). Również sektor transportowy odnotował mniejsze niż w latach poprzednich zapotrzebowanie na obcokrajowców, na poziomie 5 548 zarejestrowanych oświadczeń, co oznacza spadek o prawie jedną czwartą w porównaniu do roku poprzedniego.

Odżyły natomiast pozostałe branże, w szczególności sektor handlowy. Firmy handlu hurtowego i detalicznego wykazały zapotrzebowanie na pracowników ze wschodu w wysokości 12 130 zarejestrowanych oświadczeń, podczas gdy jeszcze w 2012 roku firmy handlowe zarejestrowały tych dokumentów o połowę mniej (6 511). Najbardziej pracochłonny i wykazujący się na najwyższym zapotrzebowaniem sektor rolny również odnotował wzrost liczby rejestrowanych oświadczeń (118 480), co stanowiło przyrost o prawie 5 tys. w porównaniu do 2012.

Interesujące dane dotyczą pracy cudzoziemców w branżach i zawodach wymagających wysokich kwalifikacji, przedstawiciele których coraz częściej decydują się na rekrutację kandydatów do pracy na rynkach państw trzecich. W przypadku zatrudniania cudzoziemców w oparciu o dokumenty oświadczeń, odnotowano znaczny wzrost zatrudnienia w firmach prowadzących działalność profesjonalną i naukowo-techniczną (1 452 oświadczeń, co stanowi wzrost o 54 procent w stosunku do roku poprzedniego) oraz firmach z branży IT i ICT (686 oświadczeń – przyrost o 49 procent). Cudzoziemcy zatrudniani w oparciu o zezwolenia na pracę to coraz częściej informatycy (333 zezwolenia, wzrost o 37 procent w porównaniu z 2012 rokiem) oraz zawody medyczne (214 zezwoleń – wzrost o 17 procent).

Uwarunkowania niższej dynamiki zapotrzebowania na pracę

Przedstawiony spadek liczby rejestrowanych dokumentów oświadczeń może być w pewnym stopniu tłumaczony zaostrzeniem przepisów w stosunku do nieuczciwych pracodawców lub pracodawców wykorzystujących oświadczenia niezgodnie z ich przeznaczeniem. Tym samym nieznaczne obniżenie liczby rejestrowanych oświadczeń może świadczyć korzystnie o sytuacji na polskim rynku pracy, jak również mieć bezpośrednio korzystny wpływ na warunki zatrudnienia obywateli państw trzecich w Polsce.

Alarmująca sytuacja na Ukrainie, państwie którego obywatele stanowią ponad 90 procent wszystkich migrantów zarobkowych podejmujących w Polsce pracę, może w długim okresie znacząco wpłynąć na strukturę zatrudnienia cudzoziemców na polskim rynku pracy. Niepewna sytuacja polityczna może przyczynić się w skrajnych przypadkach zarówno do zwiększenia jak i redukcji migracji zarobkowych z Ukrainy do Polski. Jednocześnie podkreślana wielokrotnie wysoka atrakcyjność polskiego rynku pracy dla obywateli Ukrainy wynika w dużym stopniu z obecnej od 2007 roku procedury rejestracji oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy, przyciągającej na polski rynek zarówno nisko- jak i wysoko wykwalifikowanych kandydatów do pracy. Biorąc pod uwagę zwracanie przez wielu obserwatorów uwagi na problem traktowania Polski jako kraju tranzytowego, stanowiącego przystanek w drodze do pracy w krajach Europy Zachodniej, istotnym pytaniem dla podmiotów kształtujących polski rynek jest kwestia dbałości o jego atrakcyjność w długim okresie czasu. Bez niej, polskie firmy mogą już niedługo pozostać bez rąk do pracy.

Demograficzne zagrożenia

Migracje zarobkowe Polaków przyczyniły się w przeszłości do wzrostu zainteresowania zatrudnianiem cudzoziemców, jednak prawdziwym zagrożeniem dla rynku pracy są przewidywane w perspektywie kolejnych 20 lat zmiany demograficzne związane ze starzeniem się polskiego społeczeństwa. Zakłada się (wg. danych GUS) obniżenie populacji w Polsce o 3 miliony osób do 2035 roku, co w połączeniu ze wzrostem liczby osób w wieku emerytalnym może wiązać się z tragicznymi konsekwencjami dla kondycji polskiej gospodarki.

Polska, podobnie jak i inne kraje europejskie znajduje się w niżu demograficznym, w odróżnieniu jednak od krajów Europy Zachodniej działania hamujące negatywny proces demograficzny są znacznie ograniczone. Jednym z proponowanych rozwiązań problemu starzenia się społeczeństwa jest szersze otwarcie się na imigrantów z krajów Europy Wschodniej i Azji. Według ekspertów konieczne jest podjęcie stosownych kroków, mających na celu nie tylko usprawnienie procedur związanych z legalizacją zatrudnienia w Polsce, ale również intensyfikację procesów integracyjnych skierowanych do obywateli państw trzecich podejmujących pracę na polskim rynku w krótkim okresie.

KOMENTARZ EWL

– „Zatrudnianie cudzoziemców pozostaje jednym z najbardziej efektywnych rozwiązań kadrowych, jakimi dysponują polskie przedsiębiorstwa. Możliwość zaspokojenia potrzeb kadrowych w zawodach na które jest w Polsce szczególne zapotrzebowanie stanowi kluczową wartość dodaną dla polskiej gospodarki, dlatego też pracodawcy tak chętnie sięgają po spawaczy z Ukrainy i informatyków z Indii.” – mówi Andrzej Korkus, dyrektor zarządzający Agencji Pracy EWL. – „W gestii wszystkich uczestników polskiego rynku pracy jest zwiększanie atrakcyjności pracy w Polsce, niezależnie od tego czy atrakcyjność ta wynika z dalszej liberalizacji prawa legalizującego pobyt i pracę, czy skutecznej walki z przypadkami nadużyć w stosunku do cudzoziemców ze strony nieuczciwych pracodawców. W interesie wszystkich grup jest wreszcie przyciąganie do Polski osób z wysokimi kwalifikacjami oraz redukcja braków kadrowych w branżach sezonowych.”

Źródło: MPiPS, EWL

Założona w 2004 roku Agencja EWL (East West Link) należy do liderów na polskim rynku usług z zakresu rekrutacji i kompleksowej obsługi zatrudnienia pracowników z Europy Wschodniej i Azji. Dostarcza rozwiązania kadrowe dla większości sektorów gospodarki, obejmujące formalności związane z obsługą pracowników i legalizacją pobytu (pozwolenia na pracę, karty pobytu). Więcej informacji o firmie i ofercie EWL można znaleźć na stronie internetowej www.ewl.com.pl

Zmowa na rynku farb drukarskich

0

Spółka Flint Group Polska, jeden z największych w kraju przedsiębiorców oferujących farby i akcesoria drukarskie, zawarła niedozwolone porozumienie z dystrybutorami swoich produktów. Prezes UOKiK nałożyła na przedsiębiorców kary w łącznej wysokości blisko 700 tys. zł

Zgodnie z prawem antymonopolowym zakazane są porozumienia, których celem lub skutkiem jest wyeliminowanie lub ograniczenie konkurencji. Jedną z niedozwolonych praktyk jest podział rynku. Spółki zamiast konkurować dzielą między siebie terytorium, towary lub grupy klientów. Na przykład podział według kryterium podmiotowego polega na uzgodnieniu, o jakich klientów dystrybutorzy nie będą konkurowali. Tracą na tym inni przedsiębiorcy oraz konsumenci, którzy nie mają możliwości wyboru dostawcy produktów lub usług. Maksymalna sankcja finansowa za udział w nielegalnym porozumieniu wynosi 10 proc. przychodu przedsiębiorcy.

Postępowanie antymonopolowe w sprawie zmowy na rynku farb drukarskich Urząd wszczął w grudniu 2012 roku. Zawiadomienie o zawarciu nielegalnego porozumienia polegającego na podziale rynku złożył jeden z uczestników zmowy, spółka Primar z Krakowa. Urząd przeanalizował dokumenty oraz informacje uzyskane m.in. podczas kontroli w siedzibach przedsiębiorców. Postępowanie UOKiK wykazało, że spółka Flint Group Polska oraz czterech przedsiębiorców zajmujących się dystrybucją jej produktów zawarło niedozwolone porozumienie dotyczące farb sprzedawanych drukarniom. Przedsiębiorcy ustalili, że nie będą oferować farb drukarskich odbiorcom, którzy są już klientami innych uczestników zmowy. Zrezygnowali z rywalizacji o kontrahentów.  Rezultatem był podział rynku i brak konkurencji cenowej pomiędzy dystrybutorami farb drukarskich marki Flint na terenie Polski. Niedozwolone porozumienie utrzymywało się przez kilka lat dzięki wzajemnej wymianie informacji m.in. pocztą elektroniczną i na spotkaniach.

Za udział w niedozwolonym porozumieniu na Flint Group Polska została nałożona kara pieniężna w  wysokości 449 402 zł. Sankcje nałożone na pozostałych uczestników zmowy wyniosły: spółka Scorpio z Łodzi – 216 412 zł, spółka Primar z Krakowa – 19 432  zł, Serwis Print z Łodzi – 5 381 zł i spółka GFG Lastadia z Gdyni – 2 391 zł. Prezes UOKiK obniżyła karę nałożoną na spółkę Primar, która poinformowała Urząd o zmowie. Urząd wziął pod uwagę również to, że wszyscy uczestnicy zaprzestali stosowania zakwestionowanych praktyk.

Content marketing, czyli marketing treści w sektorze usług finansowych

Tradycyjne metody marketingowe coraz częściej zawodzą. Uwagę konsumentów coraz trudniej udaje się skupić za pomocą telewizyjnych spotów czy reklamy na billboardach. Również w przypadku najpopularniejszego obecnie medium jakim jest Internet, przekazywanie informacji za pomocą pojawiających się okien czy zbyt natarczywych e-maili stało się dla użytkowników uciążliwe i tym samym mało skuteczne. W konkurencji do powyższych form przekazu narodziła się koncepcja udostępniania istotnych i wiarygodnych treści, mających na celu zainteresowanie konkretnej grupy odbiorców i skłonienie jej do pewnych kroków. Formuła ta nazywana jest marketingiem treści – content marketing.

W przeciwieństwie do tradycyjnych akcji reklamowych, jest to strategia oparta na wzajemnej komunikacji, a więc budująca długotrwałe relacje pomiędzy firmą a klientami. Jako jeden z podstawowych celów marketingu treści wymienić należy przede wszystkim zwiększenie świadomości marki czy też samego produktu, ale także zwiększenie zaangażowania samych odbiorców w jej popularyzowanie. Poza utrwalaniem korzystnego wizerunku i zwiększaniem świadomości marki, firma publikująca – na przykład w Internecie – fachowe artykuły czy porady, dzieli się wiedzą i doświadczeniem swoich ekspertów z szerokim gronem odbiorców. Korzystający z tych informacji użytkownicy często odwiedzają stronę autora interesującego tekstu, żeby dowiedzieć się więcej o oferowanych przez niego produktach czy usługach. Żeby otrzymywać podobne treści na bieżąco, czytelnicy podają adres na który firma wysyła swój newsletter czy też logują się na portalu, żeby uzyskać dostęp do większej ilości przydatnych publikacji. Jest to więc metoda marketingu, której efekty mogą być mierzone choćby za pomocą stopy konwersji, czyli stosunku ilości wywołanych akcji, takich jak na przykład zapisy na newsletter, do ilości wizyt na stronie internetowej. Content marketing zalicza się również do skutecznych sposobów pozycjonowania w wyszukiwarkach internetowych czyli osiągania jak najwyższego miejsca w wynikach wyszukiwarki dla podanych wyrazów kluczowych.

Taka długoterminowa relacja polegać może na podnoszeniu ogólnego poziomu wiedzy konsumentów na tematy związane z obszarem działalności firmy, ale też na prezentowaniu sposobów wykorzystania danego produktu czy rozwiązywaniu przydarzających się problemów. W konsekwencji, nie jest to wyłącznie forma reklamy mającej sprowokować zakup, ale też sposób na pielęgnowanie kontaktu z klientem, który tego zakupu już dokonał – rodzaj usługi posprzedażowej, pomoc w rozwiązywaniu problemów poprzez odpowiadanie na najczęściej zadawane pytania i informowanie o nowej ofercie. Podtrzymywanie relacji z klientem może się więc odbywać za pomocą tych samych środków, co pozyskiwanie nowych potencjalnych odbiorców. Za najwyższy poziom tego rodzaju marketingu uznaje się jednak nie treści publikowane przez samą firmę, a treści autorstwa wiernych marce użytkowników – strony poświęcone danemu produktowi, filmiki pokazujące jak go używać, internetowe fora przeznaczone dla fanów produktu czy firmy.

W sektorze usług finansowych zastosowanie marketingu treści może być stosunkowo szerokie, z uwagi na równie szerokie zapotrzebowanie na związane z tymi usługami informacje. Wysokiej jakości informacje zarówno o oferowanych produktach, jak i o zmieniających się warunkach gospodarczych wpływających na ten sektor okazują się być bardzo ważne, z punktu widzenia zainteresowania konsumentów. Ekonomiczne prognozy, a także komentarze odnoszące się do ogólnej kondycji rynku oraz do istotnych regulacji prawnych, są konsumentom zwyczajnie potrzebne, a mało kto jest w ich przekazywaniu tak wiarygodny, jak profesjonalista oferujący na danym rynku swoje usługi. Górnośląskie Towarzystwo Finansowe GTF Sp. z o.o. to podmiot, który w ramach outsourcingu procesowego realizuje zlecenia działających na polskim rynku banków w obszarze pośrednictwa kredytowego. Spółka jest organizatorem i koordynatorem lokalnych sieci sprzedaży, niezależnych biur pośrednictwa kredytowego, operatorem informatycznego systemu obsługi sieci sprzedaży kredytów, partnerem banków w dystrybuowaniu produktów finansowych skierowanych zarówno do odbiorców indywidualnych jak i firm. Obecnie GTF ma podpisane umowy o współpracy z ponad 1200 pośrednikami (ponad 1800 punktów sprzedaży) na terenie całego kraju, oferującymi poprzez GTF kredyty takich banków, jak: Meritum Bank, Alior Bank, Bank BPH, Vanquis Bank, Bank Pocztowy, FM Bank czy Getin Bank. Spółka w ramach swojej działalności wydaje także swój magazyn – „Kurier GTF”. Magazyn odbierany jest bardziej jako informacyjny i edukacyjny, niż reklamowy, co przesądza o sukcesie przedsięwzięcia. W Polsce coraz więcej firm, a w tym instytucji finansowych, wydaje swoje publikacje – miesięczniki, kwartalniki, które informują o najważniejszych wydarzeniach związanych z działalnością danej firmy, pokazują sukcesy, przedstawiają najlepszych swoich pracowników. Magazyny te jednak powielają formułę dość agresywnej reklamy, w niczym nie przypominają wspomnianego magazynu. Miesięcznik – „Kurier GTF” zdecydowanie odbiega od tej formuły. Owszem, papier kredowy i wysoki poziom graficzny to elementy zbieżne z większością tego typu wydawnictw. Jednak wgląd do publikowanych materiałów pozwala ocenić, że ambicje autorów magazynu są wyższe niż wydawanie czysto PR-owskich tekstów. „Kurier GTF” to narzędzie umożliwiające szerszy kontakt spółki z jej biznesowymi partnerami, którymi są przede wszystkim agencje pośrednictwa kredytowego. Prezentowane materiały to komentarze dotyczące bieżących spraw gospodarczych i zjawisk zachodzących na rynku consumer finance. Do współpracy z magazynem zaproszono przedstawicieli nauki – w każdym wydaniu zamieszczane są materiały przygotowane przez naukowców z różnych polskich uczelni. Redakcja zamieszcza także wywiady z przedstawicielami banków, których ofertę GTF dystrybuuje, prognozy i opinie rzeczoznawców zrzeszenia instytucji finansowych oraz fachowe porady udzielane przed ekspertów podatkowych i prawnych. Ponadto w każdym numerze Kuriera, czytelnicy mogą spotkać popularne postaci – gwiazdy filmu, piosenki i sportu.

Czytelnik „Kuriera GTF”, pośrednik kredytowy, do którego adresowany jest magazyn, otrzymuje wyważoną ekspercką informację o zaletach poszczególnych produktów finansowych, o zjawiskach zachodzących na rynku, które z punktu widzenia pośrednika kredytowego są istotne, korzysta z porad prawnych i podatkowych. To właśnie content marketing – skuteczna forma budowy pozycji marki, kształtowania wizerunku firmy. Udostępnianie ważnych i wiarygodnych treści, mających na celu zainteresowanie wybranej grupy odbiorców (w tym przypadku pośredników kredytowych), to forma marketingu oparta na wzajemnej komunikacji, pozwalającej na budowę długotrwałych relacji biznesowych. Oczywiście „Kurier GTF” to tylko jedno z narzędzi jakie GTF stosuje w ramach całego przyjętego przez spółkę programu dotyczącego content marketingu, ale dzisiaj, po kilkunastomiesięcznym doświadczeniu, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że jest to narzędzie skuteczne.

Autor: Paweł Kosmala, prezes zarządu Górnośląskiego Towarzystwa Finansowego GTF Sp. z o.o.

Wydawcy książek chcą jednolitej ceny na nowości wydawnicze

Przygotowany przez Polską Izbę Książki projekt ustawy, który w piątek został przekazany posłom, zakłada ustalenie jednolitej ceny na nowości wydawnicze. Miałaby ona obowiązywać przez 12 miesięcy. Celem jest ratowanie małych księgarń przed upadkiem, a jak przekonują twórcy projektu, wbrew pozorom nie stracą na tym czytelnicy. 

Zgodnie z projektem dozwolone byłoby odejście od ustalonej kwoty o 5 proc. Oprócz tego maksymalnie 15-procentowe upusty zostałyby dopuszczone na targach książki, a maksymalnie 25-procentowe – dla instytucji kultury i bibliotek. Mniej płacić mogłyby także stowarzyszenia rodziców kupujących podręczniki szkolne.

 – Pomysł nie jest wymyślony przez nas, gdyż jest to rozwiązanie legislacyjne i gospodarcze stosowane w większości krajów europejskich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Albin, prezes Polskiej Izby Książki, zrzeszającej wydawców, księgarzy i drukarzy, oraz prezes wydawnictwa Wolters Kluwer. – Istnieje on w takich państwach jak m.in.: Niemcy, Francja, Holandia, Hiszpania, Włochy czy Portugalia.

Celem takich regulacji przybierających postać rozwiązań prawnych lub porozumień branżowych jest, zdaniem szefa PIK, chęć ochrony mniejszych księgarni.

 – Jeśli traktujemy książkę jak zwykły towar, to okazuje się, że mali dostawcy książek znikają – zauważa Albin. – Z polskiego rynku w ciągu ostatnich lat zniknęło ponad 25 proc. księgarń. Nie zostały one zastąpione przez internet ani e-booki. Jeśli trend ten się utrzyma, to będziemy mieć lukę pokoleniową w dostępności do książek. Dlatego uważamy, że wspomniane regulacje powinny znaleźć się także w Polsce – dodaje.

Czytelnik też zyska

Jeśli parlament zdecyduje się na przyjęcie proponowanej ustawy, to jej głównym beneficjentem będą mniejsze księgarnie. Jak przekonuje Albin, ich zysk nie będzie się wiązać ze stratą dla czytelników.

 – Na pewno spadną ceny książek mających więcej niż rok – mówi prezes PIK. – Ponadto czytelnik będzie miał nadal dostęp do większej liczby punktów sprzedających książki, także tych, obok których codziennie przechodzi. Będzie mógł w nich zamówić każdą książkę, gdyż regulacja nakazuje także każdemu księgarzowi sprowadzenie na żądanie czytelnika każdej pozycji dostępnej na rynku – dodaje Włodzimierz Albin.

Za miesiąc na GPW pojawią się dwa nowe indeksy

CEO Magazyn Polska

24 marca na GPW pojawią się indeksy WIG50 i WIG250.  Z notowań znikną indeksy małych spółek sWIG80 i WIG-Plus. Natomiast do końca 2015 roku równolegle utrzymany zostanie mWIG40.

 Przede wszystkim to jest pewne rozszerzenie i kontynuacja tego, co wydarzyło się już w ubiegłym roku, czyli wprowadzenia indeksu WIG30, który w ciągu kilku kwartałów powinien zastąpić WIG20. Teraz mamy do czynienia z nowymi indeksami WIG50 i WIG250, które będą zastępować dawne indeksy mWIG40 i sWIG80 – podkreśla Dawid Czopek z mWealth Management.

sWIG80 i WIG-Plus znikną z notowań po zakończeniu sesji w piątek 21 marca. Dłużej pozostanie do dyspozycji inwestorów mWIG40, który będzie funkcjonował równolegle z nowym indeksem WIG50 do końca 2015 roku. W składzie WIG250 znajdą się małe spółki notowane na GPW. To właśnie ten indeks będzie kluczowym wskaźnikiem koniunktury w najmniejszych firmach. 

 – To będą indeksy cenowe, czyli obliczane na podobnych zasadach jak do tej pory, jak chociażby miało to miejsce w przypadku WIG20 – chodzi będzie przede wszystkim o to, że dywidendy nie są wliczane w absolutną stopę zwrotu tego indeksu – tutaj będziemy mieli do czynienia z podobnym zjawiskiem – komentuje dla Newserii Biznes Dawid Czopek. – Mniejsze spółki zwykle są mniej istotne niż duże spółki, te blue chipy, które zwykle wypłacają dywidendy wyższe, a że to będzie indeks cenowy bądź totalnej stopy zwrotu nie ma tutaj znaczenia wielkiego

Wprowadzenie na parkiet nowych indeksów to także zmiany w kontraktach terminowych. Wiąże się to ze zmianą instrumentów bazowych dla WIG-u 250. Pierwsze serie kontraktów na nowy indeks będą wprowadzone do obrotu 22 grudnia 2014 r. Jednocześnie nastąpi zaprzestanie wprowadzania do obrotu kolejnych (nowych) serii kontraktów na indeks mWIG40. W przypadku mWIG40 i WIG50 zmiana będzie trwała od grudnia 2014 do czerwca 2015 roku. W tym okresie, przez 6 miesięcy kontrakty terminowe na oba indeksy będą notowane równolegle. W końcowy sukces takich zmian powątpiewają eksperci.

 – Dzisiaj wciąż jeszcze podstawowym kontraktem notowanym na giełdzie jest kontrakt na WIG20. Pomimo tego, że indeks ten jest trochę schodzący, to nowy indeks WIG30 nie doczekał się jeszcze takiego statusu jak ma WIG20. Natomiast ze względów płynnościowych, myślę, że jeżeli chodzi o kwestie związane z kontraktami na WIG50 czy WIG250, to może być jednak pewien problem i nie będą to instrumenty cieszące się dużym powodzeniem,  nie będą też bardzo masowo w obrocie – podsumowuje Dawid Czopek.

W Polsce brakuje pracowników do nadzorowania elektrowni atomowej

CEO Magazyn Polska

W ciągu dekady ma ruszyć pierwsza polska elektrownia atomowa. Brakuje jednak wykwalifikowanych pracowników, bo w Polsce przemysł jądrowy nie istnieje. Część kadry do obsługi i nadzoru nad bezpieczeństwem elektrowni trzeba będzie szukać za granicą.

 – Przygotowujemy się intensywnie już od 5 lat, od momentu, kiedy rząd wyraził intencję opracowania programu jądrowego. Nie mamy problemu ze środkami finansowymi, ale z pozyskaniem nowych pracowników, ponieważ w Polsce nie istnieje przemysł jądrowy. Czyli właściwie nie ma naturalnego dostawcy wykwalifikowanej kadry – zwraca uwagę Janusz Włodarski, prezes Państwowej Agencji Atomistyki. 

Od 2009 roku Państwowa Agencja Atomistyki zatrudniła 37 nowych pracowników i poszukuje kolejnych, np. na stanowisko referendarza w Wydziale Analiz Obiektów Jądrowych czy specjalisty do spraw nadzoru i kontroli w zakresie ochrony radiologicznej istniejących obiektów jądrowych i budowanych w ramach realizacji Programu Polskiej Energetyki Jądrowej.

 – Przyjmujemy młodych, dobrze wykształconych ludzi i przygotowujemy dla nich odpowiednie programy szkoleniowe. Część tych programów już zrealizowaliśmy, część planujemy i to jest duże wyzwanie ze względu na to, że konieczny będzie udział instytucji zagranicznych, podobnych do naszej, dozorów jądrowych. Mamy podpisanych szereg umów, np. z dozorem amerykańskim, francuskim, i krajów ościennych. I przy pomocy tych organizacji będziemy prowadzić tzw. on the job training, czyli praktyczne szkolenia w trakcie wykonywania obowiązków, które w tym wypadku są jednymi z najważniejszych – mówi Janusz Włodarski agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Szkolenia mają dotyczyć wszystkich etapów życia elektrowni, poczynając od wyboru lokalizacji, poprzez budowę, rozruch, eksploatację, aż po związane z likwidacją. Prezes zapewnia, że PAA będzie egzekwować stosowanie rygorystycznych wymagań, zgodnych z polskimi przepisami.

 – Kiedy technologia będzie już wybrana, a dokumentacja przygotowana trzeba będzie przeprowadzić analizy bezpieczeństwa, w dużej części we własnym zakresie, aby zweryfikować informacje od inwestora. To bardzo istotny element w całym procesie wydawania zezwolenia na budowę instalacji jądrowej – tłumaczy Janusz Włodarski.

Pod uwagę brani są także wysoko wykwalifikowani pracownicy zagraniczni, którzy mogliby wypełnić lukę kadrową w Polsce. 

 – Przy prezesie PAA działa Rada ds. Bezpieczeństwa Jądrowego Ochrony Radiologicznej, składająca się z ekspertów wysokiej klasy, którzy mają prezesowi doradzać. Planujemy, żeby członkami tej rady byli także przedstawiciele zagranicznych dozorów, bardziej doświadczonych niż nasz – mówi Janusz Włodarski. 

Po zarzuceniu budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu na początku lat 90. część specjalistów mających w niej pracować wyjechała m.in. do Stanów Zjednoczonych. Prezes PAA zapewnia, że osoby te są chętne do pomocy przy nowym projekcie i PAA zamierza z tej pomocy korzystać.

Branża finansowa chce deregulacji zawodów i ulg podatkowych dla oszczędzających na emeryturę

CEO Magazyn Polska

Przedstawicieli branży finansowej cieszy planowana deregulacja zawodów, m.in. agenta ubezpieczeniowego. – Dla takich firm jak nasza to doskonała szansa – możemy zatrudnić pracowników i wyszkolić ich na konsultantów finansowych, co zwiększy zatrudnienie, ale i zasięg usług ubezpieczeniowych i produktów finansowych – podkreśla Abhishek Bhatia, prezes zarządu Prudential w Polsce. Dodaje, że popularność długoterminowego oszczędzania znacząco by wzrosła, gdyby rząd zaproponował zachęty dla oszczędzających.

Jestem mile zaskoczony zamianami w prawie, które już zostały uchwalone i tymi, które czekają na uchwalenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Abhishek Bhatia, prezes zarządu Prudential w Polsce. – Jedna z nich to kwestia deregulacji zawodów, wśród których jest agent ubezpieczeniowy.

W ramach tzw. drugiej transzy deregulacji zawodów mają zostać zmniejszone wymogi, które pozwalają na wykonywanie 91 zawodów z branż: budowlanej, transportowej i finansowej. Deregulacja obejmuje m.in. zawody aktuariusza, brokera ubezpieczeniowego i agenta ubezpieczeniowego. 

 – Dla firm takich jak nasza, które koncentrują się na wysokiej jakości szkoleniu pracowników i podnoszeniu ich kwalifikacji, jest to duża szansa. Możemy ich zatrudnić, wyszkolić na konsultantów finansowych, co z jednej strony podniesie zatrudnienie, a z drugiej zwiększy zasięg usług ubezpieczeniowych i nasz udział w rynku danego kraju – mówi Abhishek Bhatia. – To oni dotrą do klientów, którzy dzięki nim zaczną z nami oszczędzać, a my w ten sposób, bezpośrednio i pośrednio, wprowadzimy na rynek długoterminowy produkt.

Jak podkreśla, głównym zadaniem dla firm z branży finansowej jest przekonywanie Polaków do długoterminowego oszczędzania. Problem w tym, że na razie nie jest to w Polsce popularne. Przykłady innych państw europejskich pokazują, że rząd mógłby wprowadzić zachęty, które skłoniłyby Polaków do odkładania w dłuższej perspektywie.

 – Rząd przez zmiany w prawie podatkowym może pośrednio zachęcić obywateli do długoterminowych oszczędności – zauważa Bhatia. – Zachęty podatkowe mogą pomóc w myśleniu o swoich finansach w długiej perspektywie, jednak muszą one być bardzo konkretne. Ruchy w tym segmencie mogą być dobre i dla kraju, i dla samej branży ubezpieczeniowej – dodaje.  

Obecnie w ramach Indywidualnych Kont Emerytalnych – IKE – Polacy mogą inwestować w różnego typu aktywa, a jeśli nie wypłacą środków przed ukończeniem 60 lat (w niektórych przypadkach 55), to zostaną zwolnieni z tzw. podatku Belki. Z kolei w myśl zreformowanych zasad dotyczących Indywidualnego Konta Zabezpieczenia Emerytalnego – IKZE – odkładający w jego ramach zapłacą podatek w zmniejszonej wysokości 10 proc. W międzyczasie istnieje możliwość corocznego odliczenia kwoty wpłat od podatku. Zgodnie z nowymi zasadami obowiązującymi od połowy stycznia br. maksymalny limit wpłat na IKZE w 2014 r. to 4495,20 zł.

Samochody jak Veturilo. System wypożyczalni Car2go może ruszyć w Warszawie jeszcze w tym roku

CEO Magazyn Polska

System Car2go, podobny do systemu wypożyczalni rowerów Veturilo, chce na warszawskie ulice wprowadzić Mercedes. Niewykluczone, że możliwość wypożyczenia auta na krótki czas pojawi się już w listopadzie tego roku. Trwają rozmowy z miastem. Dotyczą m.in. możliwości bezpłatnego parkowania i poruszania się buspasami.

 – Jest to system podobny do Veturilo, ale nie są to rowery, a samochody  marki Smart, które mają 2,5 metra długości. Będzie je można za pomocą aplikacji na smartfonie zlokalizować, bez żadnego problemu wypożyczyć i zostawić gdziekolwiek. To jest zaleta w stosunku do systemu Veturilo, że nie trzeba będzie ich dokować w konkretnym miejscu – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ewa Łabno-Falęcka, dyrektor public relations Mercedes Benz Polska. – W tej chwili są prowadzone rozmowy z władzami Warszawy, ponieważ te auta mają parkować bezpłatnie i będą mogły jeździć buspasami.

Usługa polegająca na krótkoterminowym wynajmie konwencjonalnych lub elektrycznych samochodów miejskich zyskuje na popularności na całym świecie. Jak wynika z badań amerykańskiego think-tanku Navigant Research, w połowie 2013 r. na całym świecie było ok. 2,3 mln użytkowników takich systemów. Badacze przewidują, że do 2020 r. ich liczba wzrośnie do 12 mln.

Car2go jest spółką należąca w całości do Daimler AG, właściciela Mercedesa. System działa w 25 miastach na całym świecie i ma ponad 500 tys. użytkowników. Spółka nalicza opłaty minutowo i umożliwia wynajem samochodu na trasę w jedną stronę. Największy oddział Car2go znajduje się w Berlinie, gdzie w systemie jest ok. 1,2 tys. pojazdów. Podobne systemy działają również w innych dużych miastach, np.: w Paryżu, Londynie czy Oslo.

Z myślą o jeździe w mieście Mercedes stopniowo poszerza ofertę aut ekologicznych. Jednak sprzedaż samochodów hybrydowych i elektrycznych dopiero się w Polsce rozwija.

 – Do 2020 roku właściwie każdy model naszych samochodów będzie miał wersję hybrydową. Mamy taką wersję klasy S 500 Plug-in Hybrid [ładowana z gniazdka – red.]. Mamy również samochody elektryczne to już jest trzecia generacja Smarta. Można powiedzieć, że to nie jest bajka o przyszłości, te samochody już są – przekonuje Łabno-Falęcka. Zauważa jednak: – Niestety takich aut sprzedało się niewiele, i wydaje mi się że nie tutaj leżą największe możliwości.

Barierą w rozwoju pojazdów elektrycznych jest ich cena, która jest znacznie wyższa od cen innych typów aut. Również osoby zainteresowane hybrydą muszą liczyć się z dodatkowymi kosztami. Dyrektor PR w Mercedesie podkreśla, że nowe pojazdy o napędzie konwencjonalnym są znacznie tańsze, a ich spalanie jest również na bardzo niskim poziomie.

Zimowy urlop nad morzem coraz popularniejszy. Wszystko przez brak śniegu

CEO Magazyn Polska

Brak śniegu w tym sezonie nie powstrzymał Polaków przed zimowymi wyjazdami. Nie rezygnowali z wyjazdu do górskich miejscowości, a dodatkowo dużą popularnością cieszyły się nadmorskie kurorty. Turystów przyciągają tam ścieżki rekreacyjne i apartamenty z dostępem do saun, jacuzzi, basenów czy klubów fitness. 

 – W większości przypadków brak śniegu ma duże znaczenie, bo zimą goście dokonują rezerwacji przede wszystkim ze względu na pogodę panującą za oknem. Jednak większość rezerwacji dokonanych u nas utrzymywała się mimo braku śniegu i tego, że goście musieli zostawić deski czy narty w domu. Nie obniżaliśmy więc cen – utrzymały się na poziomie pierwotnie założonym – mówi Regina Juźko z działu rezerwacji Sun & Snow.

Ceny wynajmu apartamentów w polskich miejscowościach zimą 2014 roku w zasadzie nie zmieniły się w porównaniu do roku ubiegłego. Koszt wynajęcia dwupokojowego apartamentu w górskim kurorcie wyniósł między 220 a 300 zł za dobę, a trzypokojowego – od 330 do 400 zł za dobę. Ceny nad morzem były niższe i za dwupokojowy lokal wyniosły od 130 do 200 zł za dobę, a za trzypokojowy od 190 do 260 zł.

Sun & Snow, firma zarządzająca wynajmem apartamentów w popularnych miejscowościach wakacyjnych i dużych miastach, odnotowała wzrost w sezonie zimowym, mimo nieprzychylnej pogody. 

 – Sprzedaż oferty w górach na styczeń i luty wzrosła średnio o 60 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. W większości były to rezerwacje dokonywane z dużym wyprzedzeniem, także przez rodziny z dziećmi, które stosunkowo wcześnie muszą planować pobyt – Regina Juźko podsumowuje sezon zimowy.

Polacy decydują się na zimowe wyjazdy nie tylko w góry, lecz także do miejscowości wypoczynkowych w innych częściach Polski.

 – Mieliśmy bardzo duże zainteresowanie wypoczynkiem nad morzem – odnotowaliśmy tutaj około 200-proc. wzrost zysków ze sprzedaży noclegów w porównaniu do ubiegłego roku. Widać, że Polacy chcą spędzać ferie w dość nietypowy sposób. I często były to tak zwane rezerwacje spontaniczne, dokonywane z małym wyprzedzeniem – mówi Regina Juźko. 

Wśród nadmorskich kurortów największym zainteresowaniem cieszyły się: Trójmiasto, Kołobrzeg, Międzyzdroje i Świnoujście, i podobnie było w roku ubiegłym.

 – Polskie wybrzeże oferuje wiele atrakcji – mnóstwo ścieżek spacerowych, nordic walking oraz apartamenty zlokalizowane w tak zwanych obiektach hotelowych, gdzie goście mają bezpośredni dostęp do sauny, jacuzzi, basenów, fitness i siłowni. To jest dodatkowym atutem, który skłania gości do rozważenia pobytów nad morzem – uważa Regina Juźko.

Pogoda znowu krzyżuje plany producentom obuwia. CCC spodziewa się straty w I kwartale

CEO Magazyn Polska

Jak wynika z szacunków CCC, spółka pierwszy kwartał prawdopodobnie zakończy ze stratą, choć nie będzie ona tak znacząca jak przed rokiem. Firma straciła wówczas 40 mln zł, głównie z powodu przedłużającej się zimy, która zniechęciła klientów do kupowania butów przejściowych. W tym roku ze względu na ciepłą pogodę w sklepach szybciej pojawi się kolekcja wiosenna.

 – W tym roku znacznie wcześniej wejdziemy ze sprzedażą obuwia wiosennego i można spodziewać się mniejszej straty w pierwszym kwartale. Niemniej jednak nie unikniemy jej – tak wskazują wszystkie nasze szacunki. Natomiast nie będzie to strata rzędu 40 mln złotych jak przed rokiem – to było zbyt dużo, żeby to potem nadgonić – podkreśla Dariusz Miłek, prezes CCC SA

Brak typowej wiosny i ciepła końcówka roku pogorszył wyniki finansowe spółki za 2013 rok. Mimo to firma zarobiła 132 mln zł netto, a jej kapitalizacja wzrosła do niemal 5 mld zł. 

 – Budujemy powoli silną pozycję na rynkach zagranicznych i umacniamy firmę w Polsce, sprzedajemy coraz więcej par butów. Nie jesteśmy do końca zadowoleni z wyników finansowych. Liczyliśmy na coś więcej, ale skoro nie mieliśmy wiosny, nie handlowaliśmy butami przejściowym, więc wyniki pierwszego kwartału były bardzo słabe – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Biznes Dariusz Miłek.

Celem na ten rok jest umocnienie się na nowych rynkach, czyli w: Austrii, Niemczech, Turcji, Słowenii i Chorwacji. Prezes CCC podkreśla, że wyniki sprzedaży są satysfakcjonujące.  

 – Czechy, Słowacja, Węgry – to są rynki nasycone przez nas. Będzie mała kosmetyka w kilku lokalizacjach, kilka wymian, kilka powiększeń. Będziemy wchodzili na rynki, które otworzyliśmy w drugim półroczu 2013 roku, czyli do: Turcji, Austrii, Słowenii, Chorwacji i Niemiec – zapowiada Miłek. – O ile w Polsce być może dojdziemy do 20 proc. rynku w przyszłości, o tyle na rynkach zachodnich nigdy nie osiągniemy takiej skali. Jeżeli będziemy posiadać niecałe 10 proc. rynku, to będziemy bardzo zadowoleni.

Zgodnie z opublikowanymi w ubiegłym tygodniu skonsolidowanymi wynikami finansowymi za czwarty kwartał, CCC zarobiło w całym 2013 r. 132 mln zł netto. To o prawie jedną czwartą lepszy wynik niż w 2012 r., kiedy zysk netto wyniósł 106 mln zł. Ubiegły rok był dla CCC okresem dużych zmian oraz ekspansji. Firma otworzyła oddziały w pięciu nowych krajach, ale też zamknęła ok. 125 nierentownych sklepów. Miłek dodaje, że marża w 2013 r. nie była zadowalająca z uwagi na wahania kursów walut. Liczy jednak, że w tym roku zarówno kursy, jak i pogoda będą bardziej sprzyjające producentom butów.

Podkreśla, że CCC nie chce przyciągać tylko niską ceną, a nawet przyznaje, że na rynku są tańsi gracze. Wynika to z tego, że niska cena kojarzyła się klientom ze słabą jakością i firma chce od tego skojarzenia odejść. Według Miłka dobre wyniki sprzedażowe udaje się osiągać dzięki lokalizacjom sklepów oraz sposobem zarządzania nimi. Personel oraz logistyka dostaw również mają swój udział w zwiększaniu przychodów.

W ocenie prezesa CCC w tym roku ceny nie powinny wzrosnąć, choć niepewność wiąże się z wahaniami kursów walut. Szczególnie istotne dla spółki są kursy euro i dolara z uwagi na to, że wiele produktów powstaje w fabrykach w Indiach i Bangladeszu. Dlatego Miłek przewiduje, że jeśli ceny wzrosną, to jedynie z uwagi na kursy walut i koszty pracy, a to dotknie w równym stopniu wszystkich producentów obuwia.