Prezes UOKiK odwołana

Premier Donald Tusk w poniedziałek odwołał ze stanowiska Prezes UOKiK Małgorzatę Krasnodębską-Tomkiel

Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel od 4 czerwca 2008 roku pełniła funkcję Prezesa UOKiK. Z Urzędem związana jest od 1998 roku. Do kompetencji Prezes UOKiK należało kształtowanie polityki antymonopolowej oraz polityki ochrony konsumentów, m.in. zainicjowała i nadzorowała prace nad nowelizacją ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

Do czasu powołania następcy, Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel będzie pełnić obowiązki Prezesa Urzędu.

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest centralnym organem administracji państwowej. Odpowiada bezpośrednio przed Prezesem Rady Ministrów. Powoływany jest przez niego spośród osób wyłonionych w drodze otwartego i konkurencyjnego naboru. Do kompetencji Prezesa UOKiK należy kształtowanie polityki antymonopolowej oraz polityki ochrony konsumentów.

Raport nt. rekrutacji w bankach: Generation Why

Młodzi ludzie na całym świecie oczekują od pracodawcy nie tylko dobrych zarobków, ale przede wszystkim możliwości rozwoju. A w życiu najważniejsza jest dla nich równowaga pomiędzy pracą, a sferą prywatną. Tego ich zdaniem obecnie nie gwarantują banki, które są coraz mniej popularnym miejscem zatrudnienia. Jak wynika z globalnego raportu firmy doradczej Deloitte „Generation why? Attracting the bankers of the future” od 2008 roku bankowość spadła o pięć miejsc w badaniu najbardziej atrakcyjnych i wymarzonych miejsc pracy. Dlatego zdaniem ekspertów Deloitte banki, jeśli chcą przyciągnąć najlepszych absolwentów, muszą zmienić swoje podejście do rekrutacji i rozwoju kariery.

Coroczne badanie dla Deloitte przeprowadziła międzynarodowa firma Universum, która przepytała 108 tys. studentów kierunków ekonomicznych z 1.350 uniwersytetów z całego świata. Na podstawie przeprowadzanych badań powstał ranking stu najbardziej pożądanych miejsc pracy.

Spośród odpowiedzi, firma Deloitte wybrała i przeanalizowała 32 tys. ankiet osób, które marzą o pracy w bankowości. Banki spadły z 30. (2008 r.) na obecne 35. miejsce (uśrednione odpowiedzi). W krajach rozwijających się bankowość znalazła się na 30., a w krajach rozwiniętych na 38. pozycji. Kariera bankowa największą popularnością cieszy się wśród studentów pochodzących z RPA, a w najmniejszym stopniu są nią zainteresowani młodzi Niemcy. „Ta sytuacja jest w znacznej części skutkiem kryzysu finansowego, a co za tym idzie ogólnego spadku zaufania do instytucji finansowych. Ucierpiał więc także wizerunek banku jako potencjalnego pracodawcy. Dodatkowo na przestrzeni ostatnich lat wymagania młodych ludzi znacznie się zmieniły. Tych zjawisk nie dostrzegają jeszcze menedżerowie działów HR i właściciele banków” – tłumaczy Zbigniew Szczerbetka, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Europie Środkowej, Deloitte.

Ranking przedstawia atrakcyjność pracy w danym sektorze. Studenci mieli wskazać pięciu najbardziej pożądanych pracodawców z przygotowanej wcześniej listy 100 firm. Wykres przedstawia odpowiedzi tylko tych studentów, którzy wśród swoich odpowiedzi wskazali przynajmniej jeden bank.

Na liście stu najbardziej pożądanych pracodawców, bankowość średnio plasuje się na 35. Miejscu i jest drugim po audycie i rachunkowości, co do popularności sektorem. Trzecie miejsce zajął sektor informatyczny.

Młodzi ludzie oczekują dynamicznego i kreatywnego miejsca pracy, ale nie sądzą, że znajdą je właśnie w bankach. Mniej niż 40 proc. z nich wiąże te cechy z instytucjami bankowymi. Tymczasem nowoczesne banki proponują swoim pracownikom nowatorskie i unikatowe programy szkoleniowe, ale prawdopodobnie ten aspekt jest zbyt słabo wewnętrznie promowany i podkreślany podczas rekrutacji. Studenci nie spodziewają się także zindywidualizowanego podejścia do ich pracy oraz wsparcia ze strony bankowych menedżerów, tj. swoich przełożonych.

Największa rozbieżność pomiędzy ich oczekiwaniami a skojarzeniami dotyczy bezpieczeństwa/pewności zatrudnienia i przyjaznej atmosfery pracy (job security and friendlines in the workplace). Najlepiej pod tym względem postrzegane są banki inwestycyjne.

Studentom bankowość kojarzy się najczęściej z dużymi pieniędzmi, prestiżem oraz ze smakiem sukcesu, ale wbrew pozorom nie zawsze są to cechy pożądane przez nich samych. Studenci przede wszystkim chcą zachować równowagę pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym – ale także w tym aspekcie nie spodziewają się, że umożliwi im to bank. Ta tendencja widoczna jest w badaniu już od lat. Ważniejszą od dobrych zarobków jest dla nich możliwość zdobycia doświadczenia i rozwoju, a także pewność zatrudnienia. Od 2008 roku spada zainteresowanie międzynarodową karierą oraz osiągnięciem stanowiska menedżerskiego.

Młodzi ludzie postrzegają bankowość jako konserwatywną i zachowawczą branżę. Według 65 proc. studentów banki nie respektują równości płci, a wg 74 proc. nie uznają mniejszości narodowych. Tak niekorzystne wrażenie sprawia, że mniej kobiet niż mężczyzn widzi banki jako swoje miejsce pracy.

Te wszystkie negatywne, często niesprawiedliwe opinie na temat bankowości sprawiają, że studenci kierunków ekonomicznych nie zamierzają wiązać całego swojego życia zawodowego z tym sektorem, traktując go raczej jako krótki przystanek na drodze do dalszej kariery. Aż 85 proc. studentów, dla których pierwszą pracą byłby bank, gotowych jest go porzucić już po pięciu latach, a sześciu na dziesięciu respondentów nawet już po trzech latach. Tylko co dziesiąty student jest skłonny spędzić w pierwszym miejscu pracy co najmniej dziesięć lat. „Jest to cecha charakterystyczna dla całego pokolenia ludzi urodzonych w latach 90-tych. Z drugiej jednak strony, takie podejście pokolenia Y powinno stanowić dla pracodawców ostrzeżenie. Pomimo zainwestowanych w millenialsów środków i czasu, nie czują się oni przywiązani do swojego miejsca pracy i są nieustannie gotowi aby iść dalej. Banki muszą zwracać na to większą uwagę i oferować im coś więcej poza comiesięczną pensją. W odniesieniu do tej konkretnie grupy pracowników więcej elastyczności może zaowocować większą lojalnością” – mówi Małgorzata Wnęk-Kolaska, Starszy Menedżer w dziale konsultingu, Lider Zespołu Doradztwa w Zakresie Zarządzania Kapitałem Ludzkim Human Capital, Deloitte.

Co w takim razie jeszcze powinny zrobić banki, aby przyciągnąć do siebie najbardziej wartościowe talenty? Z oczywistych względów nie mogą całkowicie zmienić swojego charakteru poważnych instytucji finansowych. Powinny również zadbać o swój wizerunek jako dbających o ekologię, odpowiedzialnych społecznie i etycznych organizacji. ”Banki czeka wiele zmian, które dotyczą także rekrutacji i ścieżek kariery. Jeśli przy coraz większym zaawansowaniu technologicznym chcą nadal zatrudniać najlepszych ludzi muszą przedstawić nową wizję i nowe cele oraz zgodny z nimi model biznesowy”– podsumowuje Zbigniew Szczerbetka.

Informacje o raporcie i badaniu:

Publikacja pt. „Generation why? Attracting the bankers of the future” jest corocznym raportem z cyklu Deloitte Talent in Banking Survey. Badanie zostało opublikowane w październiku 2013 r.
Badanie objęło swoim zasięgiem 15 (najważniejszych z punktu widzenia bankowości) rynków na świecie: Brazylia, Kanada, USA, Chiny, Indie, Japonia, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Rosja, Afryka Południowa, Hiszpania, Szwajcaria oraz Wielka Brytania.

BNP Paribas Real Estate na temat inwestowania na polskim rynku nieruchomości

Międzynarodowi analitycy biznesowi podkreślają stabilność polskiej gospodarki. Szczególnymi atutami Polski są wielkość lokalnego rynku zbytu oraz dostępność wysoko wykwalifikowanych pracowników. Czynniki te mają swoje odzwierciedlenie w liczbach: przygotowany przez dziennik The Financial Times FDI Report 2013 plasuje Polskę na 6 miejscu w Europie pod względem atrakcyjności dla bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

Polska gospodarka okazała się być względnie odporną na globalny kryzys rynków finansowych. Polska jest również największym beneficjentem środków z funduszy unijnych, co pozytywnie wpływa na jej gospodarczy rozwój. Obserwujemy również stabilny wzrost zasobności portfeli polskich obywateli – w 2004 roku produkt krajowy brutto w Polsce wynosił 50% średniej unijnej w przeliczeniu na jednego mieszkańca. W 2012 roku było to już 66% unijnej średniej – mówi Maciej Górski, Doradca Zarządu Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych S.A.

Polska, którą zamieszkuje ponad 38 milionów mieszkańców jest największą gospodarką w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Wraz z rozwojem gospodarki rozwija się także rynek nieruchomości komercyjnych, który wyprzedza pozostałe kraje Europy Środkowej i Wschodniej pod względem wielkości podaży powierzchni we wszystkich sektorach tego rynku.

Ze względu na wielkość Polski dynamicznie rozwija się rynek powierzchni handlowych. W ciągu dwóch dekad wolumen powierzchni handlowych osiągnął poziom 12,2 miliona mkw. na koniec 2013 roku. Pod względem ilości powierzchni handlowych dominuje 8 największych polskich aglomeracji. Znajduje się w nich 55% z istniejących powierzchni handlowych. Wolumen powierzchni biurowych w głównych polskich miastach osiągnął poziom 7 milionów mkw. 65% z tych powierzchni zlokalizowanych jest w Warszawie. Wolumen powierzchni magazynowych i logistycznych znajdujących się w Polsce wynosi 7,5 miliona mkw. – mówi Del Chandler, Dyrektor Zarządzający Działem Rynków Kapitałowych na Region Europy Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate. Polska jest liderem w Europie Środkowo-Wschodniej jeżeli chodzi o wysokość zainwestowanego kapitału, płynność oraz dostępność kredytów inwestycyjnych. Wolumen inwestycyjny w roku 2012 osiągnął poziom 2,5 miliarda euro. W połowie 2013 roku wartość wolumenu wyniosła 907 milionów euro, aby na koniec roku przekroczyć wartość 3 miliardów euro. To najlepszy rezultat od 2006 roku, kiedy wolumen transakcji inwestycyjnych osiągnął poziom 4,6 miliarda euro – podkreśla Del Chandler.

Stopy kapitalizacji w Polsce ciągle są wyższe niż w krajach Europy Zachodniej o 2-3 punkty bazowe w przypadku kluczowych nieruchomości. W Polsce znajduje się również wiele nieruchomości znajdujących się w mniej kluczowych lokalizacjach, a które mogą stanowić atrakcyjną możliwość inwestycyjną dla inwestorów, którzy poszukują wyjątkowych okazji na rynku. – podsumowuje Del Chandler.

Polski rynek nieruchomości to już rynek dojrzały, wymagający. Inwestorzy doceniają stabilność tego rynku – także w wymiarze regulacji prawnych, ale wymagają też specjalistycznej wiedzy eksperckiej. Doradztwo na tym rynku (zarówno prawne, podatkowe, ale i komercyjne czy techniczne) cechuje wysoki stopień specjalizacji, odpowiadający potrzebom inwestorów – wskazuje Monika Sitowicz, partner w Dziale Nieruchomości kancelarii Dentons. Inwestorzy decydują o danej inwestycji uwzględniając także aspekty podatkowe, w tym koszty wyjścia z inwestycji. Odpowiednia struktura inwestycji w Polsce wciąż zapewnia jej atrakcyjność i efektywność podatkową – dodaje Tomasz Krasowski, Counsel w Dziale Podatków kancelarii Dentons.

Przewodnik Investing in Poland ukazuje możliwości kreowane przez polski rynek nieruchomości komercyjnych dla inwestorów oraz dostarcza wiedzy na temat specyfiki rynków największych polskich miast. Przewodnik zawiera również informacje na temat prawnych i podatkowych aspektów prowadzenia inwestycji w Polsce. Publikacja została przygotowana przez ekspertów z BNP Paribas Real Estate, wiodącej firmy doradczej na rynku nieruchomości w Europie, we współpracy z prawnikami kancelarii Dentons oraz w porozumieniu z Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ).

Twórca Facebooka na szczycie listy najhojniejszych filantropów 2013 roku

Mark Zuckerberg wraz ze swoją żona Priscillą Chan przekazał on na cele charytatywne 18 milionów akcji portalu, których wartość szacuje się na ponad 970 milionów dolarów.

O darowiznach małżeństwa Zuckerberów głośno było już wcześniej. Najmłodszy amerykański miliarder, który swoją fortunę zawdzięcza właśnie Facebookowi, w grudniu 2012 roku przekazał organizacji Silicon Valley Community Foundation kilkanaście milionów akcji. Wartość tej darowizny była jednak wyceniana znacznie niżej. Mówiło się wówczas o wsparciu w wysokości około pół miliarda dolarów.

Zdecydowany wpływ na szacowane wartości filantropijnych gestów Zuckerberga ma giełdowa wartość Facebooka. Po trudnym i kontrowersyjnym debiucie giełdowym w maju 2012 roku, przyszły miesiące marazmu. Ostatni rok był jednak dla tego najpopularniejszego portalu społecznościowego na świecie czasem ogromnych wzrostów. Wartość akcji, których właścicielem jest Zuckerber, wzrosła dwukrotnie.

Ciekawostką jest także fakt, że w 2010 roku właściciel Facebooka podpisał Giving Pledge – przysięgę, na mocy której zobowiązał się do przekazania połowy swojego majątku na cele charytatywne. Dzięki temu z giełdowych sukcesów portalu korzystać mogą nie tylko jego akcjonariusze i pracownicy.

Zestawienie obejmujące najhojniejszych amerykańskich darczyńców roku 2013, stworzone zostało przez dwutygodnik „Chronicle of Philanthropy”. Zdaniem dziennikarki Stacy Palmer, ogromne znaczenie ma fakt, że duża ilość pieniędzy pochodzi od ofiarodawców żyjących. Większość darczyńców, którzy znaleźli się w pięćdziesiątce, wpłaciła na cele charytatywne minimum 50 milionów dolarów. Za Zuckerbergiem znalazły się między innymi takie postacie jak szef firmy Nike Philip Knight, burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg oraz współzałożyciel Microsoftu Bill Gates. Część darczyńców nie została ujęta w zestawieniu mimo przekazania ogromnych sum. Wynika to z faktu, iż ich darowizny były częścią zobowiązań z lat ubiegłych.

Pieniądze Zuckerberga wsparły organizację non profit z Doliny Krzemowej. Fundacja ta przekazuje gromadzone środki na rozmaite cele charytatywne na całym świecie. W roku ubiegłym pomogła ona finansowo ponad 10 tysiącom projektów w kilkudziesięciu krajach. Wśród wspieranych inicjatyw znalazła się między innymi edukacja ekonomiczna i integracja imigrantów.

Znacząca ilość osób na filantropijną działalność Zuckerberga spojrzy na pewno przez pryzmat Public Relations. Nie da się ukryć, takie działanie zawsze ma ogromną skuteczność w kwestii promocji wizerunku. Nie dziwi więc ono w obliczu krytyki Facebooka i środków jakimi dysponuje jego twórca – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant Grupa365NET – Może jednak warto zrezygnować z analizy ewentualnych intencji ofiarodawcy. Najistotniejszy pozostanie wówczas fakt, że miliony związane z Facebookiem służą także szczytnym celom.

Dodatkowe koszty przy zakupie mieszkania

Od 1 stycznia 2014 roku nie ma już możliwości uzyskania kredytu na 100% wartości nieruchomości. Każdy, kto będzie starał się o kredyt w tym roku, jest zobowiązany do wniesienia co najmniej 5% wkładu własnego. W praktyce jednak na zakup własnego „m” potrzeba znacznie więcej środków niż tylko 5%. Na co jeszcze trzeba mieć zgromadzony kapitał? Między innymi na pokrycie kosztów zakupu mieszania, kosztów bankowych związanych z zaciągnięciem kredytu oraz na wszelkie koszty związane z wykończeniem mieszkania, które stanie się naszą własnością. Jak sobie z tym poradzić? Z jednej strony należy bardziej krytycznym okiem spojrzeć na swoją zdolność kredytową, a z drugiej dokładnie przeliczyć czekające nas koszty.

Dla przykładu – przy zakupie mieszkania o wartości około 300 000 złotych i wymaganym obecnie przez bank minimalnym wkładzie stanowiącym i 5% wartości mieszkania – należy dysponować środkami w wysokości 15 000 złotych. Jest to kwota, którą musimy wnieść jako wkład własny. Choć w stosunku do ceny mieszkania kwota ta wydaje się niewielka, ale… Czy to już wszystkie koszty jakie jesteśmy zobowiązani uiścić kupując mieszkanie? Niestety nie.

Koszty transakcyjne

Kupując mieszkanie na rynku pierwotnym musimy wnieść kilka opłat związanych z zakupem mieszkania. Pierwszy koszt to opłata notarialna, która przy wartości mieszkania 300 000 złotych może wynieść około 1 700 złotych. W tej kwocie mieści się wynagrodzenie dla notariusza, powiększone o podatek VAT oraz opłata sądowa. Wysokość maksymalnych stawek taksy notarialnej określa rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 23 stycznia 2013 roku. Notariusze zazwyczaj stosują maksymalne stawki, natomiast zawsze można próbować negocjacji…. Kolejny koszt, którego nie ominiemy to założenie księgi wieczystej plus wpis właścicielski co daje łącznie kwotę 260 złotych. Niezbędny nam też będzie odpis aktu notarialnego, który jest dodatkowo płatny. Akt notarialny ma przeważnie kilka – kilkanaście stron, a każda strona to koszt rzędu 10 złotych. Jednostkowo niedużo, ale z reguły potrzebujemy 2 – 3 odpisów – dla siebie, do banku, do sądu.

Koszty bankowe

Idźmy dalej czyli do banku. Jeżeli kupujemy mieszkanie na kredyt pamiętajmy o prowizji, którą pobiera bank za udzielenie kredytu. Waha się ona pomiędzy 1% a 3% w zależności od banku, aktualnych promocji a czasem nawet od… naszej zdolności kredytowej. W wielu przypadkach banki kwotę prowizji dokładają do ogólnej wartości udzielonego kredytu, ale nie jest to regułą. Dlatego warto upewnić się jakie zasady obowiązują w naszym banku, aby nie okazało się, że będziemy musieli wpłacić dodatkowo kilka tysięcy złotych na prowizję bankową.

Dodatkowo, banki oczekują, że kredyt będzie spłacany z rachunku prowadzonego w banku udzielającym kredytu. W znakomitej większości przypadków jest to konto bezpłatne, o charakterze „technicznym” – służące jedynie do pobierania raty kredytu. Warto jednak sprawdzić czy bank, w którym planujemy zaciągnięcie zobowiązania hipotecznego nie obciąży nas również kosztami prowadzenia rachunku.

Koszty ubezpieczeń

Do ogólnych kosztów kredytu dochodzą także koszty dodatkowych ubezpieczeń, które należy wykupić finansując zakup mieszkania właśnie z kredytu hipotecznego.

Pierwsze ubezpieczenie, którego będzie od nas wymagał bank to ubezpieczenie pomostowe. Od momentu wypłaty kredytu do chwili uprawomocnienia się wpisu hipoteki na rzecz banku, kredyt nie jest zabezpieczony (nie ma pokrycia w nieruchomości, która nie jest jeszcze prawnie własnością kredytobiorcy). Kupując mieszkanie w bloku, który jest już wybudowany okres przejściowy trwa niedługo. Jednak kiedy kupujemy mieszkanie, które na razie jest „dziurą w ziemi” liczyć się musimy z dodatkową opłatą przez kilka czy kilkanaście miesięcy.

Bank może również wymagać wykupu ubezpieczenia tzw. niskiego wkładu własnego. Wysokość wkładu własnego jest ustalana indywidualnie przez każdy bank. Minimalnie będzie to 5%, ale tak jak do tej pory bank może uznać, że wkład własny powinien wynieść 20% wartości kredytu. W przypadku kiedy nie dysponujemy taką kwotą i staramy się o kredyt na 95% wartości mieszkania musimy liczyć się na wykupieniu ubezpieczenia niskiego wkładu od ‘brakujących’ nam 15%. Ubezpieczenie należy zapłacić za 3, 4 bądź 5 lat z góry. Jeżeli po tym czasie nadal nie zostanie uzupełniona różnica, bank naliczy opłaty za kolejny okres i jest pobierany w postaci podwyższonej marży.

To jeszcze nie wszystko. Bank może również wymagać od kredytobiorcy ubezpieczenia na życie a także ubezpieczenia od utraty pracy. Żadne z nich nie jest obowiązkowe, lecz wybrane banki mogą w umowie zawrzeć punkt mówiący, że jest to jeden z warunków udzielenia kredytu. Ostatnie z wymaganych przez bank ubezpieczeń to ubezpieczenie nieruchomości od ognia i innych zdarzeń losowych. Jest ono obowiązkowe a jego koszt może wynieść od kilku złotych miesięcznie do nawet kilkuset. Pamiętajmy jednak, że niezależnie od wszystkich okoliczności posiadane nieruchomości należy ubezpieczyć. Mamy wtedy większe poczucie bezpieczeństwa.

Koszty wykończenia

Odebraliśmy klucze, mamy wreszcie swoje, wymarzone mieszkanie i… gołe ściany, betonowe podłogi, brak drzwi wewnętrznych, pustą kuchnię, łazienkę. Dużo pracy i wydatków dopiero przed nami. To moment kiedy okazuje się, że te wszystkie do teraz poniesione koszty były tylko częścią tego co jeszcze należy zainwestować w nasze „m”. Szukając na różnych portalach budowlanych możemy przeczytać, że średni koszt wykończenia mieszkania stanowi minimum 10% jego wartości – czyli przy naszym wyniesie on około 30 000 złotych.

Trudne życie polskiego przedsiębiorcy

Któż nie marzy o założeniu własnej działalności gospodarczej? Wiele osób ma pomysł na biznes, który mógłby być spełnieniem życiowych aspiracji i żyłą złota. Niestety, często na marzeniach się kończy. Rozpoczęcie własnego biznesu to zmagania z biurokracją i urzędami.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców już po raz trzeci opublikował „Raport dotyczący warunków prowadzenia firm w Polsce”. Jego głównym celem jest ukazanie problemów związanych z opodatkowaniem i kosztami pracy oraz sądownictwem i biurokracją, które stanowią największe bariery rozwoju przedsiębiorczości w Polsce. Raport stworzony został na podstawie międzynarodowych rankingów – dzięki temu możliwe było obiektywne porównanie Polski z innymi krajami w Europie i na świecie.

Chociaż w większości rankingów Polska objęła wyższe pozycje niż przed rokiem, to przedstawiciele ZPP zwracają uwagę na zbyt powolne zmiany. Jak można przeczytać w raporcie „W szczególnie trudnej sytuacji są małe i średnie firmy, które system zmusza do zatrudnienia rzeszy doradców, księgowych, pracowników administracyjnych itp. Tym samym znacznie pogarsza ich zdolności konkurencyjne oraz rozwojowe”. Mariusz Pawlak, główny ekonomista ZPP podkreśla „Jest jedna główna zasada: koncentruj się na przychodach i kontroluj mocno koszty. Niestety obecnie największym problemem są koszty prowadzenia działalności, czyli koszty biurokratyczne oraz koszty pracy, które są bardzo wysokie.”

Według raportu Banku Światowego, polska gospodarka na przestrzeni ośmiu lat reformuje się najszybciej. Szczególną poprawę zauważono w trzech obszarach: uzyskiwania pozwoleń budowlanych, zakładania firm oraz rejestrowania własności.

Jednym z największych problemów jest skomplikowany i mało wydajny system podatkowy. Według wyliczeń Banku Światowego polscy przedsiębiorcy poświęcają rocznie 286 godzin na dokonanie płatności podatkowych. Stawia to Polskę na 113 pozycji spośród 189 krajów. Problemem jest ograniczona możliwość płacenia podatku ryczałtowego, bez konieczności prowadzenia księgowości. Jest to szczególnie ważne dla mikroprzedsiębiorstw, które stanowią w Polsce prawie 97% wszystkich firm, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej wynosi 93%. Według autorów raportu świadczy to o barierach, które utrudniają przechodzenie polskim firmom na wyższy poziom rozwoju.

Istotną kwestią jest też wysokość podatku VAT, który jest jednym z najwyższych w Europie. Niejasne są zasady jego odprowadzania oraz klasyfikacja towarów i usług. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że pozytywnie ocenione zostały ostatnie zmiany dotyczące przepisów rozliczania podatku VAT. Obowiązek podatkowy powstaje z dniem otrzymania całości lub części zapłaty, a nie – tak jak dotychczas – w momencie wystawienia faktury.

Zmorą polskich przedsiębiorców niezmiennie jest biurokracja. Rozpoczynanie biznesu trwa długo i jest bardzo kosztowne. Często zdarza się, że te same dane czy informacje przedsiębiorcy muszą przekazywać do różnych organów. Co zrobić, by było lepiej? Przede wszystkim musi nastąpić redukcja obciążeń administracyjnych oraz uproszczenie obowiązujących przepisów. „Obecnie istnieje 6.712 obowiązków informacyjnych, które przedsiębiorca ma wobec państwa. Ministerstwo Finansów zlikwidowało w tym roku tylko 8 z nich” – podsumowuje Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.

Jednak z raportu wynikają również pozytywne wnioski. Są trzy obszary, które zostały szczególnie docenione: handel, łatwiejsze uzyskiwanie pozwoleń oraz deregulacja wielu zawodów. „Jest lepiej niż przez ostatnie lata. Nie są to jednak zmiany systemowe i nie spowodują, że Polska będzie liderem Europy Środkowej lub jednym z bardziej dynamicznych państw, jeżeli chodzi o gospodarkę” – podsumowuje Marcin Nowacki, dyrektor ds. relacji publicznych Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Rezultaty nie są złe. W większości rankingów pozytywnie oceniono zmiany zachodzące w Polsce. Jednak przed nami jeszcze długa droga, zanim zaczniemy konkurować z najsilniejszymi gospodarkami w Europie.

GDDKiA: Na drogi trafi nawet 40 mld zł z polskiego budżetu do 2020 r. Unia da drugie tyle

Polska wyda nawet ponad 40 mld zł z własnych środków w ciągu najbliższych 5-6 lat na budowę dróg. Do tego dojdzie ponad 11 mld euro, czyli ok. 45 mld zł ze środków unijnych. Dokończone zostaną przede wszystkim autostrady i drogi ekspresowe, szczególnie te wpisane do unijnej sieci TEN-T.

 – Nowy instrument o nazwie Connecting Europe Facility [Łącząc Europę – red.], z którego będą finansowane inwestycje w Polsce, to jest narzędzie, które pozwoli nam udrożnić korytarze transeuropejskie. Mamy niebagatelną kwotę, bo nie mniejszą niż w poprzedniej perspektywie finansowej, ponad 11 mld euro ze środków unijnych na to, żeby poprawić naszą infrastrukturę drogową – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lech Witecki, generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad. – Jeżeli dodamy do tego nasz wkład własny, krajowy, to będzie kwota około 70-80, a może nawet 90 mld zł, która w ciągu najbliższych 5-6 lat zainwestujemy w nasze drogi.

Zgodnie z unijnymi wytycznymi priorytet w ciągu obecnej perspektywy budżetowej, trwającej do 2020 r., będą miały projekty wpisane na listę Transeuropejskiej Sieci Transportowej TEN-T. W ramach tego programu UE chce skupić się na budowie dziewięciu korytarzy przez teren całej wspólnoty. Przez Polskę przebiegają dwa: Bałtyk-Adriatyk oraz Morze Północne-Bałtyk.

W zakresie dróg na listę tzw. projektów kluczowych TEN-T wpisane są autostrady A1 z Trójmiasta do granicy z Czechami, A2 od Niemiec do Białorusi oraz A4 od Niemiec do Ukrainy. Lista obejmuje również trasy ekspresowe S3 (Świnoujście-Wrocław), S1/S69 (Śląsk-Słowacja), S8/S61 (Warszawa-Litwa), S7 (Gdańsk-Warszawa) oraz S8 (Wrocław-Warszawa).

 – Północ-Południe, Wschód-Zachód to są korytarze, które w niektórych częściach powstały już nawet w 70 proc. – przypomina Witecki. – Autostrady mamy gotowe prawie w 75 proc. Obecne praktycznie wszystkie odcinki  oprócz jednego fragmentu autostrady A1 są w budowie. I zamierzamy dokończyć z nowej perspektywy drogi ekspresowe, te główne ciągi. To jest plan do 2020 roku.

Witecki dodaje, że w poprzedniej perspektywie unijnej udało się zbudować prawie 3 tys. km dróg. Dzięki równie dużym środkom w obecnym budżecie UE jest szansa na osiągnięcie podobnego lub nawet lepszego wyniku.

W Gdańsku ma powstać wielki kompleks petrochemiczny. Decyzja o jego budowie zapadnie pod koniec roku

CEO Magazyn Polska

Ostateczna decyzja w sprawie budowy w Gdańsku wielkiego kompleksu petrochemicznego zapadnie pod koniec roku, prawdopodobnie na przełomie listopada i grudnia. Grupa Lotos i Grupa Azoty, które zaangażowane są w projekt, badają opłacalność inwestycji. Jeśli wyniki analizy potwierdzą wnioski ze wstępnych badań, prace mogą ruszyć na początku 2015 roku. 

 – Myślę, że na przełomie listopada i grudnia będziemy mieli pewność, czy ten projekt dobrze by było uplasować w Polsce – mówi prezes Grupy Lotos Paweł Olechnowicz. – Wstępne analizy wskazują na to, że tak.

Pomysł budowy kompleksu petrochemicznego, zlokalizowanego przy obecnych instalacjach Lotosu i Grupy Azoty na Pomorzu, zrodził się kilka miesięcy temu. W listopadzie 2012 roku spółki podpisały porozumienie dotyczące wykonania wstępnego studium wykonalności, w grudniu ubiegłego roku podjęto decyzję o wykonaniu pełnego studium, tzw. feasibility study. Podpisano wówczas również porozumienie dotyczące powołania spółki celowej, która zajęłaby się realizacją projektu.

Prowadzone analizy mają dać odpowiedź na pytanie, czy projekt będzie bronił się ekonomicznie, to znaczy, czy istnieje gospodarcze uzasadnienie jego realizacji, jakie są możliwości jego sfinansowania i realny termin oddania go do użytku. Obaj partnerzy liczą na to, że uda im się uzyskać finansowe wsparcie dla przedsięwzięcia, którego wartość szacuje się na 12 mld zł. Firmy deklarowały, że chcą się ubiegać o zaangażowanie Polskich Inwestycji Rozwojowych w projekt.

 – Jeżeli wszystkie składowe będą pozytywne, podejmiemy decyzję z właścicielem, czyli z ministrem skarbu państwa, choć projekt jest tak poważny, że jest właściwie projektem rządowym – mówi Olechnowicz agencji informacyjnej Newseria Biznes. – Jeżeli decyzja, związana ze studiem wykonalności będzie „na tak”, przystępujemy do opracowania projektu i rozpoczęcia prac związanych z realizacją inwestycji.

Prace przygotowawcze miałyby ruszyć na początku przyszłego roku. Kompleks miałby zostać oddany do użytku za pięć lat. Zdaniem szefa Lotosu projekt ma duże szanse powodzenia.

Uruchomienie kompleksu petrochemicznego w Gdańsku miałoby przyczynić się do poprawy salda w handlu produktami chemicznymi. W 2012 roku deficyt handlu wyniósł ok. 17 mld zł. W polskich rafineriach jest nadwyżka surowców pochodzących z przerobu ropy naftowej, które idealnie nadają się do produkcji petrochemicznej. Spółki przekonują, że inwestycja będzie w konsekwencji korzystna dla całej gospodarki.

 Chciałbym, żeby taki projekt zaistniał, bo to jest kapitalna część polskiej gospodarki – prezes Lotosu. – Polska jest w regionie Centralnej Europy największym państwem, które rozwija się gospodarczo, dlaczego więc nie mamy być tymi, którzy będą konsolidować pewne sektory przemysłu, szczególnie petrochemii, w którą można zainwestować – przekonuje.

Banki spółdzielcze będą miały większe możliwości kredytowania firm

CEO Magazyn Polska

Bank Polskiej Spółdzielczości zamierza wspierać zrzeszone banki spółdzielcze w organizowaniu konsorcjów kredytowych. Dzięki temu zwiększą się ich możliwości kredytowania firm. Strategia działalności komercyjnej BPS na najbliższe cztery lata zakłada zwiększenie oferty produktowej dla małych i średnich przedsiębiorstw.

 – Banki spółdzielcze w ostatnim okresie znacznie mocniej niż pozostała część bankowości finansowały sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Będziemy ten kierunek kontynuować dzięki współpracy między bankami spółdzielczymi. Tam, gdzie klient jest większy niż możliwości jednego banku spółdzielczego, tam konieczny jest udział Banku BPS i współudział innych banków spółdzielczych, aby tego klienta nie stracić – wyjaśnia Tomasz Mironczuk, prezes Banku Polskiej Spółdzielczości w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Jednym z celów strategii BPS na lata 2014-2017 jest zwiększenie współczynnika wypłacalności do 12 proc., czyli poziomu wymaganego przez nadzór. To może oznaczać mniejszą niż w ostatnich latach dynamikę kredytów. Jednak BPS będzie jednocześnie wspierał zrzeszone w nim banki (363 instytucje, czyli 64 proc. segmentu bankowości spółdzielczej) w organizowaniu konsorcjów, w ramach których kilka banków wspólnie udzieli kredytu jednej firmie.

Zgodnie ze strategią BPS kredyty w ramach konsorcjów mają stanowić 1/3 portfela kredytowego banku.  

Prezes zapewnia, że w kolejnych latach bank poszerzy swoją ofertę produktową dla małych i średnich przedsiębiorstw.

 – Segment MŚP był w ostatnich latach, a zgodnie z prognozami będzie również w najbliższym czasie głównym segmentem rozwijającym polską gospodarkę. Jesteśmy po prostu zgodni z kierunkiem, w którym płynie nasza gospodarka – mówi Mironczuk.

Strategia zakłada, że bank będzie rozwijał ofertę kredytów wspomaganych przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej i Bank Gospodarstwa Krajowego. Poszerzy również ofertę o produkty wspierające korzystanie z OZE, dofinansowywane z funduszy unijnych. Bank zapowiada również zmiany technologiczne, które przyciągną nowych, młodych klientów.

 – Nowa strategia przede wszystkim koncentruje się na segmentach klientowskich i produktach, które mamy tym segmentom dostarczyć. Jesteśmy w trakcie przebudowy narzędzi informatycznych, które udostępniamy i będziemy udostępniać naszym klientom po to, aby pozyskać klienta młodego, perspektywicznego, który wchodzi na rynek, który ma być motorem napędowym polskiej gospodarki – wyjaśnia Tomasz Mironczuk.

Od tego roku banki będą podlegać nowym regulacjom unijnym w zakresie norm płynności i wypłacalności, a bankowość spółdzielcza, aby się do nich dostosować, będzie musiała przekształcić się z obecnego modelu w tzw. zrzeszenie zintegrowane. 

 – Tzw. zrzeszenie zintegrowane umożliwia pokazywanie płynności, jaką realnie bankowość spółdzielcza ma, czyli wysokiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Mironczuk, prezes Banku Polskiej Spółdzielczości.

Nadwyżki finansowe, które banki spółdzielcze lokują w BPS, wynoszą dziś 16 mld zł. Zmiana modelu będzie polegać na wprowadzeniu zintegrowanego modelu sprawozdawczego, co pozwoli wypełnić wymogi ostrożnościowe. Przekształcenia nie powinny mieć jednak wpływu na działalność biznesową banków spółdzielczych.

Grupa BPS zrzesza 363 banki spółdzielcze, które wspólnie obsługują 6 mln klientów i posiadają blisko 3 tys. placówek.

Współpraca przemysłów obronnych państw UE pomogłaby Europie wygrywać z konkurentami z Chin czy Korei

CEO Magazyn Polska

Państwa członkowskie UE powinny współpracować ze sobą w zakresie przemysłu obronnego, przede wszystkim stoczniowego – uważa Patrick Boissier, prezes DCNS. Tylko w ten sposób możliwa będzie konkurencja z przemysłami takich krajów, jak Korea czy Chiny. Podczas gdy rządy państw europejskich tną wydatki na obronność, tym samym zmniejszając zamówienia w europejskich stoczniach, w Azji i na Bliskim Wschodzie ta gałąź przemysłu dynamicznie się rozwija. 

 – Europa nie może sobie pozwolić dłużej na to, by rozwijać równocześnie kilka programów fregat czy okrętów podwodnych. Nie możemy dłużej marnować czasu, próbując przetrwać, konkurując ze sobą. Czas najwyższy, by spróbować znaleźć wspólny sposób, by zapewnić europejskie przywództwo w przemyśle okrętowym – apeluje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Patrick Boissier, prezes zarządu francuskiego koncernu okrętowego DCNS.

Zacieśnienie współpracy w przemyśle obronnym to jeden z celów Trójkąta Weimarskiego, czyli organizacji zrzeszającej Polskę, Niemcy i Francję. Opracowany w grudniu 2010 r. tzw. list weimarski wzywał do wzmocnienia europejskiej polityki bezpieczeństwa i obrony. Boissier przypomina, że docelowo należy mówić nawet o wspólnych europejskich siłach zbrojnych, choć nie wiadomo, jaką drogą w tej chwili można by je ustanowić. W pierwszym półroczu 2013 r. w ramach Europejskich Sił Szybkiego Reagowania dyżur bojowy pełniła Weimarska Grupa Bojowa, którą dowodziła Polska.

Choć wspólna europejska armia jest kwestią odległej przyszłości, to zdaniem Boissiera liczą się także małe inicjatywy, zarówno polityczne, jak i gospodarcze. Budowa wspólnej, unijnej polityki obronności jest istotna nie tylko ze względu na bezpieczeństwo UE, lecz także z uwagi na znaczenie tego sektora, obejmującego również przemysł stoczniowy, dla gospodarki.

 – Stocznie i budowanie statków to wciąż jedna z głównych i ważniejszych gałęzi przemysłu w takich krajach, jak Polska i Francja. Jeśli spojrzymy na obecną sytuację w Europie, kryzys zadłużeniowy doprowadził do tego, że państwa ograniczają swoje budżety na obronność, co ma negatywny wpływ na portfel zamówień w przemyśle stoczniowym. Jednocześnie rynek międzynarodowy rośnie, szczególnie na Bliskim Wschodzie i w południowo-wschodniej Azji – ostrzega Boissier.

Według niego szczególnie Francja i Polska, jako kraje z tradycyjnie rozwiniętym przemysłem stoczniowym, powinny blisko współpracować na gruncie politycznym, wojskowym i przemysłowym.

DCNS to największa grupa w wojskowym przemyśle okrętowym w Europie. Produkuje m.in. fregaty, korwety, okręty podwodne takich klas, jak Scorpene czy Barracuda, a także lotniskowce dla francuskiej marynarki. Jest jedną z firm, która będzie walczyć w przetargu MON na zakup trzech okrętów podwodnych.