Prof. Buzek: Będziemy walczyć w PE o wysoki budżet unijny

Rozmów na temat unijnego budżetu ciąg dalszy. Dziś w Brukseli ministrowie ds. europejskich państw UE spotkają się w Brukseli, by omówić schemat negocjacyjny. Negocjacje ruszą pełną parą od 1 lipca.

W negocjacjach nowej perspektywy finansowej na lata 2014-2020 Polska będzie walczyć nie tylko o utrzymanie wysokości unijnego budżetu, zaproponowanej przez Komisję Europejską, ale również o utrzymanie funduszy na politykę spójności. Według projektu Brukseli we wspólnym budżecie znajdą się 972 mld euro. Gdyby propozycja została przyjęta, Polska mogłaby liczyć nawet na 80 mld euro.

Jak podkreśla prof. Jerzy Buzek, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, naturalnymi sprzymierzeńcami Polski w tej walce będą kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej, które też są beneficjentami unijnych środków.

– Kiedyś zwolennikami tej polityki były także kraje Południa. Grecy czy Portugalczycy dostają na ogół znacznie więcej pieniędzy niż wkładają do budżetu, ale teraz brakuje im pieniędzy na wkład własny do inwestycji finansowanych z UE. To jest zwykle ok. 20-30 proc. wartości inwestycji, bo aż 70-80 proc. to są pieniądze unijne, ale nawet takich pieniędzy nie mają w budżecie – wyjaśnia prof. Jerzy Buzek.

Przeciwna takiemu stanowisku jest koalicja kilku państw, z Niemcami na czele, które do unijnej kasy oddają najwięcej pieniędzy. Postulują one oszczędności w wysokości 100 mld euro, głównie w polityce spójności. Jednak zdaniem byłego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Polska ma szanse na stworzenie silnej koalicji.

– Mam nadzieję, że w ramach dyskusji uda nam się zmobilizować w Parlamencie Europejskim, a także polskiemu rządowi, silną koalicję za w miarę bogatym budżetem na nasze obecne możliwości. – ocenia były przewodniczący PE.

Szczególnie, że z koalicji płatników netto może wycofać się Francja. Nowy prezydent Francois Hollande zapowiedział podczas szczytu UE w ubiegłym tygodniu, że będzie walczył o uwzględnienie w budżecie nie tylko dużych nakładów na Wspólną Politykę Rolną, ale również na politykę strukturalną.

Prof. Jerzy Buzek uważa, że unijnych liderów powinien przekonać argument, że nowy budżet ma służyć przede wszystkim wzrostowi. Jak dodaje, 95 proc. wydatków z budżetu będzie przeznaczone na pobudzanie wzrostu. Pozostałe 5 proc. to koszty administracyjne.

– Prawie całość idzie na wzrost, na infrastrukturę, na doszkalanie pracowników, na nasze bezpieczeństwo, które jest ważne również dla gospodarki, wspólną politykę zagraniczną, na naszych sąsiadów, którym chcemy ożywić gospodarkę po to, abyśmy mogli z nimi handlować oraz na badania i rozwój. Bez innowacyjnych badań, bez konkurencyjności nie będziemy tworzyli miejsc pracy, nie będziemy mieli wysokiego wzrostu – wyjaśnia prof. Jerzy Buzek.

Przekonywaniem państw UE do słuszności polityki strukturalnej, z której korzyści czerpią również płatnicy netto, zajmuje się od kilku tygodni Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Minister Elżbieta Bieńkowska odbyła już kilka podróży po stolicach europejskich i planuje kolejne.

– To nie jest tak, że my mówimy innym językiem. My mówimy dokładnie to samo, co Niemcy, kraje skandynawskie czy Brytyjczycy, że trzeba te pieniądze wydawać efektywnie, a nie tylko efektownie, oglądając kilka razy każdą monetę z każdej strony. Chodzi o to, żeby ludzie zobaczyli, że polityka spójności to jest polityka dla nich samych. Jeżeli się ścina politykę regionalną w Polsce, w Czechach i na Słowacji, to się ścina miejsca pracy w Niemczech, Szwecji i Holandii – wyjaśniła Elżbieta Bieńkowska podczas rozmowy z Newserią.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez MRR, z każdego euro, zainwestowanego przez UE-15 w realizację polityki spójności w Grupie Wyszehradzkiej, wraca do nich ok 61 centów z tytułu dodatkowego eksportu.

– Należy konstruować politykę strukturalną Unii Europejskiej w taki sposób, żeby większość krajów była zainteresowana polityką regionalną, spójności i funduszami strukturalnymi. To się da tak skonstruować, również pod kątem innowacyjności, pod kątem energoefektywności. Tym są zainteresowani wszyscy – dodaje prof. Jerzy Buzek.

Podczas dzisiejszego spotkania ministrowie ds. europejskich omówią schemat negocjacyjny. Konkretne rozmowy rozpoczną się już pod koniec czerwca, podczas unijnego szczytu przywódców państw. Na tym spotkaniu duńska prezydencja zda relację z dotychczasowych wstępnych prac na poziomie ministerialnym. Od lipca, wraz z przejęciem prezydencji przez Cypr, prace nad kształtem budżetu mają ruszyć pełną parą. Efekty spodziewane są w grudniu.

Prezes URE: we wrześniu możliwy handel gazem na giełdzie

Od 1 stycznia 2013 roku ceny gazu dla odbiorców przemysłowych nie będą regulowane. Taki jest plan przygotowany przez Urząd Regulacji Energetyki i Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Aby tak się stało konieczne jest uruchomienie obrotu gazem na giełdzie towarowej. Według URE niewykluczone, że ruszy on już jesienią.

Kluczowe przy wdrażaniu Programu Uwolnienia Energii jest odpowiednie przygotowanie rynku. Temu mają służyć konsultacje Programu Uwalniania Gazu, dobrowolnego programu przygotowanego przez PGNiG. Jak podkreśla Marek Woszczyk, w Urzędzie Regulacji Energetyki nie brakuje determinacji, by styczniowy termin stał się realny.

– Faktycznie robimy wszystko, aby doprowadzić do powstania warunków na rynku, umożliwiających zwolnienie z taryfikacji sprzedaży gazu do odbiorcy przemysłowego z dniem 1 stycznia 2013 roku – zapewnia prezes URE.

Dodaje jednak, że zaangażowanie Urzędu to tylko połowa sukcesu.

– Cała koncepcja uwalniania rynku wobec niedostatku twardych narzędzi prawnych w ręku Prezesa URE, np. w postaci możliwości wydania decyzji zobowiązującej określony podmiot do określonego sposobu zachowywania się na rynku, zależy także od aktywności innych podmiotów, w szczególności samego PGNiG – informuje prezes Woszczyk.

Gazowy koncern, zgodnie z zaleceniami URE, przygotował Program Uwalniania Gazu, który trzy miesiące temu przekazał do konsultacji społecznych. Jak podkreślają przedstawiciele spółki, niektóre uwagi zgłaszane przez uczestników rynku znacząco odbiegają od wytycznych Urzędu Regulacji Energetyki. Największe wątpliwości budzą ceny, a konkretnie strach przed niekontrolowanymi podwyżkami cen po uwolnieniu rynku. Istnieją również rozbieżności dotyczące sposobu i terminów oferowania gazu.

– Dzisiaj to jest przedmiotem debaty. Mieliśmy wgląd we wszystkie, także te niepublikowane, zastrzeżone uwagi zgłoszone przez część uczestników publicznych konsultacji PUG. Niektóre są wzajemnie wykluczające się, przeciwstawne. Stąd też potrzeba dyskusji, żeby osiągnąć kompromis – mówi prezes URE.

Właśnie wypracowaniu porozumienia miały służyć zorganizowane przez PGNiG w poniedziałek warsztaty z wszystkimi uczestnikami rynku. Marek Woszczyk podkreśla, że na tym etapie prac jeszcze wszystko jest możliwe do uzgodnienia.

– Konfrontujemy to, co zostało zapisane z tym, co leży w interesie wszystkich uczestników rynku gazu, i tych obecnych, i tych przyszłych. Rekomendacje Prezesa URE miały charakter strategiczny, przesądzały tylko o tym, jaki wolumen gazu powinien być skierowany na rynek w ramach PUG, w jakim trybie i na jakich zasadach, aby wykreować warunki umożliwiające podjęcie decyzji o uwolnieniu cen – wyjaśnia Marek Woszczyk.

Zgodnie z zaleceniami URE, PGNiG jeszcze w tym roku powinien rozpocząć sprzedaż gazu na giełdzie towarowej. W obrocie powinna znaleźć się ilość surowca odpowiadająca 70 proc. zużycia przez odbiorców hurtowych. Prezes URE ma nadzieję, że będzie to możliwe we wrześniu.

– Wskazują na to rozmowy, które prowadzę z przedstawicielami Towarowej Giełdy Energii czy zarządem GPW, obecnym właścicielem TGE. Prace wydają się na tyle zaawansowane, że faktycznie giełda we wrześniu powinna zacząć funkcjonować – mówi prezes Woszczyk.

Styczniowy termin zależy głównie od powodzenia Programu Uwalniania Gazu. Jeśli efektem jego wdrożenia będzie przejrzysty, oparty o zasady wolnej konkurencji, hurtowy rynek obrotu gazem, za kilka miesięcy URE przestanie taryfikować stawki dla firm.

Dodatkowo potrzebne będą jeszcze przepisy o ochronie odbiorców wrażliwych, które znajdują się w przygotowywanej obecnie w Ministerstwie Gospodarki ustawie Prawo gazowe. Inne warunki to m.in. zmiana instrukcji dla operatorów sieci gazowych oraz opracowanie zasad obrotu surowcem na giełdzie.

Czołówka w branży usług telekomunikacyjnych i internetowych

Jeśli telefon komórkowy to tylko Nokia lub LG i tylko w sieci Orange lub Play. Jeśli komputer osobisty to jedynie HP lub Apple z internetem od TP (Orange) lub UPC. To wyniki 12. edycji badania European Trusted Brands, przeprowadzanego przez Reader’s Digest.

W kategorii Telefon komórkowy największe zaufanie Polacy mają do marek Nokia (Złote Godło) oraz LG (Kryształowe Godło). Aż 60 proc. respondentów wskazało, że marka Nokia cieszy się ich największym zaufaniem. Fiński producent wygrał w 14 na 15 krajów objętych badaniem (wyjątkiem jest Francja, gdzie zwyciężyła marka Samsung). Marka LG została przez polskich respondentów doceniona za jakość, stosunek wartości do ceny oraz silny wizerunek.

Orange (Złote Godło) oraz Play (Kryształowe Godło) to marki, które w kategorii Operator telefonii komórkowej, cieszą się największym zaufaniem Polaków. Orange został wybrany marką godną zaufania przez niemal 1/3 respondentów. Markę tę często wskazywały kobiety oraz osoby posiadające rodzinę z dziećmi do lat 15. Play uzyskał bardzo wysokie oceny za silny wizerunek oraz zrozumienie potrzeb klienta.

Firmami internetowymi, do usług których przekonana jest największa część polskiego społeczeństwa, są TP (Złote Godło) oraz UPC (Kryształowe Godło). TP (od kwietnia 2012 r. usługi TP realizowane są pod marką Orange) uzyskała wynik 22 proc. utrzymując pozycję lidera z ubiegłego roku. Marka UPC otrzymała wyższe niż konkurencja oceny za jakość, wizerunek, zrozumienie potrzeb klienta oraz stosunek wartości do ceny.

W kategorii Komputer osobisty Złote Godło otrzymała marka HP, która odniosła spektakularny sukces, wygrywając w 11 spośród 15 krajów objętych badaniem. W Polsce marka HP zdetronizowała ubiegłorocznego laureata – markę Toshiba. Kryształowe Godło European Trusted Brands otrzymała marka Apple, którą ankietowani szczególnie wysoko ocenili za jakość.

Wyniki badania European Trusted Brands są w Polsce podstawą do przyznania nagród – Złotego i Kryształowego Godła, przy czym zdobycie jednej statuetki nie wyklucza możliwości otrzymania drugiej. Złote Godło to nagroda w kategorii ilościowej, w której respondenci spontanicznie wskazują Najbardziej Godną Zaufania Markę. Kryształowe Godło, przyznawane jest w kategorii jakościowej, w której marki oceniane są przez badanych w 5 kryteriach: jakość, stosunek wartości do ceny, wizerunek, zrozumienie potrzeb klienta oraz społeczna odpowiedzialność.

***

European Trusted Brands to jedno z największych i najszerzej zakrojonych badań konsumenckich, przeprowadzane w Europie przez Reader’s Digest. Oprócz tematyki marketingowej coroczne badanie European Trusted Brands porusza również tematy społeczne. Pozwala na poznanie dominujących nastrojów mieszkańców Europy, postaw i wartości, które kształtują nasze opinie i decyzje, a także zaufanie do wielu innych aspektów życia.

Badanie European Trusted Brands po raz pierwszy przeprowadzono w 2001 roku. Co roku kontynuowane jest ono w kilkunastu krajach europejskich. Tegoroczna – dwunasta już edycja badania – została przeprowadzona w 15 krajach. Kraje, które zostały objęte tegorocznym badaniem to: Austria, Belgia, Chorwacja, Czechy, Finlandia, Francja, Holandia, Niemcy, Polska, Portugalia, Rosja, Rumunia, Słowenia, Szwecja oraz Szwajcaria. Wzięło w niej udział 27 467 respondentów.

Badanie realizowano metodą kwestionariusza on-line lub wywiadów pocztowych. Respondenci zostali wybrani spośród wielomilionowej bazy prenumeratorów miesięcznika Reader’s Digest. Jak co roku próba została dobrana tak, aby odzwierciedlała szeroki profil badanej populacji.

Facebóg. Imperium pod ostrzałem Bloomberg Businessweek Polska

Ostry spadek kursu Facebooka tuż po giełdowym debiucie spółki wywołał aferę. Rozczarowani inwestorzy szukają winnych. W najnowszym wydaniu dwutygodnika „Bloomberg Businessweek Polska” – wszystko o giełdowym debiucie internetowego giganta i o jego twórcy, Marku Zuckerbergu.

Ponadto w „Bloomberg Businessweek Polska”: co mają wspólnego wybory w Grecji z portfelem Kowalskiego, ile kosztuje noga piłkarza, wojna browarów o polskich piwoszy, nowe marki w polskiej szafie, czy po emerytalnej czekają nas kolejne reformy, kto zarabia na rosyjskim boomie internetowym i kto… tańczy w przerwie na lunch, czyli czy Lunch Beat trafi nad Wisłę.

Co najbardziej elektryzowało inwestorów z całego świata już od kilku miesięcy? Giełdowy debiut Facebooka. Nie może go zabraknąć na łamach najnowszego wydania „Bloomberg Businessweek Polska”. Tym bardziej że jest o czym mówić. Firma Marka Zuckerberga zadebiutowała na nowojorskim parkiecie w piątek 18 maja. Wydarzenia potoczyły się lawinowo. W ostatniej chwili przed giełdowym debiutem Facebook powiększył swoją ofertę o 25 proc. (do 421,2 mln akcji) oraz podniósł widełki cenowe z przedziału 28–35 do przedziału 34–38 dol. za akcję. Dało to łączną wartość oferty na poziomie 16 mld dol. i wyceniło całą firmę na 104 mld dol. W dniu debiutu, przy znacznych problemach natury technicznej, akcje na moment wystrzeliły z 38 do 45 dol. za sztukę, ale już pod koniec notowań cena była zbliżona do ceny emisyjnej. W poniedziałek rozpoczęły się ostre spadki – w ciągu do końca tygodnia akcje firmy były kilkanaście procent na minusie. Jest duże prawdopodobieństwo, że masową wyprzedaż akcji spowodowali duzi inwestorzy, w tym sam Zuckerberg, który jeszcze przed spadkiem zdążył sprzedać akcje o wartości 1,13 mld dol. W środę do sądu wpłynął pierwszy pozew przeciwko Facebookowi oraz bankom Morgan Stanley, Goldman Sachs i JPMorgan Chase. Co się wydarzyło na nowojorskiej giełdzie i dlaczego akcje FB okazały się balonem, z którego uchodzi powietrze – o tym w najnowszym wydaniu „BBWP”.

„Bloomberg Businessweek Polska” pisze również o samym Facebooku i jego twórcy. W dniu debiutu giełdowego internetowy świat Marka Zuckerberga miał 900 mln użytkowników. Powstał w zaledwie parę lat dzięki kilku niekonwencjonalnym ruchom swego twórcy, mocno zakorzenionym w jego hakerskiej mentalności. W 2006 roku, mając 22 lata, Mark Zuckerberg porzucił pisanie kodów komputerowych, by skupić się na swoim szybko rozwijającym się start-upie. Kilka lat później zaczął wyznaczać sobie roczne cele. Niezależnie od tego, jak potoczy się historia Zuckerberga i Facebooka, jego decyzje awansowały już do rangi nowych przykazań dla przedsiębiorców w Dolinie Krzemowej. Historia i przykazania twórcy Facebooka – w najnowszym wydaniu dwutygodnika „Bloomberg Businessweek Polska”.

„BBWP” przynosi też analizę tego, co dzieje się w Grecji i jak wstrząsy z Aten rozchodzą się po całej Europie. Dopiero czerwcowe wybory przyniosą odpowiedź na pytanie, czy Grecja wyjdzie ze strefy euro. Jeśli ją opuści, przez Europę – również przez Polskę – przetoczy się finansowe tornado. Grecy wyjęli z bankomatów około 700 mln euro! W sumie w ciągu ostatnich tygodni z kont mogło zniknąć 3 mld euro. Przedsmak armagedonu poczuła reszta świata. Tymczasem greccy wyborcy zafundowali całej Europie miesiąc szaleństwa: majowe wybory zamiast uporządkowania sceny politycznej przyniosły zaskakujący sukces radykałów z lewa i prawa. I choć nowa gwiazda greckiej polityki – lider radykalnej lewicowej Syrizy – nie odcina się od euro, to jednak nowi gracze jednym głosem domagają się znacznego poluzowania programu oszczędności narzuconego Atenom przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unię Europejską. Czy Polacy mają powody, by bać się rozwoju sytuacji w Grecji? Niestety tak. W „Bloomberg Businessweek Polska” o tym, dlaczego fala po katastrofie może przepłukać portfel Kowalskiego.

Z perspektywy Polski Grecy to jednak na razie przede wszystkim nasz pierwszy przeciwnik na UEFA EURO 2012. Na niespełna dwa tygodnie przed mistrzostwami „Bloomberg Businesssweek Polska” zastanawia się, ile warci są polscy piłkarze. Odpowiedź wygląda na prostą: tyle, ile ktoś zechce za nich zapłacić. Nie zmienia to jednak faktu, że na futbolowym rynku każdy z nich już ma cenę. A udany występ zawodnika na EURO 2012 ustawi obecnego pracodawcę na świetnej pozycji negocjacyjnej. Szansa pokazania się to dużo, ale nie wszystko. Wartość piłkarza nie wzrośnie, jeśli będzie tylko przechadzał się po boisku. Musi grać. I to dobrze. Samo powołanie do kadry nie powoduje radykalnego wzrostu wartości rynkowej zawodnika. Tu nie ma geometrycznych wzrostów o 100–200 proc. Natomiast lekkie wzrosty, o 10-20 proc. są możliwe już za wpisanie do CV statusu reprezentanta Polski. Nie ma też prostego przełożenia sukcesu drużyny na wartość rynkową grającego w niej piłkarza. Jak zatem wyceniani są bohaterowie stadionów – o tym w najnowszym „Bloomberg Businessweek Polska”.

Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej to również szansa na rekord w zupełnie innej dziedzinie. W 2008 roku Polacy wypili 94 litry piwa na głowę, tym samym stając się jedną z pięciu największych światowych potęg w tej dziedzinie. W tym roku spożycie może przekroczyć granicę 100 litrów na mieszkańca. Ale to zależy od spełnienia trzech warunków. Pierwszy to udane, długie i słoneczne lato. Synoptycy dają nadzieję. Według prognoz czerwiec – i całe lato – będzie gorący. Drugi warunek to sukces EURO 2012. W tym przypadku słowo „sukces” oznacza tłumy kibiców, którzy wspólnie oglądają spotkania. Najlepiej na powietrzu i przy kuflu piwa. A jeszcze lepiej – przy kilku kuflach. I wreszcie trzeci warunek rekordu. Że walka browarów o dusze polskich piwoszy przyniesie więcej pożytku niż szkody, a konsumenci zaakceptują wprowadzane nowości. Obraz polskiej branży piwnej – na łamach „Bloomberg Businessweek Polska”.

„BBWP” pisze też o nowych markach, które wchodzą na polski rynek. W 2011 roku Polska po raz pierwszy znalazła się wśród 20 krajów najbardziej atrakcyjnych dla światowych marek. Zajęła 19. miejsce w globalnym rankingu opracowanym przez firmę doradczą CBRE. Warszawa w jeden rok awansowała o 10 miejsc, zajmując 36. pozycję na liście miast najbardziej atrakcyjnych dla marek. Wyprzedziła Amsterdam, Lizbonę, Brukselę i Budapeszt. Na razie jednak obecna jest u nas dopiero jedna trzecia z 326 badanych międzynarodowych sieci detalicznych. Wiele marek rozważa zaistnienie w Polsce po jej wejściu do strefy euro czy po ustabilizowaniu wyników sprzedaży na innych rynkach europejskich. Które firmy już wkroczyły na nasz rynek, a które nadal się wahają – o tym w „Bloomberg Businessweek Polska”.

W „Bloomberg Businessweek Polska” także kulisy polityki. „Przynajmniej to się udało…” – miał powiedzieć premier Donald Tusk w kuluarach Sejmu po uchwaleniu zmian w systemie emerytalnym. Premier ma świadomość, że przeprowadzenie reformy emerytalnej i błędy informacyjne popełnione podczas dyskusji nad nią mogą okazać się początkiem końca jego formacji. Poparcie dla rządu i niego osobiście leci na łeb na szyję, choć jeszcze niedawno Tusk był królem sondaży. – Liczymy na to, że sondaże odbiją nam po EURO. Jeśli nie, to zacznie się spory kłopot, bo możemy tracić nadal. A wtedy pod znakiem zapytania staną kolejne reformy – przyznaje w rozmowie z „Bloomberg Businessweek Polska” prominentny polityk Platformy. Czy rzeczywiście premier, którego też zaskoczył aż tak ostry opór przeciw zmianom emerytalnym, traci zapał do reform? Oficjalnie zapewnia, że nie. A jak jest naprawdę – o tym w „Bloomberg Businessweek Polska”.

„BBWP” prezentuje również… Runet. Cyberprzestępczość, piractwo i bardzo zdolni programiści, najczęściej pracujący albo dla złoczyńców, albo dla firmy Kaspersky Lab, producenta znanych programów antywirusowych. A do tego antykremlowska opozycja, która przez sieć skrzykiwała się na protesty, przyciągając uwagę zagranicznych mediów. Oto lista stereotypowych skojarzeń z rosyjskim internetem – tzw. Runetem (od angielskiego net, czyli sieć, i rosyjskiej domeny .ru). To największy internetowy rynek w Europie. Zdaniem firmy badawczej comScore we wrześniu zeszłego roku liczba osób korzystających w Rosji z internetu przekroczyła 50,8 mln. Tym samym Rosjanie zepchnęli z pierwszego miejsca Niemców. Szacunki brytyjskiej firmy GP Bullhound są jeszcze wyższe – według jej analityków liczba rosyjskich internautów w pierwszej połowie 2012 roku wzrosła do prawie 67 mln, a już za rok będzie ich 93 mln. Wydatki na reklamę internetową w Rosji w 2010 roku wyniosły (według IAB Rosja) 660 mln euro. Rok później już około 1 mld euro. Błyskawicznie rośnie rosyjski rynek e–handlu. Jak wygląda największy internetowy rynek Europy i czy zagraniczne firmy mogą skorzystać z rosyjskiego boomu – o tym w „Bloomberg Businessweek Polska”.

„BBWP” pisze również o nowym zjawisku… społecznym. Lunch Beat to imprezy, których popularność w Szwecji rośnie w zawrotnym tempie. W ostatnich miesiącach pomysł na godzinne potańcówki w ciągu dnia rozszerzył się na kilkanaście miast w innych krajach Europy. Są plany przeniesienia tej idei do Stanów. Zorganizowanie Lunch Beat we własnym mieście jest proste. Jedyne, co muszą zrobić producenci, to znaleźć dużą przestrzeń, która nie jest wykorzystywana w środku dnia, zapewnić nagłośnienie, zaprosić ludzi i skasować opłatę, która pokryje koszty imprezy. Potem ludzie mają już tylko tańczyć. Czy Lunch Beat ma szansę trafić także do Polski – o tym w „Bloomberg Businessweek Polska”.

Nowy numer „Bloomberg Businessweek Polska” w sprzedaży w poniedziałek, 28 maja. E-wydanie „Bloomberg Businessweek Polska” jest dostępne pod adresem http://ewydanie.bbwp.pl/index.php?act=users&sub=login. Użytkownicy Iphone’ów i Ipadów oraz urządzeń obsługiwanych przez system operacyjny Android mogą pobrać cyfrową wersję pisma z AppStore i Android Market już w sobotę o 22.00.

„Bloomberg Businessweek Polska” to polska edycja jednego z najbardziej wpływowych magazynów na świecie. Ukazuje się od września 2011 r. Jego wydawcą jest Point Group Business Unit, spółka zależna Platformy Mediowej Point Group SA (GPW: POINTGROUP, PGM). Magazyn jest wydawany na licencji Bloomberg L.P., wydawcy „Bloomberg Businessweek”. To pierwsza międzynarodowa licencja od czasu przejęcia magazynu „Businessweek” przez Bloomberg w 2009 roku.

Pierwsze wnioski z IV Europejskiego Kongresu Gospodarczego

Europa musi się zmienić, być konkurencyjna i liczyć się z tym, że np. w kwestii polityki klimatycznej świat nie pójdzie wyznaczoną przez nią drogą – to pierwsze z wniosków płynących z IV Europejskiego Kongresu Gospodarczego. W intencji organizatora największej imprezy biznesowej Europy Centralnej, podsumowanie tegorocznej edycji będzie jednocześnie początkiem nowego, otwartego na przyszłość projektu.

Europejski Kongres Gospodarczy 2012 (European Economic Congress – EEC) odbył się między 14. a 16. maja w jedenastu katowickich lokalizacjach. Trzy kongresowe dni wypełniły liczne debaty, spotkania, wydarzenia towarzyszące, w których wiedzą i doświadczeniem podzieliło się ponad 900 prelegentów. W całym wydarzeniu udział wzięło ponad sześć tys. gości z całego globu. Już po raz czwarty stolica Górnego Śląska była gospodarzem spotkania najważniejszych postaci świata polityki, biznesu, nauki i ekonomii.

– Zapraszamy do zapoznania się z pierwszą redakcją pokongresowych wniosków – dokonaną na gorąco i bez szerszych konsultacji. Zachęcamy do polemiki, uzupełnień i propozycji. Kongres to ponad sto debat o sporej rozpiętości tematów – objęcie całości i wyabstrahowanie z niej najważniejszych wątków wymaga pracy zespołowej. Pozwoli to nam wszystkim – wychodząc od wniosków z czwartej edycji – wspólnie kształtować problematykę kolejnego V Europejskiego Kongresu Gospodarczego – mówi Wojciech Kuśpik, Prezes Grupy PTWP SA, inicjator EEC.

Europejski Kongres Gospodarczy 2012 – pierwsze konkluzje:

• Europa musi się zmienić. Nie ma czasu na błędy i życie złudzeniami. Bez wzrostu będzie się chylić ku upadkowi. Konieczne jest przyspieszenie – ucieczka do przodu.

• Europa nie może dłużej skupiać się na sobie. Bieguny gospodarcze świata już się przesunęły. Europa powinna odważnie „wyjść na świat”, zaakceptować nowy układ sił.

• Warunkiem powrotu Europy na ścieżkę wzrostu jest konkurencyjność gospodarki. Tylko średni w Europie wzrost PKB rzędu 3-4 proc. może dać miejsca pracy.

• Unijne regulacje sektora finansowego nie mogą być hamulcem dla gospodarki. To, co może być lekarstwem w niektórych europejskich krajach, w innych może się okazać zabójcze.

• Nie można liczyć na odwrót od polityki klimatycznej, UE będzie tu konsekwentna. Z drugiej strony nie można się łudzić, że świat pójdzie drogą wyznaczaną przez Europę.

• Kluczem do wspólnego europejskiego bezpieczeństwa energetycznego jest rozbudowa infrastruktury sektora energetyczno-paliwowego.

Więcej: http://www.eecpoland.eu/podsumowanie
***

W debacie o przyszłości kontynentu, IV Europejskim Kongresie Gospodarczym, udział wzięli m.in.: Bronisław Komorowski, Prezydent RP; Waldemar Pawlak, Wicepremier, Minister Gospodarki; Janusz Lewandowski, Komisarz UE ds. Budżetu i Programowania Finansowego; Barbara Kudrycka, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego; Jerzy Buzek, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego w latach 2009-2012, Prezes Rady Ministrów w latach 1997-2001 oraz Mikuláš Dzurinda, Premier Słowacji w latach 1998-2006, Minister Spraw Zagranicznych Słowacji w latach 2010-2012; Joschka Fischer, Wicekanclerz Niemiec w latach 1998-2005, Minister Spraw Zagranicznych Niemiec w latach 1998-2005 oraz Aleksander Kwaśniewski, Prezydent RP w latach 1995-2005 i Günter Verheugen, Komisarz UE ds. Przedsiębiorstw i Przemysłu w latach 2004-2010, Komisarz UE ds. Rozszerzenia w latach 1999-2004.

###

Europejski Kongres Gospodarczy (European Economic Congress – EEC) w Katowicach
to największa impreza biznesowa w Europie Środkowej, trzydniowy cykl debat, spotkań i wydarzeń towarzyszących z udziałem najważniejszych osobistości świata polityki, biznesu, nauki oraz ekonomii. W 100 sesjach tematycznych, debatach i imprezach towarzyszących EEC udział bierze około 6000 gości z Polski i z zagranicy.

Europejski Kongres Gospodarczy został uznany za forum jednej z najbardziej reprezentatywnych dyskusji o przyszłości Europy, tezy wystąpień najważniejszych uczestników są często cytowane i szeroko komentowane.

Organizatorem Europejskiego Kongresu Gospodarczego, od pierwszej edycji w 2009 roku,
jest Grupa PTWP SA, wydawca m.in. Miesięcznika Gospodarczego Nowy Przemysł oraz portalu wnp.pl.

Więcej informacji o Europejskim Kongresie Gospodarczym 2012 – www.eecpoland.eu

Jacek Machocki zrezygnował z funkcji prezesa spółki Pekaes

Jacek Machocki pełnił funkcje prezesa zarządu PEKAES SA od marca 2010 roku. Rezygnację z pełnionej funkcji złożył z powodów osobistych.

Jacek Machocki przygotował i z sukcesem wdrożył strategię spółki na lata 2010-2012. Jej celem była reorganizacja Grupy PEKAES, dzięki której PEKAES jest dziś nowoczesną i konkurencyjną spółką i jednym z liderów branży TSL w Polsce. Obecnie spółka jest w pełni gotowa do kolejnego etapu rozwoju, którego głównymi celami będą wzrost sprzedaży i rentowności oraz wartości dla akcjonariuszy. Maciej Bachman posiada pełne poparcie Rady Nadzorczej w dążeniu do realizacji tych założeń – powiedział Robert Koński, przewodniczący Rady Nadzorczej.

Maciej Bachman dołączył do Grupy PEKAES w marcu 2012 roku. Wcześniej przez trzy lata pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu i Dyrektora ds. Finansów i Administracji w firmie logistycznej Spedimex. W poprzednich latach pracował m.in. w Ernst & Young, Andersen Business Consulting i Arthur Andersen. Maciej Bachman jest renomowanym specjalistą z branżowym doświadczeniem i z wieloma sukcesami na polu poprawy efektywności organizacji.

Maciej Bachman jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu na Wydziale Zarządzania, w zakresie finansów i rachunkowości przedsiębiorstw oraz absolwentem studiów podyplomowych w Katedrze Zarządzania Innowacjami Szkoły Głównej Handlowej. Posiada tytuł biegłego rewidenta.

Wiceminister transportu: nie wyobrażam sobie, żeby unijne pieniądze na kolej się zmarnowały

– Do 2015 roku kolej jest w stanie zrobić naprawdę dużo – zapewnia Andrzej Massel, wiceminister transportu. Głównie dzięki temu, że Komisja Europejska poszerzyła zakres projektów kolejowych, które mogą być realizowane z unijnej kasy. Na razie nie ma ostatecznej decyzji Brukseli co do przesunięcia środków z kolei na drogi.

Z danych Ministerstwa Rozwoju Regionalnego wynika, że do końca lutego branży kolejowej udało się zakontraktować ok. 36 proc. środków, a wydatki nie przekraczają nawet 3 proc. Do tej pory udało się odzyskać z Komisji Europejskiej ok. 2 proc. z 20 mld zł. Na wydanie pieniędzy z perspektywy finansowej na lata 2007-2013, zgodnie z zasadą n+2, Polska ma czas do 2015 roku.

– Nie wyobrażamy sobie, żeby coś z tej puli się zmarnowało – zapewnia Andrzej Massel, zapytany o to, czy kolej zdąży do 2015 roku wykorzystać przewidziane dla niej pieniądze.

Taki scenariusz potrafi sobie wyobrazić Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego. Już w ubiegłym roku do Komisji Europejskiej wpłynął wniosek o możliwość przesunięcia funduszy z kolei na drogi. Zgodnie z unijnymi przepisami niewykorzystane pieniądze po okresie wydatkowania wracają z powrotem do Brukseli.

– Słyszę bardzo często, że jest dużo projektów kolejowych i to tym bardziej jest śmieszne. Jeżeli one rzeczywiście są lub się pojawią to będzie świadczyło o kompletnym paraliżu w tej instytucji, jaką są koleje. Bo przez 5 lat nic nie udało się od nich wyciągnąć. Ja niestety w to nie wierzę – przyznała minister rozwoju regionalnego podczas rozmowy w połowie marca.

Komisja Europejska nie zgodziła się jednak na przesunięcie 1,2 mld euro na budowę dróg. Rozmowy w tej sprawie nadal trwają.

– Do dyskusji jest może pewna niewielka część tych środków. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego mówi teraz o przesunięciu na drogi 400 mln euro z puli 1,2 mld euro. I te środki, które pozostaną przy kolei zostaną wykorzystane na kolej – podkreśla Andrzej Massel.

Zdaniem wiceministra, przed koleją wielka szansa na zrobienie dużego postępu w rozwoju infrastruktury.

– Są dostępne środki z UE i zgoda Komisji Europejskiej na poszerzenie zakresu projektów, które dotychczas były robione, czyli projektów modernizacyjnych o grupę projektów rewitalizacyjnych. Możemy też realizować projekty poprawy bezpieczeństwa na przejazdach i projekty wymiany rozjazdów – wymienia Andrzej Massel.

Przedstawiciele resortu transportu zapewniają, że w tej chwili osiem projektów rewitalizacyjnych przechodzi procedury środowiskowe, a w przygotowaniu jest już kolejny pakiet. Prace trwają również nad pakietem projektów przejazdowych i rozjazdowych.

Dzięki temu, jak zapowiada Massel, całkiem sporą liczbę kilometrów linii kolejowych można doprowadzić do przyzwoitego standardu.

– Efektem będzie np. skrócony czas przejazdu w podstawowych relacjach takich, jak Warszawa-Katowice do 2 godzin czy z Wrocławia do Poznania do 1,5 godziny. Pasażerowie to odczują, tylko potrzebujemy chwilę czasu, żeby te inwestycje wykonać – dodaje wiceminister.

Dodatkowo Ministerstwo Transportu zabiega o zgodę Komisji Europejskiej na zwiększenie dofinansowania projektów z 70 proc. do 85 proc. Decyzja zapadnie dopiero po tym, jak KE zobaczy pierwsze efekty wdrażanych projektów.

KGHM odkrywa bogate zasoby platyny i palladu w Kanadzie

Pierwszy sukces KGHM po przejęciu Quadry. Wstępne wyniki poszukiwań na kanadyjskim złożu Victoria potwierdziły występowanie dużych ilości platyny i palladu. – To małe złoże, ale bogate, więc ekonomicznie uzasadnione – ocenia prezes koncernu, Herbert Wirth.

Złoże Victoria w Kanadzie należy w 100 proc. do KGHM International – spółki, która powstała po przejęciu Quadry. Wstępne wyniki wskazują na duże bogactwo surowców.

– To złoże nie jest duże w swym wymiarze, bo to jest typowe złoże żyłowe. Ale jeśli chodzi o jego zawartość, czyli bogactwo, to powiedziałbym, że to są „nugaty”, coś niespotykanego – ocenia Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź.

Poszukiwania na kanadyjskim złożu dopiero się rozpoczęły, ale już pozytywnie zaskoczyły nowych właścicieli.

– Wyniki badań poszukiwawczych, jeżeli chodzi o złoże Victoria są tam fenomenalne jak na warunki kanadyjskie. Zawartość platyny i palladu to jest rząd kilkudziesięciu gramów na tonę, a to może decydować o wysokiej rentowności tego projektu – mówi prezes KGHM.

Wartości potwierdzone przez pierwsze badania przewyższają początkowe szacunki. Zawartość metali szlachetnych na tym złożu oceniano na 7,6 gramów na tonę.

– Już wcześniej mówiliśmy o tym, że Victoria jest jednym z najważniejszych projektów, który w dłuższej perspektywie przyniesie KGHM wymierne korzyści, przede wszystkim dla akcjonariuszy, ale również w postaci bezpieczeństwa surowcowego, czyli zapewni dostęp do ważnych surowców dla naszego kraju i dla Europy – podkreśla Herbert Wirth.

Wielkość kanadyjskiego złoża szacowana była na 14,5 mln ton rudy bogatej w miedź, nikiel, złoto i platynę. Obecne wyniki poszukiwań nie zmieniają tych szacunków. Jednak, jak podkreśla prezes KGHM, to są wstępne dane tylko z dwóch otworów.

– Kiedy ruszy kampania poszukiwawcza, czyli rozwiercanie tego złoża, nastąpi estymacja, czyli szacowanie wielkości zasobów – wyjaśnia Herbert Wirth.

Jednocześnie podkreśla, że kopalnie już teraz przynoszą spółce wymierne korzyści.

– To są kopalnie, które dzisiaj bardzo dobrze funkcjonują, są dobrze zarządzane. W tym roku można liczyć na wzrost produkcji – dodaje prezes KGHM.

W tym roku produkcja miedzi w KGHM International wyniesie ok. 100 tys. ton. Spółka wiąże duże nadzieje również z innym dużym projektem, kopalnią Sierra Gorda w Chile. Jak zapewniają przedstawiciele koncernu, również realizacja chilijskiego projektu idzie zgodnie z planem. Kopalnia w Chile, które może dostarczać 220 tys. ton miedzi rocznie, ma ruszyć w 2014 roku. Wartość inwestycji to ok. 3 mld USD.

Jest zielone światło dla podatku od transakcji finansowych

Parlament Europejski jest za wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych. Kilka państw Unii, z Wielką Brytanią na czele, jest temu przeciwnych. Ale według Eurostatu, 66 procent obywateli Wspólnoty jest przychylnych temu rozwiązaniu.

Zdaniem europosłów, wprowadzenie podatku od transakcji finansowych zaproponowane przez Komisję Europejską, pozwoli włączyć banki i rynki pieniężne do walki z kryzysem. Posłowie uważają, że nie tylko zasili on unijną kasę, ale ograniczy spekulacje i ryzykowne działania inwestorów.

Parlament chce, aby podatkiem objąć wszystkie transakcje i instytucje, także działające poza granicami Unii. Przepisy mają być tak skonstruowane by wszelkie próby uniknięcia podatku były nieopłacalne. Proponowana wysokość podatku to od jednej dziesiątej do jednej setnej procent (0,1% do 0,01 %).

– Proponowany podatek ma dwie funkcje i żadna z nich nie jest oczywista. Z jednej strony byłby to podatek, który miałby funkcję fiskalną, czyli alimentowałby budżety unijne, w nowej propozycji również i krajowe, ale z drugiej strony służyłby działaniu antykryzysowemu, czyli stabilności systemu finansowego – zauważa członek Rady Polityki Pieniężnej Elżbieta Chojna Duch.

– Problem dodatkowo komplikuje fakt, że w polskim parlamencie pracuje się nad zupełnie innym projektem, który miałaby obciążać aktywa instytucji finansowych, m.in. banków, ale nie tylko, również funduszy inwestycyjnych, instytucji ubezpieczeniowych – mówi Chojna-Duch.

W nowej wersji polskiego podatku stawka jest nieco niższa, bo wynosi 0,25% podstawy opodatkowania. Poprzednio wynosiła 0,39%. Jednak zdaniem Elżbiety Chojnej-Duch, ciągle nie koordynuje się prac nad polskim opodatkowaniem z unijnymi.

– Czy to oznacza, czy będą obowiązywały dwa podatki niezależnie? Mnie się wydaje, że nie. Takiego ciężaru nie udźwigną instytucje finansowe i oczywiście będzie duży opór tych instytucji, który spowoduje, że będą różnego rodzaju problemy – zauważa członek RPP.

Projekt polskiego podatku został zaopiniowany przez NBP.

– NBP przesłał swoją opinię do Parlamentu. Oczywiście nie zgadza się tam z wieloma postanowieniami tego projektu, poddaje je krytycznej, acz konstruktywnej opinii – podkreśla Elżbieta Chojna Duch.

Za mało wydajemy na utrzymanie dróg

Od 2009 roku spadają w Polsce wydatki na utrzymanie sieci dróg krajowych, mimo że wciąż prawie połowa z nich jest w stanie złym lub niezadowalającym – wynika z raportu„Efektywność zarządzania utrzymaniem dróg krajowych w Polsce” przygotowanego w ramach programu Ernst & Young Sprawne Państwo. Wśród przyczyn słabego stanu istniejących dróg krajowych autorki wymieniają m.in. niską efektywność systemu zarządzania utrzymaniem dróg.

– W Polsce w ostatnich latach publiczna dyskusja na temat rozwoju sieci drogowej dotyczyła głównie wydatków inwestycyjnych na nowe autostrady i drogi ekspresowe. Najnowszy raport przygotowany przez dr Joannę Archutowską i dr Janę Pieriegud w ramach programu Ernst & Young Sprawne Państwo próbuje odwrócić tę tendencję poprzez zwrócenie uwagi na złożoną problematykę efektywności zarządzania utrzymaniem już istniejącej infrastruktury drogowej – komentuje Marcin Borek, Partner w dziale Doradztwa Transakcyjnego Ernst & Young, ekspert ds. infrastruktury. – Każdego roku na utrzymanie dróg powinniśmy wydawać około 4 mld zł. Warto się zastanowić nad tym jak najlepiej wydawać te pieniądze – dodaje Borek.

Ponad 40% dróg do remontu

Według danych przytoczonych w raporcie, na początku 2011 roku ponad 3500 km czyli 18,9% dróg krajowych w Polsce nadawało się do natychmiastowego remontu, a aż 22% było w stanie niezadowalającym. Podczas gdy średnioroczne łączne potrzeby w zakresie utrzymania sieci dróg krajowych w latach 2008-2011 utrzymywały się na poziomie 3,7 mld zł, rzeczywiste wydatki na ten cel wynosiły jedynie ok. 2,3 mld zł. Pokrywały więc zaledwie około 62% potrzeb. Najwięcej dróg remontowano w roku 2009, kiedy to wskaźnik finansowania potrzeb utrzymaniowych osiągnął najwyższą wartość i wyniósł 80%. Najmniej na utrzymanie dróg wydano w roku 2011, zaspokojono wówczas tylko 40% potrzeb.

– Kiedy przyjrzymy się dokładnie liczbom charakteryzującym inwestycje drogowe w Polsce łatwo zauważymy, że od 2004 roku wydatki na nowe inwestycje drogowe rosną nieustannie. Natomiast jeśli chodzi o utrzymanie dróg już istniejących, mamy z tym ewidentny problem.

W roku 2009 wydano na ten cel prawie 3 mld zł, a w 2011 już tylko niecałe 1,5 mld. To niewiele przy tak potężnych potrzebach utrzymaniowych. Problem ten będzie narastał wraz z oddawaniem do ruchu licznych odcinków autostrad i dróg ekspresowych, które teraz są w budowie, a wkrótce będą wymagały bieżącego utrzymania. – komentuje Marcin Borek.

Co gorsza, odsetek dróg poddawanych w ciągu roku pracom utrzymaniowym spada systematycznie już od 2004. Wyjątkiem był wspomniany już rok 2009.

TIRy rozjeżdżają Polskę

Autorki raportu zwracają uwagę na utrzymujący się od wielu lat wzrost ruchu samochodów ciężarowych z przyczepami. Miał on decydujący wpływ na warunki na drogach oraz na proces niszczenia nawierzchni. W latach 2005-2010 ruch samochodów ciężarowych z przyczepami wzrósł o ok. 43%. W poprzednich okresach pięcioletnich wzrost ruchu tych pojazdów był jeszcze wyższy i wynosił 68% w latach 1995-2000 oraz 50% w latach 2000-2005. Daje to łącznie ponad 3,5-krotny wzrost ruchu samochodów ciężarowych z przyczepami w ciągu ostatnich 15 lat, przy czym bezwzględne przyrosty ruchu tych pojazdów w kolejnych okresach pięcioletnich były coraz większe. Na tle stale rosnącego ruchu ciężkiego problemem w Polsce pozostaje niedostosowanie nośności nawierzchni sieci dróg krajowych do ruchu pojazdów o nacisku 115 kN/oś, stanowiącym podstawowy standard dla sieci dróg międzynarodowych w Europie. Od momentu przystąpienia do Unii Europejskiej do końca 2010 roku udział dróg spełniających ten standard zwiększył się wprawdzie z 5,1% całkowitej długości sieci dróg krajowych do ponad 31% (ok. 5,9 tys. km), jednak niedostosowanie nośności na pozostałej 2/3 sieci dróg krajowych generuje dodatkowe koszty w zakresie remontów dróg.

Utrzymanie dróg tak samo ważne jak budowa nowych

W raporcie „Efektywność systemu zarządzania utrzymaniem dróg krajowych w Polsce” autorki przytaczają szereg najlepszych praktyk z krajów z całego świata, które mogą pomóc w skuteczniejszym zarządzaniu procesem modernizacji naszych dróg. Zwracają uwagę przede wszystkim na to, że brakuje pieniędzy na utrzymanie dróg, a budżet utrzymaniowy GDDKiA jest niestabilny. Zdaniem autorek raportu główni decydenci nie przykładają do utrzymania istniejącej infrastruktury wystarczająco dużej wagi. Autorki proponują, aby zadania z zakresu utrzymania dróg były traktowane na równi z budową nowej infrastruktury.

W raporcie autorki przedstawiają ocenę systemu zarządzania utrzymaniem dróg, zaznaczając zaległości w zakresie bieżącego utrzymania dróg i remontów, spowodowanych przede wszystkich niedofinansowaniem i niestabilnością budżetu utrzymaniowego. Zmiany wysokości przyznawanych środków nie pozwalają na optymalne planowanie prac utrzymaniowych, a przekroczone stany krytyczne nieremontowanych dróg zwiększają potrzeby remontowe.

W raporcie wymienione są również nieefektywności GDDKiA, które utrudniają sprawne zarządzanie utrzymaniem dróg w Polsce. Chodzi min. o:

  • Istniejące standardy wykonania prac utrzymaniowych, które nie uwzględniają limitów zakłóceń ruchu w związku z prowadzeniem robót drogowych.
  • Brak systemu oceny utrzymania z perspektywy użytkowników dróg, m.in. w zakresie czasu trwania robót drogowych i zajętości pasów ruchu.
  • Niepełne wykorzystanie systemów informatycznych, wspomagających zarządzanie utrzymaniem.
  • Brak systemu kompleksowej analityki zarządczej.
  • Brak systemu sprawozdawczości w zakresie drogownictwa.

– Brak funduszy to nie jedyne wyzwanie w zakresie utrzymania dróg. Musimy mieć na uwadze to, że decydenci powinni mieć absolutną pewność co do tego, iż pieniądze są efektywnie wydawane. To zaś możemy osiągnąć poprzez poprawę zarządzania całym procesem utrzymania dróg w naszym kraju – podsumowuje Marcin Borek z Ernst & Young.

Raport „Efektywność zarządzania utrzymaniem dróg krajowych w Polsce” przygotowały dr Joanna Archutowska ekspert ekonomiczny w Centrum Unijnych Projektów Transportowych (CUPT) i dr Jana Pieriegud z Katedry Transportu w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

O programie Ernst & Young Sprawne Państwo

Celem programu Ernst & Young Sprawne Państwo jest inicjowanie i wspieranie działań na rzecz poprawy funkcjonowania instytucji publicznych w Polsce. Poprzez program, Ernst & Young aktywnie włącza się do publicznej debaty nad reformą państwa. Program adresowany jest w szczególności do środowisk politycznych, naukowych, gospodarczych oraz organizacji pozarządowych.