Kolej gotowa na Euro, choć wciąż w remoncie

Dodatkowe połączenia, wydłużenie składów pociągów i wyznaczanie tras objazdowych – tak wyglądają przygotowania kolejarzy do zbliżających się mistrzostw Europy w piłce nożnej. Wiceminister transportu Andrzej Massel uważa, że kolej ma możliwości, by dobrze obsłużyć tłumy pasażerów-kibiców.

Choć, jak podkreśla, do euforii jeszcze daleko.

– Wiadomo, że nasza kolej nie jest idealna. Trzeba patrzeć na to rozsądnie, ale biorąc pod uwagę możliwości, kolej jest w stanie wykonać bardzo dużą prace w czasie Euro – dodaje wiceminister.

Wiadomo, że przed mistrzostwami nie uda się zakończyć modernizacji żadnej linii kolejowej pomiędzy miastami-gospodarzami. Na trasie Warszawa-Gdańsk remont torów, który miał być sztandarową inwestycją przed Euro, potrwa jeszcze co najmniej dwa lata.

Przedstawiciele kolei zapewniają, że mimo pewnych utrudnień z tym związanych, warunki ruchu na czas Euro będą poprawione. W tym celu przygotowano trasy objazdowe, które nieco przyspieszą podróż.

– Czas przejazdu z Warszawy do Gdańska trasą objazdową od 1 czerwca wyniesie 4h 40 min, więc dużo krócej niż dotychczas. Na szeregu tras, np. Wrocław-Poznań, te roboty zostaną zatrzymane. Pociągi będą mogły skorzystać z obu torów na remontowanym odcinku Wrocław-Rawicz, dzięki czemu przepustowość odcinka będzie lepsza. Powinno to wystarczyć, żeby potoki kibiców na Euro przewieźć – deklaruje Andrzej Massel.

– Przewoźnicy uruchamiają dodatkowe pociągi, które mają przewieźć duże grupy kibiców pomiędzy arenami mistrzostw. To również są połączenia międzynarodowe. Kolej ma duże możliwości dlatego, że wiemy, że nie da się tego potoku przenieść na drogę, choćby z powodu ograniczonej liczby miejsc parkingowych w miastach, w których się będą odbywały mecze – wyjaśnia Andrzej Massel.

Wśród przewoźników przygotowania idą pełną parą. PKP Intercity od 1 czerwca zmienia rozkład jazdy, pod kątem kibiców, którzy będą podróżować podczas Euro 2012. Przewoźnik zaoferuje m.in. więcej połączeń do miejscowości turystycznych, bezpośrednie połączenie między Gdynią a Berlinem oraz ok. 50 dodatkowych pociągów, które będą zawozić kibiców na mecze, a później ich odwozić.

Spółka szacuje, że z tych połączeń skorzysta nawet 45 tys. osób. PKP Intercity zapowiada również, że w razie potrzeby na tory wjadą dodatkowe składy.

Dziewięćdziesiąt dodatkowych pociągów przygotowuje również spółka Przewozy Regionalne. Nowe połączenia w Warszawie do Dworca Stadion i Lotniska Chopina oferują Szybka Kolej Miejska i Koleje Mazowieckie.

– Cieszymy się, że duzi przewoźnicy weszli do systemu Polish Pass. To dotyczy zarówno PKP Intercity, jak i Przewozów Regionalnych. To jest bardzo ważne, bo dzięki temu pasażerowie będą mogli w sposób nieograniczony przemieszczać się przez określoną liczbę dni po całej sieci kolejowej tak, jak będzie im to potrzebne – mówi wiceminister transportu.

W ramach Polish Pass, czyli elektronicznego vouchera, który umożliwi zakupy przez Internet różnych usług związanych z udziałem w Euro, kibice będą mogli kupić nie tylko bilety kolejowe w okresie od 6 czerwca do 2 lipca, ale również bilety lotnicze, miejskie, nocleg, a nawet ubezpieczenie zdrowotne.

Dobrą obsługę podróżnych mają umożliwić również dobiegające końca remonty infrastruktury dworcowej i kolejowej.

– To są m.in. dworce kolejowe, które będą tych pasażerów obsługiwały. W Warszawie to jest odświeżony Dworzec Centralny, kończąca się modernizacja Dworca Wschodniego, nowy przystanek przy Stadionie, połączenie do lotniska. Mamy też piękny dworzec we Wrocławiu czy nowy dworzec w Poznaniu. Jest się czym pochwalić – twierdzi Andrzej Massel.

Milion turystów w czasie euro

Drużyny piłkarskie, członkowie UEFA i kibice piłki nożnej. Już wkrótce do Polski przyjadą tysiące gości. – Trzeba ich zachęcić, żeby po Euro 2012 do nas wrócili – przekonuje były prezes Polskiej Izby Turystyki Jan Korsak. Problemem może być wzrost cen, zapowiadany przez handlowców na czas mistrzostw.

Piłkarze zdecydowanie wybrali Polskę. 13 z 16 drużyn piłkarskich, które zagrają w meczach Euro 2012, zamieszka w Polsce na czas mistrzostw. Tylko 3 drużyny, Ukraina, Francja i Szwecja, wybrały hotele na Ukrainie.

– To jest pierwszy, bardzo ważny sygnał, że Polska jest bardzo gościnnym krajem, warto do tego kraju przyjechać. Na pewno to będzie znakomita promocja tych miejsc, rozsianych po całym kraju, gdzie są bazy pobytowe – przekonuje Jan Korsak, odchodzący prezes Polskiej Izby Turystyki.

Drużyny piłkarskie zatrzymają się m.in. w Sopocie, Kołobrzegu, Warce i Wrocławiu. Trzy drużyny (Holandia, Włochy i Anglia) zamieszkają w Krakowie.

Polskie miasta, głównie te, w których odbywać się będą mecze, liczą na liczny przyjazd kibiców piłki nożnej. Według szacunków Ministerstwa Sportu i Turystyki w ciągu kilkunastu dni Euro do Polski może przyjechać ok. miliona turystów.

Jak podkreśla Jan Korsak, musimy jednak liczyć się z tym, że część turystów, którzy zamierzali w czerwcu odwiedzić Polskę, zrezygnuje z tego planu właśnie z powodu Euro.

– Takie wielkie wydarzenie powoduje wzrost cen. Poza tym zwiększają się środki bezpieczeństwa, zwiększają się kontrole i inne restrykcje. Czerwiec będzie zupełnie innym miesiącem. To powoduje zmianę preferencji u tych turystów, którzy przyjeżdżają tylko w celach turystycznych do Polski i nie są zainteresowani wydarzeniami Euro. Oni będą raczej zmieniać termin pobytu na przed Euro albo po Euro – prognozuje były szef PIT.

Tych, którzy zdecydują się na przyjazd do Polski, choćby tylko na obejrzenie meczu narodowej drużyny, trzeba zachęcić do odwiedzenia naszego kraju ponownie. Mamy niepowtarzalną szansę, by zareklamować polskie atrakcje turystyczne.

– Musimy pozostawić dobre wrażenie u naszych gości, że Polska nie jest drogim krajem, że warto tu przyjechać, że jest przyjemnie i że poza miejscami, gdzie obywają się Mistrzostwa Europy znajdują się również inne atrakcyjne miejsca. Euro może być lokomotywą ciągnącą inne wagony, którymi pokazujemy turystykę, prawdziwą turystykę, od morza aż po góry – zapewnia Jan Korsak.

I podkreśla, że na to wskazują doświadczenia innych krajów-organizatorów dużych imprez sportowych.

– Każde wydarzenie sportowe: Igrzyska Olimpijskie w Atenach czy Mistrzostwa Europy w Portugalii owocowały w zakresie turystyki, szczególnie w kolejnych latach. To jest dobra promocja i biznes turystyczny jest tego świadom – twierdzi były prezes PIT. – Poprawialiśmy infrastrukturę, dostępność komunikacyjną Polski. Rozbudowaliśmy lotniska, dworce kolejowe, poprawiamy infrastrukturę drogową. Kraj będzie bardziej przyjazny dla wszystkich, którzy będą przyjeżdżali.

Spada sprzedaż węgla w Polsce. Importujemy coraz mniej

W I kwartale roku na rynku polskim sprzedano 1 mln ton czarnego surowca mniej niż przed rokiem. Jednak polskim producentom udało się sprzedać prawie całość wydobytego w ich kopalniach węgla, co oznacza, że spada zapotrzebowanie na węgiel sprowadzany z zagranicy.

– W tym roku obserwujemy spadek zakupów na rynku węglowym. Porównując I kwartał roku 2012 do I kwartału roku 2011, globalna sprzedaż węgla energetycznego na rynku polskim spadła o 1 mln ton – mówi Mirosław Taras, prezes LW Bogdanka.

Czyli o ok. 9 proc. Zgodnie z danymi Ministerstwa Gospodarki, w pierwszych trzech miesiącach roku sprzedano nieco ponad 15 mln ton do celów energetycznych. Jednak, jak zapewnia Mirosław Taras, polscy producenci nie zostali z nadwyżkami surowca.

– Ten 1 mln ton węgla znikł z importu. W ubiegłym roku zaimportowano w I kwartale 3 mln ton węgla, a w tym roku tylko 2 mln. Zatem ta zmniejszona podaż i zmniejszony obrót zbilansował się na imporcie – wyjaśnia prezes LW Bogdanka.

W 2011 roku do Polski trafiło blisko 15 mln ton węgla, głównie z Rosji, Czech i Ukrainy.

W przeciwieństwie do tendencji rynkowej w I kwartale sprzedaż surowca w LW Bogdanka wzrosła i to o blisko 45 proc. do 2,08 mln ton. Wydobycie w tym czasie było zaledwie o 0,1 mln ton większe. Władze kopalni planują, że w całym roku wydobycie przekroczy 8,1 mln ton.

– Jesteśmy już po podpisaniu kontraktów, zawarciu umów na tym poziomie, zatem w tym roku planujemy pełną sprzedaż i nie przewidujemy ubytków – zapewnia Mirosław Taras.

Według prezesa Bogdanki średnia cena węgla na koniec roku wzrośnie o ok. 7 proc.

Na Euro pociągiem, samolotem, samochodem? – raport UOKiK

183 niedozwolone postanowienia – to rezultat pierwszej kontroli Prezes UOKiK dotyczącej wypożyczalni samochodów, przewoźników kolejowych i lotniczych. Najczęściej przedsiębiorcy całkowicie zwalniają się z odpowiedzialności za zniszczony samochód, bagaż, czy odwołanie pociągu. W toku jest 19 postępowań

Samolotem? Pociągiem? Wynajętym samochodem? Niezależnie jakim środkiem transportu wybierzemy się na rozgrywki piłkarskie, warto przed zawarciem umowy przeczytać regulamin linii lotniczej, przewoźnika kolejowego czy wypożyczalni aut. W wyniku najnowszej analizy przeprowadzonej przez Prezes UOKiK, Urząd zakwestionował 183 postanowienia.

W I kwartale 2012 roku sprawdzono 32 przedsiębiorców oraz łącznie 69 różnego rodzaju wzorców: regulaminów, umów, informacji na stronach internetowych, materiałów reklamowych, ofert specjalnych na Euro 2012. Najczęściej Prezes Urzędu kwestionowała klauzule, na podstawie których przedsiębiorcy zwalniają się z odpowiedzialności np. za uszkodzony bagaż lub wynajęty samochód oraz za ograniczenia w ruchu pociągów.

Samochodem

Skontrolowano: AUTO-RENT w Warszawie, Car-Pol Leasing w Warszawie (Budget), Car Net Polska w Kaliszu, City Rent Poznań w Poznaniu, EURORENT w Piastowie (Sixt), EXPRESS w Krakowie, PRO-EDU, Usługi edukacyjne i informatyczne w Luboniu (Autonaczas), Inter Best-97 w Warszawie (Europcar), LUPUS we Wrocławiu, Jupol-Car w Warszawie (Avis), Kineo w Warszawie (Autorental), MyCar Autowypożyczalnia Kameleon w Poznaniu, INTER–AUTO we Wrocławiu, Orbis Transport w Warszawie (Hertz®), PANEK w Lubinie, Astra Wypożyczalnia Samochodów w Gdańsku, Flota Auto w Poznaniu, Polandcars.com. we Wrocławiu, Auto–Viva w Gdyni, Werwest–Globar we Wrocławiu (Micar). Zakwestionowano 128 klauzul u 18 z 20 sprawdzonych przedsiębiorców.

Ponad połowa przedsiębiorców informowała w umowach, że w ogóle nie ponosi odpowiedzialności za uszkodzenie samochodu, braki w wyposażeniu oraz kradzież. Zastrzegano, że w każdym przypadku za szkody odpowiedzialny jest konsument, nawet jeżeli powstałyby z winy wynajmującego. Zgodnie z prawem, jeżeli straty powstały z winy wynajmującego, konsument ma prawo do odszkodowania.

Równie często informowano, że jeżeli najemca nie wykupi oferowanych przez wypożyczalnię ubezpieczeń, będzie musiał pokryć wszystkie koszty związane z uszkodzeniem lub kradzieżą pojazdu. W opinii UOKiK kwestionowane postanowienie może wzbudzać strach u konsumenta, który ostatecznie z obawy przez konsekwencjami finansowymi, wykupi oferowane polisy. Przypisywanie pełnej odpowiedzialności konsumentowi i wywieranie nacisku, w opinii UOKiK, narusza dobre obyczaje.

Wątpliwości wzbudzają także klauzule nakładające na konsumentów różne obowiązki, których niespełnienie grozi surowymi konsekwencjami. Przykładowo: jeden z przedsiębiorców informuje, że niezgłoszenie od razu wypożyczalni kradzieży pojazdu, oznacza, że dokonał jej najemca. Kolejny zobowiązuje konsumenta do zapłacenia wszystkich otrzymanych w czasie wypożyczenia mandatów bez względu na przyczynę ich wystawienia. Zdaniem Urzędu, nie we wszystkich okolicznościach konsument powinien automatycznie ponosić winę za niespełnienie formalności. Np. może się zdarzyć, że natychmiastowe zgłoszenie kradzieży będzie niemożliwe ze względu na nieprzewidziane okoliczności, a mandaty spowodowane zaniedbaniami wypożyczalni samochodów.

Działania UOKiK: 18 przedsiębiorców zostało wezwanych do zmiany kwestionowanych klauzul. Ponadto, Prezes UOKiK wszczęła siedem postępowań w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.

Samolotem

Skontrolowano: Polskie Linie Lotnicze LOT w Warszawie, Eurolot w Warszawie, OLT Express Regional w Gdańsku, SprintAir w Warszawie. Zakwestionowano 21 klauzul u wszystkich skontrolowanych.

Wątpliwości Prezes UOKiK wzbudziły postanowienia, w których m.in. linie lotnicze uzależniały odpowiedzialność za uszkodzenie bagażu od zgłoszenia tego faktu obsłudze na pokładzie samolotu (bagaż podręczny) lub natychmiastowego wypełnienia na lotnisku specjalnego formularza (bagaż rejestrowany), czy zgłoszenia uszkodzenia po wylądowaniu. W przeciwnym wypadku pasażer tracił możliwość dochodzenia swoich praw. Przepisy nie nakładają obowiązku powiadomienia czy natychmiastowego wypełnienia formularzy. Czas na zgłaszanie zastrzeżeń uszkodzonego bagażu wynosi siedem dni od dnia jego odbioru.

Urząd kwestionuje także postanowienia, na podstawie których przewoźnicy mogą dowolnie dysponować nieodebranym bagażem np. sprzedać lub zniszczyć. Zgodnie z prawem, oddając bagaż do luku zawieramy umowę przechowania. Gdy nie odbierzemy bagażu, przedsiębiorca ma prawo obciążyć nas kosztami jego przechowywania. Może także wyznaczyć czas na jego odebranie. Niedozwolone jest jednak arbitralne decydowanie, że nieodebranie bagażu oznacza, że właścicielowi jest już niepotrzebny.

Działania UOKiK: Czterech przedsiębiorców zostało wezwanych do zmiany kwestionowanych klauzul. Ponadto, Prezes UOKiK wszczęła cztery postępowania w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.

Pociągiem

Skontrolowano: PKP Intercity w Warszawie, Przewozy Regionalne w Warszawie, PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście w Gdyni, Koleje Wielkopolskie w Poznaniu, Koleje Dolnośląskie w Legnicy, Koleje Mazowieckie w Warszawie, Warszawska Kolej Dojazdowa w Grodzisku Mazowieckim, Szybka Kolej Miejska w Warszawie. Zakwestionowano łącznie 34 klauzule u wszystkich skontrolowanych.

Wzorce wszystkich kontrolowanych przewoźników kolejowych zawierają postanowienia, które wyłączają odpowiedzialność w razie wystąpienia tzw. ograniczenia w ruchu pociągów lub innych bliżej niesprecyzowanych okoliczności. W związku z tym, konsument, który poniesie szkodę i z winy kolei nie dotrze na czas, nie może starać się o rekompensatę. Warto pamiętać, że każdy przedsiębiorca odpowiada za opóźnienia spowodowane jego zaniedbaniem – wyjątkiem jest siła wyższa, zdarzenia spowodowane przez osoby trzecie lub podróżnego.

Wątpliwości Prezes UOKiK wzbudza także postanowienie regulaminu przewozu dotyczące korzystania z miejsc sypialnych lub do leżenia. Na jego podstawie przewoźnikzastrzega sobie prawo przydzielenia podróżnemu innego miejsca niż wskazane na bilecie. W ocenie Prezes UOKiK, niedozwolona jest zmiana przez przewoźnika, bez ważnych przyczyn, istotnych cech zawartej umowy przewozu, czyli wykupionego miejsca. Ponadto, postanowienie nie precyzuje, jakie sytuacje mają charakter szczególny i jakie inne miejsce przewoźnik może zaproponować konsumentowi.

Działania UOKiK: czterej przedsiębiorcy zostali wezwani do zmiany klauzul, a wobec ośmiu zostały wszczęte postępowania w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.

Praktyczne informacje wskazujące do kogo należy się zwrócić w przypadku problemów z przedsiębiorcą oraz na co uważać, zawierając umowę z wypożyczalnią samochodów, przewoźnikiem kolejowym czy lotniczym zawierają poradniki przygotowane przez UOKiK. Można je pobrać ze strony Urzędu.

10 błędów Ustawy refundacyjnej

Ustawa refundacyjna ma wiele wad legislacyjnych. Stworzyła nowe problemy i podniosła ceny leków. Eksperci PwC oraz kancelarii Baker & McKenzie w raporcie „Do trzech razy sztuka – Ustawa Refundacyjna po publikacji trzech pierwszych wykazów” oceniają, że ustawa uderza w pacjentów i wprowadza chaos na rynku leków.

Ustawa Refundacyjna weszła w życie 1 stycznia 2012 r. Od 1 maja 2012 r. obowiązuje już trzeci wykaz produktów refundowanych wydany przez Ministra Zdrowia. Raport „Do trzech razy sztuka” podsumowuje funkcjonowanie Ustawy w ciągu ostatnich miesięcy i pokazuje defekty nowych przepisów. – Ustawa zamiast usprawnić działanie systemu, destabilizuje go. Wprowadza zamieszanie i stawia pacjenta w gorszej sytuacji niż przed wejściem jej w życie. To bardzo niedobra i niepokojąca sytuacja – ocenia Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Autorzy raportu przekonują, że wady Ustawy są tak duże, że potrzebna jest nowa inicjatywa legislacyjna, która mogłaby tę sytuację poprawić. Konieczna jest zmiana lub doprecyzowanie przepisów Ustawy Refundacyjnej. Jeśli to się nie stanie, konsekwencje będą ponosić cały czas pacjenci. Eksperci IMS Health oceniają, że tylko rynek leków refundowanych, w pierwszych miesiącach 2012 roku, skurczył się o blisko 1,5 mld zł w porównaniu do roku ubiegłego. Dane IMS zamieszczone w raporcie czytalnie pokazują, że według obwieszczenia z 29 grudnia 2011 roku zmiana wysokości odpłatności pacjenta wzrosła o 302 mln zł. Natomiast zmiania wysokości refundacji przez NFZ zmniejszyła się o 738 mln.

Z kolei według obwieszczenia z 27 lutego 2012 roku zmiana wysokości odpłatności pacjenta wzrosła o 101 mln zł. Natomiast zmiana refundacji przez NFZ zmniejszyła się o 718 mln.

Według ostatniego obwieszczenia z 25 kwietnia 2012 r. wynika, że pacjent w 2012 roku będzie dopłacał do leku aż 38,7 proc. To niemal 5 punktów procentowych więcej niż w roku ubiegłym. Refundacja NFZ zmiejszyła się aż o 1,430 mld PLN. Średnia cena dla pacjenta wzrosła do poziomu 10 zł z 9,28 zł w roku 2011.

Takie konsekwencje działania Ustawy Refundacyjnej są odczuwane bezpośrednio przez Polaków. 70 proc. respondentów badanych w kwietniu 2012 r. przez Millward Brown SMG/KRC, ocenia działania Ustawy negatywnie. Natomiast aż 65 proc. badanych uważa, że w wyniku nowych przepisów leki refundowane stały się droższe.

Najważniejsze niedoskonałości ustawy refundacyjnej:

1. Niejasność zasad refundacji. Decyzje refundacyjne mają wadliwych adresatów. Niejasna jest relacja między decyzjami, które zna tylko wnioskodawca a obwieszczeniem ogłaszanym publicznie. Niedookreślony jest zakres refundacji, co ogranicza dostępność do leczenia.

2. Nieczytelny tryb wydawania decyzji refundacyjnych i ustalania limitów. Firma farmaceutyczna nie wie, na jakich warunkach negocjuje, nie zna składu grupy limitowej swojego leku, nie zna poziomu limitu.

3. Ceny sztywne spowodowały wzrost cen leków i ograniczyły do nich dostęp. Połączenie cen sztywnych z systemem limitowym okazała się najgorszym wyjściem dla pacjenta. Każda limitowa oszczędność NFZ uderza w pacjenta poprzez droższą cenę lub poprzez niekontrolowane zmiany terapii w aptece, a nie u lekarza.

4. Zakaz zachęt doprowadził do zablokowania normalnych i pożytecznych działań. Darowizny lekowe, przekazywanie pomp insulinowych szpitalom przez WOŚP, obniżanie cen do szpitali i wielu innych zwykłych praktyk, zostały „spatologizowane” bez żadnej oceny skutków takiej regulacji.

5. Zakaz reklamy aptek posiada antykonsumencki charakter. Doprowadzono do sytuacji, w której konsument nie może porównać oferty nawet produktów nierefundowanych.

6. Państwo zdecydowało o przerzuceniu na lekarzy i aptekarzy swoich obowiązków ubezpieczeniowych wobec pacjenta. Niszczy to istotę tych zawodów, jaką jest zaufanie publiczne. Powstaje bowiem konflikt pomiędzy osobistym bezpieczeństwem finansowym lekarza i aptekarza, a ich powinnościami terapeutycznymi wobec pacjenta.

7. Ustawa zmusza szpitale do naruszania przepisów. Ustawa o świadczeniach nakazuje im bowiem oferować ludziom wszystkie leki refundowane. Ustawa Refundacyjna zaś zakazuje im kupować leki droższe niż limit. Do lecznictwa szpitalnego wprowadzono apteczny system limitów, nie dopuszczając jednocześnie dopłat. Doprowadza to do sytuacji, gdzie pacjent nie dostanie potrzebnego mu leku od szpitala, nie może do niego w szpitalu dopłacić i nie może go do szpitala przynieść. W praktyce pozbawieni jesteśmy możliwości ratowania swojego zdrowia i życia.

8. Rozwiązanie zakładające zawieranie dwustronnych umów między Ministerstwem Zdrowia a dostawcami leków, funkcjonuje wadliwie. Ministerstwo nie było przygotowane, ani nie miało czasu zastanowić się nad ofertami firm. W przypadku leków aptecznych instytucja mogąca zastąpić uderzające w pacjentów grupowanie leków, nie została wykorzystana. Mogąc mieć oszczędności płynące z ofert firm, Ministerstwo wybrało oszczędności z kieszeni chorych.

9. Wprowadzenie dużych kar. Mimo niejasności zakazów i nakazów ustawy, niedookreślonych co do tego kto, czego, kiedy i dlaczego ma nie robić, kary wprowadzone w ustawie są drakońskie. Praktycznie każde zachowanie uczestników rynku jest penalizowane.

10. Wielką niewiadomą, pozostaje nadal rewolucja w najtrudniejszym, szpitalnym leczeniu: w chemioterapii i w ramach programów lekowych, tj. programów sztucznie stworzonych na bazie starych programów terapeutycznych. Do lipca NFZ musi zakontraktować leczenie na nowych warunkach ze wszystkimi szpitalami, a nie wiadomo nawet czy NFZ wyceniając dane leczenie w umowach ze szpitalami, będzie się czuł związany cenami i limitami z decyzji MZ.

Niedoskonałość przepisów Ustawy w ciągu kilku pierwszych miesięcy w 2012 r. zaowocowały wieloma negatywnymi konsekwencjami społecznymi. Wyniki badania przeprowadzonego przez Millward Brown SMG/KRC pokazują negatywne nastawienie Polaków do Ustawy:

– 63% badanych negatywnie oceniło ustawę na ogólnym poziomie;
– 70% badanych uważa, że ustawa źle działa;
– 65% badanych uznało, że ceny leków refundowanych zdrożały po wprowadzeniu ustawy;
– 36% badanych uważa, że w wyniku ustawy dostępność leków dla pacjentów jest mniejsza;
– 54% badanych uważa, ze wprowadzenie „sztywnych” cen leków refundowanych z jednoczesnym zakazem promocji, udzielania rabatów jest niekorzystne dla pacjentów;
– 41% badanych sądzi, że zakaz prowadzenia przez apteki działań reklamowych jest niekorzystny dla pacjentów.

Rada Nadzorcza ENERGA SA powołała Zarząd III kadencji

Rada Nadzorcza ENERGA SA zakończyła postępowanie kwalifikacyjne na funkcję Prezesa Zarządu ENERGA SA, a także Wiceprezesa Zarządu ENERGA SA ds. Finansowych oraz Wiceprezesa Zarządu ENERGA SA ds. Strategii Rozwoju (na podstawie art. 19a w związku z art.69a ust. ustawy 3 z dnia 30 sierpnia 1996 r. o komercjalizacji i prywatyzacji oraz rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 18 marca 2003 r. w sprawie przeprowadzania postępowania kwalifikacyjnego na stanowisko członka zarządu w niektórych spółkach handlowych oraz Statutu Spółki).

Uchwałami z dnia 28.05.2012 r. Rada Nadzorcza powołała do Zarządu ENERGA SA III kadencji:

Mirosława Bielińskiego na stanowisko Prezesa Zarządu

Po ukończeniu studiów (Uniwersytet Gdański, Wydział Ekonomiki Produkcji ) pracował jako robotnik, następnie w działach finansowo-księgowych kilku trójmiejskich firm. W 1989 roku związał się z jedną z najbardziej cenionych polskich firm konsultingowych – DORADCA. Przeszedł w niej od pozycji młodszego konsultanta do partnera, członka zarządu i współwłaściciela. Był odpowiedzialny za duże projekty doradcze, wymagające tworzenia dużych zespołów i bardzo skrupulatnej realizacji wyznaczonych celów. Od 2002 roku poszukiwał projektów typu interim management, łączących w sobie konsulting z zarządzeniem. Od 2008 r. pełnił funkcję Prezesa Zarządu ENERGA SA.

Romana Szyszko na stanowisko Wiceprezesa Zarządu ds. Finansowych

Jest absolwentem ekonomii na Uniwersytecie Gdańskim oraz finansów na Strathclyde University w Wielkiej Brytanii. Jest doświadczonym specjalistą do spraw inwestycji kapitałowych i zarządzania płynnością finansową. Pełnił m.in. funkcję członka zarządów w banku Dexia Kommunalkredit Polska S.A. oraz w Banku Komunalnym S.A (Nordea Bank Polska).Wcześniej był m.in. pracownikiem naukowo-badawczym w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową w Gdańsku, gdzie zajmował się analizami zmian efektywności w okresie po wprowadzeniu przekształceń własnościowych. Od 2008 r. pełnił funkcję Wiecprezesa ds. Finansowych ENERGA SA.

Wojciecha Topolnickiego na stanowisko Wiceprezesa Zarządu ds. Strategii Rozwoju:

Jest absolwentem Wydziału Zarządzania i Ekonomii na Politechnice Gdańskiej oraz Ecole Supérieure de Commerce w Rouen. Karierę zawodową rozpoczął w 1998 r. jako asystent w Credit Commercial de France. W latach 1999-2002 pracował jako senior w dziale Audytu i Doradztwa Gospodarczego w Arthur Andersen Sp. z o.o. Następnie w latach 2002-2006 pełnił funkcję zastępcy dyrektora finansowego oraz kontrolera finansowego w EADS PZL „Warszawa-Okęcie” SA. W okresie 2006-2008 prowadził własną działalność gospodarczą w zakresie corporate finance. W latach 2008 -2011 był wiceprezesem Zarządu ds. Finansowych PGE SA.

Rynek mieszkań w dwunastu krajach Europy w latach 2010-2011

W Polsce liczba mieszkań w zestawieniu z liczbą mieszkańców jest najniższa na kontynencie. Dodatkowo ich ceny w porównaniu do średniego wynagrodzenia są wysokie – w naszym kraju na zakup własnego 70-metrowego mieszkania trzeba zaoszczędzić 8,5 średnich rocznych pensji, podczas gdy w Danii wystarczy odłożyć tylko 2,5. Mamy za to jedne z najniższych w Europie kosztów utrzymania lokum – takie m.in. wnioski płyną z raportu firmy doradczej Deloitte „Property Index. Overview of European Residential Markets. How do Europeans live, and for how much?” porównującego rynki mieszkaniowe w krajach europejskich.

Eksperci firmy doradczej Deloitte przeanalizowali rynek mieszkań w dwunastu krajach Europy w latach 2010-2011, biorąc pod uwagę liczne wskaźniki. Należy do nich m.in. średnia ilość mieszkań przypadających na obywateli, ich ceny oraz koszty utrzymania. Z badania wynika, że krajem w którym średnio na 1 000 mieszkańców przypada największa liczba mieszkań jest Hiszpania (559). To wynik o 17% wyższy od europejskiej średniej. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tym kraju, jeszcze przed globalnym kryzysem finansowym rozpoczęto realizację wielu dużych projektów mieszkaniowych. Niektórzy analitycy tamtejszego rynku szacują, że liczba niesprzedanych mieszkań osiągnęła w 2010 r, 1,5 mln. co uwzględniając przeciętny popyt roczny wskazuje, że potrzeba będzie co najmniej 6 lat na to aby wszystkie lokale znalazły nabywców.*

„Po przeciwnej stronie szali, pod względem proporcji liczby mieszkańców do liczby mieszkań znajduje się Polska, która ma najniższą liczbę mieszkań przypadającą na 1 000 obywateli – 351, czyli o 26% mniej niż wynosi średnia dla Europy. Wynika to z wieloletnich opóźnień w budownictwie mieszkaniowym, które swój rozkwit przeżyło dopiero w ostatnich latach przed kryzysem finansowym. Z drugiej strony, wprowadzone w ostatnich latach obostrzenia w kredytowaniu osób indywidualnych (szczególnie w bardzo popularnych wcześniej frankach szwajcarskich) wpłynęło na ograniczenie popytu na mieszkania, co przełożyło się na mniejszą liczbę budowanych obiektów. Dodatkowym czynnikiem, który będzie miał wpływ na liczbę lokali mieszkalnych w przyszłości jest nowa ustawa developerska, która znacząco ogranicza możliwość pokrywania kosztów budowy mieszkań z przedpłat kupujących. Najprawdopodobniej doprowadzi to w perspektywie średniookresowej do dalszego ograniczenia liczby noworozpoczynanych projektów pogłębiając dysproporcje liczby mieszkań przypadających na 1000 mieszkańców w Polsce i pozostałej części Europy.” – mówi Michał Rokosz, Wicedyrektor w dziale doradztwa rynku nieruchomości Deloitte.

Duże dysproporcje pomiędzy poszczególnymi krajami widać także, gdy porównuje się czas, który ich obywatele potrzebują na zebranie kwoty wystarczającej na zakup własnego mieszkania. Z analizy wynika, że najszybciej na własne lokum mogą pozwolić sobie Duńczycy. W tym państwie wystarczy odłożyć 2,4 roczne pensje brutto by nabyć nowe, 70-metrowe mieszkanie. Polska, z wynikiem na poziomie 8,5 rocznych pensji znalazła się niemal na końcu zestawienia. Dłużej trzeba oszczędzać tylko we Francji – ponad 9 lat. W większości krajów wartość ta waha się pomiędzy 6 a 9 rocznych pensji – przykładem są m.in. Czechy, Holandia i Wielka Brytania, gdzie nowe mieszkanie kosztuje ponad siedem średnich rocznych pensji.

Analizując wielkość mieszkań w poszczególnych krajach okazuje się, że najbardziej okazałe apartamenty są w posiadaniu Anglików, Hiszpanów i Niemców – większość z nich ma do dyspozycji 5 lub więcej pokoi. W Europie Środkowej (Polsce, Czechach i na Węgrzech) jest to zazwyczaj dwa lub trzy pokoje.

Wyniki badania pokazują, że w analizowanym okresie (rok 2011 w porównaniu do roku 2010) ceny mieszkań najbardziej wzrosły we Francji (o 6,2%), na drugim miejscu pod tym względem były Niemcy (wzrost o 4%), a na trzecim Austria (3,1%). Na Węgrzech i w Hiszpanii zaobserwowano odwrotny trend – spadek cen (odpowiednio o 23,5% i 5,6%). Najdroższą stolicą Europy, wśród miast objętych analizą, był Paryż, gdzie w roku 2011 średnia cena nowego mieszkania przekroczyła 8 000 EUR za metr kwadratowy. Najtańsze mieszkania można natomiast znaleźć w Europie Środkowej. W Budapeszcie średnia cena mieszkania w 2011 roku wynosiła 940 EUR za metr kwadratowy.

„Warto podkreślić, że ceny nieruchomości w Polsce należą do najniższych wśród analizowanych państw, taniej jest tylko na Węgrzech. Nieznacznie drożej jest w Czechach i Niemczech, ale różnica jest minimalna. Oznacza to, że przy różnym poziomie rozwoju gospodarczego nasi zachodni sąsiedzi płacą za mieszkania prawie tyle samo co Polacy. Z drugiej strony przeciętny Polak kupuje zazwyczaj mniejsze mieszkanie (2-3 pokojowe), podczas gdy Anglik czy Niemiec decyduje się na 5 lub więcej pokojów. Ponadto słabnący popyt na mieszkania skłania część deweloperów do oferowania dodatkowych zachęt, takich jak np. wyposażona kuchnia, co przekłada się na realną obniżkę kosztu zakupu mieszkania” –dodaje Michał Rokosz z Deloitte.

Najdroższym miastem Europy Środkowej w 2011 roku była Praga, gdzie metr kwadratowy mieszkania kosztował średnio 2 500 EUR, co jest ceną porównywalną np. z Berlinem. Jednocześnie Praga jest jednym z niewielu miast Europy, gdzie ceny nowych mieszkań ponad dwukrotnie przewyższają średnią krajową. We Frankfurcie i Hamburgu cena nowego lokum jest dwa i pół raza wyższa niż w pozostałych rejonach Niemiec. Najwyższe koszty związane z utrzymaniem mieszkania w 2011 roku odnotowano w Danii i Francji. Ogólne wydatki takie jak: czynsz, naprawa, remonty w tych krajach przewyższały średnią unijną, która wynosi 5 800 EUR w przeliczeniu na gospodarstwo domowe, odpowiednio o 70% i 41%. Najmniejsze nakłady na utrzymanie mieszkania ponoszą Węgrzy (zaledwie 40% unijnej średniej), drudzy w kolejności są Polacy.

Od 2013 roku o cenach gazu zadecyduje rynek

Ceny gazu regulowane przez rynek, a nie Urząd Regulacji Energetyki – takie zmiany zakłada Program Uwolnienia Gazu (PUG) przygotowany przez PGNiG na podstawie wytycznych URE. Na razie zmiany dotyczyć miałyby dostaw dla odbiorców instytucjonalnych.

Pośpiech związany z uwalnianiem cen gazu wynika z przepisów unijnych.

– Jesteśmy ostatnim krajem, który jest objęty regulacją cen gazu. To, o czym w tej chwili mówi URE i to, co zaproponowaliśmy w PUG-u, to jest zniesienie regulacji cenowych dla obrotu hurtowego – wyjaśnia prezes PGNiG

Komisja Europejska za opóźnienia grozi skargą do Trybunału Sprawiedliwości, a przegrana oznaczałaby dla Polski wysokie kary finansowe. Bruksela wstrzymuje się na razie z taką decyzją, obserwując efekty prac nad liberalizacją rynku.

Prace nad Programem Uwalniania Gazu nabrały tempa. Po trzymiesięcznych konsultacjach społecznych, PGNiG opracowuje ostateczny kształt projektu. Zadanie niełatwe, bo uczestnicy rynku zgłosili wiele uwag, często ze sobą sprzecznych.

Jednym z głównych założeń procesu liberalizacji rynku, jest wprowadzenie gazu do obiegu giełdowego. Prezes URE Marek Woszczyk ma nadzieję, że będzie to możliwe już we wrześniu tego roku. To oznacza, że PGNiG będzie musiał sprzedawać na towarowej giełdzie znaczące ilości swojego surowca.

Po zakończonych konsultacjach, trwają jeszcze końcowe ustalenia dotyczące ostatecznej treści Programu. PGNiG i URE chcą o tym rozmawiać między sobą i z innymi uczestnikami rynku.

– To konieczne działanie, by proces zniesienia regulacji cenowych przyniósł pożądane efekty – mówi prezes PGNiG Grażyna Piotrowska-Oliwa.

Mimo że rynek, do tej pory opanowany przez spółkę, zyska nowych graczy, prezes PGNiG jest spokojna o efekty uwalniania cen.

– Ja się tego nie boję, bo każde działanie niesie za sobą jakieś ryzyko. A zdecydowanie lepiej jest stosować rozwiązania uzgodnione przez wszystkie strony, które są zainteresowane takim działaniem niż stosować działania narzucone odgórnie – mówi Grażyna Piotrowska-Oliwa.

Zgodnie z ustaleniami PGNiG i Urzędu Regulacji Energetyki do uwolnienia rynku gazu dla odbiorców hurtowych mogłoby dojść od 1 stycznia 2013 roku.

Tak ma wyglądać Polska w 2050 r.

Kraj, w którym praca jest dla wszystkich mogących ją podjąć, a mieszkańcy są przygotowani do podjęcia wyzwań stawianych przez rynek pracy. Zaś biznes i administracja publiczna są dla siebie partnerami i wspólnie rozwiązują problemy, działając na rzecz państwa. To wizja Polski za niespełna 40 lat roztaczana w raporcie PwC stworzonym przy udziale resortu gospodarki.

Autorzy raportu „Wizja zrównoważonego rozwoju dla polskiego biznesu 2050” wskazali 6 kluczowych obszarów, na których należy się skoncentrować. Są to: kapitał ludzki, kapitał społeczny, infrastruktura – rozumiana zarówno jako infrastruktura transportowa, jak i technologiczna, zasoby naturalne, energia oraz jakość państwa i instytucji.

– W ramach tych obszarów zostały sformułowane zarówno wizja, czyli to, gdzie chcielibyśmy być za kilkadziesiąt lat. Jak i to, co powinniśmy zrobić w ramach każdego z nich, aby ten cel zrealizować – tłumaczy Aleksandra Stanek-Kowalczyk. – Oczywiście, nie są to jedyne obszary, w ramach których powinny zostać podjęte działania, ale przedstawiciele biznesu uznali, że te są najważniejsze i na tych powinniśmy się skupiać.

Wizja Polski wypracowana podczas konsultowania raportu, to innowacyjna gospodarka oparta na zaufaniu, kraj, w którym mamy zrównoważoną infrastrukturę, transport oraz zróżnicowaną i bezpieczną energię, niegenerującą kosztów, ani społecznych, ani środowiskowych.

Mimo, że 40 lat to odległa perspektywa, to zmiany w postawach, zachowaniach, systemach muszą zajść już teraz. To jest kluczowe wyzwanie – przekonują twórcy raportu.

– Boimy się, że za jakiś czas będziemy mieć problem z dostępem do wykwalifikowanych pracowników. Przed nami wyzwania demograficzne. Szacunki mówią, że za 50 lat będziemy najstarszym społeczeństwem Europy, pracujących będzie tyle samo, co niepracujących, a pracowników będziemy nadal potrzebowali. I to odpowiednio wykształconych, dostosowanych do rynku pracy i potrafiących korzystać z nowoczesnych technologii. Takich wyzwań jest znacznie więcej – komentuje Aleksandra Stanek-Kowalczyk.

Raport „Wizja zrównoważonego rozwoju dla polskiego biznesu 2050” ma być też platformą do debaty wokół wyzwań związanych ze zrównoważonym rozwojem. Jego autorzy liczą, że rozpocznie dyskusję wśród samych przedsiębiorców, ale i przedstawicieli instytucji publicznych.

– Istnieje strategia „Polska 2030” czy „Europa 2020”, jednak brakuje w nich głosu biznesu. Chcieliśmy więc, żeby ten raport też pokazywał długoterminowe wyzwania, ale z perspektywy przedsiębiorców – mówi Aleksandra Stanek-Kowalczyk z firmy doradczej PwC.

Raport powstał w odpowiedzi na działania Światowej Rady na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju (WBCSD), która w 2010 r. przedstawiła dokument „Vision 2050. The new agenda for business”, formułujący kluczowe wyzwania dla sektora prywatnego związane z budowaniem stabilnych podstaw zrównoważonego rozwoju. Dostrzegając zróżnicowanie warunków oraz szans rozwojowych poszczególnych państw, organizacje regionalne WBCSD zainicjowały wypracowanie wizji na szczeblu krajowym.

Netia chce przejąć TK Telekom i Exatela

Spółka telekomunikacyjna liczy na możliwość kolejnych fuzji. – Jest wiele podmiotów, które moglibyśmy przejąć – przekonuje prezes Netii Mirosław Godlewski. Na celowniku w pierwszej kolejności są TK Telekom i Exatel.

– Gdyby te przejęcia miały nastąpić pod koniec tego roku lub w przyszłym roku, to byłby to idealny moment – podkreśla Mirosław Godlewski, prezes Netii.

Właściciele Exatel i Tk Telekom wielokrotnie sygnalizowali zamiar sprzedaży. W obu przypadkach firmy stanowią działalność pozapodstawową swoich spółek-matek: Exatel należy do Polskiej Grupy Energetycznej, zaś TK Telekom to spółka zależna PKP. W przypadku TK Telekom termin składania ofert wiążących mija wraz z końcem maja. PGE wciąż rozważa jak i kiedy mogłoby dojść do sprzedaży Exatela. Decyzja ma zapaść do końca II kwartału roku.

– Wielokrotnie zgłaszaliśmy zainteresowanie wzięciem udziału w tych procesach, ale najpierw musi być determinacja w prowadzeniu procesu sprzedaży. My będziemy wtedy zainteresowani kupnem – zapowiada prezes Netii.

Zdaniem Mirosława Godlewskiego, zaletą spółki jest przede wszystkim doświadczenie w konsolidacji. W ubiegłym roku Netia przejęła Telefonię Dialog i Crowley Data Poland. Konsolidacja trzech przedsiębiorstw trwa już od kilku miesięcy.

– Koncentrujemy się na tym jak Netia w dalszym ciągu może konsolidować rynek. Wciąż jest on rozdrobniony, wciąż jest wiele podmiotów, które moglibyśmy przejąć. Jesteśmy zainteresowani taką konsolidacją. Mamy na to środki finansowe, mamy również potencjał do brania pożyczek z banku – deklaruje prezes Netii.

Wartość transakcji przejęcia dwóch firm to blisko 1 mld zł. Wyniki finansowe Dialogu i Crowleya przyczyniły się w ubiegłym kwartale do wzrostu przychodów Netii odpowiednio o 124,2 mln zł oraz 23,6 mln zł. Przychody skonsolidowanego podmiotu wyniosły 544,3 mln zł.