Życie na kredyt jest lekkie i przyjemne, ale do czasu

Po 20 latach życia na sterydach, czyli na środkach emitowanych przez banki centralne i komercyjne, wchodzimy właśnie w okres kaca – przestrzega Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. – Pytanie, jak go zwalczymy. Jego zdaniem lekarstwem są wykształceni ludzie, którzy mogą przyciągnąć do kraju nowych inwestorów i nowe miejsca pracy.

– Są powody do niepokoju, że sytuacja, jaka trwała w ciągu ostatnich 20 lat, nie będzie trwać w nieskończoność – ocenia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Robert Gwiazdowski.

Zdaniem prezydenta Centrum im. Adama Smitha, środki finansowe emitowane zarówno przez banki centralne, jak i komercyjne, psują gospodarkę i napędzają spiralę zadłużenia. Gospodarka nie ma pokrycia w rzeczywistości, tylko opiera się na środkach kredytowanych.

– Jak się żyje na sterydach, to jest przyjemnie, lżej, tak samo jak po alkoholu, ale potem przychodzi kac, a my właśnie wchodzimy w okres takiego kaca. Pytanie, co zrobimy? Czy zwalczymy tego kaca, żeby jutro już czuć się dobrze, czy też będziemy zwalczać kaca tzw. klinem, a jak się kończy zwalczanie kaca klinem, wszyscy wiemy – mówi Gwiazdowski.

Prezydent CAS twierdzi, że polska gospodarka i sektor publiczny powinny skorzystać z dwóch czynników, które mogą zdecydować o rozwoju naszego kraju: czyli z potencjału ludzkiego i położenia geopolitycznego. Jak podkreśla, również tereny inwestycyjne dostępne w Polsce, to jeden z największych atutów kraju.

– Leżymy w centrum Europy, na skrzyżowaniu szlaków komunikacyjnych. Mamy ten zasób w postaci młodych ludzi, którzy chcą pracować, więc damy sobie radę – mówi. Jego zdaniem to wielka ekonomiczna szansa. – Tu lokują się firmy logistyczne, dlatego właśnie, że jest to centrum Europy.

Gwiazdowski przypomina, że na rynku pracy mamy pokolenie wyżu demograficznego: dobrze wykształcone, ambitne i kreatywne, które może być siłą napędową gospodarki.

– To są ludzie nieźle wykształceni, którzy chcą pracować, więc należałoby wyeliminować przyczyny, dla których tej pracy dla nich nie ma. To nie jest przyczyna, że państwo czegoś nie robi. Przyczyną jest właśnie to, że państwo coś robi – sugeruje ekonomista. – Nadmiernie opodatkowuje pracę młodych ludzi.

Centrum im. Adama Smitha apeluje o zmniejszenie podatków od dochodów startujących na rynku młodych pracowników. Dziś wszystkie obciążenia nałożone na nie (PIT, składki ubezpieczeniowe, etc.) przekraczają 60 procent zarobionej sumy.

– Nie ma dobrych podatków, są tylko złe, ale wśród tych złych podatków, niektóre są gorsze od innych. Jednym z najgorszych, najgłupszych podatków, są podatki obciążające wynagrodzenia młodych ludzi, wkraczających w wiek produkcyjny i reprodukcyjny – mówi Gwiazdowski.

I przypomina, że to leży u podstaw problemu demograficznego, który przekłada się na kłopoty systemu emerytalnego i finansów publicznych. Prezydent Centrum im. Adama Smitha twierdzi, że państwo, jeżeli musi zwiększać obciążenie podatkowe, to powinno to robić przez zwiększanie podatków na konsumpcję, a nie pracę.

Wynagrodzenia członków zarządu w 2011

Swoich członków zarządu w 2011 r. najwyżej opłacało TVN S.A. z przeciętnym oferowanym uposażeniem na poziomie około 4,5 mln zł. Przeciętne wynagrodzenia w „TOP 10” najlepiej płacących spółek mieściły się w przedziale 1,7 -4,5 mln zł, przy średniej wynoszącej ok. 2,3 mln zł. Przedsiębiorstwa ze wszystkich trzech analizowanych indeksów znalazły się w „TOP 10”, choć analogicznie jak w roku ubiegłym najsilniejsza reprezentacja w tej grupie przypadła na WIG20 (4 spółki).

Struktura właścicielska spółki wciąż nie pozostaje bez wpływu na poziom wynagrodzeń, co obserwujemy po raz kolejny w tegorocznym badaniu. Najwyraźniej widać to na przykładzie spółek z dużym udziałem Skarbu Państwa, które oferują znacznie niższe wynagrodzenia niż pozostałe przedsiębiorstwa z właściwych indeksów (średnio o ok. 30% mniej niż spółki w WIG20 i 25% mniej niż mWIG40). Warto zauważyć, że w przypadku WIG20 różnica ta pogłębiła się w stosunku do roku 2010 o ok. 10 pkt. procentowych.

Jak kształtowane są i od czego zależą wynagrodzenia członków zarządu?

Płaca zasadnicza członków zarządów zależy przede wszystkim od wielkości organizacji i stopnia skomplikowania biznesu, co wyraża się najczęściej przyporządkowaniem spółki do danego indeksu giełdowego, kapitalizacją rynkową (największa korelacja), wielkością aktywów i poziomem przychodów. Niebagatelne znaczenie ma sam fakt notowania spółki na giełdzie i wiążące się z tym obowiązki – jak choćby wymóg prezentacji informacji o wypłaconym wynagrodzeniu – i ponoszona odpowiedzialność.

W 2011 r. ok. 55% wynagrodzenia prezesów i członków zarządów największych spółek z GPW stanowiło wynagrodzenie zasadnicze, podobnie jak miało to miejsce rok wcześniej. Na przestrzeni ostatniego roku wzrósł natomiast udział wynagrodzenia zmiennego (z 28% do 35%) kosztem pozostałych składników tj. dodatkowych świadczeń, takich jak prywatna opieka medyczna, dodatkowy urlop płatny itp. oraz wynagrodzenia z tytułu pełnienia funkcji w jednostkach zależnych i stowarzyszonych. Najpopularniejszymi miernikami, od których zależy płaca zmienna pozostają EPS i EBITDA.

„Pomimo wzrostu udziału płacy zmiennej w całości pakietu, polskie systemy premiowe nadal pozostają relatywnie mało agresywne w porównaniu z rozwiązaniami stosowanymi np. w USA, czy Wielkiej Brytanii, gdzie płaca zmienna zwykle przewyższa płacę zasadniczą i stanowi około 60% pakietu” – stwierdza Artur Kaźmierczak, dyrektor zespołu HR Consulting w PwC.

Zainteresowanie długookresowymi planami motywacyjnymi w Polsce kształtuje się na podobnym poziomie jak w roku poprzednim (ok. 42%). Najbardziej popularną formą nadal pozostają opcje menedżerskie (najczęściej na akcje nowej emisji), które są stosowane w ok. 80% tego typu zachęt. Na drugim miejscu pod względem popularności w Polsce znajdują się programy oparte na akcjach spółki lub podmiotu dominującego (ok.9%).

„Pod tym względem zdecydowanie jako Polska odbiegamy od trendu występującego na rozwiniętych rynkach finansowych, gdzie od pewnego czasu obserwuje się spadek zainteresowania opcjami. Przykładowo w Wielkiej Brytanii aż 90% programów długoterminowych jest opartych na akcjach za wyniki (tzw. performance shares), a jedynie niecałe 10% to programy opcyjne” – podkreśla Artur Kaźmierczak. „W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że stosunkowo niewiele firm, które motywują kadrę menedżerską tego typu systemami (40%) wprowadziło nowe programy lub przyznało nowe nagrody długoterminowe w 2011 roku, podczas gdy większość raczej skoncentrowała się na realizacji kolejnych transzy na podstawie wcześniej przyjętych programów.”

Badanie PwC obejmuje wynagrodzenia kadry zarządzającej 140 spółek giełdowych w 2011 r. w ujęciu branżowym, z podziałem na poszczególne indeksy GPW: WIG20, mWIG40 i sWIG80 według składu indeksów na dzień 31 grudnia 2011 roku.

Szef GDDKiA na temat wykorzystania tegorocznego budżetu na budowę dróg

– Tempo prac na poszczególnych budowach rzeczywiście spada – mówi Lech Witecki, Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad. Problemy finansowe firm budowlanych i spowolnienie prac z tym związane może oznaczać, że z tegorocznego budżetu na budowę dróg nie wszystko zostanie wydane.

Jak przyznaje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria szef GDDKiA, nie na wszystkich inwestycjach, które zostały zakontraktowane, tempo prac idzie zgodnie z przyjętym haromonogramem. Przykładem mogą być dwa odcinki autostrady A1.

– Do momentu, kiedy nie wyjaśni się sprawa konsorcjum wszystkich firm i ich kondycji finansowej na tym kontrakcie, prace nie będą prowadzone w takim zakresie, w jakim potrzeba – podkreśla Lech Witecki.

Prace zahamowało ogłoszenie upadłości polskich spółek w konsorcjum budującym trzy odcinki A1, czyli PBG oraz Hydrobudowy. Na razie ustalono, że część prac od PBG przejmie irlandzka firma SRB.

Firmy czekają również na decyzje polityków. W środę minister skarbu Mikołaj Budzanowski zapowiedział, że rząd rozważa dwie opcje pomocy PBG: dofinansowanie od państwa w wysokości 385 milionów złotych lub wykupienie kilku spółek należących do grupy.

To może być zaledwie początek problemów w drogownictwie. Przedstawiciele branży alarmują, że w najbliższym czasie ze względu na zmniejszającą się liczbę inwestycji, drogie materiały i zatory płatnicze, firmy budowlane będą musiały ratować się przed bankructwem na różne sposoby. Najbardziej prawdopodobnym, bo przynoszącym najszybsze efekty, będą zwolnienia. Eksperci szacują, że prace może stracić nawet 150 tysięcy osób.

– Te problemy mogą mieć wpływ na poziom wydatkowania środków w naszym budżecie zaplanowanym na ok. 30 mld zł. Może być niższy – przyznaje Lech Witecki.

Dlatego Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w ubiegłym tygodniu wprowadziła usprawnienie, które przyspieszy wypłatę środków dla wykonawców za część zrealizowanych prac.

– Udało nam się uzgodnić procedurę, dzięki której moglibyśmy przyśpieszyć proces składania przejściowych świadectw płatności przez generalnego wykonawcę. Czyli jak wykonawca złoży do nas ten dokument za faktycznie wykonane prace, równolegle moglibyśmy mu wypłacić część pieniędzy – wyjaśnia szef GDDKiA. – To jest reakcja na to, co dzieje się w sektorze bankowym. W niektórych przypadkach umowy kredytowe są wypowiadane generalnym wykonawcom.

Z szacunków GDDKiA wynika, że jeszcze w lipcu około 300 mln może wpłynąć na kontrakty i poprawić ich płynność finansową.

To już kolejne takie narzędzie, proponowane przez GDDKiA. Kilka miesięcy temu wprowadzono przyspieszone płatności.

– Mamy termin umowny do 48. dnia średnio w kontraktach. Udało nam się zmobilizować wykonawców, że jeśli złożyli komplet dokumentów w terminie, mogliśmy wypłacić te pieniądze wcześniej, niektórym nawet po jednym lub po dwóch dniach – przypomina Lech Witecki.

Jego zdaniem to usprawnienie pozytywnie wpłynęło, m.in. na budowę odcinka C autostrady A2. Zaproponowane wcześniej rozwiązanie uwzględnia też interesy podwykonawców. GDDKiA wymaga teraz oświadczeń i weryfikuje proces płacenia podwykonawcom przez generalnych wykonawców.

– Płacimy szybciej wszystkim tym, którzy też szybko regulują swoje zobowiązania wobec partnerów. Nawet w niektórych przypadkach jesteśmy w kontakcie z podwykonawcami. Można znaleźć wiele przykładów na to, że płacimy bezpośrednio podwykonawcom zatwierdzonym, a nie generalnemu wykonawcy, oczywiście za jego zgodą, żeby usprawnić cały proces – tłumaczy Witecki.

Wynagrodzenia prezesów spółek giełdowych w 2011 r.

Wynagrodzenia członków zarządu rosną szybciej niż pozostałych pracowników. Wzorem rynków zachodnich w płacach osób zarządzających stopniowo zwiększa się udział wynagrodzenia zmiennego.

Najwyższe średnie roczne wynagrodzenie dla osób zarządzających oferuje sektor mediów i rozrywki (ok. 2,8 mln zł) oraz sektor finansowy (w tym ubezpieczenia – ok. 2,82 mln zł, bankowość – ok. 1,88 mln zł oraz rynek kapitałowy – ok. 1,58 mln zł). Spółki z indeksu WIG20 przeciętnie płaciły swoim prezesom i członkom zarządu ok. 1,75 mln zł rocznie (w porównaniu z 1,4 mln zł rok temu) tj. prawie 1,5 raza więcej niż spółki z mWIG40 i prawie dwa razy więcej niż te z sWIG80 – wynika z najnowszego badania PwC „Wynagrodzenia zarządów największych spółek giełdowych w 2011 roku”. W sumie w porównaniu z rokiem ubiegłym, wynagrodzenia osób zarządzających wzrosły o ok. 18%. Co ciekawe, znacznie wyższy (25%) wzrost uposażeń można było zaobserwować w przypadku wynagrodzeń prezesów niż pozostałych członków zarządu (14%).

„Większość spółek objętych badaniem zanotowała w ostatnim roku poprawę wyników, co przełożyło się na wzrost premii wypłacanych w 2011 r. w porównaniu do lat ubiegłych. Wyższa premia w połączeniu z nawet umiarkowanym wzrostem części stałej wynagrodzenia spowodowała 18% wzrost całkowitego uposażenia widoczny w tegorocznych danych. Wyższe premie oznaczają jednak nie tylko wyższą wypłatę, ale także świadczą o pewnej zmianie zachodzącej w strukturze wynagrodzeń osób zarządzających” – podkreśla Barbara Mierzejewska, menedżer w zespole HR Consulting w PwC.

W porównaniu z rokiem ubiegłym, udział premii w stosunku do innych składników wynagrodzenia krótkoterminowego prezesów i członków zarządów wzrósł z 28% do 35% w roku 2011. Trend ten powinien cieszyć akcjonariuszy, gdyż w coraz większym stopniu wynagrodzenie staje się uzależnione od wyników spółki, co przybliża nas do bardziej zaawansowanych rynków finansowych. Udział części ruchomej wynagrodzenia zwiększył się w ostatnim roku głównie kosztem takich składników pakietu krótkoterminowego jak świadczenia dodatkowe i wynagrodzenia od jednostek zależnych i stowarzyszonych.

W której branży zarabia się najwięcej?

Porównując rok do roku w ujęciu branżowym, warto zauważyć, że w pierwszej dziesiątce najlepiej płacących branż znajdują się praktycznie te same sektory, co w roku ubiegłym. Wyjątek stanowi energetyka, która z 18 miejsca w 2010 r. weszła w 2011 r. na pozycję 9 zastępując firmy deweloperskie, które spadły z 9 na 17 miejsce w rankingu.

„Spółki z WIG20 – znacząco przewyższają spółki z indeksów mWIG40 oraz sWIG80 pod względem kapitalizacji rynkowej, aktywów i przychodów – w konsekwencji oferują zarządom znacznie wyższe przeciętne wynagrodzenia. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że o ile w przypadku bankowości wysokość wynagrodzeń jest ściśle skorelowana z wielkością spółki mierzoną wartością aktywów i kapitalizacją rynkową, o tyle spółki mediowe i rynku kapitałowego nie odbiegają pod względem wielkości od firm z innych branż a ich zarządy są relatywnie sowicie wynagradzane. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na przedsiębiorstwa z sektora surowcowego, które pomimo swojej znacznej wielkości relatywnie skromnie wynagradzały osoby zarządzające” – komentuje Dominika Jędrzejewska, starszy konsultant w zespole HR Consulting w PwC.

Wśród dziesiątki najlepiej zarabiających prezesów zarządów roczne wynagrodzenie krótkoterminowe w 2011 r. mieściło się w przedziale od ok. 3,4 mln zł (pan Luigi Lovaglio– Prezes Zarządu Pekao S.A.) do ok. 11,9 mln zł (pan Janusz Filipiak – Prezes Zarządu COMARCH S.A.), przy średniej wynoszącej ok. 6,0 mln zł.

Badanie PwC obejmuje wynagrodzenia kadry zarządzającej 140 spółek giełdowych w 2011 r. w ujęciu branżowym, z podziałem na poszczególne indeksy GPW: WIG20, mWIG40 i sWIG80 według składu indeksów na dzień 31 grudnia 2011 roku.

Operator marketów Media Expert przejmuje Avans

Spółka Open Media (spółka celowa, powołana w celu zakupu sieci) złoży do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wniosek o zgodę na przejęcie ponad 100 elektromarketów – AVANS. To jedna z większych transakcji na rynku dystrybutorów sprzętu Multimedia, RTV i AGD w ostatnich latach. Open Media jest powiązana ze spółką Domex, która zarządza częścią marketów sieci Media Expert (ok. 70 sklepami na ponad 260).

– Liczymy, że decyzja Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zostanie wydana w możliwie jak najszybszym terminie. Jest to dla nas, jako nowych właścicieli istotne, z uwagi na konieczność podjęcia planowanych działań biznesowych, związanych z odbudową siły marki AVANS – mówi Arkadiusz Tomala, Prezes Zarządu Open Media Sp. z o.o.

Nowy właściciel planuje budowę biznesu w oparciu o markę AVANS, która kilka lat temu posiadała wysoki udział w sprzedaży detalicznej i cieszy się wysoką rozpoznawalnością.

– Pozytywna decyzja UOKiK pozwoli nam na realizację założonych działań, m.in. rozwój sieci na terenie całego kraju. Planowane jest również dokładne przyjrzenie się ofercie sklepów i jeszcze lepsze dostosowanie jej do oczekiwań klientów z naciskiem na rozwój sprzedaży internetowej – dodaje Arkadiusz Tomala.

Przejęcie sieci AVANS jest niepowtarzalną okazją, a jednocześnie szansą na odtworzenie siły marki oraz na przywrócenie jej wiarygodności kupieckiej. AVANS, dzięki doświadczeniu nowych właścicieli, którzy z sukcesem wprowadzili na rynek markę Media Expert i której obecnie są współwłaścicielami, ma szansę odbudować swoją pozycję w branży, poprzez umocnienie brandu oraz dostosowanie się do dzisiejszych wymagań rynkowych, a poprzez to na odniesienie sukcesu.

W rankingu zrealizowanym przez dziennik Rzeczpospolita w 2011 roku marka AVANS została wyceniona na ponad 133 mln złotych.

Prezes Urzędu Zamówień Publicznych o rażąco niskich cenach w przetargach

– To nie cena jako jedyne kryterium w przetargach, jest dziś problemem. Jest nim składanie ofert z rażąco niskimi cenami – uważa Jacek Sadowy, prezes Urzędu Zamówień Publicznych. – Na tym chcemy się skoncentrować i to uważamy za element pilnych i szybkich zmian w systemie zamówień publicznych. Zdaniem prezesa, to pomogłoby zapobiegać w przyszłości takim sytuacjom, jakie występują teraz w drogownictwie.

Zamiana ustawy Prawo zamówień publicznych ma być lekarstwem na problemy, o których mówi się od dawna, a które były szczególnie widoczne w przypadku realizacji projektów infrastrukturalnych przed Euro 2012, głównie przy budowie autostrad. Chodzi przede wszystkim o ceny, oferowane przez firmy starające się o zamówienie.

– Chcemy, by instytucje zamawiające w sposób bardziej szczegółowy badały ceny, które są podawane przez wykonawców na etapie postępowania zamówień publicznych – mówi Jacek Sadowy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria. – To w celu ewentualnej weryfikacji, czy te ceny są realne, czy nie są przypadkiem cenami dumpingowymi, rażąco niskimi.

Szef Urzędu podkreśla, że jest to konieczne, by nie dochodziło w przyszłości do podobnych sytuacji, jakie mamy dziś, a więc realizowania kontraktów poniżej poziomu kosztów.

Proponowane przez Urząd Zamówień Publicznych zmiany w ustawie, nie poruszają kwestii wprowadzenia innych niż cenowych, obligatoryjnych kryteriów, decydujących o zwycięstwie w przetargu.

– Dzisiaj ustawa Prawo zamówień publicznych daje możliwość stosowania, obok ceny, również innych kryteriów oceny ofert – tłumaczy szef UZP. – Jest to dość elastyczny mechanizm i uważamy, że nie cena, jako jedyne kryterium jest tu problemem.

Branża budowlana musi dziś mierzyć się z problemami, jakich nie doświadczała od dawna. Głównym jest słabnąca koniunktura. Prezes Urzędu Zamówień Publicznych przekonuje, że przyczyn kryzysu w branży jest więcej.

– Pierwsza kwestia to jest wzrost konkurencyjności w systemie zamówień publicznych, co nas z jednej strony cieszy, ale z drugiej strony wywołuje dużą presję na wykonawców ze schodzeniem z cenami składanymi w trakcie postępowania – mówi Jacek Sadowy.

Realizacja kontraktów na granicy ryzyka wobec wzrostu cen materiałów czy kosztów podwykonania, powoduje, że kontrakty, które na początku zawierały pewien margines zysku, stają się nieopłacalne z punktu widzenia wykonawcy.

– Problemem są także kwestie konkurencji, braku efektywnej możliwości weryfikowania cen i jednocześnie wzrostu cen w okresie między zawarciem umowy a wykonaniem zamówienia publicznego – dodaje szef UZP.

Wysokość płacy minimalnej w 2013 r. – więcej znaczy lepiej?

Zarówno związki zawodowe, jak i pracodawcy krytykują rządową propozycję podwyżki do kwoty 1600 zł brutto, tyle że z zupełnie innych powodów. Porozumienie musi zostać osiągnięte przed 15 lipca.

Jeśli związkowcy i pracodawcy nie porozumieją się w ciągu kolejnych dwóch dni, wysokość płacy minimalnej ustali rząd. Będzie mieć na to czas do 15 września tego roku.

Dotychczasowa propozycja rządu zakłada podwyżkę o 100 zł brutto. To oznacza, że każdego miesiąca do kieszeni najmniej zarabiających pracowników trafiałoby 1 181 złotych.

Krytycznie do pomysłu podniesienia płacy minimalnej podchodzą pracodawcy. Ich zdaniem każda kolejna podwyżka kosztów pracy może zniechęcić przedsiębiorców do zatrudniania pracowników.

Prof. Jan Winiecki, członek Rady Polityki Pieniężnej, również krytykuje propozycję rządu. Według ekonomisty, podwyższanie płacy minimalnej w momencie, kiedy gospodarka spowalnia, uderza w konkurencyjność firm.

– Wszyscy się mierzą do tego podstawowego stopnia, jakim jest płaca minimalna. Jeżeli ten stopień się podniesie, to będzie generować presję na przywrócenie dawnych proporcji płacowych między fachowcami a tymi najsłabszymi zawodowo. To jest ten mechanizm nakręcający presję płacową w dosyć trudnych warunkach makroekonomicznych – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria ekonomista i członek Rady Polityki Pieniężnej.

Argumentacja ta nie przekonuje związkowców, którzy chcieliby, aby płaca minimalna równała się połowie średniego wynagrodzenia. Według NZZ „Solidarność” powinno to być 1626 zł, a OPZZ chce 1676 zł brutto.

Zdaniem prof. Winieckiego większą podwyżką płacy minimalnej rząd może bardziej zaszkodzić niż pomóc najsłabiej zarabiającym.

– Jeżeli rząd zatroszczy się o podniesienie płacy minimalnej, przedsiębiorcy wypłacą ją tylko tym, którzy są w stanie na nią zapracować. A tych, których wydajność pracy będzie niższa, będą zwalniać. Więc jednym się robi dobrze, a drugim – źle – tłumaczy ekonomista.

Tegoroczna płaca minimalna, która wynosi 1,5 tys. zł, to niewiele ponad 40 proc. średniego wynagrodzenia. Zgodnie z ustawą, każdego roku płaca minimalna powinna być podwyższana o planowany wskaźnik inflacji.

Polacy mają prawie 1 bln zł oszczędności

Oszczędności zgromadzonych przez polskie gospodarstwa domowe osiągnęły rekordowy poziom 960 mld zł, z czego aż 500 mld zł stanowią bezpieczne bankowe. Co prawda przez ostatnie 10 lat oszczędności wzrosły dwukrotnie, ale wciąż plasujemy się pod tym względem na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Średnio depozyt na mieszkańca jest 2 razy niższy niż w Czechach i aż 9 razy niższy niż w Belgii – wynika z raportu przygotowanego przez ekspertów banku BGŻOptima.

Oszczędzamy coraz mniej. Stopa oszczędzania, rozumiana, jako procent dochodu do dyspozycji gospodarstwa domowego, jaki jest odkładany, spada w Polsce od 15 lat i stanowi obecnie około 5 proc.

– To jest dosyć mało porównując do innych krajów Zachodniej Europy. Niemcy czy Belgowie oszczędzają dwa razy więcej w porównaniu do swojego dochodu do dyspozycji – mówi dyrektor banku BGŻOptima Piotr Grzybczak.

Wniosek: Polacy zdecydowaną większość swoich dochodów przeznaczają na konsumpcję, a większe wydatki pokrywają nie z oszczędności, a z kredytów. Zdaniem Piotra Grzybczaka to efekt przyspieszonego tempa wzrostu gospodarczego w ostatnim czasie.

W Polsce średni depozyt na mieszkańca to około 12 tysięcy złotych.

– Dla porównania w Czechach ta liczba wynosi 2,5 razy więcej niż w Polsce, mimo że dochód na mieszkańca w Czechach jest zbliżony do polskiego. Rekordzistami w Europie są Belgowie. Mają prawie 26 tysięcy euro oszczędności na mieszkańca, co jest prawie dziesięć razy wyższą liczbą od polskiej – zauważa Piotr Grzybczak.

Jak podkreśla dyrektor BGŻOptima w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria, Polacy wciąż oszczędzają bardzo konserwatywnie. 10 proc. naszych oszczędności to gotówka, którą trzymamy w domu. Unikamy lokowania pieniędzy w bardziej ryzykownych aktywach, a najchętniej korzystamy z krótkoterminowych lokat, które systematycznie odnawiamy. Gotówka i depozyty, czyli najbezpieczniejsze formy gromadzenia pieniędzy, to łącznie ponad 60 proc. naszych oszczędności, podczas gdy w krajach Zachodniej Europy ta liczba waha się od 30 do 40 proc.

Z raportu banku wynika również, że po likwidacji popularnych lokat jednodniowych, które były zwolnione z podatku Belki, poziom depozytów przestał rosnąć. Zdaniem Piotra Grzybczaka to powinno wkrótce ulec zmianie, ponieważ – zgodnie z prognozami ekspertów banku – stopa oszczędzania również powinna wzrastać.

Może się to stać dzięki nowej ofercie banków, namawiającej klientów do długoterminowego oszczędzania. Nowe regulacje dla banków, jak Bazylea III, do której wdrożenia przygotowuje się polski sektor bankowy, powodują, że udział i znaczenie depozytów terminowych, przynajmniej takich na 6 miesięcy oraz dłuższych, będzie rósł.

– Mamy od tego roku indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego. Wciąż jest interpelacja, żeby te IKZE były jeszcze dla klientów korzystniejsze, na co mocno liczymy, bo to oszczędzanie na emeryturę jest ważne dla klientów. Jest ważne również dla gospodarki, ponieważ pozwala dać gospodarce długoterminowe finansowanie – mówi Grzybczak.

Inwestycje, które szczególnie pobudzają gospodarkę, potrzebują właśnie takiego finansowania, które zwykle pochodzi z importu kapitału zagranicznego bądź z długoterminowych depozytów. Zdaniem dyrektora BGŻOptima w sytuacji, z jaką mamy do czynienia, kiedy chęć eksportowania kapitału do Polski jest na Zachodzie nieco mniejsza, to oszczędności są niezbędne, żeby finansować gospodarkę.

– Warto również rozważyć stopniowy powrót na giełdę. Spodziewamy się, że inwestując w długim terminie, na 5 lat, już zaczyna się robić dobry moment, żeby wracać na giełdę, żeby stopniowo, miesiąc po miesiącu swoje zaangażowanie w rynek akcji zwiększać, szukając również tego przysłowiowego dołka, który w najbliższym czasie będzie można już na giełdzie znaleźć – radzi Piotr Grzybczak.

Jak twierdzą eksperci banku, w ciągu ostatnich kilkunastu lat najlepsze średnie stopy zwrotu przynosiły inwestycje w surowce, akcje oraz produkty finansowe o nie oparte. Nadal ciekawym pomysłem pozostaje inwestowanie w ziemię oraz wybrane obligacje korporacyjne dużych przedsiębiorstw, które posiadają stabilną sytuację finansową.

BGŻOptima to pierwszy w Polsce bank internetowy specjalizujący się wyłącznie w oszczędzaniu.

Grupa o2 S.A. planuje debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych

Grupa o2 SA, jeden z największych graczy na rynku reklamy internetowej w Polsce, wydawca m.in. takich serwisów jak: o2.pl, Pudelek.pl, Kafeteria.pl i Wrzuta.pl, zamierza zadebiutować na GPW w Warszawie. Spółka planuje ekspansję w nowych segmentach rynku reklamy internetowej, w tym również poprzez akwizycje.

Pierwsza oferta publiczna akcji Grupy o2 SA – piątej co do liczby użytkowników grupy internetowej w kraju – może nastąpić już za kilka tygodni.

– Zależy nam, aby akcje Grupy o2 były plasowane w możliwie najlepszym momencie, dlatego głównym wyznacznikiem najbliższych działań będzie aktualna koniunktura na rynku. Środki od inwestorów przeznaczymy na rozwój posiadanych oraz tworzenie nowych serwisów poszerzających naszą aktualną ofertę reklamową. Ponadto, nie wykluczamy przejęć interesujących podmiotów z naszej branży – komentuje Jacek Świderski, współzałożyciel i członek zarządu Grupy o2.

Grupa o2 SA jest jednym z największych podmiotów na rynku reklamy internetowej w Polsce. Oferta Spółki obejmuje cztery główne segmenty: Display i Wideo, Mailing (m.in. do użytkowników kont pocztowych usługi Poczta o2) oraz Social Media. W tym roku Grupa o2 objęła 30% akcji notowanej na rynku NewConnect spółki Socializer SA, która specjalizuje się w działaniach reklamowych na Facebooku.

– Dzięki sprawdzonemu modelowi biznesowemu, nasza grupa kapitałowa osiąga wysoką rentowność w porównaniu z konkurentami notowanymi na giełdzie, a którzy uzyskują swoje przychody nie tylko z rynku reklamy internetowej. Po raz pierwszy w historii firmy skorzystamy ze środków zewnętrznych, a oferta publiczna pomoże w utrzymaniu wysokiego tempa rozwoju również w kolejnych latach – zauważa Świderski. – Posiadamy czternastoletnie doświadczenie w branży, umiejętność budowania silnych i rentownych marek oraz zdolność reagowania na pojawiające się trendy. Dużo energii poświęcamy na rozwój naszych serwisów, jednocześnie realizujemy kompletnie nowe, w tym również kapitałochłonne projekty. Dla skuteczniejszej realizacji naszej strategii rynkowej chcielibyśmy do naszych atutów dołożyć wsparcie ze strony rynku kapitałowego – dodaje.

W portfolio Grupy o2 SA znajduje się około 70 serwisów internetowych, wśród których najpopularniejsze są: o2.pl, Pudelek.pl, Wrzuta.pl, Kafeteria.pl. Łączna miesięczna liczba użytkowników tych serwisów to blisko 10 milionów (dane na podstawie badania Megapanel PBI/Gemius). Poczta o2 wchodząca również w skład tego portfolio jest obecnie użytkowana przez około 5 mln internautów.

Niniejszy materiał ma wyłącznie charakter promocyjny. Prospekt emisyjny spółki Grupa o2 S.A. („Spółka”), sporządzony w związku z ofertą publiczną i dopuszczeniem akcji Spółki do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego, jest jedynym prawnie wiążącym dokumentem zawierającym informacje o Spółce i publicznej ofercie jej akcji w Polsce. Prospekt emisyjny Spółki zostanie opublikowany i będzie dostępny na stronie internetowej Spółki pod adresem www.grupao2.pl oraz na stronie internetowej oferującego – Domu Inwestycyjnego BRE Banku S.A. pod adresem www.dibre.pl.

Raport MEC: Kobiety, mężczyźni i ich smartfony

Z badań przeprowadzonych przez MEC Analytics and Insight wynika, że smartfona posiada więcej mężczyzn niż kobiet (68% vs 59%). Także dla mężczyzn posiadanie dostępu do Internetu przez telefon komórkowy jest ważniejsze niż dla kobiet (69% vs 57%.). Ale analizując zachowania Polaków w poszczególnych grupach wiekowych widać wyraźne różnice w sposobie korzystania ze smartfonów.

Kim są posiadacze smartfonów? Wśród osób w wieku 20-24 lata, to kobiety częściej niż mężczyźni są właścicielkami smartfonów, czyli telefonów z dostępem do Internetu (26% i 15%). Te proporcje się wyrównują mniej więcej między 30-34. rokiem życia, a wśród osób powyżej 35 lat dominują już mężczyźni jako posiadacze smartfonów. Biorąc pod uwagę wykonywany zawód właścicieli smartfonów, to studentki i uczennice częściej mają smartfony niż uczniowie i studenci, a mężczyźni posiadający stałą pracę są częściej właścicielami smartfonów niż pracujące na stałe kobiety.

Do czego służą smartfony? Analizując szczegółowe zachowania posiadaczy smartfonów trudno nie zauważyć wpływu płci i wieku na preferowane czynności w Internecie. Generalnie zarówno kobiety jak i mężczyźni równie często korzystają z portali informacyjnych, z poczty służbowej i prywatnej, gier oraz słuchają muzyki. Kobiety częściej niż mężczyźni korzystają z lokalnych portali społecznościowych, Facebooka, komunikatorów, z wyszukiwarek internetowych np. Google, sprawdzają rozkłady jazdy. Mężczyźni częściej niż kobiety wykorzystują smartfona do załatwiania spraw finansowych, lokalizują obiekty, oglądają telewizję internetową, strony o treści erotycznej.

Mężczyźni częściej niż kobiety deklarowali instalowanie dodatkowych aplikacji (73% vs 55%). Ponadto generalnie więcej aplikacji zainstalowanych na swoich smartfonach mają mężczyźni, zarówno jeśli chodzi o aplikacje bezpłatne jak i płatne. Kobiety częściej deklarowały sciąganie jedynie darmowych aplikacji. Spośród tych, którzy korzystają z płatnych aplikacji, to mężczyźni częściej niż kobiety wydają do 10 zł miesięcznie na płatne aplikacje (41% vs 37%).

Smartfon w abonamencie czy na kartę? Tak samo często mężczyźni jak i kobiety płacili za korzystanie ze smartfonów w formie abonamentu (58% vs 59%). Natomiast posiadanie smartfona na kartę, czyli prawdopodobnie na własny użytek deklarowało więcej kobiet. Mężczyźni częściej posiadają służbowy smartfon opłacany przez pracodawcę.

Zdecydowana większość kobiet i mężczyzn (71% kobiet i 62% mężczyzn) deklaruje, że średnie miesięczne wydatki nie przekraczają 25-99 zł. Wydatki powyżej 100 zł deklarowali częściej mężczyźni niż kobiety, zarazem mężczyźni częściej niż kobiety deklarowali wykupienie dodatkowego pakietu danych internetowych (45% vs 35%).

Badanie przeprowadzono metodą CAWI na próbie 3365 respondentów.